Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oli. Pokaż wszystkie posty

2 gru 2020

Od Oliego cd Renegeusza

 Zabrał mnie do klubu. Może i lepiej, nie byłem chyba aktualnie w dobrym stanie aby być samemu w mieszkaniu. Poznał mnie ze swoimi znajomymi ale nie byłem w stanie zapamiętać ich imion, twarzy. Nic. Pierwszy shot, drugi shot. Ktoś, proponował jakieś narkotyki. Patrzyłem na ludzi dookoła i zastanawiałem się. Alkohol mnie już trochę rozluźnił. Ren obok mnie świetnie się bawił, aktualnie pił kolejnego drinka. Pokręciłem głową jak by sam sobie odpowiadając, lepiej nie dzisiaj. Nie czuje się dobrze. Ręka Rena znalazła się na moim udzie, zacisnął palce. Sapnąłem sobie cicho. Nawet nie wiedziałem jak zareagować, to było przyjemne, naprawdę przyjemne, ale zarazem w mojej głowie tłoczyły się natrętne myśli które odbierały mi możliwość czerpania przyjemności. Zacisnąłem oczy i podniosłem się.

-Idziesz zatańczyć?- Pytanie skierowałem do Rena. Pokręcił głową, miał jeszcze drinka i gadał o czymś ze znajomym, wzruszyłem ramionami i poszedłem na parkiet. Złapała mnie jakaś dziewczyna. Pozwoliłem jej prowadzić, co robiła zaskakująco dobrze. Jej dłoń zjechała na moją szczękę i zatrzymała się na brodzie. Uśmiechnęła się lekko. Czerpała przyjemność z ustawiania mnie na parkiecie, ba, powiedział bym, że ją to podniecało. Uniosłem lekko brew i zniżyłem usta tak, że delikatnie zagryzłem jej kciuk. Nadal nie było to dla mnie podniecające, przynajmniej heteroseksualność można wykluczyć, tego się chyba nie wyzbędę. Nagle ktoś mnie do siebie odwrócił, Ren. Stał z założonymi rękoma, zmarszczył brwi na laskę a ta uśmiechnęła się lekko i odeszła dwa kroki, znajdując sobie nową zabawę. 

-Nagle kręcą cię laski? Jesteś tu ze mną...

-Nie, ale... Ciekawość bierze górę- Wzruszyłem ramionami i pozwoliłem mu się prowadzić na parkiecie. Wirował między ciałami i doprowadził mnie do bocznych drzwi. Na dworze wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił nie pytając mnie czy chcę zapalić. Stałem z boku i bez słowa patrzyłem jak zaciąga się dymem.

-Nagle jesteś Bi? Tak w ogóle, to jesteś? Nie pytałem nigdy- Mruknął i wypuścił dym, splunął w bok.

-Nie. nie jestem- Wzruszyłem ramionami i zabrałem mu papierosa. Zaciągnąłem się i oddałem mu go.

-Homo?

-Tak. a ty?

-Niby Bi, ale raczej faceci- Mruknął. Pokiwałem głową, to zabawne, śpimy ze sobą już parę dni, ale dopiero teraz poznaliśmy tak kluczową informację.

1 gru 2020

Od Oliego cd Renegeusza

 Zamyśliłem się chwilę, papieros tkwił w moich ustach, ale się nim nie zaciągałem. 

-Od małego? Uczyli mnie gotować, lubię gotować- Wymamrotałem w końcu. Nie potrzebna mu moja życiowa historia o dziadku i o jego pasji. Zaciągnąłem się wreszcie tytoniem i zakaszlałem w rękaw. Co jest? Odchrząknąłem i zgasiłem peta, nawet go nie kończąc. Za dużo ostatnio paliłem.

-A co to? Nagle kaszelek cię zniechęca?

-Nie mam ochoty- Burknąłem i wróciłem do mieszkania, przymknąłem okno, ale nie zamknąłem go, niech ma jak wrócić. Tom miał rację, to mnie zabije, ale to samo można powiedzieć o motorach prawda? Zaśmiałem się pod nosem. Boże, jakie to wszystko pojebane. Masowałem łososia marynatą kiedy Ren wrócił do kuchni. Podniósł nóż i zaczął mordować bezbronne warzywa.

-Nie zabij się jak się już na nich wyżyjesz - Mruknąłem i wrzuciłem rybę do piekarnika. Spojrzał na mnie znad marchewki i ziemniaków i zmarszczył brwi, warzywa wyglądały... Nie były idealne, ale nie mogłem narzekać, widziałem gorsze. Zabrałem mu miskę i wrzuciłem wszystko do garnka i na patelnię. Ren w ciszy odstawił nóż do zlewu i podszedł do mnie, lekko kładąc dłoń na moim biodrze.

-Jakiś dzisiaj milczący jesteś, może chciałbyś pokrzyczeć- Uśmiechnął się i zniżył dłoń. Palnąłem go łyżką w palec i wróciłem do gotowania.

- Spierdalaj- Burknął zły. Kiwnąłem głową w odpowiedzi i mieszałem dalej, starałem się nie patrzeć na osobnika, który przeglądał aktualnie moje prace.

-Tak, możesz pooglądać- Mruknąłem sam do siebie.  Większość kartek w notesie, który miał w rękach była zapełniona jakimiś bazgrołami, nie umiałem się skupić na pracach,  mazałem dość bezmyślnie po kartkach.

-I ludzie za to płacą?- Jego głos ociekał złośliwością.

-Nie, to są moje prywatne prace, nie sprzedaję ich, tam- Wskazałem na półkę, na której stały trzy grube zeszyty.- Tam masz prace na sprzedaż, te wykreślone sprzedałem.

23 lis 2020

Od Oliego cd Renegeusza


Spojrzałem na niego i zacisnąłem wargi.

-Musiałbyś chyba mieć przyrodzenie ze złota, żeby załatwiać sobie nim obiad codziennie- Burknąłem i zacisnąłem rękę na uchu torby. Zaczął mnie irytować. Poprawiłem szalik tak, by zasłaniał kawałek zmarzniętej twarzy i szedłem dalej. On obok mnie. Zamarłem nagle w połowę kroku. W moim kierunku szedł... Nawet nie pamiętam, jak miał na imię, przyjaciel, jego przyjaciel. Na mój widok lekko zmarszczył brwi i podszedł do mnie. Nie zwracałem uwagi na Rena, który aktualnie wyjmował papierosa z paczki i zatrzymałem się centymetr przed twarzą znanego mi wcześniej mężczyzny. Ręka mi zaczęła delikatnie drgać.

-Oli, jak się trzymasz?- Wychylił się i zaoferował mi dłoń, zamiast tego zrobiłem coś, czego chyba zwykle bym nie zrobił. Ale jego twarz, jego osoba, spowodowała napływ emocji, wspomnień. Przytuliłem się do niego. Oparłem głowę o bark wyższego ode mnie chłopaka i zamknąłem na chwilę oczy. Jego dłoń poklepała mnie delikatnie po plecach.

-Wiem, wszystkim nam go brakuje.- Odsunął się i lekko uśmiechnął, jak by starając się mnie pocieszyć. Ren zbliżył się niespodziewanie i zawiesił mi rękę przez ramiona. Odsunąłem się, strzepując dłoń z siebie, Ben? Benjamin? Nie pamiętam za diabli jego imienia, uniósł brwi i zmierzył chłopaka wzrokiem.

-Wpadniesz do nas? Pogadać?- Spytał po długiej chwili, nie był wylewny, tak samo, jak reszta przyjaciół Toma w moim stosunku, ale coś wyraźnie go trapiło. Kiwnąłem głową na zgodę.

-Jutro ci pasuje? Koło 20?- Spytał.

-Piątek? Jutro nie mogę, piątek mam wolny- Spojrzałem kontem oka na Rena, który aktualnie się chyba gotował. Obiecałem mu ten klub, więc nie mogłem już jutro rezygnować z imprezy.

-Dobra, adres ten sam, do zo- Mruknął i odszedł bez pożegnania.

-Kto to? - Syknął zazdrosny Ren i złapał mnie za nadgarstek.

-Znajomy.- Wymamrotałem, nagle straciłem zapał do życia, który na parę godzin udało mi się odzyskać. Znów do mnie wrócił. Czemu chcieli pogadać?

-Oho znajomy, tak? Wyraźnie znajomy- Syknął lekko sarkastycznie.

-Co cię to obchodzi Ren? Nawet jak bym z nim sypał, to nie twój biznes, ale jeśli potrzebujesz to wiedzieć, to nic mnie z nim nie łączyło, mieliśmy... Mieliśmy wspólnego kolegę, który zmarł w wypadu.- Wymamrotałem. Nim się zorientowałem, jego ręka mocniej zacisnęła się na moim nadgarstku. I jakkolwiek ból mi nie przeszkadzał, to wolałem nie stracić ręki, którą właśnie zacząłem znów pracować.

-Puść, ta ręka zarabia na życie.- Warknąłem wyrwałem się. W mojej głowie nagle zaświtało, Ben. On się nazywał Ben! 

18 lis 2020

Od Oliego cd Renegeusza

I wyszedł. Patrzyłem na drzwi, odrobinę nie wiedząc co się właśnie stało. Siedziałem tak długą chwilę i wreszcie otrząsnął się z szoku. Wstałem i zacząłem sprzątać, kiedyś wreszcie trzeba. Nie do końca pamiętam wczorajszą noc, wiem, że się przespaliśmy, ale nie potrafiłem przywołać szczegółów. Pewno było dobrze, skoro postanowił wrócić. Zmieniłem pościel i odpaliłem pralkę. Wywietrzyłem mieszkanie. Z pracy zadzwonił Łysy, miałem dzisiaj klienta na po południe. Napisałem kartę, że będę dopiero po 16 i napisałem, gdzie mnie znajdzie przed tą godziną. Potem powiesiłem na drzwiach informację i wyszedłem. Po drodze kupiłem sobie jogurt i kiedy znalazłem się pod drzwiami gabinetu, po dość długiej przerwie w pracy, poczułem pewną siłę. Mogę robić to, co lubię. Odetchnąłem cicho i przekroczyłem próg. Łysy uśmiechnął się do mnie znad swojego klienta a Grace pomachała mi. Kiwnąłem głową w ich kierunku i poszedłem do siebie, klient przeszedł po chwili. Robiliśmy cover twarzy byłej. Podobno zdradziła go z jego bratem. Kiedy projekt powstał i spodobał mu się, zabrałem się do pracy. Koło 15 skończyłem. Zapłacił i wyszedł zadowolony. Po chwili do gabinetu wszedł Ren. Sprzątałem stację, wiec olałem go na chwilę. Grace spytała, w czym pomóc a on z uśmiechem powiedział, że przyszedł porwać Oliego. Wywaliłem oczami i wyszedłem z gabinetu.

-Zaraz będę, muszę się zebrać tylko- Mruknąłem i wróciłem do siebie. Po zakończeniu wyszliśmy.

-Musimy iść do sklepu, jak chcesz obiad- Mruknąłem i zmieniłem lekko kierunek marszu.

-Nie wspominałeś, że tatuujesz...

12 lis 2020

Od Oliego Cd Renegeusza

W głowie mi przyjemnie wirowało. Ciepłe ciało odpierało mnie trochę z boku. Przymknąłem na chwilę oczy, oddając się uczuciu. Jak gdyby nigdy nic. Wracam z nim do domu. Jest obok, ciepły, mój. Dopiero po otwarciu oczu rzeczywistość mnie znów zaatakowała. Pachniał inaczej, był wyższy. Przesunąłem rękę i położyłem mu na biodrze. Kierowałem nas do mnie.

-Daleko jeszcze?

-Tamta kamienica, mogę zapalić? -Spytałem odruchowo.

-Mnie pytasz?- Pokręciłem głową i wyjąłem papierosy z kieszeni. Odpaliłem jednego, ale zgasł. Podsunąłem mu paczkę pod nos, wyjął jednego i zapalił, po czym podpalił mi mojego, bo widział, jak trzęsą mi się dłonie.

-Jak będziesz się tak zachowywał, to pomyślę zaraz, że jesteś prawiczkiem- Mruknął i wypuścił dym. Prychnąłem cicho.

-Dawno nie byłem, chyba z 6 lat już -Mruknąłem i zaciągnąłem się dymem, ostatnio nie smakowały tak, jak powinny. Były mniej przyjemne, nie łaskotały już tak jak kiedyś. Wypuściłem dymek i potarłem lekko nos kciukiem.

-Aż tak? Ile ty masz lat?- Wsadził papierosa w usta i skierował się w moją stronę, lekko podniósł moją brodę palcem.

-21, a na ile wyglądam- Uniosłem brew i puściłem dym w jego kierunku.

-Młodo, ale nie aż tak.- Mruknął. Schylił się do mnie i pocałował mnie z dymem w ustach, przepuścił go w moje usta. Sapnąłem cicho, zdecydowanie znów byłem na swojej trasie, działałem tak, jak powinienem. Syknąłem, kiedy ugryzł mnie w dolną wargę i pociągnąłem go mocno za włosy. Odsunął się i zgasił papierosa butem. Wywaliłem mojego i ruszyłem do mieszkania. Otworzyłem i zamarłem, śmierdziało. Tytoniem. Czego się mogłem spodziewać? Dawno tu nikogo nie było.

-Palisz w środku?-Skrzywił się, ale już się rozbierał z butów i kurtki. Kiwnąłem głową i zerknąłem do sypialni. Kotki nie było.

-Kot wyszedł, jest na mieście- Mruknąłem. Podszedł i się uśmiechnął, podciągnął moją koszulkę w górę. Zamknąłem oczy i opadłem na materac. Jego usta były wszędzie.

-Jednak się nie zepsułeś- Usłyszałem rozbawiony głos spomiędzy moich nóg. Prychnąłem i odchyliłem głowę do tyłu. Ciągle miałem jego twarz przed oczami Czy ten człowiek może mi dać żyć po swojej śmierci? Było przyjemnie, ale miałem wrażenie, że mój mózg jest owinięty w jakąś watę, oddala mnie od wszystkiego. Po wszystkim Ren padł obok mnie i zassał na mojej szyi ślad. Syknąłem i złapałem go za szyję. Poszedłem do łazienki i kiedy wróciłem, on spał. Padłem obok i nawet nie wiem, kiedy wtulałem się w jego bok.

Od Oliego cd Renegeusza

Klub. Może tam coś znajdę? Chyba się umyłem, ale kto mnie tam wie? Udało mi się zmienić ubrania, wiec wygalałem na w miarę ogarniętego. Wszedłem do pierwszego lepszego lokalu. Zamówiłem dwa szoty i piwo. Skoty zrobiłem od razu. Piwo zabrałem i usiadłem na kanapach. Głośna muzyka, która kiedyś mnie potrafiła wprowadzić w trans imprezy, nie działała dzisiaj. Upiłem piwa i rozejrzałem się. Ktoś się na mnie parzył. Blondyn z kolczykami po chwili stał obok mnie. Uśmiechnął się zaczepnie. Był przystojny. Miał tez cos w oczach co krzyczało szaleństwem.

13 lip 2020

Od Oliego

Ja tak tylko grzecznie ostrzegę, że występują tu myśli samobójcze, więc jest, to cię może jakoś zranić albo cos to nie czytaj:)

Złość. Chyba tyle aktualnie czułem. Moje ciało buzowało. Nagle wszystkim dookoła przeszkadzało moje ja. Bycie sobą co? Zacisnąłem wargi i pięści. Jebać ich wszystkich. Wymaszerowałem z klubu i kopnąłem w pobliski słupek. Beznadzieja, tyle maiłem w głowie. Nawet nie miałem się z km pobić, ulica była pusta. Spojrzałem na betonowy słup i wymierzyłem dwa ciosy. Ręce mnie zabolały, ale nadal nie poczułem ulgi. Czy ta złość nie może się odpierdolić? Ruszyłem do domu, szurając nogam i kopiąc pozostawione na ulicy puszki i kamienie. Ten świat dawno mnie tak nie irytował. Po pół godziny dotarłem pod drzwi klatki schodowej. Otworzyłem i pomaszerowałem do mieszkania. Za otwartymi drzwiami czekała na mnie cisza. Dopiero kiedy usiadłem na łóżku, dotarło do mnie. Jestem po prostu samotny. To brzmi tak obrzydliwie, ale jestem. Po tym, jak straciłem T... Nie, nie będę wymawiać jego imienia, to dzięki temu jakoś zapominam, albo powinienem zapomnieć, bo nie pomaga to nijak. Zdjąłem z szyi łańcuszek i położyłem na dłoni dwie obrączki. Tyle mi zostało, kawałek metalu brak. Pusto. Przeczesałem włosy dłonią i ucisnąłem kark. Nic, nawet już ból nie pomagał. Ucisnąłem nasadę nosa i westchnąłem. Jakaś woda spłynęła mi po dłoni. I kolejna kropla. Nagle zmagałem się ze słonym wodospadem. To wszystko mnie przerasta. Złapałem paczkę papierosów i wyszedłem na balkon. Odpaliłem zapalniczkę trzęsącymi się rękoma i zaciągnąłem się dymem. Słone łzy dalej zalewały mi policzki, spływały do ust, kapały swoimi własnymi ścieżkami. Kolejny papieros i kolejny. To nie pomagało. Tego piekącego, szarpiącego uczucia w piersi nie dało się zagłuszyć. Podszedłem bliżej barierki i spojrzałem w dół. Kilka łez spadło na chodnik. Do głowy napłynęły mi głupie myśli. Cofnąłem się gwałtownie i wpadłem do mieszkania, zamykając okno balkonowe. Skuliłem się na podłodze jak najdalej od balkonu i schowałem głowę w ramiona. To będzie długa noc.

Nie spałem. Ciężko się śpi, kiedy jedyne co ma się ochotę zrobić to wyskoczyć z okna. Jęknąłem i wyprostowałem obolały kręgosłup. Podniosłem się powoli i złapałem ścianę, świat odrobinę wirował. Ruszyłem do łazienki. Z lustra patrzył na mnie trup. Napuchnięte oczy, wielkie sine koła pod wspominanymi wcześniej oczami, przekrwione białka. Włosy tłuste, poraniona warga i zmęczenie. To wszystko bez sensu. Przepłukałem twarz zimną wodą i wyszedłem z czterech ścian mojej samotni. Chyba śmierdziałem, te ubrania miałem na sobie już od paru dni. Trudno. Powoli ruszyłem ulicą, bez konkretnego kierunku, bez konkretnego sensu. Snułem się, licząc na grom z jasnego nieba.

(Jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam do odpisania :))

19 cze 2020

Od Oliego Cd Bellamiego

Trochę wytrzeźwiałem i żułem jak wstyd zalewa moją osobę. No jak można... Dobra nieważne. Sięgnąłem po zaproponowaną grzankę i ugryzłem. Miał rację. Była mega. Wsunąłem całą, zanim zdążyłem się zorientować i oparłem się lekko o zagłówek. Przymknąłem oczy. Wieczór był jednak lepszy, niż myślałem ze się zapowiada. Owszem, siedziałem właśnie pół trzeźwy, w domu klienta, jedzący jego zapiekanki, Starając się nie myśleć o suchocie jaka zaczynała się zbierać w moich ustach. Po chwili poddałem się i wyprostowałem z cichym westchnieniem. Bellami popatrzył na mnie znad ostatniej grzanki. Uniósł brew pytająco i cicho mruknął pytająco.
-Nie zabiorę ci jej, opanuj wzrok- Machnąłem ręką i wyciągnąłem się lekko w górę, zadowalające chrupnięcie wydobyło się z okolicy mojego kręgosłupa. Bellami przełknął.
-Złamałeś sobie coś?
-Huh? Nie? To zaleta pracy w pochyleniu... Moje plecy strzelają co chwila, to samo z rękoma- Wystawiłem dłonie w jego kierunku i zagiąłem jeden palec, uwalniając kolejny chrupot. Kiwnął głową zrozumiale.
-W sumie, to co planujesz robić jutro?
-Iść do ciebie na tatuaż?
-Nie wolno pić przed tatuażem?
-Niby czemu mądralo?
-A spierdalaj, wykrwawisz się, mi by się jednak łatwiej pracowało na mniej krwawiącym człowieku- Prychnąłem i sięgnąłem po kolejnego papierosa.
-Nie wykrwawię się, o mnie się nie martw, za niedogodności mogę przecież dopłacić...
-Nie brakuje mi pieniędzy, robię to z pasji, więc się nie popisuj- Prychnąłem cicho i zaciągnąłem się dymem. Palenie w domu było czymś, o czym zapomniałem, jak zacząłem znajomość z Thomasem, jednak nienawiść do dymu tytoniowego była tak głęboka, że zmuszał mnie do palenia na balkonie. Myśl o byłym osobniku sprawiła, że sięgnąłem do szyi i lekko potarłem pierścionek na łańcuszku. Nawet odruchowo mi to wychodziło. Wypuściłem dym nosem i puściłem obrączkę.
-Pamiątka rodzinna? -Bellami zainteresował się kawałkiem metalu.
-Nie... To po... Po znajomym? Rodzinne jedyne co mam to frustracje- Uśmiechnąłem się krzywo.

27 mar 2020

Od Oliego CD Bellamiego

Uśmiechnąłem się pod nosem i oparłem głowę o podgłówek.
-Piłem mniej, może ja poprowadzę?
-Wątpisz w moje zdolności?
-Nie, ale jak cię zatrzyma policja to...
-Kto powiedział, ze mnie zatrzyma?- Odpalił samochód i ruszył. Prychnąłem pod nosem i sięgnąłem do radia. W samochodzie ryknęła jakaś muzyka, a ja podskoczyłem i w panice zakręciłem głośność. Powoli skierowałem wzrok na chłopaka i zamarłem, widząc jak się śmieje pod nosem. Westchnąłem i odkręciłem muzykę. Przeskakiwałem stacje, aż trafiłem na Abbę-Dancing queen. Kręciłem głowa i rękoma w rytm muzyki. Bellami po chwili podniósł jedną rękę i też, na swój sposób, zaczął tańczyć za kierownicą. Kiedy piosenka się skończyła, zjechaliśmy z głównej drogi i zaparkowaliśmy pod dużym domem. Wychyliłem się przez okno. Dom był, wielki. Naprawdę wielki. Jezu ile ten facet miał hajsu? W sumie, czemu ja o to pytam? Sam nie byłem biedny, ale nie potrafiłem się rozstać z moim mieszkankiem. Złapałem za klamkę i zawiesiłem się na zapiętych nadal pasach bezpieczeństwa. Wypiąłem się i wyskoczyłem z auta. Czekałem na Bellamiego przy samochodzie. Podszedł do mnie i zmierzył mnie wzrokiem.
-Mam psy- Okay, psy. Pewno jakiś labrador albo dwa tak?
-I mam się bać?- Mruknąłem i spojrzałem mu w oczy.
-Poprawka, mam dużo psów- Uniósł brew. Kiwnąłem głowa i ruszałem za nim. Co mi po czterech labradorach? Kiedy zza drzwi wydobyły się odgłosy psich szczeków, zamarłem. Brzmiało jak więcej niż cztery psy. Stanąłem za chłopakiem, kiedy ten, otwierał drzwi i gotowałem się na wszystko. Za drzwiami pojawiła się szara masa psich stworzeń. Patrzyłem, jak wszystkie wracają na swoje miejsce i czekają na swojego pana. Bellami przy okazji wystawił rękę i zdecydowanym głosem coś powiedział. Okay, nie wiem, co jest ze mną, aktualnie nie tak, ale to było ... Hot.? Halo! ZIEMIA DO OLIEGO! Nie sypiamy z klientami! Przynajmniej nie póki nie mają skończonej pracy. Zagryzłem wargę i spojrzałem na psy. Miały obwisłe pyski, ale wyglądały na mordercze bestie. Bell odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
-Trochę psów?- Zapytałem z udawaną irytacją w głosie.
-Nie gryzą, jak im nie pozwolę- Puścił mi oczko, a ja w odpowiedzi wykręciłem oczami.
-To gdzie ten alkohol?- Spytałem i wystąpiłem do przodu. Zaprowadził mnie do salonu i poszedł do kuchni po obiecany trunek. Rozejrzałem się i mój wzrok przykuł pies w progu. Siedział i patrzył na mnie z wyraźnym zainteresowaniem. Podniosłem brew i wyprostowałem się. Piesek. Dobry piesek. Bell wrócił z alkoholem i kieliszkami. Nalał nam i złapał kieliszek w dłoń.
-Nasze zdrowie
-Nasze!- Przełknąłem alkohol i oparłem się lekko o fotel. Boże jak ten dom wyglądał. Wysoki sufit, piękne parapety. Prawie idealnie.
-Więc Oli. Co robisz poza tatuowaniem?
-Zabijam ludzi, ale spokojnie, nie tych, co mają psy -Puściłem mu zaczepnie oczko. Mój głos dosłownie ociekał ironią.
-Nie powiesz?-Uśmiechnął się i nalał mi kolejną porcję.
-Nie chcesz mnie chyba upić? Nie jestem, aż tak łatwy- Prychnąłem i wypiłem kolejnego szota.
-Niczego nie mówiłem, sam wypił kolejną porcję.
-Ale tak poważnie, to niewiele? Gotowałem kiedyś dużo, teraz nie mam dla kogo. Mam kota, ale go nie lubię- Postawiłem kieliszek na stoliku i strzeliłem z karku. Popatrzyłem na próg, gdzie aktualnie siedziały już trzy psy. Moja głowa powoli stawała się przyjemnie lekka. Kolejne shoty wlewały się w moje gardło, a ja powoli czułem, jak zaczynam się upijać, tak na poważnie. Tak jak kiedyś. Ręka Bella znalazła się na moim kolanie, a rozmowa dalej się toczyła. Dopiero kiedy butelka zaczęła się kończyć, doszło do mnie, jak bardzo jestem wstawiony. Zdecydowanie zapomniałem, czym jest umiar.
-Hm... Daj mi chwile, pójdę po coś do jedzenia- Podniósł się i wyszedł do kuchni. Klepnąłem kolano i nagle trzy psy były obok mnie. Zjechałem na podłogę i zacząłem głaskać jednego po głowie. Kolejny podsunął się więc i jego głaskałem. Problem się pojawił, kiedy trzeci zaczął przypominać o swojej obecności. Nie miałem, tylu rąk. Co ja mam? To nie fair, że ten nie będzie głaskany. Nie wiedząc skąd, z oczu pociekły mi łzy. Boże, co ze mną nie tak? Bellami wrócił do pokoju i zamarł, trzymając w dłoni talerz z jakimś jedzeniem.
-Oli?
-Nie mam tylu rąk, nie mam jak ich wszystkich głaskać! Brakuje mi rąk!- Pociągnąłem nosem.

25 mar 2020

Od Oliego Cd Angeline

Dojechałem do domu i wyładowałem się z samochodu. Wróciłem po chwili po wino i usłyszałem ciche wibrowanie. Coś dzwoniło. Stuknąłem się po kieszeni i czując, swój telefon zmarszczyłem brwi. Otworzyłem przednie drzwi i zamarłem, torebka. Damska torebka. Byłem gejem, ale, nie aż tak stereotypowym. Torebki nie były w moim guście. Sięgnąłem i podniosłem ją. Telefon w środku przestał dzwonić. Zajrzałem do środka i szybko wyłowiłem komórkę. Telefon znów zadzwonił. Patrzyłem w ciszy, jak na ekranie wyświetla się imię i zdjęcie.
-Halo?- W końcu odebrałem.
-Hej! Oli! Masz moją torebkę!
-Najwyraźniej, odwiozę ci za godzinę, teraz chciałem zjeść- Mruknąłem w słuchawkę.
-Ja mogę podejść po nią!- Zaoferowała.
-Gruczna 43, mieszkanie 4.- Rzuciłem i rozłączyłem się. Ruszyłem ponownie do siebie, ale w połowie zawróciłem. W samochodzie nadal było moje wino. Szybko je wyłowiłem z bagażnika i z damską torebką na ręku, butelką wina i zmęczeniem na twarzy poszedłem do siebie. Kotka stała już pod drzwiami i darła się cały czas, jak otwierałem drzwi. Jak wszedłem, to zaczęła ocierać się o nogi i ciągle mruczeć.
- Spadaj- Mruknąłem w odpowiedzi i postawiłem wszystko na blacie w kuchni. Schyliłem się i podniosłem futrzastą istotkę na ręce.
-I co? Tego chciałaś?- Pogłaskałem małą głowę i przytuliłem lekko. Zaczęła mruczeć w odpowiedzi. Westchnąłem i wsadziłem ją pod pachę a drugą ręką. Wyjąłem z szafki puszkę z karmą, a mały pomiot szatana momentalnie zaczął się wyrywać do jedzenia. Odstawiłem ja na blat i wyłożyłem jej porcje na talerzyk. To teraz pora na mnie. Zajrzałem do lodówki i westchnąłem. Ketchup, sos pomidorowy i trochę mrożonych warzyw. No to robimy... Warzywa w sosie pomidorowym z keczupem. Muszę iść jutro na zakupy. Wywaliłem warzywa na patelnię i mieszałem znudzony. Kiedyś potrafiłem spędzić godziny nad garnkami. Do dziś pamiętam, jak zrobiłem mu steak z ziemniakami i warzywami. Chyba trzy razy mnie potem błagał o ponowienie tego dania. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Jutro zrobię tak ku pamięci- Obiecałem powietrzu w mieszkaniu i wróciłem myślami na ziemię. Dzwonek zadzwonił. Podszedłem pod drzwi i uchyliłem. Angeline stała z niepewnym uśmiechem na wycieraczce.

23 mar 2020

Od Oliego CD Bellamiego

Kiedy wyszedł, usiadłem do szkicownika. Wszystko składało się w ładną całość. Miałem dwie prace w głowie, jak mu się jedna spodoba, to drugą mogę sprzedać dalej. Albo mieć dla siebie, co mi po tym. Wydrukowałem przesłane przez chłopaka zdjęcia i usiadłem, podkulając jedną nogę pod siebie. Zarysy obu projektów dość szybko przepłynęły z mojej głowy na kartkę, a ja mogłem zebrać się do domu, bo wybiła szesnasta. Przy prostowaniu się usłyszałem, jak każda kostka w moim kręgosłupie wraca na miejsce. To samo zrobiłem z palcami,które były zmęczone od pracy.
-Musisz pamiętać o posturze Oli!- Głos łysego zaatakował mnie znienacka.
-Dobrze mamo...- Sarknąłem i podniosłem ręce do góry, ponownie wydobywając z siebie odgłosy strzelania.
-Wypomnisz mi na starość!- Pokręcił palcem w moim kierunku i oparł się o framugę, nadal się lekko uśmiechał, tylko teraz wydawał się... Nie wiem no, zaniepokojony?
-Mogę ci jakoś pomóc?- Uniosłem brew i wstałem z krzesła, zbierając przy tym swoje prace.
-Wiesz, że nie jesteś sam prawda?

20 mar 2020

Od Oliego

Wygrzebałem się z pościeli i jęknąłem. Boże, czemu ja umawiam klientów na rano? Za jakie grzechy? Przetarłem oczy i ziewnąłem. Sięgnąłem po omacku po dzwoniący telefon i wyłączyłem budzik. Dzisiaj... Kogo ja mam dzisiaj? Dwa małe tatuaże rano i ktoś chciał projekt. No dobra. Szefowa przesłała mi wytyczne, ale nie brałem się jeszcze za rysowanie. Mało szczegółów. Miałem mały zamysł w głowie, ale co mi po nim, jak gościu zmieni zdanie? Mój szkicownik pękał w szwach od projektów. Wezmę, może coś sobie wybierze. Powoli ruszyłem do łazienki, czując, jak pod nogami łazi mi kocica.
-Zaraz, daj mi chwilę. -Mruknąłem i zamknąłem drzwi do łazienki za sobą. Głośne miauczenie wydobyło się z drugiej strony i puchata łapa wparowała pod drzwiami.
-Daj mi się spokojnie ogarnąć! Nie umrzesz z głodu przez dziesięć minut!- Klepnąłem lekko łapę stopą i zakląłem, czując pazury na palcu. Druga łapa pojawiła się i złapała moją nogę z drugiej strony.
-Już! Zwalaj- Szturchnąłem i odsunąłem się od drzwi, ratując przy tym swoją nogę przed atakiem. Umyłem się i szybko wyszedłem z łazienki, w akompaniamencie kocich jęków.
-Naprawdę, jak ktoś zadzwoni po TOZ, to się nie zdziwię, i nawet im cię oddam. I tak cię zwrócą w tydzień- Mruknąłem i wywaliłem na jej miskę porcję karmy. Głośne mruczenie wypełniło kuchnię.
-Jak bym cię nie karmił, ta fałda dobrobytu to tak z głodu ci wyrosła- Burknąłem i zalałem kawę wrzątkiem. Złapałem kromkę pieczywa i zjadłem na stojąco. Kawa się zaparzyła, więc odlałem napar do filiżanki i powędrowałem do pokoju. Uchyliłem okno i odpaliłem papierosa. Śniadanie bogów, papieros, kawa. Zerknąłem na telefon, jeszcze mogłem się dwadzieścia minut ociągać. Idealnie. Dopaliłem tytoń i nabrałem kawy w usta. Znalazłem sweter w szafie i czarne spodnie. Jedna z wielu par. Szybko się ubrałem i dopiłem kawę. Pogłaskałem kotkę, która aktualnie poszła spać na mojej poduszce i wyszedłem do pracy. Energicznym krokiem przemierzałem ulice miasta. Pod studiem byłem parę minut przed czasem. Zastukałem w drzwi i wszedłem, otrzepując buty z błota na wycieraczce. Kiwnąłem głową do łysego, który aktualnie przekłuwał uszy jakiejś brunetce i usiadłem u siebie. Po chwili weszła pierwsza klientka. Przywitałem i zabrałem się za pracę. Maszyna, aż sama biegała po udzie klientki. Dzisiaj miałem naprawdę dobry dzień. Szybko skończyłem, po czym dla pewności przetarłem skórę i delikatnie ponaciągałem w miejscach, gdzie kreska był cieńsza. Piękna robota, zero pustych miejsc. Zadowolony podniosłem głowę na dziewczynę, która odwróciła wzrok od książki i uśmiechnęła się.
-Już?
-Tak, masz jakieś zastrzeżenia?-Odsunąłem się, pozwalając jej dokładnie przyjrzeć się pracy. Pokiwała głowa i delikatnie dotknęła uda. Po chwili kiwnęła głową i podniosła się, powoli poprawiając sukienkę.
-Płacę tobie?
-Nie, w recepcji, polecam się na przyszłość- Uśmiechnąłem się lekko i kiwnąłem głową na dziewczynę, która siedziała na fotelu w poczekalni.
-Sprzątnę i już cię zapraszam- Zapewniłem ją i skrupulatnie ogarnąłem miejsce pracy. Lubiłem to, co robię. Naprawdę to lubiłem. Przy pracy nie musiałem myśleć o sobie, o innych, o emocjach, byłem ja i kawałek skóry, na którym pracowałem. Pomasowałem kark i zawadziłem palcem o łańcuszek, który wisiał mi z szyi. Westchnąłem cicho. Dziewczyna czeka, nie każ klientce czekać, to nie czas na jakieś prywatne smutki. Zaprosiłem kolejną klientkę i usadziłem. Miała ładny projekt. Sam go w końcu robiłem. Niewielki pies otoczony kwiatami. Pies był ze zdjęcia, które wcześniej mi dostarczyła.
-Pomyślałaś co z kolorami?
-Chyba zostanę przy tym zielonym...- Chciała czarno białego psa i zieleń dookoła.
-Może parę akcentów niebieskiego na kwiatki?
-W sumie... Dobra, rób z niebieskim- Uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać o swojej znajomej. Nie słuchałem jakoś uważnie, praca mnie wciągnęła. Ta praca skończona została jeszcze szybciej niż poprzednia.
-Podoba się?
-Jezu, ten niebieski wygląda mega, dziękuję!- Uśmiechnęła się i delikatnie przejechała palcem po zaczerwienionej skórze dookoła nowego tatuażu. Owinąłem go folią i puściłem ją do recepcji. Kolejny klient był dopiero za godzinę. Mogłem spokojnie zjeść jakiś obiad i rozprostować nogi.
-Idę na kawę- Mruknąłem do szefowej i wymaszerowałem z budynku, zabierając ze sobą torbę. Przysiadłem w kawiarni obok i spokojnie wpiłem swoją porcję kofeiny.
Zabrałem kanapkę na wynos i wróciłem do pracy. Wysoki chłopak stał przy recepcji i przeglądał telefon. Podniósł głowę i zmierzył mnie chłodno wzrokiem. Przełknąłem ostatni kęs kanapki i opłukałem dłonie w toalecie przy wejściu. Wróciłem i przedstawiłem się szybko nowemu klientowi. Jego kości policzkowe mogłyby kroić chleb, jak by się postarał. Spojrzał na mnie z góry, bo jak inaczej kiedy jest się tak niskim, jak ja? I Uśmiechnął się lekko.
- Bellami- Uścisnął mi dłoń i ruszył za mną do gabinetu.
<Bellami>

Od Oliego CD Angeline

Zaciskałem dłonie na kierownicy i w ciszy prowadziłem pojazd. Angeline. Miała na imię Angeline. Nie miałem odczynienia nigdy z kimś o takim imieniu.
-Więc... Co robisz?- Zagadała z lekkim uśmiechem. Uniosłem brew.
-Prowadzę
-A... A zawodowo?
-Jestem... Robię... Tatuaże? Robię i projektuję.- Mruknąłem i włączyłem kierunkowskaz.
-Tatuaże? Wow.- Umilkła i zagryzła wargę.
-A ty? Tylko ten... Blog?
-Vlog, ale tak. Jestem influencerką- Uśmiechnęła się i przełknęła ślinę. Skręciłem w główną ulicę i spokojnie czekałem, aż zmieni się światło.
-Co... Co cię sprowadzało do „Może kawy?"- Zaczęła wybijać palcami rytm na udzie.
-Głód, byłem głodny- Mruknąłem i zakląłem pod nosem, bo jakiś samochód agresywnie wjechał w mój pas. Zatrąbiłem i zacisnąłem rękę na kierownicy. Idiota.
-I tak... Po pracy?-Pisnęła nagle. Odwróciłem w jej kierunku głowę. Była blada.
-Shit, jak planujesz wymiotować, to tam są reklamówki- Wskazałem boczną kieszeń drzwi. Dziewczyna posłusznie wyjęła jedną i rozłożyła na kolanach.
-Dzisiaj nie byłem w pracy, inne ... miałem inne zajęcia- Mruknąłem i zatrzymałem samochód. Adres się zgadzał.
-To tu?- Kiwnąłem głową i zerknąłem na Angelinę. Odpięła pas i otwierała drzwi. Nadal była blada.
-Poczekaj, mam coś, co ci powinno pomóc na dzisiejszy dzień- Mruknąłem. Sam miałem w planach leczyć się jeszcze dzisiaj winem. Wyjąłem jedną butelkę i wepchnąłem jej w ręce. Była wyraźnie zszokowana.
-Za nasze zdrowie- Kiwnąłem głowa i odjechałem, kiedy trzasnęła drzwiami. Oddychaj Oli, dzień się kończy. Dzień jak co dzień.

18 mar 2020

Od Oliego C.D Angeline

Patrzyłem na nią z niedowierzaniem. Jej fani? Żelki? Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. To jakiś idiotyczny żart prawda? Jezu, czy Tomas wysyła mi z piekieł jakieś dowcipy, żebym nie czuł się za dobrze w ten dzień? Od wypadku nie znosiłem dźwięku karetek, straży, policji ze spokojem w sercu. Tętno mi przyspieszyło. Czemu tu byli? Ruszyłem powoli za dziewczyną w kierunku dźwięku. To jakiś dom w centrum, ktoś właśnie stał w oknie. Młody chłopak, chyba postanowił się zabić. To takie... Samolubne. Patrzyłem z nieprzytomnością, jak na twarzy w oddali maluje się jakieś emocje. Samobójca. Dzisiejszy dzień był zdecydowanie zaplanowany przez Thomasa. Spojrzałem na dziewczynę, która aktualnie starała się oderwać wzrok od widoku. Nie szło jej to dobrze. Westchnąłem.
-Choć.-Mruknąłem i pociągnąłem ja za ramię. Otrząsnęła się z transu i spojrzała na mnie z szokiem w oczach.
-Co?
-Planujesz patrzeć, jak ktoś się rozpryskuje na chodniku? - Warknąłem i szarpnąłem ją za ramię agresywniej. Skrzywiła się lekko, ale poszła za mną.
-Odwiozę cię do domu- Burknąłem i ruszyłem do samochodu. Co innego mogłem robić?
-Nie trzeba...- Wymamrotała i założyła włosy za ucho.
-Jak nie w samochodzie to zaraz komuś wejdziesz pod koła- Warknąłem i otworzyłem drzwi do auta.
-Spokojnie, nie jeżdżę jak wariat- Nie od momentu jak jego motor wbił się w jakiś samochód z prędkością 160 km/h. Dziewczyna nadal stała obok auta z niepewną miną.

15 mar 2020

Od Oliego C.D Angeline

Restauracja nagle zapełniła się ludźmi. Mnóstwo ludzi, jakieś kamery, dziennikarze. Jezu. Chyba tylko fakt, że już złożyłem zamówienie, utrzymywał mnie przy stoliku. Moja twarz wyrażała wyraźne niezadowolenia. Spokojny dzień, tego bym chciał. Nic więcej. Spokojna rocznica śmierci. Ale nie, po co komu spokój jak wybiera się restaurację, w której nagle jest jakaś masa ludu. Westchnąłem i wstałem, kierując się do drzwi. Kiwnąłem kelnerce i ustawiłem się za drzwiami. Odpaliłem kolejnego papierosa. Chwila mojej ciszy. Niestety, wszystko, co przyjemne, szybko się skończy. Wygasiłem peta na popielniczce i wróciłem do lokalu. Twarz jednej dziewczyny mignęła mi przed oczami. To chyba ta idiotka, którą prawie rozjechałem. Westchnąłem pod nosem i wróciłem do stolika. Jedzenie czekało na mnie. Porcja gorącego, parującego makaron z sosem na bazie śmietany, sera i szynki. Upiłem łyk białego wina z kieliszka i oddałem się konsumpcji. Głosy dookoła mnie narastały, jak ludzie zaczynali głośno komentować to, co się dzieje obok baru. Jakieś laski gotowały. Wielkie mi co. Skrzywiłem się lekko i przejechałem wzrokiem po lokalu. Puste twarze. Na jednej zamarłem. Wysoki brunet. Lekki uśmiech i oczy, w których skakały jakieś ogniki. Cholera. Czy ja do końca życia będę czuł na sobie piętno Thomasa? Nie mogę żyć bez jego osoby? Dobrze mi przecież idzie. W porównaniu do jego osoby dobrze sobie radzę z żałobą. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem na wspomnienie pijackich dni chłopaka, kiedy zbliżała się rocznica śmierci jego siostry. Ja przy nim, radzę sobie cudownie. Głośne okrzyki radości wydobywały się z ust tamtej dziewczyny. Uśmiechała się szeroko i klaskała w dłonie. Proste przyjemności, może tego powinienem szukać w życiu? Dojadłem i szybko postarałem się wydostać z lokalu. Zapłaciłem przy kasie z nadzieją, że przyspieszy to wszystko proces znikania z tego miejsca. Wydostałem się na powietrze i odetchnąłem. Daję radę, idzie mi dobrze. Spojrzałem na zegarek i zakląłem. Dopiero czternasta. Kopnąłem kamień na drodze i upchnąłem pięści w kieszenie z bezsilności. Było już cieplej, słońce przyjemnie grzało, ale bez kurtki nie ruszyłbym się z domu. Nawet cienkiej. Pogoda bywała zakłamana. Z lokalu za mną wyszła grupa ludzi. Głośno dyskutowali i wydawali się zafascynowani jakimś tematem. Jedna z dziewczyn przytuliła drugą. Skrzywiłem się lekko i oparłem o ścianę sklepu obok. Wcale nie wyglądam jak zbok który szuka kolejnej ofiary, wcale. Kolejny papieros? Ile można? Thomas by mi przyłożył, gdyby zobaczył, ile palę. Przywaliłby. Teraz już tego nie zrobi. Nie jest moją matką. Uśmiechnąłem się w ziemię i puściłem oczko swoim butom. Nie okłamujmy się, nie poszedł do nieba. Nie był aniołkiem, ale może się tam spotkamy? Prychnąłem na tę myśl. Dwoje kochanków ponownie spotyka się w piekle. To aż poetyckie. Podniosłem głowę i spojrzałem w oczy patrzącej się na mnie dziewczynie. Mogłem wyglądać jak szaleniec, uśmiechający się ku ziemi. Uniosłem brew i kiwnąłem głową w jej kierunku. Nagle szła w moim kierunku. Czekaj co? Czy ja nagle przyciągam ludzi?
-Hej! Jak ci się podobało?- Posłała mi szeroki uśmiech. Skrzywiłem się lekko.
-Ja tylko chciałem zjeść- Przyznałem, utrzymując moją standardowo olewczą minę.
-Oh...
-Ciebie prawie przejechałem?- Coś mi Świtało w głowie.
-Możliwe? Ale tego nie zrobiłeś?- Uśmiechnęła się zaczepnie.
- Nie zdążyłem- Mruknąłem, pół żartem nie zmieniając miny.
......

14 mar 2020

Od Oliego

Zmieniony. Usłyszałem, że się zmieniłem. Trudno się nie zmienić po ponad roku zapieprzania w takim mieście. Każda bajka się ładnie kończy. Thomas jest... Thomasa nie ma. Jestem ja. Ja z pracą, ja z moimi problemami, które nie wiadomo jak wróciły. Nie były chyba tak złe, ciemne jak kiedyś. Ale kto to wie? Wypuściłem powietrze i powoli podniosłem się z łóżka. Podłoga była usłana ubraniami. Sięgnąłem pod spodnie i wygrzebałem paczkę z papierosami. Ciche miaukniecie za oknem, przypomniało mi o obecności kota. A raczej dało mi znać, że wrócił ze swojej wyprawy i chce zjeść i spać. Przejąłem opiekę nad kotem Thomasa. Tyle mogłem zrobić. Świnki dość tragicznie straciły życie. Ktoś zapomniał zamknąć okna i dość mocno je przewiało. No i zdechły. Zwierzęta zdychają. Tak? Tka ich specyfika. Uchyliłem okno balkonowe i wpuściłem kota, który szybko ruszył ku kuchni.
- Przeklęta istoto, nie możesz się przywitać? -Burknąłem i odpaliłem papierosa. Głośne miaukniecie z kuchni, dało mi do zrozumienia, że ktoś jest głodny.
- Nie jestem hotelem! - Burknąłem i ruszyłem ku kuchni. Wyciągnąłem puszkę z lodówki i nawaliłem porcję kotu. Wypuściłem dym i otrząsnąłem popiół do zlewu. Nalałem sobie wody i przepłukałem usta. Ruszyłem do łazienki z nadzieją, że prysznic mnie obudzi. Gorąca woda skropliła się na lustrze. Ściągnąłem piżamę i złapałem kontakt wzrokowy z samym sobą. Udało mi się wrócić do siebie. Żyłem, wyglądałem lepiej. Włosy od dawna nie były obcinane, przez co dość specyficznie układały się na mojej głowie. Na szyi wisiał dłuższy łańcuszek, na którym wisiał pierścionek Thomasa. Zostawiłem go sobie. Mój dawno gdzieś straciłem. Przekręciłem oczami i wsunąłem się pod strumień wody. Wyszedłem z łazienki po dziesięciu minutach z odrobinę lepszym samopoczuciem. Sięgnąłem po telefon i zakląłem cicho. Dzisiaj. Musiało dzisiaj? Nie miałem klientów. Dzisiaj była rocznica śmierci tego... Tego Thomasa. Nie umiałem się o nim wypowiadać, od kiedy go straciłem. Gorycz, którą czułem, smutek i wszystko inne zostało za mną. Nie miało sensu. Westchnąłem i wygrzebałem z szafy jakieś czarne ubranie. Trzeba wyglądać na cmentarzu. Wyszedłem z mieszkania i zapakowałem się do samochodu z nadzieją, na cichy dzień. Po drodze kupiłem butelkę wina. Cmentarz o tej porze roku był wyjątkowo pusty. Tak samo o tej godzinie. Kto normalny pojawia się w takim miejscu o 10? Trasę znałem. Pierwszy miesiąc, można by powiedzieć, mieszkałem w tym miejscu. Odkręciłem wino i skrzywiłem się. Brałem pierwsze lepsze, ale czemu słodkie? Najgorsze co istnieje. Usiadłem na płycie nagrobkowej i pociągnąłem łyk słodkiego napoju. Ze zdjęcia patrzyła na mnie uśmiechnięta twarz chłopaka.
- Twoje zdrowie, dzisiaj umarłeś!- Wylałem dużą porcję trunku na ziemię, niech się napije za nasze zdrowie.
- Twój kot żyje, ja żyję. Radzę sobie, nawet całkiem dobrze jak na mnie.- Wzruszyłem ramionami i wypiłem ostatni łyk słodkiego ukropu. Tyle słów wypowiedziałem w tym miejscu, że nie wiedziałem, czy jest jeszcze coś, czego nie powiedziałem. Wyciągnąłem papierosa i odpaliłem.
- Wiem, że tego nienawidzisz, nienawidziłeś. Ale to moje płuca, możesz mi tyle zrobić aktualnie!- Pokazałem nagrobkowi figę i wypaliłem papierosa w ciszy. Spojrzałem na zegarek, dwunasta. No to czas na jakiś późny obiad. Okoliczne kawiarnie, nie były czymś, na co miałem ochotę. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do centrum. Mała restauracja wydawała się kusząca.
<ELLO, jak ktoś jest zainteresowany to, popiszmy plz>

Powrót!


Na zdjęciu: Cole Sprouse
Motto: I coście stworzyli? Ten burdel, gdzie nic nie funkcjonuje, bo wszystko dozwolone, gdzie nie ma ani zasad, ani wykroczeń?
Sławomir Mrożek
Imię: Oli
Nazwisko: Krafftag
Wiek: 21
Data urodzenia: 16.09
Płeć: Mężczyzna.
Miejsce zamieszkania: Mieszka parę ulic z buta od salonu, niewielkie mieszkanko jedno pokojowe stało się jego mini rajem na ziemi, ma wszystko czego chce, kuchenka? Jest. Prysznic? Jest... chociaż wolałby wannę, kocha wanny. Ma swoje łóżko i kawałek podłogi, na którym prosiaki mogą spokojnie skakać.
Orientacja: Homoseksualny, (agresywnie homoseksualny ale lubi flirtować z każdym)
Praca: Tatuażysta
Charakter: Mówiąc o Olim pierwsze co można powiedzieć to pewny siebie i znający swoje możliwości.Dodatkowo można by powiedzieć, że uwielbia dogryzać innym, warknięcie na kolegę/koleżankę albo kogoś na ulicy jego norma prze co często wdaje się w bójki , nie wie kiedy przestać i zawsze chce mieć ostatnie słowo. Od zawsze wiedział co chce robić i do tego celu dąży, w pewnym sensie odhacza tylko kolejne punkty z swojej listy planów na życie. Lubi mieć wszystko pod kontrolą i poukładane, to idealista i pedant. Jego sprzęt jest zawsze czysty a jego ubrania nigdy nie spotkały się z podłogą (No chyba że były na nim). Kocha porządek i czystość, co trochę nie współgra z jego zainteresowaniami. Od zawsze jednak był uparty w tym co planuje robić. Dlatego też pasuje mu kariera w dziedzinie tatuowania ludzi, robi wszystko ładnie, schludnie i nikt nigdy nie wychodzi niezadowolony z jego fotela. Oli to bardzo ciepła osoba która w pierwszym kontakcie może wydawać się zimna. Nie daj się zmylić , Oli kocha ludzi, po prostu nie ogarnia odrobinę poznawania i zdobywania znajomych. Bywa uparty i czasem.. (NO może często) zarozumiały. Szybko się irytuje jeśli coś nie idzie zgodnie z planem albo coś te plany zmienia.Dopiero po długiej znajomości i odsłanianiu kolejne z wielu warstw którymi się zabarykadował zobaczyć można zmęczonego tym wszystkim chłopaka który z dnia na dzień coraz bardziej ma ochotę to wszystko zakończyć. Nie ułatwia sobie życia tym jak uwielbia się sprzeczać, kłócić i obrażać z innymi przez co nie ma znajomych na których mógł by polegać w czasie trudniejszych chwil.
Hobby: Sztuka, rysunek, całe ciała ludzkie i związane z nim sztuki.. kocha świnki morskie
Aparycja|
- wzrost: 179
- waga: 75
- opis wyglądu: Ma ładną buźkę, ciemne włosy które zawsze schludnie układa w tylko jeden typ fryzury, ładne niebieskie oczy błyszczą prawie zawsze ale nigdy dla innych ludzi, jest wysportowany i lubi swoje ciało, nie brakuje mu mięśni ale nie nazwał by się pakerem. Na jego ustach zawsze widnieje taki dziwny i trudny do rozgryzienia jednostronny uśmiech.
- pozostałe informacje: ma parę tatuaży ale woli je robić nić mieć robione.
głos: Hozier
Historia: Oli od dawna szukał pracy,. Miejsca w którym mógł by się ustabilizować i odnaleźć od nowa, no i takim jakoś cudem natrafił na ofetrę pracy w nowo otwartym salonie tatuaży . Szybko podjął decyzję i wyjechał z poprzedniego miasta, nic go nie trzymało w aktualnym miejscu zamieszkania a nawet coś pchało go dalej. Tak trafił do nowego miasta Avenley. Aktualnie nadal nie jest pewien czy zostanie w nim na dłużej ale na pewno na tyle ile da radę. Po dość specyficznej relacji z Thomasem został sam.
Rodzina: Jest raczej zamknięty, jeśli chodzi o mówienie o swojej rodzinie, jego rodzice rozwiedli się kiedy miał parę lat i ciągle widywał swoją mamę. Mało szczęśliwą, nie wierzy przez to w miłość. W wieku 12 lat został wysłany do dziadka, który pomógł mu trochę pokonać swój pedancki zapęd.
Ojciec - Marcos
Macocha - Elia
Matka - Katherine
Dziadek - niedawno zmarł. Pozostawił chłopakowi dość pokaźny spadek.
Partner: Brak.
Potomstwo: Nope.
Ciekawostki: Oli kocha papierosy i inne używki.
Zwierzęta: Kot po byłym chłopaku.
Pojazd: Mercedes
Kontakt: hw: Patryk123321 . Mail: spadajciepls@gmail.com

3 wrz 2019

Odejście

Ze smutkiem chcemy ogłosić, iż odchodzi od nas Matylda, znana również jako Przecinek. Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze do nas zawitasz!

30 kwi 2019

Od Oliego Cd Thomasa

Kiwnąłem głową na Thomasa i wróciłem do prób myślenia. Prób, dobrze to nazwałem, bo mój mózg po wczorajszej przygodzie był w kiepskim stanie. Miałem wrażenie, że płynę ponad światem i wszystko dookoła mnie powoli przestaje istnieć. Pierdolę, nie idę do pracy. Zadzwoniłem, tłumacząc nieobecność i obiecałem szybki powrót. Wczołgałem się pod kołdrę i przymknąłem na chwile oczy. Chwila. Chwila mojego snu okazuje się trwała do momentu, kiedy do mieszkania wpadł kolega Thomasa. Pół przytomny zerwałem się do pozycji siedzącej i wlepiłem w niego wzrok.
-Gdzie Thomas?

18 kwi 2019

Od Oliego Cd Thomasa

Prychnąłem głośno i ponownie odepchnąłem mojego chłopaka. Miałem dość. Oficjalnie dość. Ja Oli, osoba, która nigdy się nie nudzi i zawsze chce dalej się awanturować, ma dość. Thomas się odsunął lekko i dalej uśmiechał tymi swoimi pijanymi oczkami. Nie wypił mało. To mu przyznam. No i jednak był zmęczony. A alkohol łapie zmęczenie. Mój metabolizm był jednak zaletą, kiedy chodziło o przytomność. Jego wzięła wyraźna pijańcza chcica. I znowu, jego ciepła dłoń powoli wędrowała pod moją koszulkę i delikatnie gładziła brzuch. O co ja byłem zły? Aj, Borys, sytuacja w klubie, jego słowa. Cholernik potrafił mnie zranić. I to naprawdę mocno. Przymknąłem lekko oczy, starając się sprowadzić myśli na ziemię. Całość świata płynęła dookoła mnie, ludzie pojawiali się i znikali, przechodzili z twarzami wbitymi w chodnik, albo swoich towarzyszy. Szarość tej chwili mnie wykończy. Nabrałem powietrza i powoli je wypuściłem, powracając wzrokiem na chłopaka, który aktualnie uśmiechał się lekko i wsunął dłoń we włosy, ciągnąc odrobinę za swoje artystycznie roztrzepane loki. Zrobiłem wydech i mruknąłem cicho. Wiedziałem, czego chce. Problem był w tym, że mnie nagle wzięło na przemyślenia. Miałem natłok myśli w głowie. Może numerek to obierze? Wzruszyłem ramionami, niech to ma. Przecież i tak bym z nim to zrobił. Pochyliłem się i złączyłem nasze usta, czując posmak ostatniego piwa, które pił Thomas. Mruknął i oddał pocałunek. Moje ciało fizycznie paliło się do tego, co się właśnie działo, ale umysł dalej galopował swoimi drogami. O co chodziło? Złapałem taksówkę i wepchnąłem do niej brutena, sam wskakując na tył i tłumacząc kierowcy gdzie jechać. Do mojego mieszkania dotarliśmy w 10 minut. Nawet mniej. Zapłaciłem i wyleciałem z chłopakiem ku klatce schodowej. Jego dłonie łapczywie jeździły po moim ciele, odpowiadałem na muśnięcia, dalej czując, jak coś w moim umyśle, mnie dzisiaj blokuje. Otworzyłem drzwi i wepchnąłem Thomasa do mieszkania, zamykając za nami drzwi. Powoli zdjąłem buty, czując, na sobie jego palące spojrzenie.
-I jak? Nadal okres?- Przysunął się lekko, gryząc płatek mojego ucha. Westchnąłem. Może powinienem? Zmęczę się i będę mógł przestać myśleć? Pozwoliłem mu się zaprowadzić do sypialni i odpowiadałem na każdy gest.
Po pół godziny Thomas opadł obok mnie i lekko wtulił się w mój bok, mamrocząc coś o przyjemnościach i zaletach awantur. Mój mózg pompował właśnie milion myśli na minutę. Czułem, jak świat mi się dosłownie rozmywa i zlewa w jedną wielką plamę. Zmęczenie nic nie dało. Spokojny oddech chłopaka wybił mnie na chwile z zamętu myśli. Spał jak dziecko. Powoli podniosłem się i naciągnąłem spodenki na tyłek. Ruszyłem do kuchni i sięgnąłem po niewielką puszkę, która kryła się w kuchni. Nowy towar, całkowicie mi nieznany i dwie tabletki, które dostałem jako gratis. Poczuje, jak zapalę... i będzie zły. Otworzyłem woreczek i wysypałem jedną tabletkę, od razu wsuwając ją pod język. Zamknąłem pudełko i schowałem w odpowiednie miejsce. Słodki posmak rozszedł mi się po języku. Po chwili świat zaczął odrobinę falować, kolory wydawały się jaśniejsze. Przymknąłem oczy i zakrztusiłem się śliną. Natłok myśli powoli malał. Uchyliłem oczy i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Twarz wydawała mi się kompletnie obca. Kim ja jestem? Czy moje istnienie naprawdę zależy tylko od mojej osoby? Czemu nie potrafię się do końca odnaleźć w realiach życia? Czy potrafiłbym ustatkować się i odnaleźć szczęście u boku jednej osoby? Czemu człowiek jest społecznikiem? Wypuściłem powietrze i przyłożyłem dłoń do zimnej tafli lustra. Osobnik po drugiej stronie zrobił to samo. Poruszyłem palcami, on zrobił to samo. Przeniosłem wzrok na jego twarz, powoli mrugnął do mnie i uśmiechnął się. Jego usta zaczęły się poruszać, jak by coś mówił. Odsunąłem się i szybko wróciłem do sypialni. Thomas słodko spał. Usiadłem na kanapie i złapałem za szkicownik. Powoli przelewałem wszystko na papier w postaci szkicu. Śpiący drewniany, zakorzeniony. I lustro, lustro nad łóżkiem, w którym widziałem fragment swojego odbicia, które powoli puściło mi oczko. Spuściłem wzrok na papier i kontynuowałem pracę. Umysł zaczął działać na jeszcze pełniejszych obrotach. Moje ciało, powoli przestawało być moje. Czemu widzę to wszystko jako obce? Przymknąłem oczy i zacisnąłem usta. Wszystko pojebane a ja nie chcę prawdy. Nawet nie wiedziałem kiedy, na kartkę papieru zaczęły padać promienie słońca. Podniosłem wzrok i rozejrzałem się pokoju. Thomas powoli się przeciągnął.
-Hej, już wstałeś?- Popatrzył na mnie i podniósł się do pozycji siedzącej. Popatrzyłem na niego, po czym bez słowa spojrzałem na kartkę. To było … Jezu, szkic był pełen ukrytych wzorów, osób, gestów. Postać śpiąca na łóżku dawno przestała przypominać modela, postać w lustrze przypominała mi diabła.
-Mhm.
-O której wstałeś? - Uśmiechnął się lekko Thomas.
-niedawno- Skłamałem, ale tak było lepiej.
-Wory pod oczami mówią coś innego, wszystko okay?
-Tak, nie mogłem spać
-Oj, czemu?- Wzruszyłem ramionami w odpowiedzi i podniosłem się, odkładając papiery na bok. Ruszyłem do kuchni, szukając kawiarki wzrokiem. Tym razem stała pod okapem. Nalałem wody i nasypałem zmielonych ziaren, czekając, aż się zaparzy. Thomas wszedł do kuchni i sięgnął po jabłko, powoli wgryzając się w twardy miąsz.
<T>