Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria. Pokaż wszystkie posty

30 lis 2019

Listopadowa czystka

LISTOPADOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANDREA
ANGELICA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
CHLOE
DEARDEN
EKATERINA
HYOLYN
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
ROSALIE
VERONICA
VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JAMES
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SAMUEL
SCOTT
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

4 sie 2019

Od Victorii cd. Bellamiego 18+

Wbiłam paznokcie w jego plecy. W głębi duszy wcale tego nie chciałam. Boje się co pomyśli o mnie Gared. Do tego pewnie dzwonił do mnie już bardzo dużo razy, martwi się, a ja pieprzę się z nowo poznanym gościem. Czuję się jak szmata, łatwa dziewka i głupia baba, która idzie do łóżka z pierwszym, lepszym facetem. Nie wiem czemu jego ruchy coraz bardziej się zagęszczały. To wszystko niemiłosiernie bolało, a ja miałam ochotę wyrwać się z jego objęć i uciec jak najszybciej. Nie chcę się tłumaczyć Dirge, ale coś czuję, że będę musiała. Nie tak miało to wyglądać. W oczach zbierały mi się niepożądane łzy, które próbowałam jakoś ukryć, w sposób mocniejszego zamknięcia ślepi. Ruchy biodrami przyspieszały coraz bardziej. W końcu zatrzymały się, a nasienie Bella wypełniło całe moje wnętrze. Ścisnęłam kołdrę, która leżała tuż obok mnie. Zmęczenie ogarnęło 3/4 mojego ciała. Bellami rzucił się obok mnie.Wystarczyło kilka chwil, aby zasnął. Wykorzystałam to chyba w dość dobry sposób. Wywinąć się z pokoju nie było trudno. Facet nie miał chyba zamiaru się ruszyć, a ja wręcz przeciwnie. Było już zdecydowanie za późno. Gared dostaje pewnie białej gorączki, a ja bawię się w najlepsze. Wróciłam do mojego porannego ubioru. Kombinezon na motor był chyba jednym z najmniej wygodnych strojów, jakie mogłam założyć w swoim marnym żywocie. I jeszcze tylko kask na łeb i wyszłam po cichu z mieszkania. Wystawić ten motor za bramkę było to nie lada wyzwanie. Ciężki, duży i niewygodny w prowadzeniu. Wystawiłam maszynę na ulicę i troszeczkę mnie zamurowało. Ciemno jak w dupie. Nie widziałam zupełnie nic. Ani jednej latarni. Odpaliłam motor. Sprzęgło, jedynka i gaz. Ruszyłam szybko, bardzo szybko. Myślałam, że nie opanuję kierownicy, jednak udało mi się bez problemu utrzymać ręce w tej samej pozycji. Zdrętwiała mi noga. Zatrzymałam się na jakimś poboczu. Złapałam nerwowo za komórkę. Dzwonię.
- Gared?
- O czyli ty żyjesz. Gratuluję, jesteś najbardziej niepoważną osobą w całym moim życiu.
- Przepraszam, obiecuję, że ci to wynagrodzę. A teraz proszę przyjedź po mnie. Wyślę ci zaraz lokalizację.
- Dobrze. Coś się stało?
- Powiem ci jak przyjedziesz.
Nie wiem ile można było na niego czekać. Zanim odpalił ten stary van...
~*~
Wreszcie. Doczekałam się. Mężczyzna podjechał po mnie. Leżałam aktualnie na trawie z boku drogi. Dirge dosłownie do mnie podbiegł. Złapał mnie za ramiona i pomógł wstać. 
- Przepraszam... - łzy płynęły mi po policzkach - Nie chciałam, żeby tak wyszło. 
- Już spokojnie. Nie płacz. - powiedział przytulając moją głowę do torsu. Wsiadłam do samochodu, a Gared wstawił motor na przyczepkę. Siedziałam przybita. Trzymałam się siedzenia. Gared wsiadł do auta i podał mi paczkę papierosów. 
- Dzięki. - odpowiedziałam. 
- Następnym razem, jedziemy samochodem. - uśmiechnął się do mnie. Do domu nie było daleko. Dojechaliśmy szybciej, niż mi się wydawało. Spojrzałam przez szybę i... odleciałam. Ostatnie co widziałam, to Gared, który wyciąga mnie z samochodu i niesie do łóżka. 
Bell?

18 maj 2019

Od Victorii cd. Ivana

Zostawił mnie samą. W tym dziwnie oświetlonym pomieszczeniu, na przerażająco wyglądającym łóżku, które skrzypiało pod każdym moim ruchem. Oczy nadal nie były w pełni sprawne, przez co myślałam, że świat cały czas się kręci. Przetarłam ślepia z nadzieją na lepszy świat, ale było to chyba zupełnie nie potrzebne, bo nie podziałało w żaden sposób. Przed drzwiami stała jakaś baba, która nie wyglądała na delikatną. Nie wywołała jednak u mnie żadnego respektu, bowiem groźne wyglądała jedynie z twarzy. Wciągała policzki i myślała, że w ten oto sposób się jej przestraszę. Brwi miała dość mocno wyrysowane. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Zrobiła je za grube i za ciemne. Fuj. Nie wiem, czy doktorek faktycznie mi ułatwia życie, czy może robi to niechcący, aczkolwiek na jakże pięknym, metalowym stoliku widniały przeróżne narzędzia. Najbardziej jednak moją uwagę przykuły skalpele. Świecące, dobrze naostrzone i idealne na moją dłoń. Wstałam powoli, chociaż łóżko i tak porządnie skrzypiało. Patrzyłam tylko cały czas na pielęgniarkę, która miała mnie pilnować. Oznacza to, że przy każdej mojej próbie ucieczki ma zawiadomić lekarzyka. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi. Była niższa i drobniejsza. Nie wyglądała na kobietę, która mogłaby mi zaszkodzić fizycznie. Podeszłam na palcach, nieco się garbiąc, aby skradać się ciszej. Zabrałam dwa ostrza, przez przypadek się kalecząc. Jestem po prostu niezdarna, ale to już standard mojego nudnego życia. Krew z dłoni leciała ciurkiem, jednak nie przejmowałam się tym oto krwawym wydarzeniem i zaczęłam uchylać drzwi. Kobieta sięgnęła po telefon, który kilka chwil wcześniej zaczął wydawać dziwne dźwięki. Była zapatrzona w ekran przedmiotu. Nie zwracała uwagi na otaczający świat. Godzina była późna. Mało osób przechodziło przez korytarz i to była moja jedyna szansa na ucieczkę. Otworzyłam drzwi szybko i mocno, przez co stojąca przed nimi kobieta upadła na ziemię. Chciałam uniknąć represji ze strony administracji tego budynku i złapałam dziewczynę za usta. Przyciągnęłam ją do siebie, a do krtani przyłożyłam wcześniej wspomniany skalpel. Próbowała się szarpać, jednak bezskutecznie. Na korytarzu nikogo nie było. Zupełna pustka. Słychać było tylko krzyki z niektórych sal. Przeciągnęłam pielęgniarkę od wyjścia ze szpitala, które znajdowało się na parterze, więc schodzenie ze schodów było ciężkie. Nie miałam zamiaru używać windy. Mogłoby się to skończyć bardzo źle. Do tego klaustrofobia, która nie ułatwiała mi sytuacji w żaden sposób. Zeszłyśmy wreszcie do wejścia.
- Przyłóż tą kartę. - mówiłam do dziewczyny - Głucha jesteś?! - wreszcie nie wytrzymałam. Złapałam za smyczkę i zerwałam z jej szyi. Przyłożyłam kartę do czytnika, a kobietę rzuciłam na ziemię. Wybiegłam ze szpitala i usłyszałam głośny dźwięk syreny. Zdążyła włączyć alarm, nim jeszcze zdążyłam zbiec ze schodów. Moment zamurowania nastąpił, kiedy do swojego samochodu nie wsiadał nikt inny jak mój lekarz. Zatrzymałam się na chwilę, jednak zaraz pobiegłam w stronę krzaków. Facet był jednak szybszy. Złapał mnie za bluzkę w ostatnim momencie i przyciągnął w swoją stronę. Zaczął prowadzić mnie w stronę... właśnie. Nie do szpitala. W stronę swojego samochodu.
Ivan?

6 maj 2019

Od Victorii cd. Bellami'ego

Zamknęłam oczy tylko po to, by na chwilę przestać w zupełności myśleć. Może nie do końca, bo po mojej głowie nadal biegały różne myśli. Czy to jego sprawka? Czy może mój umysł nie przyswaja tak dobrze alkoholu jak myślałam? Na początku wydawało mi się, że może to przez kask, który mogłam mieć za bardzo zaciśnięty, przez co dopływ krwi mi się zmniejszył. A może pod moją cudowną nieuwagę wywaliłam w jakieś drzwi lub ścianę i po prostu później zaczęła mi lecieć krew? Aj tam. Już i tak przez moją nieuwagę prawie zabiłam się na motorze, spadłam z konia i ze schodów, więc w moim przypadku możliwe jest dosłownie wszystko. Otworzyłam ledwo oczy. Nadal czułam się ostro nieprzytomna i licha na sercu. Ale moje myśli nadal nie były niczego świadome. Mówiłam coś na szybko. Nie zastanawiając się nad sensem wypowiedzianych słów i nad ich powagą. Do tego przecież mogłam wypowiadać bez przerwy jakieś głupoty przez hm... Halucynacje? Stworzyły one mi w głupiej podświadomości dziwnego wróbla, który niby mówił mi jakieś słówka do ucha. Nie chciałam słuchać moich splątanych myśli, jednak coś po cichu mnie do tego zmuszało. I kiedy wreszcie się ocknęłam widziałam Bellami'ego, który kucał przy mnie i wpatrywał mi się w oczy. No nie wiem co ja mu tam gadałam, aczkolwiek zdziwiły mnie jego ostatnie słowa:
- To już twoja decyzja czy posłuchasz ptaszka.
I uśmiech na jego promieniującej twarzy mną doszczętnie zawładnął. A czemu? Tego nie wiem, chociaż mogłabym się domyślić o co mu chodzi. Ale to wszystko działo się jakoś dziwnie szybko. Każde przesunięcie się jego ręki, która wędrowała coraz bliżej mojej twarzy, kiedy nagle utknęła na policzku i lekko go muskała. I moje nerwy chyba nie wytrzymały. Chyba coś we mnie drgnęło, kiedy jego ślepia tak ślicznie się zaświeciły.
- Więc... - nie dałam mu dokończyć. Kilka chwil wystarczyło, żebym wpiła się w jego usta. Chyba zaskoczyłam go dość porządnie. Zaraz jednak odwzajemnił pocałunek. Objął obiema dłońmi moją głowę i dosłownie zjadał mi usta.
Bell?
Krótkie, bo czekam na opisik hue hue

5 maj 2019

Od Victorii cd. Samuela

Wróciłam do domu. Po drodze wstąpiłam jeszcze do sklepu po jakieś białko. Otworzyłam drzwi i zastałam... dym. Dużo dymu i Gared walczący z jakimś płomieniem w kuchni. Rzuciłam na ziemię torbę i złapałam pierwszą, lepszą szmatkę, leżącą na blacie. Otworzyłam wszystkie okna i próbowałam w jakikolwiek sposób rozgonić dym. Po jakimś czasie się to udało. Miałam zamiar iść wcześniej spać, ale nie chcę ryzykować zatrucia.
- Co zrobiłeś? - zapytałam nieco spokojniejszym głosem mężczyznę, który usiadł na podłodze ze zmęczenia. 
- Chciałem zrobić jakąś lepszą kolację. Najwidoczniej nie jestem stworzony do robienia czegokolwiek w kuchni. - zrezygnowany chłopak spojrzał się na mnie oczekując chyba litości. Podeszłam do tego biednego chłopczyka, przycisnęłam do siebie jego głowę i pocałowałam w czółko niczym biedne dziecko. Chociaż czasem wydawał mi się właśnie jak taki smutny dzieciak. 
- A teraz wiesz, że musisz to wszystko posprzątać, bo ja idę pod prysznic? - zapytałam go, szepcząc na ucho. Ten biedak tylko kiwnął głową ze zrezygnowaniem, a ja udałam się na zasłużony odpoczynek. 
~*~
Weszłam właśnie do sklepu. Nie ma to jak rano wybrać się po wódkę na wieczór. O tak.
Podeszłam do jednej z alejek, która wypełniona była chyba każdym rodzajem papierosów jakie kiedykolwiek mogłam zobaczyć. Sięgnęłam po jedną paczkę, jednak los chciał, że spadło od razu jeszcze kilkanaście. Podbiegł jakiś chłopak i pomógł zbierać mi to cholerstwo. Kiedy podniósł głowę już dokładnie wiedziałam kto to.
Samuel?

4 maj 2019

Od Victorii cd. Ballami'ego

Weszłam do łazienki z papierosem w ustach. Przejrzałam się w lustrze. Moja twarz nie wyglądała za dobrze. Pod nosem pojawiło się kilka kropel krwi, a między zębami było jej jeszcze więcej. Nie wiem z czego to wynikało, aczkolwiek włożyłam do nosa tak zwanego ''rulona'' z papieru i poczekałam chwilę, aż nasączy się zupełnie płynem. Długo czekać nie musiałam, bo ciecz nie chciała ustąpić. Lała się gdzie popadnie. Może kask mnie uciskał, a może ja po prostu nie mogę pić alkoholu? Nie wiem. Wyjęłam papier z nosa i wyrzuciłam do kosza. Zgasiłam fajka w wodzie, w umywalce. Złapałam za kurek od kranu i wypłukałam wnętrze ust, które wypełniło się krwią już w całości. Wyplułam krew i wróciłam do mężczyzny.
- Coś się stało? - zapytał ze ściągniętymi w swoją stronę brwiami.
- Nie, nic. Wszystko w porządku. - usiadłam koło niego - Znamy się jeden dzień i my wydaje się jakby to było kilka lat. Jestem dziwną babą. Za szybko przywiązuję się do ludzi. A no i do motorów.
Coś z tymi drinkami na pewno było nie w porządku, bo w głowie kręciło mi się coraz bardziej i bardziej. Spojrzenie Bellami'ego było bardzo rzadkim zjawiskiem. Zazwyczaj wpatrywał się przed siebie lub w sufit i zupełnie nie odzywał. A mnie nadal zastanawiał fakt, dlaczego widzę świat w podwójnym świetle i czemu do cholery jasnej przede mną lata wróbel?
- Bell patrz, wróbelek. - złapałam chłopaka za żuchwę i pokazałam mu na ''wróbelka'', który w rzeczywistości był zwykłą pustką i nicością. Facet powoli zaczynał patrzeć na mnie coraz dziwniej, wnikliwiej. Głowa bujała mi się z do przodu i do tyłu. Oczy powoli zamykały, aż w końcu odstawiłam szklankę z napojem. Teraz nie widziałam już ''wróbelków'', tylko miliony niebieskich i fioletowych kropeczek, które zamieszały mi zupełnie przed oczami. Złapałam jedną ręką poręcz kanapy, a głowa automatycznie spadła mi na kolana Bellami'ego. No i ciemność. Pustka.
Bellami?
Trza rozkręcić bo nudno.

21 kwi 2019

Od Victorii cd. Ivana

- Nigdy. Nie wiem co się dzieje. Gared uznał że za każdym razem miałam zupełnie niewidoczne tęczówki. Jakbym spała, ale miała otwarte oczy.
I znów szarpnęłam materiał, który za nic w świecie nie chciał ustąpić. Lekarzyk ponownie pokiwał głową ze zrezygnowaniem. Dostałam tych leków za dużo. Zaczynałam już powoli zupełnie majaczyć. Wreszcie głowa mimowolnie opadła mi na klatkę piersiową. Nie patrzyłam na reakcje mężczyzny. Jedynie przyczołgałam się do łóżka i ledwo oddychając się na nie położyłam.
- Chorujesz, bądź chorowałaś na coś?
- Jeżeli migrena się liczy... Tak to zawsze zdrowa. No chyba, że uszkodzenia ciała. W takim razie blizna po postrzale, poharatane żebra i pierdolony ból głowy przez wasze jebane leki!
Krzyknęłam już tym razem i spojrzałam na niego wręcz morderczym wzrokiem.
- A teraz mi to zdejmij bo uduszę Ciebie i tego cholernego pacana, który mnie tu przysłał. - warknęłam. Lekarz już do mnie podszedł.
Z tym swoim słodkim uśmieszkiem, którym miał mnie pewnie uspokoić. Już się nachylił. I zrobił to tylko po to, aby złapał mnie dłonią za żuchwę i powiedzieć bezduszne: ,,Nie”. Chciałam mu splunąć w twarz, ale to mogła być już delikatna przesada. Westchnął tylko ciężko, wstał i wyszedł z sali do Gareda, który zestresowany, cały czas stał pod drzwiami i gryzł palce. Rozmawiali o czymś przez chwile. Lekarz chyba się zasmucił. Ale nie jestem pewna. Nie potrafię aż tak dobrze czytać z postawy. Miałam chwile na rozciągnięcie materiału kaftana, który cisnął mnie coraz bardziej. Oczy bolały mnie strasznie. Czułam jak chemia z tabletek wyniszczyła mi spojówki i jak coraz gorzej widzę. Ślepia miałam bardzo suche. Zaczynały powoli piec. Kaftan wnerwiał mnie coraz bardziej. Coraz mocniej chciałam się go pozbyć. Chwyciłam zębami końcówkę od zapięcia przy szyi i zaczęłam gryźć. Po kilkuminutowej walce z kawałkiem szmatki, wreszcie udało mi się wyrwać zapięcie. Pewnie jedno z kilkudziesięciu. Poddałam się w końcu. Zmęczenie dopadło każdy odcinek mojego ciała oprócz mózgu, który nadal czuwał i myślał tylko o tym, jak zemścić się na Dirge. On taki zawsze spokojny, niewinny. A jednak teraz, aby ratować swój tyłek wysłał mnie do psychiatryka! Pierdolony szaleniec. Prędzej jemu przydałoby się takie leczenie, a nie mnie. Lekarz znowu wszedł do sali. Podszedł do mnie trzymając ręce za plecami. Na moją twarz wpadła  tym razem już nieco przestraszona mina. Znów ten uśmiech. Ten uśmiech, na który już nie chciałam patrzeć. Którego jednak w jakimś stopniu się bałam.
- Tylko spokojnie. - powiedział lekko przytrzymując mnie za dłoń. Poczułam ukłucie w szyi, które najprawdopodobniej było wywołane kolejnym lekiem, który został wstrzyknięty w moją krew. Mroczki przed oczami i ciemność. Ponownie zamieniła się ona w jasność. Teraz byłam najwidoczniej w innej sali. Sam na sam z tym dziwnym lekarzem.

19 kwi 2019

Od Victorii cd. Nivana

To nie był dobry pomysł. Po co się chować, skoro i tak nas znajdą, wsadzą do paki na więcej niż mielibyśmy narzucone wcześniej i zakażą zapłacenia kaucji. Nie chciałam więcej problemów z policją. I można powiedzieć, że wina była po stronę Gareda, bo to nie mi zachciało się wyjaśniać z Nivanem sprawy w sposób bójki. Miałam ochotę zatłuc tego debila na miejscu, ale przecież dostanę dwadzieścia pięć lub dożywocie, a na to nie mam jeszcze nerwów. I pytanie - poddać się i dostać mniejszy wyrok, czy spierdalać jeszcze dalej i może uda się uniknąć w ogóle kary? Wątpię, aby ten drugi pomysł wypalił. Mój biegający wzrok wreszcie zatrzymał się na Nivanie, dla którego to było już chyba za dużo. Palił cały czas i rozmawiał z kimś przez telefon. Moje ślepia znowu powędrowały na Gareda, który stał jak przyklejony do ściany budynku i szybko, głośno oddychał.
- To Twoja wina... - powiedziałam wreszcie - Gdyby nie Twoje głupie pomysły nie mielibyśmy żadnych problemów! - wykrzyczałam.
- Uspokój się. Usłyszą Cię i wezwą gliny. - syknął mężczyzna.
- I ty masz czelność mnie jeszcze uciszać?! Nie... Mam dość. - wyciągnęłam widniejącą w mojej, a w zasadzie to w kieszeni policjantki, broń. Zabezpieczona, ale na szczęście moje umiejętności pozwalały na jej odbezpieczenie. Gared zamilkł zupełnie. Stał jak słup, nie miał zamiaru ani drgnąć. Nie zwracałam już uwagi na Nivana, który chyba, znudzony całą sytuacją, poszedł do mieszkania. Aczkolwiek nie wiem. I słyszałam policyjne syreny. Dźwięk, którego nienawidziłam, który denerwował mnie bardzo. Tak, że brałam tabletki na uspokojenie słysząc ten cholerny hałas. Stałam na przeciwko Dirge i celowałam tuż w jego głowę. Zastanawiam się tylko, dlaczego? Emocje. Może i to ich wina. Chociaż widziałam to jego przerażone oczy, błagające o litość. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Rzuć broń! - i zaraz ten krzyk, który nie podziałał na początku. Później jednak sprawił, że opadłam z sił. I jeszcze bardziej sprawił Nivan, który niespodziewanie podszedł. A kiedy przestraszona, przeniosłam rewolwer w jego stronę czułam, jak już mam dosyć. Już chciałam to rzucić. Już chciałam się poddać, kiedy usłyszałam celny, szybki strzał, który powalił mnie szybko na kolana. Zdążyłam powiedzieć do nich obydwóch tylko ciche ,,Przepraszam...'', złapać się za prawe płuco i upaść na ziemię. Nie mieli w zamyśle mnie zabić. To byłoby za łatwe.

18 kwi 2019

Od Victorii cd. Thomasa

- Niezła nazwa. Chyba występujemy po was. - powiedział mężczyzna, który uratował mnie od zupełnego rozwalenia światła w sali.
- Bardzo możliwe, aczkolwiek nie patrzyłam na rozpiskę, więc nie wiem. A wasz zespół jak się nazywa?
- The Bite. - odpowiedział. Trochę mi się to skojarzyło z The Beatles, ale to tylko moje wewnętrzne przemyślenia.
- Na czym grasz? - zapytałam, chociaż już kątem oka widziałam podchodzącego w moją stronę Gareda.
- Jestem gitarzystą, basistą i także śpiewam.
- Podobnie jak ja, tylko u mnie jest wokal i perkusja. Bardzo rzadko gitara. Można powiedzieć, że dopiero uczę się na niej grać... I zazwyczaj mi nie wychodzi. - zaśmialiśmy się. W tym momencie podszedł do nas Gared. Oczywiście z zabójczą miną. Ta towarzyszyła mu prawie cały czas, kiedy rozmawiałam z jakimś facetem. Nie ważne czy miał sześćdziesiąt, czy sześć lat. I tak dostawał białej gorączki. Po prostu podszedł, objął mnie jednym ramieniem i uśmiechnął się wrednie do Thomasa. Ja tylko wykręciłam jego rękę w innym kierunku tak, że Dirge wygiął się w zupełnie dziwny sposób.

~*~
I zaraz koncert. Ja znów wyglądam tak, jakbym wyszła z grobu z węglem, a soczewki, dla kontrastu, białe. I jeszcze włosy machnięte czarną farbą i ten cholernie wredny uśmieszek, który towarzyszył mi już na każdym występie. Gorset znowu ściskał i miałam ochotę go ściągnąć. Chyba to nie byłoby jednak za bardzo przyzwoite i poprawne. Chociaż na braku przyzwoitości opierał się zespół, to i tak nie widziało mi się obnażanie przed ludźmi. Kilka tych najbardziej sławnych kawałków, a może nawet i klasyków, było po prostu standardem i nie wczuwałam się za bardzo w bębny. To był mój setny koncert w Lord Of The Lost. Chris uznał, że dobrze by było, jakbym sama zaśpiewała jedną z najwolniejszych piosenek, a on najwyżej grałby tylko na gitarze. Uznałam, że może być, chociaż nigdy nie śpiewałam solo i stres delikatnie mnie dopadł. Do tego kilka setek ludzi na mnie patrzyło. Dosłownie zżerało wzrokiem. Wzięłam się wreszcie na odwagę. Wpatrywało się we mnie mnóstwo oczu, jednak próbowałam chociaż w lekkim stopniu o tym zapomnieć. Nie wiedziałam, że może mnie to tak wzruszyć. Głos pod koniec zaczął mi się już mocno łamać. Po zakończeniu piosenki słyszałam tylko głośne oklaski i czułam uścisk dosłownie wszystkich osób z zespołu.
~*~
Między koncertami były przerwy. Dość długie. Prawie godzinne. Mój cały ''makeup'', na który poświęciłam dwie minuty zaczął się powoli rozpuszczać od łez, które zaczęły mi towarzyszyć już na końcu koncertu. Wycierałam właśnie resztki czarnej farby z okolic oczu i zauważyłam tego samego chłopaka, który pomógł mi w ogarnianiu elektryki.
Thomas?


12 kwi 2019

Od Victorii do Thomasa

I te szeptanie do ucha - Jesteś już moja. Na zawsze. Nie oddam. - stało się zupełną codziennością. Bo nie trzeba być razem, żeby się kochać. Idealny przykład - Ja i Gared. Ten facet zachowuje się jak mój starszy braciszek, który będzie o mnie dbał. Może to i urocze, ale już nie jedna osoba pomyliła nas z jakąś parą. No tak, może przytulanie się na ławce w parku świadczy o czymś innym, ale miejmy nadzieję, że chociaż parę osób spojrzało na nas w sposób inny i spojrzeli wgłąb. Nie sugerowali się wyglądem zewnętrznym. Ale kto teraz tak patrzy? Nie ma już myślicieli. Są ludzie, którzy jeżeli nie pasujesz do ich grona, jesteś gorszy, zły, inny. Ale przyjdzie taka noc lub dzień, w którym oni zamilkną, gorzko zapłaczą, będą bili się w piersi i przepraszali, a my będziemy się cieszyć wolnością i szeregiem wypowiedzianych słów.
~*~
Kolejny, ważniejszy koncert. Życie w ciągłym biegu. Wszystko mnie przerasta, a kości, mimo młodego wieku, zaczynają strzelać coraz bardziej. I ten warty zapisania dzień, w którym Chris wyrwał mnie na siłownię, zostanie mi długo w pamięci. Jak ja dawno tam nie byłam. Można powiedzieć, że stęskniłam się za tymi psującymi się bieżniami i homoseksualistkami które za wszelką cenę chciały się ze mną umówić. Dla mnie trochę tego za dużo. Podniesienie sztangi to był dla mnie niesamowity wysiłek, a co dopiero, żeby przebiec chociaż dziesięć kilometrów na tym dziwnym ustrojstwie. Wreszcie udało mi się podnieść marne pięćdziesiąt kilogramów, ale zaraz po tym wyszliśmy z tego piekła i poszliśmy przygotowywać salę na koncert. Mieliśmy pecha, bo akurat my występowaliśmy pierwsi i trzeba było wszystko ogarnąć. Trudno. Musimy to przeżyć. Standardowo - ja z Classem, Bo i Chrisem wyciągaliśmy pudła z busa, a Gared i Pi popijali sobie piwko na ławeczce. Miałam ochotę, któremuś z nich walnąć w łeb tą butelką, ale wolę już sama wynieść te rzeczy, niż żeby zaraz wszystko wylądowało na ziemi. Za drogi sprzęt, aby dać go w ręce takich debili. Zresztą - kochanych debili. Bo przecież kto wnosił pijaną Victorię do domu i kto całował w czółko, kiedy Vicusia leżała z kacem i ciepłym kocykiem w łóżeczku?
~*~
Złapałam za ostatnie pudło i zaniosłam je do środka sali. Za mną wszedł Pi, który złapał mnie w najmniej oczekiwanym momencie w talii. Odwróciłam się i założyłam mu tak zwaną ''dźwignię'' na szyję. Nie będzie mnie tu dzieciak straszył. I praca nie była długa. Rozłożenie sprzętu to były najtrudniejsze rzeczy. Gorzej z oświetleniem. Niektóre lampy po prostu nie łączyły lub przyciski zachowywały się jakby nie działały. Kiedy byłam już zupełnie wyprowadzona z równowagi, podszedł jakiś chłopak, kliknął kilka klawiszy i wszystko działało.
- Dziękuję. - powiedziałam. Mężczyzna uśmiechnął się na te słowa.
Thomas?

8 kwi 2019

Od Victorii cd. Gareda

Jakie gierki? Jest moim przyjacielem i odrobina czułości jeszcze nikomu nic złego nie zrobiła. No ale jeśli sobie tego nie życzy, to ja nic na to nie poradzę. Podniosłam głowę i zaśmiałam się dość bardzo zażenowana.
- Że co, że ja Cię niby podrywam? - zapytałam i kiedy Gared wzruszył ramionami wybuchnęłam jeszcze głośniejszym śmiechem. Mężczyzna przyłożył mi dłoń do ust.
- Ciszej... Jak te debile się obudzą to ty będziesz ich ogarniała. - powiedział już nieco zdenerwowany i wstał z krzesła. Wyszedł z kuchni i najwyraźniej wszedł do swojego pokoju. Wiedziałam, że i tak nie zaśnie. To człowiek, który jeżeli już raz wstał w nocy, to już nie pójdzie spać. Wyszłam jeszcze raz do salonu. Coś go chyba tchnęło bo całe pomieszczenie było idealnie wysprzątane. Ani śladu po brudzie, alkoholu czy porozrzucanych filtrach po fajkach. Czyściutko. Dobrze, niech sprząta i oszczędza mi pracy. Takiego Gareda właśnie uwielbiam. Pozbyłam się z twarzy już niepotrzebnego makijażu i rzuciłam się na łóżko. Oczywiście z pokoju obok dało się słyszeć śmiech Gareda i zaraz dźwięk zapalniczki. Taka godzina, a temu jeszcze mało palenia... Eh. Uznałam, że dobrym pomysłem będzie wbicie mu do pokoju. Oczywiście leżał sobie bez koszulki na łóżku i palił blanta. Pojeb. Jednak mamy coś ze sobą wspólnego. Usiadłam przy biurku i także zwinęłam sobie jointa. Podpaliłam go złotą zapalniczką i uwaliłam się obok mojego współlokatora. Taką ciszę mogłabym przesiedzieć wieki. Nie dość, że zaczynam się rozweselać, to jeszcze wygodne łóżko. No po prostu marzenie. Wypaliłam całą bibułkę. No może nie zupełnie, bo nie chciałam poparzyć sobie ust. Byłam już bardzo rozbawiona. Widziałam przed sobą tylko mroczki, a każde przekręcenie się było dla mnie po prostu niewykonalne. Czułam na sobie spojrzenie Gareda. Kilka chwil wcześniej zgasił blanta w popielniczce.
- Ale ty masz ładne oczy.
- A gdzie się debilu patrzysz? Bo to raczej nie są kurwa oczy. - wybuchnęliśmy śmiechem.

6 kwi 2019

Od Victorii cd. Gareda

Do oczu momentalnie napłynęły mi łzy. To była najmocniejsza tabaka jaką w życiu wciągałam. Spojrzałam się na mojego papierosowego towarzysza i wybuchnęłam śmiechem. Gared po zobaczeniu moich oczu najwidoczniej musiał się moco skrzywić, bo jego mina wyglądała jakbym polizała ziemię. Widziałam te obrzydzenie w jego wzroku.
- Krew ci leci z nosa. - oznajmił mi, a ja od razu wytarłam skórę po nosem dłonią. Miał rację. Czerwone ustrojstwo miałam na całej dłoni. Aż mi się przypomniało walnięcie w słup, kiedy przepraszałam Nivana. Wytrzepałam dłoń, a na twarzy Gareda pojawiło się tylko: Oke.
- No co?
- Nic, nic. - odwrócił wzrok i zgasił papierosa o ziemię - Wracamy? Jest mi nadal zimno. - dodał i spojrzał się na mnie. Chyba potrzebował litości. Zabrałam mu mój płaszcz i razem wróciliśmy do mieszkania. Już na wejściu dowiedziałam się, że Bo byłby dobrym striptizerem. Ogarnął mnie śmiech, kiedy zobaczyłam go zdejmującego koszulkę z jakimś tanecznym ruchem. Znów złapałam za butelkę wódki. Oczywiście robiłam się coraz bardziej śmiała. Ale to już zwykły standard po alkoholu. Język zaczął mi się plątać. Moja miłość o imieniu Pi dosłownie rzuciła mi się w ramiona. Bez problemu doniosłam go do kanapy. Scena jak z ,,50 twarzy Greya'' - dosłownie rzuciłam go na mebel, tylko on jakby nie za bardzo chciał puścić moją szyję i wylądowałam z nim, można rzec, w łóżku. Chwilę nie mogliśmy złapać oddechu przez śmiech, jednak zaraz atak ustał, a Stoffers mnie puścił. Całej sytuacji przyglądał się już mocno draśnięty Chris, który w pewnym momencie po prostu bezwładnie padł na ziemię. Znów zaczęłam się śmiać. Razem z Nickiem zaniosłam go do pokoju. Chris jak śpi wygląda jak małe, urocze dziecko. Mógłby spać całe życie. To zabrzmiało jak przedsmak zabójstwa, ale nevermind. Wreszcie po kilkugodzinnym użeraniu się z pijanymi chłopakami, położyłam się spać, a na moim brzuchu zasnął Pi, którego miałam ochotę zrzucić, ale spał tak uroczo. Gared uznał, że fajnie będzie rzucić się na łóżko, na którym spałam. Krzyknęłam tylko to, jakim debilem jest i on też zasnął na, niestety, moim łóżku.

5 kwi 2019

Od Victorii cd. Antoniego

Obudził mnie dziwny jęk. Należał on do nikogo innego, jak do Gareda, który uderzył stopą w kant szafki. Znam ten ból, jednak nadal byłam na niego wściekła za jego zupełny egoizm. Nie zgadzało mi się kilka rzeczy. To nie było już to samo szpitalne światło. Było bardziej przygaszone i o wiele przyjemniejsze. Po drugie raczej łóżka w szpitalu nie są takie szerokie. I trzecie, najważniejsze - moja cholerna szafa. No super. Dlaczego ja do cholery jestem w swoim mieszkaniu?!
- Gared. Możesz mi wytłumaczyć co się stało? - zapytałam z niesamowicie zdenerwowaną miną, jednak nadal próbowałam zachować kamienną twarz.
- Yyy... Bo... Straciłaś przytomność przez środki nasenne, które Pi dodał do kroplówki. Zaraz po tym jak twój przyjaciel wyszedł z sali my ciebie po cichutku zabraliśmy do domu. - powiedział jak gdyby nigdy nic. Miałam ochotę wybić mu te jego piękne ząbki, ale przy małym ruchu rana zaczęła okropnie boleć.
- Ty mnie jeszcze bardziej nie denerwuj, tylko idź mi po leki przeciwbólowe, bo nie wytrzymam. Przy okazji kup mi Relanium, bo Ci przywalę, jak nie będę czuła bólu.
Gared wyszedł z pokoju. Chwilę zajęło mu opuszczenie mieszkania. Zanim założył swoje ciężkie glany, do tego płaszcz, w którym wyglądał istnie jak SS'man i do tego czarne rękawiczki. No i mamy osiedlowe Gestapo. Wiedziałam, że przejście do apteki trochę mu zajmie, bo była oddalona od naszego bloku o dobre dwa kilometry. Powoli zaczęłam schodzić z łóżka. Okazało się to być trudniejsze niż się wydawało. Rana przy każdym wyprostowaniu po prostu wydawała się jeszcze powiększać, a przez trud w poruszaniu co chwilę upadałam na twarz, która także bardzo bolała. Te upadki jeszcze złe uczucie powiększały. Jęczałam z bólu, ale wreszcie udało mi się dotrzeć do salonu. Wygięłam dziwnie rękę i sięgnęłam swoją bluzę. Narzuciłam ją tylko szybko na siebie. Kierowałam się w stronę drzwi. Jednak już po ich otwarciu padłam na twarz. Zwinęłam się znów z bólu. Widziałam tylko czyjeś buty.
Antoni?

Od Victorii do Gareda

Pierwsza w nocy. Hałas w salonie. Zabiję go. Wchodzę, a tam zadowoleni chłopcy z zespołu grają sobie w pokera.
- Po pierwsze chcę spać, a po drugie to, czy wy właśnie pijecie moje Whiskey? - zapytałam nieco nieprzytomna i zbulwersowana. Gared oczywiście schował butelkę za plecy, a ja ze względu na to, że nie kontaktowałam, poszłam do kuchni i zabrałam z szafki szkło z czystą. Usiadłam pomiędzy Pi, a Chrisem i przeglądając telefon popijałam zbawienny trunek. Oczywiście ich zaskoczenie było dość duże, ale zaraz kontynuowali grę. Położyłam się na kolanach Stoffersa i dalej piłam wódkę. Jako, że mamy przerwę od trasy i chwilę odpoczynku uznałam, że trzeba się trochę wyluzować. Skończyli grać w to szatańskie ustrojstwo. Miałam zamiar już ogarnąć sobie ubranie na jutrzejszy dzień, ale Bo dosłownie zaciągnął mnie do tańca. Puścili chyba ,,Spiel in meinen Glied'', albo coś takiego. Six tańczy po prostu świetnie. Doświadczyłam tego już na niejednej imprezie. No ale w własnym mieszkaniu to jeszcze nie. Oczywiście powalali mnie swoim przesadzonym, wysokim śpiewem. Już tylko czekałam, aż mój sąsiad z góry przyjdzie i znów mnie opieprzy. Jebać. Raz się żyje. Przetańczyłam z nim kilka piosenek i wreszcie dał mi wyjść do pokoju, a sam wyrwał tym razem Gareda. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do sypialni. Otworzyłam szafę. Tym razem była już posprzątana. Wszystko idealnie ułożone zgodnie z kategorią. Byłam nawet z siebie dumna, bo wreszcie ruszyłam to grube dupsko i coś zrobiłam w tym mieszkaniu. Wyjęłam czarne spodnie i bluzę, czyli zupełny standard. Położyłam się na łózku. Patrzyłam zupełnie tylko w sufit i nawet nie zauważyłam kiedy dołączył do mnie Gared.
- Co tak myślisz? - zapytał niespodziewanie.
- Czy iść na fajka czy nie. - zaśmiałam się.
- I co tu długo myśleć. Idę z Tobą.
- Okej. - miałam iść sama, ale niech będzie. Towarzysz mi nie zaszkodzi.
Zeszliśmy szybko ze schodów. Usaidałam na ławce przy bloku. Podpaliłam obydwa papierosy. Chwilę siedzieliśmy w zupełnym bezruchu. Ja tylko delektowałam się papierosem. Gared był zupełnie spięty. Nie wiem czemu. Oparłam się o jego ramię. Momentalnie się uśmiechnął i na mnie spojrzał.

4 kwi 2019

Od Victorii cd. Antoniego

- A co u Ciebie? - zapytał mężczyzna.
- Nie widać? Rana mnie boli, twarz też. Chyba zostaje mi tylko podziękować. Nie mam pomysłu na szczególne przytulanie, bo zauważyłam, że tego nie lubisz, a do tego jakoś nie widać, abym była w stanie to zrobić. - to już chyba nie było znudzenie jego osobą. Może i potrzebowałam, aby w tym momencie ktoś ze mną był, bo pewnie w samotności wykończyłabym się psychicznie. I o dziwo nie był to ten Gared, który tak nieszczęśliwie we mnie zakochał, tylko mężczyzna, którego poznałam dzień wcześniej. Na jego miejscu nawet nie fatygowałabym się o zadzwonienie na policję. Nie jestem przecież ważną osobą, a już na pewno nie mam z nim jakichś bliższych styczności. Słabo mi się robiło na myśl o tym, że będę musiała się spojrzeć w oczy chłopakom z zespołu. Znając życie nadal nie wiedzą, że mnie nie ma. Może Pi się trochę zaniepokoi, bo uważa mnie za swoją starszą siostrzyczkę, ale wątpię, aby zrobiła to reszta.
- Do tego nie wiem ile razy jeszcze będę cię przepraszała za sytuację z policją, ale najwyraźniej do wybaczenia.
Zabrakło mi na chwilę tlenu, na co dość głośno zareagował respirator. Zaraz jednak oddech się unormował, a ja głośno westchnęłam. Do sali niespodziewanie wszedł Pi wraz z Chrisem. Antoni chyba nie chciał mieć z nimi styczności i zaczął już wychodzić.
- Nie, poczekaj. - powiedziałam w ostatnim momencie, aby potem znów na chwilę stracić dopływ tlenu. Mężczyzna zrobił obrót na pięcie i wrócił na wcześniejsze położenie. Eh... zatruwam ludziom życie.
- Akurat ta dwójka Ci nic nie zrobi. Gorzej gdyby był to Gared.
O wilku mowa... Niestety. Wcześniej wspomniany facet nagle przybył. Widziałam jego zdenerwowanie. Teraz Antek najwidoczniej już się nie wahał, aby wyjść.
No i nie wiem czy to ze stresu, czy jakiś inny czynnik to spowodował, ale nagle nie mogłam w żaden sposób złapać tlenu. Niebieskie plamki latały mi przed oczami. Respirator znowu szalał, a ja przed ponownym straceniem przytomności widziałam tylko wracającego Antka i lekarzy.
Antoni?

3 kwi 2019

Od Victorii cd. Billy'ego

Miły wieczór. Tym razem bez Gareda, który chciał mnie śledzić, aby nic mi się ni stało, ale na szczęście Chris wyrwał go na jakieś nagrywki do studia. Ja mam wolne i mogę popatrzeć się na kogoś bez krzyknięcia: Victoria! i złapania mnie od dołu za policzki. Typowy Dirge, który był bardzo zazdrosny i próbował zwrócić na siebie moją uwagę. Ja go lubię, no ale... halo... to jest Gared. Ja się nim zajmuję jak dzieckiem. Kocyk, kakao i wtulenie się w moje ramiona. W skrócie moja wieczorna rutyna. Czasami wydaje mi się, że nasze płcie się zamieniły. Uznałam, że fajnie będzie od nich wszystkich odetchnąć i pójść na jakąś mocniejszą imprezę. Problem był taki, że po drodze zatrzymało mnie pare znajomych i już przed samym pójściem do klubu miałam w sobie trochę mililitrów wódki. Mam chyba za dobrą głowę na ich słabe czyste. Ruszyłam dalej, mimo dziwnego samopoczucia. Moją największą uwagę przed klubem zwróciła limuzyna, z której przez okno krzyczeli jacyś faceci. Nie miałam zamiaru się przyglądać. Po prostu słyszałam dość głośne wycie. Okej... Weszłam do ''imprezowni'' i pierwszym przystankiem był bar. Super wszystko ekstra, ale po kilku Kamikaze dostawałam coraz lepszego humorku, który za chwilę miał zostać zupełnie zepsuty. Do baru podszedł jakiś facet. Zamówił sporą ilość shotów. No niech będzie nie wnikam. Oczywiście jego wzrok poszedł w bardzo złą stronę i już w tamtym momencie chciałam zareagować, ale najnormalniej w świecie nie chciałam robić problemów. Chwilę później podszedł do niego już bardzo sztachnięty kolega. Złapał za tacę z alkoholem. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że owy facet potknął się o własne nogi i cały trunek wylądował na mnie. Nie wytrzymałam. Nie zwracając uwagi na zniszczenia w mojej odzieży, od razu się zamachnęłam. Chyba poszło kilka zębów. Nie wiem, w każdym razie pijani ludzie nie czują bólu, więc facet był po prostu zdezorientowany. Policzyłam do przeklętej liczby dziesięć i chciałam już usiąść na krześle. Nagle mężczyzna zamawiający wódkę, złapał za ścierkę i zaczął wycierać górę mojej sukienki.
- Ja przepraszam bardzo. Naprawdę przepraszam za kolegę.
- Łapy przy sobie! - krzyknęłam, a widocznie przerażony chłopak od razu odskoczył, a ręce miał prawie nad głową. Zmarszczyłam brwi i miałam już wyjść.
Billy?

1 kwi 2019

Od Victorii do Franciszka

Szwendałam się po ulicy czekając na Gareda, który miał pojawić się już kilka minut temu. Czyżby nasze dzisiejsze nagrywki w studiu poszły się jebać? Chyba nici z nowej piosenki, jeżeli jego zaangażowanie będzie tak wyglądało. No aczkolwiek nie wiem. Zawsze dowiaduje się o wszystkim ostatnia. Nie no przyjdzie dzień koncertu, a ja dowiem się pięć minut przed nim, że mam śpiewać. Albo, odpukać, Nick zrobi sobie coś w nadgarstek i ja będę musiała grać na perkusji. Oczywiście improwizacja będzie wtedy moim chlebem powszednim. Dzwoniłam do Gareda jeszcze kilka razy. Oczywiście nie odebrał, co zwiastuje fakt, iż jeszcze nawet nie wyjechał, bo podczas jazdy zawsze zdarzało mu się odebrać. No trudno. Uznałam, że nie będę stała jak debil przy drodze, tylko wejdę do jakiegoś sklepu. No nie wiem dlaczego, akurat tak się złożyło, że najbliżej był monopolowy. To przeznaczenie. Albo jestem już uzależniona. No nie wiem. Weszłam do sklepu. Jakoś wyjątkowo schludny jak na monopolowy. Za ladą siedział w młody chłopak z pofalowanymi, ciemnymi włosami. Był mniej więcej mojego wzrostu. Uśmiechnięty, jakbym szła do kata. No ale może tak wygląda dzisiejsza młodzież? (Powiedziała dwudziestoletnia dziewuszka.) Chyba powinnam więcej czasu spędzać wśród ludzi. Poznałabym może wreszcie kogoś normalnego. Bo użeranie się z zespołem to istna katorga. Do tego jeszcze, jeżeli każdy z nich nie ma w sobie grosza przyzwoitości i jakichkolwiek zasad moralnych. Muszę to jakoś przeżyć, bo aktualnie to moja jedyna, lepiej płatna praca. Chyba, że któregoś dnia jednemu z tych czubków wpadnie do głowy pomysł przelizania się ze mną... Fu. Chyba jestem za bardzo przewrażliwiona na punkcie higienicznym. Kontynuując moje spotkanie z alkoholem... Podeszłam i pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to oczywiście lśniące bielą zęby chłopaka. Stałam tak kilka chwil i wreszcie wydusiłam z siebie jakieś tak słówka.
- Carlo Rossi różowe i Finlandię poproszę.
Podał dość sprawnie. Najwidoczniej ma każdy zakamarek tego sklepu w jednej kieszeni.
- Chyba ostry melanż się zapowiada. - uznał nagle.
- Raczej nie. Wypiję albo w samotności, ale ściągnę sobie jakiegoś metalowca do domu. Aczkolwiek preferuję samotność.
Franciszek?

Od Victorii cd. Bellamiego

- A teraz muszę uciekać, chyba, że chcesz wpaść na drinka. Jeśli tak to jedź za mną. - powiedział do mojego ucha bardzo chłodno, ale za to bardzo przyjemnie. 
- Pewnie, mogę jechać. - rzuciłam bez chwili zastanowienie, bo chciałam się wyrwać z mojej bezdusznej rutyny. 
Gared mnie zabije, ale raz się żyje. Najwyżej jeszcze do niego zadzwonię i powiem, ze poleciałam na babskie pogaduchy. To będzie chyba jedyna dobra opcja, bo inaczej Dirge przyjedzie i będzie źle. Ruszyłam wraz z Jonem. Jego dom znajdował się nie daleko. Dość duży. Oj nawet bardzo. Piękny ogród. Zostawiliśmy swoje motory tuż przed wejściem. Zdjęłam kask i rozczochrałam zupełnie włosy. Nagle zza rogu wybiegł pies. Po prostu się na mnie można powiedzieć, rzucił. Na szczęście nie w złych zamiarach. Wskoczył mi na ręce i zaczął lizać po twarzy. Mmm... smacznie... 
Miałam ochotę krzyknąć do Jona aby zabrał te kreaturę ze mnie bo trochę narusza moją przestrzeń osobistą, ale pies miał za miękką sierść. Po prostu puch. Psiak był niestety cholernie ciężki wiec od razu upadłam na kolana. Gdyby był przy tym Gared pewnie walnąłby jakimś: No weź Victoria, tak przy ludziach? Nie klękaj już. 
Miałam szczęście ze go tam nie było. No właśnie. Zadzwonić do Gareda! Wyjęłam szybko telefon z kieszeni i wykręciłam jego numer. 
- Hej, słuchaj ja będę pewnie wieczorem. Wpadnę jeszcze tylko do Anki na babskie gadanie. Później ci to wynagrodzę. No to pa.
Odłożyłam telefon na jego wcześniejsze miejsce. Pies ze mnie zaskoczył, a ja wreszcie mogłam iść w kierunku Bellamiego. 
- Wynagrodzić? Jak? - zapytał i zrobił takie trochę lenny face. 
- Nie to co myślisz. Kupie mu jakąś czekoladę, wódkę i dzida. 
Facet parsknął śmiechem. Nie mogłabym być z Garedem. To taki mój młodszy ale starszy braciszek. A może i z charakteru to siostrzyczka. Weszliśmy wreszcie do domu. Biel i szarość. Po prostu poezja. Czułam się w tym domu perfekcyjnie. Białe ściany i rośliny. Istna sztuka, czyli to co lubię najbardziej. 
- Masz gdzieś jakąś łazienkę? Chciałabym się przebrać z kombinezonu.
- Pewnie. Tedy. - wskazał na drzwi. 
Weszłam do środka. Tu tak samo. Po prostu piękny dom. Duży, wszechstronny i piękny. Zdjęłam szybko z siebie czarny kombinezon i jak zwykle to bywa założyłam także czarny top i spodenki. Chyba za bardzo poczułam wiosnę. Chociaż to i tak tylko na pobyt u niego w mieszkaniu bo potem na drogę znów założę kombinezon. Był w kuchni. Swój strój i kask położyłam na przedpokoju. Przyglądałam się uważnie każdemu detalowi domu. Dobrze zrobione wykończenia okien i drzwi, a podoba po prostu lśniła. Usiadłam na krześle przy stole. Zapomniałam o istotnej rzeczy... Jeżeli mam na sobie top to zazwyczaj widać moje szerokie, umięśnione barki. No niestety figura tak zwanego „kieliszka” nie pomaga mi w zwykłym życiu. No chyba ze podczas walk. Do jadalni wszedł nagle Jon. Podał mi zgrabny kieliszek z drinkiem. 
Patrzyliśmy się na siebie przez pewien czas. 

Bellami?

31 mar 2019

Od Victorii cd. Antoniego

Oczy otworzyły mi się powoli, a co dopiero, żeby zobaczyć wyraźny obraz. Nagle zobaczyłam Antoniego, który był zupełnie pochylony nade mną. Nie zdziwiłabym się jakby wewnętrznie się śmiał. A może nie. Nie mam pojęcia. Rzuciło mi się w oczy to, że miał dość dużego siniaka na policzku. On się z kimś bił? Dziwne. Znam go o wiele za krótko, abym mogła stwierdzić, czy jest do tego zdolny. Próbowałam się jakoś podnieść, ale poczułam przerażający ból. Spojrzałam na mój brzuch. Owinięty cały bandażem, a moja twarz wyglądała pewnie, jak po każdej walce. Tylko szkoda, że tym razem była nie równa. Tylko troszeczkę, ale to nie istotne. Czułam szwy, którymi miałam związaną ranę. Albo źle to zaszyli, albo tak ma to wyglądać. Przekręciłam głowę w stronę przybysza.
- Cóż to się stało? - zapytałam i znowu odwróciłam wzrok. Jednak nie na długo, bo spotkałam się z ostrym światłem. Zwróciłam wzrok w lewą stronę i zauważyłam leżącą na stoliku torebkę. Była przezroczysta, jednak nie widziałam jeszcze zbyt dobrze. Przekręciłam się ledwo w stronę zamierzonego celu i sięgnęłam przedmiot. Przetarłam oczy i przyjrzałam się dokładniej. W środku znajdował się dość długi z ładną rękojeścią nóż.
- I że niby to miałam w brzuchu. - może nie zapytałam, a stwierdziłam.
Skrzywiłam się nieco, kiedy zauważyłam, że ostrze nadal jest w jakimś stopniu we krwi. No trudno. Bywa, jak to mówią.
- To ty wezwałeś policję? - zapytałam nagle patrząc się na Antoniego, który też jakoś dziwnie przyglądał się narzędziu.
- Tak. I dodatkowo jeszcze oberwałem.
- Od kogo?
- Raz od tego twojego porywacza, a drugi raz od twojego współlokatora.
- Płacić ci odszkodowanie? A i odpowiedz proszę na pytanie cóż się stało, że tu jesteś?
Antoni?

Od Victorii cd. Nivana

- Tu są, mówiłam. - powiedziała czarnowłosa baba, która zdenerwowała mnie już w stu procentach. Do środka wbiegli policjanci. Jeden z nich krzyknął abym rzuciła broń. No dobra niech będzie. Chciałam już się wytłumaczyć, że magazynek jest zupełnie pusty, ale pewnie i tak chuja by to dało. Kiedy już wreszcie rzuciłam nieszczęsny przedmiot na ziemię, jeden z nich próbował założyć mi kajdanki. Tak samo jak Garedowi z resztą. Mi zakładała je jakaś tępa pizda, która cackała się ze mną jakbym miała się zaraz odwrócić i wywalić jej lepę na ryj. Wreszcie założył te narzędzie tortur na moje nadgarstki. Zeszliśmy ze schodów. Oczywiście nie obeszło się bez tych przenikających spojrzeń. Włożyli mnie do radiowozu. No tak nie do końca.
- Nie mam przy sobie dowodu. Muszę wrócić do środka. - zrobiłam jeszcze wredną minę w stronę tej niedoedukowanej suki. Wprowadziła mnie z powrotem do środka. Otworzyła drzwi kluczem, który cały czas nosiłam przy sobie. Weszłyśmy do środka.
- A może by mnie pani rozkuła? Inaczej nie znajdę dokumentów.
Babka posłuchał. Boże teraźniejsza policja jest co najmniej do dupy. Weszłam szybko do swojej sypialni i wzięłam potrzebne rzeczy. Kuchnia była połączona z moim pokojem jednym wejściem. Właśnie w nim stała dziewczyna. Odwróciła się, gdy powiedziałam jej, że przydałoby mi się przebrać ze szlafroka. No i później wszystko poszło gładko. Na ławie znalazłam resztkę papieru wraz z chloroformem. Zrobiłam małe combo. Złapałam dodatkowo za sznurek. Kiedy policjantka niczego się nie spodziewała postanowiłam zawiązać jej sznur na szyi. Niestety to nie podziałało tak dobrze jak chciałam, więc złapałam za szmatkę z chloroformem i przyłożyłam do jej ust. Zasnęła. Bez problemu zciągnęłam z niej mundur i założyłam na siebie. W takich momentach bardzo przydają się peruki, które chowam w szafie. Dosłownie każdy kolor. Założyłam na głowę czarną. Ze względu na to, że mimo blond włosów, mam naturalnie czarne brwi. Na prawej części klatki piersiowej w mundurze widniało nazwisko Natalia Winiarska. Złapałam za krótkofalówkę.
- Mamy problem. Dziewczyna uciekła oknem. Raczej nic jej nie jest. Uciekła w stronę ulicy Kwiatowej. - powiedziałam i szybko wyszłam z budynku. W kieszeni był kluczyk od radiowozu. Weszłam za kierownicę i odpaliłam dość nową beemkę. Kiedy wszyscy udali się w stronę lewą w pogoni za niewidzialną dziewczyną, ja wraz z Garedem pojechałam w prawo. Nikt nic nie podejrzewał. Przecież mam mundur i wyglądam identycznie jak starszy posterunkowy Winiarska. Zostawiłam radiowóz przed jakimś w ogóle nie znanym mi budynkiem. Dirge nadal nie wiedział z kim jedzie. Wyprowadziłam go i skręciliśmy w jakąś boczną uliczkę. Rozpięłam jego kajdanki. No ale przecież nie obyło się bez problemów. No akurat tak się złożyło, że Nivan wyszedł sobie na fajka.
Nivan?