Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Billy Joe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Billy Joe. Pokaż wszystkie posty

30 wrz 2019

Wrześniowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.08-30.09 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.07-14.08 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.07, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANGELICA
BRIANNE
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS
CHARLIE
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
EKATERINA
ELISE
HARPER
HYOLYN
IDA
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSALIE
SOFIA
SUTTON
TAYLOR
VERONICA
VICTORIA
WANDA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
BILLY JOE
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
FELIX
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
NIVAN
NOAH
SAMUEL
SCOTT
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER

26 kwi 2019

Od Billy'ego Joe cd. Altheii

           Czytając wiadomości, jednocześnie wyciągnąłem rękę i przygarnąłem do siebie. Dziewczyna drżała, a ja sam czułem, jak ogarnia mnie gniew. Położyłem telefon dziewczyny, po czym stanąłem naprzeciwko, trzymając dłonie na jej ramionach.
           - Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej. – Nie pytałem. Byłem tak zły, że ledwo powstrzymywałem się od krzyku. – Zabije gnoja. Kurwa, zakopię go żywcem w najbliższym lesie. – Odszedłem od Altheii, po czym włożyłem buty i wróciłem się po klucze do samochodu. Dziewczyna wpatrywała się w moje poczynania.
           - Zaraz, gdzie ty się wybierasz? – Nie odpowiedziałem – Billy do cholery! Co ty chcesz zrobić? Proszę, nie idź nigdzie, zostań. Jesteś zły, nie chcę, abyś spowodował drugi wypadek!
           - Jeśli już, to Harry będzie poszkodowany. Ale, przecież w kostnicy przyjmują całodobowo prawda? – Mimo że dziewczyna stała mi na drodze, delikatnie ją odsunąłem, po czym spojrzałem jej w oczy – Spokojnie, niedługo wrócę. Nie martw się, idź spać. Jutro wszystko będzie załatwione.
           - Billy! – Althea wyszła za mną aż do windy, ja jednak byłem szybszy i kiedy ona znalazła się przy drzwiach, akurat się zamknęły. Już po dziesięciu minutach mój telefon zaczął dzwonić.
           Wsiadłem do samochodu, po czym od razu skierowałem się do mieszkania Harry’ego. Wcześniej jednak zadzwoniłem do niego i uprzedziłem o mojej wizycie. Jego głos działał mi na nerwy, ledwo panowałem nad sobą. Zaczął mówić mi, że mamy dużo do obgadania, że się napijemy. Wtedy się rozłączyłem. Pod jego drzwiami stałem już piętnaście minut później. Waliłem w drzwi z całej siły, a kiedy otworzył, nie umiałem się już opanować. Wtargnąłem do środka, ciesząc się, że Harry mieszkał na ostatnim piętrze, a pod nim, było puste mieszkanie.

7 kwi 2019

Od Billy'ego Joe cd. Altheii

            Widziałem, że jej nie przekonałem. Dziewczyna coś ukrywała, do tego troska o mnie, widziałem, że to ją przytłacza. Dziewczyna oparła się o ścianę, oddalając się od latarni przez co nie mogłem dostrzec już jej twarzy, ale po chwili usłyszałem cichy szloch. Teraz już byłem pewien, że coś było nie tak. I na pewno nie chodziło o mnie. Nagle poczułem przybył wyrzutów sumienia, przez to co ją spotkało, za to porwanie i stratę wspomnień, jednak jestem pewien, że wolałaby tego nie pamiętać. Zrobiłem krok w jej stronę, po czym wyciągnąłem powoli rękę w kierunku jej twarzy i odgarnąłem jej włosy.
            - Al, posłuchaj mnie uważnie – Dziewczyna tylko uniosła delikatnie głowę – Było ze mną źle, kurewsko źle. Tak, napisałem ten list, zaraz po twojej pierwszej wizycie u mnie, te dwa miesiące temu. Ale teraz, jest już lepiej, naprawdę nie mam zamiaru się zabijać. Jak na razie, dobrze mi się żyje.
            - Na razie? Billy czy ty wiesz… - pokręciłem głową.
            - Nie przerywaj mi. – Dziewczyna umilkła – Chcę to zmienić, ale nie dam rady sam. Teraz jednak, to nie ja jestem najważniejszy. Wiem, że jest ci ciężko z tym, że nie pamiętasz wszystkiego. I jestem prawie pewny, że jest coś o czym mi nie mówisz. Dobrze wiem, że chcesz mi pomóc, ale teraz powinnaś skupić się na sobie i Lucii. To wy jesteście teraz najważniejsze, ja się podniosę. Podnoszę się od tylu lat, czemu teraz miałoby być inaczej?
            Althea nic nie powiedziała, stała oparta o ścianę wpatrując się we mnie, delikatnie jeszcze zaszklonymi łzami oczami. Uśmiechnąłem się lekko, jednak ona nie odwzajemniła gestu. Widziałem, że ma podkrążone oczy. Martwiłem się o nią, nie chciałem aby mój stan odbijał się na niej, mimo tego, że tak bardzo się w to zaangażowała. Złapałem ją za nadgarstek po czym delikatnie pociągnąłem w stronę budynku.
            - Chodź, Lucia może się martwić. W końcu, jestem prawie pewny, że nie powiedziałaś jej, że wychodzisz – Nie protestowała. Szła za mną posłuszne, kiedy znalazła się tuż obok, poczułem też jak drży, nie wiedziałem czy to z zimna, czy przez nadmiar emocji.

3 kwi 2019

Od Billy'ego Joe do Victorii


                - David, proszę cię. Mówiłem już, potrzebuję tego na koncert inaczej nie wychodzę jasne? No pewnie, to będzie jedno z większych wydarzeń, tak oczywiście. – Rzuciłem telefonem na kanapę. Nie chciałem go już dłużej słuchać. Żałowałem, że mój menager zachorował. Dałem mu trochę wolnego, ale dalej utrzymywałem z nim kontakt.
                Już pół godziny czekałem na chłopaków. Nagle, ktoś wszedł do środka. Jak mogłem się spodziewać, chłopaki weszli, załapali mnie za ramiona i wyprowadzili z mieszkania śmiejąc się w niebo głosy. Idąc w kierunku samochodu, wiedziałem, że ta impreza przejdzie do historii. W końcu, nie codziennie organizowany jest wieczór kawalerski twojego przyjaciela.
                Jadąc do klubu, alkohol pił już każdy. Śmieliśmy się do rozpuku, a ja i przyszły pan młody, wystawaliśmy i machaliśmy do ludzi. Nie muszę mówić, że robiliśmy furorę, zwłaszcza, że już od kilku dni było głośno o moim koncercie. Telewizja, gazety, radio. Wszyscy mówili o tym, a z tego co wiedziałem, bilety sprzedały się jak ciepłe bułeczki. Kiedy podjechaliśmy pod klub, wyskoczyłem z samochodu przez dach, mimo ukłucia w lewej nodze – pozostałości po wypadku- ruszyłem z chłopakami do środka.
                Budynek oświetlany był różnokolorowymi światłami, stały tam trzy stoły do bilarda, miliony krzeseł i ławek, oraz kanapy. Nie zapominając o barze i podium, na którym szalał DJ. Nicolas podszedł do mnie.
                - Billy Joe, zabawimy się! Cały klub będzie nasz! – Zaśmiałem się. Usłyszałem dźwięk sms-a, a kiedy zobaczyłem kto to, wywróciłem oczami. Althea napisała mi wiadomość z przestrogą, abym niczego nie odwalał. Co ja jestem, dziecko?
                Przez kolejne godziny, wlewaliśmy w siebie zdumiewające ilości alkoholu, nie muszę ukrywać, że po chyba dwunastej kolejce, powoli chłopcy siadali. Jednak, pan młody chciał pić dalej, więc ja, jako ten najtrzeźwiejszy, ruszyłem do baru. Siedziała tam dziewczyna, a jako, że nie mogłem dojrzeć barmana, usiadłem obok niej. Wypatrując barmana, mój wzrok padł na ową dziewczynę. Miała blond włosy, oraz z tego co widziałem – ale nie wykluczone, że oczy płatały mi figle – miała błękitne oczy. Kiedy w końcu barman podszedł do mnie, uśmiechnąłem się.
                - Znów to samo Moliere? Co to za impreza?
                - Kawalerski przyjaciela – Wskazałem na mężczyznę, który właśnie stał na stole od bilarda i doskonale się bawił z jakąś brunetką, barman tylko się zaśmiał, a po chwili podał mi tacę shotów. Nie przewidziałem jednak tego, że Mikey, będzie chciał mi pomóc.
                - Bolly, aj mi to – Język mu się plątał, nie mógł nawet wymówić mojego imienia. Złapał za tacę, a zanim się zorientowałem, odszedł kilka kroków, a kiedy ja stanąłem przed nim, zatoczył się i wyrzucił  tacę w powietrze. Kieliszki się potłukły, a shoty spadły na ową blondynkę, która siedziała obok mnie przy barze.
Victoria?

30 mar 2019

Od Billy'ego Joe cd. Altheii


                - Billy, wszystko ci wyjaśnię – Sandy podeszła do mnie od razu, jak tylko Althea zniknęła z pola widzenia. Prychnąłem i odwróciłem się od niej, nie chciałem na nią patrzeć. – Musiałam to zrobić, mam kryzys i…
                - Nie pomyślałaś o tym, że bym ci pomógł? Kurwa Sandy, mogłaś mi powiedzieć – Kiedy spojrzałem na nią, nie przypominała mi tej samej dziewczyny którą poznałem. Była… przestraszona. Przejechałem dłonią po twarzy, oddychając głęboko, nie chciałem się z nią kłócić. – Każdy ma problemy, a akurat o poważnym kryzysie, jak wiem całkiem sporo. Może nie finansowym ale jednak.
                - Billy… proszę cię, daj mi szansę. Bałam ci się powiedzieć prawdy, ale…
                - Nie mam czasu słuchać twoich wymówek Sandy, w tym czasie mogę przebywać z ludźmi którzy mnie nie okłamują. – Ruszyłem w stronę drzwi, kładąc rękę na ramieniu Sandy, chcąc ją wyprowadzić z mieszkania. Dziewczyna była w jakimś amoku. Złapała się mnie kurczowo, ja zareagowałem tylko westchnieniem.
                - Billy Joe Moliere, poznałam cię w momencie, kiedy chciałam zrobić karierę, pisząc o tobie biografię. Ale, kiedy poznałam cię od innej strony, nie tej którą ludzie widzieli na scenie lub w gazetach, a prywatnie, zdałam sobie sprawę, że to nie w porządku zarabiać na tobie. Poza tym, moja córka cię uwielbia! Billy, przywiązałam się do ciebie w stopniu, jakim nawet nie śniłam. Ja… kocham cię Moliere.
                Stanąłem jak wryty. Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Po chwili bez żadnego słowa wyprowadziłem Sandy przed drzwi i zamknąłem je. Stałem tam dobre dziesięć minut – dokładnie tyle, ile Sandy dobijała się do drzwi. Wywróciłem oczami po czym po prostu położyłem się na kanapie. Nie miałem siły iść do pokoju, szybko zasnąłem otoczony poduszkami.
                Kolejnego dnia, kiedy już wstałem a Lucia wyszła do szkoły, słuchałem wywodów Al. Przyznaję, że tak nie troszczyła się o mnie nawet moja własna rodzina. Jednak, w pewnym momencie rozmowa zeszła na temat Sandy. Wtedy właśnie wróciło do mnie wspomnienie wczorajszej rozmowy z dziewczyną, jednak nie jestem pewnien, czy jej monolog można było nazwać rozmową. W końcu, głownie to ona mówiła.
                - Billy? Co z Sandy? – Althea zmieniła ton głosu, ale najwidoczniej tego nawet nie zauważyła, westchnąłem i uśmiechnąłem się.
                - Nic, kolejna zakochana – Powiedziałem, a Althea od razu szerzej otworzyła oczy, jednak widziałem, że się lekko uśmiechała – No dalej, powiedz to.
                - Ale co?
                - Powiedz, że się tego domyślałaś – zaśmiałem się cicho. Dziewczyna odwróciła się odemnie, a ja, w nagłym przypływnie radości po prostu wstałem i podeszłem do niej. Zacząłem ją łaskotać, a Althea wybuchła śmiechem. – No, to powiesz to czy nie?
                - No dobra, może trochę. – Odpowiedziała, między krótkimi atakami śmiechu – Co teraz zrobisz? – Oparłem się o blat obok dziewczyny.
                - Nie wiem. Sandy jest spoko ale, nie jestem pewien czy mógłbym być z dziewczyną która bała mi się powiedzieć o czymś takim. Ja rozumiem, nie każdy chcę gadać o problemach, obok siebie mam przykład, ale po prostu nie umiem sobie tego wyobrazić.  
                - To ważna decyzja Billy. – Althea patrzyła w przed siebie, w ekran telewizora, jednak doskonale widziałem, że wcale nie oglądała tego głupiego reality show. Uniosłem brew – Jak można oglądać takie gówno?
                - No nie wiem. A jak można brać udział w takim gównie? – Oboje zaśmialiśmy się.
                Obecność dziewczyny bardzo mi pomagała. Zwłaszcza teraz, kiedy to najgorsze myśli wracały do mnie każdej nocy. Nie dawałem tego po sobie poznać, nie chciałem aby Alth znó musiała się o mnie martwić. Nie chciałem też, aby Lucia to wszystko widziała. Usłyszałem dźwięk telefonu, na wyświetlaczu, pojawiło się imię „Sandy”. Bez zastanowienia, odrzuciłem połączenie.
                Resztę dnia, spędziłem w domu. Althea musiała iść do baru, to był pierwszy i ostatni raz kiedy tego dnia wyszedłem z mieszkania. Zawiozłem ją pod bar, a potem wróciłem do domu. Siedziałem na kanapie i oglądałem telewizję, co jakiś czas bijąc się z myślami. Coś w mojej głowie, mówiło mi, że jestem do niczego. Słyszałem w głowie oskarżycielski głos ojca, oraz płacz matki. Jednak, najgorszy był krzyk i lament Hannah. A potem, widok Alth kiedy to znaleźliśmy ją po kilku tygodniach. Schowałem twarz w dłoniach. Nawet nie zauważyłem, kiedy za oknem się ściemniło a Lucia wróciła do domu. Jednak, usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi. Spojrzałęm na dziewczynę, próbując się uśmiechnąć.
                - Hej, jak w szkole? – Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, ale tylko na chwilę. Cały czas miałem wrażenie, że obwinia mnie o to wszystko. I ma rację.
                - W porządku – Ta krótka informacja wystarczyła. Nie byłem dla niej nikim z rodziny, nie znała mnie. Nie dopytywałem.
                - W kuchni masz jedzenie, bierz jeśli jesteś głodna.
                Kilka kolejnych godzin minęło mi na nieudanych próbach napisania piosenki. Kiedy nie udało mi się skomponować nic nowego, zabrałem się za przeglądanie starych dokumentów, tekstów, oraz innych, nie potrzebnych papierów. Ale to, na co natrafiłem zmroziło mi krew w żyłach. Była to koperta, zaadresowana do „Tego, kto mnie znajdzie”. Otworzyłem ją, a jej zawartość bardzo mnie zdziwiła. Był to list, oraz… płyta. Rozłożyłem kartkę, na której rozpoznałem swoje własne pismo.

„Jeśli to czytasz, to zapewne znalazłeś, lub znalazłaś mnie martwego. Nie dałem rady. Nie umiałem znów się śmiać, bawić i śpiewać. To zniknęło, wyparowało. Wiem co się o mnie mówi, że się wypaliłem, że przestało mnie to cieszyć, że robię to dla rozgłosu. Ale szczerze, wisi mi to.
Na płycie jest utwór, który chciałbym aby został zagrany na moim pogrzebie.
Jestem Billy Joe Moliere, właśnie zakończyłem swoją podróż po Avenley.„

                Kartka wypadła mi z rąk i powoli opadła na ziemię. Oparłem się o kanapę, naprawdę było ze mną źle. A może, dalej jest? Do jasnej cholery, Althea ma rację. Zmieniłem się i muszę to odwrócić. Nie mogę zostawiać ludzi, moich fanów ani rodziny. Wtedy przyszła mi do głowy straszna myśl, co by było, gdyby to Althea znalazła mnie martwego i musiała to czytać, w zaniedbanym mieszkaniu, ze mną, rozwalonym na tej kanapie, najpewniej już sztywnego i zimnego. Kiedy sięgnąłem po płytę, drzwi się otworzyły.
                - Wróciłam! O, hej Billy – Głos Althei mnie rozproszył, upuściłem płytę, jednak szybko schowałem ją i list do koperty, a kopertę wrzuciłem pod kanapę. Althea chyba niczego nie zauważyła.
                - Hej Alth, jak w barze? – Wstałem z kanapy jak gdyby nigdy nic. Modliłem się o to, aby nie zauważyła mojego zdenerwowania – Głodna?
Althea?

29 gru 2018

Od Billy'ego Joe cd Altheii


                Kiedy Althea zadzwoniła, byłem akurat niedaleko baru. Kiedy stanąłem pod drzwiami, miałem ochotę się wycofać i wrócić do mieszkania. Lucia siedziała tam sama. Nie licząc moich ochroniarzy. Po chwili jednak zobaczyłem Al. za barem i uśmiechnąłem się. Wszedłem powoli do lokalu, od razu w oczy rzuciły mi się skąpo ubrane dziewczyny. Wywróciłem oczami. Zobaczyłem Harry’ego jak zaczyna rozmawiać z Altheą.
                - Jezu, Harry. Ale wali tu testosteronem – Zaśmiałem się, a mężczyzna podskoczył. Althea spojrzała na mnie uśmiechnięta. – Co tu się stało, chłopie?
                - Billy! Przyjacielu! Nie powiesz, że nie podobają ci się dziewczyny. Niezłe rakiety – Mężczyzna podszedł i objął mnie ramieniem, co wyglądało komicznie, bo mimo wszystko był niższy ode mnie. – No, gwiazdko, która ci się podoba?
                - Żadna. Nie przyszedłem oglądać tu dziwek Harry – Mężczyzna skrzywił się i miał coś powiedzieć, ale mu przerwałem – No weź stary, ile ty im zapłacisz. Zaraz po występnie przynajmniej jedna z nich wskoczy do łóżka jakiemuś najebanemu facetowi.
                Harry tylko burknął coś pod nosem, a ja usiadłem przy barze. Althea przyglądała mi się badawczo, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Nagle usłyszałem krzyki. Odwróciłem się w tym samym momencie, co Althea powędrowała wzorkiem na tańczące dziewczyny.
                - Nie wiem co oni w tym widzą. – Althea postawiła przede mną drinka, a sama oparła się łokciami o bar.
                - Mówisz tak tylko dlatego, że dając koncerty widzisz prawie nagie dziewczyny gdzie się tylko nie pokażesz. No przyznaj się, ile z nich chciało ci się władować do łóżka? – Dziewczyna miała dobry humor, co mnie ucieszyło bo rano nie byłem dla niej zbyt miły.
                - Nie wiem, z pięć, może dziesięć – Zaśmiałem się, upijając łyk drinka. Althea tylko pokiwała głową – Z żadnej okazji nie skorzystałem. Przynajmniej ja tego nie pamiętam, kto wie, nie raz chlałem z chłopakami po koncertach.
                - Jesteś obrzydliwy Moliere – Dziewczyna wyprostowała się – Zaraz przyjdę.
                Skinąłem głową. Kiedy Althea znikła za zapleczem, wyszła stamtąd znana  mi dziewczyna. Zaskoczony wpatrywałem się w nią. Sandy? Stała przy jednej z kolumn, kiedy do niej podszedłem. Rozmawiała z córką.
                - Wiem kochanie, już wracam. I pamiętaj co mówimy wujkowi Billy’emu, tak?
                - Że byłyście u lekarza? – Zapytałem, a Sandy podskoczyła wypuszczając telefon z ręki. – No co jest? Przecież, tak wygląda przychodnia nie?
                - Billy? Co t-ty tu… - Wyglądała na przerażoną. Ja natomiast, byłem świadomy, że na mojej twarzy nie malują się żadne uczucia. Prychnąłem śmiechem, patrząc na Althęę.  – To ta dziewczyna! Co była u ciebie w mieszkaniu i…. to twoja dziewczyna?
                - Nie, to nie moja dziewczyna. Przyjaciółka. Z resztą, muszę iść – Odwróciłem się, ludzie się na nas gapili. Podszedłem do baru, zostawiłem szklankę po drinku, zapłaciłem, uśmiechnąłem się do Altheii i wyszedłem z baru. Tej nocy, nie wróciłem do domu.
***
                Sobota. Przez całą noc błąkałem się po ulicach, spotkałem nawet dziewczyny z mojego fan clubu, ale nie byłem w nastroju do zdjęć. Około ósmej rano, wróciłem do domu. Nie muszę wspominać, że byłem delikatnie pijany. W mieszkaniu spotkałem Althęę, stojącą przy blacie w kuchni. Rozmawiała z kimś.
                - Ale jesteś pewny, że nie wrócił do baru? Lissa miała zmianę, może ona… - Przerwała na chwilę, nawet mnie nie zauważając – No dobra, odzywaj się jakby co i… - westchnąłem a dziewczyna poskoczyła i odwróciła się w moim kierunku. Ja sam zmierzyłem do kuchni – Wiesz co, nie trzeba już. Wrócił właśnie.
                Delikatnie zataczając się, i potykając o własne nogi otworzyłem szafkę z  lekami. Wyjąłem garść i natychmiast wrzuciłem sobie w gardło, popijając wodą. Althea patrzyła na to z przerażeniem.   
                - Jak się s-spało – Zakaszłem, aby pozbyć się chrypy. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła z politowaniem. – Coś się stało?
                - Gdzie ty byłeś Billy, martwiłam się. Myślałam że… - Nie dokończyła, a tylko spłonęła rumieńcem.
                - Nie spowodowałem kolejnego wypadku, jeśli o to ci chodzi. Byłem na mieście w kilku lokalach. Nie potrzebnie się martwiłaś. – Uśmiechnąłem się, i w momencie kiedy miałem otwierać lodówkę, ktoś zadzwonił do drzwi. Althea poszła szybkim krokiem otworzyć. Nagle usłyszałem znany mi głos.
                - Muszę porozmawiać z Billy’m. Natychmiast.
Althea?

24 lis 2018

Od Billy'ego Joe cd Althei

            - Biografię? – zapytałem nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszałem. Kobieta pokiwała energicznie głową. Zakłopotany podrapałem się po karku – Zaskoczyła mnie pani, nie uważam mojego życia za ciekawe… z resztą, wszystko mówiłem w wywiadach po wypadku.
            - Wiem, ale niech pan posłucha. W oczach ludzi, jest pan bohaterem! Kiedy zobaczyłam wywiad z panem w telewizji, zobaczyłam jak ciężko mają ludzie, nawet ci sławni, których na co dzień widzimy uśmiechniętych i pozujących z fanami, prawie nikt nie wie, że tacy ludzie też mają problemy. Niektórzy przegrywają walkę, a niektórzy, tak jak pan, wygrywają walkę z swoimi własnymi demonami! – uśmiechnąłem się lekko.
            Kobieta mówiła o tym z takim zaangażowaniem, że po chwili obdarzyłem są szerokim uśmiechem. Nie mogłem jej odmówić, miała w sobie coś, co mi na to nie pozwoliło. Napisałem szybko swój numer po czym podałem go dziewczynie.
            - Niech pani zadzwoni do mnie jutro rano, umówimy się na spotkanie, skoro aż tak pani zależy – kobieta uśmiechnęła się i tylko pokręciła głową – Powiedziałem coś nie tak?
            - Jaka tam pani! Jestem Sandy – dziewczyna podała mi rękę, szeroko się uśmiechając, jednocześnie odgarniając swoje długie, blond włosy.
            - Billy Joe, ale mów mi Billy – Sandy pokiwała głową, po czym zabrała karteczkę z numerem i wyszła. Ja natomiast wróciłem na kanapę, złapałem gitarę i w dalszym ciągu grałem. Lucia, która siedziała obok i oglądała telewizję przyglądała mi się uważnie.
            - Dlaczego zostałeś muzykiem? – Lucia odezwała się tak niespodziewanie, że przerwałem w pół tonu i odkładając gitarę uśmiechnąłem się do niej. Patrzyła na mnie wyczekująco, a ja tylko uśmiechnąłem się do niej.
            - Od zawsze było to moim marzeniem, muzyka to… dla mnie pociecha. Kiedy nie daję rady, zaczynam grać i jakoś się uspokajam. Poza tym, kocham dawać szczęście innym, do tej pory przychodzą do mnie listy od rodziców, których dzieci leżały w tym samym szpitalu co ja. Zapewniłem im sporo zabawy.
            Dziewczyna pokiwała głową, po czym wróciła do oglądania telewizji, szybko jednak się znudziła i stwierdziła, że idzie spać. Chwilę potem, wstałem odkładając gitarę i sprzątając teksty. Wolnym krokiem poszedłem do swojego pokoju aby w końcu się wyspać. Jednak, jak zawsze moje plany spełzły na niczym. Obudziłem się w środku nocy, przebudzony przez moje własne myśli i sny. Wstałem z łóżka, byłem pewny że dziewczyny śpią, jednak w momencie kiedy znalazłem się w kuchni przy szafce z lekami, usłyszałem głos Alt.
            - Billy? Co robisz? – podskoczyłem, i szybko odwróciłem się w jej kierunku, jednak uśmiechnąłem się – Spokojnie, nie chciałam cię przestraszyć.
            - Nie sądziłem, ze tu będziesz. Nie powinnaś spać? – zapytałem, opierając się o blat. Althea spojrzała na mnie i uniosła brew. – Co? Mam coś na twarzy?
            - Hm? Nie, nie. Tylko, nie jest ci zimno? – uśmiechnęła się, jednak ja wyczułem nutkę zakłopotania i zawstydzenia. Dopiero teraz zrozumiałem, o co jej chodzi. Stałem w kuchni i spodenkach i bez koszulki. Pokręciłem głową – Ty też powinieneś spać. A nie śpisz.
            - Nie mogę. Ja… - zawachałem się, a Althea pokiwała głową.
            - Chodzi o tą kobietę? Znasz ją? – zapytała, stając obok mnie. Jednocześnie, wzrok dziewczyny padł na moje dalej zabandażowane ramię. Delikatnie dotknęła bandaża – Bardzo boli?
            - Prawie nic nie czuję, nie martw się. A co do niej, nie. Nie znam jej, ale skoro tak jej zależy na napisaniu tej biografi, to czemu nie. Wielu ludzi pyta mnie o moją historię, jak zostałem tym kim jestem, to może być dobra okazja. Jak sądzisz?
            - Moim zdaniem, dużo ludzi byłoby zainteresowanych twoją historią, zwłaszcza, że wyszedłesz z depresji – Althea spojrzała na mnie, a na jej twarzy mogłem dostrzec troskę – Bo z niej wyszedłeś, prawda?
            - Tak… tak mi się wydaje. Idź spać Alth, śpij dobrze – objąłem ją ramieniem i puściłem dopiero przed jej drzwami, po czym uśmiechnąłem się do niej lekko i wróciłem do pokoju. Pól godziny potem, spałem jak zabity.
****
            Kilka dni później, miałem kolejne spotkanie z Sandy, tym razem, nie w związku z biografią, a zwyczajne spotkanie prywatne. Okazało się, że miała takie same poglądy na świat co ja, jednocześnie znała się też na muzyce co nieźle mi zaimponowało. Zakładłałem właśnie buty, kiedy Althea wyszła z pokoju i stanęła tuż przede mną.
            - Wychodzisz? O tej godzinie? – zapytała, mrużąc oczy. Nic nie wiedziała o moim spotkaniu. Uśmiechnąłem się, poprawiając kurtkę.
            - Tak, idę z Sandy do kina. Obiecałem jej, że pójdziemy na horror.
            - Bardzo się polubliście, co? – zapytała, uśmiechając się lekko a ja tylko westchnąłem po czym odpowiedziałem jej uśmiechem.
            - Na to wygląda. Dobra, idę. Nie czekajcie na mnie i idźcie spać okej? Miłego wieczoru! – krzyknąłem jeszcze do Luci po czym wyszedłem z mieszkania. Pół godziny później, stałem przed blokiem Sandy.
            Wieczór minął nam bardzo szybko, dziewczyna nieźle bała się filmu, i co chwilę łapała mnie za rękę, a ja tylko się z niej śmiałem. Potem miała mi to za złe, więc poszliśmy na pizze. Jak można się domylić, kilku fotografów jeździło za nami, zdążyli już poznać moje auto. Jednak, zauważyłem też, że moja nowa przyjaciółka kochała blask reflektorów, i chętnie pozowała do zdjęć, zmuszając mnie do tego samego. Pierwszy raz od jakiegoś czasu mi to nie przeszkadzało. Śmiałem się i rozmawiałęm z reporterami, których zebrało się jeszcze więcej ludzi, zarówno ludzi z branży medialnej, jak i fanów. Robiłem sobie z nimi zdjęcia, podpisywałem zdjęcia i rozmawiałem na luzie z kilkoma muzykami ulicznymi, dając im rady. Poczułem, że to jest to co kocham i za czym tęsknię.
            - Sporo poświęciłeś, chroniąć Altheę i jej siostrę co? – Sandy siedziała w moim aucie, pod jej blokiem. Wpatrywała się we mnie tak samo, jak wtedy w moim mieszkaniu. Jakbym był samym bogiem, co nawet trochę mnie śmieszyło. – Musi być dla ciebie ważna.
            - Jestem jej to winien, przez znajomość ze mną, całe jej życie wywróciło się do góry nogami. To przez to została porawana, a ja… chyba chcę się zrewanżować za to, co dla mnie zrobiła kiedy byłem na dnie.
            - Czyli? Co takiego robiła? – Sandy przysunęła się trochę bliżej.
            - Wierzyła. Zapamiętała mnie takim jakim byłem przed wyadkiem, zotywowała mnie do powrotu. Pamiętam jak kiedyś, na początku naszej znajomości tańczyłem z nią w barze. Ludzie patrzyli na nią, jak na potwora – zaśmiałem się cicho.
            - Jak się poznaliście? To pewnie interesująca historia!
            - Skądże. Przyszła na mój koncert z przyjaciółką, która nazwała ją największą fanką Crowstorm, mimo, że ja doskonale wiedziałem, że tak nie było. A potem, jakoś poszło. Swojego czasu, byłem w niej nawet zakochany.
            - Oh… skoro już o tym mowa, chyba nie powinnam ci tego mówić po kilku dniach znajomości ale… - Sandy położyła dłoń na mojej dłoni, a ja zaskoczony spojrzałem na nią podnosząc brew – Coś mnie do ciebie ciągnie Billy… i nie chodzi o twoją sławę. Nie myślałam, że światowa gwiazda, która może mieć każdą, jest…
            - Zwykłym chłopakiem, który po prostu spełnia marzenia?
            - Dokłądnie. Wyjąłeś mi to z ust Billy. Dziękuję za wspaniały wieczór, jesteś pewien, że nie chcesz zostać na noc? – Zapytała, chowając swoje rzeczy do torebki i zdejmując moją kurtkę z ramion.
            - Nie, powiniennem wracać. Wiesz, mam do napisania trzy nowe piosenki, powinienem do tego w końcu usiąść, a w nocy pisze się najlepiej. A kurtkę sobie zostaw, mówiłaś, że twoja została w biurze, nie chcę, abyś się rozchorowała – Dziewczyna skinęła głową, po czym pocałowała mnie w policzek i wyszła z samochodu. Ja sam, pojechałem do mieszkania, kiedy wróciłem, Althea spała na kanapie z pilotem w ręku.
            Podniosłem ją delikatnie, po czym zaniosłem do sypialni w której spała z Lucią, po czym położyłem ją koło siostry. Uśmiechnąłem się, widząc te dwie. Miałem wielką nadzieję, że wszystko szybko się ułoży. Tej nocy, nie zmrużyłem oka pisząc jedną z trzech piosenek.

„I met her on Grafton street right outside of the bar
She shared a cigarette with me while her brother played the guitar
She asked me what does it mean, the Gaelic ink on your arm?
Said it was one of my friend's songs, do you want to drink on?
She took Jamie as a chaser, Jack for the fun
She got Arthur on the table with Johnny riding as a shotgun
Chatted some more, one more drink at the bar
Then put Van on the jukebox, got up to dance” 

            Obudziłem się w momencie, kiedy Lucia wyszła do szkoły. Powoli otworzyłem oczy, ale niemal natychmiast zobaczyłem kubek kawy. Zerknąłem powoli w kierunku kuchni, Althea krzątała się po pomieszczeniu chowając talerze do zmywarki. Uśmiechnąłem się, po czym wstałem ziewając. 
            - O, w końcu wstałeś. Musiałeś wrócić strasznie późno. – Althea wzięła do ręki kubek herbaty i uśmiechnęła się do mnie. 
            - Tak, poszliśmy na pizze i przyszli reporterzy, robili zdjęcia, rozdawałem autografy i gadałem z tymi ludźmi. Cholernie mi tego brakuje, myślę, czy nie wrócić już do występów. 
            - To dobry pomysł, ale wtedy będziesz musiał spać w łóżku aby się wyspać, a nie na kanapie, przy lampie, telewizorze i butelce piwa. Poza tym, znalazłam to rano obok ciebie – Rzuciła mi małe, plastikowe opakowanie – Co to za tabletki? 
            - Nie będę kłamał, bo to nie ma sensu. I tak sprawdzisz. W skrócie, nie pozwalają myśleć mi o samobójstwie. Muszę je brać dwa razy dziennie, poza tym, nie mam po nich koszmarów. 
            - Zapobiegają depresji… 
            - Tak, dokładnie. Alth ja… - nagle zadzwonił mój telefon, szybko odebrałem – Hej mała, co tam? Co? Serio?! Jezu, ale super! Tak, tak, będę tam za godzinę okej? Kurwa, Sandy kocham cię normalnie! Do zobaczenia. 
            - Co się stało? – Althea odstawiła kubek, patrząc na to, jak idę do swojego pokoju i podążyła za mną. 
            - Sandy załatwiła mi występ w jednym z klubów, to będzie świetny początek mojego powrotu do występów! Nie uważasz? – zapytałem, otwierając szafę i wyjmując z niej koszulkę, spodnie, oraz bluzę. 
            - Tak… to świetnie Billy. – Althea patrzyła na mnie jakiś czas, aż w końcu zaśmiałem się. – O co chodzi? 
            - Mogę się przebrać, czy będziesz na to patrzeć? – Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, a jej twarz się zarumieniła. 
            - Kretyn – warknęła, po czym szybko wyszła z pokoju zamykając drzwi. 
            Po dziesięciu minutach, wyskoczyłem z pokoju, założyłem buty i zabrałem telefon i klucze. Po chwili już wyjeżdżałem z parkingu, nie mogąc doczekać się rozmowy z właścicielem klubu. Po rozmowie, która skończyła się umówieniem koncertu za tydzień, pojechałem do Sandy. Rozmawialiśmy długo, żartując i oglądając kiepskie seriale. Wtedy też poznałem jej córkę, Mię. Dziewczynka szybko zaczęła mnie zaczepiać. Nie zauważyłem nawet, kiedy słońce znikło za horyzontem. Kiedy wróciłem do mieszkania, przywitałem się z Alth i Lucią, wziąłem prysznic i zamknąłem się w swoim pokoju. Niemal od razu zasnąłem. 
Althea?

19 lis 2018

Od Billy'ego Joe cd Catniss

                - Billy, musisz w końcu wybrać któreś z tych projektów! – Mój znajomy wszedł za mną do niewielkiego pomieszczenia, gdzie znajdował się bufet. – Wiem, że jesteś gwiazdą międzynarodową, ale…
                - No sorry, ale żaden z tych projektantów nie umie pokazać prawdziwego mnie – Zabrałem z stołu jabłko, a Eliot tylko pokręcił głową. Podszedł do mnie, po czym dotknął mojego ramienia.
                - Stary, mamy koncert za miesiąc, a nie mamy nic. Musisz się zdecydować i… - Nagle coś przyszło mi do głowy. – Billy?
                - Wiesz co, chyba mam pomysł. Tylko muszę wyjść na jakiś czas, dasz radę z chłopakami wyjaśnić Brown’owi? – pokiwał głową – Okej, dzięki. Będę za… dwa godziny. Muszę coś jeszcze załatwić.
                Wyszedłem powoli z budynku, po czym wsiadłem do samochodu i znalazłem adres dziewczyny, na którą wpadłem. Catniss Pierce, projektantka. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Włączyłem muzykę i obserwowałem ludzi biegających po chodniku. W tylnym lusterku widziałem samochód telewizji, a w duchu dziękowałem, że kilka dni temu kupiłem nowe auto i nikt mnie w nim jeszcze nie widział.
                Podjeżdżając pod jej blok, byłem ciekawy jak zareaguje. Nie poznała mnie rano, dzięki czemu uniknąłem rozgłosu. W między czasie zadzwoniła do mnie Hannah, siostra opowiadała mi o tym, że jej chłopak chcę mnie poznać a ja tylko milczałem. Lubiła gadać, a ja nie lubiłem jej przeszkadzać.
                - Musisz przyjechać do domu! Albo… ja i Marcus pojedziemy do miasta i….
                - Hannah, słońce, wybacz ale muszę coś załatwić. Pogadamy później mała – uśmiechnąłem się sam do siebie, poprawiając kurtkę. Kiedy odłożyłem telefon, zarzuciłem kaptur na głowę i powoli zmierzyłem w kierunku klatki schodowej.
                Idąc po schodach, sprawdzałem najnowsze informacje co do świata muzyki. Po chwili jednak zobaczyłem, jak jakaś starsza pani wchodziła po schodach z zakupami. Kobieta zwróciła na siebie moją uwagę, prosząc o pomoc. Zgodziłem się, jednocześnie pytając o Catniss, kobieta znała ją i z chęcią wskazała mi numer jej mieszkania. Kiedy zostawiłem kobietę, podszedłem do drzwi i zapukałem. Po chwili otworzyła mi Catniss.
                - Hej – uśmiechnąłem się delikatnie – Przyjmujesz zamówienia?
                - Słucham? – Dziewczyna była tak zaskoczona, że najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć – Eh, wejdź do środka i pogadamy.
                Spełniłem jej prośbę, a kiedy tylko przekroczyłem prób mieszkania, pod moje nogi wpadł kot, zaczął ocierać się o moje nogi zostawiając na moich spodniach trochę sierści. Uklęknąłem po czym pogłaskałem kota , po chwili stanąłem z powrotem na prostych nogach.
                - Skąd wiesz, że tu mieszkam? Nie mówiłam ci tego i… - Wyjąłem z kieszeni jej wizytówkę, po czym podałem jej i wcisnąłem w dłoń – Ach, już rozumiem. – Uśmiechnąłem się do niej, kot nie przestawał ocierać mi się o nogi.
                - Siadaj, napijesz się czegoś? – zapytała, ale ja tylko pokręciłem głową. Przystała na to, a kiedy usiedliśmy, spojrzała na mnie badawczo. – Więc, pytałeś o zamówienia.
                - Ach tak! Już od dobrego miesiąca, szukam kogoś, kto zaprojektuje i uszyje stroje na koncert, zarówno dla mnie, jak i moich chłopaków. A kiedy dziś rano zobaczyłem twoje projekty, dosłownie chodzą mi po głowie! – Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, przekrzywiając głowę.
                - Koncert? Czekaj, wolniej. Jesteś członkiem zespołu? Masz jakiś pomysł na stroje? – Te dwa pytania tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że dziewczyna nie ma pojęcia o moim zespole, co sprawiło, że kamień spadł mi z serca.
                - Tak, jestem wokalistą w zespole Crowstorm, oprócz mnie, jest tam też czterech innych chłopaków. Zdali się na mnie w sprawie strojów, jednak osobiście nie mam wielkich wymagań. Chciałbym tylko, aby pojawiły się tam kolory czarny i czerwony. No i oczywiście logo Crowstorm, mimo wszystko, trzeba dbać o reklamę prawda? – Dziewczyna pokiwała głową.  Po chwili jednak zadzwonił jej telefon, przeprosiła i poszła odebrać. Ja w tym czasie rozejrzałem się po pomieszczeniu. Wszystko było urządzone w stylu industrialnym, co do mnie osobiście nie przemawiało, jednak podobało mi się. Styl idealnie dopasowany do mieszkania.
                Kiedy wróciła, milczała. Nie naciskałem, rozumiałem, że musiała się zastanowić. Po chwili położyłem kota obok siebie i wstałem.
                - Nie będę zajmował więcej czasu – Podałem jej karteczkę z moim numerem telefonu – Jakbyś się zdecydowała, śmiało dzwoń. Życzę miłego dnia.
                Dwadzieścia minut potem, siedziałem już w samochodzie i jechałem w kierunku jednego z barów. Musiałem coś zjeść, coś innego niż ciastko i homar.
Catniss?

16 lis 2018

Od Billy'ego Joe cd Althei


Spojrzałem na dziewczynę. Martwiła się, a ja doskonale to widziałem. Nie chciałem zawalać jej moimi problemami. Wystarczająco się namęczyła, przez moją depresję. Uśmiechnąłem się szeroko, chcąc obrócić wszystko w żart.
- Nie przejmuj się moim psychologiem Al., jest dobrze. W tym momencie, najważniejsze jest bezpieczeństwo twoje i Luci. Moje problemy schodzą na dalszy plan. – Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale ja szybko jej przerwałem – Musisz iść spać. Jedziemy za… - zerknąłem na zegarek – dokładnie dziesięć godzin do twojego mieszkania. Musisz być wypoczęta.
- Ale Billy! – zaczęła, chciała się kłócić. Ja natomiast, przeskoczyłem przez oparcie po czym podniosłem Al i zaniosłem ją pod pokój w którym spała, jak zauważyłem, z Lucią. – Jesteś niemożliwy Moliere!
- Wiem, ale za to mnie uwielbiasz prawda? – Uśmiechnąłem się, a dziewczyna odpowiedziała mi tym samym. Zerknęła na łóżko, Lucia przekręciła się na drugą stronę. – Idź spać, nie żeby coś, ale wyglądasz kiepsko. Szpital bardziej męczy niż pomaga, wiem coś o tym.
- Nie myśl, że się wykręcisz od tej rozmowy Billy Joe Moliere! – Zaśmiałem się serdecznie, po czym objąłem lekko Alth, dziewczyna odwzajemniła uścisk, a następnie poszła do pokoju zamykając drzwi. Ja sam wróciłem do salonu.
Przez całą noc siedziałem nad tekstami piosenek, oraz przesłuchując nowe melodie na słuchawkach. Chwilami nawet trochę śpiewałem, pilnując już aby nie obudzić dziewczyn. Z samego rana, Lucia wyszła z pokoju i skierowała się do łazienki. W tym czasie, Elizabeth, kucharka która przychodziła dwa razy w tygodniu robiła jej śniadanie.
Ja sam się nie wtrącałem. Siedziałem cicho w salonie z kawą, obserwując dziewczynę. Kiedy zasiadła za stołem, uśmiechnęła się lekko. Po chwili jednak odwróciła się do mnie, i zmarszczyła brwi.
- Tak wiem, nie chcesz żadnej eskorty. Spokojnie. Chłopcy nie pójdą za tobą, ale jak coś, to dzwoń okej? Będę spokojniejszy. – Lucia tylko skinęła głową, po czym zobaczyła swój plecak przy drzwiach i zerknęła na mnie, ja jednak byłem już odwrócony do telewizora. Po chwili usłyszałem tylko zamykanie drzwi.
Siedziałem tak jakiś czas, po czym postanowiłem wziąć prysznic. Będąc w łazience, słyszałem rytmy moich piosenek, które zawsze włączała Elizabeth, jak się niedawno okazało, była moją fanką, jednak traktowała mnie normalnie. Stojąc przed lustrem, zobaczyłem coś co mnie przestraszyło. Byłem cholernie blady, miałem przekrwione oczy oraz ogromne wory pod nimi. Wyglądałem dokładnie jak ktoś, kto żyje bez snu po kilka dni, a potem odsypia. Westchnąłem, muszę zacząć normalnie sypiać. Kiedy ciepła woda zderzyła się z moją skórą, odprężyłem się. Pierwszy raz od jakiegoś czasu, nie chciałem szybko wychodzić spod strumienia, bo wiedziałem, że gdy tylko opuszczę łazienkę, znów będę cały czas spięty. Stwierdziłem jednak, że nie mam wyboru. Przepasałem się ręcznikiem, po czym wyszedłem z łazienki w kłębach pary. W pewnym momencie, kiedy już prawie byłem w swoim pokoju, zobaczyłem Alth.
- Co jest? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczyła – uśmiechnąłem się, opierając się jedną ręką o ścianę, jednocześnie patrząc na zawstydzoną Al. Dziewczyna spuściła wzrok, jednocześnie oblewając się rumieńcem. – Spokojnie, mogłaś trafić gorzej. Czasem nawet ręcznika nie chcę mi się owijać wokół siebie.
Po moich słowach, dziewczyna drgnęła a rumieniec jeszcze bardziej się powiększył. Zaśmiałem się, po czym wszedłem do pokoju i zamknąłem drzwi. Otworzyłem szafę, po czym dość szybko znalazłem ubrania o które mi chodziło. Założyłem na siebie białą koszulę, ciemne jeansy i skórzaną kurtkę. Ubrany, z nieco mokrymi włosami wyszedłem do Althei. Dziewczyna siedziała na kanapie, oglądając jakiś dziwny serial. Podszedłem cicho, po czym przeskoczyłem przez oparcie lądując obok dziewczyny.
- Ej! – krzyknęła, po czym złapała za poduszkę i uderzyła mnie nią. Zaśmiałem się, jednak jej nie oddałem. Po chwili uspokoiliśmy się i Al wróciła do oglądania serialu. Patrzyłem na to z rozbawieniem.
- Co tu jest takiego, czego nie ma w normalnym życiu? – Zapytałem, a Althea tylko westchnęła.
- Bo, tam dziewczyna, zwykła dziewczyna zaprzyjaźnia się z gwiazdą muzyki i… - złapałem ją za rękę, po czym wskazałem na nią, potem na siebie, oraz moje mieszkanie – Oj, w tamtym świecie jest lepiej!
- Weź przestań! Ten facet wygląda jakby był po porażeniu mózgowym! Ja jestem o wiele lepszy. Poza tym, z tego co widzę, mam też lepszy gust co do dziewczyn – wstałem z kanapy kierując się do kuchni, aby zrobić sobie kanapkę. Althea patrzyła na mnie. – Czemu się tak zawstydziłaś wcześniej co? Przecież nic strasznego nie zobaczyłaś – zaśmiałem się przyjaźnie. – Zbieraj się, jedziemy do twojego mieszkania.  
-----------
            Jadąc na miejsce, Althea milczała. Nie byłem pewny dlaczego, ale też nie mówiłem nic. Ciszę przerywało tylko grające radio, w którym leciały kawałki jakiegoś zespołu którego nie kojarzyłem. Kiedy dotarliśmy pod jej blok, dziewczyna wyszła z auta. Ja natomiast wysiadłem zaraz za nią. Gdzieś za nami byli chłopcy, nie chciałem wchodzić do środka bez nich, ale Al się uparła. Koniec końców, weszliśmy tam sami.
            Będąc w środku, szybko okazało się, że nic nie zniknęło ale całe mieszkanie było zdemolowane. Szybko zdałem sobie sprawę, że ktoś był tu jeszcze tego dnia. Spojrzałem na Al.
            - Coś się stało Billy? – W tym samym momencie, usłyszeliśmy hałas w jednym z pokoi. Zostawiając Al nieco z tyłu, jednocześnie ją osłaniając, podszedłem do drzwi. Serce biło mi jak szalone, ale kiedy chciałem je otworzyć, nagle rozwarły się gwałtownie.
            Wysoki blondyn w bluzie z kapturem, wyskoczył na mnie jednak zdążyłem się odsunąć i uderzył w ścianę. Odpędziłem Alth, dziewczyna wybiegła z mieszkania. Czas dłużył mi się niesamowicie, kilka razy oberwałem, jednak w tym czasie ja również nieźle obiłem twarz chłopaka, udawało mi się go zatrzymać, do momentu kiedy nie wyjął z spodni pistoletu i wystrzelił. Poczułem tylko ból w ramieniu, a on wyrwał mi się dokładnie w tym momencie, kiedy do mieszkania wbiegło trzech strażników. Jeden z nich popędził za uciekinierem.
            - Billy! Cholera – Althea nie wiedziała co robić. Tyson zadzwonił po zaznajomionego lekarza, abym nie musiał jechać do szpitala. Był na miejscu już po dziesięciu minutach, ponieważ miał wizytę w okolicy.
            - Och, Moliere. Ty to zawsze się w coś wpakujesz co? – Uśmiechał się pobłażliwie, kiedy owijał mi ramię, zerkając na koszulę leżącą na podłodze – I w co ty się ubierzesz?
            - Spokojnie doktorku, mam ubrania w aucie. Mike po nie poszedł – Uśmiechnąłem się, jednak mój wzrok padł na Al, stała cicho pod ścianą zerkając na mnie co jakiś czas. Lekarz odwrócił się w jej kierunku i zadał jej parę pytań, a kiedy wyszedł, ja zastąpiłem jego miejsce obok niej.
            - Bardzo boli? – Zapytała, delikatnie dotykając mojego ramienia, syknąłem cicho z bólu, a ona szybko zabrała dłoń – Przepraszam!
            - Spokojnie, to nic takiego. Kula przeszła na wylot. Już wiesz, dlaczego chciałem eskortę dla was? Martwię się, że znów to się stanie, a mnie nie będzie obok. Muszę w końcu wrócić do pracy, odwołałem prawie dwadzieścia koncertów, aby jak najszybciej cię odnaleźć, ale przez to, mój menadżer ma straty… - Dziewczyna zaczęła niespodziewanie płakać, szybko się zamknąłem i ją przytuliłem. Pozwoliłem jej, aby płakała. Dziewczyna wtuliła się we mnie, a ja, ignorowałem nawet narastający ból ramienia.
            Po jakimś czasie, dziewczyna odsunęła się, a ja tylko poprawiłem jej włosy.
            - No już, spokojnie. Założę koszulkę i wrócimy do mnie okej? Lucia może już wrócić, lepiej aby nie była sama. Tobie też przyda się jej towarzystwo – Uśmiechnąłem się, po czym założyłem na siebie granatowy t-shirt i razem z Al, wyszedłem z mieszkania dalej widząc, jak łzy napływają jej do oczu i momentami spływają po policzkach.
            Jadąc samochodem, również nie rozmawialiśmy. Pozwoliłem jej, aby pomyślała o tym wszystkim. Mnie najbardziej intrygował ten chłopak, nie miałem informacji o Cole’u, martwiłem się o niego. Oby nic mu się nie stało. Kiedy weszliśmy do mieszkania, Luci nie było. Podszedłem do kuchni.
            - Robię sobie kawę, chcesz coś do picia? – Zapytałem, jednak wzrok dziewczyny zmroził mi krew w żyłach. Płakała. Znowu. – Co jest?
            - Przepraszam…. – szepnęła patrząc w podłogę, a ja tylko się zaśmiałem.
            - Nie masz za co, naprawdę. Lepiej że to ja, niż ty Al.
Althea?

13 lis 2018

Od Billy'go Joe cd Altheii

Uśmiechnąłem się lekko, po czym przekrzywiłem nieco głowę patrząc na dziewczynę.
- Nie wiem o czym mówisz, jestem grzeczny i chodzę na każdą wizytę - posłałem jej uśmiech godny dziecka, a ona tylko pokręciła głową. Już po chwili, wypadłem z windy prawie upadając. Lucia uśmiechnęła się lekko, jednak szybko na jej twarz wrócił kamienny wyraz twarzy. Al natomiast uśmiechała się do mnie z litością.
- Zapraszam w moje skromne progi - powiedziałem, przepuszczając dziewczyny przodem. Mimo, że Althea już tu była, usłyszałem jak bierze głęboki wdech. Uśmiechnąłem się, po czym zamknąłem drzwi i podszedłem do pokojówki. Kobieta tylko pokiwała głową.
- Pokażę panią dom, pokoje, oraz łazienkę. Pan Billy w tym czasie zajmie się kolacją - kobieta położyła dłoń na ramieniu Altheii.
- Eh, ja już mniej więcej znam rozkład mieszkania. Lucia, pójdziesz z nią dobrze? - Dziewczyna skinęła głową, po czym poszła z pokojówką. Kiedy znikły, a ja zająłem się przygotowywaniem kolacji, czułem na sobie spojrzenie Altheii. Nic nie mówiła, ja też się nie odzywałem. Nie czułem takiej potrzeby. Jednak, dość szybko cisza została przerwana, w momencie kiedy Althea jak duch stanęła za mną i dotknęła mojego ramienia. Podskoczyłem, zaskoczony jest gestem.
- Oh, wybacz... nie chciałam cię przestraszyć - Dziewczyna była nieco zakłopotana - Dlaczego to robisz? Wiesz... tak naprawdę, nie mamy pewności że nie wrócą i...
- Moje mieszkanie jest w tej chwili chronione przez najlepszych ochroniarzy, możesz spać spokojnie, nie pozwolę, aby coś się wam stało. - Odwróciłem się znów w kierunku kuchni, przygotowując omlety. - Czuję, że nie tylko to cię dręczy co? Masz pytania?
- Całe mnóstwo... - westchnęła
- Wiec pytaj, od tego masz przyjaciela. Postaram się wyjaśnić ci wszystko co tylko mogę - Althea uśmiechnęła się lekko.
- Co z moim mieszkaniem?
- Pojedziemy tam jutro po południu, moi ludzie czatują pod blokiem, nikt się im nie wywinie, nie tym razem. Zwłaszcza, że poprosiłem kumpla z służb specjalnych o pomoc, grałem prywatny koncert dla jego córki, jest mi to winny.
- Jak długo będziemy tu mieszkać?
- Tak długo jak to będzie konieczne.
- Jesteśmy zamknięte w tych czterech ścianach? - To pytanie mnie zaskoczyło, odwróciłem się, po czym poczochrałem Al włosy. - Ej!
- Nie, nie jesteście. Co prawda dwóch moich ludzi będzie was pilnować, ale nie na każdym kroku. Możecie wychodzić kiedy chcecie. A właśnie, zapomniał bym! - Podszedłem do szuflady i wyjąłem dwa komplety kluczy - Proszę. Jeden dla ciebie, drugi dla Luci.
Wróciłem do omletów, Althea wpatrywała się chwilę w klucze a po chwili, usłyszałem jak pociąga nosem, spojrzałem w jej stronę, wyłączając gaz i przekładając już ostatniego omleta na talerz.
- Al, co jest? - Poeszłem bliżej i położyłem dłonie na jej ramionach - Możesz mi powiedzieć.
Althea?

9 wrz 2018

Od Billy'ego Joe cd Althei

                Na twarzy dziewczyny widziałem zmieszanie. Już miałem się odezwać, kiedy podszedł do mnie jeden z ochroniarzy. Złapał mnie lekko za ramię, a chwilę potem zaczął szeptać mi na ucho. Do mieszkania Al. i Luci ktoś się włamał, a chłopaki nie zdążyli go złapać. Pokiwałem głową. Spojrzałem na Al, oraz jej siostrę. Zacisnąłem dłonie w pięści, po czym kazałem mężczyźnie dalej obserwować mieszkanie dziewczyn, oraz informować zarówno mnie, jak i Eliota o wszystkim co się tam dzieje. Kiedy wyszedł, starałem się być przekonujący, że wszystko w porządku. Uśmiechnąłem się do Al.
                - Zostawię was na chwilę. Lucia, przynieść ci coś? – Dziewczyna tylko pokręciła głową, już miałem zamiar wyjść z pokoju, jednak wpadłem na Eliota. – Eliot? Co ty tu robisz?
                - Muszę przesłuchać Altheę Santos i jej siostrę… - Starał się mnie wyminąć, ale złapałem go za ramię, gwałtownie go zatrzymując, mężczyzna spojrzał na mnie mrożąc oczy. – Billy Joe Moliere, proszę o nie utrudnianie śledztwa.
                - Nie będzie żadnych przesłuchań jasne? Al dopiero się obudziła, a jej siostra nic nie wie. Nie widziała ich. Moi ludzie mieli na nią oko przez całą nieobecność jej siostry.
                - Ale Billy, to moja praca i…
                - Nie obchodzi mnie twoja praca. W tej chwili, obie potrzebują odpoczynku. I jeśli dowiem się, że cokolwiek od nich chcesz, mogę ci przysiąc, że nie staniesz na nogi przez długo czas – Zacisnąłem palce na jego kurtce.
                - To groźba Moliere – Eliot był już nieźle wkurwiony – Mogę pociągnąć cię do odpowiedzialności i…
                - I gówno osiągniesz, bo mam więcej kasy niż cały twój posterunek.
                Eliot spojrzał na dziewczyny, po czym strącił moją dłoń i wyszedł z pokoju. Przez chwilę jeszcze obserwowałem jak odchodzi, po czym sam wyszedłem. Przy drzwiach stało dwóch ochroniarzy, obaj mieli za zadanie pilnować Althei i Luci. Wyszedłem z szpitala. Musiałem ochłonąć po spotkaniu z policjantem.
                Byłem zmęczony, cholernie zmęczony. Z resztą, tak samo jak Lucia. Oboje siedzieliśmy tu już od kilku godzin. Usiadłem na jednej z ławek przed szpitalem, kiedy tylko się tam pokazałem, kilku ludzi podeszło do mnie prosząc o autograf i zdjęcie, mieli gdzieś to, że uprzejmie im odmawiałem i siadali obok mnie, dziewczyny obejmowały mnie za szyję a ich towarzysze robili zdjęcia. Musiałem wyglądać jak zombie.
                Po dwudziestu minutach wróciłem do pokoju, Luci nie było. Byłem prawie pewny, że pielęgniarka zabrała ją na obiad. Wchodząc do pokoju, zobaczyłem, że Al spała. Uśmiechnąłem się, po czym usiadłem na fotelu stojącym przy ścianie. Nawet nie zauważyłem, kiedy zmorzył mnie sen i zasnąłem.
                Obudził mnie szloch, otworzyłem oczy. Na drugim fotelu spała Lucia, jednak szloch dobiegał od łóżka. Wstałem, zauważając, że ktoś nakrył mnie kocem. Widząc to, że Lucia mimo przykrycia dalej się delikatnie trzęsie, okryłem ją drugim kocem, a sam podszedłem do łóżka. Usiadłem na krześle, Althea leżała na boku, a szloch wstrząsał jej ciałem. Dotknąłem delikatnie jej ramienia, a dziewczyna szybko się odkręciła i poderwała do pozycji siedzącej.
                - Spokojnie Al, to tylko zły sen. Już dobrze – Powiedziałem, nie musiała mi mówić czemu płakała. Byłem pewny, że dręczyły ją koszmary. Dziewczyna przytuliła się do mnie, nie przestając szlochać. Trzymałem ją w uścisku jakiś czas. Kiedy nieco się uspokoiła, i ponownie ułożyła się do snu, przykryłem ją dokładniej. – Śpij spokojnie, będę tu cały czas.
                - Billy… dziękuję. Za wszystko. Uratowałeś mnie, zapewniłeś Luci bezpieczeństwo… Ja… - Pokręciłem delikatnie głową, przerywając dziewczynie.
                - To nic takiego, idź spać. Rano pogadasz z Lucią, ja za to porozmawiam z lekarzem. Może niedługo będziesz mogła wyjść do domu. – Dziewczyna zamknęła oczy, obdarowując mnie delikatnym uśmiechem. Przez resztę nocy siedziałem przy jej łóżku, nie zasypiając ani na chwilę.
***
                Przez kolejne dwa dni, Lucia spędzała każdą wolną chwilę w szpitalu, ja nawet nie wracałem do domu. Spałem na fotelu w pokoju Al. Dziewczyna nie raz próbowała mnie namówić, abym wrócił do mieszkania i wyspał się w swoim łóżku. Za każdym razem odmawiałem, zapewniając ją, że jest dobrze. Siedziałem właśnie przy łóżku Al, rozmawiając z nią o tym co robiłem podczas jej nieobecności, kiedy do pokoju wszedł lekarz.
                - Pani Santos, Panie Moliere – lekarz uśmiechnął się lekko, znałem go. Zajmował się mną po moim wypadku.  – Mam dobre wieści, stan pani Althei jest doskonały. Może wrócić do domu. – Kiedy jednak spojrzał na mnie, uśmiech zniknął mu z twarzy – Panie Moliere, dotarła do mnie informacja, że od miesiąca nie chodzi pan na spotkania z psychologiem. Naprawdę mnie to niepokoi, a mam wyniki tych spotkań. Nie powinien pan z nich rezygnować.
                - Wiem , naprawdę wiem. Ale, miałem dużo na głowie. Poza tym, nie wydaje mi się, aby był mi potrzebny psycholog i… - Przerwałem widząc minę lekarza. Westchnąłem – Na następnym się pojawię. Obiecuję.
                Lekarzy tylko skinął głową, po czym jeszcze powiedział że ja pół godziny przygotuje wypis z szpitala, po czym wyszedł z Sali. Nie patrzyłem na Al, nie chciałem aby wiedziała, że nie chodzę już jakiś czas na spotkania. Przez kolejne pół godziny, unikałem tego tematu a kiedy Al dostała wypis, poprosiłem aby poszły za mną. Dziewczyny wsiadły do mojego auta, a ja pojechałem do swojego mieszkania. Althea szybko zrozumiała gdzie jadę.
                - Billy, czemu jedziesz do siebie? – Była zaskoczona, nie rozumiała mojego zachowania. Lucia siedziała cicho z tyłu, czułem na sobie jej wzrok.
                - Nie mogę pozwolić, abyście spały u siebie. Było włamanie do waszego mieszkania, wolę być pewny, że nic się wam nie stanie, a nie ma do tego lepszego miejsca niż moje własne mieszkanie. U mnie, będziecie bezpieczne.
Althea? 

5 wrz 2018

Od Billy'ego Joe cd Althei

                Kiedy Al. wyszła z mieszkania, wstałem z kanapy. Podchodząc do komody, stojącej przy ścianie, wysunąłem jedną z szuflad i wyjąłem zdjęcie. Savannah…
                Na fotografii byłem ja, młody ja. Bez wielu markowych ubrań, czy wielkiej sławy. Zwykły ja, oraz moja przyjaciółka, która potem stała się kimś więcej.  Savannah Advin. Znałem ją od przedszkola, jako pierwsza podeszła do mnie i przedstawiła mi się. Była piękną, młodą dziewczyną. Długie czarne włosy, oczy w kolorze płynnego złota, oraz jasna cera. Do tego, jej zamiłowanie do muzyki, była moją bratnią duszą. Często u niej nocowałem, jednocześnie uciekając z domu. Jednak, któregoś dnia, przyszedłem do niej i… to był najgorszy widok w moim życiu.
                Savannah wisiała przy wiatraku, na sznurze. Cała zakrwawiona, a na jej brzuchu wycięte było słowo „Dziwka”. Długo nie rozumiałem co się działo, jednak po miesiącu, dowiedziałem się, że przez problemy finansowe musiała sprzedawać swoje ciało, jej rodzice wpadli w alkoholizm, a ona nic mi nie mówiła, nie chcąc abym jej współczuł. Wtedy zaczęły się moje własne problemy. Westchnąłem. Na tym cholernym zdjęciu, oboje byliśmy w świetnym nastroju, a moje oczy wskazywały na to, że nawet coś paliliśmy. Przytulała się do mnie, z szerokim uśmiechem na ustach. To było jedyne zdjęcie z Savanną. Nic więcej nie miałem, oprócz łańcuszka, który już od lat nosiłem na szyi. Nie wyróżniał się tym, że jest damski, ot zwykły łańcuszek. Kupiłem go jej na 14 urodziny. Schowałem zdjęcie. Stanowczo za dużo wspomnień.
                Przez kolejne pół godziny pracowałem jeszcze nad piosenką, a kiedy już miałem kończyć, zadzwonił mój telefon. Zaskoczony, zauważyłem numer którego nie znałem.  Zdezorientowany odebrałem.
                - Halo? – Po drugiej stronie była cisza, nikt mi nie odpowiadał. Tylko głośny oddech, który świadczył, że ktoś jednak tam był. Nie odzywałem się już, po prostu się rozłączyłem. Byłem zmęczony, pracowałem długo, bardzo długo po tym dziwnym telefonie. Postanowiłem odezwać się do Al., jednak długo nie odpisywała. Postanowiłem, że nie będę wypisywał i mimo, że to było do niej niepodobne, poszedłem spać kiedy tylko zauważyłem na zegarze dwudziestą pierwszą.
                Kilka kolejnych dni spędziłem na wywiadach, czy sesjach zdjęciowych do magazynów. Miałem też niewielkie spotkanie z fanami, które z zwykłej pogawędki, zmieniło się w wyciąganie napalonych nastolatek z pod kół mojego nowego auta, po wszystkim. Co jakiś czas pisałem do Althei, ale dziewczyna nie odpisywała. Zaniepokoiłem się. I to bardzo. Co się stało z tą dziewczyną? Jeszcze tego samego dnia pojechałem do baru, w którym pracowała.
                - Harry – zacząłem, kiedy tylko przekroczyłem próg baru. Mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony, jednak uśmiechnął się lekko. Podszedł do baru, o który się opierałem. Jednak, powaga na mojej twarzy, oraz zapewne w oczach, pozbawiła go uśmiechu. – Jest tu Althea? Nie odpisuje na moje wiadomości, nie ukrywam się, że mnie to niepokoi.
                - Althea? Nie, nie ma jej już od kilku dni. Ostatni raz, widziałem ją tydzień temu… - Harry spojrzał na mnie, zamyślił się na chwilę – Dostałem od niej wiadomość, że jest chora i odpoczywa…
                - Kiedy ją widziałem, wyglądała na całkowicie zdrową. Kurwa, nie podoba mi się to. Starałem się nie wyciągać pochopnych wniosków, ale patrząc na całą aferę wokół mnie i to, że ona zawsze jest w oku cyklonu przez moją popularność… Kurwa, Harry boje się, że coś jej się stało.
                - Przykro mi, nie pomogę ci Billy. Gdy będę coś wiedział, odezwę się – Mężczyzna odprowadził mnie wzrokiem, widziałem, że on też się martwił mimo, że tego nie pokazywał. Coś mi nie pasowało, kiedy widziałem Al, była zupełnie zdrowa. Ja sam, również miałem z nią ostatni kontakt tydzień temu. To wyglądało tak, jakby zapadła się pod ziemię.
                Przed dwa kolejne dni myślałem o tym, co mogło się stać. Przez te dwa dni, pod moim blokiem wystawał biały van, a w nim mężczyzna i kobieta. Łazili tam gdzie ja, jeździli za mną. Bez wątpienia mnie śledzili, a ja, byłem ciekawy kim są. Któregoś dnia, nie wytrzymałem. Wyszedłem z mieszkania i stanowczo podszedłem do auta, kierowca spierdolił. Nie pokazał się więcej. A ja coraz bardziej martwiłem się o Altheę. Któregoś dnia nie wytrzymałem, zadzwoniłem do kumpla taty, który już od prawie trzydziestu lat pracował w policji. Nie mogłem tak tego zostawić.
                - Rozumiesz już Eliot? Martwię się o nią. To nie jest normalne – Wlałem mu sok, a sam zabrałem się za piwo. Mężczyzna tylko pokiwał głową.
                - Zajmę się tym Billy, ale mam rozumieć, że nie chcesz rozgłosu co? Z tego co wiem, ona jest z tobą kojarzona do tej pory. Ludzie zastanawiają się, czy jesteście razem.
                - Wiem, to głupie. Jest przyjaciółką, ale mimo to, zależy mi na niej. Chcę, aby była bezpieczna, bo wiem, że przez znajomość z gwiazdą jest narażona na wiele nieprzyjemnych sytuacji.
                - Jeszcze dziś zaczniemy poszukiwania, obiecuję, znajdziemy ją Billy. To dobrze, że jest z tobą okej i zaczynasz się angażować w życie innych. Z tego co mówił mi twój ojciec to…
                - Nie było dobrze, ale teraz nie chcę o tym myśleć. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Althei. Nie wiem czemu, ale czuję się za nią odpowiedzialny. To przeze mnie jest tak oblegana przez ludzi, nie każdy ma szansę przyjaźnić się z….
                - Tobą? – Eliot uśmiechnął się lekko, a ja odpowiedziałem mu tym samym – To nie twoja wina, że masz psychofanów. Kiedy widziałeś ją ostatni raz? I opowiedz mi o tym samochodzie.
                Przez kolejne kilka godzin, gadaliśmy o wszystkich możliwościach zniknięcia dziewczyny. Eliot zanotował sobie moje opowieści, po czym jeszcze raz obiecując mi, że znajdą ją jak najszybciej, wyszedł z mieszkania życząc mi dobrej nocy. Nie zmrużyłem oka, przez co rano byłem całkowicie zmęczony.
                Martwiłem się i nie mogłem tego ukrywać. Cały okres poszukiwań Al, był dla mnie mordęgą. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że dziewczyna ma siostrę i posłałem nawet ochroniarza, aby jej pilnował. Kiedy dostałem wiadomość od Eliota, minęło już dwa tygodnie od rozmowy. Czyli, trzy tygodnie od zniknięcia Al. Stałem właśnie na balkonie, pijąc kawę, kiedy to zadzwonił mój telefon. Odebrałem go dość szybko.
                - Billy? Mamy ją. Zbieramy ekipę i… - Odstawiłem szybko kubek, po czym łapiąc kurtkę i klucze wyszedłem z mieszkania – Chwila, Billy co ty robisz?
                - Nie mam jej od trzech tygodni, nie wiem co się z nią działo. Na dobrą sprawę, może się was bać. Jadę z wami, nie biorę udziału w akcji, po prostu tam będę. Nie ma gadania Eliot, gdzie się spotykamy? – Nie dałem dojść do słowa mężczyźnie, usłyszałem tylko westchnienie.
                - Posterunek. Pośpiesz się.
                Kiedy byłem na miejscu, dowiedziałem się szczegółów planu, a następnie pojechałem za radiowozami. Nie były oznaczone, więc łatwiej było się zakraść. Czekałem. Eliot i reszta weszli do środka, a kiedy po pół godziny zobaczyłem jak kobieta i mężczyzna są wyprowadzani przez Eliota i Rogera, wybiegłem z auta i przeskakując maskę, zmierzyłem w kierunku małej kawalerki. Byli tam policjanci i ona.
                Siedziała na ziemi, chłopcy musieli zarzucić na nią koc, cała się trzęsła, a w pomieszczeniu było cholernie zimno. Kiedy mnie zobaczyła, uniosła wzrok, chyba dalej do niej nie docierało co się stało. Podszedłem do niej, po czym zdjąłem koc i narzuciłem na nią kurtkę.
                - Już dobrze Al, jestem tutaj. Spokojnie – Czując jak dziewczyna delikatnie dotyka mojego ramienia, po chwili pozwoliłem, aby się do mnie przytuliła, sam zrobiłem to samo trzymając ją delikatnie – Jestem tu.
Althea? XD