Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chloe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chloe. Pokaż wszystkie posty

30 lis 2019

Listopadowa czystka

LISTOPADOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANDREA
ANGELICA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
CHLOE
DEARDEN
EKATERINA
HYOLYN
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
ROSALIE
VERONICA
VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JAMES
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SAMUEL
SCOTT
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

6 kwi 2019

Od Chloe CD. Axela

Trudno jest mi się zaadaptować do nowej sytuacji. Całe moje przyjacielskie relacje kręciły się głównie wokół kobiet, a gdy napotkałam jakiegoś mężczyznę, to albo był nim obleśny pijaczyna z baru, albo zajęta już persona. Nigdy nie miałam szczęścia do płci przeciwnej. Zawsze brakowało mi czegoś. Może chodzi tu o pewność siebie, może o to, że moje zdolności flirtu leżą zwinięte na podłodze i płaczą, a może… to kwestia tego, że sama nie chciałam nikogo mieć? Uwierzcie, jestem do granic skomplikowaną osobą, która często sama nie wie, czego tak naprawdę chce. Z jednej strony, siedzący przede mną niebieskooki mężczyzna nie wygląda w żaden sposób podejrzanie, aczkolwiek noszę w sobie pewną blokadę. Co ona robi? Gdy jakiś mężczyzna dzwoni — każe mi nie odbierać, gdy ktoś pisze — każe zignorować, a gdy ktoś zaprasza na kawę — wrzeszczy i rozkazuje mi prędko odrzucić tę propozycję. Boję się bliższej relacji, ośmieszenia i odpowiedzialności. Ot, cały mój lęk w trzech, prostych słowach.
— Ja… — uśmiechnęłam się delikatnie, aby jeszcze bardziej nie napinać panującej między nami atmosfery.
Dużo pracy, brak czasu, przyjazd rodziców, opieka nad chorą ciotką, spontaniczny wyjazd z przyjaciółkami? Którą wymówkę dzisiaj wybrać? Mój umysł kłębił się już nad różnymi zakończeniami tej sytuacji i przygotowywał sobie kilka scenariuszy, ról do odegrania. Najgorsze było to, że aktorką musiałam być ja.
— Ty…? — odwzajemnił gest i mruknął cicho, aby o sobie przypomnieć.
Już otwierałam usta, aby wydobyć z siebie całą, ułożoną w głowie historyjkę, gdy przerwał mi to niski, nieco zachrypnięty głos dobiegający z salonu.
— Chloe, gdzie się wybierasz? — wysoki blondyn wyprostował się po dłuższej drzemce i podszedł do mnie ze specyficznym uśmiechem na twarzy, który był przepisem na katastrofę. Po chwili objął wzrokiem naszą dwójkę, zarzucił zmierzwioną grzywkę do tyłu i podał dłoń niebieskookiemu.
— Jason.
— Axel.
Gdy krótkie, męskie zapoznanie dobiegło końca, przyjaciel spojrzał na mnie zaczepnie i usiadł na sofie, kilka metrów dalej, głupkowato się uśmiechając.
Idiota.
— W takim razie, masz dziś czas na kawę? — zapytał, chyba po raz trzeci, albo nawet i czwarty. Widać, że mu na tym zależało, a ja już przymierzałam się do tego, aby mu odmówić. Jestem parszywa.
— Nie chcę się wtrącać w rozmowę, ale Chloe, z tego, co sobie przypominam, chwaliłaś mi się, że po zakończeniu dzisiejszej zmiany masz dwudniowy urlop.
Moja twarz przybrała momentalnie czerwony kolor, a dłonie pod stołem składały się w drobne pięści, które chciały powędrować wprost na twarz Jasona. Dobrze, pora zaryzykować, przecież nie może być źle. Axel zabawny, szarmancki mężczyzna o pięknych, hipnotyzujących oczach.
Ignorując kumpla, utkwiłam swoje spojrzenie na wyczekującym odpowiedzi mężczyźnie.
— Owszem, mam czas na kawę, jednak dopiero około 14.
— Świetnie. — dopił ostatni łyk herbaty, a na jego twarz wkradł się triumfalny uśmieszek.
— Gdzie dokładnie się wybieramy?
— O to się nie martw, spotkamy się pod twoim domem. — wstał, mrugnął do mnie, po czym narzucił na siebie płaszcz i pożegnał się, a jako, iż na zewnątrz robiło się już jasno, nie miałam oporów z wypuszczeniem go.
— Cholera, Chloe! —  Gdy gość opuścił progi domu, Jason wydał z siebie podejrzanie radosny okrzyk.
— A ty? Z czego tak się cieszysz? Mam ochotę wytargać cię za drzwi. — burknęłam ponuro, sprzątając kubki z wysepki.
— Fajnie jest cię widzieć wreszcie z jakimś chłopakiem! Przecież tak ładna i zadbana kobieta nie może zostać starą panną z całym stadem kotów.
— Nie pogrążaj się już i po prostu się zamknij.
Zachichotał, klasnął radośnie w dłonie i udał się do swojego mieszkania, które… Znajdowało się naprzeciwko drzwi mojego.
Może nawiązana dopiero relacja będzie początkiem końca mojego nudnego, rutynowego życia?
Zobaczymy.

Axel?

26 lut 2019

Od Chloe CD. Axela

— Nie od ciebie. 
Te słowa spowodowały, że mój wzrok mimowolnie zatrzymał się na twarzy mężczyzny i utkwił na niej przez dłuższą chwilę. Dopiero teraz mogłam dokładniej przyjrzeć się nowemu znajomemu. Wyglądał na bardzo zadbanego elegancika, który w jakimś stopniu stara się kroczyć za panującą modą. Gęsta, kruczoczarna grzywka, charakterystyczne dla mężczyzny rysy twarzy i hipnotyzujące oczy napawały mnie pewnością, że stojący przede mną przystojniaczek musi mieć sporo grono znajomych, zapewne płci żeńskiej. Co więcej, pojawiają się we mnie pewne wątpliwości, czy aby na pewno jest on singlem, bo to aż dziwne, żeby facet o takim wyglądzie był samotny. 
Chloe, przestań analizować i skup się na chwili obecnej. 
Potrząsnęłam delikatnie głową, po czym wysunęłam dłoń do przodu i leniwie spojrzałam na zegarek. Za niecały kwadrans wybije piąta nad ranem, co nie zmienia faktu, że ciągle jest ciemno i pozostanie tak przez co najmniej półtorej godziny. Co więcej, temperatura dzisiaj była wyjątkowo niska, a ja toczyłam wewnętrzną walkę ze sobą nad tym, czy zaproponować Axelowi pozostanie w moim domu do ranka. Z jednej strony, powinnam to zrobić, jednak patrząc na to z innej perspektywy, znam tego mężczyznę od nieco ponad godziny, więc otworzeniu mu drzwi do domu jest czymś skrajnie irracjonalnym. 
Cholera, znowu za dużo myślisz. 
— Pomyślę nad tym. — kąciki mych ust nieznacznie się uniosły, tworząc delikatny, wręcz niewidoczny uśmiech. — Ale wypadałoby chyba podzielić się numerami, co? — zachichotałam cicho, po czym sięgnęłam do kieszeni płaszcza, aby wyciągnąć telefon. Chłopak zrobił to samo i takim oto sposobem w mojej skromnej liście kontaktów zawidniał Axel. Jakby tego było mało, alfabetyczne ułożenie sprawiło, że znajdował się najwyżej, przez co czułam się dosyć nieswojo. 
— Cóż, chyba musimy się już rozstać, co? — przygładził swoją nieokiełznaną, czarną grzywkę, obdarował mnie nieco zmieszanym spojrzeniem i wzdrygnął się z zimna. 
Może to, co zrobię, będzie wielkim błędem, ale nie mogę patrzeć na to, jak chłopak dygoce i udać się teraz do ciepłego domu. To byłoby skrajnie bezczelne. 
— Może zostaniesz na chwilę u mnie i nieco się ogrzejesz, hm? — uniosłam nieśmiało wzrok i oczekiwałam na odpowiedź. 
Mężczyzna zawahał się przez moment, jednak po chwili wyszczerzył swe śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu. 
— Nie chcę cię obciążać… — burknął ciszej. 
— Dobrze, nie gadaj tyle, tylko chodź. Nie zamierzam później czytać w gazetach, że młody chłopak z Avenley River skończył w szpitalu z powodu hipotermii. — wydałam z siebie cichy rechot i najwidoczniej byłam na tyle przekonująca, że Axel postanowił mnie posłuchać. 
Właśnie zmierzaliśmy do wnętrza budynku, a po chwili wychodziliśmy już z windy i przemierzaliśmy wąski korytarzyk, aby ostatecznie dotrzeć przed drzwi mojego mieszkania. 
Mozolnie sięgnęłam do kieszeni, po czym wyciągnęłam z niej kluczyk i wsadziłam go do zamka od drzwi, delikatnie przekręcając. Byliśmy już w środku. Oto moja ostoja. Ciasne, nieco zagracone mieszkanko w średniej klasy bloku. 
— Rozbierz się. — mruknęłam, a gdy zdałam sobie sprawę z dwuznaczności tego słowa, momentalnie na moją twarz wkradł się rumieniec. — W sensie, kurtkę. Tu jest wieszak. — wskazałam palcem, a po chwili wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam czyjeś chrapanie. 
Cholera. 
Gdy Axel ściągał buty, ja ruszyłam w kierunku źródła dźwięku i zauważyłam, że na mojej sofie śpi Jason. Świetnie, widzę, że postanowił przenocować sobie dzisiaj u mnie. Dlaczego mój przyjaciel jest tak wielkim pasożytem? 
Wydałam z siebie ciche westchnienie i nakryłam mężczyznę kocem, po czym ruszyłam w kierunku gościa i zaprosiłam go do kuchni. 
— Herbaty?

Axel?

24 lut 2019

Od Chloe CD. Axel

Praca na nocną zmianę daje się we znaki i sprawia, że po kilku dniach staję się cieniem człowieka, a wykonanie codziennych czynności przychodzi mi z kilkukrotnie większą trudnością. Nawet prowadzenie sensownej rozmowy z jakimś obcym mi mężczyzną staje się nie lada wyzwaniem, jednak muszę mu jakoś sprostać. Zacznijmy jednak od tego, czy chłopak o kruczoczarnych włosach w ogóle odważy się do mnie odezwać po tym, jak bezczelnie go zignorowałam. Cholera, Chloe.
To jest klient. Musisz być uprzejma nawet wtedy, kiedy zasypiasz na siedząco.
— Często tutaj przychodzisz? Nigdy wcześniej cię tutaj nie widziałem. — zaczął ponownie, sprawiając, że wydałam z siebie ledwo słyszalne westchnienie ulgi i uniosłam leniwie wzrok, zatrzymując się na jego niebywale niebieskich oczach.
— Bardzo często. Dużo częściej, niż bym chciała. — kąciki mych ust uniosły się na ułamek sekundy, tworząc zadziorny uśmieszek.
— Kto by się tego spodziewał. — zagarnął grzywkę, która uporczywie spadała mu na czoło, zasłaniając tym samym jego pole widzenia. — Masz do tego miejsca jakiś sentyment? 
Byłam prawie nieprzytomna. Liczne filiżanki obrzydliwej kawy, którą musiałam w siebie wtłoczyć, nie dawały nic, a ciepło unoszące się w lokalu i cisza spowodowana brakiem klientów nie pomagała mi w utrzymaniu toczącej się właśnie rozmowy.
— Nie mam. Szczerze? Nie przepadam za tym miejscem.
— W takim razie, po co tu przychodzisz? — zmarszczył brwi w geście niezrozumienia i przyglądał mi się z zaintrygowaniem.
Podobało mi się to.
Przyjrzałam mu się dokładniej, po czym poprawiłam się na krześle, ukazując mu swój uniform, w całej jego okazałości. Mężczyzna momentalnie zrozumiał mój wymowny gest i wydał z siebie cichy pomruk, lekko się uśmiechając.
— Teraz już wiesz. — zachichotałam cicho, po czym oparłam łokcie na blacie baru i utkwiłam spojrzenie w jednym punkcie za oknem.
To nie tak, że celowo urywam rozmowę, czy w jakikolwiek sposób unikam nowego znajomego. Cóż tu dużo mówić. Nie należę do osób zbyt wylewnych. Preferuję niezmąconą ciszę, spokój i milczenie, jednak nie gardzę ożywioną rozmową. Postać niebieskookiego mężczyzny poniekąd mnie intryguje. Każdy człowiek, którego poznaję, jest jedną wielką zagadką, którą pragnę zgłębić, jednak zmęczenie opanowuje mnie do tego stopnia, że czuję się tak, jakbym wracała do domu po jakiejś ostrej, zakrapianej zabawie i nie mam chęci myśleć nad tematem do przedłużenia rozmowy.
Z przerażającej apatii wyrwał mnie dźwięk talerza z wielkim, tłustym burgerem, który sunął przez blat i zatrzymał się tuż przed oczyma jedynego klienta.
— Voila! — kucharz krzyknął entuzjastycznie, po czym poprawił swój siwy wąs i obrzucił danie takim spojrzeniem, jakby było to co najmniej dzieło sztuki. Ciągle zastanawia mnie, skąd ten staruszek ma tyle energii i zapału do pracy. — Widzę, że Chloe siedzi na swoim miejscu. Gratulacje młody, nie uciekła. — facet zaśmiał się dźwięcznie, a jego rechot rozniósł się echem po opustoszałym lokalu.
— Nie jestem aż tak przerażający, prawda? — młodzieniec chwycił burgera w dłonie, wziął spory kęs i zatrzymał na mnie swoje ciekawskie spojrzenie, chcąc mojego potwierdzenia.
— Tak, znaczy nie. — zająknęłam się, po czym położyłam dłoń na czole, zachichotałam z własnej głupoty i naprostowałam, żeby chłopak nie czuł się urażony. — W sensie, nie jesteś.
Niebieskooki uśmiechnął się szeroko, ochoczo przeżuwając zamówione przez siebie danie, po czym puścił do mnie oczko, co spowodowało u mnie falę ciepłego dreszczu, który skutecznie mnie rozbudził.
Chciałam włączyć się do rozmowy, jednak dwaj mężczyźni zaczęli prowadzić ożywioną rozmowę o tym, jak dawno się nie widzieli, dlatego wolałam im nie przeszkadzać. Ze znudzeniem uniosłam głowę i spojrzałam na zegarek.
Czwarta piętnaście. Moja zmiana dobiegła końca już kwadrans temu, co ja tu jeszcze robię?
Zwinnie wstałam, udałam się na zaplecze, gdzie przebrałam się we własne ciuchy, po czym chwyciłam torebkę, pożegnałam się z kucharzem i omiotłam wzrokiem lokal w poszukiwaniu czarnowłosego mężczyzny, a gdy nigdzie nie mogłam go znaleźć, wyszłam na zewnątrz.
Kto by się spodziewał. Moja ‘zguba’ właśnie zakładała kaptur na głowę i już miała ruszać przed siebie, jednak rozpoczęłam rozmowę.
— Gdzie pan idzie o takiej porze? — zadygotałam z zimna i schowałam dłonie do kieszeni popielatego płaszcza.
— Muszę wrócić do domu. — zaśmiał się dźwięcznie, a ja tymczasem obrzuciłam spojrzeniem drobny parking, widząc tylko swój samochód [a dokładniej swojego przyjaciela].
— Pieszo? — wzdrygnęłam się na samą myśl podróży w takich warunkach.
— Na to wygląda.
— Cóż, mogę pana podrzucić, jeżeli pan chce. — wysiliłam się na delikatny uśmiech i powolnym krokiem ruszyłam w kierunku samochodu.

Axel?

29 paź 2018

Od Chloe CD. Logan

— Jestem Logan. Logan Blake.
Moja dłoń mimowolnie wysunęła się do przodu, aby móc uścisnąć rękę mężczyzny, którego dane mi było poznać w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Najprawdopodobniej odcisnęły one na Loganie swoje piętno, przez co na jego twarzy malował się dziwny grymas.
— Chloe O'Neill. — pracownica zgrzybiałej rudery zwanej barem, która wylała na pana zamówioną kawę. — Miło poznać. — na smutną, zamyśloną twarz wkradł się delikatny uśmiech, który niekoniecznie był szczery, ale stał się już nieodłącznym elementem podczas poznawania nowych osób.
Tak samo jest z utartym zwrotem "Miło poznać", który wymawiamy bez większego przemyślenia, nawet gdy nie darzymy poznanej osoby zbytnią sympatią.
Dlaczego się tak dzieje?
Chciałabym wiedzieć.
Może kiedyś odpowiem komuś "Niemiło poznać", całkowicie sprzeciwiając się temu dziwacznemu, cholernie zakorzenionemu zwrotowi.
Ha, to byłoby coś!
Dobrze, Chloe, wracaj na ziemię i pociągnij tę rozmowę dalej.
Cóż by tu odpowiedzieć?
Nie możesz być przecież na takim dnie towarzyskim, żeby nie potrafić się nawet sensownie odezwać?
Chloe, kurna.
— Przepraszam, ale spieszę się do pracy. W każdym bądź razie, nie zdążyłam wczoraj panu powiedzieć, że może pan dostać od nas kawę na koszt firmy, za moją nieuwagę.
— Być może skorzystam.
Kiwnęłam potwierdzająco głową, co było swego rodzaju pożegnaniem, po czym odwróciłam się na pięcie i "potuptałam" w swoich ultra niewygodnych szpilkach do miejsca pracy, nazywanego przez moją współpracowniczkę "miejscem tortur".
*
Lokal jak mogłam się domyślić, świecił pustkami, dzięki czemu miałam czas na odebranie telefonu od Jasona - mojego najlepszego przyjaciela, którego znam już od liceum.
— Cześć stary. Masz jakąś sprawę?
— Witaj skarbie. Nie uwierzysz, kogo spotkałem na ulicy.
—  Swoją siostrę, której nie masz?
— Kuzyna!
— Którego?
— Jak myślisz?
— Cholera, przestań bawić się ze mną w zgadywanki, tylko gadaj, bo się rozłączę.
— Aarona.
— I jak, rozmawialiście?
— Nie. Chyba mnie nie rozpoznał.
— Cóż, nie dziwię mu się. Przez ostatnie lata sporo się zmieniłeś.
— Racja, ale on również się nie pozostał bez zmian, ale mimo wszystko, ciągle jest tak samo nadęty. — moje uszy zostały zbombardowane niskim, dźwięcznym śmiechem Jasona, na który zareagowałam tym samym.
— Oj, Jay Jay, ty i twoje przygody. Wybacz, ale muszę już kończyć. Jakiś klient wszedł właśnie do tej zapchlonej rudery.
— Dobrze, pa!
Schowałam telefon do kieszonki od fartucha i przyjęłam zamówienie od pierwszego w tym dniu gościa.
*
Właśnie nadeszła godzina zamknięcia.
Wszyscy z triumfalnymi uśmiechami przebierali się we własne stroje i z ulgą czyścili ostatnie stoliki.
Chwyciłam torebkę, chcąc wyjść, jednak omal nie stratowałam jakiegoś wysokiego mężczyzny.
— Logan?
— Chloe?
— Co ty tu robisz o tej godzinie?
— Przyszedłem napić się kawy.
Do zamknięcia zostało jeszcze kilka minut, więc cóż - jestem zmuszona przyjąć zamówienie.

Logan?

15 paź 2018

Od Chloe do Logana

          Zacznijmy od tego, iż już w momencie, w którym otworzyłam swoje znużone ślepia, zaczęło towarzyszyć mi dziwne przeczucie, że dzisiejszy dzień będzie beznadziejny. W każdym możliwym aspekcie.
***
      Ubrałam chrzanione rajstopy, w których czułam się niczym w pajęczej sieci, po czym przywdziałam mój uniform kelnerki, na który składała się żałośnie krótka spódnica, uwłaczająca mi kobiecej godności oraz dziwna, nieco porozciągana bluzka z tajemniczego, niezidentyfikowanego materiału, po którym zapewne nabawię się obrzydliwej wysypki.
Ubrana w ten oto głupkowaty strój, którego nie podarowałabym nawet bezdomnej, wyszłam, pokazując się całemu światu i z rumieńcami na twarzy unikając obleśnych spojrzeń, które przenikały mnie w każdym możliwym momencie.
A może po prostu nikt nie zwraca na mnie uwagi, a ja mam jakieś żałosne złudzenia?
Możliwe, gdyż wokół nie było nikogo, a ja szłam własnie pustą uliczką, prowadzącą do starej speluny, która przybrała sobie zacnie brzmiące miano baru.
Szarpnęłam za drzwi i odwiesiłam płaszcz na wieszaku przy wejściu, meldując się tym samym w pracy.
Jak zwykle, pusto. 
Widziałam tylko pojedynczych, stałych bywalców, którzy ryzykują własne życie, jedząc w tym miejscu, mimo tego, iż niejednokrotnie słyszało się o zatruciach, czy innych dziwacznych przypadkach, które dotykały gości, a raczej śmiałków, stołujących się tutaj.
Przywitałam się ze współpracownikami, a mianowicie: moją koleżanką feministką, której włosy z każdym dniem przybierają inny kolor, a na twarzy pojawia się nowy kolczyk. Kobieta ta nie szczędzi w słowach i ma w zwyczaju mówić to, co myśli, nierzadko wyrażając to za pomocą całych wiązanek wulgaryzmów.
Mimo jej dziwacznego stylu bycia i jeszcze dziwniejszych poglądów, cenię w niej szczerość i uważam, że gdyby ściągnąć jej całe to żelastwo z ciała i doprowadzić jej fryzurę do ładu, to byłaby w sumie całkiem urodziwą kobietą, ale na razie chyba się na to nie zapowiada, bo z tego, co widzę, dziewczyna ta preferuje styl bombki choinkowej - miliony niewspółgrających barw i pozornie groźny wygląd, który nadają jej kolorowe tatuaże i kolczyki.
Zasada obchodzenia się z nią jest prosta: nie możesz dać po sobie żadnej słabości, bo wykorzysta moment, w którym upadasz i wejdzie ci na głowę, ba! Nawet bezczelnie na niej usiądzie i zaśmieje ci się triumfalnie prosto w twarz.
— Cześć, Loe. — usłyszałam niski głos mojego współpracownika, po czym poczułam, jak ktoś zamyka mnie w silnym, męskim uścisku.
Ten emocjonalny niedorostek to Brandon, mój kumpel z baru, który charakteryzuje się tym, iż jest chrzanionym casanovą i podrywa wszystkie, ale to wszystkie kobiety, które napotka na swojej drodze, począwszy od starszych, pięćdziesięcioletnich paniuś, a skończywszy na licealistkach.
Obrzydlistwo.
— Hej, Bran.
Wyplątałam się z objęć podrywacza i z przymuszonym uśmiechem na twarzy, chwyciłam notes oraz długopis, po czym udałam się w kierunku baru, chcąc przyjąć zamówienie od trzech, łysych mięśniaków, którzy wyglądali mi na recydywistów, a do tego uciekinierów.
Czy mam się obawiać o własne życie?
Przełknęłam ślinę i pstryknęłam długopisem.
— Dzień dobry. Mogę złożyć zamówienie?
— Tak. — burknęli ponuro i przez najbliższą minutę wymieniali dania, które chcą zakupić. Szczerze powiedziawszy, miałam wrażenie, że zamówili całe menu.
— Dobrze, dziękuję. — wyrwałam karteczkę z notatnika i ruszyłam w kierunku serca baru - kuchni, która delikatnie mówiąc, była w opłakanym stanie. Kurz, stare, powyginane sztućce, garnki z pozdzieranym dnem, tępe noże i mrożone, nieświeże składniki.
Żal mi klientów, naprawdę.
***
Po dobrych trzydziestu minutach powoli wyniosłam gotowe dania i położyłam je ostrożnie przed twarzami trójki gości.
— Smacznego. — mam nadzieję, że się nie otrujecie.
Kiwnęli lekko głowami i zaczęli pożerać obfitą zawartość talerzy, niekulturalnie przy tym mlaskając.
Oto nasza klientela.
Wróciłam za ladę i ze znużeniem obserwowałam kolejnych przybyszów, którzy wchodzili, czy wychodzili, zamykając za sobą trzeszczące drzwi lokalu.
***
             Właśnie stałam przy stoliku numer "nie pamiętam" i po raz kolejny spisywałam na karteczce zamówienie. Tym razem krótkie, czyli takie, jakie uwielbiam najbardziej.
Kawa.
Mrożona kawa.
Ruszyłam w stronę kuchni, a następnie, po krótkiej chwili wróciłam z lodowatym napojem i położyłam go na stoliku młodego mężczyzny.
A przynajmniej próbowałam położyć, gdyż przerwał mi w tym przeraźliwy huk tłuczonego talerza, który dobiegł z kuchni i spowodował, że mokry kubek wyślizgnął mi się z rąk, lądując tym samym na kolanach poirytowanego klienta.

Logan?

14 paź 2018

Chloe O'Neill


Na zdjęciu: -
Motto: "To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia."
Imię: Wrażliwa i delikatna kobieta, której imię doskonale współgra z aparycją, jak i charakterem. Ta krucha istota nazywa się Chloe, dla przyjaciół - Loe.
Nazwisko: Niezbyt często spotykane nazwisko, które w połączeniu z charakterystyczną pisownią spowodowało, że dziewczyna niejednokrotnie musiała je powtarzać, czy z poirytowaniem przeliterowywać osobom, które dopiero ją poznały - O'Neill.
Wiek: Dwudziestodwuletnia kobieta, która boi się wejścia w skomplikowane, dorosłe życie i ciągle pragnie pozostać w rodzinnym domu, funkcjonując beztrosko w swojej ostoi.
Data urodzenia: To oczko w głowie jej matki przyszło na świat siedemnastego lipca, podczas nieznośnie upalnego lata.
Płeć: Kobieta.
Miejsce zamieszkania: O dziwo, ciasne, wynajmowane mieszkanie na czwartym piętrze, mieszczące się przy ruchliwej drodze prowadzącej do centrum miasta, zupełnie zaspokaja wymagania dziewczyny i sprawia, że ta po całym dniu w pracy chętnie tam wraca, aby choć na moment móc zatrzymać ekspresowe tempo, z jakim toczy się życie, rozsiąść się na trzeszczącej sofie i oglądnąć jakiś serial na niewielkim, trzydziestocalowym telewizorze lub odwiedzić swojego najlepszego przyjaciela, który zamieszkał tuż naprzeciwko i udziela jej kluczy do swojego domu.
Warto dodać, że lokum Chloe urządzone jest w dosyć nowoczesnym i minimalistycznym stylu, który nie wyróżnia go od innych, a raczej powoduje, że wygląda nudno i szablonowo, tak jak tysiące innych mieszkań, w których dominuje zimny, biały kolor, pozbawiony jakichkolwiek uczuć.
Orientacja: Heteroseksualna.
Praca: Kelnerka, która musi cierpliwie znosić żałosne zaczepki klientów płci męskiej, którzy żyją w złudnej świadomości, że są nieziemsko przystojnymi panami świata.
Charakter: Charakter, który ukształtował się u Chloe, jest swego rodzaju odzwierciedleniem tego, przez co przechodziła w młodości.
Zacznijmy od tego, że stając twarzą w twarz z tą młodą kobietą, ujrzycie nienaturalnie cichą, nieśmiałą osobę. I nie, ona nie ma drugiego dna, czy innego oblicza, które ujawnia się dopiero po jakimś czasie. Chloe po prostu taka jest.
Lata gnębienia w szkole przez to, jaki zawód wypełniała jej matka, odcisnął swe piętno na wówczas młodej, nieuświadomionej dziewczynie, która z każdym dniem stawała się niczym odludna wyspa, nieodkryta przez nikogo, pełna niezgłębionych tajemnic, których nikt nawet nie śmiał poznać.
Wycofana kobieta bez większych ambicji, która do tej pory usilnie próbuje pojąć, dlaczego świat postanowił obrać ją jako swoją ofiarę i sprowadzić na nią tyle nieszczęść, które wyniszczyły ją psychicznie.
Skromna, małomówna, aczkolwiek inteligentna dziewczyna, która mimo często odmiennego zdania w różnych dyskusjach, woli milczeć, w obawie przed krytyką i odrzuceniem, którego zdążyła doświadczyć już zbyt wiele.
Wrażliwa i empatyczna persona, która zawsze pociesza swoich nielicznych znajomych, mimo że sama ma na swojej głowie dziesiątki problemów, o których nikt nawet nie wie.
Skora do pomocy, bezinteresowna dziewczyna, która skrycie pragnie, aby ktoś wreszcie zwrócił na nią uwagę.
Aby ktoś ją docenił.
Aby ktoś obdarował ją ciepłym uśmiechem.
Aby ktoś powiedział jej drobny komplement.
Jeżeli więc chcesz sprawić radość tej kruchej istocie, nie musisz kupować jej prezentów, czy zabierać do ekskluzywnych restauracji. Wiedz, że wystarczy tylko ciepłe słowo, aby na twarzy tej smutnej, pragnącej uwagi szatynki pojawił się szczery uśmiech.
Hobby: Zawsze lubiła pisać, dając tym samym upust swoim emocjom. Gdzieś w odmętach jednej z szafek przechowuje swój stary, pożółkły pamiętniczek, w którym wszystkie skrywane przez nią emocje zostają obnażane, a co więcej, utrwalone.
Aparycja:
- wzrost: Można rzec, że nie należy do grona długonogich blondynek, gdyż mierzy zaledwie 1.64m, ale jest to jedna z niewielu cech wyglądu, które dziewczyna w sobie akceptuje.
W końcu zawsze można ubrać szpilki, prawda?
- waga: Nigdy nie miała problemów z otyłością, a aktualna waga, która wynosi 53 kilogramy sprawia, że Chloe czuje się dobrze w swoim ciele, a to chyba najważniejsze.
- opis wyglądu: Drobna, smukła ni blondynka, ni szatynka o figurze, którą często chwalą jej znajomi. Kobieta o dużych, inteligentnych oczach, którym wyrazistości nadają ciemne brwi. Cerę ma dosyć jasną, ale nie chorowitą. Jej włosy sięgają ramion i zdobią drobną, smukłą twarz delikatnymi, niesfornymi falami, które o dziwo nie wyglądają niechlujnie, a elegancko. Kąciki jej pełnych ust najczęściej są opadnięte i rzadko kiedy unoszą się w uśmiechu. Kobieta ubiera się w sposób luźny i przede wszystkich wygodny, ale zarazem schludny. Ma lekkie problemy z doborem ciuchów na odpowiednie okazje, dlatego nigdy nie gardzi sukniami, czy bardziej wizytowym strojem, nawet, jeżeli wybiera się na jakieś drobne spotkanie.
- pozostałe informacje: Jej lęk przed igłami sprawia, że szatynka wzdryga się na samą myśl zrobienia sobie tatuażu, czy przebicia jakiejkolwiek części ciała. Na szczęście zabieg przekłuwania uszu odbyła w tak młodym wieku, że nie jest sobie w stanie go przypomnieć.
- głos: Wysoki, kobiecy i przyjemny dla ucha, aczkolwiek nieco stonowany, przez co momentami monotonny, bez większych emocji.
Historia: Wychowywała się w sporym mieście, którego głównym priorytetem mieszkańców były pieniądze. Jako, iż jej matka była księgową w jednej z drobnych firm, a ojciec pracował jako kierownik budowy, od zawsze była przedstawicielką rodziny średniej klasy, jednak nie sprawiało to dziewczynie problemu, gdyż niczego jej w życiu nie brakowało.
Była szczęśliwym, radosnym, poznającym świat dzieckiem do momentu, w którym rozpoczęła swoją edukację w jednej z elitarnych szkół w mieście.
Dziewczyna znalazła kilka przelotnych przyjaźni, jednak gdy była w pierwszej klasie szkoły średniej, zaprzyjaźniła się z nową uczennicą - Victorią, którą obdarzyła wielkim zaufaniem.
Tygodnie mijały, a życie Chloe zaczęło się komplikować, gdyż jej matka została zwolniona, przez co rodzina przeszła ogromny kryzys finansowy i wpadła w obsesję oszczędzania. Nastolatka musiała nosić tańsze ciuchy, nierzadko z second-handów, czy po swoich starszych kuzynkach, co wywołało sensację w jej klasie, która początkowo zaczęła obgadywać ją za plecami.
Gdyby tego było mało, ojciec Chloe popadł w problemy alkoholowe i po wielu kłótniach rodzinnych, incydentach z użyciem przemocy, zarówno słownej, jak i fizycznej, postanowił się rozwieść, porzucając tym samym rodzinę, która została bez żadnych środków do życia.
Matka dziewczyny czym prędzej zaczęła szukać pracy i podjęła zawód sprzątaczki w szkole Chloe na czas nieokreślony, aby móc mieć jakiekolwiek fundusze.
Załamana nastolatka wyjawiła wszystkie swoje tajemnice o rozbitej rodzinie i pracy matki swojej przyjaciółce, jednak ta rozpowiedziała to wszystkim, chcąc przypodobać się szkolnej elicie i zdobyć ich szacunek.
Od tamtego momentu do Chloe przylgnęła łatka biedaczki i życiowej nieudacznicy, której nie kochał nawet rodzony ojciec, co udowodnił, porzucając swoją żonę i córkę na pastwę losu.
Te wydarzenia bez dwóch zdań wpłynęły na psychikę nastolatki i zmieniły jej pogląd na przyjaźń, zaufanie i życie. Zawsze zabawna, towarzyska, stała się zdystansowana i nieufna. Nie mówiła o sobie nic, zamknęła się, stając się dla wielu zagadką.
Oschła, wycofana, po prostu smutna.
Rok później poznała Jasona Browna, który uczęszczał do innej klasy, przez co nie miała z nim wcześniej styczności. Zaczęło się od wspólnego uczestniczenia w zajęciach dodatkowych z matematyki. Chłopak swoim charakterem dorównywał Chloe. Również wyglądał na nieszczęśliwego i wydawało się, iż skrywał w sobie wiele tajemnic.
Z czasem ich znajomość przerodziła się w trwającą do dziś przyjaźń.
Przyjaźń, która ponownie pozwoliła Chloe ufać innym ludziom.
W wieku 22-óch lat postanowiła przeprowadzić się do mniejszego miasta, które pozwoli jej zapomnieć o miejscu, w którym dorastała.
Jej przyjaciel stwierdził, iż zrobi to samo i skończyło się na tym, że oboje wynajęli mieszkania naprzeciwko siebie w jednym ze starych bloków w okolicach centrum, rozpoczynając tym samym nowy rozdział w swoim życiu.
Rodzina: 
  • Co do ojca - są dwie opcje. Albo nie żyje, albo codziennie spędza noc na innej ławce, zasypiając z butelką alkoholu.
  • Matka Rebecca O'Neill - Kobieta doświadczona przez życie, której upór i chęć utrzymania rodziny, przewyższała jej własne potrzeby. Kochająca matka, dla której córka jest najcenniejszym skarbem w życiu.
Partner: Brak.
Potomstwo: Brak.
Ciekawostki: 
  • Panicznie boi się igieł i jest to lęk, który daje się we znaki w każdym aspekcie życia dziewczyny. Czy to u lekarza, czy u krawcowej.
  • To dosyć zawiłe, ale jej najlepszy przyjaciel - Jason, jest synem mężczyzny, który zwolnił matkę Chloe i rozpoczął tym samym kryzys, który zniszczył rodzinę dziewczyny. Fakt ten na szczęście nie wpłynął na relację tej dwójki, można by rzec, że nawet ją umocnił.
  • Krążą pogłoski, że ojciec Chloe odsiaduje swój wyrok w więzieniu za publiczne bójki.
  • Dziewczyna jest absolutną fanką mocnej, czarnej kawy, która u normalnego człowieka wywołałaby zapewne zawał serca.
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: Nie posiada, aczkolwiek chętnie przygarnęłaby ze schroniska jakiegoś małego, uroczego psiaka, czy kota, którym mogłaby się zaopiekować.
Pojazd: Zazwyczaj podróżuje komunikacją miejską, ale posiada prawo jazdy i gdy jest to konieczne, Jason pożycza jej samochód.
Kontakt: JulJulcia [h]