Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renegeusz&Oli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renegeusz&Oli. Pokaż wszystkie posty

3 gru 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

 Znowu to samo. Nienawidziłem, kiedy osoba, która przychodzi ze mną, idzie do innych. Czułem się zawsze w pewnym sensie zdradzonym i oszukanym. 
- Czyli mam pozwolenie na tańczenie z laskami? - zapytał, ponownie zaciągając się moim papierosem. Pokręciłem głową.
- Ja ci nie wystarczam? - zabrałem mu papierosa i wpuściłem dym do płuc. 
- Tańczyć ze mną wtedy nie chciałeś, to znalazłem sobie kogoś innego - przewróciłem oczami, nie mając kontrargumentu. Nienawidziłem sytuacji, w których nie miałem co odpowiedzieć, w takich chwilach robiłem jedno. Znowu mu przywaliłem w ramię, tym razem jednak lekko. - Czemu mnie ciągle bijesz - jak widać, nie tak lekko, jak chciałem. Pomasował ramię. - To się nazywa przemoc - wymruczał i kiedy chciał zabrać mi szluga, sam się zaciągnąłem, po czym schyliłem głowę, złączyłem nasze usta i wpuściłem mu w nie dym. Kiedy się odsunąłem oddałem mu marny kawałek na trzy buchy i zacząłem grzebać w torbie. Oli szybko rzucił peta na ziemię i go przydeptał, a kiedy chciał wracać do klubu, złapałem go za ramię i pociągnąłem w bardziej ustronne miejsce.
- Masz - wyciągnąłem lufkę z zielskiem i zapalniczkę. Pytając się znajomych, miałem większą nadzieję na jakiś proszek, niestety jedyne czym częstowali, to trawką. Zawsze coś, chłopak się chociaż wyluzuje.
- Skąd masz? - zapytał biorąc do ręki przedmioty i nie czekając na moje wyjaśnienia, przystąpił do działania. Lekko się uśmiechnąłem, bo na moment się bardziej ożywił. 
- Stamtąd, obok tego, co siedział przy tym i tak dalej - obserwowałem jak płomień pożera część plastiku, a zioło w środku zaczyna się jarzyć. Oli się zaciągnął z dwa razy, a potem zabrałem mu je, bo miałem wrażenie, że nie odda, tylko sam zużyje. - Lepiej ci? - zapytałem, a on pokiwał głową. Uśmiechał się. Kiedy sam zapaliłem i wymieniliśmy się jeszcze z dwa razy, przysunąłem się do niego, wpierw chowając lufkę do torby. - Więc jak będziesz grzeczny, to cię jeszcze potem poczęstuje - pocałowałem go krótko, po czym wróciliśmy do baru.
Było lepiej. Chociaż Oli dalej za bardzo nie rozmawiał z innymi, to jednak jego twarz wskazywała na to, że nie dlatego, że nie słucha, ale dlatego, że mu się nie chce. Ciągle się uśmiechał i w pewnym momencie stwierdziłem, że pasuje do niego ten banan na twarzy. Wyglądał z nim lepiej niż z tym smutkiem w oczach, który mówił, że za dwa dni spróbuje się zabić. W końcu nie musiałem się za niego wstydzić. 
Poszedłem do łazienki, a kiedy wróciłem, tatuażysty nie było przy stoliku. Ogólnie kilka osób stąd zniknęło, jedna dziewczyna musiała szybciej wrócić, druga uwinęła się z naszym kolegą do jego mieszkania, a jedna para poszła tańczyć. Nie wiedziałem tylko gdzie był Oli.
- Gdzie mój facet? - zapytałem Marshalla, obejmowanego w tej chwili przez Evęlinę. Ten wzruszył ramionami.
- Poszedł w tamtą stronę - dziewczyna wskazała palcem na jakieś drzwi. - W ogóle to jakiś dziwny ten twój kolega - powiedziała, kiedy odwróciłem się do niej plecami. Zignorowawszy jej zdanie, które i tak mnie nie obchodziło, otworzyłem drzwi, które prowadziły do części z pokojami. Zatrzymywałem przypadkowych ludzi (nawet tych, którzy postanowili odbyć stosunek nie dotarłszy do pokoju) i pytałem ich o Oliego. Czemu mi zależało na znalezieniu go? Nie zależało mi na tym, chciałem tylko wiedzieć, że nikt się do niego nie przypałętał. 
To śmieszne, że jakaś rozwścieczona para marudziła na ciemnowłosego, naćpanego idiotę, który przerwał im arcyważne rzeczy na dachu. 
Miałem tylko nadzieję, że nie będzie chciał skakać.

2 gru 2020

Od Oliego cd Renegeusza

 Zabrał mnie do klubu. Może i lepiej, nie byłem chyba aktualnie w dobrym stanie aby być samemu w mieszkaniu. Poznał mnie ze swoimi znajomymi ale nie byłem w stanie zapamiętać ich imion, twarzy. Nic. Pierwszy shot, drugi shot. Ktoś, proponował jakieś narkotyki. Patrzyłem na ludzi dookoła i zastanawiałem się. Alkohol mnie już trochę rozluźnił. Ren obok mnie świetnie się bawił, aktualnie pił kolejnego drinka. Pokręciłem głową jak by sam sobie odpowiadając, lepiej nie dzisiaj. Nie czuje się dobrze. Ręka Rena znalazła się na moim udzie, zacisnął palce. Sapnąłem sobie cicho. Nawet nie wiedziałem jak zareagować, to było przyjemne, naprawdę przyjemne, ale zarazem w mojej głowie tłoczyły się natrętne myśli które odbierały mi możliwość czerpania przyjemności. Zacisnąłem oczy i podniosłem się.

-Idziesz zatańczyć?- Pytanie skierowałem do Rena. Pokręcił głową, miał jeszcze drinka i gadał o czymś ze znajomym, wzruszyłem ramionami i poszedłem na parkiet. Złapała mnie jakaś dziewczyna. Pozwoliłem jej prowadzić, co robiła zaskakująco dobrze. Jej dłoń zjechała na moją szczękę i zatrzymała się na brodzie. Uśmiechnęła się lekko. Czerpała przyjemność z ustawiania mnie na parkiecie, ba, powiedział bym, że ją to podniecało. Uniosłem lekko brew i zniżyłem usta tak, że delikatnie zagryzłem jej kciuk. Nadal nie było to dla mnie podniecające, przynajmniej heteroseksualność można wykluczyć, tego się chyba nie wyzbędę. Nagle ktoś mnie do siebie odwrócił, Ren. Stał z założonymi rękoma, zmarszczył brwi na laskę a ta uśmiechnęła się lekko i odeszła dwa kroki, znajdując sobie nową zabawę. 

-Nagle kręcą cię laski? Jesteś tu ze mną...

-Nie, ale... Ciekawość bierze górę- Wzruszyłem ramionami i pozwoliłem mu się prowadzić na parkiecie. Wirował między ciałami i doprowadził mnie do bocznych drzwi. Na dworze wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił nie pytając mnie czy chcę zapalić. Stałem z boku i bez słowa patrzyłem jak zaciąga się dymem.

-Nagle jesteś Bi? Tak w ogóle, to jesteś? Nie pytałem nigdy- Mruknął i wypuścił dym, splunął w bok.

-Nie. nie jestem- Wzruszyłem ramionami i zabrałem mu papierosa. Zaciągnąłem się i oddałem mu go.

-Homo?

-Tak. a ty?

-Niby Bi, ale raczej faceci- Mruknął. Pokiwałem głową, to zabawne, śpimy ze sobą już parę dni, ale dopiero teraz poznaliśmy tak kluczową informację.

Od Renegeusza cd. Oliego

Wyszedłem od Oliego zaraz po zabawie. Coś było z nim nie tak. Był jakiś niestabilny, psychicznie i fizycznie. Nie wiedziałem co o tym myśleć, w jednej chwili ma humor, a za chwile ma minę, jakby chciał wyskoczyć przez okno. Wiedząc, że samym myśleniem niczego się nie dowiem, zrezygnowałem z tego i całkowicie o nim zapominając, wróciłem do siebie.
Współlokatora nie było, więc miałem całe mieszkanie dla siebie. Wziąłem szybki prysznic, po czym odpaliłem laptopa. Nagle zadzwonił mój telefon. Wygrzebałem go spod sterty zrzuconych przed chwilą ubrań i zerknąłem na wyświetlacz. Odebrać? Czy nie odebrać?
- Od ojca chyba trzeba odebrać - odpowiedziałem sam sobie, po czym kliknąłem zieloną słuchawkę. 
- Nareszcie, długo już czekałem - przywitał mnie.
- Cześć, chciałem coś konkretnego?
- A to z synem nie można już porozmawiać?
- Jeśli ma się ważny powód - w słuchawce usłyszałem szczekanie psa. Od razu się uśmiechnąłem i zapytałem o Rambo, czyli mieszańca wilczura z border collie. Był z nami od małego, czyli od sześciu lat. 
Rozmowa przebiegła szybko i nie dotyczyła żadnych ciekawych tematów, prócz ostatniego.
- Miałem ci tak w ogóle coś do przekazania - zaczął.
- Czyli jednak.
- Auraya umarła kilka tygodni temu - siedziałem na łóżku, zastanawiając się, czy dobrze usłyszałem.
- A kto to? - zapytałem, kompletnie nie znając kobiety o takim imieniu.
- No ta, twoja matka - w jednej chwili wybuchnąłem śmiechem. Słowo matka pierwszy raz pojawiło się w jego ustach i brzmiało na prawdę nienormalnie. - A tobie co.
- Powiedziałem to jednocześnie z takim obrzydzeniem, ale jakby radością - po drugiej stronie rozległ się cichy śmiech.
- No nie ważne. Tak ci mówię, żeby nie było. Dowiedziałem się od znajomego - wyjaśnił, na co tylko mruknąłem na zgodę.
Gdy rozmowa się zakończyła, położyłem się plecami na łóżko. To śmieszne, że nawet nie pamiętałem, a nawet nie znałem imienia mojej matki; chociaż nie, jej nie można było tak nazwać.
- I dobrze tak suce - wstałem, aby zrobić sobie jakąś kolacje.

*

Gdy nadszedł wieczór i było już kwadrans po rozpoczęciu spotkania w barze, stanąłem przed drzwiami Oliego, zastanawiając się, czy dobrze robię. Jeśli znowu nie będzie miał humoru, pożałuje, że go wziąłem. W takim wypadku nafaszeruje go prochami, ktoś na pewno coś ma. Zapukałem po raz drugi w drzwi.
- Już idę! - usłyszałem krzyk. Po chwili drzwi się otworzyły, a z nim wyskoczył kot. Przebiegł mi między nogami.
- Kurwa, durny sierściuch - mruknąłem rozdrażniony. - Jesteś gotowy?! - zaraz się okażę, czy powinienem mu szukać towaru.

1 gru 2020

Od Oliego cd Renegeusza

 Zamyśliłem się chwilę, papieros tkwił w moich ustach, ale się nim nie zaciągałem. 

-Od małego? Uczyli mnie gotować, lubię gotować- Wymamrotałem w końcu. Nie potrzebna mu moja życiowa historia o dziadku i o jego pasji. Zaciągnąłem się wreszcie tytoniem i zakaszlałem w rękaw. Co jest? Odchrząknąłem i zgasiłem peta, nawet go nie kończąc. Za dużo ostatnio paliłem.

-A co to? Nagle kaszelek cię zniechęca?

-Nie mam ochoty- Burknąłem i wróciłem do mieszkania, przymknąłem okno, ale nie zamknąłem go, niech ma jak wrócić. Tom miał rację, to mnie zabije, ale to samo można powiedzieć o motorach prawda? Zaśmiałem się pod nosem. Boże, jakie to wszystko pojebane. Masowałem łososia marynatą kiedy Ren wrócił do kuchni. Podniósł nóż i zaczął mordować bezbronne warzywa.

-Nie zabij się jak się już na nich wyżyjesz - Mruknąłem i wrzuciłem rybę do piekarnika. Spojrzał na mnie znad marchewki i ziemniaków i zmarszczył brwi, warzywa wyglądały... Nie były idealne, ale nie mogłem narzekać, widziałem gorsze. Zabrałem mu miskę i wrzuciłem wszystko do garnka i na patelnię. Ren w ciszy odstawił nóż do zlewu i podszedł do mnie, lekko kładąc dłoń na moim biodrze.

-Jakiś dzisiaj milczący jesteś, może chciałbyś pokrzyczeć- Uśmiechnął się i zniżył dłoń. Palnąłem go łyżką w palec i wróciłem do gotowania.

- Spierdalaj- Burknął zły. Kiwnąłem głową w odpowiedzi i mieszałem dalej, starałem się nie patrzeć na osobnika, który przeglądał aktualnie moje prace.

-Tak, możesz pooglądać- Mruknąłem sam do siebie.  Większość kartek w notesie, który miał w rękach była zapełniona jakimiś bazgrołami, nie umiałem się skupić na pracach,  mazałem dość bezmyślnie po kartkach.

-I ludzie za to płacą?- Jego głos ociekał złośliwością.

-Nie, to są moje prywatne prace, nie sprzedaję ich, tam- Wskazałem na półkę, na której stały trzy grube zeszyty.- Tam masz prace na sprzedaż, te wykreślone sprzedałem.

25 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

 Ostatni raz zmierzyłem go ostrym spojrzeniem, kiedy chłopak się odwrócił i kontynuował drogę do swojego domu. Postanowiłem odpuścić - znowu miałem niespodziewaną falę gniewu. Psycholog ze szkoły stwierdziłby, że nieuzasadniony gniew i zazdrość jest wywołana brakiem poczucia przynależności, czy coś w tym stylu - akurat na jego lekcjach rzadko słuchałem, wolałem spożytkować ten czas na zdrowy sen - a mimo wszystko nagle sobie przypomniałem o jego słowach. Ignorując wszystkie wspomnienia z przeszłości, ruszyłem za chłopakiem, który w tej chwili wyglądał, jakby dusza z niego uleciała. Dam sobie prawą rękę uciąć, że wyraz twarzy miał taki sam, jak po raz pierwszy go zobaczyłem w klubie - bez chęci do życia, takiemu można dać prochy, a skoczy z dachu. 
- Dobra, już się nie dąsaj - powstrzymałem się przed uderzeniem go w bark. - Jak zmarł ten wasz znajomy? - zapytałem ze spokojem, a nawet lekką obojętnością. Oli przez moment milczał, chyba był to dla niego trudny temat, aczkolwiek nie obchodziło mnie to. Byłem ciekawy.
- Zabił się na motorze - w jednej chwili się uśmiechnąłem, a w środku się zaśmiałem. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem; zabić się na motorze? Serio? To brzmiało jak tania scena z jakiegoś dramatu. Kiedy chłopak spojrzał na mnie kątem oka, od razu ściągnąłem uśmiech z twarzy. Ten zmarszczył brwi, mruknął pod nosem jakieś przekleństwo i tylko przyspieszył.
- Ej, nie obrażaj się - powiedziałem z lekkim rozbawieniem. Podbiegłem do niego, łapiąc go za ramię, ale ten tylko strząsnął moją dłoń.
- Spieprzaj - posłał mi środkowy palec. Dalszą drogę do jego domu pokonaliśmy w ciszy. 
Gdy stanęliśmy przed jego drzwiami, okazało się, że na klatce schodowej czekała na niego kotka. Chciałem mu powiedzieć, aby nie wpuszczał jej do środka, ale stwierdził, że tego może być za dużo i jeszcze obiadu mi nie zrobi; obserwowałem więc, jak zwierzak wchodzi do domu. Po zdjęciu butów i wypakowaniu produktów, usiadłem na krześle i założyłem ręce za głową. 
- Masz jakieś wino? - chłopak pokręcił głową i nagle postawił przede mną deskę do krojenia, nóż i warzywa. Posłałem mu pytające spojrzenie. 
- Chcesz obiad, to się na coś przydaj - pomachał mi swoim nożem przed twarzą. Wydąłem usta w niezadowoleniu. 
- Dobra, ale najpierw zapalę - postanowiłem. - Idziesz? - Oli wzruszył ramionami i ruszył za mną na balkon. Poczęstowałem go papierosem. Tym razem udało mu się zapalić zapalniczką za pierwszym razem. Oparliśmy się o barierkę i spojrzeliśmy w dół, na ulicę i małych ludzi. - Skąd umiesz gotować? Ja to nawet wodę przypalam. Ostatnim razem jak próbowałem ziemniaki ugotować, to cała woda mi wyparowała, a one się spaliły i garnek był go wyrzucenia.

<Oli?>

23 lis 2020

Od Oliego cd Renegeusza


Spojrzałem na niego i zacisnąłem wargi.

-Musiałbyś chyba mieć przyrodzenie ze złota, żeby załatwiać sobie nim obiad codziennie- Burknąłem i zacisnąłem rękę na uchu torby. Zaczął mnie irytować. Poprawiłem szalik tak, by zasłaniał kawałek zmarzniętej twarzy i szedłem dalej. On obok mnie. Zamarłem nagle w połowę kroku. W moim kierunku szedł... Nawet nie pamiętam, jak miał na imię, przyjaciel, jego przyjaciel. Na mój widok lekko zmarszczył brwi i podszedł do mnie. Nie zwracałem uwagi na Rena, który aktualnie wyjmował papierosa z paczki i zatrzymałem się centymetr przed twarzą znanego mi wcześniej mężczyzny. Ręka mi zaczęła delikatnie drgać.

-Oli, jak się trzymasz?- Wychylił się i zaoferował mi dłoń, zamiast tego zrobiłem coś, czego chyba zwykle bym nie zrobił. Ale jego twarz, jego osoba, spowodowała napływ emocji, wspomnień. Przytuliłem się do niego. Oparłem głowę o bark wyższego ode mnie chłopaka i zamknąłem na chwilę oczy. Jego dłoń poklepała mnie delikatnie po plecach.

-Wiem, wszystkim nam go brakuje.- Odsunął się i lekko uśmiechnął, jak by starając się mnie pocieszyć. Ren zbliżył się niespodziewanie i zawiesił mi rękę przez ramiona. Odsunąłem się, strzepując dłoń z siebie, Ben? Benjamin? Nie pamiętam za diabli jego imienia, uniósł brwi i zmierzył chłopaka wzrokiem.

-Wpadniesz do nas? Pogadać?- Spytał po długiej chwili, nie był wylewny, tak samo, jak reszta przyjaciół Toma w moim stosunku, ale coś wyraźnie go trapiło. Kiwnąłem głową na zgodę.

-Jutro ci pasuje? Koło 20?- Spytał.

-Piątek? Jutro nie mogę, piątek mam wolny- Spojrzałem kontem oka na Rena, który aktualnie się chyba gotował. Obiecałem mu ten klub, więc nie mogłem już jutro rezygnować z imprezy.

-Dobra, adres ten sam, do zo- Mruknął i odszedł bez pożegnania.

-Kto to? - Syknął zazdrosny Ren i złapał mnie za nadgarstek.

-Znajomy.- Wymamrotałem, nagle straciłem zapał do życia, który na parę godzin udało mi się odzyskać. Znów do mnie wrócił. Czemu chcieli pogadać?

-Oho znajomy, tak? Wyraźnie znajomy- Syknął lekko sarkastycznie.

-Co cię to obchodzi Ren? Nawet jak bym z nim sypał, to nie twój biznes, ale jeśli potrzebujesz to wiedzieć, to nic mnie z nim nie łączyło, mieliśmy... Mieliśmy wspólnego kolegę, który zmarł w wypadu.- Wymamrotałem. Nim się zorientowałem, jego ręka mocniej zacisnęła się na moim nadgarstku. I jakkolwiek ból mi nie przeszkadzał, to wolałem nie stracić ręki, którą właśnie zacząłem znów pracować.

-Puść, ta ręka zarabia na życie.- Warknąłem wyrwałem się. W mojej głowie nagle zaświtało, Ben. On się nazywał Ben! 

20 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

Tak bardzo nienawidziłem, kiedy ktoś mi pyskował. Nie powstrzymałem się i uderzyłem go w łeb.
- Ej! - na chwilę ściągnął głowę do dołu, by za chwilę przyłożyć rękę do kości ciemieniowej. Od razu poprawił mi się humor.
- Za dużo gadasz - stwierdziłem, chowając ręce do kieszeni. - Co mi przygotujesz na obiad? - zmieniłem temat. Oli coś pomruczał pod nosem, po czym stwierdził, że to co mu wpadnie w ręce, to ugotuje. - Zjadłbym pieczonego łososia - rozmarzyłem się.
- Mój dom chyba pomylił ci się z restauracją - prychnął. 

18 lis 2020

Od Oliego cd Renegeusza

I wyszedł. Patrzyłem na drzwi, odrobinę nie wiedząc co się właśnie stało. Siedziałem tak długą chwilę i wreszcie otrząsnął się z szoku. Wstałem i zacząłem sprzątać, kiedyś wreszcie trzeba. Nie do końca pamiętam wczorajszą noc, wiem, że się przespaliśmy, ale nie potrafiłem przywołać szczegółów. Pewno było dobrze, skoro postanowił wrócić. Zmieniłem pościel i odpaliłem pralkę. Wywietrzyłem mieszkanie. Z pracy zadzwonił Łysy, miałem dzisiaj klienta na po południe. Napisałem kartę, że będę dopiero po 16 i napisałem, gdzie mnie znajdzie przed tą godziną. Potem powiesiłem na drzwiach informację i wyszedłem. Po drodze kupiłem sobie jogurt i kiedy znalazłem się pod drzwiami gabinetu, po dość długiej przerwie w pracy, poczułem pewną siłę. Mogę robić to, co lubię. Odetchnąłem cicho i przekroczyłem próg. Łysy uśmiechnął się do mnie znad swojego klienta a Grace pomachała mi. Kiwnąłem głową w ich kierunku i poszedłem do siebie, klient przeszedł po chwili. Robiliśmy cover twarzy byłej. Podobno zdradziła go z jego bratem. Kiedy projekt powstał i spodobał mu się, zabrałem się do pracy. Koło 15 skończyłem. Zapłacił i wyszedł zadowolony. Po chwili do gabinetu wszedł Ren. Sprzątałem stację, wiec olałem go na chwilę. Grace spytała, w czym pomóc a on z uśmiechem powiedział, że przyszedł porwać Oliego. Wywaliłem oczami i wyszedłem z gabinetu.

-Zaraz będę, muszę się zebrać tylko- Mruknąłem i wróciłem do siebie. Po zakończeniu wyszliśmy.

-Musimy iść do sklepu, jak chcesz obiad- Mruknąłem i zmieniłem lekko kierunek marszu.

-Nie wspominałeś, że tatuujesz...

13 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

Miałem przedziwny sen, że jakaś ośmiornica mnie obejmowała i nie chciała puścić, nawet gdy jej wydłubałem oczy. Kiedy się obudziłem, ktoś na prawdę mnie przytulał. Oli objął mnie, jakbym był pluszakiem albo jego mężem. Przycisnął twarz do mojego ramienia. Zmarszczyłem brwi. Dziwnie się poczułem, to był tylko przelotny seks, a on wygląda, jakbym miał zostać w tym łóżku z nim już na zawsze. Dźgnąłem go w żebro, na co się wzdrygnął i przebudził.
- Czemu się do mnie przytulasz? - zapytał słabym głosem. 
- Ja się do ciebie nie przytulam - odparłem. Chłopak nie zareagował jakoś konkretnie, wyglądał, jakby dalej był we śnie. - To ty się do mnie przytulasz - uniosłem ręce do góry. Zdecydowanie to on obejmował mnie całego i jeszcze złączył za drugim ramieniem ręce, żebym nie uciekł.
- Nie prawda. 
- Dalej to robisz - westchnąłem tracąc cierpliwość.
- No i? - poprawił się, wbił twarz w mój bok i dalej przytulał. Wiedząc, że mnie nie puści, pchnąłem go, przez co spadł z łóżka. Wylądował na ziemi z głuchym łoskotem. O tyle dobrze, że zostawił mi kołdrę, którą po chwili się szczelnie okryłem i odwróciłem się twarzą do ściany.
- Teraz to moje łóżko - oznajmiłem surowo. - Jest oznaczone mną - słysząc, jak Oli podnosi się z ziemi, odwróciłem na moment głowę. Z posępną miną pokazał mi środkowy palec, po czym wyszedł z pokoju i zamknął się w łazience. Kontynuowałem spokojny sen.
Obudził mnie pyszny zapach śniadanie, na pewno to było jajko i smażone mięso. Nie czekając na zaproszenie, wstałem, ubrałem wczorajsze ubrania, które leżały przy krześle i poszedłem do kuchni. Jak na zawołanie Oli postawił na stole drugi talerz ze smażonymi jajkami, boczkiem i tostami. Popatrzyłem na niego trochę zdziwiony, ale nie ukrywałem zadowolenia. Rzadko kiedy się trafia ktoś tak o dobrym serduszku, żeby mi jedzenie zrobił. 
- Za takie śniadanie mogę ci oddać łóżko - oznajmiłem.
- Łóżko, które było moje? - odkładając patelnie do zlewu, podał mi sok.
- Twoje? Ja nic nie wiem, ale jakieś stoi w sypialni. Jak chcesz, wezmę je sobie.
- Nic za darmo - nachylił się i dał mi długiego buziaka. Uśmiechnąłem się.
- Dzisiaj też potrzebujesz alkoholu? 
- Zobaczymy - uśmiechnął się zawadiacko, po czym usiadł przy swoim posiłku. Po chwili usłyszałem, jak coś drapie w drzwi. Chłopak poszedł do sprawdzić, okazało się, że jego kotka wróciła. 
- Jak się wabi? - Oli popatrzył na mnie, potem na białego kota i znowu na mnie. W końcu wzruszył ramionami.
- Jakoś miała, ale zapomniałem - dając jej karmę, wrócił do swojego jedzenia. To było trochę dziwne, mieć zwierzaka i nie pamiętać jak się go nazwało.
Po zjedzonym śniadaniu spojrzałem na telefon i cicho przekląłem.
- Lecę, miałem zapłacić wczoraj za czynsz i zapomniałem - wstałem od stołu i podszedłem do niego. - Ale przyjdę na obiad - nachyliłem się do jego ucha. - I na deser - odsunąłem się i skierowałem do drzwi. - Tylko wynieś tego kota. I nie pal w domu.
Musiało to dziwnie wyglądać, aczkolwiek postanowiłem skorzystać z jego kulinarnych zdolności i w końcu zjeść coś normalnego, a nie tylko kanapki i "coś na szybko". 

12 lis 2020

Od Oliego Cd Renegeusza

W głowie mi przyjemnie wirowało. Ciepłe ciało odpierało mnie trochę z boku. Przymknąłem na chwilę oczy, oddając się uczuciu. Jak gdyby nigdy nic. Wracam z nim do domu. Jest obok, ciepły, mój. Dopiero po otwarciu oczu rzeczywistość mnie znów zaatakowała. Pachniał inaczej, był wyższy. Przesunąłem rękę i położyłem mu na biodrze. Kierowałem nas do mnie.

-Daleko jeszcze?

-Tamta kamienica, mogę zapalić? -Spytałem odruchowo.

-Mnie pytasz?- Pokręciłem głową i wyjąłem papierosy z kieszeni. Odpaliłem jednego, ale zgasł. Podsunąłem mu paczkę pod nos, wyjął jednego i zapalił, po czym podpalił mi mojego, bo widział, jak trzęsą mi się dłonie.

-Jak będziesz się tak zachowywał, to pomyślę zaraz, że jesteś prawiczkiem- Mruknął i wypuścił dym. Prychnąłem cicho.

-Dawno nie byłem, chyba z 6 lat już -Mruknąłem i zaciągnąłem się dymem, ostatnio nie smakowały tak, jak powinny. Były mniej przyjemne, nie łaskotały już tak jak kiedyś. Wypuściłem dymek i potarłem lekko nos kciukiem.

-Aż tak? Ile ty masz lat?- Wsadził papierosa w usta i skierował się w moją stronę, lekko podniósł moją brodę palcem.

-21, a na ile wyglądam- Uniosłem brew i puściłem dym w jego kierunku.

-Młodo, ale nie aż tak.- Mruknął. Schylił się do mnie i pocałował mnie z dymem w ustach, przepuścił go w moje usta. Sapnąłem cicho, zdecydowanie znów byłem na swojej trasie, działałem tak, jak powinienem. Syknąłem, kiedy ugryzł mnie w dolną wargę i pociągnąłem go mocno za włosy. Odsunął się i zgasił papierosa butem. Wywaliłem mojego i ruszyłem do mieszkania. Otworzyłem i zamarłem, śmierdziało. Tytoniem. Czego się mogłem spodziewać? Dawno tu nikogo nie było.

-Palisz w środku?-Skrzywił się, ale już się rozbierał z butów i kurtki. Kiwnąłem głową i zerknąłem do sypialni. Kotki nie było.

-Kot wyszedł, jest na mieście- Mruknąłem. Podszedł i się uśmiechnął, podciągnął moją koszulkę w górę. Zamknąłem oczy i opadłem na materac. Jego usta były wszędzie.

-Jednak się nie zepsułeś- Usłyszałem rozbawiony głos spomiędzy moich nóg. Prychnąłem i odchyliłem głowę do tyłu. Ciągle miałem jego twarz przed oczami Czy ten człowiek może mi dać żyć po swojej śmierci? Było przyjemnie, ale miałem wrażenie, że mój mózg jest owinięty w jakąś watę, oddala mnie od wszystkiego. Po wszystkim Ren padł obok mnie i zassał na mojej szyi ślad. Syknąłem i złapałem go za szyję. Poszedłem do łazienki i kiedy wróciłem, on spał. Padłem obok i nawet nie wiem, kiedy wtulałem się w jego bok.

Od Renegeusza cd. Oliego

Ludzie śmiesznie reagowali na kolczyk, który znajdował się na genitaliach. Jedni byli zdziwieni i obrzydzeni, sądząc, że to niehigieniczne i można nabawić się niepożądanych chorób, a drudzy byli również zaskoczeni, ale zafascynowani. Najczęstsze pytanie jakie do tej pory słyszałem na ten temat to "Jak to działa?"

Od Oliego cd Renegeusza

Klub. Może tam coś znajdę? Chyba się umyłem, ale kto mnie tam wie? Udało mi się zmienić ubrania, wiec wygalałem na w miarę ogarniętego. Wszedłem do pierwszego lepszego lokalu. Zamówiłem dwa szoty i piwo. Skoty zrobiłem od razu. Piwo zabrałem i usiadłem na kanapach. Głośna muzyka, która kiedyś mnie potrafiła wprowadzić w trans imprezy, nie działała dzisiaj. Upiłem piwa i rozejrzałem się. Ktoś się na mnie parzył. Blondyn z kolczykami po chwili stał obok mnie. Uśmiechnął się zaczepnie. Był przystojny. Miał tez cos w oczach co krzyczało szaleństwem.

10 lis 2020

Od Renegeusza do Oliego

 - Na pierwszym roku okno mi wypadło w szkole. Nie mam pojęcia jak, ale gdy chciałem otworzyć je od góry, otworzyło mi się wcześniej na bok, a klamka dalej się przesunęła i koniec końców okno było otwarte jednocześnie z boku i z góry, przez co trzymało się na jednym końcu - wylałem olejek na dłonie i zacząłem go rozsmarowywać po włosach brunetki. - W końcu za mocno się otworzyło z góry i nie utrzymałem. Okno wypadło, łamiąc ostatni kąt, na którym się trzymał - z jej ust wydobył się cichy śmiech. - Gotowe - oznajmiłem.
- Już? - zapytała zdziwiona. Pokiwałem głową, chociaż wiedziałem, że tego nie widzi, po czym odwróciłem ją o sto osiemdziesiąt stopni, aby mogła spojrzeć w lusterko. Brunetka o prostych i suchych włosach, teraz miała o połowę krótsze, lśniące loki. - Ah...! Jak fantastycznie - zaczęła dotykać swojej nowej fryzury.
To była ostatnia klientka, po której sprzątnąłem lokal i wszystko zamknąłem na klucz. Szef wyszedł wcześniej, ponoć na ważne spotkanie, chociaż ja wiedziałem, że to była randka z kochanką. Wiedziałem, że pewnego dnia ta informacja mi się przyda, w końcu jego piękna żona z takim wysokim stanowiskiem miała dużo kasy, szkoda by było taką utracić. 
Spojrzałem na zegarek, było jeszcze za wcześnie, aby pójść do klubu samemu. O tej porze jeśli ktoś chciał, to chodził w parach, ze znajomym, z grupą, a jeśli taki samotnik jak ja chciałby się z kimś zabawić, to musiałem czekać do późna. W każdym razie, wpierw wróciłem do domu. Tam się przebrałem w luźniejsze ciuchy i zjadłem obiad.
- Ej, Marshall, idziesz dzisiaj ze mną się rozerwać? - zapytałem kiedy myłem naczynia, a on akurat wszedł do kuchni, aby zrobić sobie kawę. Był starszy ode mnie o dwa lata, a mimo tego się jeszcze uczył, przez co mocna, czarna kawa bez mleka i cukru było dla niego błogosławieństwem, kiedy siedział w nocy nad książkami. Czemu więc z nim mieszkałem, kiedy był kujonem? Jakimś cudem tak mu dobrze szło, ze znajdywał czas na imprezy. No i gębę miał przystojną do tego stopnia, że dziewczyny same rozkładały przed nim nogi.
- Evelina mi dupę truje, że mam u niej zostać na noc - wlał wodę do czajnika.
- Jak jest nie wyżyta to może iść z nami, znajdzie sobie kogoś.
- Ma pecha jeśli chodzi o jednorazowy seks. Jeden ją dusił, drugi ją pogryzł, a trzeci właśnie się bada, czy nie ma HIVa - zaśmiałem się.
- A ty taki wyjątkowy. Może ją przypnij do łóżka i zapomnij o niej - zaproponowałem.
- Jeśli zechce, żebym się jej oświadczył, to chyba tak zrobię.
W końcu nadszedł wieczór. Postanowiłem sam się wybrać na imprezę, aby uczcić kolejny weekend, z nadzieją, że uda mi się kogoś poznać ciekawego. Kiedy już byłem na miejscu, poczułem znajomy zapach alkoholu i potu. Podszedłem do baru, po czym zamówiłem mocnego drinka - nie było co się upijać samemu. Obserwowałem ludzi, aż w końcu złapałem kontakt wzrokowy z jakimś chłopakiem, samotnie siedzącym na kanapie.