Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elise. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elise. Pokaż wszystkie posty

30 wrz 2019

Wrześniowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.08-30.09 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.07-14.08 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.07, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANGELICA
BRIANNE
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS
CHARLIE
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
EKATERINA
ELISE
HARPER
HYOLYN
IDA
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSALIE
SOFIA
SUTTON
TAYLOR
VERONICA
VICTORIA
WANDA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
BILLY JOE
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
FELIX
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
NIVAN
NOAH
SAMUEL
SCOTT
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER

7 maj 2019

Od Elise C.D Gared

Uroczy - przemknęło mi przez myśl, trochę za długo gapiąc się na kobietę próbującą złapać za ramiona Gareda, gdy on za wszelką cenę starał się jeszcze przez chwilę siedzieć na swoim zajętym miejscu przy barze. Oglądanie tego i słuchanie ledwo zrozumiałego bełkotu zaczynało mnie coraz bardziej bawić.
- Wiesz, że i tak wezmę za to pieniądze?
Po jego twarzy widziałam, że próbował jeszcze jakoś wziąć się w garść i przeanalizować to, co do niego powiedziała. Ostatecznie przytaknął, a przynajmniej tak mi się wydawało i miałam nadzieję, że głowa nie opadła mu ze zmęczenia.
- W takim razie to niestety ty będziesz musiał wpaść do mnie do warsztatu - uśmiechnęłam się trochę pobłażliwie, napisałam na kawałku papieru adres i wcisnęłam mu go do ręki.
Nie sądziłam, że będzie w stanie przyjechać następnego dnia do warsztatu ani że w amoku nie zgubi tego adresu i nawet, że jeżeli nie zgubi kartki, to jeszcze w ogóle będzie mnie pamiętał i będzie wiedział dokładnie, czego ode mnie oczekiwał. Nastawiłam się, że po wyjściu z pracy wrócę do domu i przez cały następny dzień w spokoju będę mogła spać rozłożona na łóżku. Nie doceniałam go.
- Jeżeli jeszcze raz uderzysz w te cholerne drzwi, to przysięgam... - warknęłam, naciskając przycisk, który podnosił jedną z czerwonych bram zaraz obok drzwi wejściowych. Nie spodziewałam się nikogo o dziesiątej rano na podjeździe. Wszyscy klienci byli powiadomieni o tym, że warsztat nie działał w niedzielę rano, po weekendzie, podczas którego robiłam wieczorami za barmankę, a to, że akurat spałam na zapleczu, było przypadkiem, bo jak zwykle nie chciało mi się tak daleko wracać do domu.
- Gared? - zapytałam, jakby nie dowierzając w to, że faktycznie go widzę.

Gared?

Od Elise C.D Bellami

Skoro tłumaczą się winni, to tylko ci, którzy mają coś na sumieniu, najbardziej obawiają się o bezpieczeństwo swoje, swoich bliskich i wszędzie doszukują się kłamstwa. Byłam wręcz bliska, żeby wyśmiać mężczyznę i wywrócić parę razy oczami, kiedy za wszelką cenę próbował wyczytać coś z mojej twarzy, w trakcie przekazywania mu informacji o hamulcach. Nienawidziłam też, kiedy ktoś pozwalał sobie na dotykanie mnie, nawet jeśli miałoby być to samo złapanie za rękę lub głupie dotknięcie ramienia, a tym bardziej, jeżeli taki gest wykonał człowiek, który jeszcze przed chwilą nie próbował nawet kryć się ze swoją nieufnością wobec mnie. Potarłam mocno swój policzek, który zrobił się po chwili tylko bardziej czerwony, a ciemna plama nadal nie zniknęła, tylko jeszcze bardziej się rozmazała.
- A wydawałeś się taki miły, proponując wspólną noc - mruknęłam cicho, mając trochę nadziei, że facet to usłyszał. Przerzuciłam kilkoma monetami między palcami i patrzyłam, jak wsiada do samochodu. Mogłam się tylko założyć, że gdyby nie zobaczył podjeżdżającego obok niego samochodu z logiem najpopularniejszej pizzy w mieście, to jeszcze wyskoczyłby ze środka i kazałby mi tłumaczyć się z tego, czemu wyszłam za nim. Wyszczerzyłam się do jego szyby i wróciłam do środka z żarciem na cały wieczór.
Z głośników do późnej nocy leciała najbrzydsza kobieta, jaką kiedykolwiek widział Johnny Depp w Mrocznych Cieniach, czyli Alice Cooper, a ja bawiłam się w detektywa. Z początku sama nie wierzyłam w podejrzenia Bellamiego. Jednak grupa dzieciaków z blokowisk raczej nie byłaby w stanie tak równo przeciąć hamulców i to w takim miejscu, które było prawie niewidoczne. Przegryzając nerwowo kolejne kawałki pizzy i demontując poszczególne części motocykla, doszukałam się również niedokładnie dokręconych śrub, które chroniły przed odłączeniem się przedniego koła od całej reszty, co o ile na początku nie mogło sprawić kłopotów, tak w czasie dłuższej jazdy mogło doprowadzić w połączeniu z przeciętym przewodem hamulcowym do jeszcze większej tragedii.
- Powinien mi zapłacić za to podwójnie - burknęłam, szybko pisząc SMSa do pana Salvadore, z prośbą przyjazdu następnego dnia. Nie wspomniałam o tym, że pojawiło się więcej problemów, ale nie ukrywałam też, że sprawa jest pilna, a ja sama wolałabym pozbyć się motocykla jak najszybciej ze swojego garażu, której jak na złość nawet numer seryjny kończył się numerem trzynaście.

Bellami?

8 kwi 2019

Od Elise cd. Gared


Jakiejś najmocniejszej - powtórzyłam w myślach. Usłyszałam nawet za plecami stłumiony chichot Jerrego, który wrócił do środka i ponownie jak gdyby nigdy nic, znowu pieczołowicie wycierał półkę. Nie tylko ja w tym lokalu wiedziałam o tańszych zamiennikach wódki, które mieszano ze sobą w dzień na zapleczu. Polityka klubu zabraniała mi podawania jeszcze nieotwieranych butelek klientom, więc nie mogłam zrobić niczego innego jak tylko podać Garedowi coś, co mogło faktycznie mieć najprawdopodobniej największą ilość procentów i przemilczeć temat.
Czy zaskoczyło mnie jego wyznanie? Niekoniecznie i zgodnie z prawdą stwierdziłam, że się tego domyślałam. Jednak w mojej głowie pojawiło się coś na kształt zazdrości - w końcu nie od dzisiaj chciałam stanąć na małej scenie, w drugiej części piwnicy, gdzie od czasu do czasu można było usłyszeć muzykę na żywo i chociażby zaśpiewać refren jakiegoś znanego kawałka. Z drugiej strony dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że kompletnie nie nadawałam się do wystąpień publicznych, a moim głosem mogłabym co najwyżej wybudzać martwych z grobów, ale nie porzuciłam marzeń.
Pomimo tego, że rozmowa z mężczyzną nawet zaczynała się mi kleić, to i tak nie mogłam poświęcić mu tyle uwagi, ile normalnie byłabym w stanie. Praca za barem miała to do siebie, że pomimo poznawania dużej ilości ludzi, nie miałam za bardzo czasu na żadne rozmowy z nimi, bo za chwilę podchodzili kolejni spragnieni emocji. Tak też było i w tym przypadku, kiedy podeszła do mnie grupa upitych mężczyzn. Klasyk. Oni nie mają pieniędzy, alkohol już w kieliszkach, a ja przecież jestem taka ładna... i mogłabym zrobić wyjątek, a w zamian oni będą tak łaskawi i pozwolą mi się przejechać ich samochodem.
- Albo płacicie, albo was stąd wyciągną siłą - warknęłam do dwójki stojącej najbliżej mnie. Roześmiali się, a ich przyjaciele zawtórowali im, dodatkowo zaczynając śpiewać jakieś pijackie przyśpiewki. Złość rozsadzała mnie tak samo, jak za każdym innym razem przy takich sytuacjach. Nienawidziłam tego, jak ktoś mnie lekceważył, dlatego też bardziej zajęta próbą uspokojenia samej siebie, nawet nie zauważyłam, kiedy jeden z facetów leżał pod barem, trzymając się za szczękę. Drugi patrzył ze zdziwieniem raz na mnie, raz na Gareda, który uderzył jego kolegę. Sama nie wiedziałam, co właśnie się stało i w pierwszej chwili popatrzyłam na Gareda jak na kompletnego kretyna. Bicie się w klubie? Nie dało się wpaść na żaden genialniejszy plan?
- Wypad - warknęłam do obu gości, którzy zbierali się w pośpiechu z podłogi, uciekając przed chociażby Jerrym, który wyszedł zza baru. Tak, przynajmniej w takich sytuacjach też się do czegoś przydawał.
Wykorzystując chwilę, podczas której wszyscy byli zainteresowani wypraszanymi z piwnicy typami, wyciągnęłam dwa kieliszki i polałam sobie i Garedowi wódki. Nikt nie patrzył w naszą stronę, więc co mi szkodziło?
- Na mój koszt - powiedziałam szybko i żeby nie tracić czasu, stuknęłam o jego kieliszek swoim i wypiłam zawartość.

Gared?

Od Elise cd. Bellami

Sennym wzrokiem omiotłam całe pomieszczenie - dwie czerwone bramy, trzy duże skrzynki z narzędziami i jeden plakat z roznegliżowanymi modelkami, reklamującymi trumny - wszystko było na swoim miejscu. Mały garaż, do którego ledwo mieściły się dwa samochody, znałam jak własną kieszeń, ale mimo wszystko nie przeszkodziło mi to w tym, żeby przypadkowo rozbić kubek z popołudniową kawą, po tym, gdy nie trafiłam nim na metalowy blat. Nocna zmiana w pubie, gdzieś po drugiej stronie miasta, gdzie przez większość czasu byłam na nogach, ostatecznie okazała się strzałem w kolano. Tak zmęczona nie byłam jeszcze nigdy i nie zapowiadało się na to, żebym chociaż przez kilka godzin mogła to jeszcze w spokoju odespać na starej kanapie za regałami, bo pod jedną z bram stał już klient... albo znajomy mojego przyszłego klienta? Teraz już nie byłam tego taka pewna, ścierając mopem napój, który miał mi dzisiaj uratować tyłek i trochę mnie orzeźwić. W każdym razie ktoś jeszcze z samego rana przyprowadził do mnie motocykl, a jakiś facet kręcił się na podjeździe.
- Kawy? - wychyliłam się zza jednej z bram, do mężczyzny, który ewidentnie czekał na tego drugiego. Pokręcił głową i wrócił do pisania SMSa.
Nieprzyjemny typ - skwitowałam w głowie. Wróciłam do środka i nawet nie zdążyłam pozbierać kubka z kwiatowym motywem, którego kawałki walały się po podłodze, bo niemalże po chwili do środka wpadł główny zainteresowany. Kolejny, którego zaliczyłabym do kategorii "nieprzyjemny", chociaż ewidentnie był mocno poddenerwowany. Wywnioskowałam, że motocykl nie był jego. Świeże otarcia, wgniecenia, mokra ziemia, znajdująca się między częściami i sam fakt, że gość wyglądał całkiem dobrze jak na taki wypadek, mówiły same za siebie jasno, że kierowcą był ktoś inny, ale nie dopytywałam. Cieszyłam się tylko, że nigdzie nie było śladów krwi, której osobiście nienawidziłam zmywać.
- Bellami Salvadore - mruknęłam pod nosem, zapisując numer w swoim telefonie.
Mężczyzna zniknął tak szybko, jak się pojawił, zostawiając mi tylko najważniejsze informacje dotyczące naprawy. Elementy wymagające wymiany miały być oryginalne, czyli jednym słowem po prostu drogie. Chwała bogom za istnienie ludzi, dla których żadna cena nie grała roli i którzy nieświadomie dokładali się do tego, żebym mogła w spokoju przeżyć następny miesiąc.

Muzyka grała głośno. Dla ludzi mieszkających w pobliżu byłam prawdziwym utrapieniem, ale tak czy inaczej, nie mieli większego wyboru. Cisza nocna zaczynała się po dwudziestej drugiej, więc miałam jeszcze dokładnie trzy godziny spokoju, zanim ktoś nie wpadłby na pomysł zgłoszenia mnie na policję za zakłócanie spokoju. Wieczór mijał mi więc zaskakująco spokojnie, biorąc pod uwagę weekend, podczas którego w pubie działo się sporo rzeczy. Grzebałam w przyprowadzonym rano motocyklu, zrobiłam zestawienie części, które nadawały się tylko do wymiany, zamówiłam pizzę. Dzwoniący telefon uznałam za dobry znak i będąc pewna, że znowu nieogarnięty dostawca pomylił ulice, odebrałam pewnie połączenie, nie zwracając uwagi na nazwę kontaktu.
- Spanie z klientami uważam za mało profesjonalne, panie Salvadore - wyszczerzyłam się tak, jakby mój rozmówca miał to niby zobaczyć. Sama pogratulowałam sobie inteligencji w myślach i starając się przybrać wygodną pozę, przypadkowo ręką strąciłam leżący na regale łom, który spadając, uderzył o moją nogę.
- Kurw... - jęknęłam, powstrzymując się przed wyrzuceniem z siebie wiązanki przekleństw.
- Coś się stało?
Wydało mi się po jego głosie, że trochę spoważniał.
- Mały wypadek, nic strasznego - schyliłam się, żeby zabrać żelastwo z ziemi. - W każdym razie, jeżeli będziesz mieć czas, to zapraszam na oględziny i podpisanie papierów, żebym mogła przystąpić do dalszej pracy.
Podeszłam do motocykla i zaczęłam wymieniać na szybko nazwy części, które nie przetrwały nagłego spotkania z podłożem. Wolałam od razu zapoznać klienta z kosztami, które miał ponieść, zamiast nagle postawić go przed faktem dokonanym i podstawić mu pod nos maszynę, za którą zapłaciłby więcej, niż za coś nowego prosto z salonu. Przyglądnęłam się jeszcze raz wszystkiemu.
- Były jakieś problemy z hamulcami? - zapytałam nagle, przerywając monolog, ze zgrozą zauważając przecięcie przewodu hamulcowego.


Bellami?

5 kwi 2019

Od Elise cd. Gareda

Wysoko zawieszony neon z nazwą lokalu świecił mocno na czerwono, oświetlając przy tym pół ulicy. Poruszający się obrys przelewającej się wódki z butelki do kieliszka, zapraszał spragnionych wprost do klubu usytuowanego w jednej z najbardziej obskurnych piwnic w tej części miasta, jakie przyszło mi oglądać. W trzech słowach - burdel na kółkach. Nie zamierzałam zagrzewać tu miejsca zbyt długo i już przeszło trzy tygodnie temu dostając tę pracę, od razu zabrałam się za szukanie czegoś lepszego oraz bardziej dochodowego, ale już na samym początku większość pracodawców skreślała mnie z listy po zobaczeniu tatuaży na przedramieniu. Może była to bardziej wina obszernej kartoteki policyjnej, może nie chciałam dopuszczać do siebie myśli, że przez właśnie tak głupie i "małe" przewinienia nikt nie chciał mnie przyjmować na stanowisko barmanki, ale swoją drogą co niby mogłam wynieść z takiej pracy? Kryształowe kieliszki? Między piersiami mieściły się maksymalnie dwa - informacje z pierwszej ręki. Miałabym wypić alkohol? Racja, żeby porządnie upić się w takich miejscach, musiałabym opróżnić cały barek, bo większość klubów tego typu, mogła poszczycić się tylko tym, że prawie cała flaszka wódki lub innego alkoholu była w połowie sodówką.
Poprawiłam skórzaną kurtkę, przez którą przedostawał się wieczorny chłód. Nie byłam przygotowana na nagłą zmianę temperatury, którą zafundował mi początek wiosny i o ile w dzień mogłam przeżyć nawet w samej, mocno wyciętej koszulce, tak wieczorami zamarzałam. Drugi barman czekał już na mnie w środku, wysyłając co kilka minut SMSy, żeby upewnić się, czy tym razem na pewno dotrę na wieczorną zmianę, czy zaszyję się gdzieś poza miastem jak tydzień temu i będzie musiał mnie znowu kryć. Z uśmiechem na ustach minęłam bramkarza, który odsunął się na bok, patrząc na mnie z politowaniem. W naszej relacji nastąpił przełom - lubiłam go, on mnie nie, ale pierwszy raz bez zbędnych pytań i nazwania mnie "przybłędą", pozwolił mi wejść do środka. Sukces.


- Czy mama wie? - zaszczyciłam szerokim uśmiechem dwie nastolatki, które ewidentnie oczekiwały od kilku facetów czegoś więcej niż tylko darmowych drinków.
Pokręciły głowami, wyraźnie zaskoczone, wpatrując się we mnie wielkimi sarnimi oczami.
Dobrą zabawę zepsuł mi Jerry, szturchając mnie w ramię, przez co prawie wypuściłam z rąk likier.
- Przepłaszasz klientów - burknął, kolejny raz nerwowo przecierając szmatką szklaną półkę nad swoją głową. Pieprzony idealista. Kto w takich miejscach zatrudnia ludzi z nerwicą natręctw? Fakt faktem, że klub po każdej imprezie wręcz błyszczał, a zapach wymiocin, był ledwo wyczuwalny dzięki środkom do czyszczenia, których on tu chyba jako pierwszy zaczął używać, ale na dłuższą metę jego przypieprzanie się do każdej rzeczy i do mojego zachowania w stosunku do imprezowiczów, było koszmarem.
Pokręciłam głową, wolałam już nie kłócić się z tym gościem dla swojego świętego spokoju i wróciłam do pracy. Westchnęłam ciężko, szukając wzrokiem dziewczyn, które zdążyły już umknąć mi w tłum. Jerry w tym czasie przemknął za mną, mamrocząc coś o przerwie na papierosa. Gdybym miała coś do gadania w tej sytuacji, kazałabym mu zostać i zająć się przynajmniej połową ludzi, którzy podeszli pod bar, ale trudno było zatrzymać chłopa o posturze drwala, który dumnie krocząc przed siebie, nie patrzył pod nogi.

Na moje szczęście zbiorowisko znikło tak szybko, jak się pojawiło - wygórowane ceny odstraszały klientele nawet skuteczniej niż ja sama. Szybko poradziłam sobie z dwoma zamówieniami dla tych, dla których cena nie grała większej roli. Na sam koniec zostawiłam najbardziej podejrzaną osobę, jaką mogłam obsługiwać tego wieczoru - prawdziwy król takich imprez, metalowiec z krwi i kości. Byłam ciekawa czy zdawał sobie sprawę z tego, że właśnie kilka osób w klubie przewierca go wzrokiem na wylot, doszukując się nie wiadomo czego, a co druga dziewczyna oczekuje od niego, że spojrzy akurat w jej kierunku.
- Zjadają cię wzrokiem - wydusiłam to w końcu z siebie zachęcona jego uśmiechem, po przedstawieniu się. Starając się nie roześmiać tym lekko nerwowym śmiechem, podałam mu Krwawą Marry i podeszłam do kolejnych osób, które usiadły pod barem. Nie widziałam jego reakcji, a nawet gdybym chciała, to nie mogłam go usłyszeć, starając się zebrać zamówienia od grupy przekrzykujących się nawzajem dzieciaków.
- Podać coś jeszcze? - po kilku minutach skupiania się nad robieniem kilkunastu z rzędu "S*x on the beach", podeszłam do Gareda.
Gared?

1 kwi 2019

Elise Adamson

Źródło: Pinterest
Motto: "Jak się pieprzy, to się pieprzy. Na całego! Nigdy się nie pieprzy w życiu na pół. Albo na trzy czwarte. Zawsze na całość."
Imię: Elise
Nazwisko: Adamson
Wiek: Dwadzieścia pięć lat
Data urodzenia: 4 kwietnia
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Kawalerka na poddaszu, blisko centrum. Nie za mała, nie za duża, po prostu niezła dla jednej osoby, ale o zgrozo... Czy mogło być gorzej? W marzeniach sprzed lat kawalerka była jachtem, podarkiem od piątego kochanka. Co więc poszło nie tak?
Orientacja: Heteroseksualna
Praca: "Poszła uszczelka pod głowicą... to ja pięknej pani wymienię jeszcze skrzynię biegów". Samozwańczy mechanik, który robi po znajomościach, weekendowa barmanka i złodziejka biżuterii.
Charakter: W większości swoich zachowań ma jakiś ukryty interes. Trzeba jej jednak przyznać jedno - ma swoją dumę i nie pozwoli się poniżyć. Można byłoby powiedzieć, że jest inteligentna, sprytna i przebiegła, ale sama zaczyna w to powątpiewać od momentu, w którym przyłapali ją na kradzieży złotego Rolexa. Czy należy do grona osób, które ktokolwiek chciałby spotkać w ciemnym zaułku? Jeżeli nie przerazi cię nagłe, głośne i niecodzienne stwierdzenie, że lepiej bez noża się w te okolice nie zapuszczać, które pomimo tego, że brzmi jak ostrzeżenie, to jest nieudolną próbą nawiązania kontaktu, to tak, chyba każdy wolałby spotkać tam ją, niż kogokolwiek innego.
Hobby: Pokraka, która nigdy nie mogła znaleźć niczego dla siebie. Każda próba gry na instrumencie kończyła się na odstawieniu go w kąt, każda kartka ze szkicami skończyła w piecu, jazdę konną porzuciła, gdy skończyły się pieniądze, a w garażu stanął motocykl.
Aparycja|
- wzrost: 166cm
- waga: 55kg
- opis wyglądu: Okrągła i niesymetryczna twarz, którą za każdym razem próbuje zasłonić na zdjęciach to czysty horror i nawet całkiem niebrzydki niebiesko-złoty kolor oczu, nie jest w stanie odwrócić według niej uwagi od tego, co niedoskonałe, a tych całych niedoskonałości jest więcej, niż mogłoby się wydawać. Po rudych bujnych i długich lokach pozostał jedynie ślad w postaci co jakiś czas wymagającego pofarbowania odrostu. To prawdziwy cud, że spalone przez rozjaśniacze, farby i prostownicę włosy, nadal jeszcze nie wypadły, a Elise nie musi wydawać ostatnich pieniędzy na peruki. Czemu ścięła rude kłaki i przefarbowała się na blond? Odpowiedź jest prosta, kto w końcu nie lubi głupiutkich blondynek?
Co do upodobań modowych - glany, trampki, czarne bojówki, wycięte białe koszulki (jak na prawdziwych mechaników z filmów przystało), skórzane kurtki i od wielkiego dzwonu mała czarna w zestawieniu ze szpilkami.
- pozostałe informacje: Bohomazów rozciągających się od ramienia, aż do końcówek palców nie lubiła nigdy, ale skoro już kiedyś zostały zrobione na złość kobiecie, która ją wychowywała, a ona całe życie szczędziła na ich usunięcie, to w końcu musiała pogodzić się z ich obecnością. Niemniej jednak ze szczególnym sentymentem podchodzi do wytatuowanego węża, wijącego się ku górze od połowy jej uda, aż do samych żeber.
- głos: Nina Persson
Historia: Gdyby zapytać ją o jej historię wzruszyłaby tylko ramionami. Poważnie, jak można wypytywać o coś tak bezsensownego? Śmierć rodziców, praktycznie podrzucenie jej pod drzwi jakiejś kobiecie, niby to przyjaciółce rodziny, chociaż dowodów na to Elise nigdy nie znalazła, dalej było już tylko kilkanaście dłużących się lat w szkołach z internatami i powrót w stare rodzinne strony Avenley River. Życie jak każde inne, szarobure i ponure, czasami tylko opisywane żartami.
Rodzina:
Roxanne Powell-Adamson ── Zapomniana matka. Wzięła ślub z Matthewem Adamsonem jeszcze na studiach, z miłości, co rzadko zdarzało się w obydwu rodzinach. Wraz z mężem przeprowadziła się na obrzeża Avenley River, gdzie w ciągu trzech lat doczekała się córki - Elise Adamson. Żyła jako wolontariuszka, zajmowała się domem oraz wychowywaniem potomstwa, a w wolnych chwilach od trudów życia codziennego zajmowała się własną stajnią, sprezentowaną przez teściową w dniu ślubu. Zmarła podczas porodu. Syn państwa Adamson i zarazem brat Elise nie przeżył.
Matthew Adamson ── "Najcudowniejszy" ojciec. Ostatni potomek rodu, od którego wszystkie bezdzietne ciotki oczekiwały spłodzenia syna, a wraz ze śmiercią jego żony i dziecka, oczekiwano, że znajdzie sobie kolejną kobietę i przedłuży ród. Absolwent niegdyś najlepszej uczelni w kraju, zasiadający na wysokim stanowisku w znanej firmie, poddał się presji rodziny i zostawiając swoją dziewięcioletnią córkę, popełnił samobójstwo.
Hedwig Wright ── Przyszywana znienawidzona ciotka. Trudno określić ile ta kobieta mogła mieć już wtedy lat. Sześćdziesiąt? Według dziecięcego oka najpewniej powyżej stu albo i dwustu. Relikt tamtej epoki nigdy nie przywiązywał zbytniej uwagi do tego, jak w jej domu czuje się córka Adamsonów - przyjaciół z przeszłości. Starą kobietę zawsze bardziej interesowało to, co działo się za oknem jej kamienicy, ile razy grupa dzieciaków wybiła szybę w starej fabryce, lub czemu pani Peters miała tyle kotów i kto przychodził do niej w każdy czwartek na popołudniową herbatę, niż to, co mała Elise robiła całe dnie i gdzie przebywała. Dopiero kiedy za swoją sprawą posłała dziewczynę do szkoły z internatem, zaczęła baczniej przyglądać się jej życiu. Pilnowała jej na każdym kroku, chwaląc się swoim przyjaciółkom, jaką to cudowną osobę wychowała pod swoim dachem. Zmarła, chorując na gruźlicę, dwa lata przed ukończeniem przez Elise szkoły.
Partner: Nigdy nie przyzna się nikomu, że skrycie marzy o księciu z bajki, że dla takiego znowu wróciłaby do rudych długich loków, nauczyłaby się gotować i skoczyłaby w ogień, gdyby tylko tego od niej oczekiwał. Problem tylko w tym, że zupełnie gubi się w relacjach damsko-męskich, a cały urok osobisty opuszcza ją chwilę po tym, jak się odezwie. Chcąc czy nie chcąc, ostatecznie i tak najprościej jest jej zgrywać niedostępną.
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
☄ Uwielbia się śmiać i kiedy tylko ma ku temu okazję, to robi to bez opamiętania. Nie potrafi też zamknąć się w odpowiednim momencie, dlatego zraża do siebie wiele osób już przy pierwszym kontakcie. Często jest również wredna, ale według niej jest to tylko oznaka tego, że bardzo kogoś lubi
☄ Dużo przeklina, ale taki już los mechanika. Jak porządnie się nie wyklnie, to nie zadziała
☄ Jej naturalnym kolorem włosów jest rudy, który jednak notorycznie farbuje je na blond, platynę lub biały
☄ Nigdy nie przywiązywała również zbytniej uwagi do śmierci jej obojga rodziców, ale gdy ktoś zapytał o jej ojca, pluła jadem na wszystkie strony świata, wyklinając tego głupca za samolubność
☄ Rodzina odwróciła się od niej już w momencie, gdy zmarła jej matka, dlatego też nie mogła liczyć na otrzymanie spadku po ojcu, który ostatecznie przepisał wszystko na swoje siostry. Nie jest również uznawana za pełnoprawną członkinię rodu Adamson pomimo dumnie noszonego przez siebie nazwiska
☄ Od dłuższego czasu marzy o zaśpiewaniu na scenie w pubie, w którym pracuje
☄ Zawsze chciała ukraść Mustanga
Inne zdjęcia: Miejmy nadzieję, że te wszystkie rodzinne zdjęcia zostały dawno spalone.
Zwierzęta: Marzenia o psie wielkości małej krowy muszą pozostać marzeniami, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto pod jej nieobecność zajmowałby się nim
Pojazd: Motocykl Indian Scout
Kontakt: Duney [H], towarzyszkos@gmail.com[e-mail]