Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etienne. Pokaż wszystkie posty

1 lis 2018

Odejście

Dziś żegnamy dwójkę mężczyzn. Powodem jest decyzja autorki.

26 lip 2018

Od Etienne CD Kasper

Nie zorientowałem się nawet, kiedy zasnąłem. Po prostu w jednej chwili leniwie obserwowałem to, co się dzieje na ekranie, palcami przeciągając po miękkim futrze swojego pupila, a w drugiej już przegrywałem walkę z opadającymi powiekami, nie mogąc zrobić nic więcej niż tylko poddać się senności. Rzadko kiedy miewam sny z prawdziwego zdarzenia, w większości ten etap nocy przeznaczony jest na przypominanie ostatnich godzin dnia bądź zwykłe tkwienie w ciemnej pustce, o ile takim stwierdzeniem można określić zupełny brak jakichkolwiek wizji. Dlatego, kiedy obraz holu pojawił się pod moimi powiekami, poczułem się zdekoncentrowany. Zupełnie jak dziecko we mgle błądziłem nieskończonymi korytarzami, które pojawiały się za każdym razem, gdy naciskałem na klamkę kolejnych drzwi, jakie majaczyły na końcu pomieszczenia. Jakby bezsensowne się to nie wydawało, podświadomie wiedziałem, że nie mogę się zatrzymać. Że jeśli to zrobię, coś dopadnie mnie, a spotkanie nie będzie należeć do tych najprzyjemniejszych. Pędziłem więc przed siebie, co chwila przyspieszając kroku, ostatecznie już biegnąc na oślep od jednych drzwi do drugich. Ciepły oddech na moim karku pojawił się wręcz znikąd na którymś korytarzu, a na jeszcze innym dołączyły do niego odgłosy dyszenia. Drewniane panele uginały się pod ciężarem potwornego cielska, protestując cichym trzeszczeniem.
Uwiesiłem się kolejnej klamki, jakby miała co najmniej uratować mi życie. Naciskałem na nią całym ciałem, ale złośliwość rzeczy martwych postanowiła dać o sobie znać, przez co całe moje starania spełzły na niczym. Zamknąłem zaszklone ze strachu oczy, osuwając się na kolana przed drzwiami. Wiedziałem, że jak się odwrócę, zobaczę nad sobą tego potwora, przed którym uciekałem. Nie chciałem tego zrobić, nie miałem pojęcia, co mogę tam ujrzeć, jakie tym razem rzeczy podświadomość postanowi obrócić przeciwko mnie. Ale musiałem to zrobić, postawić się własnym lękom. Wziąłem głęboki wdech, przygryzłem wargę i spojrzałem na to, co stało za mną.
Obudziłem się gwałtownie, zlany potem. Niechcący zrzuciłem z siebie lisicę, która teraz, wyraźnie niezadowolona, pobiegła do swojego legowiska. Drżącą ze strachu ręką przeczesałem włosy, następnie kładąc dłoń na sercu.
— Tylko spokojnie — szepnąłem, z trudem opanowując się po koszmarze — To tylko zły sen. Bardzo zły sen...
Kiedy uspokoiłem się w znacznym stopniu, sięgnąłem po telefon. Uznałem, że w takim przypadku zapewne i tak nie zasnę, więc równie dobrze mogę poczytać coś ciekawego na internecie. W międzyczasie odczytałem wiadomość od Kaspera, przez co pomyślałem przelotnie, że mój koszmar się chyba jeszcze nie skończył.
''Hej, szczerze, nie spodziewałem się, że napiszesz. Chciałbyś się spotkać jutro? Na przykład w kawiarni? Ja będę płacił, o to nie musisz się martwić, to jak, zgadzasz się? :3''
Najchętniej odpisałbym krótko, że nie i po prostu zapomniał, iż taka wiadomość istnieje. Nie leżało to jednak w mojej naturze, więc, postępując całkiem logicznie, zrobiłem coś, co jeszcze bardziej nie zgadzało się z aktualnymi myślami mej osoby.
"Tak, jasne. Spotkajmy się przy rzece po południu, tam gdzie wcześniej, a potem coś razem wymyślimy."

***

Zgodnie z umową, przyszedłem nad rzekę z nieco lepszym humorem i nastawieniem co do całego spotkania niż wcześniej. Może to dzięki drzemce, którą uciąłem w międzyczasie, albo dzięki kawie, wypitej w pośpiechu przed wyjściem. Chociaż, gdybym miał obstawiać, największą zasługę w tym wszystkim mają orzeszki, których drugie opakowanie właśnie otwierałem. Z delikatnym uśmiechem wyciągnąłem ze środka słony przysmak, aby później podrzucić go i złapać między wargi. Lubiłem zachowywać się czasem jak dziecko. W końcu, każdy kiedyś potrzebuje odpocząć od bycia dorosłym, czyż nie?

<Kasper? Trochę długo towarzysz czekał...>

9 lip 2018

Od Etienne cd Kaspera

Wieczorna rutyna zawsze przebiegała tak samo i niemiłosiernie nużyła. Bo ile przecież można robić ciągle jedną i tą samą rzecz? To tak jakby powtarzać ciągle identyczny eksperyment, oczekując różnych rezultatów. Nie. Po prostu nie. Nic z tego nie wyjdzie, a nadal będziemy tkwić w jednym punkcie, krążąc jak dzieci we mgle.
Przynajmniej dzień, który na ten moment chylił się ku końcowi, nieco różnił się od pozostałych, wprowadzając do mojego życia nutę świeżości. Ten chłopak znad rzeki, Kasper? Tak, jakoś tak się nazywał. Zainteresował mnie swoją osobą, takim młodzieńczym entuzjazmem, no i grą na gitarze. Lubiłem wsłuchiwać się w dźwięki tego instrumentu, były niezwykle relaksujące i koiły skołatane nerwy. Z tego między innymi powodu sam podjąłem się trudnego, żmudnego zadania opanowania gry na gitarze przynajmniej w stopniu znośnym dla ludzkiego ucha.
Tak, jak zazwyczaj, włączyłem telewizor w salonie, dłuższą chwilę poświęcając na poszukanie odpowiedniego programu. Leniwie naciskając przyciski na pilocie, zerknąłem na zegar. Za jakieś dwadzieścia minut puszczą następny odcinek mojego ulubionego serialu. Muszę więc wyrobić się do tego momentu z kolacją dla mnie i Rosemarie. Dlatego, kiedy tylko odszukałem stację, poszedłem do kuchni. Stukot pazurków lisa utwierdził mnie w przekonaniu, że pupil jest równie głodny jak ja. Z delikatnym uśmiechem na twarzy zająłem się gotowaniem jajecznicy, w międzyczasie przekładając do miski księżniczki resztkę konserwy.
— Bon Appetit, Rosemarie — Pogłaskałem palcem lisiczkę za uszami, po czym wróciłem do gotowania własnego posiłku. Ostatecznie, uzbrojony w talerz oraz parujący kubek, mogłem pójść do salonu, aby tam na kanapie rozłożyć się, okryć kocem i oddać przyjemnemu, wieczornemu wypoczynkowi.
Była jednak jedna kwestia, która nie pozwalała mi w stu procentach zrelaksować się i odprężyć. Spojrzałem na ciemny ekran telefonu, leżącego na szklanym blacie stołu. Powinienem do niego napisać. Tak na wszelki wypadek. Żeby nie było, że jestem ignorantem czy coś. A jeśli... Jeśli przez to zostanę wciągnięty w jakiś program ochrony świadków? Albo inne wojny?
Szybkim ruchem zgarnąłem urządzenie i odblokowałem je. Drżącymi palcami odnalazłem numer i zacząłem pisać wiadomość, kilkukrotnie usuwając ją i zaczynając na nowo.
"Cześć, nie wiem, czy to dobry numer, ale jeśli tak, to chcę cię z góry przeprosić, jeśli przepraszam. Poszedłeś tak szybko, nie zdążyłem ci się przedstawić. Nazywam się Etienne. Miło było cię dzisiaj poznać."
Uderzyłem kciukiem w przycisk "Wyślij" i odrzuciłem telefon na poduszki, jakby był co najmniej bombą. Opadłem na plecy, wbijając spojrzenie w sufit, po czym westchnąłem. Limit interakcji międzyludzkich został przekroczony. I to o wiele.

<Kasper? xD >

2 lip 2018

Od Etienne CD Kaspera

Szybko zmierzyłem wzrokiem przybysza, który zapuścił się w te rejony. Oczywiście, to nie tak, że miałem jakieś z tym problemy, co to, to nie. Po prostu uznałem, całkiem w sumie wbrew sobie, iż taka persona jak ten chłopak o całkiem pasujących do jego twarzy brązowych włosach powinien o tej porze przebywać w zupełnie innym miejscu. Nie mnie to jednak oceniać, a w dodatku pozory mylą. Może, mimo wszystko, lubi spacerować na łonie natury?
— Masz talent — powiedział, na co skinąłem nieznacznie głową. Bycie docenianym to przyjemne uczucie, chociaż rzadko się z nim spotykam — Ładny obraz.
Uśmiechnąłem się delikatnie, opuściłem rękę i oparłem się nią o swoje biodro. To była o wiele wygodniejsza i luźniejsza pozycja niż sterczenie z ołówkiem w ręce. Dodatkowo pokazywała, że nie boję się rozpoczęcia konwersacji, tak przynajmniej mówił artykuł w gazecie, którą kiedyś było dane mi przeczytać. Pomimo tego, że samo pismo skierowane było do zdesperowanych pań domu, nawet dobrze sprawiło się przy zajmowaniu czasu podczas długiego czekania na wizytę u lekarza.
— Dzięki — Zaśmiałem się krótko, po czym po raz kolejny przebiegłem spojrzeniem po młodej osobie przede mną. Przez głowę przebiegła mi myśl, że mógłby być nawet na upartego moim własnym uczniem — Ale to nie jest żaden talent, jest wiele osób, które malują lepiej ode mnie — Nieco spokojniejszy, wróciłem do szkicowania — To po prostu lata praktyki.

<Kasper? ^^ >

29 cze 2018

Od Etienne

Nim wyszedłem na zewnątrz, wyjrzałem przez okno, aby upewnić się, że pogodynka z lokalnego kanału informacyjnego nie oszukała mnie, a z nieba nie zacznie padać deszcz, kiedy tylko przestąpię przez próg. Na szczęście, nade mną nie znajdowała się ani jedna chmura, czy to biała, czy czarna. Napawało mnie to specyficznym, delikatnym optymizmem. Bo kogo nie podnosi na duchu wizja przyjemnie spędzonego popołudnia na robieniu na tym, co się kocha?
Poprawiłem torbę na ramieniu, gdzie trzymałem swój zapas farb oraz pędzli, wziąłem stojącą przy drzwiach sztalugę wraz z płótnem i wyszedłem przed dom. W przebłysku świadomości, jaki pojawił się podczas tego błogiego stanu ekscytacji, wyciągnąłem jakoś klucze z kurtki i z trudem zamknąłem drzwi. Zganiłem się w myślach za swoje roztargnienie. Jeśli tak dalej pójdzie, w końcu ktoś włamie się do mojego małego królestwa, a wtedy co mi zostanie? Proszenie innych o nocleg lub powrót do domu. Zadrżałem na samą myśl. Nie. Nigdy tam nie wrócę. Poradzę sobie, jestem silnym, niezależnym facetem z lisem.
Mijając garaż, przystanąłem na dłuższą chwilę, zastanawiając się, czy wziąć samochód. Niby byłoby to ułatwienie, bo w końcu chodzenie ulicami z całym tym sprzętem to katorga, lecz mimo wszystko, podjąłem swoją drogę nad brzeg rzeki. Przejście się dobrze mi zrobi, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. No i rzecz jasna spalę nadmiar energii, bo pomimo tego, że jestem w tym mieście już od dwóch dni, nadal byłem podekscytowany jak dziecko w dzień Bożego Narodzenia. Prawdopodobnie sama myśl o tym, że zaczynam nowy etap w życiu, działała na mnie w ten sposób.
Posługując się mapą, jaką przejrzałem w domu przed wyjściem, oraz nieco mniej chętnie pytając przechodniów o kierunek, jakoś udało mi się dotrzeć do urokliwego brzegu rzeki Avenley. Aż zatrzymałem się na zielonej, trawiastej przestrzeni, po prostu chłonąc otoczenie i ciesząc się chłodnym wiatrem, który muskał moje policzki. Z uśmiechem odetchnąłem, wyrzucając z siebie negatywne emocje i pozwalając im zniknąć w otaczającej przestrzeni.
Kiedy tylko udało mi się ukoić ducha w objęciach natury, rozłożyłem sztalugę, przygotowałem płótno oraz farby, po czym jeszcze raz zmierzyłem wzrokiem krajobraz wokół. Tyle piękna w jednym miejscu, tyle pomysłów, a tak mało czasu!
Przygryzłem drewienko pędzla, zastanawiając się nad możliwym obrazem, ostatecznie decydując się na rosnące przy zakolu drzewo wraz z kawałkiem zielonego pola. Idealnie. Cudowne połączenie sielanki i symbolu siły oraz potęgi. Zza ucha wyciągnąłem ołówek, po czym zająłem się pobieżnym szkicem widoku przede mną. Przez swoje skupienie, nie zauważyłem, że ktoś również pojawił się w okolicy, zapewne po to, aby samemu odpocząć od miejskiego zgiełku. Dopiero w momencie, gdy iście teatralnym sposobem gałązka pękła pod stopą przechodnia, a jak oparzony drgnąłem w miejscu, oderwałem wzrok od płótna i zerknąłem na osobę, przez którą prawie zszedłem z tego świata.

Ktoś?

27 cze 2018

Etienne Lucas Delacoix

Na zdjęciu: Egor Telenchenko
Motto: "Nie zawsze trzeba wygrywać, żeby zostać zwycięzcą. Czasem wystarczy, że inni przegrają."
Imię: Jako pierwsze miano, w akcie urodzenia zostało mu wpisane Etienne, jakie jego matka wynalazła podczas czytania romantycznych harlekinów. Drugie imię, brzmiące Lucas, jest natomiast wymysłem ojca, który to zainspirował się swoim ulubionym serialem.
Nazwisko: Mimo, że wielu w to nie wierzy, młodzieniec rzeczywiście jest spokrewniony ze znanym francuskim malarzem, Eugènem Delacroix, toteż nosi właśnie takie nazwisko.
Wiek: Chodzi po tym świecie już dwudziesty piąty rok.
Data urodzenia: Jak zwykł mówić, jego narodziny były świątecznym prezentem dla rodziców, gdyż urodził się dwudziestego czwartego grudnia.
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Wykupił niewielkie studio, znajdujące się w starym magazynie, które ma zamiar przerobić własnoręcznie na swoje prywatne królestwo.
Orientacja: Paasiż, miasto zakochanych, z którego pochodzi, nauczył go, że miłość może być wyrażana na wiele sposobów, więc sam uznaje się za osobę biseksualną, jednak zauważa, że częściej jego wzrok ucieka w stronę mężczyzn.
Praca: Nauczyciel przedmiotów artystycznych. Sam nie jest pewien, dlaczego wybrał akurat ten zawód. Prawdopodobnie nie zrobił tego na trzeźwo.
Charakter: Z racji luźnego podejścia do życia, poczucia humoru i ogólnej aury radości, jaką chłopak zdaje się roztaczać wokół siebie, zdobywanie znajomych, a czasem nawet przyjaciół przychodzi mu z łatwością. W stosunku do nich cechuje się opiekuńczością i troską, często wypytując, jak danej osobie minął dzień, czy nie potrzebuje pomocy bądź towarzystwa, albo czy na pewno jej kot wytrzyma ten jeden dzień sam w mieszkaniu, bo w razie potrzeby, chętnie go przyjmie i zaopiekuje się pupilem. Niestety, nie raz boleśnie odczuł na swojej skórze, że nie każdy człowiek ma tak miękkie serce jak Delacroix, co nie sprawiło jednak, że przestał ufać ludziom. Mimo to, niesmak pozostaje, a uprzejmość nie pozwala mu na całkowite wyrzucenie negatywnych emocji, które trzyma w sobie. Wierzy w karmę i boskie plany, czym tłumaczy swój brak reakcji na krzywdę. Nie znaczy to, że jest wybitnie wierzący, mimo, że wychował się w stricte chrześcijańskiej rodzinie. Do kościoła chodzi tylko w trakcie świąt, a jeśli ujrzy krzyż, odruchowo przeżegna się. Na tacę jednak pieniędzy już nie wrzuci, bo nie wierzy w czyste intencje księży.
Dzieciństwo nauczyło go cierpliwości i opanowania, głównie dzięki obecności starszego brata, który za punkt honoru wziął uprzykrzanie życia Etienne. Dzięki temu, jest w stanie słuchać danej osoby, jeśli ta po raz kolejny powtarza się, bez mrugnięcia okiem. Oczywiście, w granicy rozsądku. Z domu wyniósł również jeszcze jedną cechę, a mianowicie typowy, francuski romantyzm. Chłopak zdaje się dostrzegać drugie dno w każdym geście, nawet jeśli takowego nie ma, a jego słowa i działania są wypełnione wrażliwością, estetyką oraz uczuciowością.
Największą wadą w charakterze Lucasa jest jego delikatność, dotycząca nie tyle strefy fizycznej, co psychicznej. Tak, młodzieniec jest po prostu słaby, ma trudności z wniesieniem co cięższych przedmiotów do domu, lecz prawdziwy problem tkwi w umyśle Francuza. Bardzo łatwo zranić go czy to werbalnie czy fizycznie, a z racji emocjonalności dogłębnie przeżywa takie wydarzenia, najczęściej w objęciach zaufanego przyjaciela. Dodatkowo każdy wybór, nawet najprostszy, to wielki trud dla malarza, gdyż ten nie potrafi działać w stresie czy pod presją, więc często pozostawia decyzję drugiej osobie. Sam nie jest do końca pewny, dlaczego sprawy tak się mają, lecz prawdopodobnie jest to związane ze strachliwością młodzieńca, którego nawet nagły hałas może wprawić w stan przedzawałowy.
Hobby: Głównym sposobem Delacroix na zabicie wolnego czasu jest kontynuowanie rodzinnej tradycji, a dokładniej malowanie. Kiedy nie ma dostępu do zaufanej sztalugi, zadowoli się kartką papieru oraz czymś co pisania, lecz mimo wszystko preferuje używanie farb do wprowadzania do szarego świata nowych barw. Od momentu przyjazdu do Avenley River, zainspirowany przedstawieniem jednego z uczniów, postanowił nauczyć się gry na gitarze, co idzie mu coraz lepiej.
Aparycja|
- wzrost:
Sto osiemdziesiąt jeden centymetrów
- waga: Gdzieś te siedemdziesiąt parę kilo by się znalazło.
- opis wyglądu: Wpierw należy zacząć od całokształtu Etienne. Chłopak nie jest specjalnie dobrze zbudowany. Niby posiada jakieś tam ledwie widoczne zarysy czegoś, co można na upartego mięśniami nazwać, jednak nie jest na pewno stałym bywalcem siłowni. Z tego powodu, ciało Delacroix jest drobne i nieco chude, a gdy doda się do tego kobiece wręcz nogi, ma się pobieżny obraz tego człowieka. Przechodząc do szczegółów, twarz Lucasa ma łagodne rysy, odejmujące mu lat, przez co czasami brany jest za nastolatka. Prawie że wiecznie uśmiechnięte usta często skupiają na sobie wzrok innych ludzi i są również określane mianem damskich. Za to oczy w kształcie migdałów, posiadające zieloną barwę, wręcz nie pasują do ogólnej delikatności młodzieńca, gdyż bije z nich powaga i specyficzna duma. Oblicze Etienne otaczają czarne włosy, najczęściej zaczesane do góry, o które Francuz dba bardziej niż o wszystko inne. Spora część nauczycielskiej wypłaty chłopaka idzie właśnie na pielęgnację tego elementu aparycji.
Co do ubioru, młodzieniec stawia raczej na wygodę niż elegancję. Jego szafę wypełniają bluzy, nieco za duże koszulki czy dostosowane do ciała spodnie. Do pracy jednak, jeśli jest taka potrzeba, z wielka niechęcią założy koszulę. Mimo to, nigdy nie zgodzi się na krawat. Co za dużo, to nie zdrowo.
- pozostałe informacje: Na lewym przedramieniu chłopaka znajduje się wytatuowane pojedyncze pióro, które zyskał przed wyjazdem z kraju. Określa to jako symbol jego wolnej duszy i otwartego umysłu.
- głos: Casey Breves
Historia: Opowieść o tym, jak roztrzepany artysta od siedmiu boleści trafił do tego miasta, nie jest zbyt długa ani ciekawa. Można za to powiedzieć, że brzmi jak żywcem spisana z typowego amerykańskiego filmu obyczajowego.
Na samym początku była idealna rodzina, w której niczego nie brakowało. Uwielbiana w lokalnej społeczności, zawsze pierwsza do organizowania osiedlowych festynów, z wielka chęcią wszystko finansująca. Otwarcie nazywana przykładem dla innych, celem, do którego inne domy powinny dążyć.
A za zamkniętymi drzwiami?
Agresywny ojciec, często znęcający się psychicznie nad pozostałymi członkami rodziny, matka chorująca na śmiertelną odmianę nowotworu, starszy syn, spotykający się z ludźmi o wątpliwej reputacji.
W środku tego wszystkiego Etienne, zagubiony we własnych odczuciach nastolatek, uciekający z raju upadłego, kiedy tylko ma szansę.
Nic więc dziwnego, że chłopak, kiedy tylko osiągnął odpowiedni wiek, poszedł na studia do jednej z lepszych paryskich uczelni, aby tam rozwijać swój rodowy talent. Od tego momentu, do domu wracał jedynie, kiedy musiał. Kiedy jednak Anne - Marie przegrała walkę z rakiem, od razu po pogrzebie zebrał wszystkie swoje oszczędności i opuścił kraj, nie oglądając się za siebie.
Rodzina:
Pierre Delacroix - Ojciec, pan domu, a za razem dyrektor znanej firmy, zajmującej się produkcją elektroniki. Etienne ma mu za złe to, że mężczyzna przez całe życie faworyzował swojego pierworodnego syna, na młodszego często nie zwracając uwagi.
Anne - Marie Delacroix - Matka, nie pracowała nigdzie na pełen etap, gdyż głównie zajmowała się malowaniem obrazów bądź ilustrowaniem bajek dla dzieci. Wprowadziła Lucasa w świat barwnych pejzaży i przybliżyła historię ich rodziny.
Sebastien Jacques Delacroix - Starszy brat Etienne, nie są w zbyt dobrych stosunkach z racji problemów z przejęciem firmy ojca.
Partner: W jego sercu nikt nie zagościł na dłuższą chwilę.
Potomstwo: Nie posiada, jednak chce to zmienić w najbliższym czasie. Wręcz przepada za małymi dziećmi.
Ciekawostki:
~ Ma alergię na pyłki, przez co w swoim domu nie trzyma żadnych kwiatów
~ Uczył się kiedyś jeździć konno, lecz po tym, jak brat wmówił mu, iż konie pożerają samotnych chłopców, preferuje nie zbliżać się do tych zwierząt
~ Jest leworęczny
~ Nigdy w życiu nie pił niczego mocniejszego niż wino, więc obawia się, że jego pierwsze spotkanie z innym alkoholem skończy się momentalną utratą przytomności
~ Jest wielkim fanem orzeszków. Zawsze ma ze sobą przynajmniej jedno opakowanie.
Zwierzęta: Rosemarie to niespełna roczna lisiczka, uwielbiająca leniwie spędzać popołudnia, wygrzewając się w plamach słońca czy po prostu bawiąc się swoją ukochaną kaczuszką. Kiedy jednak przychodzi pora karmienia, jest pierwsza przy misce i nie odpuści, dopóki nie uzyska swojej obiecanej porcji jedzenia. Każda chwila opóźnienia jest wypełniona głośnymi piskami zwierzęcia, które potrafią po dłuższym czasie wyprowadzić każdego z równowagi.
Pojazd: Udało mu się dorwać Chevroleta Impalę z '67 roku, którą namiętnie pokonuje kolejne kilometry.
PD: 130
Kontakt: Arteyiu