Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexavier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexavier. Pokaż wszystkie posty

31 sie 2018

Sierpniowa czystka

Witamy w cokwartalnej czystce bloga.

Krótka legenda
Postacie, których opowiadanie nie pojawiło się do dnia 14.07 zostają wydalone.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się w dniach 15.07 - 31.07 zostają ukarane upomnieniem.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się 01.08 oraz w dniach kolejnych pozostają na blogu.
Adaline Sky Bladell
Althea Santos
Anastasia Warner [decyzja właścicielki]
April Lavender
Ashley Michaelle Tisdale [decyzja właścicielki]
Aylin McKagan
Bridget Janet Hemmings
Brooke Octavia Middleton
Camilla Rose Carter
Cassandra Liv Smith
Catniss Pierce
Charlie Graham
Eleanore Vivienne Jensen
Evangeline Lavelle
Gemma Katia Mercer
Ida Maye
J.C. Alexander
Jacquine Brown
Katfrin Victoria Salvadore
Kathy Riley Wonderland
Kendall Tatum Collins
Koyori Leokadia Okami
Laurene Danielle Odiney
Louise "Miley" Watson
Lucia Santos
Mallory Taisa Moore
Megan Levis
Moony Symphony
Roxanne Marjigold Petsch
Odette Scarlet Blackwell
Valerie Brown
Whites Belive
Aaron Brown
Adam Lancaster
Alexavier Griffith 
Cairstairs
Antoni Adam Watson
Bellami Jon Salvadore
Billy Joe Moliere
Cameron Monaghan
Carlo Rossi
Castiel Aaron Hunter
Charles Lawrence Winchester
Christian Alexander Marrero Santos
Daniel Parker
Dante Désiré Lavelle
Daveth Fredrik Solberg
David Thomas Carter
Einar "Ivo" Brekke
Elias Jefferson
Etienne Lucas Delacoix
Eugene Lowe
Felix Wilson
Hangagog Jack Black
Igor Priskiewitz
Jacob Grant
Jonathan Christopher Herondale
Julien Callière
Kasper Morgan
Kayn Fortebracci
Leonardo Kevin Ford
Matt Jeffrey Bower
Nathaniel Schrödinger
Nivan Oakley
Noah Brown
Stephan Wood
Thomas Sangster
Podsumowując:
- z bloga odchodzi 12 postaci
- postaci uzyskuje upomnienie

~Administracja

7 cze 2018

Od Alexaviera cd. Selene

Idę szybkim krokiem przez miasto, chociaż doskonale wiem, że nigdzie mi się nie śpieszy. Uważam to za głupie - udaję przed ludźmi, że moje życie nie ogranicza się do pijackich nocy w barach, wkurwianiu Sylwestra, czytaniu poezji i robieniu zleceń dla mafii. Że mam jakieś życie poza tym, że mam do kogo wrócić do przyciasnego mieszkania, że dzięki komuś moje serce ma szansę stopić lodową pokrywę.
Gówno prawda.
Rutyna, ach, rutyna.
Odkąd pamiętam uwielbiam udawać kogoś, kim nie jestem. To debilne, ale czy świat też nie jest debilny? Przy tym wszystkim ani na moment nie żałuję, że prezentuję się przed ludźmi zimnym sukinkotem, do czego przyzwyczaiłem się już tak bardzo, że już mnie to nie rusza. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy w końcu staje się prawdą, nie?
Zwiałem z wykładu. Wykładowca na owej lekcji mnie nie znosi, więc okazja do ucieczki jest dla mnie niemal siódmym niebem. 
Stoję na przystanku, czekając na swój autobus. Nawet nie próbuję kupić biletu - wyobrażacie sobie największego chuja w Avenley River, który boi się kanara? Wolałbym dostać ten pieprzony mandat, niż żebym czuł ujmę na honorze. 
Autobus przyjeżdża na przystanek. Nie mój.
- Typowe, w końcu chińskie ubranie - słyszę czyiś głos, kiedy ludzie zaczynają opuszczać pojazd.
Widzę całkiem wysoką (ale wciąż niższą ode mnie!) dziewczynę o ciemnobrązowych włosach, która niezdarnie próbuje zbierać z chodnika swoje rzeczy. Najwyraźniej się przewróciła, wychodząc z autobusu - cała zawartość torebki walała się na ziemi, a jej bluza, którą teraz trzymała w dłoniach, najzwyczajniej była podarta.
Okazja do drobnej, spontanicznej kradzieży. Plus tysiąc w rankingu do bycia zajebistym sukinkotem.
Podchodzę do niej, po czym klękam na chodniku, próbując niezdarnie pozbierać jej rzeczy. Ugh, utarty stereotyp o kobiecej torebce jako o czarnej dziurze bez granic faktycznie się sprawdza.
- Poczekaj, pomogę ci - mamroczę. 
Nieznajoma mi przytakuje. We dwoje zbieramy rzeczy z jej torebki, a cisza jest tak dziwnie przytłaczająca, że jakoś nie czuję się na siłach do kradzieży, chociaż jej portfel leży wręcz na wyciągnięcie ręki. 
Dobry uczynek z moich rąk wydaje się dziwny. Minus tysiąc w rankingu do bycia zajebistym sukinkotem.
Brunetka wstaje, a ja jeszcze podnoszę jej telefon i podaję jej go. Dziewczyna syczy cicho, oglądając go uważnie w dłoniach.
- Cholera. Stłuczony - mówi, z cichym westchnięciem upychając go do zapchanej już jej rzeczami torebki. - W każdym razie, dziękuję, dobroczynny nieznajomy, czy coś.
Dobroczynny. Dobroczynny Alexavier. Dobroczynny Alexavier Carstairs. Dobroczynny sukinkot. 
Czy tylko dla mnie to tak beznadziejnie brzmi?
Mimowolnie się wzdrygam, marszcząc czoło i upychając dłonie z powrotem w tylne kieszenie spodni.
- Tak. Nie ma za co, CZY COŚ - warczę. Och, jak to dziwnie musi wyglądać. Najpierw wredny sukinkot pomaga przypadkowej dziewczynie spotkanej na ulicy, a potem jeszcze na nią warczy. Czysta hipokryzja, której tak bardzo nienawidzę, ale której jestem pełny.
Dziewczyna zaciska usta w cienką kreskę, patrząc się w moją stronę pytająco. Bez rzucania przesłodzonego pożegnania na odchodne, po prostu odwracam się do niej tyłem i idę w swoją stronę. Już pieprzyć autobus, na który miałem czekać - wiem, że jeśli się zatrzymam, nawiążę rozmowę ze znajomą nieznajomą.
Chłodna logika nie pozwala mi na rozmawianie z żadną przypadkową dziewczyną, która nie poznała mnie od strony szmaciarza o lodowym sercu (jakby serce nie było tylko kawałem mięsa do pompowania krwi). Do moich hobby nie należy ranienie przypadkowych suk poprzez ich zakłamane patrzenie na mnie. W głębi duszy czuję, że chcę wreszcie z kimś porozmawiać, najlepiej szczerze, choć wiem, że nie umiałbym się przełamać.
Dlatego zatrzymuję się, kiedy brunetka łapie mnie za ramię, każąc mi przystanąć.
- Czekaj - mówi władczym tonem, na który aż unoszę brwi w zdumieniu. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ktoś do mnie mówi w ten sposób, ale wybaczam jej, jest zbyt niewinna i nieświadoma, kogo właśnie zagaduje. - Mogę chociaż poznać twoje imię, skoro już mi pomogłeś? - Wyciąga w moją stronę dłoń. - Jestem Selene.
- Selena Gomez? A może Selene jako bogini księżyca? - prycham. Odtrącam jej dłoń. Fuj, zarazki. - Alexavier.

Selene?

5 cze 2018

Od Alexaviera cd. Kendall

Uśmiecham się głupawo, kiedy Kendall wychodzi z baru. Pascal odczekuje, aż dziewczyna znika w jednej z uliczek, po czym trąca mnie delikatnie w ramię, mrużąc przy tym powieki swoich niebieskich oczu. 
Przez chwilę zastanawia mnie, jakim cudem Pascal tak dobrze mnie zna, skoro nasz kontakt ogranicza się do kilku złośliwości w barze. Czy tak łatwo mnie przejrzeć? A może ostatnio przestałem się w jakikolwiek sposób ukrywać? Poznana tego dnia Kendall zdążyła to udowodnić - prawdopodobnie wyszedłem z formy.
No, prawie.
Rozglądam się dookoła, po czym wyciągam na blat całkiem ładny, skórzany portfel, który rzucam na blat tuż pod nos barmanowi.
- Akuku, szmato - prycham, oblizując spierzchnięte wargi. 
Pascal sięga po ścierkę z fikuśnymi wzorkami, by po chwili zdzielić mnie nią po łbie. Syczę cicho, rozmasowując łeb, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nawet mnie nie zabolało.
- Ouch, a to za co? - warczę, przez moment zastanawiając się, czy mu czymś nie oddać. Zagryzam jednak wargę i opanowuję się, wiedząc, że nawet drobna sprzeczka z właścicielem baru mogłaby się źle skończyć; co jak co, ale doskonale znałem jego możliwości. Zdarzyło się już nie raz, i nie dwa, oberwać prosto z jego pięści.
Pascal wraca do swojej roboty, znowu mnie ignorując. Z tyłu głowy dręczy mnie palące uczucie, że mężczyzna wie, że nic tak bardzo mnie nie wkurwia jak ignorancja.
- Masz to jej oddać - mruczy w końcu.
- Czy ja powiedziałem, że jej nie oddam?- Uśmiecham się ironicznie, wyłamując palce i z powrotem sięgając po portfel. Pascal podnosi głowę, zerkając na mnie i marszcząc brwi w lekkim zdziwieniu. 
Przez chwilę grzebię w jej portfelu, wzdrygając się lekko - ta mała cholera prawdopodobnie miała dokumenty w innej kieszeni. Sprytnie, sprytnie. Wzruszam ramionami, chociaż wydaję się zawiedziony. 
- Trudno. Nie powinna odejść tak daleko. Pójdę za nią, a jeśli jej nie znajdę, to po prostu pogrzebię trochę w jej dokumentacji, w... - tu ściszam głos, momentalnie gryząc się w język - ...mafii powinni coś wiedzieć.
- Nie mieszaj tylko jej w mafię - prycha do mnie Pascal na odchodne, na co ja mu salutuję, wypadając z baru.
Dzisiaj dużo nie zarobię.

Krążę między uliczkami, do momentu, aż nie zauważam mojej zguby - Kendall. Tfu, Kendall bijącą się z jakimś łysym psycholem.
Stoję za rogiem, uważnie obserwując całą sytuację. Nie widzą mnie, ale ja widzę ich - obserwuję każdy ich ruch, każde drobne potknięcie w tej bójce, określam ich umiejętności w potyczkach, ledwie powstrzymuję się od parsknięcia śmiechem na widok Kelly powalającej większego od niej mężczyznę.
Niezła suka.
Cofam się, chowając portfel za plecami. Kątem oka widzę jeszcze, jak dziewczyna sięga po swój telefon, więc domyślam się, że dzwoni po policję. Wycofuję się grzecznie, nie chcąc, żeby Kendall zauważyła brak portfela i zgłosiła psom przy okazji mojej kradzieży. Ostatnio coraz bardziej czuję karcące uczucie, że powinienem wystopować - jeśli następnym razem złapie mnie psiarnia, mogę już tylko pomarzyć o karierze jako kryminolog.
Dlatego tym razem się wycofuję, czekając, aż policja odjedzie. Kelly sobie nie odpuszczę, jest zbyt interesująca.

Policja opuszcza uliczkę, zabierając ze sobą zboczeńca, który napadł na dziewczynę. Kręcę głową z politowaniem - już myślałem, że mogę zostać świadkiem niezłego widowiska, chociaż pokonanie tego faceta przez Kelly również nie było złe.
Ruszam znowu za dziewczyną, widząc, jak kieruje się w stronę swojego mieszkania.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że każdy człowiek czuje, że jest obserwowany, dlatego usuwam się w cień, nie chcąc zostać zdemaskowany.
W końcu Kelly wchodzi do mieszkania, a ja czekam u stóp schodów, aż wejdzie. Odczekuję od kilku, do kilkunastu minut, aż odgłosy w domu ucichną, potem kolejne kilka minut...
I zaczynam walić do drzwi, szczerząc się przy tym jak skończony dureń.
Dziewczyna po dłuższej chwili otwiera mi drzwi, stojąc w piżamie z szeroko otwartymi oczami.
- Co ty, do cholery jasnej, znowu odwalasz? - warczy w moją stronę.
Widzę, że już przymierza się do zatrzaśnięcia mi drzwi przed nosem bez mojej odpowiedzi, ale zatrzymuję je butem. W milczeniu pokazuję jej portfel, machając zgubą przed nosem Kelly.
- Bo wiesz, znalazłem to... A, że mieszkam blisko, to uznałem, że wpadnę - prychnąłem, uśmiechając się złośliwie.
Szykuje się niezła zabawa.

Kelly?
Zabij mnie plz, to nie wyszło, w ogóle, brak weny, a tfu.

19 maj 2018

Od Alexaviera (do Mallory)

To chyba pierwszy raz, kiedy wątpię w siebie i zaczynam realnie brać pod uwagę słowa niektórych ludzi, że jestem skretyniałym idiotą.
Wchodzę do tego samego baru, gdzie bywam codziennie, sprzedając swoje ciało za marne pieniądze. Jest wieczór, a ja jestem wyjątkowo znudzony - mijam Pascala przy barze, który na mój widok przewraca oczami, mijam paru facetów przy jednym stoliku grających w pokera. Ziewam, zasłaniając dłonią usta. 
Pora się najebać?
Dosiadam się do ziomów, którzy grają w pokera i taksuję ich wzrokiem. Przy stoliku siedzi ich pięciu (włącznie ze mną; sześciu), próbuję sobie przypomnieć ich imiona - Ryan, Ivo, Raphael, Tyson, Dorcey. Podobnie jak ja, stali bywalcy, nic nowego. 
- Och, Alex - mruczy jeden z nich. Prawdopodobnie Raphael, nie da się go nie poznać po tych charakterystycznych brązowych lokach i podobnie charakterystycznych czekoladowych oczach. Mimo wszystko, nie mój typ, chociaż raz się z nim pieprzyłem za kasę. - Grasz z nami?
- Kim dla ciebie jestem, że zwracasz się do mnie zdrobnieniem? - syczę. - Jestem spłukany. Nie masz na co liczyć.
Ivo prycha na mnie, wykładając karty na stół.
- Chłopcy nie wskakują ci do łóżka? Przykre.
Krzywię się. Cholerny homofob na pokaz. Pewnie już nie raz pierdolił się z facetami, ale nie chce się do tego przyznać. Niewielu chce. Łypie na mnie spojrzeniem swoich piwnych oczu. Światło odbija się od tej jego zacnej łysinki, papieros wystaje spomiędzy warg, a ja mam wrażenie, że zaraz mi pieprznie za samo istnienie. Dorcey szturcha go lekko ramieniem w żebra, żeby się opamiętał. 
Rozsiadam się wygodnie, zakładając ręce za głową. Przymykam na chwilę oczy, biorąc głęboki wdech i zakładając nogę na nogę, po czym uśmiecham się złośliwie i uchylam powieki, ale zauważam, że Ivo wrócił już do gry i przestał się mną przejmować.
Wolna muzyka rozbrzmiewa w barze - jakaś laska wygina się na scenie, jest na wpół naga, a napaleńcy krzyczą, żeby się rozebrała. Ryan wyciąga na stół trochę gandzi i częstuje nas, a ja przyjmuję swoją porcję chętnie - muszę się rozluźnić po całym tygodniu, brakowało mi tego. Pascal podchodzi do nas, wykładając na stół drinki na "koszt firmy". Podobno przyjaźni się z Raphaelem, który zresztą podobno ma znajomości w całym mieście, ale ile w tym jest prawdy? Nie mam pojęcia. W pierwszej chwili jestem pewien, że mnie pominie, w końcu raczej nie jestem jego ulubionym klientem, ale on wykłada przede mną na stolik szklankę mojego ulubionego trunku, Jacka Danielsa i mruczy coś do mnie pod nosem, że akurat ma dobry dzień i powinienem go za to całować po stopach.
Mimo, że jestem zjarany, upijam łyka mocnego whiskey.
Wolną muzykę płynącą ze sceny w barze przerywa charakterystyczny dźwięk dzwonka. Wychylam się zza stołu, chcąc zerknąć, kto tym razem nas odwiedził i widzę dziewczynę. Marszczę brwi, milcząc i przez chwilę zastanawiając się nad czymś.
Ostatnio coraz więcej ich tu bywa. Najwyraźniej znajdują się coraz odważniejsze i pyskate smarkule, które myślą, że wejdą do baru i od razu zawładną tym miejscem. Nie mam zamiaru nowym sztukom psuć humoru, że laski tutaj są tylko dla pieprzenia.
Zerkam w stronę sceny, na której dziewczyna (wytapetowana blondi, pełno ich tutaj) już wyje na scenie bez stanika. Wzdrygam się, ponownie zerkając w stronę nowej, która właśnie weszła do baru.
Ta nie wyróżnia się niczym szczególnym. O dziwo, nie jest wytapetowaną lalą, wręcz przeciwnie - ma uroczą, dziewczęcą twarzyczkę, którą okalają ciemnobrązowe, pofalowane włosy. Pokerzyści podnoszą wzrok zza gry, żeby na nią spojrzeć. Przez chwilę jestem pewien, że dziewczyna znalazła się tutaj zupełnym przypadkiem (wygląda zbyt niewinnie, żeby przyleźć tutaj celowo) - do momentu, aż nie zerka w stronę naszego stoliku i nie uśmiecha się złośliwie, jak prawdziwa sadystka, a zadziorne ogniki skrzą się w jej brązowych oczach. Upijam łyk Jacka Danielsa, marszcząc brwi. Jestem zaintrygowany, czuję z nią podejrzane powiązanie. Ten sadystyczny uśmiech, pewna siebie postawa, zadziorne iskry w oczach... Czuję w niej godnego przeciwnika.
Dziewczyna kieruje się w stronę naszego stolika.
- Mogę się dosiąść? - pyta dosadnym głosem.
Nie czeka na odpowiedź, zgarnia krzesło z sąsiedniego stołu i dosiada się do pokerzystów. 
Raphael wydaje się równie zaintrygowany co ja, marszczy brwi, a brązowe loki opadają mu na czoło.
- A możemy poznać chociaż twoje imię? Raczej pojawia się tutaj niewiele dziewczyn, które zjawiają się nie po to, żeby rozbierać się przed przypadkowymi zbokami. 
- Mallory.
Moi kumple przy stoliku po kolei się przedstawiają, ale kiedy nadchodzi moja kolej - jedynie wzruszam ramionami. Mallory prycha z pogardą. 
Chwilę później zaczynają grę od nowa - dziewczyna również chce zagrać. Ivo patrzy się w jej stronę łakomym wzrokiem, prawdopodobnie gdyby mógł, to już by ją rozebrał. Skończony kretyn.
Dopiero kiedy biorę ostatni łyk mojego drinka czuję, że jestem już na maksa zjarany i najebany. Obraz rozmazuje mi się przed oczami, a ja niekontrolowanie zaczynam uśmiechać się głupawo do wszystkich tutaj zgromadzonych. Nienawidzę być naćpany, a i tak to w kółko robię. Idiotyzm, ale czego można się po mnie spodziewać?
Gra się kończy. Mallory zgarnia całą pulę, wszyscy patrzą się w jej stronę zdumieni, kiedy zgarnia kasę, a ja klaskam jej i śmieję się jak skończony idiota.
- Brawo, brawo, brawo, Mallciuś! - mamroczę.
Raphael mruży powieki, momentalnie wyrywając mi z ręki szklankę whiskey.
- Chyba pora przestać, Alex - prycha.
Przewracam oczami, nie przestając się uśmiechać. Nawet kiedy jestem zjarany i nie myślę nad tym, co robię, nie uśmiecham się szczerze, chociaż odczuwam wewnętrzną, nieuzasadnioną euforię. Jestem w pełni zrelaksowany i czuję się, jakbym mógł rozdawać swoją euforię innym. Naprawdę, reszta ziomów przy tym stoliku przy mnie wygląda na naprawdę nieszczęśliwych.
Wychodzę ze stolika, wyjmując telefon z tylnej kieszeni spodni i przeczesuję włosy palcami. Mijam Mallory i resztę, którzy patrzą się na mnie jak na debila, po czym ruszam w stronę sceny, na której już do naga rozbiera się wytapetowana lala, a zboczeńcy jej wiwatują, nabieram w płuca powietrza... I wydzieram się na cały bar.
- Zamknąć ryja!
Szczerzę się z satysfakcją, kiedy wszyscy od razu cichną. Gwiżdżąc, grzebię przez chwilę w telefonie (najnowszy model srajfona), by po chwili podłączyć go do jakiegoś głośnika i na cały lokal puścić Gucci Gang (chociaż zanim rozległ się głos Lil Pumpa, trzeba było przeczekać reklamę tamponów o.b. Mina obecnych w barze bezcenna). 
Zostawiam telefon na parapecie i wskakuję na scenę. Laska, która przed chwilą wywijała się nago, schodzi ze sceny, a ja zaczynam tańczyć jakiś prowizoryczny breakdance, czy co to kurwa jest. W lokalu rozlega się długie "buuu!" widowni, a Pascal wychodzi z baru, wpieprzając się na scenę. Kątem oka widzę, jak Raphael wyłącza muzykę w moim telefonie. Przestaję skakać jak pojebany - jeśli właściciel baru wezwie ochronę, to mam przejebane, chociaż obecnie mam to gdzieś.
- Co tu się, do kurwy, dzieje, Carstairs? - syczy w moją stronę Pascal.
Wstaję, otrzepując spodnie. Uśmiecham się jakże uroczo do chłopaka stojącego przede mną i trącam go w ramię. Jego chłodne, niebieskie oczy przeszywają mnie na wylot. Pascal nigdy nie umiał się dobrze bawić.
- Oooo, Pasuuuuś, skarbie! Słuchaj, sprawę mam... - zaczynam, co kilka słów przerywając sobie śmiechem. - Umiesz grać w szachy? - Nie czekam na jego odpowiedź. - To zwal mi konia jednym ruchem!
I wybucham śmiechem, podobnie jak połowa obecnych w barze, ale oni raczej śmieją się ze mnie i z tego, jaki jestem żałosny. Pascal zaciska dłonie w pięści i wysuwa dolną szczękę. Jestem pewien, że z nerwów zaraz mnie walnie, a ja wręcz mu się nadstawiam, uśmiechając się jak idiota.
A potem ktoś nam przerywa.
Mallory wchodzi na scenę i pretensjonalnie chwyta mnie za rękę, ściągając mnie z niej. Zatrzymuje się na chwilę, lustrując wzrokiem to tłum zebrany wokół nas, to Pascala, aż w końcu sama postanawia się odezwać:
- Ja się zajmę tym kretynem.
I wyprowadza mnie z baru.

A potem budzę się w swoim własnym mieszkaniu, cuchnący papierosami i wódką, z potwornym bólem głowy i z mdłościami, a obok mnie śpi znajoma nieznajoma dziewczyna - Mallory. W jednym łóżku ze mną.
Z wrażenia spadam na podłogę z głośnym hukiem.

Mall? XD
+20PD

17 maj 2018

Od Alexaviera cd. Kendall

To takie głupie, wracać do miejsca, które odwiedza się niemal codziennie. Podrywać te same, przewijające się przez moje życie osoby. Sypiać z tymi samymi, stałymi klientami. Cholera, jest jakiś sposób na rutynę? Bar w centrum miasta co noc odwiedzają te same osoby. To stali bywalcy, podobnie jak ja - przychodzą, żeby strzelić shota (albo parę, serio, Pascal robi świetne drinki), może szukają wrażeń wśród obecnych tutaj prostytutek (w tym mnie, ale ja przyjmuję tylko chłopców; o dziwo, ich nigdy nie brakuje. Pedały, niech wracają do swoich żonek, a na boku pieprzą męskie dziwki). Mało spotykane jest tutaj zobaczyć dziewczynę, która nie wygląda w żaden sposób wyzywająco, a wręcz przeciwnie, zachowuje się, jakby przyszła do baru jedynie zatopić smutki życia codziennego.
Dlatego dziwię się, kiedy nie dość, że widzę nieznajomą twarz, to jeszcze dziewczynę, która bezczelnie na mnie wpada. Atakuje mnie już na starcie, wyzywając idiotą - a ja nie mogę przepuścić takiej okazji. Czuję od niej silny zapach alkoholu, więc w jej krwi musi znajdować się trochę procentów. Sam wypiłem niewiele, a to doskonały moment, aby wyniuchać moment do drobnego występku. Czy ja wiem, kradzież? Lustruję ją wzrokiem. Nie wygląda na nadzianą, ale nie zaszkodzi spróbować.
Przeczesuję czarne kosmyki palcami, uśmiechając się do tej kruchej istotki jak anioł. Anioł w ciele szatana. Albo... Szatan w ciele anioła, jeden chuj. Oblizuję usta, utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Ma brązowe oczy - zawsze zwracam uwagę na kolor tęczówki u ludzi, spotykając coraz to bardziej interesujące barwy.
- Och, nie martw się, kruszynko. Nic nie szkodzi - mówię, jak najłagodniej potrafię. Uśmiech godny władcy piekieł nieco psuje efekt, ale staram się tym nie przejmować. I tak jestem zajebisty. - Nieczęsto wpadają na mnie tak... piękne damy. - Trudno przechodzi mi to przez gardło. To nie tak, że traktuję płeć piękną jak szmaty, wręcz przeciwnie, ale jednak nie chcę, żeby pomyślała sobie, że ją podrywam. Chciałaby.
- Zjeżdżaj.
Wzdrygam się. Nie chcę być wredny, stracę okazję do ponabijania się z niej. Mogę ją naćpać, potem patrzeć, jak robi z siebie skończoną idiotkę, a na koniec okraść. Najpierw jednak muszę przekonać ją trochę do siebie, to krok do sukcesu.
- Uważaj, bo się zgubisz. Jest tu wiele gości, których wolałabyś nie poznać. A przecież nie chcesz mieć potem kłopotów, prawda? - Wsuwam dłonie do tylnych kieszeni jeansów i uśmiecham się do niej zadziornie. Może to ją przekona, podobno laski lecą na bad boyów. Nie wiem, nie znam się na dziewczynach, nigdy żadnej nie miałem. 
Dziewczyna wlepia we mnie swój wzrok. Mam wrażenie, że albo zaraz się zatoczy, albo mi walnie. Albo jedno i drugie. Wygląda na zniesmaczoną, więc wciągam w płuca powietrze, rozluźniając się. W końcu wyciągam ręce z kieszeń, wyciągając w jej stronę dłoń. 
- Alexavier - mruczę miękko.
Mam nadzieję, że mi się przedstawi, chociaż co do tego nie jestem pewien. Nie wygląda zbytnio na ufną.
- Kendall. - Przyjmuje moją dłoń.
Udaję zdziwienie.
- Śliczne imię. - Mówiąc to, oblizuję wargi. Pora się rozkręcać.
Obejmuję ją ramieniem, uśmiechając się sztucznie. Sztucznie i promiennie. Ciekawe ile już idiotów nabrało się na mój jakże uroczy uśmiech. Ciekawe, czy Kendall będzie do nich należeć.
- A więc, Kelly... - zaczynam ostrożnie. - Widzę cię tu pierwszy raz, a nie ukrywam, jestem stałym bywalcem. Problemy w pracy? Chęć poznania nowych... Wrażeń? - Poruszam kokieteryjnie brwiami.
Ujmuję jej dłoń, prowadząc ją z powrotem w stronę baru. Pascal to właściciel baru, który właśnie szykuje drinka dla faceta siedzącego nieopodal nas. Pascal. Jak można mieć tak beznadziejnie na imię? Podobno z pochodzenia jest francuzem, a tam to najpowszechniejsze imię, ale nie wiem, nie oceniam. W każdym razie jest przystojny i już nie raz i nie dwa go podrywałem, ale chyba nie jest zainteresowany. Świętoszek.
- Widziałam jak piłaś mohito. Pokażę ci coś lepszego - śmieję się, choć mój wzrok nie skupia się na towarzyszącej mi dziewczynie, a na Pascalu. - Pascaaaal, Jack Daniels dla dwojga!
To mocny trunek. Nie wiem, czy Kendall go tknie, ale chcę spróbować upić ją jeszcze bardziej. Dziewczyna wydaje się zmieszana, najwyraźniej boi się najebać jeszcze bardziej, ale na razie nie protestuje. To znak, że mogę działać dalej.
Sięgam do kieszeni bluzy i grzebię w nich chwilę, żeby wyjąć saszetkę z białym proszkiem i kartę kredytową. Kradzioną. Nie będę się narażać na kradzież własnej w takim pijańskim barze.
Pascal prycha na mnie, nie odrywając wzroku od szykowanych dla jego gości trunków.
- Carstairs, mówiłem ci, żebyś nie ćpał przy gościach. To nie zachęca nowych tubylców. - Uśmiecha się do Kendall. - I młodych dam także.
Ignoruję go, podsuwając narkotyk dziewczynie.
- Chcesz może? - pytam.
Odmawia. Grzeczna dziewczynka. Zaciągam się więc sam, a Pascal w tym czasie podaje nam whiskey. Kiedy kończę, zaciskam palce na szklance i wypijam wszystko jednym haustem. Właściciel baru prycha ponownie.
- Znowu się popisujesz, Carstairs?
Wzruszam ramionami, uśmiechając się zadziornie, po raz kolejny. Mężczyzna przewraca oczami, chyba zaczyna dostrzegać we mnie pewne zachowania. 
- Przed tak piękną damą nie zaszkodzi się czasem popisać.
- Szkoda tylko, że ty jesteś pieprzonym pedałem. I wszyscy to wiedzą w tym miejscu. Zacząłeś się kierować słowami "żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek", czy to ja o czymś nie wiem? - warczy w moją stronę. 
Śmieję się.
- Ej, ej. Spokojnie. Czasem to ja jestem pieprzony, a czasem to ja pieprzę. Zależy od sytuacji. - Oblizuję wargi.
Pascal już się nie odzywa. Czekam, aż Kendall wypije do końca swojego drinka, po czym uśmiecham się promiennie do dziewczyny, wstając od lady.
- Chodź, odprowadzę cię do domu. Tylko pokaż mi, gdzie mieszkasz - proponuję.

Kelly?
Mi coś, nie ten teges XD

Alexavier Griffith Carstairs

Na zdjęciu: George Scorus
Motto: My happy little pill, take me away, dry my eyes, bring colour to my skies.
Imię: Obdarzono go raczej nietypowym imieniem, które niestety nadano mu z drobnego incydentu. Od początku ciąży jego matki było wyraźnie zaznaczone, że urodzą się bliźnięta, którym postanowiono nadać dwa dźwięczne imiona - Alex i Xavier. I tak jego rodzice żyli w świętym przekonaniu, że urodzą się bliźnięta aż do kulminacyjnego momentu narodzin, gdzie wyszło na jaw wyraźnie - "sorry, nasz błąd, macie chłopca!". W związku z tym, że nad imieniem dla syna nie można było się długo zastanawiać, oficjalnie został nazwany Alexavier z połączenia dwóch imion wyżej wspomnianych. O dziwo, nie warczy za coraz to ciekawsze pseudonimy. Najczęściej nazywany jest Alex, rzadziej XavierXavVier. Jako, iż pochodzi z rodziny z tradycjami chrześcijańskimi, został ochrzczony, co zostało przypieczętowane jego drugim imieniem - Griffith, bo pradziadku ze strony ojca. Pełne jego miano brzmi Alexavier Griffith - a teraz przejdźmy do punktu nazwiska.
Nazwisko: Po rodzicach przejął dumne nazwisko Carstairs, raczej dość rzadko spotykane, podobnie jak jego imię. Osobiście nie lubi przyznawać się do swojego nazwiska z panicznego strachu przed tym, że ktoś skojarzy go z matką, której przecież nienawidzi całym sercem, w dodatku prawdopodobnie z wzajemnością. Oficjalnie przed Tobą widoczny jest więc Alexavier Griffith Carstairs. Miło było Cię poznać, powinieneś uciekać, chyba, że chcesz zostać zadźgany łyżką.
Wiek: Dwadzieścia dwa lata. Studiuje, utrzymuje się sam i od pewnego incydentu również mieszka bez rodziców. Bo nie ma to jak duży krok w dorosłość!
Płeć: Mężczyzna. Nie martw się, wielu sprawdzało.
Miejsce zamieszkania: Ze względu na to, że został w jakże brutalny sposób wywalony z domu, wynajmuje niewielkie mieszkanie w samym centrum Avenley River. Ma współlokatora o jakże dźwięcznym imieniu Sylwester, który prawdopodobnie padnie jego pierwszą ofiarą zostania zadźganym przez łyżkę (zaraz po Louisie, oczywiście). Uważa, że jest wyjątkowo upierdliwy i gdyby sam nie był taki leniwy, to pewnie zamiast puszczać się z przypadkowymi chłopakami spotkanymi na imprezach właśnie kopałby dla niego grób... Ale jak na razie tylko na groźbach się kończy, to dobrze.
Orientacja: W tej kwestii nie ma się nawet nad czym zastanawiać. Alexavier pogodził się z tym, jego środowisko również, wszyscy się z tym faktem pogodzili... Oprócz jego rodziny. To właśnie przez to, że jest homoseksualny, został wywalony z domu na zbity pysk. Uważa jednak, że coming outem wyzbył się jedynie problemu i wreszcie czuje, że nie jest ograniczany.
Praca: W przypadku Alexa niestety jest to odrobinę... Skomplikowane. Alex jeszcze nie pracuje pełnoprawnie - dopiero studiuje, kryminologię i kryminalistykę, chce w przyszłości rozwiązywać podstawy spraw morderstw. Jednakże ma pewien problem, którego nie może się wyzbyć za uszami.
Jako iż nie pracuje jeszcze w zawodzie, który chce wykonywać, dorabia jako męska prostytutka. Tak, proszę państwa, nasz pan sukinsyn postanowił dorabiać, wykonując najstarszy zawód świata. Ze względu na swoją orientację seksualną starannie wybiera tylko pomiędzy chłopcami, a dziewczynki zręcznie spławia.
Charakter: Wyobraź sobie osobę, która Cię zraniła. Tak, tak, bardzo ładnie. Suka, - bądź sukinsyn - prawda? Pewnie kiedy Cię zraniła, pragnąłeś zemsty za wszelką cenę? Chciałeś wyrządzić jej krzywdę, taką samą, jak ona Tobie?
To teraz wyobraź sobie osobę dwa razy gorszą od tej, która Cię zraniła. Prawie dwa metry wzrostu, czarne, wiecznie zmierzwione włosy, jasnoszare oczy, uśmiech kryminalisty. Wygląda, jakby potrafił sprzedać Twoją duszę na czarnym rynku z dużym zyskiem dla samego siebie, prawda? Ach, tak. Owa postać, którą sobie wyobraziłeś, nosi dumne miano Alexavier Griffith Carstairs. Niezbyt dobre przedstawienie tego chłopaka? Trudno, to nie czas na empatię wobec niego. On nie miałby wobec Ciebie empatii, uwierz mi. Początek tego opisu jest jak najbardziej adekwatny do jego charakteru, dosyć specyficznego, dosyć trudnego do zniesienia. Brzmi jak typowy bad boy, prawda? Spokojnie. Mogę Cię zapewnić, że nie jest taki typowy, jak Ci się wydaje.
To jedna z najbardziej ekscentrycznych osób, jakie przystało Ci spotkać w swoim nudnym życiu. Ma zadatki na dobrego hipokrytę (i psychopatę. Ale spokojnie, wielokrotnie był badany pod tym kątem i wychodzi na to, że to jedynie kwestia jego patologicznego charakteru) i trudno odnaleźć się w jego towarzystwie; z pewnością nigdy nie wiesz, czego możesz się po nim spodziewać. Kiedy go wkurwisz raz uśmiechnie się uroczo, w myślach planując Twoją śmierć... A raz po prostu pieprznie Cię z całej siły w twarz. Albo obgada ze swoimi koleżkami z mafii malutkie porwanie. No, albo... Nieważne, on zawsze wymyśli coś takiego, żeby umilić Ci życie.
Czułeś się kiedyś oszukany? Spokojnie, towarzystwo Alexa chyba już powoli przyzwyczaja się do faktu, że zwyczajnie nie można mu ufać. Przy nim każdy czuje się jak niewinny baranek w obecności wilka. Wilka w owczej skórze, bo ten mały skurwiel jest tak dwulicowy, że nigdy nie wiesz czy to co mówi jest prawdą, czy raczej kłamstwem. Poza tym jest okrutnie szczery, co w tym przypadku raczej nie wychodzi na dobre, bo kiedy już coś o kimś powie, to poczujesz się, jakby wbił Ci nóż w plecy. Co najlepsze, wypowie to z czystym chłodem i pogardą w głosie, tak, że będziesz miał ochotę schować się pod kołdrą jak dziecko panicznie bojące się ciemności (o, ironio...).
To nie tak, że Alexavier jest całkowicie pozbawiony empatii, choć nie raz może się tak wydawać. Trudno się przywiązuje do ludzi i długo wzbudza się jego zaufanie, a dopóki tego nie zrobisz - jesteś w jego oczach niczym. Czeka tylko na Twoje jedno, pojedyncze potknięcie i już zaczyna planować w jaki sposób może zniszczyć Ci życie tak, żebyś sobie go zapamiętał już na zawsze. Najwyraźniej lubi, kiedy cała atencja skupia się akurat na nim. Cóż, zdecydowanie jest w tym ziarnko prawdy - Xavier lubi, kiedy jest w centrum uwagi. Tak, to wredne dziecko uwielbia atencję i popisywanie się (pewnie swoją głupotą) przed ludźmi. Z tegoż powodu zdarzało się, że uczęszczał na spotkania aktorskie, chociaż zaprzestał aktorstwu kiedy zaczął studiować. Twierdzi, że aktorstwo zajmowało mu zbyt dużo czasu, ale w głębi duszy wciąż chce do niego powrócić.
To choleryk jakich mało - zazwyczaj gromadzi swoją złość do punktu kulminacyjnego, aż nie wybuchnie. Na szczęście szybko się uspokaja, ale jego wybuchy złości bywają groźne dla otoczenia i pewnie nie jedna osoba przez to wyląduje w szpitalu. Ma skłonności do ukrywania swoich emocji pod maską, która ukrywa jego prawdziwe ja i trudno tę maskę zdjąć, przez co pewnie niewielu osobom udało się zobaczyć Alexa w pełni swojego charakteru, który nie ukrywa nic i zachowuje się  po prostu... Szczęśliwy.
Z jakiegoś powodu nigdy się szczerze nie uśmiecha. Uważa uśmiech za zbędny gest, a jedyny, jaki u niego zobaczysz to ten fałszywy, wywołany na zawołanie, złośliwy, przesączony jadem. To uśmiech, przez który automatycznie włączy Ci się w mózgu czerwona lampka, wyraźnie mówiąca; "Uciekaj!". Legenda głosi, że kiedyś komuś uda się zobaczyć jego szczery uśmiech... Ale najpierw niech ten ktoś zdejmie maskę społeczną, jaką na siebie nakłada. To zdecydowanie ułatwi robotę, o ile kiedy będziesz próbował nie ugryzie Cię do krwi.
Alexavier ma w zwyczaju analizowanie wszystkiego i rozkładanie na czynniki pierwsze. To efekt faktu, że chłopak lubi mieć wszystko pod kontrolą i nienawidzi sytuacji, kiedy ktoś wymyka się spod jego planów. Chociaż szybko przejmuje wtedy z powrotem dowodzenie, to jednak wymykanie się spod kontroli jego planów wciąż jest jego piętą Achillesową i planuje wszystko tak dokładnie, od A do Z, aby uniknąć tej krytycznej pozycji. Spokojnie można nazwać go więc perfekcjonistą, co przekłada się na jego życie - nie znosi bałaganu nie tylko w myślach, ale również i wokół niego. Wszystko musi być symetrycznie ułożone, a tylko zburz ten ideał, a możesz się liczyć z nienawiścią z jego strony, co idzie w parze z okrutną zemstą.
Carstairs jest narcyzem - zresztą, to już mogłeś zauważyć. Lubi się wywyższać nad ludźmi i popisywać swoimi umiejętnościami i wiedzą, co najczęściej wszystkich irytuje... Ale to dalej Alex. I dalej nic sobie z tego nie robi, bo to typ osoby, która ma wyjebane na wszystko, a zwłaszcza na Ciebie i Twoje gówniane zdanie, które nic nie wnosi do jego życia. Podobno czuje respekt przed osobami, które potrafią go przewyższyć w jakimś temacie, nawet, jeśli tego w żaden sposób nie okazuje, ale trudno znaleźć taką osobę. Zazwyczaj kiedy on o czymś opowiada, reszta osób milczy ze strachu o zostaniu zaatakowanym. W końcu podobno to on zawsze ma rację, prawda?
Pozytywne cechy Alexaviera? Och, będzie trudno. Ale - jak już wcześniej zostało wspomniane - Xav jest osobowością ekscentryczną. Oznacza to, że potrafi wypowiedzieć się w prawie każdym temacie, o jaki go zapytasz, nieważne czy będziemy rozmawiać o jego ukochanej kryminologii, czy o hodowli lam w Niemczech. We wszystkim ma swój odrębny pogląd, nie raz wyróżniający się na tle innych, być może zgodzisz się z nim, być może nie. Mogę się jednak z Tobą założyć, że jeśli Alex zacznie opowiadać, będziesz go słuchał z rozwagą i zainteresowaniem, bowiem mimo wszystko ten chłopak to doskonały mówca.
Jeżeli po przeczytaniu tego dalej masz ochotę z nim rozmawiać, to radzę Ci - udaj się natychmiast do psychologa. Uwierz mi, lepsze to, niż gdybyś miał wylądować w psychiatryku od zbyt długiego przebywania w towarzystwie tego chłopaka... Lub gdybyś wylądował w szpitalu ze scyzorykiem wbitym między żebra, o ile nie gorzej.
Powodzenia w zniesieniu go.
Hobby: Jak było w punkcie wyżej wspomniane - Alexavier jest osobowością ekscentryczną. Ma wiele poglądów i wiele zainteresowań, w dodatku ciągle tyka się nowych, ale powoli stara się ograniczać do tych kilku, z których czerpie największą przyjemność.
Pierwszym jego zainteresowaniem jest kryminologia i kryminalistyka. Alex wprost uwielbia zagadki kryminalistyczne, dlatego postanowił się podjąć studiów w tym kierunku. Bez zająknięcia jest w stanie odpowiedzieć Ci w jakim miejscu zakopać swoją ofiarę tak, aby nie została znaleziona, jak ukryć morderstwo, jak oczyścić narzędzie zbrodni... Ale to poufne informacje, które nieco kosztują.
Podobnie jak kryminologię od zawsze kochał aktorstwo, chociaż nigdy nie wiązał z tym przyszłości i uważał to jedynie za plan B, jeśli nie wyjdzie mu z kryminologią. Na scenie czuł się jak ryba w wodzie i kochał tam być. Zaprzestał aktorstwa w momencie, kiedy poszedł na studia i do tej pory tego żałuje, więc często zjawia się na spektaklach i obserwuje innych aktorów. Być może, kiedy wszystko sobie ułoży, ponownie do tego wróci, ale nic nie jest pewne. To tylko jego zamysły na przyszłość.
Kocha wszelkiej maści poezje i wiersze, często sam je tworzy. Mimo wszystko Alex to poetycka dusza, marzyciel, który szuka ujścia swoich myśli w słowach przelanych na papier. Wpada do miejskiej biblioteki regularnie co tydzień, wypożyczając tam tomiki poezji, w których zaczytuje się w nocy przy słabym oświetleniu lampki nocnej.
Poza tym uwielbia wkurwiać ludzi. Ale to chyba widać już od pierwszego spojrzenia w te jego stalowoszare, chłodne oczy.
Aparycja|
- wzrost: Nie da się zaprzeczyć - Alex jest wysoki i niewiele brakuje mu do dwóch metrów wzrostu. Mierzy dokładnie metr i dziewięćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu.
- waga: Waży dokładnie siedemdziesiąt trzy kilogramy i jest to waga prawidłowa do jego wzrostu.
- opis wyglądu: Na pierwszy rzut oka Xavier nie wyróżnia się niczym szczególnym. No, może poza nienaturalnie trupiobladą cerą, zadartym nosem, wiecznie zmierzwionymi w artystycznym nieładzie czarnymi włosami i spojrzeniem sadysty, przez które aż przejdzie Cię dreszcz. Skoro o spojrzeniu i oczach mówimy - barwa jego tęczówki jest stalowoszara, nie posiadająca nawet krzty niebieskiego, jak w wielu przypadkach szarych oczu bywa. Kolor odziedziczył po matce, więc pechowo przez to nienawidzi patrzeć w lustro w swoje oczy - panicznie boi się, że kiedyś stanie się taki jak ona (nie, Alex, Ty jesteś gorszy).
Na pierwszy rzut oka z tłumu wyróżnia go wzrost - metr i dziewięćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu z kawałkiem, czyli nieco poza średnią wzrostu dla mężczyzn. O dziwo, Xav ze swoich marnych centymetrów jest dumny i uwielbia się wywyższać, kiedy ktoś jest niższy od niego. Poza tym, wysoki wzrost często pomaga mu w bójkach! W stosunku do wzrostu oczywiście ma odpowiednią wagę, choć niewiele brakuje mu do niedowagi. Stara się dbać o swoją wagę na tyle, żeby nie schudnąć jeszcze bardziej (co przy tonie słodyczy jakie zjada nie jest niczym trudnym), a także żeby za bardzo nie przytył. Otyły kryminalista, też coś.
Jak już wcześniej zostało wspomniane, Alex posiada nienaturalnie trupiobladą cerę i często sam z siebie nabija się, że wygląda jak wampir... Zresztą, nikt by się raczej nie zdziwił, gdyby miał coś z nimi wspólnego, zakładając, że istoty nadnaturalne istnieją. Ale jeśli istnieją, to właśnie on byłby pierwszy w kolejce do zostania wampirem. Pewnie wiele by się w jego wyglądzie i zachowaniu wtedy nie zmieniło...
Kruczoczarne włosy uważa za najbardziej wkurwiającą rzecz na świecie, ale nie zetnie ich, bo twierdzi, że nie chce się upodobnić do typowego Sebixa. Lubi stawiać przed ludźmi pozory, że jest normalny, żeby potem widzieć zaskoczenie na ich twarzach. Kosmyki spadają mu na czoło, a chłopak średnio co dwie minuty przeczesuje palcami włosy (zazwyczaj robi to, kiedy jest zamyślony), przez co z każdą minutą są coraz bardziej zmierzwione i po całym dniu wygląda, jakby w ogóle się nie czesał. I tak ma to gdzieś.
- pozostałe informacje: Jako, iż Alexavier utożsamia się z wilkami, posiada tatuaż na plecach, który w zamiarze ma odzwierciedlać dwulicowość jego charakteru. Charakteryzuje go również wiele blizn na ciele po drobnych, ulicznych potyczkach, które są rozmieszczone na całym ciele i wielu jego klientów zwraca na nie uwagę. Poza tymi drobnymi szczegółami ma również kolczyk w pępku i na tym raczej kończą się jego znaki szczególne.
- głos: Luke Hemmings
Historia: Widzisz tą uroczą parkę zakochanych, którzy przechadzają się ulicami Avenley River? Tak, tak, dokładnie tych! To Viann i Quarrie Carstairs. Niedawno się pobrali, zamieszkali razem i... och, spodziewają się dziecka! To wspaniała wiadomość, nieprawdaż? To wyczekiwany potomek. I Viann, i Quarrie się cieszą. Widzisz uśmiechy na ich twarzach? Naprawdę, żal by było, gdyby jakiś czas później te uśmiechy mogło coś zepsuć. Zniknęłyby z ich twarz i od razu zrobiłoby się smutniej.
Dokładnie dwudziestego pierwszego grudnia o godzinie dwudziestej pierwszej dwadzieścia jeden (o, ironio!) przyszedł na świat ich pierwszy potomek. Jako, iż zamiast obiecanych bliźniąt Alexa i Xaviera narodził im się jedynak, ochrzcili go imieniem Alexavier. Carstairsowie byli szczęśliwą rodziną, nie można im było niczego zarzucić - Viann i Quarrie dbali o swojego pierworodnego, wspierali się wzajemnie.
Trzy lata po narodzinach Alexaviera Viann ogłosiła z dumą, że spodziewają się drugiego potomka. Prędko okazało się, że będzie to drugi syn, któremu nadadzą imię Louis. Sam Alex, choć wówczas jeszcze mały, nie mógł się doczekać przyjścia na świat swojego młodszego brata. Louis przyszedł na świat dwudziestego czwartego grudnia, tym samym powiększając szczęśliwą rodzinę Carstairs.
Przenieśmy się teraz następne trzy lata później. Alex jest coraz starszy! Louis również ma już trzy wiosny za sobą. Obecnie jest lato, czas zabaw rodzeństwa na powietrzu i...
Chwila, czy to pisk opon?
To był wypadek. Alexavier przechodził przez ulicę po swoją piłkę, Quarrie wracający samochodem do domu chciał wyhamować, żeby nie uderzyć w syna i rozpędzony uderzył w drzewo. Zgon na miejscu. Tragedia, prawda? Alex jest tylko sześciolatkiem. Viann po śmierci męża popada w paranoję, widzi w swoim najstarszym potomku mordercę. Louis próbuje pocieszyć i matkę, i brata, nawet, jeśli ma jeszcze jedynie trzy lata. On sam niewiele pamięta z dnia wypadku.
Ale Alexavier i Viann pamiętają wszystko doskonale.
Pora na kolejne lata później. Nasz główny bohater ma już osiemnaście lat, Louis jedynie (albo aż) piętnaście. Viann siedzi w kuchni, a szklanka z trunkiem w ręku w połączeniu z jej zmarniałą twarzą świadczy o wielu latach męki z alkoholizmem. Rodzina Carstairs się stoczyła, prawda? Ich szczęście runęło jak domek z kart w momencie śmierci Quarrie, głowy rodziny. Alex już dawno przestał się obwiniać. Blizny na plecach po surowych karach od matki, nienawistne spojrzenie chłodnych, szarych oczu, kiedy patrzy w jej stronę... Tak, rodzina rozbiła się całkowicie, a i młody Xav się zmienił. Już nie jest tym samym sześcioletnim, szczęśliwym chłopcem, który kochał się przytulać, który cieszył się z najmniejszych rzeczy. To chłopak bez empatii ze skłonnościami psychopatycznymi i/lub socjopatycznymi, który nie cofnie się przed niczym, aby zniszczyć życie osobom, które niszczą jego szczęście.
W sytuacji, którą Ci właśnie ukazuję, Alexavier również nie jest trzeźwy. I wtedy padają te dwa słowa, przez które następuje kolejny przełom. "Jestem gejem". Viann krzyczy, rozbija się szkło, kiedy wściekła kobieta rzuca szklanką o ścianę. Alex z podejrzanie złośliwym uśmiechem wychodzi z domu, kiedy matka krzyczy, żeby nigdy więcej nie wracał do jej domu. Louis przypatruje się całej tej sytuacji ze skruchą, widząc, jak jego rodzina sypie się coraz bardziej, a on być może już nigdy więcej nie zobaczy swojego starszego brata.
Alexavier postanawia zamieszkać w centrum miasta, rozpocząć studia kryminologii i starać się żyć normalnie. Ale, czy ten chłopak może w ogóle żyć normalnie? Raczej wręcz przeciwnie, wszystko jebie się jeszcze bardziej, kiedy Alex żeby utrzymać się na powierzchni dorosłości zaczyna sprzedawać się jako męska dziwka, dorabiając również zleceniami płynącymi z mafii. Czy podoba mu się takie życie? Trudno określić. Póki co uważa swoje życie za prawdziwy wyścig szczurów i raczej szybko się to nie zmieni. Ale kto wie, życie toczy się przecież dalej...

Rodzina:
  • Matka, Viann Carstairs; chyba nie ma na świecie istoty, której Alexavier nienawidziłby bardziej. To właśnie jego rodzicielka nieustannie obwinia go za śmierć ojca, chociaż nawet sam Xavier doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że ma z nią wspólnego tyle, co nic. To ona wywaliła go na zbity pysk, kiedy chciał z jej strony jedynie akceptacji i to ona tłukła go w dzieciństwie (z czego po jej atakach szału wciąż ma bliznę na plecach). Już nie raz i nie dwa groził jej nożem i zastraszał, choć wciąż jej nie tknął, bo Louis go powstrzymuje. Gdyby nie jego brat, Viann prawdopodobnie już dawno spoczywałaby sześć stóp pod ziemią.
  • Zmarły ojciec, Quarrie Carstairs; jest - a raczej był - jego ukochanym rodzicem, osobą, której mógłby powiedzieć wszystko. Oczywiście do czasu, aż pewien incydent nie sprawił, że Quarrie opuścił nasz świat. Choć jeszcze jako dziecko Alexavier obwiniał się o śmierć ojca (podobnie jak Viann obwiniała syna), tak z czasem zrozumiał, że to nie jego wina, a czasu nijak nie cofnie. Zdarza się, że zagląda na grób ojca, kiedy czuje się zagubiony, chociaż nie wierzy ani w Boga, ani w duchy. W życie po śmierci w każdym znaczeniu zresztą też nie.
  • Młodszy brat, Louis Jake Carstairs; irytuje go. Tak, Louis go naprawdę irytuje (zresztą, czy jest osoba, która nie irytowałaby Alexaviera? Błagam, dajcie mi na nią namiary, choć podobno im bardziej irytująca jest dana osoba, tym bardziej ją lubi). Z drugiej strony Carstairs Junior to jego młodszy braciszek, którego chroni, więc jak mógłby mu nie wybaczać jego chwilami irytującego charakteru? Poza tym Louis to jego zupełne przeciwieństwo, a przeciwieństwa się przyciągają, choć w tym przypadku trzeba się raczej ograniczyć do miłości braterskiej. Ta Różowa, Louisowa Larwa zapewnia Alexowi chociażby chwilowe poczucie bycia kochanym, a on w zamian chroni swojego młodszego braciszka przed swoim kryminalnym wcieleniem. Urocze, nieprawdaż?
Partner: Nie przepada za stałymi związkami, bardziej stawia na seks i zaspokojenie jego pożądania. Raczej w tym przypadku nie ma na co liczyć. Zresztą, kto by zniósł jego specyficzny charakterek?
Potomstwo: """Pieszczotliwie""" nazywa je różowymi larwami, choć osobiście za nimi nie przepada i raczej nie chciałby posiadać własnych (co zresztą nie za bardzo jest możliwe, chyba, że jego przyszły ukochany będzie chciał adoptować taką różową larwę).
Ciekawostki: 
⛧To jakże urocze dziecko ma prawie tyle nałogów, co zainteresowań. Zacznijmy od tego, że jest uzależniony od kofeiny i nie wyobraża sobie poranka bez kawy (albo kilku), południa bez energetyka i wieczoru bez puszki coca coli. Nie wyobraża sobie również życia bez słodyczy i - wierz mi na słowo - nieważne jakim sukinsynem jest, zrobi dla Ciebie wszystko za tabliczkę czekolady milki oreo. Swoją drogą ma słabość do małych, uroczych zwierząt.
⛧Sporadycznie pali, na imprezach często coś zgarnie, jednak nie jest uzależniony. Podobno.
⛧Cierpi na nerwicę i miewa stany depresyjne.
⛧Najlepszy haczyk na niego? Alexavier panicznie boi się igieł i... ciemności. Odetnij mu dostęp do światła lub groź mu igłą, a wierz mi, będzie potulny jak baranek.
⛧Płynnie mówi w języku niemieckim.
⛧Po mieście chodzą plotki, że miał coś wspólnego z mafią, a Xav o dziwo nigdy temu nie zaprzecza, choć i również nie potwierdza.
⛧Kocha się przytulać, ale do tej pory zręcznie to ukrywał... Choć trudno nie zauważyć, że wykorzystuje każdą sytuację, aby się do kogoś przytulić. Jak dziecko, prawda?
⛧Zawsze obchodzi halloween i wprost kocha to święto. To jedyny dzień, w którym nie udaje poważnego, wrednego skurwysyna, tylko doczepia się jakiejś grupki dzieci i razem łazi po domach w poszukiwaniu cukierków.
⛧Jest znakomitym mówcą. Podobno potrafiłby Cię przekonać do tego, że jesteś różowym żyraforożcem z fetyszem na krzesła, który lubi popijać wieczorami melisę... Choć jeszcze chyba tego na nikim nie wypróbował. Chyba.
⛧Mieszka z wyjątkowo irytującym współlokatorem, Sylwestrem. Już nie jeden raz powtarzał, że zanim zda kryminologię najpierw go zamorduje, a potem zatuszuje sprawę morderstwa tak, żeby nie wyszło na jego winę.
⛧Urodzony dwudziestego pierwszego grudnia, zodiakalny Strzelec.
⛧Wychował się w rodzinie chrześcijańskiej, ale osobiście jest ateistą.
⛧Kompletnie nie umie gotować.
⛧Czasami ma prorocze sny.
Zwierzęta: Zawsze chciał mieć jakiegoś pupila, małego psa lub kota, niestety obecnie jego sytuacja mu na to nie pozwala.
Pojazd: Posiada jedynie motocykl, który dostał kiedyś od brata na urodziny.
PD: 150
Kontakt: nothing. [h] | Omega [dg] | ciurakelnaruciakel@gmail.com [mail]