Gdyby ktoś powiedział mi – Cameron, jesteś nierozważnym, nieodpowiedzialnym idiotą, niespecjalnie bym się bronił. Nie można całe życie poddawać tego w wątpliwość. Mówiąc o sobie zbyt często, mógłbym być nawet egoistyczny, lubię dbać o swoje dobro, jak każdy chyba. Chciałbym być znowu czternastoletnim głupkiem, który po raz pierwszy zapalił skręta, wypił symboliczną puszkę piwa. Myślę, że moją główną cechą jest to, iż lubię rozgrzebywać przeszłość albo rozkładać na czynniki pierwsze każde moje zachowanie i, ogólnie rzecz biorąc, mój charakter, co z pewnością można zauważyć. To już taki typ człowieka, który powierzchownie nie dba o nic, a, w głębi duszy, chciałby być najlepszym przyjacielem. Moje wywody po czasie stają się już nużące, ale, sam nie wiem, cały czas mnie to gryzie. Jedyne, co chcę powiedzieć, to to, że nigdy nie zostawiłbym Brianne, na pewno nie w takiej sytuacji. Doskonale rozumiem to, iż nie chce, żeby moje dzieci straciły ojca (chociaż nawet ich nie zna, ale pomińmy ten fakt), ale… jestem dorosły i podejmuję decyzje sam za siebie. Tu nie chodzi o mnie, nie o moje życie. Mowa tu o Brianne, która nie zasługuje na śmierć, bez względu na wszystko. Dlaczego ma płacić za błędy ojca?
15 gru 2019
14 gru 2019
Od Brianne C.D Cameron
Nigdy nie chciałam, aby ktokolwiek, nieważne czy bliski mi, czy nie, wpakował się w tak ogromne problemy, bo te są tylko moje i nikt więcej nie powinien się nimi interesować. Teraz jednak, kiedy zamieszany w to stał się także Cameron, moje serce bije trzy razy szybciej niż zawsze, a wyrzuty sumienia pożerają mnie od środka. Moje życie nigdy nie było dla mnie na tyle ważne, abym w jakimś stopniu, w sytuacji zagrożenia, starała się przeżyć. Wręcz przeciwnie, gdyby ktoś powiedział mi, że pewien morderca oczekuje na wydanie ofiary, zgłosiłabym się jako pierwsza. Teraz jednak, kiedy stoję w kałuży krwi, przeklinając samą siebie, czuję jakby moje życie z dnia na dzień nabierało nowego, niebezpiecznego i zawrotnego tempa. Cameron ma dzieci. Ma dla kogo żyć. Nie mogę im tego odebrać i o ile ja śmiało mogę umrzeć, tak on nie. Nie ma takiej opcji. Czuję przejmującą mnie trwogę, kiedy uświadamiam sobie, z czym się to wiąże.
Od Adama C.D Odette
Poranne starcie z moją siostrą i jej ukochanym Benem wyprowadziło mnie z równowagi i jest to niezaprzeczalny fakt. Jedyne, co mnie cieszy to to, że mężczyzna w końcu ogarnął, że jego starania, by zwrócić na siebie uwagę Odette nie mają już większego znaczenia. Chyba zdążył już dobrze zauważyć, że moja kobieta (uwielbiam to określenie) straciła do niego nie tyle co zaufanie, co nawet i szacunek. Ja z resztą też, co udowodniłem tym, że omal się na niego nie rzuciłem i nie ma się mnie co tutaj dziwić. Gnój mi chciał odbić kobietę! Jak inaczej mężczyzna zareagowałby na coś takiego? No zrobiłby zupełnie to samo co ja. Rzuciłby się na oponenta z pięściami, bez żadnych zamiarów dyskutowania, czy wysłuchiwania jego przeprosin.
13 gru 2019
Od Amy C.D Hangagoga
Nastawiłam wodę na gorące picie dla mnie i Hangagoga, następnie otwierając szafkę, gdzie znajdowały się kubki.
- Komedię – odpowiedziałam.
„Dziękuję, że przyjechałaś” - te słowa ciągle odbijały się echem w mojej głowie. Dodawały mi jakiejś radości w duchu i sprawiały, że byłam szczęśliwa. W końcu miałam wrażenie, że jednak mój przyjazd sprawił ciemnowłosemu nie lada kłopot i tak naprawdę nie chciał, żebym tu była.
Poza tym myślałam, że się zdenerwuje po tej akcji z dorysowanymi okularami, ale… wbrew pozorom przyjął to dosyć spokojnie. Nie licząc momentu, gdy krzyknął moje imię, kiedy poszłam po telefon, aby zrobić mu zdjęcie.
Włożyłam do jednego kubka herbatę, a do drugiego wsypałam kawę.
- Co byś powiedziała na… „Landrynka”? - zaczął. Zostawiłam kuchnię i przeszłam się do kanapy, zaglądając niebieskookiemu znad ramienia. - Laska kocha kolor różowy, próbuje otworzyć kawiarnię, ale jej nie idzie… Ogólnie niby też romans. Decyzja należy do ciebie, piękna – dopowiedział i odwrócił do mnie. Poczułam ciepło na policzkach.
- Jasne, może być – odpowiedziałam z początkowym lekkim wahaniem. Wtem usłyszałam bulgoczącą wodę, a chwilę potem zalałam wrzątkiem kubki z kawą i herbatą. Posłodziłam oba napoje i delikatnie wzięłam w dłonie, żeby zabrać je na stolik obok kanapy. Stawiałam ostrożne kroki, uważając, aby nie wylać. Mimo doświadczenia w kawiarni zawsze bałam się tego najgorszego i że napój wyląduje na moich ubraniach.
Moje obawy stały się prawdą. Byłam już blisko miejsca, gdzie siedział Hangagog, próbujący włączyć nam film. Wystarczyło tylko, że rzuciłam okiem na ekran telewizora, zachwiałam się i momentalnie część kawy znalazła się na moim swetrze. Z większym skupieniem odstawiłam kubki na stolik i przyjrzałam się ciemnej plamie na musztardowym materiale.
- Hangagog – jęknęłam, pokazując chłopakowi ubrudzony sweter. Obejrzał ślad, syknął, a potem się zaśmiał.
- Masz trzy wyjścia – powiedział, pokazując mi trzy palce. - Pierwsze, zostajesz w brudnym ubraniu – Wolałam nie. - Drugie, ściągasz sweter i siedzisz przy mnie na wpół rozebrana – szeroko się uśmiechnął. Ta opcja odpadała z góry. - Trzecia, idziesz do mnie do sypialni, zabierasz sobie jakąś bluzę z mojej garderoby i dajesz ciuch do prania.
- To wydaje się najbardziej realne… - odpowiedziałam, niechętnie spoglądając na plamę. Że też musiałam wylać tę kawę!
- Cóż, ze wstaniem u mnie kiepsko. Mam nadzieję, że pamiętasz drogę do mojego pokoju – Na szczęście coś mi świtało w głowie.
- To… zaraz wracam – szepnęłam nieśmiało i ruszyłam się z miejsca w stronę schodów, prowadzących na górę. Niepewnie otworzyłam drzwi znajdujące się najbliżej schodów. Trafiłam od razu. Teraz na prawo… i oczami ujrzałam męską garderobę.
- Gdzie były bluzy… - powiedziałam do siebie, próbując przypomnieć sobie to miejsce sprzed kilku tygodni. Po jakiś pięciu minutach zamiast musztardowego swetra miałam na sobie czarną koszulkę z jakimś losowym napisem. Czym prędzej wyszłam z sypialni Hangagoga i wróciłam na dół.
- Sweter możesz wrzucić do kosza na pranie – usłyszałam za sobą, gdy minęłam kanapę, idąc do łazienki. Jak mi polecono, tak zrobiłam. Przed wyjściem do chłopaka stanęłam jeszcze przed lustrem nad umywalką i starłam ślad tuszu na powiece, a także nieco rozmazany eyeliner. Że ja tak przy nim siedziałam i nic nie powiedział…
Hangagog?
- Komedię – odpowiedziałam.
„Dziękuję, że przyjechałaś” - te słowa ciągle odbijały się echem w mojej głowie. Dodawały mi jakiejś radości w duchu i sprawiały, że byłam szczęśliwa. W końcu miałam wrażenie, że jednak mój przyjazd sprawił ciemnowłosemu nie lada kłopot i tak naprawdę nie chciał, żebym tu była.
Poza tym myślałam, że się zdenerwuje po tej akcji z dorysowanymi okularami, ale… wbrew pozorom przyjął to dosyć spokojnie. Nie licząc momentu, gdy krzyknął moje imię, kiedy poszłam po telefon, aby zrobić mu zdjęcie.
Włożyłam do jednego kubka herbatę, a do drugiego wsypałam kawę.

- Co byś powiedziała na… „Landrynka”? - zaczął. Zostawiłam kuchnię i przeszłam się do kanapy, zaglądając niebieskookiemu znad ramienia. - Laska kocha kolor różowy, próbuje otworzyć kawiarnię, ale jej nie idzie… Ogólnie niby też romans. Decyzja należy do ciebie, piękna – dopowiedział i odwrócił do mnie. Poczułam ciepło na policzkach.
- Jasne, może być – odpowiedziałam z początkowym lekkim wahaniem. Wtem usłyszałam bulgoczącą wodę, a chwilę potem zalałam wrzątkiem kubki z kawą i herbatą. Posłodziłam oba napoje i delikatnie wzięłam w dłonie, żeby zabrać je na stolik obok kanapy. Stawiałam ostrożne kroki, uważając, aby nie wylać. Mimo doświadczenia w kawiarni zawsze bałam się tego najgorszego i że napój wyląduje na moich ubraniach.
Moje obawy stały się prawdą. Byłam już blisko miejsca, gdzie siedział Hangagog, próbujący włączyć nam film. Wystarczyło tylko, że rzuciłam okiem na ekran telewizora, zachwiałam się i momentalnie część kawy znalazła się na moim swetrze. Z większym skupieniem odstawiłam kubki na stolik i przyjrzałam się ciemnej plamie na musztardowym materiale.
- Hangagog – jęknęłam, pokazując chłopakowi ubrudzony sweter. Obejrzał ślad, syknął, a potem się zaśmiał.
- Masz trzy wyjścia – powiedział, pokazując mi trzy palce. - Pierwsze, zostajesz w brudnym ubraniu – Wolałam nie. - Drugie, ściągasz sweter i siedzisz przy mnie na wpół rozebrana – szeroko się uśmiechnął. Ta opcja odpadała z góry. - Trzecia, idziesz do mnie do sypialni, zabierasz sobie jakąś bluzę z mojej garderoby i dajesz ciuch do prania.
- To wydaje się najbardziej realne… - odpowiedziałam, niechętnie spoglądając na plamę. Że też musiałam wylać tę kawę!
- Cóż, ze wstaniem u mnie kiepsko. Mam nadzieję, że pamiętasz drogę do mojego pokoju – Na szczęście coś mi świtało w głowie.
- To… zaraz wracam – szepnęłam nieśmiało i ruszyłam się z miejsca w stronę schodów, prowadzących na górę. Niepewnie otworzyłam drzwi znajdujące się najbliżej schodów. Trafiłam od razu. Teraz na prawo… i oczami ujrzałam męską garderobę.
- Gdzie były bluzy… - powiedziałam do siebie, próbując przypomnieć sobie to miejsce sprzed kilku tygodni. Po jakiś pięciu minutach zamiast musztardowego swetra miałam na sobie czarną koszulkę z jakimś losowym napisem. Czym prędzej wyszłam z sypialni Hangagoga i wróciłam na dół.
- Sweter możesz wrzucić do kosza na pranie – usłyszałam za sobą, gdy minęłam kanapę, idąc do łazienki. Jak mi polecono, tak zrobiłam. Przed wyjściem do chłopaka stanęłam jeszcze przed lustrem nad umywalką i starłam ślad tuszu na powiece, a także nieco rozmazany eyeliner. Że ja tak przy nim siedziałam i nic nie powiedział…
Hangagog?
Od Camerona C.D Brianne
Gdyby ktoś chciał zapytać – tak, widzę jej rozszerzone źrenice i choć na początku robi to na mnie maciupeńkie wrażenie, mija natychmiast. Właściwie to mija wraz z chwilą, kiedy to informuje mnie o rzekomym morderstwie. Pierwsza myśl? Idiotyzm. Wydawało jej się. Nieszczęścia, choć chodzą parami, nie mogą chodzić dziesiątkami. Zresztą, jesteśmy w pociągu, nic gorszego, poza awarią, stać się już nie może. Litości. To tylko pociąg. Pociąg, w którym zamordowanie delikwenta byłoby trudne, niczym ukrycie słonia za parawanem. Awykonalne. Absurdalne. I inne wygórowane pojęcia rozpoczynające się na literkę “a”. Synonimy. Chyba tak mówią specjaliści, prawda? Albo przynajmniej ludzie wykształceni. Mniejsza z tym. Brianne nachyla się nade mną, skutecznie odpędzając wszystkie inne myśli, które dotychczas krążyły po głowie. Kiedy szepcze, przeszywa mnie dreszcz – wyczuwam w nim swego rodzaju przerażenie, a nawet panikę. To trochę zbija mnie z tropu, nigdy wcześniej nie widziałem, by dziewczynę coś przejęłoby w ten sposób. Równocześnie na zewnątrz pozostaje niewzruszona, może poza osobliwym wyrazem twarzy. Ale wciąż niezauważalnym. Babcia naprzeciwko wbija w nas swoje podejrzliwe, wścibskie wręcz spojrzenie. Kulę się wewnątrz, jakbym zrobił coś złego. Mężczyzna po prawej stronie wciąż śpi, pochrapując sobie w rytm. A pociąg, jak stał, tak stoi i wcale nie zanosi się na ponowne ruszenie. Z chęcią ruszyłbym do motorniczego z pytaniem, kiedy przewidywalnie ruszymy w drogę. Nie to, że się spieszę, po prostu nie lubię ciszy między mną a kimkolwiek. To troszeczkę męczące. Poza tym, jedzenie tutaj jest koszmarne i koszmarnie drogie, a mój portfel z tym dniem zaczyna płakać gorzkimi łzami, brzęczy w nim bowiem jedynie dziesięć monet pięcio- oraz dwuavarowych. Dopiero w mieście, do którego trafimy, będę w stanie zasilić swoje konto, byle wystarczyło na najtańszy obiad, ewentualnie nocleg. Ewentualnie, ponieważ nie bez powodu wziąłem sobie śpiwór. Zawsze możemy pójść do jakiegoś schroniska dla zagubionych. Prześpimy się i ruszymy w drogę. To świetny pomysł.
12 gru 2019
Od Hangagoga CD. Amy
Uniosłem powieki i ziewnąłem prosto w twarz Amy, która zwisała nade mną. Zmarszczyłem czoło zdziwiony i zaskoczony jej położeniem. Kiedy ujrzałem czarny marker w jej prawej dłoni wszystko zrozumiałem. Jęknąłem przeciągle jednak stwierdziłem, że nie mam zamiaru się w to bawić. Było to zbyt dziecinne zachowanie.
- Podaj mi proszę chusteczki żebym mógł to wytrzeć - powiedziałem, a dziewczyna odsunęła się ode mnie także zdziwiona. Jak mogłem nie zareagować oburzeniem?! Może dlatego była zdziwiona, że przyjąłem to tak spokojnie. Tak już mam jak się dobrze wyślę. Robię się spokojniejszy.
- Gdzie są? - zapytała, a ja spojrzałem na Amy, która czekała, aż powiem jej gdzie są chusteczki.
- W szafce nad umywalką. W łazience. Nawilżające - powiedziałem, a ona skinęła głową i ruszyła w kierunku łazienki. Przymknąłem powieki dalej zaspany. Potrzebuje kawy, potrzebuje też sprawnego ciała. Westchnąłem cicho i otworzyłem powieki rozglądając się po pokoju. Kocham L4. Zajebiste uczucie. Możesz wszystko. Nie musisz chodzić do pracy. Możesz chodzić pić, odpoczywać, czytać, oglądać seriale. Może nawet kogoś przelecisz? Super uczucie. Kiedy Amy wróciła z łazienki trzymając chusteczki uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń by wyrazić tym chęć zabrania jej rzeczy trzymaną przez nią w dłoni. Ta jednak pokręciła głową.
- Najpierw zrobię ci zdjęcie - odłożyła chusteczki z dala od mojego zasięgu i poszła do kuchni klaszcząc w dłonie zadowolona ze swojego pomysłu.
- Amy! - krzyknąłem zdenerwowany. Dawno nie spałem. To przez to. Kiedy dziewczyna wróciła z telefonem i włączonym aparatem pokazałem tylko środkowy palec i wystawiłem język jak dziecko niezadowolone z poczynania rodzica lub jakiegoś zakazu. Kiedy Amy w końcu podała mi chusteczki ze skwaszoną miną wytarłem marker. Szorowałem wszystko dokładnie jednak cały czas miałem wrażenie, że coś pozostało. Jęknąłem przeciągle kiedy materiał chusteczki dotknął już zdartego miejsca przy oku.
- Przestań, już nic nie masz - powiedziała Amy stawiając na stole dwa talerze z jedzeniem, które jeszcze parowało. Dawno nie jadłem obiadu. Kiedy to ostatnio byłem u Kat... dawno i nieprawda. Trochę czasu zajęło mi kiedy zająłem odpowiednie miejsce do jedzenia.
- Dziękuje, że przyjechałaś - rzekłem z lekkim uśmiechem do dziewczyny. Ta skinęła głową i wzięła się za jedzenie.
- Smacznego - powiedziała z pełną buzią, prychnąłem z lekkim uśmiechem.
- Wzajemnie - odpowiedziałem i także zacząłem jeść. Kurczak był dobry jednak za warzywami nie bardzo przepadałem dlatego wiadomo, że nie było pyszne jednak zjadłem większą cześć. Kiedy odłożyłem sztućce spojrzałem na dziewczynę.
- Dziękuje, było bardzo dobre - powiedziałem, a ona jedynie uśmiechnęła się. Rzuciłem tylko kość dla Verony, która złapała ją w locie zadowolona ze swojej zdobyczy. Teraz taki najedzony mogę iść spać. Chciałem się przeciągnąć jednak gips utrudniał mi tą czynność.
- Może chcesz coś obejrzeć? - zapytałem i spojrzałem na dziewczę, która właśnie zabrała talerze. Wyniosła je do kuchni.
- Jeśli chcesz. Co proponujesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Usłyszałem jak wstawia naczynia do zmywarki i ją zamyka.
- Chcesz herbatę albo kawę? - zapytała z kuchni, wlewała właśnie wodę do czajniki.
- Herbatę poproszę - powiedziałem jedynie - Komedia czy horror? - zapytałem.
- Podaj mi proszę chusteczki żebym mógł to wytrzeć - powiedziałem, a dziewczyna odsunęła się ode mnie także zdziwiona. Jak mogłem nie zareagować oburzeniem?! Może dlatego była zdziwiona, że przyjąłem to tak spokojnie. Tak już mam jak się dobrze wyślę. Robię się spokojniejszy.
- Gdzie są? - zapytała, a ja spojrzałem na Amy, która czekała, aż powiem jej gdzie są chusteczki.
- W szafce nad umywalką. W łazience. Nawilżające - powiedziałem, a ona skinęła głową i ruszyła w kierunku łazienki. Przymknąłem powieki dalej zaspany. Potrzebuje kawy, potrzebuje też sprawnego ciała. Westchnąłem cicho i otworzyłem powieki rozglądając się po pokoju. Kocham L4. Zajebiste uczucie. Możesz wszystko. Nie musisz chodzić do pracy. Możesz chodzić pić, odpoczywać, czytać, oglądać seriale. Może nawet kogoś przelecisz? Super uczucie. Kiedy Amy wróciła z łazienki trzymając chusteczki uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń by wyrazić tym chęć zabrania jej rzeczy trzymaną przez nią w dłoni. Ta jednak pokręciła głową.
- Najpierw zrobię ci zdjęcie - odłożyła chusteczki z dala od mojego zasięgu i poszła do kuchni klaszcząc w dłonie zadowolona ze swojego pomysłu.
- Amy! - krzyknąłem zdenerwowany. Dawno nie spałem. To przez to. Kiedy dziewczyna wróciła z telefonem i włączonym aparatem pokazałem tylko środkowy palec i wystawiłem język jak dziecko niezadowolone z poczynania rodzica lub jakiegoś zakazu. Kiedy Amy w końcu podała mi chusteczki ze skwaszoną miną wytarłem marker. Szorowałem wszystko dokładnie jednak cały czas miałem wrażenie, że coś pozostało. Jęknąłem przeciągle kiedy materiał chusteczki dotknął już zdartego miejsca przy oku.
- Przestań, już nic nie masz - powiedziała Amy stawiając na stole dwa talerze z jedzeniem, które jeszcze parowało. Dawno nie jadłem obiadu. Kiedy to ostatnio byłem u Kat... dawno i nieprawda. Trochę czasu zajęło mi kiedy zająłem odpowiednie miejsce do jedzenia.
- Dziękuje, że przyjechałaś - rzekłem z lekkim uśmiechem do dziewczyny. Ta skinęła głową i wzięła się za jedzenie.
- Smacznego - powiedziała z pełną buzią, prychnąłem z lekkim uśmiechem.

- Dziękuje, było bardzo dobre - powiedziałem, a ona jedynie uśmiechnęła się. Rzuciłem tylko kość dla Verony, która złapała ją w locie zadowolona ze swojej zdobyczy. Teraz taki najedzony mogę iść spać. Chciałem się przeciągnąć jednak gips utrudniał mi tą czynność.
- Może chcesz coś obejrzeć? - zapytałem i spojrzałem na dziewczę, która właśnie zabrała talerze. Wyniosła je do kuchni.
- Jeśli chcesz. Co proponujesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Usłyszałem jak wstawia naczynia do zmywarki i ją zamyka.
- Chcesz herbatę albo kawę? - zapytała z kuchni, wlewała właśnie wodę do czajniki.
- Herbatę poproszę - powiedziałem jedynie - Komedia czy horror? - zapytałem.
+70PD
Bonus:
Zagadka: Wymień kilka wigilijnych potraw.
Odpowiedź: Pierogi z kapustą i grzybami, ryba po grecku, makowiec
Zagadka: Wymień kilka wigilijnych potraw.
Odpowiedź: Pierogi z kapustą i grzybami, ryba po grecku, makowiec
11 gru 2019
Od Brianne C.D Cameron
Zajmujemy wolne miejsce w wagonie. Swoje ostatnie pieniądze wydaję na bilet, ale nie żałuję, zmysłem wyobraźni czując morską bryzę, przypiekające słońce i świeże powietrze. Moje myśli zajmuje Cameron, a bardziej - moje i jego postępowanie. Czuję się zmęczona tym wszystkim, a tabletki dodatkowo mnie przytłumiają, wygłuszając wszystkie bodźce z zewnątrz. Jest mi wygodnie, mój umysł praktycznie nie pracuje i cieszę się, że będę znajdować się w tym stanie jeszcze przez jakiś czas. Aktualnie nie chcę ciągnąć kłótni z Cameron, nie mam na to siły i ochoty, więc siadam wygodnie, zsuwam się na fotelu, zamykam oczy, a głowę zanurzam w puchatym szaliku. Kilka godzin spędzonych na mrozie w środku ciemnej nocy na pewno nie sprzyja mojej odporności i wiem, że w niedalekiej przyszłości na pewno to odczuję. Pulsujący ból głowy nie pomaga, w tle słyszę gwar rozmów, ale nie wyłapuję z niego żadnych słów. Ktoś szturcha mnie w ramię, a kiedy otwieram oczy, moje spojrzenie natyka się na wzrok Camerona. Nie mówię nic, jedynie patrzę na niego wyczekująco. Kiedy spoglądam na zegarek widzę, że nie odzywaliśmy się do siebie od jakiejś godziny, czyli odkąd jedziemy. Cóż, albo coś ze mną jest nie tak, albo to czas szybko płynie. Nie spuszczam wzroku z Camerona przez kolejne długie sekundy, kiedy on nagle rozmyśla się, obwieszczając mi to gestem ręki. Unoszę brwi, wracając do poprzedniej pozycji. Nie mam pojęcia ile będziemy jechać, mam wrażenie, że długo. Mam nadzieję, że nie przegapimy naszego przystanku i że wszystko będzie w porządku. Naprawdę chciałabym zostać w Calor (albo przy jej granicy, dokąd zmierzamy) na stałe, ale wiem, że to niewykonalne, chociaż po śmierci matki, może? W końcu nic mnie nie trzyma w Avenley River, tak więc nie będzie z tym problemu. Podróż z Cameronem jest chwilowa i nie mam pewności, że po niej nadal będziemy utrzymywać ze sobą kontakt, co gorsze, ja nawet nie wiem, czy chcę go utrzymywać, z resztą podobnie jak Cameron. Nie lubię wyprzedzać przyszłości. Ta myśl jest moją ostatnią, dopóki nie zasypiam na miękkim, pociągowym fotelu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)