Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jayden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jayden. Pokaż wszystkie posty

8 sie 2020

Czystka


LIPCOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.06-08.08 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.05-14.06 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.05, zostają wydalone

KOBIETY
ANGELINE
BETTY
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHANEL
CHARLIE
CHRISTINA
DUANNA
ELIZABETH
HANBIT
HERMIONE
IZZY
JOSEPHINE
KATFRIN
LEAH
LUCILLE
MAEVE
MALLORY
MICHAELA
NATASHA
NOELIA
PRUDENCE
SHARON
TAYLOR
VERONICA
MĘŻCZYŹNI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
CATO
CONRAD
DYMITR
ELIAS.
GABRIELL
IVAN
JAKE
JASON
JAYDEN
JONATHAN
JULIEN
LEON
LIAM
MARCUS
MICHAEL
NANNE
OLI
SIHEON
TRACE
VALERIO
YILONG
YUNLAN

22 sty 2020

Od Jaydena C.D Amy

     Nie chciało mi się tu siedzieć, ale odkąd Eva zachorowała (nawet, jeśli to nie było nic groźnego), na powrót zacząłem doceniać każdą pojedynczą chwilę, którą z nią spędzałem. W tym czasie nawet SMS o kradzieży mojego samochodu na niewiele by się zdał, bo spotkanie było dla mnie ważniejsze i to żadna nowość, nigdy nie byłem materialistą. A przynajmniej nie aż takim, jakim mógłbym być w aktualnych czasach. Bywali gorsi.
     Eva namówiła mnie na jakiś sernik, który zaproponowała nam różowowłosa kelnerka. I niech szlag go trafi, ale dobrze, że jest bez rodzynek, bo inaczej bym go nie przełknął. Nie lubię ciast, a kobieta doskonale wie, jak owinąć mnie wokół palca. Takim sposobem moje kolejne pieniądze przepadają w eter, na coś, czego nawet nie lubię, ale czego nie robi się z miłości?
     – Idę do łazienki – mówi w którymś momencie, biorąc swoją torbę pod pachę. – Szminka mi się rozmazała – odłożyła łyżkę na stolik, w której to minutę wcześniej się przeglądała. Przytaknąłem leniwym kiwnięciem głowy, nadal nie odwracając wzroku od scenerii za oknem. Było chłodno, ale klimat szalał, więc zamiast minus siedemnastu stopni było siedem, więc to i tak dużo, jak na połowę stycznia. Miałem na sobie czarną, puchową kurtkę, a siedząc przy grzejniku dopiero odczułem, jak bardzo gorąco było w pomieszczeniu. Zdjąłem ją, zawieszając na oparciu, kiedy do stolika podeszła ta sama kelnerka, co wcześniej. Zlustrowałem ją od stóp do głów, oceniając to i owo, ale nie dałem nic po sobie poznać, przecież nie byłbym sobą, gdybym to zrobił.
     – Proszę bardzo, pańskie zamówienie – zaczęła, wykładając w między czasie jedzenie z tacy wprost na nasze talerze. Evy dalej nie było, więc różowowłosa chyba zmieszała się na chwilę, dziś był taki ruch, że musiało najpierw dojść do niej, czy wręczyła nam prawidłowe zamówienie. Po chwili odzyskała rezon, stawiając przede mną mój napój.
     Gdyby nie Eva, która w tym samym momencie zjawiła się z powrotem, zajmując swoje miejsce, dziewczyna pewnie nie usłyszałaby nawet „dziękuję”, bo ostatnie, na co miałem ochotę, to bezcelowe, puste słowa. Po bezsennej nocy i poranku bez kawy nawet wypowiadanie prostych sformułowań graniczyło z cudem i było naprawdę wymagające, a przynajmniej dla mnie. Zaczęliśmy jeść w ciszy przerywanej jedynie stukotem widelców. Wokół nas panował gwar rozmów innych ludzi, który jednocześnie przyprawiał mnie o ból głowy, więc nie pogarszałem swojej sytuacji, rozmawiając. Eva na szczęście była zbyt zaaferowana pysznym, według niej jedzeniem, i zwierzętami, które coraz do niej przychodziły, aby zagaić jakikolwiek temat i, może to złe, ale bardzo się z tego powodu cieszyłem. Była w trakcie głaskania jakiegoś psa (nie wiem nawet którego z kolei, ale mniejsza), kiedy dwa stoliki od naszego rosły mężczyzna zaczął się awanturować o jakąś bzdurę. I o ile na początku myślałem, że sprawa rozejdzie się po kościach, tak z każdą chwilą wydawał się być coraz bardziej zaangażowany w walkę o swoje racje. Miałem ochotę po prostu nałożyć kaptur i nie zajmować swoich myśli tępymi ludźmi, których jedyną rozrywką jest odmierzanie centymetrów bitej śmietany na kawie, ale kiedy wstał i pochylił się nad bogu ducha winną dziewczyną, doszedłem do wniosku, że mogło chodzić o coś poważniejszego, niż nierównomierne rozmieszczenie pieprzonych składników. W momencie, kiedy zacząłem wstawać, zastanawiałem się dlaczego to robię i co mnie popchnęło, ale nie ma co walczyć z własnym charakterem. Może to tak, że brakuje mi rozrywki w życiu, więc w związku z tym wplątuję się w bez sensowną bójkę? Tak, chyba tak, bo kiedy podszedłem do mężczyzny, jego reakcja była jak: „spierdalaj, z tobą nie rozmawiam”. Westchnąłem ciężko, dwoma palcami chwytając się u nasady nosa.
     – Niektórzy przyszli tu z myślą, że to spokojne miejsce – odezwałem się. – Więc nie chciałbym zmienić zdania o tej kawiarni, bo jakiś podrzędny koleś ma pragnienie wykłócać się z dwa razy mniejszą od niego kelnerką, która chuja wie o tym, co zrobiła źle.
     Jego twarz zrobiła się nienaturalnie czerwona, kiedy skończyłem mówić, a w przypływie złości wyciągnął przed siebie ręce. Zderzyły się one z moimi ramionami, mężczyzna odepchnął mnie do tyłu, ale to na szczęście nie było nic, na co nie byłbym przygotowany i bardzo dobrze, bo gdyby coś mi się stało, to Eva prawdopodobnie dostałaby zawału na miejscu i wynieśliby ją stąd w worku, a tego byśmy nie chcieli. Wystarczy zaledwie mój jeden krok w tył, żebym odzyskał równowagę, kiedy widzę kątem oka zmierzającego w naszą stronę faceta. Poważnie wyglądającego, jakby był tutaj kimś ważnym. Nie da się ukryć, że z głupiej obiadokolacji zrobiło się niemałe widowisko. Jeszcze tylko brakowało, żebym dostał zakaz na zbliżanie się do tej kawiarni, tylko dlatego, że zachciało mi się stawać w czyjejś obronie. W obu przypadkach serce Eve pękłoby bezpowrotnie na dwie części.

13 sty 2020

Od Jaydena do Amy

     Odkurzam biurko z pozostałości po białym proszku, uważając na zafoliowany, odpowiednio zważony i rozdzielony towar. Pięć niewielkich woreczków spokojnie zapewni mi pieniądze na utrzymanie się przez kolejny miesiąc, z czego niezmiernie się cieszę. Odkąd Eva zachorowała, a jej leki są drogie, z kasą bywa cienko - kryzys w kasynie dotyka każdego gracza, bo właściciel nie ma z czego organizować kolejnych rozgrywek, ja nie chcę przez kolejne dwa tygodnie ryzykować organizowaniem wyścigów głównie przez wzmożone, nocne patrole policyjne, a w warsztacie chwilowo nie ma żadnego samochodu, z którego przychód wystarczył by mi na wszystko. Wolę nie podbierać pieniędzy z tych odłożonych, przez co teraz każdy banknot się dla mnie liczy.
     O piętnastej wychodzę z domu. Wsiadam do samochodu, temat chowam pod siedzenie i wyjeżdżam z garażu, po chwili włączając się do ruchu. Telefon zaczyna brzęczeć w kieszeni, więc przykładam go do ucha.
     – Słucham? – mówię, skręcając jednocześnie w prawo.
     – Jayden! Tak długo się nie odzywasz – słyszę zadowolony głosy Evy. – Co u ciebie?
     – W porządku – odpowiadam. – Jadę po leki i przyjadę do ciebie. Może pójdziemy na herbatę?
     Mój głos przybiera troskliwy ton, jak zawsze, gdy rozmawiam z moją matką adopcyjną. To pierwsza i pewnie ostatnia osoba w moim życiu, która okazała mi swoje wielkie serce. A że kawy nie może, to napijemy się herbaty. Tak zdrowiej.
     – Dobrze wiesz, że sama mogłabym sobie je kupić.
     – Wiem też, że nie miałabyś na to pieniędzy – mamrocze coś pod nosem na moje słowa, a ja w tym samym czasie zjeżdżam na podjazd, gdzie ma czekać mój potencjalny klient. Jeszcze go nie ma, więc mam chwilę na rozmowę.
     – O której będziesz? – pyta mnie.
     – Za godzinę. Możesz się już zbierać.
     Po krótkim pożegnaniu odkładam telefon z powrotem do kieszeni czarnej, puchowej kurtki, wychodząc z samochodu. Gdy to robię, pod mój podjeżdża jeszcze inny - czerwony, z przyciemnianymi szybami. Nakładamy kaptury na głowy, kiwając sobie na przywitanie.
     – Masz? – słyszę, na co przytakuję.
      – Ja bym nie miał? Czy od dwóch lat ktoś inny, niż ja, miał to, co chciałeś? – mówię z nutą ironii. Jego gały są ogromne, jest na głodzie. Jest moim stałym przychodem, gdyż gości u mnie średnio raz na miesiąc. Towar u niego schodzi bardzo szybko.
     – Ile masz? – pyta, a ja szybko zaglądam do samochodu, wyciągając przedmiot sprzedaży.
     – Dwanaście gramów czystej. Wszystko tak, jak zawsze – wyciągam rękę po zwitek banknotów, który przyszykował sobie już dawno. I tak powinno być. Szybko, dyskretnie i skutecznie. Wręczam mu towar wtedy, kiedy on mi pieniądze. I jest po sprawie. Zawija się w mgnieniu oka, szybciej odjeżdża, niż przyjechał i tyle go widziałem.
     Wracając z apteki wstępuję po Evę. Zatrzymuję się przed jej ładnym, schludnym domkiem z dwoma balkonami i kamiennym tarasem, a z wnętrza budynku, po jakichś pięciu minutach w końcu wychodzi i ona. To kobieta po pięćdziesiątce, chorująca na zaawansowaną astmę. Jej leki są dość drogie i to ja pokrywam ich koszty, więc muszę liczyć się z pieniędzmi. Eva uśmiecha się do mnie promiennie, ukazując swoje zmarszczki. Mimo to, dalej wygląda jakby była w kwiecie wieku.
     – Proszę – podaję jej przezroczystą siateczkę z lekami, kiedy w końcu wchodzi do samochodu.
     – Bardzo dziękuję, Jay – całuje mnie w policzek. – Ruszajmy. Postawię ci dzisiaj twoją ulubioną, mleczną kawę – parskam na jej słowa, wyjeżdżając na główną ulicę. Mieszka w centrum, więc dosłownie wszystko jest pod nosem. Równie dobrze moglibyśmy się po prostu przejść, ale samochodem jest zawsze wygodniej. I szybciej, choć nie mam innych planów na dzisiaj.
     – Gdzie chcesz jechać? – pytam.
     – Do kawiarni. To takie cudne miejsce – zachwyca się nagle, poprawiając szalik. – Można tam wprowadzać zwierzęta – mówi, a ja automatycznie przewracam oczami na jej słowa. Jeszcze tego mi brakowało.
     – I może jeszcze powiesz, że tam śmierdzi? – dogryzam, na co uderza mnie płaską dłonią w rękę.
     – To tam! – wskazuje na budynek, a ja zjeżdżam na odpowiedni zjazd. Kiedy znajduję wolne miejsce parkingowe, wychodzimy ze sportowego auta i kierujemy się do budynku. W środku jest miło i przyjemnie, tak na pierwszy rzut oka, ale nie jestem osobą, która zachwyca się pomieszczeniami. Dla mnie jest albo ładnie, albo brzydko, a tutaj akurat - ładnie. Nawet. Zajmujemy wolny stolik przy oknie, a Eva bierze do ręki granatowe menu.

Od Jaydena do Hermione

     – Dobrze rozumiem? – prycha rozeźlony Basil, kiedy oboje siedzimy na salonowej kanapie. Zakładam rękę za jej oparcie, obserwując go ze skonsternowaną miną. – Możesz pójść siedzieć, ale wolisz zarobić nic nieznaczący tysiąc?
     Kręci głową ze zrezygnowaniem, a ja jedynie wzruszam bezwiednie ramionami. W czym problem? Mój najdroższy przyjaciel, współlokator i pomocnik w jednym chyba widzi go tam, gdzie go nie ma. Tysiąc nie zrobił by mi różnicy, owszem, ale pieniądz do pieniądza i będzie widać jego brak. Nie można rezygnować z przychodu ot tak.
     – A widzisz? – zagajam. – Nie sprzedajemy bułek, Basil. Od początku było wiadomo, że to nielegalne. I że nie będzie jak w bajce.
     – Tym razem nie polecą na kaucję. Dobrze wiedzą, że to ty organizujesz te wyścigi.
     – Ale dopóki nie mają dowodów, to nic nie mogą mi zrobić – uśmiecham się szeroko.
     Prawda jest taka, że każdy policjant w Avenley River doskonale wie co i ile mam za uszami, jednak moja kartoteka od zawsze pozostaje czysta. Bez konkretnych dowodów nic nie mogą zrobić, jedynie przetrzymać na komisariacie dopóki ktoś nie wpłaci odpowiedniej sumy, abym mógł wyjść. Koniec końców, wszystkie zarzucone mi rzeczy odejdą w niepamięć, ku wyraźnemu niezadowoleniu służby.
     – Będzie dobrze – klepię się w kolana, wstając. – Nie mamy czasu na roztrząsanie spraw, które nie ziszczą się w bliskiej przyszłości.
     – O dwunastej jest kolejna rozgrywka. Wpisowe to dwieście, stawka to tysiąc dwieście plus to, co ugrasz. Mam cię zapisywać? – pyta, na co kiwam automatycznie głową. Nie, żebym był zachłanny, po prostu wolę się zabezpieczyć. Niewiadomo kiedy będą mi potrzebne pieniądze i w jakiej ilości. Lepiej mieć więcej, niż mniej.
     – Roześlij wiadomość do tych co zawsze o wyścigu, równo za tydzień, pierwsza w nocy, pieniądze spóźnialskich przepadają. Mam mieć pięćset do przedednia, do północy od każdego – mówię, wkładając paczkę papierosów, portfel oraz klucze do kieszeni, a Basil zapisuje wszystko w notatniku roboczego telefonu. Pomaga mi na tyle, że sam nie wyrobiłbym z obowiązkami i jestem mu za to wdzięczny. Wkrótce żegnamy się, a ja wychodzę z mieszkania, z nadzieją, że nie zrobi z niego śmietnika podczas mojej nieobecności. Jest świadomy, że może mieć burdel tylko w swoim pokoju i łazience. Nie chcę, aby ewentualne robaki w kuchni ewoluowały do tego stopnia, aby wyganiały mnie zanim umyję ręce, a wiem, że mieszkając z Basilem, to jak najbardziej możliwe.
     O szesnastej parkuję białego Range Rovera przed siłownią. Rutynowo, wolę załatwić trening przed pracą, wiedząc że po niej dźwiganie ciężarów to jedyne, na co będę miał ochotę. Dzisiejsza, a właściwie to już jutrzejsza rozgrywka w żadnym stopniu nie pomaga mi w rozplanowaniu swoich obowiązków, ale na szczęście część z nich przejdzie na Basila. Biorę sportową torbę z siedzenia, wychodzę z auta i zamykam go za sobą, przechodząc zaraz przez próg szaro-białego budynku. Witam się kiwnięciem głowy z recepcjonistką, która pracuje tu od dawien dawna. Przytykam kciuk do czytnika linii papilarnych, a drzwi automatycznie otwierają się, gdy mój palec zostaje odczytany. Moje pierwsze kroki kieruję nigdzie indziej, jak do białej, magnesowej tablicy z rezerwacjami. Marszczę czoło, gdy widzę, że sala, którą rezerwowałem na dzisiaj, jest zajęta przez niejaką Hermione. Irytuję się wewnątrz, w końcu nie po to płaciłem, aby zachodziły jakieś pomyłki. W duszy już wymyślam stek argumentów, dla których będzie musiała znaleźć sobie inne miejsce na trening, kiedy z biura wychodzi Laurent - miejscowy ochroniarz. Znamy się całkiem dobrze, dlatego też zagaduję.
     – Kto spisywał rezerwacje na ten tydzień? – pytam, a ten przenosi na mnie swój zdezorientowany wzrok. Ma na wąsach resztki lukru z babeczki, krzywię się nieznacznie, spoglądając na jego ogromny brzuch.
     – Mariah – mruczy. – Ale było jakieś zamieszanie – dodaje, na co odpowiadam pod nosem „widzę”, odchodząc. Skręcam w wąski korytarz, pukając do mahoniowych drzwi ze złotym napisem J. Mariah. Zza drewnianej powłoki dochodzą do mnie głosy, a spośród nich wyłapuję jedno, głośniejsze, damskie „proszę!”. Kiedy otwieram drzwi i wchodzę do wnętrza pokoju, w moje oczy rzuca się jedna nieznajoma mi dziewczyna, Mariah oraz Stan, stały bywalec.
     – Przyszedłem wytłumaczyć jedną rzecz. Siema, Stan – drugą część wypowiedzi rzucam do podburzonego mężczyzny. – Rezerwowałem salę na szesnastą trzydzieści, tymczasem przejął ją ktoś inny.
     – Mamy ten sam problem! – mój znajomy wskazuje na blondwłosą kobietę stojącą obok, a mina Mariah jest coraz bardziej zagubiona, kiedy marszczę brwi.

Hermione?

12 sty 2020

Jayden Harvey Benett

Źródło: Instagram – Nick Pervak (@nick_pervak)
Motto: Do not judge my story by the chapter you walked in on.
Imię: Podczas narodzin rodzice, a właściwie ojciec, który w ostatniej chwili zapomniał jak miał nazwać syna, nadał mu imię Weston. W wieku dziewiętnastu lat chłopak zmienił je na Jayden, nosząc od tamtej pory imię po zmarłym bracie. Jedyną pamiątką po rodzinie pozostało jego drugie imię - Harvey.
Nazwisko: Także zmienił, z Roy na Bennett. Po matce.
Wiek: Dwadzieścia pięć długich, mozolnie przeżytych lat. Jak dla samego zainteresowanego, zdecydowanie za dużo.
Data urodzenia: Mroźny, dziesiąty stycznia. Za oknami padał gruby śnieg, poziom rtęci w termometrze wskazywał dwadzieścia stopni na minusie, a pośród nocy, bo o godzinie trzeciej nad ranem, rozległ się płacz małego chłopca.
Płeć: Niby na świecie jest pięćdziesiąt osiem płci, ale Jayden ma to szczęście i zaszczyt, że jest mężczyzną.
Miejsce zamieszkania: Kiedy wchodzi się do mieszkania Jaydena ma się wrażenie, że całkowicie nikt w nim nie mieszka. Wszystko jest zawsze na swoim miejscu, panuje porządek na pierwszy rzut oka, jak i głębiej, w szafkach, ale taki już urok perfekcjonisty.    Przechodząc przez próg drzwi wejściowych witają cię ściany w kolorze brudnej bieli ze zdobionymi listwami, brązowe, błyszczące i ogrzewane płytki oraz skromny mebel - szafa z lustrem i wieszakami na ubrania wierzchnie. Pod nią ustawiona jest komoda na buty, zwykle otwarta dla wygody mieszkańców. Łuk oddzielający pomieszczenia prowadzi do salonu sąsiadującego z przedpokojem. Biała, skórzana kanapa z puchatą narzutą w kolorze kawy z mlekiem, obok fotel do kompletu, a pomiędzy nimi, na dywanie, bialutki, prostokątny stolik z miską pełną przeterminowanych cukierków z zeszłego roku. Naprzeciwko, na ścianie powieszony został plazmowy telewizor o dość dużych rozmiarach, z wieżą i głośnikami zamontowanymi ponad komodą. Wszystko jest raczej minimalistyczne i schludne, przyjemne dla oka. Kuchnia w mieszkaniu mężczyzny jest... biedna. Po prostu. Zimna, bez wyposażenia, a w lodówce nie ma nawet światła. Wszelkie ślady jego życia w tym mieszkaniu są zatarte do tego stopnia, że zlew od nowości ma nawet naklejkę z ceną. Na środku kuchni znajduje się wyspa kuchenna z lampami ponad nią i wysokimi stołkami barowymi, a blaty ustawione są w poziomą literę L, pod szerokimi oknami okutymi w beżowe zasłony.
     Idąc dalej są dwa pokoje - Jaydena oraz jego współlokatora, Basila. Mężczyzna całkowicie nie ingeruje w cztery kąty swojego kolegi, zjawia się tam tylko wtedy, kiedy musi, gdyż w pomieszczeniu panuje bałagan, żeby nie powiedzieć niegrzecznie, że burdel. Gdyby tam wszedł, nie wyszedł by na własnych siłach, wyniosłyby go robaki na opakowaniu z zapleśniałą pizzą. Z tego powodu chłopak unika wchodzenia do jaskini lwa, wiedząc, że wołając „Basil!” odpowiedziałyby mu roztocza, a nie sam Basil.
     W swoim pokoju ma, rzecz jasna, porządek. Na środku, na wielkim dywanie stoi łóżko z białą, zdobioną ramą. Wysoki, miękki materac, jedna poduszka, kołdra i koc. Ot, tyle. Przy ścianie stoi szafa z komodą, ponad którą jest okno, a na przeciwległej - biurko z krzesłem i pufą obok. Szuflady są zamknięte na cztery spusty, a blat biurka czysty i bez ani jednej rzeczy na nim.
Orientacja: Heteroseksualny.
Praca: Jayden swoje największe pieniądze zarabia w kasynie. Jest jednym z najlepszych grających tam w pokera, a po godzinach handluje narkotykami i bronią. Jest organizatorem nielegalnych wyścigów samochodowych oraz przyjmuje wszystkie zakłady za niezłą sumę pieniędzy. Mimo jego wystarczającego przychodu, w urzędzie jest zarejestrowany jako właściciel warsztatu samochodowego. I tej wersji się trzymajmy.
Charakter: Jest twardy. Bo jaki może być, mając za sobą burzliwą przeszłość, obracając się w nielegalnym środowisku? Wszystko to ukształtowało go na silnego psychicznie i fizycznie, również dzięki wrodzonemu poczuciu moralności.
     Po pierwsze - jest skuteczny w swoich działaniach. Dąży do celu po trupach, stara się, aby wszystko szło po jego myśli i nie załamuje się, kiedy coś mu się nie udaje. Większość stara się po prostu obrócić w żart, kierując się podejściem w stylu „mówi się trudno i żyje się dalej”. Uczy się na błędach i nie popełnia tych samych dwa razy, przez co jest coraz bardziej doświadczony z każdą życiową sytuacją, z jaką się napotka.
     Można rzec, że jest rozrywkowy, chociaż wszystko z umiarem. Nie pije, bo nie może, za to dobrze się bawi nawet bez używek wszelkiego rodzaju, w podzięce za jego dobry humor i jego poczucie, którym to został obdarzony.
     W stosunku do obcych jest małomówny i zamknięty w sobie, wie, że nie może ufać każdemu, kogo napotka na swojej drodze. Nie pozwala wniknąć losowym ludziom do swojego małego półświatka, dokładnie przewiercając najpierw ich wnętrze, cele, tym, czym się kierują, a także poznaje ich motywy. Bez tego nie wyobraża sobie jakiejkolwiek znajomości, bo jest nieufny - nie może być łatwowierny, jednocześnie zajmując się czymś, co jest skrajnie nielegalne.
     Jest spokojny i opanowany. Nie wybucha bez przyczyny, wszystko przyjmuje na zimno i rozkłada to racjonalnie na czynniki pierwsze, nim cokolwiek powie lub zrobi. Poker nauczył go kantowania i cierpliwości. Co do pierwszego - rzadko kiedy ma jakiekolwiek wyrzuty sumienia, dba o siebie i o osoby, które są dla niego ważne - czyli jedynie o Basila i Evę. Co do drugiego - wie, że nie może oczekiwać rezultatów natychmiast. Potrafi czekać długo na coś, co bardzo chce dostać, jest także wytrwały w swoich działaniach i nie zwykł poddawać się po pierwszej porażce. Ani drugiej, trzeciej i czwartej. No, a po piątej, może dopadłyby go ewentualne wątpliwości.
     Czymś, co bez wątpienia wyróżnia go w tłumie innych gangsterów jest opiekuńczość - potrafi dbać o innych, jednak nie do przesady. Rzadko kiedy chce mu się przejmować problemami nieznajomych, najczęściej podobne sytuacje omija szerokim łukiem. Kiedy jednak ktoś bliski potrzebuje wsparcia, on jest w stanie je dać. Może niezbyt konkretne i pomocne, ale to wciąż wsparcie, tylko na jego własny sposób. Potrafi się zamartwiać, potrafi być czuły, jednak nigdy nikt nie sprawił, aby taki był.
     Jest bardziej rozsądny i praktyczny, twardo stąpa po ziemi i jasno wie, czego chce i wymaga od życia. Bardzo pomaga mu to w codzienności, bo nie jest bezczynnym marzycielem, który potrafi tylko narzekać.
Hobby: Od walki wręcz, przez siłownię, gry karciane w kasynie, po samochody i motocykle. Wszechstronny chłopak.
Aparycja|
- wzrost: metr osiemdziesiąt cztery.
- waga: siedemdziesiąt pięć kilogramów.
- opis wyglądu: Jayden to najprzystojniejszy mężczyzna, z jakim możesz się spotkać. A przynajmniej on sam tak o sobie myśli. Lubi swoją aparycję, uważa, że jest miła dla oka, nawet jeśli to tylko złudne wrażenie. Ma symetryczny kształt głowy, mocno uwydatnione kości policzkowe, żuchwę i raczej ostre rysy twarzy. Jego oczy zwykle pozostają spokojne i owiane nutką tajemnicy, lekko niebieskie tęczówki stają się ciemniejsze w zależności od padającego słońca. Krzaczaste brwi, spod których zerka, są kształtne i ciemne, w kolorze burzy włosów na jego głowie. Nieduży nos, uwydatniony łuk ponad pełnymi ustami i na końcu - mocno zarysowana broda. Cały on. Jest dobrze zbudowany, z szerokimi ramionami i zarysowanymi mięśniami, wysoki.
- pozostałe informacje: Jego prawe ramię w całości pokryte jest tatuażami, które ciągną się przez bark, obojczyk, prawą łopatkę i zanikają w połowie pleców. Ponad lewym biodrem pojawiają się kolejne - aż po żebra. Za czasów młodości zrobił wiele kolczyków na twarzy oraz w sutku, czego niezmiernie się wstydzi. Teraz, po tylu latach, jedyne miejsce, które nie zarosło, znajduje się w wardze. Od czasu do czasu wkłada tam srebrny, cienki kolczyk w kształcie półksiężyca.
- głos: Niski i najczęściej lekko zachrypnięty. Po prostu męski, taki, jakich wiele.
Historia: Amanda była uroczą dziewiętnastolatką w klasie prawniczej, kiedy poznała czarującego Setha z oddziału sportowego. Pierwsza ich prawdziwa miłość okazała się jedyną, bo zostali ze sobą aż do śmierci. Na początku chłopak wydawał się jej istnym ideałem - opiekuńczy, kochany, charyzmatyczny i towarzyski. Miał cudowną powłokę i zepsute wnętrze, był zniszczony przez demony przyszłości, które przejęły nad nim kontrolę, kiedy wybierali wspólnie mieszkanie. Stał się zaborczy, agresywny i toksyczny w każdej sprawie, która dotyczyła Amandy. Nie potrzebował dużo czasu, aby ją w końcu uderzyć - najpierw raz, drugi, aż wszystko to stało się rutyną. Ta za bardzo go kochała, mimo że dusiła się w związku. Uważała, że ciąża ochroni ją przed własnym, niebezpiecznym mężem - i tak się stało. Na świat przyszedł Jayden, uroczy chłopiec. Cztery lata później - Weston. Przy drugim dziecku wszystko się zawaliło. Nielegalne interesy prowadzone przez tyle lat sprawiły, że w wieku szesnastu lat ciężarówka z premedytacją wjechała w samochód osobowy, którym jechała cała rodzina Roy. Chcąc nie chcąc, dla Amandy śmierć była wybawieniem i ucieczką od toksycznego męża. Wszyscy zmarli, wyłączając Westona, który trafił do domu dziecka. Tam adoptowała go samotna kobieta z dwójką kotów, która zawsze chciała mieć dziecko. Była po pięćdziesiątce, więc zdecydowała się na szesnastolatka mimo, że wszyscy pracownicy jej odradzali. Po mozolnym staraniu się o chłopaka i rozprawie, w końcu przyjęła go pod swój dach. Po osiemnastym roku życia chłopak zmienił imię, z tęsknoty przyjmując to po swoim młodszym, ukochanym bracie, a także nazwisko - po matce. Początki w nowym domu były dla obojga pełne cierpienia - kłótnie, sprzeczki, przykre słowa, ucieczki z domu, wzywania do szkoły, nieustanne kary i kaucje w miejscowym komisariacie. Mimo to, Eva nigdy nie żałowała, że zaadoptowała (wtedy) Westona. Po roku chłopak zrozumiał, że kobieta nie chce dla niego źle - dotarli się na swój sposób.
Rodzina: 
Amanda Bennett-Roy i Seth Roy - rodzice. Zmarli.
Jayden Roy - drugi syn i brat aktualnego Jaydena, a niegdyś Westona. Także zmarły.
Eva Santos - adopcyjna matka, która stała się najważniejszą osobą w jego życiu (mimo burzliwego początku).
Oprócz nich chłopak ma niewielu krewnych, choć żadnego nie zna. Nie mieszkają w Avenley River, ani w państwie graniczącym; Jay nie wie co się z nimi stało.
Partner: Definitywny brak.
Potomstwo: Kiedyś jakaś obca dziewczyna przyszła do niego, w ręce ściskając pozytywny test ciążowy, jednocześnie żądając pieniędzy. Dał jej trochę banknotów, wychodząc z założenia, że nie zbiednieje. Od tamtego momentu zniknęła na dobre, on więcej jej nie widział, a także nie wie nadal, czy ma dziecko, czy nie. Ale oby nie.
Ciekawostki:
Odziedziczył po ojcu tor wyścigowy, jednak przez własne zaniedbanie został wykluczony z użycia. Jayden z lenistwa nie wykładał na niego pieniędzy, tor zatrzymał i zaczął na nim organizować nielegalne wyścigi samochodowe i motocyklowe.
Basil jest, potocznie, jego sekretarzem i pomocnikiem we wszystkich rzeczach legalnych i tych mniej.
Nie pije, głównie przez chorą wątrobę.
Zwierzęta: Mysz o imieniu Robert zimująca w łazience.
Pojazd: x x
Kontakt: elemele#6443, justynaxx76@gmail.com, w razie potrzeby mogę podać howrse, gg i co tam jeszcze tylko mam.