Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antoni. Pokaż wszystkie posty

30 lis 2019

Listopadowa czystka

LISTOPADOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANDREA
ANGELICA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
CHLOE
DEARDEN
EKATERINA
HYOLYN
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
ROSALIE
VERONICA
VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JAMES
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SAMUEL
SCOTT
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

18 lip 2019

Od Antoniego CD Nivana (18+)

Odpowiedzią był pomruk, niski, gardłowy pomruk, który sprawił, że o ściany żołądka obiło się kilka niesfornych, zagubionych motyli. Odpowiedzią było skinięcie głową oraz uśmiech, pełen, przecudowny uśmiech, który sprawił, że dusza rozpłynęła się jak czekolada na pełnym słońcu, a może nawet i ten batonik, który przypadkiem zostawiony został w kieszeni płaszcza. Odpowiedzią było również i słowo, które sprawiło, iż poczułem się już całkowicie upewniony, moje następnie kroki były oficjalnie potwierdzone, zaaprobowane.

22 cze 2019

Od Antoniego CD Nivana

Zęby zahaczyły o skórę.
I jak w tym wszystkim brakowało jednak tej typowej dla nas agresji, złości i rozżalenia, a każdy ruch był wyjątkowo czuły, miły czy ciepły. Nie poganialiśmy, czekaliśmy cierpliwie, choć obaj chcieliśmy wszystkiego w jednym, konkretnym momencie, jak najprędzej, jak najmocniej i jak najwięcej, byle znowu opuszkami, wargami musnąć rozgrzaną skórę drugiej osoby.
Westchnięcie opuściło usta, palce już na dobre chwyciły za gumkę od bokserek mężczyzny.
— Mogę? — ciche pytanie wymsknęło się z ust, tak na wszelki wypadek.
Tym razem nie miałem zamiaru nikomu rozkazywać, pospieszać.
A ty, kurwa, jeśli łaska, trochę się odwdzięcz i zajmij się robotą, co?
Byłem dupkiem, od zawsze i raczej nigdy nawet nie próbowałem się z tym kryć. Byłem chujem, w którego umyśle zakiełkowały myśli o władzy nad całym światem za pomocą swojej charyzmy, inteligencji czy kontaktów. Nie traktowałem tego wszystkiego jako swoich wad, ba, uważałem je za zalety, za istną zbroję, przez którą nikt a nikt nie mógłby się przebić, nawet jeżeli ustanowiłby to swoim życiowym celem. A jednak, z wiekiem spokorniałem, zmalałem, ambicje już nie były tak ogromne (prawdopodobnie pomogła temu i słabo opłacana praca najzwyklejszego, szarego nauczyciela), ludzie nie tak ciekawi, ze światem na czele. Zrobiłem się... cichszy. I wcale nie miałem zamiaru narzekać.
A teraz, leżałem na naprawdę cudownym, uwielbianym przeze mnie człowieku, którego już przecież nigdy miałem nie zobaczyć. Dłonie próbowały pozbyć się już całkowicie ubrań, oddechy mieszały, skóra kleiła i, kurwa, byłem naprawdę zadowolony.
Może jednak do szczęścia nie do końca potrzebowałem władzy nad światem.

12 maj 2019

Od Antoniego CD Nivana

Granatowe oczy partnera błysnęły, a ego drgnęło, raczej miło połechtane ciepłymi słowami. I musnął wargami nos, zaczynając od czubka, powodując, że przymknąłem oczy, uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, o ile w ogóle było to możliwe. Palce Oakleya przeniosły się na włosy, usta na odrobinę niewyregulowane brwi, bo po co męczyć się i biegać wokół nich z pesetą, jeżeli dodawały jedynie uroku, oczywiście dopóki nie tworzyły monobrwi. Westchnąłem cicho, otwierając jedno oko, tak na wszelki wypadek, byleby nic mi nie uciekło.
— Ja też — wymruczał, zaplótł ręce gdzieś za moją szyją, przyciągając jeszcze bardziej, o ile w ogóle się dało, wywołując, że płuca na chwilę i gwałtownie opuściło powietrze. — Wręcz cię ubóstwiam, kochany.
I tak jak jego, tak i moja autofilia została odrobinę podbita, odrobinę połaskotana i pobudzona, byleby przypadkiem nie zanikła, choć wydawało mi się, że w moim przypadku było to całkowicie niemożliwe. Musnąłem nosem czubek tego jego, rozchylając delikatnie wargi. Bez odpowiedzi, bo i po co, jak widział reakcję, iskrę w oku, czy kryjący się gdzieś uśmiech.
A chwilę później dłoń wylądowała na gorących plecach, on sam poleciał do tyłu, na materac i pociągnął mężczyznę za sobą. I możliwe, że zderzyli się czołem czy nosem, może nawet i zębami, gdy tylko rzucił się, by podgryzać szorstkie wargi, by drapać się o ten cholerny zarost, w którym Nivanowi było naprawdę dobrze.
I możliwe, że dłoń tym razem zjechała zdecydowanie niżej, zaciskając się odrobinę na kości biodrowej, sunąc powolutku do gumki bokserek, bo ileż mogły one go cisnąć, zostawiając czerwone ślady na skórze.

17 kwi 2019

Od Antoniego CD Lawrence'a

Starszy mężczyzna wyszedł z pokoju, a mi pozostało zostać, z jak na razie się zapowiadało, kolejnym potworem, który prawdopodobnie już myślał, jak wpakować mnie w jakieś kłopoty, jak zakopać mnie pod ziemią, bym tylko nie przyszedł ponownie. Z decyzji własnej lub z tej podjętej przez własnego, odrobinę niepokojącego mnie opiekuna.
Błagam, w co ja się ponownie wrobiłem.
— Nie wiem, czy pan wie, w co się wpakował — oświadczył nastolatek nagle, jakby wyjmując moje myśli prosto z ust i spoglądając na mnie swoimi bystrymi oczętami, już studiując, już oceniając, bardzo prawdopodobnie już wyśmiewając w głowie — ale wszyscy, którzy do tej pory próbowali czegoś uczyć w tym domu źle kończyli. — Westchnąłem głośno i dosadnie, już krzywiąc się niemiłosiernie, tak samo i spinając, bo nie zapowiadało się to dla mnie zbyt dobrze. — Poza tym, cała fizyka jest bez sensu. Po co się uczyć określonych faktów dzisiaj, skoro jutro mogą zostać obalone? Wystarczy wspomnieć drastyczne różnice w teoriach dotyczących budowy i samego istnienia atomu, przecież to się kupy nie trzyma, a tak w ogóle, to ziemia jest płaska.
Podniosłem brwi w szoku, otworzyłem odrobinę usta w małym o i spojrzałem na chłopaka spod byka, słysząc, jakie herezje wygaduje.
— Na rozważanie sensu nauki fizyki oraz innych przedmiotów przyjdzie jeszcze czas, obiecuję ci to, ale błagam, będziemy dyskutować po twoim sprawdzianie, oczywiście, jeżeli dotrwam do tego czasu — stwierdziłem, podchodząc do nastolatka, po czym wypuściłem głośno powietrze z płuc, pogwizdując odrobinę. — Moja propozycja brzmi tak, przedstawisz mi z czego masz sprawdzian, ja postaram się przelecieć z tobą cały dział czy temat, na spokojnie, tak, by wziąć to w sposób prosty, chłopski — oświadczyłem, kiwając w powolnym rytmie głową. — Więc bez zbędnego zastanawiania się, filozofowania i tak dalej, ok? — zapytałem z cichą nadzieją w głosie. — Po prostu robimy temat, nie zastanawiamy się po co mamy go rozumieć i po co nam się on przyda, a uczymy się i rozumiemy tak, by jakkolwiek uratować twój i mój honor przed twoim... opiekunem? — Westchnąłem cicho, sięgając do swojej teczki. — Potraktuj to jak naukę dodatkowego języka.

Od Antoniego CD Noelii

— Po pierwsze to proszę wybaczyć za moje oburzenie, ale dzień mi nie sprzyja. Po drugie oczywiście, że mam prawo się na nim poruszać w mieście. I po trzecie koń to zwierzę, które gdyby nie płoszenie, nie przeżyłoby.
Pozostało jedynie przewrócenie oczami, bo wjeżdżanie do miasta na niedoświadczonym zwierzu dalej uważałem za odrobinę nierozsądne.
Spojrzenie kobiety nadal wskazywało na ewidentną pogardę w stosunku do mojej persony, na co mogłem tylko zareagować cichym westchnięciem, bo niby co ja mogłem z tym zrobić? No nic, i tyle. Zeskoczyła zwinnie z konia, stanęła przede mną i podała dłoń, którą z chęcią jednak uścisnąłem, oczywiście łącząc to ze skinięciem głową. Oczywiście przedstawiliśmy się sobie, ładnie i poprawnie, przy tym krótko i zwięźle, raczej nie mając ochoty na zbytnie przeciąganie formalności.
— Mogę wiedzieć, gdzie pan pracuje? Widzę, że teczka nie za mała. Czyżby jakaś korporacja? — zapytała kobieto w końcu, na co tylko skrzywiłem się dosyć znacznie, od razu kręcąc głową i prychając głośno.
Byłem zbyt nieuporządkowany jak na korporację, w dodatku bardzo prawdopodobne, że w końcu mój współpracownik skończyłby w czarnym worze pod ziemią czy w rzecze, a to wszystko za swoje grzechy w stosunku do mnie oraz ten głupiutki, sztuczny uśmieszek, który miałby prześladować mnie każdego dnia.
Pierdolone wampiry energetyczne.
— Uczę fizyki — odpowiedziałem, ponownie krótko i zwięźle, chowając jedną z dłoni do kieszeni.
Kto by pomyślał, że właśnie skończę jako marnie zarabiający nauczyciel. A mamusia mówiła, że podbiję świat, że będę pewnie kręcić się w polityce, zostanę prezydentem czy ważnym ministrem.
Pozostawało tylko sprawdzanie kartkówek, użeranie się z rodzicami i klepanie uczniów po pleckach.
Z zamyślenia wyrwał mnie wierzgający koń oraz dziewczyna, która szarpnęła mnie za koszulę, przyciągając w swoim kierunku. Jęknąłem, bo przecież tak bardzo tego nie lubiłem i gdy tylko mnie puściła, odskoczyłem jak oparzony.
— Będziesz chodził pode mną trzy godziny dziennie aż zmądrzejesz — krzyknęła, pociągając za wodze. — Nic panu nie jest?
Pokręciłem głową, przy okazji wygładzając koszulę, która oczywiście pogniotła się odrobinę.
— Nie, nie, dzięki wielkie — mruknąłem i przestąpiłem z nogi na nogę, bo plecy zaczynał ciągnąć, kostki pulsować.
Reumatyzm, nie ma co.
— Młody jest, prawda? — zapytałem, parskając śmiechem i przyglądając się z zainteresowaniem koniowi. — Nawet jeżeli trochę nerwowy, to przynajmniej urodą nadrabia — burknąłem jeszcze, przenosząc w końcu wzrok na kobietę. — A pani nie żal białych bryczesów i marynarki na zwykły wyjazd w teren?

16 kwi 2019

Od Antoniego CD Lawrence'a

Uśmiech był chłodny, przeszywający i wyjątkowo niebezpieczny. Oczy głębokie i, choć cieplejsze w odcieniu od moich, wydawały się pochłaniać, kraść wszystko, co tylko odważyło się w nie spojrzeć.
Drgnąłem nieznacznie, by chwilę później uśmiechnąć się trochę pewniej. Skinęliśmy sobie głową.
— Nic się nie stało, nic się nie stało — zapewnił mnie, po czym machnął dłonią w kierunku chłopaka, który zdążył prawie ukryć się za jego plecami, przy okazji uważnie obserwując, kim byłem, co robiłem i jakim cudem w ogóle się tutaj znalazłem.
Otoczony byłem oczami bystrymi, oceniającymi każdy krok.
A więc pozostało jedynie kontrolować się i nie potknąć w nieodpowiednim momencie.
— To jest Sam, przypadek beznadziejny — oświadczył starszy mężczyzna, a mi pozostawało uśmiechnąć się trochę szerzej. W końcu jeszcze żyłem w przekonaniu, że nawet z przypadków beznadziejnych coś dało się wyciągnąć. Jeszcze. — Chłopak bystry, konkursowy, ale jakby za swoje wyczyny fizyczne ręczył głową, to już byłby martwy. Został pan naszą ostatnią nadzieją przed jutrzejszym testem. Zadzwonilibyśmy na wcześniejszy termin, ale szanowna młodzież odwleka wszystko na ostatnią chwilę. — Skrzywiłem się nieznacznie, ale tylko odrobinę, gdy weszliśmy do uporządkowanego gabinetu prosto z filmów obyczajowych. Nie lubiłem pracować w pośpiechu, no ale cóż, pieniądze na ulicy nie leżą, może uratuję czyjąś klasyfikację, zresztą, wiedziałem, na co się piszę. Skinąłem głową. — Jakby cokolwiek było potrzebne, proszę zawołać. Sam jest nieco... trudny w obyciu, ale to dobre dziecko. Pyskate i zagubione, ale dobre.
Pokiwałem po raz kolejny głową, spoglądając na Sama i lustrując go wzrokiem, oparłszy się rękoma o oparcie jednego z krzeseł.
— Myślę, że damy radę — oświadczyłem, uśmiechając się i wzdychając. — Postaramy się choć odrobinę wyciągnąć się na ten test, później zobaczymy co dalej i w którą stronę to pociągnąć. Ale jeżeli jesteś bystry i konkursowy, to wydaje mi się, że tragedii być nie powinno — powiedziałem i wyprostowałem się, schowałem dłonie do kieszeni i przeniosłem wzrok na starszego mężczyznę, który nadal stał w drzwiach. Skinąłem mu głową. — W razie czego będę krzyczeć.

15 kwi 2019

Od Antoniego CD Lawrence'a

Telefon zabrzęczał na stole, zadrżał, a ja się skrzywiłem, bo dźwięk był wręcz przeszywający, aczkolwiek zdecydowanie lepszy od badziewnego dzwonków, które ustawiały sobie nauczycielki i nauczyciele, by raz na jakiś czas zirytować współtowarzyszy w pokoju nauczycielskim.
Żyliśmy prawie pięćdziesiąt lat w dwudziestym pierwszym wieku, a gusta z jego początku chyba nadal nie zdążyły się poprawić czy wrócić do stanu swojej świetności z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy nawet odrobinę bardziej błyskających osiemdziesiątek. 
Już sam barok, choć potrafił, był zdecydowanie mniej kiczowaty. Oj, stanowczo.
Telefon był konkretny, wszystkie szczegóły i jak i ogóły zostały podane bez nędznych mamrotów. Sprawa prosta, korki z fizyki dla siedemnastoletniego chłopaka, który musiał po prostu mieć jakieś braki, matematyka na poziomie wybitnym, problemów być nie powinno.
Och, jak bardzo bym tego chciał. 
Spakowałem podstawowe materiały do wiernej teczki, oczywiście w kieszeni prochowca wylądowała jeszcze nie zaczęta, nowiusieńka paczka papierosów i różowa zapalniczka. Tak na wszelki wypadek, gdyby moje zadanie miało wywołać we mnie przekroczenie pewnych granic i potrzebowałbym po nim po prostu się wyciszyć. 
Telefon poinformował mnie również, że mieszkanie ów panicza znajdowało się na samej górze już odrobinę wiekowej, sześciopiętrowej kamienicy. Nie podano mi jednak informacji, iż winda niestety przestała działać, a mi pozostało, z dosyć słabą wydolnością prawdopodobnie od okropnego nałogu, wspinać się na samą górę.
Mój własny Mount Everest.
I w końcu dotarłem przed drzwi, by, wcześniej oczywiście przyklepawszy odrobinę rozczochrane włosy, zapukać kilka razy w twarde drewno. 
— Zapraszamy, zapraszamy, profesor Antoni Watson, mam rację? — Wrota zostały otwarte przez ładną panią z ładnym uśmiechem i ładnymi oczętami, które ładnie błyszczały, iskrzyły. Dłoń musnęła zwinnie powietrze, zapraszając gościa do środka.
Skinąłem głową, również się uśmiechnąłem, może odrobinę bardziej wyprostowałem, przy okazji spoglądając dziewczynie za ramię.
 — Tak, jak najbardziej — oświadczyłem, ponownie przenosząc wzrok na panienkę. — Przepraszam za drobne spóźnienie, ale nie spodziewałem się, że winda okaże się być zepsuta, przez co odrobinę źle obliczyłem czas swojego przybycia — dodałem jeszcze, po raz kolejny skinąłem głową i w końcu, zachęcony odpowiednim gestem dziewczyny, wkroczyłem do pomieszczenia.
Ba, jamy smoka, tylko nie takiego, którego mogłem uderzyć w nos czy podrapać po lśniących, niebieskich łuskach.
Prędzej gada, który już ostrzył sobie zęby, by w odpowiednim momencie zaatakować, gdybym tylko popełnił niechcianą gafę.

Od Antoniego CD Nivana

Słówko o nienawiści. Słówko o uwielbieniu.
Chyba właśnie na tym bazowała nasza nastoletnia relacja, gdzie agresja po cichu tańczyła na linie z czułością, kusiła, by któraś z nich posunęła się o kroczek dalej, zaryzykowała, może i w końcu straciła równowagę. A jednak obie doskonale balansowały, żadna nie chciała wyjść na prowadzenie.
Aż w końcu cienka linka pękła, stópki się poplątały i skończyliśmy z drugim mężczyzną na kolanach, z dwoma, znamiennymi słowami wypisanymi na wargach i w oczach, zaczerwienionymi polikami i szerokimi uśmiechami na buźkach. Niezwykle specyficzna znajomość jednak mogła wyjść nam na dobre, choć nigdy tak się nie zapowiadało.
Sapał, jęczał, wił się na kolanach, podczas gdy usta sumiennie pracowały, nie zostawiając żadnego kawałka szyi suchym. 
— Widocznie na stare lata role się odwróciły — mruknął ostatecznie, puszczając moje za nadgarstki, co dłoniom pozwoliło od razu wylądować na plecach mężczyzny, podczas gdy te jego wplotły się we włosy, pociągały, szarpały i zawłaszczały ciało dla siebie.
A mi się to podobało, skóra przyklejająca się do skóry, ciepłej,  poruszającej się w rytmie oddechów i mięśni drugiej osoby. Doświadczenie niezwykle żywe.
I usta w końcu musiały przenieść się po raz kolejny na wargi numer dwa, przygryźć je, pociągnąć i następnie polizać, chwilę później zderzyć się zębami, co posłało nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa, nawet jeżeli z krtani wymsknęło się ciche parsknięcie śmiechem.
— Uwielbiam cię, uwielbiam, uwielbiam — szeptałem, co chwilę wtulając się w drugą osobę, przyklejając się do niej, byleby kartka papieru nie mogła wcisnąć się pomiędzy torsy.
I choć słowo uwielbiam wolałbym zastąpić innym, to wystarczało.

14 kwi 2019

Od Antoniego CD Noelii

Teczuszka obijała się o kościste biodro, przechylając moje ramię na swoją stronę. Bo ledwo co się zamknęła, bo podręczniki przyciągane niemiłosiernie były przez grawitację, a tona klasówek w koszulkach, różowych teczkach uczniów, które zdołało mi się przypadkowo porwać, ciążyła niemiłosiernie. 
Skrzywiłem się.
Powinienem zapisać się do jakiegoś ortopedy, rehabilitanta czy coś, by wymasowali plecy, a przede wszystkim spojrzeli na, jak mi się wydawało, pogłębiającą się skoliozę czy krzywe, chude, kostki. Trzeba przyznać, w tym temacie rodzicom zdecydowanie bardziej udał się mój brat, który od zawsze wyglądał, jak przyłożony do linijeczki. Ja za to byłem tym poskręcanym, niezwykłym krzywusem a la wszystko mnie boli mamusiu, ratuj mamusiu.
W dodatku jeszcze ten cholerny nałóg, papierosy zawsze pod ręką, ot tak, dla bezpieczeństwa oczywiście, bym przypadkiem nikomu delikatnymi kosteczkami oka nie podbił. Mamusia zawsze krzyczała, biła po łapskach, wyrzucała zapalniczki, aż nie chwyciła za tę jedyną, ukochaną, różową. Wtedy to ja się wydarłem, choć sumienie dręczyło przez kolejne trzy, może cztery miesiące.
Ale już byłem dorosły, a różowa zapalniczka należała do mojej własności.
Słoneczko przyjemnie grzało w kark, papieros ciążył pomiędzy wargami, dym drażnił oczy i wysuszał gardło. Sielanka, cudowny, upragniony od tak wielu lat spokój.
Kto by pomyślał, że jednak dane mi będzie go osiągn...
Koń zarżał, odskoczył, a ja odpowiedziałem tym samym, również oddalając się na bezpieczną odległość. I to nie tak, że bałem się tych zwierząt czy uważałem je za okropne, śmierdzącego potwory, tak jak niektórzy. Ba, dane mi było kilka razy przejechać się na dzielnym rumaku, pojechać do lasku z którymś z rodziców czy kuzynkami, poklepać po szyi, dać marchewkę. Jednak nie spodziewałbym się, że ogromne bydlę wyrośnie mi tuż przed nosem, praktycznie w samym środku miasta. W dodatku z jeźdźcem na grzbiecie, który aktualnie posyłał mi groźne spojrzenie.
Podniosłem rękawiczkę kobiety i podałem jej ją.
— Dziękuję — burknęła, fuknęła, na co od razu spiąłem się niemiłosiernie, bo przecież jak to tak, że całą ta sytuacja była moją winą?
— Przepraszam, ale wypraszam sobie taki ton w stosunku do mojej persony — stwierdziłem, strzepując papierosa, a drugą z dłoni wkładając do kieszeni chinosów. — Koń raczej nie jest pojazdem typowo miejskim, ba, nie wiem, czy w ogóle ma pani prawo się tutaj znajdować — mruknąłem i zamrugałem kilka razy, bo słońce oślepiało, zwłaszcza, gdy trzeba było zadrzeć nos ku niebu, by spojrzeć na swojego rozmówcę. — A jeżeli już zdecydowała się tu pani pojawić, wypadałoby zadbać o siebie, o zwierzę oraz o innych, czyli mieć pewność, że pani rumak nie jest niedoświadczony czy płochliwy — zakończyłem, może i wypychając klatkę piersiową z dumą.

6 kwi 2019

Od Antoniego CD Nivana

Wił się jak wąż, uciekał od parzących opuszków palców, a gdy tylko podłapałem, co tak naprawdę się działo i skąd to wszystko wynikało, zamiast odpuścić, przyłożyłem się do tego jeszcze bardziej, uśmiechając się poprzez mokry pocałunek.
Nivan Oakley w końcu miał łaskotki, a więc jak nie wykorzystać całej tej okazji.
W końcu zaśmiał się głośno, ba, wybuchnął śmiechem, łapczywie łapiąc powietrze, które zabrane zostało nam podczas pocałunku. A ja odpowiedziałem tym samym, uśmiechając się szeroko, przymykając oczy i starając się wpleść w jego włosy swoje palce...
Gdy ten pochwycił mnie za nadgarstki, odsunął dłonie odrobinę dalej od własnego ciała. No tak.
— Gadzie, nie łaskocz — syknął pomiędzy niezwykle łapczywymi oddechami, przez które miałem wrażenie, że zaraz zejdzie mi na zawał, a przecież tego byśmy nie chcieli.
— Ja ci dam zwracać się do mnie na "gada" — odsyczałem równie chłodno, choć obaj wiedzieliśmy, że były to drobne, nic nieznaczące przepychanki słowne, które w trzewiach tak naprawdę miło muskały duszę, podburzały do wesołego śmiechu i szerokiego uśmiechu. — To nie ja byłem panem smokiem, jeżeli pamięć mnie nie myli — mruknąłem, nachylając się nad jego szyją, liżąc, całują, przygryzając, bo dłonie nadal były utrzymywane w mocnych ryzach i raczej nie zapowiadało się, by mężczyzna miał mnie uwolnić z pęt.

5 kwi 2019

Od Antoniego CD Victorii

Znajomi Victorii tajemniczym trafem znaleźli się w sali szpitalnej, a ja chyba nie miałem tutaj nic więcej do roboty, więc po prostu zdecydowałem się ewakuować.
Wcześniej puściwszy chłodne spojrzenie Garedowi i może drobne zahaczenie czubkiem monków o kostkę mężczyzny. Przypadkowe, bo przecież już wtedy wzrok odwróciłem, a on podszedł blisko, zdecydowanie za blisko.
A ja byłem osobą, która tak łatwo nie odpuszcza, przepychać się nie lubiłem, tak samo nie przepadałem za rękoczynami. Dlatego użycie buta, mając dłonie włożone do kieszeni eleganckich spodni, wydawało się być najlepszą opcją.
A później aparatura zapiszczała, głowa dziewczyny spadła na jej klatkę piersiową bezwładnie.
I może w pierwszym momencie zajrzałem za plecy, odwróciłem się gwałtownie, marszcząc czoło. Po czym po prostu zdecydowałem się opuścić pomieszczenie.
Bo przecież tutaj już potrzebny nie byłem.
L4 zostało zdobyte, nawet bezproblemowo, bo przecież przydatne znajomości jakieś w ciągu tych kilku lat zdążyłem nawiązać. A więc Franciszek Żukowski oraz spółka mieli obejść się przez te dwa czy trzy dni beze mnie, podczas gdy ja miałem dochodzić w jakimkolwiek stopniu do siebie, sprawdzając sprawdziany, które od miesiąca byłem im winny.
I dzięki Stwórcy, że jednak uczniowie tej szkoły należeli do wyjątkowo wyrozumiałych dla profesorów czy magistrów z worami pod oczami, starającymi się dla nich niezwykle i stającymi na głowach, by mogli ukończyć szkołę, będąc z siebie zadowolonymi.
Nocny spacer nie należał do najgorszych, miastowe powietrze wyjątkowo stało się rześkie, zimne, pozwalające wziąć głęboki oddech i wydać z siebie ogromny, uspokajający wydech.
Wyjątkowo bez żółtych Cameli, które ostatnio były jedynymi ze znośnych papierosów w trafice.
W końcu mogłem schować się pod ciepłą pierzyną, wyciągnąć na materacu z głośnym jękiem i po prostu zasnąć. Nawet i wyjątkowo, z uśmiechem na twarzy.

4 kwi 2019

Od Antoniego CD Victorii

W końcu uchyliła błękitne oko, przekręciła głowę w moją stronę.
I mruknęła sobie coś pod nosem, po czym wzięła jeszcze dowód zbrodni w swoje łapki. Podniosłem brwi, zmarszczyłem czoło. Czy takie rany aż tak bardzo otumaniały? W sumie bardzo możliwe.
Dziewczyna w końcu zaszczyciła mnie swoim spojrzeniem, może i lekko zdziwionym, może i lekko znudzonym całą moją osobą.
Wzajemnie kochanie, wzajemnie.
— To ty wezwałeś policję? — zapytała, podczas gdy mój wzrok nadal spoczywał na całkiem niekrótkim nożu. Skrzywiłem się nieznacznie, widząc ten cały bajzel, okropny bałagan.
— Tak. I dodatkowo jeszcze oberwałem — odpowiedziałem ostatecznie, przenosząc na spojrzenie na kobietę i wkładając dłonie w kieszenie spodni.
— Od kogo? — odbiła piłeczkę.
— Raz od tego twojego porywacza, a drugi raz od twojego współlokatora. — I przewróciłem oczami, bo nie dość, że bolała twarz, to jeszcze tyłek.
Upadek na ziemię w końcu lekki nie był.
— Płacić ci odszkodowanie? A i odpowiedz proszę na pytanie cóż się stało, że tu jesteś?
Westchnąłem, decydując się na spojrzenie spod byka. Kurwa, zapaliłbym, przyznaję.
— Odszkodowanie wypłaci mi firma ubezpieczeniowa, słońce — odpowiedziałem w końcu dosyć sucho. — Zwolnienie lekarskie samo mi się nie wypisze, a przysięgam, nie usiedzę jutro w szkole przy biurku, w dodatku w tym hałasie, no nie ma opcji po prostu — dodałem jeszcze, w końcu decydując się na zajęcie plastikowego krzesełka tuż przy szpitalnym łóżku. Oparłem się łokciem o stoliczek, założyłem nogę na nogę. — A co u ciebie? — zapytałem z teatralną pozytywnością, jakby promieniejąc

Od Antoniego CD Nivana

Prychał, marszczył czoło i wzdychał ciężko.
A następnie bezpardonowo i wyjątkowo agresywnie wciągnął mnie na swoje kolana, na co odpowiedziałem całkowitym wypuszczeniem powietrza z płuc. Bo przecież to ja zawsze byłem tym stanowczym, to ja po prostu dominowałem, atakowałem i stawiałem na swoim.
A teraz po prostu poddałem się agresywnym ustom, podgryzającym zębom ciągnącym za dolną wargę. Tak samo jak palcom wbijającym się w boki, przyszczypującym paznokciami delikatną skórę, przez co wiłem się niemiłosiernie, raz na jakiś czas syknąłem, skrzywiłem się czy nawet warknąłem, gdy szło odrobinę za daleko. Ale poddawałem się, oddawałem w całości, bo raz na jakiś czas mogłem sobie na to pozwolić.
W końcu jednak odsunąłem się gwałtownie i zgromiłem mężczyznę wzrokiem, bo przecież nadal nie zakończyliśmy tematu.
— No dobrze, jest nawet ok, starczy? — rzucił od niechcenia, a ja burknąłem pod nosem, ściągając brwi.
Bo Merlin nie był po prostu ok, był wspaniały w całej swojej istocie, nawet jeżeli odrobinę krzywej. Warknąłem, ponownie gromiąc wzrokiem Oakleya.
— On jest więcej niż ok — stwierdziłem, w końcu decydując się na, choć chwilowe, bo cała sytuacja przed chwilą przypadła mi do gustu, przejąć pałeczkę.
I tym razem to ja wbijałem palce, podgryzałem wargę, całowałem i zabierałem cudzy dech w piersiach.

2 kwi 2019

Od Antoniego CD Franciszka

Salę ogarnął niski pomruk, bo w końcu chmara chłopaków nie znała takiego pojęcia jak cisza czy spokój, musieli memłać jęzorami, bez przerwy i wytchnienia.
Gadać, gadać, gadać, żeby jeszcze o jakiś sensownych tematach wnoszących cokolwiek do ich życia. Westchnąłem, pokręciłem głową, zająłem się swoją robotą, bo w końcu tak brzmiała umowa. Wy róbta co chceta, a ja będę ślęczeć nad waszymi karygodnymi błędami, załamując ręce i zastanawiając się, co wy w ogóle robicie na fizyce i dlaczego edukacja w tym wieku jest obowiązkowa. Potrafią pisać, czytać, liczyć podstawowe rzeczy (bo o tabliczce mnożenia musimy jednak zapomnieć), czego więc chcieć więcej, czego szukają w liceum? Poszliby do technikum czy zawodówki, mieliby od razu robotę, całkiem nieźle płatną. A na pewno lepiej niż nauczyciel ze stażem.
Ah, jak cudownie.
— Psze pana? Może pan przypomnieć, kiedy mamy konsultacje? — pytanie wyrwało mnie z toku myśli.
Zamrugałem kilka razy w szoku, podniosłem nieżywy wzrok i spotkałem się ze spojrzeniem. Analizującym, chłodnym.
Strasznie podobnym do mojego, co powodowało nieprzyjemny dreszcz przechodzący przez kręgosłup.
— Wciąż mam problem z definicją własności korpuskularnych — dodał chłopak, a ja od razu pokiwałem gwałtownie głową, jakby nagle powracając do rzeczywistości. Odchyliłem się do tyłu na krześle, założyłem ręce za głowę.
— Ten czwartek, przed twoją pierwszą lekcją, czyli przed drugą godziną w planie. Ósma, jak chcesz, może być ósma piętnaście, ale wtedy będziemy musieli się odrobinę sprężyć — odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie.
Niech ma.

31 mar 2019

Od Antoniego CD Victorii

Policja została powiadomiona, panowie w mundurach przyrzekli, że zrobią, to co się da zrobić (więc prawdopodobnie i niestety nic, choć wolałbym, aby jednak ruszyli swe tłuste tyłki). Pozostało więc czekać, ładnie się uśmiechać i dalej ślęczeć nad tymi nieszczęsnymi sprawdzianami, zielonym długopisem zaznaczając błędy biednych uczniów, którzy zdążyli się chyba zmęczyć życiem bardziej ode mnie.
Oczywiście uprzednio, zanim wróciłem do domu, powiadomiłem kolegę Victorii o całej sytuacji, bo przecież wypadało, aby wiedział.
I szkoda tylko, że ponownie dostałem lepę na ryj i miałem wrażenie, że następnego dnia, zamiast do szkoły i na lekcje, wyląduję u lekarza, modląc się o L4, bo z siniakiem na całą twarz do pracy bym się nie wybierał. Dzięki Stwórcy, że przynajmniej nie skończyłem ze złamanym nosem, a jedynie trochę brudnym płaszczem, tyłkiem, no i guzem. Tyle dobrego we wszystkim złym.
Potarłem dłońmi czoło, w końcu padając na biurko, krzywiąc się niemiłosiernie. I nawet nie zauważyłem, kiedy odpłynąłem.
Za to momentalnie zareagowałem, gdy tylko zadzwonił telefon. Że dziewczyna żyje, że znalazła się, może cała, ale niezbyt zdrowa, że leży w szpitalu.
Szkoda jedynie, że nawet nie byłem dla niej nikim bliskim, kimś, kto niezbyt przejmował się całym jej jestestwem, a na zegarze widniała już zdecydowanie dziwna godzina. Westchnąłem, chwyciłem za płaszcz i nadal rozczochrany, nieumyty i niewystrojony wyszedłem z domu.
By w końcu trafić do szpitala, by jakimś cudem zostać przepuszczonym w drzwiach przez zbyt podejrzliwe pielęgniarki. Urok osobisty, te sprawy, dobra gadana i tak dalej.
Stanąłem ostatecznie nad dziewczyną, stwierdzając ostatecznie, że nawet dobrze, że się tu znalazłem.
L4 samo się nie załatwi, a w nocy zawsze były mniejsze kolejki.

Od Antoniego CD Nivana

Zlustrował całe ciało widniejące przed nim swoim ciemnoniebieskim spojrzeniem, od samego czubka głowy do koniuszków palców u stóp. Poruszył dłonią, zachęcając, bym podszedł bliżej, a jednak nie pozwolił siebie przygnieść, nie pozwolił, bym wgniótł go w materac i zajął się już tym, czym mieliśmy zająć się od dobrych kilkunastu minut.
Zamiast tego ucałował punkt witalny, sam splot słoneczny, a, przysięgam, w odpowiedzi zamruczała sama dusza. Przymknąłem oczy, prawie rozpłynąłem się, tak jak stałem...
A następnie strzelił mnie mocnymi palcami prosto w prawą stronę żeber, prosto w tatuaż, w samego Merlinka. Podskoczyłem, drgnąłem i skrzywiłem się, podskakując, tak jak stałem. Zgromiłem mężczyznę wzrokiem, czekając na wytłumaczenie.
— Co to, kurwa, jest — prychnął, odpowiadając mi podobnym spojrzeniem.
Zabijaliśmy się wzrokiem o jeden tatuaż.
A ja nie miałem zamiaru przegrać tego pojedynku.
– To jest, kurwa, Merlin — odpowiedziałem w podobnej formie, zawarczałem nieprzyjemnie, nawet jeżeli z tyłu głowy czaiła się myśl, że to tylko głupie przepychanki, igraszki nadal w sercu małych chłopców.
Nivan podniósł brwi, zmarszczył czoło, a ja w końcu westchnąłem ciężko.
— Zrobiłem go po pijaku, ok? — mruknąłem cichutko, bo jednak przyznawanie się do błędów często szło mi źle. — Chociaż uważam, że nie jest najgorszy — dodałem jeszcze, wzruszając ramionami i wplatając palce we włosy Nivana. — Taki o, mały, inteligentny strażnik. I jeszcze ma czapkę czarodzieja! — powiedziałem i ostatecznie uśmiechnąłem się, gdy palcem musnąłem nakrycie głowy zwierzątka.

30 mar 2019

Od Antoniego CD Victoria

Zegarek ostatecznie odzyskałem, oczywiście przepraszając, ba, prawie czołgając się na kolanach, bo przecież swojej rzeczy za darmo nie odzyskam, nie ma tak, jeszcze w dodatku, gdy o drugiej w nocy dobijałem się do jego mieszkania.
Obiecałem, że odwdzięczę się doskonałą kawą, dobrym, czekoladowym ciastkiem i trochę dłuższym buziakiem, nawet jeżeli to ostatnie mógłbym rozdawać mu codziennie.
Westchnąłem, zamykając za sobą drzwi do mieszkania Oakleya, by po chwil uderzyć głową w drewno i skrzywić się niemiłosiernie. Burknąłem coś pod nosem, poprawiłem płaszcz zarzucony na ramiona, a na sam koniec, by postawić, o, taki akcent, włożyłem palce we włosy i po prostu rozwaliłem całą misternie układaną fryzurę.
Nie miałem ochoty, ale nie do końca wiedziałem, na co.
Zbiegłem wyjątkowo zwinnie po schodach, nawet nie potknąłem się o czubki własnych butów, ramieniem popchnąłem drzwi i w końcu odetchnąłem świeżym powietrze, bo na klatce schodowej w budynku było wyjątkowo duszno, śmierdząco, niezbyt przyjaźnie.
A patologów o sikanie przy schodach raczej nie podejrzewałem.
Miałem wyjątkowego pecha, a może i nie, bo oczywiście, że dobre kilka metrów przede mną szła już Victoria w całej swojej okazałości. Burknąłem sobie pod nosem, wyciągnąłem papierośnicę, a papieros wylądował w ustach, by chwilę później zostać zapalonym. Postawiłem kołnierz płaszcza do góry, musiałem więc wyglądać wyjątkowo szaleńczo na siebie.
Roztrzepana fryzura, nieopanowana grzywka, szaleństwo w błękitnych oczach i na dokładkę jeszcze ten kołnierz.
Chyba nie miałem humoru.
Po drodze do swojej ukochanej nory, bo ta tylko mogła uratować mnie od całkowitego pogrążenia się w niebezpiecznej mani, wpadłem do kawiarni. I księgarni. I jeszcze do monopolowego samego Franciszka Żukowskiego, bo papierosy oczywiście w końcu się skończyły,
A może powinienem przerzucić się na kupowanie tytoniu oraz filtrów. Może wyszłoby taniej.
I już wkładałem kolejnego papierosa pomiędzy wargi, gdy przed moimi oczami, na drugim końcu ulicy dosłownie przebiegła dziewczyna, ba, Victoria w szpileczkach, nawet nie najmniejszych. A za nią dosłownie wesoła drużyna gości ubranych w czarne stroje, które tak cudownie rzucały się w oczy. Podniosłem brwi do góry, niezapalony papieros ponownie wylądował w papierośnicy.
Byli zdecydowanie słabymi profesjonalistami.
I w końcu zdecydowałem się podbiec, zagrać tego nieszczęsnego, chuderlawego bohatera. Wyciągnąć telefon, zrobić zdjęcie tablicy rejestracyjnej pobliskiemu vanowi, który zdążył już podjechać,
— Panowie — krzyknąłem, podnosząc ręce do góry — proszę zostawić panienkę w spokoju albo dzwonię na policję.
Szkoda tylko, że kilka sekund później dostałem lepę na ryj, wystarczającą, by polecieć w tył, a panowie zdążyli się zawinąć.
Skrzywiłem się, potarłem dłonią czoło i pochyliłem głowę do przodu, bo przed oczami nadal miałem mroczki. Westchnąłem cicho. Próbowałem, tak?
Teraz pozostawało zadzwonić mi na policję, podać numery z tablicy rejestracyjnej i modlić się, że dziewczyna jednak nie zostanie znaleziona w pobliskiej rzeczce.

Od Antoniego CD Nivana

— Jak sobie pan życzy — odparł.
Złożył ostatni pocałunek na spierzchniętych już wargach, po czym podniósł się. Powoli, powolutku, niezwykle sensualnie. Uśmiechnąłem się, oderwałem jedną z dłoni od jego bioder, palcem zahaczyłem o obojczyk. A później zjechałem w dół.
Odrobinę.
I jeszcze trochę.
Zahaczyłem o sutek, by w końcu, po chwili, samemu podnieść się trochę, wystarczająco, by zahaczyć nosem o ten jego, skraść jeszcze jeden pocałunek po tym, który miał być ostatnim. W końcu obaj zdecydowaliśmy się na wstanie, bo wyciąganie drugiego mężczyzny z chinosów na materacu było zdecydowanie rzeczą niewykonalną, zadaniem jedynie dla legendarnych bohaterów, ostatecznym questem w całej naszej zabawie, nawet jeżeli dopiero się zaczynała.
I co z tego, że kilka razy prawie poleciałem prosto na twarz czy na plecy, potykając się o nogawki, o ubrania, sam nie wiem, czy swoje, czy jego. Ale przy tym wszystkim bawiłem się naprawdę doskonale i kto by pomyślał, że może się tak dziać, przy takiej czynności. Że będę cały czas parskać śmiechem, że będę się wyjątkowo szeroko uśmiechać, a oczy będą błyszczeć.
Ostatecznie rozłożyłem ręce w bok, prostując się i spoglądając na mężczyznę, jakby chcąc ukazać się w całej swojej okazałości, nawet z tatuażem i nawet jeżeli pasiaste bokserki były nadal na swoim miejscu.
— Oto i ja — oświadczyłem teatralnie, pokazując zęby w uśmiechu.

29 mar 2019

Od Antoniego CD Victorii

Rzuciła się na szyję, przydusiła i naruszyła przestrzeń osobistą. A ja warknąłem, odepchnąłem ją, nawet nie chcąc się cackać, bo robiłem to zdecydowanie za długo. Zgromiłem dziewczę wzrokiem, prychnąłem i zaciągnąłem się papierosem, zastanawiając się przy okazji, czy znalazłyby się jakieś znajomości, które w takiej sytuacji mogłyby się przydać.
Pewnie tak.
— Jak będziesz miał czas, to przyjdź jutro do kawiarni na rogu o dwudziestej.
O, cholera, tego walca jeszcze mi nie grali.
Parsknąłem śmiechem, przewróciłem oczami i strzepnąłem po raz ostatni papierosa. Dziewczyna zdążyła w tym czasie zniknąć i, dzięki Stwórcy, ileż można użerać się z jedną rozchwianą emocjonalnie dziewczynką.
Jeszcze żeby to rozchwianie emocjonalne było sensowne, nie, no co ty Antoni, trafiła ci się kolejna blond masochistka. Szkoda tylko, że jedynie ta poprzednia miała jakieś sensowne uargumentowanie dla swojego życia ryzykanta i nie krzyczała dookoła, mówiąc, jakim to potworkiem-stworkiem nie jest.
Zgniotłem papierosa obcasem, westchnąłem i wszedłem do budynku.
A więc podejście numer dwa. Tym razem udane, choć spotkałem się z wyjątkowo wściekłym wzrokiem, który następnie przeszedł w czyste zażenowanie, zirytowanie, cokolwiek. Pozostawało nachylić się nad cudzymi ustami, musnąć je delikatnie i uśmiechnąć się.
Tym razem z niezwykłą szczerością.
— Przepraszam, kochanie, że nachodzę ciebie tak w środku nocy, długa historia, czy mogę przespać się choć na fotelu lub kanapie? — wymruczałem. — Obiecuję, wytłumaczę się rano — oświadczyłem jeszcze, kładąc jedną dłoń na swojej klatce piersiowej.
I, och, jak cudownie było na koniec tej nocy z przygodami po prostu wylądować w jego bardzo ciepłych ramionach.

Nawet nie miałem zamiaru pojawiać się w kawiarni. Bo po co. Żeby usłyszeć, jak dziewczyna dziękowała mi za słowa, których kompletnie nie zrozumiała, bo gdy tylko dosłyszała słowo klucz na jej oczy spadły klapki? Żeby zanudzić się na śmierć, ewentualnie powarczeć czy posyczeć chwilę, robiąc przy okazji zamęt w kawiarni?
To nie dla mnie, przecież ja tak nie działałem.
Szkoda jedynie, że gdy stałem pod drzwiami Nivana Oakleya, bo oczywiście zostawiłem u mężczyzny swój zegarek, dziewczyna pojawiła się na klatce schodowej. Puściłem jej spojrzenie spod byka, chłodne, oczywiście przekazujące więcej niż tysiąc słów, po czym kontynuowałem nadal dobijanie się do drzwi biednego i utrapionego moją sklerozą kochanka.