Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milo. Pokaż wszystkie posty

13 maj 2020

Odejście

Żegnamy Milo!

27 mar 2020

Od Milo cd. Taylor

Przyznam, teraz to mi zaimponowała. Większość dziewczyn, z jakimi miałem do czynienia, po prostu by się posikała ze strachu, żadna by nie walczyła, tym bardziej nie grała na czas. Ta mniejsza część dziewczyn, które znałem i które by się nie bały, prawdopodobnie by się tu nie znalazły, bo albo by uciekły przy pierwszej lepszej okazji, same, albo zeszły na zawał jeszcze przed wepchnięciem do auta. Taylor była całkiem inna, chociaż w jednym była taka sama, jak reszta: grała na uczuciach, a to potrafiła większa część tych „twardszych” kobiet. Mimo wszystko urzekła mnie jej gadanina, od której chciałem wybuchnąć śmiechem i powiedzieć „No nie mówcie, że to na was działa?” Szczerze powiedziawszy, gdyby to mój ojciec lub siedział za kierownicą, strzeliłby jej w łeb od razu, za korzystanie z imienia córki, siostry, ale to nie moja rodzina była tutaj porywaczami, tylko obca mafia, o której będę musiał porozmawiać z ojcem. Tak nie może być, że sobie włażą, porywają i się cieszą. Trzeba ukrócić tę samowolkę.
Mój plan był prosty, kiedy tylko dziewczyna opuści furgonetkę, ruszam za nią i biegiem znikam im z oczu. Mimo wiedzieć, że mieli na mnie zlecenie, w sumie co tu się dziwić, kiedy jeden z nich przeze mnie leży w szpitalu? Gdyby nie pchał tych swoich brudnych łap do…
Nagle brunetka po mnie wróciła. Łapiąc za rękę, wyciągnęła z pojazdu i ruszyliśmy biegiem przed siebie. Po chwili pociągnąłem ją na bok, kiedy zdałem sobie sprawę, że wyjechaliśmy z miasta i na tak pustej przestrzeni jakiej był tylko wyłożony asfalt, pole i las po drugiej, bardzo łatwo zestrzelić takie uciekające ofiary, jakimi byliśmy, i biegliśmy blisko lasu. Normalnie z tyłu trwałby pościg, ale kłótnia między zniszczonym emocjonalnie kierowcą, a jego wkurzonymi kolegami uniemożliwiła im to. 
- A no, wyskoczyłbym zaraz po tobie – stwierdziłem. - I nie ma sprawy, uwielbiam jak ludzie się nawzajem niszczą psychicznie – powiedziałem z uśmiechem. Kiedyś to samo powiedziałem mojemu terapeucie, który stwierdził, że mam w sobie za dużo nienawiści do świata i traktuje ludzi jak przedmioty, czy coś takiego. Szczerze powiedziawszy, uwielbiałem używać sformułowania, że ludzie są bezużyteczni, a bezużyteczne są rzekomo tylko przedmioty, więc… tak, niektórzy ludzie nie są więcej warci niż taka potencjalna sofa wyrzucona na śmietnik.
Zatrzymaliśmy się po dobrych pięciu minutach biegu, dopiero wtedy dziewczyna mnie puściła, a ja się zaniosłem głuchym śmiechem i długo nie mogłem się opanować. Ta spojrzała na mnie ze ściągniętymi brwiami i uśmieszkiem, mówiącym „poważnie?”. Kiedy przestałem się śmiać, wzruszyłem tylko ramionami.
- No co, to było ciekawe – wytłumaczyłem się, po czym ruszyłem poboczem, w stronę miasta. Dziewczyna do mnie dołączyła.
- Szkoda, że tamten nie strzelił, dopiero wtedy byłoby zabawnie – odparła poważnie, kończąc parsknięciem, na co przewróciłem oczami. „Rany, bawić się nie umie”, pomyślałem znudzony i nic nie odpowiedziałem.
Przez chwilę szliśmy w ciszy. Droga nie wydawała się kończyć, było późno, ja zostawiłem telefon w pokoju i jak na złość, okazało się, że dziewczynie telefon się rozładował. Czyżby wisiało nad nami jakieś fatum?
- Ej, to o co chodziło z tą twoją siostrą i tym facetem? - zapytała jakby od niechcenia. Zerknąłem na nią katem oka.
- Już ci mówiłem.
- Jakoś do mnie nie dotarło – wytłumaczyła. „Oj, po prostu nie słuchałaś i tyle.”.
- Zostawiłem ją na chwilę, by wypłacić kasę z banku. Kate poleciała pewnie za jakimś psem czy czymś innym, jak to ma w zwyczaju, a potem usłyszałem jak krzyczy i znalazłem ją w zaułku, jak jakiś facet chciał ją zgwałcić. Nerwy same puściły – powiedziałem to spokojnie. Terapeuta w takim momencie zapytałby, czy żałuje pobicia go, a ja bym pewny siebie pokręcił głową i dodał, że z chęcią bym mu jaja urwał, ale czasu mi zabrakło.
- Nie zrobiłabym tego samego dla mojego brata, ale rozumiem, siostrzeńcza miłość – przewróciła oczami i westchnęła. Zmarszczyłem czoło.
- Wiem, nie wszystkich ludzi stać na coś, co wykracza poza ich własny nos i egoizm, nie martw się, nie jesteś sama – powiedziałem spokojnie.
- W przeciwieństwie do mnie, Ethan doniósł na ciebie policji – spojrzałem na nią. Czyżby to nie ona na mnie doniosła? Dalej jej nie wierzyłem.
- Przecież to ty mnie widziałaś – powiedziałem już lekko zirytowany. Prawie zapomniałem o tej aferze, a teraz na nowo miałem ochotę ją wrzucić do lasu i zwołać wilki.
- Co nie znaczy, że nie podzieliłam się tą wiedzą – pokręciłem głową zrezygnowany.
- No tak, ploteczki ploteczkami – nic nie odpowiedziała. Czy każda dziewczyna musiała plotkować ze znajomymi o wszystkim, co ją spotkało danego dnia? Nie nudzi im się to? - Nie ważne, teraz łap stopa – rozkazałem jej. Popatrzyła na mnie.
- Dlaczego ja?
- Bo o tej porze jeździ więcej mężczyzn i zboczeńców – wytłumaczyłem. Ta nic nie odpowiadając i przewracając oczami, po prostu odwróciła się do tyłu i wystawiła rękę, gdy nadjeżdżał samochód.

<Tay? Sorki, trochę mi weny zabrakło>

18 mar 2020

Od Milo C.D Taylor

Matka bardzo zdziwiła się na mój widok, ale zawiozła mnie do domu. Tam akurat zastałem ojca i starszego brata. Po minie ojca, domyślałem się, że już dostał wiadomość z policji. Aby nie martwić mamy i Maddie, poszliśmy do kuchni, a one do sypialni. Najpierw ojciec mnie bardzo zbeształ za ucieczkę, kiedy siedziałem przy stole. Ciągle kiwałem głową, pokazując mu, że go słucham. Szkoda tylko, że na niego nic nie działało: kiedy próbowałeś z nim dyskutować, denerwował się. Kiedy mu ciągle przytakiwałeś, denerwował się. Kiedy milczałem, było to samo. 
- Drzwi były otwarte, kto by nie skorzystał – broniłem się, ale nieskutecznie. Tak samo nieskutecznie oni mi tłumaczyli, że powinienem być rozsądniejszy. Koniec końców cała nasza trójka zamilkła jakoś po pół godzinie. Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać, co zrobić z policją; przynajmniej ojciec to robił. Mnie to nie obchodziło, a William zajął się robieniem herbaty, która miała ukoić jego nerwy. Tyle razy już słyszałem, jaki jestem beznadziejny i nieodpowiedzialny, ale naprawdę, wiecie, jak w moim ciele ciężko być taką osobą? I tak powinni docenić to, że się starałem. Po za tym naprawdę; kto by nie skorzystał z otwartych drzwi? To przecież to samo, jakby mnie wypuścili (pomijając fakt, że drzwi otworzyła ta zołza).
Sprawę z policją ojciec załatwił jeszcze tego samego dnia, a rano byłem oczyszczony z zarzutów. Ogromnym plusem jest posiadanie skorumpowanego policyjnego przyjaciela, którzy za kilka zielonych uciszy całą sprawę, która głównie skończyła się na mocnym opieprzeniu tępych glin, którzy zostawili podejrzanego samego w otwartym samochodzie. Ponoć przydzielili ich do drogówki, czyli zakończyli karierę z łapaniem morderców czy złodziei, coś dość było śmieszne. Czy ten gruby gliniarz, który tak bardzo chciał na pączka, byłby w stanie biec za takim podejrzanym? Prędzej dostałby ataku serca czy duszności.

15 mar 2020

Od Milo C.D Taylor

Zacząłem w głowie rozważać wszystkie opcje. Ona jest bezpieczna, jest tylko świadkiem, ja za to ma na karku liczne pobicia, z których mimo że zostałem „oczyszczony” i nie dostałem gorszej kary od sprzątania ulicy, to jednak nie powinienem już zadzierać z władzą. Ile razy rodzina będzie mi pomagać? Głupie pytanie, odpowiedź była oczywista, że zawsze, póki jestem po ich stronie. Więc rozważmy inny punkt: „skują cię gorszymi”. Czy ja wiem? Zobaczą, jakim jestem grzecznym chłopcem, to może mi nawet rozkują te, co mam? W duchu zaśmiałem się na to określenie, nawet matka nigdy nie nazwała mnie „grzecznym chłopcem”. To jeszcze inny kąt: jeśli z nią pójdę, będzie ciekawie. Mogą nawet pomyśleć, że zacząłem nią manipulować, albo straszyć, aby robiła, co każe, bo jest świadkiem, który mnie wsypał: no cóż, tę informację chwilowo odłożę gdzieś na bok czaszki i dokończę myśli na temat ucieczki. Więc wracając: jeśli teraz im zniknę, a oni nas nie znajdą, co powiedzą na komendzie? „Przepraszamy, tylko wyskoczyliśmy na pączka”? Od razu się cicho zaśmiałem pod nosem, widząc minę komendanta, słuchającego ich wyjaśnień. Szkoda, że świat nie jest prosty i nie można nim sterować za pomocą pilota, może wtedy usunąłbym im pamięć? Śmieszne, wtedy usuwałbym pamięć każdemu, kogo nie lubię.
„Zakazany owoc smakuje najlepiej” - kto to powiedział? Nie miałem pojęcia, ale uwielbiałem to sformułowanie, które było odpowiedzą na prawie każdą nielegalną rzecz, jaką robiłem.
- Przekonałaś mnie – powiedziałem w końcu, po czym wyłoniłem się z samochodu w dość zabawny sposób, zważając na skute ręce. Kiedy już wstałem na równe nogi, truchtem uciekliśmy z tego miejsca. Trzymałem nadgarstki blisko ciała, aby łańcuch nie grzechotał przy każdym ruchu, a kiedy już znaleźliśmy się poza ich polem widzenia, zaczęliśmy iść trochę spokojniej. Ciągle na mojej twarzy utrzymywał się uśmiech, już dawno nie natrafiłem na taką szaloną dziewczynę. Jeśli już jakaś była pod ręką, szybko rezygnowała ze strachu, ale zaraz się okazywało, że tylko taką udaje. A Taylor zwiała sobie z wozu policyjnego; ale jak można było tego nie zrobić, kiedy wychodząc po pączki, oni praktycznie otworzyli nad drzwi do wyjścia? Żeby jeszcze zamknęli samochód, mógłbym pomyśleć, że trochę inteligentni są, ale teraz miałem wrażenie, że wysłali po nas największych idiotów, jakich mieli. Gdyby to była prawda, może by się okazało, że wcale nie są mną zainteresowani? To było by mi na rękę.
- Co zamierzasz z nimi zrobić? - zapytała, wskazując na kajdanki. Zerknąłem na nie, po czym schowałem je pod ubranie, aby przechodnie nie zwracali na to uwagi.
- Może mnie zaskoczysz? Sobie samemu ciężko je otworzyć - zaproponowałem. Dziewczyna przez chwilę milczała, aż w końcu zaciągnęła mnie do jakiegoś zaułka. Tam mogłem na spokojnie wyciągnąć ręce i nie być narażony na podejrzliwe spojrzenia obcych ludzi. Obserwowałem, jak brunetka wyciąga ze swojej torby dwie spinki i wsadza je w zamek. Lekko się uśmiechnąłem. „Co za poradna i mądra dziewczyna”, pomyślałem szczerze, widząc, że korzysta z takiej samej taktyki, co ja, gdy próbowałem otworzyć jakiś zamek; po jakimś czasie grzebania wsuwkami w tej dziurze, kajdanki puściły. Ściągnąłem je ze swoich nadgarstków, masując je przy okazji.
- Masz – schowała swój przyrząd zbrodni do torby.
- Dzięki. A, i jeszcze coś – spojrzała na mnie. Zacisnąłem dłoń w pięść, po czym przełożyłem jej w twarz. Nie z całej siły, raczej na tyle mocno, aby odsunęła się do tyłu, a jej policzek zaczął puchnąć. - Za wezwanie glin – wyjaśniłem. Ta spojrzała na mnie spod bywa. Dziewczyna, która ucieka policjantom, z łatwością kłamie i co najlepsze, umie otworzyć kajdanki spinkami, musiała mi oddać, to było pewne, dlatego nie zdziwiłem się, gdy po kilku ułamkach sekund się wyprostowała i także mi przyłożyła. Będąc na to przygotowany, zasłoniłem się prawą ręką. Taylor uderzyła mnie w przed ramię, a po chwili syknęła z bólu.
- Kurwa, co ty tam masz – mruknąłem, masując bolące palce.
- Ja? No rękę, jak widzisz – obróciłem ją i zacząłem jej się przyglądać. - Tylko to jest metalowa proteza, prawdziwa chyba gdzieś leży w śmieciach – powiedziałem z głupim uśmiechem. Brunetka posłała mi mordercze spojrzenie, po czym skierowała się na ulicę. Zaraz zrównałem nią kroku. Szliśmy w milczeniu długi czas, kiedy nie zerknąłem w prawo i nie zobaczyłem dużego budynku z białej cegły. Uśmiechnąłem się szeroko, po czym skręciłem, przecinając jej drogę. Rzuciła w moją stronę krótkie spojrzenie i patrzyła, jak podchodzą do bramy, za którą znajdowała się szkoła podstawowa.
- Podglądasz dzieci? - usłyszałem kpinę w jej głosie, gdy stanęła obok mnie.
- Tak, to moje małe hobby – po chwili ze szkoły wyszła dziewczynka w blond włosach, w granatowych spodniach i zielonej bluzie. Pomachała mi i zaczęła iść w moim kierunku. - Wiesz czemu pobiłem tego faceta? - dziewczynka była coraz bliżej. - Bo chciał zgwałcić moją małą siostrzyczkę – kucnąłem, aby Madelyn mogła mnie przytulił.
- A to kto? - wskazała na brunetkę, stojącą kilka metrów od nas.
- Znajoma – podniosłem ją do góry. - Kto po ciebie przyjeżdża?
- Mama – uśmiechnąłem się i spojrzałem na Taylor.
- Może cię gdzieś podwieźć?

<Taylor?>

9 mar 2020

Od Milo C.D Taylor

- Cześć mały – kucnąłem, pozwalając, aby młodsza siostrzyczka mogła mnie przytulić. Matka stojąca z tyłu podała mi jej torbę.
- Nie jestem chłopakiem – dała mi pstryczka w ucho, po czym ją puściłem.
- Niech ci będzie, bo pierwszy raz masz spódniczkę – zauważyłem. Moja siostrzyczka gustowała raczej w luźnych dresach i bluzach, często też związywała włosy w ciasny kok, przez co przypominała na początku chłopaka. Teraz jednak mamie udało jej się namówić na bardziej kobiecy strój, z tej racji, że mieliśmy odwiedzić naszego brata i poznać jego dziewczynę, z którą miał się żenić za kilka miesięcy. Brayan przez napięte stosunki z ojcem i bratem, może liczyć tylko na mnie, rzadziej na matkę, a mała Maddie nie była jeszcze wtajemniczona w rodzinny interes i niczego nie rozumiała, dlatego po wielu meczących dniach błagania o zobaczenie się z drugim bratem, ojciec nareszcie pozwolił mi ją do niego zabrać.
- Pamiętaj, abyście wrócili do ósmej – rodzicielka ucałowała mnie w policzek.
- Spokojnie, ze mną jest bezpieczna – odparłem z uśmiechem, czochrając siostrę po włosach.
- O nią się nie martwię – posłała mi znaczące spojrzenie, na co tylko przewróciłem oczami.
- Będę się nim opiekować – przerwał nam głos mniejszej, która zaczęła ciągnąć mnie do wyjścia. - Pa mamo!

6 mar 2020

Powrót!

Źródło: Dylan O'Brien, Grafika Google
Motto: "Jeśli się dowiesz, będę musiał cię zabić"
Imię: Milo
Nazwisko: Rovgothon
Wiek: 21 lat
Data urodzenia: 16 maj
Płeć: Męska
Miejsce zamieszkania: Akademik. Ma jednoosobowy pokój, tylko łazienkę musi dzielić z czterema pokojami, w których jest po dwie osoby. Na resztę się nie skarży, wygodne łóżko, duża szafa, półki. Do tego ma małą lodówkę i kuchenkę.
Orientacja: Wiele kobiet i panów nad tym ubolewa: aseksualny. Nie czuje pociągu do nikogo i niczego, chociaż jego terapeuta zawsze powtarza, że jak sobie kogoś znajdzie, to się to zmieni.
Praca: Student informatyki. Pracuje czasem u swego ojca w firmie, rzadziej chodzi do schroniska.
Charakter: To bardzo rozgadany koleś, który jest pewny swych racji i egoistycznie do nich dąży, mogąc nawet poświęcić przyjaciela. Jest beznadziejny w kontaktach między ludzkich, mówi co chce, nie zwracając na nikogo uwagi. Ponoć jest wredny, ale dla niego to zwykła szczerość, gada, co mu ślina na język przyniesie i bardzo często są to uszczypliwe komentarze. Nie potrafi się do niczego i nikogo przywiązać, wszystko traci po jakimś czasie wartość (nie licząc rodziny, biznesu i ulubionych hobby) i Milo po prostu to zostawia. Dlatego nie ma za wielu (nie ma żadnych) znajomych, każdy trzyma się od niego z dala, tym bardziej, że chłopak uwielbia się bić i stwarzać sytuację do walki. Wie, że ma przewagę dzięki protezom i mimo zakazu "używania ich otwarcie", często właśnie te metalowe kończyny używa do walki. Uwielbia łamać zasady, bo "zakazany owoc najlepiej smakuje". Chociaż nikt za nim nie przepada, to jeśli ktoś ma okropny plan poniżenia kogoś, zdemolowania czegoś, a nawet przemycenia czegoś, zwraca się do Milo. Chociaż wydaje się kompletnym idiotą, który igra sobie z życiem i ludźmi, jest bardzo ostrożny i rozważny, co nie pasuje do takiego człowieka. W ważniejszych rozmowach uważa na słowach. Nie jest godzien zaufania, jeśli będzie miał dobrą okazję, sprzeda cię - przynajmniej tak mówią. W rzeczywistości Milo ma trochę więcej przyzwoitości, niż mogłoby się wydawać. Jeśli potrzebujesz pomocy, a takowej nikt nie potrafi ci udzielić, wtrąci się bez zaproszenia, a potem, jeśli mu nie podziękujesz, zwyzywa cię. Rovgothon nie jest bezinteresowny, często przychodzi po coś w zamian, a jeśli ma większe plany, potrafi być nawet miły przez długi czas, by potem osobę wykorzystać. Często nie rozumie słowa "nie" i robi wszystko po swojemu, wtrącając przy tym swoje pięć groszy. Z tych "lepszych" cech, można powiedzieć, że jest świetnym słuchaczem, chociaż nie wygląda. Nie potrafi usiedzieć w miejscu, jeśli nie śpi. Musi coś robić, więc nawet podczas rozmowy, gdy wydaje się, że kompletnie ignoruje rozmówcę, odpowie na pytania, a nawet szczegółowo. Co ciekawsze, bardzo szanuje osoby starsze i niepełnosprawnę.
Hobby: Mówią, że nie potrafi się do końca "spełnić". Zawsze mu powtarzają, że ma masę umiejętności, które tylko czekają na ujawnienie, ale Milo jest zbyt leniwy, by im na to pozwolić. Obecnie interesuje się średniowieczem i sposobami wymierzania kar w tamtych czasach (jest cichym wielbicielem kodeksu Hammurabiego). Pociągają go sztuki walki, mając 6 lat rozpoczął naukę karate, judo i boksu, co trwa do dzisiaj. Pobocznym hobby jest słuchanie muzyki, co robi w wolnym czasie, oraz informatyka.
Aparycja|
- wzrost: 180cm
- waga: 75kg
- opis wyglądu: Przystojny i umięśniony mężczyzna, o lekkiej opaleniźnie. Ma ciemno brązowe włosy, które żyją własnym życiem, głębokie brązowe oczy i gładką cerę, pozbawionej zarostu. Uważa, że to go postarza, dlatego uporczywie z nim walczy. Ma duże, ciężkie dłonie, chodzi prosto i pewnie stawia duże kroki. Ubiera się na luzie, aczkolwiek stylowo. Chociaż nie ma za dużo ubrań, to wszystko, co ma w szafie, jest markowe.
- pozostałe informacje: Gdy się uśmiecha, ma dołeczki. Jego skóra jest pozbawiona jakichkolwiek pieprzyków czy innych oznaczeń, nie licząc małego pentagramu na kostce, który ma symboliczne znaczenie w jego rodzinie, nie jest formą "upiększającą". Co ciekawsze, ma protezę dłoni od ramienia i nogi od kolana w dół. Obie wyglądają bardzo realistycznie.
- głos: SIAMES
Historia: Gdzie się urodził, tam pozostał. Starsi bracia zawsze dawali mu w kość, ale gdy potrzebował pomocy, zawsze ją otrzymywał. Chodź rodzice go nie rozpieszczali, dbali o jego zdrowie i wykształcenie. W szkole miał dużo problemów, bez problemu wchodził w bójki, niektóre sam wywoływał, czasami nieświadomie i niepotrzebnie. Nauczyciele go nie cierpieli, miał mało znajomych, a mimo to był jednym z lepszych uczniów. Z łatwością przyswajał wiedzę, dlatego wagary nie przeszkodziły mi w zdobywaniu dobrych osób. Wiele razy był sądzony o ściąganie, ale mimo wszelkich prób obserwowania go, dalej był piątkowym uczniem. Jednak co z tego, jeśli groził mu poprawczak albo psychiatryk? Gdy normalne dzieci rysowało pieski, kwiatki, on wymyślał przeróżne tortury dla ludzi. Gdy normalne dzieci grzecznie się bawiły w piaskownicy, on maltretował swoich kolegów wpychając im do ust zabawki. Gdy normalne dzieci oglądały bajki, on czytał średniowieczne książki o mordercach, gwałtach, torturach. Rodzice dużo zapłacili za milczenie innych ludzi, a następnie wysłali go na terapię. Z początku wydawało się, że to nic nie da, dlatego "na ratunek" przyszedł wypadek samochody. Jadąc z ciotką na urodziny kuzyna, zostali potrąceni przez ciężarówkę, która zgniotła połowę samochodu. Ciotka zginęła na miejscu, a Milo stracił kończyny. Ten wypadek sprawił, że jego sadystyczne odruchy zmalały, jednak w dalszym ciągu nie szanował większości ludzi.
Rodzina: Należy do wspaniałej i wielkiej rodzinki, która o siebie dba i nawzajem się kocha, jego ojciec zawsze powtarza "Jeśli od nas odejdziesz, zabijemy cię" - cała ich wspólna rodzinka zajmuje się jednym i tym samym - prowadzą biuro informatyczne.
  • Dylan Rovgothon - 50 lat - wyrzucony z domu zszedł na złą drogę, kontynuując ją, poznał Effie, z która jako młoda para założył rodzinę. Chociaż nie skończył szkoły, udało mu się założyć własne rodzinne przedsiębiorstwo.
  • Effie Rovgothon - 48 lat - osierocona w wieku 5 lat, mieszkała u surowych dziadków, którzy wyrzucili ją z domu, gdy poznała Dylana. Ukończyła szkołę i pomogła założyć firmę.
  • Madelyn Rovgothon - 8 lat - najmłodsza z rodzeństwa, słodki urwisek, z zachowania przypominająca chłopca. Mieszka z rodzicami, ma bardzo dobry kontakt z braćmi.
  • Brayan Rovgothon - 27 lat - pośredni syn, któremu grozi wydziedziczenie, nie ma zamiaru pchać się w rodzinny interes przez jej tajemnicę, przez co jest bardzo pokłócony z ojcem oraz Williamem, dla którego ich zasady są wszystkim.
  • William Rovgothon - 31 lat - najstarszy syn, który ma odziedziczyć firmę. 
Partner: Brak i raczej się to nie zmieni
Potomstwo: Jest bezpłodny
Ciekawostki: 
- Hans Durbeth jest jego terapeutą. Rodzice stwierdzili, że ma sadystycznego odruchy, chodź on się do tego nigdy nie przyzna. Ponoć teraz jest lepiej;
- Stracił nogę i rękę w wypadku samochodowym, w którym kończyny zostały mu zmiażdżone przez ciężarówkę. Miał wtedy 14 lat, ponoć po tym wypadku, rzadziej miewał sadystyczne odruchy;
- Uwielbia pić, palić i ćpać, ale nigdy w życiu nie brał, nie bierze i nie weźmie niczego dożylnie. Nawet w szpitalu mieli problem, gdy chcieli mu coś w ten sposób podać;
- Zaadoptował sobie bezdomnego kota ze śmietniska. Każdego dnia przynosi mu jedzenie. Nazwał go Pan P. Lepiej nie pytaj, co oznacza "P";
- Ma dziwny nawyk nagrywania niektórych rozmów;
- Ma słabość do blado niebieskiego koloru i kolekcjonowania noży.
Inne zdjęcia: ---
Zwierzęta: Gdyby mógł, wziął by pod swą opiekę całe zoo, ale przez akademik nie żadnego pupila, nad czym ubolewa.
Pojazd: Miał auto, ale je skasował, gdy przekroczył prędkość i dachował. Obecnie czeka na jakiś nowy, który ojciec ma mu sprowadzić zza granicy. Koszysta z komunikacji miejskiej, czasem dzwoni po brata.
Kontakt: Pandemonium.

28 sie 2019

Odejście

Pragniemy poinformować, iż odchodzi od nas Milo.

30 lip 2019

Od Milo cd. Naffa

Leżeliśmy i odpoczywaliśmy na łóżku przez jakieś pół godziny. Byłem zmęczony podróżą, a raczej myślami, jakie mi wtedy krążyły po głowie. Tak bardzo nie chciałem spotykać jego matki… nawet gdy nazwała mnie jego kolegą, a nie chłopakiem, poczułem się urażony, ale czy powinienem? W końcu my tylko udawaliśmy… Potem wstałem i po części się rozpakowałem, aby nie gnieść dalej ubrań. Wtedy odezwał się pies, którego należało wyprowadzić.
- Nie chce mi się… - odezwał się Naff. Chwyciłem smycz i zapiąłem ją na obroży Tony’ego. - Wyjdziesz z nim? - mruknąłem, że tak i wyszedłem. Pies szybko załatwił swoje sprawy, potem mogliśmy wrócić do pokoju. Chłopak w dalszym ciągu leżał na łóżku i nie wyglądał, jakby szykował się do wyjścia. Odpiąłem smycz i usiadłem na łóżku, szturchając go. - Czego.
- Wstawaj – poleciłem. Zrobił to mozolnie, spojrzałem na jego garnitur, który był trochę wygnieciony. Niestety nie było czasu na jego wyprasowanie, nagle ktoś zapukał do naszych drzwi. Krzyknąłem, że otwarte i po chwili weszła do środka dwójka osób. Mężczyzna i kobieta w pudrowej sukni, uśmiechnięci od ucha do ucha, stali w progu.
Okazało się, że byli wujkami Naffa, przyjął ich tak samo ozięble, jak matkę,, ale trochę spokojniej. We czwórkę wpakowaliśmy się do samochodu, zawiozłem nas wszystkich do Kościoła. Tony został w pokoju, po zapewnieniu mu jedzenia i wody. Cały czas trzymałem chłopaka za rękę, w końcu byłem jego „przewodnikiem”. Rozmowa z jego wujkami minęła dość przyjemnie, zadawali pytania, sami coś opowiadali i ogółem wydawali się normalną parą. Kiedy dojechaliśmy pod Kościół, wszyscy już się zebrali. Stanęliśmy w tłumie, poznając przy okazji rodzinkę Naffa. Potem zaczął się ślub, muzyka grana na organach, panna młoda w białej sukni wchodzi do środka i rozpoczyna się ceremonia. Ogółem wiele osób się rozpłakało, chór bardzo ładnie śpiewał, a ksiądz przynudzał. Siedzieliśmy w ciszy, aż do końca. Potem dzieciaki obrzuciły ich groszami, tłum z radością krzyczał i złożyli wszyscy parze młodej życzenia, dając od razu koperty. Zrobiliśmy to samo, ale na końcu, gdy większość wpakowała się do samochodu.
- Cześć Naff – powiedziała radośnie, widząc swojego brata. Ja w tym czasie witałem się z jej mężem. - A to twój chłopak? - skinąłem głowa i przywitałem się z nią. Przedstawiliśmy się sobie nawzajem, złożyliśmy życzenia i wpakowaliśmy się do mojego auta. Wujkowie, których tu przywiozłem, tym razem wsiedli do innego auta, dzięki czemu mogliśmy spędzić chwilę sami. Naff nie wyglądał na zadowolonego, mi jakimś cudem humor się poprawił, ponieważ jego siostra nie wydawała się taka zła.
- Rozchmurz się – szturchnąłem chłopaka, ale on nawet nie zareagował. Włączyłem się do ruchu, jadąc za kolumną samochodów, które włączyły swe klaksony. - No weź, bo cię kopnę – znowu go szturchnąłem. Wziąłem jego rękę w swoją i położyłem na klaksonie, nacisnąłem go jego dłonią.
- Co ty robisz?
 - Staram się dobrze bawić – odpowiedziałem.

<Naff?>

3 lip 2019

Od Milo cd. Naffa

Uśmiechnąłem się, obraz takiego szczęśliwego Naffa dodawała mi satysfakcji i nawet nie przeszkadzał mi całus, jakim mnie obdarzył, wręcz przeciwnie. Na jego słowa o waleniu romantyzmu się zaśmiałem, miałem też nadzieje, że te zdanie utrzyma aż do wesela, bo jednak w wymyślaniu romantycznych rzeczy byłem beznadziejny. Potem uderzył mnie jeden fakt; czy on nazwał ten piknik randką? Znowu się zaśmiałem i wziąłem do ust pizze, a radosny Naff zaczął pałaszować makaron.
Siedzieliśmy na pikniku do wieczora, nie sądziłem, że taka mała rzecz, może wprawić mnie w tak dobry humor. Nawet nie wiedziałem, kiedy minęła osiemnasta, a potem dwudziesta. Gdy wszystko zjedliśmy, zaczęliśmy sobie żartować, jak starzy, dobrzy znajomi, którzy nie widzieli się od wielu lat i teraz wszystko nadrabiali. Jeśli miałbym być szczery, dobrze się czułem w tamtej chwili i w ogóle zapomniałem, że kiedyś bardzo mi działał na nerwy – chodź wiedział, że wkrótce to się zmieni.

29 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Z jednej strony współczułem. Wiedziałem, jak to jest stracić coś w ciele, czy to kończynę, czy zmysł. Z drugiej strony wiedziałem, że jeśli jego oczy staną się takie, jak mówi, nie będę mógł przestać na nie patrzeć i będę zmuszony mu ciągle zdejmować okulary, bo przez nie ich nie zobaczę.
- To źle? - zapytałem, czując, jak drapię mu w brodę kciukiem. - Pasują ci takie jasne – stwierdziłem przybliżając się do niego jeszcze bardziej. A potem nie mam pojęcia dlaczego i po co, ale musnąłem swoimi wargami jego. W końcu mi na to pozwolił, mogłem to robić kiedy chce, a czy to moja wina, że było to jednak przyjemne? W rzeczywistości, całowałem się w młodszych latach, ale to były jednorazowe buziaki, które mnie nie zachęciły. A teraz albo jestem starszy i dojrzalszy i czuje, że czegoś mi brat, albo to on. Na razie będę stawiał na pierwszą opcję. - Będę leciał – stwierdziłem, kiedy po paru sekundach się od niego odsunąłem. Zdjął rękę z mojej twarzy i skinął głową. Pożegnawszy się z nim, wróciłem do swojego pokoju. Wziąłem krótki prysznic, przygotowałem się na wykłady i poszedłem spać.

28 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Dlaczego los ciągle chciał mnie do niego zbliżyć? Dlaczego jego siostra, postanowiła wyjść za mąż za dwa tygodnie, kiedy normalni ludzie planują ślub mniej więcej rok? Dlaczego musiała zaprosić także mnie? Dlaczego musiał powiedzieć, że jestem jego facetem? I dlaczego byłem taki miękki, żeby się na to wszystko zgodzić?! Chyba nawet Hans mi nie pomoże w odnalezieniu odpowiedzi na te kilka pytań. Byłem też ciekaw, jaki będzie Naff, w końcu musiał przestać być dla mnie takim dupkiem, skoro miałem z nim iść na to wesele. Do tego, miał dwa tygodnie, by nie zepsuć znowu naszych relacji, albo się skłócić i dzień przed przeprosić i wyprosić mnie o przebaczenie. Stawiałem bardziej na drugą opcję, była bliższa prawdy. Mimo to nadal się zastanawiałem, po co to wszystko?
- Jeśli nie będziesz dupkiem, to nie dostaniesz – powiedziałem w końcu delikatnie się uśmiechając. Jak to możliwe, że ten czub w jednej chwili potrafił mi działać na nerwy do takiego stopnia, że chciałem mu rozkwasić nos, a po paru sekundach wywołać na mojej twarzy uśmiech? Jak dobrze, że miałem dzisiaj spotkanie z terapeutą…

27 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Musiałem się bawić sam, w ogóle co ja sobie myślałem? Ślepego można zaprosić tylko na upicie się do nieprzytomności, a nie do zabawy i potańczenia, dlatego sam musiałem ogarnąć sobie towarzystwo, by się tu nie zanudzić, a alkohol mi tylko w tym pomagał.
Widziałem, jak odchodzi z barmanem. W pierwszej chwili chciałem iść za nimi, ale po co? Naff dał mi do zrozumienia, że nie chce ze mną rozmawiać, bo widzieć o tak nie mógł. Byłem też wściekły na nas obydwu. Na niego, że zerwał umowę, bo wcale nie był dla mnie miły, a na siebie za pocałunek. Po co mi to było? Skoro on nie był słowny, ja wcale nie musiałem się nim przejmować. Jeśli coś mu się stanie, nikt na tym nie ucierpi, nawet jeśli pies, który potem trafi do lepszych właścicieli, którzy będą go szanować. Już się nacierpiał przy takim gburze, może czas to zmienić? Nie zauważyłem, kiedy barman wrócił, ale gdy poszedłem zamówić kolejny napój, widząc jego ryj, zrezygnowałem.
Nie chcąc o nim myśleć, wplątałem się w jakieś obce mi towarzystwo, z którym spędziłem resztę wieczoru. Oni zamawiali mi kolejny alkohol, bo ja nie mogłem patrzeć na tego faceta, który ciągle mi się przyglądał. Rozmawiałem z nowymi kolegami, tańczyłem, a Naff nie pojawił się w mojej głowie ani razu. Ponieważ sam nie potrafiłem dojść do akademika, zadzwoniłem po brata, który zjawił się kwadrans później. Utrzymywałem się na nogach, dlatego bez problemu pożegnałem się z nowymi znajomymi, których imion już nie pamiętałem i wątpiłem, bym ich kiedyś jeszcze spotkał, po czym wsiadłem do samochodu, na tylne siedzenie. Brat jednak zamiast jechać do akademika, powiózł mnie w inną stronę. Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się okolicy. Will widząc moje zachowanie, nie czekał, aż zadam pytanie.

24 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Zmarszczyłem brwi, a kiedy się odwrócił, odsunąłem się od niego i usiadłem na krześle. Przez chwilę zastanawiałem się nad tym dziwnym zajściem. Nigdy nie czułem przymusu do całowania, nawet ten trzeci raz z Naff’em był jakiś przypadkowy. Do tego stwierdził, że mogłem robić to kiedy ze chcę. Przyznam, dziwna, a zarazem miła propozycja, którą nie wiem, czy wykorzystam. Mimo wszystko dalej nie czuje żadnej potrzeby bliskości. Kiedy chłopak zmywał, ja wyciągnąłem telefon i zacząłem w nim grzebać. Z transu wyrwał mnie głos kolegi.
- Będziesz tu jeszcze długo siedział? - zapytał. Nie spojrzałem na niego, ale zwróciłem mu uwagę.
- Grzeczniej – wytarł ręce o ścierkę. - A co?

23 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Popatrzyłem na niego, jakby oszalał. Na początku nie zrozumiałem jego pytania, a raczej nie chciałem. Nie wiedziałem co odpowiedzieć, a szczerze mówiąc, przytkało mnie. Jak można poprosić o to gościa, którego zna się kilka dni i z którym ostatnio rozmawiał na ten temat i dowiedział się, ze jest czysty jak łza. Jak mogłem udawać?!
- Pojebało cie – stwierdziłem po chwili ciszy, aż nagle wybuchnąłem krótkim, ale głośnym śmiechem, zwracając na nas uwagę przechodniów
- Zawsze warto zapytać. No to ahoj przygodo – wymruczał beznamiętnym głosem i ruszył przed siebie, całkowicie bez życia. Trochę go rozumiałem, a trochę nie. Nie wiedziałem i nie rozumiałem, jak można nie cierpieć własnej matki, ja nawet nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego mojego brata wydziedziczyli. Z drugiej strony, uświadamiałem sobie, że słuchanie o dokonaniach siostry, gdzie rodzina ci powtarza, że jest od ciebie lepsza, jest ciężkim ciężarem, z tym bardziej dla takiego kogoś, jak Naff.

19 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Zakład był nieco dziwny, ale nie miałem żadnych skrupułów, miałem zamiar to wygrać. W końcu pocałowanie kogoś nie może być takie trudne, prawda? Ludzie ciągle to robią, łączą usta, dodają do tego język i jest piękny, romantyczny buziak. Nic trudnego. Wystarczyło tylko znaleźć ofiarę, a w końcu brzydki nie byłem. Na pewno ktoś się znajdzie, a wtedy przeżyje fantastyczne trzy dni, podczas których Naff będzie musiał mi dosłownie usługiwać; znaczy w pewnym stopniu, w końcu nie jestem pewien, czy ślepy upiecze ciasto lub coś podobnego. Byłem też zadowolony z myśli, że jego pies zyska więcej miłości, a bardzo mi na tym zależało, pod tym względem, że kochałem wszystkie zwierzęta.

18 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Przyglądałem się chłopakowi, który popadł w zamysł i przez chwilę się nie odzywał. Byłem ciekaw, co myślał i jak mnie sobie wyobraził. W końcu nawet sam to wiem, że jestem przystojny, ale na jakiego wyszedłem w głowie ślepego człowieka? Bardzo chciałbym ujrzeć ten widok, ale nie było mi to dane. Nagle przed nami pojawił mi się znany człowiek, który uważnie mi się przypatrywał z założonymi rękami i delikatnym rozbawieniem na twarzy.
- Cześć brat – odezwał się William. Tak właściwie, to skąd się on tutaj wziął? - Czyżbyś już poznał swą orientację? - zapytał dając mi do zrozumienia, że nazywa mnie gejem. Spojrzałem zdziwiony na Naffa, potem na brata i raptownie ogarnęła mnie złość.

7 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Pokiwałem głową, ale zaraz wydałem z siebie odgłos przytaknięcia. Oddałem chłopakowi monety.
- Czyli masz pretekst do macania ludzi – stwierdziłem.
- Trochę ciężko nazwać to pretekstem. Chcę kogoś zobaczyć albo ktoś chce być zobaczonym to nie ma innej opcji.
- A opis? Siła wyobraźni?
- Lepiej działa, gdy się dotknie – pokiwałem głową.
- Ilu już tak zobaczyłeś? - zapytałem ciekaw.
- ...rodzinę, nalegali na to i może dwie osoby sam z siebie.  Ale jakoś nie jest to super obrazowe – zaczęliśmy wracać, kiedy usłyszałem, że mój telefon dzwoni. Odebrałem sygnał od brata, który chciał się spotkać; nie był to William, tylko Brayan. Chciał pogadać, bo akurat był w tym mieście, a z ojcem i Willem niestety nie rozmawia, dlatego zostałem mu tylko ja: nie licząc oczywiście matki, która kocha wszystkie swoje dzieci oraz naszej małej siostrzyczki, która nie rozumie jeszcze problemów starszych. Zgodziłem się, może niezbyt się dogadywaliśmy (bo nigdy nie zaakceptował mojej osobowości i po części mnie nie cierpiał), ale jednak lepiej mieć kontakt z rodziną.
- Ja spadam, rodzina wzywa – oznajmiłem, gdy się rozłączyłem i schowałem telefon. Nie czekając na jego odpowiedź, odwróciłem się i ruszyłem do umówionego baru.

3 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Co za durny człowiek, powoli miałem go dość. Byłem wściekły, że w jakikolwiek sposób próbował się wtrącić w sklepie, powinien w końcu się pogodzić z myślą, że nigdy nie będzie widzieć i żeby się opanował. 
Milo chwilę postał i poczekał, aż Naff się ogarnie. Po chwili stanął na równych nogach z lekko przymrużonymi oczami i zwieszoną głową. Wymamrotał coś niewyraźnego, chyba oznaczało to tyle, że chciał wracać do domu. Tym razem dla jego bezpieczeństwa, znowu wziąłem go za rękę. Walić tych wszystkich durnych ludzi, którzy nie widząc niczego poza swoim czubkiem nosa nie potrafią dostrzec, że prowadzę ślepego durnia, który na każdym kroku myśli o śmierci.
- Następnym razem krzyczysz, że jesteś ślepy, jak nie chcesz następnego razu – wymamrotałem wyraźniej od niego, kiedy szliśmy do akademika.

1 cze 2019

Od Milo cd. Naffa

Znalazłem faceta. Siedział w kawiarni z jakąś starszą kobietą, popijali kawę i o czymś rozmawiali. Od razu zadzwoniłem do brata, podając namiary na poszukiwanego. Po tym odszedłem z miejsca i wstąpiłem do kawiarni obok. Zamówiłem cappuccino i spokojnie je sobie popijałem, obserwując kątem oka mężczyznę. Kiedy po ulicy przejechało czarne auto pracownika mojego ojca, dokończyłem napój i wyszedłem z budynku, kierując się w stronę domu matki. Obiecał ją któregoś dnia odwiedzić. Wsiadł do autobusu i po pół godzinie był na miejscu.
Matka miała się dobrze i wiedziała wszystko na bieżąco, dlatego najczęściej to od niej mogłem się dowiedzieć na temat jakiejś sprawy, ponieważ brat i ojciec jeszcze nie do końca we mnie wierzyli. Jednak się tym nie przejmowałem, bo po co? Kasa jest, auto jest i to jeszcze bez specjalnego przemęczania się.
Postanowił się przejść. Dzień był bardzo ładny, dlatego nic dziwnego, że zapragnął po jakimś czasie piwa. Wstąpił do najbliższego pubu i się rozejrzał. Kto by pomyślał, że w tym miejscu spotka swojego psiaka? Nie czekając ani chwili dłużej, podszedł do jego dwuosobowego stolika i usiadł naprzeciwko niego. Nie zareagował. Po chwili podeszła do mnie kelnerka.

31 maj 2019

Od Milo cd. Noelii

Już tyle razy słyszał, żeby się nie wtrącał w żadne bójki i takowych nie wywoływał. Tyle razy ojciec się na niego wydzierał, gdy się dowiadywał o rozwaleniu komuś nosa, bądź ranach na ciele Milo. Nawet już nie pamiętał kogo wyzywał i prowokował do bójek, nie zwracał na to uwagi. Gdy nie miał humoru i był wściekły, musiał się na czymś wyżyć, a ludzie są na tyle głupi, że pozwalają to robić na sobie. To samo się zdarzyło dnia dzisiejszego. Miał kulturalnie pojechać do szkoły, ale nie potrafił. Gdy zobaczył w zaułku śmiejącą się bandę, która właśnie rzucała kamieniem w jakąś żabkę, nie potrafił ich wyminąć. Nawet nie pamięta, co powiedział. Podszedł do nich, odezwał się spokojnie, a kulturalny monolog zamienił się w wyzwiska.
To było zabawne, ponieważ bójka nie potoczyła się po jego myśli. Co ciekawsze, ona w ogóle się nie rozpoczęła! Porobił parę uników, uderzył jednego faceta w nos, sam przyjął parę ciosów, gdy jego kumpel wyciągnął z kieszeni nóż. Nawet nie zdążył pogrozić nim, nie wiadomo skąd pojawiła się jakaś kobieta, która ich wszystkich załatwiła. Milo miał w tego nieukrywaną zabawę i satysfakcję, miał ochotę śmiać się głośno. Chociaż przed oczami trwała potyczka, jego umysł skupił się na nożu i twarzy dziewczynie. Nie czuła bólu, nie skrzywiła się w żaden sposób, zamiast tego się uśmiechnęła. Milo czuł się jak po ekstazie, myślał o czymś sadystycznym, za co zostałby mocno skarany przez ojca, a terapeuta wysłałby go na jakieś wakacje, z dala od ludzi, by przypadkiem nie zrobił nikomu krzywdy.
Nie wyobrażał sobie żadnego miejsca, ani czasu, tylko dziewczynę. Nagą, bez ubrań, leżąca przed nim, z pięknym uśmiechem. W tej scenie był jeszcze on sam, trzymał w obu rękach noże i powoli, w wyznaczonych miejscach zaczął ją ciąć, obserwując jej piękny uśmiech, którego żadna rana nie zniszczy. Widział krew, masę krwi, która spływała po jej ciele i wpadała do otwartych ust, gdy w końcu zaczął ciąć na ślepo i bez umiaru, aż na jej ciele nie zostanie ani jednego wolnego miejsca.
Jednak nie stracił zmysłów. Gdy dziewczyna usiadła obok niego, natychmiast wrócił do rzeczywistości. Zgodził się na jej propozycje, chociaż powinien iść wykłady. Wolał spędzić czas z nią, miał nadzieję na długą i trwała przyjaźń, podczas której będzie mógł zadawać jej ból, a ona nie pójdzie na policje się poskarżyć. Chociaż marzenie to było tak podniecające, wiedział, że nic z tego nie wyjdzie. I nie myślał o wszelkich zakazach w kontaktach międzyludzkich.
Mówi się, że nie wolno wsiadać do obcych aut, jednak on złamał jakiekolwiek zasady mając raptem osiem lat, dlatego nie widział nic złego w pojechaniu do obcego domu.
- Co od ciebie chcieli? - zapytała, gdy włączyła silnik, a razem z nim radio. Poprawnie, to czego ja od nich chciałem.
- Nie zdążyłem się dowiedzieć – odparł obserwując jak wyjeżdżają z parkingu. - A ty pojawiłaś się przypadkiem, czy już czatowałaś? - zapytał.

<Noelia?>