Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michaela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michaela. Pokaż wszystkie posty

28 wrz 2020

Odejście

 Żegnamy Michaelę.

16 cze 2020

Od Michaeli C.D Carneya

Było po prostu idealnie. Carney odcięty od środowiska pracy i trudów z nią związanych był fantastycznym mężczyzną, umiejącym rozbawić do łez, a jednocześnie otoczyć ciepłym płaszczem troski. Za każdym razem, gdy chociażby musnął moją skórę, całe ciało drżało z powodu dostarczanej przyjemności. Każda opowiedziana przez niego błaha rzecz była powodem szerokiego uśmiechu, który raz za razem pojawiał się na mojej rumianej twarzy, ale można było się spodziewać, że te chwile wytchnienia zostaną przerwane. I to niestety w nieprzyjemnie brutalny sposób.

11 sty 2020

Powrót

Źródło: Pinterest, jednakże dopomógł mi również Imgur, Reddit oraz Grafika Google. Każda fotografia przedstawia Scarlett Rose Leithold.
Motto: Dziewczyna nie posiada swojej ulubionej złotej myśli, która należycie odzwierciedlałaby jej podejście do życia, aczkolwiek upodobała sobie wers z jednej z lubianych piosenek, a mianowicie – „Sometimes it's better to let someone go”. Pochodzi z utworu „Older” w wykonaniu Sashy Sloan, której głos odpręża blondynkę.
Imię: Decyzję o nadaniu dziecku imienia „Michaela” rodzice podjęli już w pierwszych tygodniach ciąży pani Toretto, zatem owoc ich gorącej miłości po dziś dzień przedstawia się takim też mianem.
Nazwisko: Banalna, nazbyt popularna, powszechnie znana nazwa rodowa, która brzmi Toretto.
Wiek: Jasnowłosa ma na karku już dwie pełne dekady wraz z jedną piątą dziesiątej części ze stu lat, zatem jest ona dwudziestodwuletnią mieszkanką zmodernizowanego miasta Avenley River.
Data urodzenia: Przyszła na świat dokładnie pięć minut po godzinie dziewiątej, dnia czternastego września – 14.09
Płeć: Nie ulega wątpliwościom, że Michaela godnie reprezentuje płeć piękną, aczkolwiek w razie wątpliwości – serdecznie zapraszam do spędzenia z nią nocy przeplatanej licznymi fantazjami.
Miejsce zamieszkania: Niedroga, wynajmowana klitka w jednym z bloków mieszkalnych metropolii Avenley River w dzielnicy Nashleen. Aby się tam dostać, należy doczołgać się na czwarte piętro bądź też skorzystać z wadliwej windy. Mieszkanie to nie charakteryzuje się luksusem typowym dla młodych pracowników prestiżowych korporacji, nie wskazuje również na zamożność lokatorów – ot co, najzwyklejszy w świecie, skromny własny kąt, jaki składuje się na stosunkowo wąski korytarz, na którego końcu widnieją białe drzwi do tyciej łazienki, gdzie znajduje się prysznic, toaleta z wolnoopadającą deską oraz umywalka, nad którą zawieszona została szafka z lustrem.
Po wejściu do lokum i skierowaniu się na lewo ujrzeć można całkiem przestronny salon z rozkładaną kanapą, na której zmieści się co najmniej trójka osób. W pokoju dziennym ustawiona jest także "lustrzana" szafa, znajdująca się za uprzednio wspomnianą miękką sofą. Na ścianie naprzeciwko tapczanu powieszony jest telewizor marki Samsung, który tylko zbiera kurz; wyposażenie tego pokoju nie wyróżnia się niczym specjalnym. Na kilku metrach kwadratowych ulokowana jest również kuchnia z całkiem nowoczesnym sprzętem, a obok niewielkiej łazienki znajduje się niegrzesząca monumentalnymi rozmiarami sypialna, która obecnie służy jako garderoba i komórka na bambetle, chaotycznie porozrzucane po całym mieszkaniu.
Orientacja: Nie ulega wątpliwościom, iż jest ona heteroseksualna, jednakże żaden z przedstawicieli płci brzydkiej nie zajmował miejsca w jej życiu na dłużej niż kilka miesięcy.
Praca: Michaela nie zagrzała nigdzie stołka, ponieważ jest studentką prawa. Jednakże dorywczo dorabia w rzadko uczęszczanej kawiarence, zajmując posadę zgrabnej kelnerki, dzięki tej pracy udaje jej się wiązać koniec z końcem. Natomiast przy każdej możliwej okazji zajmie się podrzuconymi dziećmi czy pupila i swoich znajomych, co niekiedy nagradzane jest kilkoma avarami na wagę złota.
Charakter: “Kobieta” – to jedno słowo prawdopodobnie najtrafniej oddaje całą esencję skomplikowanej osobowości, która tkwi w niepozornym ciele. Charakter tej osoby to plątanina zróżnicowanych cech, do jakich trzeba dojść drogą zawiłej dedukcji, a zarazem mieszanka trudnych do przełknięcia oraz zrozumienia nawyków, które sporadycznie dają się we znaki społeczeństwu, gdyż Michaela umiejętnie stwarza pozory jednostki sielankowo pochodzącej do trudów żmudnej ludzkiej egzystencji.
Blondynkę tę cechuje niezłomna determinacja w parciu do określonego celu, dlatego też z tego powodu wszystko zazwyczaj suwerennie planuje, co może być przejawem jej pedantyzmu. Michaeli z trudem przychodzi stawienie czoła porażce, która za każdym razem silnie na nią oddziałuje. Ponadto jest ona osobą, jakiej ciężko przełknąć opinię wystawioną przez drugiego człowieka, co dodatkowo komplikuje normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Jasnowłosa przykłada nadmierną wagę do zdania innych na temat swojej osoby, biorąc głęboko do siebie każdą pojedynczą zjadliwość, jednakże stara się z całych sił, aby surowe i bolesne słowa nie zachwiały jej całym, starannie poukładanym życiem. Przed nowymi ludźmi zazwyczaj pragnie wypaść jak najlepiej, więc stara się sprawiać wrażenie tej uprzejmej oraz wyrozumiałej, aczkolwiek warto napomnieć o niebywałej dociekliwości, jaką poniekąd grzeszy, gdyż uwielbia łączyć wszelkie fakty i interpretować je na różne sposoby, lecz ma pojęcie, kiedy powinna zaprzestać wiercenia dziury w brzuchu drugiej osoby. Michaeli niekiedy zdarza się nagiąć granicę dobrego wychowania, jednakże potrafi zatuszować swój wybryk poprzez rozluźnienie atmosfery drętwym żartem bądź też ofertą małoprocentowego drinka. W środowisku pracy uchodzi za godną zaufania pracowniczkę, suwerennie wywiązującą się ze swoich obowiązków i z pieczołowitością podchodzącą do sprawowanej przez siebie funkcji, natomiast w oczach innych to dziewczyna z monumentalnymi pokładami anielskiej cierpliwości oraz w miarę pozytywnym podejściem do świata. Stała w swoich przekonaniach i dokładna w wykonywaniu powierzonych jej poleceń, dzięki czemu zaszła aż... No właśnie, skończyło się na tym, że uwija się w pocie czoła w niezbyt popularnej, a dodatkowo zadłużonej po uszy kawiarni. Zamartwianie się na śmierć, czy aby na pewno podoła stawianym wymaganiom swojego pracodawcy z każdym dniem łamie blondynkę, a ukojenie odnajduje dopiero w lichych czterech ścianach mieszkania – wówczas odrywa się od przykrej codzienności.
Hobby:
> Młoda Torettówna rysuje. Nieudolnie i amatorsko, aby tylko przez ułamek sekundy odciąć się od szarej rzeczywistości, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, iż znajdziesz jej cienki szkicownik pod niechlujnie zasłanym łóżkiem.
> Eksperymentowanie w kuchni również można nazwać jej zajawką. Zazwyczaj skłania się ku przygotowywaniu sycących naleśników, podanych na białym talerzu i przyzdobionych owocami leśnymi, aczkolwiek to nie oznacza, że nie umie przyrządzić bardziej treściwego dania.
> Michaela niekiedy potrafi sklecić kilka w miarę sensownych zdań, które rzekomo podchodzą pod prozę i mają na celu wyciśnięcie wiadra słonych łez z czytelnika jej godnego politowania tekstu. Wszystkie zapiski blondynki znalazły swe miejsce na stronicach barwnego brulionu, trzymanego pod łóżkiem, bo jakżeby inaczej.
> Dwudziestodwulatka jakąś część swojego życia spędziła w siodle, zatem zamiłowanie do jazdy konnej pozostaje w niej po dziś dzień. Co prawda, rzadko ma sposobność, by beztrosko pokłusować na jakimkolwiek wierzchowcu, jednakże pewien strzępek nabytych w dzieciństwie umiejętności jeździeckich nieustannie w niej drzemie.
> Przepada za odgłosem silników w motorach, zatem nietrudno wywnioskować, iż szczególnie przypodobała sobie enduro czy chociażby pozornie niewinne wyścigi ze znajomymi w mętnym świetle ulicznych latarni.
Aparycja|
– wzrost: Dziewczyna ta – ku jej uciesze – zasługuje na miano długonogiej blondynki, gdyż ma ona 175 centymetrów wzrostu.
– waga: W miarę adekwatna do jej wzrostu, zatem – 55 kilogramów.
– opis wyglądu: Michaela jest niebywale dumna z tego, że może poszczycić się długimi nogami, które wraz z wąską talią i szerokimi, genetycznie uwarunkowanymi biodrami tworzą kształtną sylwetkę.
Podczas gdy sympatyczna twarz o łagodnych rysach nie jest przysłonięta przez blond kłaki, można dostrzec, że pokryte misternym makijażem lico dziewczyny zdobi para dużych, szaro-niebieskich tęczówek należycie komponującymi się z prostym nosem oraz pełnymi ustami, które zazwyczaj zostają muśnięte delikatną, jasnoróżową szminką.
– pozostałe informacje: > Kark, na który najczęściej opadają sypkie blond włosy, naznaczony jest niewielką blizną biegnącą wzdłuż kilku pierwszych kręgów szyjnych.
> Niegdyś – jeszcze jako młodociana melepeta – wygoliła sobie lewy bok głowy, gdzie postanowiła wykonać tatuaż przedstawiający krzyż. Na chwilę obecną miejsce to zarosło grubymi, jasnymi kudłami, aczkolwiek te kilka kresek czarnego tuszu pozostało po dziś dzień.
– głos: Spomiędzy jej warg wydobywa się chrapliwy, a zarazem nieprzyzwoicie kuszący głos z nutą melancholii, jakim to tak uwielbia musztrować oraz ganić inne persony nawet za najmniejsze przewinienia bądź bycie nieogarniętą fujarą.
Historia: Toretto nie jest sylwetką, jaka miałaby szczególnie dramatyczną, ciekawą bądź usłaną różami historię za sobą. W przeszłości nie szwendała się po ścieżce wyścielanej płatkami różnobarwnych kwiatów, a raczej utartym, wąskim szlakiem wśród tajemnic oraz wielu niewiadomych kwestii. Od najmłodszych lat zaaobsorbowana była ciągłą wędrówką przez bestialski świat, a to dlatego, że rodzicom dziewczyny z trudem przychodziło odnalezienie dogodnego miejsca bytowania, zatem po kilku miesiącach przychodziło im przygotowywać się do kolejnej z rzędu przeprowadzki w celu osiedlenia się tam, gdzie uznają za słuszne. Po paru dłuższych latach postanowili już na stałe zamieszkać w samym centrum miasta Avenley River i na tym zakończmy te wywody. Życie złoiło grzbiet blondynki wystarczającą ilość razy, aby w końcu wpoiła sobie do głowy, że nieopłacalnym przedsięwzięciem jest rozdrapywanie wydarzeń mających miejsce w młodszych latach jej dojmującego życia.
Rodzina: 
> Państwo Evie i Thomas Toretto – wymarzeni rodzice każdego dzieciaka, ale to właśnie Michaela miała szczęście, by ta dwójka sprawiedliwych ludzi wychowywała małego ancymona, którym była ich córka.
> Dominic "Dom" Toretto – starszy o trzy lata brat szarookiej. Mimo iż utrzymują sporadyczny kontakt, są zżytym rodzeństwem, zawsze gotowym, by dopomóc drugiej stronie, jeżeli ta tego potrzebuje.
> Adrien Helvsen – zaufany przyjaciel jasnowłosej, niegdyś jej były chłopak, jednakże na chwilę obecną ograniczają się do głębokiej, niezachwianej przyjaźni, która jest w stanie przetrwać niejeden poważniejszy konflikt. Prawdę powiedziawszy, nie mają innego wyboru, gdyż dzielą ze sobą skromne mieszkanko, które bardzo wątpliwe, że uszłoby całe z kolejnej awantury pomiędzy tą życzliwą dwójką ludzi.
Partner: Brak i zapewne pozostanie tak do końca jej marnego żywotu. Bardzo wątpliwe, że Michaela przywiąże się do jakiejkolwiek osoby na dłużej niż na upojną noc.
Potomstwo: Na chwilę obecną to miejsce zieje rażącymi w oczy pustkami, ale kto wie? Może kiedyś tej dziewczynie dane będzie wieść szczęśliwe, pozbawione trosk życie przy boku opiekuńczego męża, z którym założy pełną ciepła i zrozumienia rodzinę. Jednakże te plany pozostają tylko i wyłącznie odległymi i jakże nieosiągalnymi marzeniami.
Ciekawostki:
> Ma zamiar nauki gry na gitarze.
> Ubóstwia skoczne piosenki o ogniu.
> Stosunkowo często na nadgarstek lewej ręki zakłada czarną gumkę do włosów.
> Cierpi na koitalne bóle głowy.
> Masochistka.
Inne zdjęcia: x x x x x x x x x
Zwierzęta: Blondynka to właścicielka wielorasowej psiny, łaskawie przygarniętej z żałosnego przytułku dla zwierząt. Ta czarna masa futra i mięśni nosi spektakularne miano, jakim jest imię jednego z ulubionych detektywów Michaeli, a mianowicie – „Sherlock”. Pupilowi dziewczyna poświęca więcej atencji niżeli swoim nieszczęsnym znajomym.
Pojazd: Torettówna nie jest posiadaczką żadnego pojazdu w przeciwieństwie do jej współlokatora, który podbija miasto swym Volvo XC60. Blondynka niekiedy załapie się na przejażdżkę z chłopakiem, aczkolwiek preferuje poruszać się po mieście tanim autobusem, taksówką czy chociażby pordzewiałym rowerem.
Kontakt: Zazwyczaj przesiaduję na mediach społecznościowych, do których przykładowo zalicza się Discord (Verinn#0958), jednakże  można mnie złapać na wielbionej przez tłumy gierce, jaką jest Howrse (Luna1235), a w razie jakichkolwiek komplikacji jestem skłonna podać numer na GG.

9 sty 2020

Odejście

Odchodzi Michaela Toretto.

29 gru 2019

Od Michaeli C.D Jonathana

Jesienny, chłodny wiatr wkrada się pod poły zamszowego, stylowego płaszcza i podrywa je w górę. Mimo przenikliwego zimna kłującego w każdy centymetr ciała, usta Michaeli wykrzywiają się w nieco skośnym uśmiechu. Pusty, ulegający dewastacji plac pomału nabiera kolorów poprzez barwne maszyny i stroje biorących udział w kolejnym, dostarczającym dreszczyku emocji wyścigu.  Przestrzeń między rozpadającymi blokami mieszkalnymi wypełnia jej głos:
– Musimy się sprężać, zaraz zapadnie czarna noc – ponagla towarzyszy, krzątających się przy swoich własnościach; wszelakich motocyklach i samochodach. – A chyba nie chcemy pałętać się w takich ciemnościach – wzdycha męczeńsko, uważnie kontrolując przygotowania do wieczornego spotkania.
Widok znajomych jej osób pucujących srebrne felgi i gładkie, mieniące się kolorami maski sportowych samochodów przyprawia blondynkę w błogi nastrój. Nie zostaje on zakłócony nawet wtedy gdy wśród towarzystwa powstaje zamęt z niewiadomych blondynce przyczyn. Wolno kieruje się do największego tłoku, gdzie ciasno stojący tłum wydaje z siebie ciche westchnięcia podziwu czy pofukiwania zazdrości. Pokrótce sama dostrzega obiekt podekscytowania swoich znajomych i poniekąd prowodyra przepychanek wszystkich miłośników mocnych wrażeń.
– No już, wszyscy na swoje miejsca – wywraca oczami podirytowana. – Mamy coraz mniej czasu, pamiętajcie. Musimy rozegrać to jak najszybciej – ludzie przed nią momentalnie się rozpierzchli i wrócili do obowiązków, mamrocząc słowa pogardy pod nosem. – Zgaduję, że chcesz się ścigać razem z nami – odwraca głowę do nowego.
– Tak. Ponadto chciałbym trafić na najlepszego zawodnika, jeśli łaska – niski, typowo męski głos przeszywa każdą komórkę ciała Michaeli, powodując u niej dreszcze.
– Mój brat z pewnością będzie chętny, lubi wyzwania – lustruje przyjemny dla oka motocykl chłopaka. Z taką maszyną każdy głupi miałby spore szanse na wygraną, ale cóż, kto bogatemu zabroni.
Po dłuższej chwili demonstracyjnie odchrząkuje, starając zwrócić na siebie uwagę ciemnowłosego. Ten, mimo że zerka na nią kątem oka, wydaje się być wyraźnie zaciekawiony.
– Kiedy miniesz trzeci blok mieszkalny i zawrócisz za zielonym kontenerem, w drodze powrotnej uważaj na kolczatki. Pierwsza jest rozłożona jakieś dziesięć metrów od miejsca zwrotu, następna natomiast - około stu – informuje z sielskim uśmiechem, błąkającym się po jej promieniującej entuzjazmem twarzy. – Mogę życzyć jedynie powodzenia i zwrócić się z prośbą o to, aby w końcu ktoś poczęstował Dominica gorzkim smakiem obrzydliwej porażki. Na zachętę powiem, że rozliczamy się według schematu "Zwycięzca zgarnia maszynę przegranego", więc... – zauważając rozdziawione usta nowego, błyskawicznie przerywa. - Więc sobie poradzisz. Dom tylko zgrywa niepokonanego; ma problem ze zmianą biegów i sprzęgłem, wtedy zarzuca mu tyłem, co łatwo, a ponadto z klasą można wykorzystać na jego niekorzyść.
– Ta – prycha, a w jego głosie wyczuć można pogardę. – Poradzę sobie – przeczesuje gęste, ciemne włosy smukłymi palcami, a następnie zakłada błyszczący kask na bujną czuprynę. Doskakuje do swojego motocykla i przerzuca nogę przez skórzane siedzisko.
Po mniej niż kwadransie jest już po wszystkim.
   Wszyscy zebrani wstrzymują oddech, jedynie jej kąciki ust unoszą się w rozbawieniu, uwydatniając delikatne dołeczki w policzkach. Nieugiętość nowo poznanego mężczyzny natychmiastowo przypadła do gustu Michaeli. Jego pojazd zatrzymuje się niedaleko dziewczyny, a zaraz obok zadbanego motocykla parkuje wypolerowany, czarny samochód Dominica. Zważywszy na wynik wyścigu, auto zmieniło właściciela w momencie przekroczenia linii mety przez przednie koło jednośladu nowego przybysza.
– Proszę, proszę, proszę – zaczyna, doskakując do brata. Jego smukła twarz pozostaje kamienna i nieruchoma, ze wzrokiem wbitym poza horyzont. Podnosi rękę i upuszcza klucze, które dźwięcznie lądują na otwartej dłoni dziewczyny.
– Dziękuję, mój drogi. Twoje zagranie...
– Dość – Dominic zaciska śnieżnobiałe zęby i warczy przez nie. – Stop, już po wszystkim – fuczy gniewnie, zaciskając palce w pięści do tego stopnia, że sinieją. Stoi chwilę jak słup po czym odwraca się na pięcie i pospiesznie oddała.
Blondynka na ten widok bezradnie wzrusza ramionami, a sama zwraca się ku niespodziewanemu zwycięzcy, zapatrzonemu w swoją nową zdobycz.
– Należą ci się gromkie brawa – nieznacznie skłania głowę, okazując szacunek, a zarazem niebywały podziw nieznajomemu.
– Może zgodzisz się na pomoc? Wspólnie przetransportujemy te cacka do miejsca, które wyznaczysz – oferuje sielsko, jakby to była jedna z normalniejszych rzeczy, mających miejsce w życiu szarego człowieka.
– Z chęcią – ciemnowłosy przystaje na propozycję. Zdawać by się mogło, że po wygranej odżył, a wyraz jego twarzy stał się o wiele bardziej przyjazny. Zauroczony przygląda się Dodge Chargerowi z 1970 roku.
– Na marginesie, Michaela, ale mów mi Mish – wyciąga do mężczyzny dłoń, która łączy się w uścisku z przyjemnie szorstką ręką rajdowca.
– Jace – uśmiech, który zakwita na jego twarzy sprawia, że blondynka momentalnie się rozpływa. – Chyba jestem twoim dłużnikiem, co? – wskazuje brodą na samochód, w dalszym ciągu z ustami rozciągniętymi w kuszącym uśmiechu. – Dlatego też myślę, że powinienem się jakoś zrewanżować. 
Ilość słów: 724
[ Jace? 

27 gru 2019

Od Michaeli C.D Carneya

– Chyba nawet nie mogę wyrazić niezadowolenia. Za bardzo się obawiam, co byś mógł zrobić po mojej odmowie na nocleg – fuknęłam, wyrywając się z jego uścisku. – Śmierdzisz alkoholem, lepiej się umyj i przebierz w czyste rzeczy – zamknęłam drzwi, przekręcając klucz w zamku. – Dam ci ubrania na przebranie. Masz taki sam rozmiar, jak mój zamordowany współlokator – uśmiechnęłam się słodko, gdy Carney wbił we mnie zdezorientowane spojrzenie.
– Już przepraszałem – podniósł głos, zapewne myśląc, że to załatwi sprawę.
– To go nie wskrzesi – burknęłam, kiedy zniknęłam w salonie. Pospiesznie wygrzebałam z szafy koszulkę ze spranym nadrukiem oraz luźne, wygodnie spodnie i wręczyłam je w trzęsące dłonie chwiejącego się mężczyzny. – Nie śpisz ze mną w jednym łóżku, a w małym pokoju gościnnym, tak dla wyjaśnienia. I miałabym gorącą prośbę, abyś nie szperał w moich rzeczach, jak jakiś pasożyt. Mam już dość twojej ingerencji w moje życie – rzuciłam na odchodne, zaszywając się w głównym pokoju.

6 gru 2019

Od Michaeli C.D Carneya

Opatuliłam się szczelnie cienkim, jasnym materiałem koszuli, nasiąkniętym krwią Carneya. Próbowałam dodać sobie otuchy poprzez wizję tego, że wróci, zgarnie mnie w szeroko rozłożone ramiona, a następnie wspólnie wydostaniemy się z tego koszmaru. Stałam na środku hali, przestępując z nogi na nogę i raz po raz z obawą zerkając w stronę opryszka, z którym rozprawił się prokurator. Wyczekiwałam jego sylwetki, która stanęłaby w metalowych drzwiach magazynu, ale nie nastąpiło to ani po minucie, ani po trzydziestu.
– Nie wróci – stwierdził oschle głos, który odbił się od wewnętrznych ścian budynku. – Ale ty za to pójdziesz ze mną. Zresztą, nie masz wyboru – z wolna obróciłam się w stronę dźwięku. Moim oczom ukazał się mężczyzna, najprawdopodobniej kierujący całą akcją. Nogi zadrżały, a z ust wydobył się zduszony szloch.
– Mnie nie musisz się obawiać. Odpowiesz na kilka pytań i nie będziesz się wyrywać, a wszystko skończy się dobrze – błysnął zębami, skradając się do mnie, jak łowca do wypatrzonej ofiary. – Ze mną na pewno będzie tobie lepiej niż z nim – ostatnie słowo wysyczał, piętnując je w swoisty sposób.
Nie odpowiedziałam, struny głosowe nawet nie zadrżały; nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego dźwięku.
– Obiecał, że wróci – zdołałam wydukać po dłuższej chwili. – Obiecał to – powtórzyłam, krztusząc się łzami.
– A czy widzisz go gdzieś w pobliżu? – rozpostarł ręce, aby wyjątkowo boleśnie podkreślić tragizm całej sytuacji. Faktycznie, zostałam sama.

22 lis 2019

Od Michaeli C.D Carneya

Roztrzęsiona przystałam na propozycję, mimo ciągłej walki, którą toczyłam wewnątrz siebie.
– Po tym, jak mnie uniewinnisz, wszystko wróci do normy, prawda? – przekrzywiłam głowę i westchnęłam ciężko.
– Miejmy nadzieję – odburknął mężczyzna, odwracając się na pięcie. Tym ruchem nakazał, abym za nim podążyła.

~***~
– Pamiętasz, co masz robić? – spytał półgębkiem Carney, gdy podszedł do nas schludnie ubrany gentleman. 
Kiwnęłam tylko głową, oddalając się niespiesznie. Chwilę dla siebie wykorzystałam na powtórzenie regułek i gestów, które przygotował dla mnie Carney.
Następne godziny wlekły się nieubłaganie i aby zabić czas, wdawałam się raz po raz w nic nieznaczącą gatkę szmatkę o wszystkim, a zarazem o niczym. W końcu Car dokładnie określił moją rolę, a jeżeli granie według niej miało oznaczać oczyszczenie mojej osoby i ulgę dla Dominica, warto było tańczyć tak, jak zagra prokurator.

~***~
Złączeni w mokrym, zawziętym pocałunku wpadliśmy do mieszkania mężczyzny. Ruchami kierowały tylko naturalne popędy i sięgające zenitu pożądanie. Zadrżałam, gdy zimne, cudownie szorstkie dłonie Carneya wytyczały szlak po całej długości moich nóg. Zacisnęłam palce na jego miękkich włosach, przyciągając tym samym do siebie. Delikatne pocałunki wylądowały na moich udach, następnie podbrzuszu i piersiach, żeby w końcu dorwać się do złaknionych ust. Z lubością wpiłam się w wargi mężczyzny, otaczając jego kark ramionami i przywierając nagą, ciepłą skórą do idealnie wyrzeźbionego ciała. Powoli skierowaliśmy się do sypialni, nie odrywając się od siebie ani na moment, prawdopodobnie chcąc czerpać garściami z każdej chwili bycia blisko.

~***~
– Nie musisz znikać z mojego życia – powiedziałam cicho, a po chwili delikatnie pogładziłam jego policzek. Położyłam głowę na poduszce, nad bujną czupryną Carneya i wymęczona dodałam szeptem: – Nie chcę zostać teraz sama.
– Skoro tak mówisz – gorący oddech owiał skórę na dekolcie, a duże dłonie objęły moje plecy i przyciągnęły do rozpalonego, męskiego ciała. Carney delikatnie cmoknął mnie w miejsce tuż pod brodą i dopowiedział: – Jutro już wszystko powinno być dobrze, wyjdziesz z tego, ale twój brat... Trochę namieszał – mężczyzna westchnął zirytowany. Na jego słowa gniewnie zacisnęłam palce w pięści.
– Wiem, Dom, od kiedy pamiętam mącił innym w planach, ale to nie daje ci przyzwolenia, abyś go krzywdził. Mam nadzieję, że postąpisz słusznie i zgodnie ze swoim sumieniem – przymknęłam oczy, przylegając całym ciałem do ciemnowłosego.

~***~
– Połknęła haczyk – parsknął pobłażliwie męski głos. – Hm? Tak, dosłownie tak. Typowa blondyna – Carney zaśmiał się cicho do telefonu. – Może być dobrym łączem, więc na razie lepiej trzymać ją przy sobie. Krótko, ale nie za krótko.
– Car? – spytałam, nie dając po sobie znać, że do moich uszu dotarła rozmowa, którą zapewne ciemnowłosy wolałby zachować dla siebie.
– Muszę kończyć, zgadamy się wieczorem – wywrócił oczyma, najwyraźniej niezbyt szczęśliwy, że mu przerwałam. – Tak? – rzucił znudzony po odłożeniu telefonu na blat, o który w następnej kolejności się oparł. Splótł ramiona na piersi i popatrzył na mnie wzrokiem bez wyrazu, jak gdyby poprzedniej nocy nie odczuł, że między nami pojawiło się coś specifycznie głębokiego, a poniekąd wyjątkowego.
Potrząsnęłam głową, chcąc wyzbyć się z niej obrazów mojej bujnej wyobraźni, której wodzy popuściłam. Carney był wysoko postawionym urzędnikiem, niemającym na celu wiązania się z przypadkowymi dziewczynami na dłużej niż kilka godzin upojnej nocy. Westchnęłam cicho, podjąwszy się zatraconego wątku:
– Podczas spotkania mającego wczoraj miejsce udało mi się nawiązać rozmowę z pewną osobą. Nie pamiętam imienia, nie udało mi się również zdobyć innych przydatnych informacji dotyczących jego tożsamości, ale jestem więcej niż pewna, że na palcu serdecznym lewej dłoni nosi srebrnym sygnet i... – prokurator zwiesił głowę, podśmiewając się pod nosem. Prędko zauważyłam jego postawę i przeszłam do konkretów, mimo, że jego lekceważące podejście nieco mnie ubodło – Wiem tylko tyle, że zaciągnął u ciebie sporo długów, których najwyraźniej nie zamierza spłacić. Ponadto owinął sobie wokół palca jednego z twoich pracowników, który na chwilę obecną ma do ciebie prosty i bliski kontakt. Z grubsza, chcę przekazać to, że ten mężczyzna jest łasy na pieniądze, które może zdobyć dzięki właśnie tej wtyczce wśród twoich pracowników. Gdy już to osiągnie, z miłą chęcią wpakuje cię za kratki i to w kręgach, gdzie nie masz zbyt wielu sojuszników. Powiedział jeszcze o...
Przerwała mi gniewnie uniesiona dłoń starszego i wywarczane obelgi pod adresem człowieka, z którym miałam styczność jeszcze wczoraj.
– Zapamiętałaś jeszcze jakieś cechy charakterystyczne?
– Już wspomniałam o sygnecie. Mogę w sumie dodać, że wyglądał na mniej niż czterdzieści lat i na chwilę obecną nic więcej nie potrafię sobie przypomnieć. Jedynie dodam, że mówił to z taką zawziętością, jakby miał już wszystko dopięte na ostatni guzik – zamyśliłam się na chwilę. – Jak ty w ogóle znalazłeś się wśród takich osobowości? Przecież nie zajmujesz się tylko rozprawami sądowymi – zauważyłam i podeszłam do mężczyzny. – W co ty mnie wpakowałeś? – przerwał mi huk wyważanych drzwi od apartamentu. Natychmiastowo zwróciłam głowę w stronę wejścia, podobnie jak Carney, który pchnął mnie za siebie. Zsobaczył sylwetki, brutalnie wtargające do jego mieszkania, przez zaciśnięte zęby.
– Nie ruszaj się – spojrzał kątem bystrego oka przez ramię, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy.
W międzyczasie opatuleni czernią agresorzy przystanęli tuż przed nami w zwartej grupie. Na przód wystąpił jeden z napastników, mierząc w tors Carneya lufą blikującej broni. Jego głos przeciął ciszę:
– Idziecie z nami – tubalny, nieznoszący sprzeciwu ton sprawił, że po kręgosłupie - każdym z kręgu osobna - przedefilował wąż niepokoju.
Ilość słów: 839

[ Carney? To opowiadanie jakościowo ssie pałę, przepraszam 

24 wrz 2019

Od Michaeli C.D Carneya (+12)

 Zakryłam usta dłońmi, próbując zdusić kolejny atak płaczu spowodowany szokiem. Dygocząc ze strachu, wciąż opierałam się o stół z paskudną świadomością tego, że akt wykorzystania mógł mieć miejsce. Minął zaledwie kwadrans spędzony na  posępnych przemyśleniach, a w mieszkaniu zawitał Adrien, rzucając beznamiętnie “Cześć” gdzieś w przestrzeń, jednakże jego uszy nie doczekały się odpowiedzi.
– Co jest, mała? – spytał, przeżuwając czerstwą bułkę znalezioną gdzieś w kuchni.
– On tu był – zdołałam wyłkać między spazmami szlochu. – Jest źle – dodałam nieustannie trzęsącym się głosem.
Chłopak nie odpowiedział od razu.
– Pamiętasz, jak coś sobie obiecaliśmy? – przełknął nieświeże pieczywo, robiąc kilka długich kroków w moją stronę.
– Ta, wiem, pamiętam – mimowolnie w moich oczach błyszczących od łez pojawiła się iskierka radości na myśl o wspomnieniach z minionych lat.
– Będę przy tobie – wyszeptał, stając tuż przede mną. – Przepraszam, że wcześniej powiedziałem, że wycofuję się z tego bagna. Wszystko będzie dobrze, mała – wymawiając ostatnie słowo, uniósł mój podbródek palcem wskazującym i środkowym. Obydwoje zamilkliśmy, ale w tamtej chwili wypowiadane słowa były już zbędne. Jedno stęsknione spojrzenie wyrażało wszystko. Nasze łaknące siebie nawzajem usta w zawrotnym tempie połączyły się w długim, żarliwym pocałunku. Ubrania zerwane  z perfekcyjnego ciała chłopaka znalazły swoje miejsce na podłodze, natomiast my sami padliśmy na łóżko, nie odrywając się od siebie.
– Tęskniłem za tobą – wysapał wprost do mojego ucha. Mokrymi wargami przeniósł się na skórę na mojej szyi, którą następnie zaczął przygryzać i zasysać, co wywoływało u mnie pomruki zadowolenia. Jego dłonie błądziły po moim ciele, jednakże zadecydowały się brutalnie ścisnąć pośladki. Po chwili biodra Adriena wykonały gwałtowny ruch, czemu towarzyszył mój donośny krzyk. Nasze nierówne, coraz szybsze oddechy przeplatały się wzajemnie, chłopak wyznaczał tempo. W końcu nasze syki i jęki przeobraziły się w głośne zawodzenie. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, ale tym razem spowodowany niewysłowioną przyjemnością. Grę rozgrzanych, połączonych ciał doskonale dopełniło przedłużone, błogie westchnienie Adriena. Zamroczony umysł upomniał się o chwilę odpoczynku, głębokiego snu, w który zapadłam zaraz po oparciu głowy na unoszącej się klatce piersiowej współlokatora. Mogłam przypuszczać, że niebieskooki oddał się objęciom Morfeusza kilka sekund po mnie.

14 wrz 2019

Od Michaeli C.D. Carneya

Przez resztę drogi byliśmy skazani tylko na miarowy odgłos silnika; z moich ust nie padły żadne słowa, z ust Carneya również. Milczeliśmy, zapewne rozmyślając nad własnymi sprawami. Po dłużących się w nieskończoność minutach nareszcie dotarliśmy do celu. Nachyliłam się nieznacznie w fotelu, z lekka zadzierając głowę, aby lepiej ujrzeć ogromny budynek. Mogłabym przysiąc, że piął się jeszcze kilometrami nad kłębowiskiem chmur.
Wyszedłszy z luksusowego samochodu, mężczyzna wyjaśnił, dlaczegóż to przesłuchanie nie odbędzie się w bardziej oficjalnym miejscu. Odparłam krótko, tym samym ucinając bezowocną konwersację. Chciałam jak najprędzej mieć to z głowy, nasycić się wyczerpującymi odpowiedziami, które dotyczyć miały mojego nieodpowiedzialnego brata, jego działań i kłopotów, przez które miała miejsce nic niewnosząca rozprawa sądowa. Następne sekundy przenikliwej ciszy minęły na dostaniu się do mieszkania prokuratora, gdzie zastałam nieoczekiwany widok. 
– Masz kota? – nie zdołałam opanować entuzjazmu w swoim głosie ani też chęci, aby zgarnąć sierściucha w ramiona. Miąucząc smętnie, znalazł się w moich dłoniach.
– Żona ma – lakoniczna odpowiedź zadźwięczała mi w uszach, następnie boleśnie przeszyła umysł. Tamta pamiętna, upojna noc była poniekąd aktem zdrady małżeńskiej, czemu ponadto się przysłużyłam.
– Kawy? – doniosły głos mężczyzny przywołał mnie do rzeczywistości. Przyjęłam propozycję bez wahania, po czym opadłam ciężko na kanapę, wyczekując istotnych pytań.
– A więc, panno Toretto, powiedz mi czy wiesz, czym zajmuje się twój brat? – otwierałam i zamykałam usta, nie mając bladego pojęcia, co mogłabym powiedzieć. Przeszukałam zasoby informacji o problemach Doma, ale nie natrafiłam chociażby na jeden punkt, wokół którego mogłabym się skupić.
Przyjemnie ciepła, ale i nieco szorstka dłoń ciemnowłosego ucięła dalszą część rozmowy. Bez słowa zaczęliśmy chłonąć i delektować się każdym pojedynczym dotknięciem czy też oddechem. Gdy znalazłam się pod rozpalonym, nagim ciałem starszego, moje pragnienie stało się nie do zniesienia, potęgowało się w zawrotnym tempie. Dotyk i głęboki głos ciemnowłosego rozbudzały wszystkie moje zmysły do granic możliwości, rozpalały wcześniej niespotykany żar. Wraz ze ścieżką wytyczaną przez mokre pocałunki wędrowały również i obezwładniające całe moje ciało dreszcze. Z każdym momentem pragnęłam coraz więcej i więcej, chciałam czuć na sobie rozpaloną skórę Carneya, jednakże ekscytujące i orgiastyczne igraszki przerwał dźwięk otwieranych drzwi od apartamentu. Odskoczyliśmy od siebie niczym rażeni prądem.
– Zbieraj się – jego głos był perfekcyjnie opanowany, jakby przed chwilą między nami zupełnie nic nie zaistniało. Z poczuciem winy wyminęłam szczebiocącą kobietę, której twarz w następnej sekundzie wykrzywił grymas żałości i rozpaczy.
Przez kilkanaście minut drogi atmosfera między prokuratorem a mną była gęsta do tego stopnia, że można byłoby zawiesić w niej siekierę. Uległo to zmianie dopiero wtedy, gdy mój brat zjawił się na horyzoncie, który niemalże siłą nakazał mi wygramolić się z samochodu. Przyciągnął mnie do siebie i ścisnął nieprzyjemnie mocno. Nerwowa wymiana zdań przez mężczyzn naprowadziła mnie na pewien trop, jednakże nim zdążyłam otworzyć usta w celu wtrącenia swoich trzech groszy, zabrakło mi tchu w piersi, ponieważ Dominic brutalnie odepchnął mnie, co skutkowało wylądowaniem na zimnym chodniku. Zdecydowanie bardziej uderzył mnie szok i niezrozumienie zaistniałej sytuacji aniżeli ból spowodowany spotkaniem z brukiem.
– Dom, co ty zrobiłeś? – wyszeptałam, kiedy oszalały z nerwów Carney odjechał. – Coś ty narobił? – wznowiłam pytanie, tym razem ciszej.
– Chciałem tylko, abyście w końcu byli ze mnie dumni – załkał, niemal krztusząc się łzami cieknącymi strugami po jego bladych policzkach.
– „Abyśmy”?
– Chodź do środka – jego wzrok skierował się ku kamienicy. Zdawało mi się, że od razu wychwycił moje mieszkanie, a dokładniej barwne żaluzje w kuchni.
Zdołałam tylko kiwnąć głową i przygotować się na gorzką i trudną do przełknięcia prawdę.


14 lip 2019

Od Michaeli C.D Carneya

Z każdym krokiem irytacja Doma zdawała się eskalować w zawrotnym tempie. Emanował niespotykanym wcześniej gniewem, ale spod tej powłoki na powierzchnię wykradały się również żal i rozczarowanie.
– Więc o co w końcu poszło? Wyrzuć to z siebie – starałam się poruszyć tę niekomfortową sytuację tak delikatnie, jak tylko umiałam.
Żwawo opuściliśmy mury sądu, kierując się w stronę parkingu na tyłach budynku. Dominic udzielił odpowiedzi dopiero wtedy, gdy stanęliśmy przy samochodzie.
– O nic – zaszczycił mnie powalającą, dyplomatyczną odpowiedzią.
– Dom...
– Przymknij się w końcu, Mish, po prostu się przymknij – warknął, a dziki wyraz jego twarzy sprawił, że lodowaty dreszcz przewędrował wzdłuż mojego kręgosłupa. – Nic nie rozumiesz – przez moment dostrzegłam samotnie tlącą się iskierkę strachu w oczach brata, ale równie szybko, co się pojawiła, została brutalnie wyparta przez furię. – Im dłużej sąd ślęczy nad sprawą bezpośrednio związaną ze mną, tym możliwość, że władze zwęszą wszystkie pozostałe brudne rzeczy, w których się papram, z każdą chwilą staje się przerażająco realna – ścisnął nasadę nosa. Zawsze tak robił, gdy odczuwał niepokój bądź nie był zdolny do tego, aby poskładać kawałki swojego życia w jedną, dobrze prezentującą się całość.
– I faktycznie, nie rozumiem – zdołałam wydukać. – Jeżeli nie darzysz zaufaniem własnej siostry, to kogo w takim razie jesteś w stanie łaskawie obdarzyć ufnością? Dlaczego nie powiesz mi o tym wprost, Dom? – zorientowałam się, że piskliwie uniosłam głos.
– Kiedyś nadejdzie na to odpowiednia pora – rzekł zrezygnowany, a później dodał, zmieniając temat: –  Mogłabyś złapać sobie taksówkę, co? Ja muszę załatwić jeszcze jedną rzecz, a twoje mieszkanie jest mi trochę nie po drodze – po czym wsiadł do samochodu. Nie zaczekawszy na odpowiedź, gniewnie zatrzasnął srebrne drzwi Mercedesa. Po sekundzie warkot silnika dotarł do moich uszu, a w następnym momencie ze smutkiem, a poniekąd też niepokojem patrzyłam na oddalający się pojazd.
– Jesteś skończonym idiotą – prychnęłam pod nosem. Skierowałam się ku czarnej bramie, zakończonej złowrogo wyglądającymi szpikulcami. Ostatnim planem na dziś dzień było dotarcie do mieszkania bez większych niespodzianek.

12 lip 2019

Od Michaeli C.D Carneya (+16)

Pomysł rozerwania się w klubie został podrzucony przed Dominica podczas rozmowy, mającej miejsce w przeddzień szampańskiej zabawy. Niechętnie przyznałam sobie w duchu, że opuszczenie kilku godzin w pracy było jedną z lepszych rzeczy, na które zadecydowałam się w ostatnich miesiącach życia.
Muzyka zagłuszająca rozterki, a przy okazji wszelkie myśli, alkohol lejący się strumieniami i wykwintna klientela pubu skutecznie pozwalały mi na wyswobodzenie się z silnych ramion zaborczej rutyny. Kilkanaście minut na parkiecie wystarczyły, abym autentycznie opadała z sił, co dawało pretekst do sięgnięcia po następnego drinka.
Ty gorączkowo krzątał się przy barze, jednakże miał na uwadze zamówiony przeze mnie kolorowy napój. Dziecinne przekomarzanie z barmanem zajęło mi niespełna moment, ponieważ zdołałam zagaić rozmowę z mężczyzną siedzącym nieopodal. Po kulturalnej wymianie zdań zaproponowałam udanie się w ustronne miejsce.
Wyrwaliśmy z budynku, jakby grunt palił nam się pod nogami. Mój otumaniony spożytym alkoholem mózg wyparł się godności, a przy okazji dumy, natomiast ciało – wiedzione podnieceniem, spowodowanym zaspokojeniem naturalnych, ludzkich potrzeb – dało się prowadzić nowo poznanemu mężczyźnie. Czarnowłosy zaczął od głębokiego, namiętnego pocałunku, przyszpilenia do ściany i dociśnięcia bioder do mojego ciała. Nogi natychmiastowo stały się jak z waty, dlatego też Carney umiejscowił swoją dolną wolną kończynę między moimi udami, abym przypadkiem nie padła z rozkoszy na chodnik. Chwila moment wystarczyła na znalezienie się w przestronnym mieszkaniu i zostawieniu resztek przyzwoitości na wycieraczce przed progiem lokum. Równie prędko, co taktu, pozbyliśmy się również i ubrań.
Przez kolejne bite godziny pokój wypełniały na zmianę głośne jęki, ciężkie dyszenie, wołania do Boga w niebiesiech, a na końcu upragniony przez obydwie strony doniosły skowyt oznaczający szczyt przyjemności, a zarazem spełnienie. Opadliśmy ciężko na pościel, przełykając ślinę celem zaczerpnięcia głębokiego oddechu. Nie wydusiłam z siebie ani słowa, swoją drogą nawet nie miałam na to czasu, bo nim zastanowiłam się nad tym, jak dopieścić ego mężczyzny, dopadło mnie okrutne zmęczenie przecinające każdy skrawek ciała.

11 lip 2019

Michaela Toretto

Źródło: Pinterest, jednakże dopomógł mi również Imgur, Reddit oraz Grafika Google. Każda fotografia przedstawia Scarlett Rose Leithold.
Motto: Dziewczyna nie posiada swojej ulubionej złotej myśli, która należycie odzwierciedlałaby jej podejście do życia, aczkolwiek upodobała sobie wers z jednej z lubianych piosenek, a mianowicie – „Sometimes it's better to let someone go”. Pochodzi z utworu „Older” w wykonaniu Sashy Sloan, której głos odpręża blondynkę.
Imię: Decyzję o nadaniu dziecku imienia „Michaela” rodzice podjęli już w pierwszych tygodniach ciąży pani Toretto, zatem owoc ich gorącej miłości po dziś dzień przedstawia się takim też mianem.
Nazwisko: Banalna, nazbyt popularna, powszechnie znana nazwa rodowa, która brzmi Toretto.
Wiek: Jasnowłosa ma na karku już dwie pełne dekady wraz z jedną piątą dziesiątej części ze stu lat, zatem jest ona dwudziestodwuletnią mieszkanką zmodernizowanego miasta Avenley River.
Data urodzenia: Przyszła na świat dokładnie pięć minut po godzinie dziewiątej, dnia czternastego września – 14.09
Płeć: Nie ulega wątpliwościom, że Michaela godnie reprezentuje płeć piękną, aczkolwiek w razie wątpliwości – serdecznie zapraszam do spędzenia z nią nocy przeplatanej licznymi fantazjami.
Miejsce zamieszkania: Niedroga, wynajmowana klitka w jednym z bloków mieszkalnych metropolii Avenley River w dzielnicy Nashleen. Aby się tam dostać, należy doczołgać się na czwarte piętro bądź też skorzystać z wadliwej windy. Mieszkanie to nie charakteryzuje się luksusem typowym dla młodych pracowników prestiżowych korporacji, nie wskazuje również na zamożność lokatorów – ot co, najzwyklejszy w świecie, skromny własny kąt, jaki składuje się na stosunkowo wąski korytarz, na którego końcu widnieją białe drzwi do tyciej łazienki, gdzie znajduje się prysznic, toaleta z wolnoopadającą deską oraz umywalka, nad którą zawieszona została szafka z lustrem.
Po wejściu do lokum i skierowaniu się na lewo ujrzeć można całkiem przestronny salon z rozkładaną kanapą, na której zmieści się co najmniej trójka osób. W pokoju dziennym ustawiona jest także "lustrzana" szafa, znajdująca się za uprzednio wspomnianą miękką sofą. Na ścianie naprzeciwko tapczanu powieszony jest telewizor marki Samsung, który tylko zbiera kurz; wyposażenie tego pokoju nie wyróżnia się niczym specjalnym. Na kilku metrach kwadratowych ulokowana jest również kuchnia z całkiem nowoczesnym sprzętem, a obok niewielkiej łazienki znajduje się niegrzesząca monumentalnymi rozmiarami sypialna, która obecnie służy jako garderoba i komórka na bambetle, chaotycznie porozrzucane po całym mieszkaniu.
Orientacja: Nie ulega wątpliwościom, iż jest ona heteroseksualna, jednakże żaden z przedstawicieli płci brzydkiej nie zajmował miejsca w jej życiu na dłużej niż kilka miesięcy.
Praca: Michaela nie zagrzała nigdzie stołka, ponieważ jest studentką prawa. Jednakże dorywczo dorabia w rzadko uczęszczanej kawiarence, zajmując posadę zgrabnej kelnerki, dzięki tej pracy udaje jej się wiązać koniec z końcem. Natomiast przy każdej możliwej okazji zajmie się podrzuconymi dziećmi czy pupila i swoich znajomych, co niekiedy nagradzane jest kilkoma avarami na wagę złota.
Charakter: “Kobieta” – to jedno słowo prawdopodobnie najtrafniej oddaje całą esencję skomplikowanej osobowości, która tkwi w niepozornym ciele. Charakter tej osoby to plątanina zróżnicowanych cech, do jakich trzeba dojść drogą zawiłej dedukcji, a zarazem mieszanka trudnych do przełknięcia oraz zrozumienia nawyków, które sporadycznie dają się we znaki społeczeństwu, gdyż Michaela umiejętnie stwarza pozory jednostki sielankowo pochodzącej do trudów żmudnej ludzkiej egzystencji.
Blondynkę tę cechuje niezłomna determinacja w parciu do określonego celu, dlatego też z tego powodu wszystko zazwyczaj suwerennie planuje, co może być przejawem jej pedantyzmu. Michaeli z trudem przychodzi stawienie czoła porażce, która za każdym razem silnie na nią oddziałuje. Ponadto jest ona osobą, jakiej ciężko przełknąć opinię wystawioną przez drugiego człowieka, co dodatkowo komplikuje normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Jasnowłosa przykłada nadmierną wagę do zdania innych na temat swojej osoby, biorąc głęboko do siebie każdą pojedynczą zjadliwość, jednakże stara się z całych sił, aby surowe i bolesne słowa nie zachwiały jej całym, starannie poukładanym życiem. Przed nowymi ludźmi zazwyczaj pragnie wypaść jak najlepiej, więc stara się sprawiać wrażenie tej uprzejmej oraz wyrozumiałej, aczkolwiek warto napomnieć o niebywałej dociekliwości, jaką poniekąd grzeszy, gdyż uwielbia łączyć wszelkie fakty i interpretować je na różne sposoby, lecz ma pojęcie, kiedy powinna zaprzestać wiercenia dziury w brzuchu drugiej osoby. Michaeli niekiedy zdarza się nagiąć granicę dobrego wychowania, jednakże potrafi zatuszować swój wybryk poprzez rozluźnienie atmosfery drętwym żartem bądź też ofertą małoprocentowego drinka. W środowisku pracy uchodzi za godną zaufania pracowniczkę, suwerennie wywiązującą się ze swoich obowiązków i z pieczołowitością podchodzącą do sprawowanej przez siebie funkcji, natomiast w oczach innych to dziewczyna z monumentalnymi pokładami anielskiej cierpliwości oraz w miarę pozytywnym podejściem do świata. Stała w swoich przekonaniach i dokładna w wykonywaniu powierzonych jej poleceń, dzięki czemu zaszła aż... No właśnie, skończyło się na tym, że uwija się w pocie czoła w niezbyt popularnej, a dodatkowo zadłużonej po uszy kawiarni. Zamartwianie się na śmierć, czy aby na pewno podoła stawianym wymaganiom swojego pracodawcy z każdym dniem łamie blondynkę, a ukojenie odnajduje dopiero w lichych czterech ścianach mieszkania – wówczas odrywa się od przykrej codzienności.
Hobby:
> Młoda Torettówna rysuje. Nieudolnie i amatorsko, aby tylko przez ułamek sekundy odciąć się od szarej rzeczywistości, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, iż znajdziesz jej cienki szkicownik pod niechlujnie zasłanym łóżkiem.
> Eksperymentowanie w kuchni również można nazwać jej zajawką. Zazwyczaj skłania się ku przygotowywaniu sycących naleśników, podanych na białym talerzu i przyzdobionych owocami leśnymi, aczkolwiek to nie oznacza, że nie umie przyrządzić bardziej treściwego dania.
> Michaela niekiedy potrafi sklecić kilka w miarę sensownych zdań, które rzekomo podchodzą pod prozę i mają na celu wyciśnięcie wiadra słonych łez z czytelnika jej godnego politowania tekstu. Wszystkie zapiski blondynki znalazły swe miejsce na stronicach barwnego brulionu, trzymanego pod łóżkiem, bo jakżeby inaczej.
> Dwudziestodwulatka jakąś część swojego życia spędziła w siodle, zatem zamiłowanie do jazdy konnej pozostaje w niej po dziś dzień. Co prawda, rzadko ma sposobność, by beztrosko pokłusować na jakimkolwiek wierzchowcu, jednakże pewien strzępek nabytych w dzieciństwie umiejętności jeździeckich nieustannie w niej drzemie.
> Przepada za odgłosem silników w motorach, zatem nietrudno wywnioskować, iż szczególnie przypodobała sobie enduro czy chociażby pozornie niewinne wyścigi ze znajomymi w mętnym świetle ulicznych latarni.
Aparycja|
– wzrost: Dziewczyna ta – ku jej uciesze – zasługuje na miano długonogiej blondynki, gdyż ma ona 175 centymetrów wzrostu.
– waga: W miarę adekwatna do jej wzrostu, zatem – 55 kilogramów.
– opis wyglądu: Michaela jest niebywale dumna z tego, że może poszczycić się długimi nogami, które wraz z wąską talią i szerokimi, genetycznie uwarunkowanymi biodrami tworzą kształtną sylwetkę.
Podczas gdy sympatyczna twarz o łagodnych rysach nie jest przysłonięta przez blond kłaki, można dostrzec, że pokryte misternym makijażem lico dziewczyny zdobi para dużych, szaro-niebieskich tęczówek należycie komponującymi się z prostym nosem oraz pełnymi ustami, które zazwyczaj zostają muśnięte delikatną, jasnoróżową szminką.
– pozostałe informacje: > Kark, na który najczęściej opadają sypkie blond włosy, naznaczony jest niewielką blizną biegnącą wzdłuż kilku pierwszych kręgów szyjnych.
> Niegdyś – jeszcze jako młodociana melepeta – wygoliła sobie lewy bok głowy, gdzie postanowiła wykonać tatuaż przedstawiający krzyż. Na chwilę obecną miejsce to zarosło grubymi, jasnymi kudłami, aczkolwiek te kilka kresek czarnego tuszu pozostało po dziś dzień.
– głos: Spomiędzy jej warg wydobywa się chrapliwy, a zarazem nieprzyzwoicie kuszący głos z nutą melancholii, jakim to tak uwielbia musztrować oraz ganić inne persony nawet za najmniejsze przewinienia bądź bycie nieogarniętą fujarą.
Historia: Toretto nie jest sylwetką, jaka miałaby szczególnie dramatyczną, ciekawą bądź usłaną różami historię za sobą. W przeszłości nie szwendała się po ścieżce wyścielanej płatkami różnobarwnych kwiatów, a raczej utartym, wąskim szlakiem wśród tajemnic oraz wielu niewiadomych kwestii. Od najmłodszych lat zaaobsorbowana była ciągłą wędrówką przez bestialski świat, a to dlatego, że rodzicom dziewczyny z trudem przychodziło odnalezienie dogodnego miejsca bytowania, zatem po kilku miesiącach przychodziło im przygotowywać się do kolejnej z rzędu przeprowadzki w celu osiedlenia się tam, gdzie uznają za słuszne. Po paru dłuższych latach postanowili już na stałe zamieszkać w samym centrum miasta Avenley River i na tym zakończmy te wywody. Życie złoiło grzbiet blondynki wystarczającą ilość razy, aby w końcu wpoiła sobie do głowy, że nieopłacalnym przedsięwzięciem jest rozdrapywanie wydarzeń mających miejsce w młodszych latach jej dojmującego życia.
Rodzina: 
> Państwo Evie i Thomas Toretto – wymarzeni rodzice każdego dzieciaka, ale to właśnie Michaela miała szczęście, by ta dwójka sprawiedliwych ludzi wychowywała małego ancymona, którym była ich córka.
> Dominic "Dom" Toretto – starszy o trzy lata brat szarookiej. Mimo iż utrzymują sporadyczny kontakt, są zżytym rodzeństwem, zawsze gotowym, by dopomóc drugiej stronie, jeżeli ta tego potrzebuje.
> Adrien Helvsen – zaufany przyjaciel jasnowłosej, niegdyś jej były chłopak, jednakże na chwilę obecną ograniczają się do głębokiej, niezachwianej przyjaźni, która jest w stanie przetrwać niejeden poważniejszy konflikt. Prawdę powiedziawszy, nie mają innego wyboru, gdyż dzielą ze sobą skromne mieszkanko, które bardzo wątpliwe, że uszłoby całe z kolejnej awantury pomiędzy tą życzliwą dwójką ludzi.
Partner: Brak i zapewne pozostanie tak do końca jej marnego żywotu. Bardzo wątpliwe, że Michaela przywiąże się do jakiejkolwiek osoby na dłużej niż na upojną noc.
Potomstwo: Na chwilę obecną to miejsce zieje rażącymi w oczy pustkami, ale kto wie? Może kiedyś tej dziewczynie dane będzie wieść szczęśliwe, pozbawione trosk życie przy boku opiekuńczego męża, z którym założy pełną ciepła i zrozumienia rodzinę. Jednakże te plany pozostają tylko i wyłącznie odległymi i jakże nieosiągalnymi marzeniami.
Ciekawostki:
> Ma zamiar nauki gry na gitarze.
> Ubóstwia skoczne piosenki o ogniu.
> Stosunkowo często na nadgarstek lewej ręki zakłada czarną gumkę do włosów.
> Cierpi na koitalne bóle głowy.
> Masochistka.
Inne zdjęcia: x x x x x x x x x
Zwierzęta: Blondynka to właścicielka wielorasowej psiny, łaskawie przygarniętej z żałosnego przytułku dla zwierząt. Ta czarna masa futra i mięśni nosi spektakularne miano, jakim jest imię jednego z ulubionych detektywów Michaeli, a mianowicie – „Sherlock”. Pupilowi dziewczyna poświęca więcej atencji niżeli swoim nieszczęsnym znajomym.
Pojazd: Torettówna nie jest posiadaczką żadnego pojazdu w przeciwieństwie do jej współlokatora, który podbija miasto swym Volvo XC60. Blondynka niekiedy załapie się na przejażdżkę z chłopakiem, aczkolwiek preferuje poruszać się po mieście tanim autobusem, taksówką czy chociażby pordzewiałym rowerem.
Kontakt: Zazwyczaj przesiaduję na mediach społecznościowych, do których przykładowo zalicza się Discord (Verinn#0958), jednakże  można mnie złapać na wielbionej przez tłumy gierce, jaką jest Howrse (Luna1235), a w razie jakichkolwiek komplikacji jestem skłonna podać numer na GG.