Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucille. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucille. Pokaż wszystkie posty

15 lip 2020

Od Lucille C.D Valerio

Uraz Elijah skutecznie uniemożliwiła mi kontynuowanie treningów w okresie letnim, kiedy, według harmonogramu, powinnam mieć najwięcej czasu pomiędzy lekcjami gry na skrzypcach a toczeniem z mamą wojen ściśle powiązanych ze szczerą niechęcią, którą darzyłam zajęcia z pływania. Wtorkowego poranka obudziłam się nienaturalnie wcześnie, gdzieś w okolicach siódmej, żeby do wpół do jedenastej szykować się do wyjścia do stajni, planowanego zresztą od tygodnia i przeciąganego w nieskończoność, przede wszystkim ze względu na liczne przeszkody pojawiające się na drodze do spełnienia mojego małego celu. Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem byłam tak rozczarowana, jak wtedy, gdy okazało się, że staw tylnej lewej kończyny mojego konia znów uległ kontuzji — niewiele mniej mnie to przeraziło, ponieważ, siłą rzeczy, był moim jedynym zwierzęciem i jedynym przyjacielem na tyle bliskim, żebym odczuła jego brak. Od roku zmagał się z problemami natury fizycznej i momentami bałam się o jego zdrowie, ale wierzyłam w magiczną moc weterynarzy, którzy za każdym razem ratowali poszczególne części ciała gamonia. Na zawody jeździć nie planowaliśmy, więc jazda na Elijah była w stu procentach jazdą rekreacyjną, bylebym mogła odpocząć od sterczącej mi nad uchem mamy.
     Akcję ratunkową przeprowadziliśmy względnie szybko — minęło raptem piętnaście minut, a para zaprzyjaźnionych weterynarzy stawiła się w naszej stajni, żeby zająć się niezadowolonym Elijah. Z Benedictem staliśmy u wylotu budynku, nie chcąc zawadzać albo drażnić konia. Czas dłużył się niemiłosiernie, a kiedy usłyszeliśmy diagnozę i przewidywane koszta leczenia, niemal ugięły mi się nogi.

2 mar 2020

Od Lucille C.D Jonathana (do Althei)

     Z niezrozumieniem wypisanym na twarzy wpatrywałam się w oblicze łysego, rozemocjowanego obcokrajowca z bronią wycelowaną w moją pierś. Wykrzykiwał znaczeniowo bliżej nieokreślone wyzwiska (gdzieś między wierszami udało mi się usłyszeć dziwka i szmata przeplatane innymi epitetami), mięśnie na jego buźce pracowały na pełnych obrotach, bo cały czas albo marszczył brwi, albo pociągał nosem, nieustannie przy tym krzycząc i wyklinając najpewniej mnie, ponieważ wydawało się, że Althei tak dużo do zarzucenia nie miał. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, dotyczyła naszego striptizu w klubie i złożonej mu prawdopodobnie obietnicy dotyczącej jakiegoś spiknięcia się z nim po moim występie (swoją drogą, oddałabym nerkę, żeby go zobaczyć), co w pewnej chwili nabrało wiele sensu, bowiem z jego ust padło disco, funkcjonujące w praktycznie każdym języku na kontynencie. Zmrużyłam oczy, odruchowo zerknęłam na Jonathana, później na Altheę. Wszystko działo się w szybkim tempie, oboje rzucili się w moją stronę, kiedy przywłoka wydawała się wciskać spust, czego rzecz jasna nie zrobiła, tylko zaśmiała szyderczo. Oczyma wyobraźni próbowałam zilustrować sobie obraz naszej libacji, przynajmniej ustalić umowną wersję wydarzeń, która uspokoiłaby moje zszargane nerwy, ale nic nie przychodziło mi na myśl i zaręczam, że prędzej dostałabym kulką w głowę, niż doszła do tego, co stało za wizytą tego mężczyzny w naszym apartamencie. Dodatkową adrenalinę zapewniała nam obecność tygrysa w łazience, który, swoją drogą, wydawał się bardzo zdeterminowany i odnosiłam wrażenie, że lada chwila wyskoczy z niej, żeby pożreć nas wszystkich po kolei, na czele ze mną i moim nowym znajomym od dziwek. Im dłużej czekaliśmy na jakiś ruch z jego strony, tym, o dziwo, więcej się dowiadywaliśmy. Okazało się, że poza wspomnianymi wcześniej epitetami oraz disco, znał też pieniądze. Co prawda posługiwał się koślawym i pokracznym językiem, a akcent w jego wykonaniu brzmiał wręcz zabawnie, zrozumieliśmy prosty przekaz. Wskazywał na portfel Ivana, następnie przeniósł lufę broni na Jace'a i przez moment wskazywał na niego, koniec końców wracając do mnie.

29 lut 2020

Od Lucille C.D Jonathana

     Kątem oka dostrzegłam, jak Taegan przewraca oczami. Wywiad musiał kosztować ją wiele energii, do czego doszłam, widząc wypraną z emocji dziewczynę, głośno sapiącą, opartą o ścianę w korytarzu. Lewą dłoń poparzyłam sobie jak diabli, od przeszło piętnastu minut przekładałam kubek z ręki do ręki, aż w pewnym momencie moja zaczęła stygnąć, w przeciwieństwie do tego cholerstwa, które zamówiłam dla Tae. Toteż wcisnęłam ją jej najszybciej jak się dało i stanęłam tuż przed jej obliczem, bezgłośnie żądając rozległych wyjaśnień.
     — Była tragiczna — westchnęła, spuszczając wzrok. — Tragiczna. Próbowałam z nią współpracować, ale nijak mnie do siebie nie dopuszczała. Widziałam w jej oczach, że mnie tam nie chciała. Albo mnie, ale w ogóle wywiadu. Boże, nieważne, było naprawdę, naprawdę okropnie i nie tego spodziewałam się po takiej celebrytce.

16 lut 2020

Od Lucille C.D Jace'a (do Althei)

     Nawet nie jestem w stanie dobrać odpowiednich słów, którymi można było określić tę sytuację.
     Pomijając fakt, iż zaraz po obudzeniu miałam ochotę wydrapać sobie oczy i wlać co najmniej dwa litry wody do gardła, dygotałam z zimna pod warstwą cienkiego materiału udającego kołdrę, otoczona własnymi ramionami. Nieco cieplejszą stroną przedramion przyciskałam do zziębionej piersi, odruchowo zagryzając dolną wargę. Poduszka nie należała do szczególnie miękkich, miałam wrażenie, że leżę na podłodze, a nie jakimś dziwacznym materacu w nieznajomej sypialni. Na początku spanikowałam i omal nie podniosłam się do siadu, ale ten pomysł opuścił mnie tak szybko, jak w przełyku poczułam piekący smak podchodzących wymiocin — z jęknięciem osunęłam się z powrotem na materac, ukrywając twarz w dłoniach. Nie wiedziałam, gdzie byłam, co tam robiłam i jakim cudem się tam znalazłam, a jakby tego było mało, z sąsiedniego pokoju dochodziły mnie jakieś przerażające szmery i stukoty. Zapewne ktoś mnie porwał, może dla okupu, może dla uciechy. Sprawdziłam kilka razy, czy na nadgarstkach albo na kostkach nie mam kajdanek — oczywiście, że nie miałam, byłam wolna jak ptak. Jedyne, co mnie powstrzymywało, to ryzyko zwrócenia wszystkich wnętrzności na podłogę, tuż obok prowizorycznej szafeczki nocnej. Także leżałam grzecznie, w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję ze strony otoczenia albo jakiś sprzyjający mi przypadek, co wydawało się zabawne, bo los zwykł działać mi na przekór.

8 lut 2020

Powrót



Źródło: Instagram, Christina Nadin (@christinanadin)
Motto: -
Imię: Na co dzień posługuje się swoim pierwszym imieniem, choć, jak sama mówi, na nieszczęście, posiada dwa więcej. Oficjalnie nazywa się Lucille Anabeth Cheyenn, jednakże komu chciałoby się za każdym razem wołać ją właśnie w ten sposób, kiedy krótkie Lucille jest wystarczające, aby zorientowała się, iż to o nią chodzi. Zabawnym faktem jest to, że w przypadku zarówno drugiego, jak i trzeciego imienia, oba zostały “skrócone” o jedną literę, gdzie przy Anabeth jest to “n”, zaś przy Cheyenn, jak łatwo się domyślić, “e”. O ile forma Anabeth jest spotykana często, tak Cheyenn częściej widujemy z tą samogłoską. Za sprawą tego pojawia się problem, kiedy dziewczyna musi przeliterować wszystkie trzy, wtedy tłumaczenie, że to nie tak się pisze jest męczące. Grunt, iż Lucille pozostało w swojej oryginalnej formie i całkiem nieźle wygląda.
Z racji, że Anabeth i Cheyenn są po prostu zbędne i nieużywane, żadne skróty czy formy pieszczotliwe nie pojawiały się na przestrzeni lat i raczej nie ulegnie to zmianie. Na upartego można by było wymienić przykładowo Anę czy Beth, czyli dość popularne zwroty, o ile ktoś ma tak na pierwsze imię, w przeciwieństwie do naszej delikwentki. Przy Cheyenn skraca się to najprędzej do krótkiego Chey, Yenn w żaden sposób nie wygląda atrakcyjnie. Ostatnią sprawą jest właśnie Lucille i, ku zdumieniu większości, dziewczyna od najmłodszych lat posługuje się Cille, a nie jakimś Luc, które brzmi prędzej jak Lucyna. Jedynym mankamentem tego skrótu jest to, że przypomina Cecilie, a, jak wiadomo, tak właśnie na imię ma jej rodzicielka.
Nazwisko: Lucille Anabeth Cheyenn jest długie, co? W porządku, tak myślą wszyscy, poza rodzicami Lucille. Kto mądry nadaje córce trzy dość długie imienia i jako wisienkę na torcie dodaje podwójne nazwisko? Ano, pan Evans oraz Cecilia Darrington. Dlaczego aż dwa? To nie tak, że chcieli zrobić jej i Benedictowi na złość, po prostu wtedy byli dopiero w związku i, cóż, oboje chcieli, aby poza genami bliźnięta miały coś z rodziców. Chyba lepsze jest to, aniżeli dodawanie do godności syna “Jr.”. Podsumowując, dziewczyna nazywa się Lucille Anabeth Cheyenn Evans-Darrington, a jej brat Benedict Collin James Evans-Darrington.
Wiek: Trzydzieści osiem lat Cecilii odjąć dziewiętnaście, czyli wiek, w którym urodziła bliźnięta, równe jest… znowu dziewiętnaście. No tak, w końcu właśnie tyle lat ma Lucille i zgodnie z prawem jest już pełnoletnia, właściwie to była już rok temu.
Data urodzenia: 02.03
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Nie da się ukryć, iż rodzina Darrington-Prescott jest na swój sposób bogata, choć na tle innych domów w okolicy, jest to prędzej średni stopień zamożności. Mieszkają w domu w dzielnicy Old Channer — mała posiadłość została zakupiona przez nich zaraz po wprowadzeniu się Darringtonów do Prescottów. Z tego, co mówił właściciel, gdy z bólem serca odsprzedawał tak wiekową i pełną wspomnień posiadłość, pochodzi ona z początków zeszłego wieku, jednakże wcale tego po niej nie widać, albowiem była sześć razy remontowana i odnawiana, w tym dwa już za czasów Darringtonów, kiedy Cecilia wprowadziła się tutaj i zarządała gruntownych zmian. Sam domek, jak widać, nie wygląda na niesamowicie bogaty, choć, fakt jest naprawdę duży. Nie ma co się dziwić, każdy ma swój pokój, na dodatek i Cecilia, i Samuel mają własne biura. Kiedy wejdziemy przednim wejściem, pominiemy korytarzyk, naszym oczom ukaże się prześliczny salon, który uwielbia dosłownie każdy członek rodziny. Jedną część pokoju zajmuje kanapa, która teoretycznie za każdym razem wita gości, gdyż większość, zamiast kierując się do jadalni, woli spocząć przy stoliku kawowym. W drugiej części znajduje się wiszący kosz oraz spory telewizor, wieża stereo, konsola do gier oraz popiersie jednego z prezydentów Shilien. Kuchnia jest naprawdę duża, utrzymana w kolorach bieli. Urzęduje w niej kucharka i zarazem gospodyni, choć Lucille i Benedict zdecydowanie sprzeciwiają się, kiedy kobieta próbuje odgonić ich od szafek mówiąc, iż cokolwiek sobie zażyczą, ona im przyniesie i po to przecież tutaj jest. Aby znaleźć się w jadalni, wystarczy przejść przez ciemny łuk obok lodówki. W jadalni stoi stół i dwanaście krzeseł, w rogu ustawiona jest witryna wypełniona wypolerowanymi zastawami. W domu znajdują się trzy łazienki i jedna toaleta — jedna na parterze, druga przy pokojach bliźniąt, ostatnia przy sypialni rodziców, toaletę zaś znajdziemy na dole, zaraz za kominkiem. Kolejnymi pomieszczeniami na dole są dwa gabinety — jeden jest jaskinią Cecilii, a na przeciwko zasiada Samuel, wystarczy przejść przez korytarz. Dzieciaki na ogół nie mają tam wstępu. Na pierwszym piętrze mieszczą się przede wszystkim sypialnie. Największa, rodziców, umieszczona jest zaraz obok schodów. Następny w kolejce jest pokój Zoe, naprawdę duże centrum zabaw i całodobowego hałasu — wewnątrz znajdziemy na przykład piętrowe łóżko przypominające zamek i zjeżdżalnię, ściankę wspinaczkową, małą huśtawkę, mnóstwo zabawek i jeszcze więcej zabawek. Sypialnia Benedicta, wbrew pozorom, jest naprawdę czysta i chłopak dba o to niesamowicie. Nie ma tu żadnych sensacji, jedynie łóżko, szafa, biurko, kanapa, telewizor i wyjście na balkon, który dzieli z sąsiadką, Lucille. Trafił jej się średni pokój, jaki niemal jeden do jednego przypomina ten brata. Jakkolwiek Cille by nie chciała, nie ma zezwolenia na upiększanie swojego kąta.
Orientacja: Demiseksualna biromantyczna, co jest chyba największym sekretem, jaki skrywa. Właściwie, nie, może nie przesadzajmy, jednakże Cecilie wyrwałaby sobie wszystkie włosy z głowy, gdyby się dowiedziała. Nawet, jeżeli jej upodobania skłaniają się bardziej ku mężczyznom, aniżeli kobietom.
Praca: Po ukończeniu szkoły średniej na ogół celem staje się jakiś uniwersytet, nie inaczej jest w przypadku Lucille — mimo złożonej obietnicy, dziewczyna postanowiła, iż nie będzie się spieszyć, pójdzie, kiedy uzna to za słuszne. Co za tym idzie, nie ma zbyt wysokiego wykształcenia, więc na lepszą pracę liczyć nie może. Pomimo licznej sumy pieniędzy na koncie, codziennie, od poniedziałku do piątku, pracuje jako zwykła kelnerka, odkładając sobie oszczędności na własne mieszkanie i studia, jeżeli wyda się, że nie chce przejąć firmy matki — wtedy z pewnością przestanie je opłacać.
Charakter: Każdy doskonale zna ten typ osobowości miłej, poukładanej dziewczyny z dobrej rodziny. Często postrzegane są jako niezbyt sprytne i bojaźliwe, niegotowe na cokolwiek, co wykracza poza plan ich dnia. Dzień dobry wypowiedziane z szerokim uśmiechem i trafny komplement w stronę niemłodej staruszki, jakże kwitnąco dziś by nie wyglądała. Te dziewczyny są na ogół bogate albo otarły się o kupę pieniędzy, ale nie odbiło im nic, co charakterystyczne jest dla tych bogatszych dziewuch, tych nieznośnych, jednak to już inna sprawa. Na dodatek ich życiem kieruje najmądrzejsza mama, która wychowała swoją córkę na, cóż, maszynę do zdobywania tytułów Najpiękniejszej nastolatki roku. O, i najważniejsze — delikwentka nie ma wad, bo przecież na koncie walają się miliony, a życie jest zbyt idealne, żeby jakiś błąd wkradł się z butami i nabrudził na nieskazitelną wycieraczkę z cudownym napisem Welcome!. Niespodzianka, w tym momencie nie stworzę napiętej atmosfery i nie wyjadę z tekstem, że Lucille jest niesamowicie inna, różni się od wszystkich i ma swój styl, ale wciąż jest bogata, żeby życie miało smaczek.
Jasne, Lucille jest przemiła. Nauczono ją podstawowych zasad kultury, bez zająknięcia wykonuje swoje obowiązki i to nie stanowi żadnego problemu. Pomoże staruszce przejść przez ulicę albo podniesie pluszaka i poda go dziecku, nie da się ukryć, pomocna i empatyczna dziewczyna. Potrafi wspaniale odczytywać uczucia innych, co z pewnością nie jest żadnym zaskoczeniem — umiejętność słuchania do czegoś zobowiązuje, a Cille to wspaniały przykład na to. Niejeden rzekłby, że to dobro to jednak płynie wraz z genami. Ci, którym dane było poznać dziadka, Petera Evansa, raczej po kilku zamienionych zdaniach zauważą, jak wnuczka przypomina mężczyznę — zarówno sposobem mówienia, jak i usposobieniem. Bez wahania można nazwać ją optymistką, która ma ten niezwykły dryg do zarażania swoim uśmiechem innych. Co prawda nie nazwiemy ją promyczkiem, jakiemu owa radość z ust nie znika ani na moment, ponieważ jak każdy ma chwile smutku i przygnębienia, bardziej trafnym pseudonimem, nazwą będzie kwiatuszek — jej typ urody jest faktycznie oryginalny i nieczęsto spotykany, a w oczach większości jest zwyczajnie ładna, a zazwyczaj to właśnie kwiaty (przykładowo róże, tulipany czy hortensje) to synonimy piękna i swego rodzaju niepowtarzalności, chociaż… nie, chwila, to były płatki śniegu. W porządku, Lucille to zimowy kwiat, na przykład przepiękny krokus, który ścieli zaśnieżone pola i tworzy fioletowe dywaniki. Koniec jednak z porównaniami i metaforami, pora przejść do konkretów. Panna Evans-Darrington jest inteligentna, piekielnie inteligentna, czym odróżnia się od gromady odmóżdżonych ideałów, które wpierw coś powiedzą, a później albo pomyślą, albo dalej będą żyć w przekonaniu, że to zabrzmiało mądrze. Nie mowa tu o niesamowicie dobrych ocenach w szkole, to już za nią. Lucille od małego dzieciaka towarzyszył charakterystyczny spryt, dzięki któremu dobierała takie słowa, aby to trafiło w punkt, dosłownie w centrum. I to bez znaczenia, czy chciała powiedzieć komplement czy raczej obrazić — wychodziło świetnie i była z tego dumna, ba!, wciąż jest. Posiada umiejętność logicznego myślenia i rozporządzania swoim czasem i, cóż, pieniędzmi. Ma całkiem dobry wzrok, co nie zmienia faktu, że niemało rzeczy jej umyka. Może nie tyle, co ich nie zauważa, ale traktuje powierzchownie — one przemijają, a dopiero później dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, jak cenne mogło się okazać. Tak jest w przypadku większości spraw, a szczególnie, kiedy dane jest jej zawrzeć nową znajomość. Skubana analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze, a te mało istotne cechy odsuwa na bok. Później, kiedy te mało istotne cechy dają o sobie znać, biedulka jest zdezorientowana i zastanawia się, jakim cudem jej to umknęło i dlaczego tego nie przewidziała. Bo, cóż, jest perfekcjonistką. Czasami też paranoiczką. O, i histeryczką, ale nie w wielkim stopniu. Dość zabawnym faktem jest to, że wpierw zakłada, iż wszystko pójdzie jak po maśle, wiadomo, pozytywne i pewne siebie myślenie, a dopiero później, kiedy cały idealny plan legnie w gruzach, głowi się i łamie sobie kark myśląc o tym, co, do cholery, mogło pójść nie tak? Poza tym, jak zostało wspomniane gdzieś wyżej, jest bardzo ostrożna w stosunku do ludzi. To nie tak, że boi się zaufać, bo ktoś może ją zranić czy coś w ten deseń. Właściwie to nie da się zdefiniować jej obaw i swego rodzaju strachu — Lucille po prostu potrzebuje czasu aby znaleźć wspólny język lub, och, pokochać.
Hobby: Teoretycznie jej serce zdobywają przede wszystkim książki — romanse, dramaty tworzone na bieżąco. W praktyce wygląda to nieco inaczej, gdyż Cecilia uparcie wciska jej dzieła sprzed kilkuset lat, na których widok ma ochotę uciekać. Och, Lucille, zobacz, co kupiłam! Ten tomik poezji z tysiąc pięćset sześćdziesiątego trzeciego jest taki wciągający! Jednak, chcąc nie chcąc, zna mnóstwo poetów i literatów, ich dzieła czy najważniejsze cytaty, lecz jest to prędzej obowiązek, aniżeli przyjemność. Książki, które podbijają jej serce, czyta zazwyczaj u znajomych, pożyczając niektóre tytuły, w bibliotece albo u siebie, kiedy uda jej się kupić coś niezauważalnie. Na ogół, mimo wszystko, ma niezbyt barwne życie, nie potrafi dobrze malować, śpiewać też nie, tańczyć już w ogóle, więc jedyne, co robi, to czytanie i potajemne umawianie się ze znajomymi w przerwach między graniem na skrzypcach i treningach z pływania.
Aparycja|
- wzrost: Wzrost Lucille waha się w granicach średniej — dziewczyna ma 170 centymetrów. Pomimo dość popularnej opinii, że jest to całkiem sporo, odmienne zdanie ma Cille, a właściwie rodzicielka, która przed każdym bankietem podstawia jej pod nos jak najwyższe szpilki, często dodając córce po dziesięć centymetrów.
- waga: Prawidłowa dla jej wzrostu waga wynosi od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu kilogramów z małym przymrużeniem oka. Lucille od około trzech lat waży podobnie, zazwyczaj w przedziale czterdzieści pięć-pięćdziesiąt kilogramów.
- opis wyglądu: Średniej wysokości Lucille to, jakby się wydawało, tak zwana mieszanka — jej skóra jest nieco ciemniejsza niż zazwyczaj bywa u rodowitych mieszkańców Shilien. To fakt, jej ojciec pochodził z Escand, kiedy Cecilie jest z terenów Avenley River. Przez większość uważana jest za naprawdę ładną dziewczynę, co zwinnie wykorzystywane jest na przykład przez fotografów, kiedy skazywana jest na wielogodzinne sesje do magazynu. Brązowe oczy, pełne usta w kolorze różu. Nigdy nie farbowała włosów — niezmiennie, od dziewiętnastu lat nosi ten sam odcień brązu, który zdecydowanie odziedziczyła po rodzicielce. Naturalnie kręcą się nieznacznie, Cille nie prostuje ich często, można powiedzieć, iż naprawdę sporadycznie. Równie rzadko je wiąże, a jeżeli faktycznie do tego dochodzi, jest to kitka i pojawia się wtedy, kiedy musi sprzątać albo biegać i rozpuszczone włosy przeszkadzałyby jej.
Lucille ubiera się tak, jak większość dziewczyn. Mimo wszystko, wciąż jest nastolatką i jej styl przypomina każdy jeden widziany na ulicy. Raz to top i spodnie typu boyfriend, innym razem spodnie w kant i koszulka, czasami też sukienka (najprawdopodobniej w kwiaty, ulubiony wzór Cille), często zwykłe jeansy i sweter, a kiedy robi się gorąco, nieprzylegające spodenki i, znowu, koszulka.
- pozostałe informacje: Lucille ma za sobą wyrównywanie jedynek, zaś same zęby są niezwykle białe, co zawdzięcza dość częstym wizytom u dentysty i odpowiednim zabiegom. Pomimo początkowej niechęci do tatuaży, finalnie jej kostkę zdobi połówka księżyca, druga część została wytatuowana na nóżce Benedicta.
- głos: Tessa Violet
Historia: Lucille i Benedict urodzili się drugiego marca w szpitalu w Avenley River, jako dzieci Cecilii Darrington i Williama Evansa. Można powiedzieć, że para była ze sobą zżyta, posiadali wspólną firmę, jednakże nigdy nie wzięli ślubu, byli partnerami. Dzieciństwo mijało spokojnie, w Cecilii zaczynały kształtować się kolejne ambicje, które przelewała na córkę, co skończyło się nadopiekuńczością, jaka trwa do dnia dzisiejszego. Gdy bliźnięta miały osiem lat, ich rodzice rozstali się, na pozór w przyjacielskich stosunkach, zaś Cecilia znalazła sobie nowego partnera. Lucille pamięta niewiele, jednakże te “przyjacielskie stosunki” przez długi czas pozostawały wątpliwe. William rozwijał prężnie swoją własną firmę, którą dzielił z nowym współpracownikiem, zaś Cecilia pozostała w starej kancelarii, jaka nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem Nocą, z dwudziestego drugiego na dwudziestego trzeciego lutego, William wracał z sąsiedniego kraju, gdzie odbywało się istotne posiedzenie. Wpadł w poślizg, gdyż drogi były oblodzone, a poruszanie się po nich, jak wiadomo, wymagało od niego ostrożności. Na pogrzebie wszyscy płakali, lecz zachowanie byłej partnerki zmarłego było osobliwe — nie tyle, co wyprana z emocji, a obojętna, jakby właśnie była na pogrzebie nieznajomej osoby. Jasne jest to, iż ona i William nie byli już razem, jednakże spędzili ze sobą naprawdę długi czas, pełen wzlotów i upadków — większość osób to zauważyła. A później sprawa ucichła, życie toczyło się dalej, tylko bez Williama, a z Samuelem i Zoe.
Rodzina: Lucille, poza sobą, ma również, przykładowo, mamę. Kobieta nosi podobne imię, jak jej córka, choć tak na dobrą sprawę jest nieco inaczej, bo odwrotnie — to godność Cille przypomina tę matki, albowiem ją nazywają Cecilią Darrington-Prescott. Sytuacja jest dość skomplikowana, jeżeli pod lupę weźmiemy jej nazwisko, a właściwie dwa nazwiska i zestawimy je z tymi Lucille. Jak zostało wspomniane, dziewczyna nosi je zarówno po matce, jak i ojcu. Wspólne jest Darrington, więc warto wyjaśnić kwestię drugiego członu, Prescot. Cecilia, biorąc ślub ze swoim drugim partnerem, Samuelem Prescottem, pozostała również przy swoim pierwotnym, tworząc dwuczłonowe nazwisko. Relacja córki z matką pozornie jest bardzo dobra, można by powiedzieć, że wręcz niepowtarzalna i niesamowita. W porządku, tak postrzega to władcza Cecilia. Kobieta jest typem osoby, który uwielbia kontrolować wszystko i wszystkich, na czele z Lucille. Od najmłodszych lat uczyła zasad kultury, jak to przystało na dobrą matkę, jednakże rozwój córki ukierunkowała na sukcesywne szkolenie jej na swoją zastępczyni, gdy Cecilia będzie musiała zrezygnować ze swojej pracy. Egoistyczna, często fałszywa, co potwierdza się w rozmowach z sąsiadkami, gdzie wpierw nagaduje na fryzurę A do B, a przy A narzeka na zaniedbany strój B. Ojczymem dziewczyny jest wspomniany powyżej Samuel Prescott, konserwatywny i wręcz snobistyczny, nastawiony na sukces, do którego prowadzi wyłącznie praca, a co za tym idzie, przesiadywanie w niej od rana do nocy, a po powrocie praca przy komputerze. Niespecjalnie interesuje się losem potomstwa swojej partnerki, co idzie na rękę młodej Lucille.
Dziewczyna ma brata bliźniaka oraz o dziewięć lat młodszą siostrę. Dziewiętnastoletni Benedict Evans-Darrington niewiele różni się od Lucille, a tak na dobrą sprawę, można by powiedzieć, iż są niemal identyczni, poza drobnymi różnicami w układzie rozrodczym i wyglądzie, jednak układ pokarmowy, nerwowy, oddechowy i wszystkie inne wyglądają tak samo u obojga. Dobrze, żeby nie było tak idealnie, nazywany potocznie Benny nie doświadczył w dzieciństwie tego, co Cille, gdyż to ją mama strugała jak najmocniej, aby była wręcz bez wad, kiedy braciszek wychodził ze znajomymi. Pomimo tego, Benedict doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak tyrańskie działania podejmuje Cecilia w stosunku do swoich pracowników oraz własnych dzieci, jednakże oboje siedzą cicho, niczym mysz pod miotłą — są dorośli, więc w każdym momencie mogliby wyprowadzić się z rezydencji i zacząć żyć na własną rękę, ale to nie jest tak proste. Niejednokrotnie poruszany temat zostaje szybko urywany, ponieważ Cecilia za każdym razem grozi, iż rodzeństwo nie dostanie ani grosza i Lucille może zapomnieć o przepisaniu kancelarii. Rodzeństwo, ze względu na wspomniane powyżej podobieństwa, zżyło się ze sobą i jest w stanie zrozumieć się bez słów — jedno spojrzy na drugie i wszystko jest już jasne. Benny ze wszystkich sił stara się pomóc siostrze, kiedy sytuacja tego wymaga, rzecz jasna, z wzajemnością. Mimo tego, zdarzają się jakieś spory, jak to jest zazwyczaj.
Ostatnią osobą, która mieszka pod jednym dachem z całą rodziną, jest Zoe Prescott-Darrington — córka Cecilii i Samuela. Zoe nie lubi nikt, nawet w szkole. To znaczy, wszyscy po prostu udają, poza jedyną Jenny, równie władczą i zimną dziewczynką. Zoe momentami zachowuje się tak, że Lucille zapomina, iż to dopiero dziesięciolatka. Nierzadko używa dość niecenzuralnych słów i nie przeprasza, na dodatek straszna z niej kłamczucha, manipulantka i, co najgorsze, skarżypyta, przez co wszystko od razu leci do mamy. Ani Benedict, ani Lucille nie mówią o tym głośno, ale nie lubią jej tak, jak powinni, chociaż to w końcu ich przyrodnia siostra.
Kiedyś miała również ojca, syna Petera i Faith Evans, z którymi utrzymuje kontakt do dziś. Nosił imię William i zmarł, gdy bliźnięta miały jedenaście lat, więc wspomnienia skutecznie zatarły się. On i Cecilia nigdy nie mieli ślubu, żyli jako partnerzy, stąd podwójne nazwisko Lucille i Benedicta.
Partner: Teoretycznie to już dawno powinna być zaręczona z bogatym dziedzicem jakiegoś państwa, jednak póki co nie ma nikogo, na co Cecilia tylko mruczy z niezadowoleniem.
Potomstwo: Żadna tajemnica, iż Lucille nie jest gotowa na dziecko, szczególnie, kiedy nie może liczyć na wsparcie kogokolwiek innego, niż Benedicta.
Ciekawostki:
- Może nie jest to stricte ciekawostka, ale życie Lucille w dużej mierze krąży wokół Cecilii. Albo zostaje do niej porównywana, albo zwyczajnie kontrolowana. Jest to dość uciążliwe, szczególnie, kiedy ktoś mówi “Ojej, twoja mama ma lepszy styl od ciebie!”. Naprawdę, tak się nie robi.
- W dzieciństwie często chorowała, aktualnie ma słabą odporność i szybko łapią ją wirusy i bakterie. Ma również uczulenie na paprykę, jednakże nie jest ono zbyt silne, jedynie źle się po niej czuje.
- Kiedy chodziła do szkoły, jej ulubionym przedmiotem była chemia, dla większości niezrozumiała i bezsensowna. Co ciekawe, pomimo tego, iż szło jej świetnie z przedmiotami ścisłymi, nigdy nie miała niższej oceny, niż pięć z języka shilien.
- W wieku trzynastu lat popadła w skrajne niedożywienie, co skończyło się w szpitalu. Przez długi czas była nadzorowana przez psychologa. Czuła silną niechęć do siebie, co spowodowane było nagonką perfekcyjnie szczupłej matki, która wywierała na nią ogromną presję. Aktualnie przytyła, jednakże wciąż stara się jeść jak najmniej, jednocześnie dbając o to, aby nie pojawił się nawrót.
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: Dwa konie znajdujące się w stadninie oddalonej o około kilometr od posiadłości Darringtonów należą do Lucille i jej brata. Dostali je całkiem niedawno — na swoje osiemnastki od chrzestnych, którzy umówili się i załatwili im zwierzaki, będąc świadomym tego, iż na psa czy kota bliźniaki liczyć nie mogą. Do Cille należy Elijah, niestary ogier, niezwykle bystre i skore do nauki stworzenie. Koń Benedicta nazywa się Faith, zdecydowanie przyjaźniejsza i ufniejsza od Elijah klacz.
Pojazd: Całkiem nowy, biały Mercedes, którego przez rok dzieliła z bratem. Później chłopak przejął kluczki matki, która kupiła nowy pojazd, cóż, stokroć lepszy od samochodów bliźniaków.
Kontakt: Malavia [Howrse] | x.eilay@wp.pl [mail] | Eilay#1252 [Discord]

2 lut 2020

Czystka

STYCZNIOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.12-31.01 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.11-14.12 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.11, zostają wydalone

ALTHEA
AMY
ANDREA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
DEARDEN
HANBIT
HERMIONE
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KEYA
KOYORI
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PRUDENCE
ROSALIE
VERONICA
AARON
ADAM
ARCHIBALD
ASHTON
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
HANGAGOG
IVAN
JAYDEN
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIAM
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SCOTT
SIHEON
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

16 lis 2019

Od Lucille C.D Jonathan

     Wbijam zażenowane spojrzenie w leżącą na podłodze blondynkę — mierzę ją gniewnym spojrzeniem, w środku zwijając się ze wstydu. Unoszę lewą nogę, przerzucam ją przez sprzęt treningowy i kucam przy Taegan, która wciąż zalega na podłodze, najwyraźniej niezdolna do wykonania jakiegokolwiek kroku.
     — Dziękuję ci za pomoc, Jonathanie — zwracam się do naszego drogiego fotomodela. — Ale teraz muszę cię odprawić i zaprowadzić Taegan do szatni. Albo najlepiej szpitala.
     Trącam dziewczynę w ramię, mruży oczy, patrząc się w ledową lampę zamontowaną w suficie. Z grymasem wymalowanym na twarzy potrząsam nią całą. Rozchyla usta, zamyka je, wyglądając przy tym jak ryba próbująca oddychać na lądzie — niezbyt atrakcyjnie. Pan przepiękny model stoi chwilę nad nami, patrzy na dziewczynę z góry, po czym, odwróciwszy się na pięcie, niczym modeleczka na wybiegu, odchodzi, a ja, przysięgam, mam wrażenie, że kołysze tymi biodrami jak głupi. Choć, fakt, to z pewnością tylko przewidzenia. Klepię więc po policzku koleżankę, powoli tracąc wszystkie pokłady cierpliwości złożone w moim wnętrzu. Powstaję z kolan, by zaciągnąć ją siłą do szatni, przy okazji ośmieszając się przy wszystkich tych osiłkach trenujących w pocie czoła.

2 lis 2019

Od Lucille do Jonathana

     Avenley River to miasto marzeń większości. Mówi się o nim tak, jakby było ono, sama nie wiem, stolicą światowego przepychu, domem wszystkich wiodących marek na całej Ethii, rodzimym miastem najlepszych artystów, literatów, sportowców i aktorów, jakich tylko świat spłodził, ciągle słyszę, jak wszyscy gloryfikują tę dziurę pod niebiosa, porównując nawet ze stolicą Calor, czyli pieprzonym architektonicznym cudem całego kontynentu. Avenley River to dziura jakich mało — po dziewiętnastu latach przebywania w niej staje się nie do zniesienia. Mowa była o wielu sklepach modowych, turystach przepychających się przez hotelowe drzwi, nawał nowych mieszkańców i, ogólnie rzecz biorąc, miasta cudów. Co dostajemy w zamian? Zniszczony przez ludzi teren, na którym stoi parędziesiąt wieżowców i drapaczy chmur, sztuczną plażę i brudną, mętną wodę, zaśmiecone parki, zakurzone ulice i dym unoszący się nad miastem do tego stopnia, iż nawet oddychanie przychodzi nam z trudem. A to dopiero centrum! Chociaż, okej, to właśnie ono jest największym mankamentem i zakałą tego zadupia, w przeciwieństwie do mojego ukochanego Old Channer, moich ukochanych budynków, miejsc oraz ukochanego klimatu. Tak, Old Channer to zdecydowanie największy plus Avenley. Tylko największy problem tkwi w tym, że Taegan, wzbraniająca się rękoma i nogami od starszej części metropolii, siłą pcha nas obie w stronę zadymionych, chaotycznych, zatłoczonych ulic miasta, pod nosem mrucząc coś o niezwykle interesujących ją butikach. Istotnie, w Nashleen wręcz r o i ł o się od kosztownych, przepełnionych drogimi ubraniami wzdłuż i wszerz sklepów, ale to wciąż nie było to, czego szukałam — to całe cholerstwo tworzone było w skrajnie nieekologiczny sposób, na dodatek kosztowało więcej, niż powinno, przekraczając stosowną cenę o przynajmniej trzy stówki w górę.

6 paź 2019

Od Lucille C.D Scott

  Kiwa krótko głową, dając do zrozumienia, iż w pełni zrozumiała nieco niewyraźnie słowa weterynarza. Szczerze powiedziawszy, to pytanie uplasowało się na drugim miejscu interesujących ją rzeczy, o wiele chętniej posłuchałaby o stanie (marnym, czy też mniej marnym) jej konia. W każdej chwili mogłaby zadać kolejne, jednakże nie chce przeszkadzać młodemu specjaliście w pracy, szczególnie tak ważnej. Dodatkowo, Lucille wręcz nie znosi być nachalna, toteż milczy, zbywając napiętrzające się w głowie zapytania. Gładzi Elijah po pysku, ze wszystkich sił starając się uspokoić stargane nerwy ogiera, łączące się z dość wysilającym, z pewnością wiele kosztującym leczeniem. Ku jej zadowoleniu, koń oddycha spokojnie, nie wierzgając tylną nogą, ani żadną inną kończyną zresztą. W końcu to Elijah, nie powinien być nader energiczny, szczególnie podczas kontuzji.

1 wrz 2019

Od Lucille C.D Scott

     — Benedict!
     Głośne nawoływanie odbija się echem od ścian ujeżdżalni, najwyraźniej pustej ujeżdżalni. Lucille z paniką wymalowaną na twarzy jeszcze przez kilka krótkich chwil waha się, czy odwiedzić niewielki pokoik na końcu budynku, czy też pędzić dalej, byleby znaleźć brata w odpowiednio niedługim czasie. Czuje szumiącą w uszach krew, jakby zapadniętą klatkę piersiową i coraz to silniejsze zawroty, spowodowane stresem, jaki pojawił się dosłownie w jednym momencie. W głowie pozostaje jej jedna błagalna myśl — Benedict, proszę cię, daj znać. Chociaż gdzieś w głębi duszy wciąż pozostaje nadzieja, bowiem jeszcze przed czterdziestoma minutami minęli się, kiedy to mężczyzna wybywał w teren ze swą Faith, żeby zaczerpnąć świeżego, leśnego powietrza i przypomnieć sobie, jak wygląda nieco zapomniana okolica stadniny. I nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie ten jeden fakt, głoszący o charakterystycznych przejażdżkach Benny’ego Evans-Darrington — nie trwają dłużej, niż pół godziny. Wprawdzie Cille mogłaby dopuścić myśl, iż dzisiaj schodzi mu zwyczajnie nieco dłużej, aniżeli zazwyczaj, w końcu dobitnie zaznaczył, że wybiera się na odprężający kłus, żaden męczący pościg za wiewiórką, jak to zazwyczaj bywa w przypadku psów.

29 lip 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Szybkie pytanie, szybka odpowiedź. Może inaczej — bardzo proste, banalne pytanie, które najbardziej kojarzy się z okresem dzieciństwa, kiedy rodzic przyłapuje dziecko na graniu w gry video o dwudziestej trzeciej, kiedy nazajutrz musi wstać dość wcześnie, aby zdążyć do szkoły. Wtedy spuszcza się głowę i idzie do łóżka, a po chwili zasypia, dość prosty mechanizm. Dlaczego Lucille wciąż nie śpi? To dość dziwna sprawa, bo sytuacja jest w pewnym sensie odwrócona. Wierci się, w poszukiwaniu odpowiedniej pozycji, atakuje ją chłód, następnie jest jej zbyt gorąco, głowę zaś zaprzątają setki myśli, najwięcej zaczyna się na “a co, jeśli…”. Od dziecka uwielbiała rozmyślać wieczorami, ale teraz, a właściwie pół godziny temu, jedyne co chce usłyszeć to świergot ptaków porankiem, nie krzyk własnych myśli. Ale tego mu nie powie.
     — Jakkolwiek bym chciała, niespecjalnie mi to po drodze. — Bierze łyk herbaty. — Więc przyszłam tutaj, zrobiłam sobie herbaty i czekam na… coś — dodaje beznamiętnym tonem, jakby zmęczona, wyprana z emocji. I, tak na dobrą sprawę, z pewnością w środku nie skacze z radości, nie kipi energią. Zresztą, rzadko tak bywa. — Nie przejmuj się, nie czekałam na ciebie, czasami po prostu potrzebuję czegoś ciepłego, to całkiem dobry sposób na bezsenność.
     — Nawet nie pomyślałem, że na mnie czekałaś, nie schlebiaj sobie już tak. — Zdejmuje brudną bluzę przez głowę, rzucając ją na oparcie krzesła, na którym siedzi. — Jak tak bardzo ci tu źle, to drzwi nie są zamknięte na klucz.
     — O niczym takim nie powiedziałam, nie dopowiadaj sobie. — Wzrusza ramionami. — Zresztą, sam zapytałeś. I, o, popatrz, już całą wypiłam. Wracam do pokoju. Miłej nocy.

15 lip 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Lucille czuje, jak jej nogi zaczynają drżeć. Na co liczyła? Czego oczekiwała? Przecież to od początku było jasne, jaką decyzję podejmie Gabriel, jak zareaguje i co pomyśli, widząc stojącą przed nim dziewczynę, która błaga o pomoc. Już nie prosi, w jej oczach pojawiło się błagalne spojrzenie, zaś pod wypowiedzianymi zdaniami kryła się rozpacz i rozdarcie. Nawet nie wie, co zrobić. Obserwuje ludzi w kasynie, jacy zapewne zaraz stracą część swojego majątku, popadając w hazard coraz głębiej i głębiej.
     W jej głowie pojawia się kolejne pytanie. Czy Gabriel ma rację?
     W końcu gdyby nie to, nawet nie pokusiłaby się o odwiedzenie chłopaka. Nie sprawdziłaby, czy wrócił i jak się czuje. Sytuacja jest tak pogmatwana.
     Gdyby Lucille przyszła bez powodu, zagadała w barze, zostałaby odtrącona słowami, iż uratował ją i po wszystkim, są sobie nieznajomi, tak powinno pozostać. A teraz Gabriel mówi, że dziewczyna przychodzi tylko wtedy, gdy obawia się o swoje własne życie? To nie ma najmniejszego sensu, jednak chłopak widocznie nie robi sobie nic z faktu, że w tym przypadku to on jest najgorszym hipokrytą. To Gabriel uratował Cille z rąk handlarzy ludźmi, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale zrobił to z własnego interesu, nie z dobrego serca. Potrzebował zabawy i rozrywki, krótkiej odskoczni od życia w świecie narkotyków, innych używek i całego ciemnego świata. Egoistyczne. Tylko czego można się spodziewać po takiej osobie? Najwidoczniej ludzie jego pokroju są aż tak zepsuci, co wcale nie dziwi Lucille. W większości książek dla młodzieży, a przynajmniej w tych, po które zasięgała, powielany jest ten sam schemat — zły chłopiec, dobra dziewczynka. Zazwyczaj ten pierwszy typ okazuje się być całkiem w porządku, a druga osoba niesamowicie irytująca i do granic nieznośna. W końcu pochodzi z nieco innej rodziny, to automatycznie odejmuje jej jakieś sto punktów do bycia w porządku. Prawda jest taka, że Lucille odkąd tylko pamięta, wolałaby mieć zgoła innych rodziców, a tak właściwie to w ogóle ich mieć, żyć tak, jak przeciętne dziecko w jej mieście. Bankiety z dnia na dzień stały się irytujące, można powiedzieć, iż to męczarnia dla bliźniaków, podobnie z wszelkimi wyjazdami służbowymi, gdzie obecność potomstwa Cecilii jest obowiązkowa. Teraz, kiedy oboje są już dorośli, mają nieco większą swobodę, choć z ust kobiety nierzadko pada znane sformułowanie: “Dopóki mieszkacie pod moim dachem, macie mnie słuchać!”, co zapełniło lukę w słabych argumentach mamy po ich osiemnastych urodzinach, gdy “Dopóki jesteście niepełnoletni, macie robić to, co wam każę!” straciło już na wartości i nie mogło dalej funkcjonować.

27 cze 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Wraca na swoje miejsce, dyskretnie obserwując Gabriela kątem oka. Bezczelnie domaga się nowej ryby, jakkolwiek to brzmi, Lucille traktuje to całkowicie poważnie. Może to akt zemsty i wyraz oburzenia z jej strony, ale życzy mu w myślach, aby następnym razem dostał jeszcze gorszy posiłek. Wtedy już by tu nie przyszedł.
     Właściwie, to dość niekulturalne. Cille daje upust emocjom, zapominając o pozostaniu dojrzałą, obiektywną i rozważną osobą, choć to powinien być priorytet i właśnie te cechy powinny przejąć kontrolę. Dziewczyna po raz kolejny plącze się w wyjaśnieniach, własnych słowach, zamiast pomyśleć, od razu zabiera głos. Lucille wcale nie jest skomplikowana, chociaż… czy ktokolwiek tak powiedział? Skomplikowany jest Gabriel, którego wciąż nie rozumie i najprawdopodobniej minie naprawdę, naprawdę sporo czasu, zanim uda jej się go rozszyfrować. Póki co, nie ma sensu próbować. Gabriel O’Hara to ktoś, komu nawet nie warto się przyglądać.

23 cze 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     — Kto to był? — W łuku jadalni staje Cecilia, podpierając się o jego prawy bok. — Lucille, wyraźnie powiedziałam, że masz zadawać się tylko z osobami, które znam!
     Dziewczyna spuszcza głowę i wbija wzrok w swoje kolana. Czego innego oczekiwała? Że kobieta zostawi bez słowa to, iż do jej córki przyszedł ktoś inny, niż ona sama sobie życzy? I jakkolwiek to absurdalnie nie brzmi, dobieranie Lucille znajomych to od około siedemnastu lat ulubione zajęcie pani Darrington-Prescott. Co z tego, że ta sytuacja jest naprawdę, naprawdę poważna i dziewczyna po prostu chce o tym wiedzieć. To przecież nieznajoma. Nikt. Zero. To siostra człowieka, na której Cille nawet nie powinna spojrzeć, zamienić słowa. Gabriel przecież nie jest taki, jak oni. Nie jest idealny.
     Najgorsze jest jednak to, iż Cecilia to osoba charakteryzująca jeszcze gorszy typ osoby, niżeli O’Hara.

21 cze 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Odwraca delikatnie głowę, raz w prawo, raz w lewo, wciąż pozostając w słodkim stanie pomiędzy snem a przytomnością. Mocne światło dobija się do jej oczu, które wydają się być o stokroć bardziej wrażliwe, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. Kiedy udaje jej się rozchylić powieki na maksymalną szerokość, pierwszą rzeczą, jaką widzi, jest szatyn trzymający dłonie na kierownicy. Nieświadomie wydaje z siebie jęk. Ten wyraźnie zwraca na siebie uwagę kierowcy, ponieważ Gabriel spogląda na zdezorientowaną, wręcz przestraszoną dziewczynę obok. Spojrzenie czekoladowych oczu przepełnione jest emocjami, można by powiedzieć, iż przesyła milion sygnałów na sekundę, wręcz żąda wyjaśnienia. Z drugiej strony spokojne, stonowane i niemalże pozbawione jakichkolwiek emocji, ale nie mniej istotne. Wydawałoby się, że toczą teraz niemą walkę, kto pierwszy pęknie i się odezwie, ale jest to niemożliwe — wciąż są w ruchu. Ta chwila tak naprawdę trwa sekundę, może dwie, choć dla zaspanej Lucille to nieco więcej, niż chwila. Bolą ją oczy, boli ją głowa, brzuch również, co jest najprawdopodobniej wynikiem strachu i paniki, w jaką z pewnością wpadła. Delikatnie rozchyla usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zamyka je prawie natychmiast, gdy zanika chęć zadania chociaż jednego pytania. W pewnym sensie jest po wszystkim, i nawet jeśli teraz ledwo co łączy fakty, stara się mniej więcej zrozumieć sytuację. Policyjna syrena rozbrzmiewa w jej uszach, co w żadnym stopniu nie jest przyjemnym odgłosem. Szczególnie teraz. Kątem oka zauważa swoje odbicie w bocznym lusterku. Nie wygląda tak, jak Lucille. Poczochrane włosy, rozmazany makijaż, zauważalne zmęczenie. Marszczy lekko brwi, dokładnie obserwując swoją twarz.

20 cze 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Dziewczyna odwraca się na pięcie i po raz ostatni spogląda na kasyno, do którego z pewnością niezbyt prędko wróci. Wraz z Benedictem ustaliła, iż spotkają się przy Morgan Street, dosłownie pięćset metrów dalej. Nie chciała mu mówić o tym, gdzie tak naprawdę się znajduje, bo jakby to zabrzmiało? Cześć, Benny, jestem w kasynie z moim kolegą, którego przed chwilą pobili. Cóż, to dość ryzykowny krok. I nawet jeśli Ben wiedziałby, że jego siostra nie ma nic wspólnego z grami hazardowymi, gdzieś w środku jego duszy pojawiłoby się powątpiewanie, czy aby na pewno? I właśnie dlatego Cille opuszcza budynek w towarzystwie Gabriela, na co cicho liczyła od momentu, w którym oznajmiła, że wraca z bratem. Oczywiście, jest w stanie pokonać tę samodzielnie, bez towarzystwa wyższego, większego i silniejszego od siebie, ale dlaczego by nie pójść na skróty i zapewnić sobie bezpieczeństwo na te kilka minut? Zdecydowanie za dużo pytań.
     Z każdą chwilą jest coraz to ciemniej. Słońce w połowie schowało się już za horyzont, kwestią czasu jest jego całkowite zajście. Na całe szczęście, Lucille będzie już w domu. Zegarek w telefonie wskazuje dwudziestą z minutami. Czas letni zobowiązuje słońce zajść dopiero przed dwudziestą pierwszą, dzięki czemu dziewczyna nie boi się wcale, choć lęk przed ciemnością towarzyszy jej od najmłodszych lat dzieciństwa. Owy lęk podwaja się w obecnej sytuacji, gdzie w każdej chwili może zostać uprowadzona, bez względu na okoliczności.

19 cze 2019

Od Lucille C.D Gabriela

     Lucille otwiera drzwi od samochodu i z gracją wychodzi z niego, jakby przed chwilą wcale nie rozmawiała o swoim porwaniu. Zamykając je posyła kierowcy wymowne spojrzenie, które jest tylko przykrywką, maską ukrywającą strach rodzący się w jej wnętrzu. Porwanie brzmi absurdalnie, podobnie zresztą, jak cała ta sytuacja. Kto by pomyślał, iż sprawy mogą nabrać takiego obrotu? Dziewczyna próbuje się uspokoić i trafić kluczem w zamek do drzwi, co skutecznie uniemożliwiają jej drgające dłonie. Myśli Cille kręcą się wokół jednej istotnej rzeczy. Nie boi się tej całej transakcji ani nawet pobytu u handlarzy, już nie mówiąc o kupieniu jej przez Gabriela. Chodzi o porwanie. Ileż razy widziała w filmach ten moment, kiedy do twarzy ofiary podsuwana jest szmatka, ona mdleje, a później zostaje przetransportowana. Ileż razy widziała brutalną scenę, gdzie rozemocjonowana osoba stara się wyrwać z rąk porywaczy, przy czym rani się w wielu miejscach. Dziewczyna bierze oddech i przymyka oczy. Powinna się uspokoić. Poprawka, powinna nie igrać z ciemną stroną Avenley River. I spróbować zrozumieć chłopaka, który stara się jej pomóc. Z drugiej strony, nie może dać sobą pomiatać, pomimo tego, iż ten mężczyzna sam zaproponował inne wyjście. Przecież mógł ją zostawić bez słowa. To nie jego życie i nie jego sprawa. Kolejnym faktem jest to, że zapewne będzie chciał jakiejś zapłaty. Nietrudno odgadnąć, iż Lucille ma wygodne życie i niemało pieniędzy. Właściwie te pieniądze ma jej rodzina, uszczuplając, Cecilia, Samuel i po części też Zoe. Co miałaby mu dać? Na pewno nie pieniądze, które odkłada sobie na własne mieszkanie. Dopiero po kilku minutach zdaje sobie sprawę z pewnej rzeczy. Drzwi nie otwierają się, gdyż próbuje otworzyć je kluczem do pomieszczenia gospodarczego za domem. A co za tym idzie, wcale nie wzięła kluczy do niego. Łapie za telefon i wybiera numer matki. Cecilia oznajmia, iż wraz z Samem są na bankiecie, Zoe pojechała do rodziców jej partnera, a o Bennym nie wspomina słowem. Lucille opiera się głową o drzwi i próbuje przypomnieć, czy jej brat mówił cokolwiek na temat swojej całodziennej nieobecności. Stajnia. Wzdycha, kiedy dochodzi do niej kolejna sprawa — będzie tam do naprawdę, naprawdę późna. Automatycznie rozgląda się po okolicy. Gdy zauważa, że przed jej domem wciąż stoi mustang tego chłopaka, mruży lekko oczy, zdziwiona.

18 cze 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Lucille ściska w dłoni nieduży banknot i zaciska usta w wąską kreskę, po czym odwraca się na pięcie i wraca za barek, łapiąc się pierwszej lepszej roboty. W tym przypadku jest to sprzątanie, a właściwie układanie kieliszków wedle wysokości, szerokości, rodzaju i nierzadko koloru, szczególnie przy tych małych na trunki pokroju wódki, których spody zabarwione są na czerwono, zielono czy fioletowo. Kątem oka obserwuje dwóch mężczyzn siedzących przy stoliku numer jedenaście. Na pierwszy rzut oka mogą wydawać się dziwni i dokładnie taka myśl nasuwa się Cille, bo, nie da się ukryć, iż łudząco przypominają niezbyt przyjaznych zbirów z filmów akcji, gdyż nigdy nie było jej dane zobaczyć takiego na własne oczy. Jeden stuka palcami o stolik i co rusz odwraca się, przejeżdżając wzrokiem po całym pomieszczeniu i wszystkich gościach, jacy są zbyt pochłonięci osobistymi rozmowami, że pewnie nawet nie zauważyli przyjścia nietuzinkowych klientów. Dziewczyna, zapatrzona w kasę, nie dostrzega, jak mężczyzna podchodzi do barku i pyta o coś. Dopiero po chwili podnosi głowę i mierzy go nieco spanikowanym wzrokiem. Jeżeli to, co mówił tamten chłopak to prawda, teoretycznie powinnam wiać. Zdrowy rozsądek pozostaje z nią, prostuje się, unosząc lekko głowę.

17 cze 2019

Lucille Anabeth Cheyenn Evans-Darrington



Źródło: Instagram, Christina Nadin (@christinanadin)
Motto: -
Imię: Na co dzień posługuje się swoim pierwszym imieniem, choć, jak sama mówi, na nieszczęście, posiada dwa więcej. Oficjalnie nazywa się Lucille Anabeth Cheyenn, jednakże komu chciałoby się za każdym razem wołać ją właśnie w ten sposób, kiedy krótkie Lucille jest wystarczające, aby zorientowała się, iż to o nią chodzi. Zabawnym faktem jest to, że w przypadku zarówno drugiego, jak i trzeciego imienia, oba zostały “skrócone” o jedną literę, gdzie przy Anabeth jest to “n”, zaś przy Cheyenn, jak łatwo się domyślić, “e”. O ile forma Anabeth jest spotykana często, tak Cheyenn częściej widujemy z tą samogłoską. Za sprawą tego pojawia się problem, kiedy dziewczyna musi przeliterować wszystkie trzy, wtedy tłumaczenie, że to nie tak się pisze jest męczące. Grunt, iż Lucille pozostało w swojej oryginalnej formie i całkiem nieźle wygląda.
Z racji, że Anabeth i Cheyenn są po prostu zbędne i nieużywane, żadne skróty czy formy pieszczotliwe nie pojawiały się na przestrzeni lat i raczej nie ulegnie to zmianie. Na upartego można by było wymienić przykładowo Anę czy Beth, czyli dość popularne zwroty, o ile ktoś ma tak na pierwsze imię, w przeciwieństwie do naszej delikwentki. Przy Cheyenn skraca się to najprędzej do krótkiego Chey, Yenn w żaden sposób nie wygląda atrakcyjnie. Ostatnią sprawą jest właśnie Lucille i, ku zdumieniu większości, dziewczyna od najmłodszych lat posługuje się Cille, a nie jakimś Luc, które brzmi prędzej jak Lucyna. Jedynym mankamentem tego skrótu jest to, że przypomina Cecilie, a, jak wiadomo, tak właśnie na imię ma jej rodzicielka.
Nazwisko: Lucille Anabeth Cheyenn jest długie, co? W porządku, tak myślą wszyscy, poza rodzicami Lucille. Kto mądry nadaje córce trzy dość długie imienia i jako wisienkę na torcie dodaje podwójne nazwisko? Ano, pan Evans oraz Cecilia Darrington. Dlaczego aż dwa? To nie tak, że chcieli zrobić jej i Benedictowi na złość, po prostu wtedy byli dopiero w związku i, cóż, oboje chcieli, aby poza genami bliźnięta miały coś z rodziców. Chyba lepsze jest to, aniżeli dodawanie do godności syna “Jr.”. Podsumowując, dziewczyna nazywa się Lucille Anabeth Cheyenn Evans-Darrington, a jej brat Benedict Collin James Evans-Darrington.
Wiek: Trzydzieści osiem lat Cecilii odjąć dziewiętnaście, czyli wiek, w którym urodziła bliźnięta, równe jest… znowu dziewiętnaście. No tak, w końcu właśnie tyle lat ma Lucille i zgodnie z prawem jest już pełnoletnia, właściwie to była już rok temu.
Data urodzenia: 02.03
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Nie da się ukryć, iż rodzina Darrington-Prescott jest na swój sposób bogata, choć na tle innych domów w okolicy, jest to prędzej średni stopień zamożności. Mieszkają w domu w dzielnicy Old Channer — mała posiadłość została zakupiona przez nich zaraz po wprowadzeniu się Darringtonów do Prescottów. Z tego, co mówił właściciel, gdy z bólem serca odsprzedawał tak wiekową i pełną wspomnień posiadłość, pochodzi ona z początków zeszłego wieku, jednakże wcale tego po niej nie widać, albowiem była sześć razy remontowana i odnawiana, w tym dwa już za czasów Darringtonów, kiedy Cecilia wprowadziła się tutaj i zarządała gruntownych zmian. Sam domek, jak widać, nie wygląda na niesamowicie bogaty, choć, fakt jest naprawdę duży. Nie ma co się dziwić, każdy ma swój pokój, na dodatek i Cecilia, i Samuel mają własne biura. Kiedy wejdziemy przednim wejściem, pominiemy korytarzyk, naszym oczom ukaże się prześliczny salon, który uwielbia dosłownie każdy członek rodziny. Jedną część pokoju zajmuje kanapa, która teoretycznie za każdym razem wita gości, gdyż większość, zamiast kierując się do jadalni, woli spocząć przy stoliku kawowym. W drugiej części znajduje się wiszący kosz oraz spory telewizor, wieża stereo, konsola do gier oraz popiersie jednego z prezydentów Shilien. Kuchnia jest naprawdę duża, utrzymana w kolorach bieli. Urzęduje w niej kucharka i zarazem gospodyni, choć Lucille i Benedict zdecydowanie sprzeciwiają się, kiedy kobieta próbuje odgonić ich od szafek mówiąc, iż cokolwiek sobie zażyczą, ona im przyniesie i po to przecież tutaj jest. Aby znaleźć się w jadalni, wystarczy przejść przez ciemny łuk obok lodówki. W jadalni stoi stół i dwanaście krzeseł, w rogu ustawiona jest witryna wypełniona wypolerowanymi zastawami. W domu znajdują się trzy łazienki i jedna toaleta — jedna na parterze, druga przy pokojach bliźniąt, ostatnia przy sypialni rodziców, toaletę zaś znajdziemy na dole, zaraz za kominkiem. Kolejnymi pomieszczeniami na dole są dwa gabinety — jeden jest jaskinią Cecilii, a na przeciwko zasiada Samuel, wystarczy przejść przez korytarz. Dzieciaki na ogół nie mają tam wstępu. Na pierwszym piętrze mieszczą się przede wszystkim sypialnie. Największa, rodziców, umieszczona jest zaraz obok schodów. Następny w kolejce jest pokój Zoe, naprawdę duże centrum zabaw i całodobowego hałasu — wewnątrz znajdziemy na przykład piętrowe łóżko przypominające zamek i zjeżdżalnię, ściankę wspinaczkową, małą huśtawkę, mnóstwo zabawek i jeszcze więcej zabawek. Sypialnia Benedicta, wbrew pozorom, jest naprawdę czysta i chłopak dba o to niesamowicie. Nie ma tu żadnych sensacji, jedynie łóżko, szafa, biurko, kanapa, telewizor i wyjście na balkon, który dzieli z sąsiadką, Lucille. Trafił jej się średni pokój, jaki niemal jeden do jednego przypomina ten brata. Jakkolwiek Cille by nie chciała, nie ma zezwolenia na upiększanie swojego kąta.
Orientacja: Demiseksualna biromantyczna, co jest chyba największym sekretem, jaki skrywa. Właściwie, nie, może nie przesadzajmy, jednakże Cecilie wyrwałaby sobie wszystkie włosy z głowy, gdyby się dowiedziała. Nawet, jeżeli jej upodobania skłaniają się bardziej ku mężczyznom, aniżeli kobietom.
Praca: Po ukończeniu szkoły średniej na ogół celem staje się jakiś uniwersytet, nie inaczej jest w przypadku Lucille — mimo złożonej obietnicy, dziewczyna postanowiła, iż nie będzie się spieszyć, pójdzie, kiedy uzna to za słuszne. Co za tym idzie, nie ma zbyt wysokiego wykształcenia, więc na lepszą pracę liczyć nie może. Pomimo licznej sumy pieniędzy na koncie, codziennie, od poniedziałku do piątku, pracuje jako zwykła kelnerka, odkładając sobie oszczędności na własne mieszkanie i studia, jeżeli wyda się, że nie chce przejąć firmy matki — wtedy z pewnością przestanie je opłacać.
Charakter: Każdy doskonale zna ten typ osobowości miłej, poukładanej dziewczyny z dobrej rodziny. Często postrzegane są jako niezbyt sprytne i bojaźliwe, niegotowe na cokolwiek, co wykracza poza plan ich dnia. Dzień dobry wypowiedziane z szerokim uśmiechem i trafny komplement w stronę niemłodej staruszki, jakże kwitnąco dziś by nie wyglądała. Te dziewczyny są na ogół bogate albo otarły się o kupę pieniędzy, ale nie odbiło im nic, co charakterystyczne jest dla tych bogatszych dziewuch, tych nieznośnych, jednak to już inna sprawa. Na dodatek ich życiem kieruje najmądrzejsza mama, która wychowała swoją córkę na, cóż, maszynę do zdobywania tytułów Najpiękniejszej nastolatki roku. O, i najważniejsze — delikwentka nie ma wad, bo przecież na koncie walają się miliony, a życie jest zbyt idealne, żeby jakiś błąd wkradł się z butami i nabrudził na nieskazitelną wycieraczkę z cudownym napisem Welcome!. Niespodzianka, w tym momencie nie stworzę napiętej atmosfery i nie wyjadę z tekstem, że Lucille jest niesamowicie inna, różni się od wszystkich i ma swój styl, ale wciąż jest bogata, żeby życie miało smaczek.
Jasne, Lucille jest przemiła. Nauczono ją podstawowych zasad kultury, bez zająknięcia wykonuje swoje obowiązki i to nie stanowi żadnego problemu. Pomoże staruszce przejść przez ulicę albo podniesie pluszaka i poda go dziecku, nie da się ukryć, pomocna i empatyczna dziewczyna. Potrafi wspaniale odczytywać uczucia innych, co z pewnością nie jest żadnym zaskoczeniem — umiejętność słuchania do czegoś zobowiązuje, a Cille to wspaniały przykład na to. Niejeden rzekłby, że to dobro to jednak płynie wraz z genami. Ci, którym dane było poznać dziadka, Petera Evansa, raczej po kilku zamienionych zdaniach zauważą, jak wnuczka przypomina mężczyznę — zarówno sposobem mówienia, jak i usposobieniem. Bez wahania można nazwać ją optymistką, która ma ten niezwykły dryg do zarażania swoim uśmiechem innych. Co prawda nie nazwiemy ją promyczkiem, jakiemu owa radość z ust nie znika ani na moment, ponieważ jak każdy ma chwile smutku i przygnębienia, bardziej trafnym pseudonimem, nazwą będzie kwiatuszek — jej typ urody jest faktycznie oryginalny i nieczęsto spotykany, a w oczach większości jest zwyczajnie ładna, a zazwyczaj to właśnie kwiaty (przykładowo róże, tulipany czy hortensje) to synonimy piękna i swego rodzaju niepowtarzalności, chociaż… nie, chwila, to były płatki śniegu. W porządku, Lucille to zimowy kwiat, na przykład przepiękny krokus, który ścieli zaśnieżone pola i tworzy fioletowe dywaniki. Koniec jednak z porównaniami i metaforami, pora przejść do konkretów. Panna Evans-Darrington jest inteligentna, piekielnie inteligentna, czym odróżnia się od gromady odmóżdżonych ideałów, które wpierw coś powiedzą, a później albo pomyślą, albo dalej będą żyć w przekonaniu, że to zabrzmiało mądrze. Nie mowa tu o niesamowicie dobrych ocenach w szkole, to już za nią. Lucille od małego dzieciaka towarzyszył charakterystyczny spryt, dzięki któremu dobierała takie słowa, aby to trafiło w punkt, dosłownie w centrum. I to bez znaczenia, czy chciała powiedzieć komplement czy raczej obrazić — wychodziło świetnie i była z tego dumna, ba!, wciąż jest. Posiada umiejętność logicznego myślenia i rozporządzania swoim czasem i, cóż, pieniędzmi. Ma całkiem dobry wzrok, co nie zmienia faktu, że niemało rzeczy jej umyka. Może nie tyle, co ich nie zauważa, ale traktuje powierzchownie — one przemijają, a dopiero później dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, jak cenne mogło się okazać. Tak jest w przypadku większości spraw, a szczególnie, kiedy dane jest jej zawrzeć nową znajomość. Skubana analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze, a te mało istotne cechy odsuwa na bok. Później, kiedy te mało istotne cechy dają o sobie znać, biedulka jest zdezorientowana i zastanawia się, jakim cudem jej to umknęło i dlaczego tego nie przewidziała. Bo, cóż, jest perfekcjonistką. Czasami też paranoiczką. O, i histeryczką, ale nie w wielkim stopniu. Dość zabawnym faktem jest to, że wpierw zakłada, iż wszystko pójdzie jak po maśle, wiadomo, pozytywne i pewne siebie myślenie, a dopiero później, kiedy cały idealny plan legnie w gruzach, głowi się i łamie sobie kark myśląc o tym, co, do cholery, mogło pójść nie tak? Poza tym, jak zostało wspomniane gdzieś wyżej, jest bardzo ostrożna w stosunku do ludzi. To nie tak, że boi się zaufać, bo ktoś może ją zranić czy coś w ten deseń. Właściwie to nie da się zdefiniować jej obaw i swego rodzaju strachu — Lucille po prostu potrzebuje czasu aby znaleźć wspólny język lub, och, pokochać.
Hobby: Teoretycznie jej serce zdobywają przede wszystkim książki — romanse, dramaty tworzone na bieżąco. W praktyce wygląda to nieco inaczej, gdyż Cecilia uparcie wciska jej dzieła sprzed kilkuset lat, na których widok ma ochotę uciekać. Och, Lucille, zobacz, co kupiłam! Ten tomik poezji z tysiąc pięćset sześćdziesiątego trzeciego jest taki wciągający! Jednak, chcąc nie chcąc, zna mnóstwo poetów i literatów, ich dzieła czy najważniejsze cytaty, lecz jest to prędzej obowiązek, aniżeli przyjemność. Książki, które podbijają jej serce, czyta zazwyczaj u znajomych, pożyczając niektóre tytuły, w bibliotece albo u siebie, kiedy uda jej się kupić coś niezauważalnie. Na ogół, mimo wszystko, ma niezbyt barwne życie, nie potrafi dobrze malować, śpiewać też nie, tańczyć już w ogóle, więc jedyne, co robi, to czytanie i potajemne umawianie się ze znajomymi w przerwach między graniem na skrzypcach i treningach z pływania.
Aparycja|
- wzrost: Wzrost Lucille waha się w granicach średniej — dziewczyna ma 170 centymetrów. Pomimo dość popularnej opinii, że jest to całkiem sporo, odmienne zdanie ma Cille, a właściwie rodzicielka, która przed każdym bankietem podstawia jej pod nos jak najwyższe szpilki, często dodając córce po dziesięć centymetrów.
- waga: Prawidłowa dla jej wzrostu waga wynosi od pięćdziesięciu do siedemdziesięciu kilogramów z małym przymrużeniem oka. Lucille od około trzech lat waży podobnie, zazwyczaj w przedziale czterdzieści pięć-pięćdziesiąt kilogramów.
- opis wyglądu: Średniej wysokości Lucille to, jakby się wydawało, tak zwana mieszanka — jej skóra jest nieco ciemniejsza niż zazwyczaj bywa u rodowitych mieszkańców Shilien. To fakt, jej ojciec pochodził z Escand, kiedy Cecilie jest z terenów Avenley River. Przez większość uważana jest za naprawdę ładną dziewczynę, co zwinnie wykorzystywane jest na przykład przez fotografów, kiedy skazywana jest na wielogodzinne sesje do magazynu. Brązowe oczy, pełne usta w kolorze różu. Nigdy nie farbowała włosów — niezmiennie, od dziewiętnastu lat nosi ten sam odcień brązu, który zdecydowanie odziedziczyła po rodzicielce. Naturalnie kręcą się nieznacznie, Cille nie prostuje ich często, można powiedzieć, iż naprawdę sporadycznie. Równie rzadko je wiąże, a jeżeli faktycznie do tego dochodzi, jest to kitka i pojawia się wtedy, kiedy musi sprzątać albo biegać i rozpuszczone włosy przeszkadzałyby jej.
Lucille ubiera się tak, jak większość dziewczyn. Mimo wszystko, wciąż jest nastolatką i jej styl przypomina każdy jeden widziany na ulicy. Raz to top i spodnie typu boyfriend, innym razem spodnie w kant i koszulka, czasami też sukienka (najprawdopodobniej w kwiaty, ulubiony wzór Cille), często zwykłe jeansy i sweter, a kiedy robi się gorąco, nieprzylegające spodenki i, znowu, koszulka.
- pozostałe informacje: Lucille ma za sobą wyrównywanie jedynek, zaś same zęby są niezwykle białe, co zawdzięcza dość częstym wizytom u dentysty i odpowiednim zabiegom. Pomimo początkowej niechęci do tatuaży, finalnie jej kostkę zdobi połówka księżyca, druga część została wytatuowana na nóżce Benedicta.
- głos: Tessa Violet
Historia: Lucille i Benedict urodzili się drugiego marca w szpitalu w Avenley River, jako dzieci Cecilii Darrington i Williama Evansa. Można powiedzieć, że para była ze sobą zżyta, posiadali wspólną firmę, jednakże nigdy nie wzięli ślubu, byli partnerami. Dzieciństwo mijało spokojnie, w Cecilii zaczynały kształtować się kolejne ambicje, które przelewała na córkę, co skończyło się nadopiekuńczością, jaka trwa do dnia dzisiejszego. Gdy bliźnięta miały osiem lat, ich rodzice rozstali się, na pozór w przyjacielskich stosunkach, zaś Cecilia znalazła sobie nowego partnera. Lucille pamięta niewiele, jednakże te “przyjacielskie stosunki” przez długi czas pozostawały wątpliwe. William rozwijał prężnie swoją własną firmę, którą dzielił z nowym współpracownikiem, zaś Cecilia pozostała w starej kancelarii, jaka nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem Nocą, z dwudziestego drugiego na dwudziestego trzeciego lutego, William wracał z sąsiedniego kraju, gdzie odbywało się istotne posiedzenie. Wpadł w poślizg, gdyż drogi były oblodzone, a poruszanie się po nich, jak wiadomo, wymagało od niego ostrożności. Na pogrzebie wszyscy płakali, lecz zachowanie byłej partnerki zmarłego było osobliwe — nie tyle, co wyprana z emocji, a obojętna, jakby właśnie była na pogrzebie nieznajomej osoby. Jasne jest to, iż ona i William nie byli już razem, jednakże spędzili ze sobą naprawdę długi czas, pełen wzlotów i upadków — większość osób to zauważyła. A później sprawa ucichła, życie toczyło się dalej, tylko bez Williama, a z Samuelem i Zoe.
Rodzina: Lucille, poza sobą, ma również, przykładowo, mamę. Kobieta nosi podobne imię, jak jej córka, choć tak na dobrą sprawę jest nieco inaczej, bo odwrotnie — to godność Cille przypomina tę matki, albowiem ją nazywają Cecilią Darrington-Prescott. Sytuacja jest dość skomplikowana, jeżeli pod lupę weźmiemy jej nazwisko, a właściwie dwa nazwiska i zestawimy je z tymi Lucille. Jak zostało wspomniane, dziewczyna nosi je zarówno po matce, jak i ojcu. Wspólne jest Darrington, więc warto wyjaśnić kwestię drugiego członu, Prescot. Cecilia, biorąc ślub ze swoim drugim partnerem, Samuelem Prescottem, pozostała również przy swoim pierwotnym, tworząc dwuczłonowe nazwisko. Relacja córki z matką pozornie jest bardzo dobra, można by powiedzieć, że wręcz niepowtarzalna i niesamowita. W porządku, tak postrzega to władcza Cecilia. Kobieta jest typem osoby, który uwielbia kontrolować wszystko i wszystkich, na czele z Lucille. Od najmłodszych lat uczyła zasad kultury, jak to przystało na dobrą matkę, jednakże rozwój córki ukierunkowała na sukcesywne szkolenie jej na swoją zastępczyni, gdy Cecilia będzie musiała zrezygnować ze swojej pracy. Egoistyczna, często fałszywa, co potwierdza się w rozmowach z sąsiadkami, gdzie wpierw nagaduje na fryzurę A do B, a przy A narzeka na zaniedbany strój B. Ojczymem dziewczyny jest wspomniany powyżej Samuel Prescott, konserwatywny i wręcz snobistyczny, nastawiony na sukces, do którego prowadzi wyłącznie praca, a co za tym idzie, przesiadywanie w niej od rana do nocy, a po powrocie praca przy komputerze. Niespecjalnie interesuje się losem potomstwa swojej partnerki, co idzie na rękę młodej Lucille.
Dziewczyna ma brata bliźniaka oraz o dziewięć lat młodszą siostrę. Dziewiętnastoletni Benedict Evans-Darrington niewiele różni się od Lucille, a tak na dobrą sprawę, można by powiedzieć, iż są niemal identyczni, poza drobnymi różnicami w układzie rozrodczym i wyglądzie, jednak układ pokarmowy, nerwowy, oddechowy i wszystkie inne wyglądają tak samo u obojga. Dobrze, żeby nie było tak idealnie, nazywany potocznie Benny nie doświadczył w dzieciństwie tego, co Cille, gdyż to ją mama strugała jak najmocniej, aby była wręcz bez wad, kiedy braciszek wychodził ze znajomymi. Pomimo tego, Benedict doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak tyrańskie działania podejmuje Cecilia w stosunku do swoich pracowników oraz własnych dzieci, jednakże oboje siedzą cicho, niczym mysz pod miotłą — są dorośli, więc w każdym momencie mogliby wyprowadzić się z rezydencji i zacząć żyć na własną rękę, ale to nie jest tak proste. Niejednokrotnie poruszany temat zostaje szybko urywany, ponieważ Cecilia za każdym razem grozi, iż rodzeństwo nie dostanie ani grosza i Lucille może zapomnieć o przepisaniu kancelarii. Rodzeństwo, ze względu na wspomniane powyżej podobieństwa, zżyło się ze sobą i jest w stanie zrozumieć się bez słów — jedno spojrzy na drugie i wszystko jest już jasne. Benny ze wszystkich sił stara się pomóc siostrze, kiedy sytuacja tego wymaga, rzecz jasna, z wzajemnością. Mimo tego, zdarzają się jakieś spory, jak to jest zazwyczaj.
Ostatnią osobą, która mieszka pod jednym dachem z całą rodziną, jest Zoe Prescott-Darrington — córka Cecilii i Samuela. Zoe nie lubi nikt, nawet w szkole. To znaczy, wszyscy po prostu udają, poza jedyną Jenny, równie władczą i zimną dziewczynką. Zoe momentami zachowuje się tak, że Lucille zapomina, iż to dopiero dziesięciolatka. Nierzadko używa dość niecenzuralnych słów i nie przeprasza, na dodatek straszna z niej kłamczucha, manipulantka i, co najgorsze, skarżypyta, przez co wszystko od razu leci do mamy. Ani Benedict, ani Lucille nie mówią o tym głośno, ale nie lubią jej tak, jak powinni, chociaż to w końcu ich przyrodnia siostra.
Kiedyś miała również ojca, syna Petera i Faith Evans, z którymi utrzymuje kontakt do dziś. Nosił imię William i zmarł, gdy bliźnięta miały jedenaście lat, więc wspomnienia skutecznie zatarły się. On i Cecilia nigdy nie mieli ślubu, żyli jako partnerzy, stąd podwójne nazwisko Lucille i Benedicta.
Partner: Teoretycznie to już dawno powinna być zaręczona z bogatym dziedzicem jakiegoś państwa, jednak póki co nie ma nikogo, na co Cecilia tylko mruczy z niezadowoleniem.
Potomstwo: Żadna tajemnica, iż Lucille nie jest gotowa na dziecko, szczególnie, kiedy nie może liczyć na wsparcie kogokolwiek innego, niż Benedicta.
Ciekawostki:
- Może nie jest to stricte ciekawostka, ale życie Lucille w dużej mierze krąży wokół Cecilii. Albo zostaje do niej porównywana, albo zwyczajnie kontrolowana. Jest to dość uciążliwe, szczególnie, kiedy ktoś mówi “Ojej, twoja mama ma lepszy styl od ciebie!”. Naprawdę, tak się nie robi.
- W dzieciństwie często chorowała, aktualnie ma słabą odporność i szybko łapią ją wirusy i bakterie. Ma również uczulenie na paprykę, jednakże nie jest ono zbyt silne, jedynie źle się po niej czuje.
- Kiedy chodziła do szkoły, jej ulubionym przedmiotem była chemia, dla większości niezrozumiała i bezsensowna. Co ciekawe, pomimo tego, iż szło jej świetnie z przedmiotami ścisłymi, nigdy nie miała niższej oceny, niż pięć z języka shilien.
- W wieku trzynastu lat popadła w skrajne niedożywienie, co skończyło się w szpitalu. Przez długi czas była nadzorowana przez psychologa. Czuła silną niechęć do siebie, co spowodowane było nagonką perfekcyjnie szczupłej matki, która wywierała na nią ogromną presję. Aktualnie przytyła, jednakże wciąż stara się jeść jak najmniej, jednocześnie dbając o to, aby nie pojawił się nawrót.
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: Dwa konie znajdujące się w stadninie oddalonej o około kilometr od posiadłości Darringtonów należą do Lucille i jej brata. Dostali je całkiem niedawno — na swoje osiemnastki od chrzestnych, którzy umówili się i załatwili im zwierzaki, będąc świadomym tego, iż na psa czy kota bliźniaki liczyć nie mogą. Do Cille należy Elijah, niestary ogier, niezwykle bystre i skore do nauki stworzenie. Koń Benedicta nazywa się Faith, zdecydowanie przyjaźniejsza i ufniejsza od Elijah klacz.
Pojazd: Całkiem nowy, biały Mercedes, którego przez rok dzieliła z bratem. Później chłopak przejął kluczki matki, która kupiła nowy pojazd, cóż, stokroć lepszy od samochodów bliźniaków.
Kontakt: Malavia [Howrse] | x.eilay@wp.pl [mail] | Eilay#1252 [Discord]