Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Igor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Igor. Pokaż wszystkie posty

2 sty 2019

Czystka

Po raz drugi mam zaszczyt przywitać Was w poście tego typu — w czystce! W oczach większości czystka jest dość nieprzyjemnym wydarzeniem, albowiem trzeba w końcu przebudzić się ze snu i napisać coś, cokolwiek. Inni uznają to za bardzo przyjemną procedurę, albowiem dzięki niej na blogu robi się automatycznie "czyściej", ponieważ nieaktywni opuścili nasze mury. Choć powinnyśmy zorganizować to miesiąc temu, w listopadzie, przełożyłyśmy termin na dziś.

LEGENDA:
Postacie które napisały opowiadanie w dniach 15.11-31.12 zostają na blogu.
Postacie, które napisały opowiadanie w dniach 14.10-14.11 dostają upomnienie.
Postacie, które nie napisały opowiadania od 13.10 zostają wyrzucone.
Aaron Brown
Adam Lancaster
Antoni Adam Watson
Bellami Jon Salvadore
Billy Joe Moliere
Caleb Manson
Cameron Monaghan
Carlo Rossi
Castiel Aaron Hunter
Charles Lawrence Winchester
Cole Stewart
Colin Richardson
Daniel Parker
Damien Boris Heatcliff
Ebenezer Cardigan
Ed Sheeran
Elias Jefferson
Eugene Lowe
Evan Thompson
Felix Wilson
Franciszek Żukowski
Hangagog Jack Black
Igor Priskiewitz
Jacob Grant
Julien Callière
Kayn Fortebracci
Logan Blake
Matt Jeffrey Bower
Nivan Oakley
Noah Brown
Oli Krafftag
Parker Walker
Rafael Blackfrey
Stephan Wood
Theo Andrews
Thomas Sangster
Tyler Owen
Vincent Marcel Edwards
Adaline Sky Bladell
Althea Santos
Amy Jones
Anastasia Warner
Anastazja Fenchenko
Angelica Schuyler
Antonella Humphries
Ashley Micheaelle Tisdale
Aylin McKagan
Bridget Janet Hemmings
Catniss Pierce
Charlie Graham
Chloe O'Neill
Dearden Beatrice Yates
Dianthe Monroe
Eleanore Vivienne Jensen
Evangeline Lavelle
Florence Charlotte Evans
Gemma Katia Mercer
Hailee Carter
Harper Dallas
Harper Nelle Beckett
Ida Maye
Inka Faye Tobin
Isabelle Grace Miller
J.C Alexander
Jacquline Brown
Katfrin Victoria Salvadore
Kehlani Parrish
Koyori Leokadia Okami
Laurene Danielle Odiney
Louise Watson
Lucia Santos
Odette Scarlet Blackwell
Pelagonija Eternum
Raven Marshall
Rose Crawback
Sanae Kamitsuruyoshi
Tatum Farewell
Tim Ly Nguyen
Tove Larsen
Valerie Brown
 Wanda Anastazja Przewalska

Przypominamy, iż osoby, które zebrały dzisiaj drugie upomnienie powinny pilnować się następnym razem — uzyskanie trzeciego równa się z wyrzuceniem w tejże czystce.

SUMUJĄC:
- 16 postaci opuściło Avenley River.
- 4 uzyskały upomnienie.

16 sie 2018

Od Igora CD. Kendall

Naprawdę męczyły mnie wyrzuty sumienia, za to, co spotkało Kendall. Czułem się zobowiązany, by jej to jakoś wynagrodzić, chociażby nawet w małym stopniu, dlatego już z samego rana stałem pod salą szpitalną, a potem nadskakiwałem dziewczynie, jak głupiutki piesek. Zmęczenie po nocy, podczas której nie przespałem nawet minuty, było cholernie uciążliwe, ale chciałem jeszcze porozmawiać z blondynką, bo kupując jej reklamówkę słodyczy w jakiejś Żabce, uświadomiłem sobie, że nawet jej za wszystko nie przeprosiłem.
- Wow - wydusiła z siebie tylko, gdy spojrzała na stos ciastek, czekolad, cukierków i żelków, które wyrzuciłem gwałtownie na stolik, aż posypały się na ziemię. Podniosłem paczkę sezamków i odłożyłem je obok reszty słodkości.
- Sezamki, naprawdę? - spytała zdziwiona.
- A co? - zdziwiłem się jeszcze bardziej, niż ona.
- Lubisz to? Serio? - pokręciła głową.
- Uwielbiam - przytaknąłem i na potwierdzenie moich słów, wziąłem sobie jednego. - Czemu krytykujesz moje starania? - zmarszczyłem brwi i rozsiadłem się wygodniej na metalowym stołku. 
- Nie krytykuję - westchnęła i wbiła spojrzenie w sufit. - Nie musiałeś, dzięki.
Popatrzyłem na nią przez chwilę z zastanowieniem, nie wyglądała za dobrze, ale o wiele lepiej, niż wtedy, gdy spała tym dziwnym, sztucznym snem. 
- Przepraszam - wydusiłem z siebie nagle, a ona posłała mi wymowne spojrzenie. - Nie chciałem, żeby coś takiego cię spotkało, mogłem pilnować tego piwa - zacząłem bawić się nerwowo palcami, nie lubiłem nigdy przyznawać się do swojej winy, ale tym razem była ona ewidentnie moja, i jakkolwiek bym nie chciał, nie mogłem się jej wyprzeć. 
- No cóż, nie mogę mieć do ciebie pretensji, mam już swoje lata, powinnam bardziej się pilnować, to był głupi wieczór - wsunęła palce w rozczochrane włosy i potarmosiła je w zastanowieniu. - Cieszę się, że mnie nie zostawiłeś samej sobie, kto wie, co by się mogło stać. 
- Ech, nie rozumiem tej sytuacji, ktoś musiał zrobić to celowo, ale po co? - potarłem się po brodzie, poczułem na palcach ostre ukłucia zarostu, którego nie miałem czasu się pozbyć z rana. - Byłaś cały czas ze mną, ktoś musiał nas obserwować, nie wiem, dziwne.
- Trudno, teraz i tak już nie dowiemy się prawdy - podsumowała. Milczeliśmy przez chwilę. - Dobrze chociaż, że ty nie postanowiłeś wykorzystać okazji, nic nie pamiętam, tylko przebłyski, jak staliśmy tam, przy jakichś metalowych bramkach. 
Poczułem się trochę dziwnie, słysząc jej słowa, dobrze, że nie postanowiłem wykorzystać okazji? Skrzywiłem się, mam swoje za uszami, jednakże do czegoś takiego nie posunąłbym się nigdy. 
- Coś nie tak? - spytała, gdy przez moment jej nie odpowiadałem.
- Nie, nic - mruknąłem i potarłem dłonią senne oczy. - Rozmawiałaś już ze swoimi znajomymi? - zmieniłem temat, bo nie chciałem, by zauważyła, że nieco mnie uraziła. 
- Tak... - odpowiedziała niepewnie i wygładziła brudnożółtą pościel. 
- I co? - uniosłem trochę brwi, bo jej ton głosu wskazywał na to, że chciała jeszcze coś dodać.
- Są wściekli, szukali mnie całą noc, a Urban chce ci chyba zrobić krzywdę - wpatrywała się w swoje paznokcie, gdy to mówiła. Zacząłem skubać zębami wewnętrzną stronę policzka i próbowałem przywołać w pamięci wygląd Urbana i zastanowiłem się, jakie zagrożenie dla mnie stanowi. - Opowiedziałam im w skrócie, co się stało, pewnie będą tutaj za chwilę.
Przypomniałem sobie moją wczorajszą obietnicę, daną znajomym Kendall i zaśmiałem się, no tak, prawie mi wyszło. To chyba jeden z powodów, przez które unikam wszelakich odpowiedzialności, po prostu gdy ja się mam czymś zająć, to kończy się to właśnie w ten sposób, w szpitalu w obcym mieście. Nie mogąc się powstrzymać, ziewnąłem głośno, na co dziewczyna zaproponowała, bym wrócił już do domu i trochę odpoczął.
- Nie ma opcji, muszę się jeszcze wytłumaczyć, no, ale z chęcią położę się obok ciebie - moja lewa brew drgnęła lekko, a ja uśmiechnąłem się kątem ust.
- Proszę nie kłaść się na łóżkach pacjentów. - Wtrąciła się stanowczo pielęgniarka, która siedziała w kącie i o której obecności nie miałem zielonego pojęcia. Kendall słysząc to, wybuchnęła głośnym śmiechem, a ja popatrzyłem na pigułę, która odwróciła się i pokazałem jej po cichu środkowego palca. Kendall trzepnęła mnie lekko w rękę, humor nieco jej się poprawił.
Jako, że zostałem skarcony za pomysł z drzemką w łóżku, wyszedłem z sali, by kupić sobie w automacie kawę, zamówiłem sobie zwykłą, czarną i oparłem czołem, o urządzenie, czekając aż plastikowy kubeczek wypełni się płynem. Jednak, gdy go podniosłem, ktoś znienacka szarpnął mnie za ramię i popchnął na ścianę. Kawa upadła na ziemię i rozlała się po szarawym linoleum korytarza, a mnie powitał solidnie wkurwiony Urban.
- Będę jej pilnował, kutasie, co? - spytał ze złością chłopak.
- Urban, przestań! - Mallory, chwyciła go za rękę i bezskutecznie spróbowała pociągnąć od tyłu.
- Uspokój się, kurwa - warknąłem i spuściłem ręce wzdłuż ciała, gdy brunet trzymał mnie z przodu koszulkę.
- Jestem zajebiście spokojny, jakbyś nie zauważył - syknął i szarpnął mnie jeszcze raz.
- Będziesz, kurwa, robił scenę na środku korytarza? Zaraz cię stąd wypierdolą na zbity pysk i tyle - ostrzegłem go, choć ręce coraz bardziej mnie świerzbiły, by mu przyjebać. Urban zacisnął mocniej zęby, po czym ze złością mnie puścił i wcisnął mocno pięści w kieszenie.
- To jest sala Kelly? - spytała Mallory i posłała mi przepraszające spojrzenie. Skinąłem w odpowiedzi krótko głową.
- Jakby co, to idę zapalić, wrócę za jakiś czas - mruknąłem i odszedłem od dwójki, kierując się w stronę wyjścia ze szpitala.

Kendall?

14 sie 2018

Od Igora do Kendall

Koncerty na festiwalach hip-hopowych znacznie różnią się od klubowych, jednak nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię. Na większych spędach tego typu, pojawia się o wiele więcej słuchaczy, jednak nie są oni tak bardzo zaangażowani w zabawę, jak ci, którzy przyszli konkretnie pobawić się do mojej muzyki, jak dla mnie to duży minus. Jednak są i pozytywy takich imprez, a mam tu na myśli atmosferę, jaka panuje na terenie festiwalu. Można tu porozmawiać na luzie z każdym, z fanami, innymi znanymi raperami, nawet takimi, których słuchałem jak jeszcze byłem małym gówniarzem z podstawówki. 
Przyznam szczerze, mimo, że nie jestem jeszcze nawet na półmetku tego, o czym marzyłem od dzieciaka, to już jestem z siebie wybitnie dumny, że cholera, ktoś jednak mnie kojarzy, że ktoś jednak zna moje kawałki, że moi starzy idole z uśmiechem zbijają ze mną pionę na powitanie, a na usłyszenie fragmentu jakiegokolwiek utworu kiwają z uznaniem głową i życzą dalszego rozwoju oraz sukcesu. 
Tego dnia na polach Pembroke Park była idealna pogoda, ciepło, choć nie upalnie, lekki wietrzyk targał trawami i włosami, a słońce powoli chowało się już za horyzontem, niebo różowiło się, zapowiadając nadchodzącą noc. Moje pięć minut na mniejszej scenie właśnie się kończyło, choć uczestnicy dalej dobrze się bawili i nikt się nie rozchodził, wziąłem oddech, by dać radę wykrzyczeć wraz z publicznością ostatnie wersy pożegnalnego numeru. Chester pomógł mi trochę, a ja podniosłem wysoko, ponad głowę swoje ręce i zacząłem klaskać w rytm bitu, pierwsze rzędy postąpiły podobnie, a ja zaśmiałem się wesoło i skierowałem mikrofon w ich stronę. Chcąc otrzeć wierzchem dłoni nieco spocone czoło, przypadkiem strąciłem sobie z głowy moją wpierdolkę od Ralpha Laurena, jedną z moich ulubionych. Upadła na ziemię, a ja spojrzałem na publiczność. Bez namysłu podniosłem ją z ziemi i cisnąłem w tłum ludzi, a potem dokończyłem wraz z Chesterem refren. 
Po krótkich podziękowaniach część publiczności rozeszła się, część została na koncert innego rapera, a my, wraz z moją ekipą stanęliśmy na tyłach sceny, namyślając się co zrobić, ostatecznie skończyło się na tym, że ja po prostu spadam sobie coś zjeść i pokręcić się po terenie festiwalu, Chester i Max lecą na koncert Gemminiego, za którego muzyką ja średnio przepadałem, a pozostali na miasto. Pozbieraliśmy się i rozeszliśmy, umawiając przy samochodzie, około 3 w nocy, choć jak znam życie, i tak 3/4 towarzystwa nie dotrze tam na umówioną porę, jeśli w ogóle dotrze.
Włożyłem ręce w kieszenie i skierowałem się w stronę poustawianych jedna za drugą budek z fast-foodami, już teraz rozmyślając nad tym, co obrzydliwego, smażonego na starym tłuszczu sobie zjem, najpierw przyszła mi na myśl zwyczajna ziemniaczana skrętka na patyku, ale zaraz potem dostrzegłem po prostu kebaba i moja miłość do tej wspaniałej, tureckiej potrawy ponownie wygrała. Zjadłem pseudoposiłek, który okazał się dość marnej jakości, no ale jak to mówią, głodna świnia wszystko zeżre, a potem pomyślałem, że może jednak zahaczę o czyjś koncert, jednak coś przykuło moją uwagę, a raczej ktoś. 
Tym ktosiem była dziewczyna, siedząca przy stoliku pod dużymi parasolami i popijająca przez słomkę piwo w plastikowym kubeczku. Jej towarzystwem była inna kobitka, w najwyraźniej w podobnym wieku, brunetka, a oprócz niej jeszcze jakiś chłopak. Jednak nie oni zwrócili moją uwagę, a nawet nie ta konkretna laska, tylko rzecz, którą miała założoną na swoją dość jasną czuprynę. Zaśmiałem się pod nosem i ominąłem kilka stołów, by jakoś dostać się bliżej nich.
- Fajna czapka - zagaiłem rozmowę, gdy stanąłem tuż obok, nieznajomi spojrzeli na mnie zaskoczeni, a nowa właścicielka wpierdolki uśmiechnęła się po chwili szeroko, odsłaniając rząd jasnych jak śnieg zębów. Cholera, solidne 11/10 - pomyślałem.
- Dzięki, to do zwrotu? - spytała niepewnie blondyneczka, miała naprawdę miły głos, czego się nie spodziewałem. Rozmawiałem już ze sporą ilością dziewcząt na tym festiwalu, no cóż, niestety duża część z nich miała ton pospolitych karyn, których umysły raczej nie są przyzwyczajone do wielkiego wysiłku. 
- Oczywiście, to moja ulubiona - wydąłem wargi jak mały chłopiec, któremu zabrano zabawkę. Dziewczyna zachichotała i już miała zamiar ją zdjąć, jednak zatrzymałem ją ruchem dłoni.
- Żartowałem, zostaw ją sobie - puściłem do niej oczko. - Priskit jestem, choć pewnie to wiesz, mam nadzieję, że wy także - uśmiechnąłem się do pozostałych. - Mogę się dosiąść? - spytałem uprzejmie.
- Jasne, siadaj, jestem Kendall, a to Mallory i Urban - podałem im wszystkim po kolei rękę (oczywiście, Kendall jako pierwszej) i zająłem miejsce obok brunetki, zaraz na przeciwko tej ślicznotki. 
- Jak się wam podoba festiwal? - spytałem zaciekawiony i podparłem brodę ręką, mimowolnie ciągle zerkając na blondynkę, której w mojej czapce było niesamowicie do twarzy. Grupka była tutaj od wczoraj, mieli wykupiony karnet na całe trzy dni imprezy, właściwie to tylko Kendall i Urban bardziej interesowali się rapem, ale Mallory pojechała dla towarzystwa i dla dobrej zabawy, właściwie, to Mall nieco mnie irytowała, wtrącając co chwilę złośliwe uwagi w kierunku Urbana i Kendall, poza tym ciągle prosiła blondynkę o wyjście do toalety, zupełnie ignorując fakt, że dziewczyna była naprawdę zainteresowana rozmową ze mną. Rozmawialiśmy w czwórkę dość długo, opowiedzieli mi o głupiej sytuacji, związanej z pijanym ochroniarzem, o tym jak, Kelly, bo tak się do niej zwracali, zatrzasnęła się w ubikacji pociągu i konduktorzy ją uwalniali, dowiedziałem się również, że obydwie dziewczyny są z Avenley River, jednak o dziewiątej wieczór Urban zwrócił uwagę na to, że zaraz zacznie się koncert, na którym bardzo mu zależało. Kendall niechętnie podniosła się z ławki, gotowa pożegnać się i pójść ze swoimi towarzyszami na koncert, jednak posłałem jej spojrzenie tak zbitego szczeniaka, że trochę się zawahała.
- E... Bo wiecie, ja tak nie do końca znam piosenki Rettiego, więc pewnie nie będę się najlepiej bawiła... - zaczęła niepewnie i wsunęła nerwowo palce we włosy. Chłopak i brunetka spojrzeli na nią podejrzliwie, a ja postanowiłem natychmiast włączyć się w rozmowę.
- Ja wam jej przypilnuję, obiecuję - uśmiechnąłem się szeroko - zaraz jak się skończy koncert, to ją odstawię całą i zdrową w wasze ręce. Nie ma co zmuszać jej do niepotrzebnego koncertu, no nie?
- W porządku, tylko Kendall, odbieraj jak będziemy dzwonić, a teraz lecimy, bo się nie wbijemy, pa! - zadecydował energicznie Urban, złapał Mallory za nadgarstek i pociągnął ją w kierunku dużej sceny, a ja odtańczyłem w głowie taniec zwycięstwa.
- Wow, nie wierzę, że tak po prostu mnie porzucili - odezwała się zaskoczona blondynka. 
- Najwyraźniej wzbudziłem ich zaufanie - uśmiechnąłem się. - Dasz się zaprosić na jeszcze jedno piwko? - spytałem.
- Skoro już proponujesz, to z miłą chęcią. 
Udaliśmy się w stronę baru, a po chwili, wracając ze złocistymi trunkami w dłoniach, powróciliśmy na zajmowane przez nas miejsce. Usiedliśmy naprzeciwko, teraz już na spokojnie i sączyliśmy bez pośpiechu alkohol. 
- Właściwie, to dlaczego włóczyłeś się bez swojego składu? - zapytała zaciekawiona - myślałam, że z Chesterem jesteście nierozłączni.
- A co my, pedały? - oburzyłem się na żarty, okazało się, że Kendall znała mnie już od dość dawna, a moje pierwsze kawałki słyszała już dość dawno, gdy jeszcze siedziałem w głębokim podziemiu, nie powiem, że mi nie schlebiała. Rozmowa kleiła się coraz bardziej, pierwszy kubeczek po piwie, został zastąpiony już drugim, a później kolejnym, a ja coraz bardziej nie mogłem pohamować narastającego pożądania, które wywołała we mnie blondynka. Alkohol już przyjemnie krążył wraz z krwią w moich żyłach, z dziewczyną było najwyraźniej podobnie, bo z każdą chwilą coraz odważniej zerkała mi w oczy, coraz częściej poprawiała włosy i coraz częściej wybuchała śmiechem podczas rozmowy. A gdy oznajmiła mi, że Bahama w prążki, czyli jeden z najbardziej bliskich mi, moich utworów, jest jej ulubionym, to już w ogóle miałem ochotę ją wypieprzyć, ale z tą różnicą, że zaraz po tym mocno do sobie przytulić i pocałować w czoło. 
- Poczekaj, zaraz wrócę, idę siku - zachichotała i wstała, nieco chwiejnym krokiem skierowała się w stronę polnych toalet, stojących w szeregu jakieś trzydzieści metrów dalej. Odprowadziłem ją wzrokiem, mierząc od stóp do głowy, długie do nieba nogi, odziane w jasnobrązowe spodnie, które genialnie podkreślały... Ua, ależ siedziawa. A zaraz nad nią, talia i fragment odkrytego brzucha, z obcisłą, białą bluzeczką, która miała sznurowane wiązanie na piersiach (tam też pozwoliłem sobie potajemnie zerknąć, i muszę przyznać, że było warto, nawet bardzo). Kendall zniknęła mi z oczu, a mnie nagle zaczepili jacyś uczestnicy festiwalu, którzy mnie kojarzyli, zrobiłem sobie z nimi parę zdjęć i czekałem, aż dziewczyna wróci. Kelly wróciła, weselsza i jeszcze ładniejsza, niż wcześniej. Wyciągnąłem ku niej ramiona, a ona z chęcią w nie wpadła i okręciliśmy się dookoła.
- Chodźmy potańczyć, tam niedaleko jest jakiś didżej, który puszcza jakieś remiksy, do których można się pobawić - zaproponowała dziewczyna. Zgodziłem się chętnie na jej pomysł, bo akurat wszedłem w ten stan, kiedy nie byłem jeszcze napierdolony, ale było mi bardzo przyjemnie. Dopiliśmy szybko nasze ostatnie browary, a potem Kendall, pociągnęła mnie za dłoń na parkiet, czyli jakąś płytę, trzydzieści metrów szerokości na trzydzieści, gdzie kręcili się ludzie, już bardziej pijani, którzy także czuli w sobie ducha tańca. Najpierw zatańczyliśmy dwa szybkie, energiczne tańce, podczas których nieco się zdyszałem, zrobiliśmy sobie krótką przerwę na oddech, ja zapaliłem sobie papierosa, a Kendall chciała, by przestało kręcić się jej w głowie. Zaraz potem puścili spokojnego blenda, postanowiłem skorzystać z tej okazji, i wyciągnąłem ku dziewczynie dłoń, przyjęła ją i powolnym krokiem ruszyliśmy bliżej nagłośnienia. Dziewczyna, która była nawiasem mówiąc, dość wysoka, zarzuciła mi ręce na szyję i przytuliła się do mnie mocno, a ja objąłem ją w talii. Oparłem brodę na jej ramieniu i zacząłem kołysać w rytm piosenki. Okręciliśmy się parę razy, a dziewczyna jakoś coraz bardziej słabła w moim uścisku.
- Wszystko w porządku? - szepnąłem jej do ucha i przy okazji musnąłem jej policzek wargami. 
- Nie wiem, Priskit... Dziwnie się... Czuję - wyszeptała i niespodziewanie straciła nad sobą panowanie, jej nogi się ugięły, a ja ledwo dałem radę ją utrzymać.
- Kendall, co jest?! Halo, nie wygłupiaj się!!! - podniosłem zaskoczony głos i oderwałem się od niej, dziewczyna oczy miała zamknięte, a usta lekko rozchylone. Co jest?! Przecież nie była aż tak pijana, zasłabła, czy o co chodzi? Zaniepokojony potrząsnąłem nią lekko, co nie dało żadnego efektu, po prostu straciła przytomność. Obejrzałem się gwałtownie, szukając pomocy. - HEJ! - wrzasnąłem. - NIECH KTOŚ ZAWOŁA LEKARZA!
Parę osób znieruchomiało, patrząc niezrozumiale, na sytuację, która właśnie miała miejsce, aż w końcu ktoś wezwał tą pierdoloną pomoc medyczną, położyłem ostrożnie dziewczynę na betonie, oddychała, ale słabo. Po dłuższej chwili pojawili się jacyś ratownicy, którzy (najpierw mnie odsunąwszy) zaczęli badać na szybko dziewczynę, a zaraz potem zapakowali ją na nosze i pognali gdzieś do punktu medycznego (ja, w panice, za nimi). Cholera jasna, o co chodziło? 
Sytuacja nie pozwalała mi się zrozumieć, tym bardziej, że nie byłem trzeźwy, sterczałem jak słup, i czekałem, aż ktoś cokolwiek mi powie, niestety, każdy traktował mnie jak ducha, wszyscy uwijali się, aż w końcu usłyszałem, że wzywają karetkę. Zaczepiłem jakąś lekarkę, z nadzieją, że wytłumaczy mi co się stało.
- Przepraszam, ale co jej jest? - spytałem, łapiąc kobietę za ramię. 
- Nie jesteśmy pewni, ale najwyraźniej działanie pigułki gwałtu, ma podobne objawy, badania w szpitalu wykażą więcej, może mi pan powiedzieć swoje imię i nazwisko? - powiedziała, wyciągając jakąś teczkę i notując.
- Igor Priskiewitz - odparłem, patrząc zaniepokojony na bladą dziewczynę, teraz okrytą jakimś cienkim kocem.
- Kim pan jest dla poszkodowanej?
- Ja? - popatrzyłem na nią zaskoczony. - Eee... No ten, znajomym. 
- Ma pan jakiś kontakt z rodziną dziewczyny?
Zaprzeczyłem ruchem głowy, ratownicy właśnie pakowali dziewczynę do ambulansu.
- Mogę jechać z nią? - zapytałem. Kurwa, co? Jaka pigułka gwałtu? Przecież... Kurwa, co jest? Nic nie rozumiałem, byłem w szoku. 
- Niestety, w karetce nie - odpowiedziała kobieta, poprosiła jeszcze o jakiś numer kontaktowy i odeszła. - Ale odwożą ją do najbliższego szpitala wojewódzkiego, to jakieś osiem kilometrów stąd. 
Wydzwoniłem Chestera, który z wielką niechęcią, już po pięciu minutach wiózł mnie w stronę szpitala i gderał mi niezrozumiale, że kolejny raz nie może się spokojnie najebać po imprezie, wkurwiony, podgłośniłem audio na cały samochód, by nie słuchać jego pierdolenia, aż w końcu nie wytrzymałem i kazałem mu zamknąć mordę. Chłopak obraził się, a ja ściszyłem muzykę i wyjaśniłem mu, co się stało. 
- Stary, nie lepiej, żebyśmy się stąd zwinęli od razu? Jeśli faktycznie ktoś jej dosypał prochy na gwałt, to pierwsze podejrzenia pójdą na ciebie, bo z tobą była przez cały czas, tym bardziej, że poświadczą o tym jej znajomi - westchnął i zmienił bieg.
- Podałem już lekarce z festiwalu moje dane, jak stąd spierdolimy, to będzie już jasne, że to ja, debilu - potarłem twarz dłonią. - Kurwa, czy mi naprawdę nie jest dane w spokoju zaruchać? 
Chester zaśmiał się głupio i poklepał mnie po ramieniu.
- Za bardzo jesteś ściśnieniowany, to temu ci nie wychodzi, idź sobie na dziwki, czy coś.
- Fuj - odparłem i wyciągnąłem mój telefon, by jakoś uspokoić nerwy. Czekała na mnie wiadomość od Anastasii, która była łaskawa odpowiedzieć mi na sms'a po dwóch dniach. Ze złością olałem ją i wcisnąłem smartfon z powrotem do kieszeni, skuliłem się obrażony na cały świat na fotelu. - Mogę zapalić? - spytałem Chestera. Popatrzył na mnie wrogo, bo nienawidził, gdy ktoś kopcił w jego samochodzie. 
- Wyjątkowo - zaznaczył, a ja uchyliłem szybę i odpaliłem sobie papieros. 
W końcu byliśmy na miejscu, znalezienie wejścia do szpitala też nam trochę zajęło, a SOR'u już w ogóle, siedziałem zmięty na krzesełku w poczekalni, obok jakiegoś chłopca, z ręką, którą miał przekrzywioną w zupełnie innym kierunku, niż powinna być, a Chester gdzieś telefonował. W końcu jakiś pan doktor wyszedł z pogotowia, a ja spytałem, co z Kendall. Oczywiście mi nie powiedział, jednak po chwili jakaś sympatyczna pielęgniarka poinformowała mnie, że czekają na razie na wyniki morfologii, toksykologii, a także, że zabierają ją póki co na płukanie żołądka. 
Upływały godziny, w końcu pojawili się jacyś sztywni policjanci, którzy wypytali mnie, co się właściwie stało, był środek nocy, zdążyłem wytrzeźwieć siedząc i kurwując pod nosem, na wszystko, co było wokół mnie. 
Dziewczynę przeniesiono na obserwację, póki co czekali, aż po prostu wybudzi się ze śpiączki, spowodowanej faktycznie dużą dawką pigułki gwałtu. Również czekałem, właściwie to nie wiem dlaczego, Chestera odesłałem dawno do domu, bo nie było potrzeby, by razem tu ze mną siedział. Zerknąłem przez szybę, na uśpioną dziewczynę, której funkcje życiowe monitorował ekran, a do jej ręki przytknięta była kroplówka. Zacząłem czytać ulotkę o szczepieniach na pneumokoki, cokolwiek to jest, ale nie mogłem się na niej ani trochę skupić. Do sali, w której leżała Kendall, weszła pielęgniarka, trochę starsza i wyraźnie zmęczona.
- Przepraszam, mógłbym wejść do środka? - poprosiłem ją uprzejmie.
- Do tej dziewczyny? - zmarszczyła cienkie brwi. - A idź, kotek, tylko po cichu, żebyś nie pobudził pacjentów obok - westchnęła. Przysiadłem na niewygodnym stołku, który stał zaraz obok szpitalnego łóżka. Przyjrzałem się Kendall, oświetlona tylko słabym światłem lampki, wyglądała naprawdę blado, próbowałem dociec w myślach, kiedy to mogło się stać, aż w końcu zrozumiałem, ktoś musiał jej podrzucić coś, gdy była w ubikacji, a ja gadałem z fanami. Wyciągnąłem dłoń i pogładziłem ją po smukłej dłoni, ułożonej na pościeli, dziewczyna oddychała głęboko, pogrążona w mocnym śnie. 

KENDALL?

7 sie 2018

Od Igora CD. Anastasii

- Mam tego świadomość, to dla mnie ważne umieć zachować się w odpowiedni sposób, w odpowiedniej sytuacji.
- To nie było odpowiednie zachowanie, a sytuacja tym bardziej - powiedziała z wyrzutem, wpatrując się gdzieś w czubki swoich butów i unikając spojrzeń ludzi wokół. Uśmiechnąłem się dumnie i wyprostowałem jeszcze bardziej.
- A dasz się wziąć za rękę, skoro tak? - spytałem i wyciągnąłem ku niej dłoń.
- Absolutnie, kategorycznie, definitywnie nie - podkreśliła.
- Okej, spoko - odparłem niewzruszony i wsadziłem łapy do kieszeni moich jeszcze nieco mokrych spodni.
- Boże, czemuś mnie tak pokarał - Anastasia jęknęła cierpiętniczo w nieokreślonym kierunku.
- To nie Bóg cię pokarał, tylko karma.
- Niby za co? Co ja komu złego zrobiłam na tym świecie?
- Zepsułaś mi telefon, wrzucając mnie do fontanny, teraz musisz zapłacić, albo inaczej, odpokutować swoje winy.

Wyszliśmy z galerii handlowej i deptakiem skierowaliśmy się ku tej bardziej turystycznej części rzeki, troszkę nam to zajęło, ale słoneczko i ciepły wiatr bardzo nam (a konkretniej mnie, bo Anastasia wyglądała jakby chciała umrzeć) umilał spacer. Delektowałem się wolnym dniem, ze świadomością, że od jutra znów zaczyna się gonitwa po miejscowościach na drugim końcu kraju, co prawda byłem trochę zmęczony, bo wczoraj wróciłem na mieszkanie nad ranem, a dziś wstałem dość wcześnie, jednak nie odbierało mi to dobrego humoru.
Zbliżaliśmy się coraz bardziej do docelowego miejsca, jakim była Avenley, nie tylko my wykorzystaliśmy piękny dzień na odwiedzenie tego miejsca, wokół nas znajdowało się sporo osób, głównie rodziny z dziećmi i nastolatkowie korzystający z wakacji. Usiedliśmy wygodnie na bulwarach, a Anastasia wystawiła buzię do słońca i przymknęła oczy. Oblizałem lekko dolną wargę, szukając sposobu na zaczepienie jej. Rozejrzałem się, a wtedy na betonowym schodzie dostrzegłem zagubione źdźbło trawy. Podniosłem je i po cichu zbliżyłem do twarzy dziewczyny, po czym... włożyłem jej je lekko do zadartego w górę nosa.
Zaskoczona Anastasia podskoczyła i kichnęła, po czym popatrzyła na mnie z niedowierzaniem. Usiadłem po turecku i popatrzyłem na nią niewinnie.
- Igor - powiedziała dobitnie. - Nie. Powinno. Wkładać. Się. Nic. Ludziom. Do. Nosa. Zwłaszcza. Gdy. Znacie. Się. Jeden. Dzień.
- Co? Dlaczego? - udałem zdziwionego.
- Może ty masz jakiś problem w relacjach międzyludzkich? Po prostu nie widzisz, gdzie są granice? Czy coś? - zastanowiła się, objęła kolana ramionami i położyła na nich podbródek.
- Jakbym przekraczał jakiekolwiek granice, to byś tu ze mną teraz nie siedziała - odpowiedziałem obojętnie. Anastasia nie jest pierwszą dziewczyną, którą znałem, doskonale wiedziałem, na co mogę sobie pozwolić i w którym momencie. Dziewczyna pokręciła głową i westchnęła.
- Okej, ale po prostu... Nie dotykaj wnętrza moich dziurek od nosa, okej?
Wolałbym dotykać wnętrza innych - pomyślałem, ale zachowałem to dla siebie.
- Niech ci będzie, możemy przejść do tego później.
- Chyba będę musiała się stąd wyprowadzić, żebyś dał mi spokój, co?
- Od dawna tu mieszkasz? - nie zadałem sobie trudu, na odpowiedź na jej pytanie.
Dziewczyna wyprostowała się i położyła na plecach na nagrzanym betonie, nogi spuściła luźno wzdłuż krawędzi schodu.
- Nie... Właściwie to wprowadziłam się tu parę dni temu, od razu poszłam do pracy, bo wcześniej się już za nią rozglądałam.
- No nie gadaj, że na ciebie trafiłem w pierwszy dzień - zaśmiałem się głośno. Anastasia przytaknęła. - Jak się czujesz z faktem, że jestem tu twoim pierwszym znajomym?

Anastasia? patrz, jednak jej nie wyruchał

14 lip 2018

Od Igora cd. Anastasii

- Ale brakuje mu czegoś, co mam ja - odparłem i przykucnąłem przy psisku. 
- Niby co masz na myśli?
Wsunąłem palce w miękkie futro husky'ego i podrapałem go po piersi. Przymknął oczy i z zadowoleniem sapał, wywalając przy tym swój język na zewnątrz.
- Nie może mówić, w przeciwieństwie do mnie.
- Jakby mówił, to z pewnością ciekawsze rzeczy i w dodatku nie byłby tak denerwujący - mruknęła.
- Bla, bla - przedrzeźniłem ją i sięgnąłem do obroży psa, dyndało przy niej luźne zapięcie od smyczy, przerwane i poszarpane. - Musiał się komuś zerwać - powiedziałem.
- Faktycznie. Ma adresówkę?
- Ma - podniosłem kawałek metalu i odczytałem imię psa. - Kaffi. Cóż za kreatywność - dodałem pogardliwie.
- Coś o właścicielu?
- Jest numer telefonu.
- Dziwne, zazwyczaj jest adres, albo imię i nazwisko właściciela.
- Zazwyczaj? Często tak ratujesz obce pieski? - zaczepiłem ją, ale nie odpowiedziała. Zamiast tego zadzwoniliśmy do, jak się okazało, właścicielki. Kaffi uciekł paręnaście minut temu i biedna dziewczyna szukała go spanikowana po całym parku. 
Umówiliśmy się z nią przy fontannie, Kaffi na szczęście był ufny i chętnie z nami poszedł. 
Usiadłem wygodnie na marmurze parkowej ozdoby, a Anastasia przykucnęła, by jeszcze pobawić się z psem. Nie mogłem się powstrzymać, zanurzyłem w wodzie dłoń i ochlapałem nią dziewczynę. Zaskoczona podskoczyła i pisnęła, całą koszulkę miała mokrą.
- Kur#a, Igor! - zawołała ze złością i popchnęła mnie znienacka. Zaskoczony jej ruchem, nie zdołałem złapać równowagi i wpadłem prosto do zimnej fontanny. 
Kaszląc i plując wodą wyskoczyłem z fontanny.
- Przegięłaś, moja droga - rzuciłem poważnie, i objąłem ją ramionami. Krzyknęła i nieskutecznie próbowała mi się wyrwać, podniosłem ją ze śmiechem i zbliżyłem się niebezpiecznie do krawędzi fontanny. Kaffi zaczął szczekać i obskakiwać nas dookoła.
- Nie, Igor, nawet nie próbuj - zaczęła panikować, gdy znalazła się zaraz nad taflą wody.
- Co się mówi? - spytałem, a ona złapała się mocniej mojej szyi.
- Odłóż mnie natychmiast!!! 
- Nie, to nie tak leciało, powtórz za mną... Prze... Pra...
- IGOR! - wrzasnęła, gdy jej tyłek dotknął cieczy.
- Szam - dokończyłem i cofnąłem się, wciąż nie uwalniając jej z objęć. Uśmiechnąłem się lekko i popatrzyłem jej w oczy, a wolną ręką odsunąłem jej z czoła wilgotny kosmyk włosów, dziewczyna rozchyliła na moment usta, ale zaraz potem zmarszczyła groźnie brwi.
- Okej, już? Położysz mnie na ziemi?
Tym razem spełniłem jej prośbę, a ona zdjęła z siebie przemoczoną bluzę, narzekając pod nosem.
Wtedy pojawiła się właścicielka Kaffiego, zdyszana i przejęta, z błyszczącymi oczami.
- Kaffi! - przypadła do pieska i podrapała go za uszami - nie wolno tak robić pani! - skarciła go, a potem wzrok przeniosła na nas.
- Bardzo dziękuję... - wydusiła z siebie.
- Cała przyjemność po mojej stronie - uśmiechnąłem się czarująco i puściłem jej oczko. Spuściła wzrok, a długie rzęsy przysłoniły jej błękitne oczy. Poprawiła bezwiednie brązowe włosy.
- Można się jakoś odwdzięczyć? - zapytała niepewnie.
- Nie trzeba - wtrąciła nagle chłodnym tonem Anastasia. 
- Och - dziewczyna zerknęła na nią z lękiem - w porządku, dziękuję wam bardzo jeszcze raz - gwizdnęła na Kaffiego i oddaliła się pospiesznie. Włożyłem ręce do kieszeni moich mokrych spodni i wyciągnąłem z nich telefon, ech. Cały zalany, stwierdziłem z niesmakiem.
- Może ja chciałem jakąś nagrodę, za pomoc w odnalezieniu psiaka? - zwróciłem się nagle do Anastasii, a ona popatrzyła na mnie zdziwiona.
- To znaczy? - spytała, a ja milczałem przez moment, bo wyjmowałem z urządzenia baterię.
- No nie wiem, chociaż głupi spacer nad rzekę... U ciebie na taki rarytas nie ma co liczyć - wzruszyłem ramionami. 

Anastasia? Xd

11 lip 2018

Od Igora cd. Anastasii


- Zdaję sobie z tego sprawę - uśmiechnąłem się. - Nic lepszego ode mnie cię dziś nie spotka.
- Nie jestem co do tego taka przekonana - westchnęła przeciągle i zaczęła przekładać klucze z jednej dłoni do drugiej. 
- Która godzina? - spytałem. Dziewczyna sięgnęła ręką po swój telefon.
- Pierwsza dwadzieścia osiem - odparła. Moje oczy powędrowały gdzieś w górę, gdy próbowałem podchmielonym umysłem obliczyć, ile to jest dwadzieścia cztery minus dwa.
- Masz jeszcze dwadzieścia dwie godziny, by się przekonać, że jednak miałem rację.
- Jaki ty jesteś zabójczo skromny - prychnęła. - Już samo wejście do mieszkania będzie parokrotnie przyjemniejsze od twojego towarzystwa.
- Gadaj sobie, gadaj - wyszczerzyłem się wesoło, ukazując jej rząd moich równych, ale może nie do końca białych zębów. Anastasia w odpowiedzi włożyła do uszu słuchawki, a muzykę włączyła na pełną głośność, tak, żebym słyszał melodię. Jednak, gdy tylko odwróciła na moment głowę w stronę szyby, to od razu pociągnąłem za kabelek. 
- Czy ty masz ze sobą jakiś problem, człowieku? - spytała, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Jestem trochę pijany - zastanowiłem się - ale moim głównym problemem jest to, że kurewsko nie lubię być ignorowany. 
- To może poszukaj sobie kogoś, kto jest zainteresowany twoją osobą? - podniosła głos. - Najlepiej, to żebyś już w ogóle dał mi spokój, bo to się robi psychiczne. 
- Nie wierzę, że ci nie schlebiam - odparłem.
- Jedyne, co robisz, to doprowadzasz mnie do szału i w dodatku trochę przerażasz - kierowca zatrzymał się na przystanku i spojrzał pytająco w naszą stronę. Pomachałem mu radośnie, a dziewczyna wstała i skierowała się w stronę wyjścia z autobusu. Oczywiście ruszyłem za nią, co prawda czułem, że naprawdę przeginam, ale w tej sytuacji, byłem trochę bez wyjścia, bo w środku miasta, sam, i nic nie miałem do roboty. Szliśmy przez moment w ciszy, a wtedy, pośród nocnej ciemności, dostrzegłem jaśniejący dar od bogów, niesamowitą, jedyną swoim rodzaju, budkę z kebabem, otwartą całodobowo.
- O Boże - wyrwało mi się - też jesteś taka cholernie głodna? - spytałem, patrząc na przybytek niesamowitości.
- Nie.
- To idziemy na kebsa, ja stawiam - postanowiłem i złapałem ją za nadgarstek. Anastasia wyrwała mi go i poszła w swoją stronę bez słowa. - Tak mi się odwdzięczasz, za oddanie portfela i odprowadzenie w środku nocy do domu? - zawołałem za nią. Zatrzymała się i zamyśliła na chwilę. - Okej, to twoje sumienie - dodałem. 
Nie mam pojęcia co nią ruszyło, ale odwróciła się i wróciła do mnie smętnym krokiem.
- No dobra, niech będzie, masz rację - westchnęła - możemy iść na tego kebaba. 
Objąłem ją radośnie ramieniem (które natychmiast strząsnęła) i podprowadziłem ku budce.
- Kebab w bułce z sosem mieszanym - zwróciłem się do Turka - a dla ciebie, skarbie?
- Nie mów do mnie skarbie, ale może być to samo - powiedziała niemrawym, zmęczonym tonem.
Czekając na nasze zamówienia, usiedliśmy przy metalowym stoliku obok budki. Anastasia podparła podbródek ręką i przymknęła oczy, a ja stukałem palcami o oparcie krzesła w rytm piosenki z radia umieszczonego w budce.
- Czy ty bierzesz? - odezwała się nagle. 
- Dlaczego? - zdziwiłem się. 
- Chodzisz jak nafurany od paru godzin, mnie to przeraża, że można mieć tyle energii o drugiej w nocy.
- A gadasz głupoty, teraz jest najlepsza pora na życie - Turas zawołał nas, po nasze kebaby. Podałem jednego Anastasii i zabraliśmy się do jedzenia, oczywiście nie szczędziłem pochwał fast foodowi, nie ma to jak kebsik po paru piwkach.
- Wiesz, jakie to jest niezdrowe? 
- Niezdrowe, to jest narzekanie na wszystko - odparłem, wycierając usta serwetką. - Daleko stąd mieszkasz?
- Nie, dwie minuty drogi, nie odprowadzaj mnie już. 
- I tak to zrobię, ale mam do ciebie jeszcze jedną prośbę -powiedziałem już nieco poważniej.
- Hm? - mruknęła i podniosła się. Zaczęliśmy podążać w stronę jednego z jej bloków.
- Dasz mi zadzwonić do kumpla? Wyładował mi się telefon - poprosiłem grzecznie. 
- Jasne, proszę - podała mi telefon, po chwili stanęliśmy pod jej klatką schodową, dziewczyna ponownie zaczęła szukać swoich kluczy, a ja wpisałem mój własny numer i zadzwoniłem. Mój smarfon odezwał się głośno, a ja odebrałem. 
- Co? - spytała, nie rozumiejąc sytuacji. 
- Dzięki za numer, złotko, pa, miło było! - uciekłem od niej, dosłownie uciekłem, bo to było już chyba za wiele, a nie chciałem oberwać. Na pożegnanie usłyszałem tylko jęk wściekłości i bezradności. 

Anastasia? XD


9 lip 2018

od Igora cd. Anastasii


Ostatnie dwie godziny spędziłem na sofie, obok Chestera i Lawrence, blondyneczki, z którą kumpel znał się już wcześniej, była miła, ale niezbyt bystra. Nie za bardzo ogarniała moje poczucie humoru, za każdym razem, gdy coś mówiłem, to tylko śmiała się głupiutko i przytulała mocniej do Chestera. W końcu odpuściłem sobie rozmowę z nimi i przyglądałem się pracującej barmance, sącząc spokojnie drugie piwo, uwijała się zgrabnie, choć nerwowo pomiędzy stolikami, co chwilę zamieniając z kimś parę słów. Powoli zaczynało mi się już nudzić, byłem skłonny zawinąć się nawet do domu i odespać ostatni tydzień, ale Chest namawiał mnie jeszcze, żebym trochę posiedział. 
Około pierwszej po północy zauważyłem, że Anastasia zniknęła, za to obok mnie pojawili się jacyś siedemnastolatkowie, właśnie zagadywali mnie o ostatnią płytę, kiedy dziewczyna wyłoniła się zza baru i skierowała w stronę wyjścia z pubu. W rękach niosła kurtkę i torebkę, w której jeszcze za czymś grzebała, włosy opadły jej na czoło, odgarnęła je gwałtownie, a wtedy z torby wysunął się portfel i upadł na podłogę. Nie zauważyła tego, podreptała szybko w stronę schodów. Uśmiechnąłem się pod nosem, jeden z chłopaków o coś mnie zapytał, ale nie zrozumiałem, co chciał. Popatrzyłem na niego pytająco, ale zaraz potem przeprosiłem obydwóch i zerwałem się z miejsca, by podnieść własność dziewczyny. 
- Anastasia! - zawołałem i podbiegłem do niej, odwróciła się i zmierzyła mnie cierpkim spojrzeniem. 
- Wie pan, że za nękanie grozi panu do trzech lat pozbawienia wolności? - powiedziała ostrym tonem. Zaśmiałem się pod nosem, słysząc groźby dziewczyny.
- Przecież już przeszliśmy na ty, niepotrzebna ta uprzejmość - przypomniałem jej. Pokręciła głową i ruszyła schodami do góry, chcąc jak najszybciej się ode mnie uwolnić. Ochroniarz przy wyjściu zmarszczył brwi, ale nie odezwał się, gdy go wyminęliśmy. 
- Daj mi spokój człowieku, jestem już po pracy, nie muszę być dla ciebie miła - syknęła.
- Lepiej na tym wyjdziesz, jeśli będziesz - powiedziałem wesoło, wyciągając telefon i pisząc sms’a Chesterowi, żeby na mnie nie czekał. 
- Ponieważ? - spytała. - Ej, David! - zawołała w stronę byczka przy drzwiach. Ochroniarz wyłonił się zza drzwi i zaczął iść w naszą stronę. W odpowiedzi na jej pytanie, podniosłem dłoń, w której trzymałem różowy portfel dziewczyny.
- Skąd to masz?! - podniosła głos i spróbowała mi go wyrwać. Wyprostowałem rękę i uniemożliwiłem jej to.
- Coś się stało? - spytał kark z pubu, równając się ze mną. Uniosłem głowę, by popatrzeć mu w twarz i uśmiechnąłem się przepraszająco. K#rwa, jednak to piwo troszeczkę mi zaburzyło właściwe postrzeganie świata.
- Zupełnie nic, tylko sobie rozmawiamy z Anastasią, wypadł jej portfel, jak wychodziła i chciałem zwrócić - wytłumaczyłem się spokojnie, a facet wzruszył ramionami i popatrzył pytająco na dziewczynę. Tamta zaczerwieniła się trochę, oddałem jej kasetkę i włożyłem ręce do kieszeni. David mruknął coś niezrozumiale i odszedł, dalej pilnować klubu. Dziewczyna pokręciła głową.
- Dzięki, myślałam, że… - zaczęła niepewnie, ale machnąłem ręką, by darowała sobie tłumaczenia.
- Jakaś taka strachliwa jesteś - stwierdziłem. 
- Wybacz, ale przebywanie w mieście po północy, będąc dziewczyną, stwarza pewnego rodzaju zagrożenie - odparła i zaczęła iść w stronę przystanku autobusowego.
- Może masz rację - przytaknąłem - mieszkasz tu gdzieś? - spytałem, rozglądając się. Obskurnie, blisko mojej meliny, ale dojazd do centrum w sumie dobry.
- Nie… Muszę iść na nocny - powiedziała, zakładając na siebie kurtkę, dzisiejsza noc była chłodna. Po chwili znaleźliśmy się w zasięgu świateł latarni ulicznych, stanęliśmy pod wiatą i czekaliśmy spokojnie na miejską. Niezbyt wiedziałem, co mam powiedzieć, z reguły laski były bardziej rozmowne, a ona jakaś spięta i niespokojna. Oparłem się ramieniem o szklaną ścianę przystanku i przyjrzałem ponownie Anastasii. Wyłamywała sobie głośno palce, z pomalowanymi na ciemno paznokciami. Teraz zauważyłem, że jej włosy, które wcześniej wydawały mi się jasne, mają fioletowy odcień. Anastasia otuliła się mocniej kurtką i spojrzała na zegarek. 
- Długo się będziesz jeszcze tak gapił? - odezwała się w końcu, patrząc na mnie dużymi oczyma.
- Gapię się? - zdziwiłem się.
- Bardzo, krępuje mnie to - westchnęła. Zaśmiałem się i usiadłem na ławeczce. 
- Pewnie za chwilę twój autobus przyjedzie, wsiądziesz do niego, i już się nigdy więcej w życiu nie zobaczymy, nie masz się czym przejmować - uśmiechnąłem się do niej ciepło, a ona w końcu to odwzajemniła. - W ogóle, to Igor jestem, możesz mówić Priskit - wyciągnąłem ku niej rękę. 
Podała mi swoją i uścisnęła lekko, a zaraz potem zajęła miejsce obok mnie i oparła głowę o szybę za sobą, westchnęła głęboko, najwyraźniej ze zmęczenia. 
- Dlaczego Priskit? - spytała, ale nie dane jej było usłyszeć odpowiedzi, ponieważ na ulicę wjechał właśnie autobus i charakterystycznym sykiem zagłuszył wszystko. 
- Powiem ci następnym razem, jak się spotkamy - uniosłem brwi, a ona zbliżyła się do krawędzi chodnika. Dziewczyna pokręciła głową i wsiadła do pojazdu, pożegnała się ze mną krótkim pa, i od razu skierowała do kierowcy, bo bilet. Przyglądałem się przez chwilę jej plecom, po czym zaraz przed zamknięciem się drzwi, wskoczyłem razem z nią do nocnego. 
Anastasia zajęła miejsce siedzące i wyciągnęła telefon ze słuchawkami. Podszedłem ku niej i z hukiem usadowiłem się na krzesełku zaraz naprzeciwko. 
- Od nazwiska - odezwałem się, a ona zaskoczona podniosła głowę.

Anastasia?


6 lip 2018

Od Igora cd. Anastasii

I choć byłem kurewsko zmęczony, pot wręcz kapał mi z czoła, a zdarte gardło piekło niemiłosiernie, to dalej skakałem po scenie jak naćpana małpa i leciałem gładko z ostatnią zwrotką. Publiczność była świetna, przedostatni koncert z trasy, czyli ten w Avenley River, "moim", że tak się wyrażę, mieście był najlepszym, jaki do tej pory dawałem, no, może na równi z tamtym w Everbeen.
Przerwałem na chwilę, by zaczerpnąć powietrza i spojrzałem na bawiących się ludzi, doskonale znających moje teksty i wtórujących mi, hypeman podszedł bliżej krawędzi i zaczął refren, dołączyłem do niego po chwili, wykrzyczeliśmy z publicznością go dwa razy, a bit powoli zaczął cichnąć.
Tłum zaczął wrzeszczeć, domagać się jeszcze jednego numeru, popatrzyliśmy po sobie z Chesterem i ulegliśmy.
Nie można odmówić tak zaangażowanym ludziom.
Ciężko się nam kończyło ten koncert, jest zupełnie inaczej, gdy uczestnicy są starsi i nastawieni na darcie ryja, a nie na stanie nieruchomo i nagrywania snapów. Pożegnaliśmy się z trudem, wielokrotnie dziękując za fantastyczną zabawę.
Tego wieczoru nic nie było w stanie wytrącić mnie z równowagi, nawet menadżer klubu, który zaczął się wykręcać od jakichś płatności. Zlałem jego tłumaczenia ciepłym moczem i pozostawiłem sprawę do rozwiązania Max'owi, wkurzył mnie ostatnio, to niech teraz się męczy.
Zgarnąłem Chestera zagadującego jakieś dziewczyny pod sceną i namówiłem go na zmianę dyskoteki, miałem ochotę się dziś porządnie zabawić, ale chyba jednak wolałem być bardziej incognito.
Skoczyłem jeszcze przed wyjściem do toalety, dopiero spojrzenie w lustro uświadomiło mi, że wypity przed koncertem na backstage'u alkohol w pewnym stopniu wpłynął na moje samopoczucie. Nie przejmując się tym zbyt bardzo, zarządziłem Chesterowi, który już czekał w samochodzie, kierunek melina (czytaj - moje mieszkanie), a następnie jakiś pub średniej klasy.
Wszedłem na mój śliczny śmietnik, którego nie odwiedzałem od miesiąca, nie było okazji i czasu. Przywitałem się z wszystkimi obecnymi, po czym skierowałem się do mojego pokoju, ktoś musiał w nim spać, bo łóżko było niepościelone, na biurku leżały ususzone, znajome okruchy, a obok walały się rozrzucone bletki.
Nie przejąłem się tym zbytnio, porwałem z przyniesionej torby podróżnej ręcznik i poszedłem wziąć szybki prysznic.
Gdy ponownie wyszedłem na zewnątrz, było już przed północą, czyli idealna pora na rozpoczęcie "właściwej" imprezy. Wylądowaliśmy pod jakimś klubo-baro-pubem, wypaliliśmy z Chesterem po papierosie i po paru minutach znaleźliśmy się w środku.
- Nie byłem tu jeszcze - wzruszyłem ramionami, kolega odpowiedział coś, ale nie zrozumiałem niczego przez hałas muzyki. Po chwili straciłem go z oczu, najwyraźniej spotkał kogoś znajomego i postanowił zostawić mnie na pastwę losu. Moim pierwszym celem stało się miejsce przy barze, zdobycie go jednak nie było takie łatwe, ponieważ wszystko było zajęte. Rozdrażniony oparłem się o ścianę i czekałem, na szczęście szybko zwolniły się trzy krzesełka, zajmowane przez jakąś grupkę dziewczyn.
Usiadłem wygodnie i wyłożyłem po chamsku łokcie na blat, czekając aż podejdzie do mnie barman, jednak gdy mijało już pięć minut to zacząłem się powoli złościć, ponieważ nie należałem do anielsko cierpliwych osób. Zacząłem nerwowo stukać paznokciami w gładki bar i rozglądnąłem się niespokojnie, wtedy mój telefon zawibrował, wyciągnąłem go i odczytałem długiego sms'a od Max'a, w połowie jego czytania usłyszałem krótkie "co mogę podać". Nie odpowiedziałem, dalej czytając wiadomość, a pytanie powtórzyło się.
- Poczekaj, kur... - zacząłem rozdrażniony i uniosłem głowę, by spojrzeć na przeszkadzającego barmana. Urwałem w połowie, widząc, że barman, barmanem wcale nie jest, a wręcz przeciwnie, jest barmanką. Całkiem ładną. - ...wa - dokończyłem niepewnie przekleństwo i zrobiło mi się nieco głupio. - Sorry - mruknąłem - ważna wiadomość - wytłumaczyłem się jej, sam nie wiem dlaczego.
- Och - odpowiedziała krótko - to przyjdę, jak skończysz. Zawołaj - jej ton głosu był tak oschły, jakby była moją babcią, która właśnie usłyszała, że nie byłem od dwóch lat w kościele. Schowałem smartfon do kieszeni i nachyliłem się nieco.
- Nie, poczekaj, w sumie jednak nie taka ważna - uśmiechnąłem się zadziornie w jej stronę i podparłem twarz dłonią. - Są jednak sprawy w a ż n i e j s z e - zaznaczyłem.
Kącik jej ust powędrował w górę.
- Racja - odparła już milej, na co ucieszyłem się wewnętrznie, z myślą, że rybka złapała haczyk - to co mam podać? - dopowiedziała, ponownie lodowatym, formalnym tonem, wylewając mi kubeł zimnej wody na głowę. Dziwna.
- A co by mi pani poleciła? - niezrażony kontynuowałem, lustrując jej poważną buzię wzrokiem. Ładniutka, gdyby się uśmiechnęła, podobałaby mi się jeszcze bardziej. I ten, wysoko związany na głowie, lekko falowany koński ogon. Działał na wyobraźnię.
- Wódkę z colą.
- Nie wierzę, że to szczyt pani możliwości - zacząłem się z nią droczyć. - Na pewno da się zrobić, jakiegoś dobrego drinka, tylko niezbyt babskiego.
- Mogę nalać, PANU, whiskey do kufla po piwie, jeśli jest to wystarczająco męski napój - wzruszyła ramionami.
- Przemyślę to, ale jak na razie, to poproszę tylko zwykłe piwo - dziewczyna obsłużyła mnie i z ulgą przyjęła zapłatę. - Ale spokojnie, jeszcze się tu pojawię, mam nadzieję, że nie jeden raz - zapowiedziałem wesołym tonem.
- Cieszę się, że nie kończę dziś nad ranem - uśmiechnęła się sztucznie. Właściwie, to się nie dziwię jej zachowaniu, pewnie podrywa ją tu codziennie piętnastu takich buców, albo jeszcze gorszych. Trudno, jej wina, mogła być brzydsza.
- To do zobaczenia... - zerknąłem na plakietkę na jej piersiach, szkoda, że nie miała koszulki z większym dekoltem. - Anastasia.
- Nie spoufalaj się zbyt bardzo, ochroniarz w każdym momencie może urwać naszą krótką "znajomość" - ostrzegła mnie.
- Nie trzeba, nasza znajomość postępuje, już przeszliśmy z "pan" i "pani" na ty - powiedziałem na odchodne i skierowałem się na kanapy, gdzie zauważyłem Chestera z jakąś panną.


Anastasia, pani barmanko?

19 cze 2018

Igor Priskiewitz

Na zdjęciu: Bóg wie, ktoś z pinteresta
Motto: "Polizała mnie śmierć, później chciała mi zrobić loda"
Imię: po długich namysłach nazwano go Igor, choć od dobrej dekady przyległo do niego po prostu Priskit, taką samą nazwę przyjął więc jako swój pseudonim artystyczny.
Nazwisko: Priskiewitz
Wiek: liczy sobie 22 lata.
Data urodzenia: 19 września
Płeć: mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Wraz z kolegami wynajmują mieszkanie w ciasnej kamienicy na uboczu miasta, zamieszkanej głównie przez studentów, jest ono nieco obskurne, ale idealnie spełnia wymagania Igora - panuje w nim wieczny gwar i impreza, za stół w kuchni służy kradziony znak drogowy postawiony na skrzynce po piwie, a nikogo nie dziwi, gdy zupełnie nieznajoma osoba śpi, jakby nigdy nic, na podartej kanapie w przejściu. Wyblakłe ściany przesiąknięte są zapachem papierosów i marihuany, w zlewie często piętrzą się nieumyte naczynia, lodówka jest praktycznie pusta, bo inni współlokatorzy chętnie częstują się cudzym pożywieniem, a w rogu stoi wysoki stos pudeł po pizzy, bo przecież wyniesienie ich na śmietnik stanowi zbyt wielkie wyzwanie. Mały pokój Igora jest wyjątkiem w tej melinie, ponieważ chłopak lubi czystość (nie mylić z bałaganem, ubrania, rzeczy, papiery chłopaka są w wiecznym nieładzie). Nie uświadczysz w nim kurzu, okruchów po jedzeniu, zalegających w koszu śmieci czy nieświeżej pościeli. Ściany pokoju Igora oklejone są plakatami, zdjęciami oraz rysunkami i malowidłami nie swojego autorstwa.
Orientacja: heteroseksualny, jednak nie jest aż do tego stopnia rygorystyczny w swojej orientacji, by nie złapać swojego najlepszego kumpla za tyłek w ramach żartu.
Praca: jako, iż uważa się za artystę, to swojego zawodu piosenkarza, ale konkretyzując - rapera - nie uważa za pracę.
Charakter: Priskit jest... w porządku. To naprawdę równy gość, można na nim polegać, dobry kumpel, który wysłucha, zrozumie, a gdy trzeba, to mocno kopnie w dupę. Od zawsze był pewny siebie, nie dawał się zgnieść, nie pozwalał traktować bez szacunku, wyrósł więc na osobę, do której naturalnie czuje się sympatię, a przynajmniej pozornie. W bliższej znajomości wychodzą na wierzch jego wady, między innymi arogancja. Często wydaje się mu, że zbyt wiele mu się należy, ale gdy ma potrzebę, to potrafi ciężko harować, by coś osiągnąć. Uparty, kiedy mu na czymś zależy, to nie odpuści. Nienawidzi, gdy coś idzie nie po jego myśli, zachowuje się wtedy jak upierdliwe dziecko. Zdarza się mu wykorzystywać swoją pozycję, dla osiągnięcia własnych celów. Jest ambitny, ma wiele planów i pomysłów, aczkolwiek występuje u niego dziwna zależność, dopóki wciąż może coś rozwijać, to będzie dalej w to brnął, ale gdy już dostanie, to czego chciał, to zwyczajnie go to nudzi, i szuka sobie innej zabawki. Przekłada się to między innymi na życie uczuciowe chłopaka, bawi się dziewczętami, ale nie z własnych pobudek, ponieważ on sam nie widzi w sobie problemu i nie zdaje sobie sprawy z tego, że może łamać komuś serce. Ciężko się do niego zbliżyć, ma swój określony skład, przy którym czuje się stuprocentowo komfortowo, resztę ludzi trzyma na dystans, nawet jeśli wydaje się, że jest inaczej, nasiliło się to u niego po osiągnięciu większego rozgłosu. Lubi swoje życie, czyli imprezy, wyjazdy, brak większych zmartwień, nie wyobrażałby sobie na razie szukać stabilizacji, budować własnego domu, czy sadzić drzewa, uważa, że na to ma jeszcze czas, może po trzydziestce. Wobec swoich bliskich jest troskliwy, szybko zauważa, że coś jest nie tak, lubi spędzać czas ze swoją młodszą siostrą, która jest dla niego ważniejsza, niż wszyscy.
Hobby: przede wszystkim muzyka, znikąd się jego zamiłowanie do "nawijania" nie wzięło, kiedyś sporo czytał, teraz nie ma na to czasu, ponadto w liceum uczył się chemii, która również jest jego drobną miłostką. Oprócz tego lubi sztukę, która jest dla niego inspirująca. No i nie pogardzi różnoraką aktywnością fizyczną, chociażby amatorsko pograć w piłkę nożną, czy siatkówkę, kiedyś miał nawet zajawkę na parkour, skakał i łaził sobie po jak najwyższych budynkach, dachach i innych obiektach, niestety "drobny" wypadek, sprawił, że przestał.
Aparycja|
- wzrost:
1,86m, ani nie karzeł, ani nie wieżowiec.
- waga: 77kg, waga w sam raz, nie ma problemu z jej utrzymaniem, ponadto lubi się przejść na siłownię, gdy tylko ma czas.
- opis wyglądu: ma ładną, symetryczną twarz, często rozjaśnioną szczerym uśmiechem, prosty nos, pełne usta, czasem jego szczękę pokrywa kilkudniowy zarost. Oczy chłopaka mają ciemnobrązową barwę, nad nimi znajdują się ciemne, gęste brwi. Czarne włosy chłopak nosi od paru lat ścięte na bardzo krótko, gdy są dłuższe to kręcą się. Jeśli chodzi o jego styl ubierania się, to zdecydowanie wszystko co jest wygodne i drogie, dużą część jego szafy stanowią bluzy, kurtki, przyduże koszulki znanych marek, nie pogardzi czapkami, ani nie szkoda mu również pieniędzy na jakieś unikatowe buty.
- pozostałe informacje: posiada tatuaże, ale wyłącznie na prawej ręce, raczej nie planuje ich więcej, ich forma wydaje się dość symboliczna, niestety chłopak zrobił każdy pod wpływem chwili i pomysłu, tylko jeden z nich ma większe dla chłopaka znaczenie.
- głos: raczej niski i dość głęboki, ale bardzo wpadający w ucho, bo chłopak zajmuje się muzyką, nie może być przecież asłuchalny.
Historia: Przed paroma laty, zaraz po ukończeniu liceum i napisaniu matury, postanowił wybrać Avenley River jako miasto, w którym rozpocznie studia. Na początku października jako pierwszoroczny grzecznie pojawił się na swoim wydziale chemii, ale z czasem jego talent, dotąd schowany w podziemiu muzycznym, zaczął się powoli wyłaniać na świat. Chłopak z trudem godził studia i nowe obowiązki, dlatego postanowił zdecydować się na jedną ścieżkę, którą było właśnie rapowanie. Teraz żyje się mu bardzo dobrze, niczego nie żałuje.
Rodzina: Peter Priskiewitz, ojciec chłopaka, większość czasu spędza za granicą, ze względu na pracę kierowcy, Nadia Priskiewitz, matka, mieszka na pobliskiej wsi w swoim domu rodzinnym wraz ze swoją ośmioletnią córką, czyli siostrą Igora - Lillie. Chłopak nie może powiedzieć, że nienawidzi swojej rodziny, ba, kocha bardzo swoją młodszą siostrę, niestety ze względu na napiętą atmosferę od kilku lat rzadko odwiedza dom.
Partner: brak, ale z miłą chęcią poznałby jakąś zainteresowaną pannę.
Potomstwo: Priskit to mentalny dzieciak, a nie materiał na ojca.
Ciekawostki:
- Kiedyś bójki w jego wykonaniu były nagminne, teraz uważa, że przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem. Prawie nigdy.
- Swoją hip-hopową przygodę zaczął już jako dziesięciolatek, na blokowisku miasta, w którym mieszkał jako mały szczyl, wraz z dużo starszymi kolegami-dresiarzami.
- Ma wewnętrzną potrzebę pogłaskać każdego psa, którego tylko spotka i zawołać "kici, kici" na każdego kota, który znajdzie się w zasięgu jego wzroku.
- Studiował chemię, ale przerwał na trzecim roku.
- ALEŻ oczywiście, że nie sypia z fankami po koncercie...
Zwierzęta: z racji tego, iż kocha zwierzęta, nie chce żadnego, wie, że poświęcałby mu zbyt mało czasu przez swój natłok zajęć.
Pojazd: jeździ jakimś tam swoim starym, ale dobrze utrzymanym czarnym hyundaiem, który dostał jako prezent osiemnastkowy od taty, czyli już dość dawno.
PD: 130
Kontakt:
grzyb17