Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brianne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brianne. Pokaż wszystkie posty

24 lip 2020

Zerwanie



Cameron i Brianne zrywają. Press F.

10 lip 2020

Od Brianne C.D Camerona

Patrzę na zdemolowane mieszkanie Camerona z coraz większym szokiem. Spodziewam się, że zasypie mnie za chwilę masą pytań dotyczących mojego dziwnego zachowania ostatnim wieczorem, ale tak się nie dzieje. Słyszę jego ciężki oddech, stoimy ramię w ramię i po prostu patrzymy na mieszkanie będące w opłakanym stanie. O ile wszystko da się odratować, to tak czy inaczej musi być to miażdżący widok, w końcu Cameron robił wszystko własnymi rękoma. Znaczy, remontował. Wzdycham z żalem, spoglądając kątem oka na jego twarz. Nigdy nie chciałam, aby moje problemy z przeszłości odbiły się na najbliższej mi osobie, kogoś, kogo kocham. Niestety w tej sytuacji jestem całkowicie bezradna, bo jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby całkowite zerwanie kontaktu z Cameronem, a i tak nie wiadomo czy przyniosłoby to oczekiwane skutki. Poza tym, to ostatnie, co chciałabym zrobić. Nie po to tyle przeszliśmy i nie po to się o siebie staraliśmy (na swój sposób, ale jednak), aby tak łatwo odpuścić. 

27 kwi 2020

Od Brianne C.D Camerona

     Wiem, że Cameron chce, abym przestała się zamartwiać i wszystko, co robi, jest właśnie po to. Doceniam wszystkie jego starania, nawet te najmniejsze, jednak czarne chmury nie opuszczają mnie do końca dnia. Wręcz przeciwnie - nasilają się nawet następnego. Dużo czasu spędzam nad rozmyślaniem nad wszystkimi tymi dziwnymi sytuacjami, które miały miejsce. Każde kolejne podobne wydarzenie napędza mnie poważnym strachem przed kolejnym dniem, tym bardziej, że mieszkam sama i nie mam wsparcia w nikim innym, jak w Cameronie. Nie jest to coś, nad czym ubolewam, jednak jak wiadomo - zawsze dobrze jest mieć kilka osób, do których można się udać w razie potrzeby. Ja mam (tylko i aż) Camerona i sam jeden Bóg wie, jak bardzo jestem mu wdzięczna za, chociażby, samą jego obecność. Prawdopodobnie już dawno bym oszalała, gdyby nie on.
Ciąg osobliwych wydarzeń, których byłam świadkiem dowodzi, że coś jest na rzeczy i nie jest to jedynie podejrzany zbieg okoliczności, a dużo bym dała, aby właśnie tak było. Na pewno nie czuję się już bezpiecznie we własnym mieszkaniu po tym wszystkim, co się w nim wydarzyło. Co wieczór potrafię kilka razy upewnić się, czy aby na pewno drzwi są zamknięte. Również te od sypialni. Najczęściej śpię z nikłym światłem lampki nocnej dochodzącym zza jej beżowego abażuru, bo mieszkam zbyt wysoko, aby do pokoju docierało światło ulicznych latarni. Mimo to, najczęściej i tak zasypiam w strachu, dusząc w sobie chęć, aby zadzwonić do Camerona, że tu i teraz ma po mnie przyjechać. Nie wiem jak, ale ma. Pomijając fakt niewyspania, na co dzień także dzieją się dość dziwne rzeczy, których mam po dziurki w nosie. Zaczynając od coraz częstszych, choć krótkich zwarć, które za każdym razem wyglądają jak próby zbadania i złamania mechanizmu, który blokuje i chroni wieżowiec, po coraz częstsze sąsiedzkie wizyty.

27 mar 2020

Od Brianne C.D Camerona

     Ostatnie, co przyszłoby mi do głowy to fakt, iż komuś może przeszkadzać mój byt w tym miejscu. I o ile uwierzyłabym w historię, że rzekomo komuś podpadłam zajmując jego miejsce parkingowe pod blokiem, tak niestety nie może być to prawdą, bo nie jeżdżę samochodem. Tak samo nie ma żadnego znaku mojego pobytu tutaj, jestem po prostu mieszkanką jakich pełno, wieżowca, których w Avenley River także jest pełno. Nikt nie miał powodu, aby mi grozić, nękać, czy nachodzić, a mimo wszystko krew w moich żyłach automatycznie stężała, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Gorsze w tym było chyba tylko to, że Cameron je otworzył, zachowując się tak lekkomyślnie, jakby przed chwilą wcale nie znalazł podejrzanego listu o nieznanej nam jeszcze treści. Dlaczego ja z nim jestem?

21 mar 2020

Od Brianne do Camerona

     Ziewam przeciągle, odsłaniając zasłony. Mój inteligentny dom nie przewidział tylko jednej kwestii, jaką było ręczne zaciąganie ciężkich rolet. W takich okolicznościach co wieczór musiałam prowadzić wewnętrzną bitwę - pozwolić sąsiadowi z wieżowca naprzeciwko, aby podglądał przebierającą się mnie lub walczyć z roletami, aby te bezpiecznie opadły na parapet, nie rozbijając mi przy tym głowy. Rozwiązanie tego problemu było najczęściej różne i kombinowałam na wszelkie sposoby, aby przeżyć (oraz aby moje nagie zdjęcia zrobione z ukrycia nie wędrowały któregoś dnia po internecie).

27 sty 2020

Od Brianne C.D Camerona

     – Pewnie wyobrażałaś to sobie inaczej, bardziej romantycznie, a zamiast rudego idioty miałaś w głowie obraz przystojnego szatyna z przyciągającym, niebieskim spojrzeniem i zajebiście wypasionym ośmiopakiem... – bierze nienaturalnie długi wdech. – Zostaniesz moją dziewczyną?
    – Nie wiem, czy się tego spodziewałam. I nie wiem, jak to będzie wyglądało, ale to pytanie chyba boli cię fizycznie, więc oszczędzę ci już tego cierpienia – oplatam ramionami jego szyję. – I powiem, że tak.
***
     Wkładam na siebie przylegający, czarny kombinezon na ramiączkach, na szyi zapinam mieniący się naszyjnik, wkładam kolczyki w uszy i ostatni raz przeciągając błyszczkiem usta, wychodzę z łazienki. Standardowo, Cameron siedzi na telefonie, całkowicie rozwalony na fotelu. Wiatr dostający się do pokoju przez otwarte okno rozwiewa mu gęste włosy i patrząc na niego, jestem w stanie powiedzieć, że cieszę się, że go poznałam i nie tylko - cieszę się także z naszej relacji i sytuacji, w jakiej się znajdujemy.

22 sty 2020

Od Brianne C.D Camerona

     Dni mijają nam leniwie. Przyznaję, że jest trochę za gorąco i duszno, tak więc jedyny odpoczynek, jaki rzeczywiście przynosi oczekiwany skutek - czyli rozluźnienie, to przesiadywanie w wodzie, ewentualnie leżenie na plaży w przyjemnym cieniu, jednak ile tak można? Okazuje się, że i to na dłuższą metę jest męczące. Ostatki okresu wyczerpują wszystkie moje siły, te witalne i nie, przez co jedyne, na co mam ochotę, to tkwienie na leżaku i popijanie zimnej oranżady, ale koniec końców i ona sprawia, że ostatecznie chce mi się rzygać. Cameron nie daje mi chwili wytchnienia, tylko ciąga po mieście. A to tu, a to tu, i nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba, ale czuję się przybita z kompletnie niewiadomego mi powodu. Z tej samej racji leżę w dresowych spodenkach i luźnej, poplamionej bluzce, z włosami zebranymi w koka na czubku głowy, jedząc chipsy, kiedy do pokoju wchodzi Cameron. Lustruje mnie wzrokiem, ja lustruję jego i zauważam konkretną różnicę. On wygląda jak z okładki magazynu modowego, a ja tak, jakbym przed chwilą szukała konserw turystycznych w lokalnych śmietniskach. Dlaczego połączenie „Cameron+Brianne” jeszcze funkcjonuje? W pierwszym momencie, kiedy rzuca to swoje „zbieraj się”, patrzę na niego jak na idiotę. Przecież nie planowaliśmy nic na dzisiejszy wieczór, miał być tak samo męczący i przygnębiający, jak każdy wcześniejszy, więc o co może chodzić? Kiedy dorzuca swoje trzy grosze w postaci krótkiego „już”, dochodzę do wniosku, że musi mieć nierówno pod sufitem albo po prostu był za długo na słońcu. Nie daje za wygraną, więc zdezorientowana, ściągam z siebie kołdrę, która przez ten jeden wieczór widziała więcej okruszków z chipsów o smaku cebulki, niż ja przez całe życie. Staję przed nim ze zmarszczonym czołem, zakładając ręce na piersi. Muszę wyglądać na skonsternowaną, ale plama na mojej bluzce, pewnie po soku z pomarańczy skutecznie odciąga moją uwagę.

21 sty 2020

Od Brianne C.D Cameron

     Biorę pomidora w dwa palce, wyrzucając go z bułki. Nie uznaję tego świństwa pod każdą postacią, nieważne czy surowy, upieczony, a może suszony, zawsze jest tak samo paskudny. Upada na trawę za nami, siedzimy w parku na ławce, a osłania nas cień drzew. Jest ciepło i żałuję, że jeszcze się nie przebrałam w lżejsze ubrania. Koduję w głowie, że to następna rzecz, którą bezzwłocznie zrobię zaraz po zjedzeniu kebaba. A potem włożę swój kostium kąpielowy i pójdę na plażę, czy Cameron tego chce, czy nie. Nie dostaję nogami do ziemi, dlatego bujam nimi w powietrzu, wcinając ostatnie kęsy kebaba. Przenoszę wzrok na mojego towarzysza, który siedzi rozwalony na ławce, z odchyloną głową i rękoma założonymi za nią.
     – Zjadłam – mnę papier, w którym miałam swój niezdrowy, ale za to pyszny posiłek, a po chwili rzucam nim w stronę oddalonego o metr od nas kosza.
     – Gratuluję. Twoją nagrodą będą dodatkowe kilogramy i mdłości – uśmiecha się serdecznie, na co posyłam mu kuksańca w bok.
     – To się inaczej nazywa – mówię sceptycznie, ale ten na to nie odpowiada. A szkoda, bo nawet nie dowie się, na jaki genialny tekst wpadłam. Nikt się nie dowie, przetrzymam go na kolejny raz, dokładnie tak, jak zawsze, pewnie wymyślę coś jeszcze pod prysznicem, kiedy mój zmęczony umysł będzie przetwarzał sytuację i analizował ją po raz setny. Czyli zupełnie tak, jak zawsze. Nie to, że na co dzień brakuje mi języka w gębie, bo nie, nie brakuje nigdy. Zawsze doskonale wiem co powiedzieć i nawet, jeśli komuś może wydawać się, że czasem przesadzę, to nigdy nie żałuję tego, co już wyszło z moich ust.

16 sty 2020

Od Brianne C.D Camerona

    Tym razem decyduję się na niewielki plecak. Zamierzam wziąć mniej rzeczy, niż ostatnim razem, tak więc nie potrzebuję już mojej dużej torby. Pierwsze, co wkładam na spód plecaka, to kremowy, dwuczęściowy i fikuśnie wiązany strój kąpielowy. Jest cudowny i kupiony na przecenach, a jak na złość - nadal z metką, bo jeszcze nie miałam okazji go ubrać. Kilka bluzek, dwie pary spodni, bielizna, jakaś bluza i krótkie ubrania na wypadek, gdybyśmy dotarli pod Calor i gdyby okazało się, że faktycznie jest tam gorąco. Z ubrań to tyle, pozostaje mi spakować kosmetyki i leki oraz przygotować trochę kanapek. Nawet nie zamierzam brać ze sobą czegoś w stylu baterii, zapałek, latarki, kompasu, czy czegokolwiek innego, co pomogło by nam w przetrwaniu. W końcu jestem dziewczyną i nawet mapa nie pomoże mi, gdy mam słabą orientację w terenie. Sprawy czysto survivalowe zostawiam Cameronowi, bo... bo tak.

6 sty 2020

Od Brianne C.D Ken

Cały dzień spędzony na wylegiwaniu się w łóżku okazał się zbawienny i bardzo potrzebny mojemu organizmowi. Mimo, że początkowo nie chciałam i wzbraniałam się przed tym rękami i nogami, to koniec końców, gdy w końcu wyłożyłam się na miękkim materacu odzianym w beżowe prześcieradło, niespodziewanie odpłynęłam w niebyt. Poczucie wyspania okazało się najlepszym uczuciem, jakie doświadczyłam przez ostatnie kilka dni albo tygodni. Sińce pod oczami nieco straciły na swoim kolorze, ja stałam o wiele pewniej na nogach i ogólnie rzecz biorąc, lekko odżyłam. Było tak, jak powinno być, pewnie nie przez długi czas, ale zostało mi cieszyć się chwilą.
     Następnego dnia wszystko działo się bardzo szybko, wstałam dosyć późno, a potem ucięłam sobie jeszcze na dodatek drzemkę i takim sposobem wszystko odbywało się na wariackich papierach. Nie cierpiałam spóźniać się na umówione wcześniej spotkania, a na domiar złego, całkowicie zapomniałam o próbie z Kenem, na którą umówiła mnie pani Vibes, abym zdążyła nadrobić moją część. Jakby nie było, pewnie poradziłabym sobie i bez tego, ale skoro miałam dodatkową możliwość, aby poćwiczyć, to jasne było, że zamierzałam to wykorzystać. Prób nigdy za dużo.
     – Bilet poproszę – powiedział mężczyzna po czterdziestce, machając mi przed nosem legitymacją kanara, na co przewróciłam oczami, w pośpiechu szukając skrawka papieru. Prawa przednia kieszeń - pusto, lewa - pusto. Tylne obie - puste! A przecież kupowałam. To, że miałam pieniądze, nie znaczyło, że codziennie będę płaciła mandat. W końcu znalazłam mój bilet w kieszeni torby, podając mu go. Mamrotał coś pod nosem, kasując ten nieszczęsny bilet, a kiedy zeszło mu się z tą czynnością dość długo, i kiedy kasował go, gdy podjechaliśmy na mój przystanek, wybiegłam z autobusu. Nie gonił mnie, więc zapewne udało mu się uporać z moim biletem i stwierdził, że jest poprawny.
     Po drodze do teatru prawie zabił mnie samochód, aż w końcu wbiegłam do niego, mniej więcej w jednym kawałku. Jedyne, co mogłam zgubić, to godność, ewentualnie telefon, ale kiedy wymacałam go w tylnej kieszeni moich jasnych jeansów okazało się, że nie. Że tylko godność. Czułam też nieprzemożne wrażenie, że jej akurat już nie odzyskam.
     Sala i Ken stojący przed nią majaczyli na horyzoncie, aż w końcu podbiegłam do chłopaka, wyraźnie zdyszana. Przywitał się ze mną, na ramieniu miał przerzuconą torbę. Miał w dłoni klucz, którym otworzył drzwi sali.
     – Wczoraj pominęli kwestię twoją i tamtej drugiej dziewczyny i skupili się na czymś innym – powiedział do mnie, cofając się w stronę sceny, aż w końcu na niej usiadł. – Ja swoje zdania pamiętam, więc został tylko twój taniec. Jak się czujesz? Ale mów szczerze.
     – Dobrze – powiedziałam z lekkim uśmiechem, po krótkiej chwili zastanowienia. – Nie kłamię.
     Zniknęłam na chwilę, aby się przebrać. Wróciłam po kilku minutach, przysiadając na scenie obok chłopaka, po czym zaczęłam wiązać różowe tasiemki pointów, gdy ten ze znudzeniem przeglądał scenariusz. Podeszłam do niego, już w pełni ubrana, zerkając przez ramię. Nawet nie wiedziałam co powinnam zatańczyć, więc dobrze by było chociażby sprawiać wrażenie rozeznanej.
     – Idź puść muzykę – zagaiłam, na co skinął głową podchodząc do konsoli, a ja zaczęłam rozciągać się na szybko.
     Muzyka rozbrzmiała w całej sali, więc wstałam szybko na równe nogi, przypominając sobie jak ma to wyglądać. Na pewno byłoby lepiej, gdybym przećwiczyła to z innymi, ale teraz chodziło tylko o moje kroki, a nie zgranie z resztą. Na to drugie będzie jeszcze dużo czasu. Stanęłam w rogu pomieszczenia, zatoczyłam krąg i wykonałam szybki ruch jako wprowadzenie do piruetu. Potem wszystko było bardziej odruchowe, niż wyuczone. Dwa skoki, w tym na jednej nodze z ruchem za nogę pracującą, a na sam koniec ciąg obrotów. Nie było to nic trudnego, z czym nie poradziłabym sobie, ale to nadal miłe, że pani Vibes ustaliła dla mnie krótką próbę. Mimo, że ściągnęła tu także Kena.
     – Jest w porządku – podsumowałam, schodząc ze sceny. Czułam, jak moje policzki różowieją z wysiłku, postanowiłam porozciągać się jeszcze chwilę, kiedy na salę weszła znajoma nam kobieta, o której myślałam minutę temu. Wymieniliśmy się uprzejmościami, spytała też jak mi idzie, na co uśmiechnęłam się i powiedziałam, że dobrze. Wtedy zarządziła rozpoczęcie próby, a do sali zaczęły schodzić się tancerki i aktorzy.
     – Dzięki, że ze mną tu przyszedłeś – podeszłam do chłopaka, posyłając mu lekki uśmiech. – Nawet, jeśli tylko dlatego, że ci kazali – zaśmiałam się.

Od Brianne C.D Camerona

     Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że mój Sylwester zawierać będzie chodzenie w wentylacji. A raczej, czołganie się. Nie wpadłabym też na to, że utkniemy w piwnicy, że nie będzie w niej światła, a co najbardziej zaskakujące - że spędzę to święto z Cameronem.
     Po wszystkim włączamy jakiś film, a kiedy okazuje się być nim jakieś tanie romansidło ze słabą akcją w tle, czuję wszechogarniające mnie znużenie. Nakrywam się kocem po uszy, a do połowy pełny kieliszek odstawiam na podłogę pod kanapą, na której leżę. Cameron siedzi rozwalony na fotelu, z nogami wyłożonymi na stoliku oraz z rękoma zaplecionymi pod głową. Spogląda na telewizor spod przymkniętych powiek, też powoli zasypiając. Wzdycham, mając w zamiarze pójście do łazienki. Zachciało mi się siku. Siadam koślawo, wstając, jednak nie zauważam jednej rzeczy - moje nogi splątane są przez koc, przez co, nagle tracę równowagę. Spadam z kanapy, wyciągam przed siebie obie ręce myśląc, że to w jakiś sposób załagodzi mój upadek, kiedy wnętrze lewej dłoni brutalnie spotyka się z kieliszkiem. Ten pęka pod moim ciężarem, jego zbite szkło wbija się w dywan oraz w moją rękę, a kiedy czuję ból, z mojego gardła wydobywa się głuchy, urywany krzyk. Siadam nieporadnie, plecami opierając się o tył kanapy.
     – Brianne? – Patrzy na mnie spod zmrużonych oczu. – Mogłabyś być ostrożniejsza? – Wstaje z fotela, podchodząc bliżej. – Co ty zrobiłaś?

29 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

 Czuję, jakbym zapadała się w dół z każdą chwilą. Wrażenie, że mój umysł dosłownie stoi w ogniu nie mija na sekundę, nawet kiedy śpię. Wydaję mi się, jakby ten chciał mnie zniszczyć za wszelką cenę, a ja żałuję, że muszę być tego świadoma. W innym wypadku wystarczyłaby garść tabletek, ale oczywiście chciałam sobie coś udowodnić oddając je Cameronowi. Czy w ogóle mam szanse je odzyskać? Raczej nie, a bez nich nawet nie wstanę z łóżka, tym bardziej, że nie wiem ile godzin, dni lub tygodni minęło, odkąd tu przyjechałam i zaszyłam się na materacu o wielkości dwa na dwa. Moje odliczanie czasu polegało na budzeniu się co kilka godzin, spoglądaniu na sufit i jeśli było ciemno - była noc, a jeśli jasno - dzień. W międzyczasie definicja doby całkowicie straciła dla mnie na znaczeniu, opierała się ona tylko na otworzeniu oczu i uznaniu, że jest dzień lub noc. Liczyłam każdą noc, ale w żadnym stopniu ich naliczona przeze mnie ilość nie była odzwierciedleniem tych w rzeczywistości mijanych. Zatraciłam się w tym za bardzo, pierwszy raz od dawna i to przez co? Przez jakieś marne uczucia do drugiej osoby, to absurd. Pod żadnym pozorem nie powinnam sobie na to pozwolić, to tylko wyciągało na wierzch moje wady i słabości, a przecież każdy, kto by tylko chciał, mógłby użyć tego przeciwko mnie. Nienawidziłam się za to, kim stałam się przez Camerona, ale jednocześnie go za to nie winiłam. Życie w parze z odczuwaniem emocji jest okropne.

27 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Do mieszkania dostaje się nikła poświata zewnętrznych latarni, kiedy odsłaniam zasłony, przysiadając na niewielkim parapecie. Pisk, który słyszę już od dłuższego czasu, nie ustaje i nasila się z każdą minutą. Nie wiem, czy to, co słyszę jest prawdziwe, ale w każdym razie - irytujące. Z tego wszystkiego moja głowa zaczyna pulsować tępym bólem, a ja za prowadzę wewnętrzną walkę o leki. Zostaję przy tym, że po prostu mi ich nie można i koniec, jestem silniejsza od jakiegoś plastikowego pudełka z białymi pigułkami. Może powinnam oddać je Cameronowi? Nie, to głupie, po co? Przecież nie mam pięciu lat i doskonale poradzę sobie sama, nikt nie musi mnie z niczym pilnować. Jeszcze by sobie coś o mnie pomyślał, chociaż to na pewno nie jest tak, że ma o mnie całkowicie pozytywne, pochlebne zdanie.
     Podskakuję z cichym, zgłuszonym krzykiem, przestraszona. Łapię się za serce, odrzucając włosy na plecy. Stoi za mną nie kto inny, jak zaspany Cameron ze szklanką wody w dłoni.
     – Boże, nie strasz mnie – mruczę, odchodząc od okna.
     – Przepraszam – parska. – Przyszedłem tylko po wodę.

26 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Jestem rozgoryczona, kiedy wybieram losowe ubrania z szafki, a następnie wrzucam je do walizki, nawet na nią nie patrząc. Cameron siedzi gdzieś na łóżku i prawdopodobnie powinnam wstydzić się za matkę i za sytuację, której był świadkiem, ale w tamtym momencie przepełnia mnie jedynie żal, wściekłość i nienawiść do osoby, która powinna kochać mnie całym sercem i być moją bezpieczną przystanią. Czy jakoś tak to było. Łzy bezsilności, które błyszczą w moich oczach, koniec końców nie znajdują ujścia, bo szybko je przeganiam. Nie wiem jak zamierza doprowadzić do końca proces ubezwłasnowolnienia mnie, ale w tym momencie wiem tylko, że zbyt szybko to mnie nie zobaczy. Na całe szczęście mam już magiczne osiemnaście lat i mogę robić co mi się żywnie podoba, a tak okrutna kobieta, jak Jodie, brr, Waldorff, może mi... pomachać. Pewnie sytuacja byłaby o wiele prostsza, gdyby żadnego wypadku nie było, więc zdaję sobie sprawę, że to moja wina, że jest tak, jak jest. Pewnie dalej żylibyśmy w swojej szklanej bańce idealnej rodzinki, dalej piastowaliby cudowne dziecko numer jeden o imieniu Cindy, a mnie wykorzystywali by do sprzątania kibli, zapominając o więzach krwi. I może to byłoby lepsze, niż codzienne borykanie się z pijaną, nierzadko naćpaną matką, która ma o wszystko do mnie problem? Może miałabym (mniej lub bardziej) normalny dom? Niedoczekanie, jasne, że nie. Nic nie może być proste, a przynajmniej nie w moim życiu, a i tak mam wrażenie, że siła wyższa i tak skazała mnie na lżejszy los, niż na taki, na jaki zasługuję. Natłok problemów sprawia, że zapominam o reszcie świata, a z zamyślenia wyrywa mnie dopiero głos Camerona.

24 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Podziwiam Camerona, że ten jest w stanie zająć się swoimi dziećmi. Naprawdę, gdybym była matką, włączyłabym im jakąś dwugodzinną bajkę i poszła spać, choć pewnie to nie byłoby takie proste i znudziłyby się po piętnastu minutach. Gdyby ktoś powiedział mi, że będę się opiekowała dzieckiem w wieku osiemnastu lat, wcześniej nie mając z nimi żadnego doświadczenia (dosłownie, bo ja nawet nigdy nie wzięłam żadnego na ręce), to bym go wyśmiała. A tu proszę, taki Cameron zostawia mnie ze swoim synem. I jasne, że mogłabym odmówić, ale to była sytuacja kryzysowa i nawet mi, tak, mi, byłoby głupio powiedzieć „słuchaj Cameron, ja bym mogła, ale nie zostanę”. Chyba nie na tym polega bycie przyjaciółką, czy kim my tam dla siebie jesteśmy?
     W każdym razie, było naprawdę miło, dopóki ten nie wyjął skądś farb, a przecież miał być tym grzeczniejszym. Spokojnie, Brianne, to dziecko, nie robot, ono też może być niegrzeczne. Po tym wieczorze dochodzę do wniosku, że nie mogłabym mieć dzieci, a przynajmniej nie przed trzydziestką. Chociaż, właściwie to Cameronowi bliżej do trzydziestych urodzin, niż mi.

21 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Pierwsze promienie słoneczne przedostają się do mojego pokoju przez niezaciągnięte rolety, o których istnieniu zapomniałam poprzedniego wieczoru. Siedzę na dywanie, opierając się plecami o łóżko, mimo że jest dopiero, zaledwie wschód słońca. Przed nim obudziła mnie matka, głośno trzaskając drzwiami. Nic nie porusza mnie tak, jak to, że ona co roku od trzech lat, od kiedy Cindy jest w śpiączce, jeździ do niej do szpitala dwudziestego czwartego, a wraca dwudziestego szóstego. Nie jestem głupia, żeby nie domyślić się, że w ten sposób spędza z nią święta, co może wydawać się z jednej strony absurdalne, a z drugiej - bardzo rodzinne. Może i inni patrzą na to jak na czuły gest, ale znając ją od tej strony, od której znam ja, uważam to za niezdrowe. Nie wiem, czy ona zdaje sobie sprawę, że nawet jeśli odzyska Cindy, bo ta się wybudzi, to będzie roślinką. Zero poruszania się, mówienie z trudem. Może to okrutne, ale nie chciałabym, aby moja własna siostra się obudziła. Świat odwrócił by się go góry nogami. Znowu byłoby w domu źle, tragicznie, o wiele gorzej niż jest teraz. Wbrew pozorom nie jestem skrajnie nieszczęśliwa, ale powiedzmy sobie szczerze - co to za życie?

19 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Nie czuję smutku. Właściwie, nie jestem też zaskoczona, zła, czy cokolwiek innego. W rzeczywistości nie czuję nic, oprócz zimna, kiedy idę przed siebie z torbą na ramieniu i zaczerwienionymi policzkami. Mogłabym przeklinać Camerona na czym świat nie stoi, mogłabym go znienawidzić i kazać iść do diabła, ale na żadne z tych rzeczy nie mam już siły. W mojej głowie cały czas huczą wypowiedziane przez niego słowa, prawdopodobnie te najbardziej bolesne, jakie ostatnio usłyszałam i jakich tak bardzo nie chciałam do siebie dopuścić. Czy osoba z problemami i trudnym charakterem jest nie warta starań? Na to wygląda, więc nie wiem po co mu było to wszystko. Naszym podstawowym błędem było porwanie się na głęboką wodę, całkowicie się nie znając. Trochę żałuję tego wszystkiego. Mimo, że moje życie w Avenley było beznadziejne, to było też na swój sposób stabilne, a ja tą stabilizację straciłam. W przeciwieństwie do Camerona, który ma do czego wracać, i który jest kochany przez swoje dzieci. Ma powód, aby żyć - ja nie mam. Nie wiem po co mu o sobie opowiadałam, po co w ogóle zgodziłam się na tę wycieczkę, po co zostawałam mimo kłótni i w końcu, po co mnie całował? Musi być silnie niezrównoważony psychicznie, silniej niż ja, skoro najpierw wyrzuca komuś błędy i miesza tą osobę z błotem, a potem ją całuje bez większego celu. Nawet nie staram się zrozumieć jego czynu i motywów, zamiast tego powtarzam w myślach każde wypowiedziane przez niego zdanie na mój temat. Na jakiś sposób mi na nim zależało, do dzisiejszego dnia. Nigdy mu tego nie okazałam, ale on mi także nie. Nie jestem już w stanie myśleć o nim, jak o przyjacielu, tylko bardziej, jak o kolejnej mojej porażce. I, o dziwo, nie rusza mnie to. Moje nadszarpnięte nerwy widocznie mają dosyć, skoro jedyne, co czuję to chłód i bolące nogi, gdy idę wzdłuż śliskiego chodnika kolejne kilometry.

16 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Mrużę oczy, wzdychając ciężko, kiedy w moich uszach rozbrzmiewa podniesiony ton matki.
     – Szwendasz się niewiadomo gdzie i po co, nie łaska matki odwiedzić, jeszcze trochę i cię stąd wykwateruję!
     – Myślałam, że zrobiłam ci przysługę, odchodząc – mój ton jest sarkastyczny, mimo że jestem zbyt zmęczona, aby jej w ten sposób odpowiadać. Po co dzwoni?
     – I może by tak było, gdyby nie to, że od czasu twojego wyjazdu nachodzą mnie jacyś ludzie! – nadal krzyczy. – Hydraulik, facet od pożyczek, ubezpieczyciel, na chuj to wszystko?! - dziwię się. Nasz dom jest na obrzeżach, zresztą od trzech lat bardziej przypomina zapomnianą, opuszczoną posiadłość, aniżeli jednostkę mieszkalną. – A najgorsze jest to, że odpytują mnie z każdego detalu. Pytają nawet o ciebie, a w końcu nie jesteś na tyle ważna, aby to robili – prycha.
     – Cóż, w takim razie wykaż się swoją życiową zaradnością, mamusiu.

14 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Nigdy nie chciałam, aby ktokolwiek, nieważne czy bliski mi, czy nie, wpakował się w tak ogromne problemy, bo te są tylko moje i nikt więcej nie powinien się nimi interesować. Teraz jednak, kiedy zamieszany w to stał się także Cameron, moje serce bije trzy razy szybciej niż zawsze, a wyrzuty sumienia pożerają mnie od środka. Moje życie nigdy nie było dla mnie na tyle ważne, abym w jakimś stopniu, w sytuacji zagrożenia, starała się przeżyć. Wręcz przeciwnie, gdyby ktoś powiedział mi, że pewien morderca oczekuje na wydanie ofiary, zgłosiłabym się jako pierwsza. Teraz jednak, kiedy stoję w kałuży krwi, przeklinając samą siebie, czuję jakby moje życie z dnia na dzień nabierało nowego, niebezpiecznego i zawrotnego tempa. Cameron ma dzieci. Ma dla kogo żyć. Nie mogę im tego odebrać i o ile ja śmiało mogę umrzeć, tak on nie. Nie ma takiej opcji. Czuję przejmującą mnie trwogę, kiedy uświadamiam sobie, z czym się to wiąże.

11 gru 2019

Od Brianne C.D Cameron

     Zajmujemy wolne miejsce w wagonie. Swoje ostatnie pieniądze wydaję na bilet, ale nie żałuję, zmysłem wyobraźni czując morską bryzę, przypiekające słońce i świeże powietrze. Moje myśli zajmuje Cameron, a bardziej - moje i jego postępowanie. Czuję się zmęczona tym wszystkim, a tabletki dodatkowo mnie przytłumiają, wygłuszając wszystkie bodźce z zewnątrz. Jest mi wygodnie, mój umysł praktycznie nie pracuje i cieszę się, że będę znajdować się w tym stanie jeszcze przez jakiś czas. Aktualnie nie chcę ciągnąć kłótni z Cameron, nie mam na to siły i ochoty, więc siadam wygodnie, zsuwam się na fotelu, zamykam oczy, a głowę zanurzam w puchatym szaliku. Kilka godzin spędzonych na mrozie w środku ciemnej nocy na pewno nie sprzyja mojej odporności i wiem, że w niedalekiej przyszłości na pewno to odczuję. Pulsujący ból głowy nie pomaga, w tle słyszę gwar rozmów, ale nie wyłapuję z niego żadnych słów. Ktoś szturcha mnie w ramię, a kiedy otwieram oczy, moje spojrzenie natyka się na wzrok Camerona. Nie mówię nic, jedynie patrzę na niego wyczekująco. Kiedy spoglądam na zegarek widzę, że nie odzywaliśmy się do siebie od jakiejś godziny, czyli odkąd jedziemy. Cóż, albo coś ze mną jest nie tak, albo to czas szybko płynie. Nie spuszczam wzroku z Camerona przez kolejne długie sekundy, kiedy on nagle rozmyśla się, obwieszczając mi to gestem ręki. Unoszę brwi, wracając do poprzedniej pozycji. Nie mam pojęcia ile będziemy jechać, mam wrażenie, że długo. Mam nadzieję, że nie przegapimy naszego przystanku i że wszystko będzie w porządku. Naprawdę chciałabym zostać w Calor (albo przy jej granicy, dokąd zmierzamy) na stałe, ale wiem, że to niewykonalne, chociaż po śmierci matki, może? W końcu nic mnie nie trzyma w Avenley River, tak więc nie będzie z tym problemu. Podróż z Cameronem jest chwilowa i nie mam pewności, że po niej nadal będziemy utrzymywać ze sobą kontakt, co gorsze, ja nawet nie wiem, czy chcę go utrzymywać, z resztą podobnie jak Cameron. Nie lubię wyprzedzać przyszłości. Ta myśl jest moją ostatnią, dopóki nie zasypiam na miękkim, pociągowym fotelu.