Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keya&Prudence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keya&Prudence. Pokaż wszystkie posty

17 mar 2020

Od Prudence CD. Keyi

- Wyzwanie – powiedziała Keya. Szczerze mówiąc, myślałam, że wybierze drugą opcję, ale to, że tego nie zrobiła, w niczym mi nie przeszkadzało.
- Widzisz tamtego chłopaka? – powiedziałam po chwili namysłu i wskazałam palcem dość przystojnego blondyna. – Pocałuj go.
- Przyjmuję – dziewczyna bez wahania się zgodziła. Szczerze mówiąc, myślałam, że nie będzie taka chętna, ale nie ukrywajmy, nie znałam jej zbyt długo, więc wszystko mogło się zdarzyć.
Dziewczyna chwiejnym krokiem podeszła do wybranego przeze mnie chłopaka i pocałowała go bez pytania o zgodę. Nie wiedziałam, że nie zamieni z nim nawet słowa, no ale wyzwanie to wyzwanie, nieważne jak, ważne, że zrobione. Chłopak odepchnął ją w zasadzie od razu. Nie wyglądał na takiego, któremu przeszkadzałyby pocałunki, no ale kto wie, może był tu z dziewczyną. Nie wiem, co się później stało, bo Keyę zasłoniła mi jakaś dziewczyna, ale widziałam, że finalnie została wyproszona z klubu.
- Chodźcie do niej - Julie odezwała się w zasadzie od razu. Ja i Heather tylko przytaknęłyśmy i zaczęłyśmy przedzierać się do wyjścia. Wzięłyśmy kurtki z szatni i kiedy tylko znalazłyśmy się na zewnątrz, zobaczyłam Keyę siedzącą na ławce.
- Tego się nie spodziewałam – podeszłam do niej.
- Ale niezręcznie – schowała twarz w dłonie. – Proszę, uznajmy, że to się nie wydarzyło - skierowała na mnie błagalne spojrzenie.
- Jak dla mnie to nic strasznego, ale jak tam chcesz - powiedziała Julie i usiadłszy na ławce, delikatnie objęła dziewczynę. - Ja na przykład, wypiłam kiedyś zdecydowanie zbyt dużo i zaczęłam kłócić się z jakąś laską w klubie, że jej chłopak jest tak naprawdę moim chłopakiem - zaśmiała się delikatnie. - Przynajmniej będziesz miała co wspominać.
- Całe szczęście w mieście jest jeszcze dużo klubów, mamy gdzie się podziać - roześmiałam się.
- Mi chyba wystarczy już imprez na dziś - mruknęła Keya, widocznie wciąż zawstydzona zaistniałą sytuacją.
- No dobrze - na moich ustach zagościł uśmiech - ale zapraszam do mnie - powiedziałam i zauważyłam wahanie na twarzy dziewczyny. - No i nie przyjmuję odmowy - zaśmiałam się delikatnie.
Keya nie miała innej opcji niż się zgodzić, więc zrobiła to. Co prawda po chwili wahania, ale i tak się liczy.
- No to dzwonię po Briana - poinformowała Heather i wyjęła komórkę z torebki.
Jeśli mam być szczera, nawet mimo kiepskiego startu, nie miałam nic przeciwko Keyi. Nie wiem, czy przyczynił się do tego alkohol, ale wtedy nie liczyło się to, co będzie, kiedy wytrzeźwieję, ale to, co było tu i teraz. Heather oznajmiła nam, że Brian będzie za 10 minut. Czas oczekiwania minął nam szybko, na zwykłej rozmowie. W końcu na parking wjechało czarne audi. Dziewczyny wsiadły do tyłu, a ja usadowiłam się na przodzie i przywitałam się z chłopakiem.
- Coś was dzisiaj dużo - zaśmiał się i spojrzał w lusterko, aby zobaczyć, kogo jeszcze wiezie.
- Keya to Brian, mój przyjaciel. Brian to Keya - przedstawiłam ich szybko. - No i wszystkie jedziemy do mnie, więc długo nas nie powozisz - zaśmiałam się.
Jazda nie trwała zbyt długo, bo mieszkałam dość niedaleko. Chłopak odprowadził nas w zasadzie pod drzwi. Wiedział, jak to z nami bywa, kiedy się napijemy, więc wolał zadbać o to, żebyśmy dotarły do mieszkania w całości.
- Witam w moich skromnych progach - powiedziałam, kiedy weszłyśmy do środka. - No to kończymy grę?
<Keya?>

9 mar 2020

Od Keyi C.D Prudence

Westchnęłam, zniesmaczona zapachem, który unosił się wokoło. Alkohol, wymieszane perfumy i duchota przyprawiały mnie o mdłości. Do tego dochodziło poczucie dyskomfortu w tak licznej grupie, jaka teraz tutaj była. Nie miałam jednak nic lepszego do roboty, a ostatnimi czasy brakowało mi kontaktów z innymi ludźmi.
- Właściwie to czemu nie. – ostrożnie wygięłam usta w uśmiechu, obserwując reakcję wszystkich dziewczyn. Nie byłam pewna czy to się uda, ale nie zauważyłam jasnej niechęci.
Ostrożnie przysiadłam na wolnym skrawku kanapy i starałam się zachowywać normalnie.
- Jestem Prudence, a to Heather i Julie. – powiedziała, przestawiając mi ich imiona.
- Keya, miło mi. – nieco się rozluźniłam. – Wybacz za wcześniej. Czasem nie umiem ugryźć się w język.
- Zapomnijmy o tym. – machnęła ręką, a już po chwili wszystkie wybrałyśmy swoje napoje, które szybko zostały dostarczone pod nasze nosy.
Rozmowa rozkręcała się w miarę ubywania alkoholu i robiło się coraz luźniej. Opowiedziały mi nieco więcej o sobie, przytoczyłyśmy kilka śmiesznych życiowych sytuacji, a potem oceniałyśmy ludzi.
- Mam pomysł. – nachyliłam się nad stołem, zakładając włosy za uszy i zamaczając usta w resztce drinka. – Zagrajmy w „prawdę czy wyzwanie”.
Prudence zaśmiała się, przytakując wraz z Heather. Julie miała chyba pewne obawy, ale ostatecznie również dołączyła do nas. Choć i tak nie miałaby wyjścia, bo zwyczajnie została przegłosowana.
- Zaczynam. – rzuciłam. – Wybieram Prudence. Prawda czy wyzwanie?
Ciemnowłosa zmrużyła oczy, zakładając ręce na piersi.
- Prawda. – wybrała, a ja zatarłam dłonie.
Nie zamierzałam się powstrzymywać, a alkoholizm cudownie ożywił mój umysł i przyćmił moją nieśmiałość.
- Fantazjowałaś kiedyś o przyjaciółce? – rzuciłam, odchylając się do tyłu.
- Nie, jestem czystą hetero. – wyglądała na nieco rozbawioną moim pytaniem. – Teraz ja. Wybieram Ciebie. Prawda czy wyzwanie?
Przeszyła mnie wzrokiem, wyginając usta w złośliwym uśmiechu. Spodziewałam się po niej czegoś mocnego, ale dodawało to jedynie większej zabawy.
- Wyzwanie. – odważyłam się, śmiejąc się z własnego wyboru.
- Widzisz tamtego chłopaka? – wskazała na stojącego niedaleko nieznajomego. – Pocałuj go.
Uniosłam brwi, słysząc rzucone mi pewnego rodzaju prowokację.
- Przyjmuję. – czując buzujący we krwi alkohol wstałam i na chwiejnych nogach ruszyłam w jego kierunku.
Kiedy znalazłam się przy celu, nawet nie czekałam na zgodę. Natychmiast przybliżyłam się do zaskoczonego blondyna, a wtedy poczułam mocne odepchnięcie.
Potem już tylko słyszałam śmiechy i widziałam zdenerwowanie mojej ofiary. Ostatecznie nieco się zbuntowałam, a ochroniarz nakazał mi opuszczenie lokalu co po takiej porażce uczyniłam z wielką chęcią.
Kiedy dotarło do mnie świeże powietrze, poczułam się nieco lepiej. Zasiadłam na ławce obok klubu i załamana opuściłam bezwiednie ciało.
- Tego się nie spodziewałam. – obok pojawił się znajomy głos. Była to Prudence i jej przyjaciółki.
- Ale niezręcznie. – schowałam twarz w dłonie. – Proszę, uznajmy, że to się nie wydarzyło.
Spojrzałam na nie błagalnym wzrokiem. Już teraz wiedziałam, że będę się tego mocno wstydzić. Jednak musiałam przyznać, że świetnie się w ich towarzystwie czułam, choć z pewnością to również zasługa alkoholu.

Prudence?

13 lut 2020

Od Prudence CD. Keyi

Musicie wiedzieć, że jestem osobą, którą bardzo łatwo zirytować. Nie było więc innej możliwości niż zdenerwowanie się, kiedy jakaś dziewczyna na mnie wpadła. Nie zrozumcie mnie źle, nie robiłam tego celowo ani nie miałam problemów z panowaniem nad sobą. Po prostu w niektórych sytuacjach nie widziałam potrzeby wysilania się, żeby opanować emocje. Wolałam obierać prostszą, a zarazem nieprzeszkadzającą mi w niczym drogę złości. Przynajmniej w większości przypadków.
- Może chociaż przeprosisz? – zapytałam dziewczynę już mocno zdenerwowana. Nie dosyć, że sama na mnie wpadła, to jeszcze miała do mnie o to pretensje. Nie zamierzałam dać jej odejść, zanim dam upust swoim emocjom.
- Za co? Jesteś równie winna, jak ja – warknęła dziewczyna. Uznałam, że dyskusja z kimś takim nie da zbyt wiele, więc pokazałam jej środkowego palca i odwróciwszy się na pięcie, odeszłam zdenerwowana.
„A ten wieczór miał być taki przyjemny” - pomyślałam. Po chwili przypomniałam sobie jednak, że zaraz, gdy już oddam się w słodkie objęcia alkoholu, przestanie mi to przeszkadzać.
Przeszłam jeszcze chwilę skąpaną w świetle księżyca uliczką i nareszcie stanęłam przed klubem, w którym czekały na mnie moje przyjaciółki. Wcześniej dostałam od nich wiadomość, że będą jednak czekać w środku, więc bez wahania przekroczyłam próg. Od razu poczułam intensywną woń alkoholu i zostałam otoczona tłumem ludzi, jednak nie były to powody, dla których miałabym zrezygnować z dzisiejszego spotkania. Zaczęłam ściągać płaszcz, gdy kawałek dalej dostrzegłam Heather i Julie. Nie zaczęły one jednak zabawy, tylko rozmawiały oparte o ścianę. Tak jak się umawiałyśmy, czekały na mnie. Szybko oddałam płaszcz do szatni i pośpiesznie ruszyłam w ich stronę.
Dziewczyny od razu, kiedy mnie zauważyły, odwróciły się i zrobiły kilka kroków w moją stronę. Oczywiście mocno się wyściskałyśmy, a zaraz po żarliwych przygotowaniach ruszyłyśmy dalej w głąb klubu. Stanie pod ścianą zdecydowanie nie było naszą specjalnością.
- Wybaczcie, że się tak spóźniłam, ale wiecie, jak to ze mną jest — zaśmiałam się.
- Zaczynałyśmy się już o ciebie martwić, zazwyczaj schodzi ci trochę szybciej — Julie również się uśmiechnęła, jednak posłała mi pytające spojrzenie, mając nadzieję, że dowie się czegoś ciekawego.
- Może jakbym dowiedziała się o tym trochę wcześniej — skierowałam wzrok na Heather, która zawsze miała problem z informowaniem mnie o wyjściach na czas.
- Cicho! - odrzekła dziewczyna żartobliwie. - Ale chyba stało się coś jeszcze, przecież widzę, że jesteś zdenerwowana — obdarzyła mnie przenikliwym spojrzeniem.
- Też prawda — przewróciłam oczami ze złością na wspomnienie nieprzyjemnego spotkania. Mimo tego, że znacznie się uspokoiłam, to przed Heather nic się nie ukryje. - Nie dosyć, że wpadła na mnie jakaś dziewczyna, to jeszcze miała do mnie o to pretensje — miałam zamiar kontynuować, jednak kątem oka zobaczyłam, że zbliża się temat naszej rozmowy. - O wilku mowa — delikatnie kiwnęłam głową w jej stronę, aby dziewczyny mogły zorientować się, o kogo chodzi.
Dziewczyna podeszła do nas. Wcześniej nie przyglądałam jej się specjalnie, ale bez problemu mogłam ją rozpoznać. Teraz miałam okazję dokładniej zlustrować ją wzrokiem. Była to podobnego wzrostu ciemna blondynka. Kolor jej oczu był ciężki do zdefiniowania w słabym świetle, a na jej twarzy widać było delikatny makijaż.
- Zgubiłaś coś — nieznajoma wyciągnęła rękę, wzdychając tylko, gdy padły na nią spojrzenia moich przyjaciółek.
Skierowałam wzrok na jej dłoń i dostrzegłam, że trzyma w niej moje klucze. Nawet nie zauważyłam ich braku. Wyciągnęłam rękę i odebrałam swoją własność.
- Dziękuję — uśmiechnęłam się, możliwie jak najprzyjaźniej. Posłałam dziewczynom znaczące spojrzenia, a następnie skierowałam wzrok na nieznajomą. - W takim razie może dasz się namówić na drinka? - spytałam, starając się, brzmieć jak najmniej wrogo, a uwierzcie, było ciężko. Jednak wiedziałam, że dziewczyna wcale nie musiała oddawać mi kluczy i starałam się okazać choć trochę wdzięczności.

Keya?

7 lut 2020

Od Keyi C.D Prudence

Moja dzisiejsza zmiana zakończyła się dość szybko, a wszystko dzięki dobremu humorowi jaki dopisywał właścicielce. Wypuściła mnie wcześniej, choć wiedziałam, że kiedyś to wypomni i będzie oczekiwać w zamian nadgodzin. Jednak nie miałam nic przeciwko, bo moje życie i tak nie jest zbyt ciekawe. Raczej spędzałam wieczory w domu, albo wychodziłam ćwiczyć. Nic specjalnego.
Mimo to, późnym popołudniem zdecydowałam, że wyjdę z domu i trochę się zabawię. Nie miałam a bardzo z kim iść, ale raczej nie sądziłam, że ktoś będzie chciał coś mi zrobić.
Zmieniałam zdanie jeszcze kilka razy, ale ostatecznie podjęłam decyzję, że wychodzę. Rozpoczęłam przygotowania, które nie trwały długo. Umycie włosów, lekki makijaż podkreślający urodę i wybranie prostej, ale podkreślającej figurę sukienki. Było zimno, więc czarny płaszcz okrył moje plecy. Twarz zasłoniłam szalem, kryjąc gardło przed mroźnym powietrzem. Pożegnałam Kruka, który wyglądał jakby miał ochotę wyśmiać mój dzisiejszy pomysł.
Na dworze było już ciemno, ale księżyc w pełni oświetlał przyjemnie okolicę. Dzięki temu nie musiałam bać się o ujawnienie niezdarności i mogłam iść jak przystało na człowieka.
Kiedy stanęłam pod drzwiami klubu poczułam nieprzyjemną woń i zobaczyłam ile tak naprawdę siedzi w środku ludzi. Natychmiast zawróciłam, przeklinając moje pomysły.
Nagle poczułam jak ktoś mocno wbija się w moje ramię. Odruchowo krzyknęłam, łapiąc się za bolące miejsce.
- Uważaj trochę. – syknęłam, poddenerwowana sytuacją. Choć bardziej chyba wkurzał mnie fakt, że w ogóle wyszłam z domu.
- To ty na mnie wpadłaś. – usłyszałam w odpowiedzi niemal warknięcie.
Przewróciłam oczami, choć oprawczyni nie mogła tego zobaczyć. Była mojego wzrostu lub nieco wyższa. W ciemności wyglądała zbyt zwyczajnie żeby coś przykuło moją uwagę.
- Może przeprosisz? – zapytała, kiedy miałam zamiar odejść.
- Za co? Jesteś równie winna jak ja. – zmarszczyłam gniewnie czoło, coraz mocniej się irytując.
Dziewczyna wystawiła mi środkowy palec, który został świetnie podkreślony przez nocne światło. Zaśmiałam się na o jedynie, patrząc jak odmaszerowuje. Kiedy miałam się odwrócić zauważyłam, że coś leży na ziemi, a po chwili okazało się, że marudzie wypadły klucze.
Nie była jeszcze daleko, a ja nie należałam do złych ludzi, więc ruszyłam za nią. Mogłabym śmiać się z jej nieszczęścia, ale liczyłam, że kiedyś ktoś również w takiej sytuacji by mi pomógł.
Niestety okazało się, że kobieta weszła do klubu, z którego jeszcze przed chwilą uciekłam. Postanowiłam oddać klucze do rąk własnych, więc odważnie wkroczyłam do tego przeklętego budynku. Będąc w środku całkowicie zgubiłam orientację i tył nieznajomej. Gdzieniegdzie widziałam obściskujące się pary, o ile nie zwykłych napaleńców. Niektórzy tańczyli, a inni po prostu głośno rozmawiali. Wtedy udało mi się dostrzec tego kogo szukam, więc kroczyłam w tamtym kierunku.
- Zgubiłaś coś. – powiedziałam, podchodząc do niej i wyciągając dłoń ze znajdą.
Byli z nią inni ludzie, którzy najwyraźniej należeli do jednej grupki przyjaciół. Czułam się dziwnie, kiedy wzrok wszystkich padł na mnie, a jedyne na co się wysiliłam to westchnięcie.

Prudence?