Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kitty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kitty. Pokaż wszystkie posty

17 sie 2019

Odejście

Z przykrością żegnamy dzisiaj Kitty i Julię. Powodem jest decyzja właścicielki. 

11 maj 2019

Od Kitty c.d. Michaela

Mój ciężko pracujący, powolny w tym momencie umysł sprawia, że niemal leniwie odsuwam się od Michaela, łamiąc nasz pocałunek. Kiedy znajduję się na tyle blisko żebym czuła jego oddech na moich ustach, jednak na tyle daleko, żeby móc komfortowo spojrzeć mu w oczy, podnoszę dłoń do jego policzka i delikatnie go gładzę. Na moich ustach pojawia się delikatny uśmiech, a później wyrywa się z nich cichy i krótki chichot. Moim pijanym, błądzącym wzrokiem przyglądam się jego twarzy, krążę jakoś od ust, do oczu, bo w tamtym momencie uważam, że ma najpiękniejsze oczy na świecie, chociaż tak naprawdę jest to zbyt kiczowate i romantyczne, abym mogła o tym pomyśleć w stanie trzeźwości. Delikatnie całuję go jeszcze raz, jednak nasze wargi spotykają się tylko przez kilka chwil, kiedy powolnym ruchem odsuwam się od niego.
- Dobranoc, śliczny - mówię do niego nieco zbyt niewyraźnym jak na ten stan bełkotem i opadam na poduszki. Przymykam oczy i czuję, jak świat wiruje wokół mnie. Dziadek zawsze powtarzał, że alkohol nie jest na kobiecą głowę, a ja zawsze uważałam to za szowinistyczne... no to teraz mam za swoje. Mike kładzie się obok i od razu wtulam się w jego ciepły bok, pragnąc jakiegoś ciepła, jakiejś bliskości drugiej osoby. Obejmuje mnie wokół talii i całuje w czubek głowy. Niemożliwie słodkie, jednak w tym momencie wcale mi to nie przeszkadza. Uśmiecham się do siebie i staram się zapomnieć o uczuciu bycia na rozpędzonej karuzeli. Póki Michael trzyma mnie przy sobie, nic mi się nie stanie.

23 kwi 2019

Od Kitty cd Michaela

Jego słowa powodują u mnie wybuch szczerego śmiechu. Sam również się uśmiecha, jednak niepewnie nie widząc dokładnie czy to była moja dobra reakcja na jego słowa czy wręcz przeciwnie, a więc wyśmianie go. Przecieram pięścią jedno z moich oczu.
- Słodziutki jesteś, ale to nic nie zmieni. To mój dom, to moja sypialnia - mówię już całkowicie poważna na co wyraźnie się krzywi. Kiedy natomiast to skrzywienie przeradza się w pewnego rodzaju uśmieszek, muszę się powstrzymać przed przewróceniem oczami, pomimo że jeszcze nie usłyszałam od niego żadnej odpowiedzi.
- Możemy dzielić łóżko jeśli ci tak bardzo na tym zależy - unoszę brew i patrzę na niego z niedowierzaniem. Kto by się spodziewał, że właśnie z ust tego ustatkowanego, rozsądnego i porządnego lekarza padną takie słowa. Z drugiej strony mam też nadzieję, że się nie rumienię. To chyba nie wyglądałoby dobrze...
- Czy ja coś źle zrozumiałam? - mój wcześniej odchrząkując, jakbym naprawdę miała wrażenie przesłyszenia się.
- No nie wiem, jeśli zrozumiałaś to jako "friends with benfits"to raczej dobrze zrozumiałaś - uśmiecha się do mnie i teraz jestem pewna, że stoję przed nim z twarzą czerwoną jak pomidor. - Czerwienisz się Heather - zauważa z triumfalnym wyrazem twarzy.
- Może to dlatego, że nikt wcześniej nawet w żartach mi czegoś takiego nie proponował? - rzucam z surowym tonem, a jego mina rzednie. - Nieważne, bierz sobie jaką tylko chcesz sypialnię - po czym odwracam się na pięcie i maszeruję w stronę kuchni.
- Kitty...
- Heather - poprawiam go. - Ewentualnie Katherine.
- Heather, słońce moje, to nie miało tak zabrzmieć. Nie chciałem, żebyś poczuła się uprzedmiotowiona - mówi idąc za mną, więc mijam kuchnię i zatrzymuję się dopiero za szklanymi drzwiami znajdującymi się między wyspą kuchenną, a częścią salonową. Staję na krawędzi basenu i czekam, aż do mnie dołączy. - Katy...

24 mar 2019

Od Kitty cd. Michaela

7:37
Wyraźnie i na tyle głośno wzdycham, kiedy słyszę jak drzwi zamykają się za Michaelem, żeby Axel mógł też to usłyszeć. Niemal od razu odpowiada na to tym swoim słodziutkim, unikalnym i głośnym śmiechem, który uwielbiam odkąd pamiętam. Wywołuje to u mnie samej cichy chichot, jak u nastolatki obgadującej z przyjaciółką chłopaka, który się jej podoba. Całkiem trafne porównanie w pewnym sensie.
A: Rozumiem, że nasz amant po tej wspaniałej nocy cię opuścił?
K: Tak... zostawił nagą w pościeli i wyszedł, poszedł na poranną rundę do innej.
A: Drań, dostanie ode mnie wpierdol za takie pogrywanie sobie z tobą - chichocze.
K: Nie dostanie... pamiętasz o naszym planie rzecz jasna?
A: Tak jest milady, wszystko gotowe, tylko musisz pojechać do jego pracy i załatwić mu wolne, a później to ja już wiem co robić - uśmiecham się promiennie na te słowa i delikatnie opadam plecami na pościel, przymykam oczy z zadowolenia i troszeczkę się przeciągam.
K: Może to go nauczy, że od przyjaźni, albo raczej ode mnie, nie ma prawa brać sobie wolnego - ten komentarz wywołuje u chłopaka ponowny wybuch śmiechu.
A: Czasami mnie przerażasz, Kitty.
K: Trzymaj się ze mną, a nic ci się nie stanie. Eackerowie wiedzą jak dbać o swoich ludzi i jak niszczyć swoich wrogów.
A: Widzę geny dziadka się obudziły.
K: Właśnie! - podrywam się z łóżka i szybkim dreptem przenoszę się do kuchni i robię z ust dzióbek dla większego skupienia, kiedy staję przed dużym kalendarzem wiszącym na ścianie, który jak zwykle był cały zamazany kolorowymi mazaczkami. Palcem przejeżdżam po krateczkach oznaczający najbliższy tydzień i zatrzymuję się na czwartku. - W czwartek miałam do niego pójść... Coś tam z nim zrobić...
A: Może po prostu miałaś wreszcie spotkać się ze swoim ukochanym dziadkiem, którego ostatnio całkiem poważnie zaniedbywałaś? - podsuwa mi Axel.
K: Eeee to na pewno nie to - krzywię się jeszcze bardziej, a on śmieje się jeszcze głośniej. - Nie uduś się tam, z tego swojego śmiechu, gówniarzu.
A: O to się nie martw staruszko - mówi, pomimo że wie, jak ja tego nienawidzę, od razu się rozłączam.
Czekam kilkanaście sekund, w ciągu których zdążyłam przewędrować z powrotem do sypialni, kiedy ponownie tego ranka rozlega się dźwięk mojego telefonu. Odbieram z uśmiechem triumfu.
A: Przepraszam. Myślałem, że masz na tyle dobry humor, że to sformułowanie ujdzie mi na sucho.
K: Domyśliłam się i właśnie dlatego się rozłączyłam.
A: Kłamiesz.
K: Może i tak, ale tego nigdy nie będziesz pewny - wtedy na chwilę zapada cisza. - Idę się przyszykować, muszę jeszcze dzisiaj odwiedzić dziadka. Zobaczymy jak tym razem zareaguje na wizytę w pracy.
A: Śmierci się nie boisz?
K: Śmierć to mi je z ręki, chłopcze - zapewniam.


1 mar 2019

Od Kitty cd. Michaela

Tak długo jak będziemy razem... Mały problem polega na tym, że nasza idee "bycia razem" się zdecydowanie od siebie różnią. Można pomyśleć, że to kolejna typowa historia o przyjaciołach z dzieciństwa, z których jedno nagle zdaje sobie sprawę, że kocha to drugie. U mnie wyglądało to jednak trochę inaczej. Już kiedy pobiłam go plastikową łopatką w piaskownicy, kiedy jako starszy próbował odebrać mi moje zabawki, poczułam, że bardzo lubię tego jeszcze wtedy chłopca. Z czasem lubiłam go coraz bardziej. Zaczęliśmy bawić się w ślub, w dom... Później przyszli inni koledzy, przyszły inne dziewczynki, które ciągał za warkocze, a później za którymi wzdychał w szkole średniej, ponieważ zbyt bał się do nich zagadać. Ja za to stałam z boku, patrząc na to wszystko, a nawet, o niebiosa, wspierając go w takich sytuacjach i pomagając mu się przełamać, aby zagadał w końcu do obiektu swoich westchnień. Dlaczego? W pewnym momencie mojego życia pojawiła się w moim umyśle taka jedna uporczywa myśl... że nikt nie będzie w stanie mnie pokochać. Nawet moi właśni rodzice nie mogli tego dokonać. Początkowo wyglądało to bardziej jak nieśmiała obawa przed odrzuceniem, odmową chłopaka. Z czasem jednak, kiedy dorastałam, zaczynałam się robić coraz bardziej obojętna, jakby tak naprawdę nikt z mojego otoczenia wcale mi się nie podobał. Spławiałam każdego chłopaka, pomagałam temu, którego adorowałam do szaleństwa, aby znalazł sobie dziewczynę.
Aż w końcu ją znalazł.
Została ona jego żoną.
A we mnie coś pękło.

9 lut 2019

Od Kitty do Samuela - Walentynki [1/?]

Czternasty lutego. Dzień zakochanych tak? Obudziła mnie dzisiaj, po raz pierwszy od kilku lat w ten dzień, wiadomość od Michaela. Z niedowierzania aż kilka razy przetarłam oczy, jednak później sobie przypomniałam, że przecież rozstał się z Ginger. Wiadomość była jasna i przejrzysta: "Dzisiaj, 18:00, filmy, gry, jedzenie. U mnie.". Dosłownie wszystko czego dzisiaj oczekiwałam. Prosto zauważyć moje nastawienie do tego dnia, kiedy się zna mój charakter i wie się, jak długo nie miałam chłopaka, z którym chętnie spędzałabym to "święto". Właściwie jak dla mnie to tylko dzień, który wywyższa się na siłę, aby jak najwięcej na nim zarobić. Taka prawda, nie oszukujmy się. Jakby ludzie chcieli sobie zrobić kuźwa święto miłości, to nie wydawaliby tysięcy na słodziutkie upominki, od których mi osobiście robi się niedobrze, tylko zostaliby w domu, zrobili sobie kolację przy świecach, obejrzeli jakiś film razem, zakończyli to udanym sportem w sypialni i byłoby dobrze. Co więcej, zaoszczędziłoby im to wielu stresów. Niestety tylko ja tak myślę... a przynajmniej mam takie wrażenie.
Cały dzień krzątam się bez sensu, pakując sobie do torby na "nocowania" jakieś ubranie na jutro, ulubione gry, które Mike ma skłonność zostawiać w moim mieszkaniu. W końcu robię sobie jakieś jedzenie, ponieważ mój brzuch daje mi znać, że jeszcze chwila i dosłownie zacznie mnie kopać po żebrach, żebym coś zjadła. Niewiele myśląc stwierdzam, że płatki kukurydziane z mlekiem mu starczą, jednak pojawia się kolejny problem. Nie chce mi się stać nad tym głupim mlekiem, żeby nie wypłynęło z rondla i nie oblało mi połowy kuchni... Wzdycham ciężko i decyduję się tym razem zjeść płatki z zimnym mlekiem, czego właściwie nienawidzę, ale moje lenistwo nie daje mi wyboru. Rozsiadam się na kanapie z miseczką pełną jedzenia i włączam telewizor mając nadzieję, że może on mnie odciągnie od myślenia o tym, jak wielu ludzi spędzi dzisiejszy dzień z kimś, komu na nich zależy, a kogo ja nie mam. Leci jakiś film, który nie porywa mnie ani żartem ani historią, jednak jest całkiem dobrym odmóżdzeniem, co zauważam już po kilku minutach oglądania go. Jednak jednak wiemy i doskonale rozumiemy, telewizja musi się z czegoś utrzymać, więc nagle w środku dialogu ucinają to niskiego polotu działo kina, aby zamęczyć potencjalnego widza reklamami. Mam wrażenie, że każda z nich jest taka sama. Wielka okazja, dzisiaj Walentynki, masz jeszcze czas kupić coś swojej drugiej połówce, o warto jeszcze puścić kilka reklam prezerwatyw, pomimo że jest środek dnia, oglądają to dzieci, które później będą zadawać niewygodne pytania rodzicom, a zakończmy to lekiem na erekcję. Moja ręka automatycznie wędruje do pilota, aby wyłączyć to wszystko. Przez chwilę siedzę ze zmarszczonymi brwiami i patrzę się na już czarny ekran. Co to właściwie było? Dźwięk wiadomości w moim telefonie powoduje, że dosłownie podskakuję z kanapy i dziękuję losowi, że zdążyłam już zjeść te płatki, chociaż nie pamiętam do końca, kiedy to się stało. Biorę do ręki telefon i odczytuję wiadomość.


7 lut 2019

Od Kitty cd. Michaela

Obcasy moich jeszcze założonych szpilek cicho klikają na parkiecie, kiedy kieruję się w stronę kuchni, gdzie od rana próbowałam przygotować coś z Bee. Nie żebym nie zrobiła tego lepiej samodzielnie, ale ponieważ to jej mieszkanie, to nie dała się wyrzucić z kuchni, która przecież powinna być naturalnie moim królestwem i wcale mnie nie interesuje, że to jej mieszkanie. Słyszę za sobą kroki, a więc jednak znalazł się ktoś na tyle sprytny, żeby zrozumieć, że ma za mną iść. W tle dalej słychać rozmowy, jednak teraz o wiele cichsze, jakby zdania były wypowiadane takim tonem, abym przez przypadek ich nie usłyszała. Najzabawniejsze jednak dla mnie w tej sytuacji jest to, że ja mam głęboko gdzieś czy oni mówią o mnie, czy nie, ponieważ i tak do mnie wrócą, jak za każdym razem, kiedy to ich niby obraziłam.
Przechodzę do kuchennej części tego ogromnego pomieszczenia i czekam, aż osoba za mną do mnie dołączy, ku mojemu zaskoczeniu, nikt obok mnie nie staje, tylko czyjeś ramiona wsuwają się pod moje ręce, oplatając moją talię. Przekręcam głowę, jednak znajduje ze mną tylko czyjś szeroki tors. Mike. Z trudem zatrzymuję westchnięcie i możliwie najspokojniej odwracam wzrok na blat.
- No i powiedz mi moja droga kto to wszystko wymyślił i dlaczego? - cicho mówi mi do ucha. Łokciem odpycham go na tyle, aby móc swobodnie odwrócić się do niego twarzą. Nadal muszę trochę zadzierać głowę, aby móc spojrzeć mu w oczy. A lubię to robić, wtedy jest najbardziej bezbronny.
- Cóż. Jakby ci to powiedzieć, jedyne osoby, którym na tobie zależy i które nie zostawią cię jak zbitego, samotnego psa na ulicy jak niejaka kobieta, dla której chciałeś to wszystko - zakreślam w powietrzu okrąg palcem - zostawić.
- Kitty... - zaczyna, jednak ja mu przerywam. Właściwie to już nie przejmuję się tym, że dzisiaj są jego urodziny.
- Posłuchaj mnie uważnie Young, - wbijam mu palec wskazujący centralnie w sam środek mostka - tamta kobieta... powiedzmy, że kobieta, ponieważ szczerze w to wątpię... okazała się dokładnie tym, przed czym cię ostrzegałam i nie, nie powiem ci jeszcze "A nie mówiłam" - tutaj robię cudzysłowie w powietrzu - jednak tylko po co, żeby zostawić to sobie jako deser, kiedy wreszcie zakończy się ta żałosna rozprawa rozwodowa, w której ty pewnie jak zwykle jak miłosierny Samarytanin wszystko jej oddasz. Może to nie jest moja sprawa, - unoszę ręce w geście obronnym - ale przez ten tydzień nie odezwałeś się do nikogo. Nikogo kurwa mać. My się staramy, więc ty też bądź raz mężczyzną i nie graj kobiety w ciąży ze swoimi huśtawkami nastrojów, że o ja to nie chcę niczego na urodziny, a zaraz się przymilasz. Ja cię za dobrze znam, żeby się na to złapać. Plan na dziś jest prosty i czy tego chcesz czy nie zostanie zrealizowany - ciężko wzdycha i przygryza wargę.


13 sty 2019

Heather Katherine Eacker

Na zdjęciu: Benedetta Gargari
Motto: Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego. ~ Estee Lauder
Imię: Heather taki mały słodki kwiatuszek... krzaczek kwiatuszków, symbol jesieni, wrzos. Coś tak bardzo delikatnego znalazło swoje miejsce w życiu tej oto twardej kobiety. Cóż, widać nikt nie przewidział, że wyrośnie na żelazną damę. Katherine z kolei to ktoś czysty, bez skazy podobno. Dobór imion, całkowicie nie trafiony, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka, chociaż przynajmniej fioletowawo-niebieski kolor oczu akurat pasuje. Przez całe swoje życie Heather zarobiła kilka zdrobnień, przydomków oraz przezwisk. Możemy do nich zaliczyć: Heat, Katy, Hotty, Kitty, Kitten, Agent K. Niestety tylko niewielu śmiałków używa czterech ostatnich...
Nazwisko: Eacker to nazwisko jej dziadka, co powinno wydawać się dziwne, jednak według jej matki, kiedy Heather się urodziła, to miało pełny sens. Była w separacji ze swoim mężem, a ojcem Katherine. Postanowiła więc w przypływie chwili, emocji i humoru ciążowego, może pewnego rodzaju zemsty, nadać córce swoje nazwisko panieńskie. Był to już drugi taki przypadek, ponieważ podobnie zrobiła ze swoim synem Danielem, kiedy to jeszcze nie była zamężna i była pewna, że do tego ślubu nie dojdzie w końcu.
Wiek: Kwiat wieku można powiedzieć haha, tak naprawdę to ma całe, skończone i prawne dwadzieścia cztery lata. Jak to mówią minęło jak z bicza strzelił, a sama zainteresowana twierdzi, że z dnia na dzień ten czas biegnie coraz szybciej.
Data urodzenia: 1 kwietnia... No dobrze, to był żart. Pomimo że całe życie zastanawia się dlaczego nie urodziła się jakiegoś ważnego dla świata dnia jak właśnie 1 kwietnia, to nie zmiana to faktu, że sama urodziła się zwykłego dnia, który nie zmienił biegu historii... chyba. Był to mroźny i pełny śniegu 12 grudnia.
Płeć: Pomimo, że ma "większe jaja" niż nie jeden facet to jest stuprocentową kobietą.
Miejsce zamieszkania: Cóż nie jest to mieszkanie jej marzeń, a mimo wszystko jest, ponieważ to jej pierwsze samodzielne mieszkanie. Nie duże, w słabej, niezbyt bezpiecznej dla młodej kobiety dzielnicy. Samo wejście i widok mieszkania sąsiadki nadaje temu miejscu specyficzny, chaotyczny nastrój. Wchodzi się do środka do niewielkiego przedpokoju, gdzie wiszą kurtki i znajdują się dwie pary drzwi. Pierwsze prowadzą do pokoju gościnnego, natomiast drugie do salonu, z którego prowadzą nas trzy pary drzwi. Pierwsze na tej samej ścianie co przejście z przedsionka do salonu prowadzą do sypialni Katherine. Na lewej ścianie od wejścia do salonu znajdują się jedne do łazienki i drugie do kuchni, czyli najważniejszego pomieszczenia w domu.
Orientacja: Nigdy jej śmieszne dziwactwa i wymysły współczesnego świata nie pociągały. Od przedszkola, gdzie znalazła swojego pierwszego "chłopaka", wiedziała, że spokojnie kiedyś stanie na ślubnym kobiercu z mężczyzną u boku.... a przynajmniej spędzi z nim życie.
Praca: Kuchareczka.... Tak właściwie zastępca szefa kuchni jednej z najbardziej prestiżowych i ekskluzywnych restauracji w tym mieście i jest bardzo z tego dumna, ponieważ sprawia jej ta praca radość i dodatkowo zdaje sobie sprawę jak niewiele osób by ją utrzymało.
Charakter: Opisanie psychiki, czy charakteru danej osoby nie jest proste, wymaga wiele analiz, zagłębiania się w pewne podświadome zachowania. Szczególnie jeśli jest to osoba pokroju Heather. Psychopatki? Nie. Zwyczajnej zmiennej kobiety, która jest ciągle na skraju wycieńczenia fizycznego, czyli o humorze i zachowaniu zmiennym co pogoda na wiosnę. Właściwie nie można nazwać u niej żadnej stałej cechy, ponieważ każda z nich pojawia się w pewnych określonych sytuacjach, a więc może nie wystąpić u niej przez miesiąc, ale gdzieś tam w niej siedzi. Trochę ukryta, aby zaraz wyskoczyć zza rogu i wywrócić wszystko do góry nogami. Największą różnicą w jej zachowaniu stanowi różnica zakresu tolerancji na frustrację, czy poziom cierpliwości, a znaczy to tyle, co że w normalnym życiu ma całkiem spore jej pokłady. Potrafi cierpliwie, latami wręcz czekać aż ktoś zrozumie swój błąd lub się potknie i ona wtedy to wykorzysta, ponieważ skoro nadarza się okazja i ktoś się sam prosi, to dlaczego miałaby odpuścić? Jednak w pracy praktycznie nie ma u niej takiego słowa jak cierpliwość, jakby zostało wymazane ze słownika. Krzyczy, pospiesza wszystkich, nienawidzi błędów u współpracowników, ponieważ sama jest tutaj perfekcjonistką. Wszystko tam musi być robione na najwyższym poziomie, jak najszybciej i najsmaczniej. To typ stuprocentowej pracoholiczki, która nawet śpiąc śni o swojej pracy. Dosłownie. Pewne takie prądy można zauważyć u niej na co dzień. Szczególnie niewypowiedzianą siłę psychiczną, siłę woli i charakteru, która jest motorem napędowym w jej dążeniu do sukcesu. Jednakże z tą siłą łączą się pewne nie zbyt pozytywne cechy jak surowość, nieugiętość, które często odpychają od niej innych ludzi. Warto do tego dodać jej już naturalną ironiczność wywołaną ciągłym nienasyceniem sukcesu, również wredotę i łatwość wpadania gniew, a utworzy to idealną mieszankę wybuchową, do której mało kto z przyjemnością podchodzi, żeby poplotkować, czy zwyczajnie porozmawiać. Tylko ci, którzy widzą, że kiedyś taka nie była. Jest to osoba bardzo odważna w swoich czynach i słowach, czasami aż bezczelna, chociaż nonszalancka lub krytyczna względem innych, ponieważ one chodzą na zmianę, w zależności od dnia. Są również w Katherine pewne cechy, które wykształciła w sobie poprzez poznawanie świata i zrozumienie, że one pomogą jej przetrwać. Głównymi są racjonalność i znakomita umiejętność przewidywania sytuacji, rozsądek, samodzielność i ich królowa - samokrytyka. To jedyna cecha, którą próbują w niej wytępić wszyscy, którzy ją znają, a ona trwa niej jak drzewo ze zbyt rozrośniętymi korzeniami, aby je po prostu wyrwać. To właśnie samokrytyka najbardziej ją napędza do dalszej pracy nad sobą, ale równie mocno najbardziej ją niszczy, załamuje od środka i powoduje stany niby przeddepresyjne, aby mogła się narodzić na nowo z jeszcze większą siłą do dalszej walki.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym ciekawym zjawisku. Dokładniej mówiąc, to Kitty potrafi stać się słodkim i niewinnym kotkiem, całkowicie bezbronnym i bezinteresownym w swoich czynach, pracach. Dzieje się to w surowo określonych sytuacjach, a najważniejszym warunkiem jest uczestnictwo w tych chwilach jej dziadka lub babcie lub jej ukochanego brata Dana. Jeśli oni nie uczestniczą w tym zdarzeniu, to raczej nie jest nikt w stanie spotkać takiej Katherine, ponieważ... Cóż. Najprościej mówiąc, ponieważ staranie się nie ma dla niej wtedy sensu i tyle.
Hobby: Hobby? Po pierwsze, to ona na to nie ma czasu, a po drugie właściwie to sama nie jest pewna, czy ma na to ochotę. Jej pasją jest gotowanie i to zabiera prawie cały jej czas, ale hobby? A tak, warto wspomnieć, że kiedyś, kiedy była bardzo "zakochana" w pewnym basiście
Aparycja|
- wzrost: Cóż chcąc nie chcąc, rodząc się w wysokiej rodzinie mogła się spodziewać swoich 175.5 cm wzrostu. To żadna niespodzianka nie jest.
- waga: 58 kilogramów... Ogólnie to może powinno być trochę więcej, tak żeby być pewnym, że nie grozi jej niedowaga, jednak jak to Heather mówi, nie ma czasu, aby się takimi bzdurami martwić.
- opis wyglądu: Katherine to dosyć wysoka, smukła kobieta o bardziej atletycznym ciele niż modelingowym. Powoduje to jej ciągły, ustawiczny mniejszy lub większy wysiłek fizyczny jaki przynosi jej każdy kolejny dzień jej życia. Na mięśniach dłoni czy całych rąk widać wystające żyłki, co może być zabójcze w wyglądzie mężczyzny, jednak o kobiecie twierdzi się wtedy, że jest zapracowana. Sama Heather twierdzi, że to chyba raczej przez brak czasu na jedzenie niż przez pracę. W końcu kocha swoją pracę i ona nic złego jej nie zrobi. Ma włosy koloru ciepłego brązu, które sięgają nieco za ramiona i w swojej niesforności często się wykręcają i układają w delikatne, chociaż doskonale widoczne fale, szczególnie w okolicach czoła czy całej twarzy. Do jej jasnej i nieco bardziej różowej cery doskonale pasują równie jasne oczy. Ciężko jest dokładnie określić ich kolor, ponieważ stanowią one mieszankę bardzo jasnego niebieskiego - z fiołkowym. Zabójcza mieszanka. Usta tak ostatnio rzadko wykrzywione w uśmiechu często pomalowane są szminką koloru krwistej czerwieni, na punkcie której Kitty ma lekką obsesję.
Co do jej stylu ubierania się, to jest on bardzo różnorodny. Właściwie można powiedzieć, że zależy od aktualnego humoru Katherine. Potrafi pójść do pracy czy na miasto w dresie, ale również ubraniu z high fashion, potrafi założyć garnitur męski, a sukienki też powinny się znaleźć w jej szafie. Bardzo jednak lubi spodnie o szerokich i prostych, regularnych nogawkach, najlepiej płóciennych, ponieważ uważa je za idealne połączenie pewnego rodzaju elegancji, która wystarcza jej do wyjścia z domu z pełną swobodą i wygodną noszenia ich.
- pozostałe informacje: W całej jej postawi można wyróżnić również kilka innych rzeczy. Przede wszystkim to, że ma przekłute uszy, na dwie dziurki w każdym uchu, ma również inny kolczyk, dokładnie pod wargą w pewnym sensie, na jej wewnętrznej części. Poza tym warto wspomnieć, o czymś niezmywalnym na jej ciele. Tatuażach. Ma ich kilka, a dokładniej: na górnej części lewego przedramienia napisy: "Better to be STRONG than pretty and useless", "Because I say so, honey", za to na drugim przedramieniu: "I'm fierce, I'm powerful, I'm a strong woman", "I was not built to break". Napisy ułożone są w kształt okręgu, czyli wyglądają jak bransolety wsunięte na jej przedramiona tuż przy łokciu. Ostatni i chyba najważniejszy tatuaż, to znajdujący się na jej podbrzuszu napis: "YOU NEVER GONNA MAKE IT", co ma być prostym przekazem dla każdego potencjalnego jej faceta. Prosta, jasna wiadomość, która ma sprowadzić ich na ziemię. Tak naprawdę, oznacza to: nigdy mnie nie pokonasz, nie zniszczysz, nie zamkniesz w tylko cielesnym sensie, uprzedmiotowieniu. Z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę... a szkoda.
- głos: (Ava Max)
Historia: Historia... właściwie to coś na pograniczu dramatu, thrillera i chyba czegoś jeszcze. Urodzona w dużej rodzinie, która później jeszcze się powiększyła. Mieszkali oni na przedmieściach, tam gdzie ci bogaci ludzie budują piękne wille. Sami też ją na początku mieli, aby później ją stracić, kiedyale ojciec został zmuszony do zmiany miejsca zatrudnienia. Wychowana bardziej przez brata niż rodziców zawsze bardzo dobrze się uczyła, chociaż zawsze musiała chodzić do szkoły pieszo. Kilka kilometrów. Nigdy jej to nie przeszkadzało, ponieważ zahartowało ją to, nauczyło, że życie potrafi cię kopnąć z tyłek z całej siły i nikt oprócz ciebie nie ponosi tego konsekwencji. Wspierana w dużej mierze przez dziadka rozwijała się, a kiedy trafiła do jego domu w centrum Avenley River stała się prosta niczym autostrada. Poszła na bardzo prestiżowe studia, które przyniosłyby jej rodzinie dumę. Katherine z drugiej strony nigdy nie czuła, aby właśnie ta droga była spełnieniem jej marzeń. Coraz częściej czuła się źle, była smutna i do tego w pewien sposób opuszczona, ponieważ rodzice nie zaakceptowali jej przeprowadzki do domu dziadków. 
Pewnego dnia w rozmowie ze swoją matką chrzestną usłyszał słowa, które przewróciły jej życie do góry nogami. Mianowicie ciocia powiedziała jej, że rodzice nigdy nie chcieli aby zainteresowała się modą, jednak pozwolili jej wybrać to, co sprawia jej radość, aby mogła żyć szczęśliwie, ponieważ życie jest za krótkie na przymuszanie się do takiej czy innej rzeczy. Tego samego dnia Heather rzuciła studia, zatrudniła się w swojej pierwszej restauracji i wyprowadziła się do mieszkania, które jeszcze wtedy tylko wynajmowała.
Rodzina: Całkiem spora rodzina, co właściwie może podziałać w dwie strony. Pierwsza to duża wspierająca się rodzina, gdzie każdy o każdego się troszczy, pomaga innym członkom osiągnąć ich cele, spełnić marzenia. Druga, to taka, że jest w rodzinie tyle osób, że nie zawsze dla każdej ma się czas, nie każdy czuje, że poświęca się mu wystarczająco uwagi. Tak właśnie było w przypadku Heather. Szósta rodzeństwa... Szóstka i ona jest tą środkową. Nie najstarsza inaczej postrzegająca świat i radząca sobie w nim i nie najmłodsza, potrzebująca pomocy rodziców. Środkowa, czyli ta nijaka, często zaniedbywana przez rodziców i wtedy ogarniana przez najstarszego brata. Ale zacznijmy od początku.
Ma czterech braci i dwie siostry. Trzech starszych to: Daniel "Dan" (aktualnie 27 lat), bliźniacy Aiden oraz Ethan (25). Młodsze rodzeństwo to po kolei: Irine (20), Mary (16) i Ashley "Ashy" (10). Czasami sama zastanawia się, czy wymienia ich imiona w poprawnej kolejności... Nie jakby jej na tym specjalnie zależało. Pomimo że to Dan był dla niej najczęściej jak rodzic, to nim nie jest. Są nimi za to Benjamin i Clara Wesley. Czy to mała pomyłka? Nie. Ten mały zawijas prawny polega na tym, że Dan oraz właśnie Heather mają nazwisko swojej matki, ponieważ kobieta kilka razy rozstawała się ze swoim mężem i urodzone w tym czasie dzieci dostawały prawnie jej panieńskie nazwisko. Czyli nazwisko ojca Clary, dziadka Heather Thomasa Eackera.
Właśnie ta postać odegrała największą i najważniejszą rolę w życiu Katherine. Mężczyzna ten zawsze miał szczególne miejsce dla właśnie tej dwójki swoich wnucząt, pomimo, że jego sama piątka dzieci dała mu ich łącznie dwudziestkę. Jednak będąc głową rodziny ma do tego prawo, ponieważ nikt go z tego nie rozlicza. Tutaj warto wyjaśnić konstrukcję tej oto rodziny. Kiedy rodzina od strony ojca jest bardzo niewielka i kontakty z nią są nieco ciężkie, to rodzina od strony matki jest bardzo ze sobą zżyta. To zasługa nikogo innego jak właśnie jej głowy - Thomasa Eackera oraz jego największej miłości i partnerki w tym boju, czyli babci Heather - Edith. Stawiają oni ogromny nacisk na dobre relacje pomiędzy ich dziećmi, jak również wnuczkami. Poza tym ich zdanie jest najważniejsze, przynajmniej w ich domu. To bardzo tradycyjna struktura, której nikt nie waży się podważać, ponieważ Thomas jak na swój wiek jest w doskonałej kondycji i nie boi się wejść w konflikt z kimkolwiek, jeśli ma to przynieść mu zamierzone przez niego skutki. Tak więc jego decyzja w domu jest najważniejsza, a nazwisko Dana oraz Katherine tylko umacnia pozycję dziadka w ich życiu.
Tutaj warto również wspomnieć o rodzicach chrzestnych Heather. Oboje to Ecakerowie. Mieszanka wybuchowa. Najstarszy brat Clary Wesley i jej najmłodsza siostra. On Peter człowiek nauki, psychologiczny pan i władca. Tak naprawdę, bo bardzo inteligentny człowiek, wykładowca na uniwersytecie, prowadzący wykłady o psychologii oraz właśnie neurologii, co jest jego największą pasją. Ona Octavia to nowa bogini mody, która przejęła w domu mody Eacker, władzę po matce i stworzyła własne imperium, którego zazdrości całe miasto, a może kraj. On to ojciec czwórki dzieci, które przejęły cały umysłowy potencjał po ojcu wykładowcy i matce Julii fizyczce, która jest sporo młodsza od swojego męża. Są oni młodsi od Heather i kocha ich jak własne rodzeństwo: Laura (16), Adrien (14), Lilian (11) i Andy (6). Za to ciocia Octavia jest starą panną, jeśli tak można powiedzieć. Nigdy nie znalazła lubości w stałych związkach ani rodzicielstwie, mimo to czuje się spełniona, a Katherine jest dla niej jak córka.
To tak z grubsza najbliższa rodzina dla Heather. Oczywiście ma również wujka Roberta z piątką dzieci i żonę Renee oraz ciocię Monę z mężem Scottem oraz czwórką dzieci. Tak więc, to duża rodzina. Bardzo duża.
Partner: Więc aktualnie uważa, że mężczyźni to świnie i nie zasługują na nią, więc rzuciła się w wir pracy, żeby żadne głupoty jak randki nie przychodziły jej do głowy, bo później z tego się bierze tylko złamane serduszko i obżeranie się lodami oglądając komedie romantyczne.
Potomstwo: Nie licząc jej rodzeństwa oraz trzech hiperaktywnych przyjaciół, którymi się opiekuje z ich drugą "matką" Dearden, których karmi, przytula, przenocuje, planuje życie to... Nie. Według jej najlepszej wiedzy nie ma i sama nie wie, czy kiedykolwiek będzie je mieć.
Ciekawostki:
- Kocha wszystko co jest miętowe, lub ma nadzienie o takim smaku, szczególnie czekoladki.
- Przed pójściem na studia bardzo dużo pływała, była nawet w młodzieżowej reprezentacji kraju, jednak zrezygnowała z tej ścieżki kariery, aby pójść na studia.
- Nienawidzi
- Jej najlepszym przyjacielem jest Michael, którego poznała w przedszkolu, gdzie takie małe bogate dzieciaki są wpychane przez swoich rodziców. On jej się wydał najnormalniejszy w całej tej grupie.
- Warto tutaj od razu wspomnieć o jej paczce przyjaciół, którą oprócz niej tworzą 3 osoby. Są to Dearden, Mikey, Dominic oraz Axel, który dołączył do nich ostatni, kiedy Heather miała już jakieś 14 lat.
- Kiedyś paliła papierosy, jednak rzuciła i aktualnie pali tylko w wyjątkowo stresujących sytuacjach, jednak bilans wychodzi mniej więcej jak jeden na miesiąc, co według niej nie jest dramatyczną sytuacją.
- Zawsze miała małą fobię poniesienia porażki, zawiedzenia kogoś i przez całe życie boryka się ze swoim przesadnym perfekcjonizmem w pracy czy ogólnie karierze, który często kosztuje ją poziomem jakości jej życia rodzinnego czy miłosnego.
Inne zdjęcia: X X X X X
Zwierzęta: Posiada kilka kotów, właściwie posiada je sąsiadka, a u niej znajdują się one tylko kilka razy dziennie w różnych częściach jej domu, jakby potrafiły się teleportować do środka.
Pojazd: Co? Że wydawać pieniądze na jakieś głupoty jakby nie było komunikacji miejskiej i nie miało się nóg, żeby się przejść lub pojechać rowerem, czy założyć rolki i trochę się poruszać? Dobry żart. A Kitty szkoda jej cennie zbieranych pieniążków.
Kontakt: anne.harondale@gmail.com