Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naff. Pokaż wszystkie posty

3 wrz 2019

Odejście

Ze smutkiem chcemy ogłosić, iż odchodzi od nas Matylda, znana również jako Przecinek. Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze do nas zawitasz!

21 lip 2019

Od Naffa Cd Milo

Skrzywiłem się na uczucie jego ust na policzku. Niby tylko dwa dni a ja właśnie kompletnie tracę swój spokój. Spokój, którego w moim ciele nigdy nie bywa dużo. Nabrałem powietrza i złapałem za klamkę.
-Idziemy, czeka nas dzisiaj dużo męczenia się z moją rodziną, więc lepiej mieć to za sobą najszybciej jak się da- Wymamrotałem i wysiadłem z pojazdu. Pod nogami zachrzęścił mi żwir. Przesunąłem nogą, tocząc kamyki, słuchając, jak ocierają się o siebie i moją podeszwę. Miałem na sobie ubranie, które wybrał Milo, nie wątpiłem w jego gust, bo czułem koszulę, marynarkę, spodnie o sztywnej strukturze i niewygodne buty. Przebrałem się w czasie trasy, bo bałem się trochę czy zdążymy. Chyba nie powinienem, bo Milo jechał po swojemu. Tony wsadził nos w moje udo i cicho zaskomlał.
-Hm? Zostajesz w pokoju stary- Klepnąłem go lekko w głowę i złapałem za uchwyt szelek. Pies spokojnie ruszył w kierunku, który w myślał, określiłem za słuszny.
-Poczekaj! Walizkę weź!- Milo wepchnął mi w rękę rączkę od małego bagażu.
-Kochający chłopak niósłby za mnie- Mruknąłem.
-Kochający chłopak ma swoje dwie torby, bo niesie też przybory twojego psa- Prychnął i szturchnął mnie w ramię, popychając, żebym szedł dalej. Westchnąłem i ruszyłem.
-Naff!- Głos mojej mamy mnie momentalnie zirytował.
-O i przyjechałeś ze swoim... Kolegą, miło cię widzieć- Matka była rozanielona. Miała bardzo wesoły głos i chyba jedyne co miała aktualnie w głowie to idealny ślub.
-Mhm, o której wszystko?
-Zostawcie walizki w pokoju, Milo czy zawiózłbyś Naffa, i dwie inne osoby pod kaplicę?
-Tak
-Cudownie! To za godzinę się widzimy! Macie pokój 123, klucze w recepcji!- Matka pocałowała mnie w policzek i odbiegła. Ruszyłem za psem i czułem, jak złość we mnie zaczyna narastać.
-Naff?
-Tak skarbie?- Starałem się być serdeczny, ciepły i ogólnie kochający w stosunku do chłopaka. Chyba go to zdziwiło, ale szybko się pozbierał.
-Okay?
-Tak, nie wpadnę na ścianę?
- Nie- Poczułem dłoń z torbą na boku i przysunąłem się w jego rękę. Jednak nadal łaknąłem bliskości, pomimo wielkiej irytacji.
-Oj z pieskiem nie wolno!
-To pies przewodnik, musi ze mną być- Syknąłem do kobiety. To chyba była recepcja, bo Milo podał nasze nazwiska i dostał klucz. Zaprowadził mnie do drzwi i otworzył je. Zapadła cisza.
-Co jest?- Mruknąłem i puściłem psa i położyłem walizkę na podłodze.
-Jest jedno łóżko, małżeńskie tak zwane- Mruknął. Prychnąłem na to śmiechem. No tak, moja matka potrafiła dowalić.
-No to śpię z tobą, nie wiercę się mocno, przeżyjesz?
-Nie zabieraj mi kołdry i damy radę- Mruknął Milo. Kiwnąłem głowa i zabrałem się za zdejmowanie butów. Skopałem je ze stóp i wymacałem materac, padając na niego momentalnie.
-Pognieciesz koszulę...
-Nie jesteś moją mamą!- Sarknąłem i przekręciłem się na plecy. Zamknąłem oczy i oddychałem. Materac ugiął się obok mnie i Milo westchnął. Przesunąłem dłonią odnajdując jego rękę i splotłem nasze palce.
-Jak nie my to kto? Damy radę, czy coś...- Uśmiechnąłem się w jego kierunku i powoli masowałem kciukiem jego palce.
-Jak nie my to nikt, tego lepiej nie zrobi tu- Dokończył Milo nucąc ze mną.

30 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Uśmiechnąłem się na jego propozycję. Zabieranie ślepego na przejażdżkę samochodem to chyba nie jeden z najlepszych pomysłów. Miało to mało sensu.
-Po co?
-Jak to, po co? Bo tak?- Głos Milo zrobił się ostry. Westchnąłem. Zgodził się iść ze mną na wesele. Muszę być super w stosunku do jego osoby, bo robi naprawdę dużo dla mnie.
-No dobra, nakarmię Toniego i idę. Dał mi parę chwil- Skierowałem się do kuchni i napełniłem miskę. Postawiłem ją pod psim nosem i wyszedłem do przedpokoju, zakładając przy tym trampki. Zabrałem telefon z szafki i szarpnąłem za klamkę od drzwi. A raczej miejsce, w którym powinna być. Ręka zsunęła się po pustce i zatrzymała na czymś. Cofnąłem dłoń i zmarszczyłem brwi.

28 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

-Widziałeś kiedyś idealną blondynkę? Ładna, mądra, wszystko perfekcyjne? No i do tego lubi sport, umie dogadać się w każdym języku i jest idealną?- Tak, moja siostra była kimś takim, miała zawsze, to co chciała. Kiedy ja traciłem wzrok, ona zdobywała jakiś szczyt we Francji czy gdzieś.
-Mhm
-Noto, to ona, nic dodać, nic ująć.
-Brzmi jak fajna osoba.
-Nie jak się z nią konkuruje od małego, a szczególnie kiedy jest lepsza we wszystkim.
-Wszystkim?
-Mhm
-Nie straciła wzroku?- Ton głosu chłopaka mocno mnie zbił z tropu.
-No nie, czy ty mnie słuchasz?
-Nie jest w takim razie najlepsza w narzekaniu na utratę wzroku- Poczułam, lekkie szturchniecie w bok. Westchnąłem głośno.
-Jesteś najgorszy.
-W byciu ślepym? Tak- Prychnąłem śmiechem i oparłem głowę o dłoń.
-No weź, przyznaj, że to było śmieszne.
-Było, ale i przy okazji idiotyczne- Wymamrotałem.
-Takie powinno być, czy twoja rodzina ma jakieś wymagania co do twojego chłopaka?- Cieszyło mnie, że bierze sobie sprawę do serca i stara się jakoś znaleźć sposób na wygranie tej wielkiej porażki.

27 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Bardzo szybko zawróciłem i bez słowa zamknąłem się w mieszkaniu. Chyba zrozumiał przesłanie. Po 10 minutach wyszedłem znowu, bo pies mocno musiał siku, nikt mnie nie napadł, więc uznałem to za mini wygraną. Milo był zjebany, nie umiem go opisać innymi słowami. Dodatkowo był agresywny, sam się przyznał do chęci przywalenia mi. Nawiasem mówiąc, sam miałem mu ochotę walnąć, ale jak trafić w kogoś, kogo nie widać? Tony szarpnął w kierunku schodów.
-Jezu już- Burknąłem i ruszyłem, po próbie bycia miłym dla Milo i psa, udało mi się być nawet miłym dla Toniego. Co uznałem za cud i jakiś radosny znak z nieba. Telefon zabrzęczał w mojej kieszeni.
-Słucham?
-Bracie kochany- Głos mojej siostry momentalnie pozbawił mnie resztek dobrego humoru.
-Co?
-Nie zgadniesz, Jake mi się oświadczył!
- Brawo- Burknąłem. No tak, idealna siostra, idealny chłopak, tfu! Narzeczony! No tak, idealna siostrzyczko!
-Ślub za dwa tygodnie.
-Co? Czemu tak szybko?
-Po co czekać? Rodzice dali mi pieniądze, no i Jake ma dobrą pracę, zapraszam cię i twojego chłopaka! Rodzina chce go poznać!- Zachłysnąłem się śliną.
-Uh, o... Okay
-No to papa, buziaki do zobaczenia!- Rozłączyła się, a ja miałem ochotę jebnąć telefonem w chodnik. Co ja mam teraz zrobić? Przecież on mnie nienawidzi. Westchnąłem i stanąłem, czkając, aż pies załatwi swoje potrzeby. Nie pozostanie mi nic innego jak próba zagadania do Milo, nie chcę, żeby mi wypominali na całej imprezie, jak to szybko zakończyłem związek, pewno mnie wykorzystał i zostawił, nie było to stałe i tyle. Jęknąłem i zatarłem oczy palcami. No to czas wywalić dumę w krzaki. Zabrałem psa i poszedłem pod drzwi do pokoju Milo. Jeden puk, dwa puknięcia.
-Co? Czego tu chcesz?
-Um, mam sprawę.
- Spierdalaj- Trzasnął mi drzwiami przed twarzą, powiew powietrza zawirował mi we włosach. Sapnąłem i zapukałem znowu.
-Mam sprawę!
-Nie obchodzi mnie to!-Moja siostra dzwoniła, zaprosiła mnie i ciebie na ślub, za dwa tygodnie.
-I? Nie jesteśmy razem.
-Milosh, błagam cię.- Drzwi gwałtownie się otworzyły.
-Jak mnie nazwałeś?
-Milosh?
-Milo, mam na imię Milo, nawet nie wiesz jak mam na imię.
-Myślałem, że Milo to zdrobnienie.
-A Naff to niby co?-Naffta?- Cicho prychnął, ale wyraźnie byłem na dobrej drodze.
-Dam ci hajs, nie mam dużo, ale zapłacę.
-Mam hajs
-Dam ci Toniego?
-Po co mi?
-Dam ci spokój do końca życia?
-Mało przekonujące.- Nie wiedziałem co zrobić, co mogłem mu dać?
-Dam ci dupy? Błagam cię, co ślepy może ci dać, naprawdę nie wiem, czego chcesz?
-Bądź po prostu normalny- Zamurowało mnie.
-To tyle?
-Nie dla mnie, skoro mamy być szczęśliwie zakochani na tym weselu to musisz chociaż udawać, że mnie lubisz.- Mówił dość monotonnie.
-Ale ja cię lubię, tylko czasem mnie wkurwiasz- Wymamrotałem i wsadziłem dłoń w kieszeń. Co jak co, ale on był obok mnie. Pomimo mojej wrednoty to stał obok i pozwalał mi na bycie sobą, to nie było częste.
-I vice versa
-Czyli...
-Się zgadzam.- W tym momencie podskoczyłem i uśmiechnąłem się. Może moja radość była blacha, głupia i dziecięca, ale przynajmniej nie musiałem znosić ataku rodziny na mnie, atak Milo byłem w stanie znieśc.
-Dziękuję! Nocleg masz, jedzenie masz, wytrzymaj z moją rodziną dwa dni i będzie wszystko!
-Mhm- Nie mogłem się opanować, wystartowałem do przodu i mocno objąłem raczej nie spodziewającego się tego Milo. Nie wyszło to zgrabnie, zawadziłem dłonią o framugę i trzepnąłem go lekko w biodro, ale przytuliłem go mocno. Stał odrobinę skamieniały pod moim dotykiem i po chwili poklepał mnie po plecach, po czym sam mnie objął. Uśmiechnąłem się w jego bark i cicho mruknąłem.
-Moja rodzina jest pojebana- Wymamrotałem po chwili takiego stania. Milo wybuchnął śmiechem, odsunął się i westchnął.
-Zdążyłem się zorientować.
-No to zajebiście, jak wyjdziesz z tego cały, to mi możesz jebnąć.
-Co?
-Dostaniesz przepustkę jebnięcia ślepego.- Uśmiechnąłem się, skoro mi tym groził rano, to podarowanie mu tego mogło być dobrą decyzją. I wilk syty i owca tylko trochę poobijana. Cisza ze strony Milo była zaskakująca. Nagle złapały go wyrzuty? Raczej wątpię. Najważniejsze dla mnie jednak w tej chwili było to, że rodzina mnie nie zagada na śmierć. Nie będę musiał siedzieć przy stole dla singli, nie będę musiał wysłuchiwać o tym, jakim biednym ślepym chłopcem jestem, i do tego nie ma nikogo! Odetchnąłem z ulgą. No mogłem, miałem jeszcze dwa tygodnie na zepsucie relacji między mną a moim” Chłopakiem".



>mosz>

25 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Nie wiedziałem co ze sobą począć, Milo zostawił mnie pod barem, puścił moją rękę i nagle nie było jego osoby. Niepewnie sięgnąłem do stołka i usiadłem, wyciągając kartę z etui telefonu.
-Co dla ciebie?- Męski głos przebił się przez głośną muzykę.
-Jakiś słodki drink?
-Pinacolada? Czy bardziej truskawka?- Był bliżej i miał przyjemny tempr głosu. Starłem się patrzeć w jego kierunku, a raczej jakoś kierować twarz, żeby wydawało się, że na niego patrzę. Zamyśliłem się na chwilę, głośna muzyka zdecydowanie utrudniała utrzymanie myśli w głowie na dłuższy dystans.

23 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Moja głowa bolała, pulsowała i powoli dawała się coraz bardziej we znaki. Słowa matki jeszcze bardziej mi dzisiaj dopiekały. W łazience udało mi się wsadzić dłonie pod kran z zimną wodą i głośno pooddychać. Po wyjściu spotkała mnie naprawdę dziwna niespodzianka. Nagle zostałem złapany i pocałowany. Cholera, co jak co ale jak na osobę, która się nie całowała, był dobry, nie lepszy ode mnie, tego czegoś nie nie dało tak po prostu mieć, ale był niezły. Matka zniknęła niczym zły sen z obietnicą powrotu i zamknęła drzwi, a ja dalej nie miałem pojęcia, co się stało. Milo odsunął się i westchnął.
-Czemu mi nie powiedziałeś, że twoja matka jest szurnięta? -Potrząsnął mną lekko, wybijając mnie z pewnego rodzaju transu.
-Nie mówiłem? O wybacz, musiało umknąć pomiędzy" nienawidzę jej" a " jest idiotką" -Warknąłem. Walić zakład, to co się właśnie stało, było przytłaczające.
-Tak mówią też ludzie, którzy nie mają powodu do nienawiści. A ja jej nie cierpię! Jeszcze chciała mi tłumaczyć, że wszystko robi dla twojego dobra. I po co powiedziałeś, że jestem twoim facetem? Nawet w to nie uwierzyła!
-Dziwisz się jej? Ja sam sobie nie uwierzyłem, ale miły akcent na zakończenie nie ma co. Lepiej ci idzie z całowaniem, może jednak kogoś uszczęśliwisz w życiu? Ale nie mam pojęcia, co ty kombinujesz, z językiem pod koniec- Starałem się zmienić temat, zjebanie mojej matki było oczywiste, więc nie musiałem tego klepać po raz kolejny.
-Sam nie wiem- Szurnął w kierunku kanapy.
-W sensie, poczekaj, wróć. Nie masz doświadczenia aja mam być miły, pokazać ci, o co mi chodzi?- To było ryzykowne pytanie. Wcale nie przyznawałem nim, że całowanie go było przyjemne, jednak był żywą osobą. Tęskniłem za bliskością.
-A rób, co chcesz.
-Nie, nie rozumiesz chyba ... Nie to, co ja chce, to jak ty się czujesz.- Mruknąłem. To z jego strony brzmiało , mało dobrze.
-O co ci chodzi?- Syknął.
-Nie ważne, nie było tematu, mam być jeszcze dwa dni miły, potem wracamy do normy -Mruknąłem i ruszyłem ogarnąć w kuchni po wizytacji.
-Czego się od razu obrażasz?- Rozbawienie w jego głosie mnie tym bardziej wnerwiło.
-Idź do siebie, jestem zmęczony.
- Nie- Stał zdecydowanie za blisko mojej głowy. Wsadziłem ręce pod strumień ciepłej wody i przejechałem gąbką po kubeczku bez słowa. Pulsujący ból nie ustawał, a ja miałem ochotę spać. Ciężar jego ciała mnie zbił z tropu, był ciepły, był blisko.
-Miałeś być miły- Mruknął.
-O co ci chodzi?-O jak role się odwróciły. Odstawiłem kubek do zlewu i zakręciłem wodę, odwracając się w jego kierunku, zmuszając go do odsunięcia się o krok. Stał wyraźnie blisko, ale nie mogłem dokładnie określić.
-Nie rozumiem chyba. Nie to, co ty chcesz, tylko jak ja się czuje- Powtarzał moje słowa.
-Jak by ktoś chciał cię wyruchać, to nie zrobiłbym tego w momencie, jak by usłyszał, że tego nie chcesz. Tak na bardziej wyraźnej skali okay? Jeśli ty nie jesteś pewien, to moje chce, nic nie znaczy. To tak zwana zgoda tak?- Wystawiłem lekko mokrą dłoń i oparłem na jego piersi, był bliżej, niż mi się wydawało.
-A ja uważam, że moje "nie wiem" jest warte tyle, co szczyny szczura. Bez mojego "nie wiem" stwierdziłeś, że jestem twoim facetem, a teraz się obrażasz?- Mruknął.
-No, ale ciało to co innego. To ty mnie pocałowałeś, ja cię do niczego nie zmusiłem tak? Ba, mogłeś nawet w momencie, jak cię tak nazwałem powiedzieć, że to nie prawda. Ale tego nie zrobiłeś.
-Ale tego nie zrobiłem.
-Właśnie, czemu?
-Bo mogłem?
-Okay, mogłeś- Mruknąłem. Po chwili westchnąłem, jak tak będzie grał, to ja mogę też pograć.
-To ja też mogę- Dodałem i przesunąłem dłoń do jego twarzy i przysunąłem do swojej. Złączyłem nasze usta i zacząłem go całować. Zrobiłem to, co chciałem pod koniec i odsunąłem się. Zabawne było to, że Milo przechylił się do przodu, podążając za mną w czymś, co mogłem nazwać próba ponownego pocałunku.
-Może rzeczywiście jest to miłe- Mruknął po chwili. Wybuchłem śmiechem na te słowa. Oparłem czoło o jego pierś i parskałem chwilę śmiechem.
-No co?
-Nic, szybko zmieniasz zdanie i tyle, ale skoro to przyjemne to pozwalam ci to robić, jeśli będziesz chciał.- Zaśmiał się i nagle szarpał moje włosy. Skrzywiłem się i odsunąłem na tyle, na ile pozwalał mi zlew i starałem się kontynuować zmywanie. Jezu, jaki zjeb.

20 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Nagły pocałunek mnie mocno zaskoczył. Dodatkowo nie miałem, jakiej kol wiek kontroli nad dłońmi, które zostały unieruchomione. Ale jego usta, cholera były przyjemne. Oddałem pocałunek, pozwalając mu na chwile zagłębienia się. No jak na jego pierwsze całowanie to nie było najgorzej tak? Kiedy odsunął się i wypowiedział swoje mądre słowa, wybuchłem śmiechem. Usiadłem na podłodze i po prostu kwiczałem. Moje ciało było chyba za bardzo zszokowane i zdziwione, żeby zareagować inaczej. Kiedy wreszcie udało mi się złapać stabilny oddech, dotarło do mnie, że od dzisiaj muszę być dla niego miły. Trzy dni. Jezu. Ale mogło być gorzej! Przynajmniej się z kimś po długim czasie przylizałem! Nie ważne, że to Milo! Nie widziałem go, wiec mogłem sobie wmawiać, że to jakiś inny przystojniak.

19 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Zawiesiłem się na jego pytaniu. O Jezu, otworzyłem puszkę pandory, ale co mi tam?
-Dwa, wiem wiem, ja wielki przystojny podrywacz, jakim cudem tak mało?- Uśmiechnąłem się i zacząłem znów głaskać psa, musiałem jakoś zająć ręce.
-No nie mam pojęcia, a jakim cudem w ogóle dwa?- Mruknął i chyba zmienił pozycję, bo sprężyny w materacu zapłakały cicho.

13 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

-Patrzę, jak jesteś ubrany- Mruknąłem. Byłem ciekaw jego osoby, co jak co, pomimo tego, jak bardzo mnie irytuje to on jako jeden, z niewielu rozmawiał ze mną. I bycie świadomym jego wyglądu dawało mi pewną pewność.
-Było pytać, ciepło jest więc koszulka na rękaw i spodenki- Mruknął. Jezu, kompletnie nie potrafi opisywać.
-Kiepski z ciebie tłumacz
-Tłumacz?
-Nie umiem znaleźć słowa, opisywacz?- Wzruszyłem ramionami.
-To jak powinienem się opisać?
-Rodzaj materiału pomaga, kieszenie, nadruki, coś, co może przyciągnąć uwagę osoby widzącej- Wyliczałem, o tym uczyli mnie w czasie zajęć, które nazywałem sam sobie nauką ślepoty.
-Eeee- Zaciął się na chwilę. Ruszyłem dłonią i dotknąłem delikatnie materiału spodenek na jego udzie. Był raczej szorstki, coś ala dżins. Zjechałem do nogawek i zaczepiłem palcem o owłosione kolano chłopaka. Delikatnie musnąłem szwy spodni.
-Spodenki, dżinsowe? Do kolan, masz owłosione nogi- Wymieniałem spokojnie. Chyba to mogło mu pomóc uświadomić sobie, ile tak naprawdę nie widzę. Odsunął nogę i prychnął.
-Dobrze ci idzie ślepotku.
-A spierdalaj orangutanie- Burknąłem.
-Bo co?
-Bo pewno jesteś brzydki, nadrabiasz irytującymi docinkami -Mruknąłem i zagwizdałem na psa, który biegał po okolicy.
-Nie widziałeś mnie, nie wiesz, jak wyglądam.
-Może lepiej, jeszcze bym miał koszmary
-Jeszcze byś się zakochał.
-Śnisz- Syknąłem i lekko dotknąłem psich szelek dłonią. Tony usiadł obok moich nóg.
-Dawaj, popatrz sobie na mnie- Wyzywający głos Milo zbił mnie z tropu. Prosi się o to.
-Jesteś pewien? Nie cofniesz tego, od dzisiaj ja zawsze będę wiedział, jak brzydki jesteś
-Nie gadaj- Prychnął i zamilkł. Odwołałem psa, pozwalając mu na chwilę spokoju. Przeniosłem ciężar ciała na drugie udo i przekręciłem ciało ku chłopakowi. Uniosłem dłoń i powoli umiejscowiłem palec wskazujący na jego brodzie. Drobne włoski drapały mnie. Miał dołek w brodzie. Powoli umiejscowiłem drugi palec nad jego górną wargą. Jeździłem palcem po jego ustach. Miał lekko uwydatnioną dolną wargę, ale górna była mała. Miał mocno wyczuwalne kości policzkowe i szczękę.
-I jak mi idzie?-Mruknął. Kiedy się odezwał, zamarłem.
-Masz małą górną wargę- Zauważyłem.
-Pffff, tyle jesteś w stanie powiedzieć?- Rozchylił usta, przez co mogłem poczuć, jak na jego policzku tworzy się dołek.
-Też mam dołki, podobno- Mruknąłem i przeniosłem palce na jego nos. Był lekko zadarty i raczej okrągły w kształcie. Gęste brwi i głęboko osadzone oczy. Włosy, miał ich dużo. Wsunąłem rękę w grzywkę Milo i delikatnie przeczesałem ja palcami. Odsunąłem się i zamyśliłem, obraz w głowie nie był idealny, ale wydawało mi się, że miałem przed sobą nie tak brzydkiego osobnika. Znów dotknąłem jego twarzy, zatrzymując się na ustach, miał lekki zarost. Przejechałem kciukiem po dolnej wardze i zamarłem, kiedy poczułem, jak koniuszek języka muska mój palec, dodatkowo odsłonił zęby, wypuścił powietrze nosem. Usunąłem rękę i zamyśliłem się.
<Rozpływa mi sie mózg>

4 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

Ciepło rozlało się po moim przełyku, nie było to jakoś bardzo kojące, ale po dniu w deszczu nie miałem zamiaru szukać problemu z ciepłem alkoholu. Powoli przełykałem drinka i starałem się nie zwracać uwagi na coraz słabiej pulsujący ból w nasadzie nosa. Pies podniósł się i usiadł obok moich nóg sygnalizując, że ma potrzebę. Westchnąłem zrezygnowany.
-Serio? Nie mogę spędzić wieczoru w domu?- Mruknąłem i odstawiłem szklankę na stół. Podniosłem się i skierowałem głowę ku Milo.
-Muszę iść z nim na dwór
-No okay- Mruknął i po chwili zaszurał krzesłem.
-Co robisz?
-Idę z tobą?- Irytacja w jego głosie była zaskakująca. Sięgnąłem po szelki i smycz i powoli nałożyłem wszystko kundlowi na ciało. Sięgnąłem do drzwi i ruszyłem. Lekkie ciągnięcie było jednak, w pewnym sposobie upewniając. Ten dzisiejszy spacer bez psa dał odrobinę obrazu mojej nieporadności. Nie mogłem iść sam, stałaby mi się krzywda. Powoli schodziłem po schodach, czując jak kręci mi się w głowie.
-Co się tak gibiesz?
-Ślepy, pijany i zmęczony. Czego trzeba więcej, aby tracić stabilność? Zaraz się spotkam z glebą- Mruknąłem i zacisnąłem rękę na uchwycie mocniej. Dłoń powoli złapała moją rękę.
-Co robisz?
-Jak cos to cię pociągnę za rękę i nie jebniesz.
-Po prostu chciałeś mnie potrzymać za rękę- Mruknąłem zadowolony. To zabawne jak brak kontaktu fizycznego przez ostatnie dwa lata przegłodził mnie. Nie byłem nigdy aktywnym osobnikiem, ale miałem dziewczynę i pomimo tego, że do samego stosunku nie doszło, to było przyjemnie się z kimś przytulić, pocałować, pochodzić za rękę. Ślepota, kompleksy z nią związane szybko mnie ograniczyły. Cloe zerwała ze mną, jak dowiedziała się o dolegliwości, nie chciała się męczyć. To zabawne, nawet jako osoba widząca umiałem powiedzieć, że podoba mi się i ta, i ta płeć. Bycie prawiczkiem nie zatrzymywało mnie! Bycie ślepym prawiczkiem? To już bardziej. Znajomy na 19 urodziny postanowił mi kiedyś sprowadzić ... panią lekkich manier? Wyprosiłem ją, bo nie potrafiłem, no wiadomo. Ucisk na dłoni sprowadził mnie na ziemię.
-Hm?- Uniosłem głowę.
-Jesteśmy na dworze- Kiwnąłem głową i puściłem rączkę. Kundel momentalnie odszedł na bok i załatwił swój biznes. Pociągnąłem nosem, smród wymiocin i zgniłej trawy, miasteczko studenckie w całej swojej okazałości. Przejechałem kciukiem po spodzie dłoni Milo, multum śladów nadal pozostawiał mi w głowie wiele pytań. Nadal trzymał mnie za rękę i nie reagował na moje małe zaczepki. Puściłem jego rękę i przejechałem palcami wyżej na jego przedramię i biceps. U... nie był taki drobny jak mógł się wydawać.
-Dobrze się bawisz?
-Oglądam cię- Mruknąłem i zrobiłem małe kółeczko kciukiem na jego barku.
-Ty naprawdę tak coś widzisz?
-Zamknij oczy- Mruknąłem i sięgnąłem do kieszeni.
-Co?
-Eksperyment, zamknij te oczy, nie oszukuj, bo inaczej nie wypali- Burknąłem. Ciche westchnięcie i cisza/. Uznałem to za zgodę. Wygrzebałem z kieszeni dwie monety, jedna o wartości 1 a druga 5. Odszukałem jego dłoń i położyłem krążki na otwartej dłoni.
-Postaraj się mi powiedzieć, jaki mają nominały, bez patrzenia- Puściłem jego rękę i czekałem. Jak ja to poznawałem? Moneta 1 była dość podobna do 5. Ale pierwsza moneta miała inny wzór na brzegach. Jeden był dość gęsto usypany liniami, drugi szedł wzorem linia przerwa dwie linie przerwa. Coś, czego trzeba się uczyć jako ślepiec, banknoty niestety nie mają takich udogodnień. Po chwili ciszy Milo odchrząknął.
-No monety....
-Moment, co jeszcze?
-Są inne?
-Mhm, no to ja jeszcze po brzegach ci powiem nominał, skupiłbyś się na tym i poczuł, tak samo mam z ludźmi, jestem w stanie powiedzieć, hej, tu czuję mięśnie, tu czuję włosy i tak dalej, nie będę miał obrazu w głowie... tak dokładnie? Ale daje mi to pewien obraz?- Wyciągnąłem rękę przed siebie, czekając aż mi odda pieniądze.

2 cze 2019

Od Naffa Cd Milo

-To daje ci pewien obraz ideału. - Mruknąłem i przejechałem kciukiem po dłoni chłopaka. Była chropowata. Moje poprzednie badania dały mi pewien mentalny obraz ciała Milo. Ale co dalej? Dalej był tym dupkiem ze WF-u, który nazywał mnie swoim psem. Dalej był obok mnie. I kij wie, czemu postanowił mnie odprowadzić do domu. Ludziom było mnie żal, ale zawsze w momentach największego zjazdu, dawali mi spokój. Doceniałem to w pewnym sensie.
-Podejrzewam, że nigdy w życiu nie widziałeś innego -Mruknął i pociągnął mnie w jakimś kierunku.
-To nie znaczy, że nie wiem, jak wygląda ładny penis. Penis to penis może być ładny albo nie. Taka logika- Mruknąłem. I co z tego? Nie miałem, kiedy widzieć cudzych fiutków. Najpierw byłem mocno w zakłamaniu, a potem straciłem wzrok. Nie było kiedy.

28 maj 2019

Od Naffa Cd Milo

Zatrzasnąłem drzwi pokoju i starałem się oddychać. Pies lekko szturchnął mnie w nogę, dając mi do zrozumienia, że jestem bliski ataku jakiejś paniki.
-Kurwa wiem, nie musisz mi uświadamiać niczego ty kundlu- Syknąłem i puściłem rączkę od szelek. Kto o stabilnym myśleniu wpadł na pomysł, aby zmuszać ślepego do biegania? Czemu ten debil za mną łazi? Czy ja mogę po prostu w spokoju zgnić w tym pokoju? Skopałem buty pod ścianę i powoli poszedłem do kuchni. Mokry nos otarł mi się o dłoń. Trzepnąłem w psie nozdrze z irytacją i odstawiłem siatkę z zakupami na stolik w kuchni. Kundel cicho prychnął i znowu znalazł się obok mnie. Westchnąłem i zdjąłem mu szelki, dając mu tym wolne. Niech odpocznie, i tak nic nie robi. Włączyłem czajnik i powoli wsypałem zawartość torebki do miseczki. Zupka chińska. Taaa, moje danie życia. To jedno z tych potraw, które mogę przygotować bez problemu, z zamkniętymi oczami, jeśli pozwolisz.
-Alexa, włącz playlistę- Wydałem polecenie mojej internetowej pomocniczce.
-Dobrze Naff, masz nową wiadomość od: Mama- Muzyka cicho wypełniła pomieszczenie. Zalałem wodą kluski i zakryłem kawałkiem blaszki, który stał obok czajnika. Sięgnąłem po telefon do kieszeni i odblokowałem go kciukiem.
-Zadzwoń do mama- Wymamrotałem i czekałem aż urządzenie wykona moje polecenie.
-Hej słonko.
-Co chcesz?
-Nie odzywałeś się dawno, co u ciebie?
-Ślepnę, jak dobrze o tym wiesz- Burknąłem.
-Oj skarbie, ale cos poza tym?
-Poza tym? Jestem kurwa ślepy, nic tego nie zmieni, powoli tracę pierdolony wzrok i nie mam nic poza tym, jestem kaleką do chuja, ROZŁĄCZ- Trząsłem się. Fizycznie przebiegały przez moje ciało dreszcze. Poza tym Nieda się być poza czymś, co jest tak wielką częścią ciebie. Choroba odebrała mi wszystko. Słyszałem już od każdego w rodzinie" To tylko wzrok, dasz radę, nie przejmuj się, przecież żyjesz, przynajmniej nie jesteś do tego głuchy albo niemy''. Te ich mądre słowa wprawiały mnie w jeszcze gorszy nastrój. Nie dawało się tak po prostu zapomnieć o tym, ze się nie widzi. Nie istniało coś takiego. Ja po prostu nie widziałem, pamiętanie, że kiedyś patrzyło się na świat i świadomość, że zostało to odebrane, bolała i wbijała mi szpilki, rozpalone do czerwoności szpilki w tył głowy, nie dało się zapomnieć. Sięgnąłem dłonią do policzka. Woda. Kurwa płacze. Mocno strzeliłem się w twarz i sięgnąłem po miskę z obiadem. Niestety nie wycelowałem odległości i strąciłem naczynie z blatu. Gorąca ciecz zalała moje uda i nogi parząc każdy skrawek ciała, jaki dosięgła. Syknąłem i cofnąłem się, wpadając na psa, który postanowił sprawdzić, co się dzieje. Wylądowałem na tyłku, głową walnąłem o ścianę. Bez właśnie oparłem się o chłodne kafelki i załkałem. Miałem dość. Dość tego wszystkiego. Beznadziejny ślepy chłopak, który nie potrafi o siebie zadbać. I ten zjebany pies, który właśnie zjadał mój obiad i kolację.

-Miejsce- Warknąłem. Podniosłem się i sięgnąłem dłonią do głowy, nie była mokra, nie leciała mi krew. Tyle dobrze. Zostawiłem rozlaną zupkę i poszedłem się przebrać. Złapałem telefon i zamknąłem drzwi, zostawiając psa w mieszkaniu.
-Idź do Bar- Wydałem polecenie mojemu technologicznemu pomocnikowi. Nic nie było lepsze od tłustego burgera i piwa albo wódki. Czegokolwiek. Założyłem słuchawki i niepewnie ruszyłem przed siebie, wpadając na barierkę od schodów. Wciągnąłem powietrze nosem i ruszyłem, trzymając się drewnianej poręczy. Wyszedłem z budynku, nie wiem jakim cudem.
-Za 200 metrów, przejdź przez pasy- Monotonny głos dawał mi pewnej otuchy. Powoli starałem się kierować przed siebie. Nie wystawianie rąk, sprawiało mi dyskomfort, nietrzymanie psiej uprzęży, sprawiało mi problem. Brak pewnego upewnienia w lekkim ciągnięciu sprawiał mi problem. Czemu ten jebany pies był mi potrzebny. Jakimś cudem, po wielu potyczkach i upadkach, dotarłem do miejsca zwanego ufo barem. Otworzyłem drzwi i wyjąłem słuchawki. Zgiełk ludzkich głosów, zmieszany z muzyką, stukotem szklanek i kul bilardowych był odrobinę odurzający. Zrobiłem krok przed siebie, wpadając momentalnie na jakąś osobę.
-Uważaj, jak chodzisz,kochanieńki- Kobiecy głos, głos typowej właścicielki albo pracownicy baru.
-Przepaszam- Wymruczałem i starałem się ruszyć do jakiegoś stolika. Niestety szczęście mi nie dopisało, wpadłem na kolejną osobę.
-Jak leziesz młody!- Ochrypły głos, śmierdział piwem i papierosami. Skierowałem twarz w kierunku, jaki wydawał mi się być źródłem słów.
-Halo, gdzie się gapisz? To moja kobieta- Chrypnął ponownie, łapiąc mnie za kurtkę. Potrząsnął mną, strącając przy tym okulary. Skrzywiłem się i schyliłem, starając znaleźć moje okulary.
-Ślepy czy co? -Głośny chrzęst szkła sparaliżował mnie. Moje...
-Kurwa- Syknąłem i podniosłem się do pionu, starając jakimś cudem znaleźć mojego przeciwnika. Lekka poświata z lamp dała mi jedynie pomysł, na to, gdzie jest sufit a gdzie podłoga.
-Zgubiłeś się chłoptasiu?- Inny męski głos przyprawił mnie o dreszcze.
-Ta i akurat wpadłem w wasze ramiona, nie mogłem trafić kurwa lepiej- Odwróciłem się, starają patrzeć w twarz kolejnej osobie. Czyjeś paluchy zacisnęły się na mojej szczęce i poniosły ją ku górze.
-Tu jestem, ślepku, po chuj tu przypełzłeś?
-Nie twój zasrany biznes- Warknąłem i pożałowałem. Momentalny mocny ucisk na moim ramieniu i szarpnięcie upewniło mnie z błędności mojej decyzji.
-To zaraz zobaczymy, jak ślepy trafi do domu – Szarpnął mnie i wywalił z lokalu. Chłód wiosennego wieczoru i wilgoć podłoża pozostały na mojej twarzy. Podniosłem się do pionu i sięgnąłem do kieszeni. Pusta. Druga? Przynajmniej portfel miałem. Telefon... Opadłem na kolana i skrzętnie przeszukałem bruk. Był, z dwoma procentami baterii. Dopiero kiedy zapiszczał i przestał odpowiadać, zrozumiałem jak bardzo mam przesrane. Kurwa. Ruszyłem przed siebie, licząc na to, że wpadnę po drodze do jakiejś studzienki kanalizacyjnej i przynajmniej zginę. Po około godziny kręcenia się miałem dość. Było mi zdecydowanie za zimno, byłem przemoczony od deszczu, który co chwila padał i do tego byłem głodny. Głosy ludzi dookoła irytowały mnie. Wszyscy oni widzieli, wiedzieli, gdzie idą, mieli jakiś kurwa cel. Wsunąłem dłonie do kieszeni i zatrzymałem się w nieznanym mi miejscu. Proszenie o pomoc? Upadłem tak nisko?
-Przepraszam..
-Nie mam pieniędzy- Oddaliła się. No zajebiście, ja pieniądze mam. No to tyle po mnie. Bycie bezdomnym ślepym na ulicach to najwyraźniej moja przyszłość. Wreszcie mam to, na co zasługuję. Zapach ciepłej pizzy i dzwonek drzwi pociągnął mnie ku sobie. Oparłem dłoń o drzwi i pchnąłem, po chwili próbując je pociągnąć. Ustąpiły. Dzwonek zadzwonił i miły głos przywitał mnie.
-Witam w Pizzy- Stolik dla jednej osoby?
-Mhm- Kiwnąłem głowa.
-Proszę za mną.- Odeszła. No zajebiście, to mi nie pomaga. Powoli ruszyłem w kierunku, który wydawał mi się odpowiedni.
-Proszę Pana?- Kelnerka położyła mi dłoń na ramieniu.
-Nie wiem, gdzie idę- Wymamrotałem pod nosem. Wstydziłem, się tego. Nawet nie miałem okularów. Drobna ręką delikatnie wsunęła się w moją dłoń i pociągnęła w kierunku zapewne stolika. Poczułem, jak nagle robi mi się cieplej, nawet nie fizycznie. Ktoś potraktował mnie dzisiaj odrobinę inaczej niż inni. Nawet takie coś sprawiało, że miałem ochotę się rozkleić? Zbierz się do kupy Naff.
-Tu jest krzesło- Ułożyła moja dłoń na oparciu.
-Dziękuję- Wymamrotałem i usiadłem, sięgając po kartę, udając, że czytam.
-Mamy pyszną pizzę mięsną- Kelnerka wyraźnie starała się mną zająć.
-Poproszę i Piwo.
-Będę potrzebowała zobaczyć dowód- Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem portfel.
-Wszystko jasne?-Pokazałem jej wnętrze portfela. Nie pamiętałem nigdy gdzie mam te plastiki, wiec starałem się zgrywać pewnego siebie.
-Um... Okay- Westchnęła i odeszła. Mokre ubranie przylegało do mojego ciała i powoli schło od ogrzewania w lokalu. Kolejny dzwonek i kolejny.
<Ahoj.>

+10 PD

1 maj 2019

Od Naffa Cd Milo

Nie istnieje nic bardziej przyjemnego od biegania, kiedy jest się ślepym. Przecież bycie na smyczy to taka cudowna zabawa! Mogę się poczuć jak jakiś jebany pies! Stęknąłem i starałem się dotrzymać mojemu oprawcy kroku. Wf dla niepełnosprawnych? Mój uniwerek miał pojebane poczucie humoru. Pary biegające dookoła nas były upośledzone inaczej. Podobno jedna dziewczyna była niema. Ta by mi nie pomogła, ale byłaby przynajmniej cicho. Inni? Parę ludzi z autyzmem albo takimi niedorozwojami. Skrzywiłem się, czując kłucie w boku. Kolka, a ten zjeb, dalej biegł. Ciekawe co jemu było. Pewno miał niedorozwój umysłu i przez to był taki, jaki był. Ale oddałbym ślepotę za upośledzenie tego typu chyba milion razy. Brak wzroku był czymś, co zawsze mnie przerażało. Syknąłem, czując, jak kolka się pogłębia, a mi zaczyna być niedobrze. Brak kondycji. Jak miałem wyrobić kondycję, kiedy nie miałem jak biegać? Stęknąłem i wystawiłem rękę, chwytając za smycz i lekko ciągnąc w moją stronę.
-Noga!
-S...- Chciałem mu odpowiedzieć, ale zabrakło mi powietrza. Potknąłem się ponownie i zacząłem głośno kaszleć. Łzy napływały do oczu, a ja czułem, jak do ust napływa mi żółć. Pierdolona kondycja. Po chwili udało mi się opanować odruch wymiotny i byłem w stanie przenieść ciało do pozycji siedzącej. Klapnąłem na twardym gruncie i głośno odetchnąłem, dalej trzymając dłoń na smyczy. Wolną ręką przejechałem po torze, który swoją strukturą przypominał mi odrobinę tablice korkowe. Uniosłem w palce mały ostry kamyk i delikatnie cisnąłem w nim w mało określony kierunek.
-Nie biegam już- Wymamrotałem w końcu i podniosłem się, czując, że kolka nie ustała.
-Dasz radę dojść do ławki?- Obojętny ton głosu dziwnie mi nie pasował do osobnika. Bez słowa ruszyłem powoli w mało określonym kierunku.
-Ławki są w drugą stronę- Szarpnął smycz i ruszył w swoim kierunku. Stęknąłem, ale starałem się zachować resztki honoru. Kiedy usiadłem, u moich nóg znalazł się Tony. Sięgnąłem do nadgarstka i odczepiłem się od pasożyta, który chyba siedział obok mnie. Odepchnąłem psi pysk od krocza i burknąłem komendę.
-Żebyś był taki niemiły dla swojego gatunku?
-Spierdalaj.
-Jak zacięta płyta.
-I lepiej. Przynajmniej możesz, sam sobie odpowiedzieć jak pójdę.
-Ciekawe gdzie.
-Do siebie? Gdzie miałbym indziej iść? Na pewno nie na zajęcia- Sarknąłem i podniosłem się po upewnieniu się, że odzyskałem minimalną stabilność.
-Powinienem ci chyba współczuć, ale bardziej szkoda mi psa- Burknął za mną.
-I dobrze- Warknąłem i wydałem szybką komendę. Dom. Pies ruszył, kierując nami do akademika. Nie miałem ochoty na dalsze bawienie się z ludźmi. Po drodze uwiadomiłem sobie niestety duży brak w moich zapasach spożywczych. Niewielki sklep po drodze był moim stałym celem. Brak samo obsługi dawał mi pewnego rodzaju możliwość bycia jak inni. Przecież każdy mówi, co chce, dostaje i płaci. Nie muszę kombinować, chodzić i szukać. Stanąłem w kolejce i czekałem aż ekspedientka skończy obsługę innych. Kiedy doszło do mnie...
-Miło pana widzieć, w czym mogę pomóc.- Prychnąłem na jej słowa. Widzieć, ta. Zapewne.
-Chleb, masło, pomidory, ser, i zupki chińskie- Stałe zakupy. Słyszałem, jak układa zakupy przede mną i podlicza na kasie.
-23, coś jeszcze?
-Nie- Mruknąłem i sięgnąłem po portfel. Powoli wyciągnąłem banknot i zamarłem. Najwspanialsza część bycia ślepym! Oto ona!
-Czy to banknot 50?
-Nie, 10.- Męski głos za mną momentalnie wzbudził we mnie gniew. Czy ten dupek za mną szedł?
-Śledzisz mnie?
-Nie mam prawa robić zakupów? Wyjmij jeszcze jeden, następny masz 20- Mruknął. Zrobiłem tak, jak powiedział. Co innego mi pozostało? Schowałem resztę i zabrałem zakupy, starając się jak najszybciej zniknąć z pola widzenia. Niestety.
-Tak dziękujesz swojemu właścielowi?
-Od kiedy to jestem własnością?
-Od momentu, kiedy stałeś się moim psem
-Jesteś moim pasożytem i tyle.- Warknąłem i zacisnąłem rękę na rączce szelek. Pies spokojnie kierował nas do upragnionego przeze mnie pokoju. Cisza, spokój. Brak idiotów i ludzi. Ideał świata.

27 kwi 2019

Od Naffa do ktosia

Jęknąłem, słysząc budzik. Po omacku trzepnąłem dwa razy w stolik nocny i trafiłem wreszcie na małe plastikowe pudełeczko.
-Jest 8 rano- Mechaniczny głos odezwał się, dając mi do zrozumienia, że moje zajęcia zaraz się zaczną. Po co ja tu tak w ogóle jestem? Cichy pisk z okolicy moich łydek jeszcze bardziej mnie zirytował. Po cholerę mi to psisko skoro laska odwala jego robotę i nie muszę się oganiać od ludzi? Przecież głaskanie pieska to podstawa!
-Morda lizusie ! I tak wiem, że uwielbiasz być w centrum uwagi- Burknąłem i wydostałem się spod kołdry. Rozchyliłem powieki i skrzywiłem się. Zarys okna. Tyle widziałem. Potrafiąc odróżnić światło od braku światła i ciemność nie nadawałem się do czegokolwiek. Pierdole to wszystko. Powoli ubrałem się i wsunąłem okulary na nos i sięgnąłem po psie szelki, które powinny wisieć na ścianie. Powinny, bo zapomniałem ich wczoraj odstawić na miejsce.
-Pierdolony kundel, Tony smycz!- Krótka komenda postawiła paskudne zwierzę na nogi. Po chwili wjechał w moją łydkę swoją głową wraz z szelkami. Syknąłem i zabrałem mu sprzęt z pyska. Jego życiowym celem było chyba niszczenie mi życia zaraz po naprawianiu go. Ta, naprawianiu. Dobre sobie. Schyliłem się i powoli zapiąłem psa w uprząż. Teraz mogłem wyjść na światło dzienne i robić z siebie idiotę dalej. Ale hej! Przynajmniej komuś się zrobi cieplej a sercu, bo pomoże mi przejść przez pasy! Przecież bycie biednym ślepym chłopcem to taka idealna fucha! Zamknąłem za sobą drzwi i pozwoliłem szatańskiemu pomiotowi prowadzić mnie na ulicę. Kiedy opuściliśmy budynek, wydałem krótką komendę, dzięki której pies mógł się załatwić. Co jak co, ale nie potrzebowałem sikającego psa na zajęciach. Po chwili szarpnął lekko, dając mi do zrozumienia, że skończył. Po drodze starałem się wyczuć, kiedy znajdziemy się obok jakiejś kawiarni. Silny zapach kawy i wanilii zaatakował mój nos.
- lokal- Polecenia zmieniło tor trasy psa. Podszedł do drzwi i zatrzymał się. Uniosłem rękę i delikatnie dotknąłem klamki. Była metalowa albo z czegoś żelazopodobnego. Chłód, jaki dawała, był odrobinę kojący. Po chwili odpuściła się bez mojego nacisku. Drzwi odchyliły się lekko, zmuszając mnie do wypuszczenia klamki.
-Hej, wszystko ok?
- wyśmienicie- Syknąłem, czując jak mój poziom irytacji i zmęczenia momentalnie narasta.
-To Starcaffe, tu chcesz wejść?
-Ta.
-Jestem Roland i pracuję tu, w czym mogę pomóc?- Męski głos jeszcze bardziej mnie zirytował
-Kawa? Kanapki? -Nie chciało mi się bawić w uprzejmości.
-Jasne, coś z mlekiem czy czarna?
-Cappuccino i kanapka z serem albo czymś.
-Ser, pomidor papryka?
- mhm- Sięgnąłem do kieszeni i wydobyłem portfel. Powoli starałem się zorientować jaki banknot mam pod ręką.
-Płatność gotówką czy...
- Kartą- Poddałem się i podważyłem plastik paznokciem, wyjmując go z materiałowej przegrody.
-Proszę, uwaga, bo …- Nie chciałem, żeby kończył. Ofiaro losu, oto twoja kawa, ale uważaj! Jesteś ślepy! Możesz się nie domyślić, że jest gorąca! No kurwa wcale. Nie czuję tego przez papier. Sunąłem za psem i starałem się nie zwracać uwagi na głosy, które coraz bardziej dobiegały do moich uszu. Pies cicho mruknął i zatrzymał się. Wystawiłem rękę i oparłem palce o ceglaną ścianę. Przesunąłem palce i natrafiłem na drzwi. Pchnąłem drewnianą powierzchnię i szybko przekroczyłem progi uniwerku.
-Ojej, jest ślepy!
-Jaki piesek!
-Stary patrz!- Głosy zalały moje uszy. Zacisnąłem szczękę, zastanawiając się, jak silny nacisk łamie zęby i ruszyłem przed siebie, starając się wejść na każdego, kto mi wejdzie w drogę. Pierdolę tych ludzi. Oh taki biedny chłopiec! Taki biedny ślepiec! Przecież to taka tragedia! Trzeba mu pomóc! Przecież pewno jest smutny! No i zapewne potrzebuje przyjaciela! Tak ! Przyjaciel to tak cudownie naprawi. Ja pierdole. Sarknąłem sam do siebie, czując, jak robię się coraz bardziej zły. Zatrzymałem się pod drzwiami i powoli przejechałem po alfabecie Braille na tabliczce. Nie potrafiłem wiele. Ale liczb się wyuczyłem między innymi z powodu uniwersytetu. 1...2...1... No to zła sala. Za daleko poszedłem. Zawróciłem i powoli sunąłem dłonią po ścianie, szukając drzwi. Kiedy wreszcie trafiłem na kolejną tabliczkę, zatrzymałem się 1...17. Idealnie. Pchnąłem drzwi i przekroczyłem próg klasy.
- Ah. Spóźnił się Pan.
-Ciężko być na czas jak się ni widzi -Burknąłem.
-Proszę usiąść- Zrezygnowany głos wykładowcy oznaczał wygraną. No tak, biedny chłopiec nie widzi. Nie wolno być dla niego niemiłym.
- Miejsce- Szybka komenda poprowadziła kundla do wolnego krzesła. Usiadłem i odstawiłem kubek z kawą na biurko. Wyciągnąłem dyktafon i włączyłem.
-Witam na pierwszych zajęciach z historii muzyki. Zaliczenie jest proste. Chciałbym usłyszeć o waszym ulubionym muzyku albo zespole. Prezentacja ustna na zajęciach. Informacje o rodzaju muzyki i tego typu detale. Wszystko jasne? Pomruk rozszedł się po sali. Kontem oka zauważyłem przebłysk światła. Okna, tam muszą być okna. Westchnąłem cicho.
<AHOJ KTOSIU>

25 kwi 2019

Naff Buttercup


Źródło: -
Motto: Gniew nigdy nie bywa sprawiedliwy
Imię: Naff
Nazwisko: Buttercup
Wiek: 20
Data urodzenia: 1.10
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania:  Akademik. Dostał pokój specjalnie przystosowany do potrzeb osoby która powoli traci wzrok. Zabezpieczone ostre kanty, brak chodników, uchwyty w łazience. Wszystko to do ułatwienia życia.
Orientacja:  Biseksualny
Praca: Student
Charakter: Gorycz. Gorycz zalewa całe istnienie chłopaka. Znienawidził świat i ludzi w momencie kiery usłyszał diagnozę. Nie był optymistą przed wykryciem Jaskry, ale nagła utrata dużej części wzroku i pogłębianie się tego odebrało mu kompletnie optymizm, uprzejmość i otwarcie na ludzi. Neff jest zamknięty w sobie, a kiedy już ci się uda z niego wymusić słowo albo dwa to będą to zapewne oszczerstwa albo przekleństwa. Nienawidzi współczucia i ma ochotę uderzyć każdą osobę która za jego plecami mamrocze o jego smutnej sytuacji. Niestety nic z tego, nie wie kto to powiedział. Neff odgryzie się kiedy go do tego zmusisz. Nie potrafi postrzegać dobra w świecie. Zamyka się powoli coraz bardziej w swoim dosłownym i przenośnym mroku i nie planuje z tego wychodzić. Nie ma jak. Łatwo się irytuje, na siebie, na innych, na świat. Nienawidzi się za swoje upośledzenie i czasem chciał by skończyć swoje istnienie. Czasem, bo jeszcze tak daleko ze swoją złością nie zaszedł. Często jak się potknie, w coś wejdzie, albo w kogoś to zaczyna sam się obrażać na głos i dość mocno sam się karać. Kiedyś kochał biegać, teraz nie ma jak. Pies przewodnik niczego mu nie ułatwił. Musi teraz nienawidzić jeszcze psa który stara mu się pomóc. Wieczna irytacja, zmęczenie i złość to trzy idealne przymioty bruneta. Nie cierpi psa którego dostał na urodziny, nie cierpi swojej rodziny, bo stara się pomóc mu funkcjonować w świecie bez wzroku. Nienawidzi sam siebie, bo traci wzrok i nienawidzi ludzi, bo widzą. To chyba oczywiste, że ta nienawiść skrywa pod sobą warstwę smutku i strachu. Neff się boi. Boi się tego jak szybko wszystko dookoła niego się zmienia. Boi się swojej niepełnosprawności. I boi się bycia zależnym od innych ludzi. Dawno przestał być wdzięczny i nienawidzi kontaktów między ludzkich.
Hobby: Wysłuchiwanie audiobooków.
Aparycja|
- wzrost: 178cm
- waga: 68 kg
- opis wyglądu: Ciemno brązowe włosy które układa wiatr i ręcznik kiedy wyjdzie z pod prysznica. Naff posiada wielkie jasno niebiesko/ zielone oczy które z czasem coraz bardziej tracą kolor. Ma piegi od słońca które co jak co uwielbia. Wkurzony wyraz twarzy, to wieczny atrybut urody chłopaka. Dość nieobecne spojrzenie skrywa pod przyciemnianymi okularami.
- pozostałe informacje: Nie posiada. Nienawidzi swojego ciała. Ma jaskrę.
- głos: Raczej rzadko kto usłyszy, a jak już usłyszy to będzie to głos pełen irytacji albo zmęczenia. W zależności od dnia.
Historia: Do 17 roku życia wszystko było super. Niestety w dzień po 18 urodzinach okazało się, że mroczki i zamglenia pola widzenia niosą złą nowinę. Od tego czasu traci wzrok i do 22 roku życia podejrzewane jest, że prawie kompletnie straci wzrok.
Rodzina: Matka i ojciec, starsza siostra. Nic specjalnego.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Ciekawostki: Chyba wiadomo, jest ślepy. Klnie jak szewc. O dziwo lubi tylko muzykę.
Inne zdjęcia: Brak
Zwierzęta: Pies przewodnik. Tony
Pojazd: Pff, dobre sobie.
Kontakt: Patryk123321. Albo przecinek na dc