Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parker. Pokaż wszystkie posty

31 mar 2019

Czystka marcowa

Marcowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.02-31.02 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.01-14.02 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.01, zostają wydalone
trzy upomnienia — wyrzucenie
mężczyźni
AARON
ADAM
ANTONI
AXEL
BELLAMI
BILLY JOE
CALEB
CAMERON
CHARLES
CONRAD
DAMIEN
DANIEL
EBENEZER
ED
ELIAS
EVAN
FELIX
FRANCISZEK
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JULIEN
KEN
MICHAEL
NICOLAS
NIVAN
NOAH
OLI
PARKER
RAFAEL
SAMUEL
THEO
THOMAS
TYLER
kobiety
ALTHEA
AMY
ANASTASIA
ANASTAZJA
ANGELICA
ANTONELLA
ASHLEY
AURORA
BRIDGET
CATNISS
CHARISSE
CHARLIE
CHERYL
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
FLORENCE
HAILEE
HARPER
IDA
ISABELLE
J.C.
JACQUINE
KATFRIN
KEHLANI
KITTY
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
ODETTE
ODEYA
OPHELIA
PELAGONIJA
RAVEN
ROSE
ROXANNE
SANAE
SARAH
SYBIL
TAYLOR
TIM LY
TOVE
VICTORIA
WANDA

4 gru 2018

Od Parkera cd. Florence

Tego ranka obudził mnie telefon dzwoniący na cały pokój. Nie śpieszyłem się jednak aby go odebrać, leniwie przetarłem oczy i sprawdziłem czy aby na pewno jestem w moim pokoju. Ostatnio rzadko zdarza mi się spędzać noce we własnym łóżku. Tym razem jednak niezaprzeczalnie był to mój pokój,   rozpoznałem to przede wszystkim, bo wielkich i ciężkich zasłonach które wpuszczały do pokoju zaledwie ułamek,  światła słonecznego. Poza tym czarna kołdra jak zwykle znajdowała się na podłodze, bo w nocy mam tendencje do zrzucania jej z siebie mimowolnie. Telefon ucichł. Zbyt długo nie odbierałem. Sięgnąłem więc po kołdrę z podłogi i chciałem z powrotem zasnąć, to był jeden z tych dni kiedy nie miałem najmniejszej potrzeby do opuszczania łóżka. Towaru  miałem pod dostatkiem, pieniędzy też ostatnio mi przybyło. Chciałem siedzieć cały dzień w domu zaćpany, ewentualnie zamówić sobie jakąś dziewczynę do towarzystwa. Już zdążyłem zamknąć na nowo oczy kiedy telefon zadzwonił ponownie. Leniwie sięgnąłem po niego, i zobaczyłem znajomy numer. Był to Iwan.
- No. - odezwałem się pierwszy.
- Parker, bracie poratuj mnie. Potrzebuje działki, teraz.
- Znasz numer do Matta, aktualnie zajmuje się czymś innym.
- Nie mogę zadzwonić do Matta, mam z nim mocno na pieńku.
- To już  nie mój problem. - powiedziałem i chciałem się rozłączyć.
- Nie poczekaj! Zapłacę ci dwa razy więcej, błagam cię zlituj się nade mną. 
- Aktualnie nie narzekam na braki czegokolwiek, więc  nie opłaca mi się wlec do ciebie.
- Teraz może pieniędzy ci nie brakuje, ale sam dobrze wiesz jak u ciebie bywa. 
- Dobra. Ale za fatygę płacisz trzy razy więcej.
- Że kurwa co?!
Rozłączyłem się, ale nie odkładałem telefonu wiedziałem że odzwoni Tak też zrobił mniej niż po minucie.
- Kurwa niech ci będzie. - odezwał się jego głos w telefonie.
- Będę za 20 minut pod twoją  uczelnią. - odpowiedziałem.
Miałem szczęście że ten debil, nie znał innego dilera niż Matta, ten i tak mocno zawyżał mu  ceny widząc z jakim frajerem ma do czynienia. A teraz ja dostanę, jeszcze trzy razy więcej. Żyć nie umierać. Zabrałem więc co potrzebne i podjechałem pod uczelnie. Zanim Iwan wsiadł do mojego samochodu zdążyłem chwile popatrzeć na ludzi idących na wykłady. Dziękowałem w duchu sam sobie że nigdy nie zmuszałem się do żadnych studiów, ludzie nie wiedzą jak łatwo można ułożyć sobie życie mając odrobinę mózgu a nie równań algebraicznych. Z zamyślenia wyrwał mnie Iwan który wyjątkowo niedyskretnie wskoczył podekscytowany do  mojego samochodu.
- I co masz ? masz? - szczekał niczym podniecony szczeniak.
- Pytanie czy ty masz co mi należne. - odpowiedziałem oschło. 
Chłopak pośpiesznie wyciągnął plik banknotów, towar który brał nie był tani. A sprzedany w potrojonej cenie pozwoli mi żyć w niegłupim klimacie, przez następny miesiąc. 
Wziąłem od niego pieniądze i zacząłem liczyć.
- Musiałem sprzedać biżuterię mojej zmar... - zaczął mówić oczekując współczucia.
- Nie prosiłem cię o autobiografię. - podsumowałem. - Dobra wszystko się zgadza. - powiedziałem i podałem mu jego magiczną zapełnioną folijkę.  Ten podniecił się jeszcze bardziej.
- Jesteś boski. - powiedział chowając swoją własność do kieszeni.
- Dobra, wypierdalaj mi z wozu. - powiedziałem .
- Nie no stary naprawdę, po raz kolejny ratujesz mi życie. Czemu nie widujemy się częściej? - zapytał. 
- Może dlatego że nie mam po co z tobą przebywać wypierdalaj mi z tąd albo sam cię wyjebie.  - powiedziałem lekko wkurzony.
- Dobra, dobra już spokojnie. - odpowiedział.  Po czym wysiadł z samochodu i popędził pod najbliższe drzewo gdzie od dłuższego czasu stała  dobrze znana mi dziewczyna. Patrzyłem na to z umiarkowanym zaciekawieniem. Po krótkiej wymianie zdań, Iwan poklepał się po kieszonce w której schował towar. Dziewczyna widocznie rozpromieniała, i przyssała się do Iwana zaczynąc się z nim lizać. Scena jednak nie trwała długo, uciekła  zostawiając go na wiotkich nogach, był w niej widocznie zauroczony. Szedł wesołym krokiem w stronę uczelni.  Zatrąbiłem aby zwrócić jego uwagę,  wrócił więc po chwili do mojego samochodu.
- Co to miało być? -  zapytałem prześmiesznym tonem.
- Nie będę ci ściemniać, ten towar jest dla niej. Kocha...
Zaśmiałem się w głos.
- Dla niej?! Ona nie jest warta nawet grama tego co planujesz jej dać. 
-  Stary nie wiesz co mówisz. - odpowiedział urażony.
- Właśnie że wiem. To dziwka. 
- Zamknij pysk, ona tu studiuje.
- Nie mówię że nie, ale po zajęciach puszcza się za pieniądze.
- A  ty skąd to niby wiesz?
- Bo zamawiam ją praktycznie co  środę. 
- Co ty pierdolisz. 
- Jest tańsza niż używana ściera. Nie myślałem że jesteś takim idiota, kupując ją nigdy nie zapłaciłem nawet 1\6 tego co ty dzisiaj na nią wydałeś. 
Chłopaka zatkało, a ja ani na chwilę nie powstrzymywałem się od śmiechu. 
Wyciągnąłem z kieszeni jej numer, podając mu  go.
- Masz na przyszłość chociaż zapłacisz mniej niż dziś, jeśli zadzwonisz do niej ,, na jej firmowy numer".
Chłopak w dalszym ciągu się nie odzywał, ściskał papierek w ręku. Wyciągnąłem szluga i odpalając go  powiedziałem:
- Każdego można kupić. Ważne tylko żeby nie przepłacać.
- Jesteś zdecydowanie zbyt pewny siebie.
- Śmieszne że tak uważasz. - powiedziałem zaciągając się dymem. 
Nagle przed maską samochodu przebiegła blondynka. 
-  Ona. - powiedział patrząc na odbiegającą dziewczynę.
- Co ona. - zapytałem nie patrząc nawet w jej stronę. 
- Jej nie kupisz.
- Czy naprawdę lubisz jak śmieję ci się w twarz? - zapytałem patrząc tym razem na odbiegającą drobną blondynkę. Była ubrana w najdroższe markowe ciuchy, a jej włosy ślniły od jedwabnych odżywek. 
- Dobra może i tym razem masz rację, tej nie kupię. - odpowiedziałem pozbywając się nadmiaru popiołu z papierosa wystawiając go za okno, i stukając palcem o jego końcówkę. Iwan patrzył na mnie z niedowierzaniem, że przyznałem mu rację. 
- Takich jaka one nawet nie trzeba kupować. 
Popatrzył na mnie pytająco.
- ,,Dziewczyna z dobrej rodziny" . Nie ma łatwiejszego celu. Założę się że jej rodzice są prawnikami, a ona sama nigdy na oczy nie widziała mniej niż 5 gwiazdkowego hotelu. Ludzie dorastający w takim otoczeniu są tępi, nie muszą myśleć aby przeżyć. Pieniądze dają im wszystko. Na pewno nie ma innego zajęcia niż malowanie paznokci czy prostowanie włosów, w najbardziej ambitnym przypadku jest blogerką modową, która chwali się przed światem swoim bogactwem. Ludzie żyjący w ten sposób są znudzeni, chcą zmian. Żyją według narzuconych im reguł. Gdy w ich życiu pojawi się ktoś z odrobinę ciekawszym życiem i dobrą gadką, same rozkładają nogi. Wyznają zasadę ,,łobuz kocha najbardziej" .Trzeba to tylko dobrze rozegrać, i mieć odrobinę oleju w głowie. Dostał bym od niej czego chcę w jeden wieczór. 
- W takim razie to zrób.  - odpowiedział wyzywająco.
- Po co? Aby udowadniać coś takiemu  nieudacznikowi jak ty?  Naprawdę cenie swój czas wyżej.


****


Tego samego dnia dostałem dziwny telefon z prośbą o korepetycję. Zignorowałem go jednak. Zaraz potem zadzwonił Iwan.
- Nic nie musisz załatwiać, sam załatwiłem ci z nią spotkanie. Teraz wystarczy ze użyjesz swoich sztuczek, i zobaczymy czy naprawdę ci się uda.- powiedział bez zbędnego witania się. 
- Naprawdę będziesz dowartościowywał się w ten sposób? Aż tak nisko upadłeś? Za duże nadzieje pokładasz w tej pustej dziewczynie.
- Nie gadaj tylko  zrób swoje. 
- Skoro podesłałeś mi darmową panienkę to skorzystam, i nie myśl że robię to aby cię o czymś przekonać. Po prostu korzystam z sytuacji. - rozłączyłem się i dopisałem dziewczynie na esemesa, miałem się spotkać z nią następnego dnia w jej domu. Prościej być nie mogło.


Florence?


2 gru 2018

Od Parkera cd. Katfrin

( z racji tego że wcześniej nie było wspomniane imię dilera, pragnę ci go przedstawić , nazywa się Matt xD )

Kiedy już miałem wsiadać do samochodu a dziewczyna siedziała zamknięta w bagażniku usłyszałem:
- A i prawie zapomniałem, uważaj na nią Parker, pracuje w wojsku!
Popatrzyłem na niego jak na idiotę, i powolnym krokiem wróciłem do niego.
- Że ku*wa co? - zapytałem gdy byłem już wystarczająco blisko.
Ten zdziwiony że w ogóle zainteresowałem się jego słowami.
- A co to dla ciebie za różnica.
Byłem pewny że dostanę jakąś pierwszą lepszą dziewuchę, z patologicznego domu, bo  takich klientów, z takiego otoczenia ma właśnie ten głupi spaślak. Takimi rzadko kto  się interesuje.
Złapałem go  za kołnierz kurtki i walnąłem jego ciałem o najbliższą ścianę kamienicy, która przy okazji pokruszyła się jeszcze bardziej, dalej go nie puszczając.
- Takie rzeczy dogaduje się wcześniej nie sądzisz? - zapytałem, bez spokoju który towarzyszył mi jeszcze jakieś 5 minut temu . Byłem gotowy rozszarpać go tu na miejscu, a dziewczyną zając się i tak dla rozrywki później.
- Chyba zapominasz kto w tej grze rozdaje karty. - odpowiedział mi  uśmiechając się szyderczo. I już widziałem obok siebie jego goryla z którym przyjechał, gotowego aby służyć temu zasrańcowi jak jebany pies.
Odrzuciłem więc spaślaka na bok i zmierzyłem się wzrokiem z jego przyjacielem. Ten jednak szybko uderzył mnie z pięści w twarz, co zmusiło mnie do cofnięcia się o dwa kroki. Jak zwykle dostałem w oko. Uśmiechnąłem się tylko i splunąłem na Spaślaka który dalej nie podniósł się po tym jak go przewróciłem, aby jeszcze bardziej sprowokować swojego przeciwnika. Ten ruszył na mnie. Był większy i szerszy ode mnie ale nie wyższy, swoją posturę zawdzięczał warstwom tłuszczu i mięśni, ja mogłem polegać tylko na mięśniach. Zareagowałem w ostatnim momencie, wbijając mój łokieć w jego brzuch. Proste aczkolwiek bardzo efektowne. Przeciwnik starał się nie kulić aby nie dawać mi przewagi, mimo wolnie jednak to zrobił, ja przez ten czas zdążyłem odskoczyć o krok, i korzystając z jego postury kopnąłem go w bok głowy najmocniej jak umiałem, tak że się zachwiał i  stracił na parę sekund orientację, co również wykorzystałem waląc go pięścią tym razem  pod brodę. Wiedział ze musi w końcu położyć kres tym niekorzystnym dla niego ruchom, dlatego zniżył się do poziomu dziecka 3 klasy albo napastowanej panienki, nadepnął mi na buta chcąc mnie unieruchomić i próbował mi włożyć palce w oczy. Był jednak za wolny , śmiejąc się pod nosem ominąłem jego żałosny ruch i zniżyłem się do poziomu jaki on reprezentował, czyli najzwyklejsze kopnięcie poniżej pasa. Gdy ten się kulił zakończyłem wszystko walnięciem go znów łokciem tym razem jednaka w  kręgosłup, przez co się przewrócił. Leżał skulony, kucnąłem przy nim i powiedziałem:
- Po raz pierwszy spotykam psa który nie umie uchronić swojego Pana.
Wróciłem do  Matta, który tylko patrzył na wszystko, i dalej nie stracił swojej pewności siebie.
- To co teraz mnie zabijesz? Dobrze wiesz  że...
- Stul pysk. Nie chciałem cię zabić. Bez różnicy kim jest ta dziewczyna, po prostu dogaduj takie rzeczy ze mną wcześniej. - powiedziałem klepiąc go po policzku. - A swoją robotę i tak wykonam, tylko oczywiście za wyższą cenę, za ten cały niepotrzebny teatrzyk.
- Odpuściłem ci wszystkie długi i jeszcze dałem nową działkę, żartujesz sobie ze mnie? - zapytał wku*wiony.
- O nie nie nie. nie śmiał bym, ale mam jakieś dziwne wrażenie. - powiedziałem poprawiając mu kurtkę. - Że to ty robisz sobie żarty ze mnie, a przecież dobrze wiesz że, nie znam się zbytnio na żartach.
- Wcześniej nie wiedziałem że ona... - zaczął tłumaczyć się jak przedszkolak. Co rozbawiło mnie równie mocno jak zagranie jego goryla podczas walki.
- Słuchaj Matt, jeśli chcesz bawić się w takie rzeczy razem ze swoim przerośniętym niedotrenowanym kumplem, to skończcie chociaż podstawówkę. Bo od początku mam wrażenie że pracuje z dziećmi.
Ten poczuł się wyraźnie urażony.
- Dobrze wiesz że mam za sobą najważniejszych ludzi na tym rynku, i że w całym Avenley nie znajdziesz lepszego towaru.
- I to jest właśnie to, co trzyma  cię przy życiu. - poklepałem go po policzku jak troskliwa mama.
Teraz na reszcie zapadła cisza, chyba wszystko nareszcie zostało wyjaśnione.
- Super także jesteśmy umówieni, gdy wykonam swoja robotę dostanę działkę ekstra. - podsumowałem.
Cisza Matta była dla mnie potwierdzeniem.
- Interesy z wami to przyjemność. - powiedziałem odchodząc.
Wróciłem do swojego samochodu, z bagażnika było słychać stłumione krzyki dziewczyny. 
- Wybacz że tle to trwało, ale nie martw sie w domu poświęcę ci wystarczającą ilość czasu. - powiedziałem odpalając szluga i ruszając czym prędzej do domu. Walka nieco poprawiła mi humor, i ból przestał mi aż tak dokuczać. Ale i tak miałem ogromną ochotę aby zrobić już z otrzymanym towarem porządek, jednak uznałem ze poczekam do domu aby nie było jakiejś dziwnej wpadki podczas jazdy.
W ciągu 10 minut byliśmy już na mojej posesji, podczas drogi nie szczędziłem dziewczynie dołów i ostrych zakrętów.
Otworzyłem bagażnik i zawiązałem jej oczy aby nie zobaczyła okolicy. Wziąłem ją z powrotem na ramię i zaniosłem do piwnicy. Była prawie całkowicie pusta. Betonowa podłoga była pobrudzona krwią a w niektórych miejscach czymś innym. Pomieszczenie oświecała tylko uboga migająca żarówka  zwisająca z sufitu, i jedyne co tu się znajdowało oprócz niej to metalowe krzesło, metalowy stolik na którym leżały różne rzeczy i brudny materac gdzieś z boku z wystającymi w niektórych miejscach sprężynami. . Posadziłem dziewczynę na krzesło.. Schyliłem się aby już i tak jej skrępowane nogi przywiązać do krzesła ta jednak kopnęła mnie w twarz.
- Ach tak? - skomentowałem po czym szybkim ruchem zdjąłem jej opaskę  z oczu. -  nie lubisz siedzieć ? Spokojnie księżniczko zaraz coś na to zaradzimy. - powiedziałem wywalając na podłogę krzesło razem z nią. Sięgnąłem po gruby sznur który leżał na stole i przewiesiłem go na hak na suficie. Podniosłem dziewczynę za włosy na nogi  i założyłem jej sznur na szyje. Po czym naciągnąłem go tak aby dotykała stopami do ziemi i mogła oddychać ale z zauważalnym utrudnieniem.
- Na początku chciałem wyjąc ci ta szmatę z buzi, ale chyba aż tak ci nie przeszkadza. Przecież byś mi powiedziała. - powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej lekko.
- No dobra to ty się tutaj rozgość, a ja pójdę na górę zająć się moją nagrodą. Ale spokojnie. - odgarnąłem jej włosy z twarzy. - Na ciebie też przyjdzie czas. - po czym puściłem jej oczko i wyszedłem, zgaszając do tego światło, i zamykając piwnice na 4 spusty. Nareszcie mam chwilę tylko dla siebie.

Katfrin?

29 lis 2018

Od Parkera

Poranek jak poranek. Obudziło mnie rażące słońce padające mi na oczy, zza okna oraz potrzeba wizyty w toalecie. Nie było to jednak spokojne leniwe obudzenie, ale gwałtownie napięcie wszystkich mięśni mojego ciała, tak mocne że łózko drygnęło razem ze mną. Złapałem się za obolałą głowę i zdałem sobie sprawę że jestem całkowicie mokry od potu. Siadłem na brzegu łóżka, i powoli spuściłem nogi na podłogę. Byłem tak obolały że nie czułem lewej ręki, poza tym co jakiś czas przez moje ciało przechodził nieprzyjemny dreszcz. Popatrzyłem na zegarek, to wcale nie był poranek, była druga po południu. Z wielkim bólem kości wstałem i przeszedłem się do łazienki. Popatrzyłem w lustro, i pierwsze skupiłem się na swoich oczach. Moje źrenice były jeszcze bardziej rozszerzone niż zwykle, kolor tęczówek jakby całkowicie uciekł z moich oczu. Poza tym worki pod oczami dalej nie zniknęły. Moja cera poszarzała, ale na szczęście nie wysypało mnie jakoś szczególnie, raczej w granicach normy. Doskonale wiedziałem co się ze mną dzieje dlatego jak najszybciej chwyciłem za spodnie leżące na podłodze i zacząłem przeszukiwać kieszenie. Nie znalazłem jednak tego czego szukałem. Rzuciłem ubranie z impetem i wróciłem do pokoju, przewracając go do góry nogami w poszukiwaniu tej jednej magicznej rzeczy. Nie znalazłem jej jednak, a ból stał się jeszcze mocniejszy. Złapałem za telefon i wykręciłem dobrze znany i numer.
- Nie spodziewałem się że tak szybko znowu cię usłyszę, nie minął nawet tydzień. - odezwał się męski niski głos w słuchawce.
Bez długiego wstępu, przeszedłem do rzeczy.
-Potrzebuje jeszcze jednej działki, teraz. - odpowiedziałem.
- Wiesz że prosisz mnie o wiele, tym bardziej że nie dostałem jeszcze pieniędzy za poprzednią.
- Dobrze wiesz ze jestem spłukany, pomóż mi a wyjdzie ci to na dobre. - powiedziałem odpalając blanta, aby chodź trochę uciszyć ból.
- Nie ma takiej opcji. - odpowiedział niewzruszony.
- Kur*a słuchaj, wiem kim jesteś, gdzie mieszkasz, proszę cię o jedną mała przysługę, nie odmawiaj mi jej, to nie będę musiał robić ci nieprzyjemności.
Głos w telefonie zaśmiał się tylko na moje groźby, co tylko bardziej mnie wkur*wiło i zmusiło do wyładowania złości na pobliskim krześle, które połamałem. Usiadłem na podłodze i oparłem się o ścianę wydychając ostatnie resztki dymu, ponieważ blant był niemiłosiernie mały, nawet baki nie mam teraz przy sobie.
- Uspokoiłeś się już? Jeśli tak to słuchaj uważnie. - nagle znów odezwał się głos.
Chciałem zwyzywać skur*ysyna i powiedzieć że w tym momencie do niego jadę, ale on złożył swoją propozycję zanim ja zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
- Dobrze wiemy że nie zdobędziesz w najbliższym czasie wystarczającej sumy aby oddać mi za swoje długi i jeszcze kupić coś nowego. Dlatego mam dla ciebie inną propozycję, zamiast zabijać mnie za to że nie chce dać ci czegoś za darmo, zabij kogoś innego.
- Niby kogo?- zapytałem odpalając szluga.
- Powiedzmy że o wiele poważniejszego dłużnika od ciebie. A tak dokładniej jego bliskiego. W końcu jeśli zabiłbyś dłużnika kto oddałby nam pieniądze. Może nawet nie zabij ale przytrzymaj u siebie, dopóki dług nie zostanie spłacony.
- Tylko tyle? - zapytałem nieco pocieszony.
- Znaczy wiesz w grę będą wchodzić jakieś obcięte palce, uszy albo język który musimy mu wysłać, aby szybciej odzyskać stracony hajs.
- Tylko tyle? - powtórzyłem pytanie.
- Tak.
- W takim widzimy się za godzinę tam gdzie zawsze, nie zapomnij mojej działki.
- Interesy z tobą to przyjemność Parker. - usłyszałem po czym nie czekając na rozłączenie się pobiegłem po ciuchy, wziąłem szybki prysznic i automatycznie wybiegłem z domu, zabierając z sobą tylko telefon i broń.
Wsiadłem do samochodu i jak najszybciej skierowałem się na bliższe wschodnie obrzeża Avenley. Była to dzielnica wielkich szarych zazwyczaj opuszczonych kamienic i jeszcze starszych zatęchłych uliczek. Na miejscu od razu zobaczyłem ciemną postać a obok niej siedzącą i związaną oparta o śmietniki dziewczynę. Podszedłem i zmierzyłem ją wzrokiem. Była młoda i bardzo przestraszona, twarz miała czerwoną od płaczu, a obok oczu było pełno rozmazanej maskary. Usta miała zaklejone, mimo to usilnie próbowała krzyczeć. Diler kopnął ją w żebro aby ją uciszyć. Popatrzyłem na niego.
- To ona jest krewną tego waszego dłużnika?
- No. - odpowiedział grzebiąc po kieszeniach.
- Czemu w sumie nie możecie trzymać jej u siebie.
- U ciebie w domu jest większa pewność że nikt jej nie znajdzie. Co ty rozmyśliłeś się nagle?
- Nie, tylko pytam. - odpowiedziałem spokojnie.
Mężczyzna podał mi folijke z białym proszkiem, schowałem ja do kieszeni.
-Teraz prawie jesteśmy kwita. - uśmiechnął się.
Nie odwzajemniłem gestu. Zamachnąłem się i wziąłem dziewczynę na ramię , jak worek ziemniaków, i ruszyłem do swojego samochodu. Mimo tego że była mocno związana rzucała się i starała się krzyczeć.
- Tu i tak nigdy nikogo nie ma . - powiedziałem tylko jakby sam do siebie, nie starając się nawet żeby mnie usłyszała, i chwilę potem, wrzuciłem ją do bagażnika, z impetem zamykając go. Aby nie słyszeć więcej jej żałosnego : ,,Mmmmmm!... "
Jedynym moim problemem teraz było to, czy wciągnąć teraz czy jak już przyjadę do domu.

Ktoś?

22 lis 2018

Parker Walker

Na zdjęciu: Evan Peters
Motto: Avenley zasługuje na lepszej klasy kryminalistę, i ja mu go dam.
Imię: Parker
Nazwisko: Walker
Wiek: 24 lata
Data urodzenia: 5 kwietnia
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Parker mieszka w dosyć nietypowym miejscu. Jest to opuszczone przedmieście oddzielone od Avenley, około 5 km gęstego lasu. Sąsiadujące obok jego mieszkania domy, są opuszczone, zniszczone a często nawet, na wpół spalone. Za to jego dom jest wielki i świeżo wyremontowany, mocno wybija się na tle zniszczonego przedmieścia, ale w te okolice i tak nikt nigdy się nie zapuszcza. Parker żyje tu sam, mało kto wie o istnieniu takiego miejsca co jest mu bardzo na rękę. Chłopak nie zna historii tej okolicy, liczy się dla niego tylko to że jest to idealne miejsce do wykonywania jego brudnej roboty w spokoju.
Orientacja: Biseksualny, chociaż ukrywa to przed samym sobą.
Praca: Płatny zabójca, diler, porywacz.
Charakter: Parker to na pewno nie jest typ człowieka którego chciałbyś spotkać na ulicy. Choleryk, na którego wystarczy krzywo spojrzeć aby rozpocząć serie nieprzyjemnych wydarzeń. Nigdy nie ograniczał się do walki słownej, chociaż w tej też nigdy nie był zły, jednak o wiele bardziej woli rozwiązania siłowe. Nie uznaje swoich błędów, i przywykł winić je za nie każdego kto znajdzie się w pobliżu. Nigdy nie zmienia zdania, nawet jeśli po czasie uzna że był to błąd, mimo to dokończy to co zaczął. Jest w sobie narcystycznie zakochany, i uważa się za ideał w każdym calu. Nie da się obrazić, nawet w najbardziej delikatny sposób. Wszystko co skierowane przeciwko niemu traktuje śmiertelnie poważnie. Zakłada z góry że każdy powinien mu być posłuszny, a jeśli nie jest trzeba go tej posłuszności nauczyć. Czerpie radość z krzywdzenia i poniżania innych, jest to dla niego wręcz cholernie podniecające. Mimo że lubi łamać twarde charaktery budując tym samym swoje i tak zbytnio rozbudowane ego, za główny cel jego chorych gierek, upatrzył sobie jednostki od samego początku uległe i przestraszone. Tym po jakimś czasie umie okazać nawet jakieś znikome resztki sympatii. Jest znakomitym aktorem , ale rzadko kiedy wykorzystuje tą umiejętność w codziennych sytuacjach, nawet przy głupim zamawianiu kawy nie stroni od użycia swego wyrywnego charakteru. Z powyższego opisu może wynikać że Parker jest po prostu tępym osiłkiem. Z czym w części można by się zgodzić, jest osiłkiem ale zdecydowanie nie tępym. Umie toczyć inteligentna rozmowę, ale tylko z osobami które uzna na tyle ciekawe że jego uśpiony mózg zechce się w taką rozmowę zaangażować. Co do kobiet ma bardzo różną strategie, czasem potrafi nawet schować na chwilę swoja porywczość, aby potem wyciągnąć ją w odpowiadającym dla niego momencie. Zresztą bardzo rzadko zdarza mu się, aby on sam o kogoś zabiegał. Jest szowinistą i nie stroni od ,,nieodpowiednich" (delikatnie mówiąc) komentarzy. Nie ma pohamowania jest do bólu szczery, a co najgorsze przy tym złośliwy. Kobiety traktuje bardzo przedmiotowo, mimo to nie narzeka na brak adoratorek. Nigdy jednak nie zaangażował się w taką relacje emocjonalnie. Przez co czasem czuje się samotny, ale oszukuje samego siebie otwierając kolejną butelke whisky, lub wciągając kolejna kreskę. Jest homofobem, i nie toleruje żadnej innej orientacji niż hetero. Jego strach wynika z tego że sam przed sobą od wielu lat ukrywa kim naprawdę jest. Jednak gdy tylko zobaczy kogoś takiego na ulicy, prędzej zabije niż zostawi. Tak więc szowinista i homofob, do tego narkoman. Nie potrafi przeżyć doby bez ,,ulepszaczy dnia". Wszystkie swoje negatywne emocje, których nie potrafi się pozbyć poprzez wybuch przemocy leczy właśnie używkami.
Hobby: Psychologia, przy czym najróżniejsze rodzaje manipulacji. Oprócz tego bronie których zebrał już pokaźną kolekcje.
Aparycja| 
- wzrost: 190 cm
- waga: 85 kg
- opis wyglądu: Jego ciało jest umięśnione, ale mimo to całkiem smukłe. Ma delikatnie zarysowane mięśnie brzucha i klatki piersiowej, dlatego ze o wiele bardziej skupia się na treningu rąk i nóg, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Na całym ciele wydaje si e w równym stopniu umięśniony.Ma zielone tęczówki które ciężko zauważyć przez to że całe życie ma nienaturalnie wielkie źrenice. Jego włosy są ciemno brązowe, wręcz w niektórym świetle czarne. Na jego ciele można znaleźć wiele blizn o których często nawet on sam nie ma pojęcia. Często chodzi też z podbitymi oczami, a nawet gdy takie nie są, wydają się nienaturalnie ciemne przez to że są mocno podkrążone. Co w sumie bardziej działa na jego korzyść bo dziwnie pasuje do jego urody. Jego cera nie jest nieskazitelna, ale on nigdy nie zawracał sobie tym głowy. Jego dłonie są szorstkie i mocne.Ubiera się zawsze na czarno,, i nigdy nie gardzi markowymi ubraniami.Na plecach ma wypaloną literę ,,B" w kółku napisaną gotycką czcionką.
- głos: John Rzeznik
Historia: Chłopak w wieku 10 lat został sprzedany handlarzom ludźmi, przez swojego despotycznego ojca, (po którym odziedziczył większość cech).Jego matka kochała go ale tak naprawdę był tylko niewolnica swojego męża. Mieli wielkie długi, dlatego ojciec bez chwili zawahania sprzedał syna, zaprzyjaźnionym handlarzom (ponieważ sam obracał się w takim towarzystwie) za podwójną cenę. Chłopak swoim temperamentem spodobał się własnym oprawcom przez co, nie został od razu sprzedany ale oddany do domu publicznego na 4 lata pod opiekę kurtyzan. Gdy dorósł do wieku 14 lat, oprawcy zabrali go do siebie i traktowali jak własna maskotkę. Uczyli go własnego zawodu i stawiali przed nim kolejne zadania aby ten mógł udowodnić im swoją wierność. Zadania były różne od oślepienia porwanego chłopca łyżką poprzez zakatowanie w jak najbardziej wymyślny sposób chorej dziewczynki której nikt nie chciał od niej kupić. Rozbudzali w ten sposób drzemiąca w Parkerze cząstkę socjopaty, którą otrzymał po ojcu. Mimo tego że chłopak robił wszystko aby dorównać swoim nauczycielom, oni nigdy nie traktowali go na równi z sobą. Był tylko ich maskotką, błaznem który zabawiał ich gdy tego chcieli. Z wiekiem wykonywał coraz poważniejsze zlecenia. Przez lata kłębił w sobie złość z ciągłego poniżania, i kiedy skończył 18 lat, i był już wystarczająco silny zabił swoich ,,opiekunów " podstępem, bo siłą dalej nie dorównywał. Cały dobytek jaki zostawili za sobą, dom, samochody i porwanych ludzi przejął on. Ludzi sprzedał tak jak go nauczono. Willa która była głównym miejscem wszystkich tych zdarzeń spalił, za pieniądze ze sprzedaży ludzi wybudował sobie nowy dom w opuszczonym i idealnym dla niego miejscu, które okazało się być blisko Avenley, w którym zakochał się od pierwszego wejrzenia. Poczuł że znalazł swoje miejsce na ziemi.
Rodzina: Ojciec, którego imienia nigdy nie poznał i matka, Sam.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Pojazd: Czarny Ford Mustang ( oczywiście kradziony)
Kontakt: Juuzou