Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ida. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ida. Pokaż wszystkie posty

1 mar 2020

Odejście

Żegnamy Alisz i całą jej gromadkę!

3 mar 2019

Zerwanie

Ze smutkiem patrzymy na rozwój wydarzeń w wątku Idy i Daniela. Para rozstaje się z decyzji Idy.

     - Musimy się rozstać - powiedziałam na jednym wdechu, najbardziej bezuczuciowo, jak umiałam. [...]
     - C-co? Dlaczego? - Załamał się. Czułam to i widziałam w jego spojrzeniu. Martwił się o mnie całą, noc, gdy nie wróciłam, a teraz mu mówię prosto w twarz, bez żadnych skrupułów, że to koniec.
     - To proste. Nie kocham cię, nigdy nie kochałam. Nawet nie wiem, dlaczego ci tak powiedziałam - westchnęłam. - Przepraszam, ale nie mogę dłużej tego ciągnąć. Tak będzie lepiej dla nas obojga.

Od Idy C.D Daniel

    Obudziłam się w schludnym pomieszczeniu. Siedziałam, albo raczej leżałam na jednym z foteli tam się znajdujących. Jakby ktoś, gdy byłam nieprzytomna, niedbale mnie tam rzucił, jak zwykły worek ziemniaków. Na samym początku byłam zdezorientowana. Kompletnie nie wiedziałam, co ja tu robię i jak się tu znalazłam. Dopiero po dłuższej chwili i w momencie, kiedy się w miarę uspokoiłam, przypomniałam sobie o zdarzeniach sprzed prawdopodobnie paru godzin… Albo parunastu… Nie wiem, kompletnie nie zdawałam sobie wtedy sprawy, która jest godzina.
    Wstałam z siedzenia, z zamiaram wyjścia z pokoju. Powolnym krokiem podeszłam do drzwi i chwyciłam za klamkę, by zaraz potem za nią pociągnąć. Zamknięte. Czułam, że się duszę. Dokładnie dusiłam się wewnętrznie. W tym pomieszczeniu. Bezradna i zagubiona. Bez ani jednej drogi ucieczki. Serce stawało mi w gardle. Mimo wszystko, że wokół mnie było bardzo spokojnie, ja czułam się strasznie nieswojo. Czułam zagrożenie, które mogło się czaić tuż za drzwiami. Mój zwierzęcy zmysł, który posiada każdy człowiek, podpowiadał mi, żebym uciekała. Rozglądałam się gorączkowo po ścianach. Nie było nawet okna. Jedyną drogą, którą mogłam się stąd wydostać, były właśnie te jedne, jedyne drzwi, które stały naprzeciwko mnie.
    Podeszłam do szuflad, a raczej potruchtałam do nich i zaczęłam je szybko przeszukiwać. Drżącymi dłońmi grzebałam między papierami, cygarami i innymi bezużytecznymi śmieciami, które w żaden sposób nie mogły mi pomóc w ucieczce. Duszące uczucie wzrastało. Miałam wrażenie, że umieram. Musiałam się stąd wydostać.
    Ten mój stan rozpaczy spotęgował dźwięk szczękającego zamka w drzwiach. Spojrzałam się zdenerwowana w tamtę stronę i szybko oddaliłam od tamtego miejsca, chowając się w jednym z kątów pomieszczenia. Gdy do pomieszczenia wszedł Tom w wyjątkowo schludnym garniturze, zamarłam. Bałam się. To on mnie uprowadził, a teraz stoi przede mną niczym biznesmen, do którego mu bardzo daleko.
     - Czego chcesz? - spytałam drżącym głosem, trzymając mocno długopis w jednej dłoni. To była moja jedyna broń. Bezużyteczna, można by rzec, gdyż na jego pistolet, który trzymał za paskiem, nie miałaby żadnych szans.
    Tom parsknął cichym śmiechem na moją reakcję na jego przyjście.
     - Zabawnie wyglądasz, gdy się tak denerwujesz. - Zamknął za sobą drzwi. - Mam dla ciebie propozycję, którą wybłagałem od mojego szefa, więc powinnaś być mi wdzięczna.
     - J-jaką propozycję? - spytałam spokojnie, rozluźniając ucisk na długopisie. Miałam wrażenie, że pertraktowanie z nim nie ma żadnego sensu, jednak doszłam do wniosku, że skoro chcę się stąd wydostać, to powinnam go wysłuchać.
     - Słuchaj uważnie, bo nie będę się dwa razy powtarzał. - Mężczyzna usiadł niczym największy panicz na jednym z foteli i zapalił cygaro. Wyglądało to tak, jakby swoim zachowaniem chciał wzmocnić swoje wejście. Jednak nie skomentowałam tego w żaden sposób. Dla mnie nadal był nędznym i bezwartościowym robakiem, który w ogóle nie powinien istnieć. - Twój chłoptaś będzie bezpieczny, jeśli się do nas przyłączysz.
     - C-co? - zamarłam. Nie chciałam tego robić. Nie było mowy o tym, żebym maczała w tym w jakikolwiek sposób palce. Jednak nadal po moim umyśle krążyła jedna rzecz. Daniel będzie bezpieczny. To jedno zdanie potrafiło mnie skłonić do wszystkiego, dlatego też od razu gdy je usłyszałam, miałam ochotę współpracować.
     - Tak, jak słyszałaś. - Uśmiechnął się. - Będziesz dla nas pracować, sprzedawać narkotyki, może i nawet będziesz mogła zarządzać w burdelu, kto wie. Wszystko zależy od szefa. - Zaciągnął się cygarem. - Ale jest jeden chaczyk.
     - Nie przerywaj w pół wypowiedzi i nie rób niepotrzebnego napięcia - powiedziałam lekko poddenerwowana po dłuższej chwili ciszy,
     - Jak zawsze niecierpliwa - prychnął. - Chodzi o to, żebyś zerwała z nim kontakt. Odcięła się od niego całkowicie i wprowadziła do mnie, żebym miał na ciebie oko.
     - P-po co to wszystko?
     - Środki bezpieczeństwa. Musze cię pilnować, żebyś niczego nie kombinowała. Jeśli coś przeskrobiesz, to dostaniesz ode mnie osobiście. To jak? - Skierował na mnie swój przenikliwy wzrok. - Wchodzisz?
     - Wchodzę - powiedziałam po chwili namysłu, kiwając głową.

▼▲▼

    Po wyjściu z budynku, a raczej wyprowadzeniu mnie z niego, pierwszym moim celem bylo spotkanie się z Danielem i zerwanie z nim kontaktu. Mimo, że tego nie chciałam. Mimo, że moje serce rozpadało się doszczętnie, gdy o tym myślałam. Musiałam. Robiłam to dla jego dobra. Tak się chciałam przekonywać, jednak dobrze wiedziałam, jakie by było jego zdanie na ten temat.
    Znalazłam go dosyć szybko. A raczej znaleźliśmy. Szukałam go razem z dwoma mężczyznami, którzy mieli dopilnować, bym załatwiła sprawy, które obiecałam załatwić. Daniel kręcił się po mieście razem z grupką policjantów i psów tropiących. Prawdopodobnie szukali mnie… Mężczyzna tak się o mnie martwił, że od razu, gdy w nocy nie było po mnie śladu, z rana poszedł na policje. Nie miałam przy sobie nawet telefonu, wypadł mi, gdy zostałam uprowadzana. Mogłam się jedynie domyślać, ile było na nim nieodebranych połączeń i smsów.
    Oddaliłam się odrobinę od mężczyzn, by dać się znaleźć psom tropiącym, lecz nie tak daleko, by tamci mogli mnie bez problemu obserwować. Nie minęła chwila, gdy usłyszałam głośne szczekanie psów i donośny odgłos kroków zmierzających w moją stronę. Chwilę później przed oczami ukazał się on. Daniel.
     - Daniel, musimy porozmawiać - powiedziałam dosyć szybko i wyraźnie w jego stronę, starając się zachować kamienny wyraz twarzy. Chciałam płakać i krzyczeć, jak najgłośniej potrafię, byleby tego nie robić. Zranię go tym, ale i też zapewnie bezpieczeństwo. Zranię, jednak mimo wszystko rana się zagoi, a on znajdzie sobie inną kobietę. Lepszą. Taką, która nie wciągnie go w żadne problemy. Będzie mu się żyło lepiej beze mnie…
     - O co chodzi? - spytał drżącym głosem, jednak chwilę później przerwał mu policjant. Kurwa, nie utrudniajcie mi tego. Błagam. Muszę to załatwić jak najszybciej, by nikt nie widział, jak rozpadam się w środku.
     - Proszę pani, wszystko w porządku? Jak się pani czuje?
     - Wszystko jest dobrze, nic się nie stało, a teraz mogliby mi panowie dać czas, by porozmawiać z partnerem? Muszę załatwić ważną sprawę.
    Spojrzeli na mnie, a później po sobie. Powiedzieli, że dadzą nam chwilę, jednak musiałam później do nich podejść, by mogli spisać protokuł. Niepotrzebnie. Nic mi nie było, poza tym i tak skłamię w kwestii tego, co robiłam i gdzie byłam.
     - Co się stało? - Daniel ponowił pytanie, gdy policjanci odeszli. Podszedł do mnie bliżej, by mnie objąć, jednak ja odepchnęłam go jedną ręką i odsunęłam się od niego o jeden krok. Miałam kamienny wyraz twarzy, nie chciałam również okazywać żadnych emocji, jednak mam do siebie to, że moje oczy są jak otwarta księga. Wszystko da się z nich wyczytać. Ja mimo wszystko w dalszym ciągu się łudziłam.
     - Musimy się rozstać - powiedziałam na jednym wdechu, najbardziej bezuczuciowo, jak umiałam. Zatuszowałam drżenie mojego głosu i rąk. W sumie to cała się trzęsłam, jednak dobrze to ukrywałam, a przynajmniej się starałam. Nie chciałam tego robić. Tak bardzo nie chciałam, lecz musiałam. On będzie bezpieczny, a za jakiś czas znajdzie szczęście. Tak będzie najlepiej dla nas obojga.
     - C-co? Dlaczego? - Załamał się. Czułam to i widziałam w jego spojrzeniu. Martwił się o mnie całą, noc, gdy nie wróciłam, a teraz mu mówię prosto w twarz, bez żadnych skrupułów, że to koniec.
     - To proste. Nie kocham cię, nigdy nie kochałam. Nawet nie wiem, dlaczego ci tak powiedziałam - westchnęłam. - Przepraszam, ale nie mogę dłużej tego ciągnąć. Tak będzie lepiej dla nas obojga.
    Czułam, jak świat mi się wali pod nogami. Nienawidziłam siebie za to, że mogę udawać taką bezuczuciową osobę.
    Byłam okropna...


< Daniel? :c >

+10 PD

1 lut 2019

Od Idy C.D Daniel

    Kolejny dzień, kolejny poranek, kolejna szansa na porażkę. Nasi oprawcy mogą nas złapać w każdym, nawet najmniej spodziewanym momencie. Ostatnie dni nie tylko dla mnie, ale także i dla Daniela, było istnym piekłem. Na każdym kroku musieliśmy uważać, żeby nie zostać dopadniętym. W pracy, w drodze, w domu, w sklepie. Mogli zrobić nam krzywdę wszędzie, o ile tylko by chcieli. Jednak nie dawali nam przez ostatnie tygodnie w ogóle znać, że nadal istnieją. Że żyją i powinniśmy się ich bać. Zapomnieli? Nie, niemożliwe, żeby to zrobili. Pod wpływem chwili zabiłam jednego z ich ludzi. Nie mogliby mi tego tak łatwo zapomnieć. Odpuścili? To też było mało prawdopodobne. To krok, o który nigdy bym ich nie posądziła.
    Czekają.
    Czekają na odpowiedni moment, by znienacka wbić nam nóż w plecy.
    Czekają, żeby uśpić naszą czujność.
    Czekają, by ostatecznie nas unieszkodliwić.
    Nadal o tym wszystkim myślałam. Teraz. Dokładnie w tym momencie, kiedy ze szmatką w dłoni przechadzałam się po knajpie i sprzątałam nieuporządkowane stoliki. Może i przechodzimy razem z Danielem trudny okres, jednak nie usprawiedliwia nas to od olewania codziennych obowiązków. Co jak co, ale do pracy chodzić musimy. Szczególnie ja. Mam swoje własne mieszkanie i mimo tego, że nie przebywam w nim prawie w ogóle, a swojego kota przeniosłam do wielkiej posiadłości Carlo, w której aktualnie stacjonowałam, nie zwalniało mnie od tego, by nie płacić comiesięcznego czynszu. A w żadnym wypadku nie chciałam brać jakichkolwiek pieniędzy od Daniela, czy jego najlepszego przyjaciela, który wystarczająco dużo już dla nas zrobił.
    Z pracy wyszłam punkt o osiemnastej. Zważając na porę roku, jaka trwała na zewnątrz, o tej godzinie już było ciemno. Pojedyncze płatki śniegu powoli opadały na moją głowę i ramiona, podczas gdy ja byłam w drodze na autobus. Czułam, jak z każdą chwilą moja głowa staje się coraz bardziej wilgotna, jednak zdawałam się tego nie zauważać. Szczerze mówiąc, nie przeszkadzało mi to zbytnio, więc w niczym nie widziałam problemu. Z góry spoglądał na mnie księżyc w pełni. Jak latarnia oświetlał mi drogę. Robił to nawet lepiej, niż już dawno mi znane lampy uliczne. Szkoda, że nie mógł oświetlić mojego umysłu i pozbyć się wszechobecnego w nim mroku.
    Mimo dosyć wczesnej godziny, na przystanku stałam tylko ja. Sama. Oświetlana jedynie przez księżyc i włączony wyświetlacz mojego telefonu. Chciałam napisać do Daniela, że zrobiłam niewielkie zakupy i zrobię nam niezapomnianą kolację dziś wieczorem. Wszystko, by chociaż na chwilę uciec od problemów. Jednak nie było mi dane skończenie wiadomości. Ktoś mocno szarpnął mnie za ramiona, przez co pod wpływem szoku z dłoni wypadło mi urządzenie. Nim zdążyłam wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, moje usta zostały umiejętnie zakneblowane silną, męską ręką. W pierwszych chwilach próbowałam się wyszarpnąć i czym prędzej uciec, jednak mój wysiłek okazał się bezcelowy. Mężczyzna miał bardzo silny uścisk, a mnie, drobnej kobiecie bez prawie ani jednego grama mięśni, dużo brakowało, by dorównać jego sile.
    Próbowałam złapać oddech i się uspokoić. Dzięki temu zaczęłam odczuwać coraz to wyraźniej bardzo znajome mi perfumy. Zaciągnęłam się jeszcze raz zapachem dla pewności i wtedy już wiedziałam. Moim oprawcą był Tom we własnej osobie. On chyba również spostrzegł, że w końcu doszłam do tego, kim on jest.
     - Hej, skarbie - wręcz wymruczał mi obleśnie do ucha, na co ja momentalnie się szarpnęłam, chcąc wyrwać się z jego sideł. To było bezskuteczne. - Stęskniłaś się za mną, prawda?
    Chciałam mu wygarnąć prosto w twarz. Jednak mając zakneblowane usta, jest to nielada wyczyn. Dlatego też  jedyne, co mógł usłyszeć, to moje zdenerwowane warknięcia. On jedynie zaśmiał się na moje nieudolne próby zrobienia czegokolwiek.
     - Wiem, że tak. Za niedługo będziesz mogła spędzić ze mną jeszcze więcej czasu - wyszeptał, na co ja od razu zaczęłam mu się mocniej wyrywać. Z całych sił. Najbardziej, jak tylko potrafiłam. Jednak nie dało to żadnych pozytywnych skutków. - Niegrzeczna się zrobiłaś - wywarczał w momencie, gdy wbił mi jakąś igłę w ramię. Momentalnie z cichym piskiem odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam strzykawkę z zawartością, która chwile później już znajdowała się w moim organizmie. - Po tym będziesz spokojniejsza.
    Po usłyszeniu jego ostatnich słów, powoli przestawałam kontaktować. Wszystko wokół mnie zaczęło się rozmazywać, a ja nawet zapomniałam, co jeszcze parę chwil temu robiłam na przystanku autobusowym. Jego następne zdania, które kierował w moją stronę, były dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Jakby ktoś zabrał mi umiejętność słuchu, albo jemu odebrałby mowę. Ledwo co później pamiętam. Opadłam bezwładnie w jego ramiona. To na pewno nie skończy się dobrze.

▼▲▼

    Obudziłam się... nie wiem kiedy dokładnie. Nie wiem, który jest dzień tygodnia. Nie wiem, która jest godzina. Nie wiem nawet, gdzie jestem. Pierwsze, co ujrzałam po otworzeniu oczu to wyjątkowo ładny pokój, utrzymany w beżowych barwach, podchodzących odrobinę pod te bardziej srebrzyste. Potrzebowałam dobrej chwili, by zrozumieć, dlaczego się tutaj znalazłam. Wspomnienia sprzed mojej utraty przytomności uderzyły we mnie ze zdwojoną siłę. Wszystko pamiętałam aż nazbyt dokładnie. Nawet to, że straciłam telefon - jedyną rzecz, która umożliwiłaby mi kontakt z resztą świata. Kontakt z nim. Z Danielem.
    Nie dostałam zbyt dużo czasu na rozmyślanie o tym, co się stało. Do pokoju, w którym się znajdowałam, wtargnęło trzech mężczyzn, przyodzianych w drogie oraz eleganckie i pełne klasy garnitury. Ja miałam na sobie jedynie gruby sweter i najzwyklejsze w świecie spodnie. Przy nich czułam się jak osoba o wiele niżej od nich w hierarchii. Jak człowiek z nizin społecznych. Zupełnie jak nikt.
    Uważnie zmierzyłam ich swoim przenikliwym wzrokiem. Moim spojrzeniem chciałam wywrzeć na nich presję, nawet tę najmniejszą, jednak szybko zorientowałam się, że nic to nie da. Wśród nich wyglądałam jak bezbronne i głupie szczenię wśród bandy dorosłych dobermanów, które za wszelką cenę chce udowodnić swoją wyższość. Mężczyźni bez problemu mogli dojrzeć strach, również kryjący się w moim spojrzeniu. Był maksymalnie uwydatniony, gdy zobaczyłam, jak ci powoli wyciągają bronie spod swoich garniturów.
    Przełknęłam przestraszona ślinę i zacisnęłam ręce w pięści, wręcz wbijając swoje długie paznokcie w skórę po wewnętrznej stronie moich dłoni. Nie wiedziałam, jak mam się zachować, więc stwierdziłam, że najlepszą opcją będzie najzwyklejsze trzymanie języka za zębami.
    Chwilę później drzwi ponownie się otworzyły, a w ich progu mogłam dojrzeć rosłego, z lekka siwiejącego mężczyznę w średnim wieku. Bez większego zastanowienia wszedł do środka i stanął przed szeregiem, w który ustawili się pozostali faceci.
     - Panno Ido Maye - odezwał się do mnie mężczyzna. - Będę musiał z panią trochę porozmawiać. - Kąciki jego ust lekko wykrzywiły się w lekkim, fałszywym uśmiechu.
    Wystarczyło tylko to jedno zdanie, bym wiedziała, że mam do czynienia z szefem mafii.


< Jak tam Danielek się trzyma bez Idy? xD Jakbyś miała problemy z pomysłem to pisz c: >

+10 PD

8 paź 2018

Od Idy C.D Daniel

    Stanęłam w miejscu, nie wiedząc co powiedzieć. Oczy Daniela, wpatrujące się  we mnie ze smutkiem i ledwo zauważalną tęsknotą, obudziło we mnie wszelkie obawy. Może myślał, że chcę go zostawić? Albo co gorsza, odejść do jego najlepszego przyjaciela? Czy może też te wszystkie zdarzenia sprzed kilku dni odbiły wyraźne piętno na jego psychice? Nie wiem. Opcji było tak dużo, a ja nie wiedząc, na którą się zdecydować, uwzględniałam wszystkie.
    Kiedy oderwałam wzrok od jego przykrego spojrzenia i chciałam złapać za jego ramiona, by następnie przyciągnąć go do siebie i schować się w cieniu mężczyzny, tego już obok mnie nie było. Ostatni raz musnął moje ramię dłonią i odszedł, kierując się w stronę schodów. Wodziłam za nim wzrokiem, dopóki nie zniknął mi z pola widzenia. Westchnęłam cicho i już chciałam obrać kierunek w stronę schodów, gdy to zatrzymał mnie głęboki głos Carlo.
     - Zostaliśmy sami - stwierdził i nim się spostrzegłam, ten stał już za mną i parzył moją szyję swoim gorącym oddechem. Odruchowo się odwróciłam do niego przodem, przy okazji robiąc dwa kroki do tyłu.
     - Zachowajmy może bezpieczną odległość - zaproponowałam, starając się nie denerwować zbytnio w jego obecności. Najbardziej w jego osobie drażniłą mnie pewność siebie. Cholernie mnie nią potrafił onieśmielić.
    On jednak nie przystał na moją propozycję i jakby na złość, zrobił krok w moją stronę. O jeden krok za dużo.
     - Czemu? Boisz się, że stracisz kontrolę? Wiem, że kobiety na mnie lecą, ale że aż tak? - zaśmiał się, na co ja parsknęłam mu w twarz, odpowiadając zgryźliwie. Przez te ostatnie wydarzenia stałam się bardziej zgryźliwą i niespokojną osobą niż zwykle.
     - Nie bądź taki do przodu może, co? Bo jeszcze po drodze gdzieś stracisz swoją męskość. Widocznie, mózg już zgubiłeś - uśmiechnęłam się do niego wrednie i nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłam szybko w kierunku schodów. Żwawo wbiegłam po schodach na pierwsze piętro i odnalazłam drzwi do sypialni mężczyzny. Złapałam za klamkę i powoli za nią pociągnęłam, wchodząc do środka. Pierwsze co zauważyłam, to Daniela rwącego wiadomość koperty na dwie części. Chwilę później schował twarz w dłoniach, był widocznie załamany. Serce mi pękało na ten widok. Nie potrafiłam na niego patrzeć w tym stanie. To było trudne. Nasza sytuacja była trudna, może nawet aż za bardzo.
    Zamknęłam cicho za sobą drzwi i powoli podeszłam do mężczyzny, powoli obejmując go od tyłu i przytulając się do jego pleców. Ciepło jego ciała zaspokajało moje wszystkie zmysły. Mówiło wręcz, że jest dobrze, jakby nie było wokół nas żadnego zła, które przecież od początków chodzi po tym świecie. Najgorsze jednak był mój mózg, który cały czas mi uświadamiał w jak bardzo czarnej dupie jesteśmy.
    Chwilę później przeniosłam się na miejsce obok niego, nie wypuszczając go ze swojego uścisku. Powoli zaczęłam głaskać jego spięte plecy i szeptać mu do ucha ciche “shh”. Nie mówiłam niczego w stylu “będzie dobrze”. Przecież nigdy nie wiadomo, jak będzie. Szczególnie jeśli chodzi o sytuacji, w jakiej oboje się znaleźliśmy. To jest cholernie trudny orzech do zgryzienia.
     - Może nie pójdziemy na policję… - zaproponowałam cicho, a w mojej głowie powoli zaczął się tworzyć nowy, niekoniecznie wesoły, ale i skuteczny plan.
     - Nie pójdziemy? - Podniósł na mnie swój zmęczony wzrok. - Mamy to zostawić i żyć w spokoju?
     - Nie o to mi chodzi… Da się to inaczej załatwić. Jedyne na co lecą bardziej niż na nas, to na kasę. Może udałoby mi się coś od ojca załatwić - powiedziałam, siląc się na delikatny uśmiech. To było bardzo wątpliwe, że ojciec dałby mi chociaż złamanego grosza, ale warto było spróbować. Chyba by mnie pogięło, gdybym mu to teraz powiedziała.
     - Serio… Dałabyś radę? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach i delikatnie się do mnie uśmiechnął. Gdy to zobaczyłam, nie potrafiłam postąpić inaczej. Mój uśmiech się poszerzył, a dłoń spoczęła na jego policzku, by chwilę później przyciągnąć jego twarz do swojej i złączyć nasze usta w krótkim pocałunku.
     - Dałabym - szepnęłam, gdy się od niego oderwałam. - Dajmy sobie spokój z tym na dzisiaj i zajmijmy się sobą? Tak jak mieliśmy wcześniej w planach? - Posłałam mu kolejny uśmiech, który chwilę później został przerwany przez natarczywy pocałunek Daniela. W jednej, krótkiej chwili powalił mnie na plecy i zawisł nade mną, ani na chwilę nie odrywając się od moich ust.
    Ten namiętny taniec języków dał upust naszym wszystkim emocjom, które w ciągu całego dnia kotłowały się w naszych ciałach i umysłach. Dziwny prąd, przebiegający przez chwilę tylko wzdłuż mojego kręgosłupa, teraz rozlał się po całym moim ciele, wprawiając je w drżenie. Nie minął moment, gdy złapałam za jego koszulkę i szybkim ruchem ściagnęłam mu ją przez głowę z jego niewielką pomocą. Z każdym pocałunkiem, z każdą chwilą spędzoną na zwiedzaniu dłońmi ciała mężczyzny, coraz bardziej się w nim zatracałam i nie potrafiłam przestać. Pożądanie i ogromna żądza zawładnęły mną na dobre. Runęłam w wir przyjemności i nie obchodziło mnie to, co się dzieje wokoło.
    Przyjemna chwila zapomnienia.


< Daniel? ♥ Pisałam to w nocy, więc wybacz za błędy. Nie poprawiłam ani nie czytałam tego drugi raz, wybacz za błędy v2, jestem za bardzo zmęczona żeby myśleć, dobranoc XD >

13 wrz 2018

Od Idy C.D Althea

    Nie przygotowałam się zbytnio na przybycie mojej nowo poznanej koleżanki. Jedyne co zrobiłam, to posprzątałam i kupiłam w sklepie parę niezbędnych rzeczy. Miałam coś ugotować, ale koniec końców lenistwo wzięło nade mną górę i postawiłam na świeży, ciemny chleb i standardowe składniki do kanapek, żeby nie wymieniać teraz całej mojej listy zakupów.
    Po mojej głowie cały czas krążyły myśli o Tomie i tym całym długu. Aż przykro było wspominać, że wiszę mu całe dwieście tysięcy avarów. To była niewyobrażalna suma. Nawet nie pamiętam, po jaką cholerę tyle tych pieniędzy od niego brałam. Dobra, jednak pamiętam. Nie udało mi się dostać na wymarzone studia i potrzebowałam mieszkania. Droga kawalerka i stypendium o równej wartości były tego warte? No cóż, chciałam zostać artystką i w pewnym sensie zostałam. Tak, w pewnym sensie. Sprzedaje swoje obrazy, które pochłonęły mnóstwo mojego wolnego czasu, za marne grosze, z których nie można się utrzymać dłużej niż kilka dni. Zdarza się też, że na mój obraz w ogóle nie znajduje kupca. Nie lubię takich momentów. Wtedy zazwyczaj zastawiam je w lombardzie za jeszcze mniej pieniędzy, bo nigdy nie chcą mi dać więcej.
    Z zadumy wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Potrząsnęłam głową i przetarłam wierzchem dłoni powieki. Ostatni raz zerknęłam na przygotowane przeze mnie kubki i nastawioną wodę na herbatę, kawę, czy co tam będziemy chciały pić. Sama nawet nie wiedziałam, czy powinnam teraz robić sobie kawę, czy nie i rozdrabniałam się nad tym od dłuższego czasu. Chwilę później, słysząc któryś już z kolei dzwonek do drzwi, najprawdopodobniej drugi, momentalnie otworzyłam je przed kobietą i z ciepłym uśmiechem wpuściłam ją do środka. Zaczęłyśmy spotkanie od niezobowiązującej rozmowy. Kobieta pochwaliła moje mieszkanie i na pytanie, czy woli kawę, czy herbatę, odpowiedziała, że herbatę. Chwilę później wyciągnęła pieniądze z kieszeni i położyła je na blacie. Przewróciłam oczami na ten ruch. Ja wiem, że mam długi, ale strata tych paru groszy nie zrobiła mi żadnej różnicy. To było ledwo trzydzieści avarów. Można powiedzieć, że to tyle, co nic.
     - Uparta jesteś - stwierdziłam, wzdychając głośno i wlewając wrzątek do kubków. Ja w sumie tak jak ona zdecydowałam się na herbatę. Picie kawy o tej porze było, można by rzec, samobójstwem. Nie zasnęłabym pewnie przez następne parę godzin. W tym samym czasie usłyszałam dzwonek, dochodzący z mojego telefonu. Ze zmarszczonymi brwiami przeprosiłam Altheę i złapałam za urządzenie, nie zaglądając nawet na jego wyświetlacz.
     - Halo? - spytałam, odbierając telefon. Momentalnie moje serce przyspieszyło, gdy usłyszałam okropnie znajomy mi głos.
     - Cześć skarbie - po głosie mogłam wyczuć, że teraz szczerzy się do telefonu jak głupi do sera. - Dobrze wiesz, że czas mija, a ja już nie mogę dłużej czekać. Pamiętasz tę dziewczynkę ze zdjęcia? Właśnie byłem pod jej domem i z nią rozmawiałem. Z twoją matką też, nadal pamięta mnie jako twojego kochającego chłopaka - prychnął pogardliwie.
     - Czego chc… - nim dokończyłam, gdyż ten momentalnie mi przerwał.
     - Wiesz, co się stanie, gdy nie spłacisz długu?
    Znowu spróbowałam coś powiedzieć, jednak jego głos szybko i bezlitośnie ukrócił słowo, wypływające spomiędzy moich warg.
     - Dzisiaj dostanę pieniądze, albo twoje ciało. Chyba że wolisz pogodzić się ze stratą siostrzyczki, twoja wola.
    Przełknęłam głośno ślinę i już siliłam się, by znów mu coś odpowiedzieć, lecz w tym samym momencie usłyszałam dźwięk przerywanego.
    Moje ciało zaczęło drżeć. Bałam się. Bałam się jak cholera. On wiedział, że Daisy była moim oczkiem w głowie. Że rodzina była dla mnie na pierwszym miejscu. Miał na mnie haka i to dużego, co było nie do zaprzeczenia. Wiedział, co na mnie działa, jak mną manipulować. Było to strasznie uciążliwe, ale mimo wszystko nie mogłam zlekceważyć jego gróźb. Znałam go nie od dziś i wiedziałam, do czego potrafił być zdolny. I nie było to nic dobrego. Odkąd pamiętam, nigdy nie był dobrym człowiekiem, tylko przed moimi rodzicami wzorowo się prezentował. Tak to gnębił, kogo się dało, groził, bił, nękał, upokarzał. Robił wszystko, co możliwe, by nie dać drugiemu człowiekowi żyć. Ja naprawdę nie wiem, co w nim widziałam. Byłam po prostu głupia.
    Z drżącymi dłońmi wróciłam do dziewczyny i położyłam telefon na blacie. Kobieta momentalnie wstała i złapała mnie za ramię, stawiając przodem do siebie.
    Westchnęłam nerwowo, spoglądając w jej oczy.
     - Ida, czym on ci groził? - spytała, badając wyraz mojej twarzy i spojrzenie, w którym kumulował się cały mój rozrastający się strach. Zauważyła to. Przez chwilę nie wiedziałam, czy dobrze zobaczyłam, gdy dziewczyna rzeczywiście się trochę przejęła moim stanem.
    Ze zdenerwowania powoli spuściłam wzrok na moje dłonie i zaczęłam się nimi bawić, dosyć słyszalnie przełykając ślinę.
      - P-powiedział - zająknęłam się, - że z-zabije mi siostrę - zaszlochałam i pod wpływem emocji wpadłam w jej objęcia, zaczynając donośnie szlochać. Strach kotłujący się w mojej piersi, powoli wydostałam się na zewnątrz, paraliżując całe moje ciało i mieszając mi w myślach. Nie potrafiłam zrobić nic innego, tylko płakać. Moja umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji całkowicie zaniknęła, zostawiając mnie samą, bezbronną. Przez niego cofnęłam się na chwilę do poziomu niemowlaka, który potrafi jedynie płakać. Boże, co strach robi z człowiekiem.
     - Shh - usłyszałam jej szept i poczułam dłoń na swoich plecach. Przytuliłam się do niej mocniej, powoli ścierając łzy z moich mokrych policzków. Drżącymi dłońmi złapałam za jej ramiona i powoli się odsunęłam. Westchnęłam cicho i pod wpływem emocji mocno szarpnęłam za bluzę wiszącą na wieszaku i oznajmiłam:
     - Jadę tam.
     - Do niego? Zwariowałaś? - Otworzyła szeroko oczy, nie wierząc w to, co słyszy. Pokręciłam w odpowiedzi przecząco głową, parskając cicho.
     - Nie do niego, jeszcze tak bardzo nie zgłupiałam. Do siostry, nie mogę jej teraz zostawić samej. - W pośpiechu złapałam za kubek z herbatą i pociągnęłam dosyć dużego łyka, łapiąc w dłoń torebkę [z już dosyć sławnym śrubokrętem] i telefon. Dopytałam dziewczynę: - Pojedziesz ze mną? Przydałoby mi się towarzystwo…
     - Jasne - odpowiedziała po chwili wahania, ściągając powoli swoją kurtkę z wieszaka.
     - Nie mam samochodu, więc będziemy musiały jechać autobusem - westchnęłam, otwierając drzwi. - Zapłacę za ciebie.
    Dziewczyna zrobiła wielkie oczy, wychodząc powoli z mieszkania.
     - Zgłupiałaś?
     - Nie. To ja cię poprosiłam, byś ze mną jechała, więc…
     - Zgodziłam się, więc to idzie na mój koszt - przerwała mi już lekko poddenerwowana. - Trzymaj pieniądze przy dupie. To tylko dwa avary, ciebie bardziej ich strata zaboli niż mnie. Masz długi - wyjaśniła mi jak małemu dziecku.
    Westchnęłam cicho na to, co powiedziała, przytakując lekkim ruchem głowy. Nie chciałam się z nią kłócić. Teraz to było mi najmniej potrzebne.
    Chwilę później już byłyśmy w drodze do przystanku. Ze zdenerwowania i strachu nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego sensownego słowa. Postanowiłam więc w ogóle się nie odzywać i przebyć tę drogę w milczeniu. Akurat udało nam się szybko złapać autobus i dojechać na miejsce. Z niemałym zdenerwowaniem powitałam bardzo znajomy mi dom. Zapukałam do drzwi, ze stresu zapominając, że przecież mogę zadzwonić dzwonkiem. Zaraz potem naprawiłam swój błąd, a drzwi otworzyła mi mała, uśmiechająca się szeroko mała istotka.
    Zrobiłam wielkie oczy. Ona nigdy mi nie otwierała, zawsze robiła to mama.
     - Jesteś sama w domu?
     - Tak - powiedziała, przytulając się do mnie. Stanęłam jak sparaliżowana i dopiero później pogłaskałam młodą po plecach. - Tęskniłam - dodała.
     - Daisy, dobrze wiesz, że nie możesz otwierać drzwi, gdy jesteś sama w domu - znowu zaczęłam gadkę, którą rodzice wpajali mi, jak i jej od najmłodszych lat. Teraz przestrzeganie jej mogło uratować młodej życie. A co by było, gdybym teraz to nie ja stała przed drzwiami, tylko Tom? Nawet nie chce dopuszczać do siebie tej myśli… - Obiecaj, że już więcej tego nie zrobisz. - Oderwałam ją od siebie i kucnęłam, patrząc jej w oczy z nadzieją. - Obiecaj - powtórzyłam.
    Dziewczynka szybko zrozumiała powagę sytuacji, a uśmiech powoli ulatniał się z jej twarzy. Chwilę później pokiwała lekko głową.
     - Obiecuję.


< Kotecku? c: >

5 wrz 2018

Od Idy C.D Daniel

  Usiadłam między mężczyznami, podniecona do granic możliwości. Czemu ja w ogóle powiedziałam, żeby teraz zejść na ten pseudo “wieczorek filmowy” i odłożyć największą przyjemność na potem? Boże, czasami bywam głupia jak but…
  Kiedy zauważyłam, że Carlo zmniejszył dystans między nami, momentalnie zapięłam guziki od koszuli i przybliżyłam się do Daniela, wtulając głowę w zagłębienie jego szyi. Ten objął mnie czule ramieniem i przycisnął bardziej do siebie, jakby wiedząc, co się święci. A mógł nie wiedzieć? Przecież oczywiste było to, że jego przyjaciel próbował ze mną flirtować i nawet się z tym nie krył. To było rzeczywiście dziwne. Robić taką chujową rzecz swojemu przyjacielowi? Widać, że jest naprawdę dla niego najlepszym przyjacielem.
  - Co oglądamy? - spytał Daniel już z lekka zdenerwowany. Widział dokładnie, jak ten dosłownie moment wcześniej chciał położyć rękę na moim udzie. Lecz gdy usłyszał głos swojego przyjaciela, z marszu się ogarnął i odsunął ją od mojej skóry. Westchnęłam cicho, ale jakoś w głębi wiedziałam, że to nie koniec.
  - A co byś chciał? - Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, łapiąc pilot w dłoń. - Komedię romantyczną, albo horror, żeby Ida się poprzytulała? - uniósł głowę pewnie lekko do góry. Jakby wiedział, że zamiast wtulać się w Daniela, będę wtulać się w niego.
  Przewróciłam delikatnie oczami i pomiziałam paznokciami tors Daniela, skryty pod materiałem jego koszulki, wtrącając się w ich rozmowę.
  - A może jakąś komedię na rozluźnienie tego wszystkiego. Co, chłopaki? - zaproponowałam, spoglądając na ich twarze. Daniel raczej nie miał nic przeciwko i kiwnął głową, a Carlo delikatnie się skrzywił. Widocznie nie za bardzo podobał się mu mój pomysł. Więc… tak trochę ma problem, bo mimo wszystko nie chciałam wybierać nic z tego, co on nam podsunął. Po prostu nie mogłam dać mój tej satysfakcji. Coś mnie mocno przy tym postanowieniu trzymało, a mi jakoś bardzo się nie chciało od niego odchodzić i rezygnować.
  Chwilę później zaproponowałam parę tytułów filmów, które od dawna chciałam obejrzeć, ale niestety te świetne telenowele puszczane już ósmy, jak nie jeszcze kolejny raz z rzędu na tym samym kanale, przysłaniały mi pamięć o nich. Ach, tęsknie za ojcem matki kota chomika jej sąsiada psa swojej babki od strony ciotki, która była kosmetyczką. Boże, ta historia jest jeszcze bardziej pojebana niż to, co teraz przytoczyłam.
  Wszyscy zgodzili się na ten jeden tytuł i już chwile później oglądaliśmy w miarę spoko pozycję z mojej listy “do obejrzenia”. Jednak mimo wszystko nadal czułam się niekomfortowo z jednym mężczyzną siedzącym za moimi plecami, który w każdej chwili mógł zrobić coś, co niekoniecznie by mi się podobało. Musiałam jakoś przeżywać jego próby obmacywania mnie po biodrach, skryte dotykanie kolanem mojego pośladka i muskanie dłońmi moich ramion. Za każdym razem się odpędzałam, kokosząc się w objęciach Daniela, już całkiem pochłoniętego przez film.
  Skrycie miałam nadzieję, że ten wieczór w miarę szybko dobiega do końca i nareszcie będę mogła uwolnić się od natrętnych łapsk Carlo. Naprawdę, to było mega uciążliwe. Ja rozumiem, że nie dorósł wystarczająco do tego, by przestać odbijać dziewczynę swojemu najlepszemu kumplowi, a nawet jeśli, to robić to w bardziej subtelny sposób, a nie tak natrętnie jak aktualnie. Przez niego nie mogłam się nawet skupić na filmie. To było wyjątkowo ciężkie zadanie, gdy musiałam dodatkowo obserwować przyjaciela mojego chłopaka i w konieczności odganiać go od siebie najlepiej, jak potrafiłam. Lecz ten nie dawał za wygraną i nie poddawał się na dłużej, niż 5 minut. Zdarzyły się nawet takie momenty, kiedy miałam ochotę się odwrócić i przywalić mu soczystego liścia w twarz. To było jak marzenie.
  Gdy w końcu dobiegł koniec naszego w cudzysłowie upragnionego wieczoru, odetchnęłam z ulgą. To samo zrobił Daniel. Pewnie równie bardzo co ja, cieszył się z faktu, że w końcu uciekniemy na górę i zamkniemy się w jego sypialni na długą, możliwe że też upojną noc. Jedyne, co wzbudzało teraz moje wątpliwości, to jego ranna noga. Trochę utrudniała mu działania, nie powiem. Poza tym on w tym stanie nie powinien się przemęczać, więc seks w jego stanie jest jeszcze bardziej złym pomysłem.
  Chwilę przed naszym odejściem, Carlo poprosił mnie na stronę. No okej, zgodziłam się, no bo raczej by mnie nie zgwałcił gdy w pomieszczeniu obok siedzi mój chłopak i zarazem jego najlepszy przyjaciel. No coś by mi tu wtedy nie pasowało.
  - Coś się stało? - spytałam niepewnie, rozglądając się po całej kuchni, a po chwili wracając do jego tajemniczego spojrzenia. Uniosłam jedną brew w oczekiwaniu na odpowiedź.
  - Nic, tylko chciałbym zaprosić cię na kolację. Może jutro, pojutrze. Kiedy byś wolała? - uśmiechnął się do mnie perliście, a ja zrobiłam wielkie oczy. Chyba sobie ze mnie jaja robił.



< Daniel? ♥ Nie sprawdzone, nie chciało mi się xD Ta szkoła mnie wykończy >

1 wrz 2018

Związek - Ida&Daniel

Ida i Daniel
"— Ida... — spojrzałem w jej cudowne oczy, nie mogąc oderwać od nich wzroku. — Kocham Cię. Czy zostaniesz moją drugą połówką, której szukałem przez całe życie?"
Życzymy szczęścia, Danido!

Od Idy C.D Daniel

     - Ida… - Spojrzał mi prosto w oczy, a ja w amoku, pragnąc jego następnych pocałunków, wsłuchałam się w jego głos. - Kocham cię. Czy zostaniesz moją drugą połówką, której szukałem przez całe życie?
    Moje ciało momentalnie zadrżało, a serce zaczęło mi się wyrywać z piersi, na jego oświadczenie. Po raz kolejny moją twarz pokrył rumieniec, a ja wpatrywałam się w mężczyznę z rozchylonymi lekko wargami. Wiedziałam już, jaka będzie odpowiedź, ale coś mnie od tego powstrzymywało. Strach? Bardzo możliwe. Wątpliwości? Chyba też. Znaliśmy się wyjątkowo krótko. To trochę za mało, by planować związek. Nie byłam też pewna swoich uczuć. Wiedziałam, że żywię do niego jakieś uczucie, lecz czy na pewno takie, jak on do mnie? Pożądanie, zauroczenie, ale miłość? Mojemu rozsądkowi ciągle coś przeszkadzało, a ja nie chciałam, by to on akurat wtrącał się w tę sprawę. Serce wręcz krzyczało, żebym się zgodziła, ale wątpliwości wciąż nie chciały opuścić mojego ciała. Krążyły po nim, nie dając moim prawdziwym odczuciom dojść do słowa. Kurwa, Ida, przestań pierdolić od czapy i przyznaj w końcu, że się zakochałaś.
    Daniel spojrzał na mnie ponownie, tym razem z lekka zaniepokojony. Widocznie dlatego, że przez dłuższy czas mu nie odpowiadałam. Ach te walki z samym sobą.
     - Ida? - spytał, sunąc delikatnie palcami po moim policzku, a ja momentalnie podniosłam na niego wzrok i zamknęłam usta, odrywając się od moich myśli. - Coś nie tak? - dodał już lekko poddenerwowany. Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc to jego zaniepokojone spojrzenie. Wyglądał tak uroczo…
    Nie wydostałam z siebie ani jednego, nawet najmniejszego słowa. Jedyne co zrobiłam, to złapałam dłońmi za jego kołnierz i gwałtownie przyciągnęłam go do siebie, ponownie łącząc z nim usta w namiętnym pocałunku. W tym samym momencie zarzuciłam mu ręce na szyję i objęłam nogami jego biodra, zmniejszając odległość między naszymi ciałami. Dotyk jego skóry przyprawiał mnie o dreszcze. O delikatne mrowienie w podbrzuszu i przyśpieszone bicie serca.
    Gdy po chwili się ode mnie odsunął, uśmiechnęłam się pod nosem i miziając jego policzek, powiedziałam to, co powinnam wydusić z siebie wcześniej.
     - Ja ciebie też - już nie miałam żadnych wątpliwości, wypowiadając to zdanie, - i z chęcią zostanę twoją drugą połówką. - Znowu położyłam jedną dłoń na jego policzku i delikatnie nią po nim sunęłam. Dokładnie tak, jakbym dotykała czegoś bardzo cennego. Co nie powinno znaleźć się w moich rękach. Ale znalazło i byłam cholernie szczęśliwa z tego powodu.
     - Cudownie. - Uśmiechnął się do mnie szeroko, na co moje serce znowu zareagowało szybszym tętnem. Nie czekał zbyt długo, by znowu wpić się w moje usta, zaciskając swoje dłonie na moich biodrach. Nagle chyba jednak zmienił zdanie i znalazły się one centralnie na moich pośladkach. Bez ostrzeżenia, nawet nim zdążyłam zareagować na jego poprzedni ruch, docisnął mnie nimi do siebie, na co z moich ust wydostał się cichy pomruk zadowolenia.
     - Nie posuwa się pan za daleko, panie Danielu? - szepnęłam pod nosem, spoglądając w jego oczy i posyłając w jego stronę flirciarski uśmiech.
     - Znowu jesteśmy na per pan, pani Ido? - Sunęłam dłońmi po jego plecach, gdy ten spoglądał mi w oczy z tym samym wyrazem twarzy, który ozdobił też wcześniej i moją. Czułam rosnące między nami napięcie seksualne, a ja miałam ochotę jak najszybciej je rozładować, zdzierając z niego wszystkie fatałaszki. Jednak musiał nam ktoś przerwać.
    Do sypialni Daniela, zupełnie bez pukania wszedł Carlo, na co lekko speszona szybko odsunęłam się od mężczyzny i schowałam czym prędzej nogi pod kołdrę, przybierając zachowanie typu: “tu nic nie zaszło”. Poza tym, dlaczego zawsze kuźwa nam musi ktoś przerwać? No dobrze, nie zawsze, ale to już nie pierwszy raz się zdarzyło. Czy my jesteśmy w pierdolonym filmie, że tak się dzieje? [nie, jesteście w opku, a ja mam nierówno pod sufitem ok]
    Mężczyzna zmarszczył brwi, patrząc na nas, ale w ogóle tego nie skomentował. Jedyne co zrobił, to podszedł do nas i z cichym westchnieniem podał Danielowi kolejną, bo już drugą dzisiaj kopertę.
     - Ktoś wsunął to pod drzwiami… W niezłe bagno się wplątaliście.


< Daniel? ♥ >

30 sie 2018

Od Idy C.D Althea

    Nie chcę tu być. To zdanie przemierzało ścieżki w mojej głowie, nie chcąc z nich zboczyć i jednocześnie jej opuścić. Rozglądając się po barze i co jakiś czas kierując wzrok na twarz Toma, czułam się strasznie nieswojo. Pierwszy raz tak źle było mi w barze. Może dlatego, że przyszłam tu na spotkanie? I to w sprawie długów, które miałam u mojego byłego. Wiedziałam, że on mi nie odpuści i tego bałam się najbardziej. Nie miałam prawie w ogóle pieniędzy. Byłam kompletnie spłukana. Gdybym miała jeszcze jakiś w miarę kontakt z ojcem, to może udałoby mi się to wszystko jakoś załatwić. Spłacić swój dług, w wysokości aż dwustu tysięcy avarów. Boże, na co mi to było?
     - Skarbie, patrz mi w oczy, gdy do ciebie mówię. - Z transu wyrwał mnie zniecierpliwiony głos mojego byłego. - Dajesz mi część forsy czy załatwiamy to w inny sposób.
     - A-ale - zająknęłam się - ja nie mam pieniędzy - powiedziałam poddenerwowana. Bałam się tego, do czego był zdolny, a mógł mi zrobić wszystko. Począwszy od podwyższenia kwoty do zapłaty, przez gwałt, a nawet skrzywdzenie mojej rodziny. Nie wiem, za co ja go kiedyś kochałam. Może robiłam to dlatego, że parę lat temu był zupełnie innym człowiekiem? Dopóki nikt go nie wciągnął w to wszystko…
    Mężczyzna uśmiechnął się obleśnie i położył swoją dłoń na mojej, przez co momentalnie ją zabrałam.
     - To możesz mi dzisiaj zapłacić w inny sposób - wyszeptał.
     - Nie - od razu zaprzeczyłam. - Nie dam ci dupy, nigdy w życiu - zaparłam się, nawet cicho powarkując w jego stronę, przez co mężczyźnie poszerzył się uśmiech.
     - Lubię cię taką - zamruczał, kładąc dłoń na moim udzie. - Skoro nie chcesz, to mam dla ciebie propozycję. Albo ty się dasz, albo ta młoda dama zginie w przeciągu kilku dni. - Wyciągnął z kieszeni kurtki niewielkie zdjęcie i podsunął mi je prosto pod nos. Nie mogłam uwierzyć w to, że wygląda z niego uśmiechnięta twarzyczka Daisy i patrzy się wprost na mnie, jakby nie wiedziała, co ją czeka. Nic ją nie czeka. Nie pozwolę, by działa jej się krzywda. - To jak? - Niecierpliwił się.
     - Okej - warknęłam pod nosem. - Kiedy chcesz dostać tę zapłatę?
     - Najlepiej od razu - odpowiedział momentalnie, sunąc dłonią wyżej mojego uda, dopóki nie wstał z miejsca i nie złapał mnie za nadgarstek, ciągnąc siłą w stronę wyjścia z budynku. Niemal obijałam się o budynek obok mnie, chociaż w sumie, robiłam to. Moja prawa dłoń była już lekko obdarta, a raz o mały włos nie wpadłam wprost na słup. Nie wiedziałam kiedy, ale nagle zostałam wciągnięta w jeden z ciemnych zaułków i podparta do ściany, a jedyne co czułam to chłód wieczoru i jego ciepły oddech na mojej szyi. Włożył mi jedno kolano między nogi, odcinając całkiem drogę ucieczki i wessał się w mój obojczyk, powoli rozpinając koszulę.
    Wtem usłyszałam znajomy, kobiecy głos, dochodzący z wejścia do uliczki, a na moje oczy natrafiło ostre światło latarki, przez które nie mogłam zidentyfikować osoby, która aktualnie chciała mi pomóc.
     - Zostaw ją, ale już! - dziewczyna przeniosła strumień światła dobiegającego z latarki lekko na bok, a ja wtedy mogłam doskonale ujrzeć, że moim wybawcą była Althea. Ta sama Althea, z którą pracowałam na jedną zmianę w knajpie i której oddałam połowę mojego wynagrodzenia. A widzicie? Karma wraca. Dobre rzeczy się tobie zwracają.
    Zanim Tom całkiem sobie odpuścił, jeszcze przez chwilę trzymał dłonie na mojej talii i wyszeptał mi do ucha, że za niedługo wróci po swoją zapłatę, a ja mam być gotowa na jej spłacenie. Gdyby nie zagroził mi śmiercią Daisy, na pewno bym się na to nie zgodziła, ale niestety. Życie mojej siostry jest ważniejsze, niż moje ciało, które i tak w niedługim czasie się zagoi. Wprawdzie rany wykute w psychice zostają, ale o wiele gorzej by ze mną i z moimi rodzicami było, gdybyśmy dowiedzieli się, że nasz największy skarb, promyczek, rozświetlający nasze dnie przepadł bezpowrotnie.
     - Ten dupek ci coś zrobił? - spytała, gdy Tom zniknął za rogiem budynku. Ja dysząc, poprawiłam sobie ramiączko sukienki i pokręciłam przecząco głową. Jeszcze mi niczego nie zrobił. Dopiero to zrobi. Jutro albo pojutrze mogę się jego spodziewać w moim mieszkaniu… znowu.
    Podrapałam się po głowie. No, nieźle daję dupy mojemu byłemu…
     - Chyba nieco głupie było oddanie mi połowy ze swojej wypłaty, mając długi. Dlatego jutro ci to oddam - westchnęła, podchodząc do mnie i pomogła mi ustać na nogach. - Uprzejmość to nie wszystko, nie rób tak.
    Pokręciłam przecząco głową i uśmiechnęłam się delikatnie.
     - Tobie i tak bardziej są te pieniądze potrzebne, niż mnie. - Poklepałam ją po ramieniu i odsunęłam się od niej, pokazując, że potrafię ustać sama, bez pomocy osób trzecich. - Poza tym jemu już nie chodzi o kasę, tylko o moje ciało - westchnęłam cicho pod nosem, a następnie dodałam, uprzedzając jej pytanie. - Nawet jeśli spłacę u niego cały dług, to wmówi mi, że nie zrobiłam tego w terminie i doda mi na konto jakieś horrendalnie wysokie odsetki.
     - Nie poszłaś z tym na policję? - spytała, gdy powoli zmierzałyśmy do wyjścia z zaułku.
    Wzruszyłam ramionami.
     - Lepsze takie długi, o które upomina się tylko wtedy, kiedy nie ma kogo zaruchać, niż momentalne dostanie kulką w łeb. Ściany mają uszy, policja też. Gdyby się dowiedział, że poszłam z tym na komendę, już bym nie żyła.
    Dziewczyna zmarszczyła brwi, jakby nie wierząc w to, co słyszy. Pewnie do tej pory myślała, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. No cóż, nie byłam zadowolona z tego faktu. Sama bowiem nie chciałam, by tak było. Żeby wszystko, co złe, przytrafiało się ludziom w filmach, a to, co dobre krążyło po świecie teraźniejszym. Jakie nasze otoczenie byłoby wtedy piękne i wspaniałe. Właśnie. Byłoby. To nigdy nie nastąpi. Ludzie to krwiożercze bestie, pragnące tylko własnego szczęścia i miejsca przy korycie zwanym “władzą”.
    Nim weszłyśmy do baru, zwróciłam się w kierunku dziewczyny.
     - Skoro chcesz mi oddać te pieniądze, to może chociaż skusisz się na skromną kolację u mnie w mieszkaniu. Spoko, czysto koleżeńsko, nie proponuje ci żadnej randki ani nic. - Uśmiechnęłam się do niej, od razu wyjaśniając jedną kwestię. - I oczywiście po tym, jak skończysz pracę. To jak?


< Alti? ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ) >

+20PD

28 sie 2018

Od Idy C.D Daniel

    Wróciłam do łazienki cała rozgrzana. Nie mogłam uwierzyć w to, jak na mnie działał. Jego każde spojrzenie, dotyk, pocałunek wywoływało na mojej skórze dreszcze. Czułam się przy nim jakoś… inaczej, niż przy kimkolwiek innym i było to nie do zaprzeczenia.
    Gdy zamknęłam za sobą drzwi od łazienki, zrobiłam się cała czerwona na twarzy. Uświadomiłam sobie, że przed chwilą stałam obok niego tylko w ledwo okrywającym mnie ręczniku. Czułam, jak zsuwał mi się z pleców, gdy jedną ręką grzebałam w jego szafie, wiedząc, że mam na sobie jego ciekawski wzrok, omiatający moje nagie plecy.
    Westchnęłam cicho i pokręciłam lekko głową, chcąc wyrzucić z sobie te myśli z głowy. Tak, bo, jak pokręcisz głową, to automatycznie wytrzepujesz z niej wszystkie myśli. Brawo Ida.
    Wyszorowałam te nieszczęsne zęby i założyłam na siebie czystą bieliznę oraz tę koszulę, którą od niego dostałam. Była na mnie za duża i można powiedzieć, że w niej pływałam. Podwinęłam rękawy do góry, zatrzymując się na łokciach i zostawiłam odpięte dwa guziki od góry. Nigdy nie lubiłam mieć koszul zapiętych pod szyję. Zawsze miałam wrażenie, że się w nich dusze i poza tym było mi w nich gorąco - nie wiedzieć czemu, bo zawsze były luźne, nigdy opinające. Aż przypomniały mi się czasy szkolne, kiedy to mama próbowała wcisnąć mnie w jakąś koszulę i zapinała mnie pod samą szyję. Ja później zawsze jak na złość odpinałam ten jeden, czy dwa guziki, które zaraz później ona musiała poprawić. I tak naprzemiennie robiłyśmy sobie na złość, dopóki nie wyszłam do szkoły i ostatecznie nie postawiłam na swoim [to ja tak bardzo].
    Po chwili ostatecznie wyszłam z łazienki, zgarniając z twarzy moje niesforne włosy.
     - Już może… - uwrałam, orientując się, że w pomieszczeniu nikogo nie ma. Zaraz później usłyszałam huk dochodzący wprost zza drzwi. Zmarszczyłam brwi, czym prędzej wychodząc z pokoju. Ruszyłam w stronę schodów i szybko z nich zbiegłam. Myślałam, że serce mi stanęło, gdy zobaczyłam Daniela, leżącego w bezruchu na podłodze pod schodami. Momentalnie znalazłam się przy nim i lekko nim potrząsnęłam, by dowiedzieć się, że jest przytomny.
     - Daniel? - spytałam przestraszona, kładąc mu dłoń na policzku. - Co się stało? Wszystko w porządku?
    Zasyczał cicho i podniósł się do siadu z trudem. Wzięłam jego kule w dłoń, a w drugą mężczyzna wcisnął mi jakiś kawałek papieru. Zmarszczyłam brwi i rozwinęłam go, by po raz kolejny w krótkim odstępie czasu zemrzeć. Na białej, lekko pogiętej kartce, były wypisane czarnym markerem niewyraźne słowa - “Życie za życie”. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Oni sobie nas nie odpuszczą. To było wręcz niemożliwe, by to zrobili. Nigdy nie dają spokoju osobom, które stanęły im na odcisk. Ja nie spłaciłam długu, a Daniel wiedział o nich więcej, niż jakiś inny, zwykły człowiek. Miał szansę wrzucić ich wszystkich za kratki na dożywocie, za liczne przestępstwa i przekręty, w których brali udział. Lecz oni do tego nie dopuszczą. Już nas znaleźli i to tylko kwestia czasu, kiedy nas się na dobre pozbędą.
    Chwilę później usłyszałam kroki dochodzące z korytarza. Szybko schowałam tamtą kartkę do kieszeni, a tuż obok mnie zjawił się Carlo.
     - Pomożesz mi go zaprowadzić do sypialni? - spytałam w czasie, gdy ten wpatrywał się w mój dekolt jak obrazek. Pstryknęłam mu palcami przed oczami i powtórzyłam pytanie, na co ten kiwnął głową. Zaprowadzenie go na górę było nie lada wyzwaniem. Daniel trochę ważył - jak to mężczyzna - a ja aż taka silna nie byłam, jednak z pomocą Carlo nie poszło aż tak źle, jak myślałam. Gdybym miała go sama tam wciągać, spadłabym z tych schodów razem z mężczyzną co najmniej trzy razy. Czy więcej? Możliwe, że tak.
    Gdy wspólnymi siłami w końcu położyliśmy Daniela na łóżku, podziękowałam cicho mężczyźnie. Ten uśmiechnął się do mnie szczerze i poklepał przyjaciela po ramieniu, szepcząc mu coś do ucha, na co ten pokiwał głową i uśmiechnął się krzywo. W końcu, kiedy usłyszałam dźwięk zamykających się za nim drzwi, pochyliłam się lekko nad Danielem i złożyłam krótki pocałunek na jego ustach.
     - Jak się czujesz? - spytałam z troską w głosie, głaszcząc go lekko po policzku. Nie chciałam myśleć o tym liście. Nie teraz. Będzie trzeba się tym bardziej zainteresować, ale nie dziś. Chciałam znaleźć, chociaż chwilę spokoju, od tego całego zamieszania.
     - Bywało gorzej - mruknął, uśmiechając się lekko, - ten list…
     - Nie - przerwałam. - Nie rozmawiajmy dziś o tym. Jutro się tym zajmiemy. Wydamy ich, bo i, tak czy siak, mamy problem. Dosyć duży problem - westchnęłam nerwowo, drżącą dłonią przeczesując swoje włosy.
     - Jak wolisz - westchnął przeciągle i złapał mnie za ręką, ciągnąc mnie w jego stronę. Momentalnie z cichym wrzaskiem poleciałam wprost na niego, uderzając swoją piersią o jego klatkę piersiową. Mężczyzna syknął pod nosem, zaciskając dłonie na moich biodrach.
     - Głupi jesteś - zachichotałam cicho, głaszcząc go delikatnie po twarzy.


< Daniel? ♥ >

25 sie 2018

Od Idy C.D Daniel

    Godziny, a nawet i dni mijały mi w tej celi niemiłosiernie długo. Nie zdziwiłam się nawet, że od razu gry ambulans przyjechał razem z policja na miejsce zbrodni, to wzięli mnie za pierwszego podejrzanego. W końcu byłam przy miejscu zdarzenia, później znaleźli też moje odciski palców na broni, którą wyrwałam z ręki Daniela i wepchali mnie za kratki na komendzie. Jedynym miłym tego aspektem było to, że mężczyzna o mnie nie zapomniał. Przyjechał, by mnie zobaczy, nawet na tą najmniejszą chwilkę. Moje serce przyśpieszyło, gdy zobaczyłam jego twarz, a w oczach wymalowała się troska, kiedy ujrzałam, że chodzi o kulach. Noga na pewno mu się szybko nie zagoi. Ponadto nadal będzie miał na karku tych, co pozostali z tej mafii. On i ja wiemy o nich wiele. Zbyt wiele.
    Jaka byłam zdziwiona, gdy ktoś zdecydował się wpłacić za mnie kaucję. Za mnie, naprawdę? Jedyny, kto był na tyle nadziany, by to zrobić, to mój ojciec. Jednak jak by to zrobił, skoro dokładnie parę lat temu mnie wydziedziczył i pożegnał słowami “nie jesteś już moją córką”. Wtedy to przeżywałam, teraz jakoś dużej różnicy mi to nie robi. Interesował się mną tylko dlatego, żeby jego interes przeszedł do rąk godnej tego osoby. Najlepiej z jego nazwiskiem, więc wybrał sobie na to mnie. Może gdy byłam małym dzieckiem to ślepo w niego patrzyłam, jak na ideał. W okresie buntu zmieniło się to o sto osiemdziesiąt stopni. Kompletnie przestałam go słuchać, dążyć za nim. Nic, kompletnie. W końcu przejrzałam na oczy, że jemu zależy tylko na pracy i zyskach. Nie chciałam być kimś, kim on chciał, żebym była. To wszystko, spory między moimi rodzicami, mój bunt, sprawiło, że został sam. Z tego co słyszałam, nie bardzo na to narzekał, więc może to i dobrze? Po co dwie osoby mają być nieszczęśliwe, kiedy tej jednej osobie to nie zrobi różnicy?
    Spakowałam swoje ubrania i resztę podręcznych rzeczy, które mogłam zabrać do celi i w końcu wyszłam na wolność. Otwierając drzwi na zewnątrz, poczułam chłodne i miłe dla moich nozdrzy powietrze. Wzięłam głęboki wdech i wyppuściłam powietrze z ulgą, ciesząc się jak cholera. W końcu poza tym brudnym i okropnym miejscu. Posiłki, składające się tylko z jakiegoś suchego chleba, starą szynką i i wodą [z kibla] poszły w zapomnienie. Nie mogłam się doczekać, żeby w końcu zjeść coś normalnego.
    Wtedy zobaczyłam jego. Osobę, na której widok zapiera mi dech w piersi. Nie wiem, czy to było zauroczenie, czy chwilowy zachwyt jego wyglądem, a może rzeczywiście się w nim zakochałam? Przypomniałam sobie jaką poczułam ulgę, gdy zobaczyłam go całego i żywego przed celą, w której byłam. Teraz znowu go ujrzałam, tyle że zupełnie w innych okolicznościach. Stał o kulach tuż obok swojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się szeroko i czym prędzej do niego przychodząc. Momentalnie się w niego wtuliłam, uważając na jego nogę.
     - Hej. - Uśmiechnęłam się ciepło pod nosem, nadal go nie puszczając. - Stęskniłam się.
     - Ja za tobą też - wymruczał cicho, całując mnie w skroń. Wiedziałam, że gdyby mógł, to napewno by mnie objął, lecz teraz póki co ograniczały go kule.
    Jeszcze chwilę tam postaliśmy i pogadaliśmy na błahe, całkiem losowe tematy. Do rozmowy oczywiście wtrącał się Carlo, co jakiś czas rzucając do mnie komplementy, które starałam się zbywać najbardziej, jak potrafiłam. Dopiero po jakimś czasie wsiedliśmy do samochodu. Carlo otworzył mi przednie drzwi, zaraz potem, jak pomogliśmy Danielowi zająć jedno z tylnych miejsc. Podziękowałam mu kiwnięciem głowy, uśmiechając się do niego nieśmiało i weszłam do środka. Kiedy powoli dojeżdżaliśmy, poczułam czyjąś dłoń na swoim kolanie. Nie musiałam nawet na nią spoglądać, by wiedzieć, że była to ręka Carlo. Gdy pozwolił sobie na więcej i zaczął nią sunąć w górę mojego uda, szybko ją strzepnęłam. Przez chwilę żałowałam, że nie zajęłam miejsca obok Daniela. Jednak szybko mnie te uczucia opuściły. Akurat wtedy, kiedy dojechaliśmy pod jakże wielką posiadłość. Serio, to było takie wielkie, że nie potrafiłam objąć tego całego wzrokiem. Ile on ma pieniędzy, skoro może sobie pozwolić na takie coś? 
    Wchodząc do środka, to myślałam,  że zaraz się zgubię. Gdyby nie Daniel i jego szept mówiący,  w która stronę mam iść, to bym się pogubiła w tych wszystkich pomieszczeniach. Poza tym stwierdziłam, że skoro zaproponowali mi nocleg tutaj, to ja się odwdzięczę skromną kolacyjką. W czasie, gdy ci zajęli się sobą w salonie, ja krzątałam zaraz obok w kuchni. Z tego, co znalazłam w szafkach i w lodówce postanowiłam zrobić naleśniki. Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się tego, że z tej ilości składników, zrobią się aż trzy duże talerze, zapełnione po brzegi naleśnikami. Nawet nie zdołaliśmy tego wszystkiego zjeść. To co zostało przykryłam jakąś prowizoryczną przykrywką, tudzież talerzem i schowałam do jednej z szafek. Widziałam, że im posmakowało, bo wpieprzali to tak, że aż im się uszy trzęsły. Tak, oni nie jedli, oni wpieprzali. Podczas kolacji oczywiście nie obyło się od drobnego podrywu skierowanego w moją stronę przez Carlo. Starałam się to zbywać małymi uśmiechami i krótkimi komentarzami, lecz mężczyzna się nie poddawał. No cóż, ładna buźka i dobry tekst to nie wszystko. Na pierwszy rzut oka można było ujrzeć, jaki typ faceta reprezentuje. Był zupełnym przeciwieństwem Daniela. Momentami nawet się dziwiłam, że tak świetnie się ze sobą dogadują.
    O równej dwudziestej [240 minut przed północą, czyli 1 440 sekund, a dokładniej to 1 440 000 milisekund] poszłam się myć. Nie było tam w ogóle moich kosmetyków, więc byłam zmuszona użyć żelu do kąpieli i szamponu Daniela. Gdy wyszłam spod prysznica pachniałam jak on, dosłownie. Jednak wcale mi to przeszkadzało. Nawet cieszyłam się, że przyjęłam jego woń.
    Dopiero, gdy się wytarłam, to ogarnęłam, że nie wzięłam ze sobą żadnych ubrań. Znaczy miałam, ale te, w których chodziłam już trzeci dzień z rzędu. Owinęłam się ręcznikiem szczelnie i wyszłam z łazienki, wprost do sypialni Daniela. Uśmiechnęłam się do niego, gdy zobaczyłam, że siedzi na łóżku z kulami obok i czeka na swoją kolej.
     - Mogę pożyczyć coś od ciebie na przebranie? - Podeszłam do jego szafy, nie spuszczając z niego wzroku i trzymając jedną ręka za ręcznik, bo czułam, że powoli ze mnie spada. - Jeszcze umyję zęby i będziesz mógł iść.


< Daniel? ♥ >

+20PD

24 sie 2018

Od Idy C.D Althea

    Obserwowałam z boku całe zajście i szczerze mówiąc, nie byłam zdziwiona, że dziewczyna tak reaguje na ich odzywki. Sama bym chyba przy nich nie wytrzymała i zrobiłabym to, co ona - zrobiłabym mu cały deser na głowę. Parsknęłam cicho, widząc, jak ona zrobiła to z niemałym uśmiechem na twarzy i w dokładnie tym samym momencie podszedł do mnie szef.
     - Co ona kurwa robi?! - warknął do mnie, patrząc dokładnie na tą samą osobę co ja. - Ida, idź do niej i z nią to wyjaśnij. Mała kurwa psuje mi reputacje - zaklął, a ja przewróciłam oczami. Czemu musiał mi się natrafić taki szef.
    Podniosłam się zmęczona z krzesełka przy barze i podeszłam w stronę dziewczyny. Ta wpół kroku zatrzymała się na mój widok i rozchyliła delikatnie wargi.
     - Idziesz ze mną - powiedziałam, łapiąc ją za rękę i pociągnęłam ją w stronę zaplecza. O dziwo, dziewczyna w ogóle nie protestowała.
    Kiedy w końcu się na nim znalazłyśmy, westchnęłam głośno i popatrzyłam na nią karcąco, zaraz później wybuchając cichym śmiechem.
     - To było świetne! - Poklepałam ją po ramieniu, nadal cicho chichotając. Naprawdę nie chciałam jej nic wyjaśniać, tak jak kazał mi to zrobić szef. Jedynie chciałam jej pogratulować śmiałości i w pewnym sensie ją pochwalić. - Ale… - otarłam łzy, które osadziły mi się na powiekach - masz w pewnym sensie przesrane. Mój szef może ci nie zapłacić przez to całe zajście. - Westchnęłam cicho, już przestając chichrać się jak osoba z epilepsją.
     - Jakoś bardzo mi wszystko jedno - mruknęła pod nosem, delikatnie się do mnie uśmiechając.
     - I dobrze. - Uśmiechnęłam się do niej i wyciągnęłam rękę po miotłę, która leżała zaraz obok mnie i podałam ją dziewczynie - To ty możesz zamiatać i ścierać blaty, a ja będę hopsać radośnie jak jednorożec po kłębach chmur i puszczać tyłkiem tęczę - powtórzyłam jej poprzednie słowa, po czym szybko wypchałam ją z zaplecza. - Lecisz laleczko i pokaż, na co cię stać. - Złapałam ścierkę z blatu i wcisnęłam jej w dłonie.
    Z uśmiechem na ustach poszłam zbierać kolejne zamówienia, robiąc dobre wrażenie na klientach i zachowując się czasem nawet nienaturalnie miło. No cóż, tego wymagała od nas ta knajpa, a ja nie miałam nic do powiedzenia. W końcu, zatrudniając się tutaj, zgodziłam się na to wszystko. Wtedy mi to nie przeszkadzało i teraz nawet też nie, ale charakter mojego szefa był czasem nie do zniesienia. To mężczyzna, który szybko się denerwuje i nie lubi, jak coś idzie nie po jego myśli - jak to całe dzisiejsze zdarzenie, z głównym udziałem Althei. Zdarzały się czasem nawet momenty, kiedy czułam się przy nim nieswojo. Parę razy słyszałam wydostającą się z jego ust propozycję, dotyczącą wyjścia z nim na randkę. Za każdym razem odmawiałam, z resztą tak samo jak reszta dziewczyn ze mną pracujących. Widać, że nie tylko mi to proponował, co było z jego strony zupełnie nie na miejscu. W końcu był naszym szefem, a romans z własnym pracodawcą to była ostatnia rzecz, o której chciałabym myśleć.
    Jakiś czas później, pierwszy raz spojrzałam dzisiejszego dnia na zegar, który wskazywał godzinę siedemnastą trzydzieści [dokładnie 1050 minut po północy, czyli 63 000 sekundy, a dokładniej to 63 000 000 milisekund]. Uśmiech momentalnie rozrósł się na mojej twarzy jeszcze bardziej, kiedy uświadomiłam sobie, że mój czas spędzony w pracy dobiega końca. Z uśmiechem na ustach ścierałam kolejne blaty, wiedząc, że w domu czeka na mnie kanapa, ciepły koc, pyszna kolacja. kot-pieścioch i telewizor razem z tymi wszystkimi telenowelami, które zdołały mnie pochłonąć bez reszty. Naprawdę, kto by pomyślał, że syn ojca głównego bohatera, jest bratem córki jego matki. Wow, mózg rozjebany. A tak na serio to nie, nie oglądam tego. Zbyt szybko zasypiam.
    Dosłownie już pod koniec pracy, zobaczyłam, jak nowopoznana przez mnie dzisiaj kobieta kłóci się po raz kolejny dzisiaj z moim szefem. Już wtedy się domyślałam, że będzie chciał jej obniżyć pensję za ten dzień, przez ten cały niemiły incydent... Zależy dla kogo niemiły, mi się całkiem podobało.
    Nie myśląc zbyt dużo, podeszłam do nich i od razu, bez żadnego uprzedzenia wepchałam się w ich rozmowę.
     - Niech pan nie obniża jej wypłaty. - Uśmiechnęłam się uroczo w jego stronę. Strzelałam w ciemno, tak szczerze mówiąc. Nawet nie podsłuchałam ani jednego słowa z ich rozmowy.
     - Skąd… - Popatrzył na mnie zdziwiony, a ja od razu mu przerwałam.
     - Intuicja - Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i po raz kolejny uprzedziłam jego pytanie, odpowiedzią. - Jeśli pan nie chce jej dać całości, to proszę mi trochę odjąć z pensji i dać jej.
    Mężczyzna zmarszczył brwi, ale chwilę później pokiwał głową i zsunął ze mnie swoje spojrzenie, przenosząc je na Altheę.
     - Jakaś ty szczodra, ale z resztą - parsknął - jak chcesz. To tobie odejmę od wypłaty, a nie mnie. Zaraz przyniosę pieniądze. - Powiedział do kobiety i ruszył w stronę zaplecza, a ona jak na zawołanie skierowała swój zdziwiony wzrok. Ja tylko uśmiechnęłam się i poklepałam ją po ramieniu.
     - Ty głupia jesteś - powiedziała z pretensją - to twoje ciężko zarobione pieniądze, a nie moje!
     - Cicho - odpowiedziałam jej ostro, a zaraz później ponownie wpuściłam niewielki uśmiech na swoje wargi - mnie się krzywda przez to nie stanie. Ty się dzisiaj wystarczająco w tej pracy namęczyłaś i z czystym sumieniem mogę ci powiedzieć, że zasłużyłaś. Zwrotów gotówki nie przyjmuję, od razu mówię.
    Minęło jeszcze trochę czasu, zanim dziewczyna przestała się ze mną kłócić i w końcu przyjęła te pieniądze. Cieszyłam się, że mogłam jej w jakiś sposób wynagrodzić pobyt tutaj, który niekoniecznie był dla niej miły. Nie każdy musi lubić tę pracę tak jak ja albo chociaż w połowie, tak, jak ja.
    Kiedy wróciłam do domu, odetchnęłam z ulgą. Zakończył się długi dzień chodzenia w wysokich szpilkach i odrobinę skąpej sukience. Co jak co, ale te stroje rzeczywiście mogliby sobie odpuścić. W każdym razie, siedząc już w domu, nie chciałam myśleć o pracy. Jedyne, co teraz zajmowało moją głowę, to to, co obejrzę i zjem - z resztą jak każdego wieczoru. Niestety moja sielanka nie trwała długo, tylko raczej do momentu, w którym nie usłyszałam dźwięku przychodzącej wiadomości. Gdy spojrzałam na wyświetlacz, cały mój świetny humor poszedł w zapomnienie.

Nieznany: Hej, kotku. Chciałbym Cię jutro wieczorem widzieć w naszym ulubionym barze. Pamiętasz go, prawda? Musimy ustalić parę rzeczy, które dotyczą twojego długu. ~Tom

    Jedyne, co mnie najbardziej zdziwiło to to, że napisał “Cię” wielką literą. W końcu nigdy z tego nie korzystał, więc nic dziwnego, że wprawiło mnie to w lekką dezorientację. Poza tym doskonale wiedziałam, o jaki bar mu chodzi. Często do niego zaglądaliśmy, gdy jeszcze byliśmy… razem. Tak. Kto by pomyślał, że mój ex pożyczył mi tyle forsy i kazał w oddać w strasznie krótkim czasie. Ponadto ostatnio głównie przyjmował ode mnie zapłatę w postaci mojego ciała. Nie chciałam tego - to dość istotny fakt, lecz niestety, zostałam postawiona pod ścianą i nie miałam zbytniego wyboru. Z cichym westchnieniem zaczęłam mu odpisywać.

Ja: Skoro i tak spłacam ci to wszystko swoim ciałem, to o co ci chodzi?

Nieznany: Zobaczysz, misiaczku. Przyjdź punktualnie o 19:30, co do minuty. [sekundy też]

    Po tej wiadomości już mi nie odpisał. Ten wieczór minął mi na sporym stresie. Zresztą tak samo, jak następny poranek i popołudnie. Nie mogłam przestać o tym myśleć, a w szczególności, czego ode mnie mógł chcieć. Dostawał moje ciało, bo nie miałam pieniędzy. Co jeszcze chce ode mnie wyciągnąć? Mieszkanie? A może namiary na konto bankowe mojego ojca - o tym jednak mógł pomarzyć. Nie miałam już z nim nic do czynienia, odkąd mnie wydziedziczył. Całkiem zerwał ze mną kontakt, ale ja nawet nie narzekałam. Potrafię o siebie zadbać.
    Gdy na zegarze wybiła godzina dziewiętnasta, zdecydowałam się w końcu wyjść z mojej dziupli i ruszyć na spotkanie z nieszczęściem. Nie stroiłam się nawet wyjątkowo. Przywdziałam tylko to, co miałam pod ręką i wyszłam. W niedługim czasie zdążyłam dojechać autobusem na umówione przez nas miejsce. Weszłam powoli do baru i rozejrzałam się po nim, prawie od razu zauważając Toma i dziwnie znajomą mi twarz. Skupiłam jeszcze raz wzrok na kobiecie, stojącej za ladą i momentalnie doszłam do wniosku, że jest to Althea.


< Alti? Misiaczku? ♥♥♥ >

+20PD

22 sie 2018

Od Idy C.D Daniela

    Od czasu, kiedy Daniel uderzył ręką w stół tak, że aż podskoczyłam na krześle i wyszedł z mojego mieszkania, w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Nie pisałam do niego, on z resztą do mnie też. Jak dzwonił mój telefon, to ani razu nie widziałam jego numeru na wyświetlaczu. Nie wiedziałam co się z nim dzieje, czy dalej zagłębiał się w ten interes, czy może odpuścił i wyjechał daleko stąd, by oderwać się od tego wszystkiego. Bolała mnie ta rozłąka, strasznie. Tęsknota i brak bliskości nie dawały mi spokoju. Znałam się z nim zaledwie parę dni, a już zdążyłam się tak przywiązać do jego widoku, jego głosu, a w szczególności dotyku i to jego w pewnym sensie najbardziej mi brakowało.
    Podniosłam się powoli z mojego łóżka. Sypialnia była już w pełni wyremontowana i wyglądała zupełnie tak, jak chciałam, żeby wyglądała. Na dodatek materac był taki wygodny, że nawet nie miałam ochoty się z niego podnosić. Tego dnia znowu miałam wolne, które pewnie spędzę tak jak zawsze. Siedząc, jedząc i oglądając beznadziejne telenowele, ciągle plątając się w ich tandetnej fabule… chybachyba że znowu przyszedłby Tom, odebrać “zapłatę” w postaci mojego ciała. Za każdym razem, jak wychodził z mojego mieszkania, zostawiając mnie obolałą, z kolejnymi siniakami na ciele przyrzekałam sobie, że następnym razem kopnę go w dupę raz a porządnie. Jednak moje postanowienia w ogóle się nie spełniały. Przychodził i brał, co chciał, a ja nawet nie protestowałam, bojąc się płynących z tego konsekwencji.
    Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek drzwi, moja pierwsza myśl - [to psy] to Tom. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to ktoś inny. Na samym początku, gdy w progu zobaczyłam Daniela, na mojej twarzy rozkwitł wielki uśmiech, lecz zaraz później, kiedy dostrzegłam za nim Gavina i błyszczące pistolety w ich rękach, zamarłam. Jednak do nich dołączył...
     - A-ale p-przecież spłacam dług… - zająknęłam się odrobinę, przenosząc wzrok z jednego mężczyzny na drugiego. Jeszcze nigdy w życiu tak bardzo się nie bałam.
     - To, że pieprzysz się z Tomem, to inna sprawa. Nie spłacasz tak długu, przykro mi - powiedział Gavin, stojący tuż za Danielem, z bronią w gotowości. A pomyśleć, że chodziłam z nim kiedyś do szkoły… Jak ten świat zmienia ludzi.
     - T-to… ja go spłacę. O-obiecuję - mówiłam błagalnie, czując, jak pod moimi powiekami zbierały się łzy. Nie chciałam umierać. Nie teraz. Nie w tej chwili. Chciałam umrzeć jako emerytka, w ciepłym wygodnym łóżku podczas snu… ale nie tak.
     - Przykro mi, ale termin już dawno minął, jak i twój czas. Poślij jej kulkę w łeb - powiedział do Daniela i ani na moment się nie zawahał, wypowiadając to zdanie. Patrzyłam przerażona na broń, która lśniła pod światło. Czułam, jak wszystkie mięśnie w moim ciele napinając się, drżąc ze strachu, gęsia skórka przepłynęła przez moją skórę, pozostając na niej przez dłuższy czas. Nie wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę.
    Daniel uniósł dłoń z pistoletem i wycelował nim prosto w moją głowę. Widziałam, że się waha.
    Błagam, nie strzelaj…
    Odbezpieczył ją.
    Błagam, nie strzelaj…
    Wypuścił cicho powietrze z ust i zmarszczył brwi.
    Błagam, nie strzelaj.
    Opuścił dłoń na dół bezradnie i spojrzał w stronę Gavina. Nie strzelił...
     - Nie dam rady - powiedział do niego wprost, na co ten warknął pod nosem i bez większego zawahania odbezpieczył broń, kierując ją w stronę mężczyzny. Nim jednak posłał mu pocisk prosto w czaszkę, ja pod wpływem chwili wyrwałam pistolet z dłoni Daniela i strzeliłam mu między oczy. On pod wpływem szoku również wystrzelił, dosłownie zaraz po mnie - Danielowi prosto w nogę. Drżącą dłonią upuściłam broń, która spadła z głuchym brzdękiem na posadzkę. Obserwowałam, jak mężczyzna przede mną powoli upada na podłogę, powoli plamiąc szkarłatną cieczą płytki. Zabiłam go. Te dwa słowa krążyły nieustannie po mojej głowie, nie dając mi spokoju. J-ja… Musiałam...
    Starając się już nie myśleć, uklękłam szybko obok Daniela i przyciągnęłam go do sobie, ze łzami w oczach. Ściągnęłam szybko sweter ze swoich ramion i owinęłam nim jego z każdą chwilą coraz bardziej krwawiące udo. Mocno go zacisnęłam i zawiązałam, by w jakiś sposób zatamować krwawienie. Gdy się upewniłam, że zrobiłam to wystarczająco dobrze, objęłam mężczyznę i przytuliłam do siebie, cicho szlochając.
     - W c-co ty się wplątałeś… - wyszeptałam, ledwo zatrzymując szloch w gardle.


< Danielku? ♥ >

21 sie 2018

Od Idy C.D Daniel

    Źle się czułam, z tym że Daniel dotyka mnie i całuje, zaraz po tym, jak robił to Tom. Pomimo tego, że dokładnie się umyłam, to czułam na sobie jego okropnie brutalny i ostry dotyk. Nie mogłam wymazać z głowy wspomnienia tej okropnej nocy. Nie chciałam, żeby kiedykolwiek Daniel się o tym dowiedział. Tak, tylko tego mi brakowało do szczęścia. By całkiem zmienił o mnie zdanie i uważał za panienkę lekkich obyczajów, tak zwaną panią z lasu.
     - Skąd znasz Toma? - zadaliśmy sobie to pytanie w tym samym momencie. Zmarszczyłam brwi i przez chwilę w ogóle się nie odzywałam. Daniel z resztą też. Oboje czekaliśmy, jak któreś z nas sobie odpowie.
     - Ty pierwszy - powiedziałam cicho i otulając dłońmi kubek z herbatą, czekałam, aż ten się odezwie.
     - Załatwił mi pracę - uśmiechnął się i powiedział dalej - pięć tysięcy za jedną godzinę. W takim tempie szybko zarobię na dom.
    Otworzyłam szerzej oczy. Czy on serio się na to zgodził? Na pewno nie znalazł żadnego ogłoszenia o pracę, tylko ten zaczepił go na ulicy i zaproponował szybką robotę na czarno, by on nie musiał sobie brudzić rączek. Zawsze taki był. Dużo płacił za ryzykowną robotę, przez którą mogą go wsadzić do więzienia na parę dobrych lat w zawieszeniu. Czy on naprawdę tego nie dostrzegł…? Chociaż jest też druga opcja - sam chciał nielegalnie pracować. Mam nadzieję, że wiedział, co się z tym wiążę.
     - Serio? Sam szukałeś, czy ci zaproponował? - spytałam, nerwowo popijając herbatę.
     - Zaproponował - zaśmiał się krótko. - Najlepsze jest to, że to wszystko na legalu.
     - Na legalu? - zachichotałam kpiąco. - Tyle forsy w tak krótkim czasie? To jest Tom. Znam go dłużej i lepiej niż ty. Nie powinieneś się z nim zadawać, serio. - Próbowałam go odciągnąć od tego pomysłu, najlepiej jak mogłam, ale średnio mi to wychodziło, bo ten cały czas stał przy swoim. W końcu nie wytrzymał i trochę głośniejszym tonem zapytał.
     - A ty skąd go znasz? - spytał ostro. Widać, że był już zdenerwowany tą rozmową. Ja na jego miejscu też bym była. Nawet na swoim własnym już jestem. Czemu po kilku latach musiał wrócić Tom i znowu mieszać mi w życiu? Przypomniał sobie o moim niespłaconym długu i postanowił tu wrócić? Nie, na pewno nie. To musiało być coś grubszego, a ja nie mam pojęcia co.
     - Były, chodziliśmy ze sobą w liceum - powiedziałam bez wahania i wzięłam kolejnego łyka herbaty. - Serio, daj sobie z tym spokój. To do niczego dobrego nie prowadzi, przekonałam się na własnej skórze.


< Daniel? ♥ Przepraszam ;-; >

20 sie 2018

Od Idy C.D Daniel

    Odebrałam telefon, leżąc na kanapie przed telewizją i zmarszczyłam brwi, słysząc głos Daniela i jego chęć przesunięcia naszego spotkania z wieczoru na poranek następnego dnia.
     - No okej - powiedziałam cicho, a później niekontrolowanie ziewnęłam. - A czemu tak przesuwasz, misiu?
     - Wyskoczyło mi coś - odpowiedział wprost i czułam. Po prostu czułam, jak uśmiecha się do telefonu. - To jak?
     - A o której miałbyś w planach przyjść? - uśmiechnęłam się do telefonu i rozłożyłam wygodniej na kanapie, przykrywając kocem i kładąc sobie na brzuchu talerz z kanapkami.
     - Rano - zaśmiał się perliście. - Czekaj na mnie o każdej porze, nie wiadomo, kiedy mogę przyjść.
    Zaśmiałam się cicho i wzięłam kolejną kanapkę do ręki. Nie wiem, jak długo jeszcze rozmawialiśmy przez telefon, ale mieliśmy sobie niesamowicie dużo do powiedzenia. Miałam wrażenie, że nie było przed nami żadnych ukrytych furtek, że mogliśmy ze sobą gadać o dosłownie wszystkim. Nawet temat pogody nie był dla nas nudny i potrafiliśmy przekształcić go w coś zabawnego.
    Jednakże nadszedł czas by w końcu się pożegnać i z niechęcią odłożyć słuchawkę. I zrobiłam to, a jakieś pół godziny później poszłam spać, nie przestając myśleć o nim i o naszym spotkaniu.
▼▲▼▲▼▲▼
    Wieczorem, w przeddzień mojego spotkania z Danielem, nie planowałam niczego innego jak samotny wieczór z kieliszkiem wina i dobrą pizzą. Brakowało mi jeszcze lustra, to bym zrobiła sobie randkę sama ze sobą. Zaśmiałam się pod nosem, myśląc o tym i włożyłam do ust kolejny kawałek pizzy.
    Nie spodziewałam się jednak, że ktoś zadzwoni do mojego mieszkania o jedenastej w nocy. Przetarłam oczy wierzchem dłoni i ruszyłam w stronę drzwi. Kolejny raz w ciągu tych kilku dni, na mojej twarzy zawitało zdziwienie, które nie zamierzało z niej zejść przez dłuższy czas.
     - Cześć Iduś. - Usłyszałam znajomy głos, a we framudze drzwi zobaczyłam po raz kolejny mojego byłego - Toma. Tak, zapomniałam wspomnieć, że nazywał się Tom. - Jak się trzymasz, zbierasz już pieniądze na spłacenie długów? - Spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja pokręciłam smutno głową.
     - N-nie… ledwo uzbierałam tysiąc avarów. - Spojrzałam kątem oka na portfel, który leżał na blacie w kuchni.
    Tom pokręcił głową i podszedł do mnie bliżej, łapiąc w pasie i przyciągając do siebie.
     - Ja akurat przyszedłem, żeby się z tobą spotkać. Tęskniłem, Iddy - wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu i wsunął powoli dłoń pod moją bluzkę, muskając nią moich nagich pleców. Momentalnie się do niego odsunęłam, ale ten ponownie zagarnął mnie w uścisk. - No wiesz co - pokręcił karcąco głową - nie wolno tak uciekać.
     - Mnie wolno - warknęłam cicho, znowu próbując się wyrwać. Tym razem bez skutku. - Puść mnie.
     - Najpierw to wybierz. Skoro tak ci idzie zbieranie tych wszystkich pieniędzy, to może zaczniesz spłacać dług ciałem już teraz? - Dopiero teraz zamknął za sobą drzwi i napierając na mnie swoim ciałem, prowadził mnie wprost na kanapę. - Odpuściłbym ci za ten numerek już pięćdziesiąt procent. No dobrze, może nie za numerek, ale za całą noc. - Nie zdążyłam zaprotestować, gdy ten już popchnął mnie na łóżko i rozebrał się z koszulki, odrzucając ją w bok.
     - Nie powiedziałam jeszcze, czy tego chce, czy nie. - Podparłam się na przedramionach i próbowałam zejść z kanapy, ale jego silne objęcia mi na to nie pozwoliły - Puść mnie - warknęłam mu w twarz.
     - Dlaczego, skoro widzę, że tego chcesz. - Chciałam tego? Chciałam oddać mu moje ciało na jedną noc, przez zasrane długi, których nie potrafiłam spłacić? Odpowiedź brzmiała nie, ale czułam się wtedy jak podparta do muru. Cokolwiek, czego bym nie zadecydowała i tak prowadziłoby do tego samego.
    Zagryzłam wargę i już nie wiedząc, co mam robić, całkiem mu się poddałam. Wizja tego, że za jedną noc od razu będę zwolniona ze stu tysięcy avarów była o wiele lepsza, niż milion takich “jednych nocy” za sto avarów od każdej. Nie wiedziałam, jak inaczej mogłabym się wyplątać z tego długu. Ojciec już dawno mnie wydziedziczył, a mama takich pieniędzy nawet nie ma na koncie. Moi znajomi też całkiem spłukani… Nie miałam wyjścia...
    Rano, nie potrafiłam ukryć obrzydzenia do swojej osoby. Cały salon wyglądał, jakby przeszedł przez niego tajfun, a ja sama nie wyglądałam lepiej. Można powiedzieć, że mnie nie oszczędzał. Gdy wstałam i przebiegłam się cicho do łazienki, zauważyłam na swoich udach, nadgarstkach i ramionach parę siniaków.
    Gdy przemyłam sobie twarz wodą, od razu przypomniałam sobie o moim spotkaniu z Danielem. Boże… jak ja mu się pokaże w takim stanie? On… On nie może mnie takiej zobaczyć.
    Szybko przegrzebałam kosmetyki i zaczęłam bardzo dokładnie tuszować wszystkie siniaki, jak i malinki. Długo to potrwało, fakt, ale przynajmniej Daniel nie będzie wiedział. Nie chce, by się dowiedział. To mogłoby zniszczyć naszą relację, mógłby zacząć mnie postrzegać jako prostytutkę, nie chciałam tego. Czemu poprzedniego dnia się nie wyrywałam i nie wykopałam go za drzwi? Boże, Ida. Jak można być aż tak głupim?
    Z westchnieniem wyszłam z łazienki i udałam się do salonu, gdzie Tom leżał już na kanapie, oglądając telewizję. Gdy usłyszał, że idę, tylko uśmiechnął się szeroko i poklepał miejsce obok siebie.
     - Chyba że wolisz na moim kolanie - posłał mi zalotny uśmiech, który ja sprawnie zignorowałam i zamiast usiąść, powiedziałam do niego wprost.
     - Chyba już na ciebie czas - uśmiechnęłam się nieszczerze i podałam mu koszulkę, razem ze spodniami. - Noc minęła, jest już ranek. Ubieraj się i bierz dupę w troki.
    Mężczyzna prychnął pod nosem.
     - No, dziwka zarobiła i nie jest już miła. - Podniósł się z siedzenia i zaczął zakładać na siebie kolejno części garderoby. - Nie dasz mi nawet kawki ani buziaka na pożegnanie?
    Pokręciłam głowa i zaczęłam go dosłownie wypychać z mieszkania. Nie chciała, by tu dalej przebywał. Zanieczyszczał powietrze swoim oddechem i był widocznym dowodem tego, co stało się wczoraj w nocy. Mruknęłam ciche “do widzenia” i dosłownie wypchałam go z mieszkania. Widziałam, jak powoli do moich drzwi zmierza Daniel, schludnie ubrany, z jedną czerwoną różą w dłoni. Myślałam, że serce mi się zatrzyma, gdy podejdzie bliżej.
     - Twój kochaś? - spytał z zaciekawieniem Tom, po czym się zaśmiał i ruszył w jego stronę, mówiąc coś po drodze. Za cholerę nie słyszałam, co on do niego tam wymruczał. Lecz nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że Daniel wyglądał, jakby już dobrze znał Toma.
    Chryste Panie...


< Daniel? ♥ >

+20PD

19 sie 2018

Od Idy C.D Daniel

    Ostatnie dni, spędzone bez mężczyzny, który sprawiał, że moje ciało zaczynało szaleć, a serce o mało nie wyskakiwało z piersi, sprawiły, że czułam się w dziwny sposób osamotniona. Cały czas mi czegoś brakowało, a ja nie mogłam sprecyzować, czego dokładnie. Moja kobieca duma nie chciała tego ujawniać, ale podejrzewałam, że trochę mi się tęskni za Danielem. Szczególnie za jego śnieżnobiałym uśmiechem i szerokimi barkami. O mój Boże…
    Minęło parę dni od naszego spotkania, a ja kolejny dzień z rzędu zaczynałam od czarnej kawy i wiadomości w telewizji. Po raz kolejny również się nie wyspałam i trochę wyglądałam jak siedem nieszczęść, ale makijaż na całe szczęście doskonale to zatuszował.
    Mój w miarę neutralny poranek zakłócił dzwonek do drzwi, rozbiegający się po całym mieszkaniu. Był on w stanie nawet obudzić mojego kota - co jest cudem.
    Podniosłam się leniwie z kanapy i podeszłam do drzwi, otwierając je. Jakie zdziwienie rozkwitło na mojej twarzy, gdy we framudze stanął mężczyzna, od którego parę lat temu pożyczałam pieniądze… jeszcze wtedy, kiedy byliśmy razem. To zdążyło już wypaść z mojej pamięci.
     - Oj Ida, Ida - powiedział, wpychając się do mojego mieszkania i nie zwracając uwagi w żaden sposób na moje protesty. - Wiesz chyba, że już dawno minął termin spłacenia długu.
    Dług… Na śmierć o tym zapomniałam. To było tak dawno, myślałam, że już się nie upomni. Że zostawi mnie w spokoju. Jak bardzo się myliłam…
     - J-ja - zająknęłam się. - Ja na śmierć zapomniałam.
     - Oj, no widzisz. - Uśmiechnął się nieznacznie i rozwalił na mojej kanapie. - Za nierozwagę powinno się płacić dwa razy więcej… ale ja jestem wyjątkowo miłym człowiekiem, a jako, że cię lubię, to pozwolę ci spłacić tylko to, co pożyczyłaś. Bez żadnych odsetek.
    Zestresowałam się lekko i mój kot doskonale to wyczuł, bo zaczął wywiercać w mężczyźnie dziurę swoim zimnym spojrzeniem. Mało brakowało, żeby zaraz się na niego nie rzucił. Podrapałam się po głowie i przez chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią.
     - To… kiedy mam to spłacić?
     - Najlepiej teraz - odpowiedział momentalnie - ewentualnie za tydzień. Jak termin minie to będziesz musiała to spłacać ciałem. Po terminie nie przyjmuje żadnych innych form zapłaty jak seks. - Puścił mi oczko i uśmiechnął się zalotnie. - Nie musisz się martwić, pamiętasz przecież, że jestem w tym całkiem dobry. Chyba, że nie do końca będziesz chciała mi się oddawać, to możemy się jakoś dogadać. - Wstał z kanapy i podał mi karteczkę z jego numerem telefonu. - Napisz do mnie, może coś razem wskóramy, kotku. - Minął mnie i klepnął mocno w pośladek, tak, że echo rozniosło się po czterech ścianach, nie wydostając się na zewnątrz. - Do zobaczenia. - Jak gdyby nigdy nic wyszedł z mieszkania, nawet nie zamykając za sobą drzwi. Zostawił mnie w samym środku pokoju, zdezorientowaną i zakłopotaną, z kawałkiem kartki papieru między palcami. Jak ja mam zebrać dwieście tysięcy avarów w jeden tydzień…? Na moją pracę jest to niewykonalne. Można powiedzieć, że już znalazłam się w czarnej dupie.
▼▲▼▲▼▲▼
    Będąc w pracy nie potrafiłam przestać o tym myśleć. Świadomość, że mam długi i będę musiała za niedługo spłacać to swoim własnym ciałem była okropna, a wizja tego jeszcze bardziej mnie zniechęcała i obrzydzała. Chciałam się wyrwać stąd jak najdalej, ale wiedziałam, że on i tak czy siak mnie znajdzie. Nawet na końcu świata. Znałam go nie od dziś i wiedziałam, do czego jest zdolny. Czemu kiedyś byłam akurat z nim w związku? Nie wiem. Nie pamiętam, co mnie wtedy do niego ciągnęło i nie chce pamiętać.
    Starałam się pracować, ale też nie odchodziłam od telefonu, chcąc się jakoś z nim dogadać. Nie chciałam mu oddawać długu ciałem, ale też nie miałam pieniędzy. Boże, co ja zrobię...?
    Od dobrych dwóch godzin robiłam na pełnych obrotach, kręcąc się od jednego stolika do drugiego i odbierając zamówienia. Powoli traciłam rachubę w tym, ilu klientów już zdążyłam obsłużyć i ile napiwków zdążyłam zebrać.
    Podeszłam do kolejnych gości.
     - Dzień dobry. Chcą państwo złożyć zamówienie? - spytałam, nawet nie podnosząc wzroku znad kartki i telefonu, który trzymałam zaraz obok niej.
     - Ida? - Usłyszałam znajomy głos, przez co od razu podniosłam wzrok na mojego klienta, którym ku mojemu miłemu zaskoczeniu okazał się Danielem. Moje serce od razu zaczęło bić szybciej, a ja uśmiechnęłam się szeroko, chowając telefon i podchodząc do niego bliżej. Później się zajmę tamtą sprawą.
     - Hej - powiedziałam przeciągając samogłoskę w wymowie i delikatnie zmierzwiłam jego włosy. - Nie sądziłam, że cię tu spotkam.
    Nim on zdążył cokolwiek powiedzieć, do akcji wkroczył Carlo, witając się ze mną szarmancko i posyłając mi swój pełen seksapilu uśmiech. Wzdrygnęłam się lekko i prześledziłam go wzrokiem. Pierwszy raz obok mnie kręciło się tyle przystojnych mężczyzn i tak naprawdę, nie wiedziałam, czy mam się cieszyć czy smucić. Raczej wolałam zachować się neutralnie i nie zwracać uwagi na jego nieudolne zaloty, które próbował wpleść między składanie zamówienia. Wolałam poświęcić swoje interesowanie czemuś innemu, a raczej komuś.
     - Co robisz dzisiaj wieczorem, kotku? - zaczął Carlo, a Daniel spojrzał na niego nieco groźniejszym spojrzeniem. Zaśmiałam się w duchu. Chociaż w sumie, jeśli przez to miały być zachwiane ich przyjacielskie relacje, to nie chciałam tego dalej ciągnąć. Nie jestem taką szmatą, na jaką czasami mój wygląd może wskazywać.
     - Jestem zajmowana przez twojego przyjaciela. Wybacz, ale możesz już przestać mnie podrywać. - Uśmiechnęłam się do niego z lekka przepraszająco i dokończyłam zapisywać ich zamówienia w notesiku. Nim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ja oddaliłam się od ich stolika i weszłam do kuchni, czytając zamówienie i przyczepiłam karteczkę na tablice korkową. Dziewczyny zaraz później zaczęły mnie wypytwac: z kim rozmawiałaś?, kto to był?, a ja po prostu zbywałam je jakimiś krótkimi odpowiedziami.
    Starając się nie uciekać myślami do tamtych dwóch mężczyzn, siędzących w kącie lokalu, pozwoliłam się porwać w wir pracy. Zbierałam zamówienia, kręcąc się z jednej części budynku do drugiej, póki nie nadszedł czas na małą przerwę. Zadowolona, że w końcu mogę odpocząć od tego zgiełku, zdjęłam buty i odetchnęłam z ulgą. Jednak radość z mojej twarzy zeszła z niej równie szybko, jak się pojawiłam. Myśl, że nadal mam na głowie długi, nie dawała mi spokoju. Wyciągnęłam telefon w celu napisania do kolesia, od którego na czarno pożyczałam forsę. Musiałam coś z tym zrobić, inaczej będę zmuszona spłacać to swoim ciałem, czego nie chciałam nawet w mniejszym stopniu.
    Zanim zdążyłam wystukać jakiekolwiek zdanie na klawiaturze, ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę tak, że wpadłam w jego objęcia. Od razu poczułam znajomą wodę kolońską i spojrzałam w górę, by ujrzeć uśmiechniętą szeroko twarz Daniela. Moja twarz lekko zbladła.
     - Co tu robisz? - spytałam poddenerwowana. - Nie możesz tu być. Jeśli mój szef nas tu złapie, będę miała przesrane.
    Nie odpowiedział nic tylko wciągnął mnie do jednego z ciemniejszych kątów zaplecza. Zmarszczyłam brwi, gdy ledwo wcisnęliśmy się do jednego z nich. Ledwo mogłam oddychać, a za każdym razem, gdy nabierałam powietrza, moja pierś stykała się z jego torsem.
     - Dobry pomysł - powiedziałam szeptem i znowu podniosłam wzrok na mężczyznę. - Nie mamy dużo czasu, bo jeszcze się tu udusimy - zachichotałam.
     - Oj tam, nie jest aż tak źle. - Przyciągnął mnie do siebie bliżej i wychylił się, sprawdzając, czy nikt do nas nie idzie. - Właśnie, a co chodzi z tym byciem zajmowaną przez mnie? - spytał Daniel, podśmiewając się cicho. Sunął delikatnie dłonią po mojej talii, a ja wzdrygnęłam się lekko na ten gest.
     - Chciałam go spławić. - Wyszczerzyłam się w jego stronę, zarzucając mu ręce na szyję. - Ale jeśli chcesz, możesz to też interpretować jako zaproszenie na randkę. - Musiałam zastąpić czymś nieprzyjemne myśli o długach, bo inaczej chyba bym ześwirowała, a jego towarzystwo nadawało się do tego idealnie.


< Daniel? ♥ Zaczynamy szemrane interesy? >

+20PD