- Namierzcie telefon Jacka. Znajdźcie ją. Mam dość sprzątania po was syfu, a już w szczególności pilnowania was. - rzekłem do Olivera, który jedynie skinął głową. Wiedział, że mierzymy się z ciężką sytuacją. Nie pierwszą taką i nie ostatnią. Ale oczywiście, każda z nich była traktowana poważnie i wszyscy podchodziliśmy do tego z dystansem i ostrożnością. Nie mogliśmy popełnić żadnego błędu, bo popełnienie jednego z nich mogło skończyć się ujawnieniem. Czemu aż tak przejmuje się tym, że ujawnią moich współpracowników? Może dlatego, że policja raczej niepoprzestanie na schwytaniu dwójki ludzi. Będą chcieli więcej. To nie jest dilerka. Wiedzieliście, że policja zbudowana jest z prostego systemu. Nie łapią "grubych ryb" ponieważ im się to nie opłaca. łatwiej złapać im nowicjuszu i nic nieznaczących dilerów czy ich pomocników. Ponieważ gdy złapią grubą rybkę ta już nie będzie wypuszczać im innych. Czemu tak robią? Dla pieniędzy. Proste. Wszystko obraca się wokół pieniędzy. Więc kurwa czemu one teraz nie rozwiążą tego problemu! Bo ta mała dziewczynka jest jebaną blogerką, zarabia za to, że nagrywa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ivan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ivan. Pokaż wszystkie posty
9 lip 2020
8 kwi 2020
Od Ivana CD. Dymitra
Promienie słońca dostały się do mojego pokoju, to był zdecydowanie minus posiadania tak zbudowanego domu. Przez szkło dostawało się światło bo przecież zapomniałem wieczorem zasłonić rolety. Jęknąłem cicho i sięgnąłem po telefon by sprawdzić godzinę. Było pięć po szóstej. Westchnąłem i wydostałem się spod ciepłej warstwy ochronnej jakim była dla mnie kołdra. Chłód otulił moje ciało. Zdecydowanie o tej godzinie nie było ciepło. Skierowałem się do garderoby by tam założyć chociaż dresy. Wyszedłem z pomieszczenia i ziewając skierowałem się do kuchni by tam zrobić sobie jakieś śniadanie. Padło na jajecznice, którą szybko sobie sprawiłem. Nakarmiłem także pumy, które rozciągały się w kuchni. Pozwoliłem im zjeść mięso, które włożyłem im do misek, a sam zająłem się swoim śniadaniem. Piłem powoli kawę, którą zrobiłem w ekspresie i oczywiście nieprzytomny próbowałem dojść do siebie. Wróciłem do domu koło pierwszej w nocy. Spałem zaledwie pięć godzin. Tak to zdecydowanie dobry czas. Jednak potrzebuje kiedyś pospać trochę dłużej. Chociażby sześć godzin, już nawet nie mówię o tych ośmiu bo wiem, że tyle mi nie będzie dane spać w najbliższym czasie. Kiedy zjadłem w miarę dobre śniadanie odłożyłem brudne naczynia do zmywarki, a następnie wstawiłem ją ponieważ była już pełna. Sprawdziłem czy koty zjadły do końca i nalałem im świeżej wody. Ziewnąłem przeciągle i pochwyciłem kolejną szklankę by zrobić sobie kolejną kawę. Spojrzałem na pumy, które wylegiwały się już na dywanie czyli w miejscu gdzie świeciło już słońce. Wygrzewały się zadowolone cicho mrucząc. Podszedłem do nich i pogłaskałem je po grzbiecie, zadowolone przeciągnęły się i otworzyły powieki. Widziałem zaspane oczy Neo i Jene, która jak zawsze przygotowana była, na każdą możliwą sytuacje.
25 mar 2020
Od Ivana CD. Angeline
- Dzień dobry. Kawę jak zawsze poproszę. - powiedziałem wchodząc do swojego azylu. Sekretarka o imieniu Violett przywitała się i od razu wstała by zrobić mi kawę. Grzeczna dziewczynka. Wszedłem do biura i i od razu zająłem swoje miejsce przez biurkiem. Zadowolony odpaliłem laptopa i czekałem na kawę, którą ma mi zrobić brunetka. Wziąłem do swojej dłoni telefon i odczytałem krótkiego SMS od Jacka, który zniszczył mi dzień.
J: Impreza wypaliła jednak możliwe iż na stronię baru pojawią się ciekawe zdjęcia i filmiki.
I: Co rzeście odwalili?
J: Aj nic po prostu jakaś dziewczyna jak zobaczyła pijanego Urlicka zaczęła uciekać, a ten pijany ją gonił przewalając się cały czas.
I: Haha mam nadzieje, że zdjęcia nie trafią do baru, ale chyba pokażesz mi je gdy przyjedziesz do mnie?
J: Ja też i oczywiście, że pokaże. Zaraz jadę to załatwić.
J: Impreza wypaliła jednak możliwe iż na stronię baru pojawią się ciekawe zdjęcia i filmiki.
I: Co rzeście odwalili?
J: Aj nic po prostu jakaś dziewczyna jak zobaczyła pijanego Urlicka zaczęła uciekać, a ten pijany ją gonił przewalając się cały czas.
I: Haha mam nadzieje, że zdjęcia nie trafią do baru, ale chyba pokażesz mi je gdy przyjedziesz do mnie?
J: Ja też i oczywiście, że pokaże. Zaraz jadę to załatwić.
2 mar 2020
Od Ivana CD. Althei (do Jonathana)
Kiedy zanurzyłem się w wodzie mój kac jakby odpłynął w zapomnienie. To co działo się w tym momencie było czymś... cudownym. Naprawdę. Nie jestem w stanie powiedzieć jak bardzo potrzebowałem takiej "kąpieli". Przede wszystkim chciałem odświeżyć się po pijackiej nocy, którą mam za sobą.
- Cholera wyłaźcie z wody, już! - krzyknęła dziewczyna z brzegu, a ja odwróciłem się do niej jak zresztą i dwójka moich towarzyszy. Stała tuż przy wodzie trzymając przy sobie tygrysa jakby miał ją uratować przed czyhającym niebezpieczeństwem. Ale przecież co tutaj jest takiego groźnego... przecież to tylko woda... tylko woda. Kurwa. Odwróciłem się momentalnie wokół własnej osi, a kiedy mój wzrok utknął na płynącym w naszą stronę aligatorze zacząłem przeklinać pod nosem.
- Uciekajcie. - powiedziałem do reszty i sam ruszyłem w kierunku brzegu jak najszybciej mogłem.
- Kurwa! - krzyknęła Lucille i usłyszałem głośny plusk. Odwróciłem się i zobaczyłem jak ta próbuje doczłapać razem z nami do brzegu. Widziałem malujący się grymas bólu na jej twarzy. Wróciłem do niej i pociągnąłem ją za rękę. Kiedy Jonathan zobaczył co robimy zaklnął pod nosem i także do nas podszedł. Złapaliśmy razem dziewczynę pod ramię i jak najszybciej dostaliśmy się do brzegu. Jednak oczywiście ten jebany gad musiał mnie złapać za nogę! A raczej za buta kiedy podnosiłem nogę i chciałem już wejść na brzeg.
- Cholera wyłaźcie z wody, już! - krzyknęła dziewczyna z brzegu, a ja odwróciłem się do niej jak zresztą i dwójka moich towarzyszy. Stała tuż przy wodzie trzymając przy sobie tygrysa jakby miał ją uratować przed czyhającym niebezpieczeństwem. Ale przecież co tutaj jest takiego groźnego... przecież to tylko woda... tylko woda. Kurwa. Odwróciłem się momentalnie wokół własnej osi, a kiedy mój wzrok utknął na płynącym w naszą stronę aligatorze zacząłem przeklinać pod nosem.
- Uciekajcie. - powiedziałem do reszty i sam ruszyłem w kierunku brzegu jak najszybciej mogłem.
- Kurwa! - krzyknęła Lucille i usłyszałem głośny plusk. Odwróciłem się i zobaczyłem jak ta próbuje doczłapać razem z nami do brzegu. Widziałem malujący się grymas bólu na jej twarzy. Wróciłem do niej i pociągnąłem ją za rękę. Kiedy Jonathan zobaczył co robimy zaklnął pod nosem i także do nas podszedł. Złapaliśmy razem dziewczynę pod ramię i jak najszybciej dostaliśmy się do brzegu. Jednak oczywiście ten jebany gad musiał mnie złapać za nogę! A raczej za buta kiedy podnosiłem nogę i chciałem już wejść na brzeg.
28 lut 2020
Od Ivana CD Althei (do Jonathana)
Leciałem helikopterem, widać, że osoba, która siedziała za sterami niedawno co chyba zaliczyła testy. Raz przechyliliśmy się bardziej na lewo, raz na prawo. Ja pierdole w dodatku klimę włączył? Czemu tutaj jest tak zimno? Chciałem zwrócić uwagę pilotowi i opierdolić go za to jak bardzo źle kieruje i powiedzieć, że ja już lepiej bym to zrobił. Mimo wszystko siedziałem cicho, chuj wie, może jednak ja bym gorzej pilotował? Nie ważne, skup się na jednym. Byle nie zwymiotować. Miałem jeden cel. Wysiąść z tego gówna. Naprawdę... to jest najlepszy pomysł jaki może być. Wysiąść. Chciałem podnieść rękę i jak w restauracji przywołać do siebie kelnera, który miał być pilotem.
26 sty 2020
Od Ivana CD. Hermione
Mój wzrok pochłaniał sztuczność rodziny, w której się znalazłem. Dziewczyna z siłowni miała czerwony policzek, próbowała zakryć to włosami jednak znawca problemów rodzinnych i chorób psychicznych wiedziałam o co chodzi. Dziewczyna albo była bita przez ojczulka albo przez "lokaja" w sumie chuj wie kim on był. Jednak strzelam, że ojciec. Przy nim była czujna, wyprostowana i próbowała być dumą rodzinny. Oczywiście spełniała swoją role. Jednak robiła to w sposób jakby chciało udowodnić, że umie. Kątem oka spostrzegłem diabelny porządek. Nikt nigdy nie ma tak czystego domu chyba, że jest bogaczem lub prawie wcale nie ma w domu żadnego z członków rodziny. Obrazy, które wisiały na ścianie przedstawiały krajobrazy, zliczyłem zaledwie pięć zdjęć rodzinnych. Były raczej mniejszych formatów poustawiane na szafkach. Zapewne tylko z reguły. Próbowali mówić nimi: patrzcie jak bardzo kochającą rodziną jesteśmy! Jednak w moich oczach niestety nie mogli tak kłamać. Byli zbyt sztucznie w stosunku do siebie. Widziałem spięcie wśród nich. Babcia dziewczyny wydawała się być najbardziej zadowolona z mojej obecności. Widziałem na jej twarzy szeroki uśmiech, ale przede wszystkim szczery. Ojciec Arthur zachowywał minę zadowolonego ojca jednak widać było, że chodzi jedynie o interesy. Kiedy zająłem miejsce przy stolę uśmiechnąłem się lekko i opuściłem głowę dając im pokazać, że ich szanuje.
5 sty 2020
Od Ivana Do Hermione
Wolny dzień sprawił, że miałem ochotę robić wszystko i nic. Dosłownie. Chciałem zacząć załatwiać papiery potrzebne w pracy z myślą, że później będzie ich mniej. Jednak chciałem sobie przypomnieć, że był to wolny dzień. Czyli powinienem odpoczywać. Jednak wiedziałem, że jeśli będę miał wolny dzień to będzie mnie to zarazem męczyć. Nie lubię nic nie robić. Jest to dość denerwujące. Postanowiłem więc pierw pobiegać. Wstałem z łóżka i skierowałem się do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem mięso kupione wczoraj. Przekroiłem je na pół i nałożyłem do misek. Koty od razu wyczuły jedzenie i przyszły do mnie. Jednak grzecznie siedziały metr przed miską. Machały nerwowo ogonami i patrzyły to na mnie to na jedzenie.
1 sty 2020
Od Ivana CD. Koyori
Kiedy moje zajęcia za bardzo się rozluźniły studenci zaczęli wyjmować telefony. Co bardzo mnie zdezorientowało. Zwykle chcą się czegoś nauczyć. Lub chociaż z szacunku do mnie tego nie robią. Rozumiem odpisanie komuś na jedną wiadomość. Ale bardzo nie toleruje siedzenia w telefonie na moich zajęciach. Rozejrzałem się po sali i spostrzegłem, że dziewczyna, którą wylała na mnie kawę także wpatruje się w komórkę w dodatku jest bliska wybuchu śmiechu.
- Koyori! - zawołałem do dziewczyny i usiadłem wygodniej na krześle wpatrując się w dziewczynę. Kiedy ta wreszcie uniosła wzrok i spotkała się z moim miałem ochotę założyć ręce na biodra i skarcić ją jak typowe dziecko. Miałem ochotę zrobić tak z połową sali.
- Koyori! - zawołałem do dziewczyny i usiadłem wygodniej na krześle wpatrując się w dziewczynę. Kiedy ta wreszcie uniosła wzrok i spotkała się z moim miałem ochotę założyć ręce na biodra i skarcić ją jak typowe dziecko. Miałem ochotę zrobić tak z połową sali.
24 lis 2019
Od Ivana CD. Koyori
Kiedy o godzinie 5.45 budzik zaczął dzwonić na cały pokoju wiedziałem, że muszę wstać. Miałem na dziesiątą wykład. O 9 musiałem spotkać się jeszcze z Joanem, a po tym jechać jeszcze do ojca by zawieść mu papiery. No i oczywiście muszę zjeść pożywne śniadanie, nakarmić zwierzaki i inne duperele. Nie ważne Ivan pora iść i wziąć szybki prysznic. Wstałem z łóżka, a Neo od razu zeskoczyła na podłogę wiedząc, że niedługo czeka je śniadanie. Oblizała swój pyszczek i spojrzała na mnie swoimi oczami. Uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem się na pięcie. Wszedłem do łazienki i tak załatwiłem sprawy porannej rutyny. Wczoraj wróciłem do domu o pierwszej w nocy. Czyli prawie się wyspałem. Potrzebuje dużej dawki kawy i będzie milutko. Jeden z moich pacjentów stwarzał wczoraj dość duży problem dlatego trzeba było niestety założyć mu biały kombinezon, żeby nie zrobił sobie krzywdy. Sobie nic nie zrobił. Gorzej z jednym z lekarzy. Pacjent kopnął go w twarz, mój człowiek zemdlał, jednak pacjent dalej nie dawał za wygraną i uderzył go z czoła w głowę. Dlatego teraz jeden z lekarzy leży w szpitalu i ma wstrząs mózgu. Ogólnie ciekawy dzień. Pacjent został zamknięty w pokoju bez klameczek i okien. Powinien się uspokoić, ale zajrzę do niego dopiero po wykładach.
18 sie 2019
Od Ivana CD Harper
Kiedy dziewczyna wyszła z księgarni odwróciłem się do Xsawiera, który szczerzył się do mnie. Wywróciłem oczami i uśmiechnąłem się lekko. Dziewczyna była by idealną zdobyczą. Zauważyłem, że jest cicha. Zapewne prowadzi tryb samotniczki. Nie ma dużo znajomych. Mało osób będzie jej szukać. Ale ciężej wplątać ją w "złe" towarzystwo by rodzina zaczęła się o nią martwić. Jej zniknięcie nie będzie wtedy tak dziwne. Przecież córka sąsiadki ostatnio często plątała się po klubach, wracała pijana do domu. To brzmi lepiej niż to, że była dobra, zawsze sprzątała w domu i wychodziła z pieskiem na długie spacery. Złe dziewczynki częściej znikają. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do półek.
- Xsawier przyszły wreszcie moje książki? - zapytałem, a on przez chwile zbladł.
- Wybacz zapomniałem ci napisać. Przyjechały wczoraj - powiedział, a ja skinąłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nic nie szkodzi. Po prostu je przynieś i muszę jechać do pracy - rzekłem i zrobiłem głęboki wdech wiedząc, że o będzie ciężki dzień. Podszedłem do kasy i wyjąłem portfel. Zaraz potem przyszedł Xsawier z dużą paczką i położył ją na ladzie. Zeskanował kod i oczywiście od razu powiedział mi jaką kwotę mam zapłacić. Dałem chłopakowi gotówkę, a ten powkładał banknoty ładnie do kasy i wydał mi resztę.
- Dziękuje Xawier. Gdyby były jakieś problemy to dzwoń. Z moimi ojcem ostatnio ciężko się połączyć - powiedziałem, a on skinął jedynie głową.
- Xsawier przyszły wreszcie moje książki? - zapytałem, a on przez chwile zbladł.
- Wybacz zapomniałem ci napisać. Przyjechały wczoraj - powiedział, a ja skinąłem głową z lekkim uśmiechem.
- Nic nie szkodzi. Po prostu je przynieś i muszę jechać do pracy - rzekłem i zrobiłem głęboki wdech wiedząc, że o będzie ciężki dzień. Podszedłem do kasy i wyjąłem portfel. Zaraz potem przyszedł Xsawier z dużą paczką i położył ją na ladzie. Zeskanował kod i oczywiście od razu powiedział mi jaką kwotę mam zapłacić. Dałem chłopakowi gotówkę, a ten powkładał banknoty ładnie do kasy i wydał mi resztę.
- Dziękuje Xawier. Gdyby były jakieś problemy to dzwoń. Z moimi ojcem ostatnio ciężko się połączyć - powiedziałem, a on skinął jedynie głową.
23 maj 2019
Od Ivana CD. Victorii
Kiedy chciałem wejść do samochodu zauważyłem Victorię, która uciekła ze szpitala. To chyba kurwa jaja. Zacisnąłem mocniej szczękę i ruszyłem w jej stronę, ta chciała uciec jednak pochwyciłem ją za bluzę. Przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem ciągnąc od samochodu. Jebana mała uciekinierka. Oczywiście się sprzeciwiała. Jednak w końcu udało mi się ją wepchnąć do auta, które od razu zamknąłem żeby nie uciekła. Znów. Zająłem miejsce kierowcy i ruszyłem w stronę domu.
- Dokąd mnie zabierasz? - powiedziała i chciała mnie udusić. Złapała mnie za kark i przyciskała do siebie. Wyrwałem się z jej uścisku i na chwilę niestety musiałem puścić kierownice. Dziewczyna przestraszyła się i puściła mnie. Złapałem za kierownicę i zjechałem na poboczę. Włączyłem awaryjne światła i odwróciłem się do Victorii.
- Jeszcze jedna sztuczka. Jedna jebana sztuczka, a nie będę taki miły - powiedziałem do niej swoim zimnym głosem. Victoria skuliła się w kącie, chyba zrozumiała. Zresztą nie wiem. Kurwa. Wyłączyłem awaryjne i znów zacząłem jechać. Dziewczyna nie sprawiała już problemów. Wjechaliśmy na podwórko, a potem do garażu. Otworzyłem drzwi, a ona od razu wyszła z samochodu. Zaczęła się rozglądać po garażu w poszukiwaniu zapewne jakieś broni. Wywróciłem oczami i wysiadłem z samochodu. Victoria chwyciła za kawałek drewna, który znajdował się tam tylko i wyłącznie ze względu na kominek w domu.
- Odłóż to, uwierz nie chcesz mnie już dziś denerwować - powiedziałem, a ona pokręciła głową.
- Odłóż to - powtórzyłem się. Nie lubię tego robić. dziewczyna bardzo mnie już denerwowała. uciekła ze szpitala. Nie wiem co się tam dzieje. A ja kurwa się ją muszę zająć. Victoria nie odłożyła drewna na miejsce. Sięgnąłem za tył i wyjąłem broń zza paska. Odblokowałem ją i pokazałem dziewczynie, która się już przeraziła. Wiedziałem, że teraz zrozumiała w jakiej jest sytuacji. Nie mam zamiaru się z nią pierdolić.
- A teraz proszę być ładnie odłożyła drewno na miejsce - uśmiechnąłem się do niej, a ona zrobiła to o co proszę jednak z chwilą zawahania. Nie podoba mi się to. Nawet bardzo.
- A teraz idziemy do domu - rzekłem i pokazałem jej drzwi. Victoria powoli ruszyła w ich stronę. Otworzyła je i weszła do środka.
- Nie próbuj niczego, uwierz nie będzie to dla ciebie bezpieczne - powiedziałem - usiądź tutaj - dodałem i pokazałem na stół w jadalni. Victoria zajęła więc spokojnie miejsce. Widziałem jak jej klatka piersiowa unosi się i opada bardzo szybko. Była bardzo zestresowana. Nie dziwie się jej. Otworzyłem szafkę w sypialni i wyjąłem warstwę papierów. Podważyłem deskę i wyjąłem ze schowka strzykawkę i narkotyk. Wsadziłem wszytko na miejsce i podszedłem do dziewczyny.
- Wystaw rękę - powiedziałem, a ona zaprzeczyła ruchem głowy jednak patrzyła na broń, która cały czas była wymierzona w jej kierunku. Uśmiechnąłem się.
- Wystaw rękę - rzekłem. Nie ruszyła się. Zwaliłem więc ją z krzesła i klęczała teraz na czworaka na ziemi. Przekręciłem ją na plecy i położyłem kolano na jej klatce piersiowej przytrzymując ją by nie uciekła. Drugą nogą trzymałem na jej dłoni tak by jej nie zabierała. Swoją ręką wstrzyknąłem jej zastrzyk, a broń cały czas była w nią wymierzana. Puściłem ją kiedy wszystko było w jej krwi. Dziewczyna oczywiście szarpała się ale to powodowało tylko i wyłącznie powiększenie rany. Wstałem, a ta od razu chciała się na mnie rzucić.
- Aaa... nie zapominaj o czymś - powiedziałem i odepchnąłem ją. Po narkotyku zapomni wszystko co działo się przez ostatnie 24h. W tym czasie przewiozę ją do szpitala. Zaśnie. Na osiem godzin. Teraz ja tylko popilnować.
Victoria?
- Dokąd mnie zabierasz? - powiedziała i chciała mnie udusić. Złapała mnie za kark i przyciskała do siebie. Wyrwałem się z jej uścisku i na chwilę niestety musiałem puścić kierownice. Dziewczyna przestraszyła się i puściła mnie. Złapałem za kierownicę i zjechałem na poboczę. Włączyłem awaryjne światła i odwróciłem się do Victorii.
- Jeszcze jedna sztuczka. Jedna jebana sztuczka, a nie będę taki miły - powiedziałem do niej swoim zimnym głosem. Victoria skuliła się w kącie, chyba zrozumiała. Zresztą nie wiem. Kurwa. Wyłączyłem awaryjne i znów zacząłem jechać. Dziewczyna nie sprawiała już problemów. Wjechaliśmy na podwórko, a potem do garażu. Otworzyłem drzwi, a ona od razu wyszła z samochodu. Zaczęła się rozglądać po garażu w poszukiwaniu zapewne jakieś broni. Wywróciłem oczami i wysiadłem z samochodu. Victoria chwyciła za kawałek drewna, który znajdował się tam tylko i wyłącznie ze względu na kominek w domu.
- Odłóż to, uwierz nie chcesz mnie już dziś denerwować - powiedziałem, a ona pokręciła głową.
- Odłóż to - powtórzyłem się. Nie lubię tego robić. dziewczyna bardzo mnie już denerwowała. uciekła ze szpitala. Nie wiem co się tam dzieje. A ja kurwa się ją muszę zająć. Victoria nie odłożyła drewna na miejsce. Sięgnąłem za tył i wyjąłem broń zza paska. Odblokowałem ją i pokazałem dziewczynie, która się już przeraziła. Wiedziałem, że teraz zrozumiała w jakiej jest sytuacji. Nie mam zamiaru się z nią pierdolić.
- A teraz proszę być ładnie odłożyła drewno na miejsce - uśmiechnąłem się do niej, a ona zrobiła to o co proszę jednak z chwilą zawahania. Nie podoba mi się to. Nawet bardzo.
- A teraz idziemy do domu - rzekłem i pokazałem jej drzwi. Victoria powoli ruszyła w ich stronę. Otworzyła je i weszła do środka.
- Nie próbuj niczego, uwierz nie będzie to dla ciebie bezpieczne - powiedziałem - usiądź tutaj - dodałem i pokazałem na stół w jadalni. Victoria zajęła więc spokojnie miejsce. Widziałem jak jej klatka piersiowa unosi się i opada bardzo szybko. Była bardzo zestresowana. Nie dziwie się jej. Otworzyłem szafkę w sypialni i wyjąłem warstwę papierów. Podważyłem deskę i wyjąłem ze schowka strzykawkę i narkotyk. Wsadziłem wszytko na miejsce i podszedłem do dziewczyny.
- Wystaw rękę - powiedziałem, a ona zaprzeczyła ruchem głowy jednak patrzyła na broń, która cały czas była wymierzona w jej kierunku. Uśmiechnąłem się.
- Wystaw rękę - rzekłem. Nie ruszyła się. Zwaliłem więc ją z krzesła i klęczała teraz na czworaka na ziemi. Przekręciłem ją na plecy i położyłem kolano na jej klatce piersiowej przytrzymując ją by nie uciekła. Drugą nogą trzymałem na jej dłoni tak by jej nie zabierała. Swoją ręką wstrzyknąłem jej zastrzyk, a broń cały czas była w nią wymierzana. Puściłem ją kiedy wszystko było w jej krwi. Dziewczyna oczywiście szarpała się ale to powodowało tylko i wyłącznie powiększenie rany. Wstałem, a ta od razu chciała się na mnie rzucić.
- Aaa... nie zapominaj o czymś - powiedziałem i odepchnąłem ją. Po narkotyku zapomni wszystko co działo się przez ostatnie 24h. W tym czasie przewiozę ją do szpitala. Zaśnie. Na osiem godzin. Teraz ja tylko popilnować.
Victoria?
9 maj 2019
Od Ivana CD. Crystal
- Hana zrób mi proszę kawę - powiedziałem do sekretarki, a ta skinęła mi głową.
- Taką jak zawsze? - zapytała, oderwałem wzrok znad papierów i spojrzałem na nią jakby oniemiały jej pytaniem.
- Tak - odpowiedziałem gdy w końcu doszedł do mnie sens jej pytania. Sięgnąłem po pierniczka, które leżały na moim biurku i włożyłem go do ust. Powoli schrupałem czytając dalej dokumenty. Wiedziałem, że muszę to dziś ogarnąć wszystkie dokumenty i zrobić obchód. Dlatego chciałem się pospieszyć i skończyć wcześniej. Chociażby o 21.30. Potrzebowałem nowych pracowników. Więc to dziś ogarniałem. Dwójka lekarzy minimalnie oraz jakieś pięć pielęgniarek. Czytałem CV już wielu osób, a słowa zlewały się w jedno. Kiedy moja sekretarka przyniosła mi kawę uśmiechnąłem się do niej lekko.
- Bardzo dziękuje - powiedziałem, a ona odwzajemniła gest.
- Coś jeszcze mogę dla Pana zrobić? - zapytała, a ja przeczesałem włosy dłonią i uniosłem na nią wzrok. Dziewczyna stała z dłońmi z tyłu i delikatnie kołysała się, do przodu i do tyłu i tak w kółko.
- Nie dziękuje, możesz zająć się innymi sprawami - odpowiedziałem, a ona skinęła delikatnie głową.
- Dobrze - rzekła i odwróciła się na pięcie z lekkim uśmiechem. Wyszła z mojego biura, a ja sięgnąłem po kawę i pierniki. Chwila przerwy nikomu nie zaszkodzi. No w sumie nie zawsze. Zależy od sytuacji. No i stanowiska pracy na jakim jesteś. Ale przerwa zawsze musi być. Wystarczy by była rozłożona w odpowiednich odstępach czasu. Niestety u mnie wygląda to tak, że gdy już naprawdę nie mogę to robię przerwę. Westchnąłem i upiłem łyk napoju, który był już idealnej temperatury. Uwielbiałem kawę robioną przez Hanne. Dwie łyżki kawy rozpuszczalnej, jedna cukru i lody czekoladowo-orzechowe. Zamieszałem łyżeczką, przez co lody jeszcze bardziej się roztopiły tworząc piękną konsystencje. Uwielbiałem takie kawy. Były słodkie, fakt. Ale cudowne w smaku. Do tego pierniczki. Ah... żyć nie umierać. Przydałoby się coś w końcu zjeść. Westchnąłem na myśl o tym, że ostatni posiłek jadłem dopiero o jakiejś 12, a mamy już... spojrzałem w róg laptopa i ujrzałem zbite cyfry wskazujące godzinę 20.07. Zajebiście. Nagle poczułem głód i chęć zjedzenia wszystkiego co chodzi. Dosłownie. Sięgnąłem po telefon w celu zamówienia jedzenia. Chciałem jak najszybciej zjeść. Co łączyło się z tym, że muszę jechać po jedzenie. Zawsze z dostawą trwa dłużej, no i są mniejsze porcje ale to mały drobny szczegół, który przecież nikogo nie obchodzi. A więc kiedy zamówiłem już chińskie jedzonko i dopiłem moją kochaną kawę wstałem od biurka i założyłem swoją kurtkę, która wisiała na fotelu. Wsadziłem telefon i portfel do kieszeni i ruszyłem w stronę wyjścia. Gdy otworzyłem drzwi Hanna od razu wstała ze swojego miejsca gotowa na moje polecenia.
- Usiądź, zamówiłem jedzenie i zaraz przyjadę tylko zjem, chcesz coś może? - zapytałem, a ja zaprzeczyła głową.
- Nie dziękuje mam swoje - odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Skinąłem jej głową na znak zgody. Dziewczyna usiadła i zajęła się swoimi sprawami. Ruszyłem po schodach na dół, a gdy znalazłem się już na parterze jak zawsze skinąłem ochroniarzowi witając się z nim w ten sposób.
- Już do domu Panie Jeson? - zapytał Ben, który pracuje tutaj od założenia szpitalu. Jest dobrym pracownikiem.
- Niestety nie, zaraz wrócę - powiedziałem z lekkim uśmiechem, a ten odwzajemnił mój gest. Wyszedłem na zewnątrz i zszedłem po schodach kierując się na parking gdzie stał mój samochód. Dziewczyna, która szła obok mnie potknęła się i upadłaby gdybym jej nie złapał. Jej spojrzenie od razu padło na mnie. Jej mina i wzrok mówił, że jej zawstydzona.
- Naprawdę pana przepraszam, mam dziś zły dzień- powiedziała i skuliła się w sobie bawiąc się zarazem włosami. Widziałem, że nie chciała rozmawiać. Chciała być gdzieś indziej. Nie chciałem jej tego uniemożliwić.
- Nic nie szkodzi, każdemu się to zdarza. Po prostu następnym razem gdy masz zły dzień uważaj na siebie - powiedziałem z lekkim uśmiechem, a ta skinęła głową i szybko uciekła w swoją stronę. Odprowadziłem ją wzrokiem i już chciałem schodzić dalej gdy spostrzegłem, że wypadł jej telefon. Sięgnąłem po niego i uśmiechnąłem się szczerze. Wsadziłem zdobyć do kieszeni wiedząc, że zajmę się nią już niedługo. Zszedłem na dół i odnalazłem swój samochód na parkingu. Wsiadłem do niego i odpaliłem go. Wyjąłem telefon dziewczyny z kieszeni i zauważyłem, że nie ma hasła. Oh jak cudownie.
Crystal?
- Taką jak zawsze? - zapytała, oderwałem wzrok znad papierów i spojrzałem na nią jakby oniemiały jej pytaniem.
- Tak - odpowiedziałem gdy w końcu doszedł do mnie sens jej pytania. Sięgnąłem po pierniczka, które leżały na moim biurku i włożyłem go do ust. Powoli schrupałem czytając dalej dokumenty. Wiedziałem, że muszę to dziś ogarnąć wszystkie dokumenty i zrobić obchód. Dlatego chciałem się pospieszyć i skończyć wcześniej. Chociażby o 21.30. Potrzebowałem nowych pracowników. Więc to dziś ogarniałem. Dwójka lekarzy minimalnie oraz jakieś pięć pielęgniarek. Czytałem CV już wielu osób, a słowa zlewały się w jedno. Kiedy moja sekretarka przyniosła mi kawę uśmiechnąłem się do niej lekko.
- Bardzo dziękuje - powiedziałem, a ona odwzajemniła gest.
- Coś jeszcze mogę dla Pana zrobić? - zapytała, a ja przeczesałem włosy dłonią i uniosłem na nią wzrok. Dziewczyna stała z dłońmi z tyłu i delikatnie kołysała się, do przodu i do tyłu i tak w kółko.
- Nie dziękuje, możesz zająć się innymi sprawami - odpowiedziałem, a ona skinęła delikatnie głową.
- Dobrze - rzekła i odwróciła się na pięcie z lekkim uśmiechem. Wyszła z mojego biura, a ja sięgnąłem po kawę i pierniki. Chwila przerwy nikomu nie zaszkodzi. No w sumie nie zawsze. Zależy od sytuacji. No i stanowiska pracy na jakim jesteś. Ale przerwa zawsze musi być. Wystarczy by była rozłożona w odpowiednich odstępach czasu. Niestety u mnie wygląda to tak, że gdy już naprawdę nie mogę to robię przerwę. Westchnąłem i upiłem łyk napoju, który był już idealnej temperatury. Uwielbiałem kawę robioną przez Hanne. Dwie łyżki kawy rozpuszczalnej, jedna cukru i lody czekoladowo-orzechowe. Zamieszałem łyżeczką, przez co lody jeszcze bardziej się roztopiły tworząc piękną konsystencje. Uwielbiałem takie kawy. Były słodkie, fakt. Ale cudowne w smaku. Do tego pierniczki. Ah... żyć nie umierać. Przydałoby się coś w końcu zjeść. Westchnąłem na myśl o tym, że ostatni posiłek jadłem dopiero o jakiejś 12, a mamy już... spojrzałem w róg laptopa i ujrzałem zbite cyfry wskazujące godzinę 20.07. Zajebiście. Nagle poczułem głód i chęć zjedzenia wszystkiego co chodzi. Dosłownie. Sięgnąłem po telefon w celu zamówienia jedzenia. Chciałem jak najszybciej zjeść. Co łączyło się z tym, że muszę jechać po jedzenie. Zawsze z dostawą trwa dłużej, no i są mniejsze porcje ale to mały drobny szczegół, który przecież nikogo nie obchodzi. A więc kiedy zamówiłem już chińskie jedzonko i dopiłem moją kochaną kawę wstałem od biurka i założyłem swoją kurtkę, która wisiała na fotelu. Wsadziłem telefon i portfel do kieszeni i ruszyłem w stronę wyjścia. Gdy otworzyłem drzwi Hanna od razu wstała ze swojego miejsca gotowa na moje polecenia.
- Usiądź, zamówiłem jedzenie i zaraz przyjadę tylko zjem, chcesz coś może? - zapytałem, a ja zaprzeczyła głową.
- Nie dziękuje mam swoje - odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Skinąłem jej głową na znak zgody. Dziewczyna usiadła i zajęła się swoimi sprawami. Ruszyłem po schodach na dół, a gdy znalazłem się już na parterze jak zawsze skinąłem ochroniarzowi witając się z nim w ten sposób.
- Już do domu Panie Jeson? - zapytał Ben, który pracuje tutaj od założenia szpitalu. Jest dobrym pracownikiem.
- Niestety nie, zaraz wrócę - powiedziałem z lekkim uśmiechem, a ten odwzajemnił mój gest. Wyszedłem na zewnątrz i zszedłem po schodach kierując się na parking gdzie stał mój samochód. Dziewczyna, która szła obok mnie potknęła się i upadłaby gdybym jej nie złapał. Jej spojrzenie od razu padło na mnie. Jej mina i wzrok mówił, że jej zawstydzona.
- Naprawdę pana przepraszam, mam dziś zły dzień- powiedziała i skuliła się w sobie bawiąc się zarazem włosami. Widziałem, że nie chciała rozmawiać. Chciała być gdzieś indziej. Nie chciałem jej tego uniemożliwić.
- Nic nie szkodzi, każdemu się to zdarza. Po prostu następnym razem gdy masz zły dzień uważaj na siebie - powiedziałem z lekkim uśmiechem, a ta skinęła głową i szybko uciekła w swoją stronę. Odprowadziłem ją wzrokiem i już chciałem schodzić dalej gdy spostrzegłem, że wypadł jej telefon. Sięgnąłem po niego i uśmiechnąłem się szczerze. Wsadziłem zdobyć do kieszeni wiedząc, że zajmę się nią już niedługo. Zszedłem na dół i odnalazłem swój samochód na parkingu. Wsiadłem do niego i odpaliłem go. Wyjąłem telefon dziewczyny z kieszeni i zauważyłem, że nie ma hasła. Oh jak cudownie.
Crystal?
5 maj 2019
Od Ivana CD. Victorii
Podałem dziewczynie leki, które wpływały dość szybko na depresje. Chciałem sprawdzić czy poprawi jej się stan zachowania czy raczej zostanie w tym samym. Kiedy przewieźli ją na inną sale i zdjęli jej kaftan Victoria dalej spała. Czy chciałem ją zjeść? Moja odpowiedź nie była ważna z powodu iż jej współlokator cały czas czuwał. Dlatego chroni jej dupę. Nie mogę więcej nagle sprawić by zniknęła. Zresztą dwa tygodnie temu wyszła stąd jedna osoba. Daleko nie zaszła. Kiedy Victoria się obudziła spojrzała od razu na mnie z przerażeniem. Rozejrzała się po sali i od razu podniosła się zdając sobie chyba sprawę, że jest bez kaftana. Od razu chciała wstać jednak pokręciłem głową.
- Lepiej nie stawaj na razie na nogi. Daj im przynajmniej godzinę - powiedziałem, a ona pokręciła głową i chciała wstać jednak upadłaby gdybym jej nie złapał w ostatnim momencie. Dziewczyna uderzyła mnie z łokcia w brzuch. tego się nie spodziewałem.
- Proszę się uspokoić inaczej znów założymy Pani kaftan bezpieczeństwa - powiedziałem dość głośno, a ta od razu przestała się szarpać i próbować znów mnie uderzyć.
- Nie założycie mi tego znów - rzekła jedynie ale dała się położyć na miejsce. Zaczynała się uspokajać. Zapewne była dość nerwową albo szaloną osobą. Leki powodują, że zaraz będzie spokojniejsza.
- Nie założą jeśli będziesz wykonywać polecenia i przestrzegać zasad - odpowiedziałem już spokojniej niż wcześniej. Ja jestem w stanie uspokoić się bez leków. Albo po mnie tego nie widać. Nie było jednak to teraz ważne.
- Podałem ci leki, po których będziesz spokojniejsza. Możliwe iż twoje skoki w zachowaniu spowodowane są depresją, a może coś ci dokładali do napoju i nawet o tym nie wiedziałaś. Albo sny na jawie, może nawet lunatykowanie. Na razie cię badamy i chcemy ci pomóc, więc proszę o to byś współpracowała - powiedziałem do niej.
- Nie jestem tutaj z własnej woli - odpowiedziała jedynie jednak już spokojniejszym głosem. Jej źrenice wracały do normy, a kolor był już w porządku.
- Tutaj większość osób przychodziło z nie swojej woli, a wychodzili w lepszym stanie. Dużo lepszym stanie - rzekłem, a ona prychnęła na moje słowa. Westchnąłem i podszedłem do dziewczyny, która leżała teraz na łóżku.
- Zmierzę ci teraz ciśnienie i pobiorę próbkę krwi na badania - powiedziałem jedynie. A obie czynności zajęły mi zaledwie dziesięć minut. Ciśnienie dziewczyny było lekko podwyższone jednak nie należało się tym martwić. Zapewne strach, nowe pomieszczenie i nowy lek na to wpływają.
- Prześpij się, jeśli chcesz wyjść i rozprostować nogi będzie na ciebie czekać pielęgniarka i ona zaprowadzi cie do pokoju gdzie możesz odpocząć z innymi - rzekłem i wyszedłem zostawiając dziewczynę samą. Czy jest możliwa ucieczka? Nie. Popełnienie samobójstwa przez pacjenta? Mała, chyba, że jest pomysłowy.
- Pilnuj jej - powiedziałem do Anny, która stanęła właśnie obok mnie i to Victoria podlegała jej opiece.
- Dobrze - odpowiedziała kiwając jednocześnie głową.
Victoria? Przepraszam, że tak krótko ale nie miałam pomysłu
- Lepiej nie stawaj na razie na nogi. Daj im przynajmniej godzinę - powiedziałem, a ona pokręciła głową i chciała wstać jednak upadłaby gdybym jej nie złapał w ostatnim momencie. Dziewczyna uderzyła mnie z łokcia w brzuch. tego się nie spodziewałem.
- Proszę się uspokoić inaczej znów założymy Pani kaftan bezpieczeństwa - powiedziałem dość głośno, a ta od razu przestała się szarpać i próbować znów mnie uderzyć.
- Nie założycie mi tego znów - rzekła jedynie ale dała się położyć na miejsce. Zaczynała się uspokajać. Zapewne była dość nerwową albo szaloną osobą. Leki powodują, że zaraz będzie spokojniejsza.
- Nie założą jeśli będziesz wykonywać polecenia i przestrzegać zasad - odpowiedziałem już spokojniej niż wcześniej. Ja jestem w stanie uspokoić się bez leków. Albo po mnie tego nie widać. Nie było jednak to teraz ważne.
- Podałem ci leki, po których będziesz spokojniejsza. Możliwe iż twoje skoki w zachowaniu spowodowane są depresją, a może coś ci dokładali do napoju i nawet o tym nie wiedziałaś. Albo sny na jawie, może nawet lunatykowanie. Na razie cię badamy i chcemy ci pomóc, więc proszę o to byś współpracowała - powiedziałem do niej.
- Nie jestem tutaj z własnej woli - odpowiedziała jedynie jednak już spokojniejszym głosem. Jej źrenice wracały do normy, a kolor był już w porządku.
- Tutaj większość osób przychodziło z nie swojej woli, a wychodzili w lepszym stanie. Dużo lepszym stanie - rzekłem, a ona prychnęła na moje słowa. Westchnąłem i podszedłem do dziewczyny, która leżała teraz na łóżku.
- Zmierzę ci teraz ciśnienie i pobiorę próbkę krwi na badania - powiedziałem jedynie. A obie czynności zajęły mi zaledwie dziesięć minut. Ciśnienie dziewczyny było lekko podwyższone jednak nie należało się tym martwić. Zapewne strach, nowe pomieszczenie i nowy lek na to wpływają.
- Prześpij się, jeśli chcesz wyjść i rozprostować nogi będzie na ciebie czekać pielęgniarka i ona zaprowadzi cie do pokoju gdzie możesz odpocząć z innymi - rzekłem i wyszedłem zostawiając dziewczynę samą. Czy jest możliwa ucieczka? Nie. Popełnienie samobójstwa przez pacjenta? Mała, chyba, że jest pomysłowy.
- Pilnuj jej - powiedziałem do Anny, która stanęła właśnie obok mnie i to Victoria podlegała jej opiece.
- Dobrze - odpowiedziała kiwając jednocześnie głową.
Victoria? Przepraszam, że tak krótko ale nie miałam pomysłu
Od Ivana do Harper
Spojrzenie na zegarek umieszczony na biurku sprawił, że westchnąłem ze zmęczenia. Godzina 2.37 niebyła zbyt dobra. Siedzę tutaj od około 21.30. W tym czasie tylko moja kochana sekretarka zrobiła mi kawę i przyniosła jakąś bułkę. Kazałem jej o 22 iść do domu z informacją, że mi jeszcze się zejdzie. Chciała zostać dłużej, zresztą jak zawsze gdy ja zostaje by mi pomóc ale nie miała jak. Mimo, że zostawała wiele razy na nadgodziny nigdy nie spóźniała się następnego dnia do pracy. Bardzo to w niej podziwiałem dlatego dalej utrzymuje się na tym stanowisku. Już nawet bardzo długo. Zwykle sekretarki pracowały u mnie góra dwa miesiące, ta jest już chyba z sześć. Odłożyłem stertę papierów na koniec biurka i sięgnąłem po szklankę wody dopijając ją. Zamknąłem na chwilę powieki zmęczony dzisiejszym dniem i chęcią pozostania na noc w szpitalu. Ta myśl jednak szybko odeszła w zapomnienie z powodu iż przypomniałem sobie o tym, że moje koty nie jadły kolacji. Westchnąłem i otworzyłem oczy od razu wstając. Przeszły mnie "mrówki" od nóg aż po tułów. Za długo siedziałem w miejscu. Przeciągnąłem się, a kiedy usłyszałem jak strzyknęło mi w plecach opuściłem dłonie. Wziąłem telefon do kieszeni oraz kluczę. Ruszyłem do wyjścia z biura. Zamknąłem drzwi wcześniej gasząc światło. Poszedłem do windy i tak wcisnąłem guzik z numerem -1 gdzie znajdował się parking. Wyjąłem telefon z kieszeni i zobaczyłem kilka nieodebranych połączeń. Nie przejmowałem się tym ponieważ była to Kanley. Zapewne chciał się spotkać, zadzwonię do niego rano. Zapewne teraz już śpi. Ziewnąłem przeciągle myśląc o łóżku czekającym na mnie w domu. Kiedy winda się zatrzymała. Ruszyłem do samochodu. Parking nie był duży, ponieważ znajdowały się tutaj tylko samochody pracowników, na zewnątrz też były miejsca dlatego tutaj mogło zaparkować maks 45 aut. Wsiadłem na swoje miejsce i znów ziewnąłem przeciągając się.
20 kwi 2019
Od Ivana CD. Victorii
- A więc kto na mnie czeka? - zapytałem jedną z pielęgniarek, która szła szybko tuż obok mnie. Była zbyt niska by nadążyć za mną dlatego pośpiesznie próbowała "iść" jednak coś jej nie wychodziło. Zwolniłem trochę, a ona zaczęła przewracać nerwowo kartki w swoim notesie.
- Dziewiętnastolatka, Victoria Chuptyś jej współlokator ją przywiózł. Mówił, że próbowała go udusić i od dłuższego czasu dziewczyna jest zamknięta w sumie i nie wstawała z łóżka - powiedziała, a ja zmarszczyłem brwi i wszedłem do windy.
- Nie ruszała się z łóżka, a nagle zaczęła go dusić? Przyszedł do niej? - zapytałem i kliknąłem przycisk numer 3.
- Nie, ona przyszła do niego. Podobno lunatykowała - odpowiedziała i wzruszyła ramionami. Nie była zdziwiona. Ja też. Przychodziły tu osoby z gorszą kartą niż próba morderstwa w takich okolicznościach.
- Może sen na jawie? Nie wiem, porozmawiam z nią i zobaczymy - rzekłem, a gdy winda zatrzymała się na odpowiednim miejscu wysiadłem.
- Dobrze - odpowiedziała i zamknęła windę. Ruszyłem w stronę pokoju 131. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem dziewczynę leżącą na ziemi. Usiadłem naprzeciwko niej i uśmiechnąłem się lekko kiedy ta spojrzała na mnie. Nie odwzajemniła gestu. Mój uśmiech zszedł z twarzy.
- Porozmawiajmy. Potem może każe ci to zdjąć - powiedziałem.
- Każ im to zdjąć teraz bo wam coś zrobię - rzekła, a ja pokręciłem głową bardzo zawiedziony.
- Źle zaczynasz Victorio - odpowiedziałem, a ona wywróciła oczami.
- Jeszcze raz więc zacznijmy. Dowiedziałem się,że próbowałaś udusić swojego współlokatora. Czemu? - zapytałem, a ta podniosła się i oparła o białą ścianę. Prychnęła i zamknęła powieki. Leki uspakajające zapewne zaczęły działać. To ona robiła tutaj taki rozpierdol gdy przyjechał z nią ten chłopak. Już ją poznaję. Trzeba było jej podać leki, dlatego teraz siedzi w tym miejscu i w tym ubraniu. Niegrzeczne dzieci zawsze mają karę. Ciekawe jak smakuje? Czy jej wątroba jest zdrowa? Skoro ma współlokatora, który ją tutaj przywiózł to czy chce jej się pozbyć czy może się o nią martwi? Jeśli to pierwsze to jestem skłonny pozbyć się jego problemu, a nawet zaprosić go na dobry obiad. O ile mięso jest dobre.
- Nie wiem jak to się stało. Obudziłam się na Garedzie, nie pamiętam co było wcześniej - rzekła, a ja skinąłem głową. Czyli zapewne lunatykowała lub sen na jawie.
- Jak czułaś się przed tą sytuacją? - zapytałem, a dziewczyna uniosła w końcu powieki. Zauważyłem, że jej białka są lekko przekrwione. Nim by usmażył lub ugotował ją trzeba by się pozbyć leków z jej organizmu.
- Zmęczona, wkurwiona, cały czas leżałam w łóżku - odpowiedziała i znów zamknęła powieki. Za duża dawka. Leki podali jej jakieś pięć godzin temu, a dalej ją tak trzyma. Nie były one aż tak silne. Może ma jakieś problemy zdrowotne?
- Dobrze, a powiedz mi jakie masz kontakty ze współlokatorem? - zadałem kolejne pytanie i przekręciłem swoją głowę lekko w prawo mówiąc jej tym samym, że jestem bardzo zainteresowany rozmową, nie tym jak smakuje.
- Dobre, jesteśmy razem w zespole. Przyjaźnimy się - powiedziała. Sen na jawie coraz bardziej mi odpada.
- Lunatykowałaś kiedyś? - zadałem kolejne pytanie.
Victoria?
- Dziewiętnastolatka, Victoria Chuptyś jej współlokator ją przywiózł. Mówił, że próbowała go udusić i od dłuższego czasu dziewczyna jest zamknięta w sumie i nie wstawała z łóżka - powiedziała, a ja zmarszczyłem brwi i wszedłem do windy.
- Nie ruszała się z łóżka, a nagle zaczęła go dusić? Przyszedł do niej? - zapytałem i kliknąłem przycisk numer 3.
- Nie, ona przyszła do niego. Podobno lunatykowała - odpowiedziała i wzruszyła ramionami. Nie była zdziwiona. Ja też. Przychodziły tu osoby z gorszą kartą niż próba morderstwa w takich okolicznościach.
- Może sen na jawie? Nie wiem, porozmawiam z nią i zobaczymy - rzekłem, a gdy winda zatrzymała się na odpowiednim miejscu wysiadłem.
- Dobrze - odpowiedziała i zamknęła windę. Ruszyłem w stronę pokoju 131. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem dziewczynę leżącą na ziemi. Usiadłem naprzeciwko niej i uśmiechnąłem się lekko kiedy ta spojrzała na mnie. Nie odwzajemniła gestu. Mój uśmiech zszedł z twarzy.
- Porozmawiajmy. Potem może każe ci to zdjąć - powiedziałem.
- Każ im to zdjąć teraz bo wam coś zrobię - rzekła, a ja pokręciłem głową bardzo zawiedziony.
- Źle zaczynasz Victorio - odpowiedziałem, a ona wywróciła oczami.
- Jeszcze raz więc zacznijmy. Dowiedziałem się,że próbowałaś udusić swojego współlokatora. Czemu? - zapytałem, a ta podniosła się i oparła o białą ścianę. Prychnęła i zamknęła powieki. Leki uspakajające zapewne zaczęły działać. To ona robiła tutaj taki rozpierdol gdy przyjechał z nią ten chłopak. Już ją poznaję. Trzeba było jej podać leki, dlatego teraz siedzi w tym miejscu i w tym ubraniu. Niegrzeczne dzieci zawsze mają karę. Ciekawe jak smakuje? Czy jej wątroba jest zdrowa? Skoro ma współlokatora, który ją tutaj przywiózł to czy chce jej się pozbyć czy może się o nią martwi? Jeśli to pierwsze to jestem skłonny pozbyć się jego problemu, a nawet zaprosić go na dobry obiad. O ile mięso jest dobre.
- Nie wiem jak to się stało. Obudziłam się na Garedzie, nie pamiętam co było wcześniej - rzekła, a ja skinąłem głową. Czyli zapewne lunatykowała lub sen na jawie.
- Jak czułaś się przed tą sytuacją? - zapytałem, a dziewczyna uniosła w końcu powieki. Zauważyłem, że jej białka są lekko przekrwione. Nim by usmażył lub ugotował ją trzeba by się pozbyć leków z jej organizmu.
- Zmęczona, wkurwiona, cały czas leżałam w łóżku - odpowiedziała i znów zamknęła powieki. Za duża dawka. Leki podali jej jakieś pięć godzin temu, a dalej ją tak trzyma. Nie były one aż tak silne. Może ma jakieś problemy zdrowotne?
- Dobrze, a powiedz mi jakie masz kontakty ze współlokatorem? - zadałem kolejne pytanie i przekręciłem swoją głowę lekko w prawo mówiąc jej tym samym, że jestem bardzo zainteresowany rozmową, nie tym jak smakuje.
- Dobre, jesteśmy razem w zespole. Przyjaźnimy się - powiedziała. Sen na jawie coraz bardziej mi odpada.
- Lunatykowałaś kiedyś? - zadałem kolejne pytanie.
Victoria?
20 mar 2019
Od Ivana CD. Charisse
- Doktorze! - zawołała do mnie jedna z pacjentek, która właśnie pozostawiła mi do opieki swoją córkę.
- Tak Panno Derli? - zapytałem kiedy kobieta do mnie podbiegła i założyła za ucho kosmyk włosa, który wydostał się z kucyka, który zapewne rano był bardzo dobrze ułożony.
- Zapomniałam wspomnieć, że moja córka często budzi się w nocy. Drapie się do krwi przez sen, a gdy zwykle poczuje ból budzi się i zaczyna krzyczeć - powiedziała kobieta bardzo nieśmiało. Była już zapewne tym bardzo wyniszczona. Nie dziwie się jej.
- Dobrze, zapewnimy jej bezpieczeństwo w ciągu nocy - odpowiedziałem z uśmiechem mówiącym, że wszystko będzie dobrze.
- Dziękuje, czytałam o panu opinie, które są bardzo dobre dlatego tutaj przysłałam córkę. Mam nadzieje, że wyjdzie z tego - rzekła patrząc na podłogę. Była bardzo nieśmiała co spowodowało, że uśmiechałem się miło by ta miała więcej odwagi.
- Córka ma duże szanse, w dodatku wiele razy wyprowadzaliśmy takie osoby na prostą. Proszę się nie martwić - odpowiedziałem - niestety muszę już iść - dodałem.
- Oh... w takim razie do widzenia - powiedziała z lekkim jednak dalej nieśmiałym uśmiechem.
- Do zobaczenia - odpowiedziałem i odszedłem w swoją stronę. Miałem dziś wiele rzeczy do załatwienia, a zabranie mi cennych dziesięciu minut jest bardzo złym pomysłem. Wyjąłem telefon i wybrałem numer do sekretarki.
- Czy Pan Ohman już jest? - zapytałem od razu idąc w kierunku mojego biura.
- Tak, czeka w pańskim gabinecie. Zaniosłam mu niedawno kawę - powiedziała. Wiedziała, że dzwonie właśnie w tej sprawie. Czy go ugościła.
- Proszę zrób i mi - rzekłem - będę za minutę - dodałem i rozłączyłem się chowając telefon do kieszeni. Wszedłem do windy i wcisnąłem przycisk z liczbą 4. Oparłem się o ścianę i przymknąłem oczy. Dziś zdecydowanie za mało spałem. Mój organizm domaga się łóżka i chwili odpoczynku. Dawałem mu jedynie kawę i energetyki. Kiedy drzwi windy się otworzyły ja wyszedłem i skierowałem się od razu do sekretarki. Odebrałem kawę, którą właśnie niosła.
- Dziękuje, już sobie poradzę. Rób swoje - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się delikatnie. Ruszyłem w kierunku drzwi do gabinetu.
- Tak Panno Derli? - zapytałem kiedy kobieta do mnie podbiegła i założyła za ucho kosmyk włosa, który wydostał się z kucyka, który zapewne rano był bardzo dobrze ułożony.
- Zapomniałam wspomnieć, że moja córka często budzi się w nocy. Drapie się do krwi przez sen, a gdy zwykle poczuje ból budzi się i zaczyna krzyczeć - powiedziała kobieta bardzo nieśmiało. Była już zapewne tym bardzo wyniszczona. Nie dziwie się jej.
- Dobrze, zapewnimy jej bezpieczeństwo w ciągu nocy - odpowiedziałem z uśmiechem mówiącym, że wszystko będzie dobrze.
- Dziękuje, czytałam o panu opinie, które są bardzo dobre dlatego tutaj przysłałam córkę. Mam nadzieje, że wyjdzie z tego - rzekła patrząc na podłogę. Była bardzo nieśmiała co spowodowało, że uśmiechałem się miło by ta miała więcej odwagi.
- Córka ma duże szanse, w dodatku wiele razy wyprowadzaliśmy takie osoby na prostą. Proszę się nie martwić - odpowiedziałem - niestety muszę już iść - dodałem.
- Oh... w takim razie do widzenia - powiedziała z lekkim jednak dalej nieśmiałym uśmiechem.
- Do zobaczenia - odpowiedziałem i odszedłem w swoją stronę. Miałem dziś wiele rzeczy do załatwienia, a zabranie mi cennych dziesięciu minut jest bardzo złym pomysłem. Wyjąłem telefon i wybrałem numer do sekretarki.
- Czy Pan Ohman już jest? - zapytałem od razu idąc w kierunku mojego biura.
- Tak, czeka w pańskim gabinecie. Zaniosłam mu niedawno kawę - powiedziała. Wiedziała, że dzwonie właśnie w tej sprawie. Czy go ugościła.
- Proszę zrób i mi - rzekłem - będę za minutę - dodałem i rozłączyłem się chowając telefon do kieszeni. Wszedłem do windy i wcisnąłem przycisk z liczbą 4. Oparłem się o ścianę i przymknąłem oczy. Dziś zdecydowanie za mało spałem. Mój organizm domaga się łóżka i chwili odpoczynku. Dawałem mu jedynie kawę i energetyki. Kiedy drzwi windy się otworzyły ja wyszedłem i skierowałem się od razu do sekretarki. Odebrałem kawę, którą właśnie niosła.
- Dziękuje, już sobie poradzę. Rób swoje - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się delikatnie. Ruszyłem w kierunku drzwi do gabinetu.
2 lut 2019
Od Ivana CD Cheryl
– Miło mi się z panem pracowało. Moja sekretarka przekaże datę następnego spotkania - powiedziała dziewczyna trochę oschle. Wyczułem to. Zdziwiłem się o to jednak nie spytałem czemu tak o to zmieniła nastawienie. Nie była to moja sprawa. Dziewczyna idealnie nadawała się na ofiarę. Powiedzmy szczerze. Szczupła, jednak przesadza z kawą. Chodź to nie problem. Skąd wiem, że przesadza? Zaschnięte kubki z kawą w zlewie oraz zapach przewagi tego napoju panujący w jej domu mówi to jasno. Nie wyczuwałem innego zapachu. Kawa wszystko maskowała. Ciekawe czy pali. Muszę się dowiedzieć. Jednak powoli. Z czasem dowiem się nie tylko czy pali. Zszedłem po schodach, które przydałoby się już umyć. Ivan nie zwracaj uwagi na takie detale. Wyszedłem z klatki i ruszyłem w stronę swojego samochodu. Wsiadłem do niego szybko i włożyłem kluczyki do stacyjki. Mój telefon zawibrował, a ja wziąłem go do dłoni i odblokowałem. Jedzie na imprezę. Idealny moment by ją poderwać. Uśmiechnąłem się jednak to było zbyt proste. Oczywiście nie chciałem nikogo podrywać. Pisaliśmy tak gdyby policja coś podejrzewała w telefonie nie ma żadnych dowodów. Idealnie. Wiesz, że nie podejdę do niej na trzeźwo. Kolejny znak. To nie ja miałem się upić tylko ona. Ben wiedział, że należy jej też coś dorzucić do drinka. Jednak nie musiałem tego pisać by on to wiedział. Damy radę to zrobić. Uśmiechnąłem się i zablokowałem telefon rzucając go na siedzenie pasażera. Zapiąłem pasy i ruszyłem by włączyć się w ruch drogowy. Trzeba jechać na zakupy na jutrzejszy obiad. Musiałem też jechać do szpitala. Miałem wizytę za trzy godziny. Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer, zatrzymałem się wreszcie na pasach.
- Dzień dobry Panie Ivanie, w czym mogę pomóc? - zapytała moja sekretarka o imieniu Iga. Dziewczyna pracuje u mnie już prawie rok i sprawuje się bardzo dobrze dlatego dalej ma pracę.
- Dzień dobry Igo. Gdybym nie wyrobił się na spotkanie zaprowadź gości do mojego gabinetu. Oczywiście przygotuj kawę i... zresztą wiesz co. Liczę na ciebie - powiedziałem i wiedziałem, że dziewczyna kiwa głową zapisując sobie kolejne zadanie.
- Dobrze, czy to wszystko? - zapytała swoim miłym i delikatnym głosem, który bardzo lubiłem. Dziewczyna nie miała tylko ładny głos. Uśmiechnąłem się i ruszyłem samochodem kiedy jakaś wycieczka szkolna wreszcie przeszła.
- Tak Igo, to wszystko. Do zobaczenia - rzekłem.
- Do zobaczenia - powiedziała, a ja rozłączyłem się, a telefon wylądował na swoim wcześniejszym miejscu. Skupiłem się więc na drodze do ulubionego sklepu. Lubiłem zdrowe jedzenie. A w danym sklepie było mi wygodniej kupować. Oczywiście był droższy jednak uważam, że patrząc na zdrowie jest tego wartę. Zaparkowałem samochód i z niego wysiadłem od razu go zamykając. Ruszyłem w stronę pobliskiej kawiarni. Wszedłem i powiedziałem cicho "dzień dobry" jak zawsze nikt nie odpowiedział. Uwierzcie nawet gdybym powiedział głośniej nikt by nie odpowiedział. Sprawdzałem to. Dlaczego więc w ogóle mówię te dzień dobry? Jestem do tego przyzwyczajony. Taki nawyk. Podszedłem do kasy.
- Dzień dobry. Poproszę kawę latte na wynos - powiedziałem, a chłopak za ladą skinął głową i wbił na kasę moje zamówienie. Dałem mu pieniądze, a resztę kazałem mu zachować. Uśmiechnął się. Jak niewiele potrzeba do szczęścia.
- Może kartę stałego klienta? Bywa Pan u nas często - rzekł robiąc moje zamówienie. Odszedłem o krok od lady gdyby ktoś chciał przyjść to stanie przed ladą nie za mną. Jest to dla mnie wygodniejsze.
- Poproszę - powiedziałem i delikatnie się uśmiechnąłem, chłopak podał mi kawę oraz kartę, którą włożyłem do etui telefonu.
- Do widzenia - rzekłem i wyszedłem z kawiarni. Ruszyłem w stronę sklepu, który był tuż obok. Zdążyłem jak zawsze wypić połowę napoju w ciągu drogi. Mimo wszystko ja także lubię kawę, jednak ograniczam ją do trzech dziennie maks. Dla kogoś może być to bardzo dużo jednak nie dla człowieka, który wcześniej pił po pięć czy nawet sześć dziennie. Wszedłem do sklepu wyrzucając prawie pusty pojemnik po kawię do śmietnika przed wejściem. Wziąłem wózek i ruszyłem wzdłuż pierwszej alejki.
~~~~**~~~~
Kiedy wychodziłem ze sklepu zaniosłem od razu zakupy do samochodu. Zauważyłem, że w tej samej kawiarni, w której byłem jest dziewczyna, u której dziś rano byłem. Wiedziałem, że kupienie papierosów będzie dobrym powodem. Stanąłem przed wyjściem i otworzyłem nową paczkę cienkich mentolowych papierosów. Większość dziewczyn ba nawet chłopaków je pali. Jeśli ona także pali to prawdopodobnie te. Kiedy dziewczyna wyszła zmarszczyła czoło widząc mnie, a ja włożyłem papierosa w usta.
- Witam panią projektantkę. Papierosa? - zapytałem wyciągając do niej paczkę.
- Dzień dobry, nie palę - powiedziała, a ja uśmiechnąłem się do siebie. Podpaliłem papierosa. Dobrze dla mnie, źle dla ciebie kotku. Oj źle.
- Co Pan tutaj robi? - zapytała, a ja wypuściłem dym ze zniszczonych już płuc.
- Mów mi Ivan. Chciałem wejść do swojej ulubionej kawiarni, jednak pierw jak widzisz palę - powiedziałem i uniosłem delikatnie dłoń, w której znajdował się papieros. Oj kochaniutka było wziąć tego papierosa. Jesteś na liście.
Cheryl?
- Dzień dobry Panie Ivanie, w czym mogę pomóc? - zapytała moja sekretarka o imieniu Iga. Dziewczyna pracuje u mnie już prawie rok i sprawuje się bardzo dobrze dlatego dalej ma pracę.
- Dzień dobry Igo. Gdybym nie wyrobił się na spotkanie zaprowadź gości do mojego gabinetu. Oczywiście przygotuj kawę i... zresztą wiesz co. Liczę na ciebie - powiedziałem i wiedziałem, że dziewczyna kiwa głową zapisując sobie kolejne zadanie.
- Dobrze, czy to wszystko? - zapytała swoim miłym i delikatnym głosem, który bardzo lubiłem. Dziewczyna nie miała tylko ładny głos. Uśmiechnąłem się i ruszyłem samochodem kiedy jakaś wycieczka szkolna wreszcie przeszła.
- Tak Igo, to wszystko. Do zobaczenia - rzekłem.
- Do zobaczenia - powiedziała, a ja rozłączyłem się, a telefon wylądował na swoim wcześniejszym miejscu. Skupiłem się więc na drodze do ulubionego sklepu. Lubiłem zdrowe jedzenie. A w danym sklepie było mi wygodniej kupować. Oczywiście był droższy jednak uważam, że patrząc na zdrowie jest tego wartę. Zaparkowałem samochód i z niego wysiadłem od razu go zamykając. Ruszyłem w stronę pobliskiej kawiarni. Wszedłem i powiedziałem cicho "dzień dobry" jak zawsze nikt nie odpowiedział. Uwierzcie nawet gdybym powiedział głośniej nikt by nie odpowiedział. Sprawdzałem to. Dlaczego więc w ogóle mówię te dzień dobry? Jestem do tego przyzwyczajony. Taki nawyk. Podszedłem do kasy.
- Dzień dobry. Poproszę kawę latte na wynos - powiedziałem, a chłopak za ladą skinął głową i wbił na kasę moje zamówienie. Dałem mu pieniądze, a resztę kazałem mu zachować. Uśmiechnął się. Jak niewiele potrzeba do szczęścia.
- Może kartę stałego klienta? Bywa Pan u nas często - rzekł robiąc moje zamówienie. Odszedłem o krok od lady gdyby ktoś chciał przyjść to stanie przed ladą nie za mną. Jest to dla mnie wygodniejsze.
- Poproszę - powiedziałem i delikatnie się uśmiechnąłem, chłopak podał mi kawę oraz kartę, którą włożyłem do etui telefonu.
- Do widzenia - rzekłem i wyszedłem z kawiarni. Ruszyłem w stronę sklepu, który był tuż obok. Zdążyłem jak zawsze wypić połowę napoju w ciągu drogi. Mimo wszystko ja także lubię kawę, jednak ograniczam ją do trzech dziennie maks. Dla kogoś może być to bardzo dużo jednak nie dla człowieka, który wcześniej pił po pięć czy nawet sześć dziennie. Wszedłem do sklepu wyrzucając prawie pusty pojemnik po kawię do śmietnika przed wejściem. Wziąłem wózek i ruszyłem wzdłuż pierwszej alejki.
~~~~**~~~~
Kiedy wychodziłem ze sklepu zaniosłem od razu zakupy do samochodu. Zauważyłem, że w tej samej kawiarni, w której byłem jest dziewczyna, u której dziś rano byłem. Wiedziałem, że kupienie papierosów będzie dobrym powodem. Stanąłem przed wyjściem i otworzyłem nową paczkę cienkich mentolowych papierosów. Większość dziewczyn ba nawet chłopaków je pali. Jeśli ona także pali to prawdopodobnie te. Kiedy dziewczyna wyszła zmarszczyła czoło widząc mnie, a ja włożyłem papierosa w usta.
- Witam panią projektantkę. Papierosa? - zapytałem wyciągając do niej paczkę.
- Dzień dobry, nie palę - powiedziała, a ja uśmiechnąłem się do siebie. Podpaliłem papierosa. Dobrze dla mnie, źle dla ciebie kotku. Oj źle.
- Co Pan tutaj robi? - zapytała, a ja wypuściłem dym ze zniszczonych już płuc.
- Mów mi Ivan. Chciałem wejść do swojej ulubionej kawiarni, jednak pierw jak widzisz palę - powiedziałem i uniosłem delikatnie dłoń, w której znajdował się papieros. Oj kochaniutka było wziąć tego papierosa. Jesteś na liście.
Cheryl?
26 sty 2019
Ivan Henry Jeson

Motto: Nie powinno się być ani trochę tchórzem. Jeżeli sytuacja tak wygląda, że należy komuś dać w szczękę i jeśli czujesz po temu ochotę - powinieneś, bracie walić i nie pytać.
Ma także rodzinne motto: Ufaj tylko rodzinie.
Ma także rodzinne motto: Ufaj tylko rodzinie.
Imię: Jego matka zawsze chciała mieć syna o imieniu Ivan, który będzie taki jak dziadek. Kiedy zobaczyła oczy chłopaka wiedziała, że to on powinien nosić te imię. Jako, że jego ojciec chciał by jego syn nazywał się Henry dostał właśnie tak na drugie. Jego matka uparła się więc on nie miał większego wyboru. Ivan jednak woli by mówi się na niego V.
Nazwisko: Dość dziwne nazwisko, które może wydawać się imieniem u nich dziedziczone jest przez wiele pokoleń z powodu iż w rodzinie zawsze musi być syn. Jego nazwisko to Jeson.
Wiek: Mężczyzna ma już 29 wiosen.
Data urodzenia: Urodził się on w jakże zwyczajnym dniu jakim jest 27 kwietnia. Dla jego rodziców jednak nie był to taki zwykły dzień jak Ivan go traktuje.
Płeć: Jest to stu procentowy mężczyzna. Nie trzeba zaglądać mu nigdzie by się o tym przekonać.
Miejsce zamieszkania: Ivan mieszka na obrzeżach miasta. Posiada domek, który jest dosłownie w środku lasu. Jego teren jest bardzo duży. Ma na własność nawet część jeziora, jest tam nie tylko piękna plaża, ale i molo, które Ivan bardzo lubi. Chłopak posiada nieduży domek patrząc na wielkość jego terenu. Cała konstrukcja ma niecałe dwieście pięćdziesiąt metrów kwadratowych. Sam dom jest w dużej mierze oszklony. Ivan bardzo lubi naturalne światło dlatego właśnie zamiast ścian stosuje szkło. Całym dom wykonany jest w nowoczesny sposób. Jego kuchnia , którą zresztą bardzo lubi i spędza tam dużo czasu jest bardzo przestronna, a jadalnia jest z nią połączona. Salon składa się w wielkiej czarnej kanapy, która okryta jest białym puchatym ręcznikiem i milionami poduszek, wielkim szklanym stołem. W tym pokoju znajduje się też dość duży telewizor i wiele półek z książkami. W całym domu chłopaka aż roi się od roślin dlatego o tym, że w każdym pomieszczeniu jest chociaż jedna paprotka nie będę wspominać. Prócz salonu, kuchni i jadalni na parterze znajduje się jedynie toaleta, która jest cała biała. Na piętrze znajduje się jedna wielka sypialnia dla Ivana, która połączona jest z łazienką i z garderobą oraz jeden pokój gościnny w razie gdyby ktoś chciał u niego spać. Na poddaszu znajduje się jego prywatne małe kino, z którego rzadko korzysta z powodu iż jego czas jest zbyt cenny. Czytając ten opis nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się o zamiarach Ivana, nawet gdy wejdziemy do piwnicy jest wszystko okay. Zwykła piwnica jak mają inni, jednak za pewnymi drzwiami za jedną z wielu szaf jest przejście gdzie chłopak ma pełno lodówek i zamrażalek.
Orientacja: Ivan na pewno nie czuje pociągu do mężczyzn. Jako dziecko zastanawiał się czy może kiedyś zmieni orientacje, jednak od tej chwili nic się nie zmieniło. Ivan dalej jest heteroseksualnym mężczyzną.
Praca: Jest to nie tylko właściciel psychiatryka, dobry hazardzista ale i idealny sprzedawca ludzkiego mięsa, które zwykle sam zdobywa. Jest także częstym gościem na uczelniach by tam dawać wykłady jednak pracuje tam tylko w niektóre weekendy i zwykle na cztery godziny maks. Prócz tego najprawdopodobniej odziedziczy po ojcu kilka księgarni jednak Ivan nie wie czy wyrobi się z całym zamieszaniem.
Charakter: Ivan jest to spokojny chłopak, który zwykle nie zachowuje się źle. Typowy dżentelmen i pomocny mężczyzna, który dla wielu babci, które przeprowadza przez pasy jest idealnym synem czy wnuczkiem. Henry oczywiście zna wszystkie zasady savoir vivre. Każdy w szpitalu uważa, że założył on go ze względu na to by pomagać innym. Prawda oczywiście jest inna. Pacjenci bardzo często umierają, najczęściej ci, którzy nie mają rodziny. Ivan nie wie co to za dziwny zbieg okoliczności.
Chłopak pod warstwą dżentelmena i dobrego syna kryje psychopatycznego morderce. Widząc Ivana nigdy nie powiedziałbyś, że on skrzywdził chociażby muchę. No niestety jednak chłopak umie ukrywać zbędne emocje jakie na nim ktoś wywiera. Jego mina może mówić jedno, a drugie może czuć, za to trzecie robić. Chłopak zna także techniki manipulacjami innymi. Jeśli czegoś chce będzie próbował to dostać. Najprawdopodobniej ty dowiesz się o tym gdy Ivan już będzie bardzo blisko zdobycia tego, a ty nie przeszkodzisz mu w tym. Jednak powiedzmy prawdę, nie zawsze wszyscy są idealni tak? Henry także popełnia błędy, które próbuje maskować. Zwykle mu się udaje, jednak tutaj zataczamy niekończące się koło jakim jest "nie zawsze jestem idealny".
Ivan mimo swoich psychopatycznych myśli dba o swoją rodzinę i bliskich. Nie pozwoli by stała się im krzywda. Więc mimo jego psychopatycznych zachowań jest to uczuciowy mężczyzna, który potrafi kochać ale i nienawidzić. Chłopak miał kiedyś pewną sytuacje w swoim życiu, która uświadomiła mu, że nie należy ufać ludziom. Nie ważne ile ich znasz. Ufaj tylko rodzinie. Bo to ona cię nie zostawi. Taki przekaz ma ich rodzinne motto. Chłopak bardzo się go stosuje. Dlatego nie oczekuj tego, że Ivan zaufa ci po kilku godzinach. jest ostrożny. Zresztą gdyby nie był już dawno by go złapali. Ten chłopak ma po prostu głowę. Umie wyjść z większości sytuacji cało. Oczywiście w jakimś momencie ta noga mu się osunie jednak on zrobi wszystko by nikt nie brał tego na serio lub po prostu zignoruje swoją wypowiedź lub czyn. jeśli ktoś spyta on ma już wymyśloną idealną wymówkę. Henry nigdy nie panikuje. A raczej nigdy nie można po nim tego zobaczyć. Nauczył się wyrażania uczuć
Przejdźmy do charakteru psychopaty, który drzemie w Ivanie bardzo głęboko. Wychodzi on na światło dzienne zazwyczaj dwa razy w tygodniu. Przecież chłopaka musi mieć świeże jedzenie, jeszcze się zatruje czy coś. Ivan może czekać no dobry moment bardzo długo. Jest cierpliwy, jednak powiedzmy szczerze. Chłopak nie ma zbyt dużo czasu na pierdolenie się w tańcu. Ma więc ludzi, którzy często wykonują jego polecenia. Henry prosi o szczegóły, czy dana osoba nie kaszle, nie pali, czy nie ma problemów z alkoholem, no i oczywiście nie lubi tłustego mięsa. Prócz tego, że jest ciężkie do zabrania lub złożenia w jakiś sposób winy na morderce (ma informacje od swoich ludzi, w jaki sposób zabijani są ludzie przez co w ten sposób ich zabija, zabiera to co chce) zresztą tłuszcz trzeba wypalić.
Mimo to przypomnę, że Ivan jest dżentelmenem, który zawsze chętnie ci pomoże. Dlatego jest to idealny przykład na wnuczka, syna i męża.
Chłopak pod warstwą dżentelmena i dobrego syna kryje psychopatycznego morderce. Widząc Ivana nigdy nie powiedziałbyś, że on skrzywdził chociażby muchę. No niestety jednak chłopak umie ukrywać zbędne emocje jakie na nim ktoś wywiera. Jego mina może mówić jedno, a drugie może czuć, za to trzecie robić. Chłopak zna także techniki manipulacjami innymi. Jeśli czegoś chce będzie próbował to dostać. Najprawdopodobniej ty dowiesz się o tym gdy Ivan już będzie bardzo blisko zdobycia tego, a ty nie przeszkodzisz mu w tym. Jednak powiedzmy prawdę, nie zawsze wszyscy są idealni tak? Henry także popełnia błędy, które próbuje maskować. Zwykle mu się udaje, jednak tutaj zataczamy niekończące się koło jakim jest "nie zawsze jestem idealny".
Ivan mimo swoich psychopatycznych myśli dba o swoją rodzinę i bliskich. Nie pozwoli by stała się im krzywda. Więc mimo jego psychopatycznych zachowań jest to uczuciowy mężczyzna, który potrafi kochać ale i nienawidzić. Chłopak miał kiedyś pewną sytuacje w swoim życiu, która uświadomiła mu, że nie należy ufać ludziom. Nie ważne ile ich znasz. Ufaj tylko rodzinie. Bo to ona cię nie zostawi. Taki przekaz ma ich rodzinne motto. Chłopak bardzo się go stosuje. Dlatego nie oczekuj tego, że Ivan zaufa ci po kilku godzinach. jest ostrożny. Zresztą gdyby nie był już dawno by go złapali. Ten chłopak ma po prostu głowę. Umie wyjść z większości sytuacji cało. Oczywiście w jakimś momencie ta noga mu się osunie jednak on zrobi wszystko by nikt nie brał tego na serio lub po prostu zignoruje swoją wypowiedź lub czyn. jeśli ktoś spyta on ma już wymyśloną idealną wymówkę. Henry nigdy nie panikuje. A raczej nigdy nie można po nim tego zobaczyć. Nauczył się wyrażania uczuć
Przejdźmy do charakteru psychopaty, który drzemie w Ivanie bardzo głęboko. Wychodzi on na światło dzienne zazwyczaj dwa razy w tygodniu. Przecież chłopaka musi mieć świeże jedzenie, jeszcze się zatruje czy coś. Ivan może czekać no dobry moment bardzo długo. Jest cierpliwy, jednak powiedzmy szczerze. Chłopak nie ma zbyt dużo czasu na pierdolenie się w tańcu. Ma więc ludzi, którzy często wykonują jego polecenia. Henry prosi o szczegóły, czy dana osoba nie kaszle, nie pali, czy nie ma problemów z alkoholem, no i oczywiście nie lubi tłustego mięsa. Prócz tego, że jest ciężkie do zabrania lub złożenia w jakiś sposób winy na morderce (ma informacje od swoich ludzi, w jaki sposób zabijani są ludzie przez co w ten sposób ich zabija, zabiera to co chce) zresztą tłuszcz trzeba wypalić.
Mimo to przypomnę, że Ivan jest dżentelmenem, który zawsze chętnie ci pomoże. Dlatego jest to idealny przykład na wnuczka, syna i męża.
Hobby: Prócz hazardu, czytania i oczywiście biegania chłopak ma bardzo szeroki zakres zainteresowań. Dajmy przykład jego kochanych zwierzątek. Chłopak uwielbia zwierzęta, w szczególności duże koty. Jeśli miałby więcej czasu zapewniłby sobie jeszcze większe zwierzątka niż pumy jednak patrząc na jego pracę nie jest w stanie. Ivan bardzo lubi swój szpital psychiatryczny nie tylko ze względu na łatwy dostęp do mięsa ale także lubi psychologie. Chłopak pomógł wielu ludziom. Nie jeden, a kilkadziesiąt pacjentów wyszło z czteroletniego psychiatryka będąc innymi ludźmi. Mimo wszystko chłopak ma wielki wkład, a co za tym idzie i serce.
Ivan bardzo lubi sport, oczywiście nie ma na to dużo czasu jednak chłopak dobrze się odżywia i powoli buduje swoją masę mięśniową.
Uwielbia czytać, chłopak nie potrzebuje dużo snu dlatego często przed snem musi przeczytać choć rozdział książki.
Ivan bardzo lubi sport, oczywiście nie ma na to dużo czasu jednak chłopak dobrze się odżywia i powoli buduje swoją masę mięśniową.
Uwielbia czytać, chłopak nie potrzebuje dużo snu dlatego często przed snem musi przeczytać choć rozdział książki.
Aparycja|
- wzrost: Chłopak ten mierzy aż 191 centymetrów.
- waga: Ivan waży osiemdziesiąt sześć kilogramów. Ma poprawną wagę.
- opis wyglądu: Pierwsze co rzuca nam się w oczy jest jego zarost. Chłopak goli go co jakiś czas jednak woli siebie w takim o to wydaniu. Przejdźmy jednak do kolejnej rzeczy charakterystycznej u Ivana to oczywiście oczy. Mimo swojego zwyczajnego jakim jest brąz można zobaczyć, że nic nie wyrażają. Nie emanują ciepłem ani zimnem. Są neutralne. Nigdy nie wyrażają uczuć. Nie zobaczyć w nich typowych błysków. Nie tylko oczy ma brązowe jednak i włosy, które dopełniają wszystko. Jego kości policzkowe są dość dobrze widoczne jednak nie wystają za bardzo, wręcz idealnie. Jego sylwetka jest wysportowana jednak chłopak nie ma bardzo dużych mięśni. Są widoczne, wystarczy dotknąć by poczuć jednak Ivan nigdy nie chciał być typowym kulturystą. Chłopak ma dość długie palce, a co za tym idzie duże dłonie. Często nosi rękawiczki, prócz tego zwykle ma na sobie garnitur lub koszule. Dość rzadko chodzi w bluzach czy zwykłych bluzkach.
- pozostałe informacje: Chłopak prócz kilku blizn i jednego tatuażu nie ma innych znaków szczególnych. Jednak chłopak o swych bliznach bardzo lubić nie mówi, dlatego nie będę tu ich przytaczała. Powiedzmy więc o jednym małym tatuażu, który dla Ivana znaczy dość wiele. w jego rodzinie symbol ten robiony jest na osiemnaste urodziny, co oznacza, że przynależy on do rodziny.
- głos: ReTo - Papierosy
Historia: Gdy Ivan oraz Gen się urodzili zmieniło się dość dużo w życiu Jesonów. Prócz tego, że wreszcie ktoś dostał imię po dziadku to w rodzinie było o dwójkę członków więcej w rodzinie. Ben był bardzo szczęśliwym ojcem do czasu, aż nie zaczęły się problemy. Odstawił dzieci na bok, a wtedy pojawił się Ivan, z którym mały Henry miał bardzo dobre kontakty. Kochał dziadka całym sercem. Nawet kiedy stał się nastolatkiem zawsze zwracał się o pomoc do niego, a nie ojca. Ivan bardzo dobrze się uczył w przeciwieństwie do swojej siostry, której naprawdę chciał pomagać jednak ta nie chciała pomocy. Siostra popadała powoli w alkohol, papierosy, po kilku latach i w narkotyki. Ivan chciał ją od tego odciągnąć, przecież byli bliźniakami, kochał siostrę mimo tego, że była dla niego często niemiła, nie zważał na sytuacje. Kiedy skończyli pełnoletność Gen wyprowadziła się od razu do swojego chłopaka, Ivan nie przepadał za nim jednak stwierdził, że skoro jego siostra jest szczęśliwa z nim to może uda się ją wyprowadzić z tego nałogu. Chłopak w miedzy czasie spróbował także ludzkiego mięsa, które dał mu dziadek. Powiedział mu, że on jest wreszcie gotowy, że wybrał swojego następce, bo jego syn (Ben) nie był w stanie zjeść tego o to dania. Ivan oczywiście zjadł, dopiero w czasie posiłku dowiedział się co je. Okazało się być to ludzkim mięsem, mimo to chłopakowi bardzo smakowała dlatego nie przejął się tym. Ivan zapisał swojego wnuka na sztuki walki, Henry do dziś jest bywalcem na treningach, jednak z powodu braku czasu niestety coraz rzadziej. Ale przypomnijmy sobie o siostrze Ivana, która w wieku dwudziestu jeden lat niestety przedawkowała. Następnie wypadek Fiony był kolejnym ciosem dla chłopaka. Pomścił matkę czekając oczywiście na odpowiedni moment. Najgorszym za to ciosem była śmierć dziadka. Henry przez wiele tygodni nie wychodził z domu. Dopiero po budowie szpitala chłopaka trochę się ogarnął. Znów zaczął wychodzić, zakupił dwie pumy, o których zawsze marzył, a te małe siostry wtedy dawały mu chęć do wstania z łóżka. Dlatego traktuje je jak rodzinę. Chłopak wiele przeżył, wielu zabił, wielu zjadł, wie co to znaczy, że coś od środka cię niszczy. Ivan od sześciu lat mieszka w Avenley River na posiadłości, która należała do jego dziadka. Oczywiście ten spisał na niego nie tylko ten "kawałek" ziemi. Jednak Ivan wynajmuje ją innym przez co ma dodatkowy dochód.
Rodzina: Zacznijmy może od początku.
Fiona Jeson - matka Ivana. Kobieta o dużym sercu. Jednak w wieku 54 lat musiała opuścić ten świat ze względu na wypadek jaki miała. Henry wspomina ją bardzo miło. Oczywiście kierowca, który spowodował ten wypadek nagle po czterech miesiącach zniknął. Dziwne. Fiona była cudowną matką oraz żoną. Nigdy nie bywała zła, zawsze się tylko martwiła i próbowała udzielać pomocy. Wierzyła w swoje dzieci jak i męża.
Ben Jeson - ojciec Ivana. Aktualnie mężczyzna ma 59 lat i jest bardzo wymagającym człowiekiem. Ivan oczywiście spełnił jego wymagania co do tego by syn założył swoją firmę. Nie ważne jaką, padło więc na szpital psychiatryczny. Ben był bardzo zdziwiony jego pomysłem jednak uważał, że syn ma dobre serce po matce.
Genowefa Jeson - siostra Ivana, która wplątała się w narkotyki. Dziewczyna niestety przedawkowała gdy miała 21 lat. Mimo to była dobrą siostrą, urodziła się wcześniej od Henryka o kilka minut. Tak Genowefa i Ivan byli bliźniakami. Chłopak jednak nigdy o niej nie wspomina, jednak raz w tygodniu jedzie odwiedzić jej grup by z nią "porozmawiać". Ivan nazywał ją Gen.
Kanley Jeson - starszy brat Ivana, chłopak ma normalną pracę jaką jest leczenie zwierząt. Tak jest weterynarzem, Ivan rzekł by, że bardzo dobrym, a to bardzo dziwne. Bracia mają dobry kontakt jednak nie spotykają się dzień w dzień. Wolą raczej raz na miesiąc góra. Najczęściej gdy Ivan przyjeżdża z pumami.
Ivan Jeson - dziadek Henryka, który był idealny w rodziny. Był jednym z pierwszych, który aż tak pomnożył majątek rodziny Jesonów. Mężczyzna umarł niestety w wieku 82 lat z powodu drugiego udaru i wylewu. Człowiek tej jednak był bardzo surowy i wytrwały w dążeniu do swoich celów. Ivan wiele dostał od swojego dziadka, nie tylko chodzi tutaj o sprawy materiale. Jako dziadek dał mu więcej uczuć niż ojciec.
Vera Jeson - babcia chłopaka, która kończy właśnie 91 lat. Jest to kobieta, która mimo swoich lat dalej patrzy na życie optymistycznie i z uśmiechem. Nim umarł jej mąż straciła wiele szczęścia, jednak próbuje to zatuszować podnosząc swe usta w znanym nam geście. Vera cierpi na cukrzycę i oczywiście, w każdej chwili może umrzeć. Jednak pieniądze utrzymują ją przy życiu. Drogie leki, prywatni lekarze oraz całodobowe pielęgniarki.
Fiona Jeson - matka Ivana. Kobieta o dużym sercu. Jednak w wieku 54 lat musiała opuścić ten świat ze względu na wypadek jaki miała. Henry wspomina ją bardzo miło. Oczywiście kierowca, który spowodował ten wypadek nagle po czterech miesiącach zniknął. Dziwne. Fiona była cudowną matką oraz żoną. Nigdy nie bywała zła, zawsze się tylko martwiła i próbowała udzielać pomocy. Wierzyła w swoje dzieci jak i męża.
Ben Jeson - ojciec Ivana. Aktualnie mężczyzna ma 59 lat i jest bardzo wymagającym człowiekiem. Ivan oczywiście spełnił jego wymagania co do tego by syn założył swoją firmę. Nie ważne jaką, padło więc na szpital psychiatryczny. Ben był bardzo zdziwiony jego pomysłem jednak uważał, że syn ma dobre serce po matce.
Genowefa Jeson - siostra Ivana, która wplątała się w narkotyki. Dziewczyna niestety przedawkowała gdy miała 21 lat. Mimo to była dobrą siostrą, urodziła się wcześniej od Henryka o kilka minut. Tak Genowefa i Ivan byli bliźniakami. Chłopak jednak nigdy o niej nie wspomina, jednak raz w tygodniu jedzie odwiedzić jej grup by z nią "porozmawiać". Ivan nazywał ją Gen.
Kanley Jeson - starszy brat Ivana, chłopak ma normalną pracę jaką jest leczenie zwierząt. Tak jest weterynarzem, Ivan rzekł by, że bardzo dobrym, a to bardzo dziwne. Bracia mają dobry kontakt jednak nie spotykają się dzień w dzień. Wolą raczej raz na miesiąc góra. Najczęściej gdy Ivan przyjeżdża z pumami.
Ivan Jeson - dziadek Henryka, który był idealny w rodziny. Był jednym z pierwszych, który aż tak pomnożył majątek rodziny Jesonów. Mężczyzna umarł niestety w wieku 82 lat z powodu drugiego udaru i wylewu. Człowiek tej jednak był bardzo surowy i wytrwały w dążeniu do swoich celów. Ivan wiele dostał od swojego dziadka, nie tylko chodzi tutaj o sprawy materiale. Jako dziadek dał mu więcej uczuć niż ojciec.
Vera Jeson - babcia chłopaka, która kończy właśnie 91 lat. Jest to kobieta, która mimo swoich lat dalej patrzy na życie optymistycznie i z uśmiechem. Nim umarł jej mąż straciła wiele szczęścia, jednak próbuje to zatuszować podnosząc swe usta w znanym nam geście. Vera cierpi na cukrzycę i oczywiście, w każdej chwili może umrzeć. Jednak pieniądze utrzymują ją przy życiu. Drogie leki, prywatni lekarze oraz całodobowe pielęgniarki.
Partner: Nie był z nikim dłużej niż pół roku więc raczej wątpię by pojawiło się tutaj jakieś nazwisko.
Potomstwo: Ivan mimo swojego wieku nie posiada dzieci, jednak uważam, że to bardzo dobry wybór.
Ciekawostki: Chłopak gdy skończył dziewiętnaście lat spróbował ludzkiego mięsa nawet o tym nie wiedząc. Bardzo mu posmakowało | Był narkomanem | Ma uczulenie na pyłki | Nienawidzi smaku niesłodzonej herbaty | Kiedyś miał myśli samobójcze oraz ciął się, od dziesięciu lat tego nie robi jednak widząc coś ostrego nieraz ma ochotę przejechać ostrzem po skórze | Ma obrzydzenie do tofu | Uwielbia odcienie brązowego oraz kolor czarny | Zwykle pije zielone herbaty | Nie słodzi kawy | Pije mleko tylko 1,5% z powodu iż z większą ilością tłuszczu jest zbyt słodkie | Co dwa dni biega ze swoimi zwierzętami, gdy on ma przerwę one bawią się same |
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: Ivan prócz wielu rybek w akwarium, które wbudowane jest w ścianę w salonie posiada dwie pumy domowe. Neo jest z wyglądu słodka i puchata jednak kot ten nie za bardzo lubi obcych ludzi przez co często wytwarza pozory ataku. Lubi straszyć innych jednak jeszcze nigdy nie zaatakowała gdy nie było takiej potrzeby. Neo bardzo lubi wychodzić na spacery, dlatego właściciel biega zawsze rano z tymi jakże pięknymi istotami. Puma mimo iż bardzo lubi aktywność często gdy już się położy to pod żadnym pozorem się nie odsunie. To ty musisz przesuwać ciężkie cielsko tej czterolatki, która gdy się obudzi spojrzy tylko na ciebie i znów pójdzie spać.
Neo ma także swoją siostrę o imieniu Jena ta niestety nie jest już tak miła. Samica może i wydaje się spokojna gdy leży na kanapie w salonie jednak gdy tylko wstanie i syknie nie wydaje się być taka miła. Jej jedno spojrzenie może sprawić, że nie podejdziesz do niej. A jej postawa wzbudza strach. Puma jednak zwykle jest spokojna, no chyba, że zrobisz jej lub Ivanowi, a co gorsza Neo krzywdę. Istota ta wyłapuje, każdy dźwięk, nie przejdziesz obok niej niezauważony. Jeśli jesteś nieznajomym i wszedłeś do domu bez zaproszenia najprawdopodobniej daleko nie zajdziesz. Jena gdy dostanie polecenie wykona je bez żadnego sprzeciwu. Czteroletnia puma jest dla Ivana bardzo potulna jednak kiedyś jako młoda sprzeciwiała mu się i chciała dominować. Niestety zdała sobie sprawę, że jest niżej w hierarchii.
Neo ma także swoją siostrę o imieniu Jena ta niestety nie jest już tak miła. Samica może i wydaje się spokojna gdy leży na kanapie w salonie jednak gdy tylko wstanie i syknie nie wydaje się być taka miła. Jej jedno spojrzenie może sprawić, że nie podejdziesz do niej. A jej postawa wzbudza strach. Puma jednak zwykle jest spokojna, no chyba, że zrobisz jej lub Ivanowi, a co gorsza Neo krzywdę. Istota ta wyłapuje, każdy dźwięk, nie przejdziesz obok niej niezauważony. Jeśli jesteś nieznajomym i wszedłeś do domu bez zaproszenia najprawdopodobniej daleko nie zajdziesz. Jena gdy dostanie polecenie wykona je bez żadnego sprzeciwu. Czteroletnia puma jest dla Ivana bardzo potulna jednak kiedyś jako młoda sprzeciwiała mu się i chciała dominować. Niestety zdała sobie sprawę, że jest niżej w hierarchii.
Pojazd: Chłopak posiada jeden samochód, na który oczywiście sam zarobił jest to Chevrolet Camaro.
Kontakt:Katfrin. (kropka na końcu)
Subskrybuj:
Posty (Atom)