Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason. Pokaż wszystkie posty

28 paź 2020

Od Jasona cd. Elizabeth

             Problemy lubiły zwalać mi się na głowę. Zaborcza Mia, problemy z Valerio a do t ego mój przyjaciel, który sprzedawał moje piosenki konkurencji, bo według niego, nie zarabiał godnej kwoty. Nie wytrzymałem, a moja pięść zderzyła się z twarzą bruneta. Ten poleciał do tyłu, aby następnie rzucić się w moim kierunku. Byłem wdzięczny mojemu bratu za to, że od zawsze uczył mnie jak się bić.
            - Kurwa mać! Chłopaki spokój! Hamilton, co się dzieje?
            - Zapytaj jego, już wiem skąd „Skeleton”, miał nasze piosenki. Widać, nawet własnemu przyjacielowi nie można ufać. Nie wiem jak wy, ja nie mam ochoty na dyskusję. Zadzwońcie, jak coś wymyślicie. Nie będę grał z tym człowiekiem.

11 wrz 2020

Od Jasona cd. Elizabeth


Kiedy tylko zdałem sobie sprawę czyj to samochód, nawet się nie opierałem. Starałem się uspokoić Beth, nie chciałem aby w taki sposób poznawała moją rodzinę, ale czasami nie było innych sposób. A Valerio zawsze lubił spektakularne wejścia w życia innych. Czułem, że dziewczyna się denerwuje. Jechaliśmy sami z tyłu, nie bałem się odzywać, prawie że żywo dyskutowałem z Scottem, jednym z ludzi mojego brata.
            - Jason? Co się dzieje? Znasz ich? – Beth chwyciła mnie mocniej za bluzkę, wpatrując się we mnie otwartymi szeroko z przerażenia oczami.
            - Nie tyle ich, co ich szefa. Nie martw się, nie zrobią nam krzywdy.
            Dziewczyna tylko pokiwała głową, dalej jednak widziałem w jej oczach strach i niepewność o nasz los. Kiedy zatrzymaliśmy się pod domem w którym spędziłem całe dzieciństwo, uśmiechnąłem się delikatnie co po raz kolejny sprawiło, że na twarzy mojej towarzyszki pojawiło się zdziwienie. Drzwi otworzyły się, a ja skinąłem głową, aby dziewczyna wysiadła, a kiedy ja sam znalazłem się na zewnątrz, złapałem ją za rękę, aby dodać jej otuchy.
            Otworzyłem drzwi wejściowe, a moim oczom ukazała się kobieta o długich, siwych włosach oraz mała dziewczynka. Kobieta odwróciła się w naszą stronę i niemal upuściła lalkę, którą trzymała w ręce.
            - Jason! – Kobieta niczym błyskawica podbiegła do mnie i mocno przytuliła. Pani Brown była zatrudniona jeszcze przez naszego ojca. Miała zaledwie osiemnaście lat, a kiedy wyprowadziłem się do swojego mieszkania – dwadzieścia dwa. Teraz, była nieco starsza i widocznie przez moją bratanicę, zaczęła szybko siwieć. – Valerio nie mówił, że przyjedziesz.
            - Ja sam nie wiedziałem, chłopaki zgarnęli nas z ulicy. – Dopiero teraz uwagę Renee przykuła dziewczyna, chowająca się teraz za mną. Spojrzała na mnie z uniesioną brwią. – To moja przyjaciółka.
            - Wujek J! – Harriet podbiegła i jak mała piłka wskoczyła mi na ręce, z zamiarem wtulenia się jednak ją powstrzymałem.
            - Kochanie, nie można. Robiłem sobie tatuaż. – Dziewczyna pokiwała głową i już otwierała usta, jednak ją wyprzedziłem – I tak, pokażę ci go jak się zagoi. A teraz powiedz mi, gdzie jest twój tata.
            - W piwnicy, Brian znowu ma problemy z trafieniem do celu – Harriet zaśmiała się po czym pobiegła w tylko sobie znanym kierunku.
            Ruszyłem do przodu ciągnąć Beth za sobą. Milczała. Rozglądała się. Ja sam nawet nie patrzyłem na wystrój domu, dużo się nie zmieniło. Moją uwagę przykuły jednak dwa zasłonięte obrazy. Doskonale wiedziałem kogo przedstawiały. Na jednym z nich, byli moi rodzice, a na drugim ja z Valerio. Nie wiedziałem, że do tej pory obrazy są zasłonięte.. Nigdy bym nie pomyślał o tym, że mój starszy brat aż tak bardzo przeżywał śmierć ojca jak i moje odejście. Moje rozmyślania przerwał huk dobiegający z piwnicy.
            Kiedy znaleźliśmy się na dole, dostrzegłem chudego, piegowatego chłopaka w okularach kulącego się pod ścianą i mojego brata, celującego do niego z broni.           
            - Dzieciaku, mówiłem ci, że to ślepaki. Nie zastrzeliłbym cię.
            - P-panie Hamilton, ktoś do pana – Chłopak skinął na nas, a V odwrócił się, zabezpieczając broń i odrzucił ją pod nogi młodzika.
            - Jason! Wybacz za takie nieformalne zaproszenie, ale musimy pilnie porozmawiać.
            - Jasne, ale najpierw chcę ci kogoś przedstawić. V, poznaj Elizabeth, moją przyjaciółkę – Valerio podszedł do dziewczyny i uśmiechnął się szeroko. – Beth, poznaj Valerio Hamiltona.
            - Hamiltona?
            - Tak. Valerio to mój starszy brat. – Widziałem jak Beth otwiera oczy z zdumienia, a jeszcze bardziej się zdziwiłem, kiedy V objął mnie i zaczął czochrać mi włosy. – V!
            - Oj JJ, przestań! Nigdy tego nie lubił. Nie lubił też…
            - Nie jestem do chuja JJ! Od zawsze ci mówie, że masz mówić mi pełnym imieniem.
            - To nie fair, ty możesz mówić do mnie pierwszą literą imienia, a ja już nie mogę? A może wolisz Glutek jak za dziecka co?
            Całą trójką wchodziliśmy po schodach, ja cały czas trzymałem Beth za rękę aby się uspokoiła, czułem, że dalej nie jest przekonana do tego wszystkiego, a informacja, że moim bratem jest jeden z największych gangsterów w Avenley, wcale nie pomagał w tym fakcie.
Pani fotograf?

30 sie 2020

Od Jasona cd. Elizabeth


Kiedy złapałem za notes, dziewczyna niemal natychmiast zerwała się aby mi go wyrwać. Korzystając z tego, że byłem znacznie wyższy, uniosłem go nad swoją głowę. Zabawnie było patrzeć jak dziewczyna podskakuje rozpaczliwie, aby dosięgnąć swojej własności.
            - Dlaczego nie mówiłaś, że masz pamiętnik? Jako przyjaciel powinienem wiedzieć takie rzeczy! – Zacząłem powoli otwierać zeszyt, po czym po prostu rzuciłem wzrokiem na pierwsze zdania na losowej stronie. – J.H? Kto to?
            W tym samym momencie dziewczyna doskoczyła i wyrwała mi zeszyt aby następnie przytulić go do siebie. Założyłem ręce na piersi, uśmiechając się i unosząc jedną brew. Dziewczyna spłonęła rumieńcem, niemal natychmiast chowając zeszyt.
            Przez długi czas nic nie mówiła, a ja nie wiedziałem dlaczego. Przecież to były tylko żarty, jednak aby ją rozweselić cały czas robiłem co w mojej mocy. Niedługo potem, Beth uśmiechnęła się i zdzieliła mnie poduszką komentując mnie jednym słowem.
            - Idiota.
            - Tak, tak wiem. – Nagle dostałem sms od jednego z chłopaków – Słuchaj, muszę iść. Spotkamy się jutro okej? Przyjadę po ciebie, nie wiem za ile twoje auto będzie gotowe. – Uśmiechnąłem się, aby na pożegnanie przytulić dziewczynę.
            Następnego dnia niemal od razu skierowałem się pod jej dom. Uprzednio, oczywiście karmiąc mojego ukochanego kota. Czekając na Beth, musiałem odrzucić z osiem połączeń od Mii. Była nieco męcząca, miałem wrażenie, że zaczęła traktować mnie jak swoją własność. W momencie kiedy odrzuciłem kolejne połączenie, z bloku wyszła Beth.
            - Wiesz, że nie musiałeś po mnie przyjeżdżać?
            - Daj spokój, wsiadaj bo ludzie się niecierpliwią – Uśmiechnąłem się i podałem dziewczynie kask. Chwilę potem, już mknęliśmy ulicami Avenley River - co prawda nie prosto do studia, bo po drodze wpadłem jeszcze do kumpla, a jego żona przywitała Beth z szeroko otwartymi ramionami.
            Siedziałem właśnie na kanapie, razem z synem Conrada, jednego z najlepszych stylistów których znałem. Nicolas był prawdziwym aniołem, pokazywał mi różne stworki z swoich bajek – pięciolatek był naprawdę uroczym dzieckiem. Tymczasem Conrad brał prysznic, a Jess rozmawiała z Beth w kuchni.
            Spędziliśmy tam prawie dwie godziny, a następnie zabrałem dziewczynę na mały spacer po parku. Przypominały mi się historie mojego brata o czasach, kiedy spacery były normalnością. Żałowałem, że nie było mi dane poznać mojej matki a mój brat przez lata potęgował moje poczucie winy.
            - Jason? Wszystko w porządku? Nagle ucichłeś… - Ocknąłem się, kiedy Beth dotknęła mojej ręki. Widziałem po niej, że naprawdę się martwi.
            - Jest okej, widzisz… moje życie nie było łatwe. Mam brata, mój ojciec nie żyje, a matka zmarła przy porodzie. Zawsze gdy jestem w tym parku, przypominają mi się wszystkie historie które opowiadał mi… - ucichłem. Nie chciałem aby znała imię drugiego Hamiltona. Domyśliłaby się. Nie była głupia. – A z resztą, nieważne.
Pani fotograf?

26 lip 2020

Od Jasona cd. Elizabeth


            Razem z chłopakami ustalaliśmy właśnie jakie piosenki będziemy nagrywali, kiedy do studia wpadła dziewczyna. Niemal natychmiast zwróciła na siebie naszą uwagę, a kiedy dostrzegłem Elizabeth uśmiechnąłem się. Chłopaki popatrzyli na siebie z powątpieniem.
            - Zgubiłaś się? Wiesz, że na samym dole jest tak jakby rozpiska wszystkiego tak? – Erick założył ręce na piersi, a reszta zaś zaczęła cicho się śmiać.
            - Panowie, trochę wyczucia! Erick, mam ci przypomnieć jak pierwszego dnia tutaj wjechałeś na złe piętro? – Uśmiechnąłem się do kolegów, po czym podszedłem do kobiety i objąłem ją ramieniem – Elizabeth jest teraz członkiem ekipy, a ja, jako lider, wyrażam rozczarowanie waszą postawą, oraz nadzieję, że się poprawicie.
            Niemal natychmiast uśmiechy znikły z twarzy chłopaków. Po chwili każdy zaczął się przedstawiać, a ja nie opuszczałem mojej pozycji przy boku widocznie zestresowanej dziewczyny. Daniel uśmiechnął się do mnie, widocznie zadowolony z mojej postawy. Po chwili za to, zostawiłem Elizabeth z resztą i wszedłem do pomieszczenia na nagrywki. Założyłem słuchawki, aby po chwili dać znać, że wszystko słyszę i jestem gotowy. Rozbrzmiała dobrze znana mi melodia.

The warning to the people
The good and the evil
This is war
To the soldier, the civillian
The martyr, the victim
This is war

It's the moment of truth and the moment to lie
The moment to live and the moment to die
The moment to fight, the moment to fight,
To fight, to fight, to fight

To the right, to the left
We will fight to the death
To the Edge of the Earth
It's a brave new world
From the last to the first

            Piosenka “This is war”, napisana była przeze mnie wraz z Erickiem. Powtarzałem nagranie jej kilkanaście razy. Za każdym razem miałem tyle samo energii, wkładałem w to całe serce. Każdy krzyk, czy szept był nieudawany. To byłem ja. Moje życie było jedną wielką walką, wojną w której mógłbyś tylko jeden zwycięzca. Jak na razie, wygrywałem ja co napełniało mnie olbrzymią ulgą oraz szczęściem. Mając tekst przed sobą, zupełnie nie czułem potrzeby zerkania w niego. Znałem tą piosenkę na pamięć.
            Kiedy otworzyłem oczy, śpiewając ostatnie słowa piosenki widziałem wzrok chłopaków i ich uśmiechy, dumę Daniela i Elizabeth, która widocznie nie wiedziała co zrobić. Kiedy melodia się skończyła, zdjąłem słuchawki i wróciłem do reszty. Tam wszyscy razem przesłuchaliśmy piosenkę. Przyszła kolej na resztę, każdy z nich nagrywał swoje fragmenty po kilka razy.
            - Nagrywanie jeden piosenki to żmudny proces – Uśmiechnąłem się do Beth, po czym ruszyłem w kierunku korytarza i windy – Jesteś głodna? Możemy iść na dół, do bufetu. I tak muszę iść po kawę.
            - Pewnie, przy okazji poznam trochę budynek – Uśmiechnęła się do mnie, po czym razem wyszliśmy z samego studia.
            Idąc w kierunku windy, mijało nas mnóstwo ludzi w tym Mia – siostrzenica Daniela i nasza, w pewnym sensie sekretarka.
            - Jason! Co u ciebie? Ostatnio nie mam kompletnie czasu aby przychodzić na wasze próby. –Dziewczyna przytuliła mnie,a jej długie, rude włosy kołysały się przy każdym ruchu.
            - Jest dobrze, nagrywamy nową piosenkę. O, właśnie. Mia, poznaj Elizabeth. Została naszą panią fotograf, Daniel ją zatrudnił.
            - Witaj, miło mi. Skoro mój wujek cię wybrał, to znaczy że jesteś dobra. Albo to, że Jason mu kazał – Dziewczyna zaśmiała się perliście, po czym rozproszył ją dźwięk telefonu. – Wybaczcie mi, wpadnę niedługo na próbę. Praca wzywa.
            Szybko ruszyłem w kierunku windy. Elizabeth dreptała za mną bez słowa. Tłumaczyłem jej na które piętro powinna się kierować, jeśli będzie chciała porozmawiać z Danielem gdy nie będzie go w studiu. Wyjaśniłem też, że nasze piętra są od parteru, do piętra szóstego. Reszta, należy do innych producentów, jednak czasami tam bywamy.
            Kiedy byliśmy już w bufecie, ja wziąłem kawę patrząc wyczekująco na Elizabeth.
            - Coś się stało? Nie odzywasz się od pewnego czasu.
Pani Sawir?

11 lip 2020

Od Jasona cd. Elizabeth

Kiedy tylko wyszedłem z mieszkania pani fotograf, ruszyłem do domu. Kolejnego dnia miałem dostarczyć zdjęcia, więc miałem czas aby przygotować się na koncert. Kiedy zjawiłem się w domu, czekali tam na mnie już chłopaki.
- Serio? Nie mogliście zadzwonić? Poza tym, widzimy się już niedługo na koncercie – prychnąłem cicho, otwierając drzwi.
- Daj spokój chłopie, pokaż te zdjęcia.
Wyjąłem fotografie z plecaka i rzuciłem je na blat stołu. Chłopaki zaczęli przeglądać fotografię, typując te, które miały największe szanse aby zostać okładką naszego albumu. Wywróciłem oczami, karmiąc Vall. Nie rozumiałem ich podekscytowania.
Niecałe pół godziny potem, byłem gotowy. Zabrałem wszystko, co było potrzebne i wsiadłem do samochodu z chłopakami. Czasami miałem wrażenie, że nigdy nie dorośli. Głośna muzyka, gadanie o dziewczynach i wieczne imprezy. Nie przeszkadzało mi to, uwielbiałem tych ludzi. Przy nich, mogłem być sobą i nie bać się tego, że mnie nie zrozumieją. Tylko oni widzieli o moim bracie oraz o gangsterach, obserwujący mój każdy krok.
- Powiedz mi Jason, ta pani fotograf to ładna chociaż była? Ja przed jakąś paskudą nie chciałbym się rozbierać – Erick parsknął śmiechem. Ja sam uśmiechnąłem się lekko.
- Nie mnie to oceniać. Ale znając twój gust, zapewne by ci się spodobała – Spojrzałem na niego kątem oka, mężczyzna tylko podrygiwał w rytm muzyki. Naszej muzyki. – Od kiedy jesteśmy w radiu?
- Od kilku dni, stajemy się rozpoznawalni Jason! Niedługo fanki będą się do nas dobijały oknami! – Rytmiczne uderzenia o kierownice, po czym zaczęła się zwrotka Ericka i chłopak zaczął śpiewać, dobrze znane mu słowa.
            Mike szturchnął mnie, kiedy w radiu rozbrzmiał też mój głos. Nie mogąc się powstrzymać, zacząłem śpiewać.

I wish I found some better sounds no one’s ever heard,
I wish I had a better voice, sang some better words,
I wish I found some chords in an order that is new,
I wish I didn't have to rhyme every time I sang.

I was told when I get older all my fears would shrink,
But now I’m insecure and I care what people think.

My name’s ‘Blurryface’ and I care what you think
My name’s ‘Blurryface’ and I care what you think

            Słowa wypływały z mojego gardła, a chłopaki z tyłu dołączyli kiedy tylko była ich kolej. Właśnie tą piosenkę mieliśmy zaśpiewać dziś w barze. Całą piątką śpiewaliśmy głośno, praktycznie przekrzykując radio. Taylor zaczął udawać swoją solówkę gitarową, a ja nie przestawałem śpiewać. Rozluźniło mnie to, na chwilę zapomniałem, że jestem śledzony przez groźnych gangsterów. Kiedy podjechaliśmy pod lokal, mieliśmy super humory. Wyszedłem z pojazdu z śmiechem na ustach. Odróżniałem się od chłopaków ubiorem, ale to było normalne. Zawsze, oni ubierali się luźno podczas kiedy ja zakładałem koszule.
            - Black Wings! Wszystko gotowe, po drinku? – Właściciel podszedł do nas i uśmiechnął się szeroko. Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy do pokoju, wydzielonego specjalnie dla nas.  Tam rozwaliłem się na kanapie.
            - To co, zaczynamy spokojnie czy od razu z grubej rury?
            - Raczej z grubej, jak zawsze. Rozniesiemy ten bar, nie będzie czego zbierać po naszym występie! A ci wszyscy ludzie, oszaleją na naszym punkcie.
            Chłopaki przebrali się, założyli na siebie czarne koszulki oraz skórzane kurtki jak i tego samego koloru buty. Ja za to, nie musiałem się przebierać. Biała koszula z podwiniętymi rękawami, czarne jeansy, oraz białe adidasy. Stanąłem przed lustrem, zupełnie tak jakbym znowu szukał podobieństw do Valerio. Westchnąłem, widząc, że nic się nie zmieniło i jestem do niego podobny w dalszym stopniu. Erick podszedł i poklepał mnie po ramieniu.
            - Stary, zaczynamy show.
            Kiedy tylko pojawiliśmy się na scenie, rozległ się aplauz. Spojrzałem na chłopaków, którzy już ustawili się na swoich miejscach. Dałem im znak i jak jeden mąż, zaczęli grać doskonale znaną melodię. W barze było sporo młodych ludzi, nastolatki i widocznie ich rodzice. Wszyscy zaczęli klaskać,  wybijając rytm.

Sometime a certain smell will take me back to when i was young
How come I'm neber able to identify where it's coming from,
I'd make a candle out of it if I ever found it,
try to sell it, never sell out of it, I'd probablu only sell one,

It'd be to my brother, 'cause we have the same nose,
Same clothes homegrown a stone's throw from a creek we used to roam,
But it would remind uf of when nothing really mattered,
Out of student loans and treehouse homes we all would take the latter.

            Chwyciłem mikrofon I zacząłem śpiewać. Zawsze oddawałem temu całe serce, tym razem nie było inaczej.  Słowa wypływały ze mnie wraz z oddechem, ludzie przed sceną wpatrywali się w nas z uśmiechami. A moją uwagę przykuła dobrze znana mi osoba. Pani fotograf, Elizabeth Sawir siedziała właśnie na barowym krześle z napojem w ręku i ewidentnie nie mogła uwierzyć w to, że jest na koncercie osoby, której dziś robiła sesję. Spojrzałem prosto na nią, a po chwili po prostu przebiegłem wzrokiem po całym lokalu. 

Wish we could turn back time, to the good, old days,
When our momma sang us to sleep but now we're stressed out.
Wish we could turn back time, to the good, old days,
When our momma sang us to sleep but now we're stressed out.

We used to play pretend, give each other different names,
We would build a rocket ship and then we'd fly it far away,
Used to dream of outer space but now they're laughing at our face,
Saying, "Wake up, you need to make money."

            Kiedy tylko skończyliśmy śpiewać, zeszliśmy ze sceny. Ja sam za to, ruszyłem prosto do dziewczyny. Uniosłem pytająco brew.
            - Nie wierzę w zbieg okoliczności, panno Sawir. – Mój głos nie wyrażał żadnych emocji, ani intencji. Dziewczyna miała na twarzy rumieńce, jednak wiedziałem, że były to rumieńce spowodowane alkoholem, który wypiła. Nie byłem w stanie określić ile już tu była.
            - Ja też nie, panie Hamilton. – Spojrzała na mnie twardo, ja za to uniosłem pytająco brew.

Panno Sawir?

9 lip 2020

Od Jasona cd. Elizabeth


Wpatrywałem się w okno, a chłopaki dyskutowali żywo o okładce naszego nowego albumu z grafikiem. Ufałem mu, więc nie widziałem kompletnie sensu, aby wtrącać swoje wizje, zwłaszcza, że kompletnie ich nie miałem. Było już jasno, słońce grzało nad Avenley River co dało się rozpoznać już po strojach mieszkańców.
- Co o tym myślisz Jason? – Głos grafika wyrwał mnie z zamyślenia i odwróciłem się w kierunku reszty – Znowu odpłynąłeś kolego.
- Przepraszam, mam ostatnio dużo na głowie – Odwróciłem się lekko w stronę okna i parkingu, aby sprawdzić czy nie stoi tam charakterystyczny samochód. Na moje szczęście, nikogo tam nie było co pozwoliło mi się nieco rozluźnić.  – O co pytałeś?
- Doszedłem do wniosku, że skoro jesteś wokalistą i tak naprawdę twarzą zespołu, powinieneś być na okładce. Ja się tym zajmę, ale potrzebujemy zdjęć. Znam jedną dziewczynę, mój przyjaciel korzysta z jej usług. Podam ci numer, zadzwoń do niej.
Skinąłem głową. Po chwili już dostałem numer dziewczyny, po czym po prostu ruszyłem do domu. Odjechałem z parkingu z piskiem opon. Chciałem jak najszybciej zaszyć się w swoim mieszkaniu. Kiedy w końcu mi się to udało, spojrzałem z zwątpieniem na telefon. Zdecydowałem się wyciągnąć resztki pizzy z lodówki i zjeść, zanim zadzwonię. Jak postanowiłem, tak zrobiłem – siedząc na kanapie, zajadając pizzę oraz oglądając jakiś koszmarny serial głaskałem moją kotkę. Po pewnym czasie, zdałem sobie sprawę, że powinienem zadzwonić.
Nie wahając się ani chwili dłużej, wybrałem numer.
- Ciociu Amando, nie wiem co mój ojciec nagadał, ale nie dam rady wziąć teraz urlopu nieważne jak bardzo pilna byłaby sprawa.
- Uhm – odkaszlnąłem, nieco zaskoczony – Jason Hamilton. Czy dodzwoniłem się może do pani… Elizabeth Sawir?
- T-tak. Studio Elizabeth, fotograficzne Sawir – dziewczyna widocznie nie mogła się opanować, po tym co powiedziała wcześniej. Słyszałem zdenerwowanie w jej głosie. – Znaczy… studio fotograficzne, Elizabeth Sawir. W czym mogę pomóc, panie Hamilton?
Szybko przeszedłem do konkretów i umówiłem się z kobietą na sesję. Powiedziałem jej, że o samych wymaganiach konkretnie, porozmawiamy już na spotkaniu, głównie przez to, że grafik jeszcze nie wysłał mi wskazówek. Umówiłem się z nią na godzinę piętnastą trzydzieści. Kiedy się rozłączyłem, ponownie zacząłem oglądać telewizję. Spędziłem tak kolejną godzinę, po czym zacząłem się szykować. Szybki prysznic, po czym spakowałem do torby ubrania na zmianę, miałem już wskazówki. 
Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem wyobrażenie Dylana o okładce. Zamknąłem mieszkanie i pojechałem pod adres dziewczyny. Bez problemu odnalazłem to mieszkanie. Kiedy tylko zadzwoniłem, nie musiałem czekać długo. Niska dziewczyna otworzyła mi  z delikatnym uśmiechem na ustach. Nie odwzajemniłem go, nie widziałem takiej potrzeby.
            Kiedy dziewczyna zaproponowała coś do picia, bez namysłu wybrałem kawę. Właśnie w tym momencie wyjaśniłem jej, jakie są moje oczekiwania. Wyjaśniłem, że zdjęcia potrzebne są mi na okładkę. Kiedy otrzymałem swój napój, ruszyłem za dziewczyną do studia. Niemal od razu przeszliśmy do pracy.
            Na samym początku, zrobiliśmy kilka zdjęć w garniturze, oraz samej koszuli. Było iść dość dużo, jednak nie wszystkie mi pasowały i finalnie odrzuciłem połowę. Następnie zabraliśmy się do dalszej części sesji. Zdjąłem z siebie koszulę, zostając jedynie w czarnych spodniach. Odsłoniłem wszystkie swoje tatuaże, a kiedy stanąłem na tle fotograficznym, dostrzegłem wpełzający rumieniec na twarz dziewczyny. Uniosłem pytająco brew.
            - Coś się stało? – włożyłem dłonie do kieszeni, wpatrując się w Elizabeth. Dziewczyna drgnęła, po czym wbiła wzrok w podłogę.
            - T-tak – zająknęła się, a ja tylko wzruszyłem ramionami. Chwilę potem, ta chwyciła aparat i zaczęła robić mi zdjęcia. Zacząłem pozować, wiedziałem, że w trakcie tworzenia okładki, zostaną dodane mi czarne, palące się skrzydła.
            Robiła mi zdjęcia przez kolejne piętnaście minut, kiedy to zadzwonił mój telefon. Dziewczyna podskoczyła, prawie upuszczając aparat. A kiedy podszedłem do niej i przez przypadek musnąłem ją ramieniem, miałem wrażenie, że jej rumieniec jeszcze bardziej się rozprzestrzenił.
            Kiedy ja odebrałem telefon, dziewczyna wymamrotała coś pod nosem i uciekła z pokoju.
            - Halo?
            - Widzimy cię kochasiu, lepiej żebyś uważał. Szef trafi cierpliwość.
            Następnie słyszałem jedynie ciszę a na koniec połączenie zostało przerwane. Znaleźli mnie.
            Kurwa.
Elizabeth?

17 maj 2020

Od Jasona

          Avenley River było piękne nocą. Wpatrując się w miasto, miałem wrażenie jakbym żył w bajce, która stała się moim osobistym koszmarem. Minęło już pięć lat, od kiedy nie miałem wieści od brata – sam go o to prosiłem. Przynajmniej raz dotrzymał obietnicy. Vall krążyła wokół moich nóg, mrucząc oraz pomiaukując cicho. Zniżyłem się, po czym usiadłem na podłodze. Tej nocy było chłodno, mimo że dni były naprawdę ciepłe. Kiedy oparłem się o metalową balustradę plecami, kotka wskoczyła mi na kolana po czym zwinęła się w kłębek. Uśmiechnąłem się na ten widok. Księżyc oświetlał kamienicę akurat od strony, w której znajdowała się moja kawalerka. Gwiazdy lśniły na niebie. Co jakiś czas można było dostrzec spadającą gwiazdę. Za dziecka, zawsze oglądałem spadające gwiazdy. Siadałem na trawie przed domem i wpatrywałem się w niebo, za każdym razem mając to samo życzenie. Co prawda, nigdy się nie spełniło, ale byłem dzieckiem, do tego ze strasznie wybujałą wyobraźnią.

16 maj 2020

Jason Philip Hamilton

Źródło: Nieznane, najpewniej Pinterest, na zdjęciu Andy Biersack.
Motto: "Ta burza wciąż gna, wywołałem ją ja. Wszystkim śmierć zagraża, dopóki żyję ja"
Imię: Imię nadane mężczyźnie nie jest tak wyróżniające, jak drugiego z braci. Otóż, młodszy z Hamiltonów nosi imię Jason. Kiedy jego matka dowiedziała się, że nosi w swoim łonie drugiego syna, zapragnęła nazwać go na cześć swojego ojca - Philipa, ten jednak nie wyraził na to zgody i zaproponował imię, które nosił zmarły brat Angeliki, Jason. Rodzina przystała na ten pomysł, jednak niedługo potem zmienili decyzję, dając chłopcu na drugie imię, właśnie Philip. Chłopak od wielu lat przedstawia się wszystkim jako Jace.
Nazwisko: Tu sytuacja jest dość skomplikowana. Zupełnie odwrotnie niż jego brat, Jason nienawidzi swojego nazwiska które brzmi Hamilton. Według niego, Valerio zhańbił ich nazwisko, pozwalając aby stało się symbolem terroru, śmierci oraz niebezpieczeństwa. Jason jak najmniej używa swojego nazwiska, nienawidzi krzywych spojrzeń kiedy podpisuje się w urzędach, oraz plotek, że jest taki sam jak V. Długo rozważał zmianę nazwiska, stwierdził jednak, że jeden z nich musi oczyścić ich rodowe nazwisko. I na pewno nie będzie to Valerio.
Wiek: Dwadzieścia dwa lata.
Data urodzenia: 01.12
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Jason mieszka w niewielkiej kawalerce w Avenley River. Jest to porządna dzielnica, zadbana oraz z spokojnym sąsiedztwem. Uciekając z luksusu, nie chciał żadnych pieniędzy od brata - na samym początku mieszkał z przyjacielem i jego żoną, a kiedy zaczął zarabiać na muzyce którą wykonuje z zespołem, wyprowadził się. Mimo to, syn jego najlepszego przyjaciela zyskał imię właśnie po nim. Wracając, kiedy wynajął kawalerkę, w końcu mógł zapomnieć o przeszłości. Mieszkanie składa się z niewielkiej, jednak wystarczającej kuchni z wysepką, przy której stoją wysokie krzesła - właśnie tam Jason spożywa posiłki. Tuż za wysepką, jest salon, składający się z czarnego narożnika oraz jednego fotela. Na ścianie wisi dość duży telewizor oraz kilka zdjęć z koncertów, na których Jace jest z przyjaciółmi. 
Jego sypialnia znajduje się za przesuwanymi drzwiami - niewielkie pomieszczenie, z dużym dwuosobowym łóżkiem, dużą szafą z lustrami oraz dwoma szafkami nocnymi. Jest tu też wyjście na niewielki balkon. Łazienka znajduje się zaraz na przeciwko sypialni. Całe mieszkanie utrzymane jest w dość stonowanych kolorach, biało-czarno-szarych. Ewentualnie turkusowych, jednak są to tylko małe akcenty kolorystyczne jak dwie poduszki na narożniku, czy narzuta na łóżku. 
Orientacja: Heteroseksualny.
Praca: Pracuje jako muzyk już od ponad trzech lat. Razem z swoim zespołem "Black Wings" szybko pnie się w górę a jego piosenki okazują się coraz bardziej lubiane. Ma kilka stałych koncertów w miejscowych barach. 
Charakter: Jason od zawsze żył w przekonaniu, że dobro zawsze wygra. Bardzo szybko się przekonał, o swojej wielkiej pomyłce. Kiedy jego ojciec zmarł, zaś brat stał się postrachem miasta. Osiemnastoletni wówczas Jason odciął się od brata, wyprowadzając się z rodzinnego domu, zmuszając Valerio do obiecania mu, że nie będzie go szukał. Starszy z braci zgodził się, A Jason odszedł. Jak widać – nie ma dobrych stosunków z bratem. Jason jest typem samotnika, wystarczy mu jego najlepszy przyjaciel John, kanapa oraz siłownia w domu jego przyjaciela. Nie jest zbyt towarzyski, przez co nie ma zbyt wielu znajomych. Strach który go opanował, jest tak silny że nie raz nie pozwala zbliżać się do siebie nawet Johnowi. Nauczony aby walczyć o swoje – właśnie to robi. Walczy. Na pierwszy rzut oka, Jason jest naprawdę ponurym typem. Nie wychodzi na imprezy, jego jedyna droga na mieście prowadzi do zakładu tatuażu gdzie pracuje, do sklepu, Johna czy własnego domu. Nie kręci się wśród ludzi, bardzo mu to odpowiada. Trudno z nim też rozmawiać, skryty i małomówny prędzej mruknie pod nosem niż odpowie ci pełnym zdaniem. Zdystansowany, zimno oraz oschły. Właśnie tak można opisać Jasona. Niewielu wie, dlaczego taki jest – a on sam też nie zwierza się nikomu. Trzyma swoje problemy przy sobie, nie pozwalając aby ktokolwiek wiedział kim jest naprawdę oraz z kim jest spokrewniony. Dla znajomych, cóż, nie jest taki zły – jednak dalej się dystansuje a wyciągnięcie z niego jakichkolwiek informacji o nim samym, graniczy z cudem. Mimo, że można porozmawiać z nim na każdy temat i jest idealnym słuchaczem, nie dowiesz się nic o jego życiu, rodzinie, czy choćby przekonaniach. Najchętniej, nie ujawniałby nawet własnego nazwiska. Czasami, wydaje się wręcz wrogo nastawiony i faktycznie, potrafi zareagować agresją na pytania, które są dla niego zbyt osobiste. Nie może nic na to poradzić, od dziecka ma problem z hamowaniem swoich emocji, a zwłaszcza gniewu. Nienawidzi też plotek i wyssanych z palca pomówień, stara się na to nie reagować, jednak nie zawsze się udaje. Najczęściej jednak daje upust swoim emocjom w samotności. Jednocześnie, ludzie którzy go nachodzą, myśląc że dalej ma kontakt z Valerio, napawają go niepokojem.
Hobby: Interesuje się sportem, najbardziej boksem. Trenuje w domowej siłowni przyjaciela. Oprócz tego pisze piosenki, śpiewa i gra prawie na każdym instrumencie.
Aparycja|
- wzrost: 185 cm
- waga: 75 kg.
- opis wyglądu: Mimo, że Jace jest osobą przyciągającą wzrok - nie uważa tego za swój atut. Według niego, za bardzo przypomina brata. Widoczna, kwadratowa szczeka, prosty nos, pełne usta oraz oczy, które jednak najbardziej przykuwają wzrok. Jego lewe oko jest brązowe, zaś prawe - niebieskie, o identycznym odcieniu jak u jego brata. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z ciałem pokrytym tatuażami - brzmi znajomo? Dla osób które znają Valerio, oczywiście. Podobieństwa są ogromne, nawet w stylu ubierania się - chociaż Jace zwykle widoczny jest w bluzach i jeansach niż w eleganckich koszulach. 
- pozostałe informacje: Posiada mnóstwo tatuaży, ma też przekute lewe ucho.
- głos: Niski, melodyjny, przyjemny dla ucha. Nieco zachrypnięty.
Historia: Jason Hamilton urodził się jako drugi syn Alexandra i Angeliki Hamilton. Jego matka zmarła w trakcie porodu Jasona. Chłopak żył z ojcem oraz starszym bratem, który zawsze był dla niego wzorem. Przez wiele lat mieli bardzo dobre relacje, a Valerio był mu ojcem bardziej niż Alexander. Z czasem jednak, Valerio zaczał się zmieniać - a Jason poszedł na bok. W tym samym momencie, ten znalazł sobie innych znajomych przez co jeszcze bardziej odsunął się od brata. Ta sytuacja trwała do momentu, kiedy Alexander zmarł. Jason miał wówczas osiemnaście lat, a kiedy dowiedział się jak V chciał go utrzymać, aby ten mógł się dalej uczyć, zdecydował, że nie chcęd tak żyć. Odszedł od brata, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego.
Jednak inni tego nie wiedzieli. 
Już rok później, nachodzili go gangsterzy z którymi Valerio miał na pieńku, myśląc, że Jason zajmuje się tym samym. Od tamtego czasu, chłopak dystansuje się od wszystkich, nie chcąc sprowadzić na nich śmierci. Dodatkowo, własnie przez to doprowadził do kłótni z bratem w złym miejscu - Valerio zastrzelił jednego z członków innego gangu, aby chronić brata. 
Jason cały czas ma sobie za złe, że zaczął wojnę i najpewniej, jest teraz na celowniku. 
Rodzina: 
Valerio Hamilton - Starszy brat Jasona. Są skłóceni od pięciu lat, nie utrzymują ze sobą kontaktu a sam Jace nie ma pojęcia co obecnie robi jego brat. Za czasów dziecka, obaj byli ze sobą bardzo blisko a Valerio był przykładem do naśladowania. Z czasem jednak, różnice w podejściu obu mężczyzn do życia było coraz bardziej widocznie. Do tego, kiedy Jason dowiedział się o tym, jak V chciał zarabiac na utrzymanie siebie oraz samego Jasona, chłopak uniósł się dumą i od razu zdecydował o zerwaniu kontaktów. Zmusił też brata do złożenia obietnicy, że ten nie będzie go szukał. 
Partner: Nie ma partnerki, jak na razie nie zapowiada się, aby ją miał.
Potomstwo: Brak
Ciekawostki: Jason jest uzależniony od kawy i gorzkiej czekolady. 
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: W niewielkiej kawalerce chłopaka, znalazło się też miejsce na puchatego towarzysza. A raczej towarzyszkę. Kotka Vall, to kot rasy perskiej. Niecały rok temu, Jason znalazł kotkę ledwo żywą na ulicy. Przygarnął ją a od tamtego dnia, zwierzę nie odstępuje go na krok i jest jego najlepszą zwierzęcą przyjaciółką. 
Pojazd: Porusza się motocyklem Yamaha R6.
Kontakt: reflectionistka.gmail.com