Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael. Pokaż wszystkie posty

31 lip 2020

Odejście

Żegnamy Michaela! 

28 lis 2019

Od Michaela do Andrei

Odrzucam kolejne połączenie, tym razem już nie sprawdzając, kto tym razem próbuje się na siłę dodzwonić. Przyznając się, to przestałem nawet się przejmować, aby odebrać, bądź choćby sprawdzić kto to. Po jakimś czasie dostawania telefonów i pytań, które próbują być neutralne, od osób w swoim otoczeniu, stało się to niemal codzienne. Kontakt jedynie można nawiązać, gdy przebywam w pracy, bo jedynie tam, oczywiście w chwili wolnego, mogę się skupić. Wieczory przeznaczam dla siebie. Dosyć zabawnie to brzmi, bo nie poświęcam sobie tyle uwagi, co butelce alkoholu. Dopóki sam to przyznaję, jest wszystko w porządku. Prawda? Pilnuję się, choć czasem tracę kontrolę. To te dni, w których potrzebuję wyjątkowego rozluźnienia. W których nawet mój sam organizm woła o chwilę odpoczynku i wytchnienia. Spanie stało się wyzwaniem, dlatego ogłuszam głowę niskoprocentowym alkoholem, bo na mocniejszy nie mam siły. Gdy w środku szumi, położenie się i zaśnięcie jest prostsze. Wtedy jednak szybko ucieka złudna pomoc i w środku nocy szukasz usilnie wody i spokoju. Nie ma szans zaśnięcia. Ona pojawia się dopiero wtedy, gdy organizm pozbywa się procentów przez całą noc. Wtedy jednak szum głowy nieubłaganie pojawia się rano. Są plusy i minusy, ale ja przynajmniej śpię. Albo stwarzam takie pozory, w każdym razie, jakaś część mnie odpoczywa z małą pomocą z zewnątrz.

3 wrz 2019

Od Michaela cd. Rosalie

Byłem pewien, że ten poranek okaże się najdłuższy, jaki przyszło mi przeżyć, nie licząc tych wszystkich poprzednich, ale okazuje się ponownie, że nic nie można zakładać zbyt szybko. Sądziłem, że potrzebuję wyciszenia, tym bardziej rozmowa z dziewczyną - zresztą niezwykle normalna, a w swojej zwyczajności, przypominająca, że przecież nadal się żyje w tym świecie - okazała się najlepiej przeżytą godziną od długiego czasu. W końcu jednak nadchodzi czas dla całej reszty. Mimo że przyjemnie mi się z nią rozmawiało, pierwszy dźwięk dzwonka przypomina zarówno mi, jak i Rosalie o naszych obowiązkach. Spoglądam na zegarek i wzdycham, gdy tylko dziewczyna mnie przeprasza i się oddala. Znowu czuję w środku znany od ostatniego czasu ucisk w piersi. Wcale nie z powodu tego, że udaję się do znanego mi miejsca pracy, ale na myśl, że spotkam tam dwa rodzaje ludzi.
Nigdy nie spędziłem tyle czasu w żadnej kawiarni, w żadnej też się nie czułem podobnie. Nie chodzi o to, że nie miałem czasu - no dobra, może jednak nie miałem czasu, albo po prostu go nie widziałem - po prostu nie czułem potrzeby przebywania tam. Kawa na wynos, wdzięczne spojrzenie ku sprzedawcy, jakby właśnie przed chwilą obdarował mnie boskim prezentem i szybki powrót do miejsca, w zależności, gdzie musiałem się udać. Zdecydowanie kofeina jest jak moja kochanka, ale zawsze lepsza świeża kawa, niż energetyk kupiony w najbliższym sklepie.
Jej słowa, choć powinny brzmieć czysto profesjonalnie, niosą w sobie nadzieje. Może nie tylko mi przydała się poranna pogadanka.

29 sie 2019

Od Michaela do Rosalie

Cały miesiąc nie byłem w stanie zmrużyć oka, ale po kilku dniach organizm już sam domaga się przynajmniej minimalnej dawki snu. W ciągu kolejnych dwóch miesięcy zdołałem poznać wszelkie bary w Avelney, porównać ich standardy ze dwa razy i obecnie jestem w stanie stwierdzić, gdzie i pod jakim względem najlepiej się udać. Skosztowałem niemal wszystkiego - tanie życie w tanich pubach. Nie wiem, na jakim etapie w życiu jestem. Jedno wiem na pewno - wszystko posypało się jak zamek z piasku.

Trzy miesiące przed
Stoję przed ostatnią nadzieją. Przed ostatnim miejscem, które mogę odwiedzić i mieć nadzieję, że uda mi się wszystko odkręcić.
Ten miesiąc był dla mnie męczarnią. Wziąłem więcej wolnego niż przez ostatnie lata, ale nie mogłem przestać jej szukać. Troskę i zmartwienie zastępował ból oraz poczucie straty. Byłoby przynajmniej minimalnie lepiej, gdybym usłyszał, że ktoś wie, gdzie ona jest, ale od każdego słyszałem to samo.
Przyjaciele także szukali, ale to zdawało się na nic. Nikt nie miał żadnych informacji, żądnych wieści, jedynie słowa, że na pewno w końcu wyjdzie na prostą. Byłem im wdzięczny, słowa dawały drobną ulgę, ale wiedziałem, że nie wyjdzie, dopóki jej nie znajdę.

29 maj 2019

Od Michaela cd. Kitty

To, co się między nami stało, chodzi za mną jak cień i nie daje spokoju. Nie wiem, czy to są wyrzuty sumienia, bo czuję się zupełnie inaczej, niż w sytuacji, kiedy po raz pierwszy pocałowałem Aimee, będąc jeszcze w związku z Ginger. Rozpadającym się na kawałki, ale obrączka na moim palcu pozostała do końca. Wtedy czułem się po wszystkim źle. Teraz żałuję czegoś innego. Żałuję, że Heather wydaje się... obojętna na to. Niedawno przyznała się, że ma kogoś na oku, a ja bez żadnego pohamowania całuję ją w sposób, w który nigdy nie powinienem. To się nie powinno zdarzyć. Być może właśnie ją zraniłem. Osobę, którą miałem chronić przed cierpieniem, której ranić nigdy nie powinienem.
- Kitty... - mówię, lecz od razu się poprawiam, wiedząc, że nie lubi, gdy w poważnych sprawach używa się jej zdrobnienia. A dla mnie jest to poważna sprawa - Heather. Zrobiłem źle, wybacz mi - przez chwile panuje cisza. Daję jej czas, bo wiem, że nie lubiła nigdy odpowiadać bez namysłu. Jej wypowiedzi są zawsze konkretne, treściwe i przede wszystkim przemyślane. Albo tak mi się wydaje.
- Nie mam ci czego wybaczać - wzrusza ramionami. Nie chcę mówić, że to mnie boli, ale czuję ukłucie. Nie widzę jej twarzy, nie widzę więc reakcji. Przez to wydaje mi się jeszcze bardziej bez znaczenia. Otwieram usta, aby dodać jeszcze parę słów, ale oblizuję wargi i przełykam w ciszy coś podobnego do porażki. Nie jestem w stanie jej nic więcej powiedzieć. Bardziej mnie jednak przeraża to, że ona nic więcej nie powie. A na to się zanosi. Chcę, aby na mnie nakrzyczała. O wiele bardziej wolałbym to niż jej spokój. Spuszczam głowę i z ogromnym wahaniem, ale mimo tego przełamując się wewnętrznie, wycofuję się powoli z dłońmi wsuniętymi w kieszenie spodni i wracam do kuchni. Spoglądam na zrobione przez nią śniadanie, ale i tak nie jestem w stanie przełknąć ani kęsa. Wzdycham i wychodzę z domu. Być może obydwoje potrzebujemy przestrzeni. Pierwsze, co robię, to kieruję się na plażę. Morze działało na mnie kojąco, uwielbiam jego szum, choć matka rzadko zabierała mnie nad nie. Dlatego też mój dom usytuowany był niedaleko plaży. Przez okno rozpościerał się szeroki błękit - w piękne dni spokojny, w burzowe szalał i czerniał, okazując swoją siłę.

3 maj 2019

Od Michaela cd. Kitty

Odpowiadam jej cichym mruknięciem. Znowu powtarzamy schemat - wyciągnij od kogoś dużo, samej nie powiedz tak naprawdę nic. Zaraz zacznę rozkładać jej wypowiedź na czynniki pierwsze, bo wcale mi się nie spodobała. Liczyłem na coś... sam nie wiem... bardziej konkretnego? Co mam powiedzieć? Boli mnie, że właściwie musieliśmy znaleźć się sam na sam, uciec z miasta, pokłócić dwa razy i wepchnąć mnie do wody, żeby dojść do momentu, w którym ona mówi mi, że kogoś ma na oku, ale się boi? Nie powie tego wprost oczywiście, ale wiem, że tak jest. Albo, że znowu ja powiedziałem jej wszystko, co leży mi na sercu, a jej odpowiedź wydawała się bardzo wymijająca? Czy ona nadal mi ufa, czy w naszej relacji zaszła zmiana, której nie zauważyłem? Nie rozumiem jej postępowania, choć bardzo staram się pojąć, gdyby tylko mi na to pozwoliła. Jest piękną i mądrą kobietą, działającą na swój cel. Ostrożna? Owszem, ale nigdy nie rezygnuje. Aż tak jej na nim zależy, że nie czuje potrzeby spróbowania? Dyskrecji jej na pewno nie brakuje, bo nawet nie wiedziałem o istnieniu domniemanego tego kogoś. Ona lubi wpędzać się w zamknięte koło, ale to cecha, która nie występowała u niej od samego urodzenia. Pojawiła się dopiero niedawno, ale jest dobrze przykrywana innymi, bardziej gwałtownymi specyfikami osobowości Heather.
- Poczekaj - łapię ją za dłoń i zamykam w swojej, tym samym jest zmuszona się do mnie odwrócić. Nie wydaje się zadowolona, jej mina wygląda na to, że jest raczej znudzona i naprawdę chciałaby już zdobyć to wino, o którym wspomniała. Nie biorę jednak tego pod uwagę, wiedząc, że zaraz ta rozmowa rozpłynie się, jak każda inna, a temat natychmiast się zmieni.
- Nie zamykaj się na mnie, proszę - gładzę delikatną skórę wierzchu jej dłoni. Staram się ukryć przestrach, że stanie się kolejną ważną osobą, którą zacznę powoli tracić. Obecnie jest jedyną, która mnie trzyma. Zawsze była. Przyzwyczajeń się nie zmienia.
- Wcale tego nie robię. Po prostu... - kręci głową i wzdycha - Jesteśmy w czasie, kiedy pewne rzeczy uległy modyfikacji - walczę, aby nie powiedzieć, że właśnie tej modyfikacji się boję, ale ostatecznie zaciskam usta i kiwam głową na znak, że przecież doskonale to rozumiem. Choć wcale tego nie akceptuję.

14 kwi 2019

Od Michaela cd. Kitty

Pocieram nadgarstek i odprowadzam Heather wzrokiem. Obserwuję, jak idzie swoim długim krokiem do domu, nie okazując swojego zirytowania. Prędzej się z nią pokłócę, niż zapomni sprawę. Łatwiej jest wysłuchać ostrych komentarzy, niż czekać na wybaczenie. Ona przyjmuje więcej rzeczy do siebie, niż sama jest tego przekonana.
Tak czy inaczej, pozostawiła mi wybór, który wydaje się dosyć oczywisty. Skoro już wyciągnęła mnie nad morze - siłą, czy też nie - nie będę marnował szansy. Znając jej zamiłowanie do układania planów i trzymania się ich, na pewno pomysł nie był spontaniczny, a nawet jeśli, to wszystko załatwiła. A skoro tak było... cholera, pewnie była też u tego gnojka. Wcale bym się nie zdziwił, jakby oznajmiła, że użyła szantażu i ewentualnie swojego uroku.
W każdym bądź razie postarała się, a teraz myśli, jakim to jestem niewdzięcznikiem. Muszę odsunąć od niej te myśli, zanim obmyśli coś ciekawszego.
Wysiadam z samochodu. Po znajdującej się w otwartym bagażniku torbie z zapewne moimi ubraniami stwierdzam, że faktycznie pomyślała o wszystkim. Zamykam auto pozostawionymi na jego bagażniku kluczykami i ruszam realizować swój plan pt. "Ugaś gorący ogień" bądź "Oswój dzikiego mustanga", jak kto woli.
Wchodzę do domu i od razu mój wzrok przykuwa błękit morza widoczny zza szklanych drzwi werandy. Wraz z tym przychodzi nostalgia i delikatna nuta sentymentalności. Opieram rękę zaraz po podejściu do oszklonej ściany salonu.
- Wybrałaś świetne miejsce - mówię, gdy tylko wyczuwam jej obecność niedaleko z tyłu. Odwracam głowę i z uniesioną brwią spoglądam na Heather. Przewraca oczami, bo doskonale o tym wie.
Rozumiem, czyli trzeba obrać inną taktykę.
Odpycham się od ściany. Chowam ręce do kieszeni swoich jeansów i podchodzę bliżej. Nie ukrywa zmęczenia po poprzedniej nocy, więc pewnie przyjechała tu także dla samej siebie. I dobrze. Może w końcu powoli zaczyna rozumieć, że zajmując się cały czas kimś innym, nie znajduje czasu dla siebie.
- Nie mam do ciebie pretensji - wyjaśniam - Chodzi mi tylko o to, że mogłaś zapytać. A ty odebrałaś to tak, jakbym co najmniej miał do ciebie o wszystko to żal.
Jej złość nieco ustąpiła. Albo po prostu przybrała inną formę, bo istotnie demoniczny uśmiech zawitał na jej twarzy przez ułamek sekundy. Zastanawiam się, czy jak obmyślała ten cały szalony plan, to przypadkiem nie wyglądała podobnie.

17 mar 2019

Od Michaela cd. Kitty

Każdy zna uczucie wewnętrznego niepokoju. Kiedy wiesz, że nie jest wcale wszystko w porządku. Tym bardziej w przypadku osoby, którą znasz przez całe życie.
Heather nie zachowuje się dziwnie. Ona jest specyficzna, ale jej inność jest pewnego rodzaju zaletą i rzeczą, która przyciąga, bo kto wytłumaczy mi zjawisko obcowania ze sobą ponad dwadzieścia lat? Wszystkie sekrety, tajemnice, dramaty, problemy, żenujące sytuacje - to wszystko było zapisywane we wspólnym pamiętniku. Wiedzieliśmy o sobie nienormalnie dużo, a czasem nawet za dużo.
Kitty nigdy siebie nie doceniała. Jej pewność siebie nie przekłada się na samoocenę. Zawsze była krytyczna wobec wszystkiego, a tym bardziej wobec swojej osoby, ale gdy tylko zacząłem temat, przedstawiła swój pogląd na tyle dobitnie, że moje zdanie było jedynie dobrym zaprzeczeniem jej jednego argumentu. Odnoszę jednak ostatnio wrażenie, że stała się bardziej wahliwa. Szczególnie w indywidualnym samopoczuciu, lecz za każdym razem, gdy pytam, czy wszystko w porządku, odpowiada twierdząco. W końcu jej się sprzykrzy i powie, że mam przestać. A ja, jak posłuszny pies, przestanę.
Być może to właśnie nasze całkiem inne osobowości pozwalają na wspólne obcowanie. Nasze charaktery są antagonistyczne, tylko niektóre cechy można przyrównać, a i tak nie osiągnie się całkowitej zgodności.
Właśnie staram się sięgnąć telefon, który zostawiłem na szafce. Alkohol jednak nie zmienia starych przyzwyczajeń. Chętnie bym zaspał, ale budzik ustawiony na dosyć wczesny alarm, definitywnie zabiera ostatnie nadzieje. Muszę się postarać, aby nie ruszyć się zbyt mocno, by nie obudzić Heather, która jakimś cudem przespała całą noc w jednej pozycji. Myślałem, że w łóżku jest bardziej... okey, to skojarzenie idzie w bardzo złą stronę, Michael. Opanuj się.
Cudem sięgam telefon i nie upuszczam go z dłoni. Wyłączam natrętny dźwięk i wypuszczam głośno powietrze. Poranne rozciąganie zawsze w modzie, jeśli tylko masz na nie czas. Głupi jestem, że jednak nie poszedłem prosić o dzień wolnego, ale chyba posiadam większą dumę, niż sądziłem. Gadanie z kochankiem byłej żony to ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę. W ten sposób pozbawiam siebie wszelkich dni wolnych. Nie czuję się też najlepiej, dlatego piszę szybką wiadomość do Dominica, wnioskując, że wcale nie będzie czuł się lepiej ode mnie. W pracy mogę być nieco później, dlatego postanawiam nie spieszyć się zbytnio, a wykorzystać czas na cokolwiek innego, bo zasnąć i tak nie zasnę.

24 lut 2019

Od Michaela cd. Odette - Walentynki [2/2]

Odchylam biały rękaw, spoglądając na zegarek. Cóż, nie mam dzisiaj konkretnych planów, więc co mi szkodzi pomóc studentce w desperacji? No dobrze, może nieco przesadziłem z określeniem jej uprzejmej prośby, której pojawienie się było dosyć logicznym następstwem wykazania się mojej wiedzy. A co do rzeczy, która może mi przeszkodzić, to mogły być to jedynie walentynki znajdujące się w moich dłoniach - o przeróżnych kształtach i kolorach, w których prym mimo wszystko wiodła czerwień i róż. Wszystko rządzi się swoimi prawami.
- Za niedługo kończę pracę. Możemy pójść coś zjeść na mieście i wtedy powiem ci wszystko, co sam wiem i odpowiem na ważne pytania - proponuję połączenie nauki z miłym spędzeniem czasu, nie biorąc pod uwagę, że i tak musiałbym pójść od razu po pracy po jakiś posiłek. To może być dobrym, a nawet jedynym momentem, w którym będę mieć cokolwiek w ustach od dłuższego czasu.
Odette unosi ramiona i uśmiecha się na znak zgody. Nie ma nic przeciwko, choć obydwoje pewnie wiemy, że do zrobienia jej "zadania domowego" jakieś miejsce do pracy jest potrzebne. W miarę spokojne. Przynajmniej w moim przeświadczeniu.
- Ale dopóki nie rozniosę tego po oddziałach, nie będziemy mieli spokoju - unoszę nieco wyżej trzymane kartki walentynkowe, na które dziewczyna spuszcza wzrok - Właściwie to urwanie głowy grozi tylko mi, ale co powiesz na przysługę za przysługę?
- Jeśli nie napiszę tej pracy, profesor pewnie i mnie nie oszczędzi, więc zgoda. Życie za życie - Odette zgina kartkę z tematem i chowa ją z powrotem do torebki. Sięga po część walentynek, zabierając mniej więcej połowę z entuzjastycznym uśmiechem.
Obydwoje ruszamy wzdłuż korytarza ku oddziałowi, na którym pracuję. Najlepiej zacząć od tej znanej części dla samego siebie, ale jeśli mnie wzrok nie myli, to będziemy musieli jeszcze zahaczyć o oddział neurologii dziecięcej, a tam rozdawanie walentynek może nam zająć więcej czasu. Choć starsi pacjenci potrafią być bardziej rozgadani niż dzieci.
- Poza tym, to ciekawe doświadczenie. Coś czuję, że nigdy taka okazja się może nie powtórzyć - zatrzymujemy się przy drzwiach do gabinetu pielęgniarek. Zanim Odette zada mi pytanie, dlaczego próbuję się tutaj dostać, zdążam jej wytłumaczyć.
- Znajdziemy dla ciebie jakiś fartuch medyczny, co by się nie przyczepili - otwieram ramieniem drzwi - I... muszę coś załatwić - posyłam jej uśmiech i wchodzę do środka.
Dziewczyna niepewnie robi krok do przodu i staje w przejściu, przytrzymując drzwi. Odkładam kartki na stolik i wchodzę w głąb pomieszczenia. Sięgam po jakiś biały żakiet medyczny, wzrokowo oceniając, czy będzie w miarę ładnie leżał. Biorę jeden z mniejszych rozmiarów i przerzucam go sobie przez rękę.
- Kradzież fartuchów też powinno się zgłaszać? - odwracam się na znajomy od niedawna dźwięk głosu młodej dziewczyny, która od niedawna jest pielęgniarką na oddziale.
Blond warkocz Aimee spływa po ramieniu, a ona sama wygląda dziś naprawdę ładnie.
- W potrzebach medycznych - przechylam delikatnie głowę w bok z poszerzającym się uśmiechem, wraz z jej coraz większym uniesieniem kącików ust - Oddam, obiecuję.

17 lut 2019

Od Michaela cd. Kitty

Już nigdy w życiu zabawy w twistera. To pioruństwo wymaga zbyt dużego poświęcenia. Za duże ryzyko uszkodzenia ważnych części ciała przez swojego przyjaciela, który spada z całym impetem na twoją rękę. A w moim zawodzie ręce to podstawa.
Pocieram obolały nadgarstek, z chytrym uśmieszkiem słuchając Doma, który oskarża mnie o oszustwo w grze. Dearden twierdzi, że nic takiego nie widziała, a ja nie przyznam się przecież, że delikatnie popchnąłem go, przez co stracił równowagę.
- A co oni dzisiaj tak się wzajemnie adorują? - Dominic uderza mnie łokciem w ramię. Najpierw spoglądam na niego, potem w kierunku Kitty i Axela wyraźnie idących w kierunku drzwi. Dobre pytanie. Nie jest to co prawda ich dziwne zachowanie, ale nie spodziewałem się wzajemnego, podwójnego kółeczka adoracji.
Odwracam z powrotem głowę i spoglądam z lekkim skrzywieniem na Doma.
- I sądzisz, że chcę to sprawdzić? - chłopak unosi delikatnie kąciki ust w dwuznacznym uśmiechu. Alkohol zdecydowanie poprawia mu humor i sprawia, że się bardziej uśmiecha (jeśli wykrzywienie ust w górę można nazwać uśmiechem), a co więcej, włącza mu się powoli tryb tajemniczego zawadiaki.
- Oczywiście, że chcesz to sprawdzić - wzrusza ramionami, jakby nie widział potrzeby odpowiadania na moje pytanie, bo jest oczywiste, że chcę - Zresztą, boję się ruszyć Dearden. Jej głowa zdecydowanie ma dość - wstaję, tym samym przyznając mu rację, że ruszanie Bee z miejsca równałoby się dyskusją, że jaka to ona jeszcze nie jest pijana.
Podchodzę powoli, obserwując, jak Axel pomaga włożyć dziewczynie buty, co wywołuje u mnie uśmiech. Zanim jednak się odezwę, tym samym dając znak swojej obecności, oglądam w ciszy, jak Kitty próbuje pospiesznie wyjść. Nie wiem, czemu jej się tak spieszy. Może jest zła, że tyle wypiliśmy?
Spoglądam na Axela, który w razie czego dałby znak, że mam sobie iść, ale odsuwa się, więc odbieram to, jak zachętę.
- Już idziesz Kitty? - odwraca się i omiata mnie wzrokiem. Czas leci szybciej, gdy ma się procenty we krwi.
- Emm... cóż... ja... - nieco się miesza, w końcu słyszę ciche mruknięcie potwierdzające. Skinieniem głowy daję znak, że rozumiem, ale rozmowa jeszcze nie jest skończona. Patrzę na Axela i uśmiecham się szerzej.
- Widzę, że nasz Axelek, jak zawsze odpowiednio się wszystkim zajął - obejmuję chłopaka ramieniem, delikatnie się na nim opierając. Moje utrzymanie równowagi jest już nieco zachwiane, ale to tylko dlatego, że ktoś wpadł na pomysł dodania szampana do tej i tak już wybuchowej mieszanki alkoholowej.
Chociaż było wiele sytuacji, kiedy w specjalnych okolicznościach mogłem się napić, to mam wrażenie, że to pierwszy raz od wielu lat, kiedy jestem naprawdę pijany. Z jednej strony czuję ogromną satysfakcję i radość, z drugiej cholernie mi się to nie podoba. Nie z powodu swoich własnych urodzin, ale w pewnym momencie alkohol nie wchodził tak dobrze, tylko dlatego, że to był specjalny dzień, ale z powodu smutku. To dziwne, że właśnie w takich momentach, moja ulubiona whisky, na którą pozwalam sobie naprawdę rzadko, smakuje najlepiej.
Uśmiecha się typowo, jak w jego zwyczaju obowiązuje i wymienia się z Heather spojrzeniem, które znają tylko oni. Od dawna widzę, że potrafią się porozumiewać nawet bez słów, jednak nie przeszkadza mi to. Kitty zachowuje się wobec Axela jak starsza siostra i możliwe, że on się odwdzięcza.

27 sty 2019

Od Michaela do Kitty

Przesuwam spojrzeniem po komodzie, na której leżą poustawiane książki. Jest nieco wybrakowana, tylko dlatego, że wszystko, co "bardziej" należało do mnie, już zabrałem. Nie chcę jednak wszystkiego, dlatego niektóre rzeczy po prostu tu zostaną. Nowy właściciel, o ile dom zostanie sprzedany, będzie mógł je wziąć i nie przeszkadza mi to. Dzisiaj jestem tu ostatni raz. Zostawiam dokumenty wraz z całym domem Ginger.
Mama nie była zadowolona z tego pomysłu, ale zdążyłem już podjąć ostateczną decyzję. Zanim zdążyła wyłożyć swoje bankowe rachunki, powiedziałem, że nawet nie zależy mi na tym domu, choć  żywię do niektórych rzeczy sentyment. Te jednak równały się ze wspomnieniami, a tym argumentem przekonałem mamę, że nie ma co żałować za dom.
Teraz moja była żona może z nim zrobić, co tylko chce.
Przez ostatni czas obchodziliśmy się ze sobą jak z jakiem. Nie prowokowaliśmy okazji do kłótni, nasze tematy do rozmów stały się wyjątkowo neutralne. To właśnie w tym domu, z którego kupna cieszyliśmy się jak nikt inny dotąd, zaczynaliśmy się dusić, co zapoczątkowało brak obecności jednego z nas.
Myślałem wiele razy nad tym, co się stanie, gdy już nie będziemy razem. Jak to wszystko może wyglądać. Nigdy jednak nie brałem pod uwagę sytuacji, że będziemy po ślubie i zdecydujemy się na ostateczny krok. Nawet gdy nasze małżeństwo zaczęło powoli stawać się fikcją, trudno było mi wyobrazić sobie nasz rozwód. To wszytko wyglądało tak idealnie na początku, a potem powoli słabło. Taka prawda, że obydwoje w końcu zrezygnowaliśmy z tego. Dopóki jedna strona ma nadzieję, nie dochodzi do takich ostateczności. Jednak, gdy ani jedno, ani drugie nie ma siły się już angażować, zrywa się nić i nic właściwie nas już nie trzyma. Doskonale wiem, kiedy zrezygnowałem. Zapamiętam ten moment do końca życia.
- To jedyne wyjście - odzywa się w końcu. Znam ten drżący ton głosu, który nie należy już do mojej Ginger. Kiwam niezauważalnie głową, bawiąc się długopisem w dłoniach.
- Jesteś pewna? - unoszę spojrzenie, ale nie napotykam jej oczu. Są skierowane, gdzieś wgłąb mieszkania. Nie wiem, czy nawet chcę patrzyć jej prosto w oczy. Czy obydwoje chcemy.
- Nie ma sensu ciągnąć tego dłużej.
- Uważasz, że nasz ślub... nasz związek nie miał sensu?
- Nie. Nie uważam tak. Wszystko ma jakiś cel, znaczenie.

23 sty 2019

Michael James Young

Na zdjęciu: Daniel Bederov
Motto: Gdyby miał tylko jedno, nie byłby sobą. Oczywiście, jego absolutnie najmądrzejsi ludzie na świecie, zwani przyjaciółmi, wymyślili mu takie coś jak "Pracuj do upadłego, a nawet i po śmierci", żartując sobie z jego niemal obsesyjnego przykładania się do zawodu. Natychmiast odpowiada "Śmiej się wraz z przyjaciółmi, tak szybko odchodzą". Żarty żartami.
Jednak za główne motto można przydzielić mu "Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu". I szczerze w to wierzy. Taki charakter. A tuż obok tego, znajduje się jego przekonanie, którego mottem już nazwać raczej nie można.
"Ludzie nie potrafią mówić. Taki już mamy zwyczaj, że w chwilach wzruszenia uciekamy się do błahych słów i mniej mówimy, niż czujemy. Boimy się powiedzieć za dużo. Dlatego brak nam właściwych słów, gdy nie wypada żartować. A nie ma nic trudniejszego na świecie niż szczerość i nie ma nic łatwiejszego niż pochlebstwo. Jeżeli w szczerości zabrzmi choć odrobina fałszu, to momentalnie zachodzi dysonans, a po nim - skandal. Jeżeli w pochlebstwie nawet wszystko jest fałszem, to jest ono równie miłe i słucha się go z przyjemnością. Mimo wszystko zełgać po swojemu – to nieomal lepsze niż powtórzyć prawdę za kim innym. W pierwszym wypadku jest się człowiekiem, w drugim tylko papugą".
Imię: Nie było wielkiego myślenia nad jego imieniem, wybierania, czy dylematów nad tym, co ono może oznaczać i jakiego człowieka przedstawia. To była spontaniczna decyzja kobiety, która nie czuła w tamtej chwili z dzieckiem żadnego przywiązania, która myśląc o powrocie do domu ze swoim synem, zaczęła płakać i powiedziała krótko, że nazwie dziecko Michael. Z tego, co się zdążył dowiedzieć, to Danielle zobaczyła imię na plakietce lekarza dyżurującego. Ot, cała historia. Imię po nieznajomym, kompletnie obcym lekarzu, który przypadkowo wszedł na salę.
Trzeba zawsze jednak pamiętać o niezwykłej pomysłowości ludzi, których się nazywa przyjaciółmi. Dlatego nawet tak zwyczajne imię, jak Michael i sama jego osoba zdobyła wiele przezwisk. Od zwykłego zdrobnienia Mike, Mikey aż po Mick, Micky, a co ciekawe, czasem zdarza się Jamie. Jest oczywiście na to wyjaśnienie. Jego drugie imię to James, nadane przez Audrey i Patricka. Miało brzmieć jak najbardziej normalnie i poważnie. Być kojarzone z człowiekiem sukcesu, będącym na wysokim stanowisku, spokojnym, z wiecznie wyrysowanym, uprzejmym uśmiechem na ustach. Plany były jednak od samego początku spisane na porażkę. Może właśnie z powodu imienia, Michael jest całkowitym przeciwieństwem utopijnego wyobrażenia idealnego dziecka przez swoich rodziców.
Nazwisko: Według wszelkich ustaleń i prawniczego papierka, przyjął nazwisko rodziny Young, która go adoptowała. I w pełni odczuwa przynależność do nich, dlatego nie czuje potrzeby zmieniania go, choć od dawna ma takie prawo. Jego biologiczna matka raczej również nie ma z tym problemu, widocznie pragnie odciąć go od swojej przeszłości i wszystkim, co z nią związane, dlatego jej nazwisko Reeves pozostało jedynie w myśli Michaela.
Wiek: Ma za sobą konkretne dwadzieścia siedem lat i bagaż doświadczeń normalnego człowieka. Wie, jak życie potrafi być zmienne. W jednej chwili być ustatkowanym i szczęśliwym, a w drugiej mając świadomość uciekającego czasu, jak piasek przez palce. Kiedy myślał, że to całe planowanie dorosłego życia ma już za sobą i przyjdzie mu popaść w rutynę przed trzydziestką, jego plany zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni.
Data urodzenia: Było zimno, a na zewnątrz panowała śnieżyca, która nie pozwoliła przyjechać karetce na czas. Tak w skrócie opisuje 26 stycznia jego matka. Na dzień, którego miało się narodzić niespodziewane przez nią samo dziecko, przygotowywała się od dawna, pomimo ogromnych nerwów, które nią targały, ale urodziła o wiele wcześniej, w domu, samotnie, na całe szczęście w momencie, w którym jedynym wsparciem okazała się Audrey - kobieta, która już wcześniej się nią opiekowała, i która okazała się wspaniałą matką dla Michaela.
Płeć: Mężczyzna, który nawet w upojeniu alkoholowym nie dał na siebie wcisnąć babskich ciuszków.
Miejsce zamieszkania: Całkiem niedawno mieszkał w zakupionym wspólnie wraz z byłą żoną domu w San Camillo, gdyż kobieta uwielbiała wieczorne spacery brzegiem plaży i urządzane w weekendy imprezy. Obecnie jednak mieszka w apartamencie w niemal samym centrum miasta, niedaleko szpitalu McKnaleya, gdzie pracuje. To zdecydowanie ułatwia mu dojazd i na pewno skraca czas, o ile nie natrafi na korek w samym centrum miasta. Właściwie, to chciał wynająć zwykłe mieszkanie, ale jego matce nie spodobał się pomysł jego cierpienia kosztem oddania całego domu w San Camillo byłej żonie, dlatego musiał iść na kompromis.
Jak na apartament przystało, jest bogato wyposażony i utrzymywano w nowoczesnym stylu, typu smart home, choć w całym mieszkaniu widać zdecydowaną ingerencję Michaela. To jest mężczyzna, a większość jest mało wymagająca, dlatego jakość jest nad ilością. Choć większość automatycznego wyposażenia była już w cenie. Z racji tego, że sam budynek stoi blisko ulic śródmieścia, posiada on technologie, które wyciszają hałas miasta. Michael zdążył już nieco przywyknąć do nieustannej obecności dźwięków życia centrum w swoim egzystowaniu. A początki były trudne, szczególnie po długim dyżurze w szpitalu, zarwanej nocce i próbie wyspania się na następny dzień. Teraz jest już lepiej, ale przyznając w duchu, nie jest szczęśliwy tutaj w pełni. Nowoczesność apartamentu, jego atrakcyjność i oryginalna architektura nie dają mu spełnienia, a sam Mikey posiada swoje idealne wyobrażenie miejsca i życia w nim.
Przechodząc do ogólnego wizerunku apartamentu - na początku trzeba zaznaczyć, że jest on piętrowy. Od razu wchodząc przez drzwi, można odnieść wrażenie ogromnej przestrzeni. I faktycznie, taki był zamiar i zrealizowano wcielenie tego w życie. Wejście jest oddzielone od głównego pomieszczenia korytarzem i ścianą. Po prawej znajduje się szafa na wszelkie kurtki i nakrycia oraz buty. Zaraz potem wchodzi się od razu do wielkiego salonu, którego większość ściany jest oszklona. Znajdują się tu biblioteczki i przestrzeń wydzielona na kanapę wraz z dwoma fotelami i stoliczkiem, a po przeciwnej stronie wisi telewizor wraz z wieżą i PlayStation stojącymi na szafkach obok. Niedaleko łazienki, która jest nieporównywalnie mniejsza od górnej, znajdują się schody, którymi schodzi się na dół do zamkniętej kuchni, w której znajduje się nie tylko sam przydatny sprzęt, ale i jadalnia oraz coś w rodzaju mini barku. Za schodami jest mały schowek, coś w rodzaju spiżarenki. Gdyby tu jeszcze mieszkała kobieta, to byłoby to na pewno wyposażone. Obecnie znajdują się tu pokłady alkoholu, którego sam Michael nie pija zbyt często.
Góra jest już bardziej rozbudowana, bo to tu znajduje się tu łazienka i sypialnie. Tylko dwie, ale za to duże. Sypialnia Michaela znajduje się na samym końcu. Przestrzenna, w kolorach beżu, czerni i kawy. Znajduje się tam drugi telewizor. Część ściany oszklona, niedaleko której znajduje się łóżko. Oczywiście to nietypowe okno jest zasłaniane na okazje wyjątkowe. Za łóżkiem jest ściana, za którą wchodzi się do garderoby. Pomieszczenie jest to wyjątkowo przestrzenne i doskonale zagospodarowane z drobnymi fotelami na środku i szafami dookoła. Każda z nich ma swój przydział przechowywania konkretnego typu ubrań, butów, czy dodatków. Druga sypialnia jest nieco większa, ale równie szykowna. Kolor ścian jaśniejszy i jest zdecydowanie bliżej do łazienki.
Orientacja: Heteroseksualny
Praca: W wyniku tradycji rodzinnej, która podobno wiedzie już od dawna prym nazwiska, został lekarzem, a konkretnie to neurochirurgiem. Nieco za sprawą matki, ale on sam wiedział, że chce pracować z ludźmi i im pomagać. Swoją pracę lubi i wykonuje ją sumiennie. Zamierza zostać profesjonalistą. Jest tym samym dla swojej osoby strasznie wymagający, dlatego rzadko kiedy znajduje czas dla siebie samego, aby w ciszy zewnętrznej, jak i wewnętrznej usiąść, i odetchnąć z ulgą. Ma dar umiejętności rozmowy z ludźmi, a to znacznie ułatwia mu pracę lekarza. Właściwie Michael w pracy, a Michael poza pracą, to prawie dwie różne osoby.
Charakter: W szkole średniej nie należał do elity i drużyny sportowej najprzystojniejszych w całej placówce. Swoje miejsce szkoła i jej brutalna społeczność wyznaczyła mu w grupie kujonów, noszących sweterki w romby, okulary i włosy nietknięte ani gramem żelu, mimo tego, że zazwyczaj nosił koszule, według przekonań swojej rygorystycznej matki, co do jego wyglądu. Nie interesowały go sporty, imprezy, na które chodził tylko zaciągnięty przez resztę przyjaciół, ewentualnie całkiem przypadkiem znajdując się na domówce. Nie ciągnęło go do tego w dzieciństwie, znacznie bardziej szanował i cenił naukę. Nieco z powodu bardzo ambitnej matki, która miała zaplanowane jego życie do samego końca i nie dopuszczała możliwości zdobycia niższej oceny od swojej własnej, wysoko postawionej średniej. Lubił się uczyć i do dzisiaj chętnie przyjmuje wiedzę. Jest ponadprzeciętnie bystry, jego umysł jest typowo ścisły. W dodatku należy do grupy ludzi, którzy uważają wykształcenie za jedną z ważniejszych rzeczy w życiu. Akceptowano go jedynie ze względu na jego status materialny i jedynie pośród przyjaciół mógł poczuć się w pełni swobodnie, wiedząc, że nie biorą pod uwagę pochodzenia.
Michael jednak nie jest dokładną kopią swojej adopcyjnej matki. Pomimo ambicji i zawsze stawianej wysoko poprzeczki, znacznie zmieniło się jego typowe nastawienie kujona. Chłopak nieco zmienił się przez parę lat, rozwinął, nie tylko pod względem rozrywkowym. Wizualnie obecnie odstaje od swojej młodszej wersji małego chłopca. Pozostała jedynie szafa pełna koszul, perfekcja w wykonywanych czynnościach, jako spaczenie zawodowe i zamiłowanie do marcepanu. Zdania co do jego perfekcji są podzielone. Niektórzy twierdzą, że to perfekcjonista jak się patrzy, inni z kolei zauważają małe kluczki, które nie pozwalają mu być takim.
Odznacza się ambicją, umie konsekwentnie urzeczywistniać swoje dalekosiężne plany. Osobowość skoncentrowana w kierunku określonym przez główną namiętność. Porażki nie przygnębiają go, ale nie mają także pozytywnego wpływu. Odbiera je dosyć emocjonalnie, ale nie przekłada ich na osoby drugie. Przeżywa raczej wewnętrznie i będzie się za nie karcił. Człowiek uczy się na swoich błędach i dzięki temu, nie popełni go drugi raz - tak wygląda zdanie Michaela. Dopóki ktoś nie wyciągnie z niego, czasem niemalże na siłę tego, co go trapi, sam niczego nie zdradzi, a naprawdę trudno poznać, kiedy walczy ze swoim problemem. Nie okazuje ludziom swojego przygnębienia. To człowiek, który będzie chodził non stop z szerokim, przyklejonym uśmiechem na ustach, a nagromadzonemu smutkowi w środku, daje upust, dopiero gdy będzie sam. Kumulujący się żal zarówno do innych, jak i głównie do samego siebie, przygniata go, lecz nigdy nie można tego zobaczyć bezpośrednio od razu. Mimo otwartości do ludzi, żywienia do nich autentycznej życzliwości, umiejętności rozmawiania z nimi, nie będzie stał przed nimi otworem ze swoją osobowością i problemami. Jego ostentacyjna serdeczność do niektórych, może być nawet czasem przesadzona, ale nie można odebrać mu umiejętności przyciągania do siebie ludzi, których naturalnie obdarza zaufaniem. Najpierw będzie mieć na uwadze dobro drugiego człowieka, niż swoje własne, przez co wyzbył się przyzwyczajenia do swojego egoizmu. Twierdzi, że każdy człowiek ma zdolność nadmiernego kochania własnego siebie i to jest nieodłączna cecha ludzka, którą można kształtować.
Ograniczany przez sztywne zasady życia i uważany za kogoś bez grama humorystycznej iskry w sobie, został mu przypięty wizerunek człowieka, który żąda od ludzi konkretów, spełnia się jedynie w pracy, którą łączy z niezbyt rozmaitym życiem osobistym. To dziwne, bo sam Michael nie kreował takiej maski, a mimo to, w wyniku mijającego czasu, zaakceptował takie spojrzenie ludzi na siebie. Nie jest to zbyt dobre ani dla niego samego, ani dla innych. Pozwalając, by tak o nim myśleli, sam zaczyna się w tym gubić. I choć jest dosyć silnym charakterem, to w większości sytuacji będzie wybierał drogę kompromisu. Nie angażuje się w kłótnie, chociaż będzie twardo trzymał się swojego zdania, lecz nie narzuci go nikomu, nawet jeśli ma rację. To może być wynikiem wychowania. Audrey to kobieta, która prowadzi się rozsądkiem, dlatego uważa, że w większości spraw ma rację i odczuwa silną potrzebę kontrolowania wszystkiego, czasem także życia swoich najbliższych. Nikt jej o to nie posądza, wszyscy zaakceptowali jej charakter i zdanie, ale przez to właśnie, za sprawą narzucanego zdania swojemu synowi przez całe dzieciństwo, sam Michael daje się nieco ukształtować otoczeniu. Zachowa siłę osobowości oraz zdolność to nieustępliwego trzymania się swojej racji, co odziedziczył po biologicznej matce, ale czasem przyćmiewa go siła zdania większości.
Uznać go jednak można za dość niezależną i samowystarczalną osobę. Nigdy nie oczekiwał pomocy od innych ludzi. Doskonale sobie radził w sytuacjach stresowych, trudnych, bez wyjścia. Cechuje go ogromna determinacja i przejawia zdolności przywódcze w dziedzinie planowania. Nie czułby się jednak dobrze, mając pod sobą podwładnych, za których byłby odpowiedzialny. Czułby stres i na pewno przewinąłby dobro tych osób ponad swoje własne. Umie zdobywać, lubi rozkazywać i każdemu dać jakąś robotę do wykonania. Szybki i zręczny, przejawia się u niego zdolność do bycia demagogiem, choć wpojone zasady sprawiają, że dotrzymuje raz danego słowa, a i potrafi się stosownie odwdzięczyć. Jest zarówno dobrym praktykiem, jak i teoretykiem. Uczciwy, punktualny, z reguły naturalny, wytrwały, pracuje dla odległej przyszłości, cechuje go zgodność czynów i wyznawanych zasad, ale toleruje wyjątki, które jest w stanie sam robić. Wyrzekanie się, choć rozumowo uzasadnione, nie przychodzi mu łatwo. Silny psychicznie, jednak wyśmiewanie się z jego ambicji publicznie, może mu sprawić pewien ból, a nawet doprowadzić do niekonwencjonalnych skutków. Męska duma swoje prawa ma w tym świecie i choć chłopak jest tolerancyjny, to czasem nie będzie łatwo mu schować swojego ego w kieszeń. Właściwie, jego system wartości jest zagadkową sprawą. Mogłoby się wydawać, że nie ma z nim żadnych problemów. Ogromny dystans do siebie, umiejętność śmiania się z własnych głupot, świadomość, że w swoim zawodzie uważany jest za kogoś pojętnego, człowiek, będący osobą, z którą większość ludzi nie ma problemu porozumienia się. Mimo tego, w jego umyśle jest gniazdo niskiej samooceny, wątpliwości i braku poczucia własnej wartości, które co prawda rzadko się ujawnia i niemal wcale w obecności innych, to Michael ma poczucie obecności tego. "Worek bez dna" na pochwały, których żadna liczba go nie popsuje. Mimo oddania w pracy i poświęcania jej uwagi najwyższą wartością dla niego jest życie wewnętrzne i przyjaźń.
Istnieje też inna strona Michaela. Ta przyćmiona, odziedziczona nie wiadomo po kim (albo wiadomo, tyle że dawca połowy genów zniknął bez śladu i słuch o nim zaginął). Wyluzowany, z żartem w zanadrzu, który jest denerwujący, ale nie można się przy nim nie zaśmiać. Ta część osobowości stanowi zdecydowaną mniejszość, ale w pewnych sytuacjach się objawia.
Chłopak cechuje się żywotnością i energią. Zdarza mu się działać gorączkowo, szczególnie w rzeczach, które mają dla niego ogromne znaczenie. Umiejętność improwizacji to coś, co nieraz uratowało mu skórę. Często utożsamia siebie ze sprawą, której służy, dlatego poważnie traktuje pracę i nałożone mu obowiązki. Wytęża samego siebie w wielu kierunkach i dosłownie wyżywa się w pracy społecznej. Dałby się pochwycić wszystkim okazjom do działania jak podróże, sporty, gry. Jest rzucany naprzód przez swoją aktywność, przez co nie daje uwolnić się własnemu lenistwu. Uważa to za dobrą cechę, ale w odczuciu ludzi, nie pozwala sobie własnemu ani na trochę odpoczynku. Nie potrafi usiąść w ciszy i spróbować się zrelaksować. Ma poczucie niespełnienia swoich obowiązków, wokół niego krąży przez cały czas myśl, że w tym samym czasie mógłby zrobić multum innych, bardziej produktywnych rzeczy. A przez to właśnie cierpi, gdyż nie tylko czuje się zmęczony fizycznie, ale obciążony psychicznie. Powinien pracować nad tym, by się nie rozpraszać, nie działać w zbyt wielu kierunkach, narzucić sobie dyscyplinę i zachować hierarchię celów, bez zmieniania ich wartości. A przede wszystkim, mieć wyraźnie powiedziane, że musi sobie zrobić przerwę i skupić się wyłącznie na sobie.
Hobby: Swoje hobby rzadko kiedy ma czas rozwijać, a tym bardziej znajdować nowe. To kwestia trybu życia i zawodu, który wykonuje. Praca nie pozwala mu na to. Nieraz rozluźnić się może dopiero po całym tygodniu, a i tak od dawna nie czuł momentu, w którym był w pełni spokojny i wyciszony, że teraz uważa to za niemożliwe. Swoje zainteresowania przekłada na drugi plan. Znalazł sobie za to snowboard i narciarstwo. Kocha góry i dlatego nauczył się wszelkich sposobów spędzania czasu w nich. Od całodniowych wędrówek, bo zjeżdżanie na stoku.
Od zawsze chciał grać na gitarze, ale jego matka nawet w ewentualności nie akceptowała tego instrumentu. Muzyk z niego żaden, za to zamiłowany słuchacz muzyki nieważne jakiego gatunku, choć jego typ krąży gdzieś wokół mocniejszych rytmów. Płyty zaszyte gdzieś w kartonie, bo jego była żona nie znosiła, gdy puszczał je na całe mieszkanie i darł się przy piosence ulubionego zespołu, jak niespełniony nastolatek bez szansy bycia na koncercie.
Za to kompletnie nie wychodzi mu gotowanie. Absolutnym beztalenciem nie jest, bo jakoś musi sobie przygotować coś do jedzenia, ale nie można się spodziewać, że będzie to coś wykwintnego. Pewnie byłby zdolny do spalenia nawet makaronu jakimś cudem bądź zapomni posolić wody do ryżu. A w innym przypadku doda za dużo jednego składniku bądź zapomni i wcale go nie doda - przecież po co trzymać się przepisu, on wie lepiej.
Aparycja|
- wzrost: Odziedziczony wysoki wzrost, a dokładniej 189,5 cm, raczej po ojcu patrząc na jego matkę, która jest dosyć niską osobą, mającą delikatną budowę ciała. Tego już nie sprawdzi, bo nawet nie wie, jak się ten człowiek nazywa.
- waga: Jego 70 kg zgodne ze wzrostem nie jest raczej wyznacznikiem zdrowego trybu życia, żadnego chodzenia regularnie na siłownię, czy diety. Adekwatna waga zwyczajnie sama się utrzymuje, być może przez stres. Michael oczywiście dba o wszystkie aspekty swojej budowy ciała, ale też nie jest zażartym sportowcem. Tak naprawdę to uwielbia pizzę i gazowaną, zimną colę z lodem.
- opis wyglądu: Michael całkowicie nie przypomina siebie z lat dzieciństwa. Nieraz wygląda to tak jakby podstawić na zdjęciu całkiem innego człowieka, zamiast małego chłopca, który tak bardzo stara się idealnie wyjść. Nigdy nie przywiązywał szczególnej wagi do swojego wyglądu, ale nie można odjąć mu naturalnej atrakcyjności, która została zauważona dopiero później.
Sam Michael cechuje się naturalnością w swoim byciu. Jego rysy twarzy nie należą do mocnych, ale są wystarczająco widoczne, by podkreślić kości policzkowe i jarzmowe. Szczęka, choć też wyraźna, jest przysłonięta zazwyczaj kilkudniowym zarostem, który nadaje mężczyźnie dodatkowego uroku i z całą pewnością przez to wygląda nieco bardziej dorośle i poważnie. Oczy mające raczej delikatniejszy odcień brązu z ciemniejszymi i żółtymi plamkami, rzadko kiedy przybierają smutny wyraz. Nawet z nich trudno wyczytać prawdę. Wiecznie zmierzwione włosy, to jedna z niewielu oznak, że Michael jednak nie należy do perfekcjonistów, jeśli chodzi o siebie samego. Właściwie to nie mają określonego koloru. Są pomiędzy ciemnym brązem a kasztanem, tyle że tym bardziej stonowanym, z niewielkimi przejaśnieniami.
Szerokie ramiona, widoczne spinanie ich mięśni pod bluzką. Jak wcześniej wspomniane, Mikey nie należy do wielkich sportowców, ale rzeźbę ciała posiada niczego sobie. Nie przykłada do tego jednak wagi. Twierdzi, że pasuje mu utrzymanie swojej budowy ciała i wcale nie zamierza przez to się głodzić i przechodzić na specjalne diety.
Styl Michaela jest zmienny, można go spotkać zarówno w luźnym podkoszulku, jak i eleganckiej koszuli. Często zakłada kitel, jako prawdziwy lekarz. Nieraz z przyzwyczajenia już w mieszkaniu. A i nosi czapki, co nadaje mu nieco młodzieżowego wyglądu.
- pozostałe informacje: Jako dzieciak latał po płotach i bramach, to raz się przeliczył. Zahaczył o wystający gwóźdź i sprezentował sobie dosyć długą bliznę po bocznej zewnętrznej stronie ręki, prowadzącą od kości grochowatej nadgarstka aż do łokcia. A żeby tego było jeszcze mało. Nie wiadomo kiedy Michael wpadł na pomysł permanentnego nakreślenia na swoim ciele czegokolwiek i właściwie, dlaczego akurat takie tatuaże wybrał, które tak bardzo nie pasują do jego osobowości. Podaje, że tuż po ukończeniu szkoły średniej, kiedy to przeżywał okres zbyt późnego młodzieńczego buntu i powiewu wolności oraz większej niezależności. Momentu, w którym wynajmując samotnie kawalerkę, będąc na studiach i mając znajomego tatuażystę, który perfidnie zdołał go upić i zrobić jego pierwszy w życiu tatuaż, nawet nie mając tego w planach, rozpoczął prawdziwą lawinę. W niecałe dwa miesiące miał już trzy tatuaże i kłótnię z matką za sobą. Pierwszy, niezamierzony pojawił się na biodrze, który jest właściwie całkiem dobrze skrywany przez chłopaka, a naprawdę mało ludzi miało zaszczyt zobaczenia go. Niedługo potem pojawił się drugi tatuaż i zarazem ostatni, który robił mu znajomy tatuażysta, bo gdyby tak dalej, to skończyłby z czymś niecenzuralnym na całych plecach. Wytatuowane cyferki na jego obojczyku tym razem posiadają swój tajemniczy sens i nie są niezrozumiałym wymysłem. Każda coś oznacza.
Przez jakiś czas był spokój z chodzeniem do salonu tatuażu, a potem znikąd pojawiły się kolejne dwa i tym razem już ostatnie tatuaże Michaela. Alive zrobił, gdy zaczął pracować w szpitalu, natomiast swój ostatni tatuaż poświęcił komuś, kto nawet nie wie, że jest dla niego.
- głos: Spencer Lee
Historia: Już od samego początku był związany z miastem Avenley River. Urodził się w Laville, jednak na całe szczęście nie zdążył zaznać okropnej aury tej dzielnicy i życia w biedzie tak jak jego matka. Rodzice Danielle wyrzucili ją z domu w wieku siedemnastu lat, choć ona sama stoi przy tym, że uciekła ze swojej własnej inicjatywy i powodów. Nie zdradziła nikomu dlaczego. Nigdy się o nią specjalnie nie martwili, dlatego też nie mieli na uwadze, jak poradzi sobie sama niepełnoletnia dziewczyna. Rzuciła szkołę, której już nigdy nie ukończyła. Próbowała załatwić sobie pracę, aby móc się utrzymywać i sprawić jakieś mieszkanie. Z racji tego, że była niepełnoletnia, nikt nie chciał się nią zbyt interesować, dlatego popadła w najgorsze towarzystwo w akcie desperacji. Zaczęła pracować w burdelu, ponieważ tam nikogo nie obchodziło, ile ma lat i fakt, że nie ukończyła szkoły. A to wszystko pchnęło ją do używek. Niedługo potem spotkała możliwość uwolnienia się od tego. A przynajmniej tak myślała. Nieszczęśliwie i całkiem przypadkiem zaszła w ciążę, a jej "ratunek", który był ojcem dziecka, zniknął i nigdy już się nie pojawił. Młoda dziewczyna nie była zadowolona z tego obrotu spraw. Nie mogła zarabiać, a coraz bardziej się pogrążała. Nie chciała dziecka, a żyjąc w okropnych warunkach, była coraz bliższa podjęcia decyzji co do pozbycia się problemu. Jednak tego nie zrobiła. Dzięki pomocy Audrey Young, która przekonała ją, aby nie robiła czegoś, czego może żałować. Danielle nie od początku jej zaufała. Nie przyjęła pieniędzy i powiedziała stanowczo, że nie oczekuje także łaski. Dalej mieszkała w starym mieszkaniu, żyjąc z tego, co przekazywała jej Audrey. I wcale nie było lepiej.
Gdy urodził się jej syn, dziewczyna wpadła w coś rodzaju szoku poporodowego. Nie chciała się nim zajmować, zerwała kontakt z Audrey, która jako jedyna jej pomagała. Uzależniła się od narkotyków, czym zmusiła Young do podjęcia decyzji o zabraniu jej praw rodzicielskich. Danielle nie chciała się zgodzić, a po usłyszeniu, że grozi jej oddanie dziecka, coś w niej pękło. Stojąc pomiędzy uzależnieniem a opieką nad kilkumiesięcznym synem, nie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić. Odebranie jej dziecka było tylko kwestią prawną, dlatego Audrey natychmiast zdobyła papiery. W tym czasie Danielle bardzo szybko zżyła się z synem i błagała kobietę, aby tego nie robiła, aby nie oddawała dziecka do przytułku, stawiając tym samym w ciężkiej sytuacji samą Audrey.
Państwo Young od dawna starali się o dziecko, ale Audrey dowiedziawszy się, że nie może zajść w ciążę, zrezygnowała z jakiegokolwiek rozwiązania, nie mogąc się przekonać co do pomysłu męża z adopcją. Gdy jednak pojawiła się możliwość, zaproponowała Danielle rozwiązanie. Nie mogła jej zostawić dziecka, ale powiedziała, że go weźmie i zaakceptuje jako syna. Jednak od tego momentu będzie prawnie musiał należeć do rodziny Young, a jeżeli Danielle zdecyduje się na odwyk i lepsze życie, pozwoli jej na odwiedziny. Obydwie wiedziały, że tak będzie lepiej, a dziewczyna przystała na to. Audrey powiedziała, że wszystko sfinansuje - na początek leczenie, a gdy wyjdzie z uzależnienia, załatwi jej mieszkanie i pracę.
Tak właśnie Michael trafił pod opiekę państwa Young, którzy są dla niego rodzicami. Wychowywał się pośród dostatku, będąc kochanym jak prawdziwy syn, ale widywał swoją biologiczną matkę, według jaką umowy zawarły kobiety. Gdy podrósł, sam zaczął ją odwiedzać.
Spędził całe życie w Avenley i tu także sam mieszka.
Rodzina: Każdy, kto poznał państwo Young, ma swoje własne wyrobione zdanie o nich. Niektórzy powiedzą, że są to oziębli ludzie, którzy z pewną ostrożnością i wyraźnym opanowaniem żyją w pięknym domu, niemalże willi, gdyż obydwoje zajmują wysokie stanowiska i pochodzą z bogatych rodzin. Inni stwierdzą, że początkowe wrażenie nie jest zbyt miłe, ale po dłuższej rozmowie, wydają się w porządku ludźmi, którzy może i trochę są zbyt mocno zajęci pracą i obowiązkami, ale na pewno nie brakuje im serca. Prawdę wiedzą tylko najbliżsi.
Audrey Madeline Young to kobieta biznesu. Jako jedyna córka przejęła po swoim ojcu stanowisko prezesa banku, zarządzając dzisiaj placówkami, które są rozsiane po wielu krajach na niemal całym Clerin. Nigdy nie była ustępliwa, zawsze trzymała się wyznaczonego celu. Nawet wtedy, gdy dowiedziała się, że nie może mieć dzieci, a jedyną opcją, którą była w stanie zaakceptować, stała się adopcja. Wszystko to, co sama uważała za dobre cechy, starała się przekazać swojemu synowi. I choć nieraz ich zdania diametralnie się różniły, co doprowadzało do kłótni i sporów, to mogą polegać na sobie. Audrey nie okazuje żadnych słabości, stara się do wszystkiego podchodzić z dystansem, nawet w sprawie swojego syna. Michael przeczuwa, że kobieta po prostu stara się ze wszystkich sił być dobrą matką, boi się, że mógłby nastąpić moment, w którym chłopak powiedział, że to nie oni są jego prawdziwymi rodzicami. Trudno jej pogodzić swój charakter z całym światem, ale znalazł się człowiek, który ją za to uwielbia. A małżeństwo razem z Patrickiem okazało się czymś w rodzaju odskoczni, ukierunkowanej myśli, że może być coś ważniejszego od pracy i kariery. Patrick Christopher Young to mężczyzna nie tyle, co specyficzny, jak starający się być przeciwieństwem swojej żony. Obydwoje są osobami, które trzymają się swojego przekonania, ale pośród wielu sytuacji musieli obydwoje podjąć wspólną decyzją. Pan Young jest dyrektorem szpitala w Avenley, w którym między innymi pracuje Michael. Nie jest mu przez to łatwiej, bo ojciec potrafi być równie wymagający i surowy. Jest jednak człowiekiem, który zastąpił ojca - postać, która nigdy mogła nie wystąpić w życiu Michaela, dlatego łączy ich więź, która na pierwszy rzut oka jest niewidoczna, to istnieje.
Michael ma świadomość, jak jego rodzina wypada na tle innych. Może nie śmieją się przy stole podczas wspólnego posiłku, nie spotykają co tydzień, nie rozmawiają o rzeczach błahych i według nich niewartych uwagi, ale wierzą w zasadę - Rodzina jest najważniejsza i nie mamy przed sobą tajemnic. Tak naprawdę, zawdzięcza on nie tylko samo poczucie przynależności, posiadania osób, które się kocha, matki i ojca, ale także możliwość bycia takim człowiekiem, jakim jest oraz pomoc i wsparcie przy opiece biologicznej matki, Danielle. Za jej zgodą, państwo Young przygarnęli chłopca i pokochali jak własnego syna. Tym samym, spełniło się marzenie Audrey i Patricka o posiadaniu dziecka.
Danielle Reeves była młodą dziewczyną, gdy zaszła w ciążę. Jej życie nie było usłane różami, a po jakimś czasie zaczęła zmagać się z ciężką chorobą. Jest zamknięta w sobie i nieufna w stosunku do ludzi. Michael robi wszystko, by jej niczego nie brakowało. Pilnuje, aby chodziła na badania i o siebie dbała. Spaczenie zawodowe. Odwiedza ją najczęściej, jak tylko może, w małym mieszkaniu, bo na większe się nie zgodziła. A pomimo swojej cichej natury, to jest strasznie uparta.
Partner: Był w trzech związkach, z czego dwa po ukończeniu szkoły średniej można nazwać już tymi poważniejszymi. Właściwie, to zaszalał dopiero na studiach, gdzie poznał swoją pierwszą dziewczynę, a z którą zerwał po dwóch latach. Pojawiło się bardzo dużo złożonych powodów, a wina stała po stronie Michaela. I sam nie ma problemów z przyznaniem się do tego dzisiaj. Czy żałuje? Cóż... to trudna kwestia. Poznał kobietę, która była w stanie mu zawrócić w głowie, stać się powodem zerwania z jego dziewczyną, i którą pokochał na tyle mocno, aby być zdolnym, spędzić z nią resztę swojego życia. Pobrali się wraz z Ginger, niedługo po studiach. Wydawać by się mogło, że karta "wolny singiel" dawno poszła do kosza na śmieci. Rozwiedli się niedawno.
Potomstwo: Uwielbia rodzeństwo Kitty, każdego z osobna, a najbardziej chyba Ashley, cudownego dziesięciolatka, który zaczyna powoli twierdzić, że zaraz będzie już prawdziwym, "dorosłym" nastolatkiem.
Posiada podejście do dzieci, potrafi się z nimi dogadać, one również go lubią. Myślał kiedyś nad stworzeniem rodziny, sam zainicjował temat z Ginger, ale ona nie wykazywała chęci na posiadanie dzieci. Chciała jeszcze poczekać, tłumacząc, że mają jeszcze dużo czasu. Nigdy jej za to nie obwiniał. Innego zdania była jednak jego matka, która nie okazuje bezpośrednio, że chciałaby mieć wnuki. Inna sprawa jest także z pracą. Tu również pojawia się kwestia czasu i stresu. Dlatego Michael zaczyna wychodzić z założenia, że nie posiadając dzieci, może też być szczęśliwy.
Ciekawostki:
- Nie znosi zimy. Nie cierpi okresu, kiedy właściwie non stop jest ciemno. Ironią losu jest, że obchodzi urodziny właśnie o tej porze roku. I jego najlepsza przyjaciółka także. Gdyby miał wybierać, kiedy chciałby się urodzić, byłoby to z całą pewnością lato.
- Nosi nieśmiertelnik na szyi.
- Posiada nawyki ruchowe, których już raczej się nie oduczy - gdy mówi, jego dłonie pozostają nieruchome, prawie wcale nie gestykuluje, lecz gdy słucha, pociera bok szyi tuż za uchem. Szczególnie objawia się to wtedy, gdy jest czymś zdenerwowany. Utrzymuje kontakt wzrokowy bardziej z przyzwyczajenia właśnie niż świadomego postępowania. Poza tym uśmiecha się tylko jednym kącikiem ust, a dokładniej to prawym. Nigdy lewym.
- Uwielbia caffe latte z rumem i cynamonem. Właściwie, to może żyć na samej kawie ze swoim trybem życia. Dopóki ktoś go nie zmusi do zjedzenia bodaj małej kanapki w szpitalnej stołówce, to praktycznie bazuje na samej kofeinie. Przez to musi brać dużo magnezu i innych minerałów, które są przez nią wypłukiwane.
- Ulubiony film razem z Heather to Faceci w czerni wszystkie części po kolei, kwestie znane na pamięć. Doskonale wie, że tym może ją przekonać i zabawia się w manipulatora, choć nie zawsze wychodzi, to ma świadomość, że kobiecie trudno odmówić. Traktuje ją jak najlepszą przyjaciółkę, taką od serca, która pomimo swojego charakteru i naturalnej zdolności zełgania wszystkich po kolei, to jest w stanie przechować i dzielić z Michaelem każdą tajemnicę.
Oczywiście nie można zapomnieć o całej reszcie. Trzeciej matce - Dearden, która najpierw mówi, że ją nie obchodzi, o co chodzi, a zaraz potem pyta ze strachem w oczach co się stało, a następnie krzyczy, że zabije drania, choćby łyżeczką do herbaty. Dominicu, który jako jedyny rozumie kompleks starości pośród grupy, gdyż wraz z Michaelem są w równym wieku i zarazem najstarsi pośród całej paczki. I oczywiście Axel, najmłodszy pośród nich, uważany za naturalne dziecko, którego jak tylko ktokolwiek tknie, to obmyślany jest plan zemsty i brutalnego morderstwa.
Inne zdjęcia: x x x x x x x
Zwierzęta: Jego żona, teraz już była żona, ma uczulenie na sierść, dlatego nie było możliwe trzymanie żadnego zwierzaka w domu. Powodem było także negatywne nastawienie do obecności jakiegokolwiek pupila w mieszkaniu oraz wymagająca praca, kiedy praktycznie ani jedno, ani drugie nie miałoby czasu zajmować się zwierzęciem. Obecnie, tym bardziej sam Michael nie znalazłby czasu na psa, którego w dzieciństwie bardzo chciał mieć. Teraz zwierzęta nie imponują mu zbyt bardzo, a tym bardziej koty sąsiadki Heather, na które wszystkie woła "KOT". Jest tylko jedna kotka, którą lubi i nazywa się Frigg.
Pojazd: Marron Range Rover 2016, który na całe szczęście w papierach jest przepisany na Michaela. W innym przypadku nie wiadomo, gdzie teraz jego ex by go opchnęła, ewentualnie sobie przywłaszczyła. Każde z nich potrzebowało osobnego auta, więc właściwie każde z nich osobno kupiło swoje własne na całe szczęście.
Kontakt: negrolupus780@gmail.com