Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Whites. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Whites. Pokaż wszystkie posty

31 sie 2018

Sierpniowa czystka

Witamy w cokwartalnej czystce bloga.

Krótka legenda
Postacie, których opowiadanie nie pojawiło się do dnia 14.07 zostają wydalone.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się w dniach 15.07 - 31.07 zostają ukarane upomnieniem.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się 01.08 oraz w dniach kolejnych pozostają na blogu.
Adaline Sky Bladell
Althea Santos
Anastasia Warner [decyzja właścicielki]
April Lavender
Ashley Michaelle Tisdale [decyzja właścicielki]
Aylin McKagan
Bridget Janet Hemmings
Brooke Octavia Middleton
Camilla Rose Carter
Cassandra Liv Smith
Catniss Pierce
Charlie Graham
Eleanore Vivienne Jensen
Evangeline Lavelle
Gemma Katia Mercer
Ida Maye
J.C. Alexander
Jacquine Brown
Katfrin Victoria Salvadore
Kathy Riley Wonderland
Kendall Tatum Collins
Koyori Leokadia Okami
Laurene Danielle Odiney
Louise "Miley" Watson
Lucia Santos
Mallory Taisa Moore
Megan Levis
Moony Symphony
Roxanne Marjigold Petsch
Odette Scarlet Blackwell
Valerie Brown
Whites Belive
Aaron Brown
Adam Lancaster
Alexavier Griffith 
Cairstairs
Antoni Adam Watson
Bellami Jon Salvadore
Billy Joe Moliere
Cameron Monaghan
Carlo Rossi
Castiel Aaron Hunter
Charles Lawrence Winchester
Christian Alexander Marrero Santos
Daniel Parker
Dante Désiré Lavelle
Daveth Fredrik Solberg
David Thomas Carter
Einar "Ivo" Brekke
Elias Jefferson
Etienne Lucas Delacoix
Eugene Lowe
Felix Wilson
Hangagog Jack Black
Igor Priskiewitz
Jacob Grant
Jonathan Christopher Herondale
Julien Callière
Kasper Morgan
Kayn Fortebracci
Leonardo Kevin Ford
Matt Jeffrey Bower
Nathaniel Schrödinger
Nivan Oakley
Noah Brown
Stephan Wood
Thomas Sangster
Podsumowując:
- z bloga odchodzi 12 postaci
- postaci uzyskuje upomnienie

~Administracja

17 cze 2018

Od Whites cd. Rachel

Dziewczyna zerwała się szybciej niż myślałam. Dziwnie się poczułam... Wstałam i musiałam napić się kawy, pobudzić do życia. Myślałam, że zrobię również posiłek Rachel, ale uciekła tak szybko jakby ją poparzyło. Nie rozumiałam za bardzo zachowania, ale zaczęłam się zastanawiać, co się odwaliło. Podrapałam się po głowie, gdy akurat woda już się gotowała. Zalałam herbatę i zjadłam śniadanie. Przemyłam się i przebrałam, głupio się czułam po zachowaniu dziewczyny, więc postanowiłam do niej zadzwonić czy wszystko w porządku, jednak zignorowała to. Rozłączyłam się, a gdy za trzecim razem usłyszałam pocztę po prostu sobie darowałam. Usiadłam przymulona na sofie i złapałam się za głowę.
- Ostatni raz... - cicho rzekłam do siebie, przemyślawszy wszystko. Myśli i niepotrzebne nerwy przerwała mi łasiczka, która starała się pocieszyć mnie w każdy możliwy sposób. Zawsze poprawiała mi humorek, ale tym razem było zbyt ciężko. Podrapałam ją za uszkiem i nakarmiłam mięskiem. Chwyciłam za butelkę czystej niegazowanej wody i wyruszyłam na dwór, czas zapomnieć o tym, co było i nie powtórzyć więcej tego błędu. W końcu człowiek uczy się na tym, co najgorzej boli. Kedzia zjadła i postanowiła żwawo ze nie odpuści mi, nie zostawi mnie. Zabrałam ją ze sobą. Zeszłam do mojego motorku a dokładniej Shotaro. Uwielbiam nim jeździć, ciężko pracować na przyjemności choć chwilowe. Wsiadłam na dwukołowiec, ubrałam kask, a Kedzia jak zawsze schowała się pod koszulkę. Wyruszyłam, nie wiedziałam gdzie, szukałam miejsca, gdzie spokojnie mogę potrenować, by powrócić do formy. Teren do ćwiczeń idealnie nadałby się park, ważne by było dużo miejsca i najlepiej jakieś drzewa. Jeździłam dość długo, ale w końcu znalazłam cudowne miejsce. Zaparkowałam dwukołowiec na parkingu, gdzie raczej nie cieszyło się wielką popularnością. Zostawiłam kask w schowku, a Kedzię położyłam na barki. Z kieszeni wyjęłam butelkę wody, nawadniając organizm. Następnie rzuciłam butelką delikatnie przy drzewie, strzeliłam palcami i poćwiczyłam ruchy walki.
W końcu wymęczyłam mięśnie prawie do końca, stwierdziłam, że już mi wystarczy. Pomasowałam się po ramieniu, gdy zauważyłam iż zaczyna powoli się ściemniać.
- No kochana, wracamy. Zostaw tą wiewiórkę. - Spoglądałam na nią. Próbowała zabić biedne zwierzątko. Uśmiechnęłam się i zawołałam. Bardzo była posłuszna. Wsiadłam na motor i ruszyłam w stronę domu, wtedy znów zaczęłam myśleć o Rachel. Wbijało mi igłę wielkie sumienie, wstydziłam się sama siebie. Potrząsnęłam głową, podczas gdy mój motor rozwijał prędkość 90km/h. Prosta droga, no to czasu szkoda. Spojrzałam na przejście dla pieszych, nie zauważyłam, że piesi wtedy przechodzili. Ujrzałam... Rachel. Zachwiałam się i zamiast mocno zahamować wyminęłam ją i straciłam kontrole w zawrotnym tempie, przednie koło skierowało się gwałtownie w drugą stronę niż chciałam. Poczułam, jak lecę do przodu, coraz bliżej witając się z asfaltem. Poczułam wielki ból, jak moje ciało odbiło się z trzy razy. Leżałam z lekkim piskiem i ciężkim oddechem, dopóki moje oczy nie zaczęły widzieć potrójnie a świat kręcił się dookoła. Jedynie co teraz myślałam, to czy nie zabiłam mojej Kedzi... Nie byłam w stanie sprawdzić gdzie jest i co się z nią stało, nie czułam jej przy sobie, kompletnie nic nie czułam, zwłaszcza, gdy wszystko zgasło, nastała przed oczami ciemność...


Rachel?

16 cze 2018

Od Whites cd. Rachel

Nie wiem czemu, ale gdy o to zapytała, naszła mnie lekka fala gorąca i poczułam się ciepła na policzkach. Z lekka się zawstydziłam i nie zdałam sobie sprawy, że nie dałam odpowiedzi.
- Whites? To jak? - Czekała na odpowiedź. Zapomniałam całkowicie, że miałam się odezwać.
- Em, tak tak, pewnie. Kurczę, z przyjemnością. Mam duże łózko, bez problemu się zmieścimy. - Nawet przez głowę mi nie przeszło, żeby moi goście spali na podłodze.
- Za chwilkę wszystko przygotuję - rzekłam, po czym ruszyłam do sypialni, zmieniłam pościel, prześcieradło i wyjęłam dodatkową poduszkę. Niestety kołdry nie posiadałam, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi. Miałam przewiewne i cienkie piżamki, najczęściej dwuczęściowe.
- Jeżeli chcesz to mam dla ciebie... w sumie mamy podobny rozmiar, piżamkę. - Podałam jej ów strój i sama wybyłam do łazienki, przetarłam twarz, myśląc co się ze mną dzieje. Ostatni raz tak czułam się, jak poznałam moją byłą... szybko jednak wytrzepałam to z głowy. Przyszykowałam się, przebrałam i wyszłam z łazienki, gdy wróciłam do sypialni dziewczyna już leżała.
- Wygodnie - rzekła, po chwili znów miziając Kedzię. Ah, ta mała łasiczka nie da o sobie zapomnieć. Usiadłam na materacu, spoglądając na Rachel, zajęta była zabawą z fretką, a ja tylko przyglądałam się i uśmiechałam delikatnie. Położyłam również swoje cztery litery, dzieląc się kołdrą z znajomą. Kedzia między nami ułożyła się wygodnie, włączyłam telewizor by nie było nędznej ciszy. W końcu zasnęłam, a nawet nie wiedziałam kiedy. Rano obudziłam się w pozycji tak przyjemnej, że nie miałam ochoty wstać, lekko się uśmiechnęłam i powoli otworzyłam oczy. Zauważyłam, że Rachel przytuliła się do mnie podczas snu, albo to ja ją objęłam. Ciężko stwierdzić... Tak szczerze, nie przeszkadzało mi to wcale, czułam się odpowiedzialna za kogoś innego niż moja mała fretka. Zastanawiałam się co teraz, postanowiłam ze nie będę jej budzić i pozostałam w takiej pozycji. Postanowiłam z powrotem zamknąć oczy, obejmując Rachel i delikatnie głaszcząc jej ramię, przynajmniej dopóki nie poczułam, że delikatnie się przebudza.


Rachel?

Od Whites cd. Blair

Ból był rozrywający, miło by było, gdy ktoś postanowił pomóc, mimo sytuacji przemilczanej i tak zgranie było nieziemskie. Dziewczyna wiedziała co robi i troszku poczułam w niej godność zaufania. Przyszły po mnie służby, szybko zabrali mnie na badania. Trzymali mnie jak pijanego człowieka, parę godzin bólu w końcu powoli ulegało, mimo to poruszanie ręką było bardzo uciążliwe. Byłam zła na siebie, źe zwiał mi ten podły człowiek. Wiem, że kiedyś go dorwę. Czasem miałam przed oczami tę dziewczynę, która jako jedyna pomogła, przynajmniej do czasu aż nie zauważyłam jak matka idzie z swoimi dwoma porucznikami, którzy prawie wszędzie dorównali jej kroku.
- Zostawcie nas same - rzekła do mężczyzn, którzy wyszli z sali. Nawet lekarz wystraszył się, słysząc głos zdenerwowanej matki. Mój uśmiech już mało co był wesoły. Ludzie wyszli, zostałyśmy same, chciałam zacząć rozmowę i wytłumaczyć co zaszło.
- Mamo... posłu... - Matka podeszła szybko i uderzyła mnie w twarz, sprzedając tak zwanego "liścia". Z jej mocą sprawiło, że przecięła mi skórę, miałam delikatną rysę na policzku, gdzie tylko w jednym miejscu leciała mała kropelka krwi. Z uderzenia aż mnie odrzuciło.
- Co ty wyrabiasz młoda Whites Belive! Myślisz, że kim jesteś, żołnierzu? Jak śmiałaś podejmować sama działania. W ogóle nie myślisz, brak mi już słów. Muszę cię chyba nauczyć odpowiedzialności! - pokrzyczała ze złością i wielkim gniewem. Ja wyczuwałam w niej po prostu nienawiść. Nie odezwałam się, w mych oczach widziany był gniew, lecz mimo tego tylko słuchałam, a w oczach miałam już łzy. Helestia wyszła, nie mając nic więcej do powiedzenia. Zostałam sama w sali, nie wytrzymałam. Otarłam łzy, które nie zamierzały przestać uciekać. Przeszło mnie załamanie i ciężka samokrytyka, zamierzałam wciąż ćwiczyć jeszcze więcej i więcej. Po paru minutach doprowadziłam siebie do porządku, a po paru godzinach puścili mnie późno do domu. Cały dzień czekała na mnie głodna Kedzia, która uradowana moim przybyciem szybciutko skoczyła na mnie, wspinając się po materiałowych spodniach i koszulce, dopóki nie dostała się na barki.
- Hej maleńka. - Zdrową ręką podrapałam czule zwierzątko za uszkiem. Od razu sprawiła ulgę w mym sercu i poprawiła humorek. Nie pozostało nic innego jak nakarmić młodą fretkę, a następnie odpocząć od tego zwariowanego dnia. Przemyłam się, jednak uważałam na rękę, poczułam również siniak przy kości ogonowej od upadku. W łóżku myślałam dużo nad tym, jak mało dla matki znaczę, z chwili na chwilę miałam już to nowe pomysły, by jej zaimponować bardziej... może kiedyś doceni.
Zasnęłam, nie wiedziałam kiedy, a oczy otwarte już przy wschodzącym słońcu. Nawet wypoczęłam, oczywiście każdy dzień zaczynał się od nakarmienia towarzyszki. Przyszykowałam cała siebie, bym mogła wyjść i zaliczyć standardowy spacerek, nie wychodziłam dzięki temu z formy i aż chciało się żyć. Obolałą rękę włożyłam do kieszeni, a drugą trzymałam telefon. Kedzia oczywiście nie chciała zejść z mojego barku, wiec no już została. Za bardzo wpatrzona w telefon wpadłam w kogoś, na nieszczęście całą obolałą ręką się odbiłam. Złapałam się i troszku podskakiwałam by ogarnąć ból. Długo nie trwał, osobą okazała się jasnowłosa dziewczyna. Dobrze zapamiętałam jej twarz.
- Wybacz... - zaczęłam. - Czekaj... to ty. Witaj. - Tak jak pasuje mojej naturze musiałam podziękować. - Whites jestem. Bardzo dziękuję za pomoc, tą wtedy w barze - uśmiechnęłam sie lekko do niej, w tym samym czasie Kedzia zeszła ze mnie i jak to moja kochana fretka chciałaby żeby czochrać ją po brzuszku.


Blair? Kończa sie pomysły xD nie uciekaj

13 cze 2018

Od Whites cd. Rachel

Miło, że dziewczyna dała się ugościć. Kurczę, nie sądziłam, że zapoznam w tym miejscu kogoś tak dobrego i uczciwego. Postanowiłam, iż zrobię jedną z moich ulubionych herbat, które przywiozłam z Francji. Miałam tego tak dużo, że nie bałam się o zapasy na następne parę miesięcy. Ucieszyłam się w miarę jak chyba jej posmakowało. Jestem troszku taką osobą mało kumatą jeżeli o żarty chodzi, ale w miarę zrozumiałam akurat tę grę.
- To delikatna mieszanka. Herbata z aromatem malin. Moja ulubiona - rzekłam pewna siebie.
- Dla mnie nowość - oznajmiła znajoma. Miło było w końcu odezwać się do kogoś innego niż do fretki. O, a skoro o niej mowa, akurat zakradła się do Rachel słodziutko, wyglądając jakby żałowała swoich czynów. Kochana jest, nie potrafię sama się długo na nią gniewać. Wywaliła brzuszek do góry i domagała się pieszczot od niej, do mnie to już za bardzo się przyzwyczaiła.
- Urocza - wymamrotała Rachel. Uśmiechnęłam się wesoło i postanowiłam bardziej poznać dziewczynę.
- Powiedz, co ogólnie słuchasz? Muzyka? Może jakieś filmy? - Dowiadując się o niej nieco więcej, miałabym już szeregi planów, które sprawiły, że mogłam bardziej zapoznać.
- Em... - namyśliła się
- To może ja zacznę. Jeżeli chodzi o muzykę, słucham prawie że wszystkiego, ale nie przepadam, gdy drą mordę za przeproszeniem. Takie trzy akordy darcia mordy - zaśmiałam się delikatnie. - A co do filmów lubię komedie i horrory. Dziwne połączenie, ale lubię się śmiać i bać - wytłumaczyłam dość spokojnym, lecz zabawnym tonem. Starałam się, byśmy miały jakieś tematy do rozmów. Miałam też nadzieję, że w tym momencie gdy jestem z nią nie zadzwoni żaden telefon z wezwaniem o pomoc czy jako zadanie, by śledzić jakaś osobę.


Rachel?

11 cze 2018

Od Whites cd. Blair

Dostałam małe zgłoszenie, podczas porannego lunchu z parę dni temu. Jeden z zbirów, który przetacza narkotyki, został podejrzany o usiłowanie zabójstwa na człowieku. Tropiłam go przez większy okres, próbowałam zdobyć jak najwięcej informacji. Przesiadywałam aktualnie w kawiarni i pisałam notatki. Wiedziałam, że gdzieś musi być w tej placówce. Byłam dość dobrze ukryta, dany stolik niespecjalnie rzucał się w oczy. Poprzez jednak dużą ilość płynów musiałam skoczyć do łazienki. Starałam się jak najszybciej, gdyż jednak misja to misja, nie mogę od tego uciec, a im szybciej, tym lepiej dla innych. Wyszłam z łazienki, gdy tylko się ogarnęłam, i podeszłam do stolika. Nie byłam zadowolona, gdy zauważyłam dziewczynę, która chyba siedziała na moim notesie.
- Przepraszam, to miejsce jest zajęte - stwierdziłam troszku nerwowo, lecz z małą obojętnością. Dziewczyna spojrzała i odsunęła się, troszku dalej. Stwierdziłam, że w sumie starczy miejsca dla nas dwoje, musiałam jednak się skupić na zadaniu, wyjęłam telefon zaraz po tym, gdy usiadłam i śledziłam wiadomości, które dostawałam od kolegów mojej mamy. Czyli ludzi, którzy pomagają mi w sprawie złapania chłopaka. W tym czasie zobaczyłam kątem oka jak jakiś mężczyzna wchodzi do knajpki, od razu delikatnie schyliłam głowę i bacznie obserwowałam. Zamawiał coś zapewne do jedzenia, do chwili aż wyciągnął broni i kazał przekazać wszystkie pieniądze.
- A więc jednak... - cicho rzekłam, ludzie spanikowali a ja wyjęłam powoli swój pistolet, przeładowałam, następnie wycelowałam się i krzyknęłam pewna siebie:
- Rzuć broń! Natychmiast! Zostajesz zatrzymany za pró... - Nie zdążyłam dokończyć, gdy mężczyzna nie miał zamiaru tego słuchać i przeszedł do strzelania, moje szczęście, że nie miał sprawnej celności i trafił w szybę, szybko odskoczyłam i kazałam ludziom paść na podłogę.
- Padnij! - powiedziałam również do dziewczyny obok, która delikatnie byłą zmieszana sytuacją. Popchnęłam ją pod stół, w tym czasie chłopak podchodził do naszego stolika, był ogrodzony ścianą, dzięki czemu mogłam się za nią schować. Gdy był już na tyle blisko, złapałam jego rękę i uderzyłam łokciem w klatkę piersiową, powodując, iż strzelił raz w sufit i upuścił broń. Kopnęłam ją szybko jak najdalej, i zajęłam się dalszym obezwładnieniem chłopaka. Udało się go szybko powalić, nie czułam aż tak wielkiego strachu, ale adrenalina waliła mocno w głowie.
- Masz prawo zachować milczenie! Zostajesz aresztowany - oznajmiłam dumna z siebie z wykonania dobrej roboty, tak mi się wydawało. Moi ludzie byli w drodze, nie mogłam się doczekać, aż sprawa kolejna zostanie zakończona. Siedziałam na nim i trzymałam jego ręce, do czasu aż w oknie zauważyłam innego faceta, który nerwowo biegł do knajpy. Wbił jak poparzony i zepchnął mnie ze swego prawdopodobnie kolegi.
- Tak się bawisz gnojku? Łapać się dajesz?! Spadamy! - W pośpiechu podnosił kolegę, gdy ja już prawie stałam na nogach, nie mogłam pozwolić mu uciec. Miałam mały niefart, broń leżała tuż przy wyjściu, chłopak podniósł i zdążył zadać strzał. Poczułam przeszywający ból w ramieniu, złapałam się szybko za nie, upadłam prawie na glebę, lecz tylko na bok, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej. Zacisnęłam zęby, ale to nie pomagało, skuliłam się delikatnie bujając się z bólu. Wydobywały się ze mnie piski, chłopak z kumplem zdążyli uciec, wsparcie coś długo nie przybywało, krwawiłam z chwili na chwilę coraz mocniej.


Blair? Jakoś muszę je skumać xD

Od Whites cd Rachel

Blondynka próbowała zająć się małym treningiem, by opanować emocje, do czasu aż poczuła wibracje telefonu. Zdziwiona nie wiedziała, kto do niej dzwoni, pierwsze co przyszło na myśl, to że matka znowu coś od niej będzie wymagać, albo wezwanie w sprawie wsparcia. Zaciekawiona odstawiła swoje dotychczasowe zajęcia, lekko się przeraziła, gdy usłyszała, ze ktoś inny ma jej dokumenty, na szczęście słysząc głos Rachel sprawiło, że oddech jej się unormował, poczuła szczęście że nikt inny nie tknął jej własności, gdyż mogła mieć poważne problemy. Przez chwilę spoglądała się na fretkę, niby coś rozmyślając, ale nie miała w głowie żadnych myśli. Świadoma była iż matka by ją zabiła, ogromnie twarde miała zasady i do tej pory się ich trzyma, mimo to wierzy w córkę z całego serca, lecz musi być stanowcza. Rachel spojrzała na wieżowiec wręcz nie miło zszokowana ile pięter trzeba przejść by dojść do celu, na szczęście świat dość dobrze rozwija się dla rasy ludzkiej i winda była prawie już w każdym budynku. Pukanie do drzwi uniosło od razu Whites, która miała prawie łzy w oczach, będąc świadoma co by było jakby nie znalazła dokumentów. Szatynka z uśmiechem wręczyła mienie osobiste dziewczyny, zaraz po tym po blondynce przeszedł miły choć nie znany dreszcz. Poczuła uścisk który dla niej był zupełnie obcy, nie bywa przytulana w młodości, jedynie klepana po ramieniu gdy dobrze coś wykonała. Rumieńce zaiskrzyły na jej policzkach, nieznany gest, a mimo to nauczyła się go bardzo szybko. Uniosła ręce kładąc na plecach Rachel, odwzajemniając uścisk. Był dla niej tak przyjemny że nie chciała się odkleić, wpadła w tak zwane "zwolnienie czasu". Trwało dla niej to wieki, mimo iż realnie zajęło nie więcej niż pół minuty.
- Dziękuję ci bardzo. - Cichutkie słowa z lekko zachrypniętym głosem wydostały się z ust dziewczyny. Znajome odsunęły się od siebie, jednak nie na tyle, by puścić ręce.
- Może się jakoś odwdzięczę... Co powiesz tym razem na herbatę? - Z uśmiechem, ale i również z lekkim wstydem zapytała blondynka, wpatrując w oczy Rachel.

Rachel? Zdrowiej kochana :) :d

10 cze 2018

Od Whites cd. Rachel

Dziewczyna odczuła nieco zmieszane uczucia, podczas gdy Rachel nie za specjalnie była chętna do rozmów. Siedziała więc cicho, powolutku bujając się do przodu i do tyłu, ze schowanymi między kolana rękoma. Kiepsko zapoznana nowa znajomość, była tego świadoma, gdyż nie znajduje żadnych znajomych poprzez jej właśnie niezbyt normalne zachowanie. Kelnerka przyniosła zamówioną gorącą czarną kawę, gdyż dopiero co zaparzona. Whites nie bardzo przepadała za smakiem mocnej kawy, szczególnie podczas dość ciepłych dni. Gdy nasza bohaterka odwróciła głowę, spoglądając na towarzystwo z drugiego końca baru, w ten usłyszała niewielki huk. Fretka wylała gorącą ciecz wprost na Rachel, która zareagowała dość szybko, podskakując jak poparzona. Miała cienkie spodnie, co spowodowało mocne odczucie na skórze wrzącej kawy.
- Kedra! - właścicielka delikatnie podniosła głos. - O mój boże... znowu... - Załamała się Whites, gdyż zapewne dostanie po głowie.
- Auć. - Cicho stęknęła brunetka, prędzej się wystraszyła niż zraniła. Przynajmniej taką nadzieję miała młoda artystka.
- Czekaj, boziu, bardzo przepraszam. - Zaczęła nerwowo, po czym łapczywie wzięła za chusteczki które leżały na każdym stoliku jako gest dekoracyjny, pomogła wytrzeć najbardziej poplamione miejsca. Najbardziej ucierpiały nogi dziewczyny, stół, oraz skórzana tapicerka, na której siedzieli klienci.
-Ekstra - stwierdziła niezbyt już zadowolona nowo poznana osoba. Wstała i odeszła troszeczkę od stolika, by do końca się doprowadzić do porządku. Whites w tym czasie złapała fretkę i nerwowo kazała jej siedzieć na swoim ramieniu, bez możliwości poruszania się. Nigdy aż tak nie była zła na zwierzątko, młoda Kedzia była nieco zszokowana zachowaniem właścicielki. Whites podniosła się również i podeszła do Rachel.
- Wybacz, mam nadzieję, że się to więcej nie powtórzy. - Zmieszana nieco dziewczyna była bliska załamania. Chciała zaprosić Rachel do siebie, by nawet uprać jej te spodenki, ale nie miała odwagi, by aż tak wkopać się jeszcze bardziej. Rachel była zajęta jeszcze wycieraniem się do końca, gdy Whites już dawno wyszła, nerwowo pędząc do domu, prawie że na sprincie. Kedzia ledwo co się trzymała na ramieniu. Dobiegła do domu i zamknęła nerwowo drzwi, opierając się na nich. Poczuła ogromny wstyd i nerwicę na zwierzątko.
- Jak mogłaś. Ledwo co tu przybyłyśmy i takie kłopoty mi sprawiasz!? - Fretka zeszła z ramienia i podkuliła się na łóżku. Nie chciała wywołać aż takiej paniki, kremowa łasiczka nie była świadoma.
- Świetnie, tera to dopiero nie znajdzie się znajomych, a matka mówiła. Zapoznaj się z ludźmi, bo to ważne... bla bla bla. - No i wybuchła. Nie była świadoma, że zostawiła dokumenty na stoliku podczas krótkiej rozmowy z nową dziewczyną. Rzuciła kurtkę, w której była przekonana, że ma tam wszystko, co potrzebuje, na wieszak. Wyjęła tylko telefon, który zawsze ma blisko siebie.
- Jutro nie chcę cię widzieć u siebie w pracy, Kedra. - Nie złagodniała ani odrobinę na nieświadome zwierzę. Była świadoma, że czeka na nią trudny okres, gdzie musi ukazać swoje wykształcenie i fizyczne udoskonalenie pracownicze, jako zastępczyni głównej dowodzącej wojskowej, zwłaszcza, iż była to jej własna matka. Nie potrafiłaby zawieść rodziny. Musi jutro ukazać dokumenty w wojsku, by mogła uczestniczyć w naradzie, nie może się spóźnić a nieświadomość tego, iż jej dokumentów nie ma w domu może spowodować mały naskok napięcia i poddenerwowania.


Rachel?

9 cze 2018

Od Whites cd. Rachel

Ahh, kolejny wspaniały dzień. Pierwszy z brzegu powitany przez ćwierki ptaków i szelesty małych gryzoni, czy nawet zagubionych zwierząt domowych. Zaraz po nich atencyjce gołębie zaczynały cudowne okrzyki godowe. Dumnie usiadły na parapecie przy otwartym oknie, gdzie zaraz po drugiej stronie, rozwalona na całym łóżeczku spała zmęczona osiemnastolatka. Tak, jak się rzuciła na łóżko, tak do końca pozostała w swej pozycji. Gruchanie gołębi sprawiło przebudzenie nawet tak ospałego człowieka, jak nasza bohaterka. Próbując uciszyć dźwięki ptaków, nerwowo przechylała się na boki, zasłaniając uszy poduszką. Młoda fretka o jasno kremowej barwie leniwie otworzyła swe oczka, w geście niezadowolenia z przebudzenia przez owe latające stworzenia. Kedzia wyciągnęła przednie łapki, uroczo otwierając pyszczek, niezadowolona wyglądem śpiącej pani. Zeskoczyła ze swojego miejsca, próbując powoli dotrzeć na parapet. Gołębie nie były świadome, że za chwile dostaną zawału serca. Zadowolone z siebie małe zwierzątko z zabawą podeszło do straszenia ptaszków, które szybciej odleciały, niż przyleciały. Uroczo chuchnęła w środku. W pokoju dało się usłyszeć odgłos delikatnego chrapania. Łasiczka zeskoczyła z okna wprost na materac, wesoło podeszła do twarzyczki swej właścicielki, by następnie delikatnie szturchać i lizać nosek. Sukces, bohaterka otworzyła zaspane oczy.
- Kedzia, jest sobota - wymamrotała, podczas gdy przenosiła się na plecy, by swobodnie rozciągnąć leniwie ciało, gestem przygotowania organizmu do kolejnego nudnego dnia. Fretka wskoczyła wtedy wesoło na brzuszek pani i domagała się pieszczot. Długo nie gniewała się na młode stworzonko, z uśmiechem podrapała po brzuszku. Zabawa nie trwała długo, gdy właścicielka stwierdziła, że w końcu trzeba wstać, a mała fretka uroczo dała znać, iż troszku już za długo czeka na jedzonko. Stworzonko zeskoczyło z łóżka i podbiegło do kuchni na biały blat. Whites zrzuciła z siebie kołdrę, wstała powtarzając kolejne rozciągnięcie, poczuła jak jej łupią kości. Śniadanie dość standardowe, płatki zbożowe z chłodnym mlekiem, natomiast łasiczka dostała pożywną mieszankę jej ulubionych żeberek oraz miskę ze świeżą wodą. Gdy właścicielka po śniadaniu poszła się wykąpać, Kedzia bawiła się w łowcę. Jej celem była wnerwiająca mucha owocówka, śmiała się wręcz z fretki, która była zbyt mała, by mogła do niej doskoczyć. Nie minęło pół minuty, gdy mucha szybko stwierdziła, że to kres jej żywota. Chwile czekania, gdy dziewczyna wyszła już z suchymi włosami oraz w pachnącym ubranku. Miała na sobie zaledwie ciemne jeansy, koszuleczkę długą do ramion, którą włożyła w spodnie, oraz skórzaną kamizelkę, która sięgała za piersi.
- Kedzia! - zawołała młode zwierzątko, które szybko podbiegło. Wspięła się po ubraniu swej właścicielki, by wygodnie ułożyć się przy okolicach karku. Tak jak zawsze, dziewczyna postanowiła się przejść i pozwiedzać nowe miejsca. Nie miała pojęcia, gdzie się tak naprawdę wybiera, gdy w końcu ujrzała kawiarenkę. Szybko jednak wybiła z głowy, gdyż stwierdziła, że takie miejsca nie są dość urocze. Fretka była innego zdania, zeskoczyła jej gwałtownie z ramienia i weszła do środka kawiarni.
- Kedzia! Co ty wyrabiasz! - zawołała, zaniepokojona trochę pierwszym takim zachowaniem swej fretki. Otworzyła drzwi od kawiarni, usiłowała jak najszybciej zlokalizować stworzonko, która podbiegło do jednego ze stolików. Ludzie z lokalu dziwnie spoglądali na dziewczynę. Jedna kelnerka to wpadła w zawał, krzycząc typowe stwierdzenie...
- Aaaaa! SZCZUR!- Przekichane. Łasiczka zatrzymała się przy jednym z parapetów, gdzie był kawałek jakiegoś pieczonego mięska. Whites wołała ją, aż w końcu sama postanowiła ją złapać.
- Em, przepraszam... - zaczęła rozmowę do dziewczyny, która widocznie była za mocno pochłonięta słuchaniem muzyki. Delikatnie zdenerwowało to naszą bohaterkę, gdy widziała nieposłuszeństwo fretki. Łudziła się, że ją złapie, lecz zamiast tego usiadła powoli, wyciągając rękę do zwierzątka. Problem był taki, ze między nią a fretką była obca osoba. Nasza bohaterka próbowała wyciągnąć rękę w taki sposób, by nie naruszyć nikogo. Do czasu aż dziewczyna spojrzała na nią i wyjęła jedną słuchawkę. Whites zatrzymała się w miejscu i dość niewygodnej pozycji. Siedziała z wyciągniętą ręką, za obcą dziewczyną jakby chciała ją objąć. Rumieńce szybko się pojawiły, a temperatura podskoczyła, głównie dlatego, że głupio się poczuła. Fretka wyśmiała swoją właścicielkę.
- Em hej. - Whites rozpoczęła rozmowę. - Whites jestem... - Delikatny uśmiech widniał na twarzy skrępowanej bohaterki.
- Hej, Rachel. - Nieco zmieszana odparła. Bohaterka zabrała rękę i podrapała z tyłu głowy, jakoś nie przyszło jej do głowy, by powiedzieć, co tak naprawdę zaszło.
- Kedzia, do mnie! - Delikatnie oznajmiła po chwili, gdy się ogarnęła. Młoda łasiczka podeszła, jednak ułożyła się na kolanach nowej dziewczyny, domagając się pieszczot.
- Kedzia! - szepnęła dość głośno. - Kurczę, przepraszam cię bardzo. Mam nadzieję, że nie podrapała... - Bohaterka zaczęła rozmowę dość z dziwnej strony.


Rachel?

6 cze 2018

Whites Belive

Na zdjęciu: Chloë Grace Moretz
Motto: "Za krew walczymy, za życie cierpimy..."
Imię: Whites (pseudonim artystyczny, Katsi)
Nazwisko: Belive
Wiek: 18
Data urodzenia: 10.08
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Zamieszkuje 120m/k mieszkanie w wieżowcu na samej górze, w samym środku centrum. Piękne widoki zabierają dech w piersiach. Posiada 3 duże pokoje, ogromny salon, stylową kuchnię i mało wymiarową łazienkę. Salon posiada trzy mandarynkowe ściany oraz jedną ciemno-fioletową, na której widnieje ogromna fototapeta śnieżnego wilka zamieszkujący zimowe kraje. Pomieszczenie jest ładnie zagospodarowane w czarnoskóre meble oraz białe, drewniane szafki wypolerowane na wysoki połysk, ale może nie będę się rozpisywać z każdym pomieszczeniem.
Orientacja: Biseksualna z większym względem na płeć piękną.
Praca: Zastępczyni generała sił specjalnych (czyli zastępczyni wojskowej), zajmuje się głównie porządkiem oraz układaniu strategi siłowych. Posługuję się głównie bronią białą.
Charakter: Absolutnie oddana swej nauce oraz sprytowi, jest dziewczyną wymagającą i bardzo sprawiedliwą. Pokazuje stanowczość, broniąc swego dziedzictwa oraz zdania, w którym jest pewna, iż ma racje. Nie rzuca się na nikogo bez powodu, zwykle jest cichą dziewczyną zapuszczoną we własnych uczuciach. Nie ukazuje swoich wad ani nie potrafi wybaczyć zdrady. Przeważnie nieufna i obojętnie nastawiona do obcych, co prawda do znajomych różni się tym iż po prostu chętniej współpracuje i częściej się uśmiecha. Dzielnie wykonuje swe obowiązki i nie waha się udzielić pomocy. Szybko kombinuje, mając wieloletnie doświadczenie od młodej skóry, potrafi wiele zdziałać. Jeżeli przed czymś ucieka to tylko po to, by znaleźć inną taktykę do pokonania wroga. Nie poznała uczucia zauroczenia, lecz... czuje w głębi siebie coś nieobliczalnego, gdy czasem widzi uroczą dziewczynę, ukrywa się zazwyczaj z tym, a uczucie odczuwa bardzo rzadko.
Hobby: Bardzo ciekawią ją bronie białe a dokładniej tzw. "Szpony". Interesuję się również historią zwierząt poległych (dinozaury), jak i fantastycznych (smoki i inne stworzenia legendarne). Lubi o nich czytać, wiedząc, że jest to tylko fikcja. Przeważnie uwielbia w spokoju rysować zwierzęta lub stworzenia do nich podobne. Tańcem nie pogardzi, choć od tego wszystkiego najbardziej uwielbia trenować swe ciało, by zwiększyć siłę i wytrwałość.
Aparycja|
- wzrost:
170 cm
- waga: 55kg
- opis wyglądu: To zgrabna dziewczyna, figury gruszkowej. Ciemny blond włosów jest jej naturalnym odcieniem. Szaro-zielone oczy są dla niej największym priorytetem. Ala trójkątna szczeka z mocno ukazaną szczęka. Charakterystyką jest nieco bardziej wysunięta górna warga.
- pozostałe informacje: Posiada tatuaż na plecach o symbolice miecza i białego wilka. Przekłute lewe ucho na małżowinie.
- głos: Martin Hall
Historia: Urodzona i wychowana przez opiekunki, rodziców w młodości nie poznała. Dopiero gdy skończyła 8 lat, matka zgodziła się, by mogła potrenować wraz z nią, zabrała dziewczynkę na dział wojskowy do swego "namiotu" Niektóre zadania były bardzo dla niej ryzykowne, a matka nie chciała narażać, jeszcze swojej młodej córki widząc, że nie jest gotowa. Whites była uparta i dawała o tym siwe znaki, podczas samotnych nocy, gdy rodzice odbywali warty, dziewczyna uczyła się wtedy do późnych godzin, z książek pochłaniając jak najwięcej wiedzy oraz mitologi lub nawet sztuk walki. Od tamtej pory matka nie rozumiała jakim cudem dziecko potrafiło ociągnąć takie możliwości bez praktyk czy treningów. Szkolenie miało tylko udoskonalić to, co już umiała, jak i zwiększyć fizyczną siłę. Matka zdecydowała, że dla córki przyda się małe uosobienie. Była wystarczająco silna i sprytna, by poradzić sobie samej w wielkim mieście. Zamiast mieszkać z matką w bunkrze wojskowym, wynajęła mieszkanie, które dostała w prezencie od ojca. Nie spodziewała się, jednak że nie będzie to wcale blisko.
Rodzina: Nasza bohaterka ma dość skomplikowaną rodzinę. Matka zwana Helestią pełni wiernie służbę w siłach specjalnych, jest ich podporą i główną dowodzącą, ojciec natomiast pochodził z rodziny bogatych i mocno ogarniętych, nazywał się Szirto. Dumne imię, jak i nazwisko przejęła właśnie po nim. Jest dumna z tego przywilej i nigdy nie zapomni dziedzictwa.
Partner: Aktualnie brak
Potomstwo: Nie jest gotowa.
Ciekawostki: Ukochany kolor- oczywiście pomarańczowy. Łączy ten aksamitny kolorek z różnymi jego odcieniami oraz tradycyjnymi takimi jak czarny czy biały. Uwielbia maliny, da się za nie nawet pociachać. Nie znosi za to przetworów z czereśni. Same owoce zje, natomiast soki wiśniowe czy inne badziewia nawet nie tknie.
Zwierzęta: Posiada młodą fretkę, która nazwała Kedra. Samiczka ma zaledwie pół roku. Miła i spokojna do obcych osób, chętnie się bawi i daje głaskać zwłaszcza bo brzuszku.
Pojazd: Posiada własne Shotaro. Pojazd dwukołowy, który genialnie nadaje się na jazdę po asfalcie. Jaskrawo świeci, zwłaszcza w nocy.
PD: 130
Kontakt: WaderaSteysi