To tylko obcy. Miły obcy — przeszło mi przez umysł. Właściwie miał na imię Samuel, ale nie mogłam nazwać go inaczej niż „obcy”.
Otrząsnęłam się ze stanu otępienia i spojrzałam na kartki, przez moment nawet nie zastanawiając się nad tym, czy niczego nie brakuje w pokaźnym stosie. Ale kto głupi chciałby zwinąć nic niewarte notatki na kolejne, bezsensowne kolokwium? Wzory, dziwne proporcje, które okropnie mi się myliły, były niestety kluczem do zaliczenia.
Z cichym westchnieniem zwróciłam się w przeciwnym kierunku, co poskutkowało tym, że powędrowałam śladem szatyna. Układ mojej twarzy mógł już zdradzać nerwy. Zawsze tak było. Próbowałam pohamować emocje, stłumić je głęboko w sobie, co robi większość społeczeństwa, ale nie, bo los chciał utożsamić mnie z otwartą księgą. Dusząc rosnącą frustrację, przeszłam przez próg jednego z lokalnych barów i zajęłam samotne miejsce przylegające do dużej szyby. Do moich nozdrzy od razu uderzyła nieprzyjemna woń mocnego alkoholu z wyrazistym chmielem. Może nie trafiłam do najlepszego miejsca do nauki, jednakże marne samopoczucie pozwalało mi teraz wejść nawet do sklepu monopolowego, gdzie każdy problem z nauką szybko pomknąłby w przyjemną nieświadomość.
Nie, nie posunę się do czegoś takiego.
Udzielałam niedawno korepetycji. Nie z działań matematycznych, ale coś koło tego.
Czymże będzie dla mnie jeden, głupi temat?
Oparłam łokcie o blat. Między dłonie wylądował zamówiony drink z nikłymi ilościami alkoholu. Zignorowałam komentarz barmana, że napój wcale nie pomoże mi w nauce, a uzyskam odwrotny efekt. Szczególnie irytowała mnie przy tym humorze szczera prawda. Jednak, o dziwo mniej zniechęcona, przysiadłam do materiału, skupionym spojrzeniem czytając po kolei skomplikowane zadania.
Rozwiązanie.
Chodzi o to, żeby mieć rozwiązanie.
Pomasowałam palcami skronie. Szumy i hałasy dookoła stały się wyjątkowo głośniejsze i dopiero zaczęło dochodzić do mnie, że bar to najgorszy z możliwych wyborów. W okamgnieniu nerwy przejęły nade mną kontrolę; dłoń bez wahania, chcąc dać upust emocjom, walnęła w stół. Los chciał, żeby pełny jeszcze drink zadrżał na stoliku i w efekcie upadł na podłogę z trzaskiem. Płytki oblegały małe, ostre kryształki.
- Cholera, przepraszam — syknęłam przepraszająco, nie bacząc na przybiegającą już kelnerkę. W amoku mój wzrok powędrował nieco wyżej, niż bym chciała, i dostrzegł stopy. A raczej buty. Tuż przed obszarem objętym w tej chwili specjalną ostrożnością.
Zdążyłam popaść w sekundowe zastanowienie, a kelnerka wysprzątała to, co nawyprawiałam. Moje spojrzenie dosłownie przepraszało.
- Co za nerwy. — Samuel. Ten sam głos, który zapisał mi się głęboko we wspomnieniach. Uniosłam wzrok, a następnie dźwignęłam się na nogi, by mierzyć się z mężczyzną na nieznacznie wyższym poziomie.
- Matematyka — odparłam zwięźle, przy czym umknęło ciche, zmęczone westchnienie. — Pewnie ty też nie jesteś geniuszem, co? Byłoby zbyt pięknie. — Ominęłam mokre smugi po drinku i zasiadłam z powrotem nad stosem znienawidzonych kartek.
- To zależy.
- Zależy? — Moja brew nieznacznie podniosła się w odpowiedzi na tajemnicze słowa mężczyzny. — Udzielasz korepetycji? — Jak na rozdygotany, postrzępiony nerwami umysł szybko wpadłam na to stwierdzenie, a myśl przyniosła za sobą gramy nadziei.
- Tak się składa, że udzielam — odparł z lekkim uśmiechem.
Oparłam się o blat stolika i subtelnie pochyliłam do przodu, wyskakując desperacko z nieśmiałym pytaniem.
- A... ile by to kosztowało?
Z racji, że zaliczenie miałam za cztery dni, a potrzebny był mi natychmiastowy zastrzyk wiedzy, czułam, że muszę wyłożyć swoje oszczędności.
Z cichym westchnieniem zwróciłam się w przeciwnym kierunku, co poskutkowało tym, że powędrowałam śladem szatyna. Układ mojej twarzy mógł już zdradzać nerwy. Zawsze tak było. Próbowałam pohamować emocje, stłumić je głęboko w sobie, co robi większość społeczeństwa, ale nie, bo los chciał utożsamić mnie z otwartą księgą. Dusząc rosnącą frustrację, przeszłam przez próg jednego z lokalnych barów i zajęłam samotne miejsce przylegające do dużej szyby. Do moich nozdrzy od razu uderzyła nieprzyjemna woń mocnego alkoholu z wyrazistym chmielem. Może nie trafiłam do najlepszego miejsca do nauki, jednakże marne samopoczucie pozwalało mi teraz wejść nawet do sklepu monopolowego, gdzie każdy problem z nauką szybko pomknąłby w przyjemną nieświadomość.
Nie, nie posunę się do czegoś takiego.
Udzielałam niedawno korepetycji. Nie z działań matematycznych, ale coś koło tego.
Czymże będzie dla mnie jeden, głupi temat?
Oparłam łokcie o blat. Między dłonie wylądował zamówiony drink z nikłymi ilościami alkoholu. Zignorowałam komentarz barmana, że napój wcale nie pomoże mi w nauce, a uzyskam odwrotny efekt. Szczególnie irytowała mnie przy tym humorze szczera prawda. Jednak, o dziwo mniej zniechęcona, przysiadłam do materiału, skupionym spojrzeniem czytając po kolei skomplikowane zadania.
Rozwiązanie.
Chodzi o to, żeby mieć rozwiązanie.
Pomasowałam palcami skronie. Szumy i hałasy dookoła stały się wyjątkowo głośniejsze i dopiero zaczęło dochodzić do mnie, że bar to najgorszy z możliwych wyborów. W okamgnieniu nerwy przejęły nade mną kontrolę; dłoń bez wahania, chcąc dać upust emocjom, walnęła w stół. Los chciał, żeby pełny jeszcze drink zadrżał na stoliku i w efekcie upadł na podłogę z trzaskiem. Płytki oblegały małe, ostre kryształki.
- Cholera, przepraszam — syknęłam przepraszająco, nie bacząc na przybiegającą już kelnerkę. W amoku mój wzrok powędrował nieco wyżej, niż bym chciała, i dostrzegł stopy. A raczej buty. Tuż przed obszarem objętym w tej chwili specjalną ostrożnością.
Zdążyłam popaść w sekundowe zastanowienie, a kelnerka wysprzątała to, co nawyprawiałam. Moje spojrzenie dosłownie przepraszało.
- Co za nerwy. — Samuel. Ten sam głos, który zapisał mi się głęboko we wspomnieniach. Uniosłam wzrok, a następnie dźwignęłam się na nogi, by mierzyć się z mężczyzną na nieznacznie wyższym poziomie.
- Matematyka — odparłam zwięźle, przy czym umknęło ciche, zmęczone westchnienie. — Pewnie ty też nie jesteś geniuszem, co? Byłoby zbyt pięknie. — Ominęłam mokre smugi po drinku i zasiadłam z powrotem nad stosem znienawidzonych kartek.
- To zależy.
- Zależy? — Moja brew nieznacznie podniosła się w odpowiedzi na tajemnicze słowa mężczyzny. — Udzielasz korepetycji? — Jak na rozdygotany, postrzępiony nerwami umysł szybko wpadłam na to stwierdzenie, a myśl przyniosła za sobą gramy nadziei.
- Tak się składa, że udzielam — odparł z lekkim uśmiechem.
Oparłam się o blat stolika i subtelnie pochyliłam do przodu, wyskakując desperacko z nieśmiałym pytaniem.
- A... ile by to kosztowało?
Z racji, że zaliczenie miałam za cztery dni, a potrzebny był mi natychmiastowy zastrzyk wiedzy, czułam, że muszę wyłożyć swoje oszczędności.
Samuel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz