Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyler. Pokaż wszystkie posty

1 mar 2020

Odejście

Żegnamy Alisz i całą jej gromadkę!

11 wrz 2019

Od Tylera C.D Althea

     - Kochanka - powtórzyłem, by po chwili prychnąć pod nosem. Zabawnie było patrzeć na niczego nieświadomą dziewczynę. - Audrey to... cóż, moja narzeczona - przyznałem, luzując sobie krawat pod szyją. Swoją drogą w tym lokalu było niesamowicie gorąco. Ciekawe czy kiedykolwiek ktoś pomyśli o zainwestowaniu w klimatyzację.

27 sie 2019

Od Tylera C.D Althea

    Od czasu gdy pozwoliłem tej dziewczynie odejść, minęło już dobre parę tygodni. Ja wróciłem do normalności i wypełniania swoich obowiązków bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia. A ta tylko zamknęła za sobą drzwi od mojego rodzinnego domu i słuch mi po niej zaginął. Stwierdziłem, że nie będę się wtrącać w jej dalsze życie, więc nie wysyłałem za nią moich ludzi. Chociaż, robiłem to przez pierwszy tydzień. Ale to tylko i wyłącznie dlatego, żeby sprawdzić, czy wszystkie moje interesy, w które ją wplątałem, nie oddziałują na nią w niekorzystny sposób. W każdym razie tak nie było i ostatecznie dałem sobie z nią spokój.

26 sie 2019

Od Tylera C.D Althea

    Moment, w którym zorientowałem się, gdzie zmierza Althea był oczywisty - zauważyłem jak ta wsiada do samochodu mojej matki. Albo raczej to moja matka poleca jej wejść do swojego samochodu i tak po prostu ją zabiera. Bez słowa. No tak, zapomniałem. ... Owen to typowa obrończyni uciśnionych. Jeśli komuś dla niej przyjaznemu dzieje się krzywda, to ta od razu interweniuje. A, nie powiem, Althea bardzo jej przypadła do gustu. Można powiedzieć, że obie mają podobne charaktery, tyle że ja osobowość Althei porządnie spiłowałem. Chociaż, nie przeczę, nadal nie jest do końca wytresowana. Chciałem się tym zająć po wyrównaniu rachunków z Santosem, jednak ta dziewczyna popsuła mi plany na dzisiejsze popołudnie.

29 cze 2019

Od Tylera C.D Althea

    Nie zastanawiałem się nad tym co robię. Nawet na chwilę nie zatrzymałem się, by pomyśleć, do czego teraz mimowolnie dążę. Ciało działało samo, a umysł starał się, by z tego aktu wyciągnąć jak najwięcej. Nie obchodziły mnie konsekwencje tego, co teraz miało mieć miejsce, bo mimo wszystko wiedziałem, że w żadnym, nawet mniejszym stopniu mi one nie zagrożą. W tamtym momencien skupiałem się tylko i wyłącznie na sobie. Nie obchodziła mnie dziewczyna, która leżała pode mną zapłakana. Przygwoździłem ją swoim ciałem do łóżka jeszcze mocniej i złapałem za jej nadgarstki, gwałtownie i brutalnie podnosząc je nad jej głowę.

14 cze 2019

Od Tylera C.D Althea

    Po tym, jak Althea obudziła mnie, kiedy dosłownie spałem jak niemowle w swoim własnym gabinecie, zająłem się pracą. Zaparzyłem sobie na szybko czarną kawę i usiadłem do biurka, skąd zacząłem nawiązywać połączenia. Jedno z nich było dosyć szczególne, albowiem wykonałem je do Fabio Moraleza - starego znajomego mojego ojca i partnera biznesowego, za którym osobiście nie przepadałem. Ba! Ja nim gardziłem. Nigdy go nie szanowałem, jedynie starałem się zachować pozory ze względu na ojca, jednak gdy on już zszedł ze swojej sceny, ja zacząłem kombinować. W jaki sposób się pozbyć faceta, który jedyne co robi, to dostarcza towar. Ponadto nawet ma przy sobie dowody, przez które bez problemu mógłbym pójść siedzieć do pudła, aż do końca swoich zasranych dni na tym jebanym pierdolniku. Jednak tak się nie stanie.

5 cze 2019

Od Tylera C.D Althea

    Obudził mnie jeden gwałtowny ruch na łóżku i nerwowe sapanie. Nawet nie musiałem podnosić powieki, by stwierdzić, że Althea właśnie została brutalnie wyrwana ze snu przez koszmar. Przy okazji wyrywając też z niego mnie...
    Ciężko westchnąłem, przypominając sobie, że ta dopiero co jest po ciężkich przeżyciach. Że przechodzi to samo, co ja paręnaście lat wcześniej i muszę być dla niej łagodniejszy. W innym wypadku jednak bym się nie powstrzymywał i prawdopodobnie bym na nią nakrzyczał, przy okazji wyrzucając ją z sypialni na kanapę. No cóż, mnie się nie budzi. Sam to robię.
     - Zły sen? - wymamrotałem, przecierając oczy wierzchem dłoni. Ledwo powstrzymałem ziewnięcie. Zanim dziewczyna mi odpowiedziała, minęło dobre paręnaście sekund. Spostrzegłem po wyrazie jej twarzy i próbach uspokojenia oddechu, że ta próbuje dojść do siebie. Nie mówiłem nic więcej, czekałem tylko na jej odpowiedź.
     - W życiu nie zasnę - szepnęła nerwowo, zaciskając dłonie na pościeli, by chwilę później objąć nimi swoje kolana.
    Z westchnieniem podniosłem się do siadu i spojrzałem na nią, próbując słowami pomóc jej jakoś dojść do siebie. Jednak wiadomo, jak się jest zaspanym i dopiero co wyrwanym ze snu, to jest duże prawdopodobieństwo, że tego typu próby mogą się nie powieźć.
     - Wiem, że to trudne, ale musisz spróbować wyrzucić to sobie z głowy - mruknąłem, po raz kolejny przecierając oczy.

4 maj 2019

Od Tylera C.D Althea

    Miałem pewne opory przed puszczaniem Althei samej. Sam fakt, że usłyszałem to, co usłyszałem od mojej siostry. Jeden z moich byłych partnerów biznesowych ostrzy sobie na nią kły, a ja nie zamierzam się temu bezczynnie przyglądać. Poniekąd to ona jest moją kochanką, prawda? I nikt prócz mnie nie ma prawa jej dotykać. Mam nadzieję, że wyrażam się wystarczająco jasno. Ci, którzy są temu przeciwni mogą tylko czekać na chwilę, aż kulka z mojej broni dosięgnie ich łbów.
    Obserwowałem tylko jak kobieta opuszcza mój dom, by chwilę później wyjaśnić sobie coś z moją matką. Fakt, nie lubię się jej sprzeciwiać i nie chcę tego robić, ale jest rzecz, o której powinna wiedzieć. Powoli podszedłem do kanapy, na której siedziała i szturchnąłem ją delikatnie w ramię, by zwrócić jej uwagę na siebie. Spokojne, matczyne spojrzenie zostało przekierowane na mnie, a głos brzmiał równie delikatnie, co zawszę.

2 maj 2019

Od Tylera C.D Althea

    Otworzyłem oczy, obudzony przez ostre promienie słoneczne, wdzierające się siłą przez okno do sypialni. Muszę przyznać, że spało mi się nadwyraz dobrze i na pewno nie była to zasługa kobiety, która dzisiejszą noc spędziła u mojego boku. Tak, to tylko łóżko było takie wygodne.
    Przez dobre pięć minut stałem przed dylematem, czy wstawać z łóżka, czy też pozwolić sobie na jeszcze parę chwil czystego lenistwa i rozkoszować się miękkością tutejszej pościeli. Można się łatwo domyślić, że bez większego namysłu wybrałem drugą opcję. Odsunąłem się od Althei, która całą ubiegłą noc spała wtulona w mój tors i położyłem się na plecach, oddychając głęboko. Jakby nie patrzeć doznałem teraz ulgi. Dziewczyna była tak bardzo rozgrzana, że nawet dotknięcie jej jednym, nawet najmniejszym palcem groziło poparzeniem trzeciego stopnia. Ostatecznie zrzuciłem też z siebie kołdrę, by szybciej się ochłodzić.
    Przyjemna chwila poświęcona na lenistwo dosyć szybko dobiegła końca, a ja musiałem wstać. Na zegarze widniała już godzina ósma, co oznacza, że za jakieś pół godziny do godziny powinniśmy zejść na śniadanie. Powoli podniosłem się z łóżka i podszedłem do szafy, z której wyciągnąłem zwykłe spodnie i starannie poskładaną białą koszulę. Wszystko to położyłem na siedzeniu obok łóżka i wszedłem do łazienki, by w miarę szybko odhaczyć poranną toaletę. W międzyczasie jakąś losową szmatą wytarłem mokre kafelki, które były pozostałością po mojej wczorajszej zabawie z kobietą, która nadal smacznie spała, nieświadoma tego, że za parę chwil zostanie gwałtownie wyrwana ze swojego snu.

26 lut 2019

Od Tylera C.D Althea

    Znałem go. Tak. Był to mój partner biznesowy. Zawsze korzystał z tego, że gdy odprawiałem jakąś kochankę, albo była ona dla mnie bardzo problematyczna, to ten od razu brał ją pod swoje ciężkie skrzydła. Jednak z jedną było inaczej. Julie sama do niego lgnęła.
     - Może trochę grzeczniej? Nie jesteś u siebie, a u mnie i nie powinieneś podnosić głosu na moją kobietę - powiedziałem chłodno, nie siląc się na żadne zbędne uprzejmości. Sam z nich nie korzysta, to i ja nie muszę. Szczególnie wtedy, kiedy podchodzi ze mną z wyjątkową agresją.
     - Oh, już, przepraszam, urażony paniczu - parsknął pogardliwie, spoglądając na zegarek, by jeszcze bardziej podkreślić to, jak ma mnie gdzieś. Chwilę później podniósł wzrok. - To jak, Tylerek. Może mała wymiana? Trochę pieniążków za tą piękną panią i ja będę miał uciechę, a ty problem z głowy.
    Prychnąłem.
     - Nie. Jest moja i nie powinieneś jej dotykać nawet jednym palcem - powiedziałem ostro w jego stronę i objąłem Altheę w pasie, przyciągając ją bliżej siebie. Wręcz wbijając w moje ciało. Nie wiem, jakie były jej uczucia. Czy wolałaby zostać ze mną, czy też odejść z tym facetem. W tej chwili szczerze mówiąc średnio mnie to obchodziło, jak nie wcale.
     - Serio? Od samego początku, jak cię zobaczyłem, miałem wrażenie, że jest dla ciebie ciężarem. - Uśmiechnął się pod nosem, podchodząc bliżej. Nie spuszczał wzroku z dziewczyny. - Więc może mi ją oddasz, a sobie znajdziesz lepszą, hmm?
     - Jesteś zbyt pewny siebie - stwierdziłem, nie zmieniając ostrego wyrazu swojej twarzy. - Już usłyszałeś moją odpowiedź i nie zamierzam ani jej powtarzać, ani też zmieniać. - Rozejrzałem się dyskretnie po sali. Nikt zbytnio nie zwracał na nas uwagi. Pewnie myśleli, żę prowadziliśmy zwykłą, niezobowiązującą rozmowę. I dobrze. Lepiej, żeby było tak, niż inaczej.
     - A może dasz zadecydować swojej pięknej kobiecie, hmm? W końcu to powinna być jej decyzja, z kim chce się puszczać. - Uniósł jedną brew. Podpuszczał mnie, nie dość, że to widziałem, to do tego dobrze to czułem i wiedziałem, jakie kroki zamierza dalej poczynić.
    Westchnąłem ciężko, delikatnie gładząc Altheę po plecach. Powoli traciłem chęci na tę bezsensowną rozmowę. Całe szczęście, że dziewczyna milczała i nie wyglądała, że chce dodać od siebie jakieś parę groszy do rozmowy.
     - To ja za nią decyduje w tej sprawie - warknąłem już lekko zdenerwowany. Jego plan szedł w dobrym kierunku. - Dałbyś sobie spokój może, co? Nie dostaniesz jej.
     - Jak się nią znudzisz, to owszem. Albo będzie tak samo, jak z Julie. Nadal u mnie siedzi, wiesz? Chcesz się z nią spotkać? - Uśmiechnął się do mnie szyderczo.
    Zacisnąłem mocno jedną pięść. Fakt, że Julie uciekła do niego po trzech latach znajomości ze mną, doprowadził mnie do szewskiej pasji. a kłótnia, którą odbyliśmy przed jej odejściem, nadal siedzi w mojej pamięci. Trochę tego żałuję, fakt, ale nikt nie jest niezastąpiony. Już znalazłem zamiennik na jej miejsce i nie potrzebuję słyszeć o niej zbędnych słów.
     - Nie wspominaj mi nawet o tej dziwce - mruknąłem pod nosem. - I wybacz, ale muszę się teraz oddalić - dodałem po chwili bardziej opanowanym głosem i już odwracałem się do niego plecami, gdy ten dodał ironiczne i wypowiedziane z udawaną skruchą pytanie:
     - Poruszyłem drażliwy temat, co?
    Nie odezwałem się już. Nawet się też nie zatrzymałem. Jedynie pociągnąłem dziewczynę za nadgarstek, siląc się na delikatność i podszedłem razem z nią do stołu z przekąskami. Chwyciłem jedno ciastko z kremem kokosowym i wsadziłem je sobie do ust, powoli przeżuwając.
     - Wszystko w porządku? - Poczułem dłonie Althei, delikatnie zaciskające się na moim ramieniu. Pogładziła je czule, jakby wdzięczna, że nie oddałem jej w łapy tego gacha. Jednak ja, wyraźnie znerwicowany, pospiesznie strzepałem jej dłoń ze swojego ramienia.
     - Tak - westchnąłem ciężko. - A z tobą jak? - Zerknąłem na nią kątem oka.
     - Jest dobrze - powiedziała cichym głosem, spuszczając wzrok na swoje stopy. Chwilę później spytała tym samym tonem. - Kim dla ciebie była Julie?
    Westchnąłem ciężko. Kolejny raz słyszę od niej to pytanie, jednak inaczej sformułowane. Szczerze mówiąc nie miałem ochoty na głębsze zagłębianie się w moje relacje z kobietą, która już od dawna jest moją przeszłością, dlatego też odparłem zdawkowo:
     - Kochanką z dużym stażem i doświadczeniem.
     - Chyba nie tylko…
     - Coś ty się taka kuźwa ciekawska zrobiła? - warknąłem na nią groźnie, uważając na to, by nikt z towarzystwa nie zwrócił mi na to uwagi. - Nie wtrącaj nosa w nieswoje sprawy i idź zajmij się czymś pożytecznym. Ja muszę ochłonąć.
    Wtedy też bez słowa od niej odszedłem, zostawiając ją samą. Sam poszedłem po wielkich jak w pałacu schodach na górę. Tam szybko trafiłem na swój stary pokój, gdzie zamierzałem spędzić dzisiejszą noc. Oczywiście miejsce w łóżku obok mnie zagrzeje Althea, bo jakżeby inaczej, jednak jeszcze jej o tym nie mówiłem. Mogła się domyślić, że na noc nie wróci do swojej obskórnej i jebiącej żulami kamienicy. Wyglądała ona na gorszą porażkę, niż jaką byli niektórzy moi biznesowi przeciwnicy. Naprawdę, kurwa, od dawna nie widziałem brzydszej budowli, jednak przestańmy się nad tym rozdrabniać.
    Pierwsze, co zrobiłem, to ściągnąłem marynarkę z ramion i rzuciłem ją niedbale na schludnie pościelone łóżko. Wyglądało ono tak, jakby rzeczywiście domownicy oczekiwali mojego przyjścia. Chociaż fakt, często tu sypiam, więc tak zadbany i zawsze wysprzątany pokój to nic niesamowitego. Chwilę później na mojej marynarce wylądował krawat, a za nim reszta mojej garderoby. Gdy zostałem w samych bokserkach, złapałem za ręcznik, który leżał nieopodal. Kąpiel, szczególnie długa i wyjątkowo gorąca, mogła dobrze i skutecznie ukoić moje nerwy. I właśnie taki też miałem zamiar.
    Nie spieszyłem się. Nalałem wody do wanny w łazience, która była połączona z moją sypialnią i dolałem tam miętowego płynu do kąpieli. Zaraz potem zanurzyłem się po szyję w wodzie, rozkłądając ręce na prawie całym oparciu. Westchnąłem z ulgą. W końcu chwila dla siebie. W końcu mogę odpocząć od tłoku ludzi z fałszywymi uśmiechami i też tych, którzy denerwowali samą obecnością.
    Siedziałem tak chwilę w ciszy, gdy nagle usłyszałem kroki dochodzące zza drzwi. Ktoś coś rzucił na łóżko, za zaraz potem złapał za klamkę od łazienki. Zaraz potem drzwi uchyliły się, a w ich framudze dostrzegłem Altheę, której na policzkach rozkwitł rumieniec zaraz po tym, jak mnie zobaczyła.
     - P-przepraszam, m-mogłam pukać - wyszeptała cicho, odwracając wzrok. Parsknąłem cicho na tę jej reakcję i pokręciłem głową.
     - Nic się nie stało. Może się do mnie przyłączysz, hmm?


< Althea? >

+10 PD

21 lut 2019

Od Tylera do Harper - Walentynki [1/2]

    Walentynki. Święto, którego absolutnie nie ma w moim kalendarzu. Okazja, na której media i sieci różnych sklepów mogą dużo zarobić. Dla mnie jednak jest to po prostu zwykły dzień, który musiał zapełnić nieznośną pustkę w naszym kalendarzu. Miałem go spędzić tak, jak wszystkie inne tego typu dni. Praca, praca, praca i odrobina przyjemności, na którą zasłużyłem po ciężkiej robocie. Już od samego początku miałem umówione parę spotkań, które miały zapchać plan i dostarczyć mi jako takie korzyści. Prawdę mówiąc to nie miałem ochoty nic dzisiaj robić. Najchętniej zaszyłbym się we własnym mieszkaniu razem z moją kochanką, jednak nic z tego. Praca musi być wykonana, a ja nie lubię mieć zaległości.
    Siedziałem przy stole pełnym jedzenia w rodzinnej posiadłości z gazetą w jednej ręce i filiżanką kawy w drugiej. Dzisiejszy poranek spędzałem właśnie tam - przy rodzinnym stole. Po mojej lewej stronie siedział ojciec, naprzeciwko mnie siostra, a po mojej prawej matka. Wszyscy byli pogrążeni w swoich niewielkich zajęciach. Adrie prawdopodobnie umawiała jakieś spotkanie przez telefon, Richard, tak jak ja, czytał gazetę, a Celine, jak to do niej podobne, trzymała na kolanach małego rottweilera i rozpieszczała bardziej niż mnie, gdy byłem dzieckiem. Westchnąłem cicho, czym zwróciłem na siebie jej uwagę i ponownie zanurkowałem spojrzeniem w jeden z artykułów. Matka pozwoliła szczeniakowi zejść ze swoich kolan i odchrząknęła dosyć głośno, chcąc otrzymać trochę mojego zainteresowania.
     - Jesteś chora, kochanie? - Pierwszy zwrócił na nią uwagę mój ojciec, który podniósł wzrok znad gazety i odezwał się do niej zatroskanym głosem.
    Celine przewróciła oczami, w tym czasie ja też odłożyłem lekturę na bok.
     - Chciałam zwrócić na siebie uwagę syna - westchnęła, wskazując na mnie ręką. - Zamierzasz coś zrobić dla Althei na walentynki? - Tym razem te słowa skierowała w moją stronę.
     - Po co? - Tylko to pytanie cisnęło mi się na usta. Taka prawda. Nie czułem nawet najmniejszej potrzeby, żeby jej coś dawać. Prezent to powinna być nagroda, a jak na razie ona na nic takiego nie zasługuje.
     - Są walentynki, powinieneś coś jej dać - powiedziała, jakby to była oczywista oczywistość i nie powinna mi tego nawet tłumaczyć. - Złoty naszyjnik albo bransoletka? Sukienka? Buty? Dobra kolacja w restauracji i miły wieczór? Na miłość boską, Tyler, czemu jesteś taki bezuczuciowy?
     - Nie jestem bezuczuciowy - wszedłem jej w słowo. - Nie zasłużyła na żadną z tych rzeczy. Gdyby była posłuszna, dostałaby coś ode mnie. Kiedy sytuacja wygląda tak, jak wygląda, nie powinna dostać nic, bo jeszcze poczuje się pewniej i znowu zacznie warczeć.
     - Słońce, kobieta to nie pies - wyjaśniła Celine, mając dość poruszania tego samego tematu po raz kolejny. - Walentynki to czas, kiedy powinno się coś komuś dać bez żadnego większego powodu. Bezinteresownie, prosto od serca. - Uśmiechnęła się. - Tak jak twój ojciec załatwił nam romantyczną kolację, a twoja siostra dostała od niego bukiet kwiatów i… jakąś dziwną piżamę.
     - To kigurumi - weszła jej w słowo Adrie, nie odrywając wzroku znad telefonu.
     - Nieważne, ale wiesz, o co mi chodzi, Tyler. - Matka złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się do mnie krzepiąco. - Nie rób tego dla siebie, tylko dla Althei. Jestem pewna, że to doceni i zacznie cię postrzegać w lepszym świetle.
    Westchnąłem ciężko. Nie chciałem tego robić. Od samego początku miałem co do tego mieszane uczucia. Jednak sam fakt, że moja matka mnie upomina i zwraca uwagę, ma coś na rzeczy. Nie jestem maminsynkiem, jednak nie zmienia to faktu, że Celine była i jest najważniejszą osobą w moim życiu. Wiem, jaką sympatią pała do mojej kochanki i nie chciałbym sprawić jej przykrości.
     - Jakiego jubilera polecasz? - spytałem w końcu, tym samym przystając na słowa mojej matki. Ona uśmiechnęła się i ścisnęła moją dłoń jeszcze mocniej.
     - Tego w centrum, w galerii handlowej. Mają tam ładne naszyjniki - powiedziała, biorąc do ręki jedną z kanapek, która leżała na jej talerzu. - Bransoletki też są niezłe.
    Kiwnąłem głową. Tak więc postanowione. Pójdę tam po pracy, kiedy będę miał więcej czasu, żeby się namyślić. Później zabiorę Altheę z jej… okropnego domu i wezmę ją do siebie. Ogarnę jakieś standardowe i znane jej jedzenie, a reszta wieczoru jakoś tam pójdzie. Mam być miły i się opanować tego dnia? Dobrze, spróbuję się hamować. Dla matki, bo dla Althei na pewno bym tego nie zrobił. Za bardzo się rządzi mała suka.
    Punkt za kwadrans jedenasta wyszedłem z domu i odjechałem na pierwsze ze spotkań. Minęło ono dosyć szybko, tak samo, jak kolejne. Jednak z ostatnim nie było tak łatwo. Mężczyzną, z którym byłem umówiony, to Stanley Moore, zajmujący się, jak wszystkim wdrążonym w ciemną stronę Avenley wiadomo, handlem dziwkami. Sam ma w mieście parę burdeli, w których towarem są porwane kobiety. Kobiety, które są siłą zmuszane do oddawania swoich ciał w zamian za ciepły, nie zawsze pożywny posiłek. Te, które nie spełniają wymagań i się buntują, są zabijane. Tak po prostu. Okrutny biznes, jednak przynosi mu duże korzyści. Jeśli mam być szczery, sam kiedyś myślałem o rozkręceniu czegoś takiego, jednak szybko z tego zrezygnowałem. Wystarczy, że policja zna mnie ze sprzedaży narkotyków i handlu żywym towarem. Dobrze, że pod innym nazwiskiem.
    Spotkaliśmy się w jednej z kawiarni w galerii. Przyszedłem tam sam, on jednak musiał mieć obstawę. Był przyjacielem mojego ojca, więc nie musiałem się go specjalnie obawiać. Mężczyzna mimo wszystko nie do końca mi ufał. Wszyscy jego ludzie swój wzrok wlepiony mieli we mnie, czekając, aż zrobię chociaż najmniejszy, niepokojący ruch.
    Westchnąłem pod nosem i wziąłem małego łyka kawy, którą zamówiłem, by chwilę później zacząć pertraktacje. Wszystko szło zgodnie z planem, gdy Stanley w pewnym momencie nie wypatrzył kobiety, stojącej przy kasie w kawiarni. Była ubrana w dość… elegancki sposób. Kojarzyłem ją nawet z twarzy. Była asystentką dyrektora firmy, której nazwy niestety już nie pamiętam. No cóż, nie moja wina, że mój mózg uznał tę informację jako zbędną i niegodną uwagi. Panu Moore’owi przyznam jednak racje - potrafi wypatrzeć niezłe sztuki w tłumie. Miałem przyjemność spotkać już ją nie raz na wszelkiego rodzaju bankietach i imprezach w tym stylu. Nawet urodził mi się plan w głowie, żeby wdrążyć ją do grona moich kochanek. Oczywiście tym samym sposobem co inne - groźbą. Mało która idzie za mną, zachwycona moim ponurym urokiem osobistym. Duża część ich się mnie boi i idzie za mną tylko dlatego, żeby nie podpaść i nie stracić czegoś ważnego. Niestety, teraz została mi tylko jedna. Pora powiększyć te grono o parę innych ślicznotek, nieprawdaż?
     - Dużo bym za nią dostał… - Moje przemyślenia przerwały głośne myśli mojego partnera biznesowego. Chciał ją porwać, złamać i sprzedać jakiemuś bogatemu frajerowi jak zabawkę. Kobietę, którą uznaję za moją potencjalną kandydatkę na kochankę. Mam być szczery? Nie chciałem do tego dopuścić. Włączył mi się tryb egoisty (którym z resztą i tak często jestem. W końcu, to moja cecha charakteru, czyż nie?) i za Chiny ludowe nie chciałem do tego dopuścić.
     - Chce pan ją sprzedać? - Zadałem naprawdę oczywiste pytanie. Oczywiście doprawiłem je oburzonym wzrokiem. Typ chciał wbić szpony w moją zdobycz. Jak miałbym nie być zły i naprawdę wkurwiony? Tak się nie da.
     - A nie widać tego? - zaśmiał się gorzko. - Dobra dupa. Jeszcze podszkolić do tego i owego i może nawet piętnaście kawałków za nią dostanę? Antoine? - Zwrócił się do swojego agenta, która stał obok niego. - Obserwuj ją. W razie czego idź za nią, wiesz co masz robić.
    Jego podwładny kiwnął głową i od razu dyskretnie wlepił wzrok w kobietę. Kurwa. Ona miała być moja. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Musiałem działać. I to natychmiast. Szczególnie to uczucie nasiliło się we mnie, kiedy kobieta odeszła, a wcześniej wspomniany Antoine ruszył za nią w bezpiecznej odległości. Musiałem ją złapać przed nim, bo może być za późno.
     - Myślę, że już załatwiliśmy to, o czym miała być mowa. - Wstałem od stolika, poprawiając krawat. - Mam rację?
     - Ależ oczywiście, Tylerze. - Mężczyzna uśmiechnął się i również wstał, wyciągając swoją dłoń, którą zgodnie z etykietą uścisnąłem. - Interesy z tobą to czysta przyjemność. Myślę, że twój ojciec będzie zadowolony.
     - Ja również - Odwzajemniłem jego uśmiech. - Do zobaczenia.
     - Do zobaczenia.
    Po jego słowach, starając zachować spokojny krok, ruszyłem w stronę, gdzie wcześniej udała się kobieta wraz z jednym z jego ludzi. Nie minęło dużo czasu, kiedy ją znalazłem, a zaraz obok stał Antoine. Nie tracił jej z pola widzenia i tylko czekał na okazję, by ją pochwycić. Szybko wykorzystałem moment i podszedłem. Ba! Podbiegłem wręcz i złapałem ją za nadgarstek, w miarę delikatnym szarpnięciem obracając ją do siebie przodem.
     - Wybacz, ślicznotko, ale musisz iść ze mną. Jesteś w tarapatach, ale później ci to wytłumaczę - powiedziałem szybko i nie czekając zbyt długo na jej reakcję, zacząłem ją ciągnąć za sobą.


< Harper? >

+10 PD

3 lut 2019

Od Tylera Do Opheli

    Kolejny dzień - kolejna porcja obowiązków. Czyli zaczyna się tak, jak zazwyczaj i pewnie skończy też tak, jak zazwyczaj. To swego rodzaju rutyna. Początek dnia spędzony na pracy, popołudnie to tak jakby swego rodzaju czas wolny, wieczór poświęcony dla kochanek, a noc na uzupełnianie stosu papierów. Zero wytchnienia. Jednak z czasem idzie się przyzwyczaić.
    O szóstej wstałem, by dosłownie pół godziny później siedzieć już w samochodzie. Pierwszy przystanek tego dnia - kawiarnia, w której dostaję wyśmienitą kawę i parę pysznych ciastek bez kolejki. Codziennie, gdy tam wchodzę, otrzymuje moje standardowe zamówienie ciągle i niezmiennie od tej samej kobiety, która na dokładkę obdarowuje mnie ciepłym uśmiechem. Jednak ja nigdy go nie odwzajemniam. Jest to jednym z wielu punktów, zawartych na mojej liście, odnoszącej się do straty czasu. W każdym razie zawsze zostawiam kobietę bez słowa. Tylko stawiam na blacie należące się jej pieniądze i wychodzę w pośpiechu. Tak, zwroty grzecznościowe też są stratą czasu.
    Jak szybko wszedłem do kawiarni, tak szybko ją opuściłem. Jak zawsze to samo zamówienie czekało na mnie równie o tej samej godzinie, jak i uśmiech wciąż tej samej osoby. Ciągle nieodwzajemniony. I chyba raczej nigdy się to nie zmieni.
    Tego dnia odchaczałem spotkania po kolei, jak leciało. W końcu nadszedł czas na ostatni z nich. Spotkanie, które miałem już umówione od tygodnia. Oczywiście nie odbywało się ono w jakimś wyszukanym miejscu. Była to po prostu jedna z uliczek, o której większość psów nawet nie ma pojęcia. Zjawiłem się tam razem z moimi ludźmi w obstawie. To chyba było oczywiste, że nigdzie nie będę chodził sam. Ktoś za mnie musi brudzić sobie ręce.
    Na miejscu czekał już na nas wysoki, ale chuderlawy mężczyzna. Na oko dwadzieścia pięć lat. W rękach trzymał paczkę, prawdopodobnie wiadomość, od swojego szefa. Czyżby ten nie mógł przyjść na umówione miejsce i posłał tu jeden ze swoich podnóżków? Różne mogły być tego powody, jednak coś mi tu ewidentnie nie pasowało.
     - Dzień dobry. - Skinął głową na przywitanie. Odwzajemniłem krótko ten gest i podszedłem do niego bliżej, oczywiście będąc z dwóch stron zabezpieczany przez swoich ludzi. - Szef nie mógł przyjść, dlatego kazał mi się tu wstawić i przekazać tą wiadomość. - Mężczyzna podał pakunek osobie, która stała po mojej prawej. Nie powiem, ciekawiło mnie to, co mogłem tam znaleźć, jednak wolałem zostawić to na później.
     - Coś jeszcze? - spytałem, marszcząc brwi. Mojej uwadze nie umknęło zdenerwowanie mężczyzny, który z lekka drżącą dłonią szukał czegoś przy pasku od spodni. Powoli, starając się zachować pozory, sięgnąłem po broń. Cicho ją odbezpieczyłem, by być w razie czego w pogotowiu. On jednak nie zrobił tego równie dobrze, jak ja - wyraźnie można było usłyszeć charakterystyczny szczęk. Nie czekałem na jego następny ruch. Momentalnie wyciągnąłem pistolet i bez wahania strzeliłem mu między oczy. Ostatnie co ujrzałem, zanim upadł na ziemię, to jego przerażony wzrok, wiercący we mnie głęboką dziurę. Nie przejąłem się tym zbytnio - takie sytuacje zdarzały się prawie codziennie. Dużo osób chce mnie zabić, dlatego muszę być w pogotowiu i analizować dokładnie każdy ich ruch. Zupełnie tak, jak przed chwilą. Chociaż patrząc na tego mężczyznę, mam wrażenie, że moi przeciwnicy mnie nie doceniają. Przysyłają mi takich niedoświadczonych chuderlaków, którzy nawet nie potrafią zapanować nad strachem posiadania przy sobie broni. Potem przez nich i ich nieumiejętność oceniania sił przeciwnika muszą ginąć. Po co? Niech sami się ze mną zmierzą, może to coś im da. Chyba też, że myślą, że nie dorastam im do pięt. Trudno. Będą tracić kolejnych ludzi, dopóki tego nie zrozumieją.
    Złapałem za pudełko, które trzymał w dłoniach mój człowiek, by po chwili im rozkazać:
     - Posprzątajcie ten bałagan.
    Już się brałem za otwieranie tego całego badziewia, gdy moim oczom ukazała się kobieta. Ta sama, która codziennie rano obdarza mnie uśmiechem przy odbieraniu zamówienia. Patrzyła to na mnie, to na trupa z przerażeniem wypisanym na twarzy. Już widziała wystarczająco dużo.
     - Zmieniam zdanie, część sprząta, część ją goni. - Wskazałem ruchem głowy na dziewczynę. Nie ucieknie mi.


< Ophelia? Szału nima, czyli chyba standard jak na pierwsze opowiadanie XD >

1 lut 2019

Od Tylera C.D Althea

     - Miejmy to już za sobą - usłyszałem głos dziewczyny, dochodzący od strony schodów. Ostatecznie poprawiłem krawat i skierowałem na nią swój przepełniony obojętnością i zimnem wzrok. Spojrzeniem powoli, ale i zarazem dokładnie omiotłem ją od stóp do głów. Jak na imprezę, na którą się wybieramy - bankiet z okazji imienin mojego ojca - jej strój był nazbyt wyzywający. Ja oczywiście jako mężczyzna nie narzekałem. Było na czym na dłużej zawiesić wzrok, jednakże lepiej by było, gdyby ta sukienka tak bardzo wszystkiego nie pokazywała.
     - Jednak nie tak daleko ci do dziwki - mruknąłem, wracając wzrokiem do mojego odbicia w lustrze i skrupulatnie poprawiłem garnitur, który dosyć porządnie opinał moje mięśnie. - Przebierz się w coś bardziej stosownego.
    Nie usłyszałem od niej żadnego słowa. Jedynie głuchy odgłos wchodzenia po schodach i trzaśnięcie drzwiami, prawdopodobnie tymi od sypialni. Westchnąłem ciężko pod nosem. Althea to twarda sztuka do wytresowania i ciężko będzie mi sobie ją pod siebie podporządkować. Jednak nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych - trochę przemocy, upokorzenia i kobieta sama mięknie, uznając twoją dominację. Cóż mogę powiedzieć - lata praktyki.
    Jakieś pięć - dziesięć minut później na dół ponownie zeszła kobieta, tym razem w ciemno zielonej sukience do kolan i delikatnie odkrytymi plecami. Kiwnąłem głową w geście, że pasuje mi jej aktualny strój i złapałem za kluczyki od samochodu.
     - Idziemy
 - powiedziałem tonem nie znoszącym sprzeciwu i otworzyłem przed dziewczyną drzwi.Ta jak najbardziej przez nie przeszła, jednak z wielką niechęcią wypisaną na jej twarzy. - Uśmiechnij się. Nikt cię tam nie zabije, chyba, że popełnisz jakiś błąd. - Zamknąłem za nami drzwi. - Wtedy to ja się tobą zajmę po powrocie.
    Usłyszałem jak oddech dziewczyny przyśpieszył, a jej serce zaczęło bić szybciej. Bała się i właśnie o to chodziło. Strachem najszybciej dojdę do swojego celu. Byłem tego bardziej niż pewien.
    Droga do mojego domu rodzinnego była krótka i minęła nam w milczeniu. Dziewczyna ciągle odwracała ode mnie wzrok i wgapiała się pusto w przestrzeń. Momentami można było się nawet poczuć, że jest się obok osoby obłąkanej, czy też psychicznie chorej. Westchnąłem ciężko, gdy powoli zaczęliśmy wjeżdżać na posesję i zacząłem mówić:
     - Na bankiecie zachowuj się normalnie, a nie tak jak teraz. Staraj się normalnie rozmawiać z innymi kobietami, które tam będą. - Zaparkowałem samochód w podziemnym parkingu i kontynuowałem po chwili swój monolog. - Nie zadawaj za dużo pytań, nie bądź ciekawska, nie dotykaj zbyt wielu rzeczy i zachowuj się jak pani z wyższych sfer. - Skierowałem na nią swoje ostre spojrzenie. - Od tego spotkania zależy, jak będę później na ciebie patrzył i do ciebie się zwracał. Rozumiemy się? Czy mam powtórzyć tym razem w bardziej jasny sposób?
     - R-rozumiem. - Dziewczyna jakby przestraszona moim zachowaniem, bliskością i władzą jaka ode mnie biła, odpowiedziała szybko i schowała swój wzrok, momentalnie otwierając drzwi od samochodu.
     - Cieszę się - mruknąłem i poszedłem w jej ślady. Nie minęła chwila, gdy już staliśmy pod wielkimi drzwiami wejściowymi, a ja zadzwoniłem dzwonkiem. Wtedy, jak na zawołanie, lokaj otworzył je nam, witając nas delikatnym ukłonem. Kiwnąłem głową na ten gest i poprowadziłem kobietę w głąb domu. Mniej więcej znałem jej preferencje i przeczuwałem, że przepych, z jakim urządzona jest cała ta posiadłość, może ją dosyć porządnie przytłoczyć. Chcąc dodać jej w jakimś stopniu trochę otuchy, położyłem dłoń na dole jej pleców i delikatnie ją tam pogłaskałem, szepcząc jej do ucha: - Spokojnie, nikt cię nie zje. Tylko bądź ostrożna, ludzie mogą łatwo poznać z jakiej sfery jesteś.
    Althea delikatnie kiwnęła głową i odetchnęła cicho, jakby chcąc jeszcze bardziej się tym uspokoić. W tym samym momencie podszedł do nas mój ojciec. Obdarował nas delikatnym uśmiechem i od razu przywitałem się z nim dosyć formalnie - jak na nas przystało.
     - A ta piękna pani to kto? - Delikatnie ujął jej dłoń i złożył pocałunek na jej wierzchu. - Na imię mam Richard. Richard Owen, a panienka to…? - spojrzał na nią pytającym wzrokiem, jednak jego spojrzenie zawsze miało w sobie coś takiego, co budziło strach i przymus zdradzenia mu wszystkiego, co się ma za uszami.
     - Althea - odparła po chwili ciszy delikatnie zarumieniona. Po chwili dodała: - Miło mi pana poznać.
     - Mnie panienkę również, jak najbardziej. - Jego uśmiech się poszerzył. Nie minęła chwila, gdy obok jego boku stanęła najważniejsza osoba w jego życiu i tym samym moja matka - Cecile.
     - Myślałam, że przyjdziesz z Julie… - Zmarszczyła delikatnie brwi, łapiąc za ramię męża.
     - Plany uległy zmianie - mruknąłem niezadowolony faktem, iż poruszyła ten temat.
     - Rozumiem - odparła zamyślona, by po chwili na jej twarz wkradł się serdeczny uśmiech. Moja matka miała to do siebie, że wyraz jej twarzy nigdy nie kłamał. Była kobietą z jajami i nie bała się mówić ludziom wprost tego, co myśli. - Jestem Cecile Owen, - podała jej dłoń, - miło mi poznać.
     - Althea, mnie również - odwzajemniła jej uśmiech. Moja dłoń nadal leżała na plecach kobiety, więc powoli zaczynałem wyraźnie odczuwać to, że dziewczyna się rozluźnia i coraz lepiej czuje w nowo poznanym towarzystwie.
     - Może ja cię stąd zabiorę, hmm? - zaproponowała Cecile. - Mężczyźni pewnie mają jakieś ważne sprawy biznesowe do omówienia.
     - Dobry pomysł, kochanie - poparł ją Richard, kiwając głową. Althea od razu przystała na jej propozycję i chwilę później znacznie się od nas oddaliły, w międzyczasie zapraszając do swojego grona Adrienne - moją siostrę. Nie przeszkadzało mi to, między innymi dlatego, iż ona mocno się ze mną trzyma i mówi mi o wszystkim, co wie, widzi i słyszy. Od matki o wiele trudniej byłoby wyciągnąć, co Althea robiła podczas tego wieczoru.
     - Wszystkiego najlepszego - parsknąłem pod nosem, biorąc od jednego z lokajów lampkę szampana.
     - Wiesz, że imieniny traktuję jak zwykły dzień tygodnia - westchnął mężczyzna i wziął łyka musującego napoju. - Musiałem zorganizować ten bankiet, by załatwić parę spraw biznesowych… To znaczy mama zorganizowała ten bankiet. Ja tylko realizuję plany.
     - Wiem - parsknąłem pod nosem i poszedłem w jego ślady - przechyliłem kieliszek i wlałem w siebie trochę tego napoju. - Ale i tak, wszystkiego najlepszego. Szczere życzenia od pierworodnego syna.
     - A dziękuję bardzo - zaśmiał się ojciec, spoglądając do przodu na resztę towarzystwa. - Dużo osób mi to mówiło, ale dopiero ty jesteś trzecim, od którego te słowa zabrzmiały szczerze. Cała reszta zebranych na tej sali chce, żebym zdechł. Byłoby im to bardzo na rękę, jednak ja dosyć długo ich jeszcze pomęczę.
     - A ja będę po tobie.


< Althea? Tylea is back C: >

+10 PD

15 gru 2018

Od Tylera C.D Althea

    Zwiedzanie jej ciała przez moje dłonie momentalnie się przerwało, gdy poczułem mocne uderzenie w moją skroń. Na chwilę stanąłem zdezorientowany. W tym samym momencie dziewczyna szybko zeszła z wyspy kuchennej i pobiegła ile sił w nogach w kierunku wyjścia. Nie zwróciłem jednak na to szczególnej uwagi. Wiedziałem, że dziewczyna nie ma jak stąd uciec. Jedyną drogą ucieczki byłaby ta przez okno, jednak jej skutki raczej nie zadowolą naszej dzisiejszej bohaterki, która skorzystała z mojej nieuwagi i wyrwała się z moich objęć, chcąc pobiec prosto ku wolności. Jednak nie przewidziała tego, że ze mną nie ma tak łatwo. Nigdy nie było i nie będzie. Drzwi w tym budynku są na kod, którego dziewczyna nie ma najmniejszego prawa znać. Znam go tylko ja i najbliższe mi osoby - w skrócie noszą nazwę “rodzina”.
    Poprawiłem krawat, który od dłuższego czasu zajmował miejsce na mojej szyi i powolnym krokiem zacząłem zmierzać w stronę. Jeśli myślała, że to, co teraz zrobiła, wyjdzie jej na sucho, to naprawdę grubo się myliła. Mnie nie da się tak po prostu uderzyć i odejść jak gdyby nigdy nic. Trzeba ponieść konsekwencję i znieść karę, którą właśnie dla kobiety sobie ułożyłem w głowie.
    Złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem mocnym ruchem w swoją stronę. Dziewczyna wręcz wpadła mi w objęcia, jednak szybko chciała się wyswobodzić, co spotkało się z moją dezaprobatą. Sam fakt, że dostałem od dziewczyny w głowę, sprawiał, że mój gniew wobec niej drastycznie wzrastał, powoli wychodząc poza skalę. Nie mogłem sobie pozwolić na takie traktowanie. To zmniejsza moją potęgę w oczach innych, a w biznesie, w którym siedzę od dłuższego czasu, najważniejsze jest dbanie o ten wizerunek.
    Nie puściłem kobiety wolno, ale i też dotkliwie jej nie pobiłem - aż takim zwyrolem nie jestem. Zaprowadziłem ją siłą na piętro wyżej i wepchałem mocnym ruchem jej drżące ciało do mojej sypialni. Dziewczyna była zdezorientowana i przestraszona zaistniałą sytuacją. Prawdopodobnie też wiedziała, jaki los ją czeka po tym, co odważyła mi się zrobić. Za zniewagę do Tylera Owena sporo się płaci.
    Nie siląc się na żadne delikatności, zdarłem z niej wszystkie jej ubrania i rzuciłem strzępki materiałów na bok. Sama Althea wylądowała na łóżku, ostatkiem sił starając się ukryć swoją nagą skórę. Dziewczyna szlochała, piszczała, błagała mnie o litość i o to, bym zostawił ją w spokoju. Jednak ja na to nie reagowałem. Nie zwróciłem na to uwagi ani razu, jakby dziewczyna zupełnie nie narzekała na to, co się dzieje z jej ciałem. Zamierzałem jej dać nauczkę. Dokładnie poprzez gwałt.

▼▲▼

    Wszystko skończyło się jakieś pół godziny po tym, jak się zaczęło. Ja już w samych bokserkach zszedłem na dół, zostawiając łkającą kobietę samą sobie. Jej łzy i zachowanie nawet w mniejszym stopniu mnie nie ruszały. Suka dostała to, na co zasłużyła i powinna teraz wiedzieć, co ją czeka, za każde, nawet najmniejsze nieposłuszeństwo. Kara będzie taka sama, ewentualnie momentami dostanie tylko po twarzy. Będę korzystał z takich środków, które sprawią jej jak najwięcej bólu, dopóki ta całkiem mi nie ulegnie. Wytresuje ją jak zwykłe zwierzę, bo dokładnie do tego została stworzona.
    Następne parę godzin spędziłem w swoim gabinecie, zapisując i uzupełniając coraz to kolejne stosy dokumentów. Dokumentów począwszy od tych dotyczących najbardziej błahych spraw, aż po te największe, najbardziej kosztowne i zapewniające mnóstwo dochodów. Ciągle trzymanie długopisu w dłoni sprawiło, że palce u mojej dłoni delikatnie mi spuchły, jednak niespecjalnie się tym przejąłem. Wiedziałem, że jutro nie pozostanie po tym ani nawet najmniejszy ślad na skórze.
    Gdy wróciłem do sypialni, Althea już spała. Naga, owinięta kołdrą, cała rozmazana od ciągłego płaczu i z rozczochranymi włosami. Mimo wszystko nadal wyglądała bardzo seksownie i pomimo chęci na powtórzenie rozrywki sprzed kilku godzin, powstrzymałem się. Jedynie położyłem się obok niej, okryłem kołdrą i zapadłem w głęboki sen.
    Budząc się parę godzin później, nie czułem jej obecności. Odruchowo położyłem jedną z rąk na drugą stronę łóżka. Prześcieradło było ciepłe, jednak to utwierdziło mnie w przekonaniu, że dziewczyna nie tak dawno się zdążyłą stąd ulotnić. Leniwie otworzyłem oczy i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było pusto, jednak była jedna rzecz, która się tutaj zmieniła - na podłodze nie było jej rozdartych ubrań, ani mojej koszuli, a na prześcieradle widniały dość sporawe plamy krwi. No, muszę przyznać, że zadanie wykonałem wzorowo.
    Chwilę później zdecydowałem się w końcu wstać z łóżka. Zajrzałem do łazienki, by załatwić swoje potrzeby, a następnie zszedłem na dół. Przy stole siedziała Althea - nic nie zrobiła ze swoimi włosami, jednakże obmyła swoją twarz i nie wyglądała tak tragicznie, jak po tamtym zdarzeniu, które swoją drogą całkiem ciepło wspominam. Ubrana była tylko w moją białą koszulę. Tą samą, którą miałem wczoraj na sobie. No cóż, miała do wyboru jedynie chodzić nago, lub wygrzebać coś z mojej szafy. Jej ubrania w ogóle nie nadawały się do użytku.
     - Dzień dobry - powiedziałem, wchodząc do pomieszczenia, w którym ta się znajdowała. Drgnęła pod wpływem mojego głosu i otworzyła szerzej oczy, jakby bojąc się, że znowu coś jej zrobię. Wróciła bez słowa do posiłku, chcąc ominąć rozmowę ze mną. - Nie odezwiesz się, hm? Tak cię wczoraj zeszmaciłem, że straciłaś głos? - Parsknąłem kpiąco pod nosem i uśmiechnąłem się z lekka szyderczo. - A chciałem być delikatny.
     - N-nienawidzę cię - powiedziała cicho, zaciskając łyżkę w dłoni.
    Prychnąłem.
     - Nie jesteś pierwsza i nie ostatnia. Poza tym powinnaś być grzeczniejsza. To co stało się wczoraj, to był dopiero początek. Przecież mamy jeszcze twoją siostrzyczkę, prawda?
     - Ani się waż jej tknąć - warknęła, spuszczając wzrok do miski z owsianką. Widocznie bała się spojrzeć mi w oczy. Nawet nie wiedziała, jak bardzo mnie to satysfakcjonowało.
     - Dlaczego? Myślisz, że jesteś w stanie mi coś zrobić? Zagrozić czymś? - zaśmiałem się gorzko, nastawiając wodę na kawę. - Wczoraj chciałem to zacząć po dobroci, jednak jak widać, z tobą nie da się inaczej. - Chwilę później zdecydowałem się, żeby usiąść na przeciwko dziewczyny. Przez chwilę przypatrywałem się jej i temu, jak powoli przeżuwała swój posiłek. Można powiedzieć, że nawet odrobinę było mi jej żal. Próbowała być silna, jednak po wczorajszym wieczorze widze tylko dorosłą, jednak całkowicie bezbronną kobietę.
    Westchnąłem ciężko.
     - Dam ci jeszcze jedną szansę. Możemy żyć ze sobą po dobroci, albo każda nasza chwila spędzona ze sobą, będzie wyglądało tak jak tamte nieszczęsne pół godziny w moim łożku. To jak? Skorzystasz z niej czy znowu chcesz przeżywać piekło? Miej jeszcze na uwadzę to, że twoja młodsza siostrzyczka może skończyć tak samo. - Oparłem się o krzesło i zacząłem wpatrywać w jej twarz, czekając na jakąkolwiek odpowiedź.


< Althea? > 

+10PD

10 gru 2018

Od Tylera C.D Dianthe

    Tylerowi od samego początku nie podchodziła ta kobieta. Przeczuwał, że ta coś kręci i się nie mylił. Szczególnie był przekonany swoich racji wtedy, gdy ta wyjawiła swoje fałszywe nazwisko - Idalia Sparrow. Zaproszenie wyglądało normalnie, tak, jak wyglądała reszta, jednak on dokładnie wiedział jak wygląda Idalia Sparrow i to napewno nie była dziewczyna, która aktualnie siedziała przed nim ze łzami w oczach. Widocznie ktoś, kto załatwił jej ten ładnie ozdobiony kawałek papieru, nie dopiął wszystkiego na ostatni guzik. Mężczyzna westchnął ciężko i złapał palcami za nasadę nosa.
     - To nie ty. Znam Idalię i wiem jak wygląda, idioty ze mnie nie zrobisz - parsknął głucho i wyciągnął telefon. Już chwilę później nawiązywał połączenie ze swoim ojcem. Ten odebrał po paru sygnałach.
     - I jak? - usłyszał w słuchawce mocny głos Richarda.
     - Mam ją, podszywała się pod Idalię - odpowiedział, to zerkając na zaproszenie, to na zaryczaną kobietę.
     - Pod Idalkę powiadasz - westchnął. - Wyjątkowo lubią się pod nią podszywać, chyba nie trzyma zaproszeń przy sobie. Już tam jadę, czekaj na mnie. - Od razu po tych słowach nastąpiło rozłączenie, a Tyler usłyszał charakterystyczny sygnał. Włożył z powrotem telefon do kieszeni marynarki i usiadł na fotelu na przeciwko niej.
     - To co mi jeszcze ciekawego powiesz, hmm? - Wyciagnął broń, którą zawsze trzymał przy pasie i postawił ją na biurku. Chciał tym ruchem wywołać jej wzmożony strach, co przyniosło efektywne skutki. Kobieta otworzyła szerzej oczy i spojrzała z przerażeniem wymalowanym na twarzy na niebezpieczny przedmiot. Po chwili jednak spuściła wzrok, a po całym pomieszczeniu przemknęła niepokojąca, wręcz frustrująca cisza. - To jak, powiesz coś czy zamierzasz milczeć do czasu swojego osądu?
     - O-osądu? - podniosła swój biedny wręcz wzrok na Tylera, ten jednak popatrzył na nią z góry i parsknął pogardliwie.
     - Oczywiście, że tak. Myślałaś, że to wszystko pójdzie ci płazem? Już nawet przestałaś bronić tego, że naprawdę nazywasz się Idalia Sparrow.
     - B-bo tak się nazywam.
     - Milcz. Oboje dobrze wiemy, że łżesz - warknął dobitnie, na co dziewczyna podskoczyła w miejscu i skuliła się jeszcze bardziej. Wyraźnie było czuć od niej strach. Strach, który zdążył obezwładnić większość komórek w jej ciele. Wręcz nim emanowała, co wywoływało niewielki uśmieszek na twarzy Tylera. Cieszył się z tego, że wywołuje w niej taki strach, a jeszcze bardziej się będzie cieszył, gdy będzie mógł osobiście wykonać na niej wyrok, o którym zadecyduje on wspólnie ze swoim ojcem.
    Przez następne paręnaście minut dziewczyna nie pisnęła ani jednego słowa. W tym czasie do budynku zdążył dojechać Richad Owen - ojciec Tylera i jedna z najbardziej szanowanych osobistości w Avenley River. Bez zbędnego pukania otworzył drzwi do gabinetu i wtargnął do środka, nie mówiąc żadnego “dzień dobry” przy okazji. Za nim podążał jeden z jego agentów, trzymający w dłoni broń w pogotowiu.
     - To ona? - spytał, wskazując ruchem głowy na skuloną w kącie dziewczynę.
    Kiwnąłem głową.
     - Kulka w łeb i po kłopocie - powiedział, jak gdyby nigdy nic i wyciągnął cygaro z kieszeni, by chwilę później go zapalić i zaciągnąć się dymem.
     - Może nam się jeszcze do czegoś przydać - stwierdził z zamyśleniem na twarzy Tyler. Podrapał się po swoim kilkudniowym zaroście i został pochłonięty przez myśli.
     - Twoja matka mi wystarcza - parsknął prymitywnym śmiechem, by po chwili momentalnie spoważnieć. - A tobie nie wystarczą twoje kochanki? Tyle ich masz. Nie moja wina, że wszystkie w pewnym momencie albo robią się za stare, albo są mordowane.
     - Nie potrzebuję takiej zaryczanej kochanki - mruknął pod nosem. - Takie są najgorsze.
     - Jak uważasz - westchnął. - Czynisz honory, czy ja mam to zrobić? - Złapał za broń, którą trzymał w wewnętrznej kieszeni marynarki.
     - Zajmę się nią w inny sposób. Mam klatkę dla psa, w sam raz się zmieści - powiedział bez wyrazu. Jego twarz cały czas przywodziła na myśl twardy głaz. Zero uśmiechu, zero wyrazu, zero niczego. Zwykła, chłodna obojętność.
     - Chcesz ją wytresować? - parsknął, ponownie zaciągając się cygarem.
     - Coś w tym stylu. Będzie z niej taki wrak, że nikomu na myśl nie przyjdzie, by nadeptywać nam na odcisk, - warknął pod nosem, - i to jeszcze w tak prymitywny sposób.


< Dianthe? >

2 gru 2018

Od Tylera C.D Althea

    Zacząłem ją prowadzić do swojego samochodu, zadowolony obrotem sytuacji. Ciekawe, czy gdyby nie było tam tej dziewczyny, to Althea byłaby taka… potulna? Pewnie nie, widać po niej, że gdyby miała jakieś szanse i okazje, to od razu wyswobodziłaby się z moich sideł. Na razie jednak nie robi nic, by do tego doszło, co mnie cieszy. Chociaż nie jestem pewien, czy aby przypadkiem użycie w stosunku do niej siły nie będzie konieczne? Prawdopodobnie będzie, zawsze jest. W mniejszym albo większym stopniu, jednak nie da się bez tego zdobyć dominacji.
     - Dlaczego... robisz to, co robisz? - spytała, gdy otworzyłem przed nią przednie drzwi samochodu. Zrozumiałem, że przez to ma na myśli mój udział w mafii. Parsknąłem cicho pod nosem. Chyba rąbek mojego życia mogę przed nią uchylić, by jakoś “odwdzięczyć się” za całą prawdę o jej istnieniu. Wypytam ją o wszystko, co tylko będzie możliwe. Muszę mieć na nią więcej haków, niż jeden.
     - Ojciec zaczął, ja kontynuuję. W sumie zostałem tak wychowany - powiedziałem, gdy ta rozejrzała się wokoło, by następnie wsiąść do samochodu. Chyba nie chciała, żeby ktoś znajomy ją zobaczył. Chwilę później sam poszedłem w jej ślady i zająłem miejsce za kierownicą, odpalając maszynę, zanim zapiąłem pasy.
     - Współczuję... nie miałeś nawet wyboru - powiedziała cicho, wlepiając swój wzrok w szybę obok.
    Wzruszyłem ramionami i odparłem równie obojętnie:
     - Mi to tam nie przeszkadza, przyzwyczaiłem się do władzy i pieniędzy, nigdy nie narzekałem.
     - To też prawda. - Cicho westchnęła. - Więc... będę tylko na jeden dzień tygodnia?
    Pokręciłem głową, ruszając z parkingu. Nie zwróciłem nawet uwagi na to, że pod moją nieobecność, ci bez problemu mogą się zająć tamtą panią, którą jeszcze nie tak dawno uratowałem od gwałtu. No cóż, nie będę za nią płakał. Cel i tak już osiągnąłem.
     - Częściej. Grono moich kochanek uszczupliło się tylko do ciebie.
     - Jeszcze niedawno powiedziałeś, że masz ich sporo... - Spojrzała na na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
     - Nastąpiła nieoczekiwana zmiana planów i wszystkie ciężarne odesłałem do domu - parsknąłem pod nosem z uśmiechem, jakby było to jednym z lepszych żartów, które ostatnio usłyszałem.
     - Takie to dla ciebie obojętne? - Jej wzrok stał się ostrzejszy.
     - Daje im pieniądze na aborcję i do widzenia. - Uniosłem jedną brew. - Jestem taki zły?
     - Nie powinno się tak... po prostu zostawiać kobiet z tym. A gdyby chciały tego dziecka? - powiedziała to niepewnie. Widać było, że sama nawet nie wierzyła, w to co mówiła.
     - Powiedzmy inaczej. Ty byś chciała? - Odbiłem piłeczkę, spoglądając na nią.
     - Wczuj się w skórę dziewiętnastolatki i sam sobie odpowiedz. - Spojrzała przed siebie na ulicę.
     - To sama widzisz - mruknąłem pod nosem, z powrotem kierując swój wzrok na ulicę. Nasza rozmowa jeszcze trwała przez jakiś czas, dopóki nie podjechaliśmy pod mój apartamentowiec. Widać było, że dziewczyna czuje się w tym otoczeniu obco, jednak nic sobie z tego nie robiłem. Jedyne, co powinna znać w tej okolicy to moje mieszkanie. A raczej sypialnia. Konkretnie - łóżko. W drodze do mojego apartamentu w końcu się jej przedstawiłem, chociaż wyglądało na to, że moje imię nie było jej jednak zupełnie obce. Musiało jej się obić w którymś momencie o uszy. Nawet mnie to nie zdziwiło.
     -  Nadal nie rozumiem, jaka ma być moja rola… Kochanka? Mam tylko z tobą sypiać? - Spojrzała na mnie w pewnym momencie. Wyglądała na bardziej niż zakłopotaną.
     - Mojej partnerki łamane na kochanki - odparłem bez zawahania. - Sypiasz ze mną i chodzisz na bankiety. Poza tym to żyjesz własnym życiem… którego i tak będziesz miała niewiele - parsknąłem z niewielkim uśmieszkiem na ustach, zmierzając powoli do mojego apartamentu. - A, i najważniejsze. Nie sypiasz z nikim innym. Inaczej wiesz, co może się stać z twoją siostrą? - spojrzałem na nią, by się upewnić, czy dostatecznie zrozumiała powagę swojej sytuacji. To nie jest jakiś przelotny romans, po którym może wracać do prawdziwego partnera. Chyba by mnie pogrzało, gdybym na coś takiego pozwolił.
    Dziewczyna kiwnęła głową, w geście zrozumienia. Widać było, że gdy wspominam o jej siostrze, ta nagle zamiera i zaczyna się bać na samą myśl, że może się jej coś stać. I dobrze, właśnie o coś takiego mi chodziło. Zabiegi tego typu potrafią zdziałać dużo, w biznesie i towarzystwie, w jakim się obracam. Coś takiego jest jak złoto.
    Po wejściu do mieszkania, od razu skierowałem się w stronę kuchni. Althea oczywiście ruszyła za mną, rozglądając się z zaciekawieniem na wszystkie strony świata. Była tu pierwszy raz, więc jej zachowanie w żadnym stopniu mnie nie dziwiło. Rozumiałem to, jak najbardziej. Powinna się zapoznać w otoczeniu, w jakim będzie spędzać większość swojego czasu. Chociaż najchętniej już zaprowadziłbym ją do sypialni i zdarł z niej te ubrania. Ciekawe jak wygląda bez tych wszystkich materiałów, które tak dobrze ją opinają?
     - Jesteś głodna? Stawiam że tak - powiedziałem i nawet nie czekając na jej odpowiedź, postawiłem przed nią serek śmietankowy i dwie kromki ciemnego chleba, razem z nożem. Oczywiście nie był on jakoś szczególnie ostry, więc dziewczyna nie miała możliwości by dotkliwie mnie nim uszkodzić. Nawet, jakby chociaż próbowała to zrobić, jej siostra mogłaby się pożegnać z jedną kończyną… Albo może i nawet z głową.
     - D-dzięki - powiedziała i lekko drżącymi dłońmi zaczęła smarować kanapki. Z czasem jej ruchy i zachowanie zaczęło się uspokajać, dlatego też pod koniec posiłku była już w miarę spokojną. Można nawet powiedzieć, że w jej oczach było widać delikatną iskrę pewności siebie. Czyżby ze spłoszonej sarenki miałaby się przeobrazić w groźną lwicę? Pasowałoby mi to, nawet bardzo, jednak dopóki ta nie będzie przesadzać ze swoją odwagą, bo porządnie może się na tym przejechać.
     - Opowiedz mi coś o sobie. W końcu muszę cię poznać, by łatwiej mi się z tobą żyło, nieprawdaż? - I łatwiej tobą manipulowało - Dodałem w myślach.


< Althea? >

27 lis 2018

Od Tylera C.D Dianthe

    Mężczyzna stał całkiem z boku. Obserwował wszystkich zebranych, chcąc się dowiedzieć, który z nich węży. Takie było dzisiejsze zadanie. Zadanie, które powierzył mu jego ojciec, narzekając na to, że do wszystkiego wykorzystuje swoich ludzi, nie chcąc nawet kiwnąć palcem w żadnej, nawet najmniejszej sprawie, przy której zagrożenie życia jest nawet mniejsze, niż przy zwykłym wyjściu do sklepu.
    Tyler parsknął pod nosem, przypominając sobie o ich niedawnej rozmowie, która była bardziej komiczna niż lokalny kabaret. Oboje podnosili na siebie głos, jakby w ogóle zapomnieli, że są członkami jednej i tej samej rodziny. Szczerze? On wcale nie chciał tu być, takie walki wcale go nie fascynowały, nie wzbudzały w nim tych emocji, jakie powinny wzbudzać wszelakiego rodzaju show. Widocznie na niego to nie działa. Woli negocjować z własnymi wrogami twarzą w twarz i patrzeć, jak ci powoli błagają go o litość. Nie interesowały go żadne walki na śmierć i życie. W sumie, nie musiały, żeby tu był. Jego ojciec, Richard, dostał wiadomość od jednego z ich pseudo wywiadowców. Ponoć na tę subtelną i pełną klasy imprezę miał przyjść dziennikarz. Nie wiadomo jak wygląda, jak się nazywa, ani też jakiej jest płci. Jedynym pewnym o nim faktem jest to, że bierze udział w tej imprezie i węszy za smakowitymi kąskami w postaci różnych interesujących materiałów, które nadawałyby się na kontrowersyjny artykuł.
     - Na pewno dostanie pozwolenie na ten artykuł...- mruknął cicho Tyler sam do siebie i ponownie przesunął wzrokiem po sali pełnej ludzi. Dla niego nic nie wydawało się podejrzanego. Wszyscy zachowywali się absolutnie tak samo, więc trudno było wyróżnić tą jedną, zupełnie niewidoczną w tłumie osobę.
    W końcu zauważył kogoś. Jego. Był to młody mężczyzna, rozglądajacy się po całej sali. Jakby ewidentnie za czymś węszył. Jego oczy skupiały się na losowych punktach na ścianach, oknach, podłodze, a nawet na ciała walczących mężczyzn, które badał wzrokiem z zainteresowaniem. Tyler zaczął go obserwować coraz dokładniej. Znalazł się na liście jego celów, która na chwilę obecną miała tylko jeden jedyny punkt. Był w nim jednak jeden zasadniczy szczegół, który wykluczał go z grona podejrzanych. Był to rozlazły syn partnera biznesowego jego ojca. Dopiero gdy zauważył dokładniej jego twarz, to był w stanie to stwierdzić. Czyli jednak na jego liście nie było nikogo. Zaczął szukać dalej.
    I znalazł. Kobietę, która przed chwilą nadepnęła obcasem na stopę jednemu z większych osobistości w naszym mieście. Mężczyzna jednak ma klasę i nie uderzył jej w twarz, tak, jakby to zrobili niektórzy. Wbił wzrok w dziewczynę. Bogata, złota suknia, zachowany spokój. Niby wszystko w porządku, ale. Właśnie, to ale ma tu duże znaczenie. Kobieta nie rozglądała się po miejscu tak, jak poprzedni chłopak, lecz zauważył w jej wzroku naturalną ciekawość i chęć poznawania nowych rzeczy. Choć nadal nie podchodziła mu opcja, że to ona może być tym całym “szpiegiem”, to znalazła się ona na jego liście. Dlaczego? Dla jaj. Nie no, żart. Tyler po prostu nie potrafił nikogo innego nie wyhaczyć z tłumu. Jedyne, co mu teraz pozostało, to czekać, aż ta wyjdzie do łazienki i złapać ją w korytarzu, a następnie zaciągnąć do jednego z gabinetów i tam trzymać aż do przyjazdu jego ojca. Plan doskonały, można by rzec.
    Kiedy jeden z mężczyzn skonał na pseudo “arenie”, zakrwawiając świeżo wypolerowane panele, Kobieta ruszyła w stronę korytarzu, który prowadził wprost do łazienek. Tyler dopiero po chwili ruszył za nią, zachowując między nimi pewien odstęp, żeby nie wzbudzać żadnych niepotrzebnych podejrzeń.
    Przed nim szła dziewczyna, za nim nie było nic, wszystkie kamery były pod kontrolą jego ojca, nie miał czego się obawiać. Wkroczył do akcji. Przyśpieszył kroku i złapał dziewczynę za ręce jedną dłonią, wyręcając je do tyłu, drugą rękę natomiast wykorzystał do zakrycia jej twarzy, by po chwili bez problemu przyprzeć ją do ściany.
     - Będziesz grzeczna, czy mam użyć środków gorszych dla ciebie w skutkach? - wyszeptał jej do ucha, uśmiechając się pod nosem i parzył ją swoim oddechem. Dziewczyna raz się szarpnęła, jednak na darmo. Tyler był za silny, w dodatku wepchnął swoje kolano między jej nogi, co utrudniło kobiecie znacznie poruszanie się. - To jak?


< Dianthe? Sorki, trochę słabe :/ > 

23 lis 2018

Od Tylera C.D Althea

    Podjechałem pod bar dokładnie wpół do dziesiątej - to była godzina, o której byłem umówiony z większą częścią moich partnerów biznesowych. Ja, jako gospodarz spotkania powinienem przyjść tam na samym początku, jednak nic im się nie stanie, kiedy wejdę do baru o równej godzinie. Musiałem też załatwić miejsce w tym lokalu, co nie było trudne. Mając pieniądze, władzę i środki, by zniszczyć komuś życie, wszystko od razu staje się łatwiejsze.
    Wysiadłem z samochodu, od razu wyciągając z kieszeni cygaro i je zapaliłem. Wchodząc do budynku, pierwsze co zauważyłem, to moich partnerów biznesowych, wygodnie usadowionych na zwykłych krzesłach wokół jednego stołu. Z tego, co widziałem, już zdążyli wyciągnąć karty i żetony. Jeden z mężczyzn przyprowadził też młodszego ode mnie o trzynaście lat syna, który miał się zajmować na tym spotkaniu rozdawaniem kart i ich tasowaniem. Chociaż nie tylko dlatego tu przybył, miało to też na celu wprowadzeniu go bardziej w głąb ciemnej strony naszego miasta.
    Skinieniem głowy przywitałem się z wyraźnie zdenerwowanym właścicielem baru. Dużo stresu musiało go kosztować, by przygotował cały ten bar na nasze przyjście. Wiadomo, jakby coś było nie tak, to dostałby ode mnie nagrodę, w postaci tego, co zapamiętał by do końca swojego kruchego, nędznego oraz nic niewartego życia.
    Przywitałem się również poprzez podanie ręki z mężczyznami i dosiadłem się do ich stolika. Kilka minut później, do baru weszła skąpo ubrana kobieta. Momentalnie zawiesiłem na niej oko, a raczej na jej walorach, które były skutecznie podkreślane przez jej opinającą, wyjątkowo krótką spódniczkę i równie obcisłą bluzkę.
     - Kolejna zdobycz? - spytał mnie jeden ze znajomych, który siedział obok mnie. Można powiedzieć, że to akurat z nim miałem najlepszy kontakt. Niektórzy mówią nawet, że jesteśmy przyjaciółmi. Jednak ja bez zawahania mógłbym w każdej chwili strzelić mu w łeb.
     - Możliwe - mruknąłem cicho, łapiąc za jedną ze szklanek i nalałem do niej whisky. - Nie interesuj się.
    Mężczyzna parsknął cicho i zaczął rozkładać każdemu z nas po stałej liczbie żetonów. Chwilę później przyszła do nas kobieta z trunkami i kamiennym wyrazem twarzy, którym chciała skutecznie przysłonić swoje zaniepokojenie i lekkie zestresowanie. Momentalnie zsunąłem wzrok ponownie na jej nogi, biodra, przez talię, biust, aż z powrotem do jej twarzy i kiwnąłem głową na znak, że się zastanowię. Jednak teraz bardziej interesowało mnie to, jak ją podejść. Co ja pierdolę, przecież doskonale wiem, co robić z kobietami.
    Gdy ta już chciała odchodzić, ja ją zatrzymałem.
     - Czekaj - powiedziałem, obracając się do niej przodem. - Jak masz na imię?
     - A-althea - odpowiedziała, z lekka zdziwiona moim pytaniem. Można było również wyhaczyć w jej spojrzeniu lekkie zaniepokojenie. To naturalna reakcja. Faktem jest to, że gdybym był u siebie, to od razu złapałbym ją i zaciągnął tam, gdzie jej miejsce. W moim łóżku.
     - Althea - powtórzyłem. - Przyprowadź tu swoją koleżankę, mamy dla was zadanie. - Spojrzałem na jednego z mężczyzn, siedzącego naprzeciwko mnie, którego wręcz świerzbiło, by zerwać się z miejsca i rzucić na pierwszą lepszą kobietę.
    Czyli tak, precyzując - znalazłem jemu i sobie towarzystwo. Współczuje dziewczynie, która będzie musiała obok niego siedzieć, potrafi być brutalny i dotkliwie pobić taką jednorazową kochankę, ale no cóż. Nie mój problem.
    Chwilę później dziewczyna przyszła ze swoją współpracownicą. Ona również była niczego sobie, jednak kompletnie się chowała w towarzystwie wyższej i bardziej ponętnej od siebie koleżanki. Althea? Chyba tak miała na imię. Najwyżej źle zapamiętałem. Na chwilę obecną nie jest to takie istotne. I tak czy siak będę się do niej zwracał na Ty, a do tego nie potrzeba znajomości czegoś tak błahego jak imię, które nosi cholernie dużo ludzi na tej planecie.
    Gdy tylko przesunąłem po niej wzrokiem, już widziałem ją w mojej sypialni. W moim łóżku. Nagą. Pode mną. Krzyczącą moje imię i wijącą się z przyjemności.
    Poklepałem się po kolanie, dając jej jednoznaczny znak, żeby na nim usiadła. Ta zmarszczyła brwi i cofnęła się odrobinę do tyłu, nie wykonując mojego polecenia.
     - Siadaj. Chyba, że chcesz, by wyniknęły z tego nie za ciekawe konsekwencje - ostrzegłem ją wyjątkowo spokojnym i opanowanym głosem, pomimo tego, że w moim wnętrzu powoli gotowałem się z wkurwienia.
    Zaciągnąłem się cygarem.
    Dziewczyna prychnęła, wyraźnie zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Widać było, że jest bliska wybuchu i raczej nie była do końca uświadomiona tego, z kim ma do czynienia. Zaczynałem powoli czuć, że będę musiał użyć innych, gorszych dla niej środków.
     - To nie należy do moich obowiązków - prychnęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Widać było gołym okiem, jak jej ciało delikatnie się trzęsie, a kamienna maska spływa z jej twarzy, dając upust zdenerwowaniu i frustracji.
     - Może i nie należy, bo nie zamierzam ci za to płacić - parsknąłem kpiąco. - Pewnie nie chcesz tego robić, ale nie masz wyboru, twoja koleżanka z resztą też.
     - Na co ta dziwka czeka?! - warknął jeden ze starszych członków naszego spotkania. Widać, że niecierpliwił się równie szybko, co mój “przyjaciel”. Powinienem sam zamówić dziwki, dla każdego po jednej, żeby wszyscy byli zadowoleni. No cóż, jednak nie każdemu da się dogodzić, a ja dogadzać im nie zamierzam. Najważniejsze bym to ja został zadowolony.
     - Słownictwo - upomniałem go, zaciągając się cygarem. Moja matka mówiła, w sumie tak samo jak ojciec, że kultura w towarzystwie i brak wulgaryzmów jest najważniejsza i najbardziej oczekiwana od ludzi takiego pokroju, jak my. To jedna z niewielu pozytywnych rzeczy, jakie wyniosłem z domu.
    Mężczyzna mruknął coś pod nosem i już się więcej nie odezwał, a ja ponownie wskazałem Althei na moje kolano.
     - Siadasz, czy mam zastosować inne środki? - Na moje pytanie dziewczyna wypuściła z ust powietrze zestresowana i nieśmiało zajęła wyczekiwane przeze mnie miejsce na moim kolanie. Momentalnie moja dłoń znalazła się na jej biodrze. Lekko ją zacisnąłem, żałując trochę, że moją dłoń i jej skórę dzieli tyle materiałów. Gdybym nie szanował siebie i innych, już bym ją zerżnął na tym stole, a jej nie pomogłyby żadne jęki i krzyki o pomoc.
    Jej koleżanka jednak nie znalazła miejsca na kolanach mojego znajomego, który jednak zrezygnował z jej bliskości. Wystarczająco wykorzystał to jeden ze starszych i gdy dziewczyna przechodziła obok niego, ten momentalnie zaciągnął ją na swoje kolana i wsunął łapska pod spódnicę. Zauważyłem, jak dziewczyna robi wielkie oczy i porusza się niespokojnie, jakby chcąc wydostać się z tego koszmaru, który ten chciał jej zgotować.
     - Będę mógł zaraz zarządzić przerwę? - wymruczał dziewczynie do ucha, lecz dostatecznie głośno, bym ja to usłyszał.
    Kiwnąłem głową, zaciągając się cygarem.
     - To zarządzam ją teraz - warknął i momentalnie rzucił dziewczyną o stół, wypinając jej biodra w swoją stronę. Nie próżnował i nim się odezwałem, dziewczyna już miała spódniczkę zadartą do góry.
     - Nie przesadzasz trochę? - spytałem, a moja jedna brew uniosła się do góry.
     - Nie ruchałem przez tydzień - burknął. - Więc nie.
    Chwilę później usłyszałem szept dziewczyny, który wyraźnie był skierowany do mnie. Widać było, że już domyśla się, co możemy jej zrobić, jednak nie zna jeszcze do końca środków, jakich stosujemy. Całe jej ciało drżało, a dłoń, którą położyła na moim ramieniu, było wyraźnie targane przez zdenerwowanie.
     - N-nie róbcie jej krzywdy… - Usłyszałem od niej. Poczułem, że to może być moja jedyna okazja.
    Teraz, albo nigdy.
     - Jasne, tyle że mam dla ciebie pewną propozycję - wyszeptałem jej do ucha, zaciskając mocniej dłoń na jej biodrze.
     - J-jaką?
     - Zostaniesz moją kochanką i to nie na krótki czas - powiedziałem wprost. To nie miało być pytanie i nawet tak ono nie brzmiało. Stwierdzałem tylko to, co było w stu procentach pewne. A ja byłem tego pewny jak cholera.


< Alti? :c Przepraszam >

15 lis 2018

Tyler Owen

Na zdjęciu: Scott Eastwood
Motto: “Pieniądze szczęścia nie dają, lecz władzę owszem.”
Imię: Tyler. Po prostu Tyler. Nie akceptuje żadnych pseudonimów, ani też przeróżnych przekształceń jego imienia.
Nazwisko: Owen.
Wiek: Trzydzieści lat - nie tak dużo, jak na wysoko postawionego i bogatego mężczyznę.
Data urodzenia: Pierwszy listopada.
Płeć: Mężczyzna. Nie musisz mu zaglądać w spodnie, by się tego dowiedzieć.
Miejsce zamieszkania: Aktualnie zamieszkuje jeden z większych apartamentowców, który oficjalnie należy do niego. Z własnej inicjatywy połączył w nim dwa apartamenty w jeden wielki, który sam zamieszkuje. Pozostałe, znajdujące się w budynku mieszkania wynajmuje ludziom z jego bliskiego otoczenia - kuzynom, partnerom biznesowym, a nawet kochankom, by te szybko mogły do niego przyjść, gdyby ten którejś potrzebował.
    Na “parterze” jego apartamentu znajdują się podstawowe pomieszczenia - duża kuchnia, połączona z jadalnią i salonem, gdzie z jednej strony pomieszczenie jest całkowicie oszklone, z drugiej zaś umiejscowiona jest łazienka i niewielki grajdołek, na różnego rodzaju pierdoły. Na "pierwszym piętrze" znajduje się pięć drzwi - jedno do biura, jedno do garderoby, pozostałe trzy do sypialń, gdzie każda ma własną, prywatną łazienkę.
    Luksusy, jak to mówią, żyć, nie umierać!
Orientacja: Heteroseksualny w stu procentach.
Praca: Nie ma konkretnego zawodu. Jako syn szefa mafii łapie się wszystkich prac, przy których nie musi brudzić rąk, a i tak większośc dochodów trafi na jego konto.
Charakter: Tyler to mężczyzna dominujący, podporządkowujący sobie wszystkie inne grupy i jednostki. Jego postać i postawa rozpościerają przed nim uszanowanie i aprobatę. Dzieje się to nie tylko dlatego, jak wygląda i jakie sprawia wrażenie, ale w dużej mierze ma na to wpływ jego charakter. To nie tak, że wszyscy się nim zachwycają, aprobują go, przypisują mu otoczkę nawet samego boga. Nie. Tyler jest znany z tego, że jest nieobliczalny. W jednej chwili może się z tobą śmiać, a w drugiej już posłać kulkę w środek czoła. Mężczyzna nie znosi sprzeciwów, a jakakolwiek próba postawienia się mu zazwyczaj jest duszona szybko i skutecznie - w skrócie, albo ten osobnik umrze, albo zostanie dotkliwie zraniony i odechce mu się odstawiania takich szopek.
    Jedną z jego ważniejszych cech jest miłość do rodziny. W całej piramidzie, jaką sobie utworzył idąc przez życie, rodzina zajmuje dla niego najważniejsze miejsce. Dla niej potrafiłby wymordować połowę kraju, wydać się policji, a nawet i popełnić samobójstwo, byle tylko nic im się nie stało.
    Słynie również z tego, że jest niecierpliwy. Inaczej mówiąc - w gorącej wodzie kąpany. Wszystko musi załatwiać szybko. Nigdy nie stał w kolejkach, bo by go szlag wtedy trafił, więc robią to za niego agenci do brudnej roboty. Właśnie, do brudnej roboty, a stoją za niego w kolejkach i odbierają jego garnitury z pralni. Ano fakt. Na co dzień Tyler jest potulny jak baranek, czego nie widać na pierwszy rzut oka, gdyż jego twarz zawsze wygląda bezwzględnie i groźnie. Jakby miał zaraz wymordować całą rodzinę królewską i zrobić sobie naszyjnik z ich oczu. Ale nie, Tyler naprawdę jest potulny. Inną kwestią jest fakt, że się szybko denerwuje, a jak ktoś się szybko denerwuje, to wiadomo - jest skory do przemocy. Może nie wszyscy tacy są, ale Tyler owszem.
    Przejdźmy teraz do kwestii, która często ludzi interesuje, a mianowicie - jaki jest jego stosunek do kobiet, co o nich myśli, jak się zachowuje? Dla niego nie ma różnicy czy to kobieta, czy to mężczynza. Jedyne czym te dwa osobniki się różnią w jego oczach, to wygląd i fakt, że pociągają go kobiety, a nie  mężczyźni. Jednak wszystkie pozostałe rzeczy… No cóż, nie został wychowany tak, jak jego rodzice chcieli. Często ludzie mówią, że pieniądze i władza padły mu na mózg, inni też, że wychował się w takim, a nie innym środowisku. Kto mówi więc prawdę? Wszyscy. Na jego stosunek do dzisiejszego świata miały wpływ wszystkie te czynniki, przez co teraz Tyler bez skrupułów potrafi podnieść rękę na kobietę, zgwałcić ją, a później bez większych wyrzutów sumienia zabić - ot cały on.
    Mimo wszystkich tych negatywnych cech, nie stracił on jednak pojęcia o podstawowych wartościach, takich jak miłość, przyjaźń, poświęcenie, lojalność i można było tak wymieniać nieskończenie długo. Inną sprawą jest jednak to, że prawie w ogóle tego nie doświadczył. Ludzie boją się go, nie chcą się do niego zbliżać, ani lepiej go poznawać. Najlepiej dla nich, gdyby on trzymał się od wszystkich z daleka.
    Wszystkie jego wady przysłaniają jego pozytywy. Nikt nie zwraca uwagi na to, że mężczyzna potrafi być miły, że stać go na jakieś drobne, ale bardzo radujące gesty. Ludzie nie zwracają uwagi na jego poczucie humoru, niemałą chęć stania się lepszym człowiekiem. Sam wszystkie te cechy ukrywa, nie wiedzieć czemu. Najwyraźniej podoba mu się wizja manipulowania większością ludzi i podnoszenie swojego autorytetu ponad wszystkie inne. Właśnie między innymi dlatego odniósł sukces - sprawił, że wszyscy boją się na niego nawet spojrzeć, bo wystarczy jedno jego skinienie, by ty razem z całą twoją rodziną poszedł do piachu. Ludzie, którzy dla niego pracują, uważają go jednak za normalnego mężczyznę, który potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i nie ruchać babci w bambus.
Hobby: Jego hobby? Cóż, można tu zaliczyć wiele rzeczy. Sport - który odegrał dużą rolę w jego życiu i poświęca mu dużo swojego wolnego czasu. szczególnie jeśli chodzi o bieganie. Często mimo swojej pozycji bierze udział w zwykłych zawodach, by wygrać jakieś bezwartościowe medale. Jednak dla niego one wcale takie nie są - pokazują, co osiągnął i jakie rozbudowane ma możliwości.
    Następną rzeczą jest hazard. Tak, najprostszy hazard, szczególnie w formie pokera. Legenda głosi, że nigdy nie przegrał, Co za łgarstwo. Oczywiście, że przegrywał, wiele razy, lecz przyszedł w końcu taki czas, że to on zaczął łoić wszystkich jak popadnie.
    Jeśli seks można zaliczyć do hobby, to powinien się tu pojawić. Chociaż prawda jest taka, że można to podpiąć również pod sport, jednakże mam w tej sprawie coś do powiedzenia. Tyler nigdy nie chodził na “dziwki”. Zawsze miał na swoje zawołanie komplet kochanek, które zrobiłyby dla niego wszystko.
    Ostatnia sprawa - jest wielkim fanem gry w szachy. Mimo tego, że ta gra może być nudna dla wielu osób, ten jest zafascynowany tym, jak wiele opcji można mieć, by dosłownie złoić przeciwnika i znieść butem jak zwykłą mrówkę.
Aparycja|
- wzrost: 190 cm
- waga: 85 kg mięśni
- opis wyglądu: Tyler to dobrze zbudowany, przystojny mężczyzna jasnej karnacji, doskonale świadomy tego, jak wygląda i jak działa na duże grono kobiet. Często to wykorzystuje w niewinnych flirtach. Nigdy nie stronił również ćwiczeń. Najbardziej z nich wszystkich polubił bieganie, które często zajmuje mu po dwie godziny dziennie, to na siłowni, albo na świeżym powietrzu.
    Zacznijmy od twarzy. Ma wyraźnie zarysowane kości policzkowe, jak i linie szczęki. Wysokość czoła jest proporcjonalna do reszty twarzy, zupełnie jak jego nos i pełne usta. Jego oczy mają przenikliwy niebieski kolor. Można go zauważyć często z klasycznie i elegancko równo przystrzyżonym zarostem w kolorze jego włosów - brązowym.
    Jako osoba wysoko postawiona musi się jakoś wyróżniać i dobrze prezentować, dlatego też prawie zawsze można go ujrzeć w garniturze. Prawie zawsze, bo biegając po parku ma założone najzwyklejsze dresy i koszulkę, której mu nie żal, gdy się spoci i wróci cały mokry do mieszkania. Ogólnie to najbardziej lubi chodzić w luźnych ubraniach, które w żadnym miejscu go nie opinają i swobodnie się w nich czuje. Garniturów nigdy nie lubił, ale sytuacja wymagała i nauczył się je akceptować. Z bólem, ale nauczył.
- pozostałe informacje: Powinien nosić okulary, jednak ledwo co je zakłada. Często zapomina o swojej wadzie wzroku i jest to szczerze mówiąc dla niego mało uciążliwe.
- głos: Mako
Historia: Jak dobrze nam już wiadomo, urodził się on w bogatej mafijnej rodzinie. Rodzice chcieli go wychować na porządnego człowieka, co wyszło im tylko połowicznie. Jak wiadomo pieniądze i towarzystwo w jakim się obracał za młodu, odbiło się na jego światopoglądzie i charakterze, oraz sposobie bycia.
    W pierwszych latach życia był wzorowym chłopcem. To był czas, kiedy Celine kłóciła się z Richardem o to, czy wychowywać go w duchu przestępstwa czy też nie. Oczywiście Celine była za opcją, żeby go nie demoralizować i wszystkie szemrane interesy ukryć pod płachtą. Jednakże miała ona słaby punkt - swojego męża. Czyli jak można się domyślić, przegrała z nim to starcie i zaczęli wychowywać syna na zastępce swojego ojca - bossa mafijnego. Richard powoli zaczął mu wpajać pierwsze zasady. Z czasem, gdy stawał się coraz to starszy, powoli zaczął go zabierać na różne rodzaju akcje, by obserwowali z bezpiecznej odległości ich przebieg. W międzyczasie ojciec tłumaczył młodemu co i jak, a ten to wszystko pochłaniał jak gąbka. Już wtedy zaczęła go fascynować władza i siła pieniądza, którą Richard wciąż wychwalał. Oczywiście nie zapominał o ważniejszych wartościach, które tym razem próbował wcisnąć razem ze swoją żoną Celine. Mówili mu o tym, że rodzina jest najważniejsza, że kobiety należy szanować. I to też wchłonął, po części.  Oczywiście, rodzina jest dla niego ważniejsza, ale jednak szacunku do kobiet nie przyswoił za dobrze. Zaczął traktować je jak rzeczy. Nie miał też żadnych hamulców, jeśli chodzi o gwałt. Bardzo często to robił - szczególnie wtedy, kiedy był już lekko wstawiony. Później, żeby nic się nie wydało, miał w zwyczaju posyłać takim damom kulkę w głowę i zostawić pracę tuszowania śladów zbrodni swoim ludziom.
    Przez ostatnie lata piął się po szczeblach kariery i zdobywał coraz to więcej szacunku, póki nie został postawiony wyżej, niż jego ojciec. Ten w przeciwieństwie do niego miał granicę i potrafił przestawać w odpowiednim momencie. Tyler natomiast nie miał ich prawie wcale i był w stanie posunąć się naprawdę bardzo daleko.
    Jak wiadomo, teraz żyje sobie spokojnie w swoim ogromnym mieszkaniu, maczając palce w wielu akcjach, o których nawet większość ludzi nie ma pojęcia.
Rodzina: 
Richard Owen - ojciec Tylera oraz boss mafijny, który do swojego sukcesu dotarł sam. Najgrubsza i najbogatsza ryba w Avenley River. Zasłynął z brutalności i inteligencji, podczas prowadzenia swoich akcji. Skupił się głównie na sprzedaży kradzionych aut oraz handlu narkotykami. Policja i siły specjalne wiele razy próbowały jakoś na niego zadziałać, lecz jego odpowiedź była prosta - dyskretnie wymordował połowę służby, a winę i wszystkie dowody podrzucił komendantowi, tym samym skazując go na dożywocie. Jest groźny, owszem, ale nie w domu i dla swojej rodziny. Córka, jak i żona są dla niego oczkami w głowie i gdy kiedykolwiek im włos z głowy spadnie, to może dla nich nawet zabić. Mimo tego, że ani razu nie zdradził swojej żony, nie jest traktowany jak “podróbka mężczyzny”. Dokładnie pokazał co potrafi, dlatego nikt nigdy nie odważył się na niego powiedzieć chociaż jednego obraźliwego słowa. Syna wychował na swoje podobieństwo, co dobrze mu się udało - nie licząc podejścia do kobiet.
Celine Owen - idealna żona, matka, jak i również pierwsza kobieta mafii. Nikt nie podważa jej autorytetu. Razem z Richardem wspięła się na szczyt i nie zamierza z niego zejść, ani na chwilę. Jak przystało na kobietę mafii - zajmuje się sobą, swoim wyglądem, korzysta z pieniędzy męża oraz niczego sobie nie żałuje. Ponadto robi to, czego nie robi żadna inna kobieta jej pokroju - macza palce w sprawy męża. Polubiła to na tyle, że nawet, kiedy ma od tego ludzi, to i tak chce to robić sama i nic jej w tym nie przeszkodzi - nawet agent męża, który momentami sam wpycha ją w cztery ściany wielkiej posiadłości. Raz musiała się nawet powstrzymać, żeby nie strzelić mu w głowę.
Jako matka jest wzorem do naśladowania. Od najmłodszego uczyła dzieci szacunku do pieniędzy i wpajała bardzo dużo ważnych wartości, które jej dzieci dorastając w luksusach, niekoniecznie przejęły.
Adrienne Owen - córka Owenów oraz siostra Tylera, oczko w głowie ojca. Richard, jak i jej własny brat próbują jej pilnować jak tylko mogą, lecz nie zawsze są w stanie. Matka ma raczej inne zdanie - dziewczyna powinna się wyszaleć. To zdanie rownież popiera Adrie i często robi to, co jej się żywnie podoba. Skończyła studia z wyróżnieniem i pracuje u boku matki, tuszując wszystkie zbrodnie i przestępstwa popełnione przez ojca i brata.
Partner: Brak. Nie jest fanem ustabilizowanego trybu życia.
Potomstwo: Możliwe, że gdzieś tam jakieś jego dzieci żyją. Często robił je kochankom, którym później - jak miał w zwyczaju - dawał pieniądze na aborcję i wypychał za drzwi.
Ciekawostki:
 - Fan czarnej kawy, bez dodatku cukru, mleka ani innych badziewi.
 - Jego marzeniem jest wyjechać w dzicz i spędzić tam parę tygodni, żyjąc z tego, co sam zdobędzie, zbierze i upoluje. Jednak jeszcze nigdy się do tego nie zebrał.
 - Miał jedną kochankę, na której mu zależało. Nazywała się Julie i spędził z nią dobre cztery lata, dopóki ta nie stwierdziła, że jest przytłoczona tym wszystkim i odeszła, co Tyler pozwolił jej zrobić.
 - Codziennie czyta gazety, jednocześnie śmiejąc się z głupoty ludzkiej, która od zawsze stąpała po tym świecie.
Inne zdjęcia: [x] [x] [x] [x] [x] [x] [x]
Zwierzęta: Nie ma zwierząt. Mówi, że przez nie niepotrzebnie traci się dużo czasu.
Pojazd: Ma w swoim posiadaniu dwa samochody. Pierwszym z nich jest BMW X5, który jest przez niego najczęściej używanym samochodem. Drugim i ostatnim natomiast jest cacko BMW M4 Cabrio, z którego korzysta głównie wtedy, gdy wyjeżdża gdzieś na wakacje, ewentualnie w jakieś letnie dni. Obecnie ten drugi przebywa w garażu w jego rodzinnej posiadłości.
Kontakt: Pandame