Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty

2 lut 2020

Czystka

STYCZNIOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.12-31.01 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.11-14.12 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.11, zostają wydalone

ALTHEA
AMY
ANDREA
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHARLIE
DEARDEN
HANBIT
HERMIONE
IDA
IRIS
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KEYA
KOYORI
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PRUDENCE
ROSALIE
VERONICA
AARON
ADAM
ARCHIBALD
ASHTON
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
HANGAGOG
IVAN
JAYDEN
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LIAM
LIONELL
MICHAEL
NOAH
SCOTT
SIHEON
THEO
TRACE
TYLER
XAVIER

3 mar 2019

Zerwanie

Ze smutkiem patrzymy na rozwój wydarzeń w wątku Idy i Daniela. Para rozstaje się z decyzji Idy.

     - Musimy się rozstać - powiedziałam na jednym wdechu, najbardziej bezuczuciowo, jak umiałam. [...]
     - C-co? Dlaczego? - Załamał się. Czułam to i widziałam w jego spojrzeniu. Martwił się o mnie całą, noc, gdy nie wróciłam, a teraz mu mówię prosto w twarz, bez żadnych skrupułów, że to koniec.
     - To proste. Nie kocham cię, nigdy nie kochałam. Nawet nie wiem, dlaczego ci tak powiedziałam - westchnęłam. - Przepraszam, ale nie mogę dłużej tego ciągnąć. Tak będzie lepiej dla nas obojga.

9 lut 2019

Od Daniela CD. Ida

48 nieodebranych połączeń 
Dziesiątki nieodczytanych SMS’ów 
I wielki, nieokiełznany strach o drugą osobę, który był spotęgowany przez to, że Ida nie wróciła na noc do domu, zwłaszcza po tym, gdy obiecała mi wspólny wieczór. 
Pytałem rodziny, przyjaciół, znajomych. Nikt nic nie wie. Nikt nic nie widział. 
Właśnie otwieram drzwi komisariatu policji i staję przed ladą, mierząc zrozpaczonym spojrzeniem siedzącego policjanta, który ze stoickim spokojem jadł pączka i z pełnymi ustami zapytał mnie o powód przybycia.
Pomijając fakt, iż miałem ochotę go pobić, wydusiłem z siebie garść niezbyt składnych słów, które nasuwały mi się na usta. 
— Dziewczyna, nie ma jej, praca, powrót do domu. — przetarłem dłonią czoło w geście załamania. 
— Można wolniej? — zapytał, bezczelnie, przeżuwając słodycz. 
— Moja dziewczyna miała wrócić do domu na wieczór, obiecała mi, że przyjdzie. Nie było jej. Czekałem całą noc, nie spałem ani minuty, rankiem dzwoniłem do wszystkich, nikt nic nie wie. Przepadła, zniknęła. 
— Zaginięcie można zgłosić dopiero po upłynięciu dwudziestu czterech godzin. 
Uderzyłem pięścią w stół, sprawiając, że funkcjonariusz upuścił pączka i spojrzał na mnie ze zdumieniem. 
— Ja wiem, że coś mogło się stać. Nie mogę bezczynnie czekać, kiedy mojej drugiej połówce może dziać się krzywda, więc radzę panu, aby ruszył pan swój gruby, leniwy tyłek do komendanta. Chcę z nim rozmawiać. — straciłem kontrolę. Krzyczałem, uderzałem pięściami, zaciskałem oczy, mając nadzieję, że to sen. 
Funkcjonariusz zza lady jednak nie zrozumiał mojego strachu, a wygramolił się z fotela i zakuł mnie w kajdanki, wyraźnie biorąc mnie za jakąś niebezpieczną, czy nie do końca poczytalną jednostkę. 
Miałem w tej sytuacji o tyle szczęścia, że zobaczył to wszystko wyżej wspomniany komendant, który widział całe zajście i rozkazał mnie uwolnić. 
— Jest pan pewny, że pańska dziewczyna nie zatrzymała się na noc u jakiejś znajomej? — zapytał, mierząc surowym spojrzeniem otyłego funkcjonariusza, który zajął swoje miejsce przy ladzie, rumieniąc się ze wstydu. 
— Jestem tego stuprocentowo pewny. 
— A czy takie sytuacje zdarzały się już wcześniej? — skrzyżował dłonie na wysokości klatki piersiowej, po czym przyglądnął mi się z zaciekawieniem. 
— Nie. 
— W takim razie, nie dziwię się, że jest pan zaniepokojony. A próbował się pan z nią w jakikolwiek sposób skontaktować? 
Wydałem z siebie ciche westchnienie i pokazałem mężczyźnie wszystkie nieodebrane połączenia. 
— Dobrze, rozumiem. Proszę przekazać nam jej zdjęcie i jeden osobisty przedmiot, a ja zwołam odpowiednie jednostki i rozpoczniemy poszukiwania. 
Psy węszyły, wolontariusze czuli potrzebę pomocy, a specjalne służby przeczesywały teren, oświetlając lampami spowite ciemnością nocy miejsca. 
Zrezygnowany, stałem na środku chodnika, patrząc bezsilnie na ciemne niebo. 
— Tęsknię. — do moich oczu napłynęły łzy, a strach przejął kontrolę nad całym umysłem, tworząc różne przerażające obrazy tego, co może się teraz dziać z Idą. 
Z dziwnego otępienia wyrwało mnie szczekanie psa tropiącego, który gwałtownie pobiegł do przodu. 
Znów zapłonęła we mnie iskierka nadziei. 
Pognałem za funkcjonariuszem i jego zwierzęciem, nie bacząc na nic. 
Nawet nie wiecie, jakie było moje zdziwienie, gdy przed mymi oczyma stanęła Ida. 
— Daniel, musimy porozmawiać.

Ida? :<

15 gru 2018

Od Daniela CD. Ida

             Właśnie zdałem sobie sprawę, że przykre wydarzenia, które niedawno miały miejsce, zupełnie przysłoniły mi poczucie szczęścia, które wypełniało mnie od momentu stworzenia związku z Idą. 
Związku, który rozpoczął się od niepozornej wizyty architekta wnętrz u swojej klientki. 
Muszę przyznać, że przez całe swoje życie w drobnym, rodzinnym miasteczku nie doświadczyłem tak wiele, jak podczas kilku lat spędzonych tutaj, w Avenley River. 
Począwszy od zamieszkania z Carlo, co samo w sobie było szaleństwem, a skończywszy na poznaniu miłości swojego życia, która usilnie próbowała wygrzebać mnie z bagna, do którego sam, z własnej nieprzymuszonej woli wszedłem. 
Nawet nie wiecie, ile wazonów stłukłem, ani ile szklanek zbiłem, kiedy choć na moment przypomniałem sobie to, jak naiwnie pozwoliłem wciągnąć się w nielegalne sprzedaże aut, czy kontakty z samą mafią, wydającą tylko polecenia, żeby nie ubrudzić swoich gładkich rączek, którym nigdy nie dane było zaznać uczciwej pracy. 
Zapewne zastanawiacie się, jak sobie radzę z takim natłokiem problemów? 
Otóż sęk w tym, że sobie nie radzę. 
Smutek, złość, bezsilność i irytacja to uczucia, które towarzyszą mi codziennie, już od dłuższego czasu. Szczerze powiedziawszy, jeszcze nie było tak źle. Teraz do tego wszystkiego doszła jeszcze świadomość, iż ja i Ida możemy w każdej chwili zginąć z rąk jakichś rabusiów, którzy ślepo, niczym psy podążają za wydanymi przez „panów” poleceniami, w poszukiwaniu łatwego dorobku. 
Mam wrażenie, jakby moją głowę spowiły przeciwstawne sobie toki rozumowania. 
Jeden z nich mówi jasno – zgłoś sprawę na policję, nie wychodź za często z domu, towarzysz Idzie krok w krok i nie spuszczaj jej z oka choćby na moment. 
Drugi zaś, zniechęca mnie do strachu oraz chowania się w domu i wręcz nakłania do tego, abym sam udał się do loży potworów i załatwił tę sprawę raz, a dobrze. 
Jestem rozdarty. 
Od mojej decyzji zależy życie. 
Nie tylko moje, ale również Idy. 
Bezbronnej Idy. 
Losie, dlaczego stawiasz mnie przed tak trudnym wyborem? 
Dlaczego jedno życie ci nie wystarczy i musisz czyhać na oba? 
Dlaczego nie pozwalasz mi spać po nocach i dręczysz mnie codziennie, sprawiając, że odchodzę od zmysłów, kiedy ci mordercy odbierają kolejne życia, kradną cenne przedmioty i nawet przez moment nie żałują swoich niecnych czynów? 
* * * 
Momentalnie się zerwałem. 
               Kolejna z wielu zimowych nocy, podczas których śnił mi się ten sam koszmar. 
Otworzyłem po raz czwarty szufladkę od szafki nocnej, upewniając się, że broń przygotowana do ewentualnej obrony leży na swoim miejscu. Po chwili mocno zacisnąłem zęby tak, jakby cały ból, który dotyka mojej psychiki, owładnął również ciałem. 
Powolnym ruchem zsunąłem się w dół, aby znów się położyć, a następnie czujnym spojrzeniem zmierzyłem wszystkie kąty pokoju. 
Każdy cień wydaje się dla mnie przeciwnikiem. 
Każdy dźwięk przyprawia mnie o dreszcz. 
Każda minuta jest torturą dla mojego umysłu. 
Ułożyłem się na boku, po czym objąłem ręką Idę i wtuliłem się w jej długie, pachnące włosy, które choć na kilka chwil pozwalały mi na przypomnienie sobie tych pięknych, kolorowych momentów. 
Momentów bez świadomości, że w każdym momencie możesz zginąć.

Ida?
Słońce, przepraszam za to, że tak długo musiałaś czekać.
Trochę wypadłam z akcji, dlatego nie bij za to, że opowiadanie jest niezbyt wysokich lotów.

17 wrz 2018

Od Daniela CD. Ida

                  Moje spojrzenie mimowolnie skierowało się w stronę rozmawiającej dwójki, a umysł ciągle zastanawiał się, czy to, co przed chwilą usłyszałem, było prawdą? 
Czyżby mój najlepszy przyjaciel próbował za plecami umówić się z moją dziewczyną, naiwnie myśląc, że tego nie zauważę? 
Zerwałem się z sofy i ruszyłem w ich kierunku, nie zważając na ból, który właśnie przeszył moją nogę. Co z tego, że lekarz zabraniał mi się nadwyrężać, skoro mój kumpel próbuje pokrętnie odbić mi kobietę, na którą czekałem przez całe swoje życie. 
Co to, to nie. 
Obraz opanowanego, wyrozumiałego i łagodnego mężczyzny momentalnie zniknął, pozostawiając za sobą wściekłego, zaborczego Daniela z iskierkami w oczach, który za swoją miłość byłby w stanie ślepo zniszczyć swoje relacje z przyjacielem z dzieciństwa. 
Nachyliłem się nad dwójką i spiorunowałem wzrokiem Carlo, który na mój widok nie okazał nawet cienia skruchy. Ba! Można by rzec, że jego podstępną twarzyczkę pokrył delikatny, triumfalny uśmiech. 
Bezczelny. 
Czym prędzej stanąłem za plecami Idy i zaplotłem dłonie wokół jej talii, mocno przyciskając ją do siebie, jakby chcąc zaznaczyć, że jest moja. 
Tylko moja. 
— Chciałeś coś powiedzieć? — odparłem głośno, mierząc mężczyznę zirytowanym spojrzeniem. 
— Nie. — mrugnął flirciarsko do Idy i oddalił się w kierunku swojej sypialni. 
Z moich ust mimowolnie uwolniło się ciche mruknięcie przepełnione wściekłością. 
Co on sobie myśli? 
Dlaczego mi to robi, skoro doskonale wie, że Ida pokochała mnie? 
Czy powinienem z nim porozmawiać? 
W mojej głowie zaczęły kłębić się kolejne nurtujące pytania, które zaczęły mnie pochłaniać. 
Czułem się jak rozbity statek, który z każdą minutą zaczyna tonąć i nie ma dla niego ratunku. 
Ponownie powróciły wszystkie obawy, niepokoje i refleksje na temat życia. 
Zagrożonego życia. 
Co gorsza, nie tylko mojego, ale i Idy. 
W milczeniu wypuściłem kobietę ze swych objęć, po czym zmierzyłem ją smutnym, tęsknym spojrzeniem. 
Dlaczego tęsknym? 
Tak bardzo pragnąłem starych, beztroskich czasów, w których mogliśmy cieszyć się swoją wzajemną obecnością, a teraz coś mnie blokowało. Nie potrafiłem skoncentrować się kobiecie, kiedy ciągle żyłem w strachu.
Nie chciałem znów dopuścić do sytuacji, w której nasze życie będzie zagrożone, gdyż tym razem los może nie okazać nam już swojej litości. 
Udałem się w kierunku sypialni, bezwiednie padłem na miękkie łóżko i otworzyłem kopertę. 
Już drugą.
Niech po raz kolejny mafia przypomni mi, że ma mnie na celowniku, a naciśnięcie spustu jest tylko kwestią czasu. 
„Weszliście w ciemność. Nie ma z niej odwrotu.” 
Wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz przynoszący ból. 
Skrzywiłem się i czym prędzej rozdarłem kartkę, i rozpaczliwie zasłoniłem twarz dłońmi. 
Niech to będzie tylko koszmar. 
Pragnę tego. 
Spojrzałem w sufit, a żyłka na mojej skroni rytmicznie pulsowała, przypominając mi tykanie zegara. 
Zegara, który odmierza czas do śmierci lub ratunku. 
Jak wszystko się potoczy? 
Chciałbym wiedzieć, ale nie jest mi to dane. 
Zmrużyłem z całej siły oczy, a moje ciało drżało. 
Do pokoju weszła ona. 
Kobieta, którą pokochałem i od której wszyscy chcieli mnie oddzielić.
Przytula mnie, z zatroskaniem patrząc na to, jak moje dłonie nerwowo się trzęsą.
To dopiero początek. 
Początek. 
Jeżeli nic nie zrobimy, to równie szybko przybędzie do nas on.
Na imię mu koniec.

Ida?

2 wrz 2018

Od Daniela CD. Ida

          Zmarszczyłem złowrogo brwi i wydarłem przyjacielowi kopertę z dłoni, po czym rzuciłem ją nerwowo na znajdującą się obok mnie szafkę nocną.
Carlo, ty idioto.
Gdyby ta sytuacja została obrócona w przeciwnym kierunku i to ja wpadłbym do pokoju kumpla niczym huragan, ten zapewne pobiłby mnie, po czym zadźgał, poćwiartował na drobne części i zamurował zwłoki w ścianie, ale cóż… ja musiałem zachować stoicki spokój mimo tego, że moje pożądanie z każdym momentem coraz szybciej narastało.
Pragnąłem Idy, ale ten idiota musiał wszystko zniszczyć i po raz kolejny udowodnić mi, że jego inteligencja jest o wiele niższa niż przeciętna.
— Możesz już wyjść? — zapytałem, starając się zachować uprzejmy ton, jednak wyszedł z tego okropnie brzmiący, pełen nienawiści syk poirytowania.
— Wpadnijcie zaraz do salonu, zrobimy sobie wieczorek filmowy, bo czuję się samotny. — poprawił kosmyk włosów, który uporczywie spadał na jego oczy.
— Już biegnę.
Carlo zignorował moją zgryźliwą odpowiedź i wyszedł z sypialni, przymykając za sobą drzwi.
Momentalnie dało się usłyszeć moje ciche westchnienie ulgi, które przerwał wysoki głos Idy.
— To co, idziemy?
Otworzyłem szerzej oczy, nie mogąc pojąć tego, co właśnie wypowiedziały jej usta.
— Żartujesz sobie ze mnie? — zaśmiałem się nerwowo, próbując ukryć moje ogromne, przeogromne, monumentalne wręcz rozczarowanie.
— Im szybciej pójdziemy, tym prędzej wrócimy i będziemy mogli być sami. — obdarowała mnie swoim flirciarskim uśmiechem, który po raz kolejny roztopił moje serce i wyrzucił z niego wszelką złość.
— Ach, czyli tak się bawimy? — żwawo zerwałem się z łóżka, zapominając o kulach. Mimo tego, że ciągle odczuwałem ból, starałem się wychodzić mu naprzeciw i uodparniać się na rwące pulsowanie w nodze. 
Dziewczyna poprawiła koszulę, która nieco się zmięła i ruszyła w kierunku wyjścia, czekając na mnie. Ja jednak powoli podszedłem do brunetki i przycisnąłem ją ciałem do drzwi, a mój oddech przyspieszył, kiedy poczułem bijące od niej ciepło.
Moje dłonie zacisnęły się mocno na jej kształtnych pośladkach, a wargi mimowolnie muskały delikatną szyję, z każdą chwilą zwiększając są częstotliwość.
Po chwili złączył nas namiętny pocałunek, który został przerwany, ale tym razem nie przez Carlo, a obezwładniający ból w udzie.
W ostatniej chwili chwyciłem się klamki, aby nie upaść na podłogę i ze zdenerwowaniem dokuśtykałem do leżących obok kul, wydając z siebie westchnienie poirytowania.
— Chyba najwyższa pora pójść na ten wieczorek filmowy. — przewróciłem nerwowo oczyma i razem z nieco otumanioną przez pocałunki Idą udaliśmy się do salonu i usiedliśmy na skórzanej sofie, przed wielkim telewizorem.
Oparłem kule o stolik i zająłem miejsce po prawej stronie, patrząc ze zmieszaniem na siedzącą po środku kobietę, do której momentalnie przysunął się Carlo.
Będę musiał jakoś przetrwać te dwie godziny. 
Później otworzę kopertę.
Kopertę, która przypomni mi o tym, że ktoś czyha na moje życie.

Ida? ♥

1 wrz 2018

Związek - Ida&Daniel

Ida i Daniel
"— Ida... — spojrzałem w jej cudowne oczy, nie mogąc oderwać od nich wzroku. — Kocham Cię. Czy zostaniesz moją drugą połówką, której szukałem przez całe życie?"
Życzymy szczęścia, Danido!

31 sie 2018

Od Daniela CD. Ida

           Zlekceważyliśmy otaczające nas z każdej strony problemy i rozłożyliśmy się wygodnie na łóżku.
— Głupi jesteś. — poczułem delikatny dotyk dziewczyny, który wędrował po moim policzku.
— No cóż, najwidoczniej cofam się w rozwoju. — zachichotałem cicho, pożerając Idę spojrzeniem. — Ale nie skupiajmy się na mnie, a na tobie. Wyglądasz w tej koszuli bardzo seksownie. — musnąłem dłonią jej usta, nie odrywając od nich wzroku.
— Dziękuję… — wymamrotała cicho, nachylając się nade mną.
— Tylko… — omiotłem dziewczynę spojrzeniem. — zapnij te guziki, bo wszystko widzę i mnie to rozprasza.
Ida zaśmiała się głośno, a na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce.
— Dobrze, już zapinam. — chwyciła rękoma koszulę, ale jej w tym przeszkodziłem.
— Żartowałem. — położyłem dłoń na czole, nie mogąc przestać się śmiać. — A teraz, chodź do mnie. — ścisnąłem biodra dziewczyny i przyciągnąłem ją bliżej tak, że stykaliśmy się ciałami. — Od razu lepiej. — wydałem z siebie cichy pomruk, a na mojej twarzy zagościł uśmiech.
Momentalnie poczułem nacisk warg Idy na moje i zatraciłem się w naszym cudownym, namiętnym pocałunku, a me dłonie błądziły po jej plecach, próbując musnąć każdy ich centymetr.
Po chwili obróciliśmy się tak, że Ida leżała na materacu, a gąszcz jej zakręconych włosów rozlał się wokół niej, dodając kobiecie uroku.
Obdarowałem dziewczynę zatroskanym, pełnym szczęścia spojrzeniem, po czym ponownie połączyłem nasze usta w pocałunku, nie mogąc przestać.
Niespodziewanie odsunąłem się od Idy i cicho zachichotałem, poprawiając zmierzwione włosy.
— Z czego się śmiejesz? — odparła cicho, po czym zmierzyła mnie nieco zdezorientowanym spojrzeniem.
— Przypomniało mi się, jak upiłaś się na jednej z imprez i nie chciałaś się ode mnie odkleić. — wybuchnąłem salwą niekontrolowanego śmiechu, na co dziewczyna przybrała czerwone rumieńce. — Znaczy, podobało mi się to. Zwłaszcza nasz pocałunek przy ścianie, po...— zastanowiłem się na moment. — dwóch dniach znajomości? — ponownie zachichotałem, a Ida chwyciła w dłonie naszywkę mojej koszulki i przyciągnęła mnie do siebie, szeroko się uśmiechając.
          W mojej głowie już od jakiegoś czasu kłębiła się jedna i ta sama myśl, która nie dawała mi spokoju nawet wtedy, gdy bezmyślnie wykonywałem brudne zlecenia dla mafiozów, nie myśląc nawet nad tego konsekwencjami. Jaka to myśl? Może i nie znam Idy od kilku miesięcy, ale to, co razem przeżyliśmy w tak krótkim czasie, dało mi do zrozumienia to, że zależy mi na tej kobiecie i kocham ją. Tak, moi drodzy. Najwyższa pora to przyznać, a obecna chwila wydawała mi się do tego najlepszym momentem.
Odsunąłem się od dziewczyny, mierząc ją pewnym siebie spojrzeniem.
— Znowu ci się coś przypomniało? — odparła niewyraźnie jakby odurzona tymi wszystkimi, namiętnymi pocałunkami.
— Nie. — obdarowałem ją szerokim uśmiechem, a dłonią zacząłem gładzić jej piękne, gęste włosy.
— W takim razie...co się dzieje?
— Ida... — spojrzałem w jej cudowne oczy, nie mogąc oderwać od nich wzroku. — Kocham Cię. Czy zostaniesz moją drugą połówką, której szukałem przez całe życie?


Ida? ♥

26 sie 2018

Od Daniela CD. Ida

            Po powrocie do domu ułożyłem się wygodnie na łóżku i oparłem kule o szafkę nocną. Nie mówiłem tego nikomu, ale straszliwie cierpiałem, nie tylko fizycznie, gdy ból nogi promieniował, wręcz wyciskając ze mnie łzy, ale niestety również na płaszczyźnie psychicznej. Moje myśli mimowolnie uciekały w stronę tych wszystkich wydarzeń, które działy się tak niedawno. Na moją głowę wylała się kolejna fala zmartwień, obaw i rozmyślań. Wiedziałem, że mafia nie odpuści i będzie chciała odwetu. Bałem się, że znów będę postawiony w sytuacji, w której będę musiał wybierać między sobą, a Idą. Dostałem od losu prezent w postaci życia, więc nie mogę go zmarnować i pozwolić na to, aby niebezpieczeństwo znów zapukało do moich drzwi. Postanowiłem, że w najbliższym czasie udam się na komisariat i złożę zeznania w tej sprawie, zdradzając policjantom kryjówkę bandziorów. Chciałem czym prędzej zakończyć ten koszmar i powrócić do starych, beztroskich czasów, w których mogłem żyć bez strachu, że ktoś tylko czeka na moje potknięcie, aby odebrać mi życie. Z moich zawiłych i dołujących rozmyślań wyrwała mnie Ida, która właśnie weszła do mojej sypialni, owinięta jasnym ręcznikiem. 
O w mordę. 
— Mogę pożyczyć coś od ciebie na przebranie? — przybliżyła się do szafy, przytrzymując zsuwający się ręcznik. — Jeszcze umyję zęby i będziesz mógł iść. 
— Jasne. — momentalnie zerwałem się z łóżka i skrzywiłem się, gdy poczułem silny ból przechodzący przez całą moją nogę. 
— Usiądź Daniel. Nie wysilaj się. — chwyciła mnie za ramię i obdarowała zatroskanym spojrzeniem. 
— Spokojnie, nie jestem z porcelany. — zwinnie wstałem i chwyciłem leżące obok kule. Każdy samodzielny ruch był dla mnie prawdziwą wygraną i sprawiał, że czułem się tak, jakbym właśnie zdobył jakiś wysoki szczyt lub dokonał czegoś niezwykłego. Odsunąłem drzwiczki szafy, a na mojej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. — Bierz, co chcesz. Co moje to i twoje. — oparłem się o ścianę i z zadowoleniem patrzyłem, jak dziewczyna grzebie w szafie i szuka dla siebie ciuchów, z lekkim zamyśleniem wymalowanym na twarzy. Nie dało się nie zauważyć, że jej ręcznik zsunął się nieco niżej, odsłaniając znaczną część pleców, od których mój wzrok nie chciał się oderwać. Cicho westchnąłem, po czym ruszyłem w kierunku dziewczyny, zatrzymując się tuż za nią i mocno obejmując jej kształtne biodra oraz rzucając kule na podłogę. Ida momentalnie się wyprostowała, zamierając w bezruchu, a ja z szelmowskim uśmiechem na twarzy obdarowywałem pocałunkami jej kark i plecy. — Jeżeli chcesz, mogę pomóc znaleźć ci jakiś strój…— wymamrotałem niewinnie, a po chwili przywarłem wargami do jej ramion. Stanie bez kul nie było dobrym pomysłem, gdyż po chwili odczułem przeszywający, pulsujący ból, który rozlewał się po całym moim udzie, coraz bardziej się nasilając. 
— Jaki na przykład? — wzdrygnęła się lekko, gdy musnąłem jej ucha. 
— Hmm… — zastanowiłem się przez moment, a mój wzrok mimowolnie powędrował w kierunku powieszonych ubrań. — To jest coś dla ciebie. — sięgnąłem po jedną z eleganckich, bawełnianych koszul, a moja twarz lekko się zaczerwieniła. 
— No dobrze… — odwróciła się w moją stronę, a na jej twarzy zagościł flirciarski uśmieszek. Momentalnie wzmocniłem uścisk i przyciągnąłem dziewczynę do siebie tak, że dzieliły nas milimetry. 
— Nie mogę się doczekać, aż cię w tym zobaczę. — mruknąłem do jej ucha, gładząc ręką jej zasłonięte ręcznikiem biodra. 
Dziewczyna obdarowała mnie niezwykłym pocałunkiem, po czym udała się w kierunku łazienki, machając koszulą. 
Kiedy wyszła z sypialni, momentalnie wydałem z siebie cichy syk i usiadłem na łóżku, a mój wzrok utkwił w urokliwym widoczku, który rozciągał się z okna.
                                                                             * 
— Daniel! Przesyłka do ciebie! — usłyszałem głośny krzyk Carlo. 
Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie. Chwyciłem kule i powoli zszedłem ze schodów, z bólem pokonując kolejne stopnie. 
Kiedy wreszcie pokonałem tę męczącą trasę, zobaczyłem leżący na stole list. Zapewne od rodziców. Swoją drogą, dawno ich nie odwiedzałem. 
Chwyciłem kopertę i udałem się w drogę powrotną do sypialni, jednak ból nasilił się do tego stopnia, że musiałem zatrzymać się w połowie schodów. Z lekkim grymasem oparłem się o balustradę i otworzyłem list, którego nadawca o dziwo był mi nieznany, po czym wyjąłem kartkę i ujrzałem na niej nieco niewyraźny napis: Życie za życie. Moje serce zaczęło łopotać niczym spłoszony ptak, dłonie zadrżały, a nogi ugięły się pode mną, odmawiając posłuszeństwa. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, zdałem obie sprawę, że spadam. Po krótkim, aczkolwiek bolesnym turlaniu się po kolejnych stopniach, z hukiem wylądowałem na podłodze.


Ida?

23 sie 2018

Od Daniela CD. Ida

W tym momencie musiałem podjąć decyzję. Czyje życie uratować? Ida czy ja? Kto powinien przetrwać, a kto może zginąć? 
Uniosłem pistolet i skierowałem go prosto w stronę głowy kobiety. Wręcz błagałem, aby to okazało się tylko przerażającym koszmarem. Chciałem obudzić się w swoim łóżku i rozpocząć kolejne, żmudne pomiary u klienta. Tak bardzo chciałem tej szarej codzienności, na którą tak narzekałem i która była głównym powodem, dla którego wpakowałem się w szemrane interesy. 
Tak bardzo pragnąłem teraz przytulić Idę i zapewnić ją, że zapłacę za swoją głupotę i oddam dla niej życie. Widziałem jej przerażone spojrzenie. Poczułem się jak potwór, bestia…. Zdrajca. 
— Nie dam rady. — opuściłem broń w dół i zmarszczyłem brwi, czekając, aż Gavin do mnie strzeli. 
Niespodziewanie Ida wyrwała pistolet z mojej dłoni i strzeliła mężczyźnie w głowę. Ten odruchowo zrobił to samo i trafił mnie w udo. Momentalnie załamały się pode mną nogi, przez co upadłem na podłogę, podtrzymując się ściany. 
Ogarnęło mnie oszołomienie i całkowita dezorientacja. Każdy wykonany przeze mnie ruch kończył się olbrzymim, rwącym bólem promieniującym na całą nogę. 
Nim zdążyłem pojąć co się właśnie stało, leżałem w objęciach Idy z zaciśniętą swetrem raną. 
— W co ty się wplątałeś… — szepnęła drżącym głosem, przyciskając mnie do siebie. 
— Nie zostawiaj mnie. — wszystko zaczęło ciemnieć, tracić swoje kształty i przybierać dziwne, nieregularne formy. Czułem, że z każdą sekundą słabnę i nie mogłem nic z tym zrobić. 

* * * 
Obudziła mnie wiązka silnego, jasnego światła. Przetarłem oczy i zobaczyłem stojący wokół mnie tłum ludzi. Zmierzyłem każdą osobę z osobna. Byli tam policjanci, lekarz, Carlo… Ale gdzie jest Ida? 
— Ja żyję? — otworzyłem szerzej oczy i próbowałem przywrócić się do pozycji siedzącej, jednak przeszkodził mi w tym przeszywający ból nogi, przez który wydałem z siebie cichy syk. 
— Tak. Twój stan jest stabilny. — odpowiedział lekarz, a ja zmierzyłem go nieco zdezorientowanym spojrzeniem, jakby ciągle nie mogąc nadążyć nad tym, co się dzieje. 
— Gdzie jest Ida? — oparłem się na łokciach i skierowałem swój wzrok na policjantów. 
— W areszcie. 
Otworzyłem szerzej oczy i chwyciłem leżące obok łóżka kule. 
— Jak to? Ona była ofiarą! 
— To się jeszcze okaże. — jeden z funkcjonariuszy zaplótł ręce na wysokości klatki piersiowej. 
— Carlo, pomóż mi wstać! — krzyknąłem nerwowo, marszcząc ze zdenerwowaniem brwi. 
— Nie powinien się pan nadwyrężać. — odparł oschle lekarz, patrząc na moje żmudne próby. 
Wykrzywiłem mu się, po czym chwyciłem kule i próbowałem zachować równowagę. 
— Carlo, zawieź mnie do niej, błagam cię. — w moich oczach było widać determinację, niepokój i mieszankę jeszcze kilku uczuć jednocześnie. 
— Nie może pan od tak po prostu wyjść ze szpitala. Jest pan pod obserwacją. — lekarz ponownie stawiał na swoim, po czym poprawił spadające mu z nosa okulary. 
— Gdzieś mam tę twoją obserwację. — krzyknąłem i zmierzyłem błagalnym wzrokiem Carlo, który wydawał się dosyć zmieszany. — Żądam zwolnienia. 
— Jak pan uważa. — lekarz podstawił mi pod nos jakiś dokument i kazał go podpisać. Zrobiłem to bez dłuższego zastanowienia i przytrzymując się kulami, opuściłem szpital. 

*** 

Właśnie stałem przed celą i mierzyłem spojrzeniem Idę, siedzącą niczym kryminalista na więziennej pryczy. 
Na mój widok kąciki jej ust lekko się uniosły, a w oczach pojawił się delikatny błysk. 
— Ida! — krzyknąłem, podchodząc bliżej. — Przepraszam. — odparłem rozpaczliwie, opierając czoło o kraty. 
Dziewczyna wstała, stanęła tuż przy mnie i położyła dłoń na moim policzku. 
— Daniel, każą nam wyjść. — usłyszałem niski głos Carlo.
— To chyba jakiś żart. — odwróciłem się w stronę mężczyzny, lekko chwiejąc się na widok idącego w naszą stronę policjanta.
— Panowie, proszę opuścić to miejsce.
Posłałem przepraszające spojrzenie do dziewczyny i pochyliłem głowę do przodu, czując przytłaczającą mnie bezradność. 

*** 
Tego ranka wstałem, rzecz jasna przy pomocy Carlo i ruszyłem w kierunku skrytki, w której trzymałem wszystkie zaoszczędzone na dom oszczędności. Przyjaciel nie opuszczał mnie nawet na krok i uważnie obserwował każdy mój ruch. Byłem mu naprawdę bardzo wdzięczny, że pomagał mi jak tylko mógł, aby zmniejszyć mój wysiłek do minimum. 
— Wpłacę kaucję. — odparłem, przeliczając banknoty. 
— Ale zbierałeś te pieniądze miesiącami, jak nie latami! 
— Trudno. Dom może poczekać. Poza tym, nie wydam wszystkich. Kaucja, z tego co czytałem powinna wynosić około 20 tysięcy avarów, a ja mam 90. Nie rozpaczajmy. 
— No dobrze… A może ja za ciebie zapłacę? 
— Nie! — popatrzyłem na przyjaciela z delikatnym grymasem na twarzy. — To ja zawiniłem. 

*** 

Oparłem się o barierkę i patrzyłem, jak policjant otwiera drzwiczki, wypuszczając dziewczynę na wolność. 


Ida? ♥

21 sie 2018

Od Daniela CD. Ida

— Ale Ida, ja potrzebuję tych pieniędzy. — mruknąłem, patrząc na nią z poirytowaniem. 
— Znam Toma szmat czasu i wiem, jaki jest. Proszę cię, posłuchaj mnie i wyplącz się z tego jak najszybciej. Żadne pieniądze nie są tego warte. 
Przewróciłem nerwowo oczyma i zmarszczyłem brwi. 
— Podpisałem z nim umowę i jestem wręcz pewien, że to nie jest praca na czarno. 
— Umowę? 
— Tak. 
Otworzyła szerzej oczy i odłożyła kubek z gorącą herbatą. 
— Daniel, odpuść. 
Uderzyłem pięścią w stół, zerwałem się z krzesła i wyszedłem z mieszkania dziewczyny, aby nie powiedzieć kilku słów za dużo. Nawet nie wiecie, jaki właśnie przechodziłem kryzys. Pracuję, zrywam noce, nie dbam o siebie, a moje życie towarzyskie zanika. Mimo takiego poświęcenia dla pracy, nie zarabiam kroci, a wizja kolejnych miesięcy w tak intensywnym tempie zabiera mi chęć do wszystkiego. To chyba oczywiste, że możliwość szybkiego zarobku zaproponowana przez Toma była dla mnie światełkiem w tunelu, nadzieją na lżejsze życie i spełnienie wieloletnich marzeń. 
Może i Ida zna Toma i próbuje za wszelką cenę odciągnąć mnie od jakiegokolwiek kontaktu z nim, ale mimo to zamierzam wykonać zlecenie. Może to nierozważne, ale w końcu mężczyzna zapewniał, że ta praca jest jak najbardziej uczciwa, a sporządzona umowa, którą podsunął mi pod nos tylko mnie w tym upewniała. 
* * * 
Otworzyłem drzwi rezydencji, czując na sobie zdziwiony wzrok Carlo. 
— Cześć Dan. — odparł, delikatnie się uśmiechając. 
— Hej. — burknąłem cicho, kierując się na górne piętro. 
— Co tak wcześnie? — zapytał, lustrując mnie dociekliwym spojrzeniem. — Czyżby Ida zauważyła, że jestem przystojniejszy i dała ci kosza? — zaśmiał się nieco ochryple, przygładzając lecącą mu na oczy grzywkę. 
Zmierzyłem przyjaciela chłodnym, gniewnym spojrzeniem, przez które zamilkł i udałem się do swojej sypialni, kładąc się na łóżku. 
Wizja zleceń, która na początku wydawała się idealna, teraz zaczęła stać pod znakiem zapytania. Nie wiedziałem co robić, dopadła mnie przytłaczająca bezradność. Odpuścić i znów zatracać się w pracy, czy chociaż raz postawić na swoim, zarobić i pozwolić sobie na lżejszy tryb życia? Nie mam pojęcia. 
Przyłożyłem głowę do poduszki, szybko zasypiając, mimo tego, że wybijała godzina dwunasta.
*** 
Obudziła mnie wiadomość SMS od Toma, który informował mnie, że samochodowiec przybije do portu za dwadzieścia minut. Zmarszczyłem brwi, zerwałem się z łóżka i czym prędzej udałem się na umówione miejsce. 
Statek wraz z przykrytymi samochodami przybił do brzegu, a moim oczom ukazał się dojrzały mężczyzna z lekko posiwiałymi włosami, palący papierosa. 
— Jesteś Daniel? 
— Owszem. — podszedłem bliżej, patrząc na niego podejrzliwie. 
— Tu są klucze. Zawieź samochody w ustalone miejsce, jasne? Uwijaj się. 
— Dobrze. — chwyciłem breloki, odkryłem samochód spod granatowego materiału, po czym wsiadłem do środka. 
Odpaliłem silnik i zawiozłem pojazd do znajdującego się niedaleko garażu. 
To samo zrobiłem z pozostałymi trzema autami, a gdy wszystkie znajdowały się już w przeznaczonym dla nich miejscu, zauważyłem Toma, opierającego się o ścianę. 
— Robota wykonana. — podszedłem do niego bliżej i wręczyłem mu klucze od samochodów, unosząc wzrok na jego twarz. 
— Doskonale. Oto twoja zapłata. — odparł i wcisnął mi w dłoń spory pęk pieniędzy. — Stwierdziłem, że podaruję ci małą premię na zachętę. 
Uśmiechnąłem się szeroko i schowałem banknoty do kieszeni. 
— Dzięki. 
— No cóż, widzimy się jutro o tej samej godzinie. 
— Zgoda. — uścisnęliśmy sobie ręce, po czym poszliśmy w dwie różne strony. 
Kolejne dwa tygodnie wyglądały tak samo. Codziennie wieczorem wykonywałem powierzone mi zlecenia, kontakt z Idą słabł, rzec można, zanikł, a Carlo bał się do mnie odzywać, gdyż twierdził, że się zmieniłem. 
*** 
Po raz kolejny wręczyłem Tomowi klucze do ręki i schowałem zwitek pieniędzy do kieszeni. Już mieliśmy uścisnąć sobie dłoń i się pożegnać, ale tym razem było inaczej. 
— Dan, stój. — odparł, łapiąc mnie za rękaw bluzy. Momentalnie się zatrzymałem, unosząc na niego wzrok. — Chodź. — machnął ręką i zaprowadził mnie do jakiejś piwnicy. 
Szliśmy przez moment wąskim, niewykończonym korytarzem, a po kilku minutach dotarliśmy do przestrzennego, zacienionego pokoju, oświetlanego przez spory żyrandol. Mój wzrok spoczął na staromodnych, pełnych przepychu meblach, bordowych ścianach i stołach do pokera. 
Dopiero kilka chwil później, spojrzałem w kierunku kilku mężczyzn w moim wieku, siedzących na skórzanych fotelach. Ubrani byli w ciemne garnitury wraz z kapeluszami, a nad ich głowami wisiała siwa chmura dymu unosząca się z papierosów. 
Cała gromada uniosła na mnie wzrok i obdarowała przebiegłym uśmiechem, jakbym był ich zdobyczą. 
— Daniel? — zapytał najprawdopodobniej najstarszy z nich, mierząc mnie spojrzeniem. 
— Tak. 
Mężczyzna wstał, ruszył w kierunku szafy, ściągnął z niej pudełko, wręczył mi je do rąk i kazał otworzyć. 
Wykonałem polecenie, czując na sobie spojrzenie całej szajki. W środku znajdował się nowy, niebieski i zapewne drogi garnitur. Uniosłem swój zdezorientowany wzrok na mężczyznę, oczekując na wyjaśnienia. 
— Teraz jesteś jednym z nas czy tego chcesz, czy nie. — właśnie uświadomiłem sobie, w jakim towarzystwie się znalazłem. — Oto twoje miejsce. — wskazał dłonią skórzany fotel. 
Rozsiadłem się wygodnie i zapaliłem papierosa, mierząc nowe twarze swoim przenikliwym spojrzeniem. 
Ach tak, czyli z chłopca na posyłki stałem się pełnoprawnym członkiem mafii? 
Mężczyźni po kolei przedstawiali się, nie wstając ze swoich miejsc. 
— Nie myśl sobie, że dostanie się do naszego kręgu jest tak łatwe. Mamy dla ciebie próbę, która ostatecznie zadecyduje, czy zostaniesz z nami, czy może opuścisz naszą grupę. Z kulką we łbie. — zaśmiał się gorzko, przeliczając banknoty. — Bo wiesz, nie moglibyśmy cię od tak wypuścić, jeszcze zdradziłbyś policji naszą kryjówkę. — zmierzył mnie groźnym spojrzeniem. — Ale jeżeli będziesz posłusznie wykonywał polecenia, to zyskasz nasz szacunek i dobrze zarobisz. To co? Gotowy na decydujące zlecenie? 
Miałem wrażenie, że w moim gardle znajduje się właśnie wielka gula, która nie pozwala mi wydusić z siebie ani słowa. Myśli obijały się o moją głowę, doprowadzając do szaleństwa. Dlaczego się w to wpakowałem? Co się ze mną stanie? Co mam zrobić? 
— Tak. — odparłem oschle po dłuższej chwili, marszcząc złowrogo brwi. 
— To chciałem słyszeć. — burknął cicho i podarował mi pistolet. — Otóż, mój drogi…. Jest wielu ludzi, którzy zaciągnęli od nas pożyczkę i nie chcą jej zwrócić, dlatego musimy robić to siłą. — zaśmiał się gorzko, a po moich plecach przeszedł dreszcz. — Udaj się pod wskazany przez nas adres i odzyskaj od ofiary kwotę, którą była nam dłużna. Jeżeli będzie się zapierać…. — zamilknął na moment i spojrzał prosto w moje oczy. — zabij. — przełknąłem ślinę i spojrzałem na pistolet, który błyszczał w mojej dłoni. Nie było mowy o tym, żebym mógł komukolwiek odebrać życie, nawet, jeżeli sam miałbym zginąć. — Poślę z tobą Gavina, który będzie nadzorował twoje ruchy. 
— Zgoda. — otrzymałem świstek z adresem dłużnika i zajrzałem na zapisane dane. 
Moje ciało zamarło, kiedy okazało się, że na karteczce widnieje adres Idy. W moich oczach wymalowało się prawdziwe przerażenie. Chciałem czym prędzej wrócić do domu, powiadomić ją o tym, ale mężczyźni mnie zatrzymali. 
— Zostaniesz z nami całą noc, żebyś nie wykręcił żadnego numeru. A właśnie, numer. Oddawaj telefon. — krzyknął, po czym wystawił w moją stronę dłoń, a ja posłusznie wykonałem polecenie. 
Moja nadzieja zgasła. 
Przez cały czas mężczyźni bacznie obserwowali każdy mój najmniejszy ruch. Właśnie zrozumiałem, że Tom był ich łącznikiem. Całe to zajście, to jeden, doskonale przemyślany plan, który miał postawić mnie w sytuacji wyboru – kobieta, do której coś czuję, czy własne życie. To była moja zapłata za naiwność. 
*** 
Przebrany w nowy garnitur, z pistoletem w dłoni zapukałem do drzwi Idy, modląc się w myślach, aby nie było jej w domu. 
Niestety, kobieta otworzyła z uśmiechem na twarzy, który momentalnie znikł, gdy zobaczyła w moich rękach broń [której nie zamierzałem użyć] i stojącego za mną mężczyznę, który obserwował to, co robię. 



Ida? 



+20PD

20 sie 2018

Od Daniela CD. Idy

Nieco po godzinie dziesiątej dotarłem pod dom Idy, trzymając w dłoni czerwoną różyczkę, najpiękniejszą, jaka była w całej kwiaciarni. O dziwo, kiedy już podnosiłem pięść, aby zapukać, drzwi mieszkania uchyliły się, a przed moimi oczyma ukazał się ten sam mężczyzna, z którym nawiązałem coś w stylu umowy o pracę. Jak mu tam było? Tom? Na jego widok lekko uniosłem brwi, ale po chwili podszedłem bliżej i uścisnęliśmy sobie ręce. 
— Witaj, Daniel. 
— Cześć Tom. Co ty tu robisz? — zmierzyłem go nieco podejrzliwym spojrzeniem. 
— Ida ci wyjaśni. Ja muszę iść. — uśmiechnął się przebiegle, a ja zerknąłem na stojącą w progu drzwi dziewczynę, która wyglądała na dosyć zdezorientowaną i przestraszoną. Co tu się dzieje? 
— Ach tak, rozumiem. 
— Dobrze, ja lecę. — odszedł kilka kroków, po czym odwrócił się ostatni raz w moją stronę i szepnął. — Pamiętaj. Dzisiaj wieczorem, port. 
— Jasne. — kiwnąłem głową potwierdzająco, po czym machnąłem do niego dłonią na pożegnanie. 
Kiedy odszedł, skierowałem swoją uwagę na czekającą w progu Idę, która stała oparta o drzwi, bardzo delikatnie się uśmiechając. Podszedłem do niej bliżej i wręczyłem jej kwiat. 
— Oto najpiękniejsza róża, dla najpiękniejszej kobiety. — uśmiechnąłem się szarmancko i patrzyłem, jak jej policzki przybierają czerwonawy kolor. 
— Dziękuję Daniel, nie trzeba było. — włożyła różę do wazonu z wodą i postawiła na stole. — Wejdź do środka. 
Kiedy tylko przekroczyłem próg mieszkania, znów otoczyła mnie ta przyjemna, rodzinna atmosfera, której tak bardzo brakowało mi w rezydencji Carlo. Niestety, jedna rzecz wywoływała u mnie dziwny niepokój, można by nawet rzec, rozdrażnienie. Roznoszący się w całym domu ostry zapach Toma. 
Skrzywiłem się lekko i usiadłem na sofie, która ponuro zatrzeszczała pod moim ciężarem. 
— Kawy, herbaty? — zaproponowała, zerkając na mnie z lekkim rozkojarzeniem. 
— Kawy. — z uśmiechem na twarzy patrzyłem, jak Ida krząta się przy blacie, stawiając na nim filiżanki. Powolnym ruchem wstałem z kanapy, po czym stanąłem za plecami dziewczyny, objąłem ją i mocno przyciągnąłem do siebie. — Wyglądasz dzisiaj na smutną, stało się coś, kotku? — wymamrotałem do jej ucha, a następnie nachyliłem głowę do przodu, obdarowując jej szyję pocałunkami, na co dziewczyna zatopiła dłoń w moich włosach, a ja cicho westchnąłem. 
Kiedy woda w czajniku zaczęła bulgotać, odsunąłem się niechętnie od kobiety i zająłem miejsce przy stoliku. Wnet pojawiła się na mim czarna, mocna kawa i miseczka z cukrem. 
* * * 
Właśnie siedzieliśmy przy stole, sącząc powoli gorący napój. Na naszych twarzach malowało się zamyślenie, a ja doskonale wiedziałem dlaczego. Byłem wręcz pewien, że na nasze usta wręcz cisnęło się jedno i to samo pytanie. 
— Skąd znasz Toma?! — odparliśmy w tym samym momencie, wymieniając się zaciekawionymi spojrzeniami. 


Ida? ♥

19 sie 2018

Od Daniela CD. Idy

— Zaproszenie na randkę? Bardzo chętnie. Powiedz tylko kiedy i gdzie.— szepnąłem do jej ucha, przyciągając ją jeszcze bliżej. 
— Jutro wieczorem, w moim domu? — rzuciła mi radosne spojrzenie, a ja rozejrzałem się czy nikt nie idzie, po czym zacisnąłem dłonie na talii dziewczyny, namiętnie ją całując i wyrażając przy tym całą tęsknotę, która towarzyszyła mi przez te wszystkie dni, w których się nie widzieliśmy. 
Ida mnie zmieniała. Pozwalała mi odkryć te części mojej osobowości, których nigdy wcześniej nie miałem okazji dostrzec. Czułem, że przy niej staję się innym człowiekiem. Nieco znudzony, zdystansowany architekt przeobraża się w pewnego siebie, czarującego romantyka. 
— Będę na czas. — odparłem, niechętnie się od niej odsuwając. Moje dłonie ciągle spoczywały na jej talii i miałem wrażenie, że nie chcą się od niej oderwać. 
— Nie mogę się doczekać. — puściła do mnie oczko i spojrzała na zegarek. — Przerwa się kończy, muszę już iść. — wymamrotała, patrząc na mnie ze smutkiem. 
Żwawo wyszliśmy z zaplecza tak, aby nikt nas nie zauważył, po czym uścisnęliśmy się na pożegnanie i poszliśmy w dwie zupełnie inne strony. 
Westchnąłem cicho i usiadłem przy stoliku obok przyjaciela, który właśnie mozolnie sączył kawę i przyglądał mi się ze swego rodzaju wyrzutem. 
— Długo byłeś w tej toalecie. 
Podniosłem filiżankę dosyć chłodnego już napoju i uśmiechnąłem się przebiegle. 
— Długie kolejki. — zaśmiałem się głośno, widząc naiwność Carlo. Niech żyje w słodkiej nieświadomości. 
— Nieważne. — uniósł na mnie swoje podejrzliwe spojrzenie. — Jak idzie ci zbieranie funduszy na własny dom? Nie to, że cię wyganiam, czysta ciekawość. 
Nieco zmarkotniałem. Brzydko mówiąc, harowałem jak wół, ale nadal nie byłem w posiadaniu wystarczającej ilości pieniędzy na zbudowanie własnego domu, a proszenie przyjaciela o pieniądze, to już stanowcza przesada, zwłaszcza, że Carlo pozwolił mi mieszkać w swoim domu bezterminowo, a w dodatku nie muszę płacić za zużyty przez siebie prąd, wodę i inne elementy. 
Po prostu muszę być cierpliwy, a w końcu się doczekam. Brakuje mi jeszcze 80 tysięcy avarów, może to i sporo, ale myślę, że to kwestia jeszcze kilku miesięcy ciężkiej pracy, co wydaje się dosyć krótkim okresem czasu, porównując to, ile już przepracowałem. 
— Dobrze. — zdobyłem się tylko na taką krótką, niezbyt wiele mówiącą odpowiedź. 
Carlo, widząc moje lekkie zmarkotnienie postanowił nie drążyć dłużej tematu, aby nie pogorszyć sprawy. 
Obaj rozmawialiśmy jeszcze przez dobrą godzinę, po czym opuściliśmy lokal i zostawiliśmy Idzie sowity napiwek, za doskonałą obsługę. 
No i cóż, błędne koło zatacza się ponownie. Carlo jedzie do klienta, niosąc torbę ze strojem sportowym i zostawia mnie samego w tej wielkiej, przytłaczającej rezydencji. 
Udałem się do swojej sypialni i wyciągnąłem z szafki sporą kartkę złożoną w rulon. Rozsiadłem się w biurkowym fotelu i rozłożyłem plan na blat. 
Pracowałem nad tym szkicem ponad dwa tygodnie. Z uśmiechem na twarzy wyciągnąłem notesik, aby ostatni raz sprawdzić, czy wszystkie wymiary się zgadzają. 
Nagle moim oczom ukazał się niewyobrażalny błąd. Źle odczytałem wymiary, w związku z czym szkic był do wyrzucenia. 
Przekląłem pod nosem i uderzyłem pięścią w biurko. 
— Nie mam siły. — mruknąłem do siebie i schowałem głowę w dłoniach, głośno wzdychając. 
Od kilku dni zarywałem noce, aby skończyć to na czas, termin kończy mi się za kilka dni, a ja całkowicie poodwracałem wymiary, przez co wszystko ze sobą koliduje i wymaga całego mnóstwa poprawek. Myślę, że szybciej będzie, jeżeli rozpocznę to od nowa, ale nie teraz. Muszę ochłonąć, bo targają mną nerwy, a to nigdy nie przynosi niczego dobrego. 
Narzuciłem na siebie pierwszą lepszą bluzę, ubrałem buty i wyszedłem na krótki spacer. Na zewnątrz było już ciemno, a jasne światło lamp licznych powodowało, że czułem się dziwnie przygnębiony. Właśnie mijałem okolicę Avenley River, która nie cieszyła się zbyt dobrą sławą, ale zlekceważyłem to i przez kolejne minuty szedłem przed siebie. Niespodziewanie zauważyłem w oddali posturę mężczyzny w kapturze, opierającego się o ścianę budynku, wokół którego kłębiła się chmura papierosowego dymu. 
Przeszedłem obok niego obojętnie, jednak gdy usłyszałem jego głos, zatrzymałem się, odwróciłem w jego stronę i uniosłem wzrok na zacienioną twarz, której nie było widać. 
— Ej ty. — jego niski, zachrypnięty od papierosów głos wydawał mi się dosyć oschły, nieprzyjemny. — Chcesz szybko zarobić, nie przemęczając się? 
Zmrużyłem oczy i podszedłem krok bliżej w stronę nieznajomego. 
— Być może, ale nie na czarno. 
— Ależ oczywiście, że nie na czarno. Zainteresowany? 
Może i postąpiłem głupio, ale mu uwierzyłem. Wiem, że to skrajnie nieodpowiedzialne, niedojrzałe, nieprzemyślane i wiele, wiele innych określeń, ale wizja szybkiego zarobku i chwili wytchnienia od tej absorbującej pracy wydawała mi się idealna. 
— Tak. 
— Doskonale. — kiwnął ręką i zaprowadził mnie do jakiejś starej, podziemnej speluny, w której rozchodził się zapach taniego alkoholu. Wszędzie widziałem muskularnych „karków” w skórzanych kurtkach, czy bogatych, starszych mężczyzn w garniturach, palących fajki i grających w karty przy okrągłym stole. 
Skrzywiłem się lekko i zająłem miejsce przy barze, obok nieznajomego. 
— Umowa polega na sprowadzaniu samochodów zza granicy. Legalnie, rzecz jasna. — mężczyzna wyglądał na pewnego siebie, a w dodatku bystrego. Kiwnąłem twierdząco głową i wsłuchiwałem się w jego instrukcje. — Jutro wieczorem do portu przybije samochodowiec z pięknymi, nowymi autami. Twoim zadaniem jest je jak najszybciej odebrać i zaparkować w wyznaczonym przeze mnie garażu. Zapłata to pięć tysięcy avarów. 
W moich oczach pojawił się delikatny błysk. W takim tempie uzbierałbym pieniądze w bardzo szybkim tempie, bez przepracowywania się. 
— Wchodzę w to. — uścisnęliśmy sobie dłonie i wypiliśmy razem kilka drinków. 
— Świetnie. Oto zdjęcie statku i adres garażu. — wręczył mi świstek, a ja rzuciłem na niego okiem, po czym schowałem go do kieszeni. — Spotkamy się w garażu, gdy dostarczysz wszystkie cztery samochody. — Wypiłem kolejne kilka drinków, przez co traciłem świadomość tego, co tak właściwie robię. — A teraz podpisz to. — przysunął mi pod nos kartkę. 
— Zgoda. — złożyłem podpis, po czym wstałem, wyszedłem z baru i wróciłem do rezydencji Carlo, wydając z siebie ciche westchnienie. 
Miałem mieszane odczucia, ale postanowiłem spróbować. Skoro obiecał, że nie jest to praca na czarno, a ponadto podpisałem jakąś umowę, to chyba bez żadnych obaw mogę się tego zadania podjąć, ale zaraz… 
Jutro wieczorem? 
Podrapałem się po brodzie. Obiecałem Idzie, że do niej przyjadę. Niestety, będę musiał to przełożyć na inną porę. 
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem. Kiedy usłyszałem znajomy mi głos, na moją twarz od razu powrócił uśmiech. 
— Czeeeeść Ida. — odparłem przeciągle. — Przepraszam, ale coś mi jutro wypadło i wspólny wieczór trzeba będzie przełożyć. Co powiesz na wspólny poranek? — zachichotałem, czekając na jej odpowiedź.



Ida? ♥

+20PD

18 sie 2018

Od Daniela CD. Idy

Całe życie zapracowany, stawiający cudze dobro nad swoje, pochłonięty pracą i zbieraniem pieniędzy na wymarzony dom. Co stało się z oficjalnym, nieco oschłym i zdystansowanym architektem, którego zadaniem było tylko zaprojektowanie nowego wnętrza do sypialni klientki? Nie mam pojęcia, ale wiem tylko to, że moje emocje narastały już od tamtej nocy, w której ledwo stojąc na nogach, zarzucała mi ramiona na szyję i bełkotała, próbując coś wskórać. Kolejne wydarzenia, nasza mała wycieczka do wesołego miasteczka, te uśmiechy, spojrzenia, a do tego wspólna kąpiel w basenie spowodowały, że nagle zacząłem tracić kontrolę nad samym sobą, przez co wszystkie emocje, które zbierały się już we mnie od dłuższego czasu, znalazły ujście w tym właśnie pocałunku.
— Bielizna mi nie wyschnie przez najbliższy czas, mogę zostać na noc? — lekko odchyliła głowę, a kąciki jej ust delikatnie się uniosły.
Cicho westchnąłem i zerkałem na jej palce, które delikatnie muskały moje ramiona i wywołały u mnie ciepły dreszcz.
— Oj proszę cię, po co się o to pytasz, skoro odpowiedź jest oczywista? — wymamrotałem do jej ucha, lekko się uśmiechając — Zostajesz ze mną czy tego chcesz, czy nie. — mimowolnie przygryzłem płatek jej ucha, przez co delikatnie drgnęła.
— Ależ ty gościnny. — zaplotła ręce wokół mojego karku i przyciągnęła mnie bliżej.
— O tak. — odparłem przeciągle i zacząłem muskać wargami jej szyję, jednocześnie czując, jak dłoń kobiety delikatnie gładzi mój tors.
— Ja przepraszam, że wam przerywam… — usłyszałem niski, dobrze znany mi głos dochodzący zza drzwi, który spowodował, że niechętnie odsunąłem się od Idy i otworzyłem drzwi.
W progu stał Carlo w marynarce z przekrzywioną muszką, zmierzwionymi włosami i przebiegłym uśmiechem na twarzy.
— To moja sypialnia. — burknął, a ja ze zdezorientowaniem rozejrzałem się po pokoju. Jako, że była noc, nie dostrzegłem, że moja sypialnia znajduje się pięć metrów dalej. — A tak przy okazji… — ruszył w stronę Idy, a wokół niego unosił się zapach drogich perfum, wymieszany z nutką alkoholu. — Miło mi poznać pierwszą od wielu lat kobietę, która była w stanie zawrócić w głowie mojemu zapracowanemu przyjacielowi. — uścisnął jej dłoń i klasycznie, zostawił na niej pocałunek. — Carlo.
— Ida. — obdarowała go delikatnym uśmiechem, jednak jej wzrok ciągle wędrował w moim kierunku.
Porozmawiali chwilę na typowe, utarte tematy, a ja stałem oparty o ścianę z rękami zaplecionymi na wysokości klatki piersiowej. Z rozbawieniem przyglądałem się, jak Carlo kombinuje, próbując flirtować, jednak Ida przebiegle odpycha jego żałosne zagrywki.
— No i jak, zdążyliście już się sobą nacieszyć, moje urocze gołąbeczki? — pogładziłem się po brodzie, lekko się uśmiechając.
— Skoro Ida zostaje na noc, to na pewno zdążymy jeszcze chwilę rano pogadać, a co? Zazdrosny? — skrzywił mi się i ściągnął marynarkę.
— Tak, tak… — kiwnęła głową i podeszła do mnie z tym swoim uroczym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Wyszliśmy z sypialni, a ja wciągnąłem ją do łazienki i posadziłem na blacie. — Czy mi się wydaje, czy twój kumpel momentami próbował ze mną flirtować, mimo że stałeś trzy metry od niego? — zachichotała cicho, mierzwiąc mi włosy.
— No cóż, taki już jest. — wyszczerzyłem zęby i musnąłem dłonią jej udo. — Teraz zabiorę cię do sypialni i pozwolę odpocząć, bo zapewne masz już dość obecności facetów na dzień dzisiejszy. — podniosłem ją, po czym kopnąłem w drzwi od pokoju i położyłem dziewczynę delikatnie na łóżku. — Dobranoc. — pocałowałem ją w czoło, po czy nakryłem kołdrą i delikatnie przymknąłem drzwi od pokoju.
* * * 
Wstałem, budząc się w jednej z pięciu sypialń w tej ogromnej rezydencji. Kiedy tylko otworzyłem oczy, zauważyłem, że ktoś leży obok. Nachyliłem się, a moim oczom ukazała się Ida. Co ona tu robi?
Lekko nią potrząsnąłem, a ta szybko się obudziła, ziewając.
— Dzień dobry księżniczko, skąd się tu wzięłaś? — zapytałem, lekko się uśmiechając.
— Nie mogłam zasnąć. — odparła, mrużąc oczy. — Ale znalezienie sypialni, w której śpisz zajęło mi prawie pół godziny. — zaśmiała się tym rodzajem śmiechu, który lubiłem u niej najbardziej.
— Mhm. — mruknąłem cicho i powoli wstałem z łóżka, po czym przywdziałem jakieś ciuchy.
Cała nasza trójka zjadła wspólne śniadanie, tak, trójka, gdyż Carlo bardzo polubił Idę i postanowił nam towarzyszyć. Oczywiście nie obyło się bez prób podrywu i udowodnienia mi, że jest lepszy.
Około południa odwiozłem Idę do domu i przytuliłem ją na pożegnanie tak mocno, jak potrafiłem.
— Odwiedź nas jeszcze kiedyś, znaczy… Mnie. — zakręciłem na palcu kosmyk jej puchatych włosów.
— Dobrze, Dan. — uśmiechnęła się szeroko i zniknęła we wnętrzu swojego domu.

* * * 
Dni mijały mozolnie, a ja przyjmowałem kolejne zlecenia, tworzyłem projekty, wyliczałem wymiary, dopasowywałem terminy i co chwilę zapisywałem coś nowego w moim notesiku. Praca całkowicie wchłonęła mój czas powodując, że nawet Carlo rzadko widywał mnie w swojej rezydencji. Znikałem, ale kiedy tylko pojawiłem się w domu, zaraz mnie zaczepił.
— Jesteś ostatnio bardzo zapracowany, może skoczymy razem do jakiejś knajpki, żebyś chociaż na moment odpoczął?
— Gdybym tylko miał czas… — burknąłem ponuro, chowając miernik do kieszeni.
— Nie przesadzajmy! Jest dopiero jedenasta! Na pewno jesteś w stanie wykrzesać jedną godzinę w tygodniu dla przyjaciela.
— No dobrze, zbierajmy się.
Ruszyliśmy do knajpy, w której Carlo był stałym klientem. Szczerze powiedziawszy, wnętrze naprawdę wymagało remontu. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie wysoki, dziwnie znany głos.
— Dzień dobry. Chcą państwo złożyć zamówienie? — uniosłem wzrok na kelnerkę, która stała przed nami, trzymając długopis i notes w dłoni.
— Ida? — w moich oczach pojawił się radosny błysk.

Ida? ♥

16 sie 2018

Od Daniela CD. Idy


— Chłodno się robi. — odparła, po czym wyszła z jacuzzi. Przez moment, [w którym szła po ręcznik], wręcz pożerałem ją wzrokiem i nie byłem w stanie tego opanować.
Spędzenie z nią tego czasu było dla mnie czymś cudownym. Nasze szczere rozmowy, śmiech, czy nawet niezręczne sytuacje sprawiały, że stawałem się naprawdę szczęśliwy. Jednak mimo tego, że starałem się zachowywać normalnie, to momentami dało się wyczuć między nami napięcie. Zwłaszcza, gdy położyła swoje nogi na moich udach.
— Masz rację. — zmarkotniałem, jednak mimo to ruszyłem za kobietą i pozwoliłem jej wybrać sobie jakieś ciuchy z mojej szafy.
* * *
Gdy wyszła z łazienki w przydługiej koszulce i szerokich spodenkach, które wręcz zsuwały się z jej bioder, nie wytrzymałem.
Przestań.
Chwyciłem Idę za rękę i przyciągnąłem do siebie, patrząc prosto w jej oczy.
— Daniel? — zapytała, stając bardzo blisko mnie.
Milczałem i przybliżyłem się jeszcze bardziej, tak, że dzieliła nas odległość zaledwie dwóch, trzech centymetrów. Przytuliłem dziewczynę, a moja dłoń mimowolnie wsunęła się pod jej koszulkę i zaczęła muskać jej plecy.
Daniel, nie!
Potrząsnąłem delikatnie głową, jakby powracając do rzeczywistości. Mój głos rozsądku tyle razy błagał, abym się wstrzymał, nie robił niczego pochopnego. Tym razem postanowiłem go posłuchać.
Odsunąłem się od kobiety i zaplotłem dłonie na karku, nie ukrywając wyraźnego zakłopotania.
— Idę się przebrać. — powiedziałem, jak gdyby nigdy nic i poszedłem do łazienki, po czym głośno westchnąłem.
Co ty sobie myślisz idioto?
Czym prędzej ubrałem jakieś luźne ubrania, a następnie przemyłem twarz chłodną wodą, aby doprowadzić się do ładu.
Uniosłem wzrok i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, na policzku dostrzegłem ledwo widoczny już ślad po czerwonej szmince.
Litości.
Wyszedłem z łazienki i przymknąłem delikatnie drzwi, po czym żwawo udałem się na dolne piętro.
Ida siedziała na sofie i dolewała sobie wina, a na mój widok lekko się uśmiechnęła.
— Pani już chyba wystarczy. — podszedłem bliżej i patrzyłem, jak przystawia do ust kieliszek.
Upiła kilka łyków i zmierzyła mnie triumfalnym spojrzeniem.
— Znam umiar, proszę pana. — te słowa brzęczały w mojej głowie, nie chcąc z niej wyjść.
Wyglądało na to, że nie mieliśmy już pomysłów odnośnie spędzania pozostałego czasu.
Dobrze, muszę zaproponować mój plan D.
Tak, zawsze ustalam szczegóły i dopinam wszystko na ostatni guzik, dlatego zawsze mam kilka asów w rękawie i nie da się mnie zaskoczyć. 
— Co powiesz na bitwę na poduszki? Jeżeli wygram, będziesz winna mi buziaka, a jeżeli ty wygrasz, to…
— Jeżeli ja wygram, to… — powtórzyła, po czym zamyśliła się — Nie powiem ci, przekonasz się, jak polegniesz.
— Zgoda. — zaśmialiśmy się cicho i uścisnęliśmy sobie dłonie, po czym zabraliśmy poduszki, które mieliśmy pod ręką.
Tak, dzieci.
Ileż można zgrywać dorosłego, poważnego człowieka, skoro można się tak doskonale bawić i znów poczuć jak maluch, który cieszy się, bo przyłożył swojemu ojcu poduszką w głowę.
Wziąłem delikatny zamach i uderzyłem kobietę w biodro, ta jednak oddała mi ze zdwojoną siłą prosto w twarz, powodując, że upadłem do tyłu, a na domiar złego, Ida pod wpływem silnego zamachnięcia, przewróciła się, upadając prosto na mój brzuch. 
Och, losie!
Oparłem głowę o podłogę, a moje ręce powędrowały na talię dziewczyny. Oboje zaczęliśmy się panicznie śmiać.
— Wygrałaś. — przybliżyłem swoją twarz do jej, chcąc obdarować ją pocałunkiem, jednak nim zdążyłem cokolwiek zrobić, próg rezydencji przekroczył Carlo, który na nasz widok odskoczył do tyłu.
— Kurna, Daniel! — wrzasnął i zasłonił oczy.  
Teraz zapewne przydałyby się typowe słowa "To nie tak, jak myślisz", jednak wątpię, aby cokolwiek teraz zdziałały.
Podniosłem się i pomogłem Idzie wstać.
— Skoro wygrałaś, to podziel się tym, jaką nagrodę dla siebie wymyśliłaś. — szepnąłem do jej ucha, lekko się uśmiechając.

Ida? ♥