Dzisiejszy dzień był jednym z tych lepszych. Wszystko szło zaskakująco gładko, Szczerze miałem nadzieję, że jeżeli dalej tak pójdzie, to będę mógł znaleźć sobie chwilę czasu dla siebie. Dla siebie, czyli miałem na myśli, że zajrzę do kuchni i będę miał okazję popracować z naszą załogą, która oczywiście dzisiaj (tak, jak zawsze) sprawowała się świetnie.
Moje rozmyślanie o udanym dniu w pracy, przerwało pukanie do drzwi. Podpisałem się na jednym z ostatnich świstków papieru i uniosłem wzrok na osobę, która pojawiła się w otwierających się drzwiach.
- Dzień dobry - powiedziałem z uśmiechem do Odette, po czym znowu wzrokiem wróciłem do papierów i zacząłem uzupełniać kolejne puste miejsca czarnym atramentem.
- Dzień dobry. - Usłyszałem jej spokojny głos, który był jak miód na moje uszy. - Co ty taki uśmiechnięty? Nowa kelnerka sprawuje się świetnie?
- Zadowolony, bo idzie dzisiaj zaskakująco gładko. - Wstałem z fotela, ponownie podnosząc na nią swój wesoły wzrok. - I owszem, Holly jest świetna. Dawno nie było tak zaangażowanej pracownicy. - Jakby nie patrzeć była to prawda. Dawno nikt nie przychodził tak wcześnie do pracy, pomimo tego, że miała na późniejszą godzinę i wyrobiła się na czas otwarcia ze wszystkim. Co miałem poradzić, byłem naprawdę bardzo usatysfakcjonowany. Cieszę się, że akurat ją zatrudniłem.
- Nie da się ukryć, że jest zaangażowana. W moją pracę też. - Skrzyżowała ręce na piersi, a jej spojrzenie było całkiem pozbawione emocji. Miałem wrażenie, że miała mi to za złe. A ja przecież nawet o tym nie wiedziałem…
- Jak to w twoją? - Zmarszczyłem brwi. Tu zaczął się właśnie moment, kiedy to zaczynałem wątpić w to, że będę miał czas by wstąpić do kuchni. Jednak co poradzę, są problemy, które trzeba rozwiązać, a nad pojawianiem się tych sytuacji nie mam kontroli.
- Przyszłam na swoją zmianę, miałam ogarnąć kuchnię i przeprowadzić towar do spiżarni, a tu co? Wszystko pozałatwiane dokładnie tak, jakby przyszła tu jakieś dwie godziny temu. - Patrzyła na mnie wyczekująco. Z głośnym westchnieniem podszedłem do okna i podrapałem się po karku, wpatrując się w tłok uliczny. O tej godzinie dużo ludzi jechało do pracy, więc nic dziwnego, że jedyne, co zobaczyłem, to długi, niekończący się korek.
29 kwi 2019
28 kwi 2019
Od Dearden do Juliena
Biorę głęboki oddech i powoli, nieco niepewnie, stukam miarowo w znajome, drewniane drzwi z niewielkim złotym numerem 4 tuż nad okiem judasza. Zauważam, zresztą tak samo jak za każdym razem, gdy odwiedzam to miejsce, że cyfra jest nieco krzywo przyklejona - jej górna część chyli się zbyt mocno ku lewej stronie w stosunku do dolnej i zamiast znajdować się na środku drzwi, jest oddalona od niego o kilka centymetrów. Gdyby było to moje mieszkanie, uporałabym się z tym jeszcze tego samego dnia, w którym podpisałabym umowę najmu lub sprzedaży, jednak zarówno Bram jak i jego współlokator, Nate, zdają się tym zupełnie nie przejmować. Co więcej, ilekroć zwracam im uwagę, wymieniają się porozumiewawczo spojrzeniami, a Nathaniel dodatkowo klepie mnie niedbale po ramieniu ze słowami: 'Beatrice, przestań zachowywać się jak nasza matka. Gdybym chciał słuchać mojej, nie wyprowadzałbym się z domu w chwili ukończenia osiemnastu lat'. I na tym dyskusja się zwykle kończy. Chociaż uwielbiam tego faceta, mam nadzieję, że dzisiaj nie będzie go w domu. Nie jestem w nastroju do żartów.
Zaraz po tym jak opuściłam dom Juliena, nie mogłam zdecydować, dokąd się udać. Mój własny apartament jest najpewniej właśnie oblegany przez Rose i, co ostatnio było dla mnie wyjątkowo niemiłą rutyną, kilka jej najbliższych przyjaciółek, które, przynajmniej według tego, co udało mi się wyciągnąć od Blue, razem z nią uczęszczały na zajęcia w siłowni znajdującej się w którejś z galerii handlowych w Avenley i zawsze brakowało im czasu na pogaduchy. A akurat idealnie się składa, że nasze mieszkanie nie dość, iż jest spore, to jeszcze przez większość dnia puste. Dlatego też od kilku dni pełni funkcję gniazda dla piszczących młodych kobiet, które podczas przygotowywania zdrowych napojów zamieniają moją piękną kuchnię w istne pobojowisko. W tamtej chwili po prostu nie miałam siły na zbędne marnowanie nie tylko czasu, ale i energii w takim otoczeniu. Jeśli chodzi o Adaline, jak to ona, zapewne zamknie się w pokoju lub wróci do swojej galerii i nie wyściubi z niej nosa dopóki nie dostanie ode mnie smsa z informacją o opuszczeniu apartamentu przez znienawidzony przez nią typ dziewcząt.
Zaraz po tym jak opuściłam dom Juliena, nie mogłam zdecydować, dokąd się udać. Mój własny apartament jest najpewniej właśnie oblegany przez Rose i, co ostatnio było dla mnie wyjątkowo niemiłą rutyną, kilka jej najbliższych przyjaciółek, które, przynajmniej według tego, co udało mi się wyciągnąć od Blue, razem z nią uczęszczały na zajęcia w siłowni znajdującej się w którejś z galerii handlowych w Avenley i zawsze brakowało im czasu na pogaduchy. A akurat idealnie się składa, że nasze mieszkanie nie dość, iż jest spore, to jeszcze przez większość dnia puste. Dlatego też od kilku dni pełni funkcję gniazda dla piszczących młodych kobiet, które podczas przygotowywania zdrowych napojów zamieniają moją piękną kuchnię w istne pobojowisko. W tamtej chwili po prostu nie miałam siły na zbędne marnowanie nie tylko czasu, ale i energii w takim otoczeniu. Jeśli chodzi o Adaline, jak to ona, zapewne zamknie się w pokoju lub wróci do swojej galerii i nie wyściubi z niej nosa dopóki nie dostanie ode mnie smsa z informacją o opuszczeniu apartamentu przez znienawidzony przez nią typ dziewcząt.
Od Althei C.D Billy Joe
Czy nadążałam w ogóle za pędzącymi naprzód wydarzeniami? Przesadą by było, gdybym powiedziała, że tak. Każde posunięcie Billy'ego skutkowało coraz większymi sprzecznościami w mojej głowie. Byłam na niego zła, że właśnie porządził się i sam zadecydował, co będzie dla mnie najlepsze, ale równocześnie może poczułam wdzięczność, której nie umiałam jeszcze przyznać.
Jedno wiedziałam. W mojej głowie natychmiastowo rozbudził się świeży, nieznośny ból, napędzany natłokiem niezgodnych myśli. Sama już zgubiłam się w tym, jak zamierzam potraktować działania, jakie podjął Billy, i choć była to już przeszłość, to dalej nie potrafiłam wyobrazić sobie, że zdarzyło się to w tak krótkim czasie. Przeze mnie, bo rozkręciłam tą całą spiralę.
Teraz siedziałam przed piosenkarzem w (na oko) zwyczajnej restauracji, nie kryjąc lekkiego zdezorientowania.
- Doceniam starania. — W końcu moje spojrzenie padło na niego, po tym jak zbadało gromadzące się na stoliku jedzenie.
Jego wyraz twarzy był bliski pytaniu „coś nie tak?”, jednak potrzymałam go chwilę w niepewności, chociażby z tego względu, że nie wiedziałam, co powiedzieć. To było miłe. Naprawdę miłe. Ale taka liczba zmian na raz sprawiła, że w mojej głowie tworzył się coraz większy chaos. Chaos zupełnie nie do ogarnięcia, który podświadomie każe mi wracać do starych zwyczajów pracowania w barze, przy boku poprzedniego szefa. I choć teraz wszystko mogło być lepsze, to chciałam się wycofać jak najszybciej, póki odejście Harry'ego nie wydaje się jakimś pięknym snem.
- Wiesz, że w barze trzymał mnie tylko szef? — kontynuowałam przygaszonym głosem. — Teraz, kiedy go nie ma, mam poczucie, że mogę więcej. Że mogę w końcu się wycofać i nie patrzeć więcej na te cholerne ściany, pamiętając, co się w nich działo. W każdym razie miłego zarządzania tym okrutnym miejscem.
Moliere chyba sam nie wiedział, jaką reakcję dobrać. Zdążył chwycić za swoją szklankę z wodą, upił łyka i dopiero przemówił.
- Dla mnie najważniejsze jest to, że ten sukinsyn jest tam, gdzie jego miejsce. I że jesteś bezpieczna.
- Billy, co ty mu zrobiłeś? — Rzuciłam mu niepewne spojrzenie.
Wszystkiego najlepszego, Nivan!

Tą czcionką na grafice niczym ze Spongeboba (albo mi się wydaje) witamy w tym nadzwyczajnym dniu, jakim są urodziny Nivana. Jest to jedna z absolutnie pierwszych postaci na blogu, siedzących tutaj aż po dzisiaj, a ponadto wyróżniająca się imponującą liczbą postów — skolekcjonowała ich tu aż 130! Nivan, przede wszystkim dziękujemy Ci za tak ogromny wkład w Avenley River. Nie da się ukryć, że niektóre dni byłyby bez perypetii Nivana oraz Antoniego zwyczajne puste. Natomiast w urodziny życzmy Ci — póki co bez kreatywności — samego szczęścia w życiu, powodzeń, które pozwolą Ci osiągnąć spełnienie, jeżeli jeszcze tego nie dokonałeś. Ale te skurczysyństwo czai się gdzieś w świecie, tylko nie przegap! Na drugim miejscu jest zdrowie. Ważne w każdym stopniu i życzymy Ci, byś miał go jak najwięcej, zaraz po nieskończonych pokładach cierpliwości do reszty świata — oj, to zawsze jest potrzebne, czy to do rodziny, znajomych czy nawet drugiej połówki. O uszy obiło nam się, że ją masz i dobrze Ci się wiedzie, zatem niech ta dobra passa okraszona wytrwałością się nie ukróca. Poza tym zawsze przyda się worek weny i kolejnych pomysłów na opowiadania, które — choć krótkie — zdecydowanie nie jest to ich mankament, gdyż mają swój urok i są Twoją wizytówką, nie trać jej. Myślę, że pisanie jest swego rodzaju pasją, lecz jeśli masz wiele innych zainteresowań, życzę, byś rozwijał je z pełnym zaangażowaniem, zapałem i chęciami, których mimo to w życiu czasem brak. Bądź wytrwały nie tylko w relacjach z ludźmi, ale w dążeniu do wyznaczonych celów, które miejmy nadzieję spełnią się jak najszybciej. Przydadzą się jeszcze przyjaciele na całe życie, dobre oceny w szkole (chyba, że strajk masz, to odpoczywaj ile wlezie), a poza tym oczywiście dobrze ułożonej przyszłości, która da pinionszki. Cóż tu jeszcze dodać? Sam doskonale wiesz, czego potrzebujesz, dlatego niech życie stanie po Twojej stronie i zapewni Ci to wszystko. Jeszcze raz sto lat!
Administracja.
Zapraszamy serdecznie do komentarzy. ♥
27 kwi 2019
Od Naffa do ktosia
Jęknąłem, słysząc budzik. Po omacku trzepnąłem dwa razy w stolik nocny i trafiłem wreszcie na małe plastikowe pudełeczko.
-Jest 8 rano- Mechaniczny głos odezwał się, dając mi do zrozumienia, że moje zajęcia zaraz się zaczną. Po co ja tu tak w ogóle jestem? Cichy pisk z okolicy moich łydek jeszcze bardziej mnie zirytował. Po cholerę mi to psisko skoro laska odwala jego robotę i nie muszę się oganiać od ludzi? Przecież głaskanie pieska to podstawa!
-Morda lizusie ! I tak wiem, że uwielbiasz być w centrum uwagi- Burknąłem i wydostałem się spod kołdry. Rozchyliłem powieki i skrzywiłem się. Zarys okna. Tyle widziałem. Potrafiąc odróżnić światło od braku światła i ciemność nie nadawałem się do czegokolwiek. Pierdole to wszystko. Powoli ubrałem się i wsunąłem okulary na nos i sięgnąłem po psie szelki, które powinny wisieć na ścianie. Powinny, bo zapomniałem ich wczoraj odstawić na miejsce.
-Pierdolony kundel, Tony smycz!- Krótka komenda postawiła paskudne zwierzę na nogi. Po chwili wjechał w moją łydkę swoją głową wraz z szelkami. Syknąłem i zabrałem mu sprzęt z pyska. Jego życiowym celem było chyba niszczenie mi życia zaraz po naprawianiu go. Ta, naprawianiu. Dobre sobie. Schyliłem się i powoli zapiąłem psa w uprząż. Teraz mogłem wyjść na światło dzienne i robić z siebie idiotę dalej. Ale hej! Przynajmniej komuś się zrobi cieplej a sercu, bo pomoże mi przejść przez pasy! Przecież bycie biednym ślepym chłopcem to taka idealna fucha! Zamknąłem za sobą drzwi i pozwoliłem szatańskiemu pomiotowi prowadzić mnie na ulicę. Kiedy opuściliśmy budynek, wydałem krótką komendę, dzięki której pies mógł się załatwić. Co jak co, ale nie potrzebowałem sikającego psa na zajęciach. Po chwili szarpnął lekko, dając mi do zrozumienia, że skończył. Po drodze starałem się wyczuć, kiedy znajdziemy się obok jakiejś kawiarni. Silny zapach kawy i wanilii zaatakował mój nos.
- lokal- Polecenia zmieniło tor trasy psa. Podszedł do drzwi i zatrzymał się. Uniosłem rękę i delikatnie dotknąłem klamki. Była metalowa albo z czegoś żelazopodobnego. Chłód, jaki dawała, był odrobinę kojący. Po chwili odpuściła się bez mojego nacisku. Drzwi odchyliły się lekko, zmuszając mnie do wypuszczenia klamki.
-Hej, wszystko ok?
- wyśmienicie- Syknąłem, czując jak mój poziom irytacji i zmęczenia momentalnie narasta.
-To Starcaffe, tu chcesz wejść?
-Ta.
-Jestem Roland i pracuję tu, w czym mogę pomóc?- Męski głos jeszcze bardziej mnie zirytował
-Kawa? Kanapki? -Nie chciało mi się bawić w uprzejmości.
-Jasne, coś z mlekiem czy czarna?
-Cappuccino i kanapka z serem albo czymś.
-Ser, pomidor papryka?
- mhm- Sięgnąłem do kieszeni i wydobyłem portfel. Powoli starałem się zorientować jaki banknot mam pod ręką.
-Płatność gotówką czy...
- Kartą- Poddałem się i podważyłem plastik paznokciem, wyjmując go z materiałowej przegrody.
-Proszę, uwaga, bo …- Nie chciałem, żeby kończył. Ofiaro losu, oto twoja kawa, ale uważaj! Jesteś ślepy! Możesz się nie domyślić, że jest gorąca! No kurwa wcale. Nie czuję tego przez papier. Sunąłem za psem i starałem się nie zwracać uwagi na głosy, które coraz bardziej dobiegały do moich uszu. Pies cicho mruknął i zatrzymał się. Wystawiłem rękę i oparłem palce o ceglaną ścianę. Przesunąłem palce i natrafiłem na drzwi. Pchnąłem drewnianą powierzchnię i szybko przekroczyłem progi uniwerku.
-Ojej, jest ślepy!
-Jaki piesek!
-Stary patrz!- Głosy zalały moje uszy. Zacisnąłem szczękę, zastanawiając się, jak silny nacisk łamie zęby i ruszyłem przed siebie, starając się wejść na każdego, kto mi wejdzie w drogę. Pierdolę tych ludzi. Oh taki biedny chłopiec! Taki biedny ślepiec! Przecież to taka tragedia! Trzeba mu pomóc! Przecież pewno jest smutny! No i zapewne potrzebuje przyjaciela! Tak ! Przyjaciel to tak cudownie naprawi. Ja pierdole. Sarknąłem sam do siebie, czując, jak robię się coraz bardziej zły. Zatrzymałem się pod drzwiami i powoli przejechałem po alfabecie Braille na tabliczce. Nie potrafiłem wiele. Ale liczb się wyuczyłem między innymi z powodu uniwersytetu. 1...2...1... No to zła sala. Za daleko poszedłem. Zawróciłem i powoli sunąłem dłonią po ścianie, szukając drzwi. Kiedy wreszcie trafiłem na kolejną tabliczkę, zatrzymałem się 1...17. Idealnie. Pchnąłem drzwi i przekroczyłem próg klasy.
- Ah. Spóźnił się Pan.
-Ciężko być na czas jak się ni widzi -Burknąłem.
-Proszę usiąść- Zrezygnowany głos wykładowcy oznaczał wygraną. No tak, biedny chłopiec nie widzi. Nie wolno być dla niego niemiłym.
- Miejsce- Szybka komenda poprowadziła kundla do wolnego krzesła. Usiadłem i odstawiłem kubek z kawą na biurko. Wyciągnąłem dyktafon i włączyłem.
-Witam na pierwszych zajęciach z historii muzyki. Zaliczenie jest proste. Chciałbym usłyszeć o waszym ulubionym muzyku albo zespole. Prezentacja ustna na zajęciach. Informacje o rodzaju muzyki i tego typu detale. Wszystko jasne? Pomruk rozszedł się po sali. Kontem oka zauważyłem przebłysk światła. Okna, tam muszą być okna. Westchnąłem cicho.
<AHOJ KTOSIU>
-Jest 8 rano- Mechaniczny głos odezwał się, dając mi do zrozumienia, że moje zajęcia zaraz się zaczną. Po co ja tu tak w ogóle jestem? Cichy pisk z okolicy moich łydek jeszcze bardziej mnie zirytował. Po cholerę mi to psisko skoro laska odwala jego robotę i nie muszę się oganiać od ludzi? Przecież głaskanie pieska to podstawa!
-Morda lizusie ! I tak wiem, że uwielbiasz być w centrum uwagi- Burknąłem i wydostałem się spod kołdry. Rozchyliłem powieki i skrzywiłem się. Zarys okna. Tyle widziałem. Potrafiąc odróżnić światło od braku światła i ciemność nie nadawałem się do czegokolwiek. Pierdole to wszystko. Powoli ubrałem się i wsunąłem okulary na nos i sięgnąłem po psie szelki, które powinny wisieć na ścianie. Powinny, bo zapomniałem ich wczoraj odstawić na miejsce.
-Pierdolony kundel, Tony smycz!- Krótka komenda postawiła paskudne zwierzę na nogi. Po chwili wjechał w moją łydkę swoją głową wraz z szelkami. Syknąłem i zabrałem mu sprzęt z pyska. Jego życiowym celem było chyba niszczenie mi życia zaraz po naprawianiu go. Ta, naprawianiu. Dobre sobie. Schyliłem się i powoli zapiąłem psa w uprząż. Teraz mogłem wyjść na światło dzienne i robić z siebie idiotę dalej. Ale hej! Przynajmniej komuś się zrobi cieplej a sercu, bo pomoże mi przejść przez pasy! Przecież bycie biednym ślepym chłopcem to taka idealna fucha! Zamknąłem za sobą drzwi i pozwoliłem szatańskiemu pomiotowi prowadzić mnie na ulicę. Kiedy opuściliśmy budynek, wydałem krótką komendę, dzięki której pies mógł się załatwić. Co jak co, ale nie potrzebowałem sikającego psa na zajęciach. Po chwili szarpnął lekko, dając mi do zrozumienia, że skończył. Po drodze starałem się wyczuć, kiedy znajdziemy się obok jakiejś kawiarni. Silny zapach kawy i wanilii zaatakował mój nos.
- lokal- Polecenia zmieniło tor trasy psa. Podszedł do drzwi i zatrzymał się. Uniosłem rękę i delikatnie dotknąłem klamki. Była metalowa albo z czegoś żelazopodobnego. Chłód, jaki dawała, był odrobinę kojący. Po chwili odpuściła się bez mojego nacisku. Drzwi odchyliły się lekko, zmuszając mnie do wypuszczenia klamki.
-Hej, wszystko ok?
- wyśmienicie- Syknąłem, czując jak mój poziom irytacji i zmęczenia momentalnie narasta.
-To Starcaffe, tu chcesz wejść?
-Ta.
-Jestem Roland i pracuję tu, w czym mogę pomóc?- Męski głos jeszcze bardziej mnie zirytował
-Kawa? Kanapki? -Nie chciało mi się bawić w uprzejmości.
-Jasne, coś z mlekiem czy czarna?
-Cappuccino i kanapka z serem albo czymś.
-Ser, pomidor papryka?
- mhm- Sięgnąłem do kieszeni i wydobyłem portfel. Powoli starałem się zorientować jaki banknot mam pod ręką.
-Płatność gotówką czy...
- Kartą- Poddałem się i podważyłem plastik paznokciem, wyjmując go z materiałowej przegrody.
-Proszę, uwaga, bo …- Nie chciałem, żeby kończył. Ofiaro losu, oto twoja kawa, ale uważaj! Jesteś ślepy! Możesz się nie domyślić, że jest gorąca! No kurwa wcale. Nie czuję tego przez papier. Sunąłem za psem i starałem się nie zwracać uwagi na głosy, które coraz bardziej dobiegały do moich uszu. Pies cicho mruknął i zatrzymał się. Wystawiłem rękę i oparłem palce o ceglaną ścianę. Przesunąłem palce i natrafiłem na drzwi. Pchnąłem drewnianą powierzchnię i szybko przekroczyłem progi uniwerku.
-Ojej, jest ślepy!
-Jaki piesek!
-Stary patrz!- Głosy zalały moje uszy. Zacisnąłem szczękę, zastanawiając się, jak silny nacisk łamie zęby i ruszyłem przed siebie, starając się wejść na każdego, kto mi wejdzie w drogę. Pierdolę tych ludzi. Oh taki biedny chłopiec! Taki biedny ślepiec! Przecież to taka tragedia! Trzeba mu pomóc! Przecież pewno jest smutny! No i zapewne potrzebuje przyjaciela! Tak ! Przyjaciel to tak cudownie naprawi. Ja pierdole. Sarknąłem sam do siebie, czując, jak robię się coraz bardziej zły. Zatrzymałem się pod drzwiami i powoli przejechałem po alfabecie Braille na tabliczce. Nie potrafiłem wiele. Ale liczb się wyuczyłem między innymi z powodu uniwersytetu. 1...2...1... No to zła sala. Za daleko poszedłem. Zawróciłem i powoli sunąłem dłonią po ścianie, szukając drzwi. Kiedy wreszcie trafiłem na kolejną tabliczkę, zatrzymałem się 1...17. Idealnie. Pchnąłem drzwi i przekroczyłem próg klasy.
- Ah. Spóźnił się Pan.
-Ciężko być na czas jak się ni widzi -Burknąłem.
-Proszę usiąść- Zrezygnowany głos wykładowcy oznaczał wygraną. No tak, biedny chłopiec nie widzi. Nie wolno być dla niego niemiłym.
- Miejsce- Szybka komenda poprowadziła kundla do wolnego krzesła. Usiadłem i odstawiłem kubek z kawą na biurko. Wyciągnąłem dyktafon i włączyłem.
-Witam na pierwszych zajęciach z historii muzyki. Zaliczenie jest proste. Chciałbym usłyszeć o waszym ulubionym muzyku albo zespole. Prezentacja ustna na zajęciach. Informacje o rodzaju muzyki i tego typu detale. Wszystko jasne? Pomruk rozszedł się po sali. Kontem oka zauważyłem przebłysk światła. Okna, tam muszą być okna. Westchnąłem cicho.
<AHOJ KTOSIU>
26 kwi 2019
Candice Therese Snow
Źródło: Holland Roden ― pinterest.
Motto: „You are not making mistakes, you are not losing. You are either winning or learning”. Nieskomplikowany, nawet zbyt optymistyczny cytat, który ujarzmia jej żal i smutek po nieraz bolesnej porażce.
Imię: Proste, niewyróżniające się Candice, czasem kojarzone z cukierkami, stąd rozjuszający ją niewinny pseudonim Candy. Natomiast jej drugim imieniem jest Therese, od którego pochodzą wszelkie urocze zdrobnienia typu Tess, Tessy czy Tessa.
Nazwisko: Jej tożsamość dopełnia nazwisko Snow, które pomimo uprowadzenia nosi do dziś.
Wiek: Pełne dwadzieścia jeden lat.
Data urodzenia: Według legitymacji wczesnoszkolnej był to trzydziesty pierwszy lipca.
Płeć: Kobieta.
Miejsce zamieszkania: Dom Candice ulokowany jest na obrzeżach Blacksmith już od przeszło pięćdziesięciu pięciu lat ― przynajmniej tak mówi historia. Posesja nadążała za upływem czasu, dzięki czemu może poszczycić się wieloma nowoczesnymi akcentami, nadającymi urok każdemu pomieszczeniu. Sam budynek jest raczej odzwierciedleniem stylu industrialnego łączonego z elementami zwyczajnego shilieńskiego domu. Żadne z wielu pokoi nie wygląda na zaniedbane, zwłaszcza że na straży porządku oraz estetycznej kompozycji stoi największa urodzona pedantka, jaką jest przybrana matka Candice. Kobieta przykłada swoją magiczną rękę szczególnie do ogrodu, pielęgnując go z dosłowną rodzicielską miłością, przez co niejeden spacerowicz może pozazdrościć. Poza tym dwupiętrowy budynek mieści w sobie trzy sypialnie, przestronną kuchnię oraz łazienkę. Całość dopełnia wyjście na taras oraz jeden zagracony, zwykle zamknięty pokój, w którym niegdyś miało pojawić się studio fotograficzne bądź ciemnia. Natomiast pokój Candice od jej pierwszego pojawienia mieścił się na pierwszym piętrze. Przestrzeń zajmuje głównie duże łóżko przylegające do szarej, kamiennej ściany, na której przywieszone jest małe i okrągłe lustro. Obok miejscem na jej miliony notatek jest trzyszufladowe biurko, dosyć wąskie w swojej grubości, aczkolwiek pomaga podtrzymać czysty, spokojny wystrój pomieszczenia. Po przeciwnej stronie możemy zauważyć niewielki i czarny stolik, pod którym cały pokój buduje drewniana podłoga. Candice uwielbia małe, nierzucające się w oczy flakony z roślinami ― zajmują więc one miejsce na większości parapetów, będących częścią sporych okien przyozdobionych szarymi zasłonami.
Tess, przyjeżdżając na studia do Avenley River, popełniła błąd życia. Wynajęła mieszkanie w centrum ze swoimi przyjaciółkami, Izzy oraz Julią. To głównie dzięki silnej więzi z nimi jest o krok od spóźnień ― dzień w dzień balansuje na granicy, ale dalej wychodzi na punktualną i wzorową studentkę. Mieszkanie, jak to studenckie, wielkie nie jest, aczkolwiek może poszczycić się nowoczesnym oraz bardzo wyszukanym stylem. Niewielki salon zbudowany w większości z drewna uzupełnia cała masa roślin, które są jednocześnie wielkim urokiem tej części mieszkania. Aby zaoszczędzić nieco miejsca, zaraz obok sofy, wyjścia na balkon i półki mieści się niewielka, acz ładnie skomponowana kuchnia z wyspą. Musi być to niezwykle ważne miejsce dla dziewczyn, bo oprócz codziennych posiłków przyrządzają tam również jedzenie na całkiem częste wspólne nocki (co z tego, że pięćdziesiąt procent menu stanowią wtedy słodycze). Ostatnim pomieszczeniem jest jedna i jedyna łazienka utrzymana w stonowanych, przyjemnych kolorach . Mieści w sobie między innymi trzy niewielkie lustra, jedną mniejszą szafeczkę oraz drugą nieco większą.
Prywatnym azylem dla Candy w tym jakże wesołym mieszkaniu jest jej średnich rozmiarów pokój. Chcąc stworzyć wrażenie przestrzeni, postanowiła utrzymać całość w jasnych, optymistycznych kolorach, co gustownie kontrastuje z meblami wykonanymi z ciemnego drewna. Na prawej ścianie znajduje się tylko jedno okno, które rzuca światło na niezbyt liczne wyposażenie, ponieważ jest to zaledwie łóżko, mała szafka nocna, fotel i pufa. Za dekorację posłużyły małe, ciemne rośliny.
Orientacja: Stuprocentowa heteroseksualistka.
Tess, przyjeżdżając na studia do Avenley River, popełniła błąd życia. Wynajęła mieszkanie w centrum ze swoimi przyjaciółkami, Izzy oraz Julią. To głównie dzięki silnej więzi z nimi jest o krok od spóźnień ― dzień w dzień balansuje na granicy, ale dalej wychodzi na punktualną i wzorową studentkę. Mieszkanie, jak to studenckie, wielkie nie jest, aczkolwiek może poszczycić się nowoczesnym oraz bardzo wyszukanym stylem. Niewielki salon zbudowany w większości z drewna uzupełnia cała masa roślin, które są jednocześnie wielkim urokiem tej części mieszkania. Aby zaoszczędzić nieco miejsca, zaraz obok sofy, wyjścia na balkon i półki mieści się niewielka, acz ładnie skomponowana kuchnia z wyspą. Musi być to niezwykle ważne miejsce dla dziewczyn, bo oprócz codziennych posiłków przyrządzają tam również jedzenie na całkiem częste wspólne nocki (co z tego, że pięćdziesiąt procent menu stanowią wtedy słodycze). Ostatnim pomieszczeniem jest jedna i jedyna łazienka utrzymana w stonowanych, przyjemnych kolorach . Mieści w sobie między innymi trzy niewielkie lustra, jedną mniejszą szafeczkę oraz drugą nieco większą.
Prywatnym azylem dla Candy w tym jakże wesołym mieszkaniu jest jej średnich rozmiarów pokój. Chcąc stworzyć wrażenie przestrzeni, postanowiła utrzymać całość w jasnych, optymistycznych kolorach, co gustownie kontrastuje z meblami wykonanymi z ciemnego drewna. Na prawej ścianie znajduje się tylko jedno okno, które rzuca światło na niezbyt liczne wyposażenie, ponieważ jest to zaledwie łóżko, mała szafka nocna, fotel i pufa. Za dekorację posłużyły małe, ciemne rośliny.
Orientacja: Stuprocentowa heteroseksualistka.
Praca: Candice z trudem (trudem, aczkolwiek nie z jej strony) wybrała się na studia zrzeszające artystów. Jest więc studentką fotografii i rysunku. Dorabia sobie pomagając w bibliotece i choć nie płyną z tego cudowne pieniądze, Candice uwielbia tę ciszę i zapach świeżych kartek, który towarzyszy jej godzinami.
Charakter: Candice to kobieta pełna samych sprzeczności, które w otoczeniu społeczeństwa maskuje odpowiednio dobraną miną, sprawiającą wrażenie życiowej profesjonalistki, jaka nie boi się dobitnie wyrazić swojej opinii — nieraz tak szczerej, że wręcz krzywdzącej. Dokłada jednak wszelkich starań, by mimo wykształconej w sobie dyscypliny i poczucia odpowiedzialności złagodzić swoje słowa krytyki. Z reguły nie bywa zbyt bezpośrednia w działaniu. Musi najpierw podjąć kroki, starannie przeanalizować dostępne opcje i wcielić plan powolutku w życie — Candice uwielbia nabywaną w wyniku tego satysfakcję. Uczucie porażki jest dla niej wyjątkowo bolesne, wobec tego zazwyczaj dąży do swojej wewnętrznie zarysowanej perfekcji, która równocześnie tuszuje jej zagubiony emocjonalne umysł. Jako intelektualistka wydaje się osobą aż zbyt otwartą na dyskusję, czego dowodem jest znacząca wada, że zawsze ma coś do powiedzenia, oczywiście jeżeli jest to kategoria, w której może się pochwalić wiedzą. Sprawia również wrażenie dziewczyny mającej ludzi za idiotów, a przynajmniej wiadomo, że ciężko jej zaimponować. Mężczyzn, którzy nie wpadną w jej gust bądź okażą się zbyt nachalni, wyjaśnia paroma słowami i sprawia, że do konwersacji drugi raz nie dochodzi. Chyba, że lubisz działać na upartego, to wtedy masz zielone światło, z jakiego korzystasz na własną odpowiedzialność. Na ogół nie przyznaje się jednak do tego, że zaloty od strony mężczyzn jej typu podobają jej się do tego stopnia, że bez wahania potrafi pokazać się jako flirciarska kokietka, rozpalająca serca płci przeciwnej. Czasem zgrywa aż nadto niedostępną, czerpiąc satysfakcję z intrygowania, jednakże gdy sytuacja się odwraca i to jej ktoś wizualnie wpada w oko, nie przewiduje związków. Widzi mężczyznę jako obiekt do przelotnego romansu i nie pozwala postawić stopy za ustaloną przez siebie granicą, za którą liczyć się będzie jej prywatność i sekrety. Kobiety po prostu muszą mieć swoje mroczne tajemnice, czyż nie?
Candice wie, co dzieje się dookoła niej ― nie jest roztrzepana, na oczach ludzi nie ucieka myślami w ciemną gęstwinę i wśród innych zawsze stara się pokazywać jako osoba twardo stąpająca po ziemi, właśnie taki kreując sobie wizerunek. Typowy z niej mózgowiec, który nie podda się łatwo, dopóki w pełni nie zrozumie rzeczy, jaką w pobliżu usłyszy. Wierzy, że wiedza wykształci w niej profesjonalizm w wielu wariantach życia i stworzy sobie tym należyty respekt, jaki w zestawieniu z niezłym temperamentem odwróci uwagę od jej odmiennego wnętrza.
Nawet bardzo odmiennego. Zwłaszcza, że sprzecza się ono z tym, co pokazuje przy ludziach.
Przeważnie w środku czterech ścian, otoczona samotnością lub jedną bliską osobą, to tylko wrażliwa i dobra artystka, pragnąca przelać swoje myśli na płótno czy uchwycić kadr w aparacie, który byłby w stanie odzwierciedlić jej skryte emocje. Emocje, od jakich czasem się już dławi.
Wspominając o temperamencie, miałam na myśli ujawniany przez nią typ prawdziwej wojowniczki. Mocne, dobitne słowa już nieraz wpędziły ją w kłopoty, ale fakt faktem ― Candice nie potrafi siedzieć cicho, jeżeli widzi, że coś jest nie halo. To jej prawdziwy urok i pełna istota, która znajduje swoje ograniczenie dopiero w zakończeniu sprawy na jej korzyść.
Bywa momentami wredna i zbyt dosadna, szczególnie, jeśli jej anielska cierpliwość traci skrzydełka. Większość wad jednak na co dzień przyćmiewa uśmiechem, który zazwyczaj nie ma niczego wspólnego z fałszem. Można ją więc zapamiętać najczęściej jako dosyć przyjazną, gotową do pomocy dziewczynę, w której odnajdziesz zaangażowanie w pewnych sprawach. Rzadko kiedy w gronie ludzi pozwala sobie na utratę skupienia ― jest więc „na ziemi” cały Boży czas, kiedy ją widzisz.
Publicznie ogranicza wyrażanie uczuć do minimum. Mowa tu o takich, jak „kocham cię” bądź „nienawidzę”, które w skrajnych przypadkach wychodzą jej z ust z niesamowitą trudnością. Okrasza to jeszcze szczypta zażenowania i mamy zakłopotaną Candy ― rzadki i warty uwiecznienia moment. Można stwierdzić, że jej mózg działa całą dobę, niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. O jednej sytuacji, która dla innych mogła nie mieć znaczenia, potrafi myśleć długi, długi czas, rozprawiając jeszcze nad tym, co była w stanie zrobić lepiej. Czy ktoś kryje do niej jakąś urazę albo na odwrót ― polubił ją. Candice nie umie tak po prostu się nie przejmować i wyrzucić czegoś w niepamięć. Oj tak, nagminnie przypomina sobie o rzeczach, które działy się nawet parę lat temu i wysnuwa z nich te same wnioski, dobrze wiedząc, że właśnie straciła czas.
Candice wie, co dzieje się dookoła niej ― nie jest roztrzepana, na oczach ludzi nie ucieka myślami w ciemną gęstwinę i wśród innych zawsze stara się pokazywać jako osoba twardo stąpająca po ziemi, właśnie taki kreując sobie wizerunek. Typowy z niej mózgowiec, który nie podda się łatwo, dopóki w pełni nie zrozumie rzeczy, jaką w pobliżu usłyszy. Wierzy, że wiedza wykształci w niej profesjonalizm w wielu wariantach życia i stworzy sobie tym należyty respekt, jaki w zestawieniu z niezłym temperamentem odwróci uwagę od jej odmiennego wnętrza.
Nawet bardzo odmiennego. Zwłaszcza, że sprzecza się ono z tym, co pokazuje przy ludziach.
Przeważnie w środku czterech ścian, otoczona samotnością lub jedną bliską osobą, to tylko wrażliwa i dobra artystka, pragnąca przelać swoje myśli na płótno czy uchwycić kadr w aparacie, który byłby w stanie odzwierciedlić jej skryte emocje. Emocje, od jakich czasem się już dławi.
Wspominając o temperamencie, miałam na myśli ujawniany przez nią typ prawdziwej wojowniczki. Mocne, dobitne słowa już nieraz wpędziły ją w kłopoty, ale fakt faktem ― Candice nie potrafi siedzieć cicho, jeżeli widzi, że coś jest nie halo. To jej prawdziwy urok i pełna istota, która znajduje swoje ograniczenie dopiero w zakończeniu sprawy na jej korzyść.
Bywa momentami wredna i zbyt dosadna, szczególnie, jeśli jej anielska cierpliwość traci skrzydełka. Większość wad jednak na co dzień przyćmiewa uśmiechem, który zazwyczaj nie ma niczego wspólnego z fałszem. Można ją więc zapamiętać najczęściej jako dosyć przyjazną, gotową do pomocy dziewczynę, w której odnajdziesz zaangażowanie w pewnych sprawach. Rzadko kiedy w gronie ludzi pozwala sobie na utratę skupienia ― jest więc „na ziemi” cały Boży czas, kiedy ją widzisz.
Publicznie ogranicza wyrażanie uczuć do minimum. Mowa tu o takich, jak „kocham cię” bądź „nienawidzę”, które w skrajnych przypadkach wychodzą jej z ust z niesamowitą trudnością. Okrasza to jeszcze szczypta zażenowania i mamy zakłopotaną Candy ― rzadki i warty uwiecznienia moment. Można stwierdzić, że jej mózg działa całą dobę, niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. O jednej sytuacji, która dla innych mogła nie mieć znaczenia, potrafi myśleć długi, długi czas, rozprawiając jeszcze nad tym, co była w stanie zrobić lepiej. Czy ktoś kryje do niej jakąś urazę albo na odwrót ― polubił ją. Candice nie umie tak po prostu się nie przejmować i wyrzucić czegoś w niepamięć. Oj tak, nagminnie przypomina sobie o rzeczach, które działy się nawet parę lat temu i wysnuwa z nich te same wnioski, dobrze wiedząc, że właśnie straciła czas.
Jej brak humoru czy znacznie częstsze rozdrażnienie to prawdziwy powód do niepokoju. Wówczas najlepiej nie podchodzić do niej bez odpowiednio sprawdzonego zabezpieczenia. Bywa, że rzuci parę słów, które tłumiła przez długi czas i nie należą one do zbyt przyjaznych. Wtedy zaczyna miłować samotność, nie rozmawia, nie stara się nawet odpowiadać, chyba że będą to zwięzłe zdania. Umysł zasnuwa jej zupełna znieczulica na świat i irytuje się szybciej, niż kiedykolwiek ― nawet rzeczami, jakie nigdy dotąd by jej nie zirytowały. Poza czarnymi dniami, które przyćmiewają prawdziwą istotę Candice, można powiedzieć, że jest to okropnie wrażliwa dziewczyna, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Większość poznanych ludzi sądzi, że ma świat totalnie gdzieś, ale to kompletna bujda. Przejmuje ją niemal wszystko, co ją otacza. Zachowanie człowieka dociera do niej nawet bardziej, niż by chciała. Zauważa dzięki temu znacznie więcej, bazując na swojej rozwiniętej, acz nie zawsze nieomylnej intuicji, przez co szybko odkrywa to, co ktoś próbuje w sobie stłumić. Popełnione przez siebie błędy mocno przeżywa oraz daje radę przyznać się do nich. Nieważne, o jakie chodzi. Potrafi poświęcić wtedy czas na analizę tego, co mogła zrobić lepiej, choć w głębi wie, że to już kompletnie bezsensowne. Najczęściej to właśnie jej złota myśl łagodzi gorzki smak porażki, ale czasem i moc zawarta w tych kilku słowach zdaje się być niczym.
Hobby: Candice może pochwalić się sporym wachlarzem zainteresowań, poczynając od przebijającej wszystko inne fotografii, aż po monotonne tworzenie beznadziejnych rysunków, mówiących o niczym.
Książki od zawsze były jej przyjacielem, szczególnie w samotne, ciemne noce, kiedy niepokój wyrywał ją ze snu, wpychając w odmęty umysłu prawdziwe koszmary, z jakimi zamknięcie oczu wydaje się niezwykle trudnym wyzwaniem. Za pośrednictwem książek — nawet takich, które zdarzyło jej się czytać po wielokroć — zaczęła radzić sobie z sennymi marami.
Na uczelni uchodzi za jedną z aktywniejszych uczennic; taką, która lubi powiedzieć swoje i zrobić swoje. Współpracuje więc z pozostałymi na wielu wolontariatach i zabiera jej to tyle czasu, że gdy wraca wieczorem do swojego apartamentu, to automatycznie pada na materac.
Swego czasu interesowała ją moda. Teraz jest tylko elementem życia Candice — choć istotnym, to na pewno nie spędza już przed lustrem wielu godzin na przeszukiwaniu swojej szafy i testowaniu nowych stylizacji. Prezentuje się tak, na ile pozwala jej wolny czas, a że jest całkiem porannym ptaszkiem, nie trudno wstać jej o szóstej godzinie i zrobić coś z myślą o sobie.
Powracając do książek, zazwyczaj czyta kryminały i bywały momenty, kiedy mniej lub bardziej świadomie naśladowała bohaterów powieści. W młodszym wieku zamykała się w pokoju, czytała pod kołdrą ulubione książki i potem całymi dniami w ukryciu studiowała gazety sprzed paru lat. Szukała tam siebie. Swojego zaginięcia. Jeszcze kiedyś odzywała się w niej większa tęsknota, która kazała jej za wszelką cenę znaleźć rodziców, powrócić do dawnej rodziny, lecz z wiekiem zaczęła porzucać to w niepamięć.
Skupiła się na zupełnie nowym życiu.
Książki od zawsze były jej przyjacielem, szczególnie w samotne, ciemne noce, kiedy niepokój wyrywał ją ze snu, wpychając w odmęty umysłu prawdziwe koszmary, z jakimi zamknięcie oczu wydaje się niezwykle trudnym wyzwaniem. Za pośrednictwem książek — nawet takich, które zdarzyło jej się czytać po wielokroć — zaczęła radzić sobie z sennymi marami.
Na uczelni uchodzi za jedną z aktywniejszych uczennic; taką, która lubi powiedzieć swoje i zrobić swoje. Współpracuje więc z pozostałymi na wielu wolontariatach i zabiera jej to tyle czasu, że gdy wraca wieczorem do swojego apartamentu, to automatycznie pada na materac.
Swego czasu interesowała ją moda. Teraz jest tylko elementem życia Candice — choć istotnym, to na pewno nie spędza już przed lustrem wielu godzin na przeszukiwaniu swojej szafy i testowaniu nowych stylizacji. Prezentuje się tak, na ile pozwala jej wolny czas, a że jest całkiem porannym ptaszkiem, nie trudno wstać jej o szóstej godzinie i zrobić coś z myślą o sobie.
Powracając do książek, zazwyczaj czyta kryminały i bywały momenty, kiedy mniej lub bardziej świadomie naśladowała bohaterów powieści. W młodszym wieku zamykała się w pokoju, czytała pod kołdrą ulubione książki i potem całymi dniami w ukryciu studiowała gazety sprzed paru lat. Szukała tam siebie. Swojego zaginięcia. Jeszcze kiedyś odzywała się w niej większa tęsknota, która kazała jej za wszelką cenę znaleźć rodziców, powrócić do dawnej rodziny, lecz z wiekiem zaczęła porzucać to w niepamięć.
Skupiła się na zupełnie nowym życiu.
Aparycja|
― wzrost: 163 centymetry.
― waga: 54 kilogramy.
― opis wyglądu: Po Candice od razu widać, że nie jest biologiczną córką Felicity i Morgana. Można dostrzec to w niemal każdym szczególe: sposobie uśmiechania (jej uśmiechowi towarzyszą dołeczki), wyrazie oczu, z których płynie niepewność, jakiej latami nie może się wyzbyć. Uparcie trzyma w nich swego rodzaju traumę z dzieciństwa i nie ma w tym niczego zaskakującego. Jednakże kolor oczu — intensywnie zielony — zazwyczaj odwraca uwagę od wszelkich cieni, które mogłyby zdradzić głęboko skrywany, dziecięcy strach. Jej twarz o łagodnych rysach, potrafiących nieznacznie zaostrzyć się przy szczerym uśmiechu, okalają długie fale rudych, naturalnych włosów, jakie same proszą się o pytanie „naprawdę jesteś córką Westów?”. Wtedy odpowiada, że tak, i dalej żyje ze świadomością, że nikt nie będzie nigdy w stanie wygrzebać z niej prawdy na ten temat. Wracając jednak do aparycji, stosunkowo rumianą karnację dopełniają najczęściej pokryte czerwoną szminką ponętne, pełne usta. Candice uwielbia wyglądać dobrze i wskazuje na to nie tylko staranny, nieprzesadzony makijaż, ale również dobrze dobrane stylizacje składające się zazwyczaj ze spódnicy i luźnego bądź bardziej dopasowanego topu czy koszuli. Podkreślają one jej kobiece krągłości, jakich natura na pewno jej nie odmówiła, a dodatki takie jak pierścionki czy naszyjniki są rzeczą podstawową. W tym wydaniu często słyszała, że pozornie wygląda na nieco pustą, arogancką dziewczynę, jednak ta tutaj jest odzwierciedleniem bardzo znanego powiedzenia, że nie należy oceniać książki po okładce.
― pozostałe informacje: Uszy przebite ma trzykrotnie, a na kostce widnieje malutki tatuaż korzeni, które pomagają jej w pamięci o biologicznej rodzinie.
― głos: Holland Roden.
― waga: 54 kilogramy.
― opis wyglądu: Po Candice od razu widać, że nie jest biologiczną córką Felicity i Morgana. Można dostrzec to w niemal każdym szczególe: sposobie uśmiechania (jej uśmiechowi towarzyszą dołeczki), wyrazie oczu, z których płynie niepewność, jakiej latami nie może się wyzbyć. Uparcie trzyma w nich swego rodzaju traumę z dzieciństwa i nie ma w tym niczego zaskakującego. Jednakże kolor oczu — intensywnie zielony — zazwyczaj odwraca uwagę od wszelkich cieni, które mogłyby zdradzić głęboko skrywany, dziecięcy strach. Jej twarz o łagodnych rysach, potrafiących nieznacznie zaostrzyć się przy szczerym uśmiechu, okalają długie fale rudych, naturalnych włosów, jakie same proszą się o pytanie „naprawdę jesteś córką Westów?”. Wtedy odpowiada, że tak, i dalej żyje ze świadomością, że nikt nie będzie nigdy w stanie wygrzebać z niej prawdy na ten temat. Wracając jednak do aparycji, stosunkowo rumianą karnację dopełniają najczęściej pokryte czerwoną szminką ponętne, pełne usta. Candice uwielbia wyglądać dobrze i wskazuje na to nie tylko staranny, nieprzesadzony makijaż, ale również dobrze dobrane stylizacje składające się zazwyczaj ze spódnicy i luźnego bądź bardziej dopasowanego topu czy koszuli. Podkreślają one jej kobiece krągłości, jakich natura na pewno jej nie odmówiła, a dodatki takie jak pierścionki czy naszyjniki są rzeczą podstawową. W tym wydaniu często słyszała, że pozornie wygląda na nieco pustą, arogancką dziewczynę, jednak ta tutaj jest odzwierciedleniem bardzo znanego powiedzenia, że nie należy oceniać książki po okładce.
― pozostałe informacje: Uszy przebite ma trzykrotnie, a na kostce widnieje malutki tatuaż korzeni, które pomagają jej w pamięci o biologicznej rodzinie.
― głos: Holland Roden.
Historia: Candice żyła jak zwykłe dziecko, a jej dzieciństwo niczym się nie wyróżniało. Całymi dniami kopała w piaskownicy, bawiła się zepsutymi zabawkami, nie przejmując się, że porcelanowe oczko lalki dawno wychodzi jej poza orbitę, a falbanka przy ciuszku jest brudniejsza niż kiedykolwiek. Bywało, że dogryzała biednym chłopcom, bo przecież rozmawianie z nimi to taki wstyd, szczególnie jak ma się tak mało lat. Jednak zdawała się wychodzić temu na przekór, przyjaźniąc się ze swoim ówczesnym przyjacielem, Nealem.
I to wszystko do czasu.
Do jednego, paskudnego dnia, kiedy dziecięca beztroska zgasła tak szybko jak niestabilny płomień świecy, a pociągnęła za sobą długie lata smutku i rozpaczy. Ale przede wszystkim stworzyła wielką niewiadomą. Bowiem u schyłku siódmego roku życia wydarzyła się tragedia, która ostatecznie odseparowała Candice od kochającej rodziny i rzuciła w objęcia chorej psychicznie pary, jaka za wszelką cenę pragnęła dziecka. Pary, którą teraz, po wielu latach strachu i niepokoju, uznała za swoją rodzinę. Dziewczynka przystosowała się do innego miasta. Do innych twarzy. Do innych bajek na dobranoc i do zupełnie innego domu, w którym przyszło jej mieszkać. Najpierw jednak jej azylem była piwnica z miękkim, nowiutkim materacem, skąd nie ruszała się aż do momentu, kiedy sprawa zaginięcia młodej Snow wyciszyła się całkowicie. Z czasem przestała histerycznie krzyczeć, płakać, wołać mamę i tatę, przyjmując wreszcie do swojej małej, niepojmującej świadomości, że zostanie w tym miejscu już na zawsze. Ale dziecko jak dziecko. Pozwoliła sobie poczuć pewnego rodzaju troskę i miłość ― choć z początku nienaturalną ― i zdołała przyzwyczaić się do całkiem nowego środowiska. Para przybranych rodziców przelała na dziewczynkę cały swój zapał, jaki pragnęła, by poczuło ich prawdziwe dziecko, którego nigdy nie byli w stanie mieć.
Candice zaczęła chodzić do szkoły. Świat po latach zapomniał o sprawie zaginionej. Jako uczennica nie sprawiała żadnych problemów, choć zaczął wyłaniać się na światło dzienne jej temperamencik, który czasem wrzucał ją w wir kłopotów. Efektem uprowadzenia nadal jest wielka bojaźń, uprzedzenie do ludzi i ten wieczny niepokój, który ukazuje w cieniach swoich oczu. Nawet przyjaciołom nie pozwala się zbyt bardzo zbliżać, zachowując pewną granicę, jakiej nikt nie jest w stanie zrozumieć.
Po edukacji w Blacksmith, Candice zapragnęła studiować, wybierając uczelnię w Avenley River ― miasta, z którego nawet nie pamiętała, że pochodzi. Co może wiedzieć, czy nawet pamiętać siedmioletnie dziecko, zwłaszcza gdy rozpacz i przerażenie przez wiele lat zjadały jego wszystkie myśli i wspomnienia. Wybór miasta był powodem wielkiego sprzeciwu jej przybranych rodziców, jakiego nie potrafili nawet uzasadnić. Nastolatka jednak drogą dyplomacji dopięła swojego, spakowała walizki i z pomocą finansową opiekunów wynajęła jeden z apartamentów przy centrum miasta.
Rodzina:
― Felicity, Morgan West ― przybranych rodziców długi, bardzo długi czas darzyła tylko nienawiścią. Jej odpowiedzią na wszystko był histeryczny krzyk często poprzedzany płaczem. Bunt wzniecała poprzez odrzucanie jedzenia, picia, próbując tym zmusić obce osoby do tego, by oddali ją w ręce swojej prawdziwej rodziny. Przecież para Westów nie była zbyt zdrowa psychicznie, porywając dziecko zaraz przed wejściem na teren szkoły i uciekając z nim do zupełnie innego miasta. Tuzin władz ścigających vana w końcu odpuściło, potem sprawa została nagłośniona przez media, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. Ślad po dziecku ginął z miesiąca na miesiąc, a nadzieja wydawała się dla biologicznych rodziców jeszcze bardziej bolesna niż świadomość, że ich mała, jedyna córka nie wróci do swojego łóżeczka. Nie pojawi się na śniadaniu. Ani już w ogóle.
Felicity i Morgan dopuścili się tego czynu, gdyż faktycznie było w tym odrobinę szaleństwa. A żeby tylko odrobinę. To było istne szaleństwo. Nie godząc się z faktem, że żadne z nich nie może mieć dziecka, czuli się niepowstrzymani w swoich chorych działaniach, by adoptować idealne dla ich obojga, piękne dziecko, jakiemu ofiarują całą swoją miłość. Próbowali to zrobić długi czas. Cholera, nie były to miesiące, tylko lata. Dziecko — przerażone, smutne i zrozpaczone — w końcu nie miało innego wyjścia, jak ulec staraniom, przestać się buntować. Candice w końcu zaakceptowała miłość, troskę i potrafiła do niej przywyknąć, odrzucając za siebie dawne życie, wspomnienia i więzi. Do pamięci jeszcze czasem napływa jej skrawek myśli związanych z poprzednim miastem, lecz jak i jego nazwa, jak i same wspomnienia zaczęły dawno wygasać, zjadane strachem.
Cóż można powiedzieć o Felicity. Jak zostało nadmienione wyżej, jest to niewyobrażalna pedantka, która zawsze i wszędzie musi obserwować piękny porządek. To łagodna kobieta szanująca innych ludzi, a swoją delikatnością nigdy nie dałaby po sobie poznać, że kiedykolwiek dopuściła się porwania. Jej obecne stosunki z przybraną córką wydają się raczej w porządku. Nie ma śladu po nienawiści, pozostały natomiast tylko cechy, które czynią z tej więzi względnie normalną relację. Felicity z zawodu jest pielęgniarką, co definiuje jej wrażliwość oraz niezwykłą czułość, jaką wkłada w swoją pracę i życie rodziny.
Morgan nie jest złym ojcem. Jest po prostu trochę zabiegany przez pracę nauczyciela i w rodzinie złożonej głównie z kobiet został nieco odsunięty przez fakt, że z damskimi sprawami Candice przychodziła przecież do Felicity. Ten tutaj nie czuł się swobodnie z chęcią opowiadania córce o piłce nożnej czy klubach sportowych. Zaakceptował to z łagodnością i tylko patrzył z uśmiechem na ustach, że ich rodzina, choć utworzona w efekcie szaleństwa, staje się po prostu normalna. Morgan postrzegany jest powszechnie jako spokojny człowiek, nie lubujący się w konfliktach.
― Evangeline, Paul Snow ― biologiczna rodzina, z której pamięta już tyle, co nic. Z jej wspomnień zniknęły ich twarze. Dom rodzinny i miasto. Candice może o nich powiedzieć wyłącznie to, że ich kochała, a oni ją.
Partner: Nigdy nie miała, choć wyróżnia parę przelotnych romansów.
Felicity i Morgan dopuścili się tego czynu, gdyż faktycznie było w tym odrobinę szaleństwa. A żeby tylko odrobinę. To było istne szaleństwo. Nie godząc się z faktem, że żadne z nich nie może mieć dziecka, czuli się niepowstrzymani w swoich chorych działaniach, by adoptować idealne dla ich obojga, piękne dziecko, jakiemu ofiarują całą swoją miłość. Próbowali to zrobić długi czas. Cholera, nie były to miesiące, tylko lata. Dziecko — przerażone, smutne i zrozpaczone — w końcu nie miało innego wyjścia, jak ulec staraniom, przestać się buntować. Candice w końcu zaakceptowała miłość, troskę i potrafiła do niej przywyknąć, odrzucając za siebie dawne życie, wspomnienia i więzi. Do pamięci jeszcze czasem napływa jej skrawek myśli związanych z poprzednim miastem, lecz jak i jego nazwa, jak i same wspomnienia zaczęły dawno wygasać, zjadane strachem.
Cóż można powiedzieć o Felicity. Jak zostało nadmienione wyżej, jest to niewyobrażalna pedantka, która zawsze i wszędzie musi obserwować piękny porządek. To łagodna kobieta szanująca innych ludzi, a swoją delikatnością nigdy nie dałaby po sobie poznać, że kiedykolwiek dopuściła się porwania. Jej obecne stosunki z przybraną córką wydają się raczej w porządku. Nie ma śladu po nienawiści, pozostały natomiast tylko cechy, które czynią z tej więzi względnie normalną relację. Felicity z zawodu jest pielęgniarką, co definiuje jej wrażliwość oraz niezwykłą czułość, jaką wkłada w swoją pracę i życie rodziny.
Morgan nie jest złym ojcem. Jest po prostu trochę zabiegany przez pracę nauczyciela i w rodzinie złożonej głównie z kobiet został nieco odsunięty przez fakt, że z damskimi sprawami Candice przychodziła przecież do Felicity. Ten tutaj nie czuł się swobodnie z chęcią opowiadania córce o piłce nożnej czy klubach sportowych. Zaakceptował to z łagodnością i tylko patrzył z uśmiechem na ustach, że ich rodzina, choć utworzona w efekcie szaleństwa, staje się po prostu normalna. Morgan postrzegany jest powszechnie jako spokojny człowiek, nie lubujący się w konfliktach.
― Evangeline, Paul Snow ― biologiczna rodzina, z której pamięta już tyle, co nic. Z jej wspomnień zniknęły ich twarze. Dom rodzinny i miasto. Candice może o nich powiedzieć wyłącznie to, że ich kochała, a oni ją.
Partner: Nigdy nie miała, choć wyróżnia parę przelotnych romansów.
Potomstwo: Candice nie przepada za dziećmi ani też nie planuje żadnych w przyszłości.
Ciekawostki:
― Koncert był miejscem, gdzie poznała swoje dwie obecne przyjaciółki, Izzy Mortensen oraz Julię Hood.
― Za sprawą otwartego charakteru angażuje się w wiele różnych akcji równocześnie. Nieważne, czy jest to wsparcie schroniska, szkoły specjalistycznej czy może planowanie organizacji w samorządzie na uczelni.
— Prawda jest taka, że gdyby policja była bardziej zaangażowana w sprawę, Candice znajdowałaby się teraz we własnym, rodzinnym domu. Jakie to musiało być niesprawiedliwe, gdy każdy organ prawa po pewnym czasie porzucił poszukiwania, nie kiwając nawet palcem.
― W podstawówce, gimnazjum i liceum wielokrotnie brała udział w konkursach i równie często wygrywała.
― Koncert był miejscem, gdzie poznała swoje dwie obecne przyjaciółki, Izzy Mortensen oraz Julię Hood.
― Za sprawą otwartego charakteru angażuje się w wiele różnych akcji równocześnie. Nieważne, czy jest to wsparcie schroniska, szkoły specjalistycznej czy może planowanie organizacji w samorządzie na uczelni.
— Prawda jest taka, że gdyby policja była bardziej zaangażowana w sprawę, Candice znajdowałaby się teraz we własnym, rodzinnym domu. Jakie to musiało być niesprawiedliwe, gdy każdy organ prawa po pewnym czasie porzucił poszukiwania, nie kiwając nawet palcem.
― W podstawówce, gimnazjum i liceum wielokrotnie brała udział w konkursach i równie często wygrywała.
― Nie przyznaje tego otwarcie, ale swego czasu pisała fanowskie opowiadania.
― Ćwiczy z masą własnego ciała, gdy tylko znajduje na to czas bądź chęci. Rzadko wybiera się na siłownie, gdyż preferuje trening w zaciszu domowym z własnym sprzętem.
― Uwielbia kisiele oraz galaretki, ale wyłącznie w formie deseru. Zwyczajnie unika cukrów, chyba że organizuje ze swoimi dziewczynami wspólną nockę, to wtedy sobie pozwala.
― Jest wielką fanką horrorów.
― Jest wielką fanką horrorów.
― Często jeździ na rowerze.
― Wyjątkowo unika alkoholu, choć nie pogardzi kulturalną lampką wina, zwłaszcza wieczorem przy dobrej książce.
― Wyjątkowo unika alkoholu, choć nie pogardzi kulturalną lampką wina, zwłaszcza wieczorem przy dobrej książce.
Zwierzęta: Miała mnóstwo zwierząt, które spotkał ten sam los kończący każde istnienie.
Pojazd: Candice korzysta z komunikacji miejskiej.
Kontakt: 7devils [HW] lasthope636@gmail.com [GMAIL]
Neal Lyne

Źródło: Luke Hemmings - Pinterest
Motto: If they laugh, then fuck 'em all - bardzo krótkie bardzo dosadne sformułowanie, które przez całe życie pchało chłopaka ku nowym rzeczom i pozwalało mu nie przejmować się opinią innych, nie załamywać się i nie oglądać się na nikogo w dążeniu do własnych celów, marzeń. Dodatkowo bardzo dobrze wyraża ono ogólny charakter jego osoby, który jest czasami bardzo przepełniony ignorancją.
Imię: Neal, czyli imię wybrane przez jego matkę, która postanowiła nie kierować się żadnego rodzaju tradycją, czy innymi bzdurami dyktowanymi jej przez społeczeństwo, jak to, że imię dziecka oraz jego znaczenie będzie miało ogromny wpływ w życiu jej syna. Ona uwielbiała w swoich dwudziestych latach życia gitarzystę rockowego zespołu o tym właśnie imieniu i nie widziała przeszkody aby po tym całkowicie jej obcym mężczyźnie nazwać swojego pierworodnego syna. Nie spotkało się to z zadowoleniem ojca chłopaka, jednak niewiele w tamtym momencie mógł już zrobić i tak zostało.
Nazwisko: Matka przez lata narzeczeństwa, a później małżeństwa, prawdę mówiąc do dnia narodzin Neala kłóciła się ze swoim partnerem, że ich dzieci będą mieć jej nazwisko, czyli po ślubu nazwisko składające się z dwóch członków, części panieńskiej i części otrzymanej od męża, jednakże ostatecznie stanęło na wyłącznie nazwisku ojca - Lyne, co podobnie do imienia wzbudzało w młodych rodzicach wiele emocji i powodowało jeszcze więcej kłótni.
Wiek: 23 lata
Data urodzenia: 2 lutego, jednak z najzimniejszych dni tamtej zimny, co jego ojciec zawsze wspomina z wyraźnym dreszczem.
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Do niedawna głównym miejscem zamieszkania Neala był jego dom rodzinny znajdujący się na obrzeżach miasta, na jednym z wielu znajdujących się tam osiedli pełnych podobnych do jego, domów jednorodzinnych. W samej swojej istocie to budynek posiadający jedno piętro, a jego projekt został wykonany w duchu stylu nowoczesnej architektury. Sama elewacja, jak i dach, elementy drewniane (drzwi, ramy okna) a nawet cała kostka, którą wyłożony jest wjazd i podejście do domu są w różnych chociaż nadal ciepłych odcieniach szarości. Przed domem oprócz dokładnie zadbanego trawnika, można znaleźć raczej egzotyczne, ostre rośliny (klik). Uwzględniając, że nie jest to aktualnie jego miejsce zamieszkania, to warto wspomnieć, że jego pokój znajdował się i znajduje na końcu korytarza, a pokój obok przeznaczony został dla jego brata. Aktualnie ze względu na pewne czynniki rodzice Neala zajmują dwie najbardziej oddalone od siebie sypialnie w domu i nadal nie jest rozstrzygnięte do kogo po rozwodzie będzie należeć ten dom.
Za to nowe mieszkanie chłopaka, a raczej apartament znajduje się na 32 piętrze wieżowca w niemalże samym centrum miasta. Sam Neal wyraża się na jego temat "pocieszenie za rozwód", a skoro wie, że sytuacja materialna jego rodziców na tym nie ucierpiała, a on potrzebuje mieszkania, aby móc w razie potrzeby zapewnić bezpieczne miejsce sobie i bratu, to nigdy nie narzekał przy rodzicach na tak uprzedmiotowienie jego uczuć. Jakby mieszkanie zmieniało to, że jego dom jest złamany, zniszczony. Apartament ten posiada oprócz kuchni i salonu, dwie sypialnię oraz dwie łazienki, z czego jedna połączona jest wyłącznie z sypialnią. Zacznijmy jednak od początku.
Po samym przekroczeniu progu znajdujemy się w niewielkim przedsionku, a jasnych niemalże białych ścianach, obecnych w tym kolorze w całym mieszkaniu. Na prawo znajduje się pojemna szafa na kurtki oraz buty, na lewo za to korytarz, który po dosłownie dwóch krokach rozwidla się. Na wprost znajdziemy niewielką łazienkę, całą w kremowych płytkach, gdzie oprócz niewielkiego prysznica, umywalki i toalety w czerni, stoi również pralka i suszarka. Chwilę przed wejściem do tej łazienki, również na prawo (tak jak wcześniejsze rozwidlenie korytarza) znajdują się drzwi do mniejszej, gościnnej sypialni. Za to wcześniej wspomniany skręt w prawo w korytarzu prowadzi do części dziennej, łączącej kuchnię, salon oraz jadalnię. Dzięki pięknym deskom pokrywającym całą podłogę części te wydają się być całością, bez niepotrzebnego dzielenia ich. Tak więc wchodząc do tego dużego pomieszczenia zaraz na prawo znajduje się aneks kuchenny, utrzymany w ciepłych brązowych barwach. Naprzeciwko wejścia znajdziemy dwie szare sofy, niewielki stolik kawowy oraz wygodny fotel. Dalej na prawo od salonu stoi w rogu ciemny stół z krzesłami, stanowiący jadalnię. Warto również wspomnieć, że pomieszczenie dzienne ma kształt litery L, a ściana naprzeciwko wejścia oraz na najbardziej na prawo, czyli za stołem jadalni, są całkowicie szklane. Większa sypialnia znajduje się na prawo od wejścia od jadalni, za przesuwanymi drzwiami. Tutaj na prawo od wejścia stoi pojemna szafa, w której znajdują się wszelkie rzeczy należące do Neala. Na lewo natomiast stoi duże łóżko, właściwe małżeńskie łoże, naprzeciw którego, na ścianie wisi telewizor. W rogu po przekątnej od wejścia stoi wygodny fotel, odwrócony przodem do okna, zajmującego cały ten róg, podobnie jak w części dziennej. Naprzeciwko wejścia, za całą długością pokoju znajduje się za również przesuwanymi drzwiami łazienka. Tutaj także podobnie jak w poprzednich pomieszczeniach dwie ściany są całkowicie szklane. Pierwsze to ta naprzeciwko wejścia, za półkami blatem przy umywalce. Druga znajduje się na lewo powodując, że cały prysznic jest szklany, oprócz sufitu i podłogi. Z tego też powodu szkło to zostało tak dobrane, aby widok z wewnątrz mieszkania, czyli prysznica był doskonale widoczny, a z zewnątrz wręcz odwrotnie, aby uniknąć niezręcznych sytuacji. (inspiracja - klik)
Orientacja: Heteroseksualny
Praca: Instruktor wspinaczki skalnej, jednak przede wszystkim student ratownictwa medycznego.
Charakter: Ludzie potrafią zmieniać się, ewoluować duchowo w bardzo szybkim, wręcz zawrotnym tempie, a przyczynić się może do tego dosłownie wszystko. Można powiedzieć, że im mocniejszy impuls tym szybsza i bardziej dotkliwa zmiana. Młody, siedmioletni Neal przeżył jak na jego wtedy krótkie życie wręcz traumatyczną sytuację, kiedy to jego przyjaciółka została porwana i musiał zmierzyć się z myślą, że może już nigdy więcej jej nie zobaczyć. Zmiana jednak w jego małym umyśle nie była ani ogromna, ani raptowna, chociaż przez lata utwierdziła go w pewnych zachowaniach i nadała im inny charakter.
Nieśmiałe dziecko pogrążone w myślach, nienawiązujące kontaktu wzrokowego, trzymające się zawsze obok ojca. To właśnie był Neal. Nawet w przedszkolu trzymał się na uboczu, jakby obecność ludzi wokół mu przeszkadzała. Wiele się nie zmieniło. Lyne ma swoje określone otoczenie, w którym jest w stanie zrobić najbardziej zwariowaną rzecz i wtedy nie obchodzi go już czy widzi to tylko trójka jego przyjaciół czy cały świat. To oni mają klucz do jego muru obronnego, którym Neal naturalnie się otaczał i to dzięki nim chłopak doświadczył wszelkich niesamowitych przygód w swoim życiu. Bez nich jest raczej małomówny, jeśli nie wręcz uporczywie milczący, przez co również staje się obserwatorem, który wie wszystko o wszystkich, nie dając informacji zwrotnych o sobie. Wiele osób uważa go za zamkniętego gbura, jednak to krzywdząca opinia, z którą ciężko jest się zgodzić, kiedy tylko trochę mocniej spróbuje się go poznać. Właśnie wtedy Neal zaczyna wokół tej osoby funkcjonować normalnie, zachowując jednak pewien wyraźny dystans, który uniemożliwia wejście tej osoby do grona jego przyjaciół, ponieważ chłopak widzi dokładną granicę między byciem przyjacielem a znajomym. Te demony nieśmiałości i swoistego rodzaju izolacji nie powodują już u niego dziecinnego zarumienienia policzków, przez co kiedyś był bardzo dręczony, jednak nie pozwalają one na zaufanie komuś, akceptację z pierwszej chwili spotkania, co z kolei powoduje, że Neal jest bardzo rozsądnym człowiekiem w sprawach ważnych i potrafi dokładnie przemyśleć sytuację.
Czy ktoś kiedykolwiek powiedział, że Neal to jednolity chłopak, człowiek u którego coś zawsze jest czarne i już takie zostanie lub jest tylko białe i nigdy się to nie zmieni? To skomplikowany chłopak. Mogłoby się wydawać, że jego umysł to ciągły huragan, który miota nim w różne strony, w różne uczucia. Zimna krew w swojej impulsywności, wyrozumiałość w swojej gorączce. To jest właśnie Neal. Każda sytuacja jest różna, występują w niej różne czynniki, więc dlaczego zawsze miałby się zachowywać w nich w określony sposób? Jego inteligencja i wyuczone przez rodziców poczucie sprawiedliwości czyni go osobą bardzo zmienną i ciężką do dogadania się. Ludzie nie rozumieją jego sposobu funkcjonowania i oceny sytuacji, więc spłycają wszystko, czyli robią coś, czego Neal nienawidzi najbardziej na świecie. Nie można jednak powiedzieć, że przez ten huragan i huśtawkę nastrojów chłopak stracił takie cechy jak empatia czy łagodność, a niestety często jest to tak postrzegane. Jeśliby zapytać jego sąsiadów z osiedla rodziców co o nim sądzą odpowiedzi byłby dwie: łagodny, dobry chłopak, albo mrukliwy chuligan, który chce się zabić na motocyklu. Ciężko niektórym zrozumieć, że on też może mieć zły dzień i że czasem bardzo źle radzi sobie z nadmiarem emocji, bo właśnie taka jest prawda. Może on wydawać się przysłowiowym bad boyem bez uczuć, jednak Neal po prostu nie radzi sobie z uczuciami, nie do końca dobrze je czyta i chyba jeszcze gorzej je okazuje. Sam wielokrotnie śmiał się do swoich przyjaciół po zerwaniach, że chyba jest zły w miłości i w tych całych uczuciach, ponieważ czasem albo był jak kamienień niewzruszony, a innego dnia wszystko z niego się wylewało strumieniami. Większość jego byłych po prostu sobie z tym nie potrafiła poradzić, a Neal sam sobie nie jest w stanie do końca pomóc.
Bywają chwile kiedy sam nie wie, co się dzieje. Czasami wszystkiego ma dosyć i ma wrażenie, że nie może się wycofać, że to uprzedzenie ludzi do niego nie wzięło się znikąd. Czasami wszystkiego żałuje i jest bardzo niepewny siebie. Staje się krytyczny, ale zarazem jakiś bliższy rodzinie, przyziemny, kiedy ogląda się więcej na innych, jakby bał się, że ich zaraz straci, że świat po północy się skończy. To przede wszystkim rozwód rodziców sprawił, że Neal nie lubi okazywania uczuć. Z drugiej strony utrata Tessie tylko umocniła go w tym, że to nie jest warte bólu, kiedy rzeczywistość ponownie okaże się okrutna. Niektórzy ludzie mówią, że nie wierzą w miłość. U niego to wygląda raczej w ten sposób, że o wiele dłużej zajmuje mu oswojenie się ze swoimi uczuciami i o wiele ciężej się mu się z tego wykaraskać, pomimo że każde cierpienie po zerwaniu jak i inne uczucia potrafi dokładnie i starannie ukrywać. Czy jednak lubi to robić? Nie. Czasami w rozmowach z bratem, Millie czy dziadkiem mówi, że to go męczy, że czasem sam niepokój, że znowu może kogoś stracić go męczy, jednak ze wszystkich sił stara się, aby nie wpływało to źle na jego relacje, żeby nie powodowało to uprzedmiotowienia jego związków, nie czyniło biznesu z przyjaźni. Niestety wiecznie skupiony umysł nieraz powoduje obudzenie się gwałtownej strony chłopaka, gwałtownej i zdesperowanej, ponieważ sam chciałby móc zapewnić innym miłość, bezpieczeństwo, zapewnić i dać najbliższym wszystko, jednak doskonale wie, że nie jest w stanie zawsze tego zrobić i czasami ma wrażenie, że to go wewnętrznie pogrąża, pożera od środka. Tak jak świadomość bezradności, a mimo to bywają dni, kiedy jest aż obrzydliwie obojętny. Nic się wtedy nie liczy, nic nie ma znaczenia, świat poza nim nie istnieje, a jeśli dobiegają do niego jakieś bodźce właśnie z tego świata to wywołują u niego u niego arogancką, wrogą reakcję, której Neal nieraz bardzo szybko żałuje i tak koło się zamyka.
Lyne jest świadomy swoich błędów, których - jak uważa - zdążył popełnić aż nadto. Wie, że potrafi pogrążyć się w całkowitej ciemności, w błocie, które brudzi wszystko, jednak wie też, że musi pogrążyć się i utonąć w tym bagnie, aby móc rozbłysnąć nowymi, świeżymi kolorami. Pomaga mu to zobaczyć jak tak naprawdę jest szczęśliwy. Owszem, może jego rodzice są w trakcie rozwodu, może czuje się samotny, czy przerażony światem, jednak ma osoby, dla których chce żyć, które kocha i które go kochają. Ponieważ jedną rzecz trzeba podkreślić - Neal nie jest złym chłopakiem. Potrafi kochać, śmiać się, być najlepszym bratem na świecie, przyjacielem żądnym przygód czy przykładny synem. To nie tak, że w jego duszy wszystko jest czarne jak smoła. Kiedyś obiecał sobie, że bliskich zawsze będzie stawiać na pierwszym miejscu i właśnie to pokazuje mu drogę lojalności, miłości i zrozumienia. Wie, że nie tylko on popełnia błędy i że mimo wszystko ma wsparcie tych kilku osób, wsparcie do stawania się stabilnym młodym człowiekiem, który nie boi się mówić o swoich uczuciach i ich okazywać, który ma ogromne serce i poświęciłby siebie dla dobra tych, którzy mają specjalne miejsce w jego sercu. Co sam wbrew pozorom nie uważa za słabość, ponieważ uczucia nigdy nie były dla niego rodzaje właśnie słabości, tylko zawsze były bardzo niejasne i niezrozumiałe i nigdy nie poczuł, że znalazł kogoś, dla kogo chciałby je wszystkie zrozumieć, nazwać i pokazać.
Hobby: Zainteresowań w życiu tego młodego mężczyzny było wiele, jednak tylko niektóre przetrwały próbę czasu. Przede wszystkim można tutaj wymienić ogólnie pojęty sport, do którego natura hojnie go przystosowała. Zawsze lubił grać w piłkę nożną, jednak przede wszystkim królował w siatkówce dzięki swojemu zadziwiającemu wzrostowi, jak na nie tak bardzo profesjonalne realia. Lubi też od czasu do czasu pobrząkać na gitarze, czy pograć na pianinie, jednak tylko kiedy jest w rodzinnym domu, ponieważ w swoim mieszkaniu nigdy nie przewidywał obecności pianina, ponieważ z graniem na tym instrumencie zbyt mocno kojarzą mu się wspólne wieczory z rodzicami. Poza tym brał kiedyś udziały w wyścigach samochodowych i motocyklowych, z podkreśleniem tych drugich. Wbrew pozorom zna się też jednak na dobrej literaturze czy filmie, których lektura to dla niego zawsze dobry sposób na spędzenie wolnego popołudnia. Uwielbia również wspinać się, bez różnicy czy jest to ścianka wspinaczkowa czy już góry.
Aparycja|
- wzrost: 193 cm, co jemu osobiście zawsze się podobało pomimo pewnych przezwisk, które otrzymał właśnie przez bycie tak wysokim.
- waga: 75 kg, cóż mięśnie trochę ważą, gdyby nie to, to jego waga znajdowałaby się pewnie o wiele bliżej niedowagi.
- opis wyglądu: Opisując Neala jednym słowem, wystarczy powiedzieć gigant. Cóż całą swoją postawę zawdzięcza rodzinie swojego ojca, w której mężczyźni właśnie są jego pokroju, a to znaczy, że są niebywale wysocy oraz szerocy w ramionach. Właściwie następuje to jako swoistego rodzaju przemiana chłopca w mężczyznę, ponieważ odbywa się to mniej więcej tak, że wszyscy chłopcy w okresie dojrzewania są bardzo wąscy w ramionach i nagle z dnia na dzień z kruszynki robi się chłop z ramionami jak szafa. Poza tym również dzięki szybkiemu metabolizmowi jest szczupłej budowy ciała, a dzięki ciężkiej pracy na ściankach wspinaczkowych oraz na siłowni ma całkiem dobrze widoczne i wyrobione mięśnie. Jego krótkie niesfornie falujące się włosy mają niespotykany kolor, który stanowi doskonałą mieszankę jasnego brązu z ciemnym blondem. Twarz Neala o raczej łagodnych rysach przyozdabia często lekki zarost, co tylko podkreśla jego wyraźną szczękę. Tęczówki jego oczu mają bardzo jasny, intensywnie niebieski kolor, co powoduje, że jego spojrzenie wydaje się bardzo magnetyczne, hipnotyzujące. Co do rzeczy, które zakłada na siebie to zasada jest prosta, założy wszystko co na niego pasuje i ma jakiś styl, z którym Neal jest w stanie się utożsamić.
- pozostałe informacje: Neal posiada trzy tatuaże, które stanowią bardzo ważną część jego życia i każdy z nich ma swoje unikalne dla niego znaczenie, będące kiedyś podstawą do zrobienie sobie właśnie takiego, a nie innego tatuażu. Pierwszy, jaki został u zrobiony, to trzy linie na jego lewym przedramieniu, dwie grubsze - symbolizujące jego rodziców i jedna cieńsza - symbolizująca jego brata. Drugi to jaskółka na wewnętrznej stronie lewego bicepsa, która oznacza szczęście, miłość, wolność i odnowienie. Natomiast ostatni to niewielki księżyc wytatuowany na prawym nadgarstku Neala, który większość ludzi uważa za bezsensowny, jednak nie dla samego chłopaka, który jego znaczenia nikomu nie tłumaczy, a sam wie, że dlatego ten półokrągły księżyc może równie dobrze oznaczać literę C.
- głos: Luke Hemmings
Historia: Przyszłość Neala zawsze była skreślana przez wszystkich, którzy spotykali jego rodziców. Pierworodny syn młodych, bogatych rodziców, którzy nie bali się pokazać tego, że sami na siebie zarobili. Wszyscy uważali, że chłopak zostanie rozpuszczony do cna możliwości. Początkowo tak było, idealny dom, ciągłe zabawy w piaskownicy, nowi przyjaciele, pierwsze miłości na skale możliwości sześciolatka. Wydawałoby się, że świat to najpiękniejsze miejsce na ziemi, jednak wtedy nie tylko do niego, lecz chyba do wszystkich w jego otoczeniu dotarło, że życie to nie bajka. Było to tego pamiętnego dnia, kiedy zniknęła jego Tessie. Kim była Tessie? Cóż była to dziewczyna z okolicy, która była priorytetem w życiu jeszcze wtedy małego Neala, była jak jego siostra, a może nawet ktoś jeszcze ważniejszy. Tamtego dnia zniknęła. Właściwie nikt nie potrafił wytłumaczyć małemu chłopczykowi dlaczego tak się stało i czy jego Tessie kiedykolwiek do niego wróci. Z czasem przestał o to pytać, ponieważ za każdym razem odpowiedź była taka sama: "Nie wiemy Neal. Miejmy nadzieję, że kiedyś się odnajdzie". Wszyscy myśleli, że zapomniał, w końcu miał Millie, później poznał też Adriena i Bena, życie pędziło dalej swoim rytmem i mogłoby się wydawać, że Tessie nigdy nie istniała. Neal jednak dokładnie pamiętał o swojej przyjaciółce z dzieciństwa, ponieważ w jego umyśle była osobą zbyt ważną, żeby jej wspomnienie mogło kiedykolwiek go opuścić. Nie myślał o niej non stop, jednak czasami kiedy siedzi gdzieś samotnie lub zwyczajnie się zamyśli jego myśli wracają do małej dziewczynki, której zdjęcie, które zrobiono im razem na placu zabaw nadal stoi na parapecie w jego sypialni, w domu rodzinnym.
Sam Neal za to dorósł, popełnił wiele błędów, trochę narozrabiał, zyskał miano tego złego, niegrzecznego chłopaka, który rozbija się motocyklem po okolicy, jednak sam nigdy nie rozumiał skąd ludzie wpadli na ten właśnie pomysł. W końcu w życiu nie powiedział do żadnego sąsiada ani jednego złego słowa, a to że czasem w ogóle do nikogo prawie nic nie mów to już inna sprawa... W międzyczasie poszedł na studia, zakochał się, zranił i został zraniony. Później rodzice zaczęli się kłócić, a on miał tylko Mike'a, któremu starał się zaoszczędzić dźwięku krzyków rodziców jak tylko było to możliwe. Niedługo potem rodzice oznajmili mu, że się rozwodzą. Dostał mieszkanie, wyprowadził się. Bardzo często wraca do domu, do młodszego brata, aby ten nie czuł się tak samotny jak on, kiedy rodzice się kłócili i przestali go zauważać. W końcu nadal czasem czuje się, jakby miał tylko jego.
Rodzina:
Charakter: Ludzie potrafią zmieniać się, ewoluować duchowo w bardzo szybkim, wręcz zawrotnym tempie, a przyczynić się może do tego dosłownie wszystko. Można powiedzieć, że im mocniejszy impuls tym szybsza i bardziej dotkliwa zmiana. Młody, siedmioletni Neal przeżył jak na jego wtedy krótkie życie wręcz traumatyczną sytuację, kiedy to jego przyjaciółka została porwana i musiał zmierzyć się z myślą, że może już nigdy więcej jej nie zobaczyć. Zmiana jednak w jego małym umyśle nie była ani ogromna, ani raptowna, chociaż przez lata utwierdziła go w pewnych zachowaniach i nadała im inny charakter.
Everybody’s got their demons
Even wide awake or dreaming
Nieśmiałe dziecko pogrążone w myślach, nienawiązujące kontaktu wzrokowego, trzymające się zawsze obok ojca. To właśnie był Neal. Nawet w przedszkolu trzymał się na uboczu, jakby obecność ludzi wokół mu przeszkadzała. Wiele się nie zmieniło. Lyne ma swoje określone otoczenie, w którym jest w stanie zrobić najbardziej zwariowaną rzecz i wtedy nie obchodzi go już czy widzi to tylko trójka jego przyjaciół czy cały świat. To oni mają klucz do jego muru obronnego, którym Neal naturalnie się otaczał i to dzięki nim chłopak doświadczył wszelkich niesamowitych przygód w swoim życiu. Bez nich jest raczej małomówny, jeśli nie wręcz uporczywie milczący, przez co również staje się obserwatorem, który wie wszystko o wszystkich, nie dając informacji zwrotnych o sobie. Wiele osób uważa go za zamkniętego gbura, jednak to krzywdząca opinia, z którą ciężko jest się zgodzić, kiedy tylko trochę mocniej spróbuje się go poznać. Właśnie wtedy Neal zaczyna wokół tej osoby funkcjonować normalnie, zachowując jednak pewien wyraźny dystans, który uniemożliwia wejście tej osoby do grona jego przyjaciół, ponieważ chłopak widzi dokładną granicę między byciem przyjacielem a znajomym. Te demony nieśmiałości i swoistego rodzaju izolacji nie powodują już u niego dziecinnego zarumienienia policzków, przez co kiedyś był bardzo dręczony, jednak nie pozwalają one na zaufanie komuś, akceptację z pierwszej chwili spotkania, co z kolei powoduje, że Neal jest bardzo rozsądnym człowiekiem w sprawach ważnych i potrafi dokładnie przemyśleć sytuację.
'Cause I’ve got a jet black heart
And there’s a hurricane underneath it
Trying to keep us apart
Czy ktoś kiedykolwiek powiedział, że Neal to jednolity chłopak, człowiek u którego coś zawsze jest czarne i już takie zostanie lub jest tylko białe i nigdy się to nie zmieni? To skomplikowany chłopak. Mogłoby się wydawać, że jego umysł to ciągły huragan, który miota nim w różne strony, w różne uczucia. Zimna krew w swojej impulsywności, wyrozumiałość w swojej gorączce. To jest właśnie Neal. Każda sytuacja jest różna, występują w niej różne czynniki, więc dlaczego zawsze miałby się zachowywać w nich w określony sposób? Jego inteligencja i wyuczone przez rodziców poczucie sprawiedliwości czyni go osobą bardzo zmienną i ciężką do dogadania się. Ludzie nie rozumieją jego sposobu funkcjonowania i oceny sytuacji, więc spłycają wszystko, czyli robią coś, czego Neal nienawidzi najbardziej na świecie. Nie można jednak powiedzieć, że przez ten huragan i huśtawkę nastrojów chłopak stracił takie cechy jak empatia czy łagodność, a niestety często jest to tak postrzegane. Jeśliby zapytać jego sąsiadów z osiedla rodziców co o nim sądzą odpowiedzi byłby dwie: łagodny, dobry chłopak, albo mrukliwy chuligan, który chce się zabić na motocyklu. Ciężko niektórym zrozumieć, że on też może mieć zły dzień i że czasem bardzo źle radzi sobie z nadmiarem emocji, bo właśnie taka jest prawda. Może on wydawać się przysłowiowym bad boyem bez uczuć, jednak Neal po prostu nie radzi sobie z uczuciami, nie do końca dobrze je czyta i chyba jeszcze gorzej je okazuje. Sam wielokrotnie śmiał się do swoich przyjaciół po zerwaniach, że chyba jest zły w miłości i w tych całych uczuciach, ponieważ czasem albo był jak kamienień niewzruszony, a innego dnia wszystko z niego się wylewało strumieniami. Większość jego byłych po prostu sobie z tym nie potrafiła poradzić, a Neal sam sobie nie jest w stanie do końca pomóc.
Now I’m holding on for dear life
There’s no way that we could rewind
Maybe there’s nothing after midnight
That could make you stay
The blood in my veins
Is made up of mistakes
Let’s forget who we are
And dive into the dark
As we burst into color
Returning to life
Lyne jest świadomy swoich błędów, których - jak uważa - zdążył popełnić aż nadto. Wie, że potrafi pogrążyć się w całkowitej ciemności, w błocie, które brudzi wszystko, jednak wie też, że musi pogrążyć się i utonąć w tym bagnie, aby móc rozbłysnąć nowymi, świeżymi kolorami. Pomaga mu to zobaczyć jak tak naprawdę jest szczęśliwy. Owszem, może jego rodzice są w trakcie rozwodu, może czuje się samotny, czy przerażony światem, jednak ma osoby, dla których chce żyć, które kocha i które go kochają. Ponieważ jedną rzecz trzeba podkreślić - Neal nie jest złym chłopakiem. Potrafi kochać, śmiać się, być najlepszym bratem na świecie, przyjacielem żądnym przygód czy przykładny synem. To nie tak, że w jego duszy wszystko jest czarne jak smoła. Kiedyś obiecał sobie, że bliskich zawsze będzie stawiać na pierwszym miejscu i właśnie to pokazuje mu drogę lojalności, miłości i zrozumienia. Wie, że nie tylko on popełnia błędy i że mimo wszystko ma wsparcie tych kilku osób, wsparcie do stawania się stabilnym młodym człowiekiem, który nie boi się mówić o swoich uczuciach i ich okazywać, który ma ogromne serce i poświęciłby siebie dla dobra tych, którzy mają specjalne miejsce w jego sercu. Co sam wbrew pozorom nie uważa za słabość, ponieważ uczucia nigdy nie były dla niego rodzaje właśnie słabości, tylko zawsze były bardzo niejasne i niezrozumiałe i nigdy nie poczuł, że znalazł kogoś, dla kogo chciałby je wszystkie zrozumieć, nazwać i pokazać.
Hobby: Zainteresowań w życiu tego młodego mężczyzny było wiele, jednak tylko niektóre przetrwały próbę czasu. Przede wszystkim można tutaj wymienić ogólnie pojęty sport, do którego natura hojnie go przystosowała. Zawsze lubił grać w piłkę nożną, jednak przede wszystkim królował w siatkówce dzięki swojemu zadziwiającemu wzrostowi, jak na nie tak bardzo profesjonalne realia. Lubi też od czasu do czasu pobrząkać na gitarze, czy pograć na pianinie, jednak tylko kiedy jest w rodzinnym domu, ponieważ w swoim mieszkaniu nigdy nie przewidywał obecności pianina, ponieważ z graniem na tym instrumencie zbyt mocno kojarzą mu się wspólne wieczory z rodzicami. Poza tym brał kiedyś udziały w wyścigach samochodowych i motocyklowych, z podkreśleniem tych drugich. Wbrew pozorom zna się też jednak na dobrej literaturze czy filmie, których lektura to dla niego zawsze dobry sposób na spędzenie wolnego popołudnia. Uwielbia również wspinać się, bez różnicy czy jest to ścianka wspinaczkowa czy już góry.
Aparycja|
- wzrost: 193 cm, co jemu osobiście zawsze się podobało pomimo pewnych przezwisk, które otrzymał właśnie przez bycie tak wysokim.
- waga: 75 kg, cóż mięśnie trochę ważą, gdyby nie to, to jego waga znajdowałaby się pewnie o wiele bliżej niedowagi.
- opis wyglądu: Opisując Neala jednym słowem, wystarczy powiedzieć gigant. Cóż całą swoją postawę zawdzięcza rodzinie swojego ojca, w której mężczyźni właśnie są jego pokroju, a to znaczy, że są niebywale wysocy oraz szerocy w ramionach. Właściwie następuje to jako swoistego rodzaju przemiana chłopca w mężczyznę, ponieważ odbywa się to mniej więcej tak, że wszyscy chłopcy w okresie dojrzewania są bardzo wąscy w ramionach i nagle z dnia na dzień z kruszynki robi się chłop z ramionami jak szafa. Poza tym również dzięki szybkiemu metabolizmowi jest szczupłej budowy ciała, a dzięki ciężkiej pracy na ściankach wspinaczkowych oraz na siłowni ma całkiem dobrze widoczne i wyrobione mięśnie. Jego krótkie niesfornie falujące się włosy mają niespotykany kolor, który stanowi doskonałą mieszankę jasnego brązu z ciemnym blondem. Twarz Neala o raczej łagodnych rysach przyozdabia często lekki zarost, co tylko podkreśla jego wyraźną szczękę. Tęczówki jego oczu mają bardzo jasny, intensywnie niebieski kolor, co powoduje, że jego spojrzenie wydaje się bardzo magnetyczne, hipnotyzujące. Co do rzeczy, które zakłada na siebie to zasada jest prosta, założy wszystko co na niego pasuje i ma jakiś styl, z którym Neal jest w stanie się utożsamić.
- pozostałe informacje: Neal posiada trzy tatuaże, które stanowią bardzo ważną część jego życia i każdy z nich ma swoje unikalne dla niego znaczenie, będące kiedyś podstawą do zrobienie sobie właśnie takiego, a nie innego tatuażu. Pierwszy, jaki został u zrobiony, to trzy linie na jego lewym przedramieniu, dwie grubsze - symbolizujące jego rodziców i jedna cieńsza - symbolizująca jego brata. Drugi to jaskółka na wewnętrznej stronie lewego bicepsa, która oznacza szczęście, miłość, wolność i odnowienie. Natomiast ostatni to niewielki księżyc wytatuowany na prawym nadgarstku Neala, który większość ludzi uważa za bezsensowny, jednak nie dla samego chłopaka, który jego znaczenia nikomu nie tłumaczy, a sam wie, że dlatego ten półokrągły księżyc może równie dobrze oznaczać literę C.
- głos: Luke Hemmings
Historia: Przyszłość Neala zawsze była skreślana przez wszystkich, którzy spotykali jego rodziców. Pierworodny syn młodych, bogatych rodziców, którzy nie bali się pokazać tego, że sami na siebie zarobili. Wszyscy uważali, że chłopak zostanie rozpuszczony do cna możliwości. Początkowo tak było, idealny dom, ciągłe zabawy w piaskownicy, nowi przyjaciele, pierwsze miłości na skale możliwości sześciolatka. Wydawałoby się, że świat to najpiękniejsze miejsce na ziemi, jednak wtedy nie tylko do niego, lecz chyba do wszystkich w jego otoczeniu dotarło, że życie to nie bajka. Było to tego pamiętnego dnia, kiedy zniknęła jego Tessie. Kim była Tessie? Cóż była to dziewczyna z okolicy, która była priorytetem w życiu jeszcze wtedy małego Neala, była jak jego siostra, a może nawet ktoś jeszcze ważniejszy. Tamtego dnia zniknęła. Właściwie nikt nie potrafił wytłumaczyć małemu chłopczykowi dlaczego tak się stało i czy jego Tessie kiedykolwiek do niego wróci. Z czasem przestał o to pytać, ponieważ za każdym razem odpowiedź była taka sama: "Nie wiemy Neal. Miejmy nadzieję, że kiedyś się odnajdzie". Wszyscy myśleli, że zapomniał, w końcu miał Millie, później poznał też Adriena i Bena, życie pędziło dalej swoim rytmem i mogłoby się wydawać, że Tessie nigdy nie istniała. Neal jednak dokładnie pamiętał o swojej przyjaciółce z dzieciństwa, ponieważ w jego umyśle była osobą zbyt ważną, żeby jej wspomnienie mogło kiedykolwiek go opuścić. Nie myślał o niej non stop, jednak czasami kiedy siedzi gdzieś samotnie lub zwyczajnie się zamyśli jego myśli wracają do małej dziewczynki, której zdjęcie, które zrobiono im razem na placu zabaw nadal stoi na parapecie w jego sypialni, w domu rodzinnym.
Sam Neal za to dorósł, popełnił wiele błędów, trochę narozrabiał, zyskał miano tego złego, niegrzecznego chłopaka, który rozbija się motocyklem po okolicy, jednak sam nigdy nie rozumiał skąd ludzie wpadli na ten właśnie pomysł. W końcu w życiu nie powiedział do żadnego sąsiada ani jednego złego słowa, a to że czasem w ogóle do nikogo prawie nic nie mów to już inna sprawa... W międzyczasie poszedł na studia, zakochał się, zranił i został zraniony. Później rodzice zaczęli się kłócić, a on miał tylko Mike'a, któremu starał się zaoszczędzić dźwięku krzyków rodziców jak tylko było to możliwe. Niedługo potem rodzice oznajmili mu, że się rozwodzą. Dostał mieszkanie, wyprowadził się. Bardzo często wraca do domu, do młodszego brata, aby ten nie czuł się tak samotny jak on, kiedy rodzice się kłócili i przestali go zauważać. W końcu nadal czasem czuje się, jakby miał tylko jego.
Rodzina:
Mama - Karen Lyne - średniego wzrostu kobieta, o surowych rysach, czekoladowych włosach i typowych dla jej rodziny niebieskich oczach, które odziedziczył Neal. Bardzo dominująca osoba, czasami aż zbyt bezwzględna i kontrolująca, patrząca na własne potrzeby i karierę. Wydaje się, że właśnie to ostatnie najbardziej negatywnie wpłynęło na jej relacje z mężem.
Tata - Thomas Lyne - najkrótszy opis mężczyzny, to pierwowzór Neala. Dosłownie niemalże identyczny wzrost, szerokie ramiona, taki sam kolor włosów, chociaż u Thomasa widać już pojedyncze szare włosy. Z charakteru stonowany, rozważny, jednak w domu bardzo ciepły i oddany rodzinie mężczyzna, który od swoich nastoletnich lat nie mógł się doczekać kiedy zostanie ojcem. To on jest opoką i jednym z nielicznych stałych punktów w życiu swojego starszego syna.
Brat - Michael Lyne - sześcioletni blondynek, który jest zawsze pełen energii oraz żądny przygód. Nealowi bardzo przypomina on jego samego właśnie w wieku sześciu lat. Bracia są ze sobą niezwykle zżyci, a Neal jest dla Mike'a wzorem do naśladowania.
Dziadkowie Samuel i Olivia Riddarck oraz Joshua i Elizabeth Lyne, którzy zawsze byli moralnym wsparciem dla rodziny, a przede wszystkim dla swoich wnucząt, jednak samemu Nealowi zawsze było bliżej do państwa Lyne, którzy w jego młodych latach bardzo często się nim zajmowali, podczas gdy jego rodzice pracowali.
Dziadkowie Samuel i Olivia Riddarck oraz Joshua i Elizabeth Lyne, którzy zawsze byli moralnym wsparciem dla rodziny, a przede wszystkim dla swoich wnucząt, jednak samemu Nealowi zawsze było bliżej do państwa Lyne, którzy w jego młodych latach bardzo często się nim zajmowali, podczas gdy jego rodzice pracowali.
Partner: Aktualnie zaraz po zerwaniu, nie szukający niczego zbyt poważnego, a właściwie to nie szuka niczego i nikogo.
Potomstwo: Swoich nie ma, jednak w pewnym stopniu zawsze zajmował się swoim młodszym bratem, jak własnym synem.
Ciekawostki:
- W szkole należał do drużyny siatkarskiej i wróżono mu wspaniałą karierę, jednak on sam nigdy bardzo nad tym nie myślał, ponieważ uważał, że sport nie daje mu żadnego pokrycia jego przyszłości w razie przykładowo kontuzji.
- Posiada znaczne wpływy w firmie farmaceutycznej swojego ojca, a również gra na giełdzie skąd przede wszystkim pochodzą jego pieniądze, które przeznacza nie tylko na ładne samochody czy motocykle, jednak przede wszystkim dalej je inwestuje oraz samodzielnie opłaca swoje studia.
- Ma niewielką grupę bardzo dobrych przyjaciół, z którymi zna się praktycznie odkąd pamięta i są to jedyne osoby, do których nie jest w stanie odezwać się niemiło, ponieważ traktuje ich właściwie jak swoje rodzeństwo, a są to: Adrien, Ben oraz ich perełka, czyli Millie.
- Uwielbia lody o smaku czekolady połączonymi z lodami o smaku mango, przez które już kilka razy zachorował, objadając się nimi w niewyobrażalnych ilościach.
- Bardzo rzadko się to zdarza, jednak niestety pali. Przede wszystkim robi to kiedy jest zestresowany lub zmęczony, problem tylko w tym, że odkąd rodzice zaczęli się rozwodzić te dwa stany towarzyszą u niemal bez przerwy.
- Po alkoholu robi się bardzo smętny i sentymentalny w gronie swojej trójki przyjaciół, którzy kolejnego dnia, kiedy Neal odchorowuje swoje bardzo często się przez to z niego śmieją i dokuczają mu z tego powodu.
- Zawsze nosi przy sobie, czy to zawieszony na szyi, czy schowany w kieszeni nieśmiertelnik z grawerem pod jednej stronie widnieje napis REDAMANCY, a z drugiej inicjały jego dziadka J.L.
- Całe życie marzył o siostrze i według niego to właśnie w tego powodu w dzieciństwie pierwszymi osobami, z którymi się zaprzyjaźnił były dwie dziewczynki, jedną z nich jest właśnie Millie.
Inne zdjęcia: X X X X X
Zwierzęta: Ma ponad rocznego niewielkiego psa znajdę, który wygląda jak dosłownie miniaturka rasowego dużego psa, jednak Nealowi wcale nie przeszkadza to, że Skittle (wcale nie nazwał go po nazwie cukierków) nie będzie większy, niż jest.
Pojazd: Honda VFR oraz Ford Mustang GT
PD: 30
Kontakt: anne.harondale@gmail.com
Potomstwo: Swoich nie ma, jednak w pewnym stopniu zawsze zajmował się swoim młodszym bratem, jak własnym synem.
Ciekawostki:
- W szkole należał do drużyny siatkarskiej i wróżono mu wspaniałą karierę, jednak on sam nigdy bardzo nad tym nie myślał, ponieważ uważał, że sport nie daje mu żadnego pokrycia jego przyszłości w razie przykładowo kontuzji.
- Posiada znaczne wpływy w firmie farmaceutycznej swojego ojca, a również gra na giełdzie skąd przede wszystkim pochodzą jego pieniądze, które przeznacza nie tylko na ładne samochody czy motocykle, jednak przede wszystkim dalej je inwestuje oraz samodzielnie opłaca swoje studia.
- Ma niewielką grupę bardzo dobrych przyjaciół, z którymi zna się praktycznie odkąd pamięta i są to jedyne osoby, do których nie jest w stanie odezwać się niemiło, ponieważ traktuje ich właściwie jak swoje rodzeństwo, a są to: Adrien, Ben oraz ich perełka, czyli Millie.
- Uwielbia lody o smaku czekolady połączonymi z lodami o smaku mango, przez które już kilka razy zachorował, objadając się nimi w niewyobrażalnych ilościach.
- Bardzo rzadko się to zdarza, jednak niestety pali. Przede wszystkim robi to kiedy jest zestresowany lub zmęczony, problem tylko w tym, że odkąd rodzice zaczęli się rozwodzić te dwa stany towarzyszą u niemal bez przerwy.
- Po alkoholu robi się bardzo smętny i sentymentalny w gronie swojej trójki przyjaciół, którzy kolejnego dnia, kiedy Neal odchorowuje swoje bardzo często się przez to z niego śmieją i dokuczają mu z tego powodu.
- Zawsze nosi przy sobie, czy to zawieszony na szyi, czy schowany w kieszeni nieśmiertelnik z grawerem pod jednej stronie widnieje napis REDAMANCY, a z drugiej inicjały jego dziadka J.L.
- Całe życie marzył o siostrze i według niego to właśnie w tego powodu w dzieciństwie pierwszymi osobami, z którymi się zaprzyjaźnił były dwie dziewczynki, jedną z nich jest właśnie Millie.
Inne zdjęcia: X X X X X
Zwierzęta: Ma ponad rocznego niewielkiego psa znajdę, który wygląda jak dosłownie miniaturka rasowego dużego psa, jednak Nealowi wcale nie przeszkadza to, że Skittle (wcale nie nazwał go po nazwie cukierków) nie będzie większy, niż jest.
Pojazd: Honda VFR oraz Ford Mustang GT
PD: 30
Kontakt: anne.harondale@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)



