Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trace. Pokaż wszystkie posty

8 sie 2020

Czystka


LIPCOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.06-08.08 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.05-14.06 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.05, zostają wydalone

KOBIETY
ANGELINE
BETTY
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHANEL
CHARLIE
CHRISTINA
DUANNA
ELIZABETH
HANBIT
HERMIONE
IZZY
JOSEPHINE
KATFRIN
LEAH
LUCILLE
MAEVE
MALLORY
MICHAELA
NATASHA
NOELIA
PRUDENCE
SHARON
TAYLOR
VERONICA
MĘŻCZYŹNI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
CATO
CONRAD
DYMITR
ELIAS.
GABRIELL
IVAN
JAKE
JASON
JAYDEN
JONATHAN
JULIEN
LEON
LIAM
MARCUS
MICHAEL
NANNE
OLI
SIHEON
TRACE
VALERIO
YILONG
YUNLAN

26 mar 2020

Od Trace'a C.D Noelia

Jego ucieczka trwała znacznie krócej, niż mógł sobie to wyobrazić. Targały nim pełne sprzeczności myśli, jakie nie dawały mu koniecznego spokoju do napełnienia pełnych sił do dalszego życia. Mile spędził cały tydzień w domu swoich przybranych rodziców, wspominając o swoich gorszych i lepszych chwilach. Jakie było jego zdziwienie, jak wraz z przekroczeniem progu swojego rodzinnego domu, ojciec niemal chciał go udusić w swoich ramionach. Jak na swój starszy wiek, nadal mógł się pochwalić dobrą budową ciała oraz siłą. Nigdy on nie był wylewny w uczucia do swoich dzieci, będąc zapamiętany jako ten najbardziej poważny, rzucający pół słówkami do wszystkich. Jednak każdy wiedział, że tak naprawdę to nie praca była dla niego najważniejsza. Zaś bezpieczeństwo i dobro ich małej rodzinki, gdzie każdy jej członek mógł sobie ufać i mówić o swoich problemach. Trace mógł przyznać szczerze, że brakowało mu tego. Ciepłych słów matki, siedzenia wraz z ojcem w garażu nad starym samochodem, czy wspólne spacery z sunią zwolnioną z zasług dla kraju.

29 gru 2019

Od Trace'a cd. Noelii

Zdziwiony jej zachowaniem, nie wiedział jak ma zareagować. Sam też nie wiedział, co ma zrobić. Najlepszym wyjściem byłoby zawieźć ją do najbliższego szpitala, aby doprowadzić organizm do stanu odpowiedniej użyteczności. Wiedział doskonale, iż wzywanie policji nie ma znaczącego sensu w takim przypadku. Chciał znaleźć się jak najdalej od jej osoby, już nigdy nie spojrzeć w te mordercze oczy. Wystarczająco już męczył się z koszmarami, swoistym ubytkiem na psychice. Był wymęczony pod każdym możliwym kątem, podziałem psychologicznym i medycznym. Dlatego też stracił na długo możliwość dalszego rozwoju zawodowego, tego, co kochał najbardziej i zamierzał poświęcić swoje życie. Morty od początku miał rację, powinien oddać to niestabilne psychicznie gówno do pudła o zaostrzonym rygorze. Powinna trafić tam, gdzie obecnie siedział jej były wariat, którego pięknie zgarnął z swoimi ludźmi.

28 gru 2019

Od Trace'a cd. Noelii

Trace w swoim życiu nie tylko zawodowym, przeżył wiele niespodziewanych akcji. W jednej z największych w swojej młodej karierze, sam musiał wpaść w otoczenie osoby wpisanej do ujęcia. Cały rok zadawał się z zbirami, jadł z nimi i współpracował. Planował przeciwko swoim współpracownikom z wydziału, utrudniał życie publiczne i raz musiał sięgnąć po broń, dla lepszego efektu oddania grupie. Zdobycie ich zaufania, pracowanie w gangsterskim środowisku wymaga wyzbycia się wielu rzeczy, jakich nabrał na szkoleniach i nauczył się z samego życia. Tak też było możliwe w obecnej chwili, mógł to nazwać swoistym impulsem. Musiał jakoś zamknąć jej usta, aby kobieta nie kaleczyła jego uszu fałszem. Nie ufał jej pod żadnym pozorem, zaś słowa były niczym toksyna żmii w jego mniemaniu. Raz utracone zaufanie po ich wspólnej akcji, już nigdy nie miało powrócić.

Od Trace'a cd. Noelii

Nie rozumiał jak to mogło się stać, że wylądowali ponownie w istnym horrorze psychopatki. Lata praktyki i doświadczenia, praca nad sobą samym i ciągłe ćwiczenia. Wszystko co poświęcił tyle lat, oddając życie w imię bezpieczeństwa i dokonywania sprawiedliwości, poszły się jebać w jednej chwili. Jednak w tym momencie, ani żadnej innej nie martwił się o własne życie. Próbując dojść do siebie po potężnym uderzeniu, nie odwracał oczu spod przymrużonych powiek na małą dziewczynkę. Rozumiał doskonale, jaki to musi być dla niej szok. Widząc te potworności, nawet będąc zmuszoną do takiego czynu, miała gwarantowany uraz psychiczny na długie lata. Przecież nic nie zawiniła, znalazła się w nieodpowiednim miejscu. Trace wiedział, że jego przekonania powinny już dawno wejść w jego życie. Już dawno powinien mieszkać w całkowitym odosobnieniu, aby przez własną pracę nie szkodzić bliskim jego sercu osobą.

27 gru 2019

Trace Kaiden Phoenix

Źródło: Pinterest
Motto: '' Przegrywają tylko ci, którzy nie podnoszą się i nie próbują dalej walczyć.”
Imię: Na skrawku mokrego od deszczu papieru, widniało mało czytelnym pismem proste imię - Trace. Tak też mu pozostało, nawet do czasu szybkiej adopcji wtedy to małego chłopca. Jedyną modyfikacją wprowadzoną przez rodzinę zastępczą było drugie imię, Kaiden.
Nazwisko: Phoenix
Wiek: Wiek to tylko liczba, pamiętaj. Nie daj się omamić, przeżył już dużo wiosen. Obecnie liczy sobie dwadzieścia sześć lata doświadczenia, zwanego potocznie życiem.
Data urodzenia: 12.05
Płeć: Mężczyzna.
Miejsce zamieszkania: Mężczyzna od zawsze unikał zgiełku wielkich miast, dlatego upatrzył sobie mały loft na obrzeżach miasta. Może mały, ale własny. Przesuwasz w bok drewniane, okute metalem drzwi żywcem wyciągnięte z opuszczonych fabryk, od razu widzisz trzy wielkie okna. Idealnie oświetlone pomieszczenie robiące za salon jak i kuchnię, której miejsce jest w oddzielnym kawałku wielkiego pomieszczenia. Na wielkim puchowym dywanie, widzisz walające się tomy podręczników, których właściciel nigdy nie pozostawia w swoim pokoju. Właściciel już w myślach szykuje reprymendę. Udajesz się metalowymi schodami na górę. Po lewej widzisz dwie pary drzwi. Jedne prowadzą do łazienki, drugie do sypialni współlokatora. Po prawej średniej wielkości sypialnię za przeszkloną ścianą. Nawet nie próbuj wchodzić tam bez wcześniejszej rozmowy na ten temat. Tabliczka wykonana ze starego znaku drogowego wyraźnie informuje. Brudu w tym królestwie nie dostrzeżesz, Trace niczym maniak pilnuje porządku.
Orientacja: Biseksualny.
Praca: Gość nienawidzi siedzieć w miejscu, a przez posiadanie wielu zainteresowań, zmieniał pracę jak rękawiczki. Najczęściej można go spotkać na komisariacie, bądź w swoim warsztacie. Od dłuższego czasu policjant z wydziału zabójstw.
Charakter: Jego osobowość można podsumować w kilku słowach: “ Mistrz ironii i sarkazmu, lubujący we wszelkich alkoholach, który z łatwością zakończy każdy spór, obracając go w żart, lub jeszcze bardziej podsyca konflikt”Szukasz towarzystwa do picia, bądź nie wiesz, jak poderwać przedstawicielkę płci pięknej? Nic prostszego. Zapraszam do tego pana, który jest profesjonalistą w tego typu sprawach. Podać namiary?
Rzućmy okiem na szarą rzeczywistość, jaki jest naprawdę. Chodzący dupek, który bez żadnego “ale” znajdzie pretekst, aby poczuć w żyłach uwielbiane uczucie adrenaliny. Zazwyczaj raczej arogancki, śmiejący się drwiąco z innych, co sprawia mu przyjemność tym samym podnosząc mu w pewien sposób morale. Z tego powodu ludzie uważają go za podłego, jednak takim jest facetem. Lubi po prostu śmiać się z ludzkiej głupoty, chodź niekiedy bywa zagadką dla samego siebie. Podczas każdej interakcji z ludźmi, mówi co myśli, nie zważając na opinię innych ludzi. Zawsze szczery. Prawda jest zupełnie inna. Tak naprawdę jest niezrozumiały przez innych, jednak nauczył się żyć z taką myślą. Stara się unikać nawiązywania bliższych relacji. Jeśli jednak już kogoś do siebie dopuści, jest lojalnym przyjacielem, który zawsze przybędzie z pomocą. Mimo wszystko dla bliskich sobie osób ( jak najbardziej, takie osoby istnieją), służy radą… Bądź swoimi pięściami.
Słynie z inteligencji i sprytu, o czymś świadczą efektowne ucieczki z nie kolorowych sytuacji, zaistniałych w jego krótkim życiu. Nigdy się nie poddaje, podsycane niejednokrotnie upartością. Jeśli ma osiągnąć jakiś może przejść nawet po trupach, a osiągnie sukces. Życiowa zasada “najpierw myśli, potem działa”. Jest ambitnym mężczyzną. Gdy może się wydawać, że jest zajęty, zawsze skanuje wzrokiem otoczenie, by wiedzieć, na jakiej jest pozycji. Najpierw myśli, potem działa, by wybrać jak najlepszy scenariusz. Uwielbia manipulować innymi, czasem ludzie na to nie reagują, zazwyczaj po fakcie.
Hobby: Przede wszystkim uwielbia wszystko związane z mechaniką i sztuką. Ukrywa przed światem swoją artystyczną duszę. Do jego hobby należy też obchodzenie się bronią palną, co nie zawsze wiązało się z przychylnością rodziców. Dużą wagę przywiązuje do ćwiczeń, często można go przyłapać na porannym czy wieczornym bieganiu poza miastem. Czasem powraca do sztuk walki. Szlifuje umiejętności gry na pianinie.
Aparycja|
- wzrost: Szlachetne sto osiemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu, z którego jest dość dumny. Nie za mało, nie za dużo.
- waga: 79 kg
- opis wyglądu: Widząc go pierwszy raz, od razu można powiedzieć, że jest wysoki. Nawet bardzo, ma trochę ponad sto osiemdziesiąt sześć centymetrów, jednak umięśnione, dobrane do wzrostu ciało zmienia punkt widzenia. Posiada brązową czuprynę, o której wyglądu nie bardzo się stara. Jest przydługa. Artystyczny nieład dodaje mu wręcz słodkości. Jego oczy często są ozdobione cieniami, spowodowane wiecznym zmęczeniem, a pod powiekami kryją się niezwykłe oczy - prawe, czarne niczym otchłań bez dna. Lewe zaś niebieskie. Twarz niemal zawsze zdobi lekki zarost.
- pozostałe informacje: W uchu ma czarny lub srebrny kolczyk, w zależności od dnia. Jego kark, ramiona i dłonie pokryte są artystycznymi, wyrazistymi malunkami. Każdy ma wartość symboliczną i sentymentalna, opisujący jego życie niczym biografia, nie spisana na żadnym papierze. Artystyczne malunki zakrywają blizny, nabyte w przeszłości.
- głos: Andy Black
Historia: Nigdy nie miał styczności z biologicznymi rodzicami. Pewnego zimowego dnia opiekunki sierocińca odnalazły zawiniątko w progu placówki. Informacje jakie zdołały pozyskać to imię, nadane prawdopodobnie przez matkę. Jego pobyt w tamtym miejscu jednak nie trwały długo. Szybko znalazł schronienie u pewnego małżeństwa, które mimo starań nie mogli mieć własnego potomstwa. Tak Trace dorastał w domu pełnym miłości i zrozumienia, wraz z adoptowaną pięć lata później siostrą. Wychowany w duchu samorozwoju i pasji. Jednak stwarzał pozory synka idealnego w oczach rodziców, nabrał miano “idealnego, lecz z charakterem”. Otaczał się dość nie zachęcającym towarzystwem, robiąc rzeczy dla uczucia adrenaliny w żyłach. Jednak zawsze był idolem w oczach ukochanej siostrzyczki, której w mgnieniu oka starał się pomagać.
Z rodzinnego miasteczka przeniósł się na studia do wielkiej metropolii, gdzie zdołał skończyć studia. W trwającej tam nauce zdołał założyć z tamtejszym znajomym warsztat. Za oszczędzane i zarabiane w dość nielegalny sposób pieniądze, zdołał wyremontować loft nad warsztatem. Do dnia dzisiejszego mieszka tam razem z siostrą, która zaczęła niedawno studia.
Rodzina: 
Nigdy nie pomyślał nawet o kobiecie, która porzuciła go niczym śmiecia pod budynkiem domu dziecka. W jego oczach od początku jako rodziców ochrzcił Anne i Dominica Phoenix. Jego mama od zawsze była jego wewnętrznym sumieniem i osobą, z którą mógł porozmawiać. Chociaż robił to niechętnie. Obecnie kobieta ma czterdzieści sześć lat. Od zarania dziejów pracuje w firmie przewozowej, w której współzałożycielką. Mężczyzna zaś jest starszy od żony o całe cztery lata. Były żołnierz Amerykańskich Sił Powietrznych. To od niego Trace posiadł smykałkę i miłość do motoryzacji i ich nowinek. Od zawsze byli bardziej przyjaciółmi, niż relacji syn-ojciec. Na koniec Cassiopeia; jego oczko w głowie. To w jej oczach był pozbawiony wad, zmieniony w idealnego idola, z którego chciała brać przykład.
Partner: Ktoś chętny?
Potomstwo: Ewidentny brak.
Ciekawostki: 
- Przezywany przez wszystkich “ Bunny” ze względu na królicze zęby.
- Nie jest nikomu niewiadome, że chłopak popadł wręcz w nałóg palenia.
- Nigdy nie rozstaje się z nieodłączną paczką zielska oraz ukochaną zapalniczką od wujka.
- Uwielbia jeść, a jego organizm potrzebuje do w ogromnych ilościach. Często słyszy, że je za dwóch.
- Ma dotkliwe problemy z kolanem oraz ramieniem, spowodowane szalonymi przygodami. Jego ciało ozdobione jest bliznami, które planuje przykryć artystycznymi malunkami.
- Bez soczewek jest ślepy, niczym kret.
- Prędzej padnie,niż założy na siebie przesadnie kolorowe rzeczy.
- Wielokrotnie umawiał się z dziewczynami, jak z mężczyznami. Dla niego żadna różnica.
Inne zdjęcia: ---
Zwierzęta: Na razie brak.
Pojazd: Składany od zera przez wiele lat, ukochany samochód. Osoba, która go dotknie, przeważnie długo nie nacieszy się zdrową dłonią. Ford Mustang z 1969 roku.
Kontakt: Upadła

30 lis 2019

Listopadowa czystka

LISTOPADOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANDREA
ANGELICA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
CHLOE
DEARDEN
EKATERINA
HYOLYN
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
ROSALIE
VERONICA
VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JAMES
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SAMUEL
SCOTT
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

27 wrz 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Wpatrywał się w zrekonstruowane operacyjnie kolano, które uległo kolejnej dewastacji podczas akcji. Chwilę po operacji usłyszał ostatnie ostrzeżenie od lekarza ortopedy, albo zadba o poszkodowaną część ciała, albo czeka go kalectwo do końca życia. Zabijając kolejnych wrogów i uciekając z powrotem do konającej blondynki postawił sobie sprawę jasno, dość. Zamierzał zamknąć się w swoich czterech ścianach, poświecić czas wolny na powrót do zdrowia i naprawę kolejnych samochodów. Już nawet zdołał zapomnieć, jaką frajdę sprawiało mu wybrudzenie ciuchów smarem, bądź olejem, którego zmycie czyniło z prawdziwym cudem. Jego myśli krążyły wokół własnej przyszłości, o którą nie martwił się zbytnio do obecnych wydarzeń. Słuchając wyjaśnień komisarza na temat udanej łapanki, był pod wrażeniem tak szybko zaplanowanej akcji . Jednak czy złapanie tych ludzi gotowych do oddania życia w imię ich chorych poglądów, mogło coś wnieść do zamknięcia wielu spraw? O tym mogła mu jedynie powiedzieć Noellia, której stan nie był zbyt ciekawy. Jednak czy specjalnie się tym przejmował? Odpowiedź była łatwa do przemyślenia, nie.
Pierwszy raz od dłuższej chwili zawiesił wzrok na swoim byłym partnerze zawodowym, który odwiedził go w szpitalu. Nie mógł jednak przyjąć do siebie rzeczy, jakie mężczyzna starał mu się przebić do bańki. Za każdym razem kiwał przecząco.

12 sie 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Jednak równie szybko powrócił do poważnego wyglądu mimiki twarzy, kiedy przyjrzał się stanie blondynki. Może szła w zaparte ze swoimi postanowieniami, jednak nawet ona nie było cudotwórcą. Nieśmiertelną istotą na poziomie bóstw z różnych podać. W świetle zdrowia i znośności ran była na poziomie jak inni. Ze szpon śmierci jeszcze nikt nie uciekał wystarczająco długo. Cień jej skrzydeł prędzej czy później dopadał śmiertelnika, pozostawiając za sobą tylko fizyczną powłokę. Trace w tym momencie był największym idiotą, czyniąc współczucie seryjnej morderczyni. Jednak dlaczego pomagał jej z własnej woli? Była jaka była, jednak nikomu nie życzył takiego stanu zdrowia. Odetchnął z bezradności, kiedy kolejna analiza sytuacji zniknęła dość szybko w eterze. Debilny pomysł, następny.

7 sie 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Mężczyzną targnął niekontrolowany dreszcz wzdłuż kręgosłupa, a gęsia skórka zaatakowała w najmniej przewidzianym momencie. Nie chciał wyjść na słabeusza, tym bardziej w oczach byłego oprawcy. Ona sama w tak niestabilnym emocjonalnie stanie, przyglądała się wszystkiemu bacznie. Czy chciał upaść do jej poziomu? Być w tej chwili psychopatą i pastwić się nad nieznajomym? Na oba pytania odpowiedź była łatwa, nie! Posłał katowanemu współczujące spojrzenie przypominając sobie, jak niewiele czasu wstecz był na takiej samej pozycji. Przegranej i zerem w jej oczach. A jednak los był jego sprzymierzeńcem, dodatkowo chodził po tym świecie i z nią współpracował tymczasowo.

6 sie 2019

Od Trace'a C.D Dustin

Ostatnie dni jego pracy były wręcz wypełnione wrzawą, złym samopoczuciem więźniów, krzykami i papierowymi kubkami kawy, które wypadały wręcz po otworzeniu chodź odrobiny drzwi pewnego biura. Najbliżsi współpracownicy z wydziału i nawet sam pan komisarz, omijał szerokim łukiem hebanowe drzwi z zaciągniętą roletą. Wstęp do pomieszczenia i nerwy do tego miał niedawno zatrudniony współtowarzysz zawodowy Trace’a, który musiał znosić jego humory. Po komisariacie wręcz chodziły pogłoski, że pewien policjant czwarty dzień z rzędu odwiedzał dom w celu umycia się i zabrania czystych ubrań. Nie trzeba było się niczemu dziwić, brunet odrabiał robotę za dwóch. W dzień prowadził sprawy normalnych krawężników z wydziału niżej, kiedy w nocy nadrabiał ich zbędne dokumenty i prowadził własne śledztwa zabójstw. Niejednokrotnie wyzywał na swój gabinet drogówkę i ich władze, za wysłanie tak wielkiej liczby na urlopy i zwolnienia zdrowotne w tak krótkim czasie.
- Johanson… zabieraj kolejne sterty dokumentów do tych z dołu! Dodatkowo po drodze zejdź do archiwum i przynieść akta sprawy, które masz zapisane tutaj na karteczce. - mruknął, nie odrywając swojego wzroku od ekranu laptopa.

11 cze 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Zdołał tylko odprowadzić swoją współtowarzyszkę niedoli wzrokiem do drzwi sypialni, w której szybko zniknęła. Najprawdopodobniej była zmęczona tym wszystkim. Jednak jego bystry wzrok zdołał zauważyć idealną grę aktorską, kiedy próbowała zasłonić powstałe rany i ból z nimi związany. Tym samym pozorując idealny stan swojego organizmu. Nie zamierzał jednak interweniować, dla własnego dobra i spokoju. Młody stróż prawa wyszedł na taras w celu porządnego odetchnięcia ulgą oraz krótkim rozeznaniem ich położenia. Bacznie obserwując teren przy krawędzi lasu, zrzucił z klatki piersiowej górną część munduru, niegdyś należącego do członka wrogiej organizacji. Bez większego przemyślenia rzucił go na poręcz balustrady, zmieniając pusty magazynek na pełen pocisków w razie nadchodzącego niebezpieczeństwa. Nagły ruch ramieniem spowodował utrudniający oddychanie ból w okolicach żeber, gdzie widniał nieciekawie wyglądający krwiak.
Dopiero teraz adrenalina w zastraszającym tempie zaczęła opuszczać jego organizm, zalewając niespodziewaną falą bólu. Pomimo zwalczania szkodników za pomocą broni palnej, niejednokrotnie musiał interweniować siłą własnych mięśni. Kolano będące w dalszej rekonwalescencji jak i uszkodzone ramię, okazały się jego piętą achillesa. Pomimo obwiązania kończyny bandażem elastycznym podczas przebierania się w mundur, szybko odmówiło posłuszeństwa. Tylko silna wola walki spowodowała otarcie się kuli posłanej w jego stronę, podczas szarpaniny. Gdyby nie reakcja długonogiej blondi, pocisk przeszedł by na wylot. Roztrzaskując na swojej drodze kości, niszcząc mięśnie i ścięgna. Nie wspominając o wyniszczeniu narządów, w tym przypadku serca. Goryle, które początkowo uważał za chodzące ameby, okazały się mieć większe doświadczenie i wytrenowanie, niż mógł sobie wyobrazić. Noelia kategorycznie nie powiadomiła go o takich sytuacjach, a mężczyzna nie wziął takich wydarzeń pod większą uwagę. To był jednak błąd. Stojąc przed średniej wielkości lustrem łazienkowym z zaciśniętymi wargami, starał się dokładnie pozszywać ciągnącą się ranę przez bok i klatkę piersiową. Już nie mógł sobie wyobrazić sumki pieniędzy z przelewu, o jaką będzie walczył w ramach odszkodowania od pana komisarza. Zadośćuczynienie za prowadzenie konspiracyjnego śledztwa musiało dojść do skutku.Phoenix już wiedział, że zadba o to osobiście. Po umyciu swojego ciała z brudu i krwi, postanowił udać się na zasłużony odpoczynek. Naładowane siły przydadzą się na niespodziewane zwroty akcji. Będąc już w małej sypialni, położył na stojącym fotelu zdające się do dalszego użytku spodnie wojskowe i buty. Kładąc broń pod poduszką, spróbował położyć się wygodnie na swojej części łóżka. Wizja i świadomość leżącej obok niego niedoszłej zabójczyni, nie poprawiała jego sytuacji o kolorowe pozytywy. Próby rozmyślania zostały jednak zaprzestane przez nieznaczny ruch po jego prawej stronie. Szlachcianka owinięta w całą kołdrę, nieznacznie drgała przez prawdopodobne odczucie zimna.

29 maj 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Od kiedy swoją najbliższa przyszłość zawodową powiązał z policją i służbą mundurową, broń noszona przy pasie była jedynie straszakiem. Pewnego rodzaju ozdobą, świadczącą o jego przynależności. Kiedy zdarzały się pościgi za ewentualnym podejrzanym, bez braku niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia rzucał się w pogoń, polegając w całości na sile mięśni. Jednak kiedy rzeczywistość wymagała, sięgał po broń w celu postrzelenia w ramię, bądź nogę. Trace słynął z częstych wizyt na miejskiej strzelnicy, gdzie mógł wyżywać się do woli. Poprawka. Dopóki miał pod ręką odpowiedni zasób amunicji.
Obecna sytuacja w jakiej zdołał się znaleźć, trafnie utrzymała go w jednym przekonaniu - życie ludzkie jest kruche. Niczym prawdziwa porcelana, która źle użytkowana może stracić swoje piękno i pęknąć. Każda istota żywa nie była stworzeniem na miarę bogów, który bez przeszkód może postawić się śmierci. Wcześniej wspomniana postać z mrocznych legend ostatnimi czasy, nie mogła odczepić się od losu stróża prawa. W ostatniej chwili zdołał ukryć się za drewnianym regałem przepełnionym dokumentami, kiedy zdał sobie sprawę z braku amunicji w magazynku. Przełknął ślinę, kiedy zobaczył pociski utkwione w ścianie obok.
- Długonoga blondynko! Ułożyłaś w swojej mądrej i kreatywnej głowie jakiś plan, hm? - zapytał w ostatniej chwili, chroniąc drogi oddechowe przed kurzem i dymem, który powstał po granacie.
- Tutejsze wyjście nie nadaje się do wyjścia, tunel się zawalił po jakimś konflikcie tutaj. - odpowiedziała, przeładowując trzymaną w rękach broń. - Musimy grać na czas, aby przebić się na tamten korytarz.
- Chcę tylko przypomnieć… Że nie gramy w żadnym pieprzonym filmie akcji, panno Wunderrischer. - mruknął pod nosem, wychylając się powolutku za krawędź mebla. - Gramy w grę… zwaną pieprzonym życiem.
Potrzebował szybkiej analizy otoczenia, ich położenia oraz planu awaryjnego. Jego położenie było nadzwyczaj niekorzystne bez żadnej ilości amunicji. Swoją broń służbową pozostawił w samochodzie, a do pozyskanej w ostatniej chwili nie dostał konkretnego zapasu. Jego jedynym ratunkiem było przedostanie się na przód pomieszczenia, aby uzyskać pokaźny karabin od denata. Potrzebował osłony. Usłyszał zza wyjścia  przytłumione głosy. Najzapewniej obmyślali na szybko plan wydostania ich żywcem. Trace jednak nie zamierzał trafić z piekła do kolejnego. W żadnym wypadku.
- Noellia… - szepnął, machając dłonią dla zwrócenia na siebie uwagi  jego towarzyszki. Bolało go, że była jedynym jego współtowarzyszem w tym zajściu.
- Ja. Iść. Do. Przodu. - gestykulował dłońmi, co spotkało się z kpiącym spojrzeniem dziewczyny. - Ty. Osłaniać. Mnie.
Słysząc kolejne strzały oddane przez Noellie, zaczął powoli przemykać po zimnym betonie niczym żołnierz na poligonie. Mruknął pod nosem kolejne przekleństwo, przytulając się jak najmocniej do podłogi, pozwalając ukryć się w opadającym pyle po trafieniach w ściany. Modlił się tylko w myślach, aby blondynka nie postanowiła przejść na stronę Abwery, jak zdołał zapamiętać.
Kiedy tylko znalazł się przy najbliższym denacie, zaczął przeszukiwać jego wyposażenie. Bez namysłu odciągnąć zawleczkę z granatu, który rzucił do wnętrza wyjścia. Akompaniament głośnych krzyków bólu w obecnej sytuacji wydaje się być muzyką dla jego uszu. Mocniej chwycił za karabin, wymieniając w nim zapas amunicji. Tak na wszelki wypadek, dopadł do krawędzi wyjścia.
- Jest czysto... Widzę leżących facetów w mundurach, kilku się jeszcze wije w agonii. - uśmiechnęła się pod nosem niczym rasowy psychopata, wychodząc zza podziurawionego biurka.
- Jeśli mamy się ich pozbyć, przyda się atak z zaskoczenia. - pomyślał przez chwilę, przyglądając się planom tuneli wiszący na ścianie obok. - Mam pomysł.
~     *     ~
Zardzewiałe od przebywaniu w wilgotnym miejscu metalowe zawiasy puściły, pod wpływem mocnego uderzenia wzmocnioną metalową blaszką podeszwą wojskowego buta. Mężczyzna przebrany w mundur wroga zerwał płynnym ruchem bluszcz, który od wielu lat skrywał jedno z nielicznych dróg ucieczki z piwnic posiadłości. Ich plan był dość prymitywny, jeśli chodzi o szybkie granie na czas. Jednak prostota czasem była bardziej efektowna, niż jakikolwiek złożony plan działania. Trace jednak musiał się śpieszyć, aby uratować Noellie przed głową tajemniczej organizacji. Poprawiając chustę przykrywającą jego twarz, udał się w stronę zabudowań na podwórku. Jedynym minusem był materiał jego uniformu, który był za duży. Jego poprzedni właściciel był barczystym  mężczyzną, od stróża prawa. Eliminował potencjalne zagrożenie po cichu, przeważnie z efektem zaskoczenia.
- Przychodzę z meldunkiem! - powiedział, zachodząc jednego od tyłu. Chwilę potem wymierzył uderzenie nożem wojskowym prosto pod żebra. - Melduje oczyszczenie terenu i powiadomienie sił wyższych.

Noellia? 

28 maj 2019

Od Trace'a C.D Katfrin

Trace od zawsze udawał człowieka gotowego zawsze poświęcić nade wszystko swój cenny czas, aby dać wsparcie osobom. Uzyskiwane przysługi na przyszłość starannie potrafił zagospodarować, w dużej mierze na korzyść własnej jednostki. Tak też było dzisiejszego wieczoru, kiedy musiał udać się na kolację z kolegą swojej siostry. Jednak sprawianie wrażenia partnera młodszego od siebie studenta, nie zrobiło na nim większej trudności. Po zaparkowaniu czarnego Mustanga przed swoim loftem, odetchnął z ulgą. Na samą myśl o zalotnych spojrzeniach babki po czterdziestce, czuł zniesmaczenie. Całe spotkanie spowodowało beznadziejny humor u bruneta. Dodatkowo nowa sprawa usiłowania zabójstwa, nie dołożyła kolorów do jego życia.
Będąc opieprzonym przez swojego pracodawcę w temacie nawiedzenia szpitala o wczesnej porze, został w trybie natychmiastowym odesłany na kilkudniowy odpoczynek. Sprawę przesłuchania brata tajemniczej kobiety z baru, zlecił swojemu nowemu przydupasowi. Raczej on sam został przez niego mianowany tą rangą, co uderzyło w jego morale. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, jak było w przypadku Morty'ego. Starszy o kilka lat mężczyzna  który postanowił po urazie powrócić do pracy, chełpił się większym doświadczeniem. Młody stróż prawa nie zamierzał odpuścić, walcząc o swoje miejsce. Fakt zbierania przez starego nowego laur jego pracy, powodowało coraz częstszą ochotę utrudnienia jego życia.
Oto tym sposobem wylegiwał się na swoim ukochanym łóżku, wbijając wzrok w śnieżnobiały sufit. Pomimo zacienionego pomieszczenia przez rolety, sen zdawał się wcale nie nadchodzić. Zegar biologiczny heterochromika wydawał się najbardziej skomplikowany, niż inni mogli sobie to wyobrazić. Przysypiał mało godzin, noce spędzał na komisariacie grzebiąc w starych aktach, kartotekach i spisanym rozmową świadków. Analizował. Myślał, wymyślając to coraz nowsze scenariusze. Po długich przemyśleniach postanowił opuścić dotychczasowe miejsce spoczynku, na rzecz porannego maratonu po obrzeżach miasta.
- Trace Phoenix. Obecnie użytkownik telefonu jest na przymusowym odpoczynku. Jeśli jesteś nowym przydupasem, należy rozłączyć się w trybie NATYCHMIASTOWYM. - mruknął do słuchawki telefonu, parodiując automatyczną sekretarkę. - Przerywasz mi bieganie, dupku.
- Jestem świadomy twojej niechęci do nowej współpracy - usłyszał szybką odpowiedź. Jego świadomość ucieszyła stróża prawa, który tymczasem zatrzymał się - Co nie zmienia faktu, że musisz się przyzwyczaić do mojej osoby. W naszej pracy chodzi o pomoc innym, wyjaśnianie zdarzeń… A nie kłótnie na poziomie przedszkola.
- Jeśli próbujesz sprawdzić moje poczucie humoru, w obecnej sytuacji jego poziom jest znikomy. BEZ ODBIORU!

~     *     ~

Kolejne dni mijały w zastraszająco wolnym tempie, a śledztwo nie ruszyło się specjalnie do przodu. Dopiero niedawno uzyskali zgodę od lekarza, na rozmowę z poszkodowaną. Kobieta jednak milczała jak zaklęta co nie zwiastowało szybkiego rozwiązania i odpowiedzi na pytania. Trace postanowił pozostawić to innym pracownikom, samemu biorąc sprawy w swoje ręce. Przemierzał miasto swoim ukochanym samochodem, aby dotrzeć do jednego z mieszkań. Miał do wykonania proste zadanie przesłuchania mężczyzny, który tamtego poranka udał się z kobietą do szpitala. Znajdując się na miejscu docelowym westchnął cicho, na widok wielkiego podwórka. Czy ludzi nie mogą mieć innych zainteresowań, pomyślał, szukając potencjalnego śladu egzystencji właścicieli.
- Cóż… Moim zdaniem szukanie kogoś powinno się zaczynać od pukania w drzwi domu, prawda? - usłyszał za sobą dość znajomy głos. Zdziwił się widząc kobietę prowadzącą konia.
- Chyba chcesz mieć człowieka na sumieniu… Który prawie zszedł na zawał serca, hm? - powiedział teatralnie, łapiąc się za serce. W jednej chwili oddalił się o kilka kroków do tyłu, aby obronić się przed koniem. - Zabierz tą kobyłe.
- Przecież to piękne i miłe stworzenia… - jakby dla podkreślenia swoich słów, pogłaskała zwierze po szyi. - Co stróża prawa sprowadza w moje skromne progi?
- Zdarzenie sprzed kilku dni, niestety… - westchnął, przeczesując włosy do tyłu. - Wasza koleżaneczka zbytnio nie chce mówić, a myślałem, że zastanę Twojego brata. Co z tym zrobimy, hm?

Katfrin?

25 maj 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Dorosły facet w tamtym momencie odznaczył się największym debilizmem, chyba w całej historii istnienia policji. Bo który mądry człowiek odwiedza niedoszłego mordercę, w celu ugotowania mu obiadu? Odpowiedź jest jasna - żaden. Dodatkowo najgorsze było w tym to, że śmiali się w najlepsze, popijając jeden z mocniejszych, jak nie droższych alkoholi. Zawroty głowy odczuwane w tamtej chwili całkowicie psuły jego położenie. W każdej chwili mógł paść nieżywy na ziemię, a jego ciało odnalezione kilka dniu potem. Niehonorowa śmierć.  Musiał jak najszybciej wyjść na chłodne powietrze, tym samym odstawiając trunek jak najdalej. Dobrym wyjściem było dotlenienie płuc. O własnych siłach próbował wstać do pionu, tym samym dając znać Noelli, aby puściła jego ramiona.
- Moim skromnym zdaniem trunek należy… Do jednego z najlepszych, jakie zdołałem wypić w swoim krótkim życiu. Ale… - westchnął cicho, przecierając oczy wolną dłonią. - J-jednak wystarczająco dużo go wypiłem, a czeka mnie jeszcze powrót do domu.
- Tak szybko chcesz opuścić moje skromne progi, panie władzo? - zapytała, najpewniej w prześmiewczym aspekcie.  - Myślałam, że jesteś lepszym zawodnikiem.
- Proszę mi wybaczyć… Nie urodziłem się w bogatej rodzinie szlacheckiej, aby na co dzień mieć do czynienia z czymś… Takim?

24 maj 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Brunet był mężczyzną, który od kiedy pamiętał nie brak sobie do serca żadnych ostrzeżeń. Wszystko co dawało uczucie adrenaliny tak uwielbianej przez siebie, akceptował, czekając na rozwój sytuacji. Tym razem jednak było gorzej, niż mógł sobie wyobrazić. Nie miał zielonego pojęcia, dlaczego czuł się obserwowany. Przesiadując w warsztacie dni wolne, podejrzane typy ciągle podjeżdżały pod jego dom, bądź pod przykrywką potencjalnych klientów odwiedzali jego miejsce pracy. Nie mógł jednak narzekać na ich pieniądze, jakie zarobił po naprawie dość drogach jak na jego kieszeń, samochodów. Działał pod maską uprzejmego człowieka, który nie wadzi innym.
Po przeczytaniu dalszych powiązań Gustawa z dość niepokojącymi ludźmi i dość... Skomplikowaną organizacją, zaczął żałować swojej decyzji udziału z zasadzce z wariatką. Czara goryczy przelała się, kiedy Cassiopeia zgłosiła mu o pewnym cieniu, który podążał za nią na każdym kroku. Nie mieli zamiaru odpuszczać. Wtedy Phoenix zaczął potajemnie działania. Nagłośniona sprawa pływających zwłok daleko za miastem, stała się tematem numer jeden. Tajemniczy morderca postarał się upozorować zbrodnie na jedną osobę, która była znana policji od długiego czasu.
Przeszukując szafki w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy do ugotowania obiadu, co jakiś czas spoglądał za siebie. Czuł na swoich plecach badawczy wzrok, który jakby mógł wypalił by dziurę w części ciała. Sytuacja rozgrywająca się w kuchni Noelli, miała wręcz charakter całkiem normalny w świcie. Jednak tylko dla osób niewtajemniczonych. Świadomość piekła znajdującego się pod jego stopami, przyprawiała go o zawrót głowy. Trace jednak miał dość chciwy jak na jego osobę plan,który bym wręcz idealnie zaplanowany. Pod możliwym kątem. Dlaczego nie poznać wroga of zaplecza, prawda?
- Nie zamierzam brać od Ciebie jakichkolwiek pieniędzy, wykorzystam ubezpieczenie zdrowotne i dobroć policji. - odpowiedział na spostrzeżenie jego towarzyszki, kiedy zaczął poszukiwać potrzebnych naczyń do gotowania. - Nie chcę od Ciebie nic. Spłacam tylko dług, względem Ciebie.
- Jednak wataha psów... Znaczy stróżów prawa ma jednak honor i szlachetne cechy? - zaśmiała się dość drwiąco, zasłaniając dłonią usta. Jakby chciała zachować pozory niewinnej dziewczynki.
- Jesteśmy tylko zgrają debili, biegających niczym dzikusy z bronią. - odparł, obierając potrzebne warzywa. - Robię to własnego poczucia obowiązku, jestem nade wszystko leniwym psem… Przez Twój jakże świetny plan ujęcia goryla, mam na głowie ludzi życzących mi śmierci.

~. *.  ~

Policjant wydziału zabójstw wchodząc do salonu, zarzucił swoją bluzę na oparcie sofy. Pogoda tego dnia rozpieszczała mieszkańców miasta, a niemądrym pomysłem było pozostawić okno w kuchni szczelnie zamknięte. Korzystając z nieobecności właścicielki posiadłości, sięgnął z zainteresowaniem po znajomy nóż. Odpoczywają na kanapie, wodził opuszkiem palców po jego ostrzu. Jak na porządnego właściciela przystało, zabójcze narzędzie okazało się profesjonalnie naostrzone. Stwarzało pozory gotowego na użycie w każdej chwili.
Czując obecność drugiej osoby w salonie, oparł narzędzie na kolanie. Dokładnie w miejscu, gdzie poprzednio spowodował szkody w ciele. Zastanawiał się, co może siedzieć w głowie takiej kobiety, jaką była Noellia. Kiedy rozmawiał z nią podczas przygotowania dość porządnego posiłku, okazała się ciekawą na swój sposób osobą. Która tak naprawdę była skrzywdzona przez ludzi jej niegdyś bliskich.
- Twoje jedzenie nie wygląda tak źle, jak na początku sobie wyobrażałam. - powiedziała na przywitanie po dłuższej nieobecności, siadając po drugiej stronie. Mężczyźnie nie uszło na uwadze jej powierzchowny problem, jakim były rany po ich akcji.
- Jednak sama nie jesteś zbytnio idealna… O spójrz! Kurz na stoliku.
- Jak na gościa na obcym sobie terenie, pozwalasz sobie o wiele za dużo. - zauważyła, wbijając morderczy wzrok w jego twarz. Trace jak na komendę uśmiechnął się wyzywająco. Tak chcesz się bawić, chyba zrozumiała przesłanie,które było dość jasne.
Nadal bawiąc się w najlepsze nożykiem, zbliżył się nieznacznie do starszej dziewczyny. Pogrywając w jej gierkę tym samym udając drapieżnika, zatorował jej drogi ucieczki. Oddechem drażnił jej skórę na szyi, specjalnie zahaczając nosem o jej skrawki.
- Przyznaj się, Noellio… Twój wzrok Cię zdradza, mówiąc “Wydłubie Tobie oczka, psie” - szepnął, kładąc dłoń na jej tali. Nim zdążył złożyć lekki pocałunek na jej żuchwie, szybko wstał z miejsca, w celu sprawdzenia pieczącej się w piekarniku potrawy. - Jeśli tak bardzo chcesz buziaka, wystarczy powiedzieć. obiad za chwilę gotowy, więc rusz zgrabny tyłeczek po naczynia. Żadnych ostrych narzędzi, blondi.


Noellia?

19 maj 2019

Od Trace'a C.D Noelii

Spierdolił. W całej akcji za bardzo wczuł się w rolę, a porywczość przejęła kontrolę nad ciałem. Odznaczył się brakiem profesjonalizmu. Bez bicia przyznał się do tego, chroniąc w ostatniej chwili ciało Noelli przed upadkiem. Położył ją jak najdelikatniej na ziemi, pod głowę na szybko zwijając marynarkę od garnituru. Uciskając krwawiącą ranę, poszukiwał potencjalnej pomocy. Kogoś, kto zadzwonił po karetkę i wsparcie. Nigdu nie widział komisarza, który postanowił brać udział w potajemnej akcji. Najpewniej pobiegł za zbiegiem, Trace przeczuwał, że blondyn został załatwiony przez ukrytego strzelca na jednym z dachów.
- Diablico… Mam nadzieję, że przeżyjesz niewinny pocisk. Sam mam z tobą porachunki, pamiętasz? Słuchaj uważnie kolego, potrzebujemy wsparcie… - zaczął opisywać sytuację przez telefon, który został odebrany przez jakiegoś faceta.
- Proszę podać mi szczegóły…
- Podam ci jebane szczegóły! Jednak dopiero na sali rozpraw, albo kiedy osobiście cię dopadnę w centrali! - wrzasnął, mocniej uciskając ranę. - Potrzebuję jak najszybciej karetki dla ranionej pociskiem, oraz wsparcie policji! Teraz!
- Przyjąłem zgłoszenie. - tyle zdołał usłyszeć, przed szybkim zakończeniem połączenia. Poprawka, po szybkim wyrzuceniu telefonu na podłogę.
Wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. Pamiętał tylko przyjazd karetki, szybkie tamowanie rany do transportu blondynki. Sam został zaproszony do drugiej, w celu zaszycia rozwalonego łuku brwiowego oraz bólu barku. Upadek na solidny stół jakim odznaczała się kawiarenka, solidnie obił jego ciało. Informacja o złapaniu niejakiego Gustawa tylko podniosła jego satysfakcję. Nie głupim pomysłem była osoba obserwująca z góry całe zajście. A posiadanie przy sobie broni długodystansowej, okazało się dobrze przemyślanym pomysłem.
Kolejną godzinę spędził na szpitalnym korytarzu, czekając na jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia. Sam dokładnie nie wiedział, dlaczego postawił na takie zachowanie. Czuł pewnego rodzaju poczucie winy. Gdyby nie skoczył na plecy rosłego faceta, tylko podjął się strzelania… Jego niedoszła morderczyni nie byłaby operowana kolejną godzinę. Po trzech godzinach niespokojnego chodzenia po budynku, czy wychodzeniu na papierosa nareszcie dostał informacje. Musiał się nieźle nagimnastykować, aby przekonać lekarza prowadzącego że jest partnerem psychopatki. Tym samym powrócił do szpitala po czterech dniach. Przeklinając naruszone kolano po wszystkim, ponownie został zmuszony do kół razem z stabilizatorem.
- Niedawno niewinna dziewczyna z ukrytym pociągiem do znęcania się,  która była niczego sobie. A teraz? - pokręcił głową, uśmiechając się sarkastycznie na samym wejściu.
- No proszę… Mój niedoszły partner, który udawał nadzwyczaj opiekuńczego psiaka. Nie dałam tobie rozkazów, aby być wiernym na takim poziomie. - odpowiedziała na jego zaczepkę, jednak szczerze wyglądała słabo. Stróż prawa rzucił dodatkowe nogi pod łóżko, siadając na najbliższym krzesełku.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo, przyjemniaczku. Mogłem szczerze tam pozostawić twoje marne ciało, skazując na wykrwawienie. - skrzyżował ręce na piersi. Zdziwił go fakt wiszącego woreczka z krwią. Czy to oznaczało, że próbowała na własną. - Uzyskałem informację na twój temat, mój czar osobisty trafił do serc. Nawet faceta.
- Czego chcesz?
- Zakończyłem naszą prywatną misję. Dzięki znajomemu ze snajperką, Gustawik ładnie wylądował w areszcie z postrzelonym barkiem. - mruknął, podsuwając torbę. - Zdołałem kupić jakieś nowe ciuchy dla ciebie, rzeczy do pielęgnacji też tam znajdziesz, jedzenie też. Moja dobroć serca dla psychopatki. Teraz muszę rozpierdolić całą jego ferajnę.
- Myślałam… Zresztą, jednak nie jesteś amebą. - powiedziała, przenosząc wzrok na biały sufit. - Jednak ostrzegam. Zabawy nie skończyłam.
- Mam w dupie zagrywki jakieś dziewczynki z naruszeniem psychiki. Staniesz mi na drodze, albo skrzywdzisz moją rodzinę. - nachylił się w jej stronę, szepcząc prosto do ucha z nutą pogardy w głosie. - Zabawimy się na moich warunkach, psino.
Łapiąc za dwa patyki wyszedł bez większego gadania opuścił pomieszczenie, kierując się w stronę windy. Musiał się dostać na inny drugą stronę budynku szpitala, w celu odwiedzenia partnera zawodowego. Mielo poważnie do pogadania, między innymi o ich przygodzie. Dla bezpieczeństwa musiał siedzieć cicho.

Noellia?

18 maj 2019

Od Trace'a C.D Sarah

Młody stróż prawa zaraz po zgaszeniu silnika swojego pojazdu, zawiesił wzrok na tamtejszych zabudowaniach. Musiał przyznać, że dom oraz budynki gospodarcze na tle lasów, idealnie współgrały i komponowały się ze sobą. Tworzyły niesamowitą atmosferę, a największym atutem był brak wścibskich sąsiadów. Kiedy znalazł się na zewnątrz, został przywitany przez rżenie koni, biegających za ogrodzeniem.  Oparty wygodnie o karoserię samochodu, zapalił pierwszego dnia obecnego papierosa, dla uwielbianego przez siebie uczucia w płucach.
Śniadanie jakie serwuje nieczęstym w moim mieszkaniu gościom, codziennie tak nie wyglądają. Przeważnie posiłki jem na mieście, gdyż… Dość często opuszczam komisariat późno w nocy. - wzruszył ramionami, grzecznie odpowiadając. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy zauważył ruch firanek na piętrze domostwa. - Twój wieczny współlokator postanowił wreszcie wstać z łóżka.
- Znowu muszę zrobić wszystko sama… - usłyszał za plecami, jednak nie zareagował. Po dwóch godzinach spędzonych w jednym pomieszczeniu w starszym bratem dziewczyny, mógł wykazać dużą część jego charakteru. Który swoją drogą nie zapraszał do bliższego poznania. W mniemaniu Trace’a. - Taki on już jest, kwestia przyzwyczajenia.
- Brakuje mu twardej, kobiecej ręki. - zaśmiał się pod nosem, dla rozluźnienia atmosfery. - Musisz naprawdę mu kogoś znaleźć, za kilka lat będzie w twoim domu rodzinnym zalegał prawiczek po czterdziestce. Jeżeli… no wiesz.
- Nie wnikam w jego życia, aż do takiego stopnia.

Od Trace'a C.D Noellia

Po tygodniu bezczynnego leżenia na łóżku, Trace mógł szczerze przyznać jedno, miał dość wiecznej bezczynności. Szpital McKanley na stałe zawitał na wymyślonej przez siebie liście miejsc, które będzie omijać szerokim łukiem. No chyba, jeśli chodzi o kostnice. Jedynym wynagrodzeniem była cisza i spokój od nieproszonych gości. Był z siebie mocno zadowolony po rozmowie z lekarzem, na wcześniej wspomniany temat. Ciągłe marudzenie na ciągłe leżenie zostało mu wynagrodzone krótkimi spacerami po korytarzach szpitala, z pomocą dodatkowych kończyn. Przy najbliższej sposobności musiał podziękować jego nowej znajomej za zniszczenie kolana, gdzie jego stan po ciągłych zabiegach nie ucieszył ortopedy.
Poświęcając czas na tworzenie coraz to nowszych prac artystycznych idealnie wykorzystał jako przykrywkę, do rozpoznania swojego położenia. Które swoją droga nie było kolorowe. Dzięki znajomością z zewnątrz zdołał poznać tajemniczego blondyna, na którego w najbliższym czasie miał zwalić całą sprawę z torturami. Po przeczytaniu ostatniego akapitu oraz krótkiej analizie mógł stwierdzić jedno - miał przejebane. Mógł sobie nałożyć na kark jednego z najbardziej niebezpiecznych typów, zaś policja od dawna nie miała mu co zarzucić. Chroniło go kilka praktycznych rzeczy,  nazwisko, pochodzenie oraz… Zgraja podejrzanych typów, będąca na jego rozkazach.

15 maj 2019

Od Trace'a C.D Noelia

Krzywiąc się na silący się z każdym krokiem ból kolana, dopadł na swojego towarzysza niedoli. W tamtej sytuacji miał daleko w tyle stan, do jakiego zdołała się doprowadzić ich współtowarzyszka. Dla niego mogła się wykrwawić. Zdechnąć na pierdolonych panelach własnego salonu. Jej śmierć wystarczająco ukoiłby chęć zemsty Trace’a, jednak wiedział, że długonoga blondi nie czuje nawet namiastki bólu. W niektórych przypadkach, los był zbyt dobry dla upadających na dno istot żywych.
Przyłożył kawałek czystego materiału leżącego na blacie mebla, próbując zatamować nadal wypływającą z głębokiej rany, krwistą posokę. Ze wszystkich sił próbował powstrzymać swój niewyparzony język, kiedy dostrzegł baczną obserwację Noelli. Niejednokrotnie przecierał brudną dłonią twarz, próbując jak najdłużej zachować trzeżwość umysłów. chwilowa adrenalina krążącej w jego żyłach, zaczynała go opuszczać. na jej miejsce ponownie powrócił nieznośny już ból, odczuwany z połowy okaleczonego ciała. W głębi serca dziękował za szybką reakcję ludzi na komisariacie, którzy byli poinformowani przez cywila o jego zniknięciu. Poinstruowana w pewnych krokach jego młodsza siostra, idealnie odegrała swoją rolę. Jeszcze przed zamieszkaniem razem ostrzegł ją o pewnych wypadkach, jakie mogły być powiązane z jego zawodem. Same jego czyny nie raz zagrażały ludziom pracującym w nielegalnych sektorach handlu, wszelkimi karalnymi produktami.
- Monty. Mówiłem, że jeszcze zobaczysz niebieskie niebo, oraz ukochanego komisarza. Pozwalam umówić się z moją siostrą, słyszysz? - zaczął mówić zachrypniętym głosem. Nerwowo spoglądał na telefon leżący obok z nadzieją, że pomoc szybko oddzwoni.
- B-bardziej żałosnych jeszcze bardziej nie słyszałam… W swoim życiu. - usłyszał obok siebie słaby szept. Zdziwiło bruneta, że jeszcze zdołała okazać kpinę, jednocześnie z pogardą. Świetna aktorka, przeszło mu przez myśl.
- Mam w dupie twoje pierdolone zagrywki...Gnijąc w śmierdzącej piwnicy, przytulając ciebie… Naprawdę chciałem pomóc. - odpowiedział na zaczepkę kobiety, zabezpieczając ponownie broń.
P-psy zawsze chętne do pomocy, hm? M-musisz dać mi namiary na tresera.
- Ty szmato! - nim zdołał pociągnąć za spust, doszły do jego uszu głośne syreny policyjne. Zbladł widząc posyłany, wręcz perfidny uśmieszek w jego stronę. Potem pamiętał tylko chaos. Płacz i wołanie o pomoc Noelii, setki pytań komisarza oraz ratowników. Zanim trafił do karetki, stracił kontakt z rzeczywistością.
~ * ~
Trace dziękował w myślach swoim rodzicom, którzy zdołali go lata temu podjąć studia w tym wielkim mieście. Tutaj wszystko było niesamowite, przemyślane i odpowiednio zaprojektowane. Różnorodność kulturowa była widziana tutaj gołym okiem, co jeszcze bardziej budziło zainteresowanie tym oto miejscem. Nowoczesny szpital odznaczał się tym samym. Biel jak w filmach kinowych była tutaj idealnie wkomponowana z inną paletą barw, aby nie razić w oczy. Oraz nie powodować natychmiastowej niechęci i ucieczki z tego miejsca.
Stróż prawa będącym oficjalnie na urlopie chorobowym, wbił wzrok w panoramę za dość dużym oknem. Tym samym dał znać swojemu rozmówcy, że nie zamierza podejmować jakichkolwiek rozmów w sprawie wydarzeń, jakie przeżył z pozostałą dwójką. Nie zamierzał słuchać o stanie zdrowia nieznajomej mu kobiety, jak przedstawił jej sytuację w szybkim złożeniu zeznań. Dzięki lekkiej manipulacji i udawaniu przekonał biegłego, że doznał wielkiego szoku.
Brat jest jeszcze oszołomiony po operacji kolana… na formalności i zeznania przyjdzie jeszcze czas, naprawdę. - ciszę zakończył niepewny głos młodszej od mężczyzn studentki, która w ostatnim czasie spędzała w szpitalu dużo czasu.
- Sytuacja jest zbyt poważna, aby wszystko opóźnić w czasie. Sprawa wyszła na jaw, a media chcą prawdy. - mruknął zrezygnowany pracodawca bruneta, który próbował sprostować dotychczasowe ataki gazet i mediów. - Kurwa, Phoenix. Widzę, że coś ukrywasz!
- Proszę przestać! - powiedziała błagalnie, w ostatniej chwili łapiąc mężczyznę za ramię. Poszkodowany w całym zajściu spojrzał na gościa, krzywiąc się odczuwanego bólu. Bądź co bądź, leki przestały działać jakiś czas temu.
- Naruszenie stanu poszkodowanego i niezdolnego psychicznie do służby w policji… Może być nieodpowiednie do pańskiej rangi… - mruknął.
- Kiedyś musisz zacząć gadać. Osobiście to zrobię, słyszysz?
~ * ~
Nowoczesny szpital odznaczał się na tle innych nie tylko nowatorską formą leczenia, ale też przestrzeganiem wszelkich zasad. Między innymi kontrola odwiedzin, tym bardziej pacjentów dotkniętych dość boleśnie na zdrowiu. Trace przy muzyce lecącej z telewizji, poświęcił czas na rysowanie. Pogrążony w ciszy, analizował dotychczasowe wydarzenia. Z wszelkich przygód jakie przeżył przez całe życie, ta, pozostawiła na nim najbardziej widoczne piętno.
- Wejść. - odpowiedział na słyszalne pukanie do drzwi. Dopiero po dłuższej chwili zdołał spojrzeć na gościa. Widząc jednak nie mile wspominaną kobietę, skrzywił się na samą myśl o niej. - Zgubiłaś swój nóż, hm? Niedawno był w moim kolanie.

Noellia?