Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samuel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samuel. Pokaż wszystkie posty

30 lis 2019

Listopadowa czystka

LISTOPADOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANDREA
ANGELICA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
CHLOE
DEARDEN
EKATERINA
HYOLYN
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
ROSALIE
VERONICA
VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JAMES
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SAMUEL
SCOTT
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

14 paź 2019

Samuel Weston


Źródło: Pinterest, Steven Blake
Motto: Szalony zawsze odnajdzie się w świecie, świat nie zawsze poradzi sobie z wariatem.
Imię: Można powiedzieć, że imię to coś co jest niezbędne. Cóż, Samuel tak nie uważa. Dla niego, imię to zwyczajna wizytówka, plakietka którą nadaje się innym, aby nie zapomnieć że tamten idiota z gimnazjum ma na imię Harry, a tamta blondyna to Emily. 
Nazwisko: Tak samo jak z imieniem, nazwisko to tylko formalność bez które można się obejść, jednak każdy musi jakieś mieć. W tym przypadku, nazwisko brzmi Weston.
Wiek: Samuel Weston przeżył już trochę, jednak nie jest stary. Liczy zaledwie 25 lat. 
Data urodzenia: 06.06
Płeć: Mężczyzna 
Miejsce zamieszkania: Samuel, mieszka w dużym przestronnym apartamencie. Można by pomyśleć, że mężczyzna w jego wieku nie może sobie pozwolić na mieszkanie w luksusach, jednak dzięki swojemu ojcu, oraz "dorabianiu" na handlu narkotykami, zebrał całkę dobre pieniądze, dzięki czemu żyje jak król. Ma to co chcę, a jeśli nie ma, to sobie bierze. Kto zabroni bogatemu?
Wracając do apartamentu, cała przestrzeń jest w kolorach ciemnych, takich jak różne odcienie szarości, czy czerń. Znajdują się tu też akcenty kolorystyczne w postaci barwy turkusowej. Mieszkanie jest nowoczesne, urządzone przez najlepszych architektów. Można powiedzieć, że takiego drugiego mieszkania nie ma. 
Orientacja: Heteroseksualny bez wątpienia. 
Praca: Trener personalny
Charakter: Aby poznać Samuela, należy wejść w jego strefę komfortu. A tam, nikt nie ma wstępu co oznacza, że nikt nie zna prawdziwego Westona. Od zawsze na pierwszy rzut oka może wydawać się małomówny, oraz oderwany od świata, jednak mimo to wyróżnia się wielką inteligencją. Z łatwością wszystko zapamiętuje, więc ciebie też zapamięta. 
Nie jest rozmowny, jednak słucha i to lepiej niż myślisz. Słucha wszystkiego, a potem dowiaduje się o tobie tego, czego nie powiedziałeś. Ma od tego ludzi. Na pierwszy rzut oka, jeśli jesteś osobą o sprawnym umyśle, zobaczysz że to mężczyzna spod ciemnej gwiazdy. I będziesz miał rację. 
Samuel jest przebiegły, groźny oraz... umie manipulować ludźmi, jeśli czegoś chcę to to dostaję, nie ważne o kogo chodzi. Nie trzeba wspominać, że ma dobre "kontakty" z małoletnimi mieszkańcami Avenley River, jako diler narkotykowy. Doi z tych dzieci wszystko, a potem i tak wysyła swoich ludzi aby poturbowali kupującego. A przecież, nikt nie pójdzie na policję, ze strachu przed Westonem. 
Jednak mimo licznych wad, rodzina widzi w nim zwykłego człowieka. Otóż, przy rodzinie oraz przyjaciołach, w Samuelu budzi się kilka ludzkich odruchów, broni słabszych oraz bawi się z młodszą siostrą którą kocha nad życie. 
Jak każdy, sam Samuel nie jest robotem i potrafi się wzruszyć, czy wybuchnąć. Nikt nie jest skałą. 
Mężczyzna nigdy nie udawał nikogo, jednak czując presję ze strony ojca stał się tym kim jest. Nie lubi rozmawiać o uczuciach i o sobie z obcymi, nie łatwo też zawiera nowe znajomości. Jest jednak cierpliwy, dlatego dorabia jako korepetytor z matematyki.
Hobby: Cóż, można powiedzieć że nikt nie wie o zainteresowaniach Samuela. Nigdy nie chwali się tym, jednak uwielbia wszelkie sporty co dobrze widać po jego budowie ciała. Oraz zawodzie jaki wykonuje.
Aparycja|
- wzrost: Samuel ma 190 cm.
- waga: Waży 75 kg.
- opis wyglądu: Samule Weston, wygląda jak milion innych mężczyzn na ulicy. Wydaje się przyjazny, miły oraz.... niewinny. 
I nie można się dziwić takim odczuciom. Samuel wygląda jak niewinny nastolatek, a to tylko mu pomaga. Zaczynając od twarzy, Weston ma nieco owalną twarz, którą zawsze zdobi delikatny, nieco złowrogi uśmiech który powoduje dreszcze. Nieco krzywy nos od licznych bijatyk, można go zobaczyć z sporymi okularami zerówkami. 
Samuel jest wysoki, oraz dobrze zbudowany. Na jego ciele kryje się kilka tatuaży, a jasna karnacja upodabnia go trochę do zjawy. 
Kiedy go widzisz, nie możesz powiedzieć, że nie zwraca na siebie uwagi.
Jeśli chodzi o ubiór, Weston ubiera się zwyczajnie. Zwykle widać go w zwykłym podkoszulku, jeansach i adidasach, w zimę za to nosi czarną kurtkę oraz takiego samego koloru buty. Samuel robi wszystko, aby nie wyróżniać się ubiorem, a mógłby ubierać się w najdroższe rzeczy w Avenley.   
- pozostałe informacje: Posiada kilka tatuaży na plecach, oraz ramionach. 
- głos: Głos Samuela jest niski, czasem słychać w nim chrypę. Można powiedzieć, że głos to jedna z rzeczy, która pociąga w nim dziewczyny.
Historia: Dwadzieścia pięć lat temu, w Avenley River głośno było o niejakiej rodzinie Weston, ale nikt nie mówił o nich głośno. Jak można się spodziewać, ludzie bali się owej licznej rodziny. Kiedy na świat przyszedł Samuel, wszystko się zmieniło. Ojciec chłopaka postawił wszystkich na nogi, a młody Samuel był lepiej pilnowany niż wszelkie gwiazdy kina czy muzyki. 
Młody Weston dorastał, obracając się w nieprzyjemnym towarzystwie. Kiedy zaczął liceum, wszyscy zobaczyli jego umiejętności manipulacji, a nawet w dziedzinie matematyki czy innych przedmiotów ścisłych. Sama nauka, nie sprawiała mu problemu. Lata mijały, a on coraz bardziej angażował się w życie kryminalne rodziny. Pierwszą osobę, zabił mając 18 lat, tylko w samoobronie. 
Teraz, Samuel mieszka sam w wielkim apartamencie, żyjąc z dilerki narkotykami oraz korepetycji z matematyki. W końcu, trzeba zachowywać pozory.
Rodzina: 
Richard Weston - Ojciec, mąż, oraz partner w brudnych interesach. To idealne słowa, którymi można opisać tego czterdziestoletniego mężczyznę. Mimo swojej "kariery" stawia rodzinę ponad wszystkim. Zwłaszcza swojego syna, który jako jedyny zdołał wniknąć w sam środek zawodu całej rodziny Weston oraz jej partnerów. Richard jest surowy, oraz bezwzględny. Jednak, kocha swoją żonę oraz dzieci, a dla swojej siostry gotów jest zabić. Co nie znaczy, że nie robi tego na co dzień.
Rosalie Weston - Matka, żona oraz pani domu. Matka Jacoba, Evangeline i Samuela, oraz żona Richarda. Stara się nie wnikać w interesy męża, nawet jeśli nie są to czyste interesy. Robi wszystko, aby wychować dzieci na porządnych ludzi, mimo, że sama pochodzi z gangsterskiej rodziny, nie chcę tego samego dla najmłodszych dzieci, Evangeline oraz Jacob'a. Z przerażeniem patrzy na swojego najstarszego syna, Samuela widząc co młody mężczyzna robi z swoim życiem. Dalej ma nadzieję, że jej syn zakocha się oraz zmieni swoje życie.
Evangeline Weston - Dziesięcioletnia córka Rosalie oraz Richarda, siostra bliźniaczka Jacoba oraz młodsza siostrzyczka Samuela. Jest idealnym przykładem słodkiej dziewczynki. Evangeline nie rozumie co robi jej tata, ani dlaczego nie wolno jej rozmawiać z ludźmi w mundurach. Jest jednak szczęśliwa, kiedy co dwa tygodnie do domu wraca Samuel - jej kochany starszy braciszek. Dziewczynka owinęła sobie Samuela wokół palca, a ten chcąc aby miała wszystko, spełnia jej każdą zachciankę.   
Jacob Weston - Dziesięcioletni syn Rosalie oraz Richarda, brat bliźniak Evangeline oraz młodszy brat Samuela. Chłopiec jest zupełnym przeciwieństwem swojej siostry. Jest cichy, małomówny oraz trochę odizolowany. Boi się przyjaciół swojego ojca, rozumie że jego rodzina robi coś, czego nie powinna jednak nie rozumie co. Kocha jednak swoich rodziców oraz brata, czasem brakuje mu uwagi z ich strony, bo całe zainteresowanie zabiera jego siostra, Evangeline.
Partner: Samuel był w kilku związkach, jednak nie było to nic poważnego. Nie znalazł idealnej kobiety dla siebie, a nie szuka też na siłę. Uważa, że miłość tylko go osłabi, przez co będzie tak samo jak z jego ojcem. 
Potomstwo: Nie, Samuel nie posiada dzieci.
Ciekawostki: -
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: Samuel posiada psa rasy Dobreman. Deamon to uważny, oraz agresywny pies. Nienawidzi obcych, jedyną osobą której się słucha jest jego właściciel, Samuel oraz Richard Weston. Deamon jest z Samuelem od pięciu lat, jednak mimo to, dalej pies zaskakuje mężczyznę. 
Pojazd: BMW M240i Coupé
Kontakt: zbuntowana.michaela@onet.pl

30 wrz 2019

Wrześniowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.08-30.09 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.07-14.08 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.07, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANGELICA
BRIANNE
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS
CHARLIE
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
EKATERINA
ELISE
HARPER
HYOLYN
IDA
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSALIE
SOFIA
SUTTON
TAYLOR
VERONICA
VICTORIA
WANDA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
BILLY JOE
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
FELIX
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
NIVAN
NOAH
SAMUEL
SCOTT
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER

19 cze 2019

Od Samuela cd. Odeyi


            Odeya zaczęła wypytywać matkę o różne rzeczy, których ja – zwykły gangster z okolicy – nie rozumiałem. Jednak w pewnym momencie, zadzwonił do mnie telefon, kiedy na wyświetlaczu zobaczyłem znane mi słowo „Mama” poczułem ukłucie niepokoju.
            - Mamo? Co się dzieje, rzadko do mnie dzwonisz. – Ledwo skończyłem swoje zdanie, a od razu zdałem sobie sprawę, że mama płacze. Spiąłem się – Mamo, co się dzieje?
            - Sammy, proszę przyjedź do domu… tatę zabrali do szpitala, boje się jechać sama, proszę przyjedź. – Prosiła mnie o to jeszcze chwilę, cały czas zanosząc się żałosnym szlochem. W tamtej chwili, miałem wrażenie, jakbym przestawał oddychać.

22 maj 2019

Od Samuela cd. Odeyi


Do domu wróciłem dopiero rano, mimo, że Odeyę i jej siostrę odstawiłem stosunkowo wcześniej poprzedniej nocy. Wszedłem do mieszkania z trudem, ale już ktoś tam był. W środku stał mój ojciec, matka oraz dobry znajomy – osobisty lekarz mojej rodziny.  Nie mogłem mówić, ból był tak silny, że ledwo trzymałem się na nogach. Tata i Brian pomogli mi podejść do kanapy, na której mnie usadzili. Oparłem się o poduszki ciężko oddychając. Brain, natychmiast zabrał się do roboty. Koszulkę którą miałem na sobie bezceremonialnie rozciął nożyczkami, a potem zaczął grzebać w mojej ranie. Tata przypatrywał się temu, mnie jednak najbardziej zmartwiły wory pod jego oczami.
- Tato? Wszystko dobrze? – Ledwo mówiłem, jednak udało mi się wydusić z siebie kilka słów. Ten tylko uśmiechnął się lekko, po czym usiadł obok mnie i poklepał po plecach, przyglądając się pracy Briana. Po godzinie, lekarz zaszył moją ranę i owinął mój brzuch bandażami.
- Dziękuję Clinton – Powiedziałem, a ten tylko pokręcił głową – Co?
- Richardzie, zabierz żonę. Musze pogadać z twoim synem sam na sam. – Tata bez słowa pokiwał głową po czym wyszedł z mieszkania, mama tylko pocałowała mnie w czoło na co ja wywróciłem oczami. – Samuelu, tak nie może być. Za często się widujemy.
- Uwzięli się na mnie, co ja poradzę? Ja…
- Sam, tym razem było blisko. Rozumiesz? Wiem, że chcesz się wykazać i pokazać, że jesteś godzien bycia następcą ojca, ale nie zostaniesz nim, będąc martwy młody. Jesteś dla mnie jak syn, znam cię od dziecka. Martwię się o ciebie. Jak dalej tak pójdzie, będę zmuszony zakazać ci akcji w terenie.
- Nie zrobisz mi tego.
- Założymy się?

4 maj 2019

Od Samuela cd. Odeyi


                - Odeya, bardzo cię lubię ale już nie żyjesz – Odwróciłem się w jej stronę, łapiąc pędzel którym posługiwała się Jane, zamoczyłem go w farbie i chlapnąłem na dziewczynę. Ta zareagowała piskiem, oraz otarciem twarzy. Starałem się zachować powagę, jednak nic z tego. Dziewczyna miała na twarzy zielone smugi, śmiałem się jak nienormalny. Kiedy Odeya wpatrywała się we mnie morderczym wzrokiem, ja sam uśmiechałem się triumfalnie.
                Nie trzeba długo myśleć, że zrodziła się bitwa na farbę, gdzie zarówno Odeya jak i wyglądaliśmy koszmarnie, ale świetnie się przy tym bawiliśmy. W pewnym momencie po prostu złapałem dziewczynę w pasie i uniosłem do góry, na co ona znów zaczęła krzyczeć i wymachiwać nogami. Po pewnym czasie, oparłem się o ścianę ręką patrząc na Odeyę. Dziewczyna próbowała zabić mnie wzrokiem, ale ja tylko uśmiechnąłem się szeroko.
                - Co? Tylko ja miałem być zielony? – Odeya tylko odwróciła się a ja pokręciłem głową i wróciłem do malowania. Po chwili jednak znów poczułem na sobie spojrzenie dziewczyny, odwróciłem się w jej kierunku i uniosłem brew – No, o co chcesz zapytać?
                - Bardzo bolało? – Odeya podeszła do mnie bliżej i przejechała dłonią po jednym z tatuaży na ramieniu. Wzruszyłem ramionami.
                - Kiedy jesteś przyzwyczajony do bólu od raz postrzałowych, to ból spowodowany igłą z tuszem nie jest tak straszny. Ale oczywiście, każdy jest inny. Mnie nie bolało wcale. – Odeya widocznie chciała coś powiedzieć, ale do pokoju weszła jej siostra, a ja usłyszałem tylko jak bierze głęboki oddech.
                - Jak wy wyglądacie! Odeya, znowu wpadłaś na jeden z swoich genialnych pomysłów? – Uśmiechnąłem się, jednak nic nie powiedziałem. Moja rozmówczyni odwróciła wzrok, a ja spojrzałem na Jane – Przepraszam cię za moją siostrę.
                - Przestań, sam mam młodszą siostrę, całe w farbach kończę przynajmniej dwa razy w miesiącu. – Spojrzałem na Odeyę – Idź się umyć, ja to dokończę.
                - Słyszałaś Oddy? Samuel sam to dokończy, poza tym, musimy porozmawiać – Odeya westchnęła zrezygnowana, jednak wyciągnięta przez siostrę wyszła z pokoju. Ja sam szybko zabrałem się ponownie do pracy.
                Samemu, szło mi znacznie szybciej. Skończyłem malowanie ścian i zabrałem się za sufit, kiedy przyszła do mnie Jane, najwyraźniej skontrolować jak idą prace. Uśmiechnęła się, po czym zwróciła do mnie.
                - Samuelu, może się czegoś napijesz? – Spojrzałem na nią i pokręciłem głową – Nalegam, naprawdę.
                - Przepraszam Jane, ale chcę to skończyć i muszę jechać do domu. Jutro mam pogrzeb mojego przyjaciela.
                - Przykro mi – To były ostatnie słowa jakie powiedziała do mnie, bo chwilę potem usłyszałem tylko jej podniesiony głos – Odeya, musimy poważnie pogadać.
                Po kolejnej godzinie, wszystko było pomalowane. Byłem zadowolony z efektu, aż przypomniało mi się, jak remontowałem własne mieszkanie. Nawet nie wiedziałem, kiedy zrobiło się tak późno. Wyszedłem z pokoju i dołączyłem do dziewczyn, nie musiałem nic mówić. Jane od razu załapała, że malowanie skończone.
                - Naprawdę ci dziękuje za pomoc. – Odeya wywróciła oczami, a Jane zgromiła ją wzrokiem – Łazienka jest tam, jeśli chciałbyś się wykąpać.
                - Cóż, w takim stanie ciężko pokazać się innym. – Od razu skierowałem się do łazienki, gdzie zmyłem z siebie całą farbę.
                Przyglądając się sobie w lustrze, po raz kolejny zastanawiałem się, dlaczego większość ludzi którzy znają i mnie i mojego ojca, mówią, że jestem jego kopią. Wyszedłem z łazienki. Usłyszałem też coś, czego najpewniej nie powinienem.
                - Odeya, nie tłumacz się jak dziecko. Jesteś zaręczona, a ciągnie cię do tego chłopaka. Naprawdę myślisz, że to w porządku wobec Tobiasa? – Wchodząc do kuchni, odchrząknąłem i Jane natychmiast przestała mówić. Odeya nawet na mnie nie spojrzała w pierwszej chwili. Po raz kolejny poczułem jak Odeya przygląda się moim tatuażom. Uśmiechnąłem się do dziewczyn.
                - Miło mi było, ale muszę już uciekać. Cieszę się, że mogłem pomóc. Polecam się na przyszłość .
                - Nie zostaniesz na kolacji? Napracowałeś się dzisiaj, nie mam sumienia puszczać się do domu o pustym żołądku.
                - Dzięki, ale odmówię. Ja… muszę coś jeszcze załatwić na mieście. Jeśli chcecie, mogę was jeszcze podrzucić do domu.
Odeya?

Od Samuela cd. Odeyi


            Spojrzałem na Torii, dziewczyna właśnie otarła oczy i uśmiechnęła się do mnie, kiwając głową. Odpowiedziałem jej tym samym.
                - Gdzie jesteście?
                - Knajpa Lancastera, mają najlepsze naleśniki – Zaśmiałem się, jednocześnie wychodząc z mieszkania Torii. – Za ile możemy się ciebie spodziewać?
                - Nie wiesz jak jeżdżę? Będę za pięć minut – Rozłączyłem się i wsiadłem do auta. Było mi żal Torii, miałem nadzieję, że sobie poradzi. Poza tym, pogrzeb ukochanej osoby nie jest łatwy. Czy kiedyś moja rodzina będzie musiała pochować mnie, w równie młodym wieku? Patrząc na dom mojego przyjaciela, uśmiechnąłem się tylko. Tyle imprez się tu odbyło. Po chwili, z piskiem opon ruszyłem z miejsca, znalezienie dziewczyn nie było trudne.
                Odeya stała oparta o maskę samochodu, rozmawiając z siostrą. Najwyraźniej już z odległości poznawała warkot silnika mojego auta, bo odwróciła się pokazując siostrze w moją stronę. Upewniłem się, że nic nie jedzie i zjechałem obok nich, po czym otworzyłem drzwi z przodu.

2 maj 2019

Od Samuela cd. Odette


                Nie byłem przekonany, jednak coś mi mówiło, że dziewczyna  nie odpuści. Westchnąłem, po czym zgasiłem silnik i wysiadłem z samochodu. Idąc za Odette, cały czas się rozglądałem. Ukradkiem wyjąłem też broń i trzymałem ją w dłoni. Było ciemno, szybko mogłem ją schować. Nie ukrywałem tego, że byłem spięty. Kiedy Odette otworzyła drzwi do pokoju, schowałem broń za pasek. Nie ukrywałem już przed nią, że ją noszę ze sobą, w końcu i tak widziała jak zabijam człowieka.
                - Dobra, siadaj. Zaraz to oczyszczę – Wywróciłem oczami. Zdjąłem z siebie koszulę, dopiero teraz zauważyłem, jak wielka była plama krwi. Usiadłem na łóżku, dalej jednak nie opuszczało mnie przeczucie, że dzisiejszy dzień, to tylko początek. Wiedziałem tylko to, że nie mogłem wrócić do mieszkania. Wyjąłem telefon.
                - Stary, poszukaj Daemona na mieście. Te skurwysyny ścigały mnie przez całe miasto, do tego była ze mną dziewczyna. Tak, ona. Słuchaj, potrzebuję dla niej obstawy, nie chcę aby ją odstrzelili. Tak, dobra dzięki. Bez gadania masz u mnie kolejkę na najbliższej imprezie.  
                Odette nic nie mówiła, podeszła do mnie z apteczką i usiadła obok. Spojrzała na mnie przepraszająco, tylko skinąłem głową a dziewczyna przyłożyła do rany wacik. Zacisnąłem zęby, jednak nie poruszyłem się. Chwilę potem, rana była już obandażowana. Siedziałem na łóżku z zamkniętymi oczami, oddychając głęboko. Szybko jednak mi przeszło, zerwałem się na równe nogi i zabrałem koszulę, którą już chwilę potem miałem na sobie.
                - Kim jesteś? Co to za ludzie? Co tu się dzieje…
                - Odette, mówiłem ci, że nie mogę ci powiedzieć. Sama musisz poszukać. Podpowiem ci tylko, żebyś szukała nazwiska Weston. Muszę iść.
                Wyszedłem z budynku bardzo szybko. Równie szybko odjechałem w kierunku mojego mieszkania. Musiałem zobaczyć co tam zrobili, czy Daemon zdołał uciec, a może coś mu się stało. Kiedy wjechałem windą do mieszkania, nie było tu zbyt źle. Kilka rzeczy było potłuczonych, jednak psa nigdzie nie było. Wtedy też ktoś zapukał do drzwi, a po chwili wbiegł przez nie pies.
                - Daemon! – Uśmiechnąłem się, kiedy pies podbiegł do mnie zaczął lizać mnie po twarzy – Czyli jednak mnie tolerujesz potworze. – Jeden z moich kumpli stał w drzwiach uśmiechając się, ale szybko zniknął. Ja za to, zabrałem się za sprzątanie. Eh, kolejna noc nie przespana. Włączyłem muzykę, zupełnie nie przejmowałem się tym, że sąsiedzi nie mogą spać. Zasnąłem dopiero po szóstej rano.
***
                Przez kolejne dwa dni miałem spokój. Musiałem odpocząć po atakach, więc nie wychodziłem z domu. Głównie to spałem, jednak czasem zdarzyło się, że wyszedłem z psem na spacer, kilka razy odwiedzili mnie znajomi oraz mój ojciec który bardzo się przejął tym, co się działo. Mogłem się domyślić, że prędzej czy później o wszystkim się dowie. Długo musiałem mu tłumaczyć, że nic mi nie jest i że może wracać do domu.
                Jednak, drugiego dnia ktoś długo próbował do mnie dodzwonić. Nie odbierałem, byłem prawie pewny kto to jest, a nie chciałem z nią rozmawiać. Siedziałem właśnie na kanapie oglądając jakiś głupi serial, kręcąc głową z niedowierzaniem, że takie gówno jest produkowane. Przecież tam nie było nic prawdziwego o mafii. Daemon podniósł się z legowiska i zaczął ujadać pod drzwiami. Wstałem z kanapie i w mgnieniu oka otworzyłem drzwi po czym bez słowa, wciągnąłem do środka Odette, po czym jak gdyby nic wróciłem na kanapę a Daemon podreptał za mną.
                - Co cię tu sprowadza Odette? – Nie patrzyłem na nią, doskonale wiedziałem po co przyszła. Chciała abym odpowiedział jej na pytania, lub dowiedziała się o mnie trochę i teraz chciała ze mną o tym pogadać. Stała tam gdzie ją zostawiłem.
                - Wiem kim jesteś…
                - W końcu, więc kim jestem?
Odette?

Od Samuela cd. Victorii


                Wzruszyłem ramionami i podszedłem do sztang kilka kroków dalej. Tak naprawdę, nie było one dla mnie wyzwaniem, ćwiczyłem często i tak naprawdę nudziłem się tu, nie było żadnego wyzwania. Przypatrywałem się chłopakom, dziś robiłem tu za… można powiedzieć, za trenera nowych nabytków. Przechodziłem wokół nich, i cały czas poprawiałem. Jakoś w połowie ich pierwszego ćwiczenia, do siłowni wpadła reszta. Przywitałem się z każdym, nie zbyt przejmując się ćwiczącą tu dziewczyną, zacząłem rozmawiać o dostawach. Spóźniała się już dwa dni.  
                - Samuel, daj mi jeszcze dzień. Mam małe problemy i…
                - Jaki jeden dzień stary. Towar miałem dostarczyć tym małolatą już dwa dni temu, naprawdę myślisz, że będą tyle czekać? Nie chcę, aby zmienili dostawcę.
                Czułem na sobie wzrok Victorii, najwyraźniej nie była zadowolona z tego, czego się dowiedziała. Ale tak naprawdę dużo mnie to nie obchodziło. Załatwiałem swoje interesy, a to było ważniejsze. Poza tym, właściciel tego miejsca i tak miał wyjebane na to, co robię.
                Siedziałem tam jeszcze pół godziny po czym wyszedłem i ruszyłem do rodzinnego domu. Byłem zaproszony na kolację do rodziców, co jak dla mnie było stratą czasu. Jednak, cieszyłem się na spotkanie z Evangeline i Jacobem, z ojcem trochę mniej po ostatniej kłótni. Jednak, spędziłem tam dokładnie cały wieczór, oraz całą noc, bo jak zwykle, kolacja w moim domu nie mogła skończyć się inaczej niż piciem wódki z własnym ojcem.
Victoria?
Wybacz, że takie krótkie :/


Od Samuela cd. Odeyii


                - Nie chcesz wiedzieć, dlaczego dziewczyny głupieją przy mnie – Szepnąłem jej na ucho, przechodząc obok po czym otworzyłem drzwi i wpuściłem dziewczynę do baru. Kiedy już znaleźliśmy się w środku, nic nie mówiąc stanąłem przy ladzie.
                - Piwo poproszę
                - Ja mam ochotę na coś świeżego, zaskocz mnie – zwróciłem się do barmana. Ten tylko pokiwał głową, po czym wyciągnął rękę po pieniądze. Zanim Odeya zdążyła wyjąć swoje, ja wrzuciłem mu w dłoń avary. – Reszty nie trzeba.
                - Miałam zapłacić za siebie – Dziewczyna oburzyła się, a ja tylko podszedłem do niej i położyłem dłoń na jej ramieniu, śmiejąc się głośno.
                - Mówiłaś, że mi postawisz. Więc, postawisz drugą kolejkę.
                Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie bawiliśmy się bardzo dobrze. W barze było mnóstwo ludzi, a ja dobrze znałem to miejsce. Kiedy na zegarze wybiła godzina dwunasta, zgasły światła lamp a zapaliły się kolorowe światełka kul dyskotekowych. To miejsce nie zmieniło się ani trochę od czasów mojego dzieciństwa. Już po chwili wszyscy tańczyli pijackim krokiem. Ja i Odeya siedzieliśmy dalej przy barze.

29 kwi 2019

Od Samuela cd. Odeyi


                Tego dnia, mój ojciec zadbał o to, aby na spotkanie przygotował mnie cały szwadron jego ludzi. Jego fryzjerki biegały koło mnie, jak koło dziecka a mi się to nie podobało. Z resztą, styliści nie byli lepsi. Po dwóch godzinach, marzyłem tylko o tym, aby iść spać. Jednak, w końcu skończyli a ja mogłem się przejrzeć w lustrze. Stanąłem przed ogromnym lustrem, a z tyłu stała cała ekipa. Nie wyglądałem źle, jednak to nie byłem ja. Wiedziałem jednak, że dziś nie powinienem być sobą. Nie dziś wieczór. Nagle, do pokoju wszedł ojciec, zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się delikatnie, po czym wyprowadził mnie z pomieszczenia, do salonu. Nie czułem się dobrze w tych ubraniach, ale musiałem się przemęczyć.
                - O mój boże, Sammy – Mama podeszła do mnie, po czym po prostu wpadła mi w ramiona. Odwzajemniłem przytulenie, a po chwili przybiłem też żółwiki z młodymi. Evangeline uśmiechała się szeroko, przyglądając mi się bacznie.
                - Jesteś przystojny braciszku – Uśmiechnąłem się. Nie miałem pojęcia, jak to jest, że ona jako jedna  z niewielu osób, zajęła tak szczególne miejsce w moim życiu. – Bardzo, bardzo przystojny.
                - Wątpiłaś w to, panno Evangeline Weston? – Uśmiechnąłem się szeroko i podniosłem ją do góry. Sama dziewczynka zaczęła przebierać nogami oraz rękami, a po chwili naszą zabawę przerwał ojciec.
                - Samuelu, Taylor cię zawiezie i przywiezie i… - położyłem mu rękę na ramieniu.
                - Tato, proszę cię. Prowadzę lepiej od Taylora, sam mogę się zawieść. To nie jest znowu tak daleko tato. – Mężczyzna popatrzył na mnie z widocznymi wątpliwościami. Zawsze łamałem zasady rodzinny, nawet co do zarabiana na życie. Po krótkiej wymianie zdań, zgodził się, abym pojechał sam.

6 lut 2019

Od Samuela cd. Odeyi

                            - Hm? Ah, tak jest dobrze – Uśmiechnąłem się w jej kierunku. Myślałem o wiadomości którą dostałem kiedy Odeya wyszła do łazienki. Zastanawiałem się, czego może chcieć Carter, mój przyjaciel. Nie widziałem go już od dziesięciu lat, a teraz nagle znów pojawił się w mieście. Musiał się w coś wpakować. Albo, coś przeskrobać. Znów uciekł z więzienia? Odpaliłem samochód, nie mówiąc nic więcej dziewczynie.
                Kiedy podjechałem pod jej dom, poczułem dziwne ukłucie. Spojrzałem na Odeyę, a kiedy ta dostrzegła mój wzrok, odwróciłem się w kierunku jej domu. Usłyszałem jak otwiera drzwi, nie pożegnałem się z nią. Mój wzrok przyciągnął ten sam facet co wczoraj. Wybiegł na przywitanie Odeyi, jednak odsunąłem szybę.
                - Odeya – Dziewczyna zatrzymała się w półkroku, odwracając twarzą do mnie. Jej facet stanął jak wryty gdy mnie zobaczył – Uważaj na siebie. Poza tym, sprawdź kieszenie. Gdybyś potrzebowała pomocy, po prostu mnie znajdź – Ostatnie słowa wypowiedziane przeze mnie, zanim zasunąłem szybę były groźbą. Groźbą, którą kierowałem do owego boksera. Nie wiedziałem jak ma na imię, dużo mnie to nie obchodziło, ale jeszcze tego samego dnia miałem jego teczkę na biurku. Po chwili, odjechałem z piskiem opon. Oby dała sobie z nim rade.
                Jadąc w kierunku meliny, miejsca gdzie za dzieciaka zawsze spotykałem się na libacje alkoholowe z przyjaciółmi, moje myśli krążyły wokół kilku tematów. Carter, to co wczoraj widziałem, oraz Odeya. No właśnie, nie podobało mi się to, co dziewczyna ze mną robiła. Nawet ja dostrzegłem, że przy niej nie jestem sobą. A to, mi się cholernie nie podobało. Podjeżdżając do garażu, spojrzałem tylko na budynek. Drzwi miał zabetonowane, tak samo jak okna na dole. Jedyną drogą do środka, była wspinaczka po wystających cegłach. Podwinąłem rękawy i zacząłem się wspinać. Dzięki bogu, że nie zaprzestałem treningów.
                W środku, wszystko wyglądało tak jak dziesięć lat temu. Brudne ściany, powybijane okna które pozabijaliśmy deskami, oraz stare, rozklekotane meble. Na kanapie, spał nie kto inny, niż mój rudowłosy przyjaciel, Carter McCall. Podchodząc do niego, potrząsnąłem nim. Zerwał się na równe nogi. Stan w jakim go zobaczyłem, nie wróżył nic dobrego. Był wysoki, ale niższy ode mnie, kiedyś widoczna muskulatura, teraz zanikła a zastąpiły ją kości.
                - Samuel! Jezu, Weston! Byku nic się nie zmieniłeś, tak się cieszę że… - Założyłem ręce na piersi. Wtedy umilkł – Dobra, nie będę owijać w bawełnę i od razu powiem o co chodzi, bo wiem, że lubisz konkrety. Hannah.
                - Hannah? Ta twoja laska? Co z nią?
                - Stary! Jestem winny spor sumę pieniędzy, nie mam za co żyć, ani co jeść, a do tego ci wariaci porwali Hannah! Od kiedy moi starzy skończyli z gangsterką, nie mogę prosić ich o pomoc. Tylko ty przyszedłeś mi do głowy, musisz mi pomóc Samuelu. Znamy się od…
                - Przedszkola. Tak, masz rację. Ale ja nic nie muszę Carter. – Usiadłem na jednym z foteli. Zapomniałem już, jaki tu był syf. McCall wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem – Znikasz na dziesięć lat, potem dostaję tylko listy z paki, a teraz kiedy nagle czegoś chcesz, to wracasz niczym kundel z podkulonym ogonem. Gdzie byłeś, kiedy chcieli mnie zamykać w poprawczaku za twoje wykręty co?         
                Carter otworzył szeroko oczy. Miałem go dość, a dopiero wrócił. Wstałem na równe nogi po czym skierowałem się do wyjścia – czyli jedynego okna tutaj. Nagle usłyszałem jak coś wali się na ziemię.
                - Sam, proszę cię! Wyszedłem pół roku temu, dowiedziałem się, że Hannah jest w ciąży! Jeśli oni coś zrobią jej i dziecku, nie będę mógł już spokojnie żyć. Ja… mam tylko ją Sam. Wiem, że chujowo zrobiłem stary, ale… znam cię. Nie jesteś taki zimny, jak każdemu się wydaje. Wystarczy aby zobaczyli cię z Evangeline. Spróbuj mnie zrozumieć! – Carter klęczał przede mną i rękami na mojej nodze. Był zrozpaczony, a ja wiedziałem kiedy mówił prawdę. Miałem się nie zgodzić, ale pomyślałem o mojej rodzinie. Czy gdyby ich spotkało coś podobnego, czy gdyby zostali porwani, nie szukałbym pomocy w każdym?
                Odpowiedź była tylko jedna – Owszem. Szukałbym pomocy. Nawet kosztem własnego życia. Przejechałem dłońmi po twarzy.
                - Kto. – Carter spojrzał na mnie zapłakanymi już oczami – Kto porwał Hannah?
***
                Jeszcze tej samej nocy zwołałem ludzi. Musieliśmy obmyślić plan. Jedno było pewne, Carter zostaje u mnie w domu. A ja idę na akcję. Siedziałem w biurze ojca, wraz z pięcioma innymi chłopakami. Byli najlepsi. Cały dzień szpiegowali porywaczy. Dalej nie wiedzieliśmy, kto to jest.
                - Cały dzień nie ruszali się z tego budynku. Ale widziałem dziewczynę. Zakradłem się pod przykrywką dostawcy pizzy. Dziewczyna tam jest, żyje w całkiem sporych luksusach, ale widać, że nie jest szczęśliwa. Siedziała przywiązana do grzejnika, aż płakała gdy błagała mnie o pomoc.
                - Ilu ich jest?
                - Pięciu w środku, dwunastu na zewnątrz. Nie wiem komu podpadł Carter, ale sam by sobie nie poradził. Odstrzeliliby go.
                - Dlatego, on zostaje tutaj. Nie jest w stanie latać z bronią.
                - Masz plan Sam?
                - Jeszcze nie, ale obserwujcie ich dalej. Czuję, że niedługo wydarzy się coś, co rzuci nowe  światło na tą sprawę. Znam Cartera, a on zwykle myślał milion razy przed każdą decyzją. Cośmi tu śmierdzi, nie wiem jeszcze co, ale coś tu nie gra.
***
                Minęło dwa dni od mojego spotkania z Carterem, oraz ostatniego kontaktu z Odeyą. Teraz jednak, moją głowę bardziej zaprzątała właśnie Odeya niż sprawa mojego przyjaciela. Wiedziałem już całkiem sporo o niejakim Tobiasie, narzeczonym Odeyi z przymusu. Ciekawe ile osób wie, że miał sprawę za rozbój. Kiedy siedziałem w salonie, przeglądając programy, podszedł do mnie ojciec i rzucił mi na kolana kopertę. Bez słowa otworzyłem ją.
„Drogi Panie Weston, zgodnie z nasza umową, chciałbym omówić naszą współpracę przy kolacji u nas w domu, w najbliższą sobotę o godzinie dwudziestej. Mam nadzieję, że pan przybędzie.
Z poważaniem, Daniel Michaels”
                - Co to jest? Zaprosili cię na kolację? – Spojrzałem na ojca, który teraz pił kawę idąc powoli w stronę kanapy. Uśmiechnął się.
                - Tak, ale ja mam już plany. Ale, taka współpraca, nie może przejść nam koło nosa, więc to ty tam pójdziesz. W końcu, kiedyś to ty staniesz na czele rodziny Westonów, kontynuując rodzinną tradycję.
                - Rozumiem. Zrobię wszystko, aby cię nie zawieść tato. – Nagle przyszedł mi sms. Eliot. Już czas – Wybacz, ale dostałem info. Wchodzimy, odbijamy dziewczynę i wracamy. Nie chcę nie potrzebnych komplikacji, więc muszę tam być.
                - Samuelu? – Zatrzymałem się tuż przy drzwiach, trzymając już pistolet, oraz zapasową broń – nóż. Zawsze może się przydać – Uważaj na siebie synu.
                To były ostatnie słowa mojego ojca, które usłyszałem tego dnia. Wyszedłem z domu gotowy na wszystko, ale na pewno nie na to, czego doświadczyłem. To miała być szybka akcja, jak potem się okazało, pozostało wiele rannych, a ja sam byłem jednym z nich. Po raz kolejny.
                Podjechałem z chłopakami pod dużą, nowoczesną kamienicę. Mieszkanie numer pięć. Poczekaliśmy chwilę, co dwa dni wywozili gdzieś dziewczynę, a potem wracali. Czekaliśmy na nich w mieszkaniu, ukryci za różnymi meblami. Tylko ja, jako organizator, siedziałem na kanapie czekając na gospodarzy. Oprócz mnie, w mieszkaniu było dwóch innych, reszta miała zająć się tymi na zewnątrz. Kiedy drzwi się otworzyły, do pomieszczenia wpadła zmaltretowana dziewczyna. Kiedy uniosła wzrok, aż zaczęła płakać. Nie wiedziałem czy z radości, czy smutku. Wiem, że kiedy jej oprawcy mnie zobaczyli, stanęli jak wryci.
                - Weston? C-co ty tu robisz? – Głos był mi znany. Twarz też. Tobias Black, młody gangster z sąsiedniego miasta, ostatnio osiedlił się tutaj. Czyli Carter wcale nie był tak daleko od nas. – Szukasz guza?
                - Ja nie, ale ty tak młody. Nie wiesz jak traktuje się kobietę? Matka nie nauczyła dobrych manier? – Podszedłem do niego, kilka kroków starczyło aby się wystraszył. Nie miał doświadczenia. Wyjął broń i zaczął celować mi w głowę. Kiedy oddał pierwszy strzał, z pokoju obok wybiegli chłopcy. Jeden z nich, Pablo, złapał jednego za rękę wywalając go tym samym na ziemię, ja za to, złapałem Tobiasa. Ale nie przewidziałem jednego. Noża.
                Przeszywający ból brzucha, a następnie ciepła krew skapująca na podłogę na chwilę odebrało mi świadomość. Był wystraszony, nawet bardzo skoro od razu postanowił użyć noża. Zatoczyłem się do tyłu, mimo rozmazanego obrazu, wyjąłem broń i strzeliłem Tobiasowi prosto w twarz. Nie wiem gdzie trafiłem, bo już chwilę potem usłyszałem inny strzał. Słyszałem tylko jak coś głucho wali w podłogę, oddałem kolejne dwa strzały. Cała trójka porywaczy leżała teraz na podłodze, a ja nie mogłem utrzymać się na nogach. Dziewczyna siedziała przy ścianie. A koło mnie, stał Eliot, podtrzymując mnie.
                - Dzwońcie po psy. Mamy cztery trupy. Tak kurwa cztery! Nie, Sam żyje. Zadzwońcie do Torii, niech nie czeka na Pablo, bo się dziewczyna nie doczeka. Zastrzelili go.
                Chwilę potem, opuszczaliśmy mieszkanie a po dziewczynę poszli ludzie z dołu. Przeszliśmy przez plac pełen ciał, zarówno obcych, jak i mi doskonale znanych. W uszach jednak dalej odbijały mi się słowa Eliota.
„Zadzwońcie do Torii, niech nie czeka na Pablo bo się dziewczyna nie doczeka. Zastrzelili go
Odeya?

+10 PD

3 lut 2019

Od Samuela cd. Odeyi

            Uśmiechnąłem się. Evangeline jeszcze raz zbiegła ze schodów, widocznie zapomniała czegoś z salonu. Usiedliśmy z Odeyą na kanapie, dziewczyna rozglądała się po mieszkaniu z nieskrywaną ciekawością. Zaśmiałem się.
            - Pewnie nie tego się spodziewałaś, po domu gangsterskiej rodziny co? Przyznaję, jaskinia to to nie jest, ale ma tak samo wygórowane standardy – Odeya tylko uśmiechnęła się, jednak kiedy podałem jej pilota, spojrzała na mnie pytająco – Wybierz coś, ja pójdę do kuchni. Muszę coś zjeść, jesteś głodna?
            - Nie, dzięki. – odpowiedziała, szukając czegoś ciekawego w telewizji. Ja sam zabrałem się za zrobienie popcornu. Cieszyłem się, że mama wygnała bliźniaki spać, bo nigdy bym nie zjadł tego w spokoju. Kiedy po jakimś czasie wróciłem do dziewczyny, ta jednak siedziała zapatrzona w ekran telewizora. Leciał tam właśnie jakiś film, którego byłem pewien, że nie zrozumiem. Ale Odeya wyglądała na zachwyconą. Usiadłem obok niej, i nim się spostrzegłem, jej ręka wylądowała w misce z moim popcornem. Spiorunowałem ją wzrokiem, jednak pop chwili zaśmiałem się i odsunąłem od niej miskę. Tym razem, to ona spiorunowała mnie wzrokiem. Przysunąłem miskę w jej stronę a ta tylko się uśmiechnęła.
            - A mówiłaś, że nie chcesz jeść – Zaśmiałem się, opierając wygodnie o oparcie kanapy. Sama Odeya przysunęła się do mnie aby mieć wygodnie sięgać po jedzenie. Spędziliśmy tak większą część filmu, jednak w pewnym momencie zacząłem czuć ciężar dziewczyny na sobie. Delikatnie spojrzałem na nią.
            Odeya spała, musiała być wykończona. Najpierw bankiet, potem wyjazd na urodziny, a na końcu wyjazd za Avenley. Uśmiechnąłem się. Nie miałem serca jej budzić, mimo to jednak musiałem wstać, aby odłożyć miskę. Kiedy wróciłem, zastanawiałem się czy nie iść spać do siebie, jednak kiedy pomyślałem o tym, że tata nie wie o nocowaniu Odeyi, lepiej by było, gdybym był tu cały czas. Westchnąłem po czym znów usiadłem obok dziewczyny, tym razem jednak praktycznie leżąc na kanapie. Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem.
            Z samego rana, obudziłem się pierwszy. Pierwszym co mnie zaskoczyło, było to, że Odeya leżała centralnie na mnie, wtulona w mój tors, drugą rzeczą, był koc którym byliśmy przykryci. Wiedziałem, że mama wychodziła dziś wcześnie z Evangeline i Jacobem, więc od razu skojarzyłem, że musiała nas przykryć.
            Kiedy się poruszyłem, Odeya otworzyła oczy najwyraźniej wyrwana ze snu. Chwilę leżała, nie ogarniając co się dzieje, jednak w pewnym momencie poczułem jak zaciska palce na mojej koszuli. W tym samym momencie z schodów zszedł tata. Stanął jak wryty, widząc nas w tej pozycji.
            - Samuelu? Co ona tu robi? Co tu się…. – Spojrzałem na niego z szokiem wymalowanym na twarzy, Odeya poderwała się do góry, podążając za moim spojrzeniem. – Chyba musicie mi coś wyjaśnić.
            - Tato, to nic dziwnego. Było późno, zaprosiłem Odeyę na noc, oglądaliśmy film i… zasnęliśmy. Nie ma co tłumaczyć. – Odeya nerwowo pokiwał głową. Położyłem jej dłoń na ramieniu, aby ją uspokoić, ale zdążyłem ją zabrać zanim tata to zauważył.
            - Eh… mam nadzieję, że się chociaż wyspaliście dzieciaki. Jesteście głodni? Mam nadzieję, że Odeya zostanie na śniadaniu. – Powiedział to, po czym ruszył do kuchni.
            - Zostajesz, czy chcesz wracać do domu? Mogę cię odwieźć, tylko się przebiorę. – Uśmiechnąłem się do dziewczyny, dając jej wolną rękę.
Odeya?

Od Samuela cd. Katfrin

                Zanim zdążyłem odpowiedzieć, usłyszałem odgłos podjeżdżającego samochodu. Westchnąłem. Już po pięciu minutach pojawił się Pablo oraz jego brat. Spojrzał na dziewczynę a potem na mnie. Machnąłem ręką, na znak aby się wyluzowali.
                - Samuelu, musisz iść. Pamiętaj że… - Spojrzałem na niego. – Masz zaplanowane spotkanie z Peterem. Chciałem tylko przypomnieć i….
                - Zabierz Daemona. Nie chcemy tu strzelaniny, zwłaszcza, że pewni ludzie czują się tu lepsi – Spojrzałem na dziewczynę. To nie tak, że nie szanuję wojska. Ale, nie szanuję ludzi, którzy nie szanują mnie. Dobra, kogo oszukuję, ja nie szanuję prawie nikogo.
                Dziewczyna prychnęła. Bez słowa odwróciłem się do niej plecami. Była uzbrojona, ale jakoś mnie to nie obchodziło. Odchodząc, odwróciłem się do niej po raz ostatni i uśmiechnąłem pogardliwie.
                - Lepiej uważaj, wojsko jest potężne, ale zawsze znajdzie się ktoś silniejszy. – Wtedy usłyszałem jak Pablo zaczyna krzyczeć.
                - WESTON! Jak się spóźnisz, twój przyjaciel mnie odstrzeli! – Odwróciłem się, po czym najzwyczajniej w świecie dołączyłem do przyjaciela w samochodzie. Niezbyt obchodziła mnie tamta dziewczyna.
                Jadąc do Avelney, a konkretnie do centrum, myślałem tylko o jednym. Czy mój problem udało się rozwiązać. Zapłaciłem Peterowi za usunięcie niewygodnego świadka mojej ostatniej imprezy na której zginęło sporo osób. Przypuszczałem, że sam będę musiał się tym zająć. Zaparkowaliśmy tuż pod barem. Znów zobaczyłem niejaką Cheryl. Ale to jednak ignorowała mnie tak samo jak ja ją. Siedząc z Peterem przy barze, wyglądaliśmy nieco śmiesznie. Zwłaszcza, że ostatnio nasze stosunki się pogorszyły. A wszystko przez małą bójkę w zeszłym tygodniu.
                Jednak humor poprawił się kiedy dowiedziałem się, że owy świadek leży teraz w piachu w lesie, pod jednym drzewem.  Kiedy wróciłem do Pablo, ten od razu zauważył, że wszystko poszło po mojej myśli. Nie rozmawiałem z nim, nie miałem o czym. Poza tym, widziałem że jeszcze trzymał go kac. Nie wiem skąd on ma tyle siły, aby co wieczór być w innym klubie a następnego dnia funkcjonować jak człowiek. Wysiadłem z Daemonem pod moim mieszkaniem.
                - Słuchaj brudasie, trzeba cię wykąpać ale tym razem nie odgryź mi ręki dobra? – Powiedziałem do psa, który już teraz, jakby dobrze rozumiejąc moje słowa patrzył na mnie ukazując zęby. Westchnąłem, a zaraz po tym zdjąłem koszulkę i w takim stanie ruszyłem do łazienki. Wolałem nie stracić kolejnej części garderoby.
                Jakimś cudem udało mi się wepchnąć tego ludojada do wanny, ale nawet wtedy nie przestawał walczyć. Daemon nie znosił kąpieli, ale raz na jakiś czas należało go wykąpać. Nie woziłem go też do typowych salonów, bo wtedy bez wątpienia chcieliby go uśpić. A mi pasowało to, że był agresywny. Nie raz uratował mi tym życie. Kiedy skończyłem i już chciałem go wycierać, pies wyskoczył z wanny, wpadając na mnie i przewracając mnie na zimne kafelki. Mimo wściekłości w oczach, wiedziałem że to tylko pokaz. Zaśmiałem się, a pies w mgnieniu oka złagodniał. Zaczął lizać mnie po twarzy, oraz merdać ogonem. Śmiałem się jakiś czas, aż pies zszedł ze mnie a ja wypuściłem go z łazienki. Od razu wskoczył na dywan i zaczął się wycierać i otrzepywać. Podszedłem do niego i pogłaskałem go po łbie.
                Może nie raz mnie zaatakował, ale bez niego w mieszkaniu byłoby pusto. A ja nie miałbym po co tu wracać. Usiadłem na kanapie przed telewizorem, a Daemon wskoczył obok mnie i kładąc łeb na moich kolanach, leżał tak dość długo, abym zdążył zasnąć.

   Katfrn? Wybacz, nie za bardzo wiedziałam co napisać xD       

2 lut 2019

Od Samuela cd. Odeyi

                Bawiliśmy się super. Obserwowałem jak chłopaki tańczą na stołach, jak Torii próbuje przekonać Pablo, aby nie skakał z okna. Jednak po czasie, zrezygnowana usiadła obok mnie. Wtuliła się w mój bok, chowając twarz w mojej koszuli. Widziałem zmieszane spojrzenie Odeyi.
                - Nie mam do niego siły. Sammy, proszę idź mu coś zrób, nie wiem, cokolwiek. Znów się połamie a ja będę musiała koło niego chodzić – Zaśmiałem się, po czym uśmiechając się do Odeyi wstałem i podszedłem do Pablo, który stał właśnie na parapecie.
                - Stary, opanuj się, straszysz mi nową znajomą – Wskazałem na Odeyę, Pablo zamrugał kilka razy, spojrzał to na mnie, to na nią. Po chwili jednak zachwiał się, i prawie wypadł z okna, jednak w porę złapałem go za nadgarstek. Wzniosłem oczy ku niebu. Wyłączyłem muzykę – Dobra ludzie, koniec imprezy. Gospodarz nie daje rady, poza tym, z tego co wiem dwóch z was ma dzieciaki na utrzymaniu. No, już do wyjścia wszyscy.
                Mimo sprzeciwu, i tak każdy wyszedł z domu, zostawiając w nim tylko mnie, Odeyę, Torii oraz całkowicie pijanego Pablo. Zanim wróciłem do dziewczyn, które teraz rozmawiały na kanapie, zaprowadziłem przyjaciela do sypialni. Położyłem go, w tym samym momencie, co Torii mnie zawołała. Podchodząc do nich, poczułem jak brunetka rzuca mi się w ramiona.
                - Jejku, Sammy! Jak mam ci dziękować co? Sama nigdy bym ich nie wyprosiła. Co ja bym bez ciebie zrobiła mięśniaku – Torii pocałowała mnie w policzek, widziałem jak Odeya się na nas patrzy. Pogłaskałem Torii po włosach.
                - Nie ma za co mała. Poza tym, nie mam większych mięśni od Pablo.
                - Jak to nie? Widziałam cię, chłopie mówię ci, że gdybyś tylko zdjął koszulkę każa panna jest twoja. A te tatuaże, sprawiają że nawet ja, twoja była, chętnie bym znów do ciebie wróciła. – Otworzyłem szerzej oczy, po czym odsunąłem się od Torii. Dziewczyna trochę wypiła, a po alkoholu zawsze mówiła to, co myśli.
                - Wooah, mała. Przystopuj trochę. Zerwaliśmy pół roku temu, a ja nie wracam do swoich byłych. Tak, fajnie się razem bawiliśmy, ale sama wiesz czemu zerwaliśmy. Związek z przyjaciółką z dzieciństwa był moim największym błędem i nigdy więcej go nie popełnię – Stanąłem obok Odeyi, łapią ją lekko za nadgarstek, dając znać, że wychodzimy. – Przynieś sukienkę Odeyi, okej? My też się zmywamy.
                Dziewczyna posłuchała, przyniosła sukienkę w ładnym pudełku. Podając mi je, musnęła jeszcze moją dłoń, ja jednak szybko się odsunąłem. Powinienem stąd iść, natychmiast. Trzymając mocno pudełko, dalej trzymając Odeyę za nadgarstek wyszedłem z domu. Kiedy byliśmy w samochodzie, odetchnąłem z ulgą. Kiedy moja towarzyszka zadała pytanie, zamurowało mnie.
                - Ty i… Tori? Jesteście ze sobą blisko co? – Uśmiechnęła się do mnie lekko, umiała obserwować. Zaśmiałem się, odwracając w jej stronę.
                - Byliśmy razem, ale nie wyszło. Ot, cała historia. – Spojrzałem na zegarek – Powinnaś wrócić do domu prawda? – Odeya pokiwała głową, jednak widziałem wątpliwość w jej oczach – Albo, możemy pojechać na przejażdżkę poza Avenley. Jest jedno miejsce, z którego widać całe miasto. Mogę ci gwarantować niesamowity widok.
                - No nie wiem Samuel… - Wahała się i doskonale to widziałem. Nie dziwiłem się, byłem tym złym prawda? Broń przy pasku, celowanie do jej narzeczonego. W jednej chwili przypomniałem sobie to, co zobaczyłem tuż przez wyjściem z jej domu i ręce zacisnęły mi się w pięści.
                - Słuchaj, nie mam serca zabierać cię do tamtego faceta. – Odeya spojrzała na mnie zaskoczona, po chwili jednak uśmiechnęła się blado i wlepiła wzrok w swoje dłonie. Mówiłem szczerze, widząc co on jej robił, zaczynałem się bać, że gdyby tam wróciła zatłukłby ją.
                - To miłe, że się o mnie martwisz – Uśmiechnęła się, patrząc tym razem na mnie. Odpowiedziałem jej tym samym.
                - Martwię się, bo widziałem do czego jest zdolny. To nie facet dla ciebie.
                - Nie widziałeś wszystkiego – Dziewczyna odwróciła wzrok, w tym krótkim zdaniu usłyszałem jak łamie jej się głos. Uśmiechnąłem się do niej, łapiąc ją za rękę. A dokładniej, kładąc swoją dłoń na jej. Wyglądało to nieco komicznie, bo moje dłonie były znacznie większe.
                - Więc, pozwól się uratować. Może nie jestem księciem na białym koniu, ale na pewno jestem w małym stopniu lepszy niż ten damski bokser. – Odeya popatrzyła na mnie chwilę, po czym tylko pokiwała głową. Zrozumiałem przekaz. Chwilę potem, już pędziliśmy poza granice miasta. Dopiero w połowie drogi, zdałem sobie sprawę, że dalej trzymam dłoń Odeyi. Zaśmiałem się i puściłem ją.
                Przy niej, łatwo mi było być innym. Uspokajała mnie. A to rzadka umiejętność.
                Kiedy dojechaliśmy, kazałem jej zamknąć oczy. Z wahaniem, ale zrobiła to. Otworzyła je dopiero w momencie, kiedy przed nią ukazał się widok całego Avenley. A dzięki później porze, wszystko było dobrze oświetlone. Oparłem się plecami o barierkę.
                - Lubię tu przyjeżdżać. Za młodu miałem wiele wątpliwości co do przyszłości.
                - Już ich nie masz? – Zapytała, wpatrując się w miasto.
                - Nie. Teraz, wiem że przejmę wszystko po ojcu. Szacunek już mam, wysoką pozycję też. Ale, przyznam, że przeraża mnie wizja tego, że pewnego dnia będę taki jak mój ojciec. U nas, nigdy nie wiesz kiedy stracisz życie – Pomasowałem się po ranie postrzałowej na ramieniu.
                - Chyba rozumiem o czym mówisz… - Dziewczyna posmutniała. Nie chciałem drążyć tematu, więc po prostu po raz kolejny położyłem swoją dłoń na jej, w geście pocieszenia. Staliśmy tak jakiś czas, w ciszy. Każde w swoich myślach. Nie trzeba było nic więcej dodawać. Dopiero po godzinie, czy może nawet więcej, spojrzałem na nią.
                - Chcesz wracać do domu? Zawsze możesz przenocować u mnie, obecnie zostaję do wtorku u rodziców, potem wracam do mieszkania. Naprawdę, nie mógłbym spać spokojnie wiedząc, że jesteś w domu i w każdym momencie tamten wariat mógłby wpaść do ciebie i coś ci zrobić.
                Mówiłem prawdę. Myśl o tym, że Odeya mogłaby zostać zmaltretowana przez tamtego typka, działała na mnie jak płachta na byka.  Gdybym tylko mógł, zrobiłbym cokolwiek aby chronić Odeyę. Wydawała się taka… delikatna. Przynajmniej, miało się wrażenie, że potrzebuje opieki ale nauczyłem się nie stawiać fałszywych wniosków. Ale rozmawiałem też z jej ojcem, wydawał się strasznie dobrym aktorem i byłem pewien, że jej rodzina miała wiele sekretów.  Nie powinno mnie to obchodzić, ale co mogłem poradzić. Pierwszy raz do tego stopnia bałem się o tak właściwie obcą mi osobę. Właśnie Samuelu, nawet jej nie znasz, a martwisz się o nią jak o przyjaciółkę. 

+10 PD