Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sebastian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sebastian. Pokaż wszystkie posty

11 sie 2018

Rachel odchodzi

  

"Z przykrością informuję, że muszę odejść z bloga. Dlaczego muszę? To raczej rozkaz z góry, problemy rodzinne i wiążący się z tym brak czasu i energii na cokolwiek innego. Już wcześniej zawiesiłam postacie, jednak czuję i widzę, że moja obecna sytuacja nie ulegnie zmianie, może się co najwyżej pogorszyć.
Było mi tu naprawdę świetnie, wszyscy najpierw przyjęli mnie wyjątkowo ciepło, potem to ja rozmawiałam na chacie z członkami, którzy dołączyli zaledwie parę dni temu. Nie potrzebowałam więcej niż chwili, do utwierdzenia się w przekonaniu, że to blog, na którym chciałam zostać i wypisać resztki weny, kosztem kilku zarwanych nocy.
Byłam wręcz wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się, że Rachel została "miss miasta". Pomimo że nie minęło wcale tak dużo czasu, bo ledwo więcej niż miesiąc, czuję się, jakbym wspominała stare, dobre czasy, niczym babcia, siedząca przy kominku i opowiadająca wnukom o swojej młodości.
Ten blog to jedna, wielka rodzina i chociaż nie będę już pisała opowiadań, mam nadzieję, że ta cudowna atmosfera, pisanie na chacie do późnej nocy, albo i następnego dnia rano, zostaną w Wami jak najdłużej. Mówię to nie tylko do administracji, ale i wszystkich członków, zarówno tych, którzy zaczynają, jak i takich, którzy siedzą tam od samego początku. Z całego serca życzę wszystkim wiele weny i spełnienia blogowych marzeń, niestety już beze mnie.

~Rachel, Sebastian, Leandre/Masło"

Jak już widzicie, przykrością muszę Wam oznajmić, że jedna z pierwszych członkiń Avenley River, miss czerwca, a przede wszystkim nasza przyjaciółka, czyli ta cudowna osoba jaką jest Rachel, odchodzi z bloga. 
Pamiętaj, Rach, że zawsze przyjmiemy Cię z powrotem z otwartymi ramionami, a nasze skrzynki Howrse są otwarte na Twoje wiadomości. Również miło będzie gościć Cię u nas na czacie, jeśli kiedyś będziesz miała okazję nas odwiedzić. Trzymaj się mocno, wierzę, że niebawem będzie u Ciebie o niebo lepiej (i kształć się w pisaniu swoich przemów, gdyż są wspaniałe, a nuż jeszcze kiedyś coś dla nas stworzysz!). A więc do następnego spotkania.
//Mall

My również dziękujemy ci za wspólnie spędzony czas, szanujemy twoją decyzję, a także życzymy unormowania sytuacji. Przez ten krótki czas stałaś się istotną częścią bloga - jako autorka, ale i nasza przyjaciółka. Pamiętaj, że Avenley River zawsze na ciebie czeka, nawet bez postaci
//Lou, która wybacza brak przemowy

31 lip 2018

Od Sebastiana cd. Katfrin

Chłopak odsunął się od Katfrin i przetarł policzki, myśląc, że są na nich łzy.
- Od dawna znasz te miejsce? - zapytał i ruszył w stronę powalonego drzewa, dziewczyna tuż za nim. Już po chwili usiedli i patrzyli na piękno otaczającej ich przyrody.
- Moja babcia pokazała mi go gdy byłam tutaj po raz pierwszy, podobno od tego czasu zabierałam ją tutaj często - powiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się smutno. Sebastian nie wiedział o czym myślała jego towarzyszka, jednak widząc smutek w jej oczach, domyślił się, że musi naprawdę tęsknić za babcią.
- Musi być cudowną kobietą skoro znalazła takie miejsce - odpowiedział i uśmiechnął się wesoło.
- Tak była cudowna - rzekła dziewczyna i spojrzała na zachodzące słońce, które znajdowało się po jej prawej stronie. Zapewne cieszyła się, że nie musiała kazać Lilianowi patrzeć na jej twarz.
- Powinniśmy wracać.
- Dobrze - odpowiedział i wstał razem z dziewczyną, po czym ruszyłi w las. Właściwie, Laine mógł teraz podziwiać przyrodę, jednak z niewiadomych powodów myślał o Katfrin. Chciał ją jakoś pocieszyć, widział, że dziewczyna zaraz się rozpłacze, jednak przeszkadzał mu w tym jeden szczegół. Nie wiedział jak.
- Pójdę tylko po kluczyki i was odwiozę.
Seba kiwnął głową i popatrzył na przybiegające do nich psy. Gilbert, ku zdziwieniu swojego właściciela, był w miarę czysty. Po chwili cała trójka wsiadła do samochodu i odjechała, prosto na cmentarz.
Nie w dosłownym znaczeniu.


Katfrin? Przepraszam, ale kompletnie nie mam na NIC pomysłu :/ Wybacz, proszę.

16 lip 2018

Od Sebastiana cd. Katfrin

- N-nie, nie nadaje się - powiedział, a dziewczyna skinęła głową. Sebastian pogrążył się w myślach. Pamiętał dokładnie pierwszy raz, kiedy wszedł na konia. To było kilka lat temu, kiedy można go było jeszcze nazwać "normalnym". Oh, jak on nienawidził tego słowa. Automatycznie wykreślało wszystko, co jest chociaż trochę inne, niż ogólnie przyjęte normy, a on był właśnie jednym z owych wyrzutków. Po chwili Laine popatrzył na dziewczynę, która nie wyglądała najlepiej.
- Coś się stało? - zapytał.
Katfrin otrząsnęła się, jednak dopiero po chwili.
- Nie, zamyśliłam się - powiedziała dziewczyna, a on skinął głową. 
Katfrin zapięła kantar jednemu źrebakowi, a następnie pogłaskała go. Młody zarżał cicho, po czym cała trójka ruszyła w kierunku stajni.


Katfrin i Sebastian szli, może nie tyle, co brzegiem, ale na pewno blisko małego strumyka. Chłopak widząc, że dziewczyna nie zwraca na niego uwagi, zaczął pogwizdywać wesoło. Tą samą melodię co zwykle. Była to stara piosenka, która bardzo dobrze mu się kojarzyła, pamiętał świetnie jak ciotka śpiewała ją na dobranoc co wieczór. Jakże tęsknił za tymi beztroskimi czasami, za bieganiem po ogrodzie, chowaniem się w olbrzymich rozmiarów stogach siana, ganianiem motylków, łapaniem much i powolnym torturowaniu ich poprzez odcinanie odnóży kawałek po kawałku. Tego ostatniego nie słyszeliście. Laine odwrócił wzrok na Katfrin, błysk w jego oczach stał się bardziej zauważalny, postanowił rozpocząć rozmowę na jakiś luźny temat.
- Jak długo tutaj mieszkasz? - zapytał Sebastian.
Pomimo próby poruszenia w miarę spokojnego tematu, w oczach dziewczyny dostrzegł łzy. Kobiety, kto by je zrozumiał?
- Od kilku dobrych lat - ucięła.
Katfrin przyspieszyła i przeskoczyła przez strumyk. Sebastian wyraźnie się zawahał, jednak zrobił duży krok, który pozwolił mu uratować się przed zamoczeniem butów w wodzie. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i powędrowała w górę.
- Mamy konkretny cel? - zapytał chłopak, a Katfrin tylko skinęła głową nie odwracając się. Po krótkiej chwili byli na górze. Naturalnie, dziewczyna pierwsza ujrzała to, co chciała zobaczyć. Sebastian, pomimo kilku lat machania łopatą, nie był przyzwyczajony do tego typu wędrówek. Za nimi rozprzestrzeniało się miasto, było już ciemniej więc lampy zapaliły się, jednak widok przed nimi był piękniejszy.
Drzewa, krzewy, trawa, kwiaty, słowem: raj. Wracamy do Edenu. Ale co najważniejsze, za kurtyną z drzew rozpościerało się wielkie pole słoneczników. Serce Sebastiana na chwilę przestało bić, by po chwili zacząć ze zdwojoną prędkością. Chłopak rozważał wycieczkę na pole żółtych kwiatów, po chwili podjął decyzję.
- Katfrin, czekasz czy idziesz ze mną?
- Um, co ty...
Chłopak nie czekał na jej odpowiedź. Szybkim, wesołym krokiem skierował się na łąkę. Po chwili niemalże biegł. Czuł wiatr, który delikatnie rozwiewał jego włosy oraz niepowtarzalny zapach. Czuł, że po raz pierwszy od dawna, jest szczęśliwy.
Kwiaty były wysokie, niektóre osiągały nawet półtora metra wysokości. Wszedł między słoneczniki i spojrzał za siebie. Katfrin powoli szła za nim. Niewiele myśląc, podbiegł do niej i przytulił. Miał wrażenie, że zaraz rozpłacze się ze szczęścia.
- Dziękuję. Dziękuję za przyprowadzenie mnie tu - szepnął.

Katfrin?

8 lip 2018

Od Sebastiana cd. Kendall

Szedłem przez sklepowe alejki z uśmiechem na ustach. Byłem szczęśliwy, bo jedynym, czego potrzebowałem do śniadania, było musli. Zauważyłem na półce paczkę, a obok dziewczynę, która wyglądała, jak gdyby chciała po nią sięgnąć. Co to, to nie. Niczym ninja zwinąłem musli sprzed jej nosa. Szach i mat. Popatrzyłem na blondynkę i chyba resztka ludzkich uczuć w moim serduszku właśnie się odezwała. Wrzuciłem pudełko do jej koszyka i oddaliłem się z uśmiechem. Może czasem warto pobyć miłym.
- Spokojnie, żyję - oznajmiłem światu, niczym bohater filmu akcji, po długiej i niebezpiecznej misji. - Nie ma potrzeby ściągania tutaj pogotowia, policji tym bardziej.
Z pogardą popatrzyłem na sprawcę wypadku i podniosłem lewą rękę. Próbowałem wstać, lecz upadłem jeszcze szybciej, niż się podniosłem. Kurde, pomyślałem, Gilbert umrze z tęsknoty.
Po chwili gapie się rozeszli, kilka osób udawało współczucie, pomagając mi, pomimo moich sprzeciwów, lub oferując pomoc. Jeśli mam być szczery, nienawidzę tego. Na początku wszyscy się o ciebie troszczą, a potem, przestajesz ich obchodzić. Jakaś dziewczyna zaproponowała, że mnie podwiezie. Przyjąłem się jej dokładniej. Chyba już ją kiedyś widziałem... Supermarket, musli i wszystko jasne. Podszedłem do niej bliżej i kiwnąłem głową. Dawałem jej wyraźne sygnały, że nie chcę tu być. Po chwili odeszliśmy.
- Sebastian Laine.
Wszedłem do mieszkania dziewczyny. Chamsko jak na swoje.
- Kendall Collins.
Odwróciłem się do Collins z uśmiechem i pocałowałem w rękę niczym w IX wieku. Ot, tak sobie.

<Kendall? Nie przywykłam do pisania na komórce xd>

7 lip 2018

Od Sebastiana cd. Katfrin

Dziewczyna popatrzyła na szatyna.
- Wolisz kawę, czy herbatę? A może coś zimnego?
Kat włożyła do piekarnika lasagne i odwróciła się do chłopaka.
- Jeśli możesz, to kawę mrożoną - odpowiedział, pamiętając, jak brunetka piła ją, podczas ich spotkania w restauracji.
Katfrin od razu zaczęła przygotowywać wszystko, co było potrzebne, a Sebastian zakodował w pamięci jej pracowitość. Kiedyś mogła się przydać.
- Pójdziemy na taras, jeśli możesz, zanieś rzeczy.
Chłopak kiwnął głową ze swoim wiecznym uśmiechem, a jego towarzyszka zaczęła podawać mu sztućce i naczynia. Szatyn był trochę zdezorientowany, więc Kat była zmuszona poinstruować go, co, jak i gdzie.
- Wyjdź przez salon.
Seba posłusznie ruszył, lekko się uśmiechając. Pani włości, na których się znajdowali, chwyciła dwa kubki i ruszyła za nim. Po tym, jak chłopak nakrył do stołu, nastąpiło zajęcie miejsca, a Katfrin rozłożyła się wygodnie w fotelu, podając kubek Sebastianowi, który podziękował i zapatrzył się na łąkę.
- Masz dość dużo zwierząt - powiedział, po czym upił łyk napoju.
- Lubię je, są lepsze od ludzi.
Gdzieś, całkiem blisko, biegały dwa psy. Sebastian nie rozpoznał żadnego z nich, lecz uśmiechnął się na ich widok. Z zamyślenia wyrwał go głos Katfrin.
- Może chciałbyś się potem przejechać?
- Raczej się do tego nie nadaję - odpowiedział chłopak, siląc się na surowy ton, co musiało wyglądać, brzmieć z resztą także, bardzo zabawnie w połączeniu z jego uśmiechem i praktyczne damskim głosem.
W końcu Seba się zgodził.
- Pójdę po jedzenie - rzuciła dziewczyna i wstała, by przenieść się do kuchni.
Chłopak, tymczasem, zamyślił się strasznie. Katfrin była... Miła. Nie zwrócił uwagi na brunetkę, kiedy położyła tacę na stole, ani kiedy odeszła odłożyć rękawice. Dopiero gdy towarzyszka usiadła, zauważył ją.
- Lubisz gotować?
- Uwielbiam.
- Może, od razu, chciałbyś się przejechać? Wezmę najbardziej spokojnego.
Chłopak popatrzył na Kat ze strachem w oczach. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać.
- N-nie, nie nadaję się.

<Katfrin? Pisane na komórce z bólem głowy, usprawiedliwiam długość xd>

4 lip 2018

Od Sebastiana cd. Katfrin

Po krótkiej wędrówce pośród martwych Sebastian znalazł w końcu groby, na jakich mu zależało. Stały obok siebie, z kamienia o podobnym odcieniu. Na pierwszy rzut oka widać było, że osoby "odpoczywające" w nich są rodziną, wystarczyło, chociażby popatrzeć na nazwiska. Mężczyzna zabrał się do pracy, którą, ku jego zdziwieniu, wyjątkowo szybko skończył. Na jego twarzy zalśnił szeroki, pogodny uśmiech. Nie chciało mu się wracać do domu, więc postanowił przespacerować się uliczkami cmentarza.
Może niejednego by to zdziwiło, innego odtrąciło, jednak Sebastian przechadzał się spokojnie między martwymi ciałami, zakopanymi w niegdyś żyznej, idealnie nadającej się pod uprawę, ziemi. Cmentarz był jego królestwem, do którego nikt nigdy się nie zapuszczał, pomijając kilka moherów, które i tak niedługo pojawią się w tym miejscu na stałe. Sucha trawa, twarda ziemia, drzewa rzucające upiorne cienie i wszelkiego rodzaju ptactwo przesiadujące na murach oddzielających "normalny" świat, od tego. Oh, tak, Laine kochał tę przygnębiającą aurę, blask zniczy i charakterystyczny zapach. Nie oddałby tego nawet za najlepiej płatną i łatwą pracę na ziemi. Kochał machać łopatą i pucować kamienne posążki, szkoda tylko, że nikt tego nie rozumiał. Słyszysz "grabarz" i myślisz o upiornym staruchu z pomarszczoną twarzą, bez zębów, ze szpadlem w ludzkiej krwi. Nikt nie zaakceptował jego hobby, jak sam to nazywa.
Po dłuższej chwili, poświęconej rozmyślaniu nad tematami bardzo przyziemnymi, a mianowicie: dlaczego nikt mnie nie lubi, i temu podobnymi, Sebastian postanowił wracać do domu. Droga powrotna nie zajęła mu tyle czasu, odłożył przybory, których używał do szopy za domem, a sam udał się do kuchni w wiadomym celu. Zrobić herbatę, zapomnieći udać, że wszystko jest w porządku. Tak też uczynił i usatysfakcjonowany poszedł spać. No, przynajmniej w teorii. Około pół godziny po położeniu się do łóżka, nabrał nagle niebywałej ochoty na zagranie jakiegoś cholernie trudnego utworu na pianino. Zignorował ten pomysł, myśląc, że "przejdzie bokiem". Jakże strasznie się mylił. Wiedziony instynktem zszedł po schodach do pokoju z fortepianem i zaczął grać z pamięci. Mylił dużą część dźwięków, lecz melodia była całkiem przyjemna. Po dłuższej chwili usatysfakcjonowany, w końcu, położył się spać.
Ranek był dla Sebastiana dość ciężki. Nie dlatego, że położył się spać późno, wręcz przeciwnie. Strasznie się rozleniwił, śniadania nie zjadł, na groby nie wyszedł, po prostu ogarnął się i już chciał wrócić pod kołdrę, kiedy nagle przypomniał sobie, że przecież miał się spotkać z... Katfrin? Taak, właśnie z nią. Związał włosy w kok.
- To co, Gilbert? Jedziemy, czy wystawiamy biedną kobietę?
Pies przekrzywił głowę, a jego właściciel się roześmiał. Razem wyszli z domu i ruszyli przed siebie. Po chwili Laine zobaczył machającą i zachęcającą do wejścia do samochodu Katfrin. Od razu skierował się ku niej z szerokim uśmiechem, a jego pupil za nim.
- Nie będzie z nim problemu? - jeszcze raz upewnił się chłopak.
- Wybiega się, chociaż.
Sebastian zajął miejsce pasażera, a Gilbert wskoczył na tylne siedzenie. Dziewczyna ruszyła.
- Jak nazywa się ta biała kulka?
- Gilbert.
- Myślę, że ty i Gilbert lubicie zwierzęta.
Chłopak odsunął rękę od szyby.
- W salonie jest ich więcej, jak chcesz, mogę ci je pokazać.
Katfrin wzruszyła ramionami. Chłopak podziękował.

<Katfrin? Trochę krócej, a jakość jest odwzorowaniem mojego aktualnego stanu xd>

1 lip 2018

Od Sebastiana cd. Katfrin

Dziewczyna wstała nakładając okulary i spoglądając na Sebastiana.
- Z chęcią, o ile wypuścisz mnie za dwie godziny, muszę iść jeszcze do sklepu.
Chłopak uśmiechnął się, rozumiejąc Kat.
- Oczywiście, jest blisko.
Czarnowłosa skinęła głową, a następnie założyła kaganiec i smycz Niali. Widać było, że jej drugiemu psu szatyn nie przypadł do gustu.
- W takim razie, prowadź.
Katfrin pozwoliła Niali podejść do Gilberta. Sebastian popatrzył na zwierzęta, gotowy w każdej chwili zareagować, chociaż jego niepokój został dokładnie zamaskowany przez pogodny uśmiech.
- Akurat ta, to aniołek.
Chłopak poszerzył uśmiech i skinął głową, ruszając w stronę restauracji. Po chwili zdecydował się poruszyć jakiś luźny temat.
- Pracujesz?
- Tak, dokładniej w wojsku.
No proszę, tego szatyn się nie spodziewał. Wcale nie dlatego, że dziewczyna była dość drobnej budowy, to akurat w niczym nie przeszkadzało. Bardziej interesował go powód, dla którego Kat zdecydowała się na taki, nie inny zawód. Zawsze uważał, że żołnierze, przynajmniej ci o najniższym stopniu, byli czymś w rodzaju mięsa armatniego, które można dowolnie rozstawiać na froncie i którego śmierć nie ma większego znaczenia, jeśli nie przesądzi o zwycięstwie wojny. No proszę, taka niespodzianka... Katfrin uśmiechnęła się delikatnie, wyglądała o wiele ładniej z uśmiechem. Seba pomyślał chwilę i parę sekund później poczuł, że jest w swoim żywiole.
- Masz przy sobie broń?
Niestety, nadzieje chłopaka szybko zostały zmieszane z błotem, dziewczyna podkręciła głową przecząco. Pomimo niezbyt zadowalającej odpowiedzi na ostatnie pytanie, Sebastian postanowił "zebrać informacje", jednak naprawdę chciał tylko podtrzymać rozmowę.
- Długo już pracujesz w wojsku?
Psy dziewczyny przyśpieszyły, goniąc ptaka, Gilbert przyglądał im się zdziwiony, powstrzymując chęć zrobienia tego samego. Gdzieś w głębi serca, jego właściciel poczuł wielką dumę ze swojego podopiecznego.
- Rok służby, pięć lat studiów.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, jednak chłopak, kompletnie zielony w tych sprawach, tylko pokiwał głową. Znał się na broni, ale nie na wojaczce albo tych, którzy w niej uczestniczą. Nagle szatyn przystanął przed drzwiami restauracji, do której prowadził Kat i jej psy.
- No więc jesteśmy.
Dziewczyna rozejrzała się, szukając miejsca w cieniu, jak domyślił się Sebastian. Po chwili ruszyła w tym kierunku, a reszta wesołej ferajny za nią. Posypały się komendy, grunt, że psy Kat położyły się w końcu w cieniu, a Gilbert siedział, czekając na okruszki czy spadające ze stołu kawałki jedzenia. Brunetka sięgnęła po menu i już po chwili chciała oddać je Sebastianowi, który jednak odmówił, twierdząc, że już wie, co weźmie. Nie wiedział. Miał w planach poprosić o cokolwiek i modlić się, by znajdowało się to w karcie dań.
- Często tutaj bywasz?
Dziewczyna popatrzyła na Sebastiana, który szukał wzrokiem kelnerki. Jego oczy jarzyły się, naturalnym dla niego, błyskiem zafascynowania. Po chwili wzruszył ramionami.
- Gdy jestem w centrum, to zwykle tutaj bywam.
Do stolika podeszła kelnerka, wysoka, cycata blondynka z toną tapety na twarzy. Taką pochować będzie wręcz przyjemnie. Seba skarcił się w duchu za tę myśl. A może była to bardzo miła i sympatyczna dziewczyna? Na podstawie stereotypów bardzo łatwo niesłusznie osadzić człowieka.
- Dzień dobry, można już?
- Oczywiście, ciasto tiramisu i kawę mrożoną.
Kelnerka błyskawicznie zapisała słowa Katfrin. Sebastian, tak jak zaplanował, rzucił nazwę losowego ciasta. Najwyraźniej w menu była szarlotka, bo blondynka szybko zapisała zamówienie i odeszła mówiąc to, co kelnerzy, czy kelnerki zawsze mówią po przyjęciu zamówienia.
- Mieszkasz gdzieś blisko?
Chłopak zdecydował się ponownie zacząć rozmowę. Nie był to dla niego zbyt bezpieczny temat, ale ryzyk-fizyk.
- Za miastem, dwadzieścia minut drogi. A ty?
Brunetka pogłaskała Nialę za uchem. Sebastian nieświadomie zesztywniał. Musiał wymyślić coś prostego i wiarygodnego lub w sprytny sposób ominąć prawdę. Bo jak zareaguje Kat, kiedy dowie się, że Sebastian mieszka, dosłownie, na cmentarzu?
- Niedaleko.
Krótko, zwięźle i na temat. Dziewczyna skinęła głową i popatrzyła na idącą w ich stronę kelnerkę. Według klasycznej formułki, która jest wymawiana chyba we wszystkich krajach na świecie i w każdym języku, blondynka położyła przed nimi zamówienia i odeszła szybko. Katfrin chwyciła kubek w ręce i zaczęła delektować się smakiem kawy. Popatrzyła na chłopaka. Sebastian nie zwrócił na to uwagi, zajęty jedzeniem i pilnowaniem, by włosy nie wpadały mu do jedzenia. Zapominając całkowicie o gumce do włosów na nadgarstku i wstążce w kieszeni, odrzucił loki do tyłu.
- Nigdy nie uda mi się zrobić tak dobrego ciasta.
Zapowiadało się całkiem przyjemne popołudnie, niestety szatyn postanowił zejść na tematy kulinarne.
- Nie lubisz gotować?
Dziewczyna ściągnęła po widelczyk. Seba uśmiechnął się kwaśno.
- Nie umiem.
- W takim razie, musisz kiedyś spróbować mojej kuchni.
Chłopak popatrzył na nią lekko zdziwiony, lecz nadal uśmiechnięty. Upił łyk herbaty.
- To zaproszenie?
Katfrin wzruszyła ramionami i popatrzyła na zegarek.
- Propozycja.
- W takim razie, chętnie ją przyjmę, ale może nie dzisiaj. Jutro niedziela, masz czas koło dwunastej?
Brunetka na chwilę się zamyśliła, jednak po paru sekundach uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
- Więc do jutra, spotkajmy się tutaj, dobrze? Ja niestety muszę się już iść, obowiązki wzywają.
Seba wstał i wyjął z portfela pieniądze. Podał je Katfrin, tłumacząc, że jest to jego część rachunku, a resztę może przeznaczyć na napiwki. Zawołał Gilberta, co jednak nie było konieczne, ponieważ pies już wcześniej plątał się gdzieś pod nogami właściciela. Chłopak miał nadzieję, że Kat nie odbierze źle jego "ucieczki" od stołu, jednak obowiązki wzywają. Musiał jeszcze dziś sprzątnąć dwa groby, pomimo tego, że nikt nigdy nie kazał mu tego robić. Po prostu czuł się potrzebny, gdy patrzył na czyste, zamiecione, niektóre nawet umyte, nagrobki. Chłopak z psem znikli w tłumie, który jednak coraz bardziej się przerzedzał. Mało osób szło na cmentarze z własnej i nieprzymuszonej woli, szczególnie w dzień, który można poświęcić na wiele innych atrakcji. Po drodze wstąpił do miejscowej piekarni, której właściciel bardzo dobrze go znał i lubił. Dziś był jeden z tych dni, kiedy ów właściciel stał na kasie. Na wszelkie sposoby próbował porozmawiać z Sebastianem, lecz on tylko czym prędzej kupił spory kawałek sernika i wyszedł. Nie miał humoru na rozmowy. Po dotarciu do domu pierwsze co zrobił, to przebrał się z powrotem w wygodne ciuchy, po czym zjadł bułkę z masłem, nakarmił Gilberta i wyszedł na cmentarz ze wszelkimi przyborami do pielęgnacji nagrobków.

<Katfrin? Przynajmniej trochę się postarałam, tak? ^^>

29 cze 2018

Od Sebastiana

 - W czymś mogę pomóc?
Chłopak uśmiechnął się szeroko, lecz nic nie powiedział. Wolał obserwować dziewczynę i jej psy. Miała piwne oczy i czarne włosy. Nie była zbyt wysoka. Sebastian poszerzył uśmiech, o ile dało się to zrobić, przecież jego też uważano za niskiego. No, może niezbyt słusznie. Jeszcze jedna wypowiedź, po której dziewczyna spojrzała na Sebastiana i wytarła okulary o koszulę. Dopiero teraz mężczyzna postanowił się odezwać.
- Jestem Sebastian, a ty?
Kobieta wydawała się zaskoczona bezpośredniością rozmówcy, w końcu wydusiła:
- Katfrin.
- Ładnie. Nawet bardzo. A nazwisko?
- Po co ci je znać?
Laine wzruszył ramionami, pomimo chłodnej postawy dziewczyny, nadal nie tracił zapału. Gilbert tymczasem zaczął domagać się pieszczot od właściciela. Ten, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmienił obiekt zainteresowania i zaczął "rozmowę" z psem, jednocześnie głaszcząc go i drapiąc za uszami. Katfrin może poczekać, obowiązki przede wszystkim. W końcu dało się słyszeć pełen szczęścia głos należący do mężczyzny.
- Dawno mnie tu nie było. Zawsze jest tak ciekawie i miło?
Sebastian popatrzył na kobietę, a ona tylko wzruszyła ramionami. Widać było, że podczas rozmowy z dziwnym mężczyzną nie czuje się komfortowo. Samoyed podszedł do niej i powąchał, co wyraźnie nie spodobało się jednemu z jej psów, który zawarczał cicho. Szatyn uśmiechnął się promiennie i zagwizdał cicho, przywołując swojego pupila. Wstał i się przeciągnął. Popatrzył na Katfrin.
- Poszłabyś ze mną na ciastko? Znam świetną cukiernię.
<Katfrin? Trochę ostatnio zgubiłam się z odpisami, przebacz długość :')>

Od Sebastiana

Po wyschniętej trawie, wesoło wywijając łopatą, z doniczką chryzantem pod pachą, gwiżdżąc i podśpiewując, szedł młody mężczyzna. Pomimo ponurej aury cmentarza, w przerwach od gwizdania, na jego ustach gościł wyjątkowo szeroki uśmiech. Trzeba było jakoś ukryć smutek, czy inne świństwa, najłatwiej było to zrobić uśmiechem. Sebastian zatrzymał się przy jednym z grobów. Był to po prostu sporych rozmiarów stos ziemi z małym, drewnianym krzyżem na szczycie i tabliczką informującą kto zmarł, kiedy i gdzie. Zwykle, kiedy Sebuś już raczył się ruszyć i przejść po miejscu pracy, jego wzrok padał właśnie na ten, należący do niejakiego Griffina Thompsona, grób. Wraz ze wzrokiem padały obietnice, że w końcu postawi na nim jakiś kwiatek. Laine wbił łopatę w ziemię i przystanął na moment. Dzisiaj Pan Niejaki Thompson doczekał się całej doniczki. Po skończonym rytuale, polegającym na ustawieniu chryzantem w sensowny sposób tak, by nie przechylały się bez przerwy na prawo, Sebastian patrzył chwilę na resztę grobów. Dziwne jest to życie, myślał, najpierw starasz się przeżyć je jak najlepiej, ale i tak w końcu wylądujesz na cmentarzu. Nie ociągając się dłużej, mężczyzna zabrał łopatę i dalej szedł, wygwizdując wesołą melodię.
W progu powitał go zapach przypraw korzennych i Gilbert. Niby mały gest ze strony pieska, a jednak potrafi pocieszyć i poprawić humor. Sebastian, który teraz zajął się głaskaniem pupila, doskonale o tym wiedział. Oparł łopatę o ciemną ścianę domu i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Od razu skierował się do kuchni, jednak nie po to, by w końcu zjeść coś innego niż, tak zwany, chiński makaron, ale by po prostu zrobić herbatę. Koło jego nóg kręciła się biała kula.
- Czarna, bez cukru...
Mruknął Seba, na pozór do siebie, lecz wnikliwszy obserwator dostrzegłby na pewno, że słowa te były skierowane do psa. Jak często mawiają, pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, jednak w tym przypadku, również jedynym. Prawdopodobnie tylko Gilbert utrzymywał szatyna na ziemi, no, może jeszcze praca i opieka nad grobami. Nie było to zajęcie marzeń, lecz wbrew pozorom wymagało wielu poświęceń i wyrzeczeń. Sebastian zalał wrzątkiem mały, srebrny domek na łańcuszku z liśćmi herbaty w środku, którego używał do zaparzania herbaty. Czekając, aż napar będzie gotowy wziął losową książkę z regału i opadł na starą, zniszczoną sofę. Przyglądał się uważnie okładce książki, zwracając szczególną uwagę na tytuł zapisany ozdobną czcionką. "Romeo i Julia". Zaczął czytać, co chwila, przerywając by podrapać za uchem Gilberta. Po około półtorej godziny czytania przypomniał sobie, że zrobił herbatę. Wstał, nie śpiesząc się i gdy w końcu dotarł do kubka, chwycił go i nie zważając na temperaturę naparu, wypił cały kubek. Zamyślił się. W zasadzie dawno nie było go w centrum miasta, a mało kto zagląda na cmentarze. Może by się wybrać...? Nie marnując czasu, ogarnął się trochę i ubrał lepsze ubrania. Dresowe, szare spodnie i biała bluzka z długim rękawem były wygodne, to kwestia bezsporna, ale kolejną oczywistością było też to, że nie były zbyt eleganckie. Zamienił je na czarne dżinsy i koszulkę w kolorze krwi pomieszanej z surówką z buraków. Kompozycję dopełnił starą, w cudzysłowie, zużytą skórzaną kurtką. Przejrzał się w dużym lustrze wiszącym w korytarzu. Sebastian uśmiechnął się.
- Jak wyglądam?
Pies, do którego skierowana była owa wypowiedź, tylko przekrzywił głowę. Nic z resztą dziwnego, ideał piękna Laina odbiegał w dość widoczny sposób od standardów piękna wytyczonych przez media lub społeczeństwo. Seba wyszedł dziarsko z domu, zabierając ze sobą Gilberta. Przyjaciele skierowali się w stronę parku i już po chwili usiedli na trawie w cieniu drzewa. Obok nich stała ławka, lecz była zajęta. Sebastian rozejrzał się wokół. Zatrzymał wzrok na osobie siedzącej z brzegu ławki, najbliżej niego. Spróbował nawiązać znajomość.

<Ktosiu?>

Sebastian Lilian Laine

Na zdjęciu: Jhonnes Mattos
Motto: Hm, nie. Definitywnie.
Imię: Sebastian, po co się rozpisywać? Mogę co najwyżej wspomnieć o przezwiskach typu Seba, Sebix i temu podobne. Jego drugie imię również często było tematem żartów, bo kto by się nie śmiał z chłopaka, którego pełne imiona to Sebastian Lilian?
Nazwisko: Laine.
Wiek: Przeżył dopiero 25 lat, co nie przeszkadza mu w narzekaniu na wszystko wokół.
Data urodzenia: 13.05
Płeć: Mężczyzna, kto zwątpi, temu biada.
Miejsce zamieszkania: Może to zabrzmi trochę dziwnie lub niecodzienne, Sebuś mieszka przy cmentarzu, w domu jak z horroru. Już na wstępie, skrzypiąca furtka i trzeszczące pod stopami deski na werandzie. Z zewnątrz dom jest ciemny niczym nawiedzony. Nie raz, nie dwa zdążyło mu się wyganiać z podwórka nastolatków, którzy dla wygrania zakładu, uznali, że wejdą do rzekomo opuszczonego domu. W środku jest jednak bardzo przytulny i ciepły niczym jego właściciel. Wchodząc da się wyczuć charakterystyczny zapach przypraw korzennych. Na prawo są schody na górne piętro z sypialnią i łazienką, a na lewo salon z niezbyt nowoczesnym aneksem kuchennym.
Orientacja: Tutaj przez wiele lat panowała kompletna niewiedza, nawet teraz Laine nie jest jej do końca pewien. Na razie wydaje mu się, że jest demiseksualny.
Praca: Jaki zawód może posiadać osoba mieszkająca, praktycznie, na cmentarzu? Sebuś jest grabarzem, żadna praca nie hańbi.
Charakter: Na pierwszy rzut oka, wydawałoby się, że Sebastian jest niespełna rozumu. Jest w tym może odrobina prawdy, lecz nie przesadzajmy, pomimo wielu dziwnych zachowań, jest całkiem w porządku. O jakie dziwne zachowania chodzi, zapytacie? Poczynając już od podstawówki, bardzo interesował się bronią. Często się bił, nierzadko jego ofiary lądowały w szpitalu. Jeśli chodzi o obronę honoru, czy inne bzdury, na które nikt nie zwraca uwagi, nie ma skrupułów. W domu rodzinnym nie miał lekko, przez co nauczył się tłumaczyć całe swoje, lepsze czy gorsze, zachowanie problemami, którymi, jak sam mawia, nikt się nie interesował i nikt go zainteresowania nie nauczył. O wiele większym szacunkiem darzy zwierzęta, niż ludzi, co może niektórych dziwić. Spokojnie można go nazwać nadpobudliwym, nie usiedzi w miejscu paru minut, zachowuje się po prostu jak trzylatek. Ciągle wydaje mu się, że za jego czyny nigdy nie poniesie konsekwencji, na zasadzie było-minęło. Łatwo nawiązuje znajomości, które jednak mało dla niego znaczą. Zdarza mu się kłamać, by osiągnąć cel i wychodzi mu to, wbrew temu, co mówią o kłamstwie, że nie popłaca, świetnie. Jeśli sobie na to zasłużysz, będzie bardzo miły i dobroduszny. Ma spore problemy z nadopiekuńczością i zazdrością, które często odstraszają od niego wszystko i wszystkich. Nie radzę wchodzić z nim w żadne poważniejsze relacje, bo albo skończysz na cmentarzu, albo będziesz się widywać ze znajomymi zdecydowanie rzadziej. Ewentualnie Sebastian zamknie cię na strychu lub piwnicy. Żarty żartami, ale warto uważać.
Hobby: W tym podpunkcie podziękujemy, no, chyba że machanie łopatą się liczy. Może jeszcze gra na fortepianie.
Aparycja|
- wzrost:
174 cm
- waga: 61 kg
- opis wyglądu: Proszę Państwa, stoi przed wami prawdziwy ideał piękna. Mężczyźni zazdroszczą, a kobiety mdleją. A raczej mdlałyby, gdyby Sebastian był o sześć centymetrów wyższy. Jego owalną twarz okalają długie, ciemne, kręcone, lub może odpowiedniejszym słowem byłoby falowane, włosy. Jego oczy nie są jakoś szczególnie piękne. Ot, brązowe, śmiejące się do świata i rażące tym niepokojącym blaskiem jakich wiele. Odcień jego skóry trudno określić, nie jest blady, ale nazwać go opalonym nie można. Jest mężczyzną drobnej budowy, co nie oznacza, że słabym i niezbyt szerokim w barkach.
- pozostałe informacje: Posiada dwie dziurki w prawym uchu i po tejże stronie przebite usta.
- głos: Jego głos jest dość nietypowy, niektórzy uważają, że jest on po prostu kobiecy, niektórzy, że melodyjny. Grunt, że jest wyjątkowo przyjemny dla ucha, prawda?
Historia: Sebastian urodził się w Avenley River, lecz od dnia narodzin, przeżył tam tylko trzynaście lat. Po adopcji wyjechał na wieś, do domu Lainów. Bardzo mu się to nie podobało, chociaż właściwie nie wiadomo dlaczego. Zamknął się w sobie i trwał tak przez pierwsze kilka miesięcy. Potem Selena zaczęła jeździć z nim po psychologach, a jemu zwyczajnie nie chciało się z nikim rozmawiać. Zamiast podzielić się swoimi przeżyciami i zdjąć z siebie trochę emocji, zaczął bić się ze starszymi kolegami i zachowywać jak typowy chuligan, tylko z uśmiechem na ustach. Ogarnął się, dopiero gdy upływał mu dwudziesty rok życia. Postanowił w końcu się ustatkować, a stare nawyki zakopać razem z tymi, których chował. Zaadoptował psa, z pomocą "rodziców" kupił dom, znalazł pracę.
Rodzina:
• Matka Margaret, prostytutka, nie wychowywała syna, tylko po urodzeniu oddała do domu dziecka.
• Ciotka Selena Laine, to ona zajęła się młodym Sebastianem, zaadoptowała go z mężem, gdy miał trzynaście lat. Nigdy nie pozwalała mówić do siebie "mamo", co młodzieniec w pełni zaakceptował.
• Wuj Edward Laine, ulubiony członek rodziny, zawsze miał kieszenie pełne cukierków. To on nauczył Sebastiana grać na fortepianie i jeździć na łyżwach.
Partner: Jeszcze nikt się nie odważył.
Potomstwo: Brak, jednak chętnie zaopiekowałby się młodym człowiekiem.
Ciekawostki:
• Kocha czekoladę.
• Uwielbia czarną herbatę.
• Przypali nawet rosół. Kompletnie nie radzi sobie w kuchni, dlatego podstawowym składnikiem jego diety są dania z torebki.
• Jego ulubionymi kwiatami są słoneczniki.
Zwierzęta: Sebastian jest właścicielem najweselszego i jednocześnie najbardziej kłopotliwego psa na ziemi, o imieniu Gilbert, rasy Samoyed. Nie ma mowy, ta puchata kula nie usiedzi w miejscu dłużej niż kilka minut. Jeśli jego pan robi cokolwiek, co nie jest z nim związane, od razu musi mu w tym "pomóc". Zna tylko jedną komendę, a mianowicie "siad", został jej nauczony przez Wuja Edwarda.
Pojazd: Motocykl WSK 125.
PD: 30
Kontakt: Polskie Masło [HW] polskamargaryna@gmail.com [Gmail]