Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacob. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacob. Pokaż wszystkie posty

30 lis 2019

Listopadowa czystka

LISTOPADOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANDREA
ANGELICA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
CHLOE
DEARDEN
EKATERINA
HYOLYN
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
ROSALIE
VERONICA
VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JAMES
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SAMUEL
SCOTT
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

9 lut 2019

Od Jacoba CD. Ashley

       Właśnie otworzyłem drzwi od swego domu i trzęsąc się z zimna, czym prędzej ruszyłem w kierunku sypialni, aby przyodziać się w kilka par swetrów i skarpet i nabrać choć odrobinę ciepłoty, która zapewne zdążyła całkowicie ze mnie „wyparować” podczas krótkiej, brawurowej podróży. 
Z sykiem bólu rozprostowałem zmarznięte palce, które zaczęły przybierać niepokojąco siny odcień, po czym rozpocząłem proces pocierania dłoni o dłoń, aby nieco je rozgrzać, na co mój pies obrzucił mnie współczującym spojrzeniem, jakby chciał przekazać mi: „Och, ty nieudaczniku”. 
Chwyciłem kołdrę, nakryłem się nią bardzo szczelnie, a na koniec zaparzyłem sobie herbatę z sokiem malinowym i imbirem, licząc, że to nieco pomoże. 
*** 
        Zmorzył mnie sen. Tym razem niestety nie obudziłem się w domu Ashley, a u siebie. Znów byłem sam, a marzenia odbudowania relacji po raz kolejny upadły niczym stara ruina, nie dając nadziei na poprawę. Po raz kolejny los dał mi szansę, a ja jej nie wykorzystałem. 
Otarłem zmęczone oczy i kichnąłem, słysząc roznoszące się wśród ścian echo, przypominające mi, że jestem samotny. Nawet nie wiecie, jak bardzo brakuje mi osoby, której mógłbym się wyżalić, opowiedzieć o swoich przeżyciach, czy po prostu uściskać. 
Ashley była moją ostoją, kobietą, do której chciałem wracać, a teraz – gdy nasz związek się skończył, wszystko straciło jakikolwiek sens, a w miejscu Ash ugościł się alkohol, sprowadzając mnie na jeszcze większe dno. 
Życie, dlaczego tak bardzo lubisz udowadniać mi, że do niczego się nie nadaję? 
Wyciągnąłem kieliszek i nalałem do niego słodkie, stare wino, które trzymałem na specjalne okazje. Tym razem zachowałem umiar, jednak przyszło mi to z wielkim trudem. 
Powolnym ruchem sięgnąłem po leżący na stoliku telefon i zważywszy na fakt, iż alkohol dodał mi nieco pewności siebie, napisałem wiadomość. Kto był jej adresatem? Nie jest trudno się domyślić. 

Cześć Ash, 
Przepraszam, że piszę tak późno, ale chciałem Cię przeprosić. Znaczy… nieistotne. To wszystko, co chciałem przekazać. 
Dobranoc. 

Z lekkim zawahaniem wcisnąłem przycisk „Wyślij”, a gdy to zrobiłem, wydałem z siebie ciche westchnienie ulgi. 
— I tak mi nie odpisze. — mruknąłem niewyraźnie, zerkając na psa, który radośnie merdał 
ogonem, a następnie stanąłem przy oknie i ze smutkiem spoglądałem na spowite nocą miasto. 

Ashley?

28 gru 2018

Od Jacoba CD. Ashley

                 Delikatne promienie słońca zaczęły uporczywie wdzierać się do pokoju, zmuszając mnie do przerwania błogiego snu i powrotu do rzeczywistości. Uniosłem się do pozycji siedzącej, jednak już po chwili dopadł mnie silny, pulsujący ból w tylnej części głowy. Moja twarz wykrzywiła się w grymasie cierpienia, a ręce zawędrowały w górę, rozprostowując ciało po całej nocy spędzonej w bezruchu. Przetarłem dłońmi zaspane oczy, a gdy je otworzyłem, omal nie wrzasnąłem z przerażenia.
Otaczały mnie te same, dobrze znane mi ściany, te same meble i te same obrazy.
Obrzuciłem nerwowym spojrzeniem każdy element wystroju, a gdy mój wzrok zatrzymał się na śpiącej obok Ashley, zerwałem się z kanapy i odskoczyłem o krok do tyłu, niczym oparzony.
― Cholera. ― moje dłonie mimowolnie zacisnęły się na zmierzwionej czuprynie w niedowierzaniu.
Jakim cudem się tu znalazłem? Dlaczego jestem cały poobijany? Czy to sen?
W mym umyśle kłębiły się całe dziesiątki różnorodnych pytań, które nie pozwalały mi choć na moment zaznać spokoju. Pragnąłem odpowiedzi i... prysznica, bo z higieną krucho, kiedy jest się po kilku upadkach do rowów.
Zapanowałem nad szybkim oddechem, złożyłem koc, którym byłem nakryty w kostkę i powolnym krokiem ruszyłem w kierunku łazienki, przemierzając znajomy mi korytarz i oglądając go tak, jakbym widział go po raz pierwszy.
Tak bardzo tęskniłem.
Zwinnie przemknąłem przez dom i dotarłem do łazienki. Nacisnąłem delikatnie klamkę i wszedłem do środka, uśmiechając się krzywo na widok różowych ręczników ułożonych starannie na półce i całych rzędów równo poukładanych kosmetyków.
To miejsce tak bardzo kontrastuje z moim domem, w którym porozrzucane są wypalone pety, puste butelki po winie oraz ubrania, a wszystko jest nasiąknięte specyficznym zapachem, stanowiącym połączenie woni alkoholu i dymu tytoniowego.
Wydałem z siebie ciche westchnienie ulgi i usilnie próbowałem zwalczyć parszywą myśl, która krążyła mi po głowie i sugerowała, że moja obecność tutaj jest sporym nadużyciem i powinienem czym prędzej stąd wyjść.
― Chrzanić to. ― zdjąłem ubrania, po czym rzuciłem je w kąt łazienki, zaburzając tym samym idealny ład panujący w pomieszczeniu, a następnie wszedłem do kabiny i zasunąłem za sobą kotarę.
*
            Czym prędzej owinąłem się ciasno ręcznikiem [w bardzo męskim kolorze], po czym stanąłem przed obszernym lustrem i przygładziłem rozwichrzone włosy, przywracając się do ludzkiego stanu. Od razu lepiej robi się człowiekowi na duchu, kiedy widzi się wreszcie w dawnej formie, a przynajmniej jej drobnej namiastce. Może pójście pod prysznic nie jest wielkim wyczynem, ale bez wątpienia stwierdzam, że to jeden, drobny kroczek prowadzący do odzyskania dawnej postaci.
Obróciłem się w kierunku wyjścia, po czym delikatnie uchyliłem drzwi od łazienki.
Nawet nie wiecie, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy w progu, tuż przed swoją twarzą ujrzałem Ashley.

Ash?

27 gru 2018

Od Jacoba do Ashley

Czasami w życiu bywa tak, że nie brakuje ci niczego. Masz przyjaciół, pracę, drugą połówkę i stosunkowo dobre powodzenie, ale ciągle uparcie krążysz, szukając czegoś więcej. 
To jest zgubne. 
Pamiętam ten dzień jak żaden inny. 
Laurene, stojąca w progu moich drzwi z szerokim uśmiechem na twarzy. 
Zapowiedź mojej klęski. 
Teraz, bez przyjaciół, pracy, drugiej połówki i dobrego powodzenia. 
Śpiący żałośnie na ławce w parku z butelką taniego wina w dłoni. 
Inny. 
Moje spojrzenie – niegdyś przepełnione pewnością siebie, nabrało obojętności i stało się oziębłe, można rzec, że nawet surowe. 
Twarz zbladła, ale zagościł na niej intensywny, alkoholowy rumieniec zaniedbanego pijaczyny i swoisty grymas, który wyrył się już na dłuższy okres czasu. 
Bezmyślne bijatyki w barach stały się już codziennością, a wzrok zdegustowanych ludzi dopadał mnie za każdym razem, gdy z trudem wracałem do swojego domu, wpadając po drodze do kilku rowów. 
Zniszczony. 
Niczym wielki, mosiężny pałac. 
Teraz tylko zapomniana ruina. 
Trzasnąłem drzwiami i zmierzyłem wzrokiem swojego czworonoga, który leżał ponuro w kącie pokoju.
— Witaj, Grey. — burknąłem pod nosem i ruszyłem w kierunku psa, potykając się po drodze o kilka rzuconych na podłogę butelek. 
Gdy przeprawiłem się przez salon, który przypominał teraz bardziej tor przeszkód, uściskałem swojego towarzysza, po czym leniwie położyłem się na skrzypiącej kanapie, aby nieco rozprostować obolałe od upadków kości. 
Oto przykład, jak człowiek, który sięga chmur, może spaść w dół. Na samo dno. 
Podły zdrajca. 
Kocham cię, Ashley. 
Parszywe słowa, które z zewnątrz pozornie piękne, okazały się w środku zupełnie puste i nieistotne. 
Przyłapany na zdradzie i obdarty z prawdziwego szczęścia. 
Szczęścia. 
Którym okazała się ona.
Ze wściekłością kopnąłem leżącą obok butelkę i stanąłem przed lustrem, gładząc dłonią zaniedbany, kilkudniowy zarost. 
— Upadłeś. — rzekłem cicho, a po chwili uruchomiłem gramofon, aby jeszcze raz usłyszeć tę piękną balladę, która zamieszkała na dobre w moim lodowatym sercu. 

"My head is filled with ruins
Most of them are built with you
Now the dust no longer moves
Don’t disturb the ghost of you 

I’m gonna miss you
I still care
Sometimes I wish we never built this palace
But real love is never a waste of time"
                                                             Sam Smith - "Palace"


Ashley?
Długość pozostawia wiele do życzenia, ale muszę wczuć się na nowo w wątek. <3

15 gru 2018

Od Jacoba CD. Hailee

— Wyspał się pan? — wysoki, przyjemny dla ucha głos rozniósł się po nieznanym mi pomieszczeniu. 
Momentalnie poderwałem się do góry, jednak pulsujący ból głowy w jednej chwili przypomniał mi wszystko, co wydarzyło się poprzedniej nocy. 
Zalała mnie fala nagłego zażenowania i wstydu, gdyż idąca w stronę kuchni dziewczyna była świadkiem jednego z moich pijackich incydentów, które ostatnio miały miejsce coraz częściej. 
Jakby tego było mało, fakt, że tak drobna dziewczyna zdecydowała się wziąć mnie – obcego, potencjalnie niebezpiecznego mężczyznę do domu wskazywała na to, że musiałem być w skrajnie złym stanie. 
No i co ja mam teraz zrobić? 
Uciec i zapomnieć o tym, iż taka sytuacja miała w ogóle miejsce? 
Pójść za brunetką i jak gdyby nigdy nic nawiązać rozmowę? 
Obie opcje wydawały się tak samo beznadziejne, ale postanowiłem zaryzykować. 
Wątpię, że ośmieszę się w oczach dziewczyny jeszcze bardziej, niż teraz. 
Do odważnych świat należy. 
Połknąłem położone na stoliku tabletki, popiłem je wodą i ruszyłem w kierunku kuchni, opierając się o futrynę drzwi. 
— Dzień dobry. 
— Cześć. 
Skąd ta poufałość w stosunku do nieznanego mężczyzny? 
— Jak wiele widziałaś? 
— Wszystko. 
Na moją twarz mimowolnie wkradł się rumieniec zażenowania, a oczy bezsilnie błądziły, szukając jakiegoś miejsca, w którym mógłbym się ukryć na wieki. 
Kobieta, widząc moje zakłopotanie, wydała z siebie cichy chichot, po czym ni stąd, ni zowąd odwróciła się w moją stronę, wystawiając dłoń. 
— Hailee. 
Ostatnią rzeczą, jaką chciałem w tym momencie zrobić, było podanie swojego imienia oraz nazwiska i pozbycie się chociaż odrobiny anonimowości, która mi jeszcze pozostała. 
— Jacob Grant. — uścisnąłem rękę kobiety, a na moją twarz wkradł się delikatny, może lekko przymuszony uśmiech. 
Jesteś żałosny. 
— Bardzo dziękuję za udzielenie mi miejsca do snu na noc, ale muszę już… — cofnąłem się o krok, aby móc wreszcie wyjść i zakończyć ten żenujący epizod mojego życia. 
— Nalegam, żebyś został na śniadanie. — wyszczerzyła zęby w życzliwym uśmiechu i rozłożyła na stole talerze, nie kryjąc swojego zadowolenia z tego, iż znajduję się w jej domu. 
— No dobrze. 
Może to śniadanie pozwoli mi chociażby na moment zapomnieć. 
Zapomnieć o tym, co jest powodem mojego picia.

Hailee?

25 lis 2018

Od Jacoba

               Może i przez moment życie doczepiło mi do pleców skrzydła i pozwoliło unosić się nad innymi, jednak już po kilku miesiącach, gdy przywykłem do rozpoczynania dnia z uśmiechem na twarzy, los postanowił zastawić na mnie pułapkę i po raz kolejny sprawić, że z chmur spadłem na samo dno, nie mając jakiejkolwiek możliwości sprzeciwu.
Dwie osoby, które były równie bliskie memu sercu, wbiły mi nóż w plecy, a na koniec kopnęły, aby upewnić się, że już na pewno nie wstanę.
                Kolejny wieczór spędzałem przed telewizorem, z butelką alkoholu w dłoni, gładząc się po szorstkim, kilkudniowym zaroście, którego nie zamierzałem się pozbyć.
Moja skóra przybrała blady, chorowity kolor, oczy straciły dawny blask szaleństwa i miłości, a rozum zamknął się na jakiekolwiek pozytywne aspekty życia, będąc moim osobistym oskarżycielem.
To twoja wina.
Nie można darzyć uczuciem dwóch osób jednocześnie.

Jedna z dłoni mimowolnie przywarła do mojej zmierzwionej grzywki i zacisnęła się na niej w geście załamania.
Moja rodzina jest daleko stąd.
Przyjaciele odeszli, a szaleńcza miłość do dwóch kobiet nie chciała mnie opuścić, drążąc mnie tym samym na wylot.
Nie życzę nikomu takiego losu.
Nawet największemu wrogowi.
Chwiejnym ruchem poderwałem się z kanapy, trącając nogami kilka porozrzucanych na podłodze butelek, które wydały jedynie cichy, drażliwy dla ucha brzdęk.
Stanąłem pod ścianą i uniosłem wzrok na obrazek wiszący tuż nad głową.
Moja dłoń mimowolnie musnęła szybkę, a na skroni pojawiła się pulsująca żyłka, wyrażająca wielką mieszaninę uczuć, która kotłowała się w moim wnętrzu.
— Zrujnowałaś mi życie, ale wiedz, że nie mam ci tego za złe. — nogi mimowolnie ugięły się pod ciężarem mojego ciała, które omal nie opadło na podłogę.
Chwyciłem się najbliższej klamki, zamówiłem taksówkę i przebrałem się w koszulkę polo oraz pierwsze lepsze spodnie.
— Do klubu Red Velvet.
*
            Po uchyleniu drzwi lokalu momentalnie uderzył mnie silny zapach alkoholu, stukot kieliszków, bas głośnej muzyki i kolorowe światła przemieszczające się po całej sali.
Bez większego pośpiechu zająłem miejsce przy barze i zamówiłem sobie kieliszek szampana, aby doprowadzić się do jeszcze gorszego stanu i móc po prostu zapomnieć.
W oczekiwaniu na zamówienie, rozsiadłem się wygodnie na krześle, po czym oparłem się do tyłu, jednak gdy poczułem twardy łomot o podłogę, zdałem sobie sprawę, że tutejsze krzesła nie mają żadnego oparcia, a ja właśnie leżę z nogami w górze, będąc tym samym w centrum zainteresowania wszystkich ludzi.
Cholera.
Świat zawirował, obraz na moment stał się czarny, jednak kiedy wszystko wróciło do normy, zauważyłem nad sobą twarz nieznajomej kobiety.
— Czy my się znamy, madam? — wybełkotałem z siebie, czując pulsujący ból w tylnej części czaszki i ciągle leżąc na zimnej podłodze.

Ktoś?

26 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene


Podczas tej wyjątkowej chwili to, że na zewnątrz wiał silny wiatr, a deszcz całkowicie nas przemoczył, nie grało większej roli. Oboje skupiliśmy się na chwili obecnej, na naszej bliskości i pocałunku, który ukazywał wszystkie emocje, jakimi nawzajem się darzyliśmy. Właśnie teraz, każde z nas zrozumiało, co tak naprawdę do siebie czujemy.
Dopiero dzisiaj, po tylu latach.
Kilka chwil później dziewczyna splotła nasze ręce i zaprowadziła mnie do swojego domu. Od razu zalała mnie fala ciepła, która przeszyła moje zziębnięte ciało.
Lau ruszyła w kierunku kuchni i zrobiła nam gorącą herbatę, po czym razem ze mną usiadła na sofie. Po chwili dołączyła również Cath, która patrzyła na nas z dziwacznym, triumfalnym uśmieszkiem.
Dopiero po dłuższej chwili odważyłem zadać się to nurtujące mnie od dłuższego czasu pytanie.
— Co stało się wtedy w szpitalu? — uniosłem wzrok na twarz Lau, oczekując na odpowiedź.
— U Cath wykryto białaczkę. — odparła krótko, a po jej policzku spłynęła łza.
Momentalnie wstałem i uściskałem z całej siły dziewczyny, po czym pocałowałem je w czubek głowy, chcąc przekazać tym gestem, że będzie dobrze.
Niespodziewanie usłyszałem dźwięk powiadomienia w telefonie, przez co wypuściłem dziewczyny z moich objęć i sięgnąłem do kieszeni.
1 nieodebrana wiadomość od Ashley.
Ze zdziwieniem odblokowałem telefon i ujrzałem SMS’a , który wywołał u mnie falę przytłaczającego smutku.
Ashley: Widziałam cię. To koniec.
Ścisnąłem telefon w dłoni i z niedowierzaniem czytałem piąty raz tę samą wiadomość, nie mogąc pojąć, czy to koszmar, czy może rzeczywistość. Zastygłem w bezruchu, a moje dłonie zaczęły drżeć.
Bez żadnego pożegnania pochyliłem głowę do przodu i wyszedłem z mieszkania. Całą drogę pokonałem pieszo, przez co pewnym będzie, że jutro dopadnie mnie przeziębienie. Szczerze? Nie obchodziło mnie to.
Teraz miałem w głowie tylko to, że straciłem Ashley.  Ciągle słyszałem jej słowa.

Zaufałam Ci.


Lau?

18 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

W mojej głowie był jeden wielki bałagan, jak zwykle zresztą. Mogłem pójść do szpitala, towarzyszyć Lau, jednak zostałem, żałośnie opierając się o samochód. Powinienem być dla niej wsparciem, a mam wrażenie, że przeszkadzam i moja obecność jest jak najbardziej zbędna.
Z zamyślenia wyrwał mnie widok zapłakanej Laurene, podcierającej łzy, które wręcz strumieniami kapały z jej policzków.
— Lau, co się stało? — zapytałem, stając bliżej niej. Ta jednak zlekceważyła moje pytania i po chwili, nadal pozostając w milczeniu, wtuliła się we mnie i gorzko zapłakała.
Nie zamierzam męczyć jej pytaniami, rozumiem, że teraz lepiej dla niej będzie, jeżeli po prostu wypłacze wszystko, a dopiero wtedy podzieli się ze mną tym, co leży jej na sercu.
Objąłem dziewczynę rękoma i pocałowałem ją w czubek głowy, jakby dając do zrozumienia, że cokolwiek się stało, będzie dobrze.
Tkwiliśmy w uścisku przez dobre kilkanaście minut. Kiedy dziewczyna trochę się uspokoiła, stwierdziłem, że zawiozę ją do domu, aby odpoczęła, jednak postanowiłem, że zostanę u niej na noc, żeby nie musiała być z tym wszystkim sama.
* * *
Właśnie siedziałem na sofie, zerkając ukradkiem na Lau. Dziewczyna siedziała pod kocem, popijając herbatę. Jej skóra zbladła, a pod oczyma pojawiły się cienie. Wiedziałem, że z Cath dzieje się coś złego, jednak nikt nie chciał mi powiedzieć co. Czułem się tak, jakbym był we mgle. Nie wiedziałem co robić. Z jednej strony, jeżeli będę naciskał i prosił o odpowiedź, mogę tylko pogorszyć sprawę i pogrążyć Lau w jeszcze większym smutku, ale patrząc na to inaczej, jeżeli nie będę dopytywał, pomyśli, że mi nie zależy i, że co gorsza, nie obchodzi mnie los jej młodszej siostry.
Chciałbym wiedzieć, jednak cierpliwie poczekam, aż dziewczyna sama mi to wyzna, kiedy będzie gotowa.
* * *
Tego ranka obudziła mnie Lau. Zasnąłem na sofie, tuż obok niej.
— Wstawaj, musimy odebrać Cath ze szpitala. — odparła, a jej oczy były lekko przekrwione. Zapewne nie zmrużyła oka przez całą noc, co jeszcze bardziej mnie dołowało.
— Dobrze. — nie protestowałem i czym prędzej podwiozłem kobietę pod szpital.
— Poczekaj tu, zaraz przyjdę. — rzekła sucho, bez emocji, przez co przez moje ciało przeszył zimny dreszcz. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Po kilkunastu, a może i kilkudziesięciu minutach, do samochodu weszła przygnębiona Cath, a zaraz za nią Lau.
Kierowaliśmy się w stronę powrotną do domu w milczeniu. Jedyne słowa, które padły, to krótkie powitanie.
* * *
Cath siedziała na kanapie, popijając wodą jakieś białe, drobne tabletki, a Lau obserwowała bacznie każdy jej ruch pilnując, żeby przyjęła odpowiednią ich dawkę.
Nie mogłem dłużej żyć w niewiedzy. Rozumiem, że nie jestem członkiem rodziny, ale każdy ma swój próg wytrzymałości.
Nachyliłem się nad dziewczynami i przeszyłem je wzrokiem.
— Proszę, powiedzcie mi, co się dzieje.

Lau?

17 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

Moje myśli kłębiły się niczym chmury i z każdym momentem stawały się coraz bardziej gęste, obciążające.
Słowa Cath brzęczały mi w uszach, a ja nie mogłem zrozumieć, jak taka myśl mogła jej w ogóle wpaść do głowy? Znaczy, rozumiem, z jej perspektywy mogło to wyglądać źle, jednak to stawianie zakazów, czy cyniczny uśmieszek, który pojawił się na jej twarzy?
Ach, ależ się wpakowałem.
No cóż, będę musiał to wszystko naprostować z samego rana, kiedy tylko zobaczę tę przebiegłą nastolatkę w progu domu.
Mój wzrok powędrował na kanapę i rzuconą na nią poduszkę, wraz z kocem. 
— Dobranoc Lau. — odparłem, patrząc jak idzie do swojego pokoju.
— Dobranoc.
Kiedy tylko przyłożyłem głowy do miękkiego puchu, od razu zasnąłem.
Tej nocy miałem naprawdę dziwny sen. Mówią, że to, co jest w nich przedstawione, to nasze życiowe lęki, czy obawy.
Stałem w wielkiej, pustej hali, nie wiedząc, co tam robię. Krzyczałem, wołałem kogokolwiek, jednak nikt nie odpowiadał. Gdy się odwróciłem, ujrzałem na podłodze bordową suknię, którą podarowałem Ashley, a tuż obok leżał naszyjnik, z wyszlifowanym w kształt serca diamencikiem, który wręczyłem Laurene, podczas naszego wspólnego, wieczornego spotkania.
Gdy uniosłem wzrok w górę, pojawiły się właścicielki tych podarunków i podniosły je, patrząc na mnie z wyrzutem tak, jakbym je skrzywdził, po czym zniszczyły przedmioty i rzuciły mi je pod nogi.
Wziąłem skrawki sukienki do rąk, jednak kiedy spojrzałem w dal, obie kobiety były już daleko ode mnie. Próbowałem je dogonić, jednak zniknęły w sinej mgle, zostawiając mnie samego.
— Wstawaj śpiochu! — usłyszałem melodyjny głos Lau, która stała nade mną, lekko potrząsając moimi barkami.
— Lau... — wstałem i stanąłem kilka centymetrów od niej.
— Co jest? — spojrzała na mnie z zaciekawieniem, odgarniając włosy za ucho.
— Nie opuszczaj mnie. — już drugi raz zdarzyło mi się powiedzieć do kobiety te słowa.
— Nie opuszczę Jacob, możesz na mnie liczyć.
Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym mocno ją uścisnąłem. Bałem się, że tak jak we śnie, nagle zniknie i nie wróci. Staliśmy kilka minut wtuleni w siebie, zapominając o wszystkim, co działo się dookoła. 
— Dziękuję. — odparłem krótko i pochyliłem głowę do przodu, chcąc ofiarować jej drobny pocałunek.

Lau? Przepraszam za kiepskie zakończenie, ale wena mi zwiała..

15 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

— Może wejdziesz? Z przyjemnością cię ugoszczę. — Te słowa brzmiały bardzo, ale to bardzo zachęcająco, jednak nie mogłem tego zrobić. Nie powinienem kusić losu i narażać nas na coś, czego później możemy żałować. — Nie daj się prosić, no chodź! — uśmiechnęła się, po czym przygryzła wargę, obserwując moją reakcję.
Nie. Nie można tak.
— Niestety, dzisiaj nie mogę dotrzymać ci towarzystwa.
— Oj Jacob! Aleś ty uparty! — nachyliła się i zmierzwiła mi włosy.
— No dobrze, ale tylko na chwilkę. — wyciągnąłem klucze i wysiadłem z samochodu, po czym ruszyłem za rozradowaną dziewczyną w kierunku jej mieszkania.
Szczerze powiedziawszy, jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy z tego, że jestem trzeźwy. Teraz ze spokojem mogę popilnować Lau i odciąć jej dostęp do jakiegokolwiek innego alkoholu. Koniec.

* * *
— No dobrze, skoro ściągnęłaś mnie tutaj, to posiedzę pół godzinki i wracam do domu, bo cóż, jest środek nocy. — Zdjąłem płaszcz i powiesiłem go na haczyku, po czym ruszyłem w stronę kuchni i przyniosłem dziewczynie szklankę wody.
— Pij.
— Nie chcę.
Przewróciłem oczyma i podsunąłem szklankę bliżej niej.
— Nie chcesz słuchać, to nie. — zaplotłem ręce na wysokości klatki piersiowej, po czym wstałem i zmierzyłem dziewczynę wzrokiem. — To chociaż odpocznij i połóż się spać.
— Nie ma mooowy. — przeciągnęła i zachichotała.
— Dobrze, nie dajesz mi innego wyboru. — podniosłem ją niczym niemowlę i powoli kierowałem się w stronę sypialni, jednak zatrzymałem się, gdy poczułem delikatne buziaki na swojej szyi. Postawiłem kobietę i spojrzałem jej głęboko w oczy. — Przystopuj Lau.
— Oj, nie gadaj tyle. — sprawiła, że milczałem. Jak? Za pomocą pocałunku.
Delikatnie odsunąłem ją od siebie, jednak po chwili przyciągnąłem ją bliżej i odwzajemniłem pocałunek.
Nie powinieneś, dobrze o tym wiesz.
Tak, nie posłuchałem swojego głosu rozsądku, jednak nie zamierzałem robić nic więcej. Pocałunek był granicą, której nie zamierzałem przekraczać, możecie być tego pewni, ale...
Niespodziewanie usłyszeliśmy cichy, wysoki głos.
— Co tu się...?
Obróciliśmy głowy w kierunku dźwięku i momentalnie odskoczyliśmy od siebie.
— Cath, to nie tak jak myślisz! — krzyknąłem, ustawiając ręce w geście kapitulacji.

Lau? Przepraszam, że krótkie...

14 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

Całe to spotkanie uświadomiło mi, że moje więzi z Laurene tak naprawdę nigdy nie zostały zerwane, a nasze rozstanie było tylko kwestią chwilowej rozłąki, gdyż po latach wszystko powróciło z dwukrotnie większym rozmachem. Wszelakie próby zapomnienia, wyrzucenia z pamięci, zostały udaremnione wtedy, kiedy dziewczyna ponownie pojawiła się w moim życiu, wywracając je do góry nogami. Kto by się spodziewał, że akurat teraz, gdy byłem wręcz pewien, że się ustatkowałem, wszystko diametralnie się zmieniło i postawiło wiele spraw pod znakiem zapytania.
Każdy kolejny dzień przynosił mi cudowne chwile spędzone z Laurene, ale i wiele rozmyślań, nocnych analiz, strachu, który ukazywał tylko, że nie jestem w stanie dłużej funkcjonować ukrywając coś i zarazem oszukując. 
Robiłem wiele rzeczy wbrew sobie, łamiąc swoją własną moralną blokadę i coraz bardziej raniąc samego siebie. Nie można darzyć uczuciem dwóch kobiet jednocześnie. Musiałem wybrać tę jedną, której mógłbym oddać całe swoje serce, bez nawet cienia obawy.
Problem jest w tym, że obie są mi wyjątkowo bliskie.
Tygodnie mijają, a ja ciągle wzbraniam się odpowiedzi na to jedno, przeszywające mnie pytanie.
Która z nich?
Wiem, że przyjdzie czas. Nie można odkładać wyboru w nieskończoność. Będę musiał stanąć w prawdzie z samym sobą i podjąć tę decyzję.
Ale jeszcze nie teraz.
* * *
Położyłem dłoń na policzku kobiety, po czym cicho westchnąłem, ciągle nie mogąc pojąć, że to się dzieje naprawdę. Ciągle miałem wrażenie, jakby całe to spotkanie było tylko snem, który pryśnie niczym bańka mydlana. 
— Za spotkanie. — stuknęliśmy się kieliszkami i obdarowaliśmy się ciepłymi, życzliwymi uśmiechami.
Spojrzałem w niebo, było już ciemno, widniała gęstwina gwiazd i piękny księżyc w pełni, którego blask rozjaśniał twarz Laurene i jej czerwone, pełne usta.
Odsunąłem kieliszki na brzeg koca, po czym położyłem się, podkładając ręce pod głowę.
— Pooglądasz ze mną gwiazdy? — obróciłem głowę w jej kierunku i patrzyłem, jak powoli kładzie się tuż przy mnie.
— Jasne.
Leżeliśmy, oglądając piękne, rozgwieżdżone niebo. Przynajmniej Laurene. Ja nie mogłem się skupić. Mój wzrok ciągle uciekał w jej kierunku.
Niespodziewanie przypomniałem sobie jedną, ważną rzecz. Wróciłem do pozycji siedzącej i sięgnąłem dłonią do kieszeni spodni, po chwili wyciągając z niej drobne, beżowe pudełeczko.
— Co to jest Jacob? — usiadła i uniosła brew.
— Mam tu coś dla ciebie. — otworzyłem i wyjąłem srebrny łańcuszek z wyszlifowanym na kształt serca diamentem.
— Zaraz, z jakiej to okazji? 
— Bez żadnej okazji, gdy go zobaczyłem, po prostu musiałem go kupić. Pasował idealnie do ciebie. — na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. — A teraz proszę się odwrócić.
Dziewczyna obróciła się do mnie plecami, zawiesiłem łańcuszek, a mój wzrok momentalnie skierował się na jej szyję, na której po chwili złożyłem kilka pocałunków.

Lau?

10 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

Po niecałych piętnastu minutach w progu moich drzwi pojawiła się Laurene, która mierzyła mnie posmutniałym spojrzeniem.
Nie miałem jej tego za złe, przecież to nie jej wina, że Cath postanowiła się ze mną przywitać po tylu latach rozłąki. Nie widziałem w tym nic złego.
— Cześć. Wejdź. — uchyliłem szerzej drzwi i wpuściłem kobietę do środka.
Ta zdjęła bluzę, powiesiła ją na wieszaku i usiadła na sofie.
— Ja naprawdę przepraszam... — przerwałem jej i położyłem palec na jej ustach, aby przestała wygadywać bzdury i po prostu posłuchała, co mam jej do powiedzenia.
— Nic się nie stało, zrozum. Wynikła z tego tylko i wyłącznie drobna sprzeczka, na której nie warto się skupiać. — uśmiechnąłem się delikatnie, próbując ją uspokoić. Westchnęła cicho, jakbym zabrał od niej ogromny ciężar. — Przy okazji, bardzo chętnie przywitałbym się z Cath po tylu latach! Z tego co widziałem, nieźle urosła, z trudem ją poznałem. 
— Tak, ona też bardzo chce cię zobaczyć, sam zresztą widziałeś. — zaśmiała się cicho, odgarniając włosy.
— Może pójdziemy razem na jakieś ciastko, kawę i wspólnie spędzimy trochę czasu?
— Dobry pomysł! Mam jutro trochę wolnego czasu, więc byłoby idealnie.
Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
* * *
Właśnie siedziałem przy stoliku mojej ulubionej kawiarni, kiedy ujrzałem Cath biegnącą w moją stronę z szerokim uśmiechem na twarzy. Wstałem z krzesła i mocno ją uściskałem.
— Jacob! Ale się zmieniłeś! — otworzyła szerzej oczy. — Przypakowałeś! — ścisnęła mój biceps, głośno się śmiejąc.
— No i co Lau, ty mówiłaś, że ciągle jestem taki sam. — zwróciłem głowę w stronę idącej kobiety. 
— Dobra, dobra. Ja swoje wiem. — usiadła przy stoliku, darząc nas uśmiechem. — Ciągle został ci ten sam cyniczny uśmieszek i oczywiście niezmienny charakterek.
— I w ogóle... Wyprzystojniałeś. — Cath uniosła dwukrotnie brwi i wypuściła mnie z objęć.
— Dziękuję. Ty również wydoroślałaś, wypiękniałaś i ... — przerwała mi Lau.
— Przestaniecie sobie słodzić i usiądziecie przy stoliku?
Zajęliśmy miejsca i zamówiliśmy sobie różnego rodzaju ciasta, kawy i inne dodatki, przy okazji prowadząc ożywioną rozmowę.
Lau? Przepraszam, że króciutkie.

Od Jacoba CD. Katfrin

Mimo tego, że dziewczyna pozwoliła mi odejść, cierpliwie siedziałem na plastikowym, niewygodnym krzesełku szpitalnym, czekając na jakiekolwiek wieści. 
Z tego co widziałem, rana nie wyglądała bardzo źle, jednak musiała boleć. Bardzo.
* * *
— Doktorze i jak? — zerwałem się z krzesła, gdy tylko ujrzałem mężczyznę wychodzącego z gabinetu, w którym była Katfrin.
— Wszystko w normie. Usunęliśmy ciało obce, zszyliśmy ranę i założyliśmy luźny bandaż. — rzekł, poprawiając plakietkę przypiętą do jego kitla.
— Dobrze, dziękuję. Można zajrzeć do pacjentki? 
— Oczywiście.
Ruszyłem żwawym krokiem w kierunku sali, w której leżała i usiadłem w nogach jej pryczy.
— I jak, boli?
— Dużo mniej. Wprawdzie nadal pobolewa, jednak dużo łagodniej niż wcześniej.
— Uff.. — cicho westchnąłem. — Przepraszam, mogłem cię nie prowadzić nad to jezioro.
— Oj nie przesadzaj, skąd mogłeś wiedzieć.
— No cóż, pozostaje mi tylko przeprosić.
— Przyjęte. — zaśmiała się cicho i zmierzwiła mi włosy.
— Kupić ci coś do jedzenia, picia?
— Wystarczy butelka wody. Gdzieś w pobliżu widziałam automat.
— Dobrze, zaraz wrócę.
Ruszyłem wzdłuż wąskiego korytarza, skręciłem w prawo i znalazłem stary, aczkolwiek [najprawdopodobniej] sprawny automat, po czym kupiłem wodę i paczkę krakersów, aby miała coś na przegryzkę.
Otworzyłem drzwi od sali i położyłem jedzenie na półeczce obok Katfrin.
— Proszę.
— Dzięki Jacob. — odkręciła butelkę i upiła kilka łyków wody.
— Nie ma sprawy. — odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. — I co? Ile lekarze każą ci tu siedzieć? — dodałem po chwili, drapiąc się z zakłopotaniem po karku.
— Dwa dni, później muszę umówić się na usunięcie szwów i kontrolę.
— Nie jest tak źle. Bałem się, że będzie gorzej.
— Nie masz co się bać. To nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy o coś się potknę, czy coś złamię.

Katfrin? <Przepraszam, ale na razie odrzućmy na bok ten wątek, bo żadne z nas nie ma weny, a kontynuowanie tego na siłę nie ma sensu>

9 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

— Czy żałuję, że się rozstaliśmy? — zabrałem dłonie z jej talii i ponownie odwróciłem się w stronę okna, obserwując przejeżdżające ulicą samochody. — Jeżeli można to tak określić, to przechodziłem przez różne etapy. Mianowicie, na początku żałowałem, później byłem zły na siebie, a następnie po prostu próbowałem zapomnieć.
— Westchnąłem cicho i oparłem łokcie o parapet. — I kiedy sądziłem, że mi się to udało, wróciłaś do mojego życia i napędziłaś to koło od nowa, powodując, że znowu żałuję. — spojrzałem na Lau, która stanęła obok mnie i położyła swoją dłoń na mojej, jednocześnie obdarowując życzliwym uśmiechem. — Mimo że twój powrót wiele namieszał w moim życiu, cieszę się, że znowu mogę mieć cię blisko. 
Dziewczyna uniosła wzrok i spojrzała mi w oczy, po czym mocno przytuliła. W tym momencie zapomniałem o wszystkich moich problemach, źle podjętych decyzjach i sprawach do wyjaśnienia.
Czas się zatrzymał, a my trwaliśmy w uścisku, który wyrażał całą tęsknotę, mieszkającą w naszych sercach przez te wszystkie lata.
Wiem, że robiłem źle, grając na dwa fronty, niestety, sprawy zaszły za daleko, a decyzja, którą musiałem podjąć, zbliżała się do mnie coraz większymi krokami.
Niespodziewanie tę cudowną chwilę beztroski, przerwał mój dzwonek od telefonu.
Lau momentalnie wypuściła mnie ze swoich objęć i z zaciekawieniem przysłuchiwała się rozmowie.
— Witaj Jacob. Przyjdź z Laurene do biura, załatwimy wszystkie papierkowe sprawy, żeby nie było później zamieszania. 
— Dobrze, dzięki. To wszystko?
— Tak. Miłego dnia.
Rozłączył się, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
— Kto to był?
— Aaron. Musimy pojawić się w jego biurze, abyś podpisała umowę o pracę.
— Stresuję się. Jeszcze nigdy nie pracowałam w takiej firmie.
— Nie masz się czego bać, Lau. Jestem z tobą.
* * * 
Wjechaliśmy windą na prawie najwyższe piętro oszklonego wieżowca i udaliśmy się w kierunku obszernego gabinetu Aarona. Zapukałem do drzwi i usłyszałem donośne "Proszę wejść". 
Moim oczom ukazał się młody mężczyzna w garniturze, stojący przy oknie.
Nic a nic się nie zmienił. Obrzydliwie bogaty człowiek sukcesu, w czepku urodzony.
— Dzień dobry. — odparł krótko i obrócił się w naszym kierunku.
Uścisnęliśmy sobie ręce i zajęliśmy miejsce przed jego biurkiem.
— Panna Laurene Danielle Odiney? — zajrzał do papierów.
— Tak. 
— Proszę to podpisać. — przysunął w jej stronę dokument.
Wymieniłem się spojrzeniem z Lau. To był nowy początek.


Lau?    

8 sie 2018

Od Jacoba CD. Laurene

Obudziłem się na sofie, z pilotem w ręku. Właśnie przekonałem się, że słaby ze mnie stróż. Miałem jej pilnować, a mimo to, zasnąłem.
Wyciągnąłem ręce w górę i głośno ziewnąłem. Pora zrobić nam jakieś śniadanie. Poprawiłem koszulkę i ruszyłem w kierunku pokoju dziewczyny, aby zapytać się, co jej przygotować.
Zdecydowanym ruchem uchyliłem drzwi i zastałem Lau w bieliźnie. Nie widziała mnie, a ja zamiast zachować się jak prawdziwy dżentelmen i wyjść, stałem i przyglądałem się jej do momentu, w którym mnie zauważyła.
— Długo tu stoisz? — zapytała, a na jej twarzy wymalował się rumieniec. — Wystarczająco. — Jacob, ja... Przepraszam za to, co zrobiłam. Na trzeźwo nigdy bym... — uroczo się zająknęła i spojrzała mi w oczy.
Uśmiechnąłem się flirciarsko i podszedłem bliżej dziewczyny, zmniejszając barierę pomiędzy nami do minimum.
Nachyliłem głowę nad jej uchem i położyłem dłoń na szyi.
— Ależ nie masz mnie za co przepraszać. Nie protestowałem. — szepnąłem cicho, przyciągając ją do siebie.
— Ale ty jesteś...
— Wiem. — momentalnie uśmiech zszedł z mojej twarzy. Nie jestem singlem i jestem tego świadomy. Z każdą kolejną godziną zjadają mnie coraz większe wyrzuty sumienia. W końcu Ash mi zaufała, obiecałem jej, że z nią zostanę, a teraz... Wszystko się całkowicie namieszało. Chciałbym mieć je obie, gdyż są dla mnie tak samo ważne. Niestety, było to niemożliwe. Coraz większymi krokami zbliżała się do mnie nieuchronna decyzja, którą będę musiał podjąć. Nie mogę już ciągle okłamywać, ukrywać i żałować. Trzeba będzie wybrać jakieś zakończenie tej historii, które na pewno przyniesie za sobą pozytywny skutek, ale i mnóstwo negatywnych. — Nieważne. Co chcesz na śniadanie? — zmieniłem temat i odsunąłem się od Lau.
— Zdam się na ciebie. — posłała mi ciepły uśmiech, po czym poszliśmy razem w kierunku kuchni.
Zrobiliśmy sobie najzwyklejszą w świecie jajecznicę i herbatę, a następnie zasiedliśmy razem przy stoliku.
— Mam dla ciebie dobrą wiadomość. — upiłem łyk gorącego napoju.
— Jaką?
— Załatwiłem ci pracę. — uśmiechnąłem się życzliwie.
— Gdzie?! — otworzyła szerzej oczy i puściła sztućce.
— Mówiłem, że mam znajomości. — zaśmiałem się cicho. — Kojarzysz firmę Brown Inc.? Ten oszklony, wielki wieżowiec w centrum miasta?
— Tak, trudno go przeoczyć.
— Prezesem firmy jest Mathhew Brown, ale jego syn - Aaron, jest jego prawą ręką i przyszłym zastępcą, w związku z czym, zajmuje się funkcjonowaniem tego miejsca. Jako, iż byliśmy kiedyś kolegami, a kontakt pozostał nam do dziś, poprosiłem go o małą przysługę. Od przyszłego tygodnia startujesz na stanowisku brygadzistki. Będziesz posiadała pod sobą określoną grupę pracowników. Twoim zadaniem będzie nadzorowanie ich pracy i przekazywanie raportu Aaronowi. Tylko musisz się zgłosić do jego gabinetu i podpisać dokumenty.
Widziałem po niej ogromne zdziwienie. Cieszyłem się, że mogłem jej pomóc. Teraz będzie miała dobrze płatną pracę, bez żadnych niestabilnych psychicznie przełożonych.
Poza tym, załatwiłem jej całkiem niezłe stanowisko. Przeważnie w firmie zaczyna się od roznoszenia kawy, ale cóż. Aaron był mi coś dłużny.

Lau?