Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashley. Pokaż wszystkie posty

1 lip 2019

Czerwcowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.05-30.06 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.04-14.05 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.04, zostają wydalone
postacie, które odchodzą z woli autora
trzy upomnienia — wyrzucenie
imię* - zawieszenie
mężczyźni
AARON*
ADAM
ANTONI
AXEL*
BELLAMI
BILLY JOE
CAMERON
CHARLES*
CONRAD*
DAMIEN
DANIEL*
ELIAS*
EVAN*
FELIX*
FRANCISZEK
GABRIEL
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB*
JULIEN
JUNGHO
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
MILO
NAFF
NEAL
NICOLAS
NIVAN
NOAH*
OLI*
RAFAEL
SAMUEL
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER
kobiety
ALTHEA
AMY
ANASTAZJA
ANGELICA*
ASHLEY
AURORA
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS*
CHARLIE
CHLOE*
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE*
ELISE
HARPER
IDA*
ISABELLE
IZZY
JULIA*
KATFRIN
KEHLANI
KITTY*
KOYORI
LAURENE*
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSE*
SANAE
SARAH*
SOFIA
SUE RACHEL
SUTTON
SYBIL
TAYLOR
TOVE*
VICTORIA
WANDA

Podsumowując:
Avenley River opuściło -  4 ♂ | 5+1 ♀
upomnienie uzyskało -  4 ♂ | 4 ♀
postacie bez upomnienia - 33 ♂ | 37 ♀
na blogu pozostało (włącznie z postaciami z upomnieniami) - 37 ♂ | 41 ♀
Prosimy również, aby postacie, które nie napisały jeszcze żadnego opowiadania, nadrobiły to w ciągu tygodni.

14 sty 2019

Od Ashley CD Jacoba

Tego poranku akurat zbudził mnie mój wierny przyjaciel Bueno, który swoim liźnięciem po mojej twarzy natychmiast postawił mnie na równe nogi. Popatrzyłam tylko na niego zła. Od razu w oczy rzuciło mi się to, że nie ma Jacoba. Koc był starannie złożony, ale po nim ani śladu. Rozejrzałam się jeszcze raz i westchnęłam głośno. Najwidoczniej wstał wcześniej ode mnie i wyszedł, jednak mógł mnie przynajmniej o tym powiadomić. Nie musiałby się przejmować tym, że się o niego martwię. Niech robi sobie co chce. To jego życie, nie moje. A mnie, także nie obchodzi jak mu się powodzi w życiu. Choć po tym co zrobiłam wczorajszego wieczoru można sądzić, że jednak mnie obchodzi, ale tak nie było. Mimo to nie mogłam go tam zostawić. Nikogo nie chciałam mieć na sumieniu. Nie ważne co mi ten ktoś zrobił.
Wstałam, powędrowałam do kuchni i od razu złapałam za czajnik po czym wlałam do niego wody i postawiłam na płycie indukcyjnej. Do kubka włożyłam jedną saszetkę herbaty. Usiadłam wygodnie na sofie i włączyłam telewizor w oczekiwaniu, aż woda się zagotuje. 
Przed wypiciem herbaty postanowiłam wziąć sobie prysznic. Skierowałam się w stronę łazienki, jednak z każdym krokiem, który kierował mnie coraz bliżej pomieszczenia słyszałam z niej jakiś hałas. Zdziwiłam się z tego powodu i kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Podeszłam do drzwi, a one nagle się uchyliły. Przed oczami ujrzałam Jacoba, który stał jedynie w samym ręczniku i zdziwiony patrzył na mnie nic nie mówiąc. Popatrzyłam na niego ze złością w oczach, który był bardzo widoczny. To, że mu pomogłam ten raz nie upoważnia go do tego, że wszystko między nami jest okej, jeśli w ogóle można powiedzieć "między nami", bo "nas" już nigdy nie będzie. A tym bardziej rozgaszczania się w moim domu bez wyraźnej zgody.
- Widzę, że się już rozgościłeś. - powiedziałam na niego wściekła
Kompletnie nie wiedział co ma odpowiedzieć, jednak po chwili w końcu coś z siebie wydusił, ale zaczął się jąkać i nie nie mogłam go zrozumieć. Zresztą miałam to gdzieś.
- Twój czas tutaj się już chyba skończył i czas wyjść. - otworzyłam drzwi na oścież
- Ale daj mi jeszcze chwilę... - powiedział dość cicho
- Teraz. - praktycznie krzyknęłam
- Ale...
- Nie ma żadne ale! - wskazałam mu palcem wyjście
Stał tak jeszcze chwilę, ale natychmiast złapałam go za nadgarstek i zaczęłam prowadzić w stronę wyjścia. Brunet powtarzał ciągle, że musi zabrać swoje rzeczy, ale ja go nie słuchałam i w samym ręczniku wyrzuciłam z domu. Nie chciałam go już widzieć. Sama nie widziałam dlaczego, aż tak zareagowałam, ale po prostu nie chciałam go już gościć w swoim domu. Płakać też nie chciałam, ale mimo to kilka łez samych z siebie spłynęło mi po policzkach. Usiadłam pod drzwiami, po czym oparłam się o nie i złapałam za głowę. Słyszałam tylko pukanie do drzwi i jak Jacob powtarza moje imię.

Jacob?
Wybacz, że tak długo, ale brak czasu ;-;

27 gru 2018

Od Ashley CD Jacoba

Wysiadałam razem z Buenem z samochodu mojego brata, po czym razem skierowaliśmy się do bagażnika. Wyjął moje rzeczy i mi je wręczył.
- No siostra, będę tęsknił. - przybliżył się i mnie uścisnął. - Za tobą też Bueno. - popatrzył na psa, ale ten tylko prychnął i pobiegł do bramy. - Tak też cię uwielbiam. - zaśmiał się do psa.
- Widać, że to mój pies. - pochwaliłam psa, przez co zamerdał radośnie ogonem.
- No tak. Jedno i drugie głupie. - położył dłoń na mojej głowie i pocierając nią napuszył i poplątał mi włosy. Bueno kiedy to usłyszał warknął na niego i nadal cierpliwie czekał, aż otworzę mu bramę.
- Nie obrażaj nas. On jest dużo mądrzejszy od ciebie. - popatrzyłam na niego groźnie.
- Chciałabyś. - nie tracił swojej pewności siebie.
- Nie chciałabym, tylko tak jest. - wzruszyłam ramionami.
Jeszcze trochę się "posprzeczaliśmy", ale po chwili pożegnaliśmy. Brian wsiadł do swojego auta i już po chwili zniknął mi z pola widzenia w gęsto padającym śniegu. Przez to, że padał faktycznie widoczność była ograniczona. Niestety przez to w naszym mieście przez nieumyślną jazdę często młodych kierowców było sporo wypadków. Miałam tylko nadzieję, że mój brat nie będzie już tak doszczętnie głupi i nie będzie próbował się popisywać. Mimo, że często mnie wkurza to i tak to mój brat i nie chcę, aby się mu coś stało.
Otworzyłam bramę i natychmiast na podwórko wbiegł Bueno, który jak szalony zaczął biegać po całej posiadłości. Śnieg ciągle padał i wyglądało na to, że nie miał zamiaru przestać. Przez to mój chodnik na podwórku był cały zasypany, a pod nim była warstwa lodu. Idąc sobie z walizką i z telefonem w ręku kompletnie nie pomyślałam, że może być ślisko i kolejny krok zadecydował o tym, że upadłam boleśnie na walizkę, a mój telefon znalazł się gdzieś w śniegu.
- Cholera. - powiedziałam na głos.
Odwróciłam głowę i złapałam za telefon, który nie poleciał nigdzie daleko. Biały puch zamortyzował jego upadek, więc na szczęście się nie pobił. Schowałam go do kieszeni i podjęłam próbę podniesienia się. Wstałam, złapałam za walizkę i z bolącymi plecami i pośladkami powędrowałam do domu. Obolała usiadłam na łóżku i postanowiłam odpocząć.
***
Cały wieczór spędziłam na rozpakowywaniu się i ogarnianiu. Przez to, że mamy zimę dzień był krótszy, więc wieczór robił się dość szybko.
Siedząc sobie spokojnie na kanapie przybiegł do mnie Bueno, który usiadł na przeciwko mnie i zaczął piszczeć. Od razu wiedziałam o co mu chodzi. Chce iść na spacer. Nie miałam innego wyboru, więc ubrałam się ciepło i wyszłam z nim na spacer. Poszliśmy w kierunku parku. Z racji, że były święta wiele domów w Avenley River było udekorowanych, a także park przez co dobrze wszystko było oświetlone. Idąc przed siebie w oddali zobaczyłam ławkę, a na niej postać, która siedzi. Pomyślałam, że to pewnie jakimś bezdomny, więc się nie wracałam. Zbliżając się dostrzegłam, że nie jest to żaden bezdomny tylko jakiś młody mężczyzna. Słyszałam, że ciągle coś mówi do siebie. Wyglądał na dość pijanego. Wtedy Bueno jakby nigdy nic podszedł do mężczyzny i zaczął go wąchać. Zdziwiłam się, ponieważ wiem, że mój pies nie lubi obcych i się do nich nie zbliża. Wyglądało na to, że zna tą osobę. Podeszłam, aby zabrać psa, wtedy ukazała mi się bardzo dobrze znajoma osoba. Był to Jacob, kompletnie piany.
- Jacob? - szturchnęłam go, ale ten zaczął tylko coś bełkotać.
Nie było z nim kontaktu. Mimo to co mi zrobił nie byłam w stanie go tam tak zostawić. Noce były bardzo zimne, a ja nie chciałabym mieć go później na sumieniu. Próbowałam go jakoś podnieść i trochę mi się udało. Był trochę przytomny, ale nie reagował na to co do niego mówię. Pomału zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Podczas tej podróży ciągle powtarzał moje imię, jak mnie kocha i że nie chciał mnie zranić. Położyłam go na kanapie i przykryłam kocem. Wyglądał całkiem inaczej, niż go sobie zapamiętałam. Był jak wrak człowieka. Od tamtej pory się z nim nie kontaktowałam, bo w końcu po co. Zranił mnie, a ja nie mogłam mu tego wybaczyć. A nawet gdybym bardzo chciała to nie potrafiłam się przełamać. Bardzo go kochałam, a on postanowił to wszystko zniszczyć myśląc, że się o niczym nie dowiem. Westchnęłam i poszłam wrobić sobie herbatę. Usiadłam w ciepłym fotelu i włączyłam telewizor. Sama nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam.

Jacob?
Też muszę jeszcze popracować i się wczuć

20 gru 2018

Ashley i Anastasia wracają!

Ognista wraca do Avenley River, a z nią także dwie jej postacie — Ashley i Anastasia. Życzymy wiele weny, ponieważ Igostasia i Jashley same się nie zrobią!

31 sie 2018

Sierpniowa czystka

Witamy w cokwartalnej czystce bloga.

Krótka legenda
Postacie, których opowiadanie nie pojawiło się do dnia 14.07 zostają wydalone.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się w dniach 15.07 - 31.07 zostają ukarane upomnieniem.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się 01.08 oraz w dniach kolejnych pozostają na blogu.
Adaline Sky Bladell
Althea Santos
Anastasia Warner [decyzja właścicielki]
April Lavender
Ashley Michaelle Tisdale [decyzja właścicielki]
Aylin McKagan
Bridget Janet Hemmings
Brooke Octavia Middleton
Camilla Rose Carter
Cassandra Liv Smith
Catniss Pierce
Charlie Graham
Eleanore Vivienne Jensen
Evangeline Lavelle
Gemma Katia Mercer
Ida Maye
J.C. Alexander
Jacquine Brown
Katfrin Victoria Salvadore
Kathy Riley Wonderland
Kendall Tatum Collins
Koyori Leokadia Okami
Laurene Danielle Odiney
Louise "Miley" Watson
Lucia Santos
Mallory Taisa Moore
Megan Levis
Moony Symphony
Roxanne Marjigold Petsch
Odette Scarlet Blackwell
Valerie Brown
Whites Belive
Aaron Brown
Adam Lancaster
Alexavier Griffith 
Cairstairs
Antoni Adam Watson
Bellami Jon Salvadore
Billy Joe Moliere
Cameron Monaghan
Carlo Rossi
Castiel Aaron Hunter
Charles Lawrence Winchester
Christian Alexander Marrero Santos
Daniel Parker
Dante Désiré Lavelle
Daveth Fredrik Solberg
David Thomas Carter
Einar "Ivo" Brekke
Elias Jefferson
Etienne Lucas Delacoix
Eugene Lowe
Felix Wilson
Hangagog Jack Black
Igor Priskiewitz
Jacob Grant
Jonathan Christopher Herondale
Julien Callière
Kasper Morgan
Kayn Fortebracci
Leonardo Kevin Ford
Matt Jeffrey Bower
Nathaniel Schrödinger
Nivan Oakley
Noah Brown
Stephan Wood
Thomas Sangster
Podsumowując:
- z bloga odchodzi 12 postaci
- postaci uzyskuje upomnienie

~Administracja

2 sie 2018

Od Ashley CD Jacoba

To co jego spotkało w przeszłości może wszystko wyjaśniać, ale to i tak nie jest usprawiedliwienie na jego zachowanie. Nic go nie usprawiedliwi z tego jak traktował kobiety, ale najwyraźniej się zmienił. A przynajmniej mam taką nadzieję, jednak ciągle coś mi nie pasowało. W głębi duszy nie mogłam znieść, że miał tyle kobiet. Zaakceptowałabym to gdyby był jeszcze z nimi w jakimś związku, ale nie na jedną noc. To kompletnie do niego nie pasowało. Jacob jest bardzo kochany, umie zatroszczyć się o innego człowieka, a tym bardziej jeśli kogoś kocha. W jego obecności czułam się bezpieczna, a co najważniejsze kochana, mimo że tak naprawdę tego tak nie okazywałam.
Nic nie odpowiedziałam tylko się do niego przytuliłam. Widziałam na jego twarzy smutek przez co i mi robiło się smutno.
Usadowiłam się wygodnie nie odstępując chłopaka na krok. Zamknęłam oczy i leżałam tak przytulona do Jacoba. Wtedy poczułam na swoim czole jego pocałunek.
Do tego wszystkiego dołączył się także Grey, który wskoczył na kanapę i ułożył delikatnie swój łeb na moich nogach. Sięgnęłam trochę i pogłaskałam zwierzaka, który raptownie zaczął wąchać moje dłonie po czym je liznął. Na moją twarz natychmiast wkradł się uśmiech. Zrobiłam mu więcej miejsca i zawołałam go bliżej siebie. Pies grzecznie wykonał polecenie o którego go prosiłam i już po chwili był obok mnie. Położył łeb na kolanie Jacoba i wypuścił ciężko powietrze. Położyłam dłoń na jego bujnej sierści i zatopiłam w mniej palce. Grey westchnął głęboko i zamknął oczy pogrążając się we śnie. Wygląda na to, że zwierzak mnie już zaakceptował i nie miał nic przeciwko temu że go dotykam, a nawet się mnie słucha. Bueno na pewno nie będzie z tego powodu zadowolony i kiedy wrócę już na wstępie będzie mnie podejrzliwie obwąchiwać. Przez to, że coraz częściej będę prawdopodobnie spotykać się z Jacobem może czuć się w jakimś stopniu zaniedbywany przeze mnie. Do tej pory był moim oczkiem w głowie, a teraz pojawił się Jacob, a także Grey.
Zadarłam głowę do góry, aby zobaczyć co robi chłopak. W skupieniu oglądał film, więc mu nie przeszkadzałam i sama skupiłam swój wzrok na ekranie, jednak już po chwili znużył mnie sen.
***
Tym razem obudziło mnie wycie, które dobiegało z zewnątrz. Podniosłam się i leniwie przeciągnęłam. Przetarłam oczy, aby dobrze wszystko widzieć i rozejrzałam się. Nie byłam w salonie, ale w jakieś sypialni. Poczułam przyjemny wietrzyk, bowiem okno było otwarte. Wzięłam głęboki oddech, biorąc przy tym także świeże powietrze. Wstałam z łóżka i już miałam wychodzić kiedy zorientowałam się, że nie jestem w swoich ubraniach. Miałam na sobie tylko jakąś koszulkę, która była też przy tym o wiele większych rozmiarów niż noszę na co dzień i bieliznę. Zrobiłam wielkie oczy, a w głowie miałam już najgorszy scenariusz.
Pokręciłam głową i zeszłam po chichu na dół. Panowała tam cisza. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiekolwiek żywej duszy, ale na nic. Dom był pusty. Złapałam za pilot od telewizora i usiadłam na kanapę biorąc na nią także nogi. Spojrzałam na godzinę - prawie dziewiąta.
Gdzie mógł być Jacob o tej godzinie?
Przeglądałam wszystkie programy w poszukiwaniu czegoś ciekawego, wtedy nagle coś zaczęło drapać w drzwi przez co delikatnie podskoczyłam, a serce zaczęło bić mi mocniej. Od razu wiedziałam, że to Grey się dobija, bowiem słyszałam jego piszczenie. Wstałam i go wpuściłam. Pies zaczął merdać radośnie ogonem i natychmiast pobiegł napić się wody. Znów wróciłam na kanapę i tuż za chwilę dołączył też do mnie mój towarzysz.
- Zbudziłeś mnie dziś, wiesz? - zaczęłam go głaskać
Z tego wszystkiego wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Grey od razu się zerwał i szczekając pobiegł zobaczyć kto to. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Jacoba, który w dwóch dłoniach trzyma reklamówki.
- Gdzie byłeś? - zapytałam się po chwili
- Na zakupach. - postawił torby na blacie. - Niestety w lodówce pustki, a Grey też już nie ma karmy. - odwrócił się tyłem i zaczął wszystko wypakowywać
Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę Jacoba. Przytuliłam się do jego pleców.
- Wiesz, że ja cię nigdy nie zostawię? - poinformowałam go

Jacob? Masz po miesiącu w końcu...

4 lip 2018

Od Ashley CD Jacoba

Tego wieczoru miałam nadzieje, że będziemy sami i nikt, ale to nikt nie będzie nam przeszkadzał. Niestety moje marzenie nie mogło być spełnione, bowiem za chwilę usłyszeliśmy dzwonek. Chłopak bez zastanowienia natychmiast poszedł zobaczyć kto to. Sama byłam zaciekawiona kto o tej porze może go odwiedzać. Czyżby to te jego "fanki"? Miałam jednak nadzieje, że to nie jedna z nich, a gdyby to była któraś to nawet jej nóżka nie znalazła by się w tym domu. Nigdy. Jednak nie były to nasze słynne gwiazdy, ale grupka ludzi. Jacob zorganizował jakąś imprezę, ale o niej zapomniał? Ale po co miałby, przecież mnie zapraszać skoro takie coś organizuje. Ludzi od razu się rozgościli i zachowywali jak we własnym domu.  Patrząc na nich wszystkim nikogo nie kojarzyłam. W sumie czułam się trochę dziwnie w ich towarzystwie z myślą, że nikogo tutaj nie znam. Siedziałam tak sama na kanapie i cierpliwie czekałam, aż Jacob mi to raczy łaskawie wyjaśnić. Nie byłam za bardzo z tego zadowolona, że tu przyszli.
Nagle z moich myśli wyrwał mnie jakiś chłopak, który przysiadł się do mnie. Widać było, że jest nieco starszy od Jacoba, miał lekki zarost, a jego włosy były staranie ułożone, jednak niektóre pasma spadają do przodu. Domyśliłam się już czego może chcieć.
- Hej, piękna jak ci na imię? - przejechał dłonią po włosach
Skrzywiłam się na ten jakże chamski podryw. Myślał, że jak powie do mnie "piękna" to będę już jego? Jak widać chłopak ma o sobie wysokie mniemanie. Czy znów trafił mi się podrywacz? Wyglądało na to, że tak. Brunet nie miał zamiaru ukrywać się z tym co teraz robi, a jego ręka zawędrowała natychmiast na oparcie sofy. Wywróciłam oczami z nadzieją, że da mi spokój, ale wtedy w naszą stronę zaczął kierować się wściekły Jacob. W pewnej chwili miałam wrażenie, że rozszarpie go. W tej chwili, przy wszystkich. Zaczął na niego krzyczeć i wypominać mu jakąś dziewczynę w kółko powtarzając mu jej imię. Brzmiało ono Sandy. Próbowałam uspokoić jakoś chłopaka i po części mi się to udało. Wyprosił w pośpiechu swojego towarzysza i całą gromadę ludzi ze swojego domu. Zostawił mnie bez słowa i poszedł do łazienki. Nie chciałam go męczyć, więc zostawiłam go samego, aby trochę ochłonął.
Spojrzałam na duże okno, które prowadziło do ogrodu. Było identyczne jak moje. Przed nim siedział Grey i robił maślane oczy, aby wpuścić go do domu. W tamtej chwili zmiękło mi serce i musiałam to zrobić. Wstałam i zaczęłam kierować się w stronę okna, a kiedy pies to zobaczył od razu zaczął merdać ogonem, a na jego pysku nie było już smutku, ale wielkie szczęście. Kiedy otworzyłam mu je, ten natychmiast wpadł i zaczął biegać po salonie jak opętany. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam uspokajać psa z obawą, że coś zniszczy, a Jacob nie będzie z tego powodu zadowolony. Kiedy pies się uspokoił usiadłam na kanapie i zawołałam go do siebie, a ten nadal zadowolony przyszedł do mnie bez jakichkolwiek sprzeciwów. Podrapałam go za uchem, a po chwili wskoczył, ułożył się wygodnie, a jego łeb spoczywał na moich nogach. Zaczęłam głaskać go po czym już po chwili zamknął oczy. Mimo to nie przestawałam tego robić. Z tego wszystkiego wyrwał mnie Jacob, który podszedł i usiadł obok mnie na kanapie.
- Wszystko w porządku? - oparłam podbródek na jego ramieniu
- Tak. - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem po czym pocałował mnie w czoło
Uśmiechnęłam się szeroko, ale po chwili ponownie stałam się poważna nie pokazując, że ucieszyłam się z tego co właśnie zrobił.
Oparłam się o niego wygodnie, oczywiście nie przestając głaskać Grey'a, który mimo to, że się roiłam nadal w najlepsze sobie spał. W pewnej chwili przypomniałam sobie o tej dziewczynie. Nie wiedziałam czy mam go o to pytać i czy chce o tym rozmawiać. Bardzo chciałam wiedzieć kto to jest i moja ciekawość zwyciężyła.
- Kim jest... Sandy? - przerwałam panującą między nami ciszę

Jacob?

22 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

- Po co ci te kieliszki? - podniosłam jedną brew z zaciekawieniem
- No a jak myślisz? Do czego są kieliszki? - uśmiechnął się do mnie i poszedł do kuchni
Od razu wstałam z kanapy i poszłam za nim.
- Ja nie mam zamiaru pić i ty też raczej nie powinieneś. - oparłam się o blat
- Jasne... - sięgnął po wino
- Dobrze. W takim razie ty pij, a ja wracam do domu. - wzruszyłam ramionami i zaczęłam kierować się do wyjścia
Nagle poczułam jak ktoś łapie moją dłoń i przyciąga mnie do siebie.
- Wiesz, że to jest szantaż? - złapał mój podbródek
Westchnęłam i oswobodziłam się z jego objęć po czym poszłam do kuchni i zaczęłam grzebać po wszystkich półkach. Jacob oparł się o futrynę i patrzył co ja wyprawiam. W sumie nie dziwiłam mu się też bym się zastanawiała czy ze mną wszystko okej.
- Nie masz nic innego prócz alkoholu? - zmarszczyłam nos. - Zdecydowanie za dużo go pijesz, a już na pewno po ostatnim jak cię ratowałam z tego parku. - zaczęłam się z nim droczyć
- Ty ratować mnie? To chyba ja powinienem ratować ciebie moja piękna damo, bez pięknej sukni. -uśmiechnął się
- Mówiłam ci już, żebyś się tak do mnie nie zwracał. - zmrużyłam oczy
Bez słowa powędrowałam ponownie na kanapę i się wygodnie usadowiłam. Po chwili przyszedł Jacob i usiadł tuż obok mnie. Włączył jakiś film i zaczęliśmy oglądać.
Nie mogłam się skupić na filmie w głowie ciągle miałam tą Nicole. Domyślałam się, że jest to ta, którą ostatnio u niego zastałam. Wyglądało na to, że dziewczyna się nie poddawała, ale nie wiem po co się jeszcze stara skoro widać, że Jacob jej nie chce. Choć nie powiem trochę zaniepokoił mnie sms od niej, a tym bardziej jak zauważyłam jak chłopak zareagował na moje pytanie kto do niego napisał. Gdybym nie zapytała na pewno by mi o niej nie powiedział. I się już zaczęło. Teraz ja jak to ja nie będę mogła się na niczym skupić tylko będę myślała czy coś ich łączyło albo i nawet łączy. Miałam chociaż nadzieje, że nie spotkam już tej nigdy z klubu, ale dawno jej nie widziałam, aby się obok niego kręciła, więc chyba dała sobie spokój.
Z moich myśli wyrwało mnie coś. Zaczęło mnie dotykać w rękę. Popatrzyłam i jak się okazało był to Grey. Swoim zimnym nosem trącał moją dłoń, abym go pogłaskała. Ten pies był taki uroczy i kochany. Na początku kiedy spotkałam się z chłopakiem mówił, że jest podobny do mojego, ale Bueno i Grey to dwa całkiem różne światy. Bueno nigdy nikogo nie zaakceptuje kto kręci się obok mnie. Czasem po prostu mam wrażenie, że chce mnie jedynie na wyłączność, choć nie powiem jako szczeniak też nie lubił się dzielić, a kiedy widział jakiegoś psa w moim pobliżu natychmiast reagował i próbował zwrócić na siebie moją uwagę, ale z wiekiem stał się jeszcze gorszy.
Podrapałam psa za uchem na co ten ułożył się tuż obok mnie. Przytuliłam się delikatnie do jego wielkiego cielska po czym podniosłam swój wzrok na Jacoba, który z zaciekawieniem oglądał film.
- Jeśli chcesz iść na tą imprezę to możesz iść. - zaproponowałam
- Przecież ci mówiłem, że nie zamierzam tam iść. - ukradkiem na mnie spojrzał
- I na taką odpowiedz liczyłam. - uśmiechnęłam się
Podniosłam się wyżej tak, aby być na wysokości mojego towarzysza, oparłam głowę o jego ramię i już po chwili znużył mnie sen.

Jacob?

21 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

Sama nie wiem czemu się popłakałam. Chyba za dużo jak na jeden raz emocji bądź w końcu to komuś powiedziałam. Jak na razie o tej przeszłości wiedzieli tylko moi rodzice i moje przyjaciółki. Miałam nadzieje, że nikt więcej się o tym nie dowie. To nie było tak, że się bałam czy też wstydziłam, po prostu nie było się czym chwalić. Lepiej go nie wspominać. Jeszcze na początku się bałam, że mnie znajdzie, ale na szczęście dał mi spokój. Oczywiście, jeszcze przez jakiś dobry miesiąc nie dawał mi spokoju. Wysyłał kwiaty, listy i inne pierdoły. W jeden chwili prawie mu uwierzyłam i miałam zamiar do niego wrócić, ale moja rodzina mnie przed tym powstrzymała i to bardzo dobrze.
Kiedy Jacob mnie przytulił poczułam coś takiego czego sama nie umiem opisać. Poczułam się tak bezpiecznie w jego obecności. Nadal nie wierzyłam, że znów będę w stanie kogoś naprawdę pokochać. Ale z drugiej strony podziwiam go, że się nie poddał i tak ciągle o mnie walczył. Spodobało mi się to i nie chciałam tak szybko z tego rezygnować. Niech się jeszcze troszkę postara o moje względy.
Teraz może dobie myśleć, że ten mój charakter jest całkiem inny, ale to nieprawda. Naprawę byłam taka pewna siebie i trochę wredna, ale lubiłam się droczyć z tymi, których lubię, ale w odpowiednich chwilach umiałam być miła .
W końcu otrząsnęłam się z tego wszystkiego i popatrzyłam na Jacoba, który spoglądał przez okno.
- Teraz jak możesz to się ubierz. - poklepałam go w klatkę piersiową
- A co onieśmielam cię? - uśmiechnął się szarmancko po czym przejechał dłonią po włosach
- To chyba raczej na odwrót. Widziałam jak wtedy na mnie patrzyłeś kiedy byłam tylko w stroju kąpielowym. - skrzyżowałam ręce na wysokości piersi
Chłopak wywrócił oczami i powędrował do swojej sypialni po czystą koszulkę.
Pokręciłam głową i usadowiłam się wygodnie na sofie po czym zaczęłam spoglądać w duży, czarny ekran telewizora, który mieścił się tuż przede mną.
Nie powiem Jacob był przystojny i czasem nie mogłam się skupić, jeśli chodził tak bez koszulki tuż przed moim nosem, ale ja w przeciwieństwie do niego szybko umiałam skupić uwagę na czymś innym, a on wręcz pożerał mnie wzrokiem przez co momentami czułam się dość niekomfortowo.
Teraz tylko zastanawiałam się czy to oznacza, że będziemy parą? Nie zapomniałam też, że jeszcze jakieś półtora tygodnia temu widziałam go szczęśliwego z inną dziewczyną, po czym nasłuchałam się wielu obelg z jej strony skierowanych do mojej osoby. Potem natomiast widziałam go znów z inną dziewczyną w jego własnym domu. Nie miałam pewności czy nie została u niego na noc. I w tej chwili w mojej głowie miałam mętlik. Mam mu dać szansę? Czy sobie odpuścić? Tak naprawdę Jacob był wspaniałym facetem. Był kochany, wrażliwy i troszczył się o innych. Tylko po prostu tego nie pokazuje. Zupełnie tak jak ja, więc można powiedzieć, że jesteśmy do siebie całkiem podobni.
Z moich myśli wyrwał mnie Grey, który znienacka wskoczył na kanapę i zaczął prosić o uwagę. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam drapać go za uchem. Po chwili na dół zszedł Jacob, stanął w miejscu i poparzył na nas ze zdziwieniem.

Jacob?

20 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

Po raz kolejny dałam mu się pocałować i się nie sprzeciwiałam. Byłam tak na siebie zła.
- Gorąco się zrobiło. - odparł, patrząc w okno
Byłam zszokowana tą sytuacją i nie wiedziałam co mam zrobić. W głowie próbowałam poukładać sobie co się właśnie wydarzyło. Prawda była taka, że bałam się kolejnego zranienia. A jedynym dla mnie wyjściem było unikanie jakichkolwiek chłopaków, a jeśli jakiemuś się podobałam próbowałam go ignorować i pokazywać mu, że nie jestem nim zainteresowana nawet jeśli było całkiem inaczej. Nie jeden facet starał się już o moje względy, ale zawsze bez skutku. Zawsze odchodzili tak szybko jak i przychodzili. W sumie było mi to na rękę, choć nie ukrywam, że brakowało mi miłości w moim życiu.
Dalej w szoku siedziałam na sofie w bezruchu. Po jego słowach miękłam. A obiecałam sobie, że tego nie zrobię. Chłopak podszedł do mnie u usiadł tuż przy mnie.
- Bardzo mi się podobasz. - złapał moją dłoń. - Nigdy mi na nikim tak nie zależało jak na tobie. - spojrzał mi prosto w oczy. - Dasz mi szansę? - cierpliwie czekał na moją odpowiedz
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Najchętniej uciekłabym stąd i poszła już do domu, ale nie mogłam. Nie chciałam znów go zostawiać, a on by się zastanawiał co ja myślę. Ale w zasadzie sama nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony było to wbrew moim zasadom, a z drugiej strony potrzebowałam kogoś. Moje przyjaciółki miały chłopków. Widziałam jak one ich kochają, a oni je. Jedynie ja zawsze byłam sama, ale to tylko i wyłącznie przeze mnie. Nie mogłam już dłużej w sobie tego trzymać i musiałam mu to opowiedzieć.
Wstałam z sofy i powędrowałam w stronę otwartego okna. Westchnęłam głęboko po czym wzięłam w płuca świeże powietrze. Nie wiedziałam jak zacząć tą rozmowę, która była dla mnie dość trudna i nie lubiłam o niej mówić.
- Jakieś pięć lat temu poznałam jednego chłopaka. - oparłam się o parapet - Był brunetem, dość wysoki, starszy trochę ode mnie no i przystojny. Założę się, że nie jedna o takim marzyła, ale właśnie mi się poszczęściło, że akurat ze mną się umówił. Pamiętam jak dawne koleżanki ze szkoły mi go zazdrościły. Na początku był romantyczny. Dawał mi tyle miłości, zabierał do restauracji, dawał bukiety czerwonych róż, bo dobrze wiedział, że są to moje ulubione kwiaty. - ponownie westchnęłam. - Bardzo go kochałam. Czułam, że to ten jedyny. Chciałam z nim zamieszkać, wiązać z nim moją przyszłość. Był jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Ale potem zaczął się dziwnie zachowywać. Zaczął być coraz bardziej zazdrosny o innych. Stawiał mi różne zakazy i kontrolował mnie. Uważałam, że to dobrze, w końcu się o nie martwi czy coś. Ale z czasem stawało się coraz gorzej. Nie mogłam spotykać się ze znajomymi, a czasem nawet z rodziną i musiałam ich okłamywać, że nie mogę się z nimi spotkać, a tak naprawdę on mi nie pozwalał. Nie sprzeciwiałam się mu, bo dalej uważałam, że to dobrze. Jednej nocy u niego zostałam i oczywiście po raz kolejny zaczął się do mnie na siłę dopierać. Nie chciałam tego, ale on w końcu był silniejszy i mu się udało. Próbowałam się jakoś bronić, ale na marne. On wygrał. Nie raz to robił, ale na szczęście mu się nie udawało, ale nie tym razem. Dostał to czego tak bardzo pragnął od naszego pierwszego spotkania - całą mnie. - spojrzałam w ciemność, która była w oddali. - Na drugi dzień oczywiście przepraszał. Powiedział, że nie chciał mi zrobić krzywdy i już nigdy tego nie zrobi, a wtedy nie był sobą. Oczywiście, że mu uwierzyłam, ale to było błędem. Raz chciałam jechać do znajomych, ale jak zawsze on mi nie pozwalał, jednak tym razem się sprzeciwiłam, ponieważ dawno ich nie widziałam, a obiecałam, że będę. Uderzył mnie w twarz. Rozpłakałam się i pobiegłam do łazienki i się tam zamknęłam. Po jakiejś godzinie wyszłam, a on stał ze spuszczoną głową, a w rękach trzymał wielki bukiet róż. Pamiętam to jak dziś. Upadł na kolana i ze łzami w oczach zaczął mnie przepraszać. Nie mogłam tak na niego patrzeć, w końcu go kochałam. Znów mu zaufałam. Dobrze wiedział, że mu wybaczę. Omamił mnie na tyle, że nie potrafiłam sama myśleć. Później zaczął mnie wyzywać od najgorszych i mówić, że do niego się nie nadaję, nic w życiu nie osiągnę bez niego, że jestem zerem. Te wyzwiska zaczęły się robić coraz częstsze, aż w końcu zaczęłam w nie wierzyć. Że jestem nikim. Nie potrafiłam go zostawić, bo wciąż głupio go kochałam i wierzyłam, że on mnie też i się zmieni. Coraz bardziej zaczął się do mnie dobierać, ale tym razem brutalniej niż wcześniej. Potem ponownie mnie uderzył. Od tego wszystkiego uwolniły mnie moje przyjaciółki, którym jestem niezmiernie wdzięczna, bo sama bym tego nigdy nie zrobiła. To wszystko trwało, aż dwa lata. Najgorsze dwa lata w moim życiu. Nie płakałam po nim, w końcu zrozumiałam, że był złym człowiekiem i był w stanie zrobić wszystko. Od tamtej pory starałam się z żadnym chłopakiem w nic takiego nie angażować i udawało mi się. Oczywiście, były jakieś zauroczenia, ale nie były one długotrwałe. Teraz już wiesz dlaczego tak cię od siebie odsuwałam. - odwróciłam się w jego stronę i czekałam, aż coś powie.

Jacob?

16 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

Pytanie, które mi zadał nie miałam na nie odpowiedzi. W sumie sama tego nie wiem i nie umiem wytłumaczyć. Chłopak odszedł w milczeniu. Wiedziałam jaki ma do mnie żal za to, ale ja nie mogłam nic na to poradzić. Od początku dawał mu znaki, że nie chce mieć z nim nic wspólnego, a on i tak sobie nie odpuścił. W tej chwili zrobiło mi się go trochę szkoda. Mimo swojego beztroskiego życia nie zasłużył sobie na to, mimo, że wiadomo jak traktował inne kobiety. Westchnęłam głęboko i nie wiedziałam co mam zrobić.
Zawołałam do siebie Buena, a ten po chwili był już obok mnie. Widział mój smutek i zakłopotanie. Próbował mnie pocieszyć. Uśmiechnęłam się do niego, a kiedy pies to zobaczył zamerdał radośnie ogon i pobiegł do jakiegoś drzewa.
Mądry z niego pies i to wielkie szczęście, że go mam.
Siedząc i rozmyślając nad tym wszystkim poczułam jak coś za mną wącha mi nogi. Pomyślałam, że to Bueno, więc się odwróciłam. Nie był to mój pies, jednak jakiś obcy. Duży, czarny Rottweiler. Obróciłam się do niego i zaczęłam do niego mówić. Pies kiedy zobaczył, że ktoś zwrócił na niego uwagę od razu podbiegł z przodu ławki i zaczął mnie obwąchiwać. Wtedy usłyszałam jakiś głos. Popatrzyłam się i zobaczyłam chłopaka, który zmierza w naszą stronę.
- Diego! - zaczął krzyczeć
- A więc tak masz na imię ty bestio. - pogłaskałam psa za uchem
Pies nie był groźnie nastawiony, wręcz przeciwny. Upominał się o głaskanie i mizianie za uchem. Wtedy podszedł do mnie jego właściciel, którego skądś znałam.
- Ashley? - popatrzył na mnie
- Ymm... tak.
Dość zdziwiłam się na to pytanie. Jak się potem okazało był to mój dobry kolega z Hiszpanii. Niestety nasz kontakt urwał się dawno temu i do dziś tego żałowałam. Od razu podeszłam i go przytuliłam. Takie spotkanie po latach od razu wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ivan, bo tak miał właśnie na imię na co dzień mieszkał w Hiszpanii. W lato kiedy jeździłam tam sama bądź z rodziną zawsze go odwiedzałam. W sumie można było nazwać go przyjacielem, ale później nasze drogi się rozeszły. Miałam jednak nadzieje, że opowie mi co u niego.
Wypytując go bardziej o szczegóły jak się dowiedziałam odwiedzał tu swoją ciotkę, która ogólnie mieszka tu od dość dawna. Ten cudny Rottweiler był jego. Miał go dopiero od kilku miesięcy i Diego był jeszcze szczeniakiem, na którego jednak nie wyglądał. Niestety musiał już iść, ale koniecznie wymieniliśmy się numerami. Dzięki temu choć na chwilę zapomniałam o Jacobie.
Po jeszcze krótkim spacerze wróciłam już do domu. Nie mogłam tak siedzieć i nic nie robić z tą sytuacją. Musiałam z nim porozmawiać. Mimo późnej godziny. Wsiadałam do samochodu i do niego pojechałam. Weszłam tak samo na podwórko jak wcześniej. Wtedy, nagle wyleciał Grey, ale co mnie najbardziej zaskoczyło to, to że na mnie nie szczekał, ale za to był zadowolony. Zaczął na mnie skakać, że prawie doszło do mojego upadku na ziemię. Na szczęście w torebce miałam jeszcze jakieś smakołyki Buena, więc go nimi poczęstowałam. Podeszłam do drzwi i z zawahaniem zadzwoniłam. Nawet nie wiedziałam jak ma to rozegrać. Odwrotu także nie było, bo drzwi się już otworzyły, a w nich dość niezadowolony Jacob.
- Hej. Mogę wejść? - przegryzłam dolną wargę i czekałam na odpwiedz
- Cześć. Tak. - otworzył bardziej drzwi
Wtedy przede mą ni stąd ni zowąd wpadł Grey, którzy rzucił się do miski z wodą. Usiadłam na kanapie i zastanawiałam się jak zacząć tą trudną rozmowę.
- Przepraszam... - spuściłam wzrok
- Nie masz przecież za co. - wzruszył ramionami
- Nie chciałam cię skrzywdzić. - rozsiadłam się wygodnie - Ale zastanawia mnie tylko jedno. Czemu nie chciałeś dać mi spokoju? - poprawiłam włosy

Jacob?

Od Ashley CD. Jacoba

Ten nagły obrót wydarzeń kompletnie mnie zszokował. Nie miałam pojęcia, że mnie pocałuje, a tym bardziej nie wiedziałam co mam w tej sytuacji zrobić. Nie byłam na to przygotowana, choć od początku mogłam się domyślić jakie ma zamiary. Chciałam go od siebie odepchnąć, ale coś mnie zatrzymywało. Podniosłam rękę, aby go uderzyć, ale zamiast tego swoją dłoń położyłam na jego policzku. Chłopak zaczął coraz bardziej pogłębiać nasze pocałunki, a jego dłonie powędrowały na moją talię i zaczęły jechać coraz niżej. Wtedy postanowiłam to przerwać. Wzięłam swoje ręce na jego klatkę piersiową i delikatnie go odepchnęłam. Brunet nie wiedział o co chodzi i otworzył jedno oko.
- Chyba będzie lepiej jak już pójdziesz. - westchnęłam
Jacob nic nie powiedział tylko zrobił to co kazałam i po chwili nie było go już w moim domu. Podeszłam do okna w kuchni, z którego wiedziałam podwórko i bramę. Wsiadł do samochodu i odjechał.
Nadal byłam w szoku po tym co się wydarzyło. Poszłam do łazienki wziąć prysznic, a potem przebrałam się w ciuchy, które służyły mi do spania i powędrowałam do sypialni. Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy.
Przez dłuższy czas walałam się na łóżku i nie mogłam zasnąć. Ułożyłam się na plecach i spojrzałam w sufit. Ciągle myślałam o Jacobie i naszym pocałunku. Teraz pewnie myśli sobie, że to coś znaczyło, ale się mylił. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie gorącej herbaty. Wygodnie ułożyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili znużył mnie sen i zasnęłam.
***
Obudziły mnie promienie słońca, które padały na moją twarz. Potarłam oczy ręką i zorientowałam się, że jestem w salonie na kanapie. Wczoraj nawet nie pamiętam kiedy dokładnie zasnęłam. Spojrzałam na zegarek - dziewiąta rano. Kompletnie się nie wyspałam i cała byłam spięta. Wstałam i się wyciągnęłam, ale to był zły pomysł, bo od razu zaczęły boleć mnie plecy i kark.
Poszłam do łazienki, przebrałam się i zrobiłam makijaż. Z lodówki wyjęłam coś na kanapki i praktycznie na śpiąco zaczęłam je jeść. Nigdy nie spać na kanapie, a jak już coś to trzeba się dobrze ułożyć, no a ja tego właśnie nie zrobiłam i temu się nie wyspałam. Każdy inni człowiek, a już na pewno kobieta zrobiłaby sobie kawę, aby się pobudzić, ale nie ja. Nie piłam kawy. Zresztą nawet mi nie pomagała, więc to i tak byłoby bezsensu. Nie lubiłam jej zapachu, a także jak wiadomo po długim jej piciu pozostawiała na zębach osad, który już nie schodził. Jeśli coś gorącego to tylko herbata, choć i tak najczęściej piłam wodę, a tym bardziej w te upały.
Po chwili podbiegł do mnie Bueno i zaczął się upominać o spacer. W sumie i tak nic dziś takiego nie robiłam, a spacer na pewno dobrze mi zrobi i się przebudzę, a nie będę chodzić cały dzień niczym taki zombie. Makijaż w takich sytuacjach jest zbawczy. Podziwiam i dziękuję człowiekowi, który go stworzył.
Dałam znak psu, aby przyniósł smycz i już po chwili w dłoni ją miałam. Zaczepiłam ją i poszłam w stronę naszego pobliskiego parku. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty rozmawiać z Jacobem.
Usiadłam sobie na "mojej" ławeczce, na której praktycznie zawsze siadałam. Dałam Buenowi trochę wolności, a sama podziwiałam widoki. Nagle podbiegł do mnie jeden pies. Husky. Od razu go poznałam. Był to Grey. A jeśli i on to, także Jacob. Pies zaczął wąchać mi ręce w poszukiwaniu smakołyków. Pogłaskałam go, a potem zaczął lizać mi dłonie i wtedy ukazał mi się Jacob, który od razu z uśmiechem usiadł tuż obok mnie. Po tej sytuacji nie wiedziałam jak mam z nim rozmawiać, więc pomiędzy nami panowała cisza, którą postanowiłam przerwać.
- Słuchaj... ten pocałunek nic dla mnie nie znaczył. - spojrzałam na chłopaka w oczekiwaniu na odpowiedz

Jacob?

Od Ashley CD. Jacoba

Nie wiem co mogę jeszcze zrobić, aby ten facet dał mi spokój raz na zawsze. Czemu mu tak bardzo zależało. Wygląda na to, że lubi wyzwania. A odrzucanie go to zemsta za te wszystkie zostawione przez niego kobiety. Niech teraz sam się przekona jak to jest. Zamknęłam za nim drzwi, jednak po chwili ktoś znów do niech pukał.
No co z nim jest nie tak.
Wściekła podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Czy masz może... - szybko próbował coś wymyślić. - Cukier?
- Cukier? - zdziwiłam się
- Znaczy... wodę. Pić mi się chce. - uśmiechnął się głupkowato
- Dobra, wejdź. - otworzyłam bardziej drzwi, aby chłopak mógł wejść
Powędrowałam do kranu, aby nalać mu wody. Kiedy się odwróciłam jego już nie było. Zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam, że stoi obok basenu. Pokręciłam głową i razem ze szklanką wody podeszłam do niego.
- Chyba chciałeś się napić, a nie zwiedzać mój dom. - wręczyłam mu szklankę
- Chciałem tylko zobaczyć basen. - nawet na mnie nie spojrzał mówiąc to
Najwyraźniej teraz udaje, że nie zwraca na mnie uwagi i naprawdę przyszedł obejrzeć basen, ale ja już wiedziałam co on ma w głowie. Bueno dotychczas śpiąc sobie spokojnie kiedy zobaczył Jacoba, natychmiast wstał, warknął i ruszył w stronę domu.
- Nawet twój pies mnie nie lubi. - skrzywił się
- On nikogo nie lubi. - wzruszyłam ramionami
Z niecierpliwością czekałam, aż chłopak opuści mój dom, bo już chciałam zdjąć z siebie ten ręcznik. Po pierwsze był nie wygodny i ciągle mi coś przeszkadzało, a po drugie czułam z każdym ruchem, jakby miał mi spaść. Z drugiej strony nie chciałam robić tego przy nim, bowiem widziałam jak na mnie patrzy, a kiedy wtedy mnie zobaczył no to cóż... zaniemówił. Choć nie wiem czym on się tu tak zachwyca. Nigdy nie był na plaży i nie widział kobiety w bikini, a także przecież ma tyle "koleżanek" i na pewno widział je nie tylko w bikini, ale także bez i to na pewno nie raz. Znając moje przyjaciółki już by się nim zachwycały, a co najgorsze próbowałyby nas ze sobą zeswatać. Nie powiem Jacob jest przystojny, ale to jedyny atut jaki ma. Reszta to są same wady. Wtedy z myśli wyrwał mnie jego głos. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że się oblał. A znając go na pewno zrobił to specjalnie i do tego na koszulkę. Westchnęłam głośno i bez słowa poszłam po jakiś czysty ręcznik, aby mógł się wytrzeć. Kiedy wróciłam po prostu nie mogłam uwierzyć w to co zrobił. Jak zawsze musi robić to czego nie chcę, aby było i zdjął z siebie koszulę. Podeszłam niechętnie i podałam mu do ręki ręcznik.
- Możesz się ubrać? - zadał po chwili pytanie
- Bluzka jest mokra. Jak mam to uczynić moja piękna damo, bez pięknej sukni? - uśmiechnął się i zaczął wycierać
- Nie mów tak do mnie. - zmrużyłam delikatnie oczy
Poinformowałam go, że idę do łazienki. Zamknęłam klapę od toalety i usiadłam na niej, a potem założyłam nogę na nogę.
A gdyby tak przesiedzieć tu, aż sobie pójdzie?
Ale nie to byłby głupi pomysł.
Potem wróciłam i na blacie zobaczyłam ten bukiet róż, który wyrzuciłam dziś rano do kosza.
- Lepiej wyglądają w koszu. - skrzyżowałam ręce

Jacob?

15 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

Najpierw podrywa mnie, a kiedy ja mu daję kosza to sprowadza sobie inne panny pod dach. Tego już było za dużo. Nawet niech się do mnie nie odzywa i nie próbuje. Nie chce już go widzieć. A jeśli nadal sobie nie odpuści to po prostu się przeprowadzę do innej części miasta, jednak kiedy i nawet to nie poskutkuje to nie zawaham się, aby wrócić do rodziców. Mieszkanie na jakiś czas u moich rodziców nie było dla mnie hańbą w końcu to nic złego, przecież szukałbym nowego mieszkania. Nie ważne co zrobi Jacob serce mi nie zmięknie. Dla mnie jest już spalony. Stracił swoją szansę i to nie raz. Jego nachalność, a także życie bez zobowiązań odrzucało mnie od niego jak tylko mogło. Ale teraz zastanawiałam się czemu jestem taka zła czy to... zazdrość? Od razu odrzucałam od siebie tą myśl. Nic nie czułam do tego człowieka, nawet go nie lubiłam. Prawda na początku był bardzo fajny, miły i wydawał się całkiem inny, ale jak widać w życiu jeszcze wiele osób mnie zawiedzie, a myślałam, że ten rozdział ze szkoły mam już dawno za sobą, ale teraz wszystko wraca, a już dawno nie spotkałam osoby, która miałaby gdzieś moje uczucia i miałam nadzieje, że przez najbliższy czas lub nawet w ogóle nie spotkam, ale pojawił się Jacob. To, że się na początku niby stara nie znaczy, że później też tak będzie. Nie chciałam mieć chłopaka. Wystarczy mi, że już miałam i potraktował mnie jak śmiecia.
Przez te wszystkie emocje potrzebowałam gorącej kąpieli, więc takową wzięłam. Leżałam tak w wannie z dobrą godzinę i myślałam o tym wszystkim. W końcu postanowiłam wyjść. Nie miałam już na nic ochoty więc poszłam spać.
***
Rano zbudził mnie domofon. Od razu wstałam na równe nogi i go odebrałam. Okazało się, że jest to dostawca. Wpuściłam go i wręczył mi kwiaty, a potem poprosił o podpis. Na początku się uśmiechnęłam, ale po przeczytaniu karteczki, która była do nich przyczepiona uśmiech od razu odleciał w zapomnienie. Były to kwiaty od Jacoba na karteczce widniały podziękowania. Bez zastanowienie otworzyłam kosz i je wyrzuciłam. Nawet nie miałam ochoty na nie patrzeć. To było po prostu żałosne. Wypuściłam Buena na dwór i sama wyszłam. Na niebie mocno świeciło słońce. Podeszłam do basenu i zanurzyłam w nim rękę. Woda była wręcz ciepła.
Wieczorem nie mogłam odpuścić sobie kąpieli w basenie. Była już noc, więc było idealnie. Założyłam swój dwuczęściowy kostium. Był on koloru czarnego. Na górnej jego części spoczywała na środku kokardka, natomiast "majtki" miały nietypowe wycięcia. Podeszłam do basenu i włożyłam do niego jedną nogę, a następnie drugą i już po chwili byłam w nim cała. Woda była idealna. Nie wiedziałam ile jeszcze spędzę w nim czasu, ale w najbliższym czasie nie miałam ochoty nawet wychodzić. Bueno wypoczywał sobie na trawie niedaleko mnie. Wtedy z domu usłyszałam jak dzwoni domofon. No kto tym razem. Wyszłam z basenu, zakryłam się ręcznikiem, obeszłam dom i zobaczyłam jego. Stał przed moją bramą, opierał się o maskę samochodu, a jego głowa była spuszczona. Nie chciałam podchodzić, ale też nie chciałam, aby stał tu całą noc. Niechętnie do niego podeszłam.
- Czego chcesz? - owinęłam się jeszcze bardziej

Jacob?

Od Ashley CD. Jacoba

On chyba nie rozumiał o co tak naprawdę mi chodzi. Po prostu nie chce od niego żadnych prezentów czemu on tego nie może zrozumieć. Nikim dla mnie nie jest i niech tak pozostanie, a jak tak bardzo mu zależy to możemy zostać jedynie znajomymi, ale nawet tego za bardzo nie chciałam. Wróciłam wściekła do domu i każdymi napotkanymi drzwiami trzaskałam. Mam nadzieje, że nie będzie próbował ponownie dawać mi tej sukienki, bo nawet jej nie chce.
Resztę wieczoru spędziłam na oglądaniu jakichś głupot w telewizorze i w internecie, jednak w końcu zbliżała się godzina wyjścia Buena na codzienny spacer. Pies od razu wiedział, o której wychodzi. Dałam mu znak ręką, aby przyniósł swoją smycz i tak też zrobił.
- Dobry piesek. - uśmiechnęłam się i pogłaskałam go po łbie
Zaczepiłam go i poszłam. Miałam wielkie szczęście, że mieszkam akurat niedaleko parku. Przynajmniej nie musiałam chodzić daleko. Rodzice chyba specjalnie wybudowali mój dom tak blisko. Po jakichś pięciu minutach byłam na miejscu. Z racji, że była wiosna na dworze było jasno, a słońce trzymało się jeszcze na niebie mimo już wieczornej pory. W parku, jednak nie było za wiele ludzi i w sumie to dobrze, bo dzięki temu Bueno miał więcej wolności. Na ławce, na której miałam w zwyczaju siedzieć zajął mi jakiś mężczyzna. Siedział tak i się nie ruszał. Pomyślałam, że to jakiś pijaczyna, więc nawet nie zamierzałam go zaczepiać i ruszyłam szukać innego miejsca, jednak w oczy rzucił mi się jakiś pies. Natychmiast zawołałam do siebie Buena i zaczepiłam go do smyczy. Zwierzak był spory i biegł w naszą stronę. Zmartwiłam się tym faktem, bo nie miałam pojęcia jakie ma zamiary, jednak kiedy zbliżał się zobaczyłam, że jest to także husky, ale husky, którego już skądś znam. To był Grey. Pies Jacoba, ale gdzie on jest. Zwierzak podbiegł do mężczyzny, który siedzi na ławce, więc ja też tam podeszłam i jak się okazało był to Jacob, który był kompletnie pijany. Co ten chłopak ze sobą robi.
- Ej, wstawaj. Co jest? - trąciłam go ręką
- Oo.. Ashley. Moja piękna dama, bez pięknej sukni. - zaśmiał się głupkowato, gładząc swoje zmierzwione włosy
- Co ty tu robisz? - dopytywałam się
- Jaa? No przecież na spacerze jestem. - pokiwał głową
Chłopak wstał, ale od razu usiadł, bo nie był w stanie stać na nogach o własnych siłach i ponownie zasnął. Nie mogłam przecież go tak zostawić. To, że za nim nie przepadam nie znaczy, że będę taka i go tu zostawię na noc. Obudziłam go ponownie, ale ten nadal nie kontaktował, więc wzięłam go pod ramię i zaczęłam prowadzić do domu. Za sobą zawołałam Grey'a, który widząc, że pan się oddala pognał za nami. Razem z nim droga była dwa razy dłuższa i zajęło mi to jakieś dziesięć minut. Weszłam do domu i położyłam go na kanapę. Z trudem wzięłam oddech i poszłam napić się wody. I po co chodzić na siłownię. Wzięłam łyk wody, ale wtedy przypomniałam sobie, że pod swoim  dachem mam dwa dość duże osobniki i do tego samce, które za sobą nie przepadają. Na szczęście Grey nie wchodził mu w drogę, bowiem dominował tu zapach obcego psa, ale dla pewności wzięłam Buena i zamknęłam go u siebie w sypialni. Usiadłam na krześle i wtedy zobaczyłam, że przygląda mi się pies Jacoba. Od zawsze nie bałam się psów, nawet jak mama mówiła, abym do nich nie podchodziła, bo nie nigdy nie wiadomo jakie mają zamiary i na szczęście nigdy mi nic nie robiły i mam nadzieję, że nie zrobią. Zawołałam go i wystawiłam w jego stronę swoją rękę. Pies ruszył w moją stronę i pomału zaczął obwąchiwać moją dłoń. Na mojej twarzy natychmiast wkradł się uśmiech.
- Może jesteś głodny? - wstałam z krzesła i poszłam do półki, w której trzymałam różne smakołyki swojego psa - Bueno na pewno się nie obrazi. - wyjęłam z niej karmę
Pies uważnie obserwował co robię i nagle przednimi łapami wskoczył na blat i zaczął wąchać karmę. Pogłaskałam go po łbie na co nie zareagował, więc uznałam, że mu to nie przeszkadza. Bueno od razu byłby zazdrosny o Grey'a. Postawiłam miskę na podłodze i pies od razu się na nią rzucił. Obok dałam jeszcze miskę z wodą. Zgasiłam wszystkie światła i poszłam do swojej sypialni. Na łóżku zastałam rozłożonego Buena, który sobie smacznie spał. Byłam niestety zmuszona zgonić psa. Sen przyszedł dość szybko i już po chwili zasnęłam.
***
Wstałam dość wcześnie co nie było do mnie podobne, bowiem na zegarku widniała równo ósma. Ubrałam się, zrobiłam jakiś makijaż i zeszłam na dół zamykając za sobą drzwi, aby Bueno się nie wydostał. Jacob nadal spał rozłożony na całej kanapie. Pokiwałam głową i poszłam wypuścić Grey'a na podwórko, następnie powędrowałam do kuchni, aby zrobić jakieś jedzenie. Nie miałam w planach robienia nie wiadomo czego, ale najzwyklejszą jajecznicę. Wyjęłam patelnie, jajka i inne niezbędne przybory. Włączyłam jakąś muzykę i już po chwili było wszystko gotowe. Poszłam po Jacoba, który nadal spał. Stanęłam nad nim i chłopak otworzył jedno oko i za chwilę zaczął je przecierać. Podniósł się do pozycji siedzącej i przyciągnął się.
- No dzień dobry śpiąca królewno. - skrzyżowałam ręce na wysokości piersi

Jacob?

Od Ashley CD. Jacoba

Nagle zadzwonił domofon. Odebrałam go z zaciekawieniem kto to może być, jednak nikt się nie odezwał. Jeśli to miał być jakiś żart dzieciaków z okolicy to miałam nadziej, że już więcej tak nie zrobią. Jeszcze dla pewności wyjrzałam przez okno, aby się upewnić czy nikogo tam nie ma. Wzięłam firankę na bok, ale ku mojemu zdziwieniu przed bramą stała jakaś paczka. Zdziwiłam się, bo nic nie zamawiałam, a kurier przecież powinien wejść i wręczyć mi ją osobiście. Wyszłam za bramę i się rozejrzałam. Nikogo tam nie było. Wzięłam paczkę do domu i postawiłam ją w kuchni na blacie. Pudełko było ozdobione pięknym papierem, a na jej szczycie spoczywało jeszcze mniejsze pudełko z czerwoną kokardką. Jak się bardziej przyjrzałam była do niego przyczepiona karteczka z napisem:
"Piękna suknia dla pięknej kobiety."
Od razu po jej przeczytaniu wiedziałam od kogo to może być. Otworzyłam je, a w nim znajdował się złoty naszyjnik, który nie kosztował mało. Westchnęłam głęboko i bałam się otwierać dużą paczkę, ale nie było innego wyjścia. W niej natomiast była piękna bordowa suknia, która także musiała kosztować. Czy mu się wydawało, że złapie mnie na kasę? Przecież ja też ją mam i nie potrzebuję od niego żadnych prezentów, a nawet ich nie chciałam. Nie zamierzałam nawet jej przymierzać. Spakowałam ją tak jak była, a razem z nią naszyjnik. Postanowiłam odwieźć ten jakże "skromny" prezent jego właścicielowi. Tylko problem tkwił w tym, że nie miałam pojęcia gdzie on mieszka. Natychmiast złapałam za telefon i próbowałam wyszukać jakiekolwiek informacje na jego temat. Wtedy znalazłam jeden artykuł. Co dziwne był on nazwany modelem. Czyżby faktycznie nim był. Były tam jego dane, więc od razu wpisałam je do medi społecznościowych i natychmiast mi wyskoczył. Wtedy pokazało mi się zdjęcie, jego domu, które niedawno wstawił. Kojarzyłam tą posiadłość. Przejeżdżałam obok niej zawsze kiedy jechałam do pracy. Jednak zawitać u niego postanowiłam już na drugi dzień, bo dziś było za późno. Zrobiłam sobie kolację, a potem także nakarmiłam Buena. Siedząc sobie na kanapie i oglądając TV, zadzwonił do mnie telefon. Natychmiast go odebrałam i usłyszałam znajomy głos, którego od dawna już nie słyszałam. Była to moja przyjaciółka Alice. To właśnie do niej wybierałam się na urodziny. Kończyła już 23 lata. Z Alice i Natalie znamy się już od jakichś 10 lat. Pytała się czy będę na jej urodzinach, więc to potwierdziłam, bo jak mogłabym nie być. Miały być one za dwa tygodnie. I oczywiście zapytała się czy będę z kimś, natychmiast zaprzeczyłam i powiedziałam, że będę sama. Rozmawiałyśmy jeszcze z jakaś dobrą godzinę, ale niestety już musiała kończyć. Nie mogłam się już doczekać jej urodzin. Najgorsze było to, że nie miałam pomysłu na prezent. Na szczęście miałam trochę czasu i miałam nadzieję, że w najbliższym czasie coś jej znajdę.
***
Tym razem obudził mnie mój pies. Wstałam dałam mu jeść, a sama poszłam się ogarnąć i wzięłam szybki prysznic i szykowałam się do wyjścia. Wypuściłam Buena na podwórka, a sama poszłam do samochodu i ruszyłam nim w stronę domu Jacoba. Na miejscu byłam po około piętnastu minutach. Zaparkowałam przed bramą, a potem przed nią stanęłam i zaczęłam się rozglądać. Jego psa nigdzie nie było, więc nie byłoby problemu z wejściem. Złapałam za klamkę i ku mojemu zdziwieniu bez problemu się otworzyły. Czy on nie ma alarmu albo coś. Poszłam w stronę drzwi. Dom był bardzo duży, ale nie robił na mnie wrażenia, bowiem widziałam u siebie w mieście dużo lepsze, a moi rodzice nie mają dużo gorszego. Zadzwoniłam do drzwi i już po chwili zostały mi otworzone, a nich stanął brunet w samych... spodenkach.
- O dzień dobry. - uśmiechnął się do mnie i potarł czoło
- No nie taki dobry.  - popatrzyłam na niego piorunującym wzorkiem. - Nie musisz mi niczego kupować. A takich naszyjników jak twój mam już kilka i więcej nie potrzebuję, natomiast sukienkę mogę kupić sobie sama, bo jakbyś nie zauważył to ja też trochę pieniędzy mam, a to że ty masz może więcej nie myśl, że mnie na nie złapiesz. - wręczyłam mu szybko paczkę. - A teraz do zobaczenia, choć mam nadzieje, że nie. - obróciłam się i zaczęłam iść w kierunku wyjścia.

Jacob?

14 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

- Okej. - wzruszyłam obojętnie ramionami
Wyjęłam z kieszeni swój telefon i nie zwracając uwagi na mojego towarzysza zaczęłam przeglądać niedawno wstawione zdjęcie Buena. Zdjęcie miało sporo polubień, a także komentarzy z czego od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nagle nad moim ramieniem usłyszałam znajomy głos.
- To ty je robiłaś? - zadał mi pytanie
Kiedy je usłyszałam natychmiast wyłączyłam telefon i spojrzałam na niego niezadowolona. Kontem oka widziałam, że ręka chłopaka wędruje na oparcie ławki. Zdziwiona całą sytuacją od razu wstałam i poinformowałam go, że muszę już iść. Tak, skłamałam, ale dziś nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, a tym bardziej z nim po ostatniej sytuacji, która zaistniała w klubie. Zaczęłam iść w stronę wyjścia z parku razem z Buenem, jednak i tak mnie zatrzymał i pewnie stanął przede mną.
- Może dasz się dziś gdzieś wyciągnąć? - przeczesał swoje włosy
- Nie mam czasu. Muszę jechać do galerii... wybrać sukienkę. - ominęłam go i dalej szłam nie zwracając na niego uwagi
- Mogę ci pomóc! - zaproponował - Pomogę wybrać ci idealną sukienkę! - uśmiechnął się szeroko kiwając głową
- W to nie wątpię. Na pewno nie jednej pomogłeś... - westchnęłam
- Oj przestań. Naprawdę mogę ci pomóc. To kiedy? Dziś popołudniu? Pod twoim domem? - od razu zaczął omawiać szczegóły
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem i nie wiedziałam kompletnie co mam odpowiedzieć.
- A więc masz być już gotowa do wyjścia. - powiedział i pobiegł po swojego psa
- Co? Nie! - krzyknęłam, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi
No cóż, muszę jakoś znieść ten dzień w jego obecności. Coraz bardziej wydawał mi się jako typowy podrywacz. Nienawidziłam takich chłopaków, a jednym z nich był także mój brat, który nigdy nie odpuścił sobie żadnej ładnej dziewczyny, która chociażby obok niego przeszła. Nie jedną sprowadzą do domu i przedstawiał dla mnie i rodzicom, a potem pojawiała się następna. W sumie już straciłam rachubę przy ich imionach, więc czasem po prostu się nie odzywałam, aby nie wpaść. W sumie mój brat z wiekiem moim zdaniem staje się głupszy i nawet nie widać, aby w najbliższym czasie miałby stać się mądrzejszy. Jacob ze swoją "dziewczyną" na pewno spędził niesamowitą nocą po tym jak było widać jak bardzo był wstawiony i chyba już przestawał myśleć. Miałam nadzieję tylko, że już nigdy nie spotkam tej dziewczyny. Nie chcę być jej ofiarą za "podrywanie" jej faceta. Przez całą drogę myślałam o tym spotkaniu, które ma się niedługo wydarzyć i na samą myśl już mi się odechciało gdziekolwiek jechać, ale nie miałam innego wyboru. Może po tym spotkaniu może sobie w końcu odpuści, a kiedy da mi spokój na sto procent przypałęta się do niego następna panienka.
Kiedy wróciłam do domu zrobiłam sobie jedzenie i nakarmiłam, także swojego zwierzaka. Przeglądałam różne zdjęcia, ale w końcu wybiła godzina, w której czas było się ubierać. Założyłam bluzkę z logiem jednego i dość drogiego ulubionego mojego projektanta i spodenki z elementami koronki do tego zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i pomalowałam usta czerwoną, matową szminką. Nalałam jeszcze wody dla Buena i na zegarze wyskoczyła odpowiednia godzina. Wyszłam z domu, wypuszczając psa na podwórko, a za bramą był już Jacob i opierał się o maskę swojego samochodu przeglądając coś w telefonie. W tamtej chwili znienacka podbiegł do niego Bueno, który zaczął szczekać na cały głos, a chłopak, aż podskoczył. Uśmiechnęłam się pod nosem przez tą sytuację, jednak to i tak nie zmieniało tego, że nie za chętnie się z nim tam wybierałam. Mogłam trzymać język za zębami i nic mu nie mówić. Sukienka, bowiem była mi potrzebna na wesele mojej przyjaciółki, na które miałam jechać. Mówiła, abym wzięła także ze sobą kogoś. A "kogoś" miała na myśli chłopaka, jednak najpierw trzeba go mieć. W sumie mogłam iść i bez niego. Podeszłam do bramy i ją otworzyłam. Jacob tylko przeszył mnie wzrokiem i się nic nie odezwał.
- Pojedziemy do galerii pod warunkiem, że weźmiemy mój samochód. - postawiłam mu warunek - Nawet nie chce słyszeć, że nie, bo w przeciwnym razie nigdzie nie jadę. - dodałam
- Okej...
Widać było, że nie ucieszyła go ta propozycja, ale nie miał innego wyjścia. Poszliśmy do garażu, który po chwili się otworzył i przed naszymi oczami ukazało się moje cudowne auto.

Jacob?

12 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

Chłopak trącając mnie niestety wylał na mnie całego drinka, którego niosłam do stolika. Cała bluzka i spodnie były mokre, a także nieprzyjemnie wydobywał się z nich zapach mocnego alkoholu przez co i także ja byłam w jego zapachu. Skrzywiłam się i natychmiast złapałam za jakąś ścierkę, aby się wytrzeć z trunku. przy okazji pobiła się także szklanka, za którą prawdopodobnie będę musiała teraz zapłacić i tłumaczyć się szefowi z tego małego incydentu, a na dodatek to wszystko posprzątać, bowiem drink był rozlany na sporej części podłogi i rozprzestrzeniał się dalej, a w nim leżały odłamki szkła, które tylko czekały, aż ktoś na nie nadepnie. Brunet natychmiast się odwrócił i wtedy ujrzał mnie.
- Ooo Ashley! - zaczął krzyczeć - Ja cię bardzo przepraszam. - złapał mnie za rękę i dalej ciągnął swoją przemowę na przeprosiny
Ewidentnie było widać, że jest piany i to dość mocno, a na pewno już wystarczyło mu tego alkoholu. Wtedy ni stąd, ni zowąd pojawiła się jego wspaniała dziewczyna, która natychmiast zaczęła na mnie krzyczeć, wyzywać i kazać nie podrywać jej chłopaka. To co usłyszałam byłam po prostu w szoku. Jak ona może mnie tak traktować? Przecież to Jacob na mnie wpadł, a nie na odwrót. Wina leżała tylko i wyłącznie po jego stronie. Dość wielki tłum nam się przyglądał, a ja nadal nic odpowiadałam, bo nawet nie zamierzałam prowadzić z nią jakiekolwiek dyskusji, bo to nie miałoby najmniejszego sensu. Ona widzi tylko czubek własnego nosa, w sumie podziwiam ją jeśli widzi cokolwiek za tymi sztucznymi rzęsami. Ta dziewczyna wyglądała okropnie. A ja zawsze się obawiałam jak nałożyłam więcej makijażu czy to jednak nie jest za dużo. W tej chwili przyszedł szef i od razu kazał mi się tłumaczyć. Wyjaśniłam mu jaka zaistniała sytuacja. Westchnął tylko i powiedział, abym posprzątała ten bajzel. Jednak nasza cudna gwiazda nadal nie odpuszczała i nakazywała, aby mnie zwolniono i myślę, że to była tylko zemsta, bo rozmawiałam z jej chłopakiem. Jaka ona jest głupia. Mój szef jednak jest w porządku facetem i powiedział, że jeśli się nie uspokoi to oboje wyjdą w trybie natychmiastowym z klubu. Dziewczyna wkurzyła się, złapała Jacoba pod rękę i opuścili klub. W zasadzie to dobrze, nie będę musiała jej przynajmniej oglądać.
W klubie byłam do około drugiej w nocy, jednak inni zostali nawet dłużej, ale mi pozwolono już iść. Szef był ze mnie zadowolony i chyba zapomniał o wcześniejszej akcji, bo nawet o niej nic nie wspominał. Moim szefem był starszy człowiek, ale jak na swój wiek był dość wysoki. Zawsze starał się ubierać elegancko, a jego imię brzmiało Edward. Jak było mi wiadomo to nie był jego jedyny klub w mieście, a nawet posiadał kilka poza miastem, jest on bogatym człowiekiem. Mieszka w dużym domu na obrzeżach miasta razem z żoną i synem, który jak mi wiadomo studiuje i jest mniej więcej w moim wieku lub rok młodszy. W sumie jeszcze nigdy go nie wiedziałam. Jak mówią inni bywa on czasem w klubie to sam czy także ze znajomymi. Nie powiem byłam zadowolona z tej pracy i nie mogłam uwierzyć, że tak szybko mnie przyjęli.
Do domu wróciłam jak zawsze taxówką, a po kilku minutach byłam już na miejscu. Podeszłam do bramy i zaczęłam ją otwierać. Wtedy od razu wybiegł Bueno, który groźnie zaczął szczekać.
- Bueno to ja. - poinformowałam zwierzaka
Kiedy pies usłyszał znajomy głos, złagodniał i kiedy mnie zobaczył natychmiast przybiegł i zaczął mnie wąchać, radośnie machając ogonem. Zamknęłam dobrze bramę i wróciłam do domu. Dałam dla psa jeść i poszłam wziąć prysznic. Po wszystkich wykonanych czynnościach włączyłam jeszcze alarm i powędrowałam spać.
***
Tym razem zbudził mnie normalny budzik, a nie mój pies. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest na niej równo 13. To sobie pospałam dziś. Owszem lubiłam spać, ale starałam się długo tego nie robić. Dziś nie wiedziałam czy mam iść do pracy. Zeszłam do kuchni po schodach i zrobiłam sobie jedzenie, nie zapominając o Buenie. Pies rzucił się na jedzenie jakby nie jadł z dobry tydzień. W domu strasznie było gorąco, więc otworzyłam duże okno, które prowadziło na podwórko. Kiedy Bueno to zobaczył wystrzelił niczym petarda na dwór i pobiegł w stronę dużego drzewa, które było na końcu posiadłości. Jak mi wiadomo to drzewo było już tu od dawna. Od dobrych kilkudziesięciu lat. Podobno budowniczym mojego domu było go szkoda wycinać, więc zapytali się ojca czy może pozostać na swoim miejscu i będzie rósł sobie w moim ogrodzie. W sumie mi to nie przeszkadzało, a nawet dobrze, że tam jest. Zajmował sporo miejsca i przynajmniej nie było tak "goło", a Bueno w lato będzie miał idealny cień, a w zasadzie już ma, bo i teraz jest bardzo gorąco. Na samą myśl o przypływach jeszcze gorszego gorąco skręcało mnie w żołądku. Nagle z moich myśli wyrwał mnie wibrujący telefon. Na wyświetlaczu pisało "Tato". Bez namysłu odebrałam. Jak się okazało dzwonił on z informacją o moim samochodzie, który miał niebawem zawitać przed moim domem. Przy okazji opowiedziałam mu o pracy, jak mi się mieszka, że Bueno też jest zadowolony, nawet powiedziałam mu o Jacobie i to było błędem. Od razu w moją stronę zaczęło lecieć tysiące pytań na przykład takich jak "kim on jest", "kiedy go poznałam", "czy oni go poznając", a najlepsze to było "czy to mój chłopak". Kiedy usłyszałam to pytanie roześmiałam się i definitywnie zaprzeczyłam. Kiedy tak jeszcze ciągnął o nim rozmowę powiedziałam, aby nie mówił nic mamie, a tym bardziej bratu. Z rozmowy wyrwał mnie jakiś samochód i szczekanie Buena. Poszłam przed dom i jak się okazało przyjechał już mój samochód. Pożegnałam się z ojcem i poszłam przywitać się z facetem, który go przywiózł, a Buena zamknęłam w mieszkaniu. Samochód wjechał do posiadłości, a na lawecie znajdowało się moje auto. Mężczyzna po kilku minutach zestawił go z lawety i pożegnał się informując mnie, że mój ojciec już zapłacił za przywiezienie go. Prawie zapomniał, ale sobie przypomniał i wręczył mi kluczyki. Auto było trochę brudne i przydałoby się je umyć. Po jego wyjeździe natychmiast zamknęłam bramę i wróciłam się do domu, a samochód zostawiłam na razie w spokoju. Teraz przynajmniej nic mnie nie będzie ograniczać i będę mogła przynajmniej, choć trochę zwiedzić okolicę. Ogarnęłam się i kiedy wyszłam z łazienki przede mną stanął Bueno, który miał w pysku smycz i domagał się spaceru. Wiedziałam, że z nim nie wygram, więc bez zastanowienia się zgodziłam. Poszliśmy do tego samego pobliskiego parku i usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Dałam trochę wolności dla psa i obserwowałam okolicę. Z transu wyrwał mnie czyjś głos, który nad uchem powiedział "hej", podskoczyłam ze strachu i się odwróciłam. Jak się okazało był to Jacob ze swoim psem. Przysiadł się do mnie bez jakiekolwiek pytania.
- Co tam? Jak po wczoraj? I wybacz za tego drinka. - poprawił swoje włosy
To chyba miało mnie w nim urzec, ale nic z tego. Na kilometr było widać jak do mnie zarywa, ale i tak mu się nie uda, więc niech nawet nie próbuje, bo tylko tracimy czas. Zresztą jak wiadomo już jedną ma.
- W miarę.- popatrzyłam na Buena. - Twoja dziewczyna to niezłe ziółko. Zwyzywała mnie wczoraj jak nikt. - uśmiechnęłam się sztucznie

Jacob?

11 cze 2018

Od Ashley CD. Jacoba

Z jednej strony może nie powinnam się tak szybko na wszystko zgadzać z racji, że znam go zaledwie dzień, jednak wydaje się w porządku, chyba, że to tylko pozory, ale mam nadzieje, że nie. Z drugiej natomiast strony i tak nic ciekawego nie robię, więc co mi szkodzi.
Była już praktycznie wieczorna pora, więc nie za bardzo miałam co robić. Wiosna dawała się we znaki i na dworze mimo ciemności było dosyć ciepło. W salonie można otworzyć duże okno dzięki czemu natychmiast można znaleźć się było na podwórku i właśnie to uczyniłam. Spód basenu, a także wokół niego znajdowały się lampy przez co wszystko było idealnie widoczne. Ogólnie całe podwórko było dość dobrze oświetlone. Wróciłam po telefon i powędrowałam w stronę altanki, która znajdowała się nieopodal. Za mną jak zawsze przyszedł Bueno, który natychmiast się ode mnie odłączył i zaczął wąchać i zaznaczać teren. Usiadłam na wygodnych poduszkach i zaczęłam obserwować okolicę i psa, nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie telefon, który dzwonił. Bez zastanowienia go odebrałam. Jak się okazało był to mój szef, który chciał mnie poinformować, że jednak zaczynam od jutra. W tej chwili przypomniałam sobie, że przecież miałam spotkanie z Jacobem, które będę musiała odwołać, więc wysłałam mu sms'a, że niestety nie możemy się spotkać. Trochę żałowałam, ale co poradzisz. Zawołałam Buena i wróciłam do domu. Przygotowałam sobie ciepłą kąpiel i spędziłam w niej około pół godziny. Zrobiłam jeszcze inne ważne czynności i poszłam spać.
***
Jak zawsze zbudził mnie mój prywatny i jakże skuteczny budzik w postaci psa. Wstałam, ogarnęłam się i pierwsze co zrobiłam to dałam jeść mojemu budzikowi. Zmianę miałam zaczynać dopiero wieczorem, bo wtedy miała być jakaś impreza. Dziś nie miałam ochoty nigdzie chodzić, bowiem było dość gorąco, więc wypuściłam psa na podwórko.
W końcu zbliżała się pora wieczorna. Ubrałam się luźno, zrobiłam makijaż i zadzwoniłam po taxówkę. Niestety moje auto miało przyjechać dopiero jutro, więc dziś muszę sobie jakoś poradzić, choć nie ukrywam, że za nim tęsknię i mam nadzieje, że nie dotykał go mój brat, bo ma do tego częste skłonności i zawsze tłumaczy, że miał ważną sprawę i co z tego, że ma własny samochód i mi nawet do niego wsiąść praktycznie nie daje. Po kilku minutach pod moim domem stało już żółte auto. Wsiadłam i poinformowałam mężczyznę gdzie ma mnie zawieźć. W drodze nawet z nim rozmawiałam i był bardzo miły. W końcu dotarliśmy, zapłaciłam i ruszyłam w kierunku wejścia. W klubie nikogo nie było oprócz pracowników. Od razu podszedł do mnie wysoki brunet i się przywitał. Wyglądał młodo i prawdopodobnie był może w tym samym wieku co ja. Poinformował mnie, że pracuje tu jako barman. Chłopak był miły i sprawiał wrażenie dość rozmownej osoby, bowiem ciągle mnie oprowadzał i pokazywał mi co będę dziś robić. Powiedział, że jak na razie będę podawać tylko drinki jak ktoś zamówi do stolika.
W końcu klub został otwarty, a kolejki zaczęły się ustawiać. Oczywiście nie każdy został wpuszczony, a ochrona ciągle czuwała nad bezpieczeństwem. Już od kilku minut czułam się tu dobrze, więc miałam nadzieje, że zostanę tu na dłużej. Po około dwóch godzinach zanoszenia drinków w tłumie ujrzałam znajomą mi twarz. Jak się okazało był to nowo poznany chłopak, jednak nie był sam. Razem z nim była jakaś kobieta. Ubrana no cóż... dość wyzywając, a na swojej twarzy miała mocny makijaż, który rzucał się w oczy. Czyżby to jego dziewczyna? Wtedy zobaczyłam, że chłopak idzie w stronę baru. Złapała za tacę i poszłam na drugi koniec klubu, aby mnie tylko nie zobaczył. Kiedy sobie odszedł to wróciłam. Przez chwilę ich obserwowałam. Jacob trzymał nieznajomą za rękę, a dziewczyna ewidentnie była nim zauroczona i tym co jej co chwilę mówi.

Jacob?

Od Ashley CD. Jacoba

Po mojej propozycji chłopak natychmiast się zgodził. W sumie co mi szkodzi. Muszę też kogoś tu poznać. W swoim mieście miałam wielu znajomych, a także dwie najlepsze przyjaciółki, które niestety musiałam tam zostawić, jednak nie mogę się doczekać, aż mnie odwiedzą i zobaczą w końcu mój dom. Mam tylko nadzieje, że w tym samym czasie nie przyjedzie mój kochany braciszek, który od dawna startuje do jednej z nich, ale i tak mu się nie udaje i w sumie to bardzo dobrze. Najśmieszniejsze w tym jest to, że zawsze gadał jaki to on nie jest i żadna, ale to żadna nie oprze się jego urokowi. To prawda jest przystojny, sama to przyznam, ale kiedy te wszystkie dziewczyny poznają jakie ma zamiary to natychmiast uciekają, jednak nie powiem trafiały się i takie pustaki, które były tak w niego zapatrzone, że byłyby w stanie nawet te swoje tipsy dla niego połamać. No, ale cóż. Najbardziej takie akcje były jeszcze kiedy chodził do szkoły. Przynajmniej miałam jakąś rozrywkę. Fakt może czasem było mi ich żal, ale same to sobie zrobiły. Na szczęście jestem od niego starsza o cztery lata, także wtedy nie chodziłam z nim razem do szkoły, ale nie powiem jego koledzy, także próbowali do mnie podbijać, ale ja zawsze ich tylko spławiałam. Z myśli o mojej kochanej rodzince wyrwał mnie czyjś głos.
- Słucham? - zapytałam zdezorientowana
- Długo już tu mieszkasz? - powtórzył swoje pytanie
No fajnie Ashley. To twoja pierwsza znajomość, a ty już na wstępie nie słuchasz tej osoby. Co on teraz może sobie o mnie pomyśleć...
- Nie. Jestem tu dopiero od dziś. Wcześniej zamieszkiwałam w Enos Longeles, ale też w innych miejscach. - posłałam mu lekki uśmiech
Enos Longeles to bardzo piękne miasto. Jest dużo większe od Avenley River. Osobiście chyba jako z nielicznych wolałam te większe miasta, a najbardziej kochałam te piękne i jak najwyższe wieżowce, których na szczęście tu nie brakuje. Dodają moim zdaniem taki fajny klimat. Tego czego mi nie mogło także brakować to mosty. Bardzo lubię ze znajomymi chodzić po mieście nocą. Ale stop! Jak zwykle znów się zamyśliłam i przestałam słuchać mojego towarzysza. Jacob, jednak się o nic nie upominał, więc chyba nie zadawał mi żadnego pytania. To także przez tą podróż jestem dość nie przytomna. Zmęczenie dawało się we znaki.
- Bueno, chodź tu. - powiedziałam stanowczo, a pies natychmiast do mnie przyszedł
Nie chciałam, aby zbliżał się do jego psa, nie chce, aby wynikła z tego niepotrzebna walka. Obaj byliby pogryzieni, a to w końcu nic dobrego. W drodze do domu często znajdywaliśmy wspólne tematy do rozmowy. Czasem, jednak panowała niezręczna cisza, którą szybo musiałam skończyć. Jacob nie wyglądał na faceta, który jest nieśmiały, ale w tej chwili takiego właśnie sprawiał co wydawało się dziwne, ale postanowiłam się nie pytać, bo było to dość głupie, a w końcu najlepsze jest pierwsze wrażenie, a przynajmniej tak się mówi. Choć ja jakoś dziś się nie popisałam tym pierwszym wrażeniem.
- Już jesteśmy przed moim domem. - stanęliśmy naprzeciwko potężnej bramy

Jacob?