Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camilla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camilla. Pokaż wszystkie posty

7 paź 2018

Odejście

Pożegnajmy Camillę oraz Davida. 
Powód odejścia: Decyzja autorki.

Rzecz jasna, reszta moich postaci zostaje.
Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo.
~Kamyla

26 sie 2018

Od Camilli - Zadanie #4

Kolejny dzień, który spędzę przed telewizorem, przejadając litrowe pudełko lodów karmelowych. 
Wstałam, przecierając podkrążone oczy i przebrałam się w jakieś luźne spodenki i wymiętą koszulkę z nadrukiem „Milcz, gdy do mnie mówisz”, którą kupiła mi jedna z przyjaciółek kilka lat temu. 
Odgarnęłam splątane włosy z twarzy i udałam się do kuchni, w której zastałam mojego brata. 
— Dzień dobry. Jak się spało? — zapytał, rozkładając talerze na stole. 
— Cudownie. — odparłam sarkastycznie, mierząc go ponurym spojrzeniem. 
— Zabiorę cię na letni festyn. Może to poprawi ci humor. 
Zareagowałam na jego wypowiedź donośnym śmiechem. 
— Nie w tym życiu, Carter. 
— Jedz, zaraz wyjeżdżamy. — podsunął mi pod nos talerz wypełniony owsianką. 
— Czy ja wyglądam na konia? Przecież się tym nie najem. — zmierzyłam go poirytowanym spojrzeniem. 
— Dobrze, skoro narzekasz, to rób sobie sama śniadanie. — usiadł naprzeciwko mnie i zaczął łapczywie jeść. 
Przewróciłam nerwowo oczyma, a z moich ust dało się słyszeć ciche westchnienie. 
** 
Wysiadłam z samochodu, a do moich uszu od razu wdarły się liczne krzyki, piski i odgłosy panicznego śmiechu. 
Trzasnęłam drzwiami od auta i z grymasem na twarzy skierowałam się w stronę kolorowych namiotów, czy dziwacznych stoisk, które nie przykuwały mojej uwagi, a wręcz odstraszały. 
Kiedy tylko dotarliśmy na miejsce, przed moimi nogami zaczęły przebiegać radosne gromadki piszczących dzieci, na których widok lekko się skrzywiłam. 
— To co, gdzie chcesz najpierw iść? — zapytał Daivd, wyciągając papierosa. 
— Do domu. — wymamrotałam ponuro, patrząc na te wszystkie uśmiechnięte twarze wokół mnie. 
— Może chcesz pluszaka, co? — wokół niego unosiła się chmura siwego dymu. — Zestrzelę kaczki i wygram ci tego ogromnego miśka. — zaśmiał się cicho, po czym zajął miejsce w kolejce do stoiska. 
— Nie chcę. 
— Przestań ciągle zrzędzić, tylko się rozluźnij. —zmierzył mnie mocno podirytowanym spojrzeniem i niecierpliwie tupał nogą o ziemię, doprowadzając mnie do szału. 
Po kilkunastu minutach oczekiwania, David zapłacił kobiecie za ladą i wziął do ręki zabawkowy pistolet. Nawet nie wiecie, jak żałośnie to wyglądało. 
O dziwo, zestrzelił tyle kaczek, że wystarczyło na to, aby otrzymał wielkiego, pluszowego miśka. Brat wręczył mi go z triumfalnym uśmiechem, a ja przewróciłam oczyma i odebrałam od niego zabawkę, cierpliwie znosząc te zazdrosne uśmiechy kilkuletnich dzieci, którym nie udało się go zdobyć. Ha! 
Pocałujcie mnie w… nos. Nie bądźmy ordynarni. 
— Gdzie teraz idziemy? — zapytałam, gładząc dłonią puchaty pyszczek pluszaka. 
— Tam. — wskazał palcem wielki, wyglądający złowieszczo, diabelski młyn. 
Moją reakcją na jego słowa był najzwyczajniejszy w świecie śmiech. Dlaczego? Bo myślałam, że to kolejny z jego żałosnych żarcików, którymi sypał jak z rękawa. Niestety, myliłam się. Kiedy zobaczyłam jego zupełnie poważne spojrzenie, przeszedł mnie zimny dreszcz. 
— Rozumiem, że chcesz, abym tam z tobą poszła? — mój wzrok próbował objąć całą tę konstrukcję. David kiwnął twierdząco głową, po czym pociągnął mnie za rękawek od bluzki i ruszył w kierunku przerażającego koła, na którego widok moje nogi robiły się niczym z waty, a ręce mimowolnie drżały. — Jak zginiemy, to… 
— Cicho. — przerwał mi i ponuro popatrzył na długą kolejkę prowadzącą do tej mrożącej krew w żyłach atrakcji. 
Po dwudziestu minutach czekania zajęliśmy miejsce na siedzeniach i z lekkim niepokojem obserwowaliśmy, jak z każdą minutą wznosiliśmy się coraz wyżej. Muszę przyznać, że początkowo wyobrażałam sobie same najgorsze scenariusze, w których giniemy śmiercią tragiczną, spadając z wysokości i nie mając żadnych szans na przeżycie. Bałam się, że nagle dostanę ataku serca, ale nikt nie będzie o tym wiedział, gdyż będę uwięziona w kapsule i umrę w wieku nieco ponad dwudziestu lat, w diabelskim młynie. 
— Jak ci się podoba widok? — z moich katastroficznych rozmyślań wyrwał mnie spokojny głos Davida. 
W momencie, w którym zobaczyłam panoramę Avenley River, coś we mnie drgnęło. Cały strach, który gromadził się w moim wnętrzu już od dobrych kilkunastu minut, momentalnie wyparował, ustępując miejsca poczuciu radości. 
— Ale tu pięknie! — krzyknęłam z nienaturalnym podekscytowaniem i podziwiałam widok miasta z tej perspektywy. 
Mój wzrok krążył po malutkich domkach, urokliwych sklepikach, czy ledwo widocznych alejkach pobliskiego parku. Jedyny budynek, który przewyższał nas wysokością ponad dwukrotnie, to wielki gmach Brown Inc, którego szklana konstrukcja odbijała promienie słoneczne. 
Zakochałam się w tym widoku i zanim zdążyłam się nim nacieszyć, kapsuła została otworzona, a my musieliśmy wyjść. 
Kiedy znów znaleźliśmy się na ziemi, spojrzałam ostatni raz na diabelskie koło i wydałam z siebie ciche westchnienie. 
— Widzę, że ci się spodobało. — brat zmierzył mnie triumfalnym spojrzeniem, które wręcz błagało o to, aby przyznać mu rację. 
— Tak. Było cudownie. — pierwszy raz od dłuższego czasu zgodziłam się z Davidem i dałam mu tę satysfakcję. 
— Pójdziemy tam jeszcze raz, przed samym zamknięciem. A teraz chodź. — ponownie pociągnął mnie za rękawek i zaprowadził do wielkiego, kolorowego namiotu, który zapewne był cyrkiem. 
Kupiliśmy bilety i weszliśmy do środka. Momentalnie przeniosłam się do czasów dzieciństwa, kiedy to ojciec zabierał nas różnego rodzaju pokazy. 
Zajęliśmy miejsce na widowni i z zaciekawieniem patrzyliśmy w stronę areny, gdzie puszysty tygrys zwinnie przeskakiwał przez kolejne płonące obręcze. Po gromkich brawach, na jedną z drabinek wyszła kobieta i zaczęła chodzić na przerażająco cienkiej linie, szeroko się uśmiechając, a pod spodem po wyznaczonym szlaku jeździł klaun na monocyklu, który do tego wszystkiego jeszcze żonglował! Podziwiam takich ludzi. 
Po półtoragodzinnym występie wybiła godzina szesnasta. Czas leciał nieubłaganie szybko, a ja z coraz większą radością odwiedzałam kolejne ciekawe stoiska, czy jeździłam na dziecięcych karuzelach z Davidem, śmiejąc się wniebogłosy. 
Muszę przyznać, że dawno nie czułam się aż tak szczęśliwa i pełna energii. 
Z radosnym uśmiechem zaprowadziłam nieco zmęczonego już Cartera do budki i kupiłam nam watę cukrową, która momentalnie przywróciła go do życia. Tak, mój braciszek kochał słodycze zapewne bardziej niż mnie i kupienie mu czegokolwiek, co zawierało cukier, kończyło się tym, że skakał z radości niczym kilkuletni chłopiec. 
Wybiła godzina dwudziesta pierwsza, a my właśnie wchodziliśmy do diabelskiego młyna, aby jeszcze raz móc napawać się tym cudownym widokiem, który wywarł na nas ogromne wrażenie. Tym razem ujrzałam klimatyczne światła ulicznych lamp, które rozświetlały dróżki, dodając im cudownego uroku. 
Po niecałej godzinie wyszliśmy, z uśmiechem wspominając wydarzenia z dzisiejszego dnia. Przyznaję, jestem wdzięczna Davidowi za to, że mnie tu zabrał. 
To miejsce miało swój specyficzny klimat, który był w stanie wpłynąć nawet na mnie – ponurą, wiecznie niezadowoloną nastolatkę, która myślała, że widziała już wszystko. 
Ot, byłam w błędzie.

20 sie 2018

Od Camilli CD. Nivana

Powolnym krokiem przemierzałam kolejne alejki tego całkiem sporego parku, zerkając ze zdezorientowaniem na puste ławki i coraz intensywniej rozmyślając nad tym, czy mężczyzna, którego zaprosiłam nie zapomniał o naszym spotkaniu. Mijałam staruszków spacerujących chodnikiem, panie z psami, grupy głośnych, roześmianych nastolatków, ale żadnego szatyna z charakterystycznym zarostem i okularami.
* * *
Patrzyłam na przechodzących obok ludzi, których twarze wyrażały głównie zmęczenie, a nawet i lekkie poirytowanie, po czym zaczęłam uświadamiać sobie, jak bardzo się zmieniłam. Kiedyś radosna, uśmiechnięta. Może to była tylko maska? Dobra mina do złej gry? Cóż, to prawda. Przykrywałam smutek, który z każdym kolejnym problemem rodzinnym coraz bardziej się pogłębiał. Może poczyniłam krok w przód, gdyż postanowiłam pokazać swoje prawdziwe ja i kiedy stanęłam w lustrze, patrząc na swoje odbicie, mogę śmiało powiedzieć, że niczym nie różnię się od tych wszystkich zmęczonych, posmutniałych ludzi przechadzających się w okolicy.
Uniosłam wzrok i na jednej z ławek ujrzałam czekającego mężczyznę, co momentalnie przyniosło mi uczucie ulgi. Nie wiem dlaczego, ale cieszyłam się z tego spotkania, zwłaszcza przez to, że moja przyjaciółka niedawno się wyprowadziła i nie miałam żadnej osoby, z którą mogłabym spędzić trochę czasu, beztrosko popijając kawę, czy rozmawiając, nawet o pogodzie.
Podeszłam bliżej do mężczyzny, a kiedy uniósł na mnie swoje spojrzenie, wystawiłam mu dłoń na powitanie.
- Cześć. – uścisnęliśmy sobie ręce, wysilając się nawet na delikatne uśmiechy.

Nivan?


10 sie 2018

Od Camilli CD. Nivana

— Dobrze, ugadane. — zaczęłam nerwowo machać ręką do brata, aby wyszedł z mojego pokoju i nawet nie ważył się przekraczać ponownie jego progu.
Nivan mruknął cicho, jakby potwierdzając moje słowa.
— To do zobaczenia. — odparłam cicho, po czym szybko się rozłączyłam i odetchnęłam z ulgą.
Dlaczego rozmowy telefoniczne są takie stresujące? Być może dlatego, że nie widzi się twarzy drugiej osoby i jej reakcji na słowa, które wypowiesz? Zapewne to jest powodem, przez który rozważam każde wypowiedziane zdanie, co często powoduje głuchą ciszę.
Dobrze, nie okłamujmy się. 
Po prostu szukam wymówki, gdyż przez ostatnie lata stałam się całkowicie aspołeczna i nawiązywanie kontaktu z drugim człowiekiem idzie mi jak po gruzie.
Ot, to jest prawda.
— Nie możesz poczekać kilku minut dłużej, aż skończę rozmawiać i wówczas cokolwiek do mnie mówić? — westchnęłam cicho, odkładając telefon na komodę.
— Chodź i nie marudź, bo płatki wystygną.
Tak, płatki były powodem tego, że omal nie spłonęłam ze wstydu.
Mozolnie wstałam i powolnym krokiem udałam się w kierunku kuchni, aby zjeść to niezwykłe śniadanie.
Po niedługim czasie wstałam, umyłam brudne naczynia i postanowiłam pójść na spacer z psem, chociaż w praktyce, to pies będzie mnie wyprowadzał na spacer.
Znów będę musiała znosić rozbawione spojrzenia sąsiadów, czy innych przechodniów, którzy z cynicznym uśmieszkiem będą oglądali widowisko, w którym pies wielkości małego niedźwiedzia będzie poniewierał w każdą możliwą stronę swoją właścicielką.
A zresztą, co mi tam.
Zapięłam smycz i wyprowadziłam naszą ogromną kulę sierści na małą przechadzkę po okolicy.
Pozostaje mi tylko błagać, aby w otoczeniu kilometra nie było żadnego innego psa, czy kota, gdyż skończyłabym z twarzą w ziemi.

Nivan? Możesz opisać przyszły tydzień, jeżeli chcesz.

28 lip 2018

Od Camilli

Poniedziałek.
Siódma rano.
Zachmurzone niebo.
Czy to nie jest już wystarczająco przygnębiające?
Wstałam i mozolnie przetarłam swoje znużone oczy. Pora iść rozdawać ulotki. To jedyne, co mogę robić, aby zabić trochę czasu, a jednocześnie zarobić [marne] pieniądze.
Czeka mnie pięć godzin stania i wciskania ludziom świstków, które i tak przy najbliższym koszu wyrzucą. Niektórzy nie wysilają się nawet, żeby nie robić tego na moich oczach.
Oczywiście, to ja dostaję później ochrzan za to, że leżą w koszu.
■□■□■□

Zjadłam jakieś półroczne płatki z zimnym mlekiem i przejadłam je jakimś batonikiem z odmętów szafki. Kto wie, może chociaż on podaruje mi trochę siły na ten dzień.
Ubrałam się schludnie, żeby przyciągać do siebie ludzi, wypiłam łyk kawy brata i wybiegłam w stronę przystanka.
— Kurna mać, spóźnię się. A zresztą, nikt tego nie widzi. — wskoczyłam niczym zwinna kocica do pojazdu i skasowałam bilet.
Do galerii, w której miałam wykonywać tę robotę, było 3 kilometry. Poszłabym pieszo, ale wyszłam za późno.
Usiadłam na wolnym miejscu i ujrzałam SMS'a. Był od mojej przyjaciółki, która mieszkała na obrzeżach miasta.
Musimy się spotkać, mam coś ważnego do powiedzenia.
Coś czuję, że nie będzie to nic miłego. Martwiłam się. To jedyna osoba, która była moją prawdziwą przyjaciółką. Miałam opory przed poznawaniem nowych ludzi, a mimo to, przed nią byłam w stanie całkowicie się otworzyć.
Niespodziewanie usłyszałam głos jakiegoś starszego mężczyzny, który wyrwał mnie z intensywnego zamyślenia.
— Zwolnisz mi miejsce, czy będziesz tak siedzieć? — burknął z niezadowoleniem, jakby miejsce należało do niego i zmierzył mnie wzrokiem tak, że poczułam się jak najbardziej niewychowana osoba w okolicy. Przecież nie ustąpiłam miejsca emerytowi! Już widzę te nagłówki w gazetach o nagannym zachowaniu młodego pokolenia! Jestem kurna zrujnowana!
Opryskliwość to moje drugie imię, moi mili.
— Siadaj pan. — odpyskowałam, marszcząc brwi.
Kim on sobie myśli, że jest? Miejsca są dla każdego, a to, że jestem młodsza, nie znaczy, że mam mu się usuwać z drogi. Poza tym, to, czy ustąpię mu siedzenia, jest tylko kwestią mojej grzeczności i nie ma przymusu, żebym to do cholery robiła. Zacisnęłam szczękę i złożyłam dłoń w pięść tak, że moje knykcie zbielały. Jest jakiś cholerny nakaz o spieprzaniu ze swojego miejsca, po wejściu starszej osoby do pojazdu?
Autobus przyjechał do mojego celu. Szybko odpisałam przyjaciółce i umówiłam się z nią w pobliskiej kawiarni na trzynastą piętnaście.
Ruszyłam w kierunku galerii i zgłosiłam się u wyznaczonej osoby, po czym rozpoczęłam żmudną pracę.
— Dzień dobry, zapraszamy do nowo otwartej szkoły muzycznej na piętrze +1. — powtarzałam do każdej osoby, wciskając jej na siłę ulotkę z wymalowanym uśmiechem na twarzy, sztucznym rzecz jasna.
Szczerzyłam się tak, że bolały mnie kąciki ust. Ale nikogo to nie interesuje.
Słyszałam kolejnych ludzi, którzy nerwowo odmawiali i przewracali teatralnie oczyma.
Nienawidzę tej roboty.
Pięć godzin później skończyłam i odebrałam swoje liche wynagrodzenie. Ponownie wsiadłam w autobus [tym razem stałam, mimo tego, że były wolne miejsca] i pojechałam w stronę umówionej kawiarni, akurat wybijała wyznaczona godzina.
Zajęłam miejsce przy stoliku i zamówiłam sobie mocną, czarną kawę. Wnet przyszła Veronica.
— Hej! — wstałam i przytuliłam ją mocno.
— Cześć! — odwzajemniła uścisk.
Pierwszy raz na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Uwielbiałam nasze cotygodniowe spotkania w coraz to nowszych miejscach.
Usiadłyśmy naprzeciw siebie, popijałyśmy kawą i przejadałyśmy cudownym sernikiem, prowadząc ożywioną rozmowę.
— Ten idiota ciągle do mnie pisze. a ja traktuję go jak kolegę, nic więcej! — zaśmiała się.
— Ignoruj go. — przewróciłam oczyma i upiłam łyk gorącego napoju.
Szczerze powiedziawszy, wstyd było mi to przyznać, ale nigdy nie miałam chłopaka. Kumplowałam się z kilkoma, bo wolałam towarzystwo płci przeciwnej, jednak nigdy nie myślałam o żadnym na poważnie. Tak, mam 20 lat. Możecie się ze mnie śmiać, droga wolna.
— To nie takie łatwe, on ciągle zaczyna rozmowę! Nie da się go ignorować w nieskończoność.
— Zablokuj go. — Veronica roześmiała się. Uwielbiała moją radykalność i lekceważące podejście do wszystkiego. — A wracając, co miałaś mi do powiedzenia?
Na to pytanie wyraźnie posmutniała. Bałam się.
— Camilla...
— Hm? — mruknęłam, unosząc na nią wzrok.
— Jutro się przeprowadzam. Wracam do moich rodzinnych rejonów, prawie 700 kilometrów stąd. Wujek mimo mojego młodego wieku zaproponował mi pracę w swojej firmie. — Moje oczy zaczęły błyszczeć, nie był to oczywiście błysk wywołany ze szczęścia, a z napływających mi do oczu łez. Walczyłam z nimi jak mogłam, bo zawsze starałam się utrzymać wizerunek cholernie silniej i niezależnej kobiety. W końcu nie wytrzymałam. Veronica wstała i mocno mnie przytuliła. — Obiecuję, że będziemy się odwiedzać.—dodała, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc.
Moja przeszłość była straszna. Straciłam matkę i ojca. Miałam tylko ją i brata, a teraz i ona ma zamiar mnie zostawić? Rozumiałam, że dobra praca i rozwijanie się jest ważne, ale emocje wzięły górę. Po raz kolejny moje serce było rozdarte. Każda z osób, które mnie opuściły, zabrała jego część. Wkrótce nie zostanie mi nic.
Spędziłam jeszcze kilka godzin z przyjaciółką, włócząc się po mieście. Około siedemnastej pożegnałyśmy się i ruszyłyśmy w dwie zupełnie inne strony.
Ja do domu pełnego rutyny, w której coraz bardziej się pogrążałam, a ona w kierunku rozwoju i idealnego życia.
■□■□■□

W końcu dotarłam do domu. Na wstępie ujrzałam zaciekawiony wzrok mojego brata.
— Gdzie byłaś?
— Co cię to obchodzi.
— Włóczysz się i nawet nic mi nie mówisz.
— Nie jesteś moim ojcem.
Każde kolejne zdanie wypowiadałam z coraz większą wściekłością. Normalnego dnia zgasiłabym go ciętą ripostą, czy żałosnym żartem, ale dzisiaj byłam zdenerwowana. Musiałam wyładować swoją złość i na niego wypadło. Wybacz, David.
— Nie jestem, ale zachowujesz się jak dziecko, więc nie mam wyboru.
Ponowne słowa, które bolały.
Rozumiem, że po utracie rodziców chciał dla mnie jak najlepiej. Otaczał mnie opieką i starał się, abym była szczęśliwa, jednak robił się coraz bardziej nadopiekuńczy.
Nie odpowiedziałam na jego słowa i ruszyłam do pokoju, trzaskając nerwowo drzwiami. Położyłam się na łóżku i ponownie zapłakałam.
W końcu stwierdziłam, że pójdę się przejść. Wymknęłam się, kiedy brat ucinał sobie drzemkę, żeby nie zadawał niepotrzebnych pytań i nie dolewał oliwy do ognia. Udałam się do parku i usiadłam na jednej z ławek. Przemyślałam sobie kilka spraw i poukładałam wszystko w głowie. Zdążyłam nawet wypalić dwa papierosy. Ależ wysiłek.
Wybijała godzina dwudziesta. Widziałam dużo nieodebranych połączeń od brata, ale nie miałam ochoty oddzwaniać.
Niespodziewanie z nieba lunęła straszliwa ulewa. W ciągu kilku sekund miałam już przemoczone ubrania i włosy. Przeklęłam pod nosem i potruchtałam w stronę najbliższego, ogromnego drzewa. Musiało być stare, bo jego szerokość wynosiła... Z metr?
Oparłam się o nie i niecierpliwie czekałam, aż pogoda nieco się uspokoi.
Wyglądałam tragicznie, ale tak też się czułam.
Mokre włosy, rozmyty tusz na policzkach i pet w dłoni.
— A zresztą, co mi tam, przecież nikt mnie nie widzi. — burknęłam do siebie.
Myliłam się.
Usłyszałam jakieś szmery po drugiej stronie drzewa. Stał tam jakiś obcy mężczyzna, najwyraźniej też postanowił skryć się przed deszczem.
Właśnie mnie zobaczył.
W tym stanie.
Cholera.



Ktoś?

2 lip 2018

Od Camilli cd. Nivana

Gdyby ktoś zapytał mnie o ulubioną czynność, czy hobby, z pewnością i bez żadnego zwątpienia odpowiedziałabym-sen.
Cały męczący dzień, który dodatkowo jest przepełniony męczącymi ludźmi i jeszcze bardziej męczącymi czynnościami, wreszcie się kończy. Możesz po prostu leżeć i odpoczywać.
Masz gdzieś tych wszystkich ludzi, których spotykasz. Możesz na moment się wyłączyć i wziąć oddech w tym wielkim, żałosnym wyścigu szczurów, którym jest bez wątpienia życie.
Obudziłam się około godziny dziewiątej, wręcz rozpaczając, gdyż z powrotem musiałam wrócić do cholernej rzeczywistości.
Przetarłam oczy, które mimo długiego wypoczynku, ciągle były dziwnie ociężałe. Powolnym ruchem usiadłam na swoim łóżku i wyprostowałam swój biedny, rozlazły kręgosłup.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, jak wygląda cały mój dzień.
Oświeciło mnie, że staruszki na emeryturze są bardziej produktywne niż ja.
Z lekkim grymasem na twarzy zerknęłam na ekran telefonu. Kilka nieodebranych połączeń.
- Zaraz oddzwonię.. - Wymamrotałam do siebie.
Niestety, mój plan spalił na panewce, ponieważ nieznany numer zadzwonił ponownie. Z lekkim zdziwieniem odebrałam i usłyszałam jakże znajomy głos Nivana.
Tylko tyle o nim wiem. Ja pierniczę, jestem naprawdę w dołku towarzyskim, skoro podczas rozmowy jestem w stanie dowiedzieć się tylko, jak ktoś ma na imię. Jednak z drugiej strony.. Miałam się go zapytać o inne dane? Wyszłabym na jakąś psychopatkę, która po poznaniu adresu nieznajomego, przystawi drabinę do okna jego pokoju i będzie obserwować wszystkie jego czynności, doprowadzając ofiarę do szału. Jak to było? Stalking?
- Halo? - Wymamrotałam nieco schrypniętym głosem, po czym cicho odchrząknęłam.
- Hej. Przepraszam, że dzwoniłem tak wcześnie, chciałem sprawdzić, czy numer jest dobry, czy może przypadkiem nie dostałem sfałszowanego świstka. - Odparł, a ja cicho westchnęłam. - Tak. To, co tam u ciebie.
- Nic się nie dzieje, właśnie wstałam. - Rzekłam, szybko wstając z łóżka.
Właśnie trafiłam na najtwardszy orzech do zgryzienia. Pytanie "Co tam u ciebie?" jest cholernym pytaniem, na które nigdy nie mogę znaleźć odpowiedzi, bo nic w moim życiu nie jest aż tak ciekawe, żeby o tym opowiadać. - Monotonnie, jak zwykle. - Westchnęłam cicho, jakby ktoś ściągnął mi z pleców ogromny ciężar. - A u ciebie?
- Też dobrze.
Kolejna pułapka. Co ja mam teraz kurna powiedzieć?
- Cami, chodź na twoje ukochane płateczki, bo wystygną! - Dało się słyszeć donośny krzyk mojego brata.
Gwarantuję, że jak przyjdę do kuchni, to wyleję mu te płateczki na głowę, bo ośmieszył mnie przed prawie nieznanym mi mężczyzną. Ratujcie mnie, bo twarz mi płonie z nerwów.
Mój umysł w stresującej sytuacji bywa TROCHĘ nierozważny. Aby zagłuszyć kompromitującą sytuację i zwrócić uwagę Nivana na coś innego, postanowiłam zrobić coś nie do końca przemyślanego.
- Może spotkamy się dzisiaj w parku, obok tego sklepu, gdzie się spotkaliśmy? - Zaproponowałam.
Sądny moment.
Ośmieszyłam się w cholerę.

<Nivan?>

21 cze 2018

Od Camilli cd. Nivana

Stres, to jeden z najbardziej paraliżujących uczuć, jakie dotykają ludzi. Niestety, każdy go doświadczył, doświadcza i będzie kurna doświadczał całe swe życie.Jesteśmy na niego narażeni w każdym momencie, w różnorodnego rodzaju sytuacjach. Zbyt wymagający szef, obciążenie w pracy, wystąpienie publiczne, czy nawet wizyta u lekarza. Każdy reaguje inaczej i stresuje się czymś innym. W pełni to rozumiem, jednak ja chyba jestem jakimś pieprzonym wyjątkiem, bo powód mojego stresu jest dziwacznie błahy.
Widuję na ulicy różne dziewczyny, część nie stresuje się tym, że ma tak mocny makijaż, że wygląda, jakby ktoś im podbił oczy. Jeszcze inne nie boją się nawet ubrać w tak krótkie spodenki, że wystaje im bielizna, a ja - walnięta dwudziestolatka boję się wizyty z mężczyzną innym, niż mój brat. Ratujcie mnie.
Paraliżująca cisza narastała. Logicznie rzecz biorąc, powinnam normalnie rozmawiać z mężczyzną, któremu sama zaproponowałam wizytę w kawiarni, jednak w gardle utknęła mi wielka gula, która nie pozwała mi mówić. Nawet gdybym spróbowała, nie wydałabym z siebie słowa, a jakieś pomruki lub wyrazopodobne bełkoty, po których towarzysz uznał by mnie za całkowitą wariatkę.
Bez słowa wstałam, zdjęłam torebkę, kulturalnie podziękowałam swym podłamującym się się głosem i ruszyłam żwawo w kierunku domu.
- Portfel. - Odparł.
Obróciłam się z ogromną prędkością w stronę mężczyzny i podeszłam kilka kroków bliżej.
Już wystawiłam rękę po mój piękny portfelik, niczym drapieżny tygrys, a w moim wykonaniu raczej jak spasione kocisko. - Za numer.
Mój mózg na moment się zatrzymał, a w oczach mi pociemniało.
Tlenu, tlenu. Serce łopotało mi niczym spłoszone ptaszysko. 
Stałam jak wryta z wybałuszonymi oczami i zerkałam na mężczyznę w zgrabnych okularach.
- J..Jasne. - Uśmiechnęłam się, po czym zapisałam mu na chusteczce z torebki mój numer. Czystej chusteczce, rzecz jasna.
- Dziękuję, panienko. Jesteśmy kwita. - Odparł i oddał mój portfel.
Odebrałam zgubę, po czym pożegnałam się i ruszyłam na swych nogach z waty do domu.
Klasycznie, tak jak mój brat trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na sofę, z głośnym westchnieniem. 
- Poprosił mnie o numer! - Krzyknęłam zadowolona do siebie, po czym głośno pisknęłam. 
Wiem, jestem wariatką.
- Kto? - Zapytał brat, który nagle znalazł się obok mnie. - Ach tak, ten mężczyzna od kluczy. - Przewrócił oczami.
Nadopiekuńczy braciszek powrócił.
Dzień minął mi tak, jak każdy inny. W głowie ciągle miałam scenę, w której dawałam mężczyźnie swój numer. Noc spędziłam przed telewizorem, oglądając kolejny już z rzędu ogłupiający serial paradokumentalny o kobiecie, która ponoć zobaczyła ufo i chciała skoczyć z dachu, z myślą, że ją złapią i wciągną do swego statku. 
Stoczyłam się kurna na pieprzone dno.
Rano obudziłam się około dziesiątej, przeciągnęłam swe drobne ciałko i zerknęłam na telefon. Nieodebrane połączenie od nieznanego numeru?
Pewnie moja babcia kolejny raz zmieniła numer i chce mnie o tym powiadomić. Oddzwoniłam, a gdy usłyszałam niski, męski i dziwnie znajomy mi głos, osłupiałam.

<Nivan?>

Od Camilli cd. Nivana

Weszłam do kawiarni. 
Był tam całkiem spory tłum ludzi, jednak moje spojrzenie dziwnym trafem od razu nakierowało mnie prosto na siedzącego przy stoliku mężczyznę, który na mój widok wyprostował się nieco, po czym obdarował na powitanie ciepłym uśmiechem.
Przez moment poczułam się tak, jakby nogi pode mną się uginały. Tak to jest, gdy z zewnątrz zgrywa się wygadaną gówniarę z ciętą ripostą na każdą okazję.
Niestety, prawda jest inna. Pod tą niezbyt przyjemną otoczką ukrywa się mała, zagubiona dziewczyna, która nie ma żadnego doświadczenia w zdobywaniu kontaktu z innymi.
Usiadłam powoli przy stoliku, po czym zawiesiłam torebkę na oparciu krzesła.
- Hej, hej, miło cię znowu widzieć. Nie zdecydowałaś się uciec? Jestem w ciężkim szoku - Wybuchnął salwą dosyć głośnego śmiechu i podarował mi kartę.. - Proszę bardzo, wybieraj, co chcesz, leci na koszt firmy. W ogóle, jak się czujesz po wczorajszym incydencie, nic cię nie boli, żadnych zawrotów głowy, jednak porządnie cię pierduknął. Czy ci ludzie mają w ogóle karty rowerowe, karmo, takiego nieogarnięcia dawno nie widziałem.
Nieco zdezorientowana próbowałam zrozumieć wszystko, co do mnie mówi, jednak mój strach, wywołany tym spotkaniem, spowodował, że wydałam z siebie tylko ciche westchnienie.
Po chwili powróciłam do żywych i odpowiedziałam mu, jak na cywilizowanego człowieka przystało. Za pomocą słów, a nie westchnień, czy pomruków.
- Czuję się bardzo dobrze, znaczy... Czasem lekko kręci mi się w głowie, ale to nic strasznego. - Rzekłam.- A i, to nie kwestia ludzi, bardziej mojej nieuwagi. Staruszek jechał bez zarzutu, to ja wpakowałam mu się pod koła. - Na myśl o tym incydencie zaczerwieniłam się nieco i zaczęłam bawić się swoimi dłońmi, aby się rozluźnić, jednak cały czas poświęcałam całą swoją uwagę mężczyźnie, który wyraźnie nad czymś myślał.
Po chwili niezręcznej ciszy zawołałam kelnera i zamówiłam sobie delikatne cappuccino oraz croissant'a.
Oczywiście, zamierzałam sama za siebie zapłacić, mimo innego zdania mężczyzny. To moja zasada, której przestrzegam. 
Popatrzyłam na mojego towarzysza, zerkającego na kartę. Po chwili położył ją delikatnie i zaczął stukać palcami na stole jakiś nieznajomy mi rytm.
- Poproszę zwykłą, czarną kawę bez mleka i .. - Zmrużył na moment oczy - Tę szarlotkę, którą tak zachwalacie na karcie. - Dodał, po czym ściągnął swoje okulary i zaczął je przecierać.
Bez nich wyglądał zupełnie inaczej. Położyłam rękę na oparciu i dyskretnie przyglądałam się mężczyźnie.
Ten, napotykając mój wzrok, uśmiechnął się delikatnie i ponownie włożył swoje okulary.
- Od razu lepiej. - Westchnął.- Noszenie tych okularów momentami jest torturą. - Skrzywił się nieco.
- Nie wiem jak to jest, nie miałam problemów ze wzrokiem.
Ależ ja jestem sztywna i formalna. Aż mi wstyd.
Na szczęście moje rozmyślenia, czy się ośmieszyłam tą odpowiedzią, czy może jednak nie, przebiegle przerwał kelner, który zwinnym ruchem położył nam na stole kawy, a następnie zamówione przez nas lekkie przekąski.
- O kuźwa, to najlepsze cappuccino jakie piłam. - Odparłam niekontrolowanie, po czym zaczerwieniłam się.
- U mnie przeboju nie ma. - Wziął łyk swej zwykłej, czarnej kawy.
Po około dwudziestu minutach jedzenia, połączonego z mozolnym popijaniem kawy, poprosiliśmy o rachunek.
- 25 avarów.
- Już płacę. - Odparł mężczyzna, wyciągając portfel, jednak uprzedziłam jego ruch, dając kelnerowi wcześniej przygotowane przez siebie pieniądze. Na twarzy mojego towarzysza malowało się zdziwienie, połączone z lekkim zdezorientowaniem. Zaśmiałam się cicho, po czym wstałam od stolika.
- Bardzo dziękuję za miło spędzony czas. - Rzekłam, po czym narzuciłam swoją małą torebeczkę na ramię.
Już miałam se pożegnać i odejść, jednak usłyszałam za sobą głos mężczyzny.

<Nivan?>

19 cze 2018

Od Camilli cd. Nivana

Po oddaniu mężczyźnie ciężkiego pęku kluczy, mogłam cieszyć się radością na jego twarzy. Też nie jeden raz gubiłam jakieś ważne rzeczy. Stres wówczas bywa przytłaczający. Czujemy się jakby nadzy. W końcu ktoś obcy może nam wejść do domu, który jest naszą ostoją. Cały nasz dobytek spoczywa właśnie w tym miejscu, a ktoś może mieć do niego bezproblemowy dostęp.
— Losie, dziękuję, tak bardzo dziękuję. - Odparł, wzdychając z ulgą. - Ogień, teraz klucze, jestem teraz zadłużony po uszy. Jak mogę się panience odwdzięczyć?
Szczerze? Nie liczyłam na żadnego rodzaju odwdzięczanie się. W końcu jesteśmy ludźmi i oddanie kluczy komuś, kto je zgubił, jest według mnie nie tylko czystą grzecznością, ale i obowiązkiem. Nie rozumiem więc, dlaczego mężczyzna miałby mieć u mnie jakikolwiek dług. Mimo to, postanowiłam skorzystać z okazji i wyciągnąć nieznajomego na jakieś drobne wyjście.
Uśmiechnęłam się szeroko i przez moment się zastanawiałam.
- Możemy skoczyć jutro na kawę i papierosa. Chętnie użyczę Ci ognia z mojej jakże dojrzałej zapalniczki. - Dodałam, gładząc się po karku z lekkim zakłopotaniem.
Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. W ciągu swojego życia miałam kiepski kontakt z chłopakami. Zawsze byłam odludną wyspą, która działała sama, albo z pomocą swojego brata. Nigdy nie ufałam nikomu. Przeszłość zawsze odbija na człowieku swoje piętno, dlatego teraz mam problemy z nawiązywaniem nowych znajomości i jedyny chłopak, z którym rozmawiałam od lat, to mój brat. Powód do wstydu? Być może, ale ma na to wywalone. Mając 20 lat, przeżyłam więcej w swym szarym życiu, niż niejeden staruszek.
- Taka drobnostka? Nie ma problemu. - Mruknął. - A teraz przepraszam, mam mało czasu. Jeszcze raz dziękuję, a teraz do zobaczenia! - Odparł, po czym pospiesznym krokiem ruszył w przeciwnym kierunku.
Zerknęłam na mojego brata, który stał z rękami skrzyżowanymi na wysokości piersi.
- Pytałaś się mnie o zgodę?
- A co, jesteś moją matką? Już się tak nie wymądrzaj braciszku. - Zmierzyłam go triumfalnym wzrokiem, po czym wsiadłam do naszego auta.
Po kilku minutach byliśmy już w domu i jak zwykle, siedzieliśmy w dwójkę na sofie, oglądając niezbyt wiele wnoszące seriale.
- To jest starszy od ciebie chłopak, na dodatek kompletnie ci nieznajomy. Wiesz co robisz?
Spojrzałam na David'a z rozbawieniem.
- Nie dość, że jesteś dupkiem, to jeszcze paranoikiem Sin. Nie każdy człowiek na tym świecie jest złodziejem, mordercą, czy gwałcicielem. Zluzuj porty. - Westchnęłam i przełączyłam na kolejny kanał.
Około północy zasnęłam na kanapie nawet o tym nie wiedząc.
Rano obudziłam się w swoim pokoju. Zapewne brat mnie przeniósł. Ależ on troskliwy, aż mi niedobrze.
Wstałam, przywróciłam się do stanu cywilizowanego człowieka i w ciszy udałam się do kawiarenki na umówioną wizytę.
Przy jednym ze stolików zastałam mężczyznę. W moich oczach od razu błysnęły iskierki, a na twarzy malował się lekki strach, który skrywał się pod uśmiechem.

<Nivan?>

10 cze 2018

Od Camilli cd. Nivana

Zacznijmy od tego, że jestem tolerancyjna jak mogę, ALE kiedy mój kochany braciszek komentuje kobiety przechodzące przez przejście, to automatycznie w moim gardle staje wielka gula, która wywołuje u mnie nudności.
Na szczęście, moje tortury w tym nieszczęsnym samochodzie dobiegły końca, bo zauważyłam mężczyznę, którego spotkałam wczoraj pod spożywczym.
Kazałam bratu zatrzymać auto i jak najszybciej zaparkować. Wysiadłam, trzasnęłam drzwiami i ruszyłam w stronę nieznajomego.
- Hej, ty! - Krzyknęłam, aby go zatrzymać.
Usłyszałam jedynie krótki dzwonek, a kilka sekund później poczułam mocne uderzenie w okolicy pasa. Bezwładnie upadłam na bruk.
Przez moment wszystko przed moimi oczami było czarne. Chciałam wstać, przeprosić za zaistniałą sytuację i zapaść się pod ziemię, ale nie czułam nawet władzy w nogach. Niedługą chwilę później zaczęłam widzieć kontury twarzy.
Stał nade mną jakiś starszy nieznajomy w bereciku, trzymając się za głowę, a tuż obok niego widziałam przerażone oczy mojego brata i nieco zaniepokojonego mężczyznę spod sklepu.
- Nic panience się nie stało? - Zapytał.
- Boże, czy jestem w piekle, w którym są sami mężczyźni? - Wstałam powoli, podpierając się o ramię nieznajomego.
Otrzepałam się, a moja twarz nabrała wręcz komicznie buraczanego koloru.
David z trudem powstrzymywał się od śmiechu. Już słyszę te docinki, którymi będzie mnie bombardował po powrocie do domu.
- Nic mi nie jest, dziękuję za troskę. - Odparłam, sztucznie się uśmiechając, ale w głębi cieszyłam się, że nie nieznajomy nie przeszedł obojętnie.
- Przepraszam, ja.. - Próbował z siebie wydusić mężczyzna w bereciku.
- Pan nie zawinił, to ja wbiegłam pod koła.- Rzekłam, po czym przyłożyłam rękę do bolącej mnie głowy. Zapewne jutro, będzie na niej piękny siniak.
Jeszcze ktoś pomyśli, że mój braciszek jest damskim bokserem.- Może pan jechać. - Dodałam.
Mężczyzna jeszcze raz przeprosił, kiwnął ręką na pożegnanie i odjechał.
Zachwiałam się i prawie przewróciłam. Po chwili jednak, zebrałam się do przysłowiowej kupy i zaczęłam stukać dłońmi w kieszeniach.
- Kurna, gdzie one są?! - Krzyknęłam nerwowo, patrząc z lekkim zmartwieniem na dwóch stojących naprzeciw mnie panów.
Brawo Camilla, wpadasz pod rower, gubisz klucze i masz zapalniczkę w różowe kwiatki. To doskonały przepis na życiowego przegrywa.
- Tego szukasz? - Odparł David, przynosząc mi pęk kluczy, który leżał pod krzakiem, kilka metrów ode mnie.
- Uff. - Westchnęłam, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. - Proszę, to chyba twoje. Wypadły ci, jak odchodziłeś. Chciałam je oddać, ale zgubiłam cię w tłumie. - Rzekłam, po czym oddałam mężczyźnie pęk kluczy.

<Nivan?>

9 cze 2018

Od Camilli cd. Nivana

Wreszcie lodówka miała jakiekolwiek prawo bytu. Po otwarciu można w niej było znaleźć wszystko, a nie kawałek spleśniałego pomidora.
Wybiła już godzina dziesiąta, wreszcie zrobiłam sobie upragnione śniadanie. Usiadłam przy stoliku i zerkałam na leżące klucze.
- Kuźwa, no i co ja mam z tym zrobić. - Mruknęłam do siebie, przewracając oczyma.- A z resztą. Jeżeli mu zależy, to mnie JAKOŚ znajdzie i je stąd zabierze. Mam wystarczająco dużo zmartwień, a nie klucze jakiegoś zaniedbanego kolesia z przetłuszczonymi włosami.
Wstałam od stołu i zrobiłam sobie kawę. Nim poszłam z kubkiem przed telewizor, usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Ot, mój kochany braciszek wrócił. 
- Witamy ponownie. - Wycedziłam przez zęby.
- Hej. - Odparł, cały zdyszany, odwieszając bluzę na wieszak.
Klasycznie, ledwo wszedł do domu i już sięgał do lodówki.
- O proszę, ktoś tu się ruszył do sklepu.. - Rzekł, zerkając na mnie z triumfalnym uśmieszkiem.
- To moje jedzenie. Żeby mieć swoje, musisz ruszyć dupę do sklepu, pasożycie. - Uśmiechnęłam się milutko i włączyłam telewizor.
Lekceważąc moje słowa, wyjął sobie z lodówki jabłko i zjadł je, perfidnie patrząc mi w oczy. Po chwili, jego uwagę przykuły klucze. Nie czekając, aż zapyta, odpowiedziałam:
- Nie są moje. Jakiś zapuszczony koleś je zgubił.
David chwycił pęk kluczy.
- Wypadałoby je oddać.
Wzruszyłam ramionami.
- Gdzie ostatnio widziałaś tego mężczyznę?
- Przy tym starym spożywczaku, kilka minut stąd.
- Poszukamy go jutro, dzisiaj niezbyt mi się chce jeździć po mieście i szukać jakiegoś niesfornego kolesia, który nie potrafi upilnować nawet własnych kluczy.
Pierwszy raz od dłuższego czasu zgodziłam się z moim bratem.
Dzień spędziliśmy na oglądaniu seriali i objadaniu się lodami. Znaczy, ja się objadałam, a on oglądał.
Szybko zrobiłam się senna i nawet nie wiem kiedy, zasnęłam. Obudziłam się o ósmej - swoją drogą, wyjątkowo wcześnie. Poszłam do łazienki, aby doprowadzić się do ludzkiego stanu.
Pod prysznicem wzięło mnie na rozmyślania. Ale mężczyźni mają w życiu dobrze. Kobieta jest z natury piękniejsza, a musi jeszcze nakładać ten pieprzony makijaż. To faceci powinni nakładać coś na swoje paskudne twarze i brać codzienną kąpiel w dezodorancie, bo niektórzy przechodząc obok, są w stanie wywołać u mnie nudności. Na szczęście mój brat do takich nie należy. On jako tako o siebie dba. W ogóle, po co nam mężczyźni. Dziwne, obudziły się we mnie nagle jakieś skłonności feministyczne. Zaśmiałam się w duchu i kontynuowałam moje przemyślenia.
Przypomniałam sobie kolesia, który zgubił klucze i jego wzrok, przecinający wręcz moją zapalniczkę na wylot oraz jego bezczelny gest machnięcia ręką. Wyglądał na dosyć zaniedbanego. Pewnie informatyk.
***
Zakręciłam wodę, ubrałam się i doprowadziłam fryzurę do ładu. Gdy wyszłam z łazienki, zastałam mojego brata z pękiem kluczy w ręku.
- Jedziemy go znaleźć? To małe miasteczko, więc jak opiszemy komuś jego wygląd, to może powie, kto to jest? - Wyglądał na znudzonego, ale klucze wyraźnie nie dawały mu spokoju.
- Spierniczaj stąd. - Ryknęłam.
- Jedziesz, czy nie?
- Jadę, ale się zamknij.
Wsiedliśmy do naszej sportowej bryki i jechaliśmy w stronę sklepiku. David zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.
- Patrz jaka ładna laska.- Rzekł.- Ma czym oddychać.
- Zamknij się, pieprzony perwersie, bo zaraz zwymiotuję na twoją piękną tapicerkę.
Na te słowa, wybuchnął salwą głośnego śmiechu.
- Ej, David? - Zapytałam, ale on nadal śmiał się jak dureń.- David? - Znów nie zareagował.- Nosz kurna, słyszysz mnie idioto, czy dalej będziesz się śmiał jak pieprzony półgłówek.- Ryknęłam, dopiero wtedy się opamiętał.
- Czego chcesz paskudo? - Odparł.
- To chyba ten koleś.
Drugą stroną ulicy przechodził ten sam - zaniedbany okularnik spod sklepu.
David zaparkował na najbliższym miejscu i ruszyliśmy za mężczyzną. W końcu go dogoniliśmy.
- Ej ty, stój. - Krzyknęłam, a ten odwrócił się, ukazując mi swoją niezbyt miłą w oglądaniu facjatę.
Na mój widok spoważniał, nadął się. Wyglądał tak, jakby chciał mnie zaraz pobić. Dziwny typ. Na szczęście za moimi plecami stał David.
- Pieprzona gówniaro! Oddawaj moje klucze złodziejko! - Wybuchnął i rzucał we mnie licznymi przymiotnikami.
W jednej chwili zasłonił mnie David. Mimo, że wyzywamy się i jesteśmy dla siebie nieznośni, wiem, że mogę na niego liczyć. 
- Zostaw ją w spokoju, dobra? - Zerknął na mężczyznę w furii.
- Rozmawiam z tobą? Spierniczaj gnojku. - Odpowiedział mężczyzna i popchnął David'a na bok.
Mój brat nie należy do cierpliwych. Łatwo wybucha.
- Ej, kurna, co z tobą nie tak? - Krzyknął, po czym odepchnął nieznajomego.
- Moglibyście obaj się zamknąć i dać mi dojść do głosu?- Ryknęłam, stając pomiędzy dwoma mężczyznami i oddzielając ich rękoma.- Jakbyś nie wiedział, znalazłam te klucze, bo z takim popłochem ode mnie odchodziłeś, że wypadły ci z kieszeni, jeżeli mi nie wierzysz i dalej zamierzasz mnie wyzywać i nazywać złodziejką, to spuszczę te kluczyki w kiblu, albo wrzucę do pieprzonej studzienki. Kąpiel w szambie ci nie zaszkodzi, bo i tak czuć twoją woń na kilometr. - Odpyskowałam do mężczyzny. Nikt nie może obrażać, ani bić mojego brata. Dodatkowo, idealnie się złożyło, gdyż stałam nad studzienką kanalizacyjną i wrzucenie tam kluczy było tylko kwestią mojego kaprysu.- To co wybierasz? Mam ci je oddać po dobroci, czy chcesz je wyciągać z odmętów szamba? - Rzekłam, coraz bardziej rozbawiona.
- Oddawaj. - Odparł sucho.
- Dobry wybór. - Powiedziałam, uśmiechając się do niego złośliwie.

<Nivan? :'D>

Od Camilli cd. Nivana

Mój jakże kochany brat, którego głowę mam momentami ochotę podtopić w klopie, zostawił mi pełną braterskiej miłości wiadomość:
"Nie będzie mnie do dziesiątej, więc nie czekaj na mnie, rusz tyłek i zrób sobie jakieś śniadanie."
Złapałam się za głowę. 
Z kim ja mieszkam? - Do mojego umysłu wdarło się pytanie.
Wstałam z kuchennego krzesła, ciągle w piżamach i z rozmierzwionymi włosami, które przypominały bardziej jakiś stosik siana, po czym mozolnie otwarłam lodówkę.
- Nosz do jasnej.. - Urwałam, po czym przeklęłam cicho w głowie na widok pustej lodówki. W środku leżała tylko stara, zeschnięta połówka pomidora.
- To jest znak, że powinnam przejść na dietę.- Pomyślałam i zaśmiałam się.
Ruszyłam w kierunku łazienki. Wzięłam chłodny, orzeźwiający prysznic, wysuszyłam włosy i jako tako je ułożyłam. Ubrałam się w jakieś losowo wybrane ciuchy i poszłam w kierunku najbliższego sklepu spożywczego.
Po dziesięciu minutach wędrówki, ujrzałam niewielki sklepik po drugiej stronie ulicy. Przeszłam żwawo przez przejście i już miałam otworzyć drzwiczki od skarbnicy jedzenia, ale zaczepił mnie jakiś nieznajomy.
- Hej, nie masz może ognia użyczyć? - Zapytał, wyraźnie zirytowany.
Oczywiście. Ja - nałogowa palaczka, która prawie wszystkie swoje oszczędności wydaje na paczuszki Marlboro, nie miałabym zapalniczki?
- Co z tego będę miała? - Wymamrotałam od niechcenia.
Chłopak jeszcze bardziej się zirytował, zauważając to, postanowiłam już dać sobie spokój z męczeniem go.
- Dobra, bierz. - Odparłam, po czym podpaliłam mu papierosa moją jakże dorosłą zapalniczką w różowe kwiatuszki.
- Dzięki. - Odpowiedział, po czym machnął ręką na pożegnanie i odszedł.
Zaraz zaraz, z kieszeni wypadły mu jakieś klucze. Schyliłam się, aby je podnieść, ale mężczyzna zginął w tłumie ludzi.
- No i co ja mam z tym teraz kurna zrobić, jeszcze wyjdę na jakąś złodziejkę, która kradnie ludziom klucze do mieszkań metodą na "zapalniczkę". - Pomyślałam, po czym z grymasem schowałam pęk do kieszeni. 
Bez zastanowienia ruszyłam w kierunku mojego celu: skarbnicy jedzenia, otyłości i przepieprzonych pieniędzy.
Wyszłam z szerokim uśmiechem na ustach, niosąc dwie duże reklamówki jedzenia i dużo lżejszy portfel. Powolnym krokiem wróciłam do domu i rozpakowałam zakupy, a zagubione przez nieznajomego klucze zostawiłam na lodówce, bo cóż innego miałam z nimi zrobić?

<Nivan?>

6 cze 2018

Camilla Rose Carter

Na zdjęciu: -
Motto:
"The rest is silence."
Imię: Nosi dwa znienawidzone przez siebie imiona. Camilla Rose. Nie próbuj nawet używać zdrobnień, bo skończy się to prawym sierpowym lecącym w twoją stronę.
Nazwisko: Słynne nazwisko, którego dźwięk wywołuje u niej dreszcz na plecach. Carter.
Wiek: Ma już dwadzieścia (niekoniecznie pięknych) lat za sobą.
Data urodzenia: 27.10
Płeć: Kobieta, która w furii potrafi uderzyć lepiej niż niejeden mężczyzna.
Miejsce zamieszkania: Miejsce zamieszkania jest jej obojętne. Byleby miała własny pokój - ostoję, w której może się zamknąć na klucz i po prostu wyciszyć. Aktualny dom spełnia jej warunki, a nawet je przewyższa. Mieszka w małym, nowoczesnym domku na przedmieściach, razem ze swoim bratem Davidem.
Orientacja: Heteroseksualna.
Praca: Jest zbyt leniwa, żeby pracować. Czasami dorabia sobie podejmując prace dorywcze, jak zbieranie ulotek. Jednak w ostatnim czasie, myślała o czymś na pełen etat.
Charakter: Na pewno znasz wiele zdystansowanych i zamkniętych w sobie ludzi. Ona jest bardziej skryta, niż oni wszyscy razem wzięci.
Życie pokazało jej, żeby do niczego się nie przywiązywać i po prostu trwać. To dziewczyna małomówna, a gdy się odezwie, z jej ust wydobywa się jedynie fala sarkazmu i czystej złośliwości, niekiedy wulgaryzmów.
Jedyną osobą, którą szanuje, jest jej brat. To działa w dwie strony. Camilla i David są dla siebie opoką, wspierają się, spędzają razem czas, śmieją się.
Oboje przeszli przez to samo, oboje wiedzą jak trudne jest życie.
Przy bracie Camilla staje się delikatną, przyjazną i zabawną dziewczyną. Zdziera z siebie maskę silnej, niezależnej i wygadanej. Otwiera się.
Hobby: Tak samo jak w przypadku brata. Jej hobby to palenie papierosów.
Poza tym, nie ma żadnego zajęcia, które potrafiłoby ją zaciekawić na dłużej niż... dziesięć minut.
Aparycja:
- wzrost:
To dosyć niska, a jednocześnie smukła dziewczyna. Jej wzrost wynosi około 167 cm.
- waga: Waga waha się w okolicy 50-52 kilogramów. Zależy to od tego, w jak dużym dołku psychicznym jest, bo ma skłonności do podjadania.
- opis wyglądu: To średniego wzrostu, smukła brunetka o niebieskich, kocich oczach i przenikliwym, inteligentnym spojrzeniu. Posiada piękne, długie, proste włosy, które za żadne skarby nie chcą się skręcić. Dodatkowo, mimo licznych spalanym papierosów, jej uśmiech jest śnieżnobiały i uroczy.
- pozostałe informacje: Posiada tatuaż na dolnej części pleców. Przedstawia on pióro.
- głos: Ma wysoki, ale przyjemny w słuchaniu głos.
Historia: Historię ma taką samą jak jej brat. Urodziła się trzy lata po nim. Jej dzieciństwo do dziesiątego roku życia było zwyczajne, do momentu, gdy jej matka zachorowała na nowotwór złośliwy, a po trzech latach zmarła. Wówczas jej ojciec zaczął pić, stracił pracę i wyżywał się na Camilli i Davidzie. Kilka lat później wpadł w uzależnienie i dostał wyrok za zabicie kasjerki w sklepie, która nie chciała sprzedać mu alkoholu, widząc, w jak kiepskim stanie jest. Wówczas rodzeństwo trafiło pod opiekę ciotki, która chciała się ich jak najszybciej pozbyć. Cudem, David zaczął próbować szczęścia w hazardzie i o dziwo wygrał tam odpowiednią sumkę, by się wyprowadzić i wieść spokojne życie.
Kilka dni później jej brat kupił dom na przedmieściach Avenley River i wprowadził się tam razem z Camillą. Wreszcie mogą odpocząć od stresujących sytuacji i zamieszkać w domu,w którym czują się bezpiecznie i nie boją się do niego wracać.
Rodzina: Ojciec - Ryan Carter. Skazany na dwadzieścia lat za zabójstwo. Brat - David Thomas Carter.
Partner: Ona i partner? Phi. To się wyklucza.
Potomstwo: -
Ciekawostki:

- Uzależniła się przez brata od palenia papierosów.
Zwierzęta: -
Pojazd:
Posiada samochód, który współdzieli z bratem.
PD: 130
Kontakt:
Howrse: JulJulcia