Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Althea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Althea. Pokaż wszystkie posty

3 mar 2020

Odejście

W dniu dzisiejszym żegnamy Altheę, Odette oraz Theo. 
Spoko, mam jeszcze Candice.

Od Althei - wyprowadzka

Biję się z myślami, ale czuję ulgę. Nie wiem nawet, jak sobie poradzę, co zrobię najpierw, jak zacznę wszystko od nowa, paląc za sobą dawne stosunki z ludźmi i próbując odciąć się od miejsc, w których byłam. Mogę je palić żywcem, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że wspomnień nigdy się nie pozbędę. Choćby i naszyjnik, który teraz chowam — prezent od Tylera. Pamięć oraz myśli zaklęte w zwykłym przedmiocie. Stojący na stoliku w rogu pokoju bukiet uschniętych róż od Salvadore`a, kiedy wybieraliśmy się na imprezę z okazji Caramellen. W bocznej kieszeni torby chowam pudełeczko, w środku którego jest złota bransoletka z ogniw w kształcie serduszek. Prezent od Felixa. Do dziś jest mi źle, ilekroć spojrzę na ten piękny, kunsztowny prezent, nie mogąc pozbyć się świadomości, że go odrzuciłam pomimo uczuć, jakie do niego żywiłam. Pod stosem ubrań zauważam kartkę papieru — piosenka Billy'ego Joe zadedykowana mnie. Jest już nieco stara i pożółkła. W szufladzie nadal stoi zestaw barmański jako prezent pożegnalny od przyjaciółki, kiedy zwalniałam się z pracy, odłączając od siebie feralny etap swojego życia. Sofę, choć podrapaną i oblezioną od futra Ducha, nadal kojarzę z wieloma wieczorami, które spędzałam z moją siostrą przy dennym filmie odtworzonym na laptopie. Na drzwi patrzę tak, jakby lada moment miał zapukać ojciec. W swoim pozornie czystym odbiciu codziennie zauważam brud przeszłości, łzy, ale również uśmiech. Każdą tą rzecz łączy jedna płaszczyzna. Avenley River. Miejsce, w którym wszystko się zaczęło i w którym jednocześnie wszystko się kończy.

2 mar 2020

Od Althei C.D Lucille (do Ivana)

Wskutek wystrzału dzwoniło mi w uszach. Z jakiegoś nieznanego dla mnie powodu to głód był gorszym problemem niż ziejąca, krwawa dziura w udzie mężczyzny, jego nieskończony, przerażający krzyk i stoicki spokój moich towarzyszy niedoli. Jakby to, co zrobiła Lucille, przypominało oglądanie prognozy pogody, ale brakowało jeszcze wyjątkowo chamskiego ziewnięcia, które chciało ulecieć z moich ust.

27 lut 2020

Od Althei C.D Lucille (do Ivana)

Dryfowałam jak gdyby między dwoma odległymi światami. Rozumiałam, że jestem w okropnym, wręcz kategorycznym położeniu, lecz w obecnym stanie psychicznym bywało to niemal nienaturalnie obojętne. Suchość ustach, mrowienie wymiocin podchodzących do gardła wcale nie było najgorsze. Pustka w pamięci, jedna wielka dziura — to było. Zmuszając się do nadzwyczaj ciężkich, nie prowadzących do niczego myśli, próbowałam załatać ten ubytek sensowną kupą gruzu, ale sensowność i racjonalność omijała mnie dzisiaj szerokim łukiem. Co by mi do głowy nie przyszło, ból przeganiał każdą myśl, skłaniając mnie do tego, by sobie po prostu odpuścić. Zbadajmy położenie jeszcze raz. Byłam na niewiarygodnym kacu, choć zdarzyło mi się polecieć nawet bardziej, jednak nigdy nie poczułam aż takiego zaniku pamięci, co powoduje, że impreza musiała rozkręcić się tak, jak tylko mogła. Druga, acz istotna sprawa — obecność całkowicie obcych mi osób, zwanych również jako towarzysze niedoli. Stanowczo jednak wolałam ich towarzystwo niż towarzystwo tygrysa, który prawdopodobnie całą noc spędził u mojego boku w łazience. A przynajmniej można zakładać, że to była noc.

14 sty 2020

Od Althei C.D Bellami

Oczywiście, że byłam spanikowana. Odkąd poczułam swoje dolegliwości i powiązałam je z czymś, czego niesamowicie się wystrzegałam, świat wirował mi w głowie. Otaczały mnie dołujące, złe myśl, a liczba rozwiązań, na jakie byłoby mnie stać finansowo i mentalnie — zero.
Nie chcę odwracać tego testu i oglądać wynik. Jeśli to będzie to, co myślę, załamię się jeszcze bardziej i przestanę powstrzymywać łzy, które od dłuższego czasu, wywołane wyłącznie strachem i obawami, leją mi się z lekko opuchniętych oczu. Dobra, Althea, jesteś ponad to. Przygryzam dolną wargę tak mocno, że niemal czuję metaliczny posmak krwi w ustach. Podmuchy gorącego powietrza uderzają w moją głowę od każdej strony. Cholera, przecież nie pozwolę sobie zemdleć. Ciąża to nie byłaby tragedia i droga bez wyjścia. Byłaby. Korzystając z natłoku swoich myśli, znoszę spojrzenie w dół i wreszcie wpatruję się w odwrócony wynikiem do mnie test.

29 gru 2019

Od Althei C.D Bellami (18+)

Głowę obciąża mi niesamowity ból. Czuję gorąco, które dociera ze wszystkich stron, a swoje źródło ma ono w ciepłej, jeszcze parującej wodzie i ciele seksownego mężczyzny pode mną. Łapie mnie delikatny chłód, kiedy przysuwam się do Salvadore'a na tyle, by moje mokre piersi wyszły spod tafli wody i zetknęły się z jego klatką. Słyszymy tylko głośne oddechy i głębokie, namiętne pocałunki, które bez przerwy sprawiają, że piorunuje mnie podniecenie.

6 gru 2019

Od Althei C.D Bellami

Nie mogłam powiedzieć, że lateks opinający moje ciało był przesadnie wygodny. Momentami uwierał tu i tam, sprawiając, że powstrzymywałam wielką ochotę przebrania się w coś przystępnego i typowego — na przykład Krwawą Marry, bo to kwestia długiej, białej piżamy i odrobiny białego pudru. Nie wiem, co mnie podkusiło, by wybrać akurat kostium kota, który, sądząc po tym, jak wyglądało moje odbicie w lustrze, nadawałby się do filmów dla dorosłych.
Nie, Althea, wyglądasz super. Pocieszałam się w swoich zamkniętych myślach. Wsiadłam sprawnie do auta, nie odwlekając w czasie zapięcia pasów bezpieczeństwa. Na słowo mężczyzny w mojej głowie ukazała się już cała plątanina dróg, jaką musimy pokonać. Klub Sunshine znajdował się całe osiem kilometrów stąd. Nie rozpraszałam w żaden sposób kierowcy, a jedynie wskazywałam każdy możliwy zakręt oraz prostą drogę.
Po około dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Bell zajął jedno z miejsc zatłoczonego parkingu, a ja wsłuchałam się w niesamowicie głośną muzykę bijącą od lokalu. Wręcz rozbrzmiewała w moich uszach.

5 lis 2019

Od Althei C.D Bellami

Gorące powietrze okrywało nasze ciała tak szczelnie, jak Bell ogarniał mnie w uścisku. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wiązałam jakiekolwiek głębsze uczucia z tym, co właśnie się wydarzyło. Ale jedno musiałam przyznać — czułam się z tym cholernie dobrze. Z tym, że opuściła mnie niewygodna, doskwierająca frustracja. Że pierwszy raz od dawna coś tak przyjemnego rzuciło cień na wszystkie problemy i rozterki. Chwilowa euforia pochłonęła mnie do tego stopnia, że bez dozy wahania przytuliłam się do klatki mężczyzny, zataczając palcem kółka na jego umięśnionej piersi. Panujący w pomieszczeniu półmrok sprawił, że w tym miłym położeniu stałam się okropnie senna. Dłoń głaskała mnie bezustannie po plecach. Kilka chwil później, dając upust zmęczeniu, ziewnęłam i przymknęłam leniwie oczy.

3 lis 2019

Od Althei C.D Lucia

Godziny wolności od chociażby kieliszka alkoholu pozwoliły mi pozbyć się nieznośnych zawrotów głowy. Jedyne, co mi zostało, to wciąż narastające zmęczenie i wyjątkowo przyjemne uczucie, że nic dookoła nie miało żadnego większego znaczenia — jak gdyby ktoś wparował z dłonią w mój umysł i przerwał najważniejsze kabelki nerwowe. Ale tak działa alkohol. Dostajesz parę pięknych chwil, w których nie czujesz nic, albo czujesz za dużo, ale nadmiar smutku dzisiaj na szczęście mnie nie dotyczył, dlatego nie zakończyłam tego wieczoru płacząc na ramieniu siostry. Bez narzekania, jaki to świat jest zły i niesprawiedliwy.
Kiedy Javier ze starym Santosem szczególnie upodobali sobie część salonu z telewizorem, mnie nie pozostało nic innego, jak posprzątać po rodzinnym stowarzyszeniu. Alkohol dalej krążył w moich żyłach, każdy alkomat by mi to udowodnił, jednak nie przeszkadzało mi to w zmywaniu naczyń. Przypadałaby się w końcu zmywarka.
— Nie, wiesz co — wymamrotałam i dopiero teraz, słysząc swój głos, uświadomiłam sobie, jak trudno wymówić mi pełne, trzeźwe zdanie. — Dobrze mi tu tak. Mogę sobie w spokoju pomyśleć nad życiem.

30 paź 2019

Od Althei C.D Tyler

Tyler nie powinien wiedzieć, że zgubą był naszyjnik, jaki od niego dostałam. Sentyment, więź? Nic z tych rzeczy. Ładnie wyglądał, wydawał się drogi i moje sumienie nie dawało mi spokoju, bez przerwy przywracając myśli o tym, że tak drogocenna rzecz walała się gdzieś w mieszkaniu i nie należała już do mnie. Przeszłość nauczyła mnie, by szanować wszystko, i właśnie tak zamierzałam zrobić.
— To coś ważnego dla mnie — wyjaśniłam zwięźle i tajemniczo. — Sama poszukam, to kwestia paru minut.
Mężczyzna na moją odpowiedź podniósł kącik ust w lekkim uśmiechu. Zadowolenie emanowało od niego niczym aura, którą wcześniej rozsiewały jego mokre od pocałunków usta. Moje myśli chcąc nie chcąc zawsze powracały do tego zdarzenia, jakby nie miały lepszego momentu na to.
Dlaczego tak bardzo mnie ciągnęło do tego dupka?

29 sie 2019

Od Althei C.D Bellami

O Hangagogu mogłam wiele powiedzieć. W każdym razie nic konkretnego — w końcu marne paręnaście godzin rozprawiania z nim o Bellu nie dawało mi od razu szansy na przejrzenie go na wylot. Byłam jednak pewna tego, że żył i miał się dobrze, jego szyja nie zsiniała ani nie był blady, wbrew temu wszystkiemu, co widział Bell podczas swoich odlotów od normy. Nie decydowałam się także na to, żeby przesadnie spoufalać się z obcym facetem i wprawdzie oboje ograniczaliśmy się do mało osobistych tematów.
Minęło naprawdę sporo czasu, zanim nasza naćpana śpiąca królewna zwlokła się z łóżka, a jak już się zwlekła, wyglądała znacznie lepiej niż wcześniej, choć nadal nie idealnie. Na jego skórze rozciągały się głębsze rany po szkle, a w kąciku ust dalej widniała krew, która musiała poprzednio ulatywać z wewnętrznej strony policzka. Ważne, że żył i może drugi raz pomyśli, zanim przedawkuje. Może tacy w ogóle nie myślą. Nie wiem.

28 sie 2019

Od Althei C.D Tyler

Irytacja rozrywała mnie od wewnątrz. Nie umiałam jej wytłumaczyć — ot nagłe wzburzenie na całego. Jakby tego było mało, czujny wzrok kobiety Tylera nieustannie mnie taksował, utrudniając przy tym skupienie przy pracy.
Czy nad nią też się znęca? 
Czy ją też szmaci i nienawidzi? 
Ubierała się bogato. Była pewna siebie, świadoma swojej urody i walorów, co ukazywała przez odważne gesty oraz pełną swobodę wśród męskiego zgromadzenia. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może ma swoje wpływy albo dzieli interesy Tylera, bo inaczej mężczyzna aż nazbyt zaznaczałby fakt, że należy ona do niego. W ciągu zaledwie miesiąca coś musiało ulec naprawdę dużej zmianie. Powtarzałam sobie, że kochanki Tylera i jego nędzne istnienie to ostatnie, co może mnie obchodzić, ale im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej mnie to chłonęło. Byłam wręcz zła na siebie za to, że nawet teraz, wśród obowiązków, pozwoliłam sobie skupić na czymś innym. Na czymś mniej istotnym. Niewartym ani złamanego avara.

26 sie 2019

Od Althei C.D Tyler

Wystarczyła jedna obecność, żeby wywrócić moje poczucie bezpieczeństwa do góry nogami. Ale ostatnie dwa wyraźne słowa oddały mi wszystko, co bezustannie uciekało ode mnie miesiącami. Nadzieję. Spokój. Radość. Wydźwięk tego wyrażenia odebrał mi zdolność racjonalnego myślenia i pozbawił cienia podejrzeń. Może nie musiałam obawiać się już niczego. Brama została za mną zamknięta. Jestem wolna. W ciągu ostatnich miesięcy nie usłyszałam innych słów, w jakie tak bardzo chciałam uwierzyć. Koperta z pieniędzmi, choć niewartymi bólu, dalej leżała nietknięta na moich kolanach. Wodziłam po niej wzrokiem, następnie wracając nim do Tylera. Był wstawiony, jego oczy zachodziły mgłą, wydawały się odrobinę nieobecne, lecz jedno mogłam stwierdzić — mówił prawdę. I pomimo ilości wypitego alkoholu jego głos wypowiadał słowa z niemal namacalną autentycznością.
Otworzyłam wypełnioną kopertę. Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, lecz w takim razie dlaczego w duchu prawie skaczę wskutek tego przelotnego uczucia, nieprzeplatanego żadnym kłamstwem? 

29 lip 2019

Od Althei C.D Bellami

Nie rozumiałam niczego, czego byłam świadkiem. Lustro roztrzaskane na setki małych odłamków. Krew na pięści, krew na nogach, w oczach zasiana panika i najczystszy strach, jaki kiedykolwiek widziałam w życiu. Bell płakał. On naprawdę płakał. Był to tak rzadki widok, że sama siebie posądziłam o omamy wzrokowe. Ale nie. To zupełnie realna prawda. Aż głos ugrzązł mi w gardle, sprawiając, że nie mogłam wydusić z gardła ani słowa.
„Nie widzisz tego?”, przypomniałam sobie pytanie i pojawiło się kolejne „co miałam widzieć?”. Omiotłam wzrokiem wannę, potem zamknięte okno. W odłamkach lustra, w które tak uparcie się wpatrywał, nie odnalazłam niczego niepokojącego. Chyba że chodziło o sam fakt, że jego pięść rozbiła mi lustro — to już było niepokojące. Psychotropy jednak robiły i zawsze będą robić swoje. Tydzień czasu siedziałam w zupełnym odosobnieniu od Bellamiego, ale zaledwie pojedyncze spojrzenie na niego uświadomiło mi, że jedna rzecz się nie zmieniła. Bell nadal coś brał. A może sam był tak psychicznie chory, że psychotropy przynosiły mu ukojenie? Do żadnej sensownej konkluzji jeszcze nie doszłam. Nawet spory czas znajomości nie pozwalał mi uchylić z tej niewyjaśnionej osoby choć rąbka tajemnicy.

12 lip 2019

Od Althei C.D Lucia

Mimo jej słów nadal czułam w środku znajome kłucie. Doskonale wiedziałam, że obie mamy w sobie wsparcie, ale nie sądziłam, że będę żyć w tak wielkiej niewiedzy tyle czasu — to właśnie bolało. Dowiadywanie się o cholernie ciążącej niewiedzy. Widziałam w oczach siostry tyle emocji, że drążenie tematu zapewne nie przyniesie nic dobrego.
W końcu uśmiechnęłam się na jej słowa, ciągle wpatrując się w jej jasne oczy.
- Dobra, ale bądźmy jak siostry, a nie matka z córką, okej? — Moje czoło zetknęło się na moment z jej w miłej chwili, kiedy dotknęłam jej szyi, chcąc mieć ją na parę  sekund w swoich objęciach. Usłyszałam tylko przy uchu cichy śmiech siostry.
- Jasne, jasne.

1 lip 2019

Od Althei C.D Lucia

Ja już nic nie wiedziałam. Każdy fakt teraz plątał mi się ze sobą, a wszystko za sprawą kompletnego braku zaufania — tego zmienić nie mogłam. Nie czułam żadnej wewnętrznej potrzeby, by ufać człowiekowi, który całe życie grzebie w ciemnych interesach i za ich grubą zasłoną robi wszystko, co mu się żywnie podoba, jak gdyby zupełnie ominął konsekwencje. Oczywiście, że sądziłam, iż ojciec zdradzał mamę. Po nim spodziewałabym się wprawdzie już wszystkiego, mimo że w samym środku dosłownie wyżerała mnie myśl, że jednak nie chciałam wierzyć w to, że tata był w związku z dwiema kobietami na raz. Oszukiwał kochaną, przepiękną mamę, która w moich oczach nie zawiniła nigdy. Czasem miałam jej może za złe, że musiała nas opuścić, ale czy śmierć wybiera? Czy ofiara ma wtedy cokolwiek do powiedzenia? Utknęłam w tych myślach po same kolana, sama nie wiedząc, jak dojść z tym do ładu. Problem stwarzało wszystko dookoła. Reakcja ojca, która była daleka od moich  głębokich wyobrażeń. Javier, jaki wciąż nie budził mojego zaufania, choć to całkiem normalne, że chciał poznać swojego ojca. Z chęcią się nim podzielę. A nawet go oddam, być może mężczyzna stworzy z nim lepszą, mocniejszą więź, bo mi to zwyczajnie nie wychodzi.

30 cze 2019

Od Althei C.D Tyler

Bez przerwy czułam się jak w najgorszym koszmarze, z którego nie było ucieczki. Ciemność w pokoju stała się jedyną opoką. Za ścianami non stop kręciły się ciche, ale twarde kroki, a ja wiedząc, że należą do Tylera, zalewałam się niemą falą płaczu. Kotłowała mi się w piersi, pogarszała mój stan psychiczny. Ból rozchodził się po całym układzie nerwowym i nie wiedziałam, ile jeszcze utrzymam ten ciężar. 
W dół schodów nasilały się dziwne, agresywne hałasy, które sprawiły, że na moment zapomniałam o tym, co nade mną wisi. Ruszyłam z łóżka, szybko włożyłam szlafrok, jaki odegnał ode mnie chłód pokoju. Drżącymi dłońmi, tak cicho, jak tylko potrafiłam, wymknęłam się za drzwi, by sprawdzić sytuację na dole. Niemal nie wydawałam dźwięków, samymi opuszkami palców schodząc schodami w kierunku głośniejszych dźwięków. Rozpoznałam dwa głosy, z czego jednego nie spodziewałam się długo usłyszeć. Widząc całe zamieszanie i dwóch mężczyzn, którzy byli dla mnie nikim, dostrzegłam tylko to, co chciałam zobaczyć — drzwi wejściowe stojące dla mnie otworem. Nie siląc się na dyskrecję, zignorowałam Tylera, który robił krzywdę mojemu ojcu, i ile sił w nogach wybiegłam z apartamentowca. Kiedy znalazłam się na korytarzu, w moje płuca tchnęło się zupełnie inne powietrze.

22 cze 2019

Od Althei - Zadanie 11

Deszcz pada rzęsistymi strugami. Ludzie prędko przemykają przez ulicę, by w najbliższych knajpach uchronić się przed przemoknięciem do suchej nitki. Pod żadnym dachem nie ma miejsca dla mnie. Każdy walczy o chociaż metr, byleby nie czuć, jak woda deszczowa przenika ubrania. W biegu słyszę, jak kałuże chlupią pod moimi nogami i moczą mi nogawki — całe spodnie są praktycznie mokre niczym po wizycie w aquaparku. W końcu trafiam pod wolny daszek tuż przy ulicznym zaułku i zatrzymuję się tam, zdejmując kaptur z głowy. Mamy lato, a jest tak cholernie zimno, rozmyślam w swojej głowie. Choć na termometrach widnieje prawie dwadzieścia pięć stopni, to lekki wiatr, deszcz i wilgotne powietrze nie daje mi tego upału odczuć. Gęste chmury zakrywają słońce, które nawet nie próbuje się przebić.
Nie byłabym aż tak mokra, gdyby nie facet, który bezmyślnie jadąc przy krawężniku, oblał mnie kałużą. Potem prawie potykam się o cholerną skórkę od banana na chodniku, co wydaje mi się niemal absurdalną sceną z kreskówki. Ale brnę dalej. Wyciągam telefon i dzwonię po taksówkę, która zjawia się jakieś dziesięć minut później, żeby przetransportować mnie w moje okolice. W czasie jazdy ulewa częściowo ustaje. Wysiadam tuż przed moim osiedlem i spokojnie idę w kierunku zbioru kamienic. Podchodzę do mojego budynku i staję przed drzwiami.
Ale nagle słyszę cichutkie mruczenie. Oglądam się dookoła siebie, za siebie, aż w końcu mój wzrok pada w dół, gdzie zauważam niewielkiego kota — sierść ma całkiem przemoczoną, brudną od błota, a mimo to na ryjku przyozdobionym kropelkami wody widzę ciekawość i energię. Schylam się do połowy, żeby dotknąć jego futerka. Kiedy czuje mój dotyk, natychmiast napiera na palce, unosząc ogon ku górze i smyrając mnie nim w łydkę. Dostrzegam tylko jego malutkie wahanie, gdy unoszę rękę, żeby znów go pogłaskać. Wyraźnie się boi. Czasem drży, ale mruczy, jakby prosząc o więcej pieszczot. Ostrożnym ruchem podnoszę go do swojej piersi, żeby go ogrzać — wewnętrzna część mojego płaszcza nadal jest sucha. „I co ja mam z tobą zrobić?”, pytam cicho z oczywistą świadomością, że odpowiedzi na pewno nie uzyskam. Bezdomny kot nadal mruczy, wysyłając mi lekkie, prawie nieodczuwalne wibracje. Przypomina mi się kotka Bridget, która nie była zbyt skora do głaskania, ale za to lubiła ulicę tak bardzo, jak ten tutaj. A może ta tutaj. 
Do głowy przychodzi mi, żeby oddać ją do weterynarza, pana Walsha, który już niejednokrotnie udowodnił, że jest przyjacielem naszej niezwykle licznej rodziny. Kotek wcale się nie szamota. Siedzi w moich objęciach wygodnie, przytulając się do mojego płaszcza i cichutko pomrukując. Parę przecznic stąd widzę w końcu szyld weterynarii — jest na tyle ukryta, że tylko prawdziwi wybrańcy wiedzą, że się tutaj znajduje. 
Pan Walsh jak zwykle nie ma zbyt wielu klientów z tego powodu.
- Witam. — Uśmiecham się do mężczyzny. — Mam tutaj zgubę. — Powoli wchodzę do gabinetu, ciepło przywitana przez starszego doktora.
- Witaj, Al — odpowiada. — Gdzie go znalazłaś? — Przekazuję mu kota. 
- Pod moją kamienicą. Nie wiem skąd jest, jak ma na imię, jaką ma płeć. Ale nie powinien być na ulicy, a ja nie mogę go do siebie przyjąć.
Mężczyzna kiwa głową z uśmiechem.
- Spokojnie, ja znajdę dla niego dom. — Ufam mu w tej kwestii. — Dziękuję, że go przyniosłaś. Nie brakuje idiotów na ulicy, którzy by go bez skrupułów przejechali autem.
- W takim razie ja dziękuję, i to racja, takich idiotów nie brakuje — Kiwam głową z szacunkiem. — Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. Pamiętaj jeszcze o kontroli Ducha we wtorek!
- Jasne, jasne. — Uśmiecham się delikatnie i opuszczam niewielki gabinet.

+25 PD

15 cze 2019

Od Althei C.D Tyler

Najwyraźniej w świecie ciche szepty mogły być też głosami wypowiadającymi się silniej i dobitniej niż kiedykolwiek. Tyler. Każde jego słowo było ostre niczym żyletka gładząca delikatną skórę, na której występowały już krwawe linie. Łamał mnie. Łamał bez krzty litości, wisiał nade mną niczym kat nad biedną duszą, a jego oczy błądzące za spokojem wyrażały tylko obłęd.
Kolejne słowo i kolejna obraza smagająca ucho, które drżało już od srogich, podłych słów, jakie nigdy dotąd nie padły w moją stronę. Ostatnie zdania ― zdaje się, że najgorsze z najgorszych ― były jak finalny gwóźdź w trumnie. Tyler krótkim wręcz monologiem stworzył sobie ze mnie sponiewieraną lalkę, rzucaną na wszystkie strony, ocieraną o skaliste podłoża i deptaną dziesiątkami stóp.
Zbyt szybko.
Zbyt ostro.
Zbyt boleśnie jak na bezbronną w tym momencie istotę.
A ja nie potrafiłam powiedzieć „stop”.

13 cze 2019

Od Althei C.D Bellami

Pizza była zupełną odmianą od tego, co rzucali mi w zamknięciu. Ta, cokolwiek, co widziałam teraz w lodówce, było stokroć lepsze niż resztki, które dalej powodowały w moim gardle prawdziwy odruch wymiotny. Dlatego sosy nie miały teraz znaczenia. W sumie nic nie miało. Nawet to, że zaraz przypadkiem mogę zacząć pałaszować karton i dalej będzie mi towarzyszył głód. 
Dobra, ten karton to przesada.
W ciszy kontynuowaliśmy posiłek, nie oczekując od tej przyjemnej chwili niczego więcej. Przy telewizorze, który wprawdzie robił cały hałas, skończyliśmy drugie opakowanie pizzy. Dopiero w późnym momencie mój żołądek był na tyle pełny, że niemal zrobiło mi się niedobrze od takich ilości wchłoniętego fastfooda.
- Niedługo zrozumiem, że to był wielki błąd. — Strzepnęłam z dłoni resztki okruszków ciasta. — Wielki.
- Że pizza?
- No.
- Zasłużyłaś — skwitował, chowając w buzi ostatni kęs. Potem podniósł się, by wynieść kartony. Zerknęłam wówczas na jego opatrunek, stwierdzając w głowie, że nie wyszedł mi wcale tak źle. Może powinnam pójść w stronę pielęgniarstwa, a nie sportu?