Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David. Pokaż wszystkie posty

7 paź 2018

Odejście

Pożegnajmy Camillę oraz Davida. 
Powód odejścia: Decyzja autorki.

Rzecz jasna, reszta moich postaci zostaje.
Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo.
~Kamyla

17 sie 2018

Od Davida CD. Aylin

Po zakończonym spacerze, rozprostowałem obolałe ręce i zająłem miejsce na swoim ulubionym fotelu, popijając jakiś gazowany, obrzydliwie słodki napój.
Spacer z psem jest lepszy, niż ćwiczenia na siłowni. Założę się, że jutro nie będę mógł się ruszać, ba! Gdyby tylko jutro... Cały najbliższy tydzień będę męczył się z bólem mięśni.
Może to jest sposób na sławę? Dzięki spacerom z moim ukochanym czworonogiem stałbym się muskularnym "karkiem", przez co zaraz zainteresowałaby się mną telewizja, udzielałbym wywiadów i innych "dupereli", żałośnie się uśmiechając, przez co stałbym się sławny na cały świat i rozprzestrzeniłbym nowy rodzaj sportu - wyprowadzanie psów, przez co siłownie by podupadły, zwiększyłby się popyt na psy, a ja nurzałbym się w pieniądzach.
Zaraz, co?
Przerwałem swoje dziwaczne, kompletnie nierealne myśli i skupiłem uwagę na mojej siostrze, która żałośnie kręciła się po pokojach, poszukując czegoś.
Nie rozumiem jej, mimo że się staram. Robi bałagan i jest w stanie znaleźć w nim wszystko, ale kiedy odłożę przedmioty na swoje miejsce, to od razu drze się na mnie, że musi wszystkiego szukać.
Starałem się ignorować to, że właśnie stoi przede mną z grymasem na twarzy.
— David!?
— Hmm? — burknąłem cicho, przełączając kolejne programy telewizyjne i omijając ją wzrokiem.
— Gdzie są moje słuchawki? — krzyknęła, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
— Na swoim miejscu.
Nigdy nie dojdziemy do ugody. Porządek to niestety pojęcie względne, a nasze zrozumienie tego słowa jest skrajnie różne. Ja mam skłonności do pedantyzmu, a jej nie przeszkadzałyby brudne naczynia, ubrania i przedmioty porozrzucane w każdym kąciku domu.

* * *
Dni mijały powoli, spowite rutynowymi czynnościami, pracą i walką z bólem po wyprowadzaniu psa.
Nim spostrzegłem, na kalendarzu zaznaczony był już poniedziałek. Od mojego niezręcznego spotkania z Aylin w parku minęły już dwa dni.
Westchnąłem cicho i poprawiłem swój kelnerski strój. Kolejny dzień w tej żałosnej pracy.
— Dzień dobry, czy składa pani zamówienie? — zapytałem, wyjmując poplamiony notesik i zerkając znużonym wzrokiem na klientkę, którą o dziwo okazała się być Aylin.

Aylin?

12 sie 2018

Od Davida CD. Aylin

Dzień ten można by określić przeciętnym. Kobieta, która prawie wpadła do śmietnika, scena z klamką niczym wzięta z taniej komedii romantycznej i natłok żałosnych klientów, którzy podziwiali mój w opór niewygodny strój pingwina.
Dobrze, byłbym w stanie przetrwać ten dzień, gdyby nie to, że szef postanowił po raz kolejny wyzyskać swoich pracowników.
— David, chodź na chwilę.
Wiedziałem, ze te słowa zawsze wróżą dodatkową porcję żmudnej roboty.
— Tak? — odparłem lekceważąco, zaplatając ręce na wysokości klatki piersiowej.
— Potrzebuję kelnerów na dzisiejszy bankiet od dziewiętnastej do piątej rano.
Pan chyba sobie żartuje. Specjalnie dołączyłem do tej pracy, aby wykonywać ją za dnia, a nie siedzieć w lokalu po nocach. 
Zacisnąłem zęby i zmarkotniałem.
— Ależ oczywiście. Zostanę z wielką chęcią. — wycedziłem sarkastycznie przez zęby i zacząłem czyścić te obrzydliwe stoły, ubabrane w resztki jedzenia przez to, że klienci jedzą jak świnie i nie potrafią przenieść łyżki zupy przez [ogromną] odległość dziesięciu centymetrów, która dzieli ich usta od talerza z posiłkiem.

* * *
Właśnie siedziałem w domu, zajadając jakieś stare chrupki z szafki razem ze swoją szurniętą siostrą i z przerażeniem zerkając na zegarek, który bezlitośnie pokazywał, że powinienem właśnie ruszyć tyłek i pojechać PONOWNIE do pracy na nocną zmianę.
* * *
Właśnie chodziłem między stolikami w swoim ulubionym stroju, podając drinki obrzydliwie bogatym biznesmenom, kobietom w skąpych fatałaszkach, żałośnie obskakując ich niczym służący, czekający na każde zawołanie.
Co jakiś czas w zasięgu mojego wzroku pojawiała się Aylin.
Szczerze powiedziawszy, zastanawiałem się, jak wielkiego muszę mieć pecha, żeby akurat ona była jedną z pracownic tego żałosnego baru. Nie wiem dlaczego, ale wydawała mi się tak dziwnie radosna, uśmiech nie znikał jej z twarzy... To, jak obsługiwała bandę tych starych gburów i obdarzała ich tak ciepłym uśmiechem, jakby byli jej rodziną wywoływało u mnie zdziwienie.
Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Jeszcze nigdy na mojej drodze nie stanęła tak radosna, optymistyczna osoba jak Aylin, co wprawiało mnie w niemałe zakłopotanie. Wrażenie, że jestem nudnym gburem, obrażonym na świat, bardzo się przy niej potęgowało i miałem świadomość, że jest gorzej, niż sam sobie to wyobrażałem.
* * *
Siódma rano. Właśnie zapaliłem porannego papierosa, przetarłem zmęczone ręce, narzuciłem skórzaną, lekko zużytą już kurtkę i zapaliłem motor, odjeżdżając z grymasem na twarzy. Byłem wypompowany i jedyne o czym myślałem, to najzwyklejsza w świecie drzemka, która oddałaby mi wydartą przez pracodawcę i jego kaprysy energię.
Gdy dotarłem do celu, trzasnąłem głośno drzwiami, powiadamiając wszystkich domowników o moim przybyciu, po czym padłem na sofę i beztrosko zasnąłem.
* * *
Obudziłem się kilka godzin później, po czym cicho westchnąłem. Zaczynam pracę dopiero jutro o dwunastej. Cudownie.
Przywróciłem się do stanu człowieka, zjadłem śniadanio-obiad i głośno gwizdnąłem.
Wnet wokół mnie zaczął biegać Blackie, radośnie machając ogonem i truchtając pomiędzy moimi nogami, co prawie mnie przewróciło.
Zabrałem swojego psa na mały spacer po parku. Czułem na sobie wzrok przechodniów, którzy z przerażeniem patrzyli na bydlę, które prowadzę na smyczy. Mój puchaty, mały niedźwiedź. 
Właśnie byłem poniewierany przez swojego pupila i usłyszałem serię głośnych szczeknięć. Mój pies zaczął się szarpać, a ja z trudem utrzymywałem to ogromne zwierzę na lichej smyczy.
Uniosłem wzrok, chcąc dowiedzieć się, co jest źródłem takiego zachowania u mojego czworonoga.
Moim oczom ukazała się Aylin ze swoim psem.
Litości.

Aylin? 

10 sie 2018

Od Davida CD. Aylin

— Przepraszam, tak mi przykro! — usłyszałem tylko kilka słów przerażonej kobiety, po czym moja skóra przeżyła istny szok. Czy to rzeczywiście przypadek? Może ta niepozorna dziewczyna jest jakimś wysłannikiem, który miał za zadanie mnie oszpecić?
Zerknąłem na poplamione ubranie.
Czyżbym zaraz miał jechać na ostry dyżur z poparzeniem trzeciego stopnia na całym brzuchu?
Nie, tym razem będę żył.
Zacisnąłem zęby i mrużąc oczy czułem, jak gorąca koszulka lepi się do mojej skóry, wywołując obrzydliwie bolące pieczenie.
Czym prędzej odkleiłem ubranie od swojego ciała i kilka razy na nie chuchnąłem, aby straciło na temperaturze.
Nikt nawet nie zauważy tej brązowej plamy. Nikt a nikt.
W sumie moda staje się tak pokręcona, że być może spotkam za kilka dni ludzi z tak samo zabrudzonymi koszulkami jak moja, którzy będą próbowali wcisnąć mi, że taki wzór jest warty setki avarów.
Dobrze David. Pogrymasiłeś na swój los? Teraz odezwij się do tej nieznajomej i powiadom ją, że będziesz żył i nie będzie musiała martwić się o to, że zostanie morderczynią w tak młodym wieku.
— Nic się nie dzieje. — burknąłem cicho, lekko marszcząc brwi. 
Mogę teraz wylać na panią swoją kawę, żeby było kwita? Nie, tego nie możesz powiedzieć David.
Ostatnimi czasy mój rozum próbuje walczyć z osobowością i podpowiada, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie, żeby nie wyjść na żałosnego buca, chama i prostaka przy innych ludziach.
— Odkupię panu koszulkę.
Nie trzeba, bo nigdzie pani takiej nie znajdzie.
Kolejne zdanie, które nie może wyjść z moich ust. Przykro mi.
— Nie musi pani. Mam mnóstwo takich. — przybrałem sztuczny uśmiech, którego używanie tak dobrze opanowałem, że trudno rozróżnić go z tym, który jest szczery. A, zaraz, zapomniałem. Szczery uśmiech pojawia się na mojej twarzy raz, góra dwa w ciągu roku.
— Mam nadzieję, że nie ma mi pan tego za złe. — spojrzała na mnie zasmuconym spojrzeniem zbłąkanego szczenięcia, po czym wystawiła w moim kierunku dłoń. — Jestem Aylin.
Uścisnąłem jej rękę znacznie mocniej, niż powinienem, po czym uniosłem wzrok na jej twarz.
— David.
— Miło mi cię poznać, szkoda, że w takich okolicznościach... — mruknęła cicho, po czym kąciki jej ust lekko się uniosły.
Ta utarta formułka. Zawsze mówi się, że miło było poznać, nawet, gdy nie było miło, tylko beznadziejnie.
Beznadziejnie panią poznać. 
— Mi również miło, ale muszę już... Uciekać. — Iść. Do widzenia.
Tak to jest, kiedy nie poznaje się nowych osób od kilku lat, a gdy ktoś już się napatoczy, nie potrafisz nawet sensownie się wysłowić.
Kobieta kiwnęła ręką na pożegnanie, odprowadzając mnie wzrokiem.
Narzuciłem moją skórzaną kurtkę, wsiadłem na motor, zapaliłem papierosa, wyrzuciłem peta na bruk, zgniotłem go butem, odpaliłem silnik, odjechałem. W wielkim skrócie.
* * *
Właśnie donosiłem zamówiony posiłek do klienta, ubrany w obcisły, uwierający strój kelnera [pingwina], kiedy przy równoległym stoliku zauważyłem tę samą dziewczynę, w tym samym stroju pingwina, która właśnie zapisywała  w notesiku zamówienie klienteli.

Aylin?

2 sie 2018

Od Davida cd. Rachel

Dziewczyna odrzuciła mokre włosy do tyłu i z obrażoną miną udała się do mojego domu, a dokładniej jadalni. Dlaczego tam? Otóż na stole leżały krówki. Mogliście się tego domyślić.
Dziewczyna usiadła na krześle i z grymasem na twarzy męczyła się z otwarciem opakowania.
Czyli jednak ma tasiemca albo co gorsza... Glisty. Wzdrygnąłem się na samą myśl.
David, jesteś obrzydliwym idiotą.
— Pomóc?
— Nie trzeba. — odparła sucho, szarpiąc folię.
Mój wzrok powędrował w stronę krzesła i podłogi, na której była ogromna kałuża wody. Jeżeli zaraz tego nie wytrę, drewno się rozmoknie.
Ruszyłem w kierunku piwnicy i wyciągnąłem mop.
— Zejdź z krzesła.
— Nie. — rzekła ustami pełnymi lepkich krówek.
Może skleją jej jamę ustną tak, że nie będzie nic mówić? Mi by to w sumie było na rękę.
— Bo będę musiał zabrać cię siłą. 
Wzruszyła ramionami i znów zabrała się do jedzenia.
Kolejny problem.
Co z tego, że posprzątam, skoro z jej ubrań wszędzie będzie kapało?
Przewróciłem oczyma i poszedłem w stronę sypialni, szukając jakichś ubrań. Chciałem pożyczyć jej ciuchy mojej siostry, jednak stwierdziłem, że wejście do pokoju Camilli jest awykonalne, a zabranie jej "łachów", które kocha zapewne bardziej ode mnie, tym bardziej jest nie do zrobienia.
Wygrzebałem z szafy moją starą koszulkę, w której grałem w piłkę.
To były czasy. Wszyscy twierdzili, że w przyszłości będę zawodowym sportowcem. I co?
Siedzę przed telewizorem, oglądając tępawe seriale i zajadam się obrzydliwie pysznymi, ale tuczącymi piankami, żelkami i innymi dobrodziejstwami tego świata.
Dobra, ta koszulka się nadaje. Teraz coś na dół.
Zastanowiłem się przez moment i stwierdziłem, że chcę zobaczyć Rachel w sportowym wydaniu, więc sięgnąłem po spodenki, które były w komplecie.
Zjadła tyle, że może nabawić się kompleksów. Te luźne ciuchy z nadrukowanymi numerkami dadzą jej złudne poczucie, że jest tak samo chuda, jak wcześniej.
Nie chcę, żeby nabawiła się przy mnie jakiejś depresji, czy innego ustrojstwa. Widzicie, jak się o nią troszczę? W zamian otrzymuję puste szafki ze słodyczami oraz naburmuszoną minę.
Złożyłem ubrania w perfekcyjną kostkę i udałem się na dolne piętro.
Tak myślałem, nadal siedzi i opycha się krówkami.
— Raczuś? — zawołałem i ukryłem ciuchy za plecami.
— Co tam, Carter? — od razu zauważyła, że coś jest nie tak i usilnie próbowała dociec, co schowałem. Nie skarbie, to nie jest kolejna paczka czipsów, chrupek, czy innych łakoci. Nie tym razem.
— Jesteś cała mokra, więc wypadałoby, żebyś się przebrała. Mam dla ciebie idealny strój. — uniosłem dwukrotnie brwi, a na mojej twarzy pojawił się przebiegły uśmieszek. — Oto i on. — podarowałem dziewczynie przygotowane ubrania, po czym z zaplecionymi na karku rękoma oczekiwałem na jej reakcję.
Rachel sportsmenka? Mm.




Rachel? :'D


31 lip 2018

Od Davida CD. Rachel

- Lubisz mnie?
- Głupie pytania zadajesz, David. Oczywiście, nie mam powodów, żeby cię nie lubić. Dajesz mi nawet słodycze, nosisz mnie. Kto by cię nie lubił. Powiem więcej, jesteś bardzo miły, zabawny. Nadal pamiętam nasze pierwsze spotkanie, zresztą, jak mam nie pamiętać? To było... Dwa dni temu? Mniej? Ale żartów o Jasiu i babie u lekarza nie da się zapomnieć, nawet, jeżeli minie więcej czasu. Do tego, akceptujesz mnie taką, jaką jestem i nie wyrzucasz za drzwi, a to już sztuka.
Mimo, że powiedziała to w nieco humorystyczny sposób, poczułem się lepiej. Dużo lepiej. Chyba każdy lubi słuchać miłych słów o sobie, zwłaszcza, gdy ma problemy z zaniżoną samooceną.
Uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem dziewczynę na ręce, a ta z przerażeniem się wzdrygnęła.
- Ja też cię bardzo lubię Rachel. - zaśmiałem się. - Szczególnie, kiedy biegniesz w przydużym dresie i zwalasz mnie ze schodów, aby mnie przytulić. 
Musiałem. Wybaczcie.
- Zamknij się idioto! - wyrwała się z moich objęć i ponownie oparła się o poręcz. 
W tym momencie zabrzmiała jak moja siostra. Czy wszystkie kobiety mają tak ubogi zasób słownictwa, że używają tych samych, utartych zwrotów?
Ciągle cicho chichocząc, ruszyłem w kierunku domu i przyniosłem tacę ze słodyczami.
Położyłem ją cicho na stoliku w altance i podszedłem bliżej do dziewczyny, która widocznie nie usłyszała, że wróciłem, gdyż nadal jak gdyby nigdy nic podziwiała widok.
Stanąłem za jej plecami i oparłem brodę o drobne, kobiece ramię.
- Przychodzi baba do lekarza.. - szepnąłem jej na ucho i odsunąłem się, patrząc, jak dziewczyna z przerażeniem odwraca się w moją stronę, z trudem powstrzymując śmiech.
- Chcesz, żebym zeszła na zawał Carter?
- Ależ oczywiście, że nie. - wskazałem palcem tacę. - delektuj się, a ja idę pobawić się z psem.
Odszedłem, jak gdyby nigdy nic i głośno zagwizdałem. Po kilku chwilach wokół mnie biegał "mały niedźwiedź", radośnie merdając ogonem.
Urwałem gruby patyk z najbliższego drzewa i oskubałem go z liści.
- Aport! - krzyknąłem i rzuciłem gałąź na drugi koniec ogrodu.
Pies pędem ruszył w kierunku przedmiotu, po czym przyniósł mi go i oparł się łapami na mojej klatce piersiowej.
- Siad! 
Czworonożny przyjaciel uważnie wysłuchiwał moich poleceń. Jest u mnie niedługo, a tak szybko wchłaniał komendy, których go uczyłem.
Byłem pod wrażeniem. 
Zerknąłem ukradkiem na dziewczynę. Przyglądała mi się uważnie, wciskając do ust kolejne pianki, żelki i cukierki.
A mówią, że przyjaźni za nic nie kupisz. W przypadku Rachel wystarczy kilka łakoci i po problemie.
Posłałem jej uśmiech i wróciłem do altany. Od razu zauważyłem, że taca jest prawie pusta. O w mordę, czyli zje tyle, ile dasz.
- Już nie mogę. - burknęła, trzymając się za brzuch.
Ja odpadłbym już przy drugiej paczce pianek.
- To dobrze, że czujesz sytość. Już zaczynałem się martwić, że masz jakiegoś tasiemca, czy coś.
- Cicho bądź. - zmierzyła mnie lekko znużonym spojrzeniem i cicho ziewnęła. 
- Zaraz przyjdę.
Stwierdziłem, że przywrócę Rachel do życia i nieco ją wybudzę.
Ruszyłem w kierunku węża ogrodowego i spryskałem nim z daleka dziewczynę.
- Co jest?! - zerwała się z krzesła. - To oznacza wojnę! - krzyknęła i szukała czegoś, czym mogłaby mi zrobić krzywdę.

Rachel?

30 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

Widok dziewczyny, która co chwilę przygryzała wargę, patrząc [niestety nie na mnie], a na moją tacę łakoci, był szczerze mówiąc, interesujący.
Przysunąłem się do obrażonej dziewczyny i delikatnie poklepałem ją po plecach. Przecież dam jej te słodycze, nawet całą tacę. Tylko musi ładnie poprosić.- Hej, Rachuś - nachyliłem się nad nią - Chcesz piankę? 
- Cała paczka - zabrzmiało to jak surowy rozkaz. - Albo będziesz mnie musiał siłą stąd wywlec.
Zapewne bez chwili zastanowienia, oddałbym nawet kilka paczek, jednak jak wiadomo, z Rachel jest inaczej.
To jest coś w rodzaju powtarzającego się, utartego schematu. Drażnię się, a potem i tak stawiam na swoim.
Tym razem też tak będzie.
Nachyliłem się nad dziewczyną i podniosłem ją. Po raz kolejny w mojej głowie pojawił się obraz, który pozostanie mi w pamięci. Dorosła kobieta, zawinięta w rulon tak, że wystawała jej jedynie głowa. Parsknąłem cicho śmiechem, czując się jak ojciec, który niesie noworodka do kołyski.
Spojrzałem dziewczynie w oczy i ruszyłem powoli w stronę drzwi wejściowych. Rachel zapewne myślała, że rzeczywiście zamierzam wyrzucić ją na bruk. A tam, niech żyje w niepewności.
Otworzyłem łokciem drzwi i wyszedłem na zewnątrz.
Udałem się w stronę bramki, żeby nieco zmylić dziewczynę, ale po chwili skręciłem i udałem się w tylne strony, obszernego ogrodu. Niemal dało się słyszeć, jak odetchnęła z ulgą. Zabrałem ją w miejsce, do którego nie zabierałem jeszcze nikogo. Była to drewniana altana, gęsto przyozdobiona kwiatami. Własnej roboty. 
W środku stały dwa krzesełka i malutki stolik do kawy. Dlaczego ją zbudowałem? Sami zobaczycie.
***
Odłożyłem delikatnie dziewczynę na siedzisko i ściągnąłem z niej kocyk. Złożyłem go w idealną kostkę i położyłem na balustradzie. 
Jestem perfekcjonistą, nie, to źle powiedziane - pedantem. Dbam o czystość w każdym zakątku domu. To żmudna praca, kiedy ma się siostrę, której nie przeszkadzałoby półroczne jedzenie leżące pod nosem na stoliku. Ona też nie ma ze mną łatwo. Cokolwiek położy gdzie indziej [chociażby na moment], znika na swoje miejsce w bardzo szybkim tempie. Nieraz widzę, jak miota się we własnym domu, nie mogąc niczego znaleźć. Zabawny widok.
- Ale tu ładnie. - wstała, oparła się o poręcz i podziwiała widok z altany.
Tak, wybudowałem ją tylko dlatego, aby móc oglądać piękno Jeziora Danau. 
- To prawda. - odparłem, nie móc oderwać wzroku od rozciągającego się przed moimi oczyma krajobrazu. Za każdym razem, jak tu przychodziłem, czułem się tak, jakbym był tu po raz pierwszy. Na nowo byłem pod ogromnym wrażeniem piękna tego miejsca. - Zawsze tu przesiaduję, kiedy mam zły dzień lub wydaje mi się, że wszystko jest przeciwko mnie. - podszedłem bliżej do dziewczyny i oparłem się łokciami o poręcz.
Po chwili wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.
- Rachel?
- Tak?
- Lubisz mnie?

Rachel?

28 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

- Powiedziałam MOŻE, prawda? - burknęła, a jej twarz przybrała triumfalny wyraz.
Po chwili, obserwując moją reakcję, zawinęła się w kocyk i przytuliła poduszkę.
Ach te kobiety. Do oporu przebiegłe. Dobra Rachel, zapamiętam to sobie. W mojej głowie rozpoczęły się zawiłe procesy myślowe i właśnie wymyśliłem dwa banalne sposoby, aby ją złamać. Jestem wręcz pewien, że ten drugi zadziała bez szwanku.
- To MOŻE ja nie będę pomagał ci w pisaniu książki? - uniosłem brwi i wykrzywiłem się dziewczynie.
W odpowiedzi otrzymałem kompletny brak reakcji. No dobrze, dam jej spokój. Pora wprowadzić w życie plan B. Jak go opracowałem? Moi mili. Trzeba być idiotą, żeby nie zauważyć, że nasza kochana Rachel kocha słodycze. Otóż to. Pomysł sam wchodzi do głowy.
Uśmiechnąłem się od ucha do ucha i ruszyłem w kierunku kuchni. Wyjąłem z szafki wielką tacę i położyłem na niej wszystkie smakołyki, jakie posiadałem w domu. Uwierzcie, było ich sporo.
Czekolady, chrupki, żelki, pianki, cukierki i wiele innych niezdrowych, ale cholernie smacznych rzeczy. Zresztą, większość tuczącego, czy niezdrowego jedzenia jest pyszna. A na przykład taki brokuł? W opór zdrowy, ale co z tego, skoro smakuje jak... Pomińmy to.
Usiadłem na sofie i położyłem tacę na swoich kolanach. Otworzyłem paczkę czipsów, a w salonie momentalnie dało się poczuć ich zapach.
Mmm.
Widziałem, jak Rachel zerka przez ramię na rzeczy, które przyniosłem. Mój plan zaczyna działać.
Kilka minut głośnego chrupania spowodowało, że dziewczyna usiadła i nieco się do mnie przysunęła.
- Co tam Rachel? - zapytałem, rozpoczynając paczkę żelków.
- A nic. - odparła, obserwując każdy mój ruch.
- Na pewno? - uśmiechnąłem się, przejadając kolejne słodkości.
- Tak.
- Mhm. - mruknąłem i skierowałem swą dłoń na paczkę pianek.
- Dasz trochę? - pożerała słodycze swym wzrokiem, a w kąciku jej ust zakręciła się ślinka.
No dobrze, nie zakręciła się, ale było blisko.
- Może dam. - uśmiechnąłem się sztucznie, wrzucając do ust kolejne pianki.
Dziewczyna wyciągnęła rękę w stronę opakowania. Chwyciłem ją delikatnie za dłoń.
- Powiedziałem MOŻE, prawda? - zaśmiałem się panicznie z ustami pełnymi pianek.
David: 1
Rachel: 0
Nie wytrzymałem, wybaczcie mi. Ależ jestem zły.
Rachel uderzyła mnie pięścią w ramię i odsunęła się na drugi koniec sofy, po czym zasłoniła sobie twarz, aby nie widzieć tacy. Wstałem i kucnąłem przy niej, obdarowując ją triumfalnym uśmiechem.
Spokojnie, dam jej te słodycze.


Rachel?

18 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

Moja wyobraźnia zaczęła z przerażeniem wymyślać kolejne złe scenariusze zakończenia tej sytuacji. W mojej głowie pojawił się obraz speszonej Rachel, która czym prędzej wstaje [nawet na mnie nie patrząc] i ucieka pędem [w swoich uroczych przydługich dresach] z mojego domu, przeskakując zwinnie przez furtkę, aby tu już nigdy nie wrócić.
Z moich żałosnych rozmyślań wyrwał mnie ciepły dotyk dłoni na szyi i mocny uścisk.
O w mordę.
- Przykro mi, nie potrafię - wymamrotała cicho.
Takiego zakończenia się nie spodziewałem.
Zaśmiałem się cicho, jednak szczerze mówiąc, był to bardziej nerwowy śmiech. Wywołała go obawa, żeby czegoś nie spieprzyć. 
Z każdym momentem coraz bardziej czułem, jak moja twarz przybiera czerwony odcień.
Ups, chyba zapomniałem, że nie można nad tym panować i w najgorszym momencie odchyliłem głowę, aby spojrzeć w oczy dziewczyny. Mniejsza. Powiem, że mi gorąco.
- Ależ porażająca niebieskość. - wymamrotałem, patrząc Rachel w oczy.
- Masz takie same David. - uśmiechnęła się.
- Nie powiedziałbym. - rzekłem - A wracając, jeżeli chcesz, możesz się tak częściej do mnie przytulać. Mi to zupełnie pasuje. - uniosłem brwi, a na mojej twarzy pojawił się dobrze wszystkim znany uśmieszek łobuza.
Dziewczyna nieco się zarumieniła. Aż chciałoby się wydać donośne "Aww".
- Nie ma problemu. - zaśmiała się cicho i ponownie wtuliła w moją szyję.
Przeszedł mnie lekki dreszcz. Uniosłem swoje ręce i oplotłem je wokół talii dziewczyny.
- Tylko rób to w bezpieczniejszych miejscach. Nie musisz zrzucać mnie ze schodów, żebym cię przytulił. 
Oboje zaśmialiśmy się i walczyliśmy z pojawiającym się na naszej twarzy rumieńcem.
***
Leżeliśmy tak prawie przez dwie minuty. 
Niespodziewanie z salonu wyszła moja siostra, a na nasz widok wręcz odskoczyła do tyłu, jakby zobaczyła zmasakrowane zwłoki, czy coś w ten deseń.
- Kuźwa, przepraszam. - krzyknęła z przerażenia i zasłoniła oczy.
Naprawdę nie chcę wiedzieć co o tej sytuacji pomyślała, jednak nie jestem w stanie wygrać z pieprzonymi domysłami. Siostra obróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła w kierunku kuchni. W duszy wiedziałem, że później zaleje mnie falą pytań.
Niespodziewanie obróciłem się tak, że tym razem Rachel leżała na panelach.
- Ja też nie potrafię. - odparłem i silnymi rękoma przytuliłem dziewczynę.
Po kilku sekundach wstałem i zerknąłem na nią. Leżała i zasłaniała dłońmi twarz.
Nachyliłem się nad dziewczyną, po czym podniosłem i delikatnie zaniosłem ją do salonu. Momentalnie zabrała ręce z twarzy i chwyciła się mojej koszulki ze strachu, że spadnie.
Jej dłonie odsłoniły piękny, buraczany kolor twarzyczki. Widzę, że nie tylko ja mam ten problem.
Położyłem Rachel na sofie i obdarowałem ją ciepłym uśmiechem, po czym usiadłem obok.
- To jak, piszemy, czy się przytulamy? - Spojrzałem zaczepnie na dziewczynę i poprawiłem swoją zmierzwioną grzywkę.

Rachel?

17 lip 2018

Od Davida cd Rachel

- David, gdzie masz łazienkę? I przy okazji, jak się wabi to cudo?
- Prosto i po prawej. Blackie. - odparłem i uśmiechnąłem się życzliwie.
Pies radośnie pognał za dziewczyną i nie odstępował jej nawet na krok. Czyżby wolał ją, a nie swojego świrniętego właściciela? No cóż. Gdybym był psem, też wybrałby Rachel, więc nie powinienem mieć do pupila żadnych zarzutów.
Położyłem się na łóżku i czekałem aż moja urocza dwójka wróci, jednak po chwili w moim pokoju znów pojawiła się Camilla.
- No to jak, gdzie są słuchawki? - skrzyżowała ręce i zmierzyła mnie zirytowanym spojrzeniem.
- A gdzie mogłyby być?
- Nie, tam ich nie ma. Szukałam.
Przewróciłem nerwowo oczami. 
- Nie mam pojęcia gdzie są. - odparłem, poprawiając ręce pod karkiem i patrząc lekceważąco w sufit.
Niespodziewanie do naszego pokoju weszła Rachel, a tuż za nią "mały niedźwiedź".
- Patrz co znalazłam w umywalce Carter. - rzekła, po czym pokazała mi pogryzione słuchawki.
Parsknąłem głośnym chichotem, a obie dziewczyny przyglądały mi się z lekkim zdezorientowaniem.
- Szukałaś ich, proszę bardzo. Miłego słuchania. - wskazałem ręką na pogryzione urządzenie, po czym teatralnie się wzdrygnąłem. - Będziesz musiała je współdzielić razem z Blackie'm. Zrobił sobie z nich gryzak i wątpię, żeby je odstąpił. - wzruszyłem ramionami i usiadłem na łóżku.
Rachel dała słuchawki mojej siostrze.
- Sam sobie je noś idioto. - krzyknęła wściekle i rzuciła mi nimi w twarz, a raczej próbowała, bo oczywiście mój refleks nie zawiódł i złapałem je w idealnym momencie. Po krótkiej chwili Camilla wyszła z pokoju, głośno trzaskając drzwiami.
Moja twarz przybrała buraczany kolor. Nie ze wstydu wywołanego przez całą tą sytuację, ale przez nękający mnie śmiech. Pora to zatrzymać, za bardzo bolał mnie brzuch.
- Ależ miły z ciebie braciszek. - odparła i usiadła obok mnie.
- Wiem. - uśmiechnąłem się łobuzersko - Ale na poważnie. - dodałem - Jesteśmy dla siebie nawzajem paskudni, ale kiedy trzeba, możemy na sobie polegać. - zgarbiłem się i oparłem łokcie o kolana - Przeszliśmy oboje przez to samo piekło i skrycie, mamy do siebie ogromny szacunek. Ale nieważne, chodź do salonu, tam napiszesz ciąg dalszy swojej książki.
- Nie "napiszę", a "napiszemy".
Na mojej twarzy zawitał uroczy uśmiech.
- Kto ostatni na dole ten zgniłe jajo. - rzuciłem i zerwałem się z łóżka.
Właśnie uświadomiłem sobie, że cofam się w rozwoju. Dziewczyna zaakceptowała moje wyzwanie i ruszyła pędem na dół po schodach.
Ku mojemu zdziwieniu miałem przewagę. Rachel biegła niecałe pół metra za mną.
Ale zaraz, zaraz. Na tych pięknych, drewnianych schodach zdarzyła się dosyć zabawna [przynajmniej dla mnie[a mój humor jest mocno walnięty]] sytuacja. Mosiężne, dębowe schody były niedawno polerowane, gdyż straciły swój dawny połysk. Połączmy to: śliskie stopnie i pędząca w przydużym dresie dziewczyna.
***
Zostały mi tylko 3 stopnie, aby zatriumfować. Na mojej twarzy pojawił się już uśmieszek zwycięstwa, jednak nagle poczułem jakiś ciężar napierający na mnie i to, że lecę do przodu, a raczej się wywalam.
Pora to streścić. 
Leżałem na plecach, a na moim brzuchu Rachel, ze swoimi artystycznie nieułożonymi włosami i zdezorientowanym spojrzeniem. Położyłem jej dłoń na karku i spojrzałem w oczy z wyraźnym rozbawieniem.
- Jeżeli chciałaś mnie przytulić, to mogłaś poprosić. - moja twarz przybrała łobuzerski uśmieszek.
Czekałem aż dziewczyna wstanie, abym mógł się podnieść.

Rachel? :'D

10 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

Rachel przedstawiła mi zarys swojego nowego pomysłu. Widzę, że ze skrajnej rozpaczy wywołanej przez friendzone popadamy w urocze miłostki. Podoba mi się to.
 No, całkiem dobrze.  odparłem, gładząc swój kark.  Grunt w tym, żeby ukryć postać grającego na fortepianie i ograniczyć jego opisy do minimum, bo jeżeli będziesz się o nim za bardzo rozwodzić, ludzie się w połowie książki domyślą się, jakie będzie zakończenie. To musi być nieprzewidywalne. Nie możesz zdradzić, że charakter B zawsze kochał wokalistkę. Trzeba postawić jego postać w cieniu tak, aby wyłonić ją dopiero pod koniec książki. 
 Dobry plan.  odparła, po czym napisała jeszcze kilka zdań na kartce.
 Rachel, herbata ci wystygnie.  dodałem, a dziewczyna momentalnie odłożyła zapiski i ruszyła w kierunku śniadania.
Żeby jej nie stresować patrzeniem na nią podczas jedzenia, usiadłem przy ścianie i zacząłem grać na gitarze jakąś powolną balladę.
Beztroski czas przerwał nam niezbyt przyjemny dźwięk drapania w drzwi. Wiedziałem, co się zaraz wydarzy. Wstałem, odłożyłem gitarę na stojak i  trzymając rękę na klamce, zerknąłem na Rachel. 
 Miała ogromny kęs croissanta w buzi, o czym świadczyły ogromne, wypchane jedzeniem policzki niczym u chomika. Ten widoczek pozostanie w mojej pamięci na długi, długi czas. Z trudem powstrzymując się przed wybuchnięciem śmiechem, otworzyłem drzwi, a do mojego pokoju wdarła się wielka, czarna kula sierści, na jej widok Rachel odsunęła krzesło od biurka i stanęła za moimi plecami.
Chyba zapomniałem jej powiedzieć o moim nowym towarzyszu.
 Jejku, co to jest?!  krzyknęła pod wpływem emocji.
 Pies.  odparłem krótko, po czym zacząłem się śmiać.  Niedawno go przygarnąłem, a raczej znalazłem. Spał pod moimi drzwiami. Spokojnie, wygląda groźnie, ale nie skrzywdzi nawet muchy.
Czworonożny przyjaciel zaczął truchtać wokół nas, radośnie poszczekując. Gdy lekko się odsunąłem, pies zaczął bacznie przyglądać dziewczynie, po czym stanął dęba i oparł swoje łapy na jej ramionach. Był niedużo niższy. Dziewczyna zachwiała się pod wpływem ciężaru i gdy ponownie odzyskała równowagę, stała lekko zdezorientowana. Sytuacja okazała się jeszcze bardziej zabawna w momencie, w którym Blackie ukazał swój wielki jęzor i przejechał nim po twarzy dziewczyny.
Siedziałem na łóżku i gdy zobaczyłem emocje, jakie malują się na twarzy Rachel, zacząłem ryczeć. Dosłownie ryczeć. Łzy ciekły mi po policzkach, a ja zwijałem się z panicznego śmiechu. Pies odsunął się i znów bacznie przyglądał się nowej dla niego osobie.
 Co cię tak bawi?  odparła po chwili, stojąc z rękoma skrzyżowanymi na wysokości piersi.
 Ależ nic.  zachichotałem  Polubił cię.
Takie są zalety posiadania ogromnego [Jego długa sierść dodaje mu jeszcze "objętości"], kruczoczarnego owczarka niemieckiego. 
 Cieszę się.  odparła sarkastycznie, po czym poszła do toalety - zapewne oczyścić twarz.
Hah, pies oczywiście pobiegł za nią.

Rachel?

9 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

Tak jak się spodziewałem. Podsuń pisarce pomysł, ta powie, że jest dobry i można go wykorzystać, po czym całkowicie go zmieni.
 Ty wiesz Carter? To, co mówisz, nawet ma sens, chyba po raz pierwszy. Tylko może trochę inaczej? — Z zaintrygowaniem zerknąłem na dziewczynę i w milczeniu oczekiwałem na to, aż podzieli się ze mną swoim pomysłem.  Można pisać to w formie, bo ja wiem, pamiętnika? Czytałeś kiedyś coś tego rodzaju?  Nie odpowiedziałem, ciągle czekając, aż dziewczyna przejdzie do rzeczy.  Napiszemy coś smutnego, depresyjnego! (Kiedy proponujesz kobiecie coś z humorem, a ona tworzy z tego dramat.) Do tego stopnia, że aż chciałoby się pociąć po przeczytaniu jednego rozdziału, a jednak będzie tam sporo ciekawych sytuacji, może nawet śmiesznych, by trochę rozładować atmosferę. Będzie się to czytać ciężko, ale dla wyprawionych moli książkowych to będzie bułka z masłem. Kurde, właśnie tak! Teraz trochę o samej akcji i bohaterach.  Od tego momentu zacząłem bardziej uważniej słuchać. Wcześniejsi byli wyjątkowo płytcy, ale jeśli wymyślić całkiem nowych? Młoda dziewczyna, która została ofiarą, tak zwanego, "zostańmy przyjaciółmi". Albo odwrotnie! W każdym razie musi mieć strasznie słabą psychikę, kurczę, to jest to! Ten chłopak, dziewczyna, cokolwiek, będzie miewać dziwne sny, w których, na początku, druga postać, czyli ta, która będzie, że tak to ujmę, powodem, będzie mówić do niej, że ją kocha i inne brednie, a potem odchodzić z uśmiechem na ustach, nic nie mówiąc. Charakter A, tak ich od teraz będę nazywać, nie będzie dał radę już tego znieść, ani patrzeć w oczy charakteru B, ciągle się z nim kłócić i tak dalej, więc wyjedzie z miasta, a gdy nawet po odizolowaniu się od społeczeństwa, sny nie znikną, a charakter B nadal będzie szczęśliwy w swoim związku, charakter A popełni samobójstwo!
 Zaraz Rachel. Zatrzymaj się.  Położyłem jej palec na ustach, a moja twarz przybrała komicznie zamyślony wyraz twarzy. Ta fabuła była czymś w rodzaju deja vu. Czyżbym już kiedyś o tym słyszał? Nieważne. Zignorujmy to. 
 Co tam Carter?
 Popatrzmy na to logicznie. Ludzie lubią łatwe, ogłupiające książki, które nie wnoszą nic do ich życia. Powodzeniem cieszą się lekkie lektury, które skutecznie zabijają czas i są w stanie rozbawić, odprężyć.
 A tam, gadanie.
 Ktoś, kto jest zmęczony życiem i relaksuje się czytając książki, nie dość, że ma dość monotonii dnia codziennego i zmartwień, dodatkowo czyta książkę, która jest smutna.  Na twarzy dziewczyny pojawiło się chwilowe zamyślenie. Czyżbym wreszcie użył dobrego argumentu?  Poza tym, friendzone? Ach, najgorsze, co może spotkać człowieka.  Usiadłem na fotelu, patrząc Rachel w oczy.
 Potrafisz tylko krytykować, a sam nie napisałbyś nic lepszego.  Odparła, "rozjeżdżając" mnie wzrokiem.
 Nie krytykuję, tylko stwierdzam fakty. Temat jest trudny, ale myślę, że dasz sobie radę i napiszesz to w chwytliwy sposób.  Puściłem do dziewczyny oczko i wyszedłem przed dom zapalić papierosa, a nawet dwa, po czym poszedłem do kuchni i zrobiłem dziewczynie lekkie śniadanie - Croissant'a i herbatę.
Gdy wszedłem do pokoju z talerzem i kubkiem [po długiej walce z otwarciem klamki] i odłożyłem naczynia na biurko, zastałem Rachel, która z prędkością światła zapisywała kolejne zdania na kartce, nawet na mnie nie patrząc. 
Dopiero po kilku minutach westchnęła, a następnie odłożyła kartkę.
 Mam jeszcze lepszy pomysł i właśnie go utrwaliłam.

Rachel?

8 lip 2018

Od Davida - Zadanie #1, #2

Godzina 7:00
Budzik jak zwykle dzwoni, nie dając mi nawet minuty, aby powoli wstać z łóżka. Niczym poparzony wstałem, po czym kliknąłem jakiś przycisk, aby uciszyć to parszywe, niepozorne "urządzonko".

7:15
Po lekkim posiłku przebieram się w wymagane ubrania, to jest: niewygodna, obcisła koszula, eleganckie spodnie razem z kamizelką, czarne półbuty i muszka. Ach, zapomniałbym. Jeszcze zapaska kelnerska.

7:30
Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie chcę iść do pracy. Z trudem pokonałem lenistwo i ruszyłem w stronę łazienki, aby ostatecznie doprowadzić swój wygląd do ładu.
◇◇◇◇◇◇
Wsiadłem do samochodu. Tylko kilka minut drogi dzieliło mnie od mojego miejsca pracy. Po niedługiej drodze dotarłem na miejsce i z grymasem ruszyłem w stronę lokalu. Oglądanie tamtejszych gości, nadętych niczym balony, którzy myślą, że są z wyższych sfer, doprowadza mnie do szału. Praca kelnera nie jest łatwa, zwłaszcza, gdy pracuje się w czterogwiazdkowej restauracji, do której przychodzą same bogate "szychy".
◇◇◇◇◇◇
Uprzejmie wysłuchiwałem kolejne zamówienia i przekazywałem je szefowi kuchni. Czas mijał mi tak jak zwykle, do momentu, w którym do lokalu weszła jakaś starsza paniusia.
— Dzień dobry. — odparłem z wymuszonym uśmiechem i podałem jej menu.
Kobieta z grymasem na twarzy chwyciła listę dań i przeglądnęła ją, delikatnie się krzywiąc. Po długiej chwili złożyła zamówienie.
Minuty mijały, wreszcie otrzymałem danie i zaniosłem je klientce.
— Smacznego. — dodałem, a kobieta swym wzrokiem zrównała mnie z ziemią.
Wreszcie odetchnąłem i chciałem podejść do innego klienta, jednak za swoimi plecami usłyszałem ochrypły, skrzeczący głos.
— Talerz jest ubrudzony. — krzyknęła, po czym odsunęła talerz i skrzyżowała ręce na wysokości piersi. Wzrok reszty gości skierował się prosto na nią.
Odwróciłem się i podszedłem do klientki.
— Przepraszamy, wyczyszczę tę drobną plamę. — dodałem i wyjąłem chustę z kieszeni.
— Nie. Podziękuję. — odparła, po czym wstała i wyszła. — Nie będę spożywała w takich naczyniach. — wymamrotała z niezadowoleniem.
Przyjrzałem się plamie. Nie była większa niż dwa milimetry, wyczyściłem ją, przewracając oczami. Litości.
Wziąłem talerz i zastanawiałem się, co zrobić z posiłkiem. I tak będę musiał za niego zapłacić. Za oknem, pod jednym ze sklepów zauważyłem starszą kobietę w obdartych ubraniach. Zawołałem ją i podałem jej wciąż ciepły posiłek w wyczyszczonym już przeze mnie na błysk talerzu.
— Na mój koszt. Smacznego życzę. — odparłem z uśmiechem.
To udowodniło mi, że jeżeli człowiek jest naprawdę głodny, to nie wybrzydza. Nawet nie wiecie, jak miło zrobiło mi się na sercu, gdy starsza kobieta zjadła cały posiłek, nie zostawiając nawet okruszka, po czym podziękowała mi tak emocjonalnie, że z jej oczu popłynęły łzy.
Dla takich momentów warto tutaj pracować. Z uśmiechem pożegnałem wdzięczną klientkę i ruszyłem do kolejnych stolików odbierać zamówienia.
Kolejny mężczyzna stwierdził, że czekał zbyt długo na zamówienie, a na moje próby uspokojenia zareagował, wylewając na mnie wodę.
Na szczęście reszta dnia minęła mi już bez żadnych zgrzytów. Oczywiście koszt posiłku tamtej paniusi musiałem pokryć za własne pieniądze, jednak cieszyłem się, że wreszcie wrócę do domu i będzie czekał na mnie cały weekend należnego odpoczynku.
Przebrałem się w szatni, po czym wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu.
◇◇◇◇◇◇
Ku mojemu zdziwieniu pod drzwiami leżała jakaś czarna kula. Zaraz, zaraz. Przyjrzałem się jej z daleka, jednak nie byłem w stanie ocenić, co to do końca było.
Podszedłem bliżej, postać ruszyła się, podniosła łeb, po czym zaczęła truchtać w moim kierunku. Na litość, to pies! Ogromnych rozmiarów pies. Czworonóg był spory, dosyć tęgi, a majestatycznego wyglądu dodawało mu długie, lśniące, kruczoczarne futro i bystre, brązowe oczy. Mimo zaniedbania budził respekt. Wyglądał na psa rasy owczarek niemiecki.
Wycofałem się, jednak zwierzę bacznie obserwowało mnie swoimi bystrymi oczyma, analizując każdy mój ruch. Przestraszyłem się, gdy pies zaczął biec w moim kierunku. Zacząłem uciekać, jednak czworonóg dogonił mnie i powalił na ziemię. Już żegnałem się z życiem, żałowałem, że zginę w tak młodym wieku, w dodatku rozszarpany przez psa. Urywki życia przelatywały mi przed oczami, ale... Pies, zamiast mnie zagryźć, zaczął radośnie lizać moją twarz.
— Carter, będziesz żył. — westchnąłem i zacząłem gładzić wielkie zwierzę po pysku.
Pokazałem czworonoga mojej siostrze, ta na jego widok zamknęła się w szafie i nie chciała z niej wyjść w obawie, że ją zagryzie. Mimo początkowego lęku, polubiła go. Okazało się, że pies mimo swojego majestatycznego rozmiaru i groźnego wyglądu, nie skrzywdziłby nawet muchy. Kochał zabawę i zachowywał się jak szczenię. Urocza, puchata kulka. Postanowiliśmy go wykąpać, gdyż jego sierść była pozlepiana od brudu.
— Jak ty zamierasz wrzucić takie bydle do wanny? — moja siostra z wyraźnym rozbawieniem krytykowała każdy z moich licznych planów na wrzucenie tego olbrzyma do nieszczęsnej wanny.
— Jakoś mi się uda.
Wsadziłem do suchej wanny smakołyki, a gdy pies posłusznie wszedł do wanny i je zjadł, zacząłem napuszczać wodę. Po kąpieli jego długa sierść odzyskała połysk. Gdy zaczął się otrzepywać, byliśmy cali mokrzy.
Rozczesaliśmy jego bujną sierść, aby nie utworzyły się kołtuny, po czym zaczęliśmy go suszyć.
Początkowo myśleliśmy, że pies ma właściciela, jednak z czasem zdaliśmy sobie sprawę, że nikt go nie szuka, więc postanowiliśmy go przygarnąć. Wybudowałem mu kojec z wielką, ocieplaną budą oraz kupiłem mnóstwo zabawek i obrożę z imieniem "Blackie" i numerem telefonu właściciela z tyłu. Witamy nowego członka rodziny!

Od Davida cd. Rachel

Widok dziewczyny ze zmierzwionymi włosami, ubranej w dresy, mocno mnie zastanowił. Wyłączyłem kosiarkę, przetarłem twarz i zerknąłem na Rachel. Ależ szybko się za mną stęskniła.
— David! Wpuść mnie i daj kartkę, chusteczkę, serwetkę, cokolwiek i coś do pisania! Pomożesz mi! — Krzyknęła, a ja posłusznie ruszyłem do domu, po czym wróciłem z kluczem do furtki.
— Zapraszam. — Usiedliśmy przy stoliku w kuchni, przyniosłem długopis i jakąś kartkę, po czym zrobiłem nam kawę. — Rachel, co ty tu robisz? — Zapytałem po chwili, ciągle nie mogąc pojąć, co się właśnie stało.
— Potrzebuję twojej pomocy, błagam, zgódź się!
Skoro błaga, to musi być to coś ważnego. Mój tryb "dobrodusznego chłopca" został właśnie uruchomiony.
— Jasne, w czym problem? — Zapytałem, zerkając na Rachel, która sączyła kawę.
— Nie wiem, czy wiesz, ale jestem pisarką.
To chyba oczywiste, że nie wiem. Jedyne co się o niej dowiedziałem to to, że ma na imię Rachel, a na nazwisko Cox. Obszerna wiedza, prawda?
Działa to oczywiście również w drugą stronę.
— Mów dalej... — Odparłem z zaintrygowaniem, opierając głowę na pięściach.
— Muszę napisać chociaż kilka stron książki, bo inaczej będę musiała żyć jak student.
Na mojej twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Wyobraziłem sobie, jak Rachel wyciąga z lodówki stary, spleśniały ser żółty, który jest jedynym pożywieniem w jej lodówce, więc wyciąga go i odcina nożem "zgrzybiałe" kawałki, po czym konsumuje. Carter, ty to jednak masz wyobraźnię.
— I? — Zapytałem, ciągle nie wiedząc, co ja mam do tego. — Znaczy, oczywiście. Mogę pożyczyć ci pieniądze, jeżeli jest krucho. — Dodałem.
— Nie! Nie o to mi chodzi. — Zaśmiała się. — Pomożesz mi w stworzeniu tych kilku stron. — Rzekła. Zabrzmiało to bardziej jak polecenie, niż jak prośba.
— Ja? Moje nikłe umiejętności spowodują, że tym bardziej nie zarobisz na tej książce. — Zachichotałem, patrząc krzywo na Rachel. — Jestem naprawdę słaby w pisaniu, no ale skoro tak bardzo prosisz, to spróbujmy.
Na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech. Wstaliśmy od stolika i udaliśmy się do mojego pokoju. Ja siedziałem na podłodze oparty o ścianę i przygrywałem na gitarze, a Rachel leżała na łóżku z kartką i długopisem w ręku.
— Odłóż gitarę, skup się Carter. - Krzyknęła.
— Ona pomaga mi się skoncentrować Cox. — Uśmiechnąłem się, ale posłusznie odłożyłem ją na stojak i położyłem się obok dziewczyny.
Niespodziewanie naszą rozmowę przerwał wysoki głos mojej siostry, która weszła do mojego pokoju bez jakiegokolwiek pukania.
— Gdzie dałeś moje słuchawki, ostatnio je pożyczałeś David! — Krzyknęła, po czym stanęła na środku pokoju i z zamurowaniem przyglądała się to na mnie, to na Rachel. Na jej twarzy momentalnie ukazał się rumieniec. — Już wychodzę. — Wymamrotała, po czym wyszła.
Od razu wybuchnąłem głośnym śmiechem.
◇◇◇◇◇◇
— Dobra Carter. Pora się wziąć do roboty. Horror, fantasy?
— Postaw na klasykę. —Zamyśliłem się. — Postaw na coś z humorem, zwyczajną powieść. Możesz wpleść też jakieś wątki miłosne. Albo jakąś powieść pełną akcji? Niezależna SuperWoman, która przekonuje się, że do życia potrzebny jest jej SuperMan? — Zerknąłem na reakcję Rachel.


Rachel?

6 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

Jak to jest, że czasami żadne słowa nie są w stanie pocieszyć, a jedno drobne przytulenie pozwala na moment zapomnieć o wszystkim, co cię dołuje.
Tak właśnie poczułem się, gdy Rachel mnie przytuliła.
Moje ciało momentalnie drgnęło, przeszyła mnie fala ciepłego dreszczu. Przycisnąłem dziewczynę mocniej do siebie, a na mojej twarzy ukazał się błogi spokój. Jakby w ciągu tych kilku sekund ktoś na nowo uczynił mnie małym, szczęśliwym chłopcem.
Po dłuższej chwili dziewczyna wypuściła mnie z objęć i obdarzyła mnie ciepłym, przenikającym uśmiechem, który natychmiast odwzajemniłem.
Kolejne minuty pozostaliśmy w milczeniu.
~***~
Zerknąłem na zegarek. Szósta rano. Zapomniałem, że czas nie stoi w miejscu, tym bardziej, jeżeli spędzasz go z ciekawą osobą.
- Pora już na mnie. - Położyłem dłoń na karku, a wyraz mojej twarzy nieco zmarkotniał.
- Dobrze, nie będę cię trzymać Carter. Może kiedy indziej zamknę cię w szopie. - Uśmiechnęła się.
- Jasne. - Zaśmiałem się, po czym zerknąłem w lustrze na swoją nadzwyczaj nieokiełznaną krzywkę. Zaraz wziąłem się za jej ujarzmianie.
Po kilku minutach zacząłem ubierać buty, narzuciłem skórzaną kurtkę i odwróciłem się do Rachel. - Dziękuję za ten wspólny czas. Dawno się tak dobrze nie bawiłem. - Przytuliłem dziewczynę z całej siły, tak, że wisiała kilka centymetrów nad ziemią, uwięziona w moim uścisku.
- Dobrze, już, bo mnie dusisz. - Zaczęła wykręcać się z moich objęć i cicho zachichotała. - Jak chcesz, to możesz jeszcze kiedyś wpaść.
- Ty również jesteś u mnie mile widziana. - Na mojej twarzy zagościł zadziorny uśmieszek. - Dobra, lecę. Pa! - Machnąłem ręką na pożegnanie, po czym ruszyłem w stronę domu.
~***~
Trzasnąłem drzwiami, dając znak siostrze, że wróciłem. W jednej chwili stanęła przede mną z grymasem na twarzy. Dojrzała dwudziestolatka.
- Gdzie ty się włóczysz, martwiłam się idioto! - Krzyknęła, intensywnie gestykulując.
- Muszę ci o wszystkim mówić? Przecież wysłałem ci SMS, że mnie nie będzie. - Odparłem, wieszając kurtkę.
- Gdzie byłeś?!
- U koleżanki.
Na twarzy mojej siostry pojawił się niepokojący uśmieszek.
- Całą noc?
- Tak.
- No dobrze, nie będę dalej drążyć tematu. - Zachichotała.
- Zaraz, nie! To nie to, co sobie wyobrażasz. Pogięło cię? - Głośno westchnąłem.
Przez resztę dnia oglądałem ogłupiające seriale i niemieckie filmy katastroficzne. "Dwugłowy pająk atakuje planetę", czy "Zmutowane mrówki sieją spustoszenie." Dlaczego? Jest to po prostu zabawne, chociaż w zamierzeniu miało być horrorem.
Obudziłem się około godziny jedenastej. Najwidoczniej zasnąłem w trakcie "Trzygłowy rekin atakuje".
Powoli wstałem, wyciągnąłem się, po czym wyjrzałem przez okno. Delikatne wiązki światła wlatywały do środka salonu. Piękna, wiosenna pogoda. Wyszedłem na zewnątrz. Ani jednej chmurki. Słońce świeciło, jednak jego promienie były subtelne, nie tak palące jak latem.
Ruszyłem do garażu po kosiarkę. Pora trochę przystrzyc trawnik, bo za niedługo trzeba będzie przedzierać się do domu przez dwumetrowe trawska.
Słońce zaczynało mocniej dogrzewać. Wyjąłem kosiarkę z garażu, po czym ściągnąłem koszulkę i rozpocząłem pracę.
Problemem było to, że nasz ogród był [w przeciwieństwie do sąsiednich] dosyć duży. Około godziny dwunastej zostały mi tylko przednie części ogrodu. Ku mojemu zdziwieniu, kosząc kolejny "pasek" ogrodu, zastałem przed furtką Rachel. Szybko wyłączyłem kosiarkę i ruszyłem w jej kierunku.

<Rachel?>

4 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

- Raczej nie będę już spać, trochę kawy załatwi sprawę.
Skoro dziewczyna nie zamierza, to ja również.
- Rachel? - Zapytałem błagalnym tonem.
- Tak, Carter? - Odparła.
- Możesz mi też zrobić kawę? - Uśmiechnąłem się ciepło i poprawiłem grzywkę, która uporczywie leciała mi na oczy i zasłaniała połowę mojego pola widzenia.
- Jasne, co jeszcze? Może zaniosę cię do kuchni na swych rękach, wielebny Davidzie? - Wstała, po czym ruszyła do kuchni.
Uwielbiam jej sarkastyczny humor.
Uf, na moment jestem sam. Chciałem czymś zająć Rachel, bo cóż - wypadałoby się ubrać.
Wstałem z łóżka w ekspresowym tempie, po czym przywdziałem swoje spodenki, ale nigdzie nie mogłem znaleźć koszulki. Chodziłem po pokoju, zaglądając na każdą półkę. W końcu znalazłem ją - rzuconą w kąt pokoju.
Szybko podniosłem ubranie, ale gdy się wyprostowałem i obróciłem, kilkanaście centymetrów przed moją twarzą stała Rachel z kubkiem kawy w ręku.
- Kurna. - Podrapałem się po karku i szybko ubrałem koszulkę, po czym westchnąłem. - Dziękuję Rachuś, moja ty słodzino. - Zaśmiałem się, po czym wziąłem policzki dziewczyny i zacząłem nimi potrząsać, niczym starsze pokolenie swoim wnukom.
- Kiedy się wreszcie ogarniesz Carter? - Zapytała z lekkim poirytowaniem, tłumiąc śmiech, po czym wręczyła mi kawę.
Usiedliśmy na łóżku i miło gawędziliśmy. Klasycznie, o wszystkim i niczym.
W tle leciała powolna muzyka wydobywająca się z mojego telefonu.
- Carter, co cię tak właściwie obudziło? - Zapytała.
- Krótko mówiąc, miewam koszmary. - Odparłem, upijając duży łyk kawy. Zapowiadało się na dłuższą rozmowę.
- Ponoć koszmary ukazują to, czego się boimy. - Dodała.
Moja mina zrzedła.
- Prawda. - Popatrzyłem dziewczynie w oczy. - Ciągle mam jeden, ten sam koszmar.
- Jaki?
Na moment nastała między nami cisza.
- Że zostałem pobity.
- Boisz się pobicia? Przecież jesteś dobrze zbudowany, poradziłbyś sobie. - Dodała z lekkim zdezorientowaniem.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Opowiem ci wszystko od początku. Nie boję się pobicia, tylko osoby, która zadaje mi ból. - Upiłem kolejny duży łyk kawy, aby dodać sobie otuchy. - W dzieciństwie miałem szczęśliwą rodzinę. Gdy byłem nastolatkiem, zmarła moja matka. Od tamtego momentu ojciec zaczął pić. Raz przyłapali go nietrzeźwego w pracy i bez zastanowienia wyrzucili. Musiałem pracować, żeby jakoś wyżywić naszą rodzinę. Sprzedawałem cenne rzeczy, dorabiałem w sklepach, na magazynach... - Zamilkłem na moment. - Życie biegło dalej. Miałem ciągle iskierkę nadziei, że mój ojciec odstawi alkohol, znajdzie sensowną pracę i znów będziemy szczęśliwą rodziną. Pomyliłem się. Moja nadzieja całkowicie zgasła w momencie, w którym ojciec został wsadzony do ciupy za morderstwo. Zabił kasjerkę, bo nie chciała mu sprzedać alkoholu, widząc, że jest tak upity, że ledwo trzymał się na nogach.
Razem z Camillą trafiliśmy pod opiekę ciotki, która nas szczerze nienawidziła i uważała za ciężar. - Rzekłem. - Ale skąd moje koszmary? - Codziennie dostawałem solidne lanie. Za to, że poprosiłem ojca o odrobinę pieniędzy, za to, że motywowałem go do rzucenia alkoholu. Za istnienie. Raz pobił mnie tak, że straciłem przytomność. Zawsze musiałem ukrywać siniaki przed kolegami, czy udawać, że wszystko jest dobrze. - Zamilkłem.
To był koniec mojej zawiłej opowieści. Podwinąłem delikatnie koszulkę i ukazałem swoje blizny na brzuchu i plecach.
Rachel nie odpowiedziała nic, pozostała w ciszy. Chwyciła jedynie moją dłoń i mocno uścisnęła.
- Naprawdę? - Dodała po chwili, patrząc ze współczuciem.
- Nie okłamałbym cię Rachel. - Odparłem i spojrzałem jej prosto w oczy.

<Rachel?>

3 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

 Reakcja dziewczyny była naprawdę urocza. Gdy uroniła łzy, toczyłem z sobą wewnętrzną walkę, czy ją przytulić. Emocje wygrały w momencie, w którym Rachel uśmiechnęła się do mnie swymi maślanymi oczyma i wzięła chusteczkę.
Objąłem ją mocno moimi długimi rękoma i przytuliłem do piersi.
- Nie płacz kruszyno. - Odparłem, lekko gładząc jej włosy. Rachel zerknęła mi prosto w oczy, pozostała w milczeniu. - No już.. Bo będę musiał cię rozweselić żartami o babie u lekarza, a wiem, że tego nie chcesz. - Mruknąłem cicho do jej ucha.
Dziewczyna w sekundzie wyrwała się z mojego silnego uścisku i zaczęła chichotać.
- Wszystko, byle nie te suchary Carter. Nie dobijaj leżącego.
Obdarowałem ją ciepłym uśmiechem.
- Spokojnie, żarty zostawię na kiedy indziej. Chyba najwyższa pora spać, co? - Zapytałem, zerkając na zegarek. - Już trzecia trzydzieści.
- Masz rację. - Odparła cicho, po czym wstała. - Dziękuję za pomoc w sprzątaniu, dobranoc. - Kliknęła przełącznik i zgasiła światło.
Położyłem się wygodnie na łóżku i szybko zasnąłem.
Jak zwykle śniły mi się przeróżne rzeczy.
Pierwszy sen był dosyć przyjemny. Siedziałem na plaży, a wokół mnie biegały piękne blondynki w bikini.
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Wnet moja wyobraźnia przeobraziła sen w koszmar.
Znajdowałem się w małej, drewnianej chatce. Sam w wielkim, pustym pokoju. Po chwili pojawił się mój ojciec. Zaczął na mnie krzyczeć, a następnie popychać i bić. W momencie, w którym chciał kopnąć mnie w brzuch, obudziłem się.
- Kurna, ile razy jeszcze będzie mnie to prześladować. - Wymamrotałem do siebie, głośno dysząc.
Po kilku minutach moim oczom ukazała się jakaś drobna sylwetka w progu.
- Przychodzi baba do lekarza, a lekarza nie ma! - Odparła. Oj Rachel, Rachel. Wybuchnąłem śmiechem. Dziewczyna usiadła na moim łóżku. - Słyszałam, jak gadałeś przez sen.
O nie. Tylko nie to.
Jej chichot zdradzał, że to było coś kompromitującego.
- Prawie krzyczałeś o jakichś blondynkach na plaży. Nie dało się tego nie usłyszeć. Nie wstyd ci tak fantazjować? - Mruknęła, trącając mnie w ramię.
Dobrze, że było ciemno, gdyż moja twarz zapewne przybrała już buraczany kolor.
- To nie tak jak myślisz.. - Podrapałem się z zakłopotaniem po głowie.
- Mhm, jasne. - Zaśmiała się cicho.
- Nieważne, zmieńmy temat. Coś się stało, że tu przyszłaś? - Zapytałem, patrząc na nią swymi oczyma, których niebieski kolor mienił się w lekkim świetle księżyca, który docierał do pokoju gościnnego.

<Rachel?>

1 lip 2018

Od Davida cd. Rachel

Dziewczyna powolnym, pewnym krokiem weszła do małego pokoiku, którego cały wystrój opierał się na materacu i szafce. Jak w celi więziennej.
Wzdrygnąłem się lekko.
- To... Twój pokój? - Wymamrotałem bezmyślnie, rozglądając się wokół.
Moja klaustrofobia obudziła się ze snu zimowego. Poczułem się w tym pokoiku niczym ptaszek w klatce lub morderca - zamknięty na dwadzieścia lat za zabójstwo. Jeżeli Cox mnie stąd nie wypuści, to obawiam się, że wyskoczę przez okno i to ona zostanie zamknięta w takiej celi, bo spadną na nią oskarżenia dotyczące mojej śmierci.
Czyżby dziewczyna pod maską sympatycznej i życzliwej istotki, okazała się być niepoczytalną morderczynią, która właśnie przyprowadziła do miejsca zbrodni swoją kolejną ofiarę, a ta próbowała się bronić? Wyobraziłem sobie scenę, w której służby zadają małej Rachel takie pytania, przyświecając jej w twarz zbyt jasną lampką.
Zerknąłem na Cox i uśmiałem się w duszy. Nie skrzywdziłaby nawet upierdliwej muchy, czy komara latającego koło ucha w środku nocy.
Oj David, ty szaleńcu.
- Tak, mieszkam tu i pracuję od... Chyba, dwóch lat? Oto jedyne na co mnie stać!
Nie dość, że moje myśli przyprawiały mnie o niekontrolowany śmiech, to Rachel skwitowała moje pytanie ostrym jak brzytwa sarkazmem, co sprawiło, że ponownie nie mogłem złapać tchu.
- Dobra, David. Jest późno, nie dam ci wracać samemu o tej porze, na dzisiejszą noc przejmujesz ten pokój!
Albo się o mnie troszczy, albo uważa mnie za taką ślamazarę, że boi się mnie puścić do domu.
Moi mili, jestem dojrzałym, silnym mężczyzną. Bez wątpienia trafiłbym do domu, ale skoro sama Cox nalega?
Jeszcze raz zerknąłem na pokoik. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Nie powinienem wybrzydzać, ale..
W mojej wyobraźni ściany zaczęły się przysuwać do siebie coraz bliżej, zmiażdżą mnie.
- Ale przecież masz też drugi pokój gościnny! - Rzekłem w cichej rozpaczy.
- Tak, ale tamten jest zawalony zdjęciami. Wątpię, byś całą noc chciał się gapić na moją mordę. Zresztą, wybieraj.
Moje oczy zabłysły.
Albo będą mnie prześladować szydercze ściany, które z chęcią mnie zmiażdżą, albo uśmiechnięte twarze Rachel. Wybór jest prosty.
Ruszyłem pędem do pokoju gościnnego. Rzeczywiście, cały tonął w zdjęciach, ale był dużo bardziej przestrzenny i bogaciej urządzony.
Zebrałem porozrzucane zdjęcia, których swoją drogą było multum, a następnie podzieliłem je na mniejsze skupiska i związałem gumkami recepturkami, po czym położyłem równiutko na półce. Zajęło mi to prawie godzinę.
Nawet nie wiecie, jaka była mina Rachel, gdy zobaczyła mnie leżącego z rękami pod głową, w czyściutkim pokoju.
- No, no. Jest z ciebie pożytek. - Odparła, po czym zerknęła na poukładane i związane zdjęcia.- Schludny jesteś. -Zmierzyła mnie wzrokiem , a ja triumfalnie się uśmiechnąłem.
Teraz tym bardziej będzie chciała mnie związać i wrzucić do tamtego pokoiku, żebym jej gotował, czy wykonywał inne żmudne prace pod groźbą morderstwa. Znów zachichotałem w duszy.
Po chwili usiadłem i pokazałem dziewczynie jedno ze zdjęć.
- W nagrodę, wytłumacz mi, co to za zdjęcie i dlaczego.. - Zapytałem, po czym zamilkłem zdziwiony.

<Rachel?Co było na obrazku? Pozostawiam to twojej kreatywności :]>

21 cze 2018

Od Davida cd. Rachel

Mój mózg pracował coraz wolniej. Miałem wrażenie, jakby wino oblepiło go, po czym zrobiło z niego rozwodnioną papkę i nie pozwalało racjonalnie myśleć. Nie potrafiłem sklecić nawet pytania.
Wracając, już miałem coś wymyślić Rachel, gdy ta wzięła mnie za rękę i zaciągnęła do łazienki.
Zgadnijcie, co było pierwszym skojarzeniem podpitego faceta.
Cóż, moje "fantazje" poszły na wakacje w momencie, kiedy dziewczyna wepchnęła mnie pod prysznic, a raczej wtedy, kiedy odkręciła kurek z lodowatą wodą.
Nie wiem, co nią w tamtym momencie kierowało, ale jeżeli myślała, że pozostawię to bez rewanżu, to srogo się myliła.
Szybko wyskoczyłem z kabiny, po czym wniosłem tam Rachel.
Dziewczyna jednocześnie pisnęła i wybuchnęła salwą niekontrolowanego śmiechu.
Dwoje młodych dorosłych bawi się o drugiej trzydzieści w nocy pod prysznicem. Brzmi źle? Owszem. Jednak, gdy ktoś usłyszałby, że dwoje młodych dorosłych bawi się i ochlapuje pod prysznicem zimną wodą, zapewne wyszlibyśmy na osoby nie do końca... Poczytalne.
Rachel wybiegając z kabiny, podała mi ręcznik, po czym zaczęła wycierać się drugim.
Niestety, mimo tego, że skóra była sucha, ubrania pozostawiały wiele do życzenia, a w szczególności przylepiona do mojej klatki piersiowej koszulka, która odsłaniała dosłownie wszystko. Ach, skąd ja to znam.
Zdjąłem mokrą koszulkę i powiesiłem na kaloryferze, po czym zerknąłem na spodenki. Były prawie suche. Po kilkunastu minutach spędzonych na przywracaniu się do ładu, wyszliśmy, po czym usiedliśmy na kanapie z cieplutką herbatą w rękach.
- David, jak ty w ogóle masz na nazwisko?
Właśnie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że nie jesteśmy starymi dobrymi przyjaciółmi i, że znamy się zaledwie dwa dni, a mimo tego, nie dowiedzieliśmy się o sobie najważniejszych informacji.
Zabawne. Chlapiemy się lodowatą wodą pod prysznicem, gramy w butelkę, gotujemy i opowiadamy sobie żałosne żarty o babie u lekarza, które swoją drogą rozbawiają mnie do łez, ale nie znamy nawet swojego nazwiska.
Zaśmiałem się w duszy, a raczej zacząłem wrzeszczeć ze śmiechu.
David, ty kretynie.
- Dopiero teraz? Carter, a twoje?
- Cox. Miło, że w końcu poznałam twoje dane osobowe.
Uśmiechnąłem się. Miło, miło. Po tym co razem robiliśmy, wiemy przynajmniej jak mamy na nazwisko.
Nie wytrzymałem i ryknąłem śmiechem tak głośnym, że Rachel zatkała uszy. Ta znajomość była do granic komiczna.
- Cox? Na koksa nie wyglądasz.
Ciekawe, czy zrozumiała mój humor. A zresztą, oto kolejny słaby żart w moim wykonie.
Dziewczyna na moment zmrużyła oczy, jednak po chwili zaśmiała się tym samym śmiechem, który wywoływany był przez żarty o Jasiu.
- Ja pierniczę, David. - Złapała się za czoło w geście załamania.
Zapewne zdała sobie sprawę jak nisko właśnie sięgnął nasz humor.
- Dobra, już koniec. To co, wznawiamy naszą buteleczkę bez butelki? - Znów wybuchnąłem salwą wręcz panicznego ryku.

<Rachel? Haha :'D>

Od Davida cd. Rachel

Przypomniały mi się czasy, gdy byłem młodszy. Wyzwanie, jakie dała mi Rachel, nie było dla mnie niczym trudnym. Przywykłem. Z upitymi kolegami wymyślało się gorsze rzeczy, a jak dołączyły do nas jeszcze mocno wstawione dziewczyny, to zabawa nabierała tempa.
Do tej pory pamiętam, jak musiałem pocałować szkolną prymuskę, której fobią byli chłopcy. W każdym bądź razie mi się udało. Oczarowałem ją.
Kolejnym przykładem było spuszczenie głowy kolegi w toalecie. Biedak, mył twarz przez najbliższy tydzień.
Był jeszcze jeden przypadek, w którym miałem odegrać scenkę walki z jakiegoś filmu, a złamałem koledze rękę.
Raz musiałem wejść na dach domu kolegi i tam leżeć przez pół godziny. 
Pamiętam też jedną zwyrodniałą grę. Zasady były proste. Parzysta liczba graczy, tyle samo dziewczyn, co chłopców. Kręciło się butelką. Dwie osoby, które zostały wskazane przez szyjkę i końcówkę butelki zamykały się w jakimś pokoju na siedem minut.
Domyślcie się, co wylosowana, podpita para mogła robić w pokoiku sam na sam przez siedem minut.
Aż robi mi się niedobrze.

***
Zerknąłem na butelkę.
Kurna, przecież w dwie osoby to nie ma sensu. Chwyciłem szyjkę butelki położyłem na blacie.
- Moja droga kruszynko, od teraz pogramy naprzemiennie, więc twoja kolej. - Odparłem, z nieco rozjechanym uśmieszkiem.
- Jaasne. - Przeciągnęła.
- Pytanie czy wyzwanie? - Zapytałem.
Dziewczyna na moment się zamyśliła, po czym odparła: pytanie.
- Hm. Co bym ci mógł zadać. - Podrapałem się po karku. 
Nagle w mojej głowie zawitała całkowita pustka. O co mogę ją zapytać?
Wiem o niej niewiele, ale żadne pytanie nie nasuwa mi się do głowy.
- Pytaj, a nie gapisz się w moją ścianę. - Zachichotała cicho.
No cóż, musiałem wymyślić coś na szybko.
Zerknąłem na dziewczynę i wydusiłem z siebie pytanie.

<Rachel?>