Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooke. Pokaż wszystkie posty

27 lip 2020

Od Brooke - CD. Charlie

          Niewiele bodźców zewnętrznych zdążyło do mnie dotrzeć, nim zaryzykowałam w myślach stwierdzeniem, iż ten poranek zdecydowanie nie należy do najlepszych w moim życiu.
          Spróbowałam unieść swoje sklejone powieki, co choć przyszło z trudem, udało mi się uczynić. Na wpół otwartymi oczyma przestudiowałam otoczenie, w jakim się znalazłam, powoli przyzwyczajając swój wzrok do promieni słonecznych, które wdzierały się do pokoju przez niczym niezasłoniętą okienną szybę.
          Tępy ból rozsadzał moją czaszkę, skupiając się głównie na skroniach i tyle głowy. Atakując znienacka, odebrał mi tym jakiekolwiek chęci do życia i tym samym odwiódł ode mnie mało kuszący pomysł podjęcia prób poprawnego funkcjonowania tego ranka. Nadal nie czując się na tyle trzeźwo, na ile powinnam, zarejestrowałam też fakt, iż zdecydowanie nie znajduję się w swoim domu. Marszcząc brwi, uskuteczniłam próby zrozumienia, a raczej przypomnienia sobie, z jakich to powodów wylądowałam w obcej sobie sypialni. Mój nadal zaspany umysł niestety nie jest w stanie podpowiedzieć mi nic konkretnego, zaś ja w tej chwili wiem o sobie chyba tylko tyle, iż nazywam się Brooke Middleton i znalazłam się w niezrozumiałej dla mnie sytuacji.

16 lut 2020

Od Brooke - CD. Koyori

     Uniosłam brwi, obserwując jak chłopak, a właściwie już mężczyzna o chłopięcym usposobieniu wbiega do jednego z pomieszczeń i z euforią zatrzaskuje za sobą drzwi. Pokiwałam w zrozumieniu głową, spokojnie przyjmując do wiadomości jego wybuch energii i wróciłam do głaskania miękkiej sierści kota rozłożonego na moich kolanach. Mało było rzeczy, które mogły mnie w życiu zaskoczyć. Po jednak chwili przeniosłam swoje spojrzenie na brunetkę stojącą naprzeciwko mnie i zabawnie marszczącą brwi.
     — On tak zawsze? — spytałam z uśmiechem. Wiele bym dała, by na co dzień móc otaczać się tak pozytywnymi osobami, jak ona miała okazję. Wesoła aura płynąca od ekscentrycznego projektanta była wręcz zaraźliwa. Czułam, że nawet mój nastrój się dzięki temu poprawia, a to niemal graniczyło z cudem. Jak widać, miałam do czynienia z prywatnym pogromcą zdepresjowanych nastolatek. Młode fanki sławnych piosenkarzy, nie mogące wybrać się na ich koncert i z tego powodu tnące się mydłem w płynie powinny leczyć swoje załamanie nerwowe u tego człowieka.
     — A nawet gorzej. — Przewróciła oczami, jakby niewerbalnie chcąc mi przekazać, że ten typ już tak ma. Na usta cisnął mi się kolejny uśmiech. Pokręciłam głową, rozbawiona.
     — Też kiedyś taka byłam, także dogadywanie się z wiecznymi dziećmi mam we krwi — powiedziałam. Zaczynałam lubić tę dwójkę, mimo naszego marnego początku. Jeśli przeznaczenie układa te wszystkie scenariusze z życia ludzi, to najwyraźniej był to znak od niebios, że aby znaleźć znajomych częściej muszę brudzić drogie płaszcze.
     — Teraz już nie? — spytała, wstając. Wyrwana ze swoich rozmyślań, w pierwszej chwili nie wiedziałam, co miała na myśli.
     — Co? — wyrwało mi się głupio.
     — Czy teraz już nie jesteś taka — wyjaśniła, idąc do kuchni. Najwidoczniej przypomniała sobie o tym, że przed nagłym nalotem Shane'a zaczynała robić obiad. Ja również zdążyłam o tym zapomnieć przez tą chwilę. Podążyłam za nią bezwiednie, nadal trzymając na rękach mruczącą kulę zwaną inaczej kotem. Chyba mnie polubił, bo reagował głośnym, zadowolonym mruczeniem na każdy mój dotyk. Skupiłam się na drapaniu go za uszami i oparłam się plecami o jedną z szafek, patrząc na Koyori rządzącą się w kuchni. Wyglądała, jakby była w swoim żywiole. Ja owszem, umiałam co nieco upichcić, ale nie znajdowałam w tym żadnej frajdy. Traktowałam to bardziej jak swój przykry obowiązek, bo właściwie to właśnie tym dla mnie ono było.
     — Nie wiem. — Wzruszyłam ramionami. — Na pewno jestem inna niż przed kilkoma miesiącami, ale zaczęłam wracać do formy. Gdzieś w sobie czuję tę dawną iskrę. Chyba muszę ją na nowo rozpalić. — Przyglądałam się, jak skupiona na wykonywanych przez siebie czynnościach dziewczyna marszczy zabawnie nos. Ja na przykład, gdy intensywnie nad czymś myślałam, skubałam zębami dolną wargą lub przeczesywałam włosy ze trzy razy na sekundę.
     — Cóż, jeśli poznasz Shane'a bliżej, nie będzie to trudne — podsumowała trafnie całą jego postać i puściła mi oko, a ja wybuchłam śmiechem, przypominając sobie jego nagłe olśnienie, przypominające scenę ze słynną "Eureką".
     — Jak dla mnie w porządku, liczę tylko na to, że więcej płaszczy przy tym nie ucierpi — oznajmiłam, oczywiście nie na poważnie. — Iskrę to będę miała, gdy moja współlokatorka się o tym dowie. A właściwie cały pożar.
     — Spokojnie, niczego się nie domyśli. Nasz cudotwórca nie zostawia po sobie śladów — wyszeptała konspiracyjnie drugie ze zdań, komicznie zasłaniając przy tym usta jedną dłonią. Uśmiechnęłam się na te słowa i gest. To naprawdę miło z ich strony, że zechcieli pomóc mi w naprawie szkód. Ktoś inny mógłby po prostu zostawić mnie samą z problemem. Czułam się wdzięczna za to, że poświęcali mi swój czas.
     — Pomóc ci w czymś? — spytałam, kiwając głową w jej stronę. Miałam oczywiście na myśli gotowanie, bo nie chciałam tylko tak stać i przeszkadzać. Chwilę się namyślała, jednak zapewne domyśliła się moich intencji i przydzieliła mi jakieś zadanie. Spokojnie odstawiłam kota na podłogę i do niej podeszłam, a w tym samym momencie drzwi do pokoju naszego projektanta otworzyły się z hukiem, zwiastując jego ponowne nadejście. Odwróciłam się w tamtą stronę, zastanawiając, jaką nowinę obwieści nam tym razem.

Koyori?

Od Brooke - CD. Noelii

     Niedawno skończyłam swoją zmianę w kwiaciarni. Bardzo lubiłam tę pracę. Oferta spadła mi jak z nieba i chociaż z początku nie wiedziałam, jak to wszystko się potoczy i czy sobie poradzę, teraz nie miałam już żadnych wątpliwości, że decyzja o zatrudnieniu się tam była najlepszą, jaką mogłam podjąć. Wnętrze niewielkiego, przytulnego budynku sprawiało, że czułam się tam dobrze i przyjemnie, dzięki dobrej lokalizacji nie miałam większych problemów z dotarciem tam na piechotę, klienci byli mili i wyrozumiali, ale i tak najbardziej doceniałam towarzystwo właścicielki, Nicole, z którą spędzałam mnóstwo czasu w małym pokoiku na zapleczu, pijąc herbatę i rozmawiając jak z własną babcią. Powoli tak właśnie zaczynałam ją traktować, a i ona niejednokrotnie mówiła, że czuje się, jakbym była jej wnuczką, bo swoich prawdziwych wnuków nigdy nie miała okazji poznać. Jej obecność odprężała mnie, a trafne rady odpędzały moje codzienne stresy. Najchętniej w ogóle nie opuszczałabym budynku kwiaciarni, ale niestety, poza pracą życie toczy się też dalej.
     Siedziałam właśnie na ławce w parku i podziwiałam krajobraz, przy okazji ukradkiem obserwując przechodzących koło mnie ludzi i oceniając ich w skali od jednego do dziesięciu. Ot, zajęcie na nudę. Do swojego tymczasowego mieszkania miałam jeszcze kawałek drogi, a na zewnątrz powoli robiło się coraz chłodniej, ale nie obchodziło mnie to. Nie chciałam za szybko tam wracać. Wiedziałam, że zabieram Amber jej przestrzeń już zbyt długo, chociaż wydawać by się mogło, że jej wcale to nie przeszkadza, i powinnam w końcu wrócić na stare śmieci, do mieszkania matki. Nie czułam się jednak na tyle gotowa, dlatego unikałam konfrontacji z dziewczyną, chociaż w głębi serca wiedziałam, że przecież mnie nie wyrzuci. Chciałam jej dać przestrzeni.
     Moje ponure przemyślenia przerwało pojawienie się ślicznego psa, najwyraźniej kundelka, który jak gdyby nigdy nic podbiegł do mnie zadowolony. Uniosłam brwi i rozejrzałam się dookoła, nie dostrzegłam jednak potencjalnego właściciela, więc wyciągnęłam dłoń w kierunku psiaka, chcąc go pogłaskać. Chwilę zajęło mi przekonanie go, że nie mam złych intencji, a już kilka minut później sam praktycznie władował mi się na kolana i dał wymiziać z każdej strony. Śmiejąc się cicho, drapałam zadowolonego psa po brzuchu, przy okazji dostrzegając, że to suczka. Zastanawiałam się, gdzie podział się jej właściciel, ale odpowiedź na to pytanie nadeszła bardzo sprawnie. Znikąd koło mnie pojawiła się wysoka blondynka, która odezwała się od razu:
     — Witaj. Chyba właśnie głaszczesz mojego psa — oznajmiła obcesowo, wskazując palcem na sunię, jakby nie chcąc pozostawić wątpliwości, kogo ma na myśli. Chcąc być uprzejma, zdobyłam się na względnie miłą jak na mój obecny nastrój odpowiedź, w dodatku powstrzymałam się od mojej codziennej ironii. Niezwykłe.
     — Dzień dobry. Przepraszam, już go daję. 
     Co prawda nieco niechętnie, bo zdążyłam polubić zwierzaka, ale podałam go prosto w ręce właścicielki. Spodziewałam się, że teraz ta odejdzie, lub wręcz przeciwnie, przysiądzie się do mnie, jak to często ludzie robili, dziewczyna jednak nie zmieniła miejsca swojego położenia i nagle się odezwała.
     — Mieszkasz tu gdzieś niedaleko?
     Nie da się ukryć, dziwne pytanie i raczej nie zadaje się go nieznajomemu. Wzmogłam czujność i rozejrzałam się na boki, z ulgą stwierdzając, że w pobliżu spaceruje sporo ludzi i w takim towarzystwie krzywda mi się raczej nie stanie.
     — Nie, ale nie mam jak wrócić — odpowiedziałam prosto, tonem sugerującym, że nie mam ochoty dalej ciągnąć tej dyskusji. Dziewczyna jednak nie odpuszczała i nie wiedziałam, czy to próba nachalnego bycia miłym, czy za tym wszystkim kryło się coś więcej.
     — Chodź, odwiozę cię, mam samochód niedaleko banku.
     Okej, co mówili w szkole na temat przyjmowania tego typu ofert od nieznajomych? Coś w stylu, pod żadnym pozorem się na to nie zgadzaj, bo wytną ci nerkę? Każ im grzecznie spadać na drzewo? Możliwe, ale ja nigdy nie słuchałam. Wolałam odgrywać z tyłu klasy własne scenki i zabawiać tym resztę uczniów. Byłam idiotką.
     Nie czułam się w jej towarzystwie jakoś szczególnie zagrożona czymkolwiek, więc po bitwie myśli i przeanalizowaniu plusów i minusów, w końcu skapitulowałam. Najwyżej wysiądę ulicę wcześniej, chociaż nie wyglądała mi na psychopatkę, która później będzie mnie nachodzić we własnym domu. O ile do niego w ogóle z nią dojadę.
     — Dobra — spasowałam. — Możesz też podzielić się tym, co dobrego masz przy sobie, bo wyraźnie czuję zioło. — Jestem idiotką.
     Szeroko się uśmiechnęłam.

Noelia?

21 sty 2020

Od Brooke - CD. Charlie

          Nawet ucieczka przed porządnie wnerwionym ochroniarzem była dla mnie dobrą okazją do śmiechu i żartów, zwłaszcza, że po dniu z Charlie miałam wybitnie dobry humor. Na odchodne, po szybkim przedostaniu się z powrotem na drugą stronę ogrodzenia, pozdrowiłam pędzącego za nami mężczyznę środkowym palcem i głośno życzyłam mu miłego dnia. Przysięgam, przebiłam wtedy wszystkie swoje rekordy szybkości w biegach na kilkaset metrów. Naturalnie, udało nam się mu wywinąć, co pomimo zmęczenia i złapania niezłej zadyszki, gdy w końcu mogłyśmy się zatrzymać po szaleńczym biegu, wyrwało ze mnie długi, szczery śmiech.

16 lis 2019

Od Brooke - CD. Charlie

     Czy to, że w całym tym szaleństwie chciałabym choć jedną, beztroską chwilę dla siebie jest tak bardzo złe i egoistyczne? Czułam wyrzuty sumienia na samą myśl o tym, że ja mogłabym bawić się i zapominać o świecie gdzieś daleko od tej szpitalnej rzeczywistości, podczas gdy moja mama leży w jednej z jego sal, a babcia ma zostać lada chwila pochowana. Byłam coś winna im obu, mimo, że pierwszej z nich nienawidziłam, a druga mimo wszystko nie zawsze traktowała mnie fair. Ale musiałam doprowadzić tę sprawę do końca i dowiedzieć się, co lub kto stoi za wypadkami chodzącymi po rodzinie Middleton, skoro dotknęło to również moje niczemu nie winne, nienarodzone dziecko. Ciągłe roztrząsanie tej sprawy we własnej głowie, gdy jeszcze leżałam przykuta do szpitalnego łóżka i sama wiele nie mogłam zrobić przytłaczało mnie. Potrzebowałam działać. Chciałam realnie móc wpłynąć na rozwój wydarzeń i na własną rękę wszcząć poszukiwania sprawcy całego tego zamętu wokół babci, mamy i mnie, ale to nie było takie proste. Nie, gdy jedyną poszlaką była Rose, która w dodatku obecnie była nieosiągalna. Więc czy to takie straszne, że po mojej głowie przeszła myśl, by na tę parę godzin nareszcie poczuć się jak zwykła, niewmieszana w żadne duże afery nastolatka, która po prostu cieszy się życiem? Dawno nie miałam okazji takiej udawać, a chyba potrzebowałam właśnie takiego dnia, by po ostatnich ciężkich miesiącach móc dać umysłowi odpocząć i postarać się wrócić do siebie. Pozbyć traum i zawahań, które mnie ograniczały. Chciałam po prostu znów być w pełni sobą. Teraz miałam obok siebie osobę, z którą to wszystko mogłoby stać się jeszcze łatwiejsze, niż na początku sądziłam, że mogłoby być.

15 lis 2019

Od Brooke - CD. Koyori

     Początkowo byłam wściekła, ale czułam też upokorzenie. Wszystkie te negatywne emocje skierowałam głównie w swoim kierunku, gdyż to ja jak zwykle nie poszanowałam czyjejś własności i pozwoliłam na zniszczenie płaszcza. Wypadki chodzą po ludziach, ale czemu zawsze tym człowiekiem, który obrywa, jestem ja? Było mi wręcz niewyobrażalnie głupio, bo nie dość, że Amber była na tyle miła, by za darmo udostępnić mi swoje mieszkanie i środki do życia, nawet pożyczyła mi te zdecydowanie drogie ubrania, to ja zamiast się jej jakoś dobrze odwdzięczyć, tak po prostu pozwoliłam zniszczyć się jej ulubionemu płaszczowi. Ledwo znalazłam pracę, nawet nie zaczęłam jej wykonywać, a już czułam, że nigdy w życiu nie wypłacę się ludziom za szkód, które im poczyniłam. Tym bardziej, że znałam kolosalną cenę tego nabytku dziewczyny i byłam pewna, że ja za tyle pieniędzy mogłabym mieć i dziesięć płaszczy. Miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy w geście rozpaczy, ale ten sympatyczny koleś Shane uspokoił mnie na tyle, że jeszcze nie zdecydowałam się na tak drastyczny krok. Było w nim coś na tyle sympatycznego, że od razu nawiązałam z nim przyjemną rozmowę i nie czułam się przytłoczona jego towarzystwem. Gdzieś obok nas kręciła się dziewczyna, która wylała na mnie tę nieszczęsną kawę. Koyori, jeśli dobrze pamiętam. Mimo mojego początkowego wybuchu, nie miałam jej tego za złe i nie zamierzałam obwiniać jej o ten mały wypadek. Obok niej szły dwa piękne psy, które miałam wielką ochotę pogłaskać, ale jakoś głupio było mi w takiej sytuacji o to spytać. Zamiast tego łamałam sobie głowę nad tym, co powiedzieć Amber po moim powrocie do domu, gdy spyta, co się stało z jej płaszczem i dlaczego nie mam go na sobie. Bo wiadome było, że nie mogłam wrócić z nim do jej mieszkania dopóki jest w takim stanie. Obecnie całą trójką – a właściwie piątką, jeśli liczyć zwierzyniec – szliśmy do mieszkania Shane'a i Koyori. Jak już zdążyłam się dowiedzieć od tego pierwszego, byli współlokatorami. Zarzekał się, że da radę przywrócić płaszcz do jego pierwotnego stanu, więc postanowiłam mu zaufać, bo tak właściwie to i tak nie miałam innego wyjścia. Próbując doprać to sama, mogłabym przynieść jeszcze więcej szkód, bo nigdy nie miałam do czynienia z tak drogim i delikatnym materiałem. Zdałam się więc na nowo poznanego chłopaka, licząc na to, że nie będę tego żałować. Bezustannie odciągając nieprzyjemny, mokry materiał koszulki od mojego ciała podążałam za nim, rozglądając się wokół i starając się zorientować, gdzie dokładnie jesteśmy, żebym mogła wyszacować sobie, którędy powinnam później wrócić do Amber. Niestety niezbyt znałam te okolice, więc uznałam, że później będę się tym przejmować.

3 lis 2019

Od Brooke - CD. Charlie

      Nie powinnam płakać.
      To nie moja wina, że moja obecnie rozregulowana gospodarka hormonalna wymusza na mnie tylko takie reakcje na szokujące wydarzenia. Równie dobrze mogłabym zamiast tego wymiotować, mdleć lub patrzeć się tępo w sufit, jak przez pierwsze dni po wypadku. Wolałabym już to. Przez ostatnie lata nie miałam okazji przyzwyczaić się do ukazywania uczuć w postaci łez, a zwłaszcza w czyimś towarzystwie. Przecież ja nie znosiłam tej kobiety, dlaczego tak reaguję?
      Bo to moja matka. I tego nie zmienię, nawet jeśli bardzo bym chciała. Ale nie wiem, czy chcę.
      — Zaraz mi przejdzie, to chyba z szoku — mówię niezręcznie w stronę wciąż stojącej nade mną dziewczyny, która w ciągu ostatnich kilku dni poświęciła mi więcej czasu i uwagi, niż ktokolwiek inny w całym moim dotychczasowym życiu. Bezustannie wycieram nowe łzy spływające z moich oczu, irytując się tym, że przed oczami mam bardzo nieostry obraz. Cholera, za dużo się dzieje wokół mnie ostatnio.

14 sie 2019

Od Brooke do Koyori

          Powrót do normalności był ciężkim zadaniem, ale nie z takimi rzeczami dawałam już sobie radę. Po kilku dniach spędzonych u koleżanki Rosalie, pięknej szatynki Amber, która mieszkała w Avenley River i – za prośbą mojej kuzynki – udostępniła mi pokój w swoim pięknym mieszkanku, bym mogła dojść do siebie po wydarzeniach, które obie nazwały "traumatycznymi", uznałam, że czas porządnie wziąć się w garść. Nie mogłam znieść współczujących spojrzeń dwóch przyjaciółek i ich dopytywań o to, jak się czuję i czy czegoś mi potrzeba. Wątpiłam, by tak naprawdę wiedziały cokolwiek o tym, co teraz przechodzę. Rose przez swoje złe doświadczenia nienawidziła ciąż, dzieci i wszystkiego co jest z tym związane, zaś Amber, która – jak już zdążyłam się zorientować – prowadziła dość rozwiązły tryb życia, przeszła już ponad dziesięć aborcji. Przynajmniej sama tak twierdziła. Nie powiedziała tego mnie, ale słyszałam, jak z Rosalie śmieją się z tego, że w klinice aborcyjnej ma już zniżki. Mnie ten temat nieszczególnie bawił.
          Wizytę w domu rodzinnym oczywiście zdążyłam zaliczyć już na drugi dzień po moim wyjściu ze szpitala, gdy tylko zameldowałam się u Amber. Nie było tak źle, jak myślałam, może dlatego, że był pusty. Moja matka musiała gdzieś wyjść, a po jej facetach nie było tu śladu. Wszędzie panował jednak brud, smród i ubóstwo, a stęchliznę i zapach mocnego alkoholu czuć było w każdym kącie. Brudne, nie myte od wielu tygodni naczynia gniły w zlewie, na meblach osiadła się kilkupiętrowa warstwa kurzu, wszędzie walały się śmieci, głównie puste butelki po trunkach, a w sypialni mamy, do której wolałam nie zaglądać, śmierdziało jakby ktoś tam umarł. Pokoik mój i babci wydawał się dziwnie pusty, teraz, gdy jej już na tym świecie nie było. Z cichym westchnięciem wyjęłam z szafki wielki wór na śmieci, do którego wrzucałam wszystko, co spotkałam na swojej drodze. Z niechęcią zajrzałam do sypialni. Po podłodze walały się zużyte kondomy, w kącie leżało coś, co przypominało zbyt długo rozkładającego się szczura. No tak. Światło nie chciało się włączyć, musieli nam odciąć prąd. W półmroku skończyłam zbierać śmieci, wyrzuciłam je do zsypu i rozpoczęłam zamiatanie podłóg oraz ścieranie kurzy. Nie miałam jak umyć naczyń, wody również nie było. Z wściekłości na wszystko wokół w moich oczach pojawiły się łzy.

5 sie 2019

Od Brooke - CD. Charlie

          To wszystko wokół mnie sprawiało wrażenie zwykłego, złego snu, których w ostatnich tygodniach miewałam wiele i które kończyły się pobudką w środku nocy, z mocno bijącym sercem i przerażeniem opanowującym ciało. Z tą różnicą, że tym razem nie mogłam się tak po prostu wybudzić, co wskazywało na to, iż wydarzenia dzisiejszego dnia są jak najbardziej realne i nie dam rady magicznie wymazać ich istnienia porządnym szczypnięciem w ramię. Mimo to, chyba nadal miałam w sobie ostatni rzut nadziei na to, że szpitalny koszmar okaże się być jedną wielką pomyłką, że przystojny doktor przyjdzie i powie, że to nie o moją babcię chodziło, a roześmiana Rosa odetchnie z ulgą i razem pojedziemy do ośrodka spotkać się z moją babunią, z którą wszystko jest w jak najlepszym porządku. Rzeczywistość bywa jednak brutalna i pozbawia człowieka marzeń w jak najbardziej bolesny sposób, zmuszając do konfrontacji z otoczeniem i skąpiąc na znieczulenie dla złamanego serca.
          W tym momencie byłam krucha. Tak cholernie krucha, że najbardziej banalna sytuacja mogłaby złamać mnie do końca. Nie czułam się na siłach, by tu zostać, bo wszystko wokół — policjanci, pielęgniarki, spacerujący korytarzami nieliczni pacjenci, białe ściany, drzwi do pomieszczeń czy nawet mój przystojny lekarz — samym widokiem uświadamiało mnie coraz bardziej tego, w jak złym kierunku pognały wydarzenia ostatnich kilku godzin. Jeszcze rano czułam się na tyle szczęśliwa, na ile mogłam w swojej życiowej sytuacji. Cieszyła mnie perspektywa spotkania z babcią po takim czasie, nawet jeśli w cenie musiałabym znieść jej narzekania i dąsy. Miała do nich prawo, była osobą starszą i schorowaną, pozostawioną samą sobie, przez alkoholizm córki i egoizm wnuczki. Na jej miejscu zachowywałabym się podobnie.

8 lip 2019

Od Brooke - CD. Charlie

        Wiedziałam, że po moim powrocie do miasta prędzej czy później wyda się to, że spodziewam się dziecka. Nie oznacza to jednak, że byłam gotowa na taki obrót spraw. I na pewno nie przewidziałabym tego, kogo z moich dawnych znajomych jako pierwszego spotkam na swojej drodze.
        Charls Graham. Dawniej w myślach (i nie tylko) nazywałam ją niezłośliwie Grahamką, co miało oczywiste nawiązanie do bułek sprzedawanych w każdym sklepie spożywczym. Mimo tego, że od tamtych zdarzeń minęło tyle czasu, nadal jak przez mgłę pamiętałam, że gdy wybiegłam z klasy po kłótni z nauczycielem, to ona przyszła po mnie, próbując namówić mnie do powrotu na lekcję. Jeszcze tego samego dnia, matematyczka wylosowała nas do stworzenia razem projektu, którego tematu oczywiście już nie pamiętałam. Nie zdążył nawet dojść do skutku, bo niedługo później z oczywistych względów przestałam chodzić do szkoły, a potem całkiem z niej zrezygnowałam i przeniosłam się na wieś. Dziewczyna zapewne musiała znaleźć kogoś innego do pary, albo podczepiła się do już istniejącej grupy. Zresztą, o czym ja myślę w takich momentach. Aktualnie większym problemem jest to, że już wie o mojej ciąży, co potwierdziły jej kolejne, aż nazbyt inteligentne słowa.

3 lip 2019

Od Brooke do Charlie

        Ostatnie miesiące były dla mnie cholernie trudne. Odkąd wyjechałam z Avenley River i zatrzymałam się u kuzynki Rosy, starałam się mimo wszystko wyjść na prostą, co wcale nie było takie łatwe. Wspomnienia ciążyły mi w głowie, przypominając o wydarzeniach, których namacalny ślad zostanie ze mną już na zawsze. Gdybym miała możliwość zmiany choćby jednego elementu przeszłości, po prostu nie wróciłabym do domu tamtego dnia. Przespałabym się w jakimś zaułku. Nic złego by się nie stało, a późniejsze zdarzenia nie zmusiłyby mnie do przeorganizowania całego swojego życia. Czasu jednak nie cofnę.

28 cze 2019

Brooke Octavia Middleton

Źródło: Pinterest - Dasha Taran.
Motto: Try me.
Imię: Rodzice nadali jej dwa piękne imiona. Uwielbia obydwa i nadal czuje przyjemny dreszcz przy ich wymawianiu. Przedstawia się głównie pierwszym, czyli Brooke. Wiele osób pieszczotliwie zdrabnia je do Broki, ewentualnie Brooks. Drugie brzmi Octavia i tu pojawia się wiele możliwości skrócenia tego imienia, jednak najczęściej w powietrzu pada fraza Via. Nie przeszkadzają jej żadne nowe zwroty w jej kierunku, o ile nie są obraźliwe.
Nazwisko: Jedyną pamiątką po ojcu, który zostawił ją i jej matkę tłumacząc się słowami „Nie byłem gotowy na rodzinę”, zostało właśnie nazwisko, czyli Middleton.
Wiek: Dopiero siedemnaście, a życie dostarczyło jej już tylu wrażeń, że czuje się o wiele starsza niż jest w rzeczywistości.
Data urodzenia: Dwunasty kwietnia.
Płeć: Nie trzeba zaglądać jej pod spódnicę, by zorientować się, że Broki to dziewczyna.
Miejsce zamieszkania: Niewielkie mieszkanie z zaledwie kilkoma pomieszczeniami — zagraconym salonem pełniącym również funkcję kuchni, z racji zlewu, stołu, lodówki oraz paru innych urządzeń stojących w jednym kącie, malutką łazienką z wiecznie psującym się sedesem i prysznicem, sypialnią w której urządziła się matka Brooke i niewielkiego pokoiku, który sama zainteresowana dzieli z babcią, mając do swojej dyspozycji jedynie tapczan i niewielkie, odrapane biurko oraz komodę. Wszystko prócz jej części pokoju utrzymane jest w nieporządku i biedzie. Wszędzie walają się butelki po alkoholu, brudne nieprane ubrania, śmieci i inne. Dziewczyna nigdy nie potrafiła nazwać tego miejsca domem.
Orientacja: Co prawda nigdy się nad tym nie zastanawiała, jednak wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednoznacznie — dziewczyna jest biromantyczna homoseksualna.
Praca: Z racji swojej niepełnoletności korzysta z życia. Nie pracuje.
Charakter: Brooke prezentuje się jako głośna, pełna werwy i wewnętrznej pewności siebie dziewczyna o wybujałej wyobraźni, ciągle pakująca się w kłopoty, co daje jej wygląd "złej dziewczyny". Nie jest jednak wredną czy niemiłą osobą, co to to nie. Nie lubi ranić innych. Popularna w szkole. Ma poczucie humoru, jest dowcipna oraz lojalna wobec ludzi, których uważa za bliskich. Jest w stanie zrezygnować z własnego szczęścia na rzecz powodzenia kogoś innego. Pozytywna, a zarazem buntownicza, lubi być oryginalna i zawsze ma własne zdanie. Charyzmatyczna. Szczera. Ponad wszystko wielbi muzykę. O dziwo uczennica z niej dobra, w dodatku daje swoimi ocenami dobry przykład i jest dosyć pilna w nauce, o tyle gorzej jednak w kontaktach z nauczycielami, którym często robi dowcipy czy po prostu się stawia. Nie da się po niej dostrzec żadnych problemów, zawsze wygląda na wesołą i skupioną na dobrej zabawie. Trudno jej nie lubić. Z nią zawsze jest ciekawie i nie da się nudzić, gdyż dzięki jej wysoce rozwiniętej wyobraźni potrafi w sekundę wpaść na genialny plan na życie. Jest mądra i wie, jak korzystać z rozumu, mimo to często zachowuje się nieracjonalnie. Wszędzie jej pełno. Za przyjaciół wskoczyłaby w ogień i pokonała sto diabłów. W głębi duszy jest dobrą dziewczyną, jednak skrzywdzoną, co próbuje odreagować żyjąc wedle zasady "rób wszystko na co masz ochotę, by później nie żałować, że czegoś nie spróbowałeś". Strasznie niecierpliwa. Rzadko posługuje się ironią. Ma kilka marzeń, które prawdopodobnie nigdy się nie spełnią, mimo że do nich dąży. Gdy postawi sobie cel, spina cztery litery by go jak najszybciej wykonać. Bezpośrednia, zuchwała, momentami lekko egoistyczna. Czasami, gdy jest sama, dopada ją smutek i melancholia, jednak stara się odsunąć od siebie złe myśli. Zrobi wszystko, by wyjść z bagna w którym siedzi, a jej celem jest przeżyć życie jak najlepiej, a nie stoczyć się jak jej matka.
Hobby: Lubi sporty ekstremalne, muzykę oraz pasjonuje się sztukami walki.
Aparycja|
- wzrost: 172 centymetry.
- waga: 53 kilogramy, delikatna niedowaga.
- opis wyglądu: Średniego wzrostu, szczupła a wręcz chuda dziewczyna o drobnej, bladej twarzy okalanej sięgającymi długo za ramiona prostymi, ciemnymi włosami. Ma równe, ciemne brwi, brązowe oczy i lekko zadarty nosek. Jej usta o malinowym odcieniu są pełne i delikatne. Ma wyraźnie zarysowaną linię szczęki. Niewielkie piersi, płaski brzuch i trochę kościste kolana. Jej nadgarstki są zadziwiająco szczupłe, tak jak jej palce. Ubiera się oryginalnie i modnie. Zawsze ma na sobie swoje ulubione kolczyki w kształcie serc – prezent od wujka na jedenaste urodziny.
- pozostałe informacje: Na jej lewym nadgarstku widnieje niewielki tatuaż, zakrywający brzydką bliznę po oparzeniu. Ma pieprzyk na udzie.
- głos: Delikatny, melodyjny i przyjemny dla ucha, jednak gdy ją zdenerwujesz potrafi nabrać na szorstkości i ostrości.
Historia: Urodziła się w Avenley River jako córka Angeliny i Thomasa Middleton. Pierwsze lata życia, choć niewiele z tego okresu pamięta, były wypełnione szczęściem, a dziewczynce niczego nie brakowało. Niestety, gdy miała niespełna osiem lat, jej ukochany tatuś zostawił ją i jej mamę i odszedł, tłumacząc, że nie był gotowy na takie życie. Angelina wpadła w depresję, brała leki, które nie pomagały, została zwolniona z pracy, wpadła w długi. Sprzedała dom i zamieszkała z córką w niewielkiej norze, bo inaczej tego mieszkania nazwać się nie da. Zaczęła zaniedbywać Brooke coraz bardziej, a ta powoli uczyła się samodzielności i tego, że musi być w tej sytuacji silna. Do mieszkania wprowadziła się babcia, kobieta silnej ręki, która postawiła matkę dziewczynki na nogi, jednak po pewnym czasie tamta po kryjomu zaczęła pić. Wpadła w silny nałóg, zaś babka zaniemogła z powodu słusznego wieku, i tak od tego czasu Broki była zdana na siebie, musząc radzić sobie sama i udając, że za jej drzwiami nie dzieje się nic złego. I tak oto obecnie babcia leży przykuta do łóżka, zaś matka każde kolejne pieniądze marnuje na alkohol i sprowadza do siebie coraz bardziej podejrzanych fagasów. Z kolei Brooke coraz rzadziej pojawiała się w domu, w szkole udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Do pewnego razu...
Pijany facet jej matki wykorzystał Broki, a dziewczyna zaszła w ciążę. Ukrywała ten fakt jak najdłużej, ale gdy brzuch zaczął być widoczny, zmyła się na wieś do swojej dalekiej kuzynki. Po jakimś czasie stwierdziła, że nie może wiecznie chować się przed życiem, więc wróciła z podniesioną głową do Avenley River, ignorując wszelkie awantury ze strony jej matki, dotyczące ciąży. Obecnie atmosfera w jej domu wisi na włosku...
Rodzina: 
Angelina Middleton – matka – kobieta, która stoczyła się już wiele lat wcześniej i obecnie jest tylko skorupą swojej dawnej, ciepłej osobowości. Mimo, iż kiedyś Brooke miała z nią cudowny kontakt, obecnie czuje jedynie wstyd i żal patrząc na wiecznie pijaną i załamaną kobietę.
Thomas Middleton – ojciec – człowiek, z którym nie miała żadnego kontaktu, odkąd odszedł wiele lat wcześniej. Wielokrotnie próbowała z nim porozmawiać, jednak ten unikał jej jak ognia, i w ten oto sposób nie widziała ani nie słyszała o tym człowieku od przeszło ponad dziewięciu lat.
Eva Parker – babcia – dawniej wspaniała kobieta, obecnie przykuta do własnego łóżka, wiecznie zrzędząca i uprzykrzająca dziewczynie życie emerytka. Jedyne co powstrzymuje Brooke od odpyskowania wrednej kobiecie, jest pewien szacunek, który nabyła do niej za dziecka, mimo że od tego czasu zdążył się on porządnie wykruszyć.
Patrick Parker – wujek – ostatni raz widziała go mając jedenaście lat. Próbował odebrać jej matce prawa do opieki nad Broki i zapewnić jej dobry dom, jednak nie udało się i przegrał w sądzie. Nigdy więcej nie pokazał się jej na oczy.
Partner: Brak.
Potomstwo: Jeszcze nie...
Ciekawostki:
— Do dwunastego roku życia pisała listy do ojca, w których obwiniała się o jego odejście, pytała, co ma zrobić, by wrócił i prosiła o odpowiedź. Nigdy jej nie dostała.
— Wstydzi się swojego pochodzenia i tego, w jaki sposób musi żyć, więc by zapomnieć o tym, co czeka ją po powrocie, na co dzień zachowuje się jak zakręcona, wyluzowana nastolatka i sama zaczyna w to wierzyć.
— Uwielbia truskawki i lody czekoladowe z bitą śmietaną.
— Zawsze chciała mieć psa.
— Nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki.
— Często ucieka z domu.
— Kocha jeść i nie tyje.
— Jej ulubioną porą jest noc.
— Brzydzi się używek.
Inne zdjęcia: 1 2
Zwierzęta: Nie ma i w najbliższej przyszłości raczej mieć nie będzie, chociaż marzy o psie.
Pojazd: Nie posiada żadnego. Chyba, że wliczyć stary odrapany rower, dawniej należący do jej babki.
Kontakt: ♥♥♥Tommy♥♥♥ | shelleyowa@wp.pl | facebook prywatnie

6 paź 2018

Brooke odchodzi

Dobry wieczór, Avenley River.
Przychodzę dzisiaj z dość smutną informacją, żegnamy administratorkę — Brooke.
Powód: decyzja własna.

18 sie 2018

Od Brooke - CD. Charlie

     Kolejną lekcją była zdecydowanie przeze mnie znienawidzona matematyka, której zawsze musiałam poświęcać najwięcej czasu podczas nauki. Trudno mi było zrozumieć te wszystkie zagadnienia, wzory, obliczenia, ale jakoś się udawało, mimo iż nadal uważałam je za najgorszy syf. Nauczycielka, pani Ainsley, znała mnie już z wielu pyskówek rzucanych w jej stronę i nie pałała do mnie sympatią. Z wzajemnością.
     Z westchnieniem poprawiłam torbę na swoim ramieniu i pobiegłam w stronę schodów, choć raz chcąc zdążyć na lekcję. Wystarczająco już zdążyłam sobie nagrabić w ciągu tych czterdziestu pięciu minut od przekroczenia progu budynku szkoły. Starałam się nie myśleć o tym, jakie piekiełko czeka mnie na następnej lekcji z Winstonem. Było pewne, że mi nie odpuści. Szykuje się całogodzinne ostre pytanie z pięciu ostatnich lekcji w tył, głównie z tej, którą opuściłam. Będę musiała go ubiec i wykuć wszystko na blachę przed, nie ma co. Za dwóję z fizyki sama walnęłabym się w czółko. Jeśli chcę dostać stypendium, moja idealna średnia nie może spaść ani trochę. Już i tak wiszę na włosku po ostatnim mega trudnym sprawdzianie z wosu. Moja pamięć do dat i przypisywania ich konkretnym wydarzeniom to dno.
     Wbiegając po schodach zderzyłam się z osóbką, z którą już miałam bliższe spotkanie tego dnia. Charlie. Nie wiedziałam o niej za wiele. Co prawda chodziłyśmy razem do klasy tyle czasu, a ja sama byłam bardzo do ludzi, ale jakoś nigdy nie wywiązała się między nami konkretniejsza rozmowa, nie miałam okazji pobycia z nią sam na sam, prócz dzisiejszej sceny w łazience. Inni garnęli się do mnie i traktowali jako swoje... guru, nie powiem, to nawet mile łechtało moje ego, a ja sama lubiłam robić z siebie małego błazna przed wszystkimi, za co mnie chyba podziwiali, za odwagę, a może i głupotę. Ona jakoś trzymała się z daleka od tego wszystkiego, jakby pokazując, że moje wygłupy nie interesują jej w żadnym stopniu. Sama też jakoś nie zwracałam na nią większej uwagi, chociaż czasem przykuwała mój wzrok. Wyglądała jak mały, uroczy elf i trudno było nie zjechać jej wzrokiem raz na jakiś czas. Zazdrościłam jej urody. Siebie nie uważałam za ładną, wręcz mogłam wyliczać to, co chciałabym zmienić w swoim wyglądzie. A mimo to kilku chłopców wyraźnie ukazywało mi swoje zainteresowanie w ten sposób, który wyraźnie świadczył, że widzą we mnie coś więcej niż przyjaciółkę, klauna, nieurodziwą koleżankę z klasy czy podpadającą nauczycielom Bruk. Jakbym imponowała im na stopie wyżej niż przyjacielskiej. Nie poświęcałam takim myślom wiele czasu. Ja i związek to dwie tak nie pasujące do siebie rzeczy jak czipsy i karmel. O ile te solone krążki w połączeniu z na przykład czekoladą truskawkową jeszcze lubiłam, tak wstrętny słony karmel nie pasował do nich w ogóle. Wcale. Zupełnie. 
     — Sorka — rzuciłam niezobowiązująco, wyminęłam ją i pomknęłam jak strzała na górę. Do klasy wbiegłam równo z dzwonkiem, zamaszyście usiadłam w swojej ławce i zaczęłam wypakowywać zawartość swojej torby w motylki. Podręcznik, ćwiczenie, zeszyt, karta pracy, piórnik. W tym czasie reszta klasy również weszła do środka. Elf, znaczy... Charlie rzuciła mi ukradkowe spojrzenie, które zdołałam podchwycić, więc speszona odwróciła głowę. Otrząsnęłam się. Do sali powolnym krokiem weszła pani profesor. Wszyscy na znak szacunku wstali, ja z wyraźnym opóźnieniem, na co kilka osób zachichotało. Zaczęło się odczytywanie listy nazwisk w celu sprawdzenia obecności. Nie zwracałam większej uwagi na to, co działo się wokół mnie, więc Ainsley wywołała mnie trzykrotnie, nim dosłyszałam, że to już o mnie mowa.
     — Na miejscu, zwarta i gotowa do zgłębiania pani technik nauczania — odpowiedziałam spontanicznie swoim zwykłym, z deka prześmiewczym tonem. Nauczycielka zignorowała tę odzywkę i przeszła dalej. Stukając czubkiem pantofla w podłogę, czekałam aż skończy i zacznie się te całe piekło zwane inaczej matematyką.
     — Zadecydowałam, że dzisiaj wdrożymy pewien projekt, nad którym zastanawiałam się od pewnego czasu. Myślę, że pozytywnie wpłynie to na wyniki waszego nauczania. Przechodząc do konkretów, dobiorę was dzisiaj w pary wedle zasady lepszy uczeń – słabszy uczeń i w takim oto składzie przygotujecie projekty matematyczne, które oddacie mi równo za dwa tygodnie, dlatego musicie się sprężać, aby się wyrobić. Każda para otrzyma inny temat do zrealizowania. Ocena projektu będzie miała duży wpływ na waszą ocenę końcoworoczną, dlatego sugeruję, byście wzięli to na poważnie. — Zmierzyła mnie surowym wzrokiem. Posłałam jej radosny uśmiech, choć w środku nie było mi aż tak do śmiechu. Projekt... Z matematyki... Dobrze chociaż, że w parach, będzie się z kim pośmiać i pobłaznować nad nudnymi materiałami. — A teraz, przedstawię wam pary i ich tematy. Wszystko zapisałam sobie już wcześniej. — Wzięła do ręki kartkę A4 i odchrząknęła. — Angeline Mott i Daniel O'Hare. Temat: „Doświadczenia losowe wstępem do rachunku prawdopodobieństwa”...
     Ze zniecierpliwieniem czekałam, aż wyczyta moje nazwisko, to, z kim będę w parze, i z jakim tematem przyjdzie się nam użerać. No i się doczekałam.
     — „Z prawem Archimedesa na ty” — odczytała. — Brooke Middleton i... — och, no dalej, nie przeciągaj tak krowo — Charlie Graham.

Charlie?

28 lip 2018

Od Brooke do Charlie

     Wbiegłam do klasy spóźniona o dobre dziesięć minut, starając się niezauważenie przemknąć do swojej ławki stojącej tuż przy drzwiach. Oczywiście rzeczywistość nie była dla mnie łaskawa, i zagadany w swoich własnych słowach profesor Winston dostrzegł podejrzany ruch przy wejściu do klasy, a co za tym idzie, zweryfikował, że to ja jestem jego przyczyną.
     — Middleton! — zagrzmiał, po czym ruszył w moją stronę. Oho. Kłopoty. — Co to ma być? Cóż to za haniebne spóźnienie? Sądziłem, że jesteś bardziej odpowiedzialna, zwłaszcza, że dziś powinnaś przedstawiać klasie swój projekt!
     Uśmiechnęłam się szeroko do nauczyciela, kątem oka szukając w pobliżu drogi ucieczki z tego przybytku boleści zwanym klasą od fizyki. Jak już można się domyślić, pracy przy sobie nie miałam. Ba, nawet nigdy nie zaczęłam jej robić. Planowałam opuścić pierwszą lekcję, czyli właśnie tą, by w ten sposób wykupić sobie jeszcze tydzień na zrobienie projektu, do następnej. Niestety na leniwieniu się na swoim własnym tapczanie przyłapała mnie mama, o dziwo całkiem trzeźwa i wyglądająca... Nieźle. Sprawa wyjaśniła się już chwilę później — to dzisiaj był dzień, gdy miała przyjść do nas kobieta z opieki społecznej, nasłana przez najprawdopodobniej wuja Patricka. Tak oto zastałam świeżą, ładnie ubraną matkę oraz wysprzątane chyba po raz pierwszy od lat mieszkanie. Nie było ani śladu po codziennym brudzie i zgniliźnie. Było całkiem... Znośnie. Nawet bardzo. Szkoda, że to nie mogło tak wyglądać na co dzień.
     Wracając, moja rodzicielka musiała zaprezentować się w odpowiedni sposób, by opieka nie miała żadnych podstaw do odebrania jej mnie. Kiedyś dziwiłam się, czemu nie odda mnie dobrowolnie, skoro i tak ma mnie centralnie gdzieś, ale po czasie sama zrozumiałam — nie chodziło o żadne przywiązanie, tylko cholerną dumę, która zostałaby naruszona po udowodnieniu jej wprost przez odpowiednie służby, jak okropną matką jest. Tylko dlatego postarała się teraz o wizerunek swój i naszego lokum. Nie chciała problemów ani wytykania palcami (jak gdyby to, że i tak każdy się z niej śmieje było szczególikiem). Tak więc przez ten jeden dzień, a właściwie wizytę, o której zdążyłam zapomnieć już dawno temu, zostałam przyłapana na swoim małym przekręcie i srogo wygoniona prosto pod drzwi klasy. Z dziesięciominutowym spóźnieniem. Winston potrafił odciąć za taki numer głowę.
     Graj. Graj. Nie. Bądź sobą. To przecież nie gra.
     — Siemanko, profesorku. Jak tam płynie panu życie? Kości nie bolą, zdrowie dopisuje? — zapytałam z doskonale wyczuwalną w tonie przesadną (i fałszywą troską) wręcz skacząc wokół nauczyciela i próbując odwrócić jego uwagę od mojej wielkiej gafy. — Wybaczy pan, pogaduszki pogaduszkami, z chęcią zamienię z panem kilka słów po lekcji, ale teraz chyba wolałby ją pan dalej prowadzić, prawda? To ja może już usiądę i...
     — Nie ruszaj się! — Surowy głos profesora powstrzymał mnie w pół kroku, gdy już niemal co ślizgałam się w kierunku swojej ławki krokiem ninjy. Zastygłam w dziwnej pozie, z rozkraczonymi nogami i zgiętym łokciem. Musiałam wyglądać komiczne, bo klasa wybuchła śmiechem. Również posłałam w ich stronę szeroki uśmiech. Doceniam, doceniam uznanie. — Znów pajacujesz? Czy ja pozwalałem na błazenadę w tej klasie?! Nie jesteśmy w cyrku. Słuchaj mnie! — Uderzył dłonią w blat jednej z ławek, aż drgnęłam. — Jesteś żałosnym, niereformowalnym beztalenciem, Middleton. W dodatku klamliwym, śmierdzącym leniem. Na twoim miejscu bardziej przejmowałbym się tym, jak skończę. Oceny to nie wszystko, w życiu liczy się pokora. Znasz w ogóle to słowo? Podejrzewam, że nie. Uważaj, bo skończysz jako ta pogardzana przez wszystkich zmywaczka podłóg w klubie nocnym. Tylko na to cię stać. Siadaj to ławki. — W klasie panowała cisza, ja również nie odezwałam się ani jednym słowem. Przysiadłam na brzegu krzesła. Nigdy, przenigdy wcześniej, Winston tak nie wybuchł. Nigdy nie zwrócił się do żadnego z uczniów w obraźliwy sposób. Był cierpliwy i naprawdę dało się go lubić. Dlaczego więc... — O, zapomniałbym. A za brak projektu wstawiam ci dwie jedynki z najwyższą wagą. Radziłbym ci sprytnie poprawić tę gafę, bo bardzo, ale to bardzo zaważy ona na ocenie końcoworocznej. Z tego co słyszałem, masz ambicje na stypendium? — Ta pogarda w jego głosie bolała. Nie płacz. Nie płacz, nie płacz, nie płacz, nie waż się rozpłakać, zduś łzy w zarodku, jesteś ponad to. Jesteś ponad to.
     — Mam. — Usłyszałam swój własny głos, w tej pełnej martwej ciszy klasie brzmiący wyjątkowo jak nie mój. — A pan ma ambicje na zostanie największym dupkiem wśród nauczycieli. To tylko jeden projekt! Jedno spóźnienie! Kogo to obchodzi?! — Wybiegłam z ławki z prędkością tysiąca kremówek na raz, jakby gonił mnie sam diabeł. Wypadłam z klasy na korytarz, słyszałam wołanie bardziej zaskoczonego niż wściekłego nauczyciela, wiedziałam, że będę miała cholerne kłopoty. Ale nie mogłam ugiąć głowy, nie mogłam dać się poniżyć. Musiałam pokazać, że nie jestem potulnym barankiem, że nie schowam się z płaczem w kącie, że nie będę się bać. Że nie jestem słaba.
     Bo nie jestem.
     Zatrzymałam się dopiero w pustej damskiej toalecie. Oparłszy się o ścianę, wzięłam kilka głębokich oddechów na uspokojenie i przemyłam twarz chłodną wodą. I wtedy usłyszałam kroki.
     — Profesor wysłał mnie po ciebie. Prosi, żebyś wróciła.
     Nawet się nie obejrzałam.
     — Nie mam zamiaru.

Charlie? Pisane na telefonie, w aucie, niesprawdzane, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.

Brooke Octavia Middleton

Na zdjęciu: Dasha Taran
Imię: Rodzice nadali jej dwa piękne imiona. Uwielbia obydwa i nadal czuje ten dreszcz przy ich wymawianiu. Przedstawia się głównie pierwszym, czyli Brooke. Wiele osób pieszczotliwie zdrabnia je do Broki. Drugie brzmi Octavia i tu pojawia się wiele możliwości skrócenia tego imienia, jednak najczęściej w powietrzu pada fraza Via. Nie przeszkadzają jej żadne nowe zwroty w jej kierunku, o ile nie są obraźliwe.
Nazwisko: Jedyną pamiątką po ojcu, który zostawił ją i jej matkę tłumacząc się słowami „Nie byłem gotowy na rodzinę”, zostało właśnie nazwisko, czyli Middleton.
Wiek: Dopiero piętnaście, a życie dostarczyło jej już tylu wrażeń, że czuje się o wiele starsza niż jest w rzeczywistości.
Data urodzenia: Dwunasty kwietnia.
Płeć: Nie trzeba zaglądać jej pod spódnicę, by zorientować się, że Broki to dziewczyna.
Miejsce zamieszkania: Niewielkie mieszkanie z zaledwie kilkoma pomieszczeniami — zagraconym salonem pełniącym również funkcję kuchni, z racji zlewu, stołu, lodówki oraz paru innych urządzeń stojących w jednym kącie, malutką łazienką z wiecznie psującym się sedesem i prysznicem, sypialnią w której urządziła się matka Brooke i niewielkiego pokoiku, który sama zainteresowana dzieli z babcią, mając do swojej dyspozycji jedynie tapczan i niewielkie, odrapane biurko oraz komodę. Wszystko prócz jej części pokoju utrzymane jest w nieporządku i biedzie. Wszędzie walają się butelki po alkoholu, brudne nieprane ubrania, śmieci i inne. Dziewczyna nigdy nie potrafiła nazwać tego miejsca domem.
Charakter: Brooke prezentuje się jako głośna, pełna werwy i wewnętrznej pewności siebie dziewczyna o wybujałej wyobraźni, ciągle pakująca się w kłopoty, co daje jej wygląd "złej dziewczyny". Nie jest jednak wredną czy niemiłą osobą, co to to nie. Nie lubi ranić innych. Popularna w szkole. Ma poczucie humoru, jest dowcipna oraz lojalna wobec ludzi, których uważa za bliskich. Jest w stanie zrezygnować z własnego szczęścia na rzecz powodzenia kogoś innego. Pozytywna, a zarazem buntownicza, lubi być oryginalna i zawsze ma własne zdanie. Charyzmatyczna. Szczera. Ponad wszystko wielbi muzykę. O dziwo uczennica z niej dobra, w dodatku daje swoimi ocenami dobry przykład i jest dosyć pilna w nauce, o tyle gorzej jednak w kontaktach z nauczycielami, którym często robi dowcipy czy po prostu się stawia. Nie da się po niej dostrzec żadnych problemów, zawsze wygląda na wesołą i skupioną na dobrej zabawie. Trudno jej nie lubić. Z nią zawsze jest ciekawie i nie da się nudzić, gdyż dzięki jej wysoce rozwiniętej wyobraźni potrafi w sekundę wpaść na genialny plan na życie. Jest mądra i wie, jak korzystać z rozumu, mimo to często zachowuje się nieracjonalnie. Wszędzie jej pełno. Za przyjaciół wskoczyłaby w ogień i pokonała sto diabłów. W głębi duszy jest dobrą dziewczyną, jednak skrzywdzoną, co próbuje odreagować żyjąc wedle zasady "rób wszystko na co masz ochotę, by później nie żałować, że czegoś nie spróbowałeś". Strasznie niecierpliwa. Rzadko posługuje się ironią. Ma kilka marzeń, które prawdopodobnie nigdy się nie spełnią, mimo że do nich dąży. Gdy postawi sobie cel, spina cztery litery by go jak najszybciej wykonać. Bezpośrednia, zuchwała, momentami lekko egoistyczna. Czasami, gdy jest sama, dopada ją smutek i melancholia, jednak stara się odsunąć od siebie złe myśli. Zrobi wszystko, by wyjść z bagna w którym siedzi, a jej celem jest przeżyć życie jak najlepiej, a nie stoczyć się jak jej matka.
Hobby: Lubi sporty ekstremalne, muzykę oraz pasjonuje się sztukami walki.
Aparycja|
- wzrost: 166 centymetrów.
- waga: 50 kilogramów, delikatna niedowaga.
- opis wyglądu: Średniego wzrostu, szczupła a wręcz chuda dziewczyna o drobnej, bladej twarzy okalanej sięgającymi długo za ramiona prostymi, czarnymi włosami. Ma równe, ciemne brwi, brązowe oczy i lekko zadarty nosek. Jej usta o malinowym odcieniu są pełne i delikatne. Ma wyraźnie zarysowaną linię szczęki. Niewielkie piersi, płaski brzuch i trochę kościste kolana. Jej nadgarstki są zadziwiająco szczupłe, tak jak jej palce. Zazwyczaj zakłada jasne, dziewczęce ubrania i zawsze ma na sobie swoje ulubione kolczyki w kształcie serc – prezent od wujka na jedenaste urodziny.
- pozostałe informacje: Na jej lewym nadgarstku widnieje brzydka blizna po oparzeniu. Ma pieprzyk na udzie.
Historia: Urodziła się w Avenley River jako córka Angeliny i Thomasa Middleton. Pierwsze lata życia, choć niewiele z tego okresu pamięta, były wypełnione szczęściem, a dziewczynce niczego nie brakowało. Niestety, gdy miała niespełna osiem lat, jej ukochany tatuś zostawił ją i jej mamę i odszedł, tłumacząc, że nie był gotowy na takie życie. Angelina wpadła w depresję, brała leki, które nie pomagały, została zwolniona z pracy, wpadła w długi. Sprzedała dom i zamieszkała z córką w niewielkiej norze, bo inaczej tego mieszkania nazwać się nie da. Zaczęła zaniedbywać Brooke coraz bardziej, a ta powoli uczyła się samodzielności i tego, że musi być w tej sytuacji silna. Do mieszkania wprowadziła się babcia, kobieta silnej ręki, która postawiła matkę dziewczynki na nogi, jednak po pewnym czasie tamta po kryjomu zaczęła pić. Wpadła w silny nałóg, zaś babka zaniemogła z powodu słusznego wieku, i tak od tego czasu Broki była zdana na siebie, musząc radzić sobie sama i udając, że za jej drzwiami nie dzieje się nic złego. I tak oto obecnie babcia leży przykuta do łóżka, zaś matka każde kolejne pieniądze marnuje na alkohol i sprowadza do siebie coraz bardziej podejrzanych fagasów. Z kolei Brooke coraz rzadziej pojawia się w domu, w szkole udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Rodzina:
Angelina Middleton – matka – kobieta, która stoczyła się już wiele lat wcześniej i obecnie jest tylko skorupą swojej dawnej, ciepłej osobowości. Mimo, iż kiedyś Brooke miała z nią cudowny kontakt, obecnie czuje jedynie wstyd i żal patrząc na wiecznie pijaną i załamaną kobietę.
Thomas Middleton – ojciec – człowiek, z którym nie miała żadnego kontaktu, odkąd odszedł wiele lat wcześniej. Wielokrotnie próbowała z nim porozmawiać, jednak ten unikał jej jak ognia, i w ten oto sposób nie widziała ani nie słyszała o tym człowieku od przeszło ponad siedmiu lat.
Eva Parker – babcia – dawniej wspaniała kobieta, obecnie przykuta do własnego łóżka, wiecznie zrzędząca i uprzykrzająca dziewczynie życie emerytka. Jedyne co powstrzymuje Brooke od odpyskowania wrednej kobiecie, jest pewien szacunek, który nabyła do niej za dziecka, mimo że od tego czasu zdążył się on porządnie wykruszyć.
Patrick Parker – wujek – ostatni raz widziała go mając jedenaście lat. Próbował odebrać jej matce prawa do opieki nad Broki i zapewnić jej dobry dom, jednak nie udało się i przegrał w sądzie. Nigdy więcej nie pokazał się jej na oczy.
Ciekawostki:
— Do dwunastego roku życia pisała listy do ojca, w których obwiniała się o jego odejście, pytała, co ma zrobić by wrócił i prosiła o odpowiedź. Nigdy jej nie dostała.
— Wstydzi się swojego pochodzenia i tego, w jaki sposób musi żyć, więc by zapomnieć o tym, co czeka ją po powrocie, w szkole zachowuje się jak zakręcona, wyluzowana nastolatka i sama zaczyna w to wierzyć.
— Jest biseksualna.
— Uwielbia truskawki i lody czekoladowe z bitą śmietaną.
— Zawsze chciała mieć psa.
— Nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki.
— Często ucieka z domu.
— Kocha jeść i nie tyje.
— Jej ulubioną porą jest noc.
Kontakt: ♥♥♥Tommy♥♥♥ | now_you_see_me@wp.pl | facebook prywatnie