Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rachel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rachel. Pokaż wszystkie posty

30 wrz 2019

Wrześniowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.08-30.09 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.07-14.08 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.07, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANGELICA
BRIANNE
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS
CHARLIE
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
EKATERINA
ELISE
HARPER
HYOLYN
IDA
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSALIE
SOFIA
SUTTON
TAYLOR
VERONICA
VICTORIA
WANDA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
BILLY JOE
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
FELIX
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
NIVAN
NOAH
SAMUEL
SCOTT
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER

11 sie 2018

Rachel odchodzi

  

"Z przykrością informuję, że muszę odejść z bloga. Dlaczego muszę? To raczej rozkaz z góry, problemy rodzinne i wiążący się z tym brak czasu i energii na cokolwiek innego. Już wcześniej zawiesiłam postacie, jednak czuję i widzę, że moja obecna sytuacja nie ulegnie zmianie, może się co najwyżej pogorszyć.
Było mi tu naprawdę świetnie, wszyscy najpierw przyjęli mnie wyjątkowo ciepło, potem to ja rozmawiałam na chacie z członkami, którzy dołączyli zaledwie parę dni temu. Nie potrzebowałam więcej niż chwili, do utwierdzenia się w przekonaniu, że to blog, na którym chciałam zostać i wypisać resztki weny, kosztem kilku zarwanych nocy.
Byłam wręcz wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się, że Rachel została "miss miasta". Pomimo że nie minęło wcale tak dużo czasu, bo ledwo więcej niż miesiąc, czuję się, jakbym wspominała stare, dobre czasy, niczym babcia, siedząca przy kominku i opowiadająca wnukom o swojej młodości.
Ten blog to jedna, wielka rodzina i chociaż nie będę już pisała opowiadań, mam nadzieję, że ta cudowna atmosfera, pisanie na chacie do późnej nocy, albo i następnego dnia rano, zostaną w Wami jak najdłużej. Mówię to nie tylko do administracji, ale i wszystkich członków, zarówno tych, którzy zaczynają, jak i takich, którzy siedzą tam od samego początku. Z całego serca życzę wszystkim wiele weny i spełnienia blogowych marzeń, niestety już beze mnie.

~Rachel, Sebastian, Leandre/Masło"

Jak już widzicie, przykrością muszę Wam oznajmić, że jedna z pierwszych członkiń Avenley River, miss czerwca, a przede wszystkim nasza przyjaciółka, czyli ta cudowna osoba jaką jest Rachel, odchodzi z bloga. 
Pamiętaj, Rach, że zawsze przyjmiemy Cię z powrotem z otwartymi ramionami, a nasze skrzynki Howrse są otwarte na Twoje wiadomości. Również miło będzie gościć Cię u nas na czacie, jeśli kiedyś będziesz miała okazję nas odwiedzić. Trzymaj się mocno, wierzę, że niebawem będzie u Ciebie o niebo lepiej (i kształć się w pisaniu swoich przemów, gdyż są wspaniałe, a nuż jeszcze kiedyś coś dla nas stworzysz!). A więc do następnego spotkania.
//Mall

My również dziękujemy ci za wspólnie spędzony czas, szanujemy twoją decyzję, a także życzymy unormowania sytuacji. Przez ten krótki czas stałaś się istotną częścią bloga - jako autorka, ale i nasza przyjaciółka. Pamiętaj, że Avenley River zawsze na ciebie czeka, nawet bez postaci
//Lou, która wybacza brak przemowy

2 sie 2018

Od Rachel cd. Davida

Nagle, ku mojemu zaskoczeniu, David wziął mnie na ręce z uśmiechem na ustach. Nie tym razem!
- Ja też cię bardzo lubię Rachel - zaśmiał się. - Szczególnie, kiedy biegniesz w przydużym dresie i zwalasz mnie ze schodów, aby mnie przytulić.
Śmiesz mi to wypominać? To był twój świetny pomysł, ty chciałeś zbiegać po schodach, ja tylko założyłam nieodpowiednie ubranie!
- Zamknij się idioto!
Sprawnie się wyrwałam i ponownie oparłam o barierkę. Nie mogłam oderwać wzroku od błyszczącej tafli jeziora, to wszystko robiło na mnie ogromne wrażenie. Całe życie przesiedziałam w domu i szkole, co jakiś czas wychodząc po papierosy i jedzenie. Nie przypuszczałam, że natura może być aż tak ładna. Teraz żałuję, ale co zrobić? Mówi się trudno i żyje się dalej.
Poczułam, jak ktoś robi sobie ze mnie podpórkę, jak się domyślam, David.
- Przychodzi baba do lekarza.. - szepnął mi na ucho.
Nie spodziewałam się tego, więc z przerażeniem odskoczyłam, jednocześnie próbując nie udusić się ze śmiechu. David, jesteś dzisiaj niemożliwy.
- Chcesz, żebym zeszła na zawał Carter?
- Ależ oczywiście, że nie. Delektuj się, a ja idę pobawić się z psem.
Chłopak wskazał palcem stolik, a ja dopiero teraz dostrzegłam leżąca na nim tacę ze słodyczami. Mój szósty zmysł wyczuwania cukru zaczyna zawodzić, należy szybko wpałaszować ile tylko się da, zanim będzie za późno.
Usiadłam powoli i ostrożnie na krześle, jak gdyby bojąc się, że pianki, niczym małe chmurki, odlecą, a czekolada roztopi się na mój widok. Upewniwszy się, że moim kochanym kaloriom nic głupiego nie przyjdzie do głowy, dosłownie rzuciłam się na otwartą przez Davida wcześniej paczkę żelków. Po żelkach przyszła kolej na pianki, które wystarczyły mi na zaledwie kilkadziesiąt sekund, po piankach czipsy, po czipsach czekolada. Dopiero, gdy na tacy nie zostało już prawie nic, zaczęłam zastanawiać się, jakim cudem spalę to wszystko.
Co jakiś czas słyszałam komendy wykrzykiwane przez Davida, a po chwili sam podszedł do mnie z szerokim uśmiechem.
- Już nie mogę - mruknęłam, kładąc dłoń na brzuchu.
Widzisz? Trafiłeś na profesjonalistę, ty nie zjadł byś połowy tego, co ja.
- To dobrze, że czujesz sytość. Już zaczynałem się martwić, że masz jakiegoś tasiemca, czy coś.
- Cicho bądź.
- Zaraz przyjdę.
Z przerażeniem dostrzegłam, że mężczyzna kieruje się w stronę węża ogrodowego, miałam już kilkanaście scenariuszy, jak chciał go wykorzystać. Sprawdził się najczarniejszy, zostałam podle spryskana wodą. Nie zaśmiecając myśli faktem, że ją sama również wepchnęłam Davida pod prysznic, zerwałam się z krzesła i zaczęłam szukać ostrego narzędzia. Właściwie, to czegokolwiek, czym dało się wyrządzić krzywdę.
- Co jest?! To oznacza wojnę! - krzyknęłam.
Niestety, nie znalazłam niczego, co by mnie zadowoliło, a Carter nadal miał wąż w rękach. Sporo ryzykując, podeszłam bliżej do chłopaka i znów zostałam spryskana wodą. Tym razem o wiele mocniej. Odrzuciłam do tyłu mokre włosy i ignorując śmiech Davida, odwróciłam się i odeszłam obrażona. Nie doszłam daleko, ponieważ otwarta paczka karmelków, leżąca na stole, wyglądała smakowicie. Usiadłam na krześle i w spokoju ociekałam wodą, dopóki nie podszedł do mnie Carter. Udawałam obrażoną, jednak nie wychodziło mi to zbyt dobrze.

David?

31 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

David spojrzał w moje, nieskromnie mówiąc, piękne oczka i ku mojemu zdziwieniu, powoli niósł w stronę drzwi wyjściowych. On chyba nie zamierza mnie stąd wynieść?! Jestem w tak opłakanym stanie, że ledwo wyszłam z własnego domu o własnych siłach, niepotrzebne mi wyrzucanie na bruk!
Byłam przerażona, więc kiedy chłopak otworzył drzwi łokciem i wyszliśmy na zewnątrz, kompletnie się załamałam. Około minutę później, gdy byliśmy pod bramką, zaczęłam rozmyślać, co by było, gdybym w tym momencie odepchnęła Cartera i wbiegła do jego domu. Chociaż, w zasadzie była tam Camilla, a spotkanie jej nie należało do moich największych marzeń.
Ku mojemu zadowoleniu, David skręcił na tyły wielkieeego ogrodu. Odetchnęłam z ulgą, nie musiałam ani lądować na bruku, ani spotykać się z siostrą chłopaka, która zapewne będzie się pojawiała w moich najstraszniejszych koszmarach, w roli potwora w ludzkiej skórze, którego widok mrozi krew w żyłach.
Po kilku minutach chłopak doniósł mnie do wyjątkowo ładnej, drewnianej, gęsto porośniętej kwiatami altance. Może nie umiem wielu rzeczy, ale zdecydowanie potrafię docenić piękno.
Pośrodku stały dwa krzesła ogrodowe, jednak nie takie zwykłe, plastikowe. Materiał, z którego były wykonane, nie miał znaczenia, krzesła były śliczne. Pomiędzy nimi stał mały stoliczek do kawy, w stylu francuskich kawiarenek. Ciekawe, nigdy nawet nie byłam w tym kraju.
***
David odłożył mnie na jedno z siedzisk, po czym zabrał kocyk. Nie protestowałam, jednak moja mina wyrażała wielkie rozczarowanie.
No, tylko przez moment.
- Ale tu ładnie - wstałam, oparłam się o poręcz.
Naprawdę, nie spodziewałam się, że widoki będą aż tak ładne. Zresztą, kogo nie zachwyciłoby piękne jezioro, którego nazwy nie znam.
- To prawda - odparł chłopak, gapiąc się przed siebie jak byk na malowane wrota. Tym razem mu się nie dziwię. - Zawsze tu przesiaduję, kiedy mam zły dzień lub wydaje mi się, że wszystko jest przeciwko mnie - podszedł bliżej i oparłe się łokciami o poręcz.
Niespodziewanie wyciągnął papierosa i jak można się było spodziewać, zapalił.
- Rachel?
- Tak?
- Lubisz mnie?
- Głupie pytania zadajesz, David. Oczywiście, nie mam powodów, żeby cię nie lubić - uśmiechnęłam się serdecznie. - Dajesz mi nawet słodycze, nosisz mnie. Kto by cię nie lubił. Powiem więcej, jesteś bardzo miły, zabawny. Nadal pamiętam nasze pierwsze spotkanie, zresztą, jak mam nie pamiętać? To było... Dwa dni temu? Mniej? Ale żartów o Jasiu i babie u lekarza nie da się zapomnieć, nawet, jeżeli minie więcej czasu. Do tego, akceptujesz mnie taką, jaką jestem i nie wyrzucasz za drzwi, a to już sztuka.


David? Przepraszam, że krótkie, a do tego tak późno :/

29 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

- To MOŻE ja nie będę pomagał ci w pisaniu książki? - ha, myślisz, że nie poradzę sobie sama? To ja tutaj jestem tą mądrą i utalentowaną!
Zobaczymy, David, jeszcze zobaczymy. Głębiej "zanurzyłam" się głębiej w moją małą kryjówkę z koca. Muahahaha, Rachel, jaka ty przebiegła! W myślach odtańczyłam taniec zwycięstwa, zapewne zrobiłabym to również poza obszarem moich myśli, jednak widok Cartera dzwoniącego po pogotowie lub co gorsza, policję, po tym, jak odtańczyłam przed nim Makarenę, nie był zbyt kuszący.
Nieznacznie odwróciłam głowę, gdy David ruszył w kierunku, jak się domyślam, kuchni. Po chwili ujrzałam go wchodzącego do pokoju z wielką tacą, a na niej... Przygryzłam dolną wargę. Czekolada, żelki, pianki, chrupki, landrynki, galaretki w czekoladzie... Czego tam nie było? Chłopak usiadł obok mnie z uśmiechem, kładąc tacę na kolanach.
Zaklęłam szpetnie w myślach, gdy otworzył paczkę chipsów. Momentalnie poczułam jej zapach i miałam wrażenie, że od samego patrzenia na te wszystkie pyszności przytyję. Kurna, Rachel, weź się w garść, dasz radę.
Zerknęłam ostrożnie na tacę i przeróżne pyszności na niej położone. Mocniej przygryzłam dolną wargę. Naturalnie, David zaczął jeść czipsy, nie wiem, czy robił to wszystko dla smaku, czy chciał mnie sprowokować. Zaryzykowałam i przysunęłam się bliżej do szatyna.
- Co tam Rachel?
Niczym drapieżne zwierzę, które obserwuje ofiarę, rejestrowałam w głowie każdy jego ruch, szczególnie teraz, gdy otwierał paczkę żelków.
- A nic - rzuciłam pozornie niewinnym tonem.
- Na pewno?
- Tak.
- Mhm.
- Dasz trochę?
Czułam, że dłużej nie wytrzymam, potrzebuję cukru. David doprowadzał mnie do szaleństwa, ciągle rozpoczynając jeść nowe słodycze, tym razem "na warsztat" ruszyły pianki.
- Może dam.
Z błyskiem w oku, chciwie wyciągnęłam rękę w stronę opakowania, jednak została ona natychmiastowo złapana.
- Powiedziałem MOŻE, prawda?
Szybko zaczęłam przeklinać się za swój niewyparzony język, który ma w zwyczaju gadać rzeczy, które potem są wykorzystywane przeciwko mnie. Nie wierzę, jak on mógł?! Możliwe, że David wcale nie jest taki głupi na jakiego wygląda.
Delikatnie uderzyłam go pięścią w ramię i teatralnie odwróciłam się, odsuwając na drugi koniec sofy, byle dalej od tego paskudnego, parszywego kłamcy.
W nosie miałam fakt, że ją sama zachowałam się podobnie jeszcze chwilę temu.
Poczułam, jak ktoś, najprawdopodobniej Carter, poklepuje mnie przyjacielsko po plecach. Teraz co, myślisz, że rzucę ci się w ramiona za paczkę żelków?!
- Hej, Rachuś - usłyszałam i głębiej "zakopałam" się w koc. - Chcesz piankę?
Odsłoniłam nieco twarz, by dostrzec wesoły uśmiech Cartera.
- Cała paczka - odparłam niebezpiecznie niskim głosem. - Albo będziesz mnie musiał siłą stąd wywlec.
Natychmiast pożałowałam swoich słów, gdy tylko poczułam, że David delikatnie mnie podnosi, jednak nie tak, jak wcześniej. Bardziej przypominało to teraz noszenie rozkapryszonego kota, który nie chce ruszyć się z miejsca, ale nie można wziąć go na ręce, bo zacznie drapać.
Jak można łatwo się domyślić, od razu spanikowałam.


David? :')

19 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

Zapewne gdybym nie chowała twarzy w każdy możliwy sposób, dostrzegła bym czerwoną twarz Davida. Chłopak odchylił się i popatrzył w moje oczy, poczułam, że moja twarz jest jeszcze bardziej zarumieniona. niż wcześniej.
- Ależ porażająca niebieskość.
- Masz takie same David - uśmiechnęłam się, może odrobinę zbyt sztucznie.
- Nie powiedziałbym. A wracając, jeżeli chcesz, możesz się tak częściej do mnie przytulać. Mi to zupełnie pasuje.
Carter uśmiechnął się łobuzersko, a ja nieco się zarumieniłam, chociaż nie zrobiło to większej różnicy w moim wyglądzie. Już wcześniej wyglądałam jak pomidor.
- Nie ma problemu - zaśmiałam się i wtuliłam się w jego szyję, by chociaż chwilę móc odpocząć od patrzenia na świat.
Poczułam, jak David oplata ręce wokół mojej talii.
- Tylko rób to w bezpieczniejszych miejscach. Nie musisz zrzucać mnie ze schodów, żebym cię przytulił.
Cicho bądź, Carter.
Zaśmiałam się, po chwili dołączył do mnie David. Śmialiśmy się, jednocześnie próbując powstrzymać rumieńce, których kolor, ku mojemu zadowoleniu, lekko stracił na intensywności.



- Kuźwa, przepraszam - usłyszałam pełen przerażenia krzyk siostry Davida. Tym razem ja też się przestraszyłam. Może nie zabrzmi to zbyt mądrze, ale w końcu ogarnęłam, co robię. Znaleźliśmy się z Davidem w komicznej, z naszej perspektywy, sytuacji, za to jego biedna siostra mogła odebrać to inaczej. Dziewczyna odeszła, byle nie musieć na nas patrzeć.
Nagle chłopak przewrócił nas tak, że tym razem to ja leżałam na podłodze, usiłując nie zacząć wrzeszczeć. David przytulił mnie.
- Ja też nie potrafię - chwilę zajęło mi zrozumienie, co chłopak ma na myśli, lecz ostatecznie zaczęłam się cholernie rumienić.
Szatyn wstał, a ja zasłoniłam twarz dłońmi.
Pewnie gdybym mogła wszystko widzieć, zapobiegłabym sytuacji, która zaraz miała nastąpić. Poczułam, jak David mnie podnosi i odruchowo chwyciłam się jego koszulki, nie zwracając uwagi na to, że odsłaniam właśnie moją buraczano-pomidorową twarz.
Chłopak odłożył mnie na sofę i usiadł obok, uśmiechając się pogodnie. No kurwaaaaaa, jak gdyby nigdy nic.
- To jak, piszemy, czy się przytulamy?
Łaskawie raczyłam popatrzeć na Davida, który właśnie poprawiał rozczochraną grzywkę. Zamyśliłam się.
- Zależy - wymamrotałam. - Jeżeli dasz mi kocyk i poduszkę, może cię przytulę.
Trzeba grać tsundere. Carter zaśmiał się cicho i wstał z sofy. Po chwili podał mi Małą, szarą poduszkę i miękki koc. W bonusie dostarczył jeszcze kartkę z moimi zapiskami i długopis.
- A teraz, gdzie moja "zapłata"? - zapytał.
Teraz się policzymy, pora wprowadzić mój plan w życie.
- Powiedziałam MOŻE, prawda?
Bardzo zadowolona i dumna z samej siebie, usiadłam, zawinęłam się w kocyk i przytuliłam poduszkę.

David? :'D

18 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

Tanecznym krokiem, chamsko, jak na swoje, weszłam do pokoju Davida. W pierwszej chwili nie zauważyłam nawet jego siostry.
- Patrz co znalazłam w umywalce Carter - to mówiąc podniosłam pogryzione kable i wskazałam drugą ręką, tak jakbym przedstawiała dowody zbrodni.
Chłopak zaniósł się chichotem, a ja popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- Szukałaś ich, proszę bardzo. Miłego słuchania - zaczynam być z ciebie dumna, Davidku. Wytarłam oczy z wyimaginowanych łez. - Będziesz musiała je współdzielić razem z Blackie'm. Zrobił sobie z nich gryzak i wątpię, żeby je odstąpił. 
Carter usiadł na łóżku, a ja podałam słuchawki jego siostrze, uśmiechając się przy tym. Nie przewidziałam tego, że dziewczyna może potraktować to jako drwinę.
- Sam sobie je noś idioto - krzyknęła, rzucając kablami w twarz Davida, który złapał je w ostatniej chwili. Miałam ochotę wyjechać z czymś typu "ej, dziewczyno, nie tak ostro", lecz dostrzegłam wzrok Camilli, kiedy ta wychodziła. Od razu z silnej i niezależnej kobiety stoczyłam się do poziomu leniwego ziemniaka bez zainteresowań i wykształcenia. Usunęłam się jej z drogi, byleby mnie nie pobiła!
Twarz Davida wyglądała jak pryma sort burak z Biedronki.
- Ależ miły z ciebie braciszek - rzuciłam zaczepnie i usiadłam obok niego.
- Wiem. - uśmiechnął się łobuzersko, - Ale na poważnie. Jesteśmy dla siebie nawzajem paskudni, ale kiedy trzeba, możemy na sobie polegać. - zgarbił się i oparł łokcie o kolana - Przeszliśmy oboje przez to samo piekło i skrycie, mamy do siebie ogromny szacunek. Ale nieważne, chodź do salonu, tam napiszesz ciąg dalszy swojej książki.
- Nie "napiszę", a "napiszemy" - sprostowałam.
Twarz Davida, która jeszcze przed chwilą wyglądała co najmniej komicznie, teraz z wyglądała całkiem przyzwoicie.
- Kto ostatni na dole ten zgniłe jajo.
No kurna. Rzuciłam się pędem za chłopakiem, nie zwracając uwagi na fakt, że nasz poziom inteligencji od początku naszej znajomości, już i tak niezbyt wysoki, gwałtownie spadł.
Już prawie go doganiałam, od chłopaka dzieliło mnie, co najwyżej, pół metra. Gdy David już miał wygrać nasz wyścig, a ja miałam zacząć przeklinać jego i jego rodzinę parę pokoleń wstecz, nagle zdałam sobie sprawę, że chyba tylko moje szczęście uratowało mnie od upadku. Schody zdecydowanie były polerowane, a nogawki mojego dresu zdecydowanie za długie.
I jak to z moim szczęściem bywa, przestało dopisywać w najgorszym możliwym momencie.
Poczułam, jak upadam, jednak wbrew moim przypuszczeniom, spadłam na coś, w miarę, miękkiego i...
O KURNA.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że leżę rozczochrana na Davidzie, ktory, jak gdyby nigdy nic, położył rękę na moim karku.
- Jeżeli chciałaś mnie przytulić, to mogłaś poprosić.
Zamiast wstać z chłopaka, postanowiłam grać dalej w tę jego pojebane gierki. 
Otoczyłam rękami jego szyję i mocno przytuliłam, ukrywając jednocześnie delikatne rumieńce, które pojawiły się na mojej twarzy.
- Przykro mi, nie potrafię - wymamrotałam.
David zaśmiał się.

David? :')

16 lip 2018

Od Rachel cd. Dante

Leniwie zaczęłam rozglądać się po salonie. Jeżeli Nel zacznie gadać, trochę potrwa zanim stąd wyjdziemy.
- No dobrze, to będzie ten? - moja znajoma skinęła głową. - A gdzie on by miał być?
Westchnęłam przeciągle. Teraz dopiero się zaczęło. Moja kochana Nelly nie potrafi zdecydować się, co zje na śniadanie, a co dopiero gdzie będzie tatuaż na całe jej życie. "Z przodu, albo nie! Z boku! A może... No i po której stronie, ach, nie mogę się zdecydować!" Dzisiaj Nel gada o wiele więcej niż zwykle, zaczynam się bać. Chłopak spojrzał na mnie, a ja posłałam mu współczujący uśmiech.
- Ale ostatecznie chyba tu - wskazała bok lewego uda, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Dobra, to ja wszystko przygotuję. Chcecie może coś do picia?
Pomyślałam chwilę. Czemu nie skorzystać?
- Ja w sumie bym chciała kawę 
Chłopak skinął głową i wstał z sofy, prawdopodobnie zrobić mi kawę. Nel, naturalnie znów zaczęła gadać, więc odeszłam od niej, tłumacząc się... Mlekiem. Brzmi to absurdalnie, ale dała się nabrać. Podeszłam powoli do lady.
- Mogłabym jeszcze prosić o mleko? - rzuciłam niedbale w stronę chłopaka.
- Ależ oczywiście.
Chłopak sięgnął do małej lodówki i podał mi kartonik mleka, uśmiechając się przy tym. Odwzajemniłam uśmiech. To byłaby dobra okazja, by zacząć rozmowę, prawda? Popatrzyłam na ekran, by chociaż trochę zabić czas. Dante nanosił lineart na rysunek, który uprzednio zeskanował. Dolałam mleka do kawy, ktorą podał mi chłopak. Po jakimś czasie odeszłam do Nel, która zdążyła już się, na moje szczęście, uciszyć.


Po parunastu minutach klientka leżała na fotelu, a chłopak przygotowywał maszynkę.
- Bardzo będzie boleć? - nie, kurde, łaskotać. - Rachel, jak ty robiłaś, to bardzo bolało?
Westchnęłam cicho, lecz gdy już otwierałam usta, w odpowiedzi wyprzedził mnie mężczyzna.
- Spokojnie, nie powinno aż tak boleć. Będzie trochę piekło i drapało, ale będzie znośnie.
Zaczęłam gadać o pierdołach po to, by chociaż przez chwilę nie robiła tego Nel. Miałam jej dość. Temat zszedł na mój tatuaż, na którego temat mówiłam dość mało. Chłopak zaczął tatuowanie. Naturalnie, Nelly, którą nic nigdy nie obchodzi, zauważyła to dopiero po chwili. Spanikowała, myślałam, że ucieknie z fotela. No, taką rozrywkę to bym zrozumiała. Niestety nic takiego się nie stało, co prawda z jej ust wydobyło się parę pisków, ale to już nie to samo. Zaśmiałam się sztucznie, po chwili dołączył do mnie tatuażysta.


- Rachel, tak?
Usłyszałam głos tatuażysty, u którego byłam razem z Nel tydzień temu. Jaki ten świat mały, nawet w supermarkecie, w ciuchach zdecydowanie nie nadających się do wyjścia nawet ogród wypielić, bez makijażu można spotkać kogoś znajomego.

Dante? Mało, ale dopiero wróciłam z wyjazdu.

Od Rachel cd. Davida

- No, całkiem dobrze - chłopak podrapał się po karku, a ja z zaciekawieniem słuchałam. - Grunt w tym, żeby ukryć postać grającego na fortepianie i ograniczyć jego opisy do minimum, bo jeżeli będziesz się o nim za bardzo rozwodzić, ludzie się w połowie książki domyślą, jakie będzie zakończenie. To musi być nieprzewidywalne. Nie możesz zdradzić, że charakter B zawsze kochał wokalistkę. Trzeba postawić jego postać w cieniu tak, aby wyłonić ją dopiero pod koniec książki. 
- Dobry plan - odparłam, po czym znów zaczęłam energicznie machać długopisem. 
Gwarantuję, nikt tego nie rozczyta. Z "transu" wyrwał mnie głos Davida.
- Rachel, herbata ci wystygnie.
Cicho, wypiję zimną. Posłusznie odłożyłam kartkę i długopis, jednak to Carter jest tu gospodarzem, trzeba się liczyć z jego zdaniem. Powoli i leniwie ruszyłam w stronę jedzenia, jakby bojąc się, że wszystkie pomysły i schematy budowy zdań wyparują, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 
Chłopak najwyraźniej nie chciał mnie stresować, więc usiadł na podłodze, tuż przy ścianie i zaczął grać powolną melodię. Nie mam pojęcia, co to było, ale wydawało się dziwnie znajome, a słowa same cisnęły się na usta.
Po chwili usłyszeliśmy coś, jakby dusze potępione drapały o bramy piekielne. Tak, ewidentnie wszelkiego rodzaju drapanie i skrobanie o drzwi. Carter wstał i odłożył gitarę na stojak, po czym westchnął cicho, jakby oczyma wyobraźni widział, co zaraz nastąpi. Spojrzał na mnie i położył rękę na klamce.
Nie był to najlepszy moment, by na mnie patrzeć, przyznaję. Może nie mam jakichś uprzedzeń, ale tutaj muszę się zgodzić, z ogromnym kęsem croissanta w ustach, z wypchanymi policzkami nie wyglądałam poważnie. Widok twarzy Davida tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Chłopak otworzył drzwi, powstrzymując śmiech.
Do pokoju wpadło coś, co wielkością przypominało młodego niedźwiedzia i w zasadzie, mało się od niego różniło. Z tym, że owe coś było czarne. Szybko wstałam od biurka i ukryłam się za Davidem, jednocześnie szybko przełykając kęs croissanta.
- Jejku, co to jest?! - krzyknęłam pod wpływem emocji.
- Pies - dałabym głowę, że niedźwiedź, jak wyżej wspomniałam. - Niedawno go przygarnąłem, a raczej znalazłem. Spał pod moimi drzwiami. Spokojnie, wygląda groźnie, ale nie skrzywdzi nawet muchy.
Czworonóg truchtał wesoło wokół mnie i Davida. Gdy chłopak się odsunął, czarna kula dokładnie mi się przyglądała. Nie ukrywam, odczuwałam delikatny niepokój, a gdy położył swoje łapy na moich ramionach, myślałam, że zaraz zemdleję. Jego pysk był kilka, kilkanaście centymetrów od mojej twarzy. Zachwiałam się niebezpiecznie, a gdy odzyskałam równowagę, ten potwór przejechał mi po twarzy swoim wielkim, różowym językiem.
David, jak gdyby nigdy nic, siedział na łóżku, ale gdy pies odsunął się ode mnie, ryknął śmiechem. Łzy płynęły z jego oczu strumieniami, przyznaję, musiałam wyglądać ciekawie. Owczarek patrzył na mnie, swoimi bystrymi oczami. Też pewnie bym się roześmiała, ale trzeba grać upartą sukę, czyż nie?
- Co cię tak bawi? - odparłam że skrzyżowanymi na piersi rękami.
- Ależ nic. Polubił cię.
-Cieszę się - sarknełam.
Ruszyłam do łazienki zmyć z siebie ślinę psa, ale gdy wyszłam z pokoju chłopaka, przypomniałam sobie, że nie wiem nawet gdzie owa łazienka się znajduje. Wróciłam na chwilę do Davida, dopiero teraz zauważyłam, że wszędzie chodzi za mną czarny potwór. Westchnęłam cicho.
- David, gdzie masz łazienkę? I przy okazji, jak się wabi to cudo?
Szatyn wskazał mi właściwe drzwi.
- Blackie.
Kiwnęłam głową i wyszłam, tym razem wiedziałam gdzie iść. Po drodze pogłaskałam psa.


David?

10 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

- Zaraz Rachel. Zatrzymaj się - chłopak przyłożył mi palec do ust, co trochę mnie zdziwiło, ale i rozbawiło.
- Co tam Carter?
- Popatrzmy na to logicznie. Ludzie lubią łatwe, ogłupiające książki, które nie wnoszą nic do ich życia. Powodzeniem cieszą się lekkie lektury, które skutecznie zabijają czas i są w stanie rozbawić, odprężyć.
- A tam, gadanie.
- Ktoś, kto jest zmęczony życiem i relaksuje się czytając książki, nie dość, że ma dość monotonii dnia codziennego i zmartwień, dodatkowo czyta książkę, która jest smutna. Poza tym, friendzone? Ach, najgorsze, co może spotkać człowieka.
David usiadł w fotelu, a ja zamyśliłam się, może rzeczywiście, coś w tym jest. No cóż, trzeba wytrwale stać przy swoim, co z tego, że jestem w błędzie.
- Potrafisz tylko krytykować, a sam nie napisałbyś nic lepszego - odparłam.
- Nie krytykuję, tylko stwierdzam fakty. Temat jest trudny, ale myślę, że dasz sobie radę i napiszesz to w chwytliwy sposób.
Chłopak puścił do mnie oczko i wyszedł na papierosa. Kurczę, jednak coś naprawdę w tym jest. Położyłam się na łóżku Davida i pogrążyłam się w myślach. Kurna, Carter ma rację, nikt już nie czyta depresyjnych książek o miłości. Wszyscy kochają szczęśliwe zakończenia, zero wyrazu. Jak to ujął David, książki łatwe, ogłupiające. No bo jak piszesz coś świeżego, ciekawego, nowego, nic nie zarobisz. A może pójść w romans... Zaczęłam śmigać długopisem po papierze. Po chwili zauważyłam Davida wchodzącego do pokoju z Croissantem i herbatą. Ucieszyłam się, ale trzeba grać bad girl. Westchnęłam i odłożyłam kartkę.
- Mam jeszcze lepszy pomysł i właśnie go utrwaliłam - napotkałam wzrok chłopaka, który wyraźnie mówił "znowu?" więc wzięłam się za wyjaśnienia. - Miałeś rację, poważna książka byłaby nieopłacalna.
- W takim razie - Carter uśmiechnął się. - Zamieniam się w słuch.
- Anglia, XX wiek, już po wojnie. Poszłam w romans, będzie taniej i łatwiej. Główna bohaterka jest śpiewaczką, a, że tak to ujmę, jej druga połówka gra na fortepianie do jej występów. Naturalnie, muzyk nigdy nie powiedział przyjaciółce, że ją kocha. I tu, nagle BUM, wchodzi jakiś bad boy francuz, który czułymi słówkami i małymi, romantycznymi gestami wabi ją do łóżka, relacja, tak zwane, "być może", niczym w piosence Doris Day. Kochasz mnie? Być może, chodźmy się pieprzyć. W końcu charakter A ma już dość, zrywa kontakt z charakterem C i odkrywa, że charakter B zawsze ją kochał. Szkoda, że dopiero gdy charakter B jest już w drodze do innego miasta, podąża za karierą. Charakter A odnajduje go, czułe słówka, ogólna cukrzyca i happy end. Łatwa, szybka książka ze zwartą akcją.

Spojrzałam na Davida. Chwilę zastanawiał się co powiedzieć.
- No, całkiem dobrze.


<David?>

9 lip 2018

Od Rachel cd. Davida


- Jasne, w czym problem?
Odetchnęłam z ulgą i powoli zaczęłam pić kawę. Spokojnie, on na pewno mi pomoże. Kurde, Rachel, uspokój się, masz jeszcze jakieś oszczędności.
- Nie wiem, czy wiesz, ale jestem pisarką.
Brawo ty, dopiero się poznaliście, idiotko. W głowie przeklęłam się za to, co powiedziałam.
- Mów dalej...
- Muszę napisać chociaż kilka stron książki, bo inaczej będę musiała żyć jak student.
Na twarzy Davida zakwitł dość ciekawy uśmiech, a on sam wyglądał, jakby intensywnie nad czymś myślał. Mam tylko nadzieję, że nie pomyśli o pożyczaniu mi pieniędzy.
- I? Znaczy, oczywiście. Mogę pożyczyć ci pieniądze, jeżeli ci krucho.
No i masz babo placek. Na co ja w ogóle liczyłam? Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie! Nie o to mi chodzi. Pomożesz mi w stworzeniu tych kilku stron.
Pewnie nie brzmiało to przyjemnie, lecz co mam poradzić? Nauczycielki w gimnazjum uważały, że mam chamski wyraz twarzy, a co dopiero gadane.
- Ja? Moje nikłe umiejętności spowodują, że tym bardziej nie zarobisz na tej książce. Jestem naprawdę słaby w pisaniu, no ale skoro tak bardzo prosisz, to spróbujmy.
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wstaliśmy od stolika i udaliśmy się do jednego z pokoi, zapewne należącego do Davida. Chłopak usiadł na podłodze, a ja, chamsko jak na swoim, położyłam się na łóżku z kartką i długopisem danym mi przez szatyna.
- Odłóż gitarę, skup się Carter - krzyknęłam, może niepotrzebnie.
- Ona pomaga mi się skoncentrować Cox - czyli zaczynamy po nazwisku, tak?
Carter uśmiechnął się, lecz, ku mojemu zdziwieniu, odłożył gitarę i położył się obok mnie. Niespodziewanie naszą rozmowę przerwał wysoki, kobiecy głos, zapewne należący do siostry Davida, którą kiedyś już miałam okazję zobaczyć. Weszła do pokoju bez jakiegokolwiek pukania, czy innego ostrzeżenia, ale nie dziwię jej się. Przecież to też jej dom.
- Gdzie dałeś moje słuchawki, ostatnio je pożyczałeś David! - krzyknęła, po czym stanęła na środku pokoju, spoglądając to na mnie, to na chłopaka. Na jej twarzy momentalnie ukazał się rumieniec. No, kurde. - Już wychodzę - wymamrotała, po czym wyszła.
David zaśmiał się tak głośno i niespodziewanie, że już chciałam walnąć go długopisem, co nie zrobiłoby na nim wrażenia. Ale jaka satysfakcja dla mnie!


- Dobra Carter. Pora się wziąć do roboty. Horror, fantasy?
- Postaw na klasykę - no jakbym wcześniej nie pomyślała.- Na coś z humorem, zwyczajną powieść. Możesz wpleść też jakieś wątki miłosne. Albo jakąś powieść pełną akcji? Niezależna SuperWoman, która przekonuje się, że do życia potrzebny jest jej SuperMan?
Tym razem to ja się zamyśliłam. To nawet miało sens, ale nadal pozostawały pewne kwestie, które trzeba omówić.
- Ty wiesz Carter? To, co mówisz, nawet ma sens, chyba po raz pierwszy - zaśmiałam się. - Tylko może trochę inaczej?
W głowie, jak na zawołanie, ułożył mi się "szkielet" historii, którą chętnie napiszę. David popatrzył na mnie z zainteresowaniem i skinął głową, dając mi przestrzeń, do wyrażenia swojej opinii.
- Można pisać to w formie, bo ja wiem, pamiętnika? Czytałeś kiedyś coś tego rodzaju? - chłopak milczał, więc postanowiłam kontynuować. - Napiszemy coś smutnego, depresyjnego! Do tego stopnia, że aż chciałoby się pociąć po przeczytaniu jednego rozdziału, a jednak będzie tam sporo ciekawych sytuacji, może nawet śmiesznych, by trochę rozładować atmosferę. Będzie się to czytać ciężko, ale dla wyprawionych moli książkowych to będzie bułka z masłem. Kurde, właśnie tak! - zaśmiałam się, a w moich oczach pojawiły się wesołe iskierki. - Teraz trochę o samej akcji i bohaterach. Wcześniejsi byli wyjątkowo płytcy, ale jeśli wymyślić całkiem nowych? Młoda dziewczyna, która została ofiarą, tak zwanego, "zostańmy przyjaciółmi". Albo odwrotnie! W każdym razie musi mieć strasznie słabą psychikę, kurczę, to jest to! Ten chłopak, dziewczyna, cokolwiek, będzie miewać dziwne sny, w których, na początku, druga postać, czyli ta, która będzie, że tak to ujmę, powodem, będzie mówić do niej, że ją kocha i inne brednie, a potem odchodzić z uśmiechem na ustach, nic nie mówiąc. Charakter A, tak ich od teraz będę nazywać, nie będzie dał radę już tego znieść, ani patrzeć w oczy charakteru B, ciągle się z nim kłócić i tak dalej, więc wyjedzie z miasta, a gdy nawet po odizolowaniu się od społeczeństwa, sny nie zniknął, a charakter B nadal będzie szczęśliwy w swoim związku, charakter A popełni samobójstwo!
Usiadłam na łóżku Davida.

David?


7 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

Gdy David wyszedł, poczułam coś na kształt... Nie mam pojęcia, co to było. Szybko zrobiłam kawę i wypiłam, siadając na kanapie nakryta dużą ilością wszelkiego rodzaju kołder i kocy. To jednak nie był dobry pomysł, by zarwać nockę. Znaczy się, przekonam się o tym dopiero koło trzynastej, jednak kawa powoli mi brzydnie. Wyszłam przed dom w samej piżamie i niczym Juliusz Cezar, veni, vidi, vici. Tylko trochę inaczej, bo przybyłem, zapaliłem, spierdoliłem.
Już w domu przebrałam się w dresy i usiadłam przy biurku, na którym stała stara maszyna do pisania i kilka pustych kubków. Chciałam napisać, chociażby kilka stron, bo inaczej będę zmuszona jeść jak student, to jest, jedzenie z mikrofali stanie się codziennością. Obok maszyny leżało kilka kartek ze szkicami głównych bohaterów, które miałam w zwyczaju robić przed rozpoczęciem pisania. Wszystkie były narysowane w stylu anime, jednym dobry Bóg daje talent, na innych może nie starczyć. Pierwszy szkic, jeszcze nie dokończony, przedstawiał młodą, uśmiechniętą dziewczynę o różowych włosach i czerwonych oczach. Obok nabazgrane były podstawowe informacje o postaci, coś na kształt formularza. Kurde, moja wena leży i kwiczy. Włączyłam Kodaline i cierpliwie przeglądałam rysunki, zastanawiając się, jaką książkę chcę napisać. Już wcześniej próbowałam z horrorem, ale uznałam, że to zbyt oklepane. Może fantasy? Nie mam aż takiej wybujałej wyobraźni. Przeklęłam szkaradnie pod nosem. Akurat dzisiaj? Pomyślałam o Davidzie, on od razu podsunąłby mi pomysł. Dlaczego do niego nie przyjdę?
Spojrzałam na zegar, była jedenasta. Kurna, zmarnować tyle czasu? Wybiegłam z domu, nie przebierając się i ruszyłam w stronę domu Davida, który na całe szczęście, był dość blisko. Gdy byłam już pod bramką, widziałam, jak chłopak kosi trawnik, więc postanowiłam poczekać chwilę, aż sam mnie dostrzeże. Stało się to niewiele później, a szatyn ruszył w moją stronę.
- David! - wrzasnęłam. - Wpuść mnie i daj kartkę, chusteczkę, serwetkę, cokolwiek i coś do pisania! Pomożesz mi!
Przez chwilę Carter przypatrywał mi się ze zdziwieniem, ale otworzył furtkę i zaprosił do domu. Tam otrzymałam to, o co prosiłam i wiele pytań w bonusie.
- Rachel, co ty tu robisz?
- Potrzebuję twojej pomocy, błagam, zgódź się!

<David? Przepraszam za długość, ale piszę na komórce i nie mam jak odzyskać laptopa :/>

4 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

Skoro David się obudził, musiaa noł być tego jakiś powód. Z zamyślenia wyrwaal mnie jego błagalny ton.
- Rachel?
- Tak, Carter?
- Mi też zrobisz kawę?
Przez chwilę chciałam ochrzanić chłopaka i kazać mu iść spać, bo ja przecież mogę nie spać kilka dni, on nie. Szatyn uśmiechnął się ciepło i poprawił grzywkę. Westchnęłam cicho i skierowałam się do kuchni. Kurna, jaką kawę może chcieć David? Nie znając odpowiedzi na to pytanie, zrobiłam mu taką samą, jak i sobie. Przecież nie będę się kłopotać przejściem kilku metrów, dopiero gdy kawa była gotowa, ruszyłam dupę i poszłam do pokoju gościnnego.
Chłopak przebierał się i zauważył mnie dopiero, gdy podnosił głowę. Szybko nałożył koszulkę i podrapał się po karku.
- Kurna. Dziękuję, Rachuś, moja ty słodzino.
Mężczyzna wziął w rękę mój policzek i potrząsnął delikatnie. To było dziwne.
- Kiedy się wreszcie ogarniesz, Carter?
Wręczyłam Davidowi kawę i usiadłam na łóżku, zaczynając długą rozmowę.
- Co cię, tak właściwie, obudziło?
- Krótko mówiąc, miewam koszmary.
- Ponoć koszmary ukazują to, czego się boimy.
Teraz tylko zostało mi cieszyć się z tego, że zwykle nie pamiętam snów, a ostatni jaki zapadł mi w pamięci... To było bardzo dawno temu. No proszę, czyli nawet ktoś taki jak David ma swoje problemy.
- Prawda. - Popatrzyłem dziewczynie w oczy. - Ciągle mam jeden, ten sam koszmar.
- Jaki?
Na moment nastała między nami cisza.
- Że zostałem pobity.
- Boisz się pobicia? Przecież jesteś dobrze zbudowany, poradziłbyś sobie.
- Opowiem ci wszystko od początku. Nie boję się pobicia, tylko osoby, która zadaje mi ból. W dzieciństwie miałem szczęśliwą rodzinę. Gdy byłem nastolatkiem, zmarła moja matka. Od tamtego momentu ojciec zaczął pić. Raz przyłapali go nietrzeźwego w pracy i bez zastanowienia wyrzucili. Musiałem pracować, żeby jakoś wyżywić naszą rodzinę. Sprzedawałem cenne rzeczy, dorabiałem w sklepach, na magazynach... Życie biegło dalej. Miałem ciągle iskierkę nadziei, że mój ojciec odstawi alkohol, znajdzie sensowną pracę i znów będziemy szczęśliwą rodziną. Pomyliłem się. Moja nadzieja całkowicie zgasła w momencie, w którym ojciec został wsadzony do ciupy za morderstwo. Zabił kasjerkę, bo nie chciała mu sprzedać alkoholu, widząc, że jest tak upity, że ledwo trzymał się na nogach. Razem z Camillą trafiliśmy pod opiekę ciotki, która nas szczerze nienawidziła i uważała za ciężar. Ale skąd moje koszmary? Codziennie dostawałem solidne lanie. Za to, że poprosiłem ojca o odrobinę pieniędzy, za to, że motywowałem go do rzucenia alkoholu. Za istnienie. Raz pobił mnie tak, że straciłem przytomność. Zawsze musiałem ukrywać siniaki przed kolegami, czy udawać, że wszystko jest dobrze.
David podwinął delikatnie swoją koszulkę i ukazał coś, w czego istnienie nie uwierzyłabym. Blizny na brzuchu i plecach. Chwyciłam dłoń chłopaka i mocno ścisnęłam.
- Naprawdę?
- Nie okłamałbym cię, Rachel.
Mężczyzna popatrzył mi w oczy. Nie powiedziałam nic, tylko przytuliłam go, tak po prostu.


<David? Jakoś nijaki ten mój odpis, ale mam dziś lekkiego doła, przepraszam :/>

3 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

Niespodziewanie David przytulił mnie. Muszę przyznać, było to całkiem miłe, nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś mnie przytulał. Chłopak Delikatnie gładził moje włosy, przeszedł mnie dreszcz.
- Nie płacz kruszyno. No już... Bo będę cię musiał rozweselić żartami o babie u lekarza, a wiem, że tego nie chcesz.
Wyrwałam się z objęć Cartera i zaczęłam chichotać, niczym rozemocjonowane "emo-dziecko", któremu ktoś pokazał jak lepiej zaczesać grzywkę.
- Wszystko, byle nie te suchary, Carter. Nie dobijaj leżącego.
Chłopak uśmiechnął się.
- Spokojnie, żarty zostawię na kiedy indziej. Chyba najwyższa pora spać, co? Już trzecia trzydzieści.
- Masz rację. Dziękuję za pomoc w sprzątaniu, dobranoc.
Wstałam i wyłączyłam światło, wychodząc z pokoju.
Zamiast iść prosto na górę, do pokoju, skierowałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam mleczną czekoladę i bitą śmietanę. Uśmiechnęłam się. Pochłonięcie takiej ilości cukru będzie bardzo przyjemne. Po chwili namysłu wyjęłam jeszcze mleko. Postawiłam to wszystko na blacie, na którym wcześniej Carter postawił zakupy i zaczęłam grzebanie po szafkach, szukając małego garnuszka, który jak na złość ukrył się na samym końcu szafki. Wlałam do niego mleko i wrzuciłam połamaną czekoladę, po czym postawiłam na gazie. Mieszałam, czekając, aż czekolada stopnieje i połączy się z mlekiem. Po kilku minutach wlałam zawartość garnka do jakiegoś przeźroczystego kubka i przyozdobiłam bitą śmietaną. Oh tak. Czegoś takiego trzeba mi po całym, ciężkim dniu. Wzięłam łyżeczkę i usiadłam na mojej trzeszczącej, marudnej sofie. Zaczęłam zbierać łyżką bitą śmietanę. Gdy rozprawiłam się z gorącą czekoladą, odniosłam naczynie do zlewu i popatrzyłam na całkiem pokaźny stos brudnych talerzy i kubków. Westchnęłam cicho. Zabrałam się za zmywanie, które poszło mi nadzwyczaj szybko. Po skończonej pracy, w końcu udałam się do pokoju, jednak, zamiast iść spać otworzyłam okno i podpaliłam papierosa. Niestety, niedane mi było w spokoju dostarczyć dawki nikotyny do mózgu. Usłyszałam hałas, dochodzący z dołu. Mógł to być jedynie David, no, chyba że znowu mnie coś nawiedziło. Zbiegłam po schodach i niewiele myśląc, ruszyłam do pokoju gościnnego.
Zgodnie z moimi przypuszczeniami, chłopak gadał przez sen. Nic nowego, mnie też się to zdarza. Bredził o jakichś... Blondynkach? Tak, na pewno. Po chwili jednak krzyknął i podniósł się do siadu.
- Kurna, ile razy jeszcze będzie mnie to prześladować?
Poczekałam chwilę, nie wiedziałam, czy dawać znać o tym, że tu jestem.
- Przychodzi baba do lekarza, a lekarza nie ma - chłopak wybuchnął śmiechem, a ja usiadłam na jego łóżku. - Słyszałam, jak gadałeś przez sen.
Zachichotałam.
- Prawie krzyczałeś o jakichś blondynkach na plaży. Nie dało się tego nie usłyszeć. Nie wstyd ci tak fantazjować?
Delikatnie trąciłam chłopaka w ramię, a ten podrapał się po głowie.
- To nie tak jak myślisz...
- Mhm, jasne.
- Nieważne, zmieńmy temat. Coś się stało, że tu przyszłaś?
Uśmiechnęłam się bardzo szeroko.
- Chciałam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Raczej nie będę już spać, trochę kawy załatwi sprawę.

<David?>

2 lip 2018

Od Rachel cd. Davida

Przeszczęśliwa zbiegłam po schodach, prawie się przewróciłam i wpadłam do pokoju gościnnego, w którym, zgodnie z moimi przypuszczeniami, przebywał David. Zdjęcia były równiutko związane i poukładane, a chłopak leżał z rękami pod głową. Moja mina musiała być wyjątkowo zabawna, bo uśmiechnął się delikatnie. Oparłam ręce na biodrach i odruchowo zacisnęłam ręce na koszulce, które służyła mi za piżamę. Uśmiechnęłam się, patrząc na zdjęcia. Po chwili przeniosłam wzrok na Cartera.
- No, jest z ciebie pożytek. Schludny jesteś.
Zaczęłam poważnie myśleć nad zamknięciem Davida w szopie na narzędzia i konsekwencjami tegoż przedsięwzięcia. Kurde, nie musieć gotować, sprzątać za cenę paru lat pozbawienia wolności, podczas których też nie musisz tego robić? Zdecydowanie warto, Carter jutro nie wróci do domu. Z rozważań wyrwał mnie głos chłopaka i jego machanie mi jednym ze zdjęć przed nosem.
- W nagrodę wytłumacz mi, co to za zdjęcie i dlaczego...
Poczułam, jak w moich oczach zaczęły zbierać się łzy, ale nie te smutku. Raczej wzruszenia. Uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak zamilkł, zdziwiony widząc moją reakcję. Zdjęcie przedstawiało dziecięcy rysunek kolorowego domku otoczonego wysokimi kwiatami o żółtych płatkach i ciemnych "środkach", prawdopodobnie były to słoneczniki, chociaż nie wiadomo co miałam w głowie, kiedy w wieku 6 lat to rysowałam. Obok domku stali, dziecięcą kreską narysowani, uśmiechnięci od ucha do ucha, dziewczynka w trójkątnej "sukience" i wyższy mężczyzna z zielonego prostokąta. Oboje mieli brązowe włosy i trzymali się za ręce. Obok rysunku leżało jeszcze kilka rzeczy, w tym zabawki z wczesnego dzieciństwa, wyżej wymieniony zajmował miejsce na pierwszym planie. Głos Davida przywołał mnie do porządku.
Zorientowałam się, że po policzkach ciekną mi łzy.
- Czy... Wszystko w porządku?
- Najlepszym - uśmiechnęłam się do chłopaka, otarłam łzy i usiadłam obok, biorąc do ręki zdjęcie. - Kilka miesięcy temu robiłam porządki w piwnicy. Ojciec zawsze się tym zajmował, wiec po jego odejściu mogło się tam co nieco zakurzyć. To, co znalazłam, widzisz na zdjęciu, nie mogłam się powstrzymać i wniosłam część do pokoju. Przy okazji zrobiłam zdjęcie.
Miałam ochotę przytulić się do Davida, lecz zamiast tego uśmiechnęłam się i wzięłam chusteczkę.

<David?>

29 cze 2018

Od Rachel cd. Dantego

Przeciągnęłam się leniwie i odebrałam telefon. W słuchawce dało się słyszeć podekscytowany głos jednej z moich starych koleżanek. Do połowy przytomna wysłuchałam strasznie nużącego wywodu, którego tematu mój mózg nie ogarnął. Co chwila potakiwałam, nie słuchając nawet, co mówi do mnie Nelly. W końcu dziewczyna zaproponowała spotkanie, a ja wspaniałomyślnie, lecz z chęcią zaproponowałam własny dom. Gdy w końcu udało mi się rozłączyć, do przyjścia Nel miałam jeszcze godzinę. Szybko ogarnęłam się i ubrałam w "wyjściowe" ubrania, to jest, dżinsy i czarny podkoszulek z nadrukiem. Usiadłam na sofie, która zaprotestowała głośnym skrzypnięciem i włączyłam telewizję. Oglądałam niskobudżetowe seriale paradokumentalne, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam bez wahaniaz nie przewidując, że dziewczyna jeszcze przed chwilą stojąca na zewnątrz, rzuci się na mnie, przytulając. Uśmiechnęłam się kwaśno i już próbowałam zaprosić do środka, lecz Nel wyciągnęła mnie z domu w samych skarpetkach.
- Zwolnij, gdzie mnie ciągniesz?
- Zrobię sobie tatuaż, a ty mi pomożesz!
Że co, przepraszam?! Popatrzyłam na znajomą zrezygnowana i weszłam do domu nałożyć buty. Gdy tylko zamknęłam drzwi, Nel pociągnęła mnie w stronę jej samochodu. Był to czerwony kabriolet kupiony, naturalnie, przez rodziców w ramach prezentu urodzinowego. Wsiadłyśmy, zapięłyśmy pasy i ruszyłyśmy. Droga, choć krótka, dłużyła mi się niemiłosiernie. Powodem mogło być gadanie mojej znajomej lub muzyka disco polo, którą puszczała. W końcu dotarłyśmy na miejsce. Nelly wyszła i pociągnęła mnie za sobą. Przez chwilę czekałyśmy w czymś na kształt poczekalni, jednak po krótkim czasie młody mężczyzna pomachał do nas zza lady. Podeszłam do niego niemrawo, cały czas chowając się za dziewczyną.
- W czym mógłbym pomóc?
Stara, wyuczona formułka, wszędzie taka sama. Nel potraktowała to jako zielone światło i zaczęła opowiadać. Pomimo że nie minęło nawet pięć minut, odczułam to, jak całą wieczność. W końcu mężczyzna wpadł na świetny pomysł, a mianowicie klapnięcia na sofę. Ma u mnie spory plus. Dante, jak odczytałam z plakietki na koszuli, naszkicował trzy rysunki i pokazał dziewczynie siedzącej obok mnie.
- Ten mi się podoba. A ty co myślisz?
Wszyscy spojrzeli na mnie. Udałam, że przyglądam się intensywnie rysunkom, w duchu jednak wymyślałam wymówki.
- To twój tatuaż, ty zdecyduj.
Oh tak. Jak zwykle zwalam wszystko na innych. Najwygodniejsza opcja zawsze kusi najbardziej. Nel wyglądała jakby ktoś, komu ufała, wbił jej nóż w plecy.

<Dante? Przepraszam, że opowiadanie nie grzeszy długością.>

23 cze 2018

Od Rachel cd. Davida

David wybuchł gromkim śmiechem. Zatkałam uszy, byleby trochę mniej słyszeć.
- Cox? Na koksa nie wyglądasz.
Czekaj, stop... Zmrużyłam oczy. Dobra! Już rozumiem! Może i jestem głupia, ale nie tępa! Zaśmiałam się.
- Ja pierniczę, David.
Złapałam się za czoło. Kurde, kompletne dno. Z resztą, jak zwykle. Od kiedy poznałam Cartera, jakość żartów, które opowiadam zdecydowanie spadła.
- Dobra, już koniec. To co, wznawiamy naszą buteleczkę bez butelki?
Chłopak nie mógł opanować śmiechu, ja również się do niego dołączyłam.
- Może lepiej sobie odpuśćmy, co? Nie chcemy się tu udusić... Chyba.
Opanowałam śmiech i uśmiechnęłam się szeroko do Davida.
- Może wejdziesz na górę? Zaraz przyjdę.
Zostawiłam chłopaka, a sama poszłam do kuchni. Wzięłam miskę i paczkę czipsów. Co mi będzie folią szeleścić?! Przesypałam ziemniaki do miski i ruszyłam na wyższe piętro. Tak, jak myślałam, David stał w korytarzu.
- Co tak stoisz? Drugie drzwi na lewo.
Sama weszłam do pokoju, a chłopak za mną. Było to małe pomieszczenie z materacem po lewej stronie i szafką naprzeciwko.
- To... Twój pokój?
Wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. David, ty idioto.
- Tak, mieszkam tu i pracuję od... Chyba, dwóch lat? Oto jedyne na co mnie stać!
Carter wyglądał jakby nagle go oświeciło. Po chwili również zachichotał. Usiedliśmy na materacu.
- Dobra, David. Jest późno, nie dam ci wracać samemu o tej porze, na dzisiejszą noc przejmujesz ten pokój!
- Ale przecież masz też drugi pokój gościnny!
- Tak, ale tamten jest zawalony zdjęciami. Wątpię, byś całą noc chciał się gapić na moją mordę. Z resztą, wybieraj.
Uśmiechnęłam się, David także. Przeszłam do swojego pokoju zostawiając chłopaka. Wzięłam piżamę i ruszyłam do łazienki. Po wziętym prysznicu przebrałam się i zajrzałam do pokoiku z materacem. Chłopaka tam nie było. Uśmiechnęłam się na myśl, że nie będę musiała sama sprzątać całej masy papieru.

<David? Moja wena umiera, wybacz mi>

21 cze 2018

Od Rachel cd. Davida

- Moja droga kruszynko, od teraz pogramy naprzemiennie, więc twoja kolej.
Na naszych twarzach zakwitły głupkowate uśmiechy, nic z resztą dziwnego.
- Jaasne.
- Pytanie czy wyzwanie?
Zamyśliłam się. Było parę kwestii, które nawet mój niezbyt szybko pracujący mózg dał radę ogarnąć. Gdybym wybrała wyzwanie, David pewnie wymyśliłby coś dorównującego mojemu pomysłowi, z pytaniem nie byłoby tyle problemów. Z drugiej strony śmiesznie byłoby coś odwalić, kurde, mam dylemat.
- Dobra, bawić się nie będę. Pytanie!
Miałam wrażenie, że chłopakowi zrzedła mina, może umysł płatał mi figle.
- Hm. Co bym ci mógł zadać?
David podrapał się po karku, a ja zaczynałam być dumna z podjętej decyzji. Może to źle, ale uwielbiam to uczucie. Mam bardzo ładnie urządzone wnętrza, a kolory ścian mogą przyciągać wzrok, lecz bez przesady.
- Pytaj, a nie gapisz się w moją ścianę.
Zachichotałam, a chłopak chyba nie miał pomysłu na pytanie, więc próbował rzucić pierwszym, jakie wpadło mu do głowy. Tak przynajmniej mi się wydawało.
- Czy...
- Stop. Nie wiem co zaczniesz gadać, ale wiem, że raczej nie odpowiem.
Złapałam Davida za nadgarstek i pociągnęłam do łazienki. Wiem, jak mogło to wyglądać, lecz nie miało to nic wspólnego z owym skojarzeniem.
- Ej, co ty robisz?
- Ratuję nam życie.
Chłopak chyba nie wiedział o co chodzi. Z rozpędu wepchnęłam go pod prysznic z szerokim uśmiechem i odkręciłam lodowatą wodę. David wydał z siebie dziwny dźwięk, gdy woda wpłynęła mu za koszulkę. Miałam świadomość, że dostanę spory ochrzan, jednak delektowanie się tą chwilą było tego warte. Chłopak, jak oparzony, wyleciał z kabiny prysznicowej i wepchnął tam mnie. No proszę, karma wraca. Wrzasnęłam, jednak po chwili zaczęłam się histerycznie śmiać. Uciekłam z pod prysznica jeszcze szybciej, niż pod niego wpadłam. Chwyciłam ręcznik, a drugi podałam Davidowi.
- Pożyczyć ci szlafrok?
Śmiałam się ciągle, chłopak też zachichotał.
- Tiaa, lepiej nic nie mów.
Po dłuższej chwili poświęconej ogarnięciu się, usiedliśmy na kanapie, tym razem z herbatą. Nagle przypomniałam sobie o czymś, o co już jakiś czas temu chciałam zapytać szatyna.
- David, jak ty w ogóle masz na nazwisko?
- Dopiero teraz? Carter, a twoje?
- Cox. Miło, że w końcu poznałam twoje dane osobowe.

<David? Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać :'D>

20 cze 2018

Od Rachel cd. Davida

Kiedy David podszedł do mnie ze specyficznym uśmiechem, przestraszyłam się nie na żarty. W sprawach dotyczących dziwnych, zakraplanych imprez mam doświadczenie, co chłopak mógł zobaczyć na zdjęciu, które jakiś czas temu znalazł. Po chwili jednak, gdy pomachał mi przed oczami plastikową butelką, pojęłam wszystko w lot.
- Rachuś?
Miałam wrażenie, że David zaraz upadnie na podłogę i zacznie czołgać się do wyjścia, jednak nic takiego się nie wydarzyło.
- Taak?
- Zagramy sobie w buteleczkę?
OjapierdoleDavid. Cofasz się w rozwoju, czy co? Zachichotałam jak nastolatka, obok której przeszedł crush.
- Cofnąłeś się do wieku 13 lat?
David zrobił maślane oczy. W zasadzie to dawno nie grałam w tą dziwną grę.
- No dobra, niech będzie.
- Kręć.
Krótko, zwięźle, na temat. Tylko że było nas dwoje i kręcenie nie było potrzebne, zakładając, że osoba kręcąca nie może wykonywać zadania, czy odpowiadać na pytanie w swojej turze. Ale walić to.
- Pytanie, czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
Uśmiechnęłam się złośliwie. Już kilka lat temu nie odpuszczałam z wyzwaniami, a teraz alkohol dodatkowo rozluźniał. Pomyślałam chwilę.
- No dobra, więc... Może... Bierz telefon i rób zdjęcie! Nie, nie takie - krzyknęłam, kiedy David już zdejmował spodnie.
Kazałam chłopakowi wziąć z lodówki ananasa i poczekać chwilę na kanapie. Przyniosłam papier toaletowy i zielony cylinder z miękkiego materiału, pamiątkę z wakacji. Starannie obwiązaliśmy jego głowę, zostawiając tylko miejsce na oczy i usta, po czym nałożyłam kapelusz na czubku głowy szefa kuchni. Odeszłam parę kroków i dumna popatrzyłam na swoje dzieło. Niby David mógł czuć się źle i niekomfortowo, ale sam prosił o wyzwanie, więc niech teraz cierpi. Chodzący papier toaletowy z ananasem w ręku.
- To teraz rób zdjęcia i wysyłaj do połowy kontaktów!
Chłopakowi mina pewnie zrzedła, nie widziałam jej przez otaczający ją papier, jednak posłusznie wykonał zadanie. Zdziwiło mnie to, nagle poczułam wielki respekt przed Davidem. Gdy odłożył telefon z westchnieniem, podałam mu butelkę.
- Zaliczone, jesteś pierwszą osobą, która odważyła się to zrobić! Teraz ty kręcisz!

<David?>

18 cze 2018

Od Rachel cd. Whites

Leniwie ruszyłam się z łóżka i podeszłam do szafki, na której stało pełno zdjęć w ramkach. Wzięłam jedno i nawet bez powodu, zaczęłam się mu przyglądać. Przedstawiało mnie i moich znajomych, leżących na trawie. Fajnie byłoby znowu mieć z kim porozmawiać. Dobra, nie mogę tak zakończyć przyjaźni z Whites! Jeszcze dziś pójdę do niej i przeproszę! Mój brzuch zaczynał dawać mi się we znaki, więc postanowiłam wyjść na obiad. Sprawdziłam w komórce drogę do najbliższego fast-fooda i ruszyłam pewnym krokiem. Po dotarciu zamówiłam duże frytki i colę. Zjadłam wszystko w mgnieniu oka i wyszłam z lokalu. Zapaliłam papierosa. Bo po co komu zdrowy tryb życia? Niee, w cudzysłowie, zagryzajmy frytki papierosem! Ej, muszę to teraz spalić. Skierowałam się w stronę parku, nie znałam lepszego miejsca do spokojnego wypoczynku z książką czy telefonem. Po kilku minutach szybkiego marszu dotarłam na miejsce. Usiadłam na ławce w cieniu, lecz już po chwili dosiadły się do mnie dwa rasowe "moherowe berety", więc przesiadłam się na trawę kilkanaście metrów dalej. Widziałam zatroskanych dorosłych, dzieci wrzeszczące i bawiące się wspólnie. Jakieś pięćdziesiąt centymetrów ode mnie bawił się biały jak śnieg pies, chyba Samoyed. Wyciągnęłam w jego stronę rękę i zagwizdałam. Puszysty potwór podbiegł do mnie, machając ogonem. Zaczęłam głaskać go i drapać za uszami, nie zdziwiło mnie też, że po krótkim czasie odwrócił się na plecy, odsłaniając brzuch. Naturalnie zabrałam się za smyranie go, kiedy usłyszałam pełen niezidentyfikowanego uczucia miły, delikatny, kobiecy głos.
- Gilbert! Hej, Gilbert!
Pies zaszczekał, a ja przerwałam pieszczoty. Uśmiechnęłam się, pies wstał i podbiegł do idącego w naszą stronę właściciela. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy zamiast kobiety moim oczom ukazał się niski, co prawda, ale cholernie przystojny facet o długich włosach związanych w kucyk. Zaniemówiłam. Właściciel Gilberta zniżył się do mojego poziomu i klękając na jedno kolano, podał mi rękę.
- Widzę, że poznałaś już mojego psa. Jestem Sebastian, a ty?
Kurde bele, książę z bajki, tylko w jego spojrzeniu coś mi nie pasowało. Było takie... Zimne. Nawet kiedy się uśmiechał.
- Rachel, miło poznać.
Uśmiechnęłam się. Na rozmowie z Sebastianem upłynęło mi sporo czasu, okazało się, że jesteśmy w podobnej sytuacji i nie różnimy się aż tak bardzo. Też był homo i również był w dość specyficznej sytuacji, która wydawałaby się beznadziejna. Ja olałam koleżankę i teraz gnam ją przeprosić, on pokłócił się z chłopakiem. No, ja nie tkwiłam po uszy w toksycznym związku, ale i tak rozmawiając, dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Zdziwiła mnie tylko informacja, że Sebastian jest grabarzem. Nie pasowało mi to do niego, mógł zrobić karierę jako model, ale żadna praca nie hańbi. Zrobiło się ciemno, wymiana numerami telefonów i adresami nie trwała długo, jednak postanowiłam ruszyć już do domu. Przechodziłam akurat przez przejście dla pieszych, kiedy nagle ktoś z zawrotną prędkością, zamiast się zatrzymać, stracił panowanie nad pojazdem. Nie potrafiłam dostrzec dokładnie, co się wtedy wydarzyło, od razu zadzwoniłam po karetkę. Sama po chwili upadłam na asfalt, tracąc przytomność.

~|~

Obudziłam się na sali, obok leżała osoba, która mało mnie nie zabiła. Dostrzegłam śpiącą na szafce fretkę i zrozumiałam, kogo położyli metr ode mnie.

<Whites?>