Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adaline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adaline. Pokaż wszystkie posty

2 sty 2019

Czystka

Po raz drugi mam zaszczyt przywitać Was w poście tego typu — w czystce! W oczach większości czystka jest dość nieprzyjemnym wydarzeniem, albowiem trzeba w końcu przebudzić się ze snu i napisać coś, cokolwiek. Inni uznają to za bardzo przyjemną procedurę, albowiem dzięki niej na blogu robi się automatycznie "czyściej", ponieważ nieaktywni opuścili nasze mury. Choć powinnyśmy zorganizować to miesiąc temu, w listopadzie, przełożyłyśmy termin na dziś.

LEGENDA:
Postacie które napisały opowiadanie w dniach 15.11-31.12 zostają na blogu.
Postacie, które napisały opowiadanie w dniach 14.10-14.11 dostają upomnienie.
Postacie, które nie napisały opowiadania od 13.10 zostają wyrzucone.
Aaron Brown
Adam Lancaster
Antoni Adam Watson
Bellami Jon Salvadore
Billy Joe Moliere
Caleb Manson
Cameron Monaghan
Carlo Rossi
Castiel Aaron Hunter
Charles Lawrence Winchester
Cole Stewart
Colin Richardson
Daniel Parker
Damien Boris Heatcliff
Ebenezer Cardigan
Ed Sheeran
Elias Jefferson
Eugene Lowe
Evan Thompson
Felix Wilson
Franciszek Żukowski
Hangagog Jack Black
Igor Priskiewitz
Jacob Grant
Julien Callière
Kayn Fortebracci
Logan Blake
Matt Jeffrey Bower
Nivan Oakley
Noah Brown
Oli Krafftag
Parker Walker
Rafael Blackfrey
Stephan Wood
Theo Andrews
Thomas Sangster
Tyler Owen
Vincent Marcel Edwards
Adaline Sky Bladell
Althea Santos
Amy Jones
Anastasia Warner
Anastazja Fenchenko
Angelica Schuyler
Antonella Humphries
Ashley Micheaelle Tisdale
Aylin McKagan
Bridget Janet Hemmings
Catniss Pierce
Charlie Graham
Chloe O'Neill
Dearden Beatrice Yates
Dianthe Monroe
Eleanore Vivienne Jensen
Evangeline Lavelle
Florence Charlotte Evans
Gemma Katia Mercer
Hailee Carter
Harper Dallas
Harper Nelle Beckett
Ida Maye
Inka Faye Tobin
Isabelle Grace Miller
J.C Alexander
Jacquline Brown
Katfrin Victoria Salvadore
Kehlani Parrish
Koyori Leokadia Okami
Laurene Danielle Odiney
Louise Watson
Lucia Santos
Odette Scarlet Blackwell
Pelagonija Eternum
Raven Marshall
Rose Crawback
Sanae Kamitsuruyoshi
Tatum Farewell
Tim Ly Nguyen
Tove Larsen
Valerie Brown
 Wanda Anastazja Przewalska

Przypominamy, iż osoby, które zebrały dzisiaj drugie upomnienie powinny pilnować się następnym razem — uzyskanie trzeciego równa się z wyrzuceniem w tejże czystce.

SUMUJĄC:
- 16 postaci opuściło Avenley River.
- 4 uzyskały upomnienie.

22 wrz 2018

Od Adaline cd. Juliena

Oglądam się przez ramię. Wyszedł. Nareszcie. Od razu można wyczuć rozluźnienie sytuacji oraz zanikanie napięcia, które towarzyszyło moi od momentu, kiedy przez całą odległość cichej kawiarenki urządzonej w stylu francuskim, usłyszałam jego głos.
Oczywiście Julien musiał pomyśleć, aby udać się do najbliższej kawiarni względem mojego miejsca pracy. Nigdzie indziej nie jest mnie tak prosto spotkać, jednak tutaj przychodzę niemal codziennie. Swobodę przebywania tutaj dodaje mi możliwość palenia w tej kawiarni, co w ostatnich czasach jest bardzo rzadkie. Jednak została ona skutecznie zakłócona przez to, że dosiadł się do mojego stolika, aby zepsuć mi humor. Ponownie.
Początkowo po naszym spotkaniu w nieco dziwnej sytuacji, jaką była moja bardzo fascynująca próba przeprowadzenia czegoś na kształt próby samobójczej, myślałam, że nasza znajomość może być całkiem zabawna. W pewnym sensie możliwe, że nawet inspirująca. Julien był przystojnym młodym mężczyzną, ja potrzebowałam świeżego nurtu w mojej sztuce, a jego pojawienie się spowodowało to. Dokładnie rzecz biorąc moje zainteresowanie przeniosło się z sfer bardzo futurystycznych, może związanych z samą śmiercią, na przyziemne, konkretniej nieco renesansowe czy jeszcze wcześniej antyczne zachwycenie ciałem ludzkim, jego niezwykłością. Taki cudownie skomplikowany mechanizm w iście boskim opakowaniu. Sama jego struktura i faktura...
Ale o czym to ja myślałam?

11 wrz 2018

Od Adaline cd Juliena

Ku mojemu niezdziwieniu atmosfera przy masywnym, a także dużym rozmiarowo mahoniowym stole była napięta. Potocznie mówiąc można ją było kroić nożem. Dodatkowo niemałe problemy sprawił fakt, że jestem wegetarianką, jednak pani domu sprawnie sobie z tym poradziła, a może to tylko ich kucharka sobie poradziła? Nie zdziwiłabym się gdyby mieli służbę.
Kroję jaki ładny pasztecik, który jak mi zdradzono został zrobiony z różnych ciekawych roślin, jednak niestety znałam tylko kilka z nich. Podnoszę kawałeczek dania do ust i kątem oka delikatnie przyglądam się po kolei każdemu z członków tej dziwnej rodziny. Rozmowa właściwie toczy się tylko mną i głową rodziny, czasem wtrąca się do niej partnerka mężczyzny. Za to Julien i jego siostra siedzą jak te trusie i nic się nie odzywają. Ona z smutnym wyrazem twarzy przenosi wzrok od ojca do brata i z powrotem. Jej oczy mają ten niezwykle smutny, zdesperowany wręcz wyraz, który powinien poruszać serca, jednak moje serce zbyt dobrze ją rozumie. Dziecko jest w sytuacji bez wyjścia, w pułapce, która zabiera jej powietrze. Zastanawia mnie jak traktuje ją kobieta siedząca obok jej ojca. Moja matka nigdy nie wyszła ponownie za mąż i cieszyłam się z tego w głębi duszy. Póki matka była zdrowa byłyśmy ze sobą bardzo blisko, sama mówiła, że nie potrzeba jej mężczyzny, że ma osobę do kochania i tyle jej wystarczy. Obie nie mogłyśmy sobie wyobrazić kogoś obcego w naszym domu.
Za to jej brat. Ciężko mi określić jego brata. Skomplikowany mechanizm obronny stworzył z niego kogoś na kształt potwora, a mimo to jego wzrok delikatnie mięknie, kiedy pada na młodą dziewczynkę na krześle obok. Jakiś mały kolec kujący jego serce w ten mały punkcik, który wywołuje u niego jakieś emocje. Dla niego ona jest pewnie w jakimś sensie kotwicą, jaką dla mnie jest moja mama. Kotwica ta utrzymuje nas blisko brzegu, abyśmy nie odpłynęli za daleko, nie zatracili się na oceanie bezsensu i umysłowej katorgi... przynajmniej w moim przypadku.
Rozmowa schodzi delikatnie na grunt, którego wolałabym nie poruszać, trochę o rodzinie, ojciec próbuje rozmawiać z synem, ja przenoszę uwagę na panią domu, która mówi coś o odświeżeniu domu, o poszukiwaniu ciekawych dział sztuki do salonu, o jakiś kafelkach. Staram się uważać i w miarę możliwości odpowiadać jej.
- Jesteś naprawdę nieśmiała, pasowałabyś do naszego Juliena - zauważa nagle. Otwieram szeroko oczy patrząc na jej niewinny uśmiech, jej partner upuszcza widelec, który z brzękiem uderza o talerz, a sam zainteresowany prawie krztusi się wodą, której łyk wziął przed chwilą. Zapada cisza i tylko mała dziewczynka ze smutnymi oczami wydaje się nic nie zauważyć. Bardzo przypomina mi mnie w tym momencie.

3 wrz 2018

Od Adaline cd Juliena

Kiedy spojrzał na mnie przez ramię, krew się we mnie zagotowałam. Jednak uspokoiłam się jakimś cudem. Podchodzę do niego i poprawiam mu kraniec koszulki, który musiał mu się wcześniej zawinąć. Wygładzam go dłonią, wyczuwając od razu mięśnie jego brzucha i wcięcie na jego dole. Przynajmniej tyle szczęścia w tej patowej sytuacji.
- Teraz udajmy, że wcale cię tutaj nie było, ponieważ chyba oboje nie chcemy zrywać naszej malutkiej umowy, prawda? - pytam szeptem, wplatając palce delikatnie w jego włosy tuż nad szyją.
- Jesteś hipokrytką - pochyla się do mojego ucha i odpowiada z dziwnym półuśmieszkiem na ustach, jakby triumfalnym. - Co gorsza całkowicie pozbawioną kontroli.
- Wiesz Julien... - gładzę opuszkami palców jego szyję, ponieważ jego pochylenie pozwala mi na to. Mój oddech na jego skórze wywołuje u niego gęsią skórkę. - Możesz tak mówić, jednak twoje ciało mówi coś kompletnie przeciwnego... szczególnie to wybrzuszenie w twoich spodniach, bujna wyobraźnia co? - czekam aż coś powie, aż wybuchnie i wybranie z tego lodowatego tonu, albo chociaż zarumieni się. On jednak pozostaje tym samym głazem, jakim go poznałam na dachu wieżowca. Zwyczajnie zostawia mnie taką, z głową zadartą nieco w górę, oblizującą dolną wargę i wychodzi. Oops... nasz nowy pan Grey zapomniał chyba, że nad ciałem najciężej jest zapanować, a u mężczyzn na jego nieszczęście, a moje szczęście, jest to od razu widoczne.
- Jaka szkoda - szepczę do siebie i zamykam łagodnie drzwi, wychodząc z pokoju. Schodzę na dół i siadam do stołu, gdzie czeka już na mnie Bee, a Lily wbija we mnie wzrok z dalszej odległości. 
- Mogę o coś zapytać? - odzywa się siedząca naprzeciwko mnie dziewczyna. Biorę kawałek jedzenia do ust, powoli i długo przeżuwam i dopiero połykam.
- Zależy - odpowiadam, nadal nie podnosząc wzroku z mojego talerza.
- Dlaczego do naszego mieszkania równie szybko wpadł jak i wypadł młody Callière? - pyta i mój wzrok w ułamku sekundy ląduje na niej. To nazwisko... gdzie ja je słyszałam? Chwilę zajmuje mi zastanowienie się nad tym jednak wpadam na to. Na wieżowcu należącym do jego rodziny się poznaliśmy. No tak...
- Jego ojciec ma firmę, prawda? - pytam, a Lily odpowiada z drugiego końca pokoju swoim piskliwym głosem.
- I zainteresował się tobą! Tobą! Mogłabym być taka bogata, mieć wszystko! - zaczyna, jednak ja przestaję jej słychać. Wracam do jedzenie i delikatnie uśmiecham się w myślach do siebie samej. Ta zabawa działa w obie strony, Julien. W obie.

29 sie 2018

Od Adaline cd Juliena

Przeniosłam się już dawno temu na kanapę, stwierdzając, że trochę towarzystwa mi nie zaszkodzi. W każdym bądź razie takiego towarzystwa, w którym nie musiałam się udzielać i wystarczała mu tylko moja obecność, ponieważ jako istota żyjąca stanowię obiekt do którego można mówić, a to że nie odpowiadam, nie koniecznie oznacza, że nie słucham. Tak więc wszystko się kręci i jest dobrze. Beatrice krząta się po części kuchennej, gotując obiad, który jak to określiła też będę mogła zjeść. Lily Blue nie za bardzo przepada za wegetariańskimi daniami, jednak szybko znalazłyśmy na to sposób - gotujemy dla nas dwóch. Ja osobiście często robię dania, do których można dodać mięso na końcu. Ja nakładam sobie pierwsza, później Bee dodaje mięso i tak je.
Tak więc siedzę sobie i szkicuję obraz dla naszej sąsiadki z piętra niżej, która męczy mnie o niego już dobre kilka miesięcy. Przeraża mnie ta staruszka na ten ohydny sposób, że wolę zrobić to, o co mnie prosi, aby mieć święty spokój. Co za ironia, święty spokój, a przecież ja nie jestem wybitnie wierząca. Mimo to nadal co jakiś czas noszę na szyi drewniany krzyżyk po mamie... Człowiek to za słaby mechanizm, więc w końcu musi być ktoś silny i doskonały. Niestety czasem człowiek przypomina sobie o tym dopiero wtedy, kiedy nie daje czegoś zrobić samodzielnie. Do tej grupy osób należę ja.
W drzwiach przekręca się klucz, a ja przewracam oczami, ciężko wzdycham i poprawiam się na kanapie, szukając jeszcze wygodniejszej pozycji od tej, w której przed chwilą się znajdowałam.
- Wraca nasza księżniczka - mówię beznamiętnie, za to z ust Bee ucieka śmiech. Ona wręcz uwielbia to jak ogromną miłością pałam do naszej współlokatorki. Przekręca się znowu klucz, a przynajmniej próbuje.
- Chyba nie może wejść - zauważa Beatrice, a ja wzruszam ramionami. - Nie wymieniłaś zamków podczas mojej drzemki, co? - wywołuje to u mnie mały, delikatny uśmiech na ustach. Nie głupi pomysł.
- Niestety nie - wracam do normalności. Uśmiech poszedł się pie... no, poszedł sobie.
- Otworzysz jej? - odwracam wzrok w jej stronę i unoszę brew. - Zepsuje nam zamek, a ja nie mam ochoty wydawać na to pieniądze.
- Ona zepsuje, niech ona płaci - rzucam obojętnie, a może prawie poirytowana.
- Adaline, proszę - odpowiada spokojnie i ciężko podnoszę się z kanapy. Znowu grzebie w zamku.
- Wsadź jeszcze jeden kurwa klucz, a cię nie wpuszczę! - krzyczę, żeby mogła usłyszeć. Wzdycham i przekręcam zamek, otwieram drzwi i stoję jak wryta.
Trwa to może sekundę, może mniej, ale mam ochotę otworzyć usta ze zdziwienia. Widzę jego i czuję, jak krew zaczyna się burzyć w moich żyłach. Mam ochotę skoczyć mu do gardła... a nie. Właściwie dlaczego jemu? Mam ochotę rzucić się do gardła jej. Jednak szybko odzyskuję zimną krew i z kamienną twarzą trzaskam drzwiami, które zamykam na klucz, zostawiając ich na korytarzu. Wracam na kanapę.

27 sie 2018

Od Adaline cd Juliena

Kolejna naga prawda?
- Nie zadzwonię - mówię, jednak już raczej do siebie, ponieważ chłopak zniknął za drzwiami. Podchodzę do ciemnobrązowego fotela stojącego przy oknie z widokiem na miasto i delikatnie na niego opadam. Czuję się jakbym była piórkiem, jakby opór powietrza był zbyt duży, abym nie zrobiła tego w zwolnionym tempie, którego wrażenie mi towarzyszy. Podnoszę dłonie z moich ud i dokładnie je oglądam. Lady Makbet miała rację, na nich nadal jest krew, krew mojej moralności, jednak ja nie popadam w przerażenie tylko w jakąś pustkę.
Pusty pokój
Cisza
CISZA
Odgłosy zza okna...
Próbuję coś zetrzeć ze skóry jednej z moich dłoni. Co ja miałam zetrzeć? Już nie pamiętam. Coś rośnie we mnie, pobudza głowę, mąci myśli, łapię się na tym, że biegnę do łazienki, wymiotuję. Siadam obok sedesu, na lodowatych płytkach pokrywających podłogę. Mówię sobie, że to tylko kac, że zawsze tak jest, a mimo to czuję dziwny smutek. Chyba właśnie przed chwilą zgodziłam się być prostytutką, tylko w wersji charytatywnej. Trochę zaczynało mnie to obrzydzać do siebie samej, a to zaczynało być niebezpieczne, ponieważ czułam to pierwszy raz. Za to jeśli to uczucie nie minie... będzie to oznaczało, że jedynym punktem trzymającym mnie na powierzchni jest mama.
Mama.
Muszę do niej pójść.
Muszę wrócić do domu.
Ja nie mam domu.
Mieszkanie.

26 sie 2018

Od Adaline cd Juliena

Powoli przenosiłam wzrok na roztaczający się z mojego miejsca widok. Zastanawiałam się nad jego słowami, jednak tak naprawdę nie chciałam o nich myśleć. Inicjatywa z jego strony zmusiła mnie do włączenia się w ten twór, który niby można było nazwać rozmową, a tak właściwie to żadne z nas nie miało nawet zamiaru tego tak nazywać, ponieważ najprawdopodobniej jego równie mocno co mnie przyprawiało to słowo o mdłości. Wstałam okrutnie powoli, po czym odwróciłam się do nadal siedzącego młodego mężczyzny, powiedzmy.
- Najpierw musimy gdzieś pójść - odparłam i powolnym krokiem, trochę nonszalanckim ruszyłam w stronę zejścia z dachu. Usłyszałam skrzypnięcie krzesła, odgłos butów. Nie mogło być inaczej. Nie odezwał się do mnie, w końcu nie było tutaj nic do powiedzenia. Nie wprost, a jednak z dosyć mocną aluzją zgodziłam się na jego propozycję, proponując ze swojej strony pewne jej urozmaicenie, wzbudzając świadomie jego zainteresowanie. Szedł więc spokojnie jak baranek na strzyżenie za mną, bliżej nieznaną mu osobą, która na jego oczach myślała sobie czy rzucenie się z kilkuset metrowego wieżowca jest dobrym rozwiązaniem jej egzystencji.
Echo odbijało się po klatce schodowej, wkrótce znaleźliśmy się w małej klitce zwanej podobno przez ludzi windą. W tle leciała cicha muzyczka z małego głośnika w rogu kliteczki. Przekręciłam głowę patrząc na nią.
- Mogliby przynajmniej puścić coś rozwijającego - zauważyłam, jednak stojący obok mnie chłopak zdecydował udawać, że nie usłyszał mojej opinii. Pokiwałam głową sama do siebie. Tak, to było godne szacunku, olał mnie zamiast wmawiać mi, że nie mam racji, kiedy wiem, że ją mam, a każde inne parszywe stworzenie na tej nędznej ziemi jej nie ma. Proste, jasne, logiczne, a mimo to tak często musiałam uciekać obrzydzona od tych zwierząt, która mianują siebie ludźmi nie mając pojęcia czym jest i powinno być człowieczeństwo.
Winda się zatrzymała, a mnie wybudziło ciche piknięcie.
- Och... - mruknęłam do siebie, czując czyjś nurtujący wzrok na moim policzku. To nie czas na elokwentną rozmowę o tym, że mówię do siebie. To smutne, kiedy uważa się siebie za jedyną osobę na odpowiednim poziomie do rozmowy. Mam jeszcze Tris, jednak ona była zbyt przyziemnie miła i realna, żebym mogła normalnie z nią mówić. Stałyśmy się sobie tak bliskie chyba tylko przez to, że potrafiła zostawił mi dokładnie przeze mnie określoną strefę komfortu, którą mało kto przekracza. Tylko mama przekracza... jeśli nadal można tak to nazwać.
To ja zrobiłam pierwszy krok, jednak zdaje mi się nie przeszkadzać to, że ten rosły mężczyzna, przy którym wyglądam jak mała zabawka daje mi się ślepo prowadzić.
Wyszliśmy na obrzydliwie ruchliwą ulicę tego miasta. Wszystko tutaj wydawało mi się obrzydliwe. Zatrzymałam się rozglądając się po ulicy. Gdzie by było szybciej? Spojrzałam na chłopaka, który właśnie pochylał głowę przyglądając mi się. Średnio metr dziewięćdziesiąt, szerokie ramiona, ciemna cera, ładne rysy. Kolejne zagubione dziecko, które szuka światła, a którego tak naprawdę nie ma w tym cholernym miejscu.
Chciało mi się palić.
A może pić.
A właśnie...
- Chodźmy - mruknęłam, skręcając w prawo, ponieważ wydawało mi się tak najprościej... A może wcale o tym nie myślałam.
- Jesteś inna - zauważył, uniosłam brew.
- Jesteś napalony - zauważyłam. - A może tylko głupi, rozumiesz ciężko mi się zdecydować przy tak atrakcyjnym mężczyźnie.
- Czyżby?
- Nie - ucięłam, mając przeczucie, że właśnie pokręcił na mnie głową. Nie obchodziło mnie, że będzie miał mnie za wariatkę, ponieważ było w nim coś wewnętrznie pociągającego. Ta dziwna cząstka obrzydzenia, które łagodnie u niego kiełkowało, a co można było zauważyć w jego historii i byłam niemalże pewna, że to nie opowieść o chłopcu, a opowieść jak tego śliczniutkie życie poszło się jebać. Byliśmy się sobie podobni, a tak różni, ponieważ nad jego życiem zdecydowano, ja wybrałam obłęd i obrzydzenie, ponieważ nadal mając matkę zdecydowałam, że lepiej już pogrążyć się w tej otchłani niż czekać na pogrzeb drugiego rodzica, który zbliżał się ogromnymi krokami.
Byliśmy na miejscu po jakimś bliżej nieznanym mi czasie pełnym cholernej ciszy, która była na tyle denerwująca, że zaczęłam znowu skubać nitkę wystającą z mojego rękawa. Nienawidziłam takich szczegółów, ponieważ za szybko absorbowały moją uwagę, jakby były najbardziej fascynującym zjawiskiem na świecie... a nie były. Paradoksalnie można powiedzieć.
- Powinno mnie dziwić, że przyszłaś tutaj wpatrując się w swój rękaw, więc znałaś drogę na pamięć? - dobiegł mnie głos z góry. Zmarszczyłam brwi. Przecież nie jestem martwa. Jeszcze... Uniosłam głowę. A to ten chłopak. Jeszcze nie Bóg. Dobrze.
- To na tyle głupie i bezsensowne jak na ten etap naszej znajomości pytanie, że je zignoruję - odparłam, po czym weszłam do znajdującego się przed nami klubu ze striptizem. Kiedy obejrzałam się za siebie stwierdzając po chwili z nie za dużym zadowoleniem, że ten dryglas nadal za mną idzie. Prawie zapomniałam o jego wcześniejszych słowach. Były nieco kuszące biorąc pod uwagę jego wygląd, podobieństwo moje i jego, pewnego rodzaju frustrację mojej osoby. W każdym razie przeszliśmy przez pół klubu, aby dojść do stolika, który nie wiadomo dlaczego akurat mi się spodobał. Po chwili pojawiła się przy nas kobieta, którą poprosiłam grzecznie tylko o taniec na róże bez rozbierania się czy innych udziwnień. Rzuciła mi tylko dziwne spojrzenie, po czym zabrała się do pracy. Mój łokieć oparłam na ramieniu siedzącego obok chłopaka, za to druga dłoń powędrowała po jego klatce piersiowej i brzuchu na podbrzusze, niebezpiecznie blisko jego krocza. Właściwie uczucie spinania się wszystkich jego mięśni pod moim dotykiem, sprawiało mi dziwną, trochę dziką przyjemność. Wpiłam swój wzrok w jego oczy, aktualnie skupione na mnie.
- Tak dla klarowności zaistniałej sytuacji. Nie zamierzam ci tańczyć, widok zadowoli nas oboje, ty stawiasz alkohol, to nie jest wymiana twojej propozycji, lecz jej urozmaicenie. Rozumiesz...
- Julien - odparł jak zahipnotyzowany. Kiwnęłam głową.
- Rozumiesz, Julien? - przełknął ślinę i wydał z siebie bliżej nieokreślony głos. - Doskonale.

~ * ~

Pierwsze co poczułam, to to, że byłam naga. Później przyszedł dyskomfort, następnie ból głowy i na koniec ten ohydny smak w ustach, kiedy zdajesz sobie sprawę, że to przede wszystkim alkohol, ale właściwie to nie jesteś pewny. Wciąż z zamkniętymi oczami podniosłam się do pozycji siedzącej pozwalając okryciu spaść z moich ramion odsłaniając górną połowę mojego ciała. Przetarłam dłońmi oczy, po czym je powoli i ledwo otworzyłam. Podparłam się z tyłu na rękach i rozejrzałam się po otaczającym mnie pełnym przepychu pomieszczeniu. Coś się poruszyło obok mnie. Zerknęłam. Osoba. No i dobrze, głupio się obudzić z kozą w łóżku. Kac odbijał się echem w mojej głowie. Chciałam spokojnie przyjrzeć się osobie, z którą musiałam spędzić poprzednią noc według wszelkich poszlak, jednak moją uwagę całkowicie pochłonął szklany zbanuszek wody z dwiema szklankami obok, który stał na stoliku. Tylko, że stolik znajdował się po drugiej stronie pokoju.
Wypuściłam głośno powietrze. Obrzuciłam okrycie, zrzuciłam nogi na podłogę. Zajęczałam wstając z zimna tej cholernej posadzki, dyskomfortu w dolnej części ciała, zawrotów głowy i łupiącego moją czaszkę bólu.
Informacja na przyszłość nie pieprzyć się po pijaku, z tego nigdy nie wyjdzie nic dobrego.
O woda.
Złapałam za dzbanek.
Szybko płyń do tej szklanki.
Ooooo.... jak dobrze.
- Ładny widok na kaca - usłyszałam zachrypnięty głos za sobą. Odwróciłam się. Siedział taki pół nagi, patrząc się na mnie i co myślał? Że się na niego rzucę?
Nie.
- Jak ponownie zobaczę cię nagiego, to może się zastanowię, czy ci może w ramach mojej dobroci powiedzieć coś podobnego... ale wątpię - wzruszyłam ramionami. - Tak właściwie to skąd ty się tutaj wziąłeś? I rozumiem, że jestem mięsem, ale moje szczątki duszy twierdzą, że patrzysz się na mnie jak na zbyt dużą prostytutkę, niż tak naprawdę jestem, ponieważ nią nie jestem... I raczej nie będę - ostatnie zdanie wyszeptałam.

Julien?

+20PD

25 sie 2018

Adaline Sky Bladell

Na zdjęciu: Gabrielle Caunesil
Motto: Sztuka to kłamstwo, które pozwala uświadomić sobie prawdę.
Słowa jednego z największych artystów - Pabla Picassa
Imię: Dosyć niespotykane imię, za którym kryje się interesująca historią, ponieważ kiedy jej aktualni rodzice ją znaleźli nazwali ją imieniem Sky, jednak ona powtarzała imię Adaline, więc tak zostało: Adaline Sky
Nazwisko: Niespotykane i dziwne dla ludzi, słyszących je pierwszy raz - Bladell
Wiek: Całe i piękne lat dwadzieścia trzy, czyli już całkiem dorosła jest
Data urodzenia: To było pięknego czerwcowego dnia, dokładnie 21 czerwca, czyli w dzień przesilenia letniego, dlatego była nazywana przez bliskich Dzieckiem Słońca.
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Niezbyt duże, dwupoziomowe mieszkanko w starej, aczkolwiek odnowionej kamienicy z czerwonej cegły w centrum miasta. Z zewnątrz przypomina typowo amerykański budynek - podobny do tych stojących przy Beacon Hill w Bostonie, duże okna z przymocowanymi do ich dolnej części donicami z kwiatami, okiennice, przeciwpożarowa zewnętrzna klatka schodowa i podparty dwoma śnieżnobiałymi kolumienkami tympanon pozbawiony zdobień.
Przedsionek jest jednocześnie wąskim korytarzem od którego odprowadzona jest para wejść - jedne, z drzwiami, do łazienki, drugie pozbawione dodatkowej zasłony w postaci przerobionej deski, całkiem szerokie do połączonej z salonem przestronną kuchnią znajdującą się po prawej stronie od wejścia, dokładnie za łazienką. Podłoga wyłożona jest drewnianymi panelami w brudnomusztardowym kolorze. Szafki ułożone są na kształt dużej litery L, a ich przody błyszczą metalicznym połyskiem. Same blaty i siedziska stojących przy nich siedzisk mają ten sam kolor co podłoga i również wykonane są z drewna. Znajduje się tam też sporo różnorodnych roślinek.
Znajdująca się na dolnym piętrze łazienka jest nieduża. Utrzymana jest w jasnych kolorach. Po prawej stronie znajduje się sedes z przymocowanym do pokrytej do połowy kafelkami ściany niewielkim kaloryferem. Naprzeciwko drzwi znajduje się otwarta szafka, na której umieszczony jest zlew, a we wgłębieniu pralka. Nad nimi wisi okrągłe, raczej niewielkie lustro. Lewą ścianę prawie całkowicie zajmuje podłużna, zaokrąglona wanna.
W porównaniu do reszty pomieszczeń salon jest ogromny. Na ceglanych ścianach zawieszone są regały, na których ustawione są książki i przeróżne bibeloty, m.in. pamiątki z wyjazdów czy ramki ze zdjęciami. W prostopadłym do wejścia kącie stoi mniejsza wersja czarnego fortepianu, a na najbliższej mu ścianie wisi obraz autorstwa Adaline przedstawiający skąpaną w przypominającej piaskową mgle podniszczonej budowli przywodzącej na myśl Notre Dame. Po lewej stronie znajduje się salon, na który składają się: duża niebiesko-zielona kanapa-narożnik za którą znajdują się schody, dwa krzesła z oparciem w tym samym kolorze, osobliwy okrągły stolik ze znajdującymi się na różnych poziomach drewnianymi tackami tworzącymi blat. Zazwyczaj leżą na nim książki oraz stoją wstawione w wazon kwiaty - ich gatunek zależy od pory roku. Na podłodze leży duży, jakby pleciony dywan w czerwono-biało-czarne pasy.
Na pierwszym piętrze pierwsze wyjście jest oszklone i wbudowane w częściowo szklaną ścianę. Prowadzi ono do tarasu znajdującego się na dwupoziomowym dachu budynku. Na niższym piętrze znajduje się warzywniak stojący pod oszklonym dachem na czterech metalowych nogach. Jedna ze ścian jest całkowicie pokryta bluszczem. Na poziomie wyżej znajdują się narożna, jasna kanapa do posiedzenia, niski podłużny stolik i fotel. Całość ze trzech, zewnętrznych, stron otoczona jest drewnianym płotem, od wewnętrznej jedynie niewysoką barierką. Za kanapą w ustawionej wzdłuż najdłuższej drewnianej 'ściany' donicy rosną niewielkie krzaczki i drzewka cytrynowe pomiędzy którymi poustawiane są niewielkie lampki ogrodowe. Wracając do wnętrza, później, idąc dalej, natykamy się na ścianę z trójką drzwi. Pierwsze prowadzą do pokoju Lily, drugie do Beatrice, trzecie do łazienki, a ostatnie z kolei do Adaline.
Łazienka jest raczej dosyć długa, ale raczej wąska. Podłoga wyłożona jest kafelkami przywodzącymi na myśl drewno, a ściany śnieżnobiałymi kafelkami. Prawą ścianę prawie całkowicie zajmuje szafka z umywalką i długim białym zlewem oraz podłużne lustro. Tuż między nią, a znajdującą się naprzeciw wejścia wannę, która może pełnić również funkcję prysznica, wciśnięty jest sedes.
Pokój Adaline został przedłużony o długość korytarza, dlatego wejście do niego znajduje się prostopadle do długości pokoju. Całe pomieszczenie zostało podzielone w połowie szklaną ścianką, która zostawia tylko wąskie wejście do drugiej części, które znajduje nieco bliżej przeciwległej ściany, niż jest wejście. Naprzeciwko drzwi, przy ścianie na prawo znajduje się długa szafa, która praktycznie wystarcza dziewczynie do wszystkiego, która jest na tyle pojemna, że znajdują się tam wszystkie rzeczy Adaline. Na lewo od wejścia, przy ścianie znajdują się kolejno wąska cztero-szufladowa komoda, a dalej podwójne, szerokie łóżko, które jest na tyle niskie, że nie ma pod nim żadnych szuflad. Naprzeciwko łóżka znajdują się dwa nowoczesne, jasne, ale bardzo wygodne krzesła oraz biały kwadratowy stolik. Na drewnianej podłodze w kolorze bardzo jasnej szarości leży dywan w ciekawym wzorze. Na równie jasnych ścianach oprócz zdjęcia rodzinnego Adaline, wiszą jej obrazy. W oddzielonej części, gdzie na najdalszej ścianie od wejścia znajduje się ogromne okno, które napełnia światłem cały pokój, dziewczyna urządziła swoją pracownię. Pełno tam sztalug, płócien, nieskończony oraz skończonych obrazów, właściwie to jest tam pełen chaos. Dodatkowo przy ścianie na lewo od wejścia stoją dwie szafy mieszczące wszystkie jej szkice, farby, wszelkiego rodzaju materiały artystyczne, których Adaline używa. Ogólnie utrzymany w jasnych barwach co bardzo kontrastuje z osobowością jego mieszkanki, chociaż ona podobno nie widzi w tym nic dziwnego.
Tak poza tym mieszkaniem, to na sąsiedniej ulicy, czyli mniej więcej może trzysta metrów od jej kamienicy, znajduje się mała galeria Adaline. Tam w jednym z budynków znajdują się dwa całkowicie szklane poziomy, które kontrastują ze starą cegłą. Pierwszy poziom to galeria, utrzymana w idealnej bieli. Ściany są białe, podobnie jak płytki na podłodze, które odbijają obrazy. Jedyne kolorowe elementy to jej obrazy, recepcja na wejściu wraz z szatnią, ławki oraz schody, które znajdują się mniej więcej w połowie długości małej galerii i prowadzą na drugi poziom, jednak są zamknięte. Najdalszą ścianę od wejścia stanowi jeden, ogromny, malowany dokładnie na ścianie obraz Adaline, który budzi największy podziw w zwiedzających, a dokładnie przedstawia portret kobiety. Niby nic nadzwyczajnego, a samo patrzenie na ten obraz przyprawia o ciarki.
Drugi poziom to coś na kształt mieszkania, a raczej pracowni. Naprzeciwko schodów znajduje się właśnie oszklona ściana - front budynku. Na lewo od schodów znajduje się ogromny materac, który pracuje za łóżko, można nawet znaleźć na nim pościel. Na wprost wejścia na wet poziom, wzdłuż ściany, aż do okien znajdują się szafki, półki pełne farb, pomocy do konserwacji obrazów, dalej są sztalugi, płótna, ramki. mniej więcej na środku poziomu znajduje się duży stół z dwiema lampami, które można wygodnie wyginać aby dobrze oświetlić swoją pracę oraz obok mały stołeczek, który można wykręcając podnieść lub obniżyć. W lewym rogu prawie przy oknie znajduje się wanna, która nigdzie nie jest schowana. Adaline nie widzi takiej potrzeby. Jednak, żeby nie gorszyć ludzi odgradza im trochę widok drzewko cytrynowe stojące w donicy obok. Znajduje się tutaj tylko jedno pomieszczenia, czyli toaleta, na prawo, przy samych schodach. Jedyne oświetlenie jakie tam działa to dwie lampy na stole oraz niewielka lampka przy materacu. Adaline zostaje tam kiedy ma wenę a w domu jest chaos lub zwyczajnie nie dają jej pracować, również jak ma dosyć swoich współlokatorek, albo ma zły dzień.
Orientacja: Właściwie to heteroseksualna, chociaż bywają momenty, że sama zastanawia się, czy to nie jest tylko ukryta biseksualność... jednak na razie upiera się przy heteroseksualności
Praca: Jest malarką, moja swoją galerię sztuki.
Charakter: Każdy w jej kamienicy wie, kim jest Adaline. Jak to się mówi na "podwórku" to taka krzykaczka słaniająca się po klatce schodowej, znikająca na całe dnie w tym szklanym budynku za rogiem. Anioł, albo wręcz przeciwnie, to zależy kiedy i w jakim stanie ją spotkasz. Jedno zgadza się w każdym przypadku - ma w sobie "coś", jednak nikt nie jest w stanie dokładnie określić, czym to "coś" w niej jest. Mówią artystka, mówią ćpunka, a tak naprawdę tylko pojedyncze osoby dostrzegają ten ogromny potencjał i pokłady swoistego rodzaju magii w jej duszy. Wiedza która ją pochłania, a której daje się zmiażdżyć, aby zostać uformowana na nową istotę. Tak. Nikt nie do końca rozumie, jednak czy ktoś musi? Jej zazwyczaj obojętny wzrok powie ci, że właściwie to tak naprawdę jej nie interesuje ta czysta, bezsensowna statystyka…
Już w młodym wieku zauważono, że nie jest ona zwykłą dziewczyną, chociaż potrafi twardo stać na ziemi. Jej każdy ruch, sposób bycia, patrzenia, komunikowania się z innymi ludźmi budzi w innych zainteresowanie, a z drugiej strony często jakiś dziwny, niewyjaśniony niepokój, dyskomfort. Niektórzy twierdzą, że to właśnie jej wzrok, tak nienaturalnie przeszywający powietrze, przenikliwy, niemalże drążący dziurę w twojej głowie, powoduje zakłopotanie, trochę lęk, ponieważ właściwie nie wiadomo dlaczego patrzy się na daną osobę tak intensywnie, wręcz jakby chciała spojrzeć w duszę. Ta umiejętność emanowania taką potęgą tylko i wyłącznie wzrokiem, powoduje, że ludziom niezbyt polotnym bardzo ciężko się z nią rozmawia, wywołuje u nich poczucie stresu, nerwów, powoli tracą oni głowę i stają się w jej na pozór delikatnych i niewinnych rączkach plastyczni, przelewają się przez jej palce jak farba, a ona jeśli chce, tworzy z nich to czego potrzebuje. Można porównać ich do płótna, po którym Adaline maluje. Potrafi jej wtedy towarzyszyć nienaturalna dla niej zwiewność, jakby była tylko wytworem wyobraźni, jednak kiedy opadnie ta delikatna mgła, widać coś kompletnie innego. Widać umysł, wiedzę, ten pierwiastek wyższości, który mówi jej jasno i wyraźnie – idź w swoją stronę, dąż, pracuj, wbijaj szpilę każdemu, kto stanie na twojej drodze.
Za to właśnie z tej drugiej strony mamy właśnie niewypowiedzianą siłę, odpowiedzialność, tą rzadką umiejętność bezproblemowego przewidywania kilkunastu kolejnych kroków, tworzenia wielu scenariuszy i przystosowania się do tego najbardziej zbliżonego do wydarzeń, jakie mają miejsce w jej życiu. Nie można odmówić jej tego rodzaju wytrzymałości, którą można w sobie wyrobić tylko ciężką pracą. Pracą w pocie czoła, w słońcu, kiedy rozdrabnia się duszę i wykuwa w całkowicie inny kształt, tylko tym razem wyhartowany, nieugięty, który jak ten osioł, który uparcie idzie w stronę smakołyku. Co zatem jest tym smakołykiem? Niezrozumiana wolność, niezależność, coś tak bardzo niematerialnego, że aż śmiesznego dla większości ludzi. A ona mimo wszystko nadal w to brnie, będąc coraz dokładniejszą, coraz bardziej upartą i zaciętą, w pewien sposób zwariowaną na punkcie osiągnięcia tego największego celu w swoim życiu, jej własnej Nirwany, czyli właśnie tej bardzo specyficznie pojętej wolności. Tą jej codzienną można powiedzieć twarz często zdobi również złość. Ciężko jej samej to wyjaśnić, ale w jej naturze leży wybuchowość, jednak nie tylko w sensie ogromnej energii i impulsywności w działaniu, co również do tego możemy zaliczyć. Przede wszystkim jednak chodzi o to, że Adaline bardzo łatwo wpada w gniew, lecz nie w sensie obrażania się, tylko w sensie popadania w wyraźną agresję, furię. Ma napady takiej złości i raczej nigdy nie kończą się one happy endem... przynajmniej dla niej.
Każda dusza jednak potrzebuje wyciszenia, tego ułamku sekundy, kiedy może skupić się na czymś. W przypadku Adaline są dwie takie sytuacje, chociaż jedna z nich jest nieco wątpliwa. Jest to malowanie, oddawanie na płótno wszystkiego, co kłębi się po jej głowie, hucząc głośno lub tylko szepcząc oi swojej obecności tam. To dla niej trochę ucieczka od rzeczywistości, a zarazem pęd w jeszcze większy labirynt, w coś czego nikt nie rozumie, jak wielu rzeczy w jej życiu. Coś co można dostrzec w jej zazwyczaj ogromnych źrenicach, przez które wygląda jakby była po mocnych narkotykach. Co to takiego, chowającego się w zakamarkach tych czysto zielonych oczach? To w pewnym sensie początki obłędu, jednak nie tego, który popycha psychopatów do zbrodni, lecz ten, który powodują dwa największe przekleństwa na tym świecie. Samotność i wiedza. Pierwsze odbiera ci nadzieję na zmianę, na miłość, na posiadanie tak zwykłej wartości jako człowieka. Nie ma ci na kim zależeć, nie ma do kogo otworzyć ust, przestaje ci zależeć na samym sobie. Drugie powoduje, że nikt nie może dorównać ci w sferze myślowej, zostaje się samemu pośród rzeczy, które tak naprawdę przewyższają nawet największe umysły tego świata. Zostawiła ją ta wiedza niezrozumianą, trochę zgorzkniałą, sarkastyczną. Ludzie uważają ją za dziwną, bo jest niezrozumianą w świecie sztuki, co Adaline bardzo nie przeszkadza, ponieważ oznacza to tylko mniej straconego czasu do tłumaczenia czegoś, czego osoba, z którą rozmawia raczej nie zrozumie. Jednak ten krzyk irytacji i obrzydzenia w pewnym sensie tworzą, ale i uspokajają obrazy. To właśnie one uwalniają w niej tę cząstkę duszy, która głęboko ukryta ukazuje się tylko tym, którzy potrafią zrozumieć to co ona mówi, zrozumieć wszystkie symbole, które kłębią się w jej głowie, a które przenosi na płótno. Za to w swojej pracy jest bardzo namiętna, oddająca całe swoje serce, umysł, życie, nie widzi życia bez tej nutki artyzmu, ponieważ siebie nie nazywa artystką, może malarką, ale nie artystką.
Jednak to nie wszystko. Całość dopełnia trzecia Adaline, najczęściej spotykana wbrew pierwszemu spojrzeniu na nią. Przede wszystkim można ją spotkać siedzącą wczesnym rankiem na swoim wąskim balkonie z kubkiem jej ulubionej herbaty, kiedy nic nie mąci otaczającej jej ciszy, a ona może podziwiać słońce, które niemrawo podnosi się ponad budynki... Albo kiedy wieczorem siedzi z kawą na podłodze w tym szklanym budynku za rogiem, przed jednym z obrazów i myśli, szuka lepszej techniki, piękniejszego pociągnięcia pędzla, czegoś pozytywnego, ponieważ ona też tego potrzebuje. Tutaj jednak musimy nawiązać do drugiej sytuacji, która powoduje, że dziewczyna się rozluźnią, wszystkie nerwy puszczają. Ona kocha hodować kwiaty wszelkiego gatunku, maści, zapachu. Opieka nad nimi zajmuje ją całkowicie i otwiera w niej wrażliwość, przypomina o istnieniu ciszy, spokoju i harmonii.
Adaline nie jest kobietą wstydzącą się, wybiła się na sile i ekscentryczności, które nigdy jej nie zawiodły. Wychowana w dziwnej prostocie rozwiązywania problemów nie chętnie się nimi dzieli, jak ogólnie swoimi sprawami prywatnymi. Ogólnie raczej gadatliwa nie jest, co potrafi bardzo szybko ulec zmianie. Potrafi nagle wybuchnąć, krzyczeć, targa nią w jednej chwili tysiące emocji, których - pomimo swojemu wizerunkowi - nie boi się okazywać choćby całemu światu. Bliscy znajomi nadal twierdzą, że dziewczyna jest po prostu bipolarna i tyle.
Lecz w tym zapędzie obłędu, szaleństw, stresu i ciągłych kłótni, nie ma według niej potrzeby aby odurzać się, brać narkotyki, co zarzuca jej wiele osób. Może i dla niektórych zachowuje się zazwyczaj jak osoba na mocnym haju, jednak to tylko wrażenie, swoista eteryczność, coś niewytłumaczalnego i nierozłącznego z jej osobą. Ona w swojej prostoduszności uważa, że nie potrzebuje substancji odurzających, aby móc czerpać garściami z życia, na swój sposób. Na swój głośny, pełen emocji, krzyków sposób, który każdy po chwili przyjrzenia się Adaline potrafi zauważyć i zacząć podziwiać.
Hobby: To raczej normalne, że jej największą pasją, hobby jest malarstwo, malowanie wszelkiego rodzaju materiałami od rysowania tuszem, przez akwarele do farb olejnych, byle uwolnić się od emocji. Poza tym jej drugim w kolejności najbardziej czasochłonnym i ulubionym zajęcie jak opieka nad kwiatami. Poza tym gra na pianinie, gitarze i skrzypcach. Co niezwykłe i delikatnie niepasujące do niej, fascynują ją tatuaże, potrafi je robić oraz je projektuje.
Aparycja|
- wzrost: 163 cm, co jest według niej taką przeciętną idealną ilością, która jej wystarcza;
- waga: 49 kg, co wbrew pozorom praktycznie łapie się w granicach prawidłowej wagi ciała;
- opis wyglądu: Znając Adaline z charakteru, ciężko pogodzić go z wyglądem tej młodej kobiety. Ostra, wybuchowa i ponura ma raczej delikatną, intensywną w kolory urodę. Przede wszystkim jest ona przeciętnego wzrostu, co przy jej posturze i braku tuszy, czyni ją z wyglądu bardzo delikatną, wręcz filigranową. Ciężko jest zauważyć na jej brzuchu czy ogólnie ciele jakieś mięśnie, jej ciało wydaje się nadzwyczajnie gładkie, pozbawione mięśni, jakby było uformowane z gliny albo było opakowane w jedwab i tak zostawione do życia. Jednak mimo tego delikatnego wyglądu i gładziutkiej skóry, jest bardzo sprawna fizycznie i wytrzymała pod względem siłowym. Do wizerunku porcelanowej lalki, która jest krucha, pasuje jej jasny kolor skóry, cery, która jest bardzo czysta, pozbawiona przebarwień, piegów, nawet pieprzyków, które tylko pojedyncze można znaleźć na całym jej ciele. Co dziwne przy tak jasnej, delikatnej twarzy, nie pojawiają się u niej rumieńce, jakby nie były możliwe do wytworzenia przez nią albo jest zbyt silna i uparta, żeby tak okazywać swoją słabość... Za to ma zaznaczone kości policzkowe, jej policzki układają się w idealną dolinę, po której spływa cień i wyraźną jak na kobietę szczękę. Tą ostrą urodę dopełniają duże oczy o ciemnozielonych, lecz nadal intensywnych tęczówkach, które często przysłaniają nienaturalnie duże źrenice. Niestety Adaline nie zna przyczyny tych rozszerzonych źrenic. Okalają ją naturalnie ciemne rzęsy, których nie zwykła malować oraz nad nimi zawsze wyraźne i idealnie wyregulowane, zaznaczone brwi. Należy do tego dodać pełne, lekko różowe usta, które tak rzadko wykrzywiają się w uśmiechu. Twarzy Adaline okalają proste, wiecznie nieułożone i rozwichrzone włosy, które są naturalnie bardziej proste niż pofalowane. Są one koloru ciemnej czekolady, którą dziewczyna w głębi duszy, chyba jak każda kobieta kocha. Sięgają one końca jej podbródka, niektóre nierówne kosmyki lekkim łukiem zawijają się pod jego linię. Mając te informacje otrzymujemy dokładny obraz jej nagiej urody, którą widzimy na pierwszy rzut oka. Za to pod względem ubierania się Adaline znacznie odbiega od typowe pełnej życia i radości swojej rówieśniczki. Przede wszystkim dziewczyna chyba nie ma innych niż czarnych spodni, rurki, zwykłe, ogrodniczki na szelki, byle były czarne. Dodajmy do tego luźne swetry albo luźne bluzki i buty, które tak naprawdę bardziej przypominają botki na jesień, które sięgają za jej kostkę, albo w sytuacjach ekstremalnych pierwsze lepsze czarne trampki. Adaline ma dziwną skłonność, do zakładania ubrań "na cebulkę", czyli zakłada białą bluzkę z długim rękawem, a na to luźną czarną bluzkę z krótkim rękawem, która wygląda raczej na koszulkę starszego brata niż jej. Za to styl poruszania się i bycia jest swobodny, naturalny, jednak bardzo apatyczna, zobojętniała. Porusza się bezszelestnie, omijając tłumy, szybkie kroki, głowa w chmurach, wbita za to w jej buty, które długo używane w większości są już pozdzierane, jednak za bardzo je kocha, żeby je wyrzucić. To właśnie cała Adaline.
- pozostałe informacje: Ma przede wszystkim nie za dużą bliznę na biodrze, która ma swoją przyczynę w bramie nad piękną jabłonką i w posiadaniu takiego przyjaciela jak Harry Styles. Ta niezdarna cholera zawsze musi położyć swoją rękę tam gdzie nie trzeba i na przykład popchnąć swoją przyjaciółkę, aby spadła z jabłonki na bramę, której ostre zakończenie wbiło się w jej biodro... Cudowna przyjaźń. Poza tym posiada dwa tatuaże, pierwszy czyli malutkie, czarne serduszko na prawym obojczyku, zostało poświęcone przede wszystkim jej matce, poza tym umiłowaniu wiedzy, sztuki, zarazem to serduszko jako pamięć o ojcu. Drugi to mały papierowy samolocik na prawym boku, który oprócz tego, że symbolizuje dla niej wolność, przestrzeń, niezależność, to również niejako poświęcony jest Harry'emu, ponieważ przypomina Adaline o ich dzieciństwie.
- głos: CLOVES - delikatny, w pewnym sensie eteryczny głos, który zwraca na siebie uwagę swoją barwą oraz wiecznie spokojnym tonem, którego zawsze używa dziewczyna.
Historia: Adaline właściwie nie ma żadnej fascynującej historii, jak to się znalazła w Avenley River. Z tego co opowiedziała jej matka i co pamięta z opowieści taty, który zwykł opowiadać jej historie na dobranoc, często o korzeniach jej rodziny, to od kilku pokoleń jej rodzina mieszka w tym mieście. Przynajmniej od strony ojca. Ona sama urodziła się tutaj i wychowała jednak w nieco mniej bogatych dzielnicach, co zresztą bardzo jej nie przeszkadzało przy jej braku przywiązania do dóbr materialnych. Tutaj też zginął jej ojciec, tutaj zachorowała matka, tutaj pogrążyła się w amoku i tutaj postanowiła w nim wytrwać.
Rodzina: Rodzina Adaline była bardzo mała, a teraz jest jeszcze mniejsza, ponieważ nie mogła się rozwinąć. Rozpadła się niemalże w przedbiegach. Jej ojciec Robert, bardzo dobry człowiek, znany i szanowany w mieście obywatel, wspaniały i spokojny ojciec, był policjantem w tym mieście. Jego służba przebiegała bez większych ekscesji do czasu jednej z interwencji, kiedy mieli wraz z kolegami aresztować większość gangu narkotykowego. W pewnym momencie nawiązała się strzelanina, pocisk przeszył brzuch mężczyzny... Kiedy pogotowie przyjechało, było już za późno, a Adaline i jej matka nigdy nie miały okazji się pożegnać z nim. Dziewczyna, będąc jeszcze małą istotką bardzo przeżyła śmierć ojca i niektórzy psychologowie, do których siłą zaciągnęła ją przyjaciółka i współlokatorka Tris mówią, że właśnie wtedy wszelkie jej problemy się zaczęły. Wtedy zaczął się obłęd. Drugą i ostatnią bliską osobą dziewczyny jest matka Carolina, która po śmierci męża nie wyszła drugi raz za mąż i całe życie sama wychowywała córkę. Silna kobieta, wiecznie trzymająca rodzinę w garści, razem z rachunkami, pracą, właściwie wszystkim. Mimo to wrażliwa na sztukę, muzykę, dobra matka wpajająca prawdziwe wartości córce, a nie pieniądze i pogoń za nimi. Kilka lat temu zachorowała, początkowo wydawało się, że to zwykłe przeziębienie, jednak teraz pani Bladell znajduje się w domu opieki, ponieważ potrzebuje całodobowej obserwacji. Nic nie wie o swojej dalszej rodzinie, właściwie to nie wie nic nawet o swoich dziadkach od strony matki, ponieważ ojciec nieco opowiadał jej o swojej rodzinie, jednak oni już nie żyją od wielu lat. Dodatkowo warto tutaj wspomnieć o Harry'm, który jest dla niej jak irytujący starszy brat, ogólnie cała jego rodzina jest dla niej bliska, ponieważ wychowywała się obok nich, a właściwie z ich synem. Można dodać tutaj również Tris, którą zna już kilka lat, mieszka z nią i dogaduje się na tyle, że właściwie ta przyjaciółka stała się dla niej jak siostra.
Partner: Aktualnie brak
Potomstwo: Nie ma dzieci i jak na razie żadnych nie planuje. Główny problem, oprócz jego małego przywiązania do troski, ciepełka i miłości, stanowi to, że właściwie nie ma rodzeństwa, nie lubi obcych dzieci i nigdy nie nauczyła się traktować je w sposób, w jaki podobno powinny być traktowane.
Ciekawostki:
Swoją współlokatorkę oraz przyjaciółkę Tris poznała w teatrze, w którym kiedyś grała, były swoimi kompletnymi przeciwieństwami i według ludzi właśnie z tego powodu tak przypadły sobie do gustu.
- Jeśli chodzi o drugą współlokatorkę, za którą nie przepada, przyczepiła się do niej na jednej z wystaw, a po dłuższym zastanowieniu zaproponowały jej z Tris mieszkanie z nimi, w końcu zawsze to mniej do zapłaty za czynsz na jedną osobę...
- W miarę upływu lat coraz mniej rozmawiała z Harry'm, który zrobił karierę, jednak pewnego dnia spotkali się przypadkiem w kawiarni i znowu zaczęli być jak dwoje małych dzieci z jednego podwórka, jednak teraz trochę bardziej dziwnych i wyrośniętych... no dobrze, tylko Harry wyrósł, a Ady została małym skrzatem, co nie jest przypadkowym zwrotem, ponieważ Harry zwykł ją tak nazywać.
- Adaline nienawidzi głupi i prostych osób, poza tym obrzydza ją fałszywość, jak już coś robić to bez hipokryzji i wstydu.
- Dziewczyna uwielbia zwykłą czarną kawę, a poza tym najzwyklejszą czarną herbatę, byle było bez cukru.
- Adaline nie potrafi pływać, chociaż ktoś uczył ją pływać i chyba nie trzeba mówić kto to był... Tak poza tym skończyło się to mniej więcej tak, że Ady mało się nie utopiła i od tamtego momentu boi się wchodzić do wody.
- Gry na gitarze nauczył ją Harry za to na pianinie matka, która była nauczycielką w prywatnej szkole muzycznej.
- Jest uczulona na orzechy, a kiedy ja zje zaczyna się dusić.
- Robiąc tatuaże wszyscy doradzali jej inne miejsca na zrobienie ich, jednak Adaline uparła się na te, aby ból był czegoś warty i aby zapamiętała go na długo (żeby nie robić więcej tatuażów).
- Jest przede wszystkim leworęczna, chociaż można u niej mówić również o wyrobionej oburęczności, ponieważ aktualnie nie odczuwa różnicy, którą ręką pisze, je itp.
- Posiada pamięć ejdetyczną, czyli bardzo skomplikowaną i rozwiniętą pamięć wzrokową na tyle, że potrafi zapamiętać skomplikowane struktury liczbowe na wiele lat dzięki dłuższemu popatrzeniu na nie.
- Uczęszczała do akademii teatralnej, jednak pewnego dnia nikomu niczego nie tłumacząc rzuciła ją i zaczęła malować, aby po dwóch latach intensywnej sprzedaży obrazów kupić budynek (piętro) swojej galerii.
- Lubi sobie czasem zapalić papierosa, szczególnie rano przy kawie, kiedy szykuje się na kolejny stresujący dzień.
- Jest wegetarianką jednak bez głębszego podłoża politycznego czy humanitarnego.
- Kiedy ma bardzo zły dzień, siedzi w rogu kanapy w salonie i mówi tylko do kota Tris.
- Praktycznie codziennie odwiedza swoją chorą matkę, którą nie mogła się zająć samodzielnie.
- Jedyną rzeczą jakiej się boi oprócz wody to duże psy, może nie tyle co boi, ale czuje się przy nich niekomfortowo i omija je szerokim łukiem.
- Jej największą tajemnicą jest skórzany zeszyt, notatnik, w każdym razie używa go jako pamiętnika, szkicownika, zapisuje tam dosłownie wszystko. Ten zeszyt można powiedzieć jest dokładnym przelaniem jej osoby na papier. Chcesz coś o niej wiedzieć, to odpowiedź znajdziesz tam. Tylko najpierw trzeba zaleźć zeszyt i zabrać go, a później oddać tak, żeby ona tego nie zauważyła, a to praktycznie niemożliwe.
- Jako dziecko była bardzo aktywna fizycznie, dużo biegała i chciała związać z tym swoją przyszłość, jednak wypadek z bramą i naruszenie jej biodra spowodowało drastyczną zmianę jej planów.
- Adaline wiele razy zmieniała swoje życiowe plany, jednak w głębi tak naprawdę widziała ją tylko w sztuce, lecz przez wiele lat nie miała odwagi przyznać tego przed swoją rodziną i znajomymi. Właściwie nikt nie wie co spowodowało, że Adaline zdecydowała się podjąć to ryzyko.
Inne zdjęcia: --
Zwierzęta: Church,  kocur rasy main coon, dosyć złośliwe stworzenie, które dosyć często daje popalić swoim właścicielkom, jednak za te za bardzo go ubóstwiają, by go oddać. Kot w pełnym tego słowa znaczeniu. Uparty, nieznośny i zdecydowanie nie chodzący na kompromisy.
Pojazd: Właściwie to Adaline wystarcza komunikacja publiczna, ponieważ tak naprawdę jeździ tylko do domu opieki na drugi koniec miasta, gdzie znajduje się jej matka. Jednak chcąc być ubezpieczoną na wypadek dalszej podróży, w garażu przy jej kamienicy znajduje się starej marki motocykl, który odziedziczyła po ojcu, kiedy ten zginął.
PD: 80
Kontakt: emmaiva77@gmail.com