Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renegeusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renegeusz. Pokaż wszystkie posty

3 gru 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

 Znowu to samo. Nienawidziłem, kiedy osoba, która przychodzi ze mną, idzie do innych. Czułem się zawsze w pewnym sensie zdradzonym i oszukanym. 
- Czyli mam pozwolenie na tańczenie z laskami? - zapytał, ponownie zaciągając się moim papierosem. Pokręciłem głową.
- Ja ci nie wystarczam? - zabrałem mu papierosa i wpuściłem dym do płuc. 
- Tańczyć ze mną wtedy nie chciałeś, to znalazłem sobie kogoś innego - przewróciłem oczami, nie mając kontrargumentu. Nienawidziłem sytuacji, w których nie miałem co odpowiedzieć, w takich chwilach robiłem jedno. Znowu mu przywaliłem w ramię, tym razem jednak lekko. - Czemu mnie ciągle bijesz - jak widać, nie tak lekko, jak chciałem. Pomasował ramię. - To się nazywa przemoc - wymruczał i kiedy chciał zabrać mi szluga, sam się zaciągnąłem, po czym schyliłem głowę, złączyłem nasze usta i wpuściłem mu w nie dym. Kiedy się odsunąłem oddałem mu marny kawałek na trzy buchy i zacząłem grzebać w torbie. Oli szybko rzucił peta na ziemię i go przydeptał, a kiedy chciał wracać do klubu, złapałem go za ramię i pociągnąłem w bardziej ustronne miejsce.
- Masz - wyciągnąłem lufkę z zielskiem i zapalniczkę. Pytając się znajomych, miałem większą nadzieję na jakiś proszek, niestety jedyne czym częstowali, to trawką. Zawsze coś, chłopak się chociaż wyluzuje.
- Skąd masz? - zapytał biorąc do ręki przedmioty i nie czekając na moje wyjaśnienia, przystąpił do działania. Lekko się uśmiechnąłem, bo na moment się bardziej ożywił. 
- Stamtąd, obok tego, co siedział przy tym i tak dalej - obserwowałem jak płomień pożera część plastiku, a zioło w środku zaczyna się jarzyć. Oli się zaciągnął z dwa razy, a potem zabrałem mu je, bo miałem wrażenie, że nie odda, tylko sam zużyje. - Lepiej ci? - zapytałem, a on pokiwał głową. Uśmiechał się. Kiedy sam zapaliłem i wymieniliśmy się jeszcze z dwa razy, przysunąłem się do niego, wpierw chowając lufkę do torby. - Więc jak będziesz grzeczny, to cię jeszcze potem poczęstuje - pocałowałem go krótko, po czym wróciliśmy do baru.
Było lepiej. Chociaż Oli dalej za bardzo nie rozmawiał z innymi, to jednak jego twarz wskazywała na to, że nie dlatego, że nie słucha, ale dlatego, że mu się nie chce. Ciągle się uśmiechał i w pewnym momencie stwierdziłem, że pasuje do niego ten banan na twarzy. Wyglądał z nim lepiej niż z tym smutkiem w oczach, który mówił, że za dwa dni spróbuje się zabić. W końcu nie musiałem się za niego wstydzić. 
Poszedłem do łazienki, a kiedy wróciłem, tatuażysty nie było przy stoliku. Ogólnie kilka osób stąd zniknęło, jedna dziewczyna musiała szybciej wrócić, druga uwinęła się z naszym kolegą do jego mieszkania, a jedna para poszła tańczyć. Nie wiedziałem tylko gdzie był Oli.
- Gdzie mój facet? - zapytałem Marshalla, obejmowanego w tej chwili przez Evęlinę. Ten wzruszył ramionami.
- Poszedł w tamtą stronę - dziewczyna wskazała palcem na jakieś drzwi. - W ogóle to jakiś dziwny ten twój kolega - powiedziała, kiedy odwróciłem się do niej plecami. Zignorowawszy jej zdanie, które i tak mnie nie obchodziło, otworzyłem drzwi, które prowadziły do części z pokojami. Zatrzymywałem przypadkowych ludzi (nawet tych, którzy postanowili odbyć stosunek nie dotarłszy do pokoju) i pytałem ich o Oliego. Czemu mi zależało na znalezieniu go? Nie zależało mi na tym, chciałem tylko wiedzieć, że nikt się do niego nie przypałętał. 
To śmieszne, że jakaś rozwścieczona para marudziła na ciemnowłosego, naćpanego idiotę, który przerwał im arcyważne rzeczy na dachu. 
Miałem tylko nadzieję, że nie będzie chciał skakać.

2 gru 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

Wyszedłem od Oliego zaraz po zabawie. Coś było z nim nie tak. Był jakiś niestabilny, psychicznie i fizycznie. Nie wiedziałem co o tym myśleć, w jednej chwili ma humor, a za chwile ma minę, jakby chciał wyskoczyć przez okno. Wiedząc, że samym myśleniem niczego się nie dowiem, zrezygnowałem z tego i całkowicie o nim zapominając, wróciłem do siebie.
Współlokatora nie było, więc miałem całe mieszkanie dla siebie. Wziąłem szybki prysznic, po czym odpaliłem laptopa. Nagle zadzwonił mój telefon. Wygrzebałem go spod sterty zrzuconych przed chwilą ubrań i zerknąłem na wyświetlacz. Odebrać? Czy nie odebrać?
- Od ojca chyba trzeba odebrać - odpowiedziałem sam sobie, po czym kliknąłem zieloną słuchawkę. 
- Nareszcie, długo już czekałem - przywitał mnie.
- Cześć, chciałem coś konkretnego?
- A to z synem nie można już porozmawiać?
- Jeśli ma się ważny powód - w słuchawce usłyszałem szczekanie psa. Od razu się uśmiechnąłem i zapytałem o Rambo, czyli mieszańca wilczura z border collie. Był z nami od małego, czyli od sześciu lat. 
Rozmowa przebiegła szybko i nie dotyczyła żadnych ciekawych tematów, prócz ostatniego.
- Miałem ci tak w ogóle coś do przekazania - zaczął.
- Czyli jednak.
- Auraya umarła kilka tygodni temu - siedziałem na łóżku, zastanawiając się, czy dobrze usłyszałem.
- A kto to? - zapytałem, kompletnie nie znając kobiety o takim imieniu.
- No ta, twoja matka - w jednej chwili wybuchnąłem śmiechem. Słowo matka pierwszy raz pojawiło się w jego ustach i brzmiało na prawdę nienormalnie. - A tobie co.
- Powiedziałem to jednocześnie z takim obrzydzeniem, ale jakby radością - po drugiej stronie rozległ się cichy śmiech.
- No nie ważne. Tak ci mówię, żeby nie było. Dowiedziałem się od znajomego - wyjaśnił, na co tylko mruknąłem na zgodę.
Gdy rozmowa się zakończyła, położyłem się plecami na łóżko. To śmieszne, że nawet nie pamiętałem, a nawet nie znałem imienia mojej matki; chociaż nie, jej nie można było tak nazwać.
- I dobrze tak suce - wstałem, aby zrobić sobie jakąś kolacje.

*

Gdy nadszedł wieczór i było już kwadrans po rozpoczęciu spotkania w barze, stanąłem przed drzwiami Oliego, zastanawiając się, czy dobrze robię. Jeśli znowu nie będzie miał humoru, pożałuje, że go wziąłem. W takim wypadku nafaszeruje go prochami, ktoś na pewno coś ma. Zapukałem po raz drugi w drzwi.
- Już idę! - usłyszałem krzyk. Po chwili drzwi się otworzyły, a z nim wyskoczył kot. Przebiegł mi między nogami.
- Kurwa, durny sierściuch - mruknąłem rozdrażniony. - Jesteś gotowy?! - zaraz się okażę, czy powinienem mu szukać towaru.

25 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

 Ostatni raz zmierzyłem go ostrym spojrzeniem, kiedy chłopak się odwrócił i kontynuował drogę do swojego domu. Postanowiłem odpuścić - znowu miałem niespodziewaną falę gniewu. Psycholog ze szkoły stwierdziłby, że nieuzasadniony gniew i zazdrość jest wywołana brakiem poczucia przynależności, czy coś w tym stylu - akurat na jego lekcjach rzadko słuchałem, wolałem spożytkować ten czas na zdrowy sen - a mimo wszystko nagle sobie przypomniałem o jego słowach. Ignorując wszystkie wspomnienia z przeszłości, ruszyłem za chłopakiem, który w tej chwili wyglądał, jakby dusza z niego uleciała. Dam sobie prawą rękę uciąć, że wyraz twarzy miał taki sam, jak po raz pierwszy go zobaczyłem w klubie - bez chęci do życia, takiemu można dać prochy, a skoczy z dachu. 
- Dobra, już się nie dąsaj - powstrzymałem się przed uderzeniem go w bark. - Jak zmarł ten wasz znajomy? - zapytałem ze spokojem, a nawet lekką obojętnością. Oli przez moment milczał, chyba był to dla niego trudny temat, aczkolwiek nie obchodziło mnie to. Byłem ciekawy.
- Zabił się na motorze - w jednej chwili się uśmiechnąłem, a w środku się zaśmiałem. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem; zabić się na motorze? Serio? To brzmiało jak tania scena z jakiegoś dramatu. Kiedy chłopak spojrzał na mnie kątem oka, od razu ściągnąłem uśmiech z twarzy. Ten zmarszczył brwi, mruknął pod nosem jakieś przekleństwo i tylko przyspieszył.
- Ej, nie obrażaj się - powiedziałem z lekkim rozbawieniem. Podbiegłem do niego, łapiąc go za ramię, ale ten tylko strząsnął moją dłoń.
- Spieprzaj - posłał mi środkowy palec. Dalszą drogę do jego domu pokonaliśmy w ciszy. 
Gdy stanęliśmy przed jego drzwiami, okazało się, że na klatce schodowej czekała na niego kotka. Chciałem mu powiedzieć, aby nie wpuszczał jej do środka, ale stwierdził, że tego może być za dużo i jeszcze obiadu mi nie zrobi; obserwowałem więc, jak zwierzak wchodzi do domu. Po zdjęciu butów i wypakowaniu produktów, usiadłem na krześle i założyłem ręce za głową. 
- Masz jakieś wino? - chłopak pokręcił głową i nagle postawił przede mną deskę do krojenia, nóż i warzywa. Posłałem mu pytające spojrzenie. 
- Chcesz obiad, to się na coś przydaj - pomachał mi swoim nożem przed twarzą. Wydąłem usta w niezadowoleniu. 
- Dobra, ale najpierw zapalę - postanowiłem. - Idziesz? - Oli wzruszył ramionami i ruszył za mną na balkon. Poczęstowałem go papierosem. Tym razem udało mu się zapalić zapalniczką za pierwszym razem. Oparliśmy się o barierkę i spojrzeliśmy w dół, na ulicę i małych ludzi. - Skąd umiesz gotować? Ja to nawet wodę przypalam. Ostatnim razem jak próbowałem ziemniaki ugotować, to cała woda mi wyparowała, a one się spaliły i garnek był go wyrzucenia.

<Oli?>

20 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

Tak bardzo nienawidziłem, kiedy ktoś mi pyskował. Nie powstrzymałem się i uderzyłem go w łeb.
- Ej! - na chwilę ściągnął głowę do dołu, by za chwilę przyłożyć rękę do kości ciemieniowej. Od razu poprawił mi się humor.
- Za dużo gadasz - stwierdziłem, chowając ręce do kieszeni. - Co mi przygotujesz na obiad? - zmieniłem temat. Oli coś pomruczał pod nosem, po czym stwierdził, że to co mu wpadnie w ręce, to ugotuje. - Zjadłbym pieczonego łososia - rozmarzyłem się.
- Mój dom chyba pomylił ci się z restauracją - prychnął. 

13 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

Miałem przedziwny sen, że jakaś ośmiornica mnie obejmowała i nie chciała puścić, nawet gdy jej wydłubałem oczy. Kiedy się obudziłem, ktoś na prawdę mnie przytulał. Oli objął mnie, jakbym był pluszakiem albo jego mężem. Przycisnął twarz do mojego ramienia. Zmarszczyłem brwi. Dziwnie się poczułem, to był tylko przelotny seks, a on wygląda, jakbym miał zostać w tym łóżku z nim już na zawsze. Dźgnąłem go w żebro, na co się wzdrygnął i przebudził.
- Czemu się do mnie przytulasz? - zapytał słabym głosem. 
- Ja się do ciebie nie przytulam - odparłem. Chłopak nie zareagował jakoś konkretnie, wyglądał, jakby dalej był we śnie. - To ty się do mnie przytulasz - uniosłem ręce do góry. Zdecydowanie to on obejmował mnie całego i jeszcze złączył za drugim ramieniem ręce, żebym nie uciekł.
- Nie prawda. 
- Dalej to robisz - westchnąłem tracąc cierpliwość.
- No i? - poprawił się, wbił twarz w mój bok i dalej przytulał. Wiedząc, że mnie nie puści, pchnąłem go, przez co spadł z łóżka. Wylądował na ziemi z głuchym łoskotem. O tyle dobrze, że zostawił mi kołdrę, którą po chwili się szczelnie okryłem i odwróciłem się twarzą do ściany.
- Teraz to moje łóżko - oznajmiłem surowo. - Jest oznaczone mną - słysząc, jak Oli podnosi się z ziemi, odwróciłem na moment głowę. Z posępną miną pokazał mi środkowy palec, po czym wyszedł z pokoju i zamknął się w łazience. Kontynuowałem spokojny sen.
Obudził mnie pyszny zapach śniadanie, na pewno to było jajko i smażone mięso. Nie czekając na zaproszenie, wstałem, ubrałem wczorajsze ubrania, które leżały przy krześle i poszedłem do kuchni. Jak na zawołanie Oli postawił na stole drugi talerz ze smażonymi jajkami, boczkiem i tostami. Popatrzyłem na niego trochę zdziwiony, ale nie ukrywałem zadowolenia. Rzadko kiedy się trafia ktoś tak o dobrym serduszku, żeby mi jedzenie zrobił. 
- Za takie śniadanie mogę ci oddać łóżko - oznajmiłem.
- Łóżko, które było moje? - odkładając patelnie do zlewu, podał mi sok.
- Twoje? Ja nic nie wiem, ale jakieś stoi w sypialni. Jak chcesz, wezmę je sobie.
- Nic za darmo - nachylił się i dał mi długiego buziaka. Uśmiechnąłem się.
- Dzisiaj też potrzebujesz alkoholu? 
- Zobaczymy - uśmiechnął się zawadiacko, po czym usiadł przy swoim posiłku. Po chwili usłyszałem, jak coś drapie w drzwi. Chłopak poszedł do sprawdzić, okazało się, że jego kotka wróciła. 
- Jak się wabi? - Oli popatrzył na mnie, potem na białego kota i znowu na mnie. W końcu wzruszył ramionami.
- Jakoś miała, ale zapomniałem - dając jej karmę, wrócił do swojego jedzenia. To było trochę dziwne, mieć zwierzaka i nie pamiętać jak się go nazwało.
Po zjedzonym śniadaniu spojrzałem na telefon i cicho przekląłem.
- Lecę, miałem zapłacić wczoraj za czynsz i zapomniałem - wstałem od stołu i podszedłem do niego. - Ale przyjdę na obiad - nachyliłem się do jego ucha. - I na deser - odsunąłem się i skierowałem do drzwi. - Tylko wynieś tego kota. I nie pal w domu.
Musiało to dziwnie wyglądać, aczkolwiek postanowiłem skorzystać z jego kulinarnych zdolności i w końcu zjeść coś normalnego, a nie tylko kanapki i "coś na szybko". 

12 lis 2020

Od Renegeusza cd. Oliego

Ludzie śmiesznie reagowali na kolczyk, który znajdował się na genitaliach. Jedni byli zdziwieni i obrzydzeni, sądząc, że to niehigieniczne i można nabawić się niepożądanych chorób, a drudzy byli również zaskoczeni, ale zafascynowani. Najczęstsze pytanie jakie do tej pory słyszałem na ten temat to "Jak to działa?"

10 lis 2020

Od Renegeusza do Oliego

 - Na pierwszym roku okno mi wypadło w szkole. Nie mam pojęcia jak, ale gdy chciałem otworzyć je od góry, otworzyło mi się wcześniej na bok, a klamka dalej się przesunęła i koniec końców okno było otwarte jednocześnie z boku i z góry, przez co trzymało się na jednym końcu - wylałem olejek na dłonie i zacząłem go rozsmarowywać po włosach brunetki. - W końcu za mocno się otworzyło z góry i nie utrzymałem. Okno wypadło, łamiąc ostatni kąt, na którym się trzymał - z jej ust wydobył się cichy śmiech. - Gotowe - oznajmiłem.
- Już? - zapytała zdziwiona. Pokiwałem głową, chociaż wiedziałem, że tego nie widzi, po czym odwróciłem ją o sto osiemdziesiąt stopni, aby mogła spojrzeć w lusterko. Brunetka o prostych i suchych włosach, teraz miała o połowę krótsze, lśniące loki. - Ah...! Jak fantastycznie - zaczęła dotykać swojej nowej fryzury.
To była ostatnia klientka, po której sprzątnąłem lokal i wszystko zamknąłem na klucz. Szef wyszedł wcześniej, ponoć na ważne spotkanie, chociaż ja wiedziałem, że to była randka z kochanką. Wiedziałem, że pewnego dnia ta informacja mi się przyda, w końcu jego piękna żona z takim wysokim stanowiskiem miała dużo kasy, szkoda by było taką utracić. 
Spojrzałem na zegarek, było jeszcze za wcześnie, aby pójść do klubu samemu. O tej porze jeśli ktoś chciał, to chodził w parach, ze znajomym, z grupą, a jeśli taki samotnik jak ja chciałby się z kimś zabawić, to musiałem czekać do późna. W każdym razie, wpierw wróciłem do domu. Tam się przebrałem w luźniejsze ciuchy i zjadłem obiad.
- Ej, Marshall, idziesz dzisiaj ze mną się rozerwać? - zapytałem kiedy myłem naczynia, a on akurat wszedł do kuchni, aby zrobić sobie kawę. Był starszy ode mnie o dwa lata, a mimo tego się jeszcze uczył, przez co mocna, czarna kawa bez mleka i cukru było dla niego błogosławieństwem, kiedy siedział w nocy nad książkami. Czemu więc z nim mieszkałem, kiedy był kujonem? Jakimś cudem tak mu dobrze szło, ze znajdywał czas na imprezy. No i gębę miał przystojną do tego stopnia, że dziewczyny same rozkładały przed nim nogi.
- Evelina mi dupę truje, że mam u niej zostać na noc - wlał wodę do czajnika.
- Jak jest nie wyżyta to może iść z nami, znajdzie sobie kogoś.
- Ma pecha jeśli chodzi o jednorazowy seks. Jeden ją dusił, drugi ją pogryzł, a trzeci właśnie się bada, czy nie ma HIVa - zaśmiałem się.
- A ty taki wyjątkowy. Może ją przypnij do łóżka i zapomnij o niej - zaproponowałem.
- Jeśli zechce, żebym się jej oświadczył, to chyba tak zrobię.
W końcu nadszedł wieczór. Postanowiłem sam się wybrać na imprezę, aby uczcić kolejny weekend, z nadzieją, że uda mi się kogoś poznać ciekawego. Kiedy już byłem na miejscu, poczułem znajomy zapach alkoholu i potu. Podszedłem do baru, po czym zamówiłem mocnego drinka - nie było co się upijać samemu. Obserwowałem ludzi, aż w końcu złapałem kontakt wzrokowy z jakimś chłopakiem, samotnie siedzącym na kanapie.

9 lis 2020

Renegeusz Eysenck

Źródło:  Neels Visser, Pinterest
Motto: "Czasem trzeba zrobić swoje, nawet jeśli ma się tylko długą zapałkę i wyjątkowo łatwopalną gorzałę."
Imię: Renegeusz. W skrócie "Ren"
Nazwisko: Eysenck
Wiek: 24 lata
Data urodzenia: 1 lipiec
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Wynajmuje tanią stancję w bloku razem z kolegą, którego poznał rok temu w barze. Mieszkanie jest obskurne, składa się z dwóch pokoi, jedno dla każdego, ze wspólnej łazienki, nieco większej kuchni i ciasnego korytarza. Ma pokój w neutralnych barwach, jedno pojedyncze łóżko, dwie szafki, komodę i biurko - nic wielkiego. 
Orientacja: Biseksualny, z naciskiem na mężczyzn
Praca: Fryzjer
Charakter: Renegeusz to wybuchowa osoba. W jednej chwili spokojny fryzjer opowiadający śmieszne anegdotki aby umilić czas swoich klientów w oczekiwaniu na nową fryzurę, a kilka chwil później rzuca przekleństwami i krzesłami, chcąc obić komuś mordę.
Pierwsze co trzeba o nim powiedzieć, to to, że jest bardzo wybuchowy. Nie panuje nad swoimi emocjami, uważa, że przemoc to najlepsze wyjście, temu często wpada w jakieś bójki. Nie ma też zahamowań, jeśli chce i ma powód, uderzy każdego, bez względu na wiek czy płeć - co ciekawsze, jeśli za bardzo da się ponieść emocjom, potem może się okazać, że nie pamięta, co zrobił. Jeśli jednak potrafisz go nie wytrącić z równowagi, okaże się bardzo ciekawym i otwartym facetem, lubiącym poznawać nowe osoby - aczkolwiek do nikogo się nie przywiązuje i większość jego "nowych relacji" kończy się następnego dnia. Jest upartym osłem, upadle dążącym do swoich celów i bezgranicznie trwającym w swoich przekonaniach. Przyjaciel z niego dość słaby: często nie zjawia się na umówione spotkanie, zapomina o ważnych rzeczach i nie porozmawia z tobą szczerze o uczuciach - nie będzie twoim wsparciem psychicznym. Aczkolwiek jeśli trzeba, może zostać twoim ochroniarzem czy "usunąć problem". Nie jest wiernym i lojalnym przyjacielem, pewnie dlatego, że sam takowego nie ma - a jeśli ma, to i tak mu nie ufa. Jeśli jesteś osobą spokojną, która nie da mu pretekstu do kłótni, możesz się czuć przy nim bezpiecznie.
Mimo wszystko stara się w ludziach zobaczyć to, co najlepsze, dlatego często bywa, że pierwszy wyciągnie rękę na zgodę, albo następnego dnia odwiedzi swoją ofiarę, aby sobie z nią porozmawiać jak z kumplem. Uważa że bójki to normalna rzecz, dlatego nie warto o nich dyskutować. Uwielbia rzucać złośliwymi komentarzami w formie żartu. Nagina także przestrzeń prywatną drugiej osoby, nie koniecznie w sposób zboczony - czasami zrobi sobie z kogoś podłokietnik, albo usiądzie na jego kolanach kiedy nie ma wolnego miejsca.
Hobby: Prócz bycia profesjonalnym fryzjerem z tak zwanego powołania, dzięki któremu bez problemu zetnie, wystylizuje, pofarbuje itd. jest urodzonym kaskaderem. Kiedyś się zastanawiał, czy nie zostać nim na planach filmowych, nie boi się wyzwań, uwielbia ryzykować własne życie i próbować niemożliwych. Lot na paralotni, skok z samolotu, skok na bungee to tylko zabijanie rutyny. Potrafi się bić i często wpada w bójki to ze znajomymi, to z całkowicie obcymi pijaczkami w barach. Lubi także oglądać sporty walki. Jest świetnym koszykarzem i siatkarzem, a w wolnym czasie chodzi na siłownię. Czasami coś przeczyta, jednak woli oglądać filmy. Umie grać na gitarze i pianinie.
Aparycja|
- wzrost: 195
- waga: około 90kg
- opis wyglądu: mężczyzna o dobrze rozbudowanym i umięśnionym ciele jest posiadaczem białych (naturalnie to czarnobrunatnych) włosów, krótko ściętych z tyłu o dłuższej grzywce, sięgającej do ciemnych brwi. Ma zielone oczy i jasną karnację z masą piegów, blizn i pieprzyków. Uwielbia ciemne ubrania, zazwyczaj jest mu zimno, wiec ubiera się grubiej niż reszta ludzi
- pozostałe informacje: jest dumnym posiadaczem kilkunastu kolczyków w różnych częściach ciała: uszy, brew, usta, nos, pępek, a nawet genitalia. Do tego często nosi ciemne, okrągłe okulary
- głos: What Do I Live For - Fabian Secon
Historia: Kiedy jego rodzice wzięli rozwód, zamieszkał z ojcem. Na początku było ciężko, ponieważ ten zaczął pić - nie został jednak alkoholikiem, znalazł inny sposób na zabicie czasu; uczył syna tego, co kochał, czyli boksu. Spędzał z nim całe dni i można by pomyśleć, że był bardzo kochającym ojczulkiem, niestety był bardzo surowy i nie praktykował bezstresowego wychowania. To jednak nie sprawiło, że Ren go nienawidził, od zawsze mieli po prostu napięte stosunki, często się kłócili, chłopak często uciekał z domu, a ojciec potrafił nie wracać przez kilka dni. Każdy żył dla siebie i bez konkretnych powodów kłócili się jak żyje ten drugi. Gdy jego ojciec bawił się z kobietami, Ren chodził po krawędzi dachu albo skakał z niebezpiecznych wysokości na jakąś stertę siana bądź śniegu. Wyprowadzili się do Avenley River kiedy ich małe mieszkanko niespodziewanie spłonęło - w dalszym ciągu Ren się nie przyznał, że specjalnie podłożył ogień.
Rodzina: Trzy lata po jego narodzinach matka wzięła rozwód z ojcem i całkowicie zerwała kontakt z synem. Ojciec był surowy, ponieważ dawniej był bokserem, zamiast uczyć syna pisać czy czytać, kupił mu rękawice bokserskie. Aktualnie ma napięte stosunku z ojcem, który nie akceptuje wielu jego decyzji czy sposobów życia, przez co często się kłócą - raczej nie są idealnym przykładem ojca i syna, jeśli już, lepiej nie brać z nich przykładu.
Partner: Nie szuka
Potomstwo: Jeśli skończy z żoną - marzy o wazektomi
Ciekawostki: 
- Nienawidzi kotów, woli psy;
- Choruje na analgezje wrodzoną, czyli niewrażliwość na ból;
- Panicznie boi się igieł;
- Powodem dla którego podłożył ogień pod swój dom, był jego wujek, brat ojca, pięćdziesięcioletni zawodnik MMA, który kilka razy siedział w więzieniu za pobicie, kradzieże i gwałt;
- Nienawidzi i kompletnie nie umie gotować, nawet wodę potrafi spalić;
- Ma własną gitarę;
- Okazjonalnie pali papierosy;
- Odkąd fryzjer przejechał mu przypadkiem nożyczkami po szyi, gdy miał dziewięć lat, od tamtej pory sam zajmował się swoimi włosami.
Inne zdjęcia: ---
Zwierzęta: Brak
Pojazd: Niedawno skasował swoje auto, więc... komunikacja miejsca i samochód kumpla
Kontakt: Pandemonium. (hw)