postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 05.11-30.11 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.10-04.11 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 15.10, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA AMY ANDREA ANGELICA BRIANNE BROOKE CANDICE CHARLIE CHLOE DEARDEN EKATERINA HYOLYN IDA IRIS ISABELLE IZZY KATFRIN KOYORI LAURENE LOUISE LUCIA LUCILLE LUCY MALLORY MICHAELA NOELIA ODETTE ODEYA ROSALIE VERONICA VICTORIA
MĘŻCZYŹNI
AARON ADAM ANTONI ARCHIBALD BELLAMI CAIN CAMERON CARNEY DANIEL DUSTIN ELIAS HANGAGOG IVAN JACOB JAMES JONATHAN JULIEN KAI KEN LIONELL MICHAEL NOAH SAMUEL SCOTT THEO TRACE TYLER XAVIER
- Co to było? - Cath
patrzyła na drzwi zaskoczona, a ja westchnęłam, odwróciłam się do siostry i
poklepałam ją po policzku.
- Jeszcze dużo nie
rozumiesz mała, idź spać. Nie możesz się przemęczać - Cath spojrzała na mnie
zmęczonym wzrokiem. Jednak, uśmiechnęła się delikatnie, po czym poszła do
siebie. Ja spędziłam jeszcze długi czas.
Siedziałam w ciemnym
mieszkaniu, co jakiś czas sprawdzając co u Cath. Nie mogłam zmrużyć oczu.
Miałam przed oczami to wszystko, co się wydarzyło. Powrót Jacoba, to co było
między nami, a na końcu choroba Cathy. Całą noc siedziałam na kanapie, przykryta
kocem zkawą w dłoniach. Prawie
zasnęłam, kiedy usłyszałam hałas z pokoju Cathy. Pobiegłam do niej.
Dziewczyna rzucała
się po łóżku, ciężko oddychała. Kiedy podeszłam, łatwo można było zaobserwować
to, jak była spocona, oraz rozpalona. Byłam przerażona. Kiedy pobiegłam po
telefon, usłyszałam tylko jak dziewczyna uderza w coś. Z telefonem, wybranym
numerem wbiegłam do pokoju. Moja siostra leżała na ziemi, a ja jedyne co
zauważyłam, to krew na rogu białego stolika nocnego.
- Dobry wieczór, w
czym mogę pomóc? – Operatorka numeru alarmowego odezwała się naprawdę
spokojnie, co wzburzyło mnie do tego stopnia, że powiedziałam wszystko na
jednym wdechu.
- Proszę mi pomóc,
moja siostra choruje na białaczkę, ma gorączkę, strasznie się poci a teraz
jeszcze straciła przytomność, chyba uderzyła w szafkę nocną, spadając na
podłogę – Mówiłam to szybko, ale czułam jak zaczynam płakać. Trzymałam moją
siostrę w ramionach, modląc się o pomoc.
- Proszę się
uspokoić, karetka już jedzie.
~*~
Minęło
kilka dni, które spędziłam w szpitalu. Cath była bardzo słaba, a choroba szybko
się rozwijała. Dziewczyna spała więcej niż zwykle, a nie spałam prawie wcale,
stale stojąc na straży mojej małej siostrzyczki. Micheal czasem przyjeżdżał,
jednak nie mógł być codziennie. Cath strasznie o niego wypytywała.
Stałam
właśnie przy automacie, gdzie kupiłam już kolejną kawę tego dnia. Opierałam się
o automat, ledwo trzymając się na nogach ze zmęczenia. Byłam strasznie
zmęczona. Prawie nie zmrużyłam oka od trzech dni, a to strasznie przekładało
się na moje zdrowie. Zadzwoniłam do Aarona, tłumacząc mu, że moja siostra jest
chora, i jest teraz w szpitalu, jednak on niezbyt był tym zainteresowany.
Wzięłam kilka dni wolnego.
-
Więc, to tutaj zniknęłaś – Smutny głos, tak dobrze mi znany odezwał się tuż za
mną. Odwróciłam się lekko, a kiedy zobaczyłam Jacoba, odwróciłam się ponownie,
zabrałam kawę i bez słowa poszłam do Sali w której leżała Cath. – Dlaczego mnie ignorujesz Lau.
-
Z tego co widziałam ostatnio, masz jakieś problemy, nie chcę ci ich dokładać
Grant. – Postawiłam kawę na szafce przy łóżku, a sama podeszłam do dużego okna.
– Co ty tu w ogóle robisz Jacob.
-
Nie było cię w mieszkaniu. Stwierdziłem, że… - Odwróciłam się do niego, i
zatkałam mu usta dłonią.
-
Co stwierdziłeś Grant. Rozumiem. Masz problemy, skup się na swojej dziewczynie.
Ja… popełniłam ogromny błąd, zakochując się w tobie po raz kolejny. Wiem, że ty
też podświadomie wiesz, że to wszystko nie miało prawo bytu. – Odsunęłam się od
niego, jednak dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co mu powiedziałam.
-
Zakochałaś? – Jego pytanie wbiło mnie w ziemię. Faktycznie, tak powiedziałam.
Nie odwróciłam się. Zacisnęłam powieki, chcąc zniknąć. Otworzyłam je dopiero
kiedy poczułam jak jego dłonie dotknęły moich ramion. – Laurene ja…
-
Zamknij się. Choć raz się zamknij okej? – Powiedziałam, dalej stojąc do niego
plecami. – Ashley będzie tęsknić, a ja… muszę siedzieć przy Cathy. Miło że przyszedłeś,powiem młodej o tym.
Spojrzałam na Jacoba. A następnie na Cathy, dziewczyna spuściła wzrok. Westchnęłam, po czym wzięłam Jacoba za rękę, zaskoczony wpatrywał się we mnie chwilę. — Chodź, przejdziemy się. Wszystko ci wyjaśnię — Jacob pokiwał głową, po czym nie zważając na to, że dalej trzymam go za rękę, założyliśmy buty i wyszliśmy. Cathy posłała mi tylko smutne spojrzenie. Szliśmy w kierunku parku w ciszy, zastanawiałam się, jak mu to powiedzieć, aby się nie rozpłakać. Nadal go nie puściłam, nie wiedziałam dlaczego, ale w tej chwili, kiedy trzymaliśmy się za rękę, czułam się bezpiecznie. Miałam nawet w dupie co powiedzą jego znajomi. Kiedy doszliśmy do parku, zobaczyłam dużo dzieci. Nie było późno, rodziny przyszły tu aby dzieci mogły się pobawić. Jacob zatrzymał się, zmuszając mnie do tego samego.— Lau, powiedz mi, co się dzieje. Widzę, że coś cię trapi, ciebie i Cath. — Położył dłoń na moim policzku, jednocześnie uniemożliwiając mi odwrócenie twarzy od niego. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać — Lau, nie płacz. Powiedz mi, o co chodzi.Milczałam, długo. Myślałam, że dam rade mu powiedzieć. Ale, kiedy przyszło co do czego, nie dałam rady i stchórzyłam. Westchnęłam, po czym odsunęłam się od Jacoba, patrząc na niego, tak jakbym chciała mu to wszystko przekazać bez słów. — Przepraszam… nie mogę. To… zbyt drażliwy temat Jacob, przepraszam. — Wyminęłam go, jednak złapał mnie za rękę, nie chcąc dać mi odejść. — Nie, Jacob. Zostaw mnie. — Wyrwałam się z uścisku i dosłownie pobiegłam do domu. Wiedziałam, że w tym momencie go tak jakbym „zostawiła” a obiecałam, że tego nie zrobię. Ale, nie mogłam mu powiedzieć. Nie chciałam, aby mi współczuł. Nie chciałam też niczyjej pomocy. Doskonale dawałam sobie radę przed tym, jak postanowił wrócić do mojego życia, wywracając je do góry nogami. Wbiegłam do mieszkania, zamykając je na klucz. Nie wytrzymałam. Zapłakana zsunęłam się po powierzchni drzwi na podłogę. — Lau? Jezu… co się stało? — Cath podbiegła do mnie, i wzięła mnie w ramiona — Lau, co jest? Powiedziałaś mu? — Pokręciłam głową, ukrywając twarz w dłoniach. Nie mogłam się opanować, Cath trzymała mnie w uścisku długi czas. — Damy sobie radę siostra, nigdzie się nie wybieram. Nie zostawię cię, obiecuję…
【♦♦♦♦♦♦】
Minęło kilka dni, od ostatniej wizyty Jacoba. Nie dzwonił do mnie, ja do niego też nie. Miałam nadzieję, że da mi spokój, bo osobiście miałam wrażenie, że moja obecność w jego życiu była zbędna. Rozwalałam jego idealne życie. Nawet mu zazdrościłam. Miał pieniądze, kochającą dziewczynę, wszystko. A ja, wieczne problemy, teraz jeszcze doszła choroba siostry. Musiałam zbierać na leczenie, a chciałam zmienić mieszkanie. Okazało się, że w naszym domu jest pleśń przez wilgoć z mieszkania nad nami, a Cathy nie mogła przebywać w takich warunkach. Wszystko waliło mi się na głowę. Pracowałam więcej niż zwykle, w między czasie, Jacob zaczął się do mnie dobijać. Ja jednak, ignorowałam go, pisząc zawsze, że nie mam czasu i bardzo przepraszam. Któregoś dnia, przyjechał nawet do mnie, jednak ja nie mając ochoty z nim rozmawiać, wysłałam siostrę aby ta powiedziała mu, że nie ma mnie w domu i nie wie kiedy wrócę. Tego wieczora, Cath usiadła obok mnie i spojrzała na mnie tak, jakby nie rozumiała mojego zachowania.— Siostra, co ty odpierdalasz? — Cath popiła właśnie leki, przez co lekko się skrzywiła — Jacobowi na tobie zależy, przyjeżdża tutaj! Widzę, jak na ciebie patrzy. Jak patrzył na ciebie tamtego wieczora, kiedy to zobaczyłam was w twoim pokoju.
— Po pierwsze, nie przeklinaj, bo jesteś jeszcze na to za młoda, po drugie, to nie ma sensu Cath. On ma dziewczynę, swoje życie. A ja, nie potrzebuję aby ktoś się nade mną użalał. Nie chcę współczucia Cath, dawałyśmy sobie radę wcześniej.
— Tak, ale wcześniej nie wyglądałaś jak zakochana nastolatka Lau. Widze, jak oczy ci się świecą kiedy go widzisz. Może, to nie jest miłość, nie znam się, bo nie wiem jak wyglądam kiedy patrzę na Micha, ale, umiem poznać, kiedy komuś na kimś zależy. Tobie zależy na nim, jemu na tobie. To chyba proste co? — Wstałam z kanapy, pochodząc do okna oparłam się o parapet. Uśmiechnęłam się lekko.
— To nie takie proste skarbie. Wiesz… — już miałam coś powiedzieć, kiedy dostałam sms-a. Cath rzuciła mi telefon, zaskoczona zauważyłam wiadomość od Jacoba. Widząc moją minę, Cathy podeszła i przeczytała wiadomość sama, na głos.
— Odwróć się? O co mu może chodzić? — W jednej chwili wyjrzałam przez okno, stał tam. Uśmiechał się, wpatrzony w górę. Jacob? Co on tu robi? Moje zaskoczenie potęgowało to, że obecnie był sezon ogromnych ulew. Stał tam, sam, w deszczu z uśmiechem na twarzy.
— Na co czekasz? Idź do niego! — Cathy krzyknęła podekscytowana, po czym otworzyła okno i wrzasnęła — Lau zaraz do ciebie wyjdzie!
— Zaraz co?! Ja… nie chcę z nim gadać! — Cathy mnie nie słuchała, wypchnęła mnie za drzwi, nie zwracając uwagi na to, że byłam ubrana w coś, za co nasi sąsiedzi by mnie zlinczowali. Krótka koszulka, wyglądała bardziej jak stanik, niż coś, co można nazwać koszulką, a spodenki odkrywały znacznie więcej, niż powinny. Jednak, nie mając wybory, zbiegłam po schodach. Kiedy byłam na dole, również stojąc na deszczu, zobaczyłam go. Odwrócił się w moim kierunku, a ja szybko podeszłam do niego. Nie przeszkadzał mi deszcz, i tak byłam mokra. Kiedy stanęłam przy nim, poprawiłam mu włosy które pod wpływem deszczu opadły trochę na twarz.
— Debilu, dlaczego stoisz na deszczu? Było wejść do środka i… — Jacob uśmiechnął się szeroko. — Co?
— Nie wpuściłabyś mnie, a tak, przyszłaś tu. Moja taktyka chyba zadziałała co? — Był pokręcony. Tak samo jak lata temu, przed naszym zerwaniem. Robił dokładnie to samo.
— Nigdy cię nie zrozumiem Jacob… — Powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się lekko. Muszę przyznać, że utonęłam w jego oczach. W pewnej chwili zbliżyłam się do niego, będąc tak blisko, że czułam jak jego serce bije. Po delikatnym zawahaniu, złączyłam nasze usta. Nie przeszkadzał mi deszcz, ani to, że najpewniej moja siostra na to wszystko patrzy.
Tak właściwie, miałam wrażenie, że nawet Jacobowi to nie przeszkadzało. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a ten położył dłonie na mojej tali. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, wpatrywaliśmy się w siebie dobre kilka minut. Po tym, złapałam go za rękę, splatając moje palce z jego, po czym powoli pociągnęłam go w kierunku drzwi, a następnie swojego mieszkania.
Jacob pochylił się lekko, po
czym złączył nasze usta. Szybko jednak przyciągnął mnie do siebie, a ja
wplotłam mu dłoń w włosy. W jednej chwili jednak, widocznie od nas obojga
dotarło, że przesadzamy. Odsunęłam się delikatnie od Jacoba, opierając się o
blat. Mężczyzna patrzył na mnie, a ja zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć.
Przesadzaliśmy, już od jakiegoś czasu. Odchrząknęłam, po czym delikatnie
zawstydzeni oboje usiedliśmy przy stole. Jednak, podczas śniadania szybko
zapomniałam o tym, co stało się przed chwilą.
— Wiesz co Jacob, mam pomysł — Mężczyzna spojrzał na mnie, przełykając kolejny kęs jedzenia — Pójdziemy do
kina. Jutro, mają grać jakiś nowy horror! — Jacob spojrzał na mnie unosząc
jedną brew.
— Z tego co pamiętam, zawsze
panicznie bałaś się horrorów. Jesteś pewna? — Uśmiechnął się szeroko, opierając
się o krzesło. Zmrużyłam oczy,miał
rację. Zawsze panicznie bałam się horrorów, kiedy oglądaliśmy je w telewizji,
przez większość filmu po prostu wtulałam się w niego, aby nie patrzeć na ekran.
Nie wiadomo dlaczego, ale zawsze bardzo go to śmieszyło. Wstałam od stołu, po
czym przeszłam powoli i stanęłam za Jacobem, pochylając mu się nad uchem.
— Tak, jestem pewna. Poza tym,
będziesz miał pretekst aby mnie przytulać — Zaśmiałam się, po czym zrobiłam
szybki unik. Jacob odwrócił się, próbując mnie złapać. Nie udało musię, więc niemal natychmiast uciekłam do
swojego pokoju, dopiero po chwili Jacob stanął w drzwiach. Uśmiechnęłam się,
kiedy poczułam na sobie jego wzrok.
— Cath nie byłaby zadowolona, że
wchodzisz do mojego pokoju, mój drogi — Podeszłam do niego i założyłam ręce na
piersi, a Jacob tylko odgarnął mi kosmyki włosówz twarzy. Kiedy dotknął mojej twarzy,
zamknęłam oczy.
— Chyba powinienem już iść — Jacob potarł się po karku, a ja tylko skinęłam głową — To, jutro idziemy do
kina, tak? – zapytał przy drzwiach, a ja od razu znalazłam się bliżej niego.
— Tak, załatwię bilety. Przyjadę
do ciebie i zostawię motor — Jacob tylko skinął głową, a kiedy mnie przytulił
na pożegnanie, ja pocałowałam go. Szybko jednak się odsunęłam, a Jacob, nieco
zaskoczony wyszedł powoli z mieszkania. Ja sama nie wierzyłam, jak nasza
znajomość się rozwinęła.
Tak naprawdę, jeszcze pół roku
temu nawet nie myślałam o tym, że Jacob znów może pojawić się w moim życiu i
tak namieszać. Z jednej strony, zdawałam sobie doskonale sprawę, że ja i Jacob
nie mamy wspólnej przyszłości, a to wszystko zapewne skończy się za niedługo. Z
drugiej, tęskniłam za tym debilem, nawet nie zdając sobie sprawy, że mimo lat
dalej cośdo niego czuję. Poza tym, cały
czas miałam w głowie jego prośby, abym go nie zostawiała, czy to, jak któregoś
wieczoru powiedział mi, że coś do mnie czuje. Pamiętałam też tamtą noc w
klubie, gdybym się wtedy nie opanowała, nie wiadomo do czego mogło dojść. Usiadłam
na kanapie, to wszystko toczyło się szybko. Tak naprawdę, bardzo się bałam
tego, że któregoś dnia wrócimy do momentu rozstania sprzed lat. Nie chciałam
tego znów przeżywać.
Resztę dnia spędziłam w domu,
Cath nie wracała, jednak dawała mi znać, że nie wróci na noc. Załatwiłam bilety
na najstraszniejszy film roku, tak przynajmniej go reklamowali. Następnie,
oglądałam jakiś głupi film w telewizji. Dręczyła mnie sprawa z Cath, nigdy nie
miała przede mną jakichś wielkich sekretów. Próbowałam dodzwonić się do
dziewczyny, jednak nie odbierała. Zaczynałam się martwić, wcale ze mną nie
rozmawiała. Coś się działo, a ja nie miałam pojęcia co.Było mi z tym cholernie źle.
***
Kolejnego dnia, na wieczór
zajechałam pod dom Jacoba. Mężczyzna już czekał, głaszcząc Greya. Ubrana w
czarne legginsy, zwykłe białe trampki oraz krótką białą koszulkę odsłaniającą
mój tatuaż przy pępku, postawiłam motor na podwórku. Grey nie był zadowolony. Uśmiechnęłam
się do Jacoba, a ten odpowiedział mi tym samym. Powitałam się z nim, dając mu
buziaka w policzek. Jakiś czas potem, byliśmy już pod kinem w doskonałych
nastrojach, mężczyzna otworzył mi drzwi puszczając mnie pierwszą. Wywróciłam
oczami zanosząc się śmiechem.
Kiedy byliśmy już na Sali,
czułam jak się trzęsę za każdym razem jak potwór wyskakiwał na ekran, w pewnym
momencie ścisnęłam nawet dłoń Jacoba, i mimo, że czułam jego wzrok na sobie,
nic nie powiedział, tylko dalej trzymał mnie za rękę. Oglądałam film dzielnie,
ani razu nie odwracając wzroku od wielkiego ekranu. Jednak, w końcu nie
wytrzymałam, kiedy jeden z potworów wyskoczył nagle, podskoczyłam i wtuliłam
się w Jacoba, zupełnie tak, jak w gimnazjum. Podniosłam wzrok, akurat wtedy
wszystkie światła się zapaliły. Siedzieliśmy wpatrzeni w siebie, nie zdawaliśmy
sobie sprawy, że seans się skończył. Nagle jednak, drgnęłam. Byliśmy jednymi z
ostatnich, którzy wyszli z sali.
Kiedy wracaliśmy do domu Jacoba,
wszystko było w porządku. Zaproponował kolacje, a ja bez protestów się
zgodziłam. W czasie, kiedy zmierzaliśmy do jego domu, starałam się dodzwonić do
Cathy, cały dzień nie dawała znaku życia. Zaczęłam się poważnie denerwować,
Jacob to zauważył, bo w pewnym momencie położył swoją dłoń na moim ramieniu,
zwracając tym samym moją uwagę.
— Hej, co jest? Widzę, że czymś
się martwisz Lau — Odwróciłam wzrok, ale Jacob złapał mnie za rękę i zatrzymał
w miejscu — Mi możesz powiedzieć Laurene.
— Martwię się o Cathy, cały
dzień nie daje znaku życia… boję się, że coś się stało i… — Nie dane było mi
dokończyć, bo mój telefon zawibrował. Szybko odebrałam — Halo? Cath? Kurwa,
dlaczego się nie odzywasz? Odchodzę od zmysłów i… zaraz, co? Jak to w szpitalu?
Co się stało?
Potem, wszystko zmieniało się w
zabójczym tempie. Zaczęłam mówić Jacobowi, że moja siostra jest w szpitalu, a
on uparł się, że mnie tam zawiezie, pod szpitalem byliśmy szybko. Jacob został
na zewnątrz, ja natomiast pobiegłam do Michaela, chłopaka Cathy. Powiedział mi,
że moja siostra jest na onkologii, nie miałam pojęcia dlaczego niby tam, skoro
to odział leczenia nowotworów. Wjechałam
windą na odpowiednie piętro i od razu w moje ramiona wpadła zapłakana Cath,
mówiąc coś o tym, że nie chce umierać.
— Ja nie chcę Lau! Proszę,
powiedz że to sen! — Nic nie rozumiałam, Cath zaprowadziła mnie do gabinetu
lekarskiego, usiadła na krześle, po czym patrząc na lekarza wskazała na mnie — To moja starsza siostra, zajmuje się mną po śmierci rodziców. Lau, to doktor
Miles Callvin. Wiem, że nic nie rozumiesz, ale proszę, usiądź. Wszystko się
wyjaśni…
— Dobrze… — Usiadłam, patrząc
cały czas na Cathy, oczy miała opuchnięte od płaczu, złapałam ją za rękę, nie
ważne czego miałam się dowiedzieć, byłam na to gotowa. Dla niej, dla mojej
małej siostrzyczki. — Doktorze, o co tu chodzi?
— Chciałbym wiedzieć, czy w
państwa rodzinie zdarzały się zachorowania na nowotwory? — Patrzył na mnie, tak
jakby… mi współczuł? Nie rozumiałam, jednak wygrzebałam z pamięci jedną z babć.
— Tak, nasza babcia z strony
ojca chorowała na białaczkę. Zmarła, kiedy tata był bardzo mały, nigdy jej nie
poznałyśmy.Ale, nie rozumiem, co ma do
tego moja siostra? — Zapytałam, jednak, miałam wrażenie, że już wiem co chcę mi
powiedzieć. Nie, to nie mogła być prawda.
— Bardzo mi przykro, ale,
Catherina jest chora na białaczkę. Przyprowadził ją tu chłopak, straciła
przytomność na środku ulicy. Czy, nie zauważyła pani niczego niepokojącego? — Lekarz wyjął długopis, po czym zaczął coś zapisywać. Dopiero wtedy do mnie
dotarło…
— Tak, moja siostra była ciągle
zmęczona, siniaki robiły jej się od byle czego, była bardzo… osłabiona. Ale, ja
byłam zbyt zajęta swoim życiem, aby to zobaczyć… Cathy, ja… tak bardzo
przepraszam… — Nawet nie zauważyłam, kiedy łzy popłynęły mi po policzkach.
Dowiedziałam się, że muszę zostawić tu siostrę, a jutro będzie mogła wrócić do
domu. Zgodziłam się, po czym wróciłam do Jacoba.
— Lau! I co? Gdzie Cath? Co się
stało? — Zignorowałam jego pytania, po prostu podeszłam i oparłam się o
samochód. — Lau, przerażasz mnie… co się stało?
Milczałam, jednak nie mogłam
powstrzymać łez, oderwałam się od samochodu i wtuliłam się w mężczyznę, już po
chwili łkałam jak małe dziecko. Nie mogę jej stracić, po prostu nie mogę. Mam
tylko ją…
Trzymał mnie blisko siebie, ale w pewnym momencie odskoczyliśmy od siebie, kiedy usłyszeliśmy cichy, zmęczony głos mojej siostry. - Cath! To nie tak jak myślisz! - Jacob uniósł ręce w geście kapitulacji. Mogłam zauważyć zawstydzenie na jego twarz, Cath za to uśmiechnęła się i oparła się o framugę. - Ah tak? Czyli wcale nie chciałeś przelecieć mojej starszej siostry, mając nadzieję, że nic nie usłyszę? - Jacob otworzył szeroko oczy, spoglądając na mnie w panice. Ja natomiast siedziałam na łóżku przyglądając się temu wszystkiemu. - Następnym razem, radzę nie palić światła - Zaśmiała się, po czym wyszła z pokoju zostawiając nas samych. - Ja... chyba powinienem już iść.. - Jacob wyszedł powoli z pokoju, a ja za nim z szerokim uśmiechem. Szybko jednak zatrzymała go Cath. - Czekaj, pościelę ci na kanapie. Nie będziesz wracał po nocy do domu, tylko proszę, nie wchodzić do sypialni mojej siostry! - Zaznaczyła, kładąc poduszkę i koc na kanapie. Uśmiechnęłam się, a Jacob potarł kark zażenowany. Po chwili zostawiła nas samych. - Chyba musimy iść spać - Jacob dalej był zawstydzony po tym, co działo się niedawno. Poza tym, Cath nawet nie dała mu wyboru co do nocowania u nas. Spojrzałam na niego. - Taaak... chyba tak. - Podeszłam do niego i pocałowałam go delikatnie - Dobranoc Jacob. - Dobranoc Lau... - Patrzył na mnie z delikatnym uśmiechem, ja natomiast odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju. Będąc już w środku, zdjęłam sukienkę, po czym położyłam się spać.
***
Z samego rana, obudził mnie dźwięk suszarki. Zaskoczona, nie zakładając nawet szlafroka wyszłam z pokoju. Jacob dalej spał, a Cath właśnie suszyła włosy, nawet nie pytałam co robi, bo i tak by mi nie powiedziała. Sama natomiast skierowałam się do kuchni, gdzie zabrałam się za śniadanie, dziś, miałam zamiar zrobić omlety. Włączyłam cicho muzykę, Jaacob tylko przekręcił się na drugi bok. Nie miałam serca go budzić.
Kiedy już wszystko było gotowe, a Cath wyszła, postanowiłam go obudzić. Podeszłam do kanapy, po czym potrząsnęłam lekko mężczyzną. Otworzył powoli oczy, niezbyt rozumiejąc co się dzieje.
- Wstawaj śpiochu, to ja piłam, nie ty. Powinnam spać - zaśmiałam się lekko - Śniadanie na stole. Kiedy odeszłam od kanapy, już po chwili usłyszałam jak Jacob podnosi się na równe nogi. Kilka minut potem, poczułam jak staje zaraz za mną.
- Lau... - Zaczął, nieco zakłopotany. Nie wiedziałam o co mu chodzi, odwróciłam się w jego stronę, ale nie zdawałam sobie sprawy, że był tak blisko.
- Co jest? - Zapytałam, zupełnie ignorując to, jak blisko siebie się znajdujemy.
Przeszedł mnie dreszcz, kiedy jego usta
dotknęły mojej skóry, jednak szybko głos, który mówił mi, że przeginamy znów
się odezwał. Powoli odwróciłam się twarzą do Jacoba, po czym poprawiłam mu
włosy i uśmiechnęłam się lekko.
-
Nie możemy Jacob… - Powiedziałam, po czym zaczęłam się zbierać. Na jego twarzy
widziałam zaskoczenie i… szok? Chyba tak można to nazwać. Jacob wstał zaraz za
mną, a kiedy się odwróciłam, złapał mnie za rękę – Jacob... proszę. Dużo nas
łączyło, ale teraz jesteśmy dorośli. Masz dziewczynę, która cię kocha. A ja…
cóż, powinnam ułożyć sobie życie, nie niszcząc przy okazji twojego. – Zanim odeszłam,
odwróciłam się szybko do Jacoba i przytuliłam go. Poczułam, jak mężczyzna
gładzi mnie po plecach.
-
Dziękuję za wisiorek, jest piękny – Uśmiechnęłam się lekko, po czym odwróciłam
się i poszłam w stronę swojego mieszkania. Biłam się z myślami. Chciałam, aby
za mną poszedł i chciał zatrzymać, a z drugiej strony, tego nie chciałam.
Dlatego to jest takie popierdolone?
Kiedy wróciłam do domu, długo nie mogłam
spać, nie to co Cath, spała spokojnie zapewne myśląc, że dalej jestem na… hm,
nawet nie wiem jak to nazwać. Jestem pewna, że moja siostra nazwałaby to „randką”.
Chciałam wymazać wspomnienia dzisiejszego wieczoru, jednak wisiorek który
obracałam w palcach wcale nie pomagał. Nagle, usłyszałam dzwonek telefonu. Jacob…
Odłożyłam telefon, wyciszając go i poszłam się położyć.
Tak naprawdę, przez dwa kolejne dni Jacob
chciał się ze mną skontaktować wiele razy, pisał, dzwonił. Raz nawet przyjechał
do mnie, jednak nie było mnie w domu. Nie chciałam komplikować życia i jemu, i
sobie. Przez to wszystko, moje uczucia odżyły. Nie chciałam się do tego
przyznać, ale dalej go kochałam, cholernie kochałam. Ale, to było najgłupsze co
mogłam czuć.
****
Któregoś wieczoru, stwierdziłam, że nie mogę siedzieć
w domu. Skończyłam już wykonywać zadanie od szefa, miałam też trzy dni wolnego.
Wybrałam się na imprezę z przyjaciółmi, moje koleżanki z klubu, oraz kilku
znajomych też tam pracujących. Poszliśmy do jednej z lepszych dyskotek, alkohol
lał się litrami. Aż w końcu, byłam tak pijana, że odleciałam.
Wyszłam z sali, po czym zadzwoniłam. Raz, dwa,
trzy. Dopiero za czwartym, mężczyzna odebrał. Nawet nie zwracałam uwagi na to,
że była trzecia w nocy.
- Lau? Czemu dzwonisz o tej godzinie? – Jacob
musiał krzyczeć, wyczuł najwyraźniej, że mogę go nie usłyszeć, kiedy będzie
mówił normalnie. Zaśmiałam się głośno, widząc jakąś kobietę machającą stanikiem
przy ochroniarzu. – Lau?
- Oh, sorry. Jestem pood…. Jupiterem! Tak,
znasz tą dyskotekę? – Zapytałam, po chwili dostałam odpowiedź twierdzącą oraz
milion pytań – Oj przestań! Bawię z przyjaciółmi, graliśmy w butelkę. Nie
wykonałam… - zaczęłam liczyć na palcach – czterech zadań! Wiesz, nie uśmiechało
mi się iść w ślinę z obcym, iść się ruchać z obcym, tańczyć z obcym, oraz…
jechać do domu z obcym – zaśmiałam się.
- Co? Co ty wygadujesz! Kobieto, jesteś
pijana! – Jacob wydawał się nieźle wkurwiony, oraz… przejęty. Zaczęli wołać
mnie znajomi, a ja powiedziałam tylko szybkie „pa” i się rozłączyłam. Rzuciłam
się w wir zabawy. Godzinę później, poczułam się trochę gorzej i stwierdziłam,
że wrócę do domu. Nie wiedziałam jak, byłam po drugiej stronie miasta, a samochód
miała tylko Nora, która bawiła się doskonale z swoim nowym kolegą w łazience. Z
szumiąca głową, oraz ubrana w krótką sukienkę odsłaniającą dużo, może nawet za
dużo, wesoła zaczęłam iść w kierunku ulicy, kiedy usłyszałam jak ktoś idzie w
moim kierunku.
Kiedy zobaczyłam, że to Jacob szybko się
odwróciłam, co wyglądało bardziej, jakbym starała się iść na piętach, ale nawet
po pijaku nie chciałam z nim gadać. Dalej utrzymywałam to, co myślałam wcześniej.
Że, nie chcę komplikować mu życia.
- Laurene! Nic ci nie jest? – Zapytał, a ja
dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że on się martwił. Serio się martwił i było
to widać w jego oczach. – Lau? Powiedz coś.
- Nic mi nie jest Jacob… Miło, że przyjechałeś.
Wcale nie musiałeś i…
- Lau, kiedy dowiedziałem się, że jesteś w
Jupiterze, od razu stwierdziłem, że muszę przyjechać. W końcu, na pewno nie
przyjechałaś motorem, a znajdujemy się teraz po drugiej stronie miasta kobieto.
Miałem cię zostawić?- Zapytał, a ja nie
panując nad sobą przytuliłam go. Po chwili odwzajemnił uścisk. – Chodź, zawiozę
cię do domu.
Przez kolejne piętnaście minut, jechaliśmy do
mojego mieszkania. Jak dobrze, że nie ma ta, Cath! Znów pojechała do
przyjaciółki. Kiedy byliśmy już pod moim blokiem, wyszłam z auta, jednak w
połowie drogi zawróciłam a Jacob otworzył szybę.
- Może wejdziesz? Z przyjemnością cię
ugoszczę – Zaśmiałam się cicho, spoglądając na Jacoba, jednocześnie opierając się o auto. Byłam w świetnym humorze – Nie daj się prosić, no chodź –
Uśmiechnęłam się słodko, jednocześnie przygryzając wargę.
Spędziliśmy razem bardzo miło
czas. Kiedy Cath znudziło się opowiadanie o tym, co zmieniło się w jej życiu, przeszła
do MOJEGO życia, na co nic nie powiedziałam, jednak wiedziałam, że momentalnie
moja twarz przybiera czerwony kolor.
—- Zwykle było okej, bo była
zajęta. Restaurowała swój motor, czy chodziła na imprezy. Okazjonalnie też
uczyła się do jakichś testów. Jednak, nie raz słyszałam jak płakała w nocy i… —
Po chwili spojrzała na mnie, nie będąc pewną czy może powiedzieć. — W każdym
razie, po śmierci rodziców wszystko się nasiliło. Lau zmieniła się całkowicie.
A teraz, mamy tylko siebie — Cath położyła swoją dłoń na mojej.— Ale, koniec tych smutków, było minęło, a
życie leci dalej.
Przez kolejne kilka godzin,
siedzieliśmy w kawiarni rozmawiając na wszelkie tematy. W końcu, Cath poszła do
łazienki, a ja zostałam sama z Jacobem. Nieśmiało położyłam swoją dłoń na jego,
a kiedy na mnie spojrzał uśmiechnęłam się lekko.
— Dziękuję. Nawet nie wiesz, ile
to znaczy dla Cath, ile znaczy dla mnie…. Cieszę się, że odnowiliśmy kontakt. —
Jacob uśmiechnął się, po czym nieco pochylił w moim kierunku.
— I pomyśleć, że chciałaś abym
znikł twojego życia, Laurene – Zaśmiałam się, a Jacob uśmiechnął się tak samo,
jak tamtego dnia po mojej akcji z alkoholem. Zarumieniłam się, przypominając
sobie tamten poranek. — Jednak, ja też cieszę się, że znów się pojawiłaś.
— Mówiłeś mi to… Czy tylko ja
uważam, że zachowujemy się dziecinnie? — Uśmiech znikł z mojej twarzy —
Jesteśmy dorosłymi ludźmi, a ja czuję się jakbym była w gimnazjum. To co
robimy, jest niepoważne, a z drugiej strony, ciężko wyrzucić wspomnienia.
Zanim Jacob mógł odpowiedzieć,
do stolika przyszła Cath. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, dziewczyna
wydawała się nic nie zauważyć, jednak ja widziałam w jej oczach niepokojący
blask. Jak gdyby nic, zaczęła rozmowę. Po jakimś czasie jednak, stwierdziła, że
musi pilnie wyjść. Przytuliła mnie, pożegnała się z Jacobem i wyszła z
kawiarni. Zostaliśmy tam sami, jednak po pewnym czasie zadzwonił jego telefon.
— Halo? Ashley… Wiesz, jestem na
mieście. Tak, nie ma problemu, zaraz będę. No, do zobaczenia — Odłożył telefon
i spojrzał na mnie, chcąc coś powiedzieć, jednak machnęłam ręką
— Rozumiem, stęskniła się za tobą — Jacob tylko
się lekko uśmiechnął, zapłaciłam za wszystko, upierając się, że nie pozwolę aby
on za mnie płacił, po czym wyszliśmy. Przed wejściem uściskałam jeszcze Jacoba
i pożegnałam się z nim. Kiedy wróciłam do domu, zauważyłam, że Cath rozmawia z
kimś podekscytowana, a kiedy mnie zobaczyła, uciekła do pokoju. Wywróciłam
oczami. Nastolatki.
***
Przez
kolejne dni, byłam bardzo zajęta. Dostałam ważne zlecenie, więc robiłam
wszystko aby pogodzić to z wychowywaniem siostry. Czasem miałam wrażenie, że
coraz bardziej przestaję wychodzić na miasto. Ale nie miałam też do tego głowy.
Siedziałam właśnie po uszy w papierach, kiedy przybiegła do mnie Cath, wesoło gwizdując.
—
Co jest gwiazdko? — Zapytałam, jednak szybko się roześmiałam, bo nie zabrzmiałam
jak starsza siostra, a matka, co z nieznanego powodu bardzo mnie bawiło. Cath,
zabrała mi dokumenty — Cath, nie mam czasu na zabawę.
—
To nie zabawa! Stwierdziłam, że wyjdziemy dziś na miasto. Ma być deszcz
meteorytów! Już od tygodnia ci o tym mówię Lau — Zaskoczona, próbowałam sobie
przypomnieć moment, kiedy mi o tym powiedziała. — Zapomniałaś?
—
Przepraszam… wyleciało mi z głowy. Okej, pójdziemy skoro bardzo ci na tym zależy.
A, Cath, czy mogłabyś zapłacić jeden rachunek? Weź mój telefon, wiesz co gdzie
jest — Dziewczyna pokiwała głową, uśmiechając się przy tym podejrzanie. Co ona
kombinuje…
Godzinę
potem, już szykowałam się na wyjście. Cath kazała mi wyglądać olśniewająco,
więc chcąc spełnić jej prośbę, założyłam na siebie czarne spodenki, białą
hiszpankę, która przylegała do mojego ciała, na nogi, założyłam natomiast buty
na koturnie. Do wszystkiego dobrałam złote dodatki, makijaż natomiast był
delikatny, jednak wszystko podkreślały czerwone usta. Włosy związałam w warkocza,
którego przerzuciłam przez ramię. Tak ubrana, wyszłam z pokoju. Zauważyłam, że
Cath nie postarała się ze strojem, jednak nic nie mówiłam. Idąc za Cath,
poznałam to miejsce. Było to miejsce usiane kolorowymi kwiatami, leżał tam koc,
były też świeczki zapachowe, oraz wino i dwa kieliszki. Zatrzymałam się.
—
Cath, co tu się dzieje? — Zapytałam, mierząc siostrę spojrzeniem. Ta tylko
uśmiechnęła się niewinnie — Cath, jeśli znów umówiłaś mnie na randkę z jakimś
obleśnym typem, obiecuję, że już nigdy się do ciebie nie odezwę! — Odwróciłam
się, wpadając na mężczyznę, złapał mnie w ostatniej chwili, aby zachować
równowagę, położyłam dłonie na jego klatce piersiowej.
—
A więc, jestem obleśnym typem? — Usłyszałam znajomy, rozbawiony głos. Uniosłam
wzrok, to był Jacob. Stał przede mną, dalej mnie trzymając. Odwróciłam się,
chcąc nawrzeszczeć na Cath, ale jej już nie było. Z westchnieniem, wróciłam
wzrokiem do Jacoba.
—
Przepraszam cię, Cath lubi robić mi takie „niespodzianki” chcąc, abym w końcu
skupiła się na sobie a nie na niej… Ale co jej strzeliło do głowy, umawiać mnie
z tobą! — Po chwili poczułam jak Jacob kładzie dłoń na moim policzku,
zawstydzona spuściłam wzrok, uśmiechał się delikatnie słuchając mojego wywodu.
—
Wiesz, mi to nie przeszkadza. Nie wiem jak tobie — Byłam całkowicie zszokowana jego
słowami, tak bardzo, że w mgnieniu oka spojrzałam znów na niego. Uśmiechnęłam
się.
—
Znaczy… wiesz… nie, nie przeszkadza mi, ale co na to Ash? — Jacob roześmiał się
delikatnie, po czym wziął mnie za rękę i zaczął powoli ciągnąć w kierunku koca —
Okej, rozumiem, że nie wie gdzie jesteś co?
—
Bingo – Powiedział, kiedy doszliśmy. Usiadłam na kocu, on zrobił to samo. —
Jeśli już tu jesteśmy, to zróbmy twojej siostrze przyjemność i obejrzyjmy
deszcz meteorytów. Jutro na nią nawrzeszczysz, dziś, spędźmy miło czas.
—
Okej. Masz rację, mimo wszystko, musiała się nieźle postarać aby to
zorganizować — Uśmiechnęłam się. Po chwili jednak dobiegła do mnie cicha,
spokojna muzyka. Oh Cath, co ty wyprawiasz. Spojrzałam znów na Jacoba z
podniesioną brwią, wzruszył ramionami z uśmiechem. Po chwili otworzył wino,
nalał do do kieliszków, po czym jeden z nich podał mi.
— Za spotkanie po latach Laurene — Jacob zbliżył swój kieliszek do mojego.
— Za spotkanie — Odpowiedziałam cicho, jednocześnie walcząc z latającymi
kosmykami włosów. Jacob sięgnął ku mojej twarzy, wtykając je za moje ucho, znów
jego dłoń spoczęła na moim policzku. W tamtym momencie, czułam się bardzo
dziwnie. Zupełnie, jakby nasze zerwanie nie miało miejsce, a głos, który mówił
mi, że mężczyzna ma dziewczynę znikł z mojej głowy. Uśmiechnęłam się. Poczułam,
jak wzrok Jacoba przesuwa się po moim ciele.
Podpisałam dokumenty, po chwili Aaron wyjaśnił mi jeszcze raz, na czym będzie polegać moja praca, dał mi nawet kilka rad. Po tym, pożegnaliśmy się i wyszłam z Jacobem z budynku. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym oboje stwierdziliśmy, że czas się pożegnać. Przytuliłam go, na co zareagował zaskoczeniem, jednak odwzajemnił uścisk. Następnie, poszliśmy w swoje strony.
***
Siedziałam w salonie, minął już tydzień od rozpoczęcia przeze mnie nowej pracy. Szło mi dobrze, a zajęcie nie było zbyt skomplikowane. W pewnym momencie, usłyszałam, jak ktoś wchodzi do mieszkania, poderwałam się na równe nogi, ale natychmiast poczułam jak ktoś mnie przytula. Tym kimś, okazała się moja siostra, Cath. — Laurene! O mój boże, ale się stęskniłam! — Cath, usiadła na kanapie, zaczęła opowiadać o tym co robiła, oraz, że kiedyś musimy tak pojechać we dwie, argumentując, że mi też przyda się wypad z miasta. — A co u ciebie? — Cóż, powiem tylko tyle, spotkałam się z znajomym sprzed lat, oraz dostałam nową pracę - Cath błyszczały oczy, wiedziałam, że nie chodzi o moją nową prace. — Lau, ty wiesz, że masz obowiązek opowiadania mi, kim on jest, jak ma na imię, gdzie pracuje, jak się spotkaliście, czy go znam oraz czy coś was łączy? — Otworzyłam szerzej oczy. Po chwili w ciszy, obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Chwilę potem, Cath stwierdziła, że musimy iść na miasto. Potrzebowałam tego, więc szybko poszłam do swojego pokoju, przebrałam się w czarne spodnie z dziurami na kolanach, krótką białą koszulkę, a włosy związałam w wysokiego kucyka. Wzięłam też okulary przeciw słoneczne. Cath natomiast założyła jeansowe spodenki, oraz żółta koszulkę. — Nie daj się prosić! Zróbmy to! Tak jak kiedyś, bez zahamowań Lau, kiedyś byłaś bardziej rozrywkowa. Tak dużo się zmieniło, od kiedy wyjechałam? Zrób to dla mnie siostra. Przecież, mamy tylko siebie - Cath spojrzała na mnie, próbując wymusić zgodę na swój szalony plan. Przewróciłam oczami, dziewczyna złapała mnie za rękę, po czym pociągnęła w stronę parku. Kiedy już tam byłyśmy, włączyła muzykę, oraz głośnik. Szybko się rozluźniłam, tańczyłam tak jak kiedyś, przed śmiercią rodziców, oraz przez aferą z Jacobem. Czułam się wolna, a wszelkie myśli o tym, że najpewniej rozwalam Jacobowi związek, przestały istnieć. Cath wskoczyła na fontannę, dzieci wokół zaczęły tańczyć z nami, a rodzice tylko się uśmiechali. I wszystko było by dobrze, gdyby nie to, że w pewnym momencie wpadłam na kogoś. Mężczyzna, złapał mnie za ramiona, ale natychmiast poczułam jak damskie ręce odciągają mnie od niego. Natychmiast się odwróciłam. Jacob... — Uważaj jak chodzisz! — Jego towarzyszka odezwała się, sprawiając, że na nią spojrzałam. Chwilę potem spojrzałam też na ich splecione dłonie. Więc, to była jego dziewczyna. Już miałam odejść, mamrocząc ciche "przepraszam" kiedy to Cath zauważyła mężczyznę. — Jacob! Kurwa to ty! — Podbiegła do nas, wieszając mi się na ramieniu — Kurwa, tyle lat! Lau, czemu mi nie powiedziałaś, że utrzymujesz kontakt z swoim byłym chłopakiem? Miałaś mi wszystko mówią a powiedziałaś mi tylko o znajomym z przed lat i.... — W tej chwili, dziewczyna zauważyła moje zakłopotanie. Jacob też odwrócił wzrok, nie patrząc na zaskoczoną kobietę obok niego. — Byłym chłopakiem? Jacob, kto to jest? — Zapytała wskazując na mnie. — Ouuu... to Jacob jest tym przyjacielem z przed lat, prawda Lau? Spojrzałam na Jacoba, w jednej chwili, przypomniał mi się ostatni wieczór, kiedy to pijana zaprosiłam go do domu, oraz noc w klubie, gdzie musiałam wzywać ochronę aby go wyprowadzili. Jego dziewczyna wpatrywała się w niego, ale kiedy nie otrzymała odpowiedzi spojrzała na mnie. — Może ty mi wyjaśnisz, o co tu chodzi? Bo nic nie rozumiem. Wpadasz na niego, po chwili podbiega ta dziewczyna, krzycząc coś o byłym chłopaku. Jacob, odezwiesz się w końcu czy nie?! — Ponownie spojrzała na swojego chłopaka. Zauważyłam, że mimo unikania wzroku swojej dziewczyny, Jacob patrzył na mnie. Byłam prawie pewna, że też rozpamiętywał właśnie te chwile, kiedy to robiliśmy coś, czego nie powinniśmy. Chcąc uniknąć niezręcznej sytuacji, złapałam Cath za rękę, mruknęłam tylko szybkie "Musimy iść" po czym natychmiast zaciągnęłam dziewczynę do domu. Nic nie rozumiała, ale siedziała cicho. Resztę wieczoru, spędziła w swoim pokoju, słuchając muzyki. Ja, wzięłam prysznic, przebrałam się po czym sprawdziłam czy kolejnego dnia szłam do pracy, nie. Tego dnia miałam mieć wolne. Super... Przebrałam się w dres, po czym usiadłam przed telewizorem, uśmiechając się na wspomnienie śpiącego tu Jacoba. Wyglądał zupełnie inaczej niż zwykle, był taki spokojny. Zupełnie, jakby nic go nie dręczyło. A wiedziałam, że jest inaczej. Sam mi się do tego przyznał. Ciągle miałam w głowie jego słowa "Jeżeli można to tak określić, to przechodziłem przez różne etapy. Mianowicie, na początku żałowałem, później byłem zły na siebie, a następnie po prostu próbowałem zapomnieć." Poczułam się podle. Co ja wyprawiałam, poza tym, dzisiejsza akcja. Natychmiast napisałam do Jacoba. AJa:Jacob, bardzo cię przepraszam za dziś. Nie wiem co wstąpiło w Cath, ja też powinnam od razu odejść, a nie stać jak debilka. Naprawdę mi przykro. Po napisaniu wiadomości, odłożyłam telefon. W szybkim tempie jednak usłyszałam, dźwięk oznaczający sms'a. Zaskoczona spojrzałam na wyświetlacz. AJacob: Przyjedź do mnie. Wszystko ci wyjaśnię
Nie mogłam w to uwierzyć.
Załatwił mi prace, jak ja mu się odwdzięczę. Resztę śniadania zjedliśmy śmiejąc
się ze wszystkiego tak naprawdę. Mimo wszystko, czułam na sobie spojrzenie
Jacoba, zupełnie tak, jakby nastrój przed kilku chwil go nie opuścił.
Poprawiłam włosy.
- Twoja dziewczyna nie będzie
się martwić? Mam wrażenie, że spędzasz ze mną strasznie dużo czasu. Może poczuć
się zazdrosna, a nawet pomyśleć że …. – Zamilkłam, mimo wszystko, ja też
przeżywałam dalej tą sytuację z wcześniej. Zacisnęłam dłonie na sztućcach.
Odetchnęłam głęboko, zanim spojrzałam na Jacoba. W jego oczach widziałam ogień,
którego nie mogłam zrozumieć.
- Ekhm, nie. Ash nie jest taka –
Jacob wziął łyka herbaty, nagle w tym samym czasie odezwał się. – Ty pierwsza.
- Nie, mów ty. Moje pytanie jest
takie, czysto teoretyczne – Uśmiechnęłam się szeroko, a Jacob odwzajemnił
uśmiech.
- Ty… naprawdę było tak źle po
naszym zerwaniu? Z kim jak z kim, ale chyba z swoim byłym możesz o tym pogadać –
Oparł się o krzesło, a ja zesztywniałam. Miał rację. Wzięłam głęboki oddech, po
czym oparłam ręce na stole, jednocześnie podtrzymując sobie głowę na dłoniach.
- Widzisz, kiedy wyjechałeś…
Zmieniłam się. Zamknęłam się w sobie, zaczęłam udawać, że nic do mnie nie
dociera. Długo nie pozwoliłam sobie poczuć nic. I tak zostało, do momentu kiedy
zginęli moi rodzice. Ja i Cathy miałyśmy tylko siebie, a ja dalej nie dopuszczałam
nic do swojego serca. Jednak, mimo to, siedziałam przy jej łóżku kiedy śniły
jej się koszmary, pocieszałam kiedy budziła się w nocy z płaczem, krzycząc, że
chcę aby rodzice byli z nami. Musiałam szybko dorosnąć, aby być wsparciem dla
Cath. Przez to, dużo ludzi mi mówi, że nie miałam dzieciństwa, ani czasów
nastoletnich. Ale mi niczego nie brakuje, mam Cath przy sobie, a to
najważniejsze. – Wbiłam wzrok w pusty już talerz – Ale dalej pamiętałam. Muszę
ci się przyznać, że od dnia naszego spotkania, wtedy w klubie, śnią mi się
dziwne sny. Sny, pokazujące naszą przeszłość.Nigdy mi się nie śniłeś, aż do teraz. Jak już wracasz, to na całego –
Zaśmiałam się, a Jacob uśmiechnął się pod nosem. – Teraz moja kolej.
- Pytaj – Pochyliłam się nieco
do przodu, będąc bliżej Jacoba, machinalnie on zrobił to samo.
- Żałujesz? Tego, że się
rozstaliśmy? I…. myślałeś kiedyś, jakby to było, gdybyśmy nie zerwali? Wiesz,
gdybyś tamtego dnia nie powiedział mi o wyjeździe, gdybyś nie wyjechał. Kto
wie, może teraz nasze życie byłoby zupełnie inne. Powiem ci szczerze, ja
osobiście nie wierzę, że spotkaliśmy się przypadkiem. Aż takie przypadki nie
istnieją Jacob. – Mężczyzna wstał, po czym podszedł do okna. Obserwowałam jego
każdy ruch.
W pewnym momencie, też wstałam.
Podeszłam do niego, złapałam go delikatnie za rękę, a mężczyzna odwrócił się w
moją stronę. Znów widziałam ten tajemniczy ogień w jego oczach.
- Odpowiem ci, jak ty odpowiesz
na jeszcze jedno pytanie – Skinęłam głową, robiąc jednocześnie krok w przód,
będąc jeszcze bliżej Jacoba. Położył dłonie na mojej talii, a ja przesunęłam
dłońmi po jego rękach – A ty?
- Tak, myślałam nie raz. Żałuję,
że się rozstaliśmy Jacob. Wierzę, że nasze życia wyglądały by teraz zupełnie
inaczej. – Mówiąc to, nie patrzyłam mu w oczy, a kiedy podniosłam wzrok i
spojrzałam w końcu, uśmiechnęłam się – Odpowiedziałam, teraz czas na ciebie.
Nie czułam się odrzucona. Coś, z
tyłu głowy mi mówiło, że robiłam źle. Lau,
kurwa przestań. Jeszcze trochę. Mimo, że głos w mojej głowie był bardzo
uciążliwy, więcej nie zbliżałam się do chłopaka. No, tak jakby. Siedziałam obok
niego, opowiadając denne żarty które po pijaku wydawały mi się naprawdę
śmieszne. Jednak, dawało się wyczuć delikatne napięcie, tym razem, nie
pochodzące ode mnie. Jacob siedział obok i z uśmiechem obserwował, jak się
wygłupiam. Nagle podniosłam album z zdjęciami.
- Dawno tego nie robiłam, czas
obejrzeć filmy nakręcone przez tatę! – Zawołałam, po czym włączyłam w
odtwarzaczu jedną z pierwszych płyt. Tata kręcił tylko chwilę, kiedy byłam z
Jacobem. Film który włączyłam, zaczął się od widoku moich rodziców.
-
Hej, nagrywam! Laurene, Jacob uśmiechnijcie się do kamery! – Mój tata podszedł
do nas, a ja natychmiast wtuliłam się w chłopaka, ten tylko zasalutował do
kamery, po czym zaczął mnie łaskotać.
-
Nie! Jacob! Nie łaskocz, proszę! – Krzyczałam przez śmiech. On jednak nie
słuchał. Wtedy obraz przekręcił się na bramę, gdzie widać było wiele ludzi z
naszej starej klasy. Przychodzili, przytulali, witali się. Oraz siadali, koło
rozpalonego już ogniska. Chwilę później, widać było, że nagrywanie dopiero
zostało włączone. Ja i kilka innych dziewczyn tańczyłyśmy koło ogniska, a obok
nas jeden z kolegów. Podeszłam do Jacoba, złapałam go za rękę i pociągnęłam do
tańczącego towarzystwa. Po chwili, kamera zbliżyła się na mnie i Jacoba.
Chłopak
objął mnie w talii, a ja objęłam go za szyję. Wszyscy się zatrzymali, po czym
wlepili w nas spojrzenia. Ja i Jacob się pocałowaliśmy, a wokół rozległy się
wesołe krzyki. Filmowa ja wybucha śmiechem. Jacob tylko schował twarz w moich
włosach. Nagle podbiegła do nas jakaś dziewczyna, po czym zaczęła krzyczeć,
teksty typu „Kiedy ślub” lub „Czy mogę być druhną?”
W tym momencie film się
skończył. Nie wzruszona tym, włączałam film po filmie. W pewnym momencie
jednak, zdałam sobie sprawę, że siedzę bardzo blisko Jacoba. Włączyłam ostatni
film, jednak nie pamiętam jak się skończył. Musiałam zasnąć.
***
- Że co? Przecież… - stałam na moście, tym co zawsze. Jacob stał naprzeciwko
mnie, z dłońmi schowanymi w kieszeni. – Okej. Rozumiem, życzę ci szczęścia w
życiu…
-
Nie, Lau poczekaj – Jacob chciał złapać mnie za rękę, ale wywinęłam się.
-
Nie, Jacob… nie – Poszłam w kierunku domu. Słyszałam jeszcze jego krzyki, wołał
mnie. Ale ja już byłam przy granicy wytrzymałości, cudem nie popłakałam się
stojąc przed nim. Dopiero teraz pierwsze łzy spłynęły mi po policzkach.
Wbiegłam do domu.
-
Lau? Kochanie? Coś się stało? – Mama spojrzała na mnie wychylając się z kuchni,
jednak szok malujący na jej twarzy kiedy mnie zobaczyła, sprawił, że łzy
zaczęły jeszcze szybciej płynąć. – Laurene!
Wbiegłam
do pokoju rzucając się na łóżko, łkając w poduszkę. Mama usiadła na brzegu łóżka,
głaszcząc mnie po głowie.
-
Kochanie, co się stało? Lau, możesz mi powiedzieć – Mama nie dawała za wygraną.
-
On mnie zostawił mamo. Zerwał ze mną! – Mój krzyk rozniósł się echem.
***
Szybko otworzyłam oczy.To był sen, tylko sen. Usiadłam, czując jak
lepię się od potu. Dopiero teraz zauważyłam, że leżę w swoim łóżku. Co? Jak się
tu znalazłam? Starałam sobie coś przypomnieć, ale widziałam tylko przebłyski.
Jacob. Zaprosiłam go, był tu. Zerwałam się z łóżka, po czym pognałam do salonu.
To co tam zobaczyłam, całkowicie mnie zaskoczyło. Podeszłam do kanapy, okazało
się, że spał tam Jacob. Telewizor pogrywał cicho, właśnie leciały wiadomości.
Spojrzałam na mężczyznę. Był taki spokojny. Uśmiechnęłam się, po czym poszłam
do kuchni aby zrobić sobie kawy i wtedy do mnie dotarło. Przypomniałam sobie,
jak podczas mojego upojenia alkoholowego całowałam się z Jacobem.
- Kurwa… - szepnęłam,
spoglądając na kanapę. Zrezygnowałam z kawy, po czym korzystając z tego, że
Jacob śpi poszłam pod prysznic. Kiedy byłam już wykąpana udałam się do swojego
pokoju.
Tam wybrałam sobie zwykłe
jeansowe spodenki oraz białą koszulkę z czarnym nadrukiem. Powoli założyłam
spodenki, byłam jeszcze trochę mokra, przez co spodenki powoli wsuwały się na
swoje miejsce. Potem założyłam koszulkę, a kiedy odwróciłam się aby wyjść, z
przerażeniem stwierdziłam, że w drzwiach stoi Jacob. Na moją twarz wpłynął
rumienieć.
- Ekhm… długo już tu stoisz? –
Zapytałam, a mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, stojąc nieruchomo. Podeszłam
do niego, i spiorunowałam go wzrokiem – Jacob ja… przepraszam za to co robiłam…
Byłam pijana, na trzeźwo nigdy bym…
- Puść go Jacob, to do niczego
nie prowadzi. – Jacob spojrzał na mnie z szokiem na twarzy, podeszłam do niego –
Puść go.
Zanim do Jacoba zdążyło dotrzeć
co mówię, do gabinetu weszło dwóch policjantów, jeden z nich spojrzał na
Jacoba, położyłam mu rękę na ramieniu, unikając wzroku obecnych w środku. Do
gabinetu wszedł też Sean, oraz Nora. Dziewczyna podeszła do mnie i poklepała
mnie po ramieniu uśmiechając się delikatnie.
Jacob go puścił. Olivier niemal
natychmiast zaczął wyrywać się do ucieczki, ale widać było, że policja zna jego
sztuczki. Skuli go, po czym postawili w pokoju.
- O co chodzi panowie? To ja
powinienem was zawiadomić! Ten mężczyzna, wtargnął do mojego gabinetu i mi
groził! – Olivier tłumaczył się, starając przekonać policjantów.
- Daj już spokój, dobrze wiemy
jak to było. Ten mężczyzna, przyszedł tu porozmawiać o znęcaniu się nad
pracownicami, kiedy jedna z twoich dziewczyn nie chciała mu powiedzieć,
przyszedł tutaj. A kobieta zadzwoniła po nas, abyśmy nie dopuścili do
nieszczęścia. Dobrze wiemy co zrobiłeś Olivier, że zabiłeś Veronickę Harris, i
zakopałeś w parku. Wiem, że zmuszałeś kobiety do spania z mężczyznami za
pieniądze. A ta kobieta – Tutaj funkcjonariusz wskazał na mnie – Oraz inne to
tylko potwierdziły. Nie wywiniesz się tak łatwo. Zabierz go stąd, nie mogę na
niego patrzeć.
Funkcjonariusz przejechał dłonią
po twarzy, po czym spojrzał na mnie. Dotknął mojego ramienia, machinalnie drgnęłam.
- Ten mężczyzna nie skrzywdzi
już ani pani, ani innych. Dopilnuję, aby nie wyszedł z więzienia przed długie
lata. Gdyby potrzebowała pani pomocy….
- Nie. – Przerwałam mu szybko,
na co policjant zię skrzywił – Znaczy, dziękuję za propozycję, ale nie
skorzystam. Dam sobie radę. Teraz chciałabym wrócić tylko do domu. To wszystko.
– Policjant nic nie powiedział, jednak zbliżył się do Jacoba, starał mówić się
tak, żebym nie słyszała.
- Niech się pan nią opiekuje. To
wielka trauma dla każdej kobiety.
Po czym wyszedł, zabierając Norę
ze sobą. Miałam dość. Tego było za dużo, nie wytrzymałam a po moich policzkach
popłynęły łzy. Jacob bez słowa objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego.
Nie mogłam się uspokoić przez dłuższą chwilę, ale kiedy już byłam gotowa wyjść,
wyszłam z nim ramię w ramię. Sean tylko patrzył z odległości, nie podszedł do
mnie. Dziękuję Sean. Milczałam kiedy
szłam w kierunku swojego motoru, zdałam sobie też sprawę, że dalej byłam obejmowana
przez Jacoba, więc uśmiechnęłam się i odsunęłam się od niego. Stanęliśmy koło
jego samochodu.
- Dziękuję. Za wszystko –
Uśmiechnęłam się, jednak szybko posmutniałam – Muszę znaleźć sobie jakieś
zajęcie, przynajmniej dopóki to wszystko nie ucichnie. – Kiedy zobaczyłam minę
Jacoba, odwróciłam wzrok – Spokojnie, nie wrócę już do tego zajęcia. Chcę
zapomnieć o tym wszystkim. Trudno będzie mi znów się przestawić.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
Myślałem, że mi ufasz – Zapytał, podchodząc bliżej i odgarniając moje włosy za
ucho. Drgnęłam, kiedy położył dłoń na moim policzku.
- Ufam. Ale bałam się. Olivier
by mnie zabił rozumiesz? Już nie raz mi groził, a ja cały czas mu się
sprzeciwiałam. A jeśli chodziło o te pieniądze… To było wtedy, kiedy upiłeś się
u nas w barze. To za to – dotknęłam delikatnie swojej twarzy. Staliśmy tam
chwilę, kiedy w pewnym momencie spojrzałam mu w oczy i coś we mnie drgnęło.
Zrobiłam pół kroku do przodu, jednocześnie kładąc Jacobowi dłonie na piersi,
ale również łącząc nasze usta w pocałunku. Po chwili, odsunęłam się od niego z
uśmiechem – Jeszcze raz, dziękuję. Pozdrów swoją dziewczynę. Prawdziwa z niej szczęściara.
W tamtym momencie, podeszłam do
swojej maszyny, która stała tuż obok samochodu, założyłam kask, po czym
odpalając mocno motor, ruszyłam z piskiem. Brawo
Lau, krok do przodu. Eh, zamknij się wreszcie.
Kiedy wróć łam do domu,
zadzwoniła do mnie Cath, pytając jak u mnie. Uśmiechnęłam się. Udawałam, że
jest okej. Opowiadała mi o tym, gdzie była z Leonem. A potem, że już za dwa dni
się zobaczymy. Pogadałam z nią chwilę, po czym odłożyłam telefon. Kiedy już miałam
kłaść się spać, dostałam esemesa.
AJacob: Dobranoc. Jesteś pewna, że wszystko w porządku?
AJa: Dobranoc, Jacob. Tak, jest okej. Choć, dziwnie się czuję po tym
wszystkim w pustym mieszkaniu, muszę przyznać, że to trochę straszne.
AJacob: Musi być Lau. Uważaj na siebie.
Uśmiechnęłam się, czytając
ostatnią wiadomość. Jacob był słodki tak się o mnie martwiąc. Położyłam się na
łóżku, wtulając w poduszkę. Jednak, mimo zmęczenia nie dałam rady zasnąć. Była
dopiero północ, a ja, twierdząc, że i tak nie zasnę wstałam po czym wzięłam z lodówki
coś do picia. Oczywiście, nie mogło zabraknąć procentów. Stwierdziłam, że skoro
tak, raz się żyje.
Po jakichś dwóch godzinach, może
trochę więcej, zaczęłam wariować. Dzwoniłam do ludzi, oraz pisałam esemesy
pozbawione sensu. Nie mogło zabraknąć też Jacoba, jednak stwierdziłam, że
fajnie będzie zadzwonić.
- Haaaalo! – Zaśmiałam się do
telefonu, kiedy mężczyzna odebrał.
- Laurene? Co jest? – Zapytał,
widocznie zdezorientowany – Czemu nie śpisz?
- Aaaa, stwierdziłam, że fajnie
będzie się napić. Piję już chyba od dwóch godzin! I, tak jakoś samotna się
poczułam. Muszę zapomnieć o tym, co działo się w klubie… - Znów się cicho
zaśmiałam – A może, chciałbyś wpaść co? Dotrzymałbyś mi towarzystwa? Nie daj
się prosić, Jacob, nie pamiętasz jak to było w gimnazjum! Nasze imprezy
całonocne, to jak pływaliśmy w basenie o trzeciej w nocy?
- Lau, powinnaś iść spać – Jacob
był widocznie trochę rozbawiony.
- A co, jeśli ja nie chcę spać? –
Zapytałam, popijając kolejną porcję alkoholu.
- A co chcesz robić? – Słyszałam
to wyraźnie, naigrywał się ze mnie! Zamilkłam – Halo? Lau? Co jest, czemu się
nie odzywasz?
- Nie śmiej się, jak
przyjedziesz możesz zobaczyć co chcę robić – Zupełnie nie panowałam nad swoim
językiem, ani mózgiem. A tym bardziej ciałem. Zaśmiałam się – Paaaa