Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julien. Pokaż wszystkie posty

31 paź 2020

Od Juliena cd. Chanel

Może się jednak pomyliłem, co do oceny dziewczyny. Jest nieznośna. I już zaczęła rzucać rozkazami, jakbym miał się za moment ukłonić i z delikatnym prychnięciem zgodzić na współpracę. Właśnie dlatego, że to mój ogród, mam zasadniczą przewagę. Wcale nie będzie mi przykro, jeśli zauważyłby ją dozorca i zgłosił właścicielom obecność niepożądanej osoby na ich terenie. A i nawet sam bym go z uprzejmością poinformował.
Owszem, łączyła nas wspólna chęć ucieczki przed niechybnym końcem naszego poczucia komfortu na tym obiedzie, ale nie po to z niego uciekam, aby wysłuchiwać żądań ledwo co poznanej kwiaciarenki macochy pod groźbą tak irracjonalnego szantażu, jakim był krzyk.

15 wrz 2020

Od Juliena cd. Chanel

Nadal nie wiem, czyj to był pomysł, ale najwyraźniej nie należał on do najgłupszych - czy to ze strony Renee lub ojca - małej się najwyraźniej podoba. Może zbyt mocno odbieram to do siebie, pamiętając, jak sam musiałem koniecznie nauczyć się grać na jakimś instrumencie z powodu skrajnie idiotycznego widzimisię rodziny. Z resztą, choć udając totalny brak uwagi na to, co robią dziewczyny, muszę przyznać, że ta obca zdała test. Poznać można to po tym, jak sama Auburn ją traktuje. Jest miła i widać, że jej zależy. Jednak wisi nad nią nieprzyjemna chmura mojej świadomości, że wynajęła ją Renesmee, pracuje dla niej, nieważne, czy to za zgodą ojca, czy bez niej. To nie pozwala mi zaufać jej w żaden możliwy sposób, nawet jeśli na pierwszy rzut oka jej intencje wydają się szczere, a ona sama niewinna. Tak, sprawia takie wrażenie, ale miałem do czynienia już z takimi ludźmi. A tym bardziej kobietami.
W drzwiach pojawia się Renee, na początku przyglądając się grze, a potem przesuwa wzrok na mnie. Przez chwilę walczymy na spojrzenia. Nie zamierzam się ruszać z miejsca, ale wiem, że w końcu nadejdzie moment ponownej rozmowy, gdzie oczywiście zostanie mi wygłoszone, że się myliłem. Wszechwiedząca Renesmee nie odpuści takiej chwili, w której mogłaby mi udowodnić, kto jest lepszy.

31 lip 2020

Od Juliena cd. Chanel

Staram się zetrzeć z dłoni resztki oleju silnikowego, smaru i całej reszty substancji osadzającej się na skórze o intensywnym, wdzierającym się do nosa, nieprzyjemnym zapachu. W tle, prócz głosu Brandona Flowers'a z zespołu The Killers w piosence Somebody Told Me, dało się słyszeć ciche mruczenie ekspresu do kawy, okupowanego obecnie przez Micky.
Praca po godzinach szła zbyt dobrze, jak na taką porę dnia, tym bardziej że byliśmy tylko we dwójkę. Właśnie może brak czynnika rozpraszającego było tym głównym powodem. Obydwoje skupialiśmy się na swoim. Ja nie byłem rozmowny, a Micky nigdy nie pytała o nic zbyt długo. Potrafiła się uprzykrzyć, ale w sumie to ją nawet lubiłem.
Światło telefonu przykuwa moją uwagę. Spoglądam na niego, nim wyświetlacz zdąży zgasnąć. Wiadomość od siostry, a gdy tylko widzę w treści imię macochy, uprzedzone napisanym wielkimi literami słowem "POMOCY" z trzema wykrzyknikami, wypuszczam głośno powietrze z płuc z niesmacznym skrzywieniem na twarzy. Nie muszę wgłębiać się w wiadomość, aby wiedzieć, że po raz kolejny coś wymyśliła.

27 gru 2019

Od Juliena cd. Andrei

Biegnę przez dzielnicę, uważając tylko przy przejściu przez drogę, aby jakieś auto przypadkiem mnie nie potrąciło. Trąbi na mnie tylko, zanim zdążę szybko schować się za żywopłotem, w którym jest ukryte nasze tajne przejście. Upadam na brzuch i przeczołguję się pod drewnianym ogrodzeniem, a potem wycieram ręce w bluzę i biegnę dalej.
Ledwo udało mi się wymknąć z domu, ale całe szczęście, że tata pojechał w jakiejś ważnej sprawie do pracy. Mama akurat porządkowała książki, ponieważ pani Nancy wzięła wolne na dwa dni. Mogłem swobodnie wyjść z domu i uważać tylko na wrednego dozorcę, który wydaje mi się, że miał do mnie i Andrei jakiś uraz.
Podbiegam do miejsca naszego spotkania, ale nigdzie nie widzę przyjaciółki. Opieram się o szorstką korę drzewa i wtedy słyszę jej głos:
- Czemu cię wczoraj nie było?
Unoszę głowę w górę i widzę jej smutną minę, policzki są zaczerwienione, jakby właśnie przebiegła maraton albo było tak zimno, że jej skóra przybrała sama kolor płatków róż, które mama pielęgnuje w swoim ogrodzie.
- Przepraszam, tata kazał zostać mi w domu - mówię, biorąc ciężko oddech. Jestem cały zziajany - Musiałem odrobić lekcję, a pani Mariette jest straszną jędzą. Powiedziała, że jeśli tego nie nadrobię, będę musiał uczyć się w weekend. Nie chciałem patrzyć na jej pomarszczoną twarz przez całą sobotę - Indie chichocze swoim dziewczęcym głosem i po raz pierwszy tego dnia widzę na jej twarzy uśmiech.

19 lis 2019

Od Juliena cd. Andrei

Popijam piwo z butelki, wpatrując się w leżącą naprzeciwko mnie torbę. Niemal maniakalnie, bo jej obecność wytrąca mnie coraz częściej z równowagi. Moja uwaga od tygodnia skupia się jedynie na niej, oczywiście w momentach, w których powinienem skupić się na rzeczach, które obecnie robię. Już nie raz skaleczyłem się podczas krojenia, czy robienia czegokolwiek z gorącą wodą i innymi mniej bezpiecznymi rzeczami w kuchni. O ile mam chęć pojawić się w kuchni i coś robić. Nie, żeby mi to przeszkadzało, w końcu żyję tu sam od, powiedziałbym, że długiego czasu i szczerze mówiąc, czuję się wolny. W jakimś stopniu. Małym stopniu. Ale jednak.
Fant sprawiał, że wyłączałem się z życia, była jak narkotyk dla narkomana po odwyku, jak alkohol dla abstynenta, grzech dla człowieka. Byłem naiwny i głupi myśląc, że dostanę cynk, aby móc się w końcu jej pozbyć. Byłem sprawdzany, wystawiony na próbę i szczerze mówiąc, powoli się dawałem. Jakbym był słaby. Musiałem się jej pozbyć, ale było to na tę chwilę niemożliwe.
Wzdrygam się na sam dźwięk dzwonka. Z racji, że nie słyszę go za często, a właściwie to prawie wcale, irytuje mnie to niesamowicie. Zabudowania są od siebie daleko, najbliższy sąsiad patrzy na mnie, jak na trędowatego, a ja nie zamierzam wnikać w to, co jest tego powodem. Zaszycie się na tym odludziu było jednym z najlepszych pomysłów, ale ostatnimi czasy zaczęło się kręcić w tym domu za dużo ludzi.

28 paź 2019

Od Juliena cd. Dearden

Wsłuchuję się w grobowej ciszy w dźwięk tykającego zegara, który w jakiś nadprzyrodzony sposób wprawia mnie w trans, podczas którego jestem w stanie normalnie oddychać, a może i nawet poczuć się nieco swobodniej. Aura zbliżającego się wesela dusi mnie, jak wąż oplatający swoją ofiarę i czeka na dogodny moment, aż ona przestanie się szamotać w błagalnym tańcu o przynajmniej odrobinę powietrza.
Dzisiaj nie kwestionuję mojej porażki. Dzisiaj przyjmuję zwycięstwo przeciwnika i gratuluję mu już samą obecnością. W nagrodę może mnie upokorzyć, pozbawić kolejnej możliwości wzięcia wdechu, ale jeszcze nie zdusić. Całe szczęście, że mój przeciwnik nie jest jadowitą żmiją, choć to określenie bardziej mi pasuje. Za to ja jestem jak Sekretarz - drapieżny ptak, którego przysmakiem są węże. Zabija gwałtownym uderzeniem dzioba albo stąpa po niej tak długo, aż ta nie będzie na tyle ogłuszona, aby ją w spokoju połknąć. Dumny, waleczny i zaciekły. Oglądanie filmów przyrodniczych okazuje się całkiem ciekawym zajęciem.
Jestem gotowy dużo przed czasem i zdawałem sobie sprawę z tego od początku, ale nie byłem w stanie usiedzieć przynajmniej minuty na miejscu. Urlop zdrowotny okazał się nie tak przyjemny, jak się mogło komukolwiek wydawać. Będąc w pracy, mogłem skupić myśli na czymś innym, dom to była jedna, wielka klatka, pełna natłoku myśli, zmartwień i wyobrażeń.

18 sie 2019

Od Juliena cd. Dearden

Rady? Mam jej dać jakieś rady? Mam jedną. Odmów pójścia na ten cały cyrk, póki jeszcze jest to możliwe.
Prawda jest taka, że nie było absolutnie żadnego dobrego rozwiązania, aby przeżyć tę imprezę, będąc całkowicie zrównoważonym, spokojnym i trzeźwym. Gniazdo żmij? Dobre porównanie. Dałbym plus dziesięć do kreatywności, ale za każdym razem, gdy o tym myślałem, moje samopoczucie dramatycznie spadało. Pomijam już fakt spędzenia w galerii handlowej paru ładnych godzin na "szybkie" zakupy. Do cholery, zdawałem sobie sprawę, że to odbierze mi cenny czas w moim życiu, który mógłbym wykorzystać w inny, ciekawszy sposób, ale skoro się zaoferowałem, nie złamię słowa. Nawet jakbym miał spędzić cały dzień na tej sofie. Szczerze, to już wolałem tu siedzieć i patrzeć w ekran telefonu, odwiedzając już chyba wszystkie portale społecznościowe z jakieś cztery razy, niż być tragarzem, pomocnikiem, recenzentem, manekinem i każdym po trochu, o ile one tylko tego chciały.
- Przygotuj się na pytania. Zarówno dziennikarzy, jak i członków rodziny. O ile tych pierwszych można zbyć zwykłym "spierdalaj", tak tych drugich nie radzę obrażać. Chociaż przydałoby się - prycham pod nosem, końcówkę wypowiedzi mówiąc bardziej do siebie niż do dziewczyny.
Dearden nie odzywa się. Czeka, aż skończę. Może najwyraźniej czuje, że muszę wylać wszelki żal z powodu tego, ale ja nie zamierzam tego robić.

2 sie 2019

Od Juliena cd. Dearden

- Mój syn nikogo nie zabił i nie życzę sobie, aby państwo przebywali w tym domu, a tym bardziej oskarżali kogoś z mojej rodziny! - wsłuchuję się w głucho roznoszący się, zdenerwowany głos ojca.
Opieram głowę o ścianę i pustym wzrokiem wpatruję się w obraz przed siebie, który niedawno powiesiła mama. Nie wiem, co w nim było takiego specjalnego, że musi wisieć na widoku. Był... brzydki. Nie podobał mi się, a jednak już teraz wiedziałem, że bez niego w tym miejscu byłoby pusto.
Tym razem mówi coś mama, ale z tej odległości nie słyszę jej przyciszonego głosu i delikatnego tonu. Domyślam się, że próbuje uspokoić ojca, który jest na skraju. Tylko ona to potrafi jakimś cudem.
- Gdyby nie on, nic by się nie wydarzyło, łącznie z tym, co spotkało moją córkę! - przełykam żal, smutek, rozpacz i wszystkie emocje przez piekące mnie gardło.
Coś rozdziera moją duszę na kawałki.
- Dość! Jeśli państwo natychmiast nie opuścicie tej posesji, dzwonię po policję! - ton głosu ojca wyraźnie sugeruje, że to już nie przelewki. Wkrótce słyszę trzaśnięcie drzwiami. Zaciskam oczy na ten dźwięk. Zabolał. Czuję go niemal w środku.
- Malvin...
- Mówiłem, że ta dziewczyna sprowadzi na nas nieszczęście. Jak zwykle miałem rację. Ty, jako matka powinnaś mu to wytłumaczyć, ale nie, wolałaś ich wspierać, a teraz obwiniają naszego syna za śmierć córki - ojciec chodzi w salonie od jednego kąta do drugiego. Zawsze tak robi w swoim gabinecie.

25 cze 2019

Od Juliena cd. Dearden

Moja świadomość powoli do mnie wraca, ale nadal znajduję się gdzieś pomiędzy snem a rzeczywistością. Nie ruszam się, nie otwieram oczu, czekając, zapewne jeszcze nieświadomie, aż dotrze do mnie coś więcej niż tylko odgłos urządzenia monitorującego pracę serca. Nie mam bladego pojęcia, jak się nazywa dokładnie w języku lekarzy, ale nim nie jestem, więc nawet nie będę zawracał sobie tym głowy.
Gdy w końcu moja świadomość w pełni wraca i chcę przekręcić głowę, coś mi to uniemożliwia. Natychmiast czuję dotyk na karku. Czyjaś dłoń unosi mi głowę i wyjmuje, teraz zgaduję, respirator. Cicho pokaszluję, nadal czując ucisk w płucach, ale gdy nabieram powietrza i wypuszczam je, jest to nieporównywalnie mniej bolesne, niż wcześniej.
- Julien? Słyszysz mnie? - delikatny, gładki głos dociera do mnie, ale nie otwieram oczu. Choć dalej nie mogę nabrać pełnego oddechu, to teraz oddychanie jest gładkie i prawie bezbolesne.
- Jeśli mnie słyszysz, to kiwnij głową - głos znowu się rozlega, tym razem bliżej twarzy. Nadal nie otwieram oczu, bo mam wrażenie, że moje siły odeszły gdzieś daleko.
Po chwili skłaniam delikatnie głowę. Ta odpowiedź widocznie starczy lekarce. Sprawdza wszystko, co najwyraźniej jest jej potrzebne do oceny sytuacji. Wykonuję jej wszystkie polecenia na miarę swoich możliwości. Potem oblizuję spierzchłe usta i staram się ruszyć, aby sprawdzić, jak bardzo moje ciało jest zdrętwiałe. Postanawiam otworzyć oczy, ale dopiero po chwili mi się to udaje. Lekarka spogląda na mnie uważnie, zapisując coś w swoim zeszycie.

24 cze 2019

Od Juliena cd. Dearden

Wsłuchuję się w odgłosy silnika taksówki, którą odjeżdża Dearden. Gdy nastaje cisza przerywana jedynie dźwiękami z łazienki przygotowującej się do spania Auburn, wypuszczam powietrze z płuc na tyle, jak bardzo pozwala mi mój stan. Nigdy nie myślałem, że oddychanie może być takie trudne. Moje ramiona, przez cały czas spięte podczas pobytu dziewczyny tutaj, teraz opadają maksymalnie, a ból stłuczonego ciała się nasila. Wtedy ratowała mnie adrenalina. Teraz gdy opadła, moje ciało wysyła mi sygnały, że potrzebuje porządnej regeneracji. Jestem zmęczony, obolały i psychicznie przygnębiony, a pozwala mi to opanować jedynie ulga spowodowana odzyskaniem siostry.
Muszę się jednak jeszcze zebrać w sobie i iść na górę. Teraz wydaje mi się, że schody to jednak był zły pomysł. Ciężko wstaję z kanapy, o którą się opieram z grymasem bólu, którego nie muszę już przed nikim ukrywać.
Sukinsyn, pewnie liczył, że zakatuje mnie w ciemnym garażu i pozbędzie się problemu. A jeśli nie, to przynajmniej nie będzie bezpośrednio widać obrażeń na ciele. Nadal czuję uderzający w moją klatkę czubek buta, po którym zrobiło mi się ciemno przed oczami. Miałem wrażenie, jak połowa moich żeber łamie się pod wpływem nacisku, oddech więźnie w gardle, ale skoro teraz mogę chodzić, to raczej nie jest źle.
Wchodzę po schodach jak pół niepełnosprawny i kieruję się do drugiego pokoju, który zazwyczaj zajmuje Auburn, gdy przebywa u mnie. Opieram się ręką o ścianę do momentu, gdy nie przekraczam progu sypialni. Siostra siedzi na łóżku i bawi się pilotem. Telewizor gra, ale dziewczynka niespecjalnie się na nim skupia.

14 maj 2019

Od Juliena cd. Julii

Mam poczucie, że ta dziewczyna jest problemem, który sam próbuje się rozwiązać. Jeśli tak, to nie dziwne, że znalazła się właśnie u mnie. Problemy mnie po prostu uwielbiają. Wydaje się niestabilna i krucha. Owszem, mam pamięć do rzeczy, które mi mówią ludzie i wiem, że jej wspominka w aucie o opinii innych jest tylko potwierdzeniem. Nie otrzymałem jednak bezpośredniej odpowiedzi, co oznacza, że w najbliższym czasie również jej nie dostanę. Mogę się domyślać, ale ostatecznie stwierdzam, że pomijając wszystkie szczegółowe aspekty, dużo się od siebie nie różnimy, o ile spojrzy się na to z tej jednej, wyjątkowej perspektywy. Ja jednak nie potrzebuję pomocy, nawet jeśli nie jest za późno. Byłem uczony radzenia sobie samemu i dotychczas sobie radzę. Nie uzależnię niczego od drugiej osoby, to niebezpiecznie silna więź. Ta z kolei jest czymś niepożądanym, sprawiającym dużo kłopotów.
Prosi mnie o pomoc, ale wybrała chyba najgorszego człowieka do pomocy. Kompletnie się na tym nie znam. Wyzbywam się empatii i w tej sytuacji także staram się to zrobić. Jednak nie zrobię jej czegoś, czego nie jest pewna. Umiem wykorzystać sytuację, nie będę się krył z tym, że wykorzystuję nawet ludzi, gdy mi to pasuje, ale nie jestem zwyrodnialcem. Moje ciało mówi co innego, ale decyzja zależy tylko od niej. Tak postanawiam.
- Nie jestem najlepszy w pomaganiu - mówię do niej, starając się wyczuć, czy jeszcze nie odpłynęła w krainę snów przytulona do mnie. Zaciągam się, jakby to był mój ostatni oddech. Kiedy już dym wypełnia mi płuca, zamykam oczy i wsłuchuję się w ciszę. Szum pobliskiego lasu gdzieś zniknął, nawet woda w jeziorze w dole jej nie mąci. Przyglądam żarzącej się końcówce papierosa. Gaszę go w popielniczce stojącej obok, która jest już przepełniona - Ale nie zrobię ci krzywdy - wydaje mi się, że to dosyć mocne słowa, ale jej kiwnięcie potwierdza, że zrozumiała.
Unosi głowę i powoli zaspane oczy. Zdecydowanie powinna spać.
Ja nie przepraszam. Nie umiem, nie chcę, nie widzę sensu. Jeśli skrucha będzie widoczna, drugi człowiek sam stwierdzi, że to wystarczające przeprosiny. Domyślam się, że w tamtej chwili poczuła się jak przedmiot. Oczywiście, że o tym pomyślałem. Myślę o tym za każdym razem, gdy mam okazję obcować z kobietą w intymnej sytuacji. I zdążyłem się wyzbyć wyrzutów sumienia, szczególnie gdy wiedzą, że przyszłości z tego żadnej nie będzie. I nie bywam podstępny w tych sprawach, układy to moja specjalność. Zawieranie umów mam we krwi. Wielcy i doskonali Callière.

5 maj 2019

Od Juliena cd. Dearden

Nigdy nie daję ludziom nadziei, bo jest ona zdradliwa. Nigdy nie obiecuję, bo czasem nie jest się w stanie dotrzymać obietnicy. Pewnie, dlatego że, sam doświadczyłem tego, jak to jest być ofiarą przyrzeczenia. W dzieciństwie zbyt często słyszałem słowa przysięgania i zbyt często były one rzucane na wiatr. Po co kazać komuś czekać na złudną przyszłość?
Jestem całkowicie bezbronny.
Mówiąc w myśli te trzy słowa, idę w stronę murowanych garaży i im bliżej jestem, tym bardziej moje ciało jest sztywne. Trzymam w prawej ręce teczkę z ważnymi dla firmy, dla rodziny i dla porywaczy dokumentami, będąc zdecydowanym i w pełni świadomym komu chcę ją oddać. Wiem, że jeśli coś pójdzie nie tak, to wszystko może być zakończeniem pewnego etapu. A ja nawet nie mam jak się obronić. Nie mam jak obronić siostry. I mogę jedynie polegać na facecie, który przez ostatnie lata był moim największym koszmarem.
Dearden nawet nie wie, jak trudno było mi podjąć tę decyzję. Auburn i tak może zobaczyć rzeczy, które nie powinna widzieć. Chciałbym ją uchronić od wielu, ale jestem postawiony obecnie pod ścianą. Wertuję w myślach wszystkie możliwości, które mogą mnie spotkać, wszystkie sytuacje, gdy tylko tam przyjdę, ale najlepszy przypadek, to ten najmniej prawdopodobny.
I tak muszę ją najpierw zobaczyć. Cokolwiek im oddam, muszę być pewien, że nic jej nie jest. I tak są na czarnej liście, ale nie daruję im tym bardziej, jeśli choćby krzywo na nią spojrzeli. A ja dopinam swego, jestem w stanie dążyć do celu, nawet po trupach.
Rozglądam się dookoła za jakimś obcym samochodem, który może oznaczać moje jedyne wsparcie, ale wokół panuje cisza. Głucha, niema i nieznośna. Dotąd ją doceniałem i zawsze będę doceniał, ale tym razem walczę z uczuciem, żeby minęła.

24 kwi 2019

Od Juliena cd. Julii

Nie wiem, czy świadomie mnie doceniła, czy powiedziała to, bo tak trzeba, ale zadziałało jak impuls. Niemal natychmiast. Może i daję się ponieść chwili... na pewno się daję. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wcale nie chcę się powstrzymywać. Nie będę miał wyrzutów sumienia, bo nawet jej nie znam. Na niewerbalne pytanie o zgodę co do tak odważnego posunięcia, jakim było pocałowanie jej, zareagowała pozytywnie. A ja mam wyłącznie jeden cel - przespać się z nią. Czyli nie owijając w bawełnę, wykorzystać.
Więc co mnie jeszcze powstrzymuje?
Jej usta są tylko dodatkowym powodem, abym się nie torturował. Delikatnie przesuwające się po mojej skórze powyżej łuku brwiowego nie są może erotyczne, ale na pewno kojące. Przypominają moment z dzieciństwa, w którym mama po raz pierwszy pokazała, jak łatwo jest opanować ból fizyczny.
I dlatego odsuwam głowę i przez chwilę czuję się zaniepokojony. Wspomnienie wtargnęło za szybko i było niechciane. Nie w tym momencie. To nieco za dużo.
Wzdycham. Łączy to ze sobą delikatną irytację z powodu tego, że muszę się odsunąć, ból od nagłego przypływu pragnienia oraz niechęć, gdy nagle przypominam sobie, że rozmowy, to nie coś, w czym jestem najlepszy.
- Masz okropny gust co do facetów - jej nieco zbyt poważny wyraz twarzy powoli zaczyna schodzić, ustępując tajemniczemu uśmiechowi. Nawet nie wie, jak duże znaczenie ma to, co właśnie powiedziałem - On pewnie wie, gdzie mieszkasz - mówię z przekonaniem i gładzę kciukiem materiał bluzki na jej talii. W głowie pojawia się myśl, co by było, gdybym się jej pozbył.
- Wie pewnie też, gdzie ty mieszkasz - delikatnie przechyla głowę, przeczesując moje włosy. Trudno jej nie przyznać racji. Spostrzegawcza jest.
- Nie będzie miał problemu ze zdobyciem adresu, ale i tak nie może mi nic zrobić - może zabrzmiało to zbyt pewnie, ale prawda była taka, że jestem tego pewien. Nie może mi nic zrobić, dopóki moja wartość dla Viggo stoi ponad wielu. Przynajmniej tyle znaczę i to mnie ratuje.
Dziewczyna przez chwilę milczy. Podejrzewam, że zastanawia się nad odpowiedzią.
- Myślę, że komukolwiek by się naraził, raczej nie zrobiliby mu nic, gdyby trochę cię poturbował - chciałbym powiedzieć, że mało mnie to obchodzi, ale nie mogę się na chwilę obecną wychylać. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

15 kwi 2019

Od Juliena do Julii

Stukam nerwowo palcami o ekran telefonu w rytm lecącej melodii z głośników. Nie umiem policzyć, od jakiego czasu już siedzę w salonie i wyczekuję na tego SMS-a, ale jestem pewien, że robię to już stanowczo za długo. W środku czuję nieprzyjemne uczucie skręcania i wiem, że chcę już skończyć.
Długo rozstawałem się z nawykami, z moim starym życiem, a ono powróciło, jak uderzenie butem w brzuch. Na razie nie było bolesne, ale odbije się to w swoim czasie.
Wcale nie irytowało mnie najbardziej czekanie. Posiadam ogromną cierpliwość, choć czasem się gdzieś zagubi w zależności od sytuacji. Wkurza mnie to, że jestem zależny od kogoś. Pewien, że traktowany, jak posłuszny pies, który siłą został przywiązany łańcuchem do budy, obecnie nie może się zerwać, sprawiając tylko przyjemność swojemu właścicielowi.
Zaciskam i prostuję pięść kilkakrotnie. Posiadam swoje asy w rękawie, nie jestem całkiem bezbronny, ale nie mogę ich wyciągnąć na tę chwilę. Na razie przyjmuję postawę defensywną.
Ekran telefonu włącza się i po chwili wyświetla się wiadomość z adresem, gdzie mam się pojawić. Numer nieznany, więc nie mam już żadnych wątpliwości, że to Viggo.
Przez lata nauczyłem się słuchać intuicji. Nigdy mnie nie zawiodła. Była jak dobra siostra, która stawia znaki ostrzegawcze przy wszystkich rzeczach wokół, ale istniały momenty, kiedy zostawała, bądź musiała zostać przyćmiona. Tak naprawdę, zawsze stawiałem na ryzyko. Nawet w dobrze opracowanym planie zostawało miejsce na niespodziankę, choć tego nigdy nie darzyłem specjalną sympatią.
Teraz swoje przeczucie musiałem wprawić w nowy tryb. Viggo nie jest uczciwy. Będzie ukrywał przede mną wszystko, co tylko może, ale trzymał swoje spracowane dłonie na kontrolerze do końca. Musiałem jedynie pomyśleć, jak przejąć pilota - jak się uwolnić bądź lepszym określeniem będzie, wywinąć. Na swoje umiejętności mogłem liczyć, bo kłopoty to tak jakby moja specjalność. A skoro jeszcze nie leżę martwy, to znaczy, że zawsze udawało mi się z nich wyjść. Liczę, że z tych także.
Adres nie był mi obcy. Stare lotnisko, które od lat stało opuszczone, to idealne miejsce na wyścigi. Można tam zgarnąć niemałą sumkę, o ile jakimś szczęśliwym trafem ktoś nie pogrzebie cię w zmaltretowanym metalu samochodu. Nie sądzę, aby Viggo miał inne sprawy, prócz zgarnięcia kasy, ale najwyraźniej bardzo mu zależało, bo wtedy nie wziąłby mnie. Jego zaufanie do mnie jest porównywalne do zaufania dzikiego zwierzęcia zamkniętego dopiero co w klatce. Lub całkowity jego brak. Wcale mu się nie dziwię. Po naszym burzliwym rozstaniu ma prawo nie wierzyć mi w ani jedno słowo. I szczerze mówiąc, wcale nie zamierzam mu mówić cokolwiek. Wystarczy, że znowu wciągnął mnie w to bagno. Z mojej prośby. Co najlepsze, spodziewam się, że po wszystkim, jak tylko spłacę dług, będzie chciał się mnie pozbyć, a że nie może tego zrobić normalnie, musi postarać się mnie wykończyć po cichu. Zobaczymy, jak długo będę mu potrzebny i nie zajdę mu za skórę.
Wyłączam muzykę, zabieram kluczki ze stolika i od razu wychodzę z domu. Rześkie powietrze dobrze działa. Z daleka widzę sąsiada. Ich dom co prawda znajduje się w dosyć dużej odległości od mojego. Dopiero po chwili napotykam jego spojrzenie. Zważywszy na to, że jego syn pracuje w policji, a jestem niemal pewien, że nie cieszę się dobrą reputacją wśród sąsiadów, mało komfortowe jest poczucie, że tymi późnymi wyjazdami zaskarbię sobie jego ponowne podejrzenia. Dlatego z relacjami ograniczam się do zwykłego dzień dobry, jeśli tylko trzeba.

9 mar 2019

Od Juliena cd. Dearden

Nie wzruszają mnie jej słowa. Jestem pewny swego, a moje działania nie są wcale nierozważne. Wręcz przeciwnie. Myślę o każdy szczególe, każdej ewentualności, do której sam jestem w stanie się posunąć. Moje życie ma mniejsze znaczenie, niż życie mojej siostry, a jeśli jej zrobili krzywdę, to jestem w stanie się poświęcić, aby życie tego gnojka i całej jego bandy uległo drastycznemu spadkowi.
Jestem w stanie posunąć się do ostateczności.
Lustruję nieruchomym wzrokiem Dearden. Mam wrażenie, że mimo względnego spokoju, nadal nie ochłonęła. Nie rozumiem jej pretensji, tym bardziej że sama się wprosiła w sprawę. Wcale jej nie potrzebowałem, sama się zasugerowała. Wkurzyła mnie tym swoim nieracjonalnym wybuchem, jakby co najmniej ją to obchodziło. Moja moralność jest moją moralnością. A ona wyskakuje mi z jakimś złośliwym komentarzem. Nawet jeśli, to będę sypiał, z kim tylko chcę, a to akurat nie jej kłopot.
Dlatego nie mam pojęcia, czemu decyduję się na jakiekolwiek wyjaśnienia dziewczynie. Być może z powodu jej obecności, bo mimo zdobycia małej ilości informacji na temat tajemniczego faceta, to jakieś informacje zdobyła. I są przydatne.
- Firma w połowie jest przepisana na mnie - jej mina wskazuje na to, że jednak miała rację co do oddania dokumentów. Powstrzymuje się jednak przed negatywną odpowiedzią, która zapewne będzie wyrażała jej sprzeciw - Ojciec jest prezesem do momentu, gdy nie zdecyduję się przejąć jego stanowiska. Wtedy będzie musiał mi oddać swoją część. Taka była wola dziadka - mam wrażenie, że konflikt pokoleniowy trwa w naszej rodzinie już od dawna. Jak jakaś klątwa. Nie zagłębiałem się dużo w relacje ojca z dziadkiem, ale nie była ona też najlepsza. Co świadczył testament, gdyż wyraźnie było napisane, że połowa majątku po śmierci staruszka nie idzie na Malvina, ale na jego wnuki. Dlatego większość przepisana jest na mnie. Auburn jest za mała, ale gdy dorośnie, również otrzyma swoją część. O ile tylko będzie tego chciała.
- I co w związku z tym? - odzywa się Dearden w odpowiedzi. Jej kąśliwy ton jest nie do zniesienia. Tak jakby decyzja co zrobię w obecnej sytuacji, podlegała dyskusji. Nie uwzględniam jej zdania. Nie uwzględniam zdania nikogo - Chcesz oddać pół firmy dobrowolnie, a pół firmy należącą do swojego ojca... sprzedać? - nie kryje się z ironią. Nie kryje się także ze zdenerwowaniem.
Co ją to właściwie obchodzi? Jest poza wszystkim. Jest obcą osobą, która przypadkiem się pojawiła, bo musiała. Najpierw twierdzi, że chce skończyć znajomość, jak najszybciej, od razu po załatwieniu projektu, a teraz sama się wpycha i to w dodatku w sytuację, od której uciekłby każdy.
Wyrażam swoją dezaprobatę po własnych przemyśleniach przewrotem oczu i wstaję z miejsca. Podchodzę do okna i wyglądam za nie ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.

28 lut 2019

Od Juliena do Crystal - Walentynki [1/2]

Czasem coś zmusza mnie do przybycia na to miejsce. Jakaś nieodparta potrzeba, chęć poczucia obecności osoby, której już nie ma, a którą poczuję jedynie tu. Nie gra tu roli żądna potrzeba religijna, czy jakaś zasada. To przychodzi nagle i niespodziewanie. A ja nie lubię niespodzianek.
Ogromne lipy, o naprawdę rozłożystych gałęziach, wiosną tworzą tu zielony nieboskłon z liści. W powietrzu roznosi się cudowny zapach, a jeśli się chce, to i pszczoły można usłyszeć. Wcale nie przypomina to szarego cmentarza.
Ale jest zima. W dodatku ta z kategorii "rypnę ci mrozem, żeby potem zaczęło padać". Teraz rozciąga się aura samotności i smutku, choć są walentynki. To całe święto nie jest najgorsze, nawet w swojej bezsensowności. Chociaż konsumpcjonizm ludzi w tym dniu wybija się wyjątkowo dobrze. Można na nim zarobić i uważam to za jakiś plus. W końcu pieniądze szczęścia nie dają, ale jakoś życia poprawiają.
Krzywię się z powodu swojego wewnętrznego dialogu prowadzonego samemu ze sobą. Nie jest to dziwne, ale niepokojące robi się w momencie, gdy zaczynasz rymować. Większego hipokryty nie znajdzie nikt na świecie.
Chwytam za swoją kurtkę. W miejscu, na który teren zaraz wkroczę, zawsze było zimno i wiało. Szczególnie o tej porze roku.
Zabieram z tylnego siedzenia kwiaty i kieruję się w stronę furtki. Jest otwarta, ale nie zauważam wielu ludzi. Po tylu latach już wiem, kiedy będę w miarę sam. Potrafię wybrać najodpowiedniejszą chwilę, ale muszę uważać, aby się nie zasiedzieć. Ostatnio mi to nie grozi, lecz za każdym razem, jak już przebywam tutaj, trudno mi odejść. Jakby coś mnie trzymało i podejrzewam, że to nie tyle, co z mojej winy, ale powodem jest przeszłość, która przytwierdza mnie do zimnej ławki, jak mocne spoiwo. W zależności, które wyrzuty zamierza we mnie wzbudzić, ciągnie mnie, albo do jednego, albo do drugiego miejsca.
Dzisiaj ciągnie mnie do obydwóch miejsc.
Skręcam w boczną uliczkę. Automatycznie. Stały punkt programu. Trafię tu z zamkniętymi oczami. Kiedyś nawet policzyłem kroki. Musiałem być wtedy naprawdę zdesperowany.
Grób mamy jest na uboczu. Tak chciała jej siostra, jak i cała wspaniała druga część naszej małej społeczności, którą powinienem nazywać rodziną. Chyba już wolę być absolutnie sam, niż znajdować się w gronie tych ludzi. Jeśli będę chciał się poczuć częścią czegoś większego, to wsiądę w autobus w godzinach szczytu i tyle mi starczy.
Przystaję obok nagrobka. Nie chcę spędzać tu dużo czasu. Robię to w całym roku i tak nadmiernie, ale mam wrażenie, że tylko ja to robię, nie licząc rodziny od strony matki. Jakoś trudno mi uwierzyć, aby ojciec fatygował się specjalnie, narażając się na niezadowolenie swojej zdzirowatej narzeczonej u boku. Odkąd nie musi udawać, jak bardzo nam współczuje, sytuacja obróciła się o całe sto osiemdziesiąt stopni. I doskonale zdaje sobie sprawę, że mi i tak nikt nie uwierzy. To nasza indywidualna wojenka.

23 sty 2019

Od Juliena cd. Dearden

Odprowadzam ją wzrokiem do momentu, gdy nie znika za ścianą. Potem słyszę tylko otwieranie i zamykanie drzwi. Mój wzrok jeszcze długo pozostaje pusty, skierowany w przestrzeń mieszkania, mówiący o moim zamyśleniu.
Układam plan w głowie. Plan, który musi wypalić.
Pytam siebie, czy jestem w stanie zaryzykować. A jeśli tak, to do jakiego stopnia mogę to zrobić.
Odganiam myśli, które biorą pod uwagę niepowodzenie. Nie akceptuję ich, choć czuję się jak bohater dramatyczny. Jakąkolwiek drogą idę, i tak napotkam konsekwencje. Muszę wybrać mniejsze zło.
Cokolwiek się stanie, moim priorytetem jest Auburn. I jakikolwiek wyrok na mnie spadnie - nie ma to znaczenia - jestem w stanie poświęcić dużo.
Wstaję i idę do kuchni po długopis. Sięgam go z szafki i podchodzę do stołu, gdzie leżą dokumenty od Dearden. Podpisuję we wskazanych miejscach, nawet nie czytając, co na nich jest. Mój ojciec określiłby to za nieodpowiednie, a wręcz karygodne, ale teraz nie w mojej głowie myślenie, czy ktoś próbuje mnie oszukać. Powiedzmy, że ufam Dearden.
Kończę swoją herbatę i zbierając obydwa kubki, wrzucam je do zmywarki. Wiem, co teraz powinienem zrobić. Układam w głowie scenariusz swojego pojawienia się w firmie. Nie robię tego bez powodu, muszę mieć w razie czego dobre wytłumaczenie. Głównie dla ojca. Bycie synem prezesa firmy do czegoś mnie uprawnia, ale to i tak za mało.
Dzwonię przy okazji do swojego szefa i informuję go, że muszę wziąć wolne na kilka dni. Wstępnie. Nie pyta dlaczego, ale w jego głosie mogę wyczuć domyślanie się, że bynajmniej nie robię tego z powodu złego samopoczucia, czy choroby.
Zabieram kluczyki od samochodu, zarzucam kurtkę na siebie i zaczynam realizację planu.
Wiem, że Dearden nie prosiła mnie o pochopne działanie, ale nie jest to nic bardziej przemyślanego. Muszę zdobyć te dokumenty, nawet dla własnego poczucia, że mam coś, co pozwoli mi odzyskać siostrę. Mogłem chociaż poprosić, żeby mi ją dał na chwilę. Byłbym pewny, że faktycznie tam jest. Teraz rozegrałbym tę rozmowę inaczej. Nie można płakać nad rozlanym mlekiem. Nie lubię stać w miejscu i czekać, dlatego zdobycie okupu jest dla mnie teraz bardzo ważne.
Dojechanie na miejsce nie zajmuje mi długo. Ruch znacznie zmalał. W tej chwili nie jestem w stanie powiedzieć, co bym wolał.
Ten wysoki budynek jest częścią mojego dzieciństwa. Miejscem, w którym za swojego czasu spędziłem głównie na obserwacji całego miasta.
Wychodzę z windy i kieruję się w stronę pokoju samego guru firmy. Widzę drzwi i samemu sobie się dziwię, że nie jestem zdenerwowany.
- Pana Callière nie ma w gabinecie - zwraca mi uwagę kobiecy głos, dochodzący zza biurka. Odwracam się i patrzę na nią, z ręką na klamce. Już mam odpowiedzieć coś w stylu, że akurat ja mogę poczekać w środku, ale ona nie daje mi dojść do głosu - Ah, to pan. Nie poznałam - przyzwyczaiłem się do zwrotu per pan, nawet jeśli jakiś pracownik jest ode mnie starszy, ale w jej ustach zabrzmiało to nie tyle co dziwnie, jak okropnie niewłaściwie. Na oko była młoda, ale na pewno starsza ode mnie. Kasztanowe włosy spływały po jej ramionach i dziwię się, że nie przeszkadzały jej w pracy.
Zmrużyłem oczy. Z powodu jakiegoś nagłego olśnienia, mój plan natychmiast nabrał ważnego aspektu. Nie bez powodu kobieta siedzi niedaleko gabinetu mojego ojca. Oglądam się za siebie, czy jej przełożona i starsza doświadczeniem sekretarka nie siedzi tuż obok. Pusto, a to już większe pole do popisu.
Okażę się strasznym egoistą, manipulatorem i człowiekiem idącym po trupach do celu. Cóż, jakoś mnie to niezbyt obchodzi.

20 sty 2019

Od Juliena cd. Dearden

Spoglądam na zegarek. Już po raz trzeci od dwóch minut. Jestem cierpliwy, ale nie znoszę czekać, jeśli ktoś konkretnie ustala godzinę. Inna kwestia, gdyby było na odwrót.
Auburn nie pojawia się jeszcze przez następne trzy minuty, a ja się przyłapuję na tym, że desperacko wpatruję się w bramę szkoły. Pewnie łazi gdzieś z tymi swoimi koleżaneczkami.
Widzę znajomą kobietę, która z opisów siostry wygląda jak jej wychowawczyni. Z drugiej strony widujemy się na wywiadówkach. Nienawidzę na nie chodzić, bo te wszystkie troskliwe mamuśki biorą mnie za ojca, nie mogąc zrozumieć, dlaczego raz pojawiam się ja, a jeszcze rzadziej mężczyzna podobny do mnie, tyle że starszy. I dlaczego jestem jego dokładną kopią. Denerwuje mnie to. Tak jak te wszystkie ukradkowe spojrzenia. Może powinienem nosić obrączkę tak dla pozorów, że nie jestem zainteresowany? Chociaż nie. Dzisiaj kobietom nie przeszkadza żadna oznaka przynależności. To brutalne, ale wyznaję zasadę, że mężczyzna powinien szanować kobietę, jeżeli ta da mu powody do tego szacunku.
Wysiadam z auta i przebiegam przez ulicę. Chowam ręce w kieszenie, bo wychodzenie na zimno w samej bluzie jest nieodpowiedzialne. Czyli to, co w sumie lubię. Podbiegam do kobiety, która natychmiast podnosi wzrok w górę i rozpoznawszy mnie, przybiera sympatyczną minę. Oszczędzam tego gestu samemu sobie.
- Nie widziała pani Auburn? - pytam, nie spodziewając się zobaczyć na twarzy nauczycielki wymalowane zaskoczenie.
- Po Auburn już ktoś przyjechał. Widziałam, jak odjeżdżała, chyba autem pana ojca, o ile pamięć mnie nie myli - patrzyłem na nią zdezorientowanym wzrokiem. Doskonale wiedziałem, że to nie mógł być ojciec. W końcu sam mnie prosił o odebranie Auburn.
- Dziękuję, widocznie nie dogadaliśmy się - posyłam jej coś, co miło przypominać uśmiech i natychmiast się odwracam.
Wracam do samochodu i odjeżdżam kawałek, tak aby nic nie było zbyt podejrzane. Zastanawiam się, czy zadzwonić do ojca i upewnić się, że zmienił zdanie, a także mam zamiar opieprzyć go za bawienie się mną i moim czasem. Jednak wybieram numer do siostry. Opieram głowę o zagłówek i liczę sygnały. Odbiera po trzecim. Nic nie mówię, bo czekam, aż ona się odezwie i zacznie tłumaczyć. Jednak tego nie robi, a mój wzrok ląduje skupiony gdzieś przed siebie.
Nieznajomy: Fajnie, że dzwonisz Julien. Właściwie, to czekałem na ten telefon ~ nie wiem, skąd wiedział, że najpierw zadzwonię na niego, a nie poinformuję ojca. Albo jest pieprzonym jasnowidzem, albo miał szczęście.
Ja: Kim ty do cholery jesteś? ~ nie kryję zirytowania, choć sam nie wiem, skąd się ono wzięło. Powinienem być przestraszony, zdziwiony, w jakikolwiek sposób zdezorientowany usłyszeniem obcego głosu po drugiej stronie.
N: To mało istotna rzecz. Wiem, że bardziej istotna właśnie jest niedaleko mnie i stanie jej się krzywda, jak nie będziesz chciał iść na układ ~ przechodzi od razu do rzeczy, powodując u mnie jakiś nieokreślony odruch, pozostały po dawnym życiu. Spoglądam przez boczne szyby, szukając wzrokiem zaczepienia, ale oprócz przechodzących obok ludzi, nie znajduję nic ciekawego.

23 gru 2018

Od Juliena cd. Dearden

Patrzę w dół na paczkę, której połowa zawartości znalazła się na dziewczynie, która wyraźnie powstrzymuje się przed odpowiednią reakcją. To dosyć zabawny widok, pomimo faktu, że wszystko było przypadkiem i tym razem nie zamierzałem doprowadzić jej do stanu, w którym się obecnie znajdowała.
Przyznam jednak, że nie spodziewałem się takiej reakcji. Kiedy już obrywam mąką, po tym, jak przed chwilą obserwowałem jej dłoń, którą zanurzała w paczce, ucieka z chichotem. Jak mała dziewczynka.
- To nie było specjalnie! - krzyczę, ale ona dawno zdążyła gdzieś zniknąć. Spojrzałem skrzywiony na swoją czarną bluzę, która teraz była cała od mąki wraz ze mną. Strzepnąłem sporą część ze swoich włosów. Biały proszek spadł na podłogę, której też nie było dane oszczędzenie. To głupia zabawa. Takie dziecinne.
Patrzę na wyświetlacz telefonu, na którym widnieje SMS od ojca.
Idealny tata: Odbierz dziś Auburn ze szkoły.
Przewracam oczami i chwytam za całą paczkę. Idę jej szukać. Nie zamierzam tym razem przegrać, nawet w tak infantylnej konkurencji, jaką jest rzucanie w siebie, czym popadnie, byleby było sypkie i utrzymywało się na człowieku.
Spoglądam do otwartego przedpokoju, ale ślady brokatu wskazują, że ten nie został jeszcze naruszony przez chodzącą i błyszczącą w świetle różnymi kolorami gwiazdę. Dół był czysty - względnie. Nie uważam ją za równego sobie przeciwnika, bo ja mogę grać nieczysto, a wątpię, aby Dearden mogła złamać zasady moralne. Nawet przy takiej zabawie.
Brokat był cały rozsypany po schodach. Jeszcze mi tego brakowało, aby uciekła na górę. Jestem ciekawy, kto ma to sprzątać, bo ja nie zamierzam przyłożyć nawet palca. W moim mieszkaniu od zawsze obowiązywał porządek. Nie jestem perfekcjonistą, ale nie znoszę bałaganu i przestawiania rzeczy, a Dearden właśnie to zrobiła. Ruszyła to, czego nikt dotąd nie ruszył i jeszcze śmiała mi powiedzieć, że nie mam w zwyczaju wycierać meble z kurzu. Auburn, która co jakiś czas się tu pojawiała, twierdziła, że brakuje temu miejscu bałaganu, rzeczy, która chociaż jedno pomieszczenie zagraciłaby niepotrzebnie. Z tymi całymi świątecznymi czułem się nieswojo, moja przestrzeń została zajęta przez świecące lampki i ozdoby, których istnienie uważałem za niepotrzebne. A mimo tego, nie kwestionowałem zakupu Dearden, po którymś z uszczypliwych komentarzy, przestałem nawet zwracać uwagę, co kupuje, bo i tak by to kupiła. Z moją zgodą, czy bez niej. Najważniejsze, że co do większości stylu się zgadzaliśmy i tandetne elfy z powykrzywianymi uszami odrzuciliśmy zgodnie.

16 gru 2018

Od Juliena cd. Dearden

Naturalnie nie mogłem sobie odpuścić wywołania tandetnej prowokacji z powodu czysto złośliwej natury. Nie pozwoliłem sobie odpuścić zobaczenia wyrazu twarzy chłopaka, choć tak naprawdę w niczym mi nie zawinił. Wręcz przeciwnie. To ja nie miałem prawa nic robić z rzeczy, które przed chwilą zrobiłem, wbrew wyraźnym protestom Dearden. Nikt jeszcze nie patrzył na mnie w ten sposób, jednocześnie wyrażając złość, prośbę i zaskoczenie. Nie, żeby sprawiało mi to satysfakcję. No... ale sprawia mi to satysfakcję.
Zostawiam tę dwójkę, nie chcąc być uczestnikiem możliwej kłótni, która aż wisi w powietrzu.
A wiecie, co jeszcze wisi w powietrzu?
Święta.
Czas, w którym robi się tysiące dań, bo przecież jedna osoba jest w stanie wcisnąć w siebie połowę stołu. Czas, kiedy kupuje się choinkę, taszczy do domu, ubiera, po to, by ta za chwilę zaczynała usychać, zrzucać igły, aby ją wyrzucić, z powrotem schować świąteczne ozdoby do szafki i czekać rok na kolejne święta. Czas, w którym spotyka się rodzina, rozmawia, wręcza sobie prezenty i wybacza wszystkie krzywdy.
Pic na wodę. Komercyjność tego święta odrzuca mnie wystarczająco. A myśl, że moja rodzina mogłaby się spotkać, znajdować cała w jednym pomieszczeniu, rozmawiać, a już na pewno wybaczyć wszystkie swoje krzywdy, doprowadza mnie do stanu pełnego rozbawienia. Dopóki był ktoś, kto pilnował, aby święta przynajmniej w czwórkę były świętami, nie miałem nic przeciwko nim.
Już dwa lata temu wspólne święta okazały się fiaskiem. Po czasie ojciec postanowił znowu spróbować zjednoczyć naszą rodzinę. Oczywiście, zaproszenie dla dziadków i tak było skazane na wyrzucenie do kosza, a strona mamy... to inny, osobny temat. Wcale im się nie dziwię, że dali negatywną odpowiedź. Za to rodzina Renee była zachwycona tak jak ona sama. Liczyła, że może wtedy nasze relacje się poprawią, ale nie wzięła pod uwagę, że lepszym rozwiązaniem byłaby szczera rozmowa na osobności, a nie w obecności jej całej rodziny, ojca i Auburn. Odpuściłem sobie święta na dobre, robiąc tylko wyjątek dla swojej siostry.
Zamierzam wrócić do domu, aby potem udać się do pracy i nie dostać porządnego opierdolu za to, że przychodzę sobie, kiedy chcę. Normalnie zostałbym wywalony, dlatego nie wiem jakim cudem jeszcze pracuję. Wiadomość od szefa wskazuje, że wcale nie muszę się denerwować, bo warsztat jest z jakichś nieznanych powodów zamknięty, co jest rzadkością, bo zazwyczaj zawsze jest jakiś ochotnik. Trudno. Wieczór samemu w domu jest najlepszą opcją z możliwych.