Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Ly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Ly. Pokaż wszystkie posty

14 kwi 2019

Odejście

Żegnamy dzisiaj postać Tim Ly Nguyen.

28 sty 2019

Od Tim, CD Wanda

Uśmiechnęłam się pod nosem na słowa kwiaciarki. Czułam się odrobinę lepiej z myślą o tym, że kobieta pewnie ma rację i może tak źle ze mną nie jest. Może. Grunt to dobre nastawienie i energia.
— ...No, a teraz, sukulenty to nawet kaktusy, te pewnie znasz, więc wcale w tym taka początkująca nie jesteś. Jakieś preferencje? Duże, małe, kolorowe, bardziej zielone, mniej? Mów śmiało, znajdziemy twojego wymarzonego.
Podreptałam za nią jak posłuszne szczenię, słuchając uważnie tego, co mówiła. Dziwiłam się trochę, bo próbowałam sobie wyobrazić fioletowego kaktusa i musiałam przyznać, że w mojej wyobraźni wyglądał bardzo ładnie. Jednak w wyobraźni wszystko wygląda ładnie, za ten aspekt była lubiana, dopóki nie była zbyt żywa i nie podsuwała przerażających rzeczy.
— Rozmiary mogą być różne, pewnie wezmę kilka. Trzeba jakoś w końcu ozdobić to ponure mieszkanie. I kolorowe, dużo kolorowych, mam słabość do wszystkiego, co barwne. Czy są jakieś niebieskie? — spytałam z nadzieją w głosie, bo nie wiedziałam czemu, ale wszystko, co miało w sobie choć trochę koloru czystego nieba, sprawiało, że moje serce jakoś radośniej biło, a wyszczerz pchał się na moje usta. Potrafiłam się gapić godzinami na ten kolor i nie nudził mi się. Brat kręcił z niedowierzaniem głową nad moją małą obsesją, ale zawsze dostawałam od niego coś w najładniejszym odcieniu błękitu, jaki mógł znaleźć.

1 sty 2019

Od Tim do Wandy

Wyglądała, jakby odpłynęła gdzieś daleko myślami, ale zaraz wróciła, gdy tylko się odezwałam. Poczułam się trochę winna, jednak zaraz to uczucie zniknęło, gdy florystka zaczęła rzucać propozycjami, chociaż miałam wrażenie, że bardziej mówiła do siebie niż do mnie. Albo do nas obydwu. Kto wie? W myślach nie czytałam i nie chciałabym. 
— ...A goździki? Delikatne, nienachalne i będą się nawet długo trzymać w wazonie. Ewentualnie pozostają kaktusy i sukulenty, zawsze dobrze wyglądają, nie zbyt trudne w opiece, a i rozmnożyć łatwo, w razie czego… — Najbardziej rzuciło mi się w uszy, że tak powiem, słowa mówiące coś o "nie zbyt trudnej opiece" i zaraz się ożywiłam.
— Mam beznadziejną rękę do roślin, a nie chcę niczego zabijać poprzez odwodnienie, więc sukulenty brzmią ładnie i dobrze. — Bo sukulent naprawdę ładnie brzmiał, chociaż nie wiedziałam do końca, co to za roślina, mimo że nazwa obiła mi się o uszy, gdzieś mignęła w internecie. Ogrodnik ze mnie żaden, to trzeba było głośno i dobitnie powiedzieć.
Po raz ostatni, z wyraźną niechęcią przejechałam po futrze psiaka, nawet tulnęłam go, zanim ostatecznie wstałam i się wyprostowałam, a zwierzak wydał z siebie smutne skomlenie, przez które miałam ochotę ponownie go pomiziać i wygłaskać. Jednak nie mogłam, miałam zadanie do wykonania i mimo że patrzył na mnie swoimi psimi oczyma z wyrzutem, uderzając prosto w moje serce, nie mogłam się ugiąć, chociaż kusiło.
— Przyznaję się, nie wiem, czym są dokładnie sukulenty, ani jak wyglądają. Może pani wierzyć, bądź nie, ale jestem beznadziejnym i trudnym przypadkiem — powiedziałam pół żartem, pół serio do kobiety i uśmiechnęłam się przepraszająco.

30 gru 2018

Od Tim do Wandy


— Głaszcz do woli.
Trzy słowa, a tak dużo radości mogą sprawić. Chyba wyglądałam jak najszczęśliwsza osoba na świecie, gdy kucnęłam i zatopiłam palce w futrze psiaka, który wyglądał na bardzo rad i entuzjastycznie oparł się na mnie całym swoim ciężarem. Nie narzekałam, byłam zbyt zachwycona, żeby narzekać na ten mały dyskomfort. Miziałam zwierzaka, mamrocząc rzeczy, które przeważnie starsze panie mówiły tymi śmiesznymi głosami do niemowlaków w wózkach. Przeważnie kiedy byłam w otoczeniu psów i mogłam je jeszcze głaskać do woli, to nie kontaktowałam, więc dopiero po którymś z kolei wypowiedzianym przeze mnie „Jesteś pięknym pieskiem, najpiękniejszym, tak. Najbardziej ślicznym pieskiem na świecie.” oraz szczeknięciem zwierzaka dotarło do mnie pytanie właścicielki. Mrugnęłam, odchrząknęłam, nieco różowiejąc i spojrzałam na blondynkę z uśmiechem.
— Szukam… — Zmarszczyłam brwi. Czego ja właściwie chciałam? A, tak. Kwiatki, mama, ładna roślinka się przyda. — Jakiegoś ładnego bukieciku do jadalni albo może być roślinka w doniczce. Nie znam się, ale nie chcę, żeby mama ściągnęła mi pół czyjegoś ogrodu do mieszkania, gdy przyjedzie. Ma pani jakieś propozycje? — spytałam z nutką nadziei w głosie, nie wstając z klęczek, po części dlatego że nie mogłam, ale też nie chciałam przestać miziać nowopoznanego, zwierzęcego kompana. No, nie moja wina, że miał takie śliczne ślepia i po prostu był przekochany, nawet jeśli przejechał mi po policzku jęzorem, zostawiając ślinę.

29 gru 2018

Od Tim do Wandy

To nie tak, że zdarzało mi się notorycznie gubić w mieście. Gubiłam się tylko wtedy, gdy poruszałam się po terenach rzadziej przez mą osobę uczęszczanych, czyli wcale nie tak często jak mi wmawiają. Poza tym razem wcale się nie zgubiłam! Szukałam kwiaciarni, bo mamcia przyjeżdżała, a jakiś bukiecik na stoliku czy doniczka z roślinką na biurku zawsze rozjaśniała pomieszczenie. No i wolałam, żeby mama nie wjechała z ciężko pachnącym bukietem, którego zapach będzie roznosił się po całym mieszkaniu. I znalazłam kwiaciarnię! Uroczą, dość daleko od mojego mieszkania, ale znalazłam!
Przyczepiłam rower do pobliskiego stojaka, zastanawiając się, co chciałam kupić i prawdopodobnie bez konsultacji się nie obędzie, ponieważ na roślinkach kompletnie się nie znałam. Potrzebowały wody i słońca. Tyle wiem. Z uśmiechem przylepionym do twarzy weszłam do środka, a mój wzrok automatycznie zaczął skanować wnętrze pomieszczenia. Poczułam nieco słodkawy, acz przyjemny zapach typowy dla „hospicjum dla kwiatów” jak zwykła nazywać Lang takie miejsca. Powiodłam spojrzeniem po półkach wypełnionych wazonami z wodą oraz kolorowym kwieciem, aż padło na najpiękniejsze stworzenie w całym wszechświecie. Piękne stworzenie było duże i wlepiało we mnie swoje psie ślepka. Powstrzymałam zachwycony pisk, prawienie komplementów zwierzakowi, ale błyszczących oczu nijak nie umiałam ukryć. Odnalazłam wzrokiem właściciela, a właściwie właścicielkę psa i pełnym nadziei tonem spytałam:
— Mogę pogłaskać? — Brzmiałam jak dziecko, które błaga o coś rodzica, o coś, co bardzo chce mieć, a ja bardzo chciałam pogłaskać psa. 

Od Tim do Eugene

Lang ześwirowała. Nie wiedziałam, czy to z powodu okresu i jej humory z łagodnego wietrzyku przeszły do potężnego huraganu, czy jednak egzaminy tak uderzyły jej do głowy, że Ziemniaczek rozpłakał się na widok zapiekanki [przysięgam, rozpłakała się na widok zapiekanki i nawet jedząc, szlochała co chwilę]. Kierowana latami doświadczenia, siostrzaną wiedzą oraz instynktem samozachowawczym zostawiłam jej coś słodkiego do zjedzenia na biurku i dzbanek zielonej herbaty, po czym wyszłam z domu z najważniejszymi rzeczami, żeby mogła się ogarnąć z własnymi emocjami, zanim trzaśnie mnie patelnią w twarz za to, że nadużywam tego pieszczotliwego, zaś według niej żenującego, przezwiska. Za bardzo lubiłam swój nos, a Ziemniaczek wbrew swojej budowy chucherka miała za dużo siły w makaroniastych rączkach.
W pierwszej chwili zastanawiałam się, czy nie wziąć roweru, ale gdy tylko już miałam wykręcić kod do łańcuszka, który chronił moją najukochańszą, żółtą damkę przed kradzieżą, zrezygnowałam z tego pomysłu. W końcu zakupów nie planowałam robić, jakiejś dalszej wycieczki też nie. Może godzinny spacerek po okolicy, cyknięcie parę fotek i powrót, żeby skontrolować sytuację z siostrą. Był plan, do planu doszedł kontakt z ludźmi. Plany lubią się zmieniać w nieoczekiwany sposób z efektem ubocznym jako kawa na koszuli. Zwłaszcza białej koszuli.
Ja wiem, ja paskudnie nienawidzę zimna i może bluzgałam na świat, że skąpi mi ciepła, więc on w odpowiedzi postanowił mnie ogrzać, ale gorąca kawa raczej nie była najlepszym pomysłem. Kiedy doszło do „kraksy”, wydałam z siebie niezbyt elegancki i ładny pisk, odskakując od właściciela kawy, żeby następnie syknąć przeciągle, kiedy zapiekło. Odciągnęłam poplamiony materiał od skóry i tak z wyciągniętymi przed siebie rękoma, które trzymały brzeg ubrania, spojrzałam na dość wysokiego chłopaka nieco zdenerwowana.
— Mam nadzieję, że to podła kawa, bo marnowanie dobrej kawy jest grzechem — powiedziałam łagodnym tonem, nie chcąc się unosić. Stało się. Warczeć na ludzi nie lubiłam.

Tim Ly Nguyen


Źródło: Pinterest
Motto: Za często się zmienia, żeby mogła jakieś mieć.
Imię: Jej rodzice uwielbiają się bawić znaczeniami imion [jak każdy w ich otoczeniu], więc można się domyślić, że przy doborze imion dzieci będą bardzo rozważnie się zastanawiali, na jakich ludzi chcą wychować swoje pociechy. I tak najstarsza córka została nazwana Tim Ly, Lwie Serce. Gdy Tim myśli o znaczeniu swojej godności wzrusza ramionami, uśmiechając się delikatnie i stwierdza, że lepiej Lwie Serce niż Słodki Ziemniaczek jak jej młodsza siostra.
Nazwisko: Nguyen. Trudno się dziwić, zważywszy, że to najpopularniejsze nazwisko w jej rodzinnych stronach.
Wiek: Dwadzieścia pięć
Data urodzenia: 28.02.
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Wynajmuje niewielką kawalerkę razem ze swoją siostrą, która studiuje na pobliskim uniwersytecie. Przyzwyczaiły się do dzielenia pokoju, więc nie przeszkadza im rozmiar ich mieszkanka. Może ciasne, ale własne.
Orientacja: Tim na to pytanie płonie rumieńcem, wbija wzrok w czubki swoich tenisówek i parska zażenowanym tonem „Mamy piękną pogodę”, mimo że za oknami burza trzeszczy, błyska i huczy.
Praca: Fotograf
Charakter: Od małego Tim słyszała, że powinna czynić dobro, bo dobro kiedyś do niej powróci, więc stara się czynić dobrze, nawet jeśli do końca nie ma pojęcia, co właściwie robi. Nie potrafi wprost powiedzieć „nie”. Idzie na okrętkę przy odmowach, usprawiedliwiając się, mimo że w większości sytuacji nie musi. Bardzo podatna na wpływy, zmienna, trudno jej ukształtować własne zdanie, gdy każdy wciska je do głowy swoje. W pewnym momencie pozwala się tak zakręcić, że gdy wmówisz Tim, że jesteś ufoludkiem, prawdopodobnie ci uwierzy. Ma tendencje do pomagania wszystkim, w tym osobom, którym nie powinna. Możesz być kompletnie nieznanym jej człowiekiem, ale jeżeli poprosisz ją o pięćdziesiąt avarów na bilet autobusowy, istnieje bardzo duża szansa [tak na jakieś 99.9%], że ci je da, co z tego, że to zdecydowanie za dużo.
[— Tim, przestań rozdawać przypadkowym ludziom pieniądze!
— Ale on potrzebował na bilet autobusowy!
— Tim, obydwie wiemy, że bilety autobusowe tyle nie kosztują.
— Jesteś pewna? Może podwyższyli ceny…
— TIM, NOSZ K*RWA.]
Ponoć skoro to ona jest najstarsza w tym trio, to ona jest ta odpowiedzialna [tutaj zawsze Lang i Hien prychają, jakby usłyszeli coś niedorzecznego] i młodsze rodzeństwo kiwa głową ze słowami: „Ale tylko w kwestii wyżywienia nas”. Tim może jest mało asertywna, chwilami zbyt naiwna, ale zdecydowanie nie jest złą osobą. W pewien sposób jej rodzice osiągnęli swój cel.
Hobby: Tim zawsze mówi, że fotografia i gotowanie, ale do jednej rzeczy nigdy się nie przyzna, bo uważa, że to trochę żenujące. Zwłaszcza, że to trzecie hobby wychodzi jej dość marnie, a jest nim… Robienie na drutach. Nikt nie wie, co w tym takiego strasznego, ktoś nawet parska śmiechem z nutą niedowierzania, jakby nie mówiła poważnie. Cóż, może nabierze kiedyś więcej wiary w siebie.
Aparycja:
- wzrost: Może i najstarsza z rodzeństwa, ale najniższa, nad czym niezwykle ubolewa i marudzi, że utnie im wszystkim nogi. Jakieś sto pięćdziesiąt osiem centymetrów.
- waga: Pięćdziesiąt dwa kilogramy.
- opis wyglądu: Z Tim to jest tak, że wygląda jak bachor, przez co nie raz proszono ją o dokumenty w miejscach, gdzie chciała się napić czegoś mocniejszego niż przeterminowany sok jabłkowy. Jednak nie narzeka, przyzwyczaiła się do docinek rodzeństwa oraz złośliwych komentarzy co większych buców. Długie, ciemne włosy przeważnie związuje w koka, a grzywkę puszcza luzem, nie przejmując się tym, że zasłania jej widok i z łatwością może wpaść na jedną z ulicznych lamp, jeżeli w końcu jej nie zdmuchnie z nosa. Nieco skośne, ciemne oczy migają pomiędzy kosmykami, a pod nimi malują się cienie z powodu nieprzespanych nocy. Drobnej budowy, w ogóle wszystko ma drobne, przez co wydaje się, że można ją połamać jednym mocniejszym uściskiem. Wygięte w uśmiechu usta muska czasami różową pomadką, żeby siostra dała jej spokój, bo „kuźwa, nie mogę patrzeć na te twoje popękane, uciemiężone wargi. Podziękujesz mi, gdy ktoś cię pocałuje”. Ciągle w tych swoich sweterkach chadza, jakby potrzebowała ciepła, a świat jej go skąpi.
- pozostałe informacje: Wzdłuż obydwu stópek ma blizny ciągnące się od dużych palców. Pamiątki po operacjach.
- głos: Zależy od tego z kim rozmawia. Przy Lang nie obawia się przed używaniem ostrzejszych, głośniejszych tonów, ale też jakiś taki weselszy, swobodniejszy, pełen ciepła aż miło posłuchać, kiedy mówi. Chyba że cię opieprza, to już nie jest tak miło. Gdy zwraca się do starszych ludzi, jej głos jest wypełniony uprzejmą słodyczą, szacunkiem, budzi sympatię, roztapiając serce nawet najbardziej zgorzkniałego człowieka. A przy innych… Przy innych taka nerwowa, zmieszana, zniża ton, aż człowiekowi jakoś tak niezręcznie się robi, gdy z nią rozmawia. Przynajmniej uśmiechem nadrabia.
Historia: Cytując Tim: „Ziemniaczkowi zamarzył się wielki świat i zapragnął studiować poza rodzinnymi stronami, a ją strach gdziekolwiek puścić samą, bo matka słabe serce ma, jeszcze na zawał zejdzie, ojciec też jakoś niezdrowo reaguje na myśl, że młoda mogłaby gdzieś sama się szlajać po tych okrutnych terenach, więc ta-daa, oto jesteśmy. Starsza siostra w akcji, niańka panny Lang i oficjalne straszydło każdego potencjalnego amanta serca jej małego Ziemniaczka”. A potem nie umiałam zrozumieć, co mówiła pomiędzy przekleństwami, bo Lang kopnęła ją w piszczel.
Rodzina:
Linh Do Thuy || Matka
Bao Ti Nguyen || Ojciec
Lang Nguyen || Młodsza siostra alias Ziemniaczek
Hien Due Nguyen || Młodszy brat
Partner: Zaciska usta, powstrzymując wybuch śmiechu i kręci głową.
Potomstwo: Nope.
Ciekawostki: Nic nie wiem, a nawet jak wiem, to pewnie nie powinnam mówić.
Inne zdjęcia: Nie przepada za swoimi zdjęciami.
Zwierzęta: Nie ma, ale marzy jej się pies. Niestety, obecnie nie ma warunków na zwierzęta.
Pojazd: Jaskrawa, żółta damka holenderska z ozdobnymi słonecznikami na kółkach roweru, bo tylko cholerny idiota ukradłby tak charakterystyczny rower.
Kontakt: lira.avis@gmail.com