Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jake. Pokaż wszystkie posty

20 lis 2020

od Jake'a do Veronici

 Usiadłem na krześle przed wjazdem do warsztatu i położyłem kij od bejsbola na kolanach. Coraz bardziej zaczęło się ściemniać, czyli coraz bliżej do najbardziej znienawidzonej przeze mnie wizyty. Na samą myśl miałem dosyć, ci durnie nie potrafią dobrze liczyć, a jeszcze powiedzą, że wisisz im jedną czwartą albo i połowe.

 Znów powracają demony przeszłości.... Dawno zamknąłem ten rozdział, wyrzuciłem za siebie, udało mi się go wyciszyć na tyle, że mnie nie dręczył przez kilka lat, a tu wszystko się zawaliło jak za dawnych lat. Oparłem głowę o metalową ścianę za sobą, poczułem lekki chłód idący od blachy, przyjemne uczucie. 

30 paź 2020

od Jake'a do Serafiny

Rozglądnąłem się po sklepie zoologicznym, jak ja uwielbiałem ten zapach karm, siana, ciastek i legowisk zmieszanych razem. No dobra, gdzie są kości do gryzienia?, pomyślałem. W pamięci miałem miejsce ze stoiskiem przy oknie po prawej stronie, ale znów ktoś je przeniósł. Poszukiwania kości czas zacząć. 
Minąłem dział z karmami, pomyślałem oczywiście czy jeszcze mam w domu karmę, ale uspokoiłem tą myśl, bo dopiero co dużą paczkę kupiłem, kolejny dział ze smyczami i obrożami, tego nie trzeba, zabawki i środki do pielęgnacji, w sumie może wezmę szczotkę? Ta co mam jest jeszcze ok, tylko, że zbiera mało włosów i Sully gubi ich niemiłosiernie dużo. Chwyciłem w ręce opakowanie ze szczotką, która miała metalowe zęby. Z tyłu przeczytałem krótki opis, który zapewniał o swojej doskonałości i skuteczności. Czemu nie, pomyślałem, wypróbuje. 

20 wrz 2020

od Jake'a do Veronici

Cieszyło mnie to, że mogłem jej pomóc. Niby zwykła wymiana części od samochodu, czynność, którą robiłem już od lat i znałem na pamięć nawet, gdybym miał zamknięte oczy. Stanąłem w drzwiach warsztatu i odprowadziłem różowe lamborghini wzrokiem, aż nie zniknęło za drzewami. Ten głos silnika, to jest cudo dla uszu każdego miłośnika wyścigowych samochodów. Zawsze jak usłyszę tę melodię to czuje się odprężony, a nawet spełniony, tak po prostu.
Poczułem na nodze delikatne szturchanie, spojrzałem w dół.
- Co chciałeś? - spytałem
Dojrzałem w jego pysku piłkę tenisową, no tak to był czas na zabawę. Spojrzałem za warsztat, a może tak popływać w jeziorze? Była dziś ciepła pogoda, słońce świeciło, a temperatura wskazywała 24 stopnie, wręcz idealny dzień na skoczenie do chłodnej wody. Skierowałem się do domku obok i zdjąłem strój jednoczęściowy, którego używam do pracy. Niech sobie odpocznie, pomyślałem wieszając go na oparciu krzesła. Otrzepałem go trochę z kurzu, gdzieniegdzie widniały małe plamy po oleju, ale to normalne w warsztacie. Zrobiłem krok do tyłu, wbiłem mój nieobecny wzrok w kostium, od razu w głowie powstał mi zarys z młodszych lat.

12 sie 2020

od Jake'a cd. Veronici

Wrzuciłem kilka małych worków ze śrubami do mojego kartonu ze skarbami. Ktoś mógłby stwierdzić, że mieszka tu dzieciak gdyby go otworzył. Gdy jeszcze nie mieliśmy z ojcem warsztatu w garażu, wrzucałem tu moje najlepsze zabawki albo znalezione rzeczy na naszym polu. Pamiętam do teraz jak znajdywałem stare sprężyny, piłki od tenisa czy nawet łuskę od naboju. Wszystko to miałem tu - w moim kartonie. Chwyciłem mały klucz francuski z samego dna, przyjrzałem mu się dokładnie, dostałem go na 7 urodziny, żebym mógł przykręcać śruby w dachu do naszej stodoły. Nie była ona wielka, raczej małych rozmiarów na kilka zwierzaków. Mogłem bez problemu wejść na górę nawet z małej drabiny. Uśmiechnąłem się kącikiem ust, w tym dniu byłem zbyt szczęśliwy, że mogłem pomóc w czymś i gdy znalazłem się na dachu, to owszem przykręciłem wszystko jak trzeba, a na koniec spadłem na ziemie. Noga mi się pośliznęła na krawędzi, wylądowałem na plecach ale nie płakałem ani nie krzyczałem z bólu, tylko cieszyłem się jak głupi z dobrze zrobionej roboty, a upadek uznałem za szczęście. Byłem bardzo dziwnym dzieciakiem.
Kolejne co wyjąłem to zegarek mamy, podarowałem jej go rok przed wypadkiem i byłem zadowolony, że nosiła go codziennie. 

7 sie 2020

od Jake'a do Veronici

- Też bym miał negatywne myśli na temat takiej osoby - powiedziałem
- To temat, który mnie niestety obrzydza - wzruszyła ramionami - ojciec to tyran, tylko pieniądze mu w głowie i każdy chodzi u niego jak w zegarku.
Przerąbane, pomyślałem. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie relacji z ojcem ani poczuć to napięcie u Veronici, bo szybko straciłem rodziców - przeze mnie. To była tylko i wyłącznie moja wina, nic tego nie zmieni. Gdybym tylko przejął tą durną kierownicę i wykręcił w prawo, owszem wylądowalibyśmy w rowie ale skończyłoby się niewielkimi zranieniami. W ogóle, ile to już lat temu? Mam słabą pamięć do liczb....
- Przynajmniej masz swój dom - wziąłem łyk wody z małej butelki.
- Jeden plus - uśmiechnęła się kącikiem ust - mam tylko nadzieje, że będzie mnie jak najmniej odwiedzał, bo czasami między nami jest naprawdę ostro.
Chciałem ją jakoś pocieszyć, ale nie umiałem. Coś w stylu ''nie martw się'' albo ''w razie potrzeby pomogę'' no cokolwiek, a może lepiej przemilczeć? Skoro ją tak to gnębi to chyba wolałaby nie rozwijać tego tematu.
Burza znów uwolniła swoje bomby i potężne huki, które objęły całe miasto. Ciekawe co by było, gdyby to była prawdziwa wojna... wpatrywałem się w czarne chmury na niebie. Sully w tym czasie znów zaskomlał i przytulił się do dziewczyny wlepiając w nią wielkie oczy. Parsknąłem cicho na jego widok, wyczuł w Veronice bezpieczeństwo, teraz miałem pewność, że siedzę z osobą, przy której mogę się rozluźnić. Ufam zwierzętom i wierzę w ich dar widzenia dobrych ludzi, właśnie takową poznałem.
- Ufa ci - stwierdziłem
- Ma piękną sierść - pogładziła go mile po klatce piersiowej - rzadko widuję tak zadbane psy, ściska mnie w sercu, gdy widzę jakiekolwiek zwierzę w skundlonym futrze czy co gorsza samego na ulicy - westchnęła - staram się też tak dbać o konie i ogółem stajnie, chce żeby wyglądały jak najlepiej
- Szanuje takie osoby.
- Ile on ma ogólnie lat? - spytała wciąż głaskając mu sierść
- 8 lat - wypowiedziałem to ze smutkiem ale i z pretensją, w dodatku cicho
- Wygląda przynajmniej na 4, zazdroszczę mu tak świetnej opieki, masz dobrego opiekuna - skierowała ostatnie słowa do psa.
Miałem w świadomości to, że owczarki żyją od 9 do 12 lat, a Sully ma już 8. Bolało mnie to jak jasna cholera, nie lubiłem jak ludzie o to pytają. Starałem się spędzać z nim jak najwięcej czasu, wykorzystywać każdą możliwą chwilę na bycie razem. To mój najlepszy przyjaciel, kto mi go zastąpi?
Zdzierałem powoli etykietę z butelki, chciałem skupić uwagę na czymś innym, padło na etykietkę. Interesująca rzecz na nudę.
- Chyba zaczyna się przejaśniać - zauważyła Veronica - pracujesz gdzieś? - spytała
Spojrzałem na okno, rzeczywiście deszcz zaczynał mniej padać, a chmury najeżdżały w jaśniejszych kolorach.
- Mam warsztat na przedmieściach, naprawiamy razem auta - rzuciłem okiem na Sully'ego - czasami trafi się perełka to sprzedaje za większą sumę komuś kto takie coś kolekcjonuje.
- Sportowe też się wliczają?
Pokiwałem głową, wszystkie naprawiamy bez dwóch zdań.
- Pytam, bo w moim coś zaczęło mi stukać, nie jestem pewna co to - próbowała wyjaśnić problem swojego pojazdu
Zastanowiłem się na moment, stukanie w aucie, stukanie w aucie..
- Może to być usterka w zawieszeniu, w amortyzatorze, łożyskach - wymieniłem kilka przyczyn - mogę spojrzeć jeśli chcesz.
- Najlepiej od razu - ożywiła się - zajeźdźmy do ciebie, bo niepokoi mnie ten dźwięk.
- Ze spokojem, mam do przeglądu jeszcze dwa pojazdy - skłamałem - wieczorem mam wolne to wtedy obejrzę.
Nie mogłem z nią wsiąść do samochodu, nie było takiej opcji żebym usiadł na miejscu pasażera. Nie po tym wszystkim, mam koszmary po nocach i stres do tej chwili. Musiałem ją skłamać, bo bałem się usiąść po prawej stronie, zwyczajnie się bałem. Podrapałem się po szyi, najechałem palcem na wyraźną bliznę po wbitym odłamku przedniej szyby auta ojca. Nigdy więcej zasiadać na miejscu pasażera.


Veronica?

5 sie 2020

Od Jake'a do Veronici

Wzruszyłem ramionami, ale ostatecznie pokiwałem głową na zgodę. Czemu nie, raz na jakiś czas można z kimś pogadać i spędzić miło czas, w sumie obojętne mi to było czy chodzę na spacery sam, z psem albo z drugą osobą. Nigdy nie odczuwałem żadnej przyjemności z przechadzką u boku człowieka, a co innego ze zwierzęciem. Jednak czasami miałem potrzebę przebywania pośród ludzi, bo po prostu coś mnie do nich ciągnęło nawet bez powodu. Spojrzałem na dziewczynę obok, na pierwszy rzut oka wydawała się bardzo sympatyczna i pewna siebie, jakby wiedziała na czym polega życie, sunie prosto przez nie omijając wszelkie kłody ułożone pod nogami. Jednak w jej oczach zauważyłem coś, co jej sprawiło przykrość, taki sygnał, że coś jej się przytrafiło w przeszłości.
- Jesteś tu czy gdzie indziej? - spytała po chwili.
Otrząsnąłem się z myśli, no tak znowu odpłynąłem.
- Tu, właśnie dopijam kawę - potrząsnąłem papierowym kubkiem z resztką kawy na dnie.
- Nie kojarzę cię, od dawna tu mieszkasz? - przekrzywiła głowę.
Zamyśliłem się na chwilę, właśnie  uświadomiłem sobie, że nie pamiętam kiedy tutaj przyjechałem. Ile to było?
- Z kilka...lat temu - nie byłem pewien swojej wypowiedzi, ale zgadzało się to, że wprowadziłem się tu kilka lat temu, nie kilkanaście ani więcej.
W tej chwili zza krzesła wychylił się Sully, oczywiście, że nie zostawiłem go samego w taką pogodę w domu. Biedny siedziałby w kącie i szukał jakiegoś ratunku, a mnie by nie było. Pogłaskałem go po brodzie, nigdy bym cię nie zostawił psiaku, pomyślałem.
- Nie masz nic przeciwko psom? - spytałem, przypominając sobie, że naprzeciwko mnie ktoś siedzi.
- Skąd, mam w domu kota i konie, ale psami nie gardzę - uśmiechnęła się do owczarka.
  Akceptuje psy, jeden plus. Czy ona mówiła, że ma konie? Dawno żadnego nie widziałem, a tym bardziej nie głaskałem po pysku, mają taki mądry wyraz pyska...
Nawałnica wciąż nie dawała za wygraną, padało raz to mocniej raz to mniej, ale padało i grzmiało jakby trwała wojna na zewnątrz. Huk grzmotu był niczym wybuch bomby, a błyskawice jak...wystrzeliwanie rakiet. Moja wyobraźnia znowu tworzyła swoje fantazje.
Sully zaskomlał cicho i spojrzał mi w oczy, wystraszył się grzmotu.
- Choć no tu - powiedziałem cicho i pozwoliłem mu usiąść na kolanach
Dziewczyna zaśmiała się na nasz widok.
- Zupełnie jak z małym dzieckiem.
- Boi się burzy - wyjaśniłem łagodnie - mieszkamy sami więc wzajemnie się o siebie troszczymy, prawda? - spytałem owczarka, który wtulił się we mnie - biedaku
Okryłem go trochę bluzą na zadzie, Veronica przypatrywała mu się w pyszczek - pewnie zrobił swoje wystraszone oczy pełne strachu.
- Wciąż nie znam twojego imienia - zauważyła
No tak, przedstaw się.
- Jake, wybacz - spojrzałem na moment w okno obok stolika po czym wróciłem wzrokiem na dziewczynę - to jest Sully - wskazałem na psa


Veronica?

26 cze 2020

od Jake'a

Kolejny dzień w swoim cudownym warsztacie. Dziś ma do sprawdzenia trzy samochody i jeden motor z obluzowanym przednim kołem. Dla takich jak ja to istny dzień w raju, nie przeszkadza mi codzienna rutyna - kocham to co robię. Praca z samochodami to najlepsze co odziedziczyłem i nie zamierzam tego zmieniać na nic innego. Po pierwsze uprzątnąłem legowisko psa, znajdowały się tam resztki okruchów po karmie i zapewne ciastek, musiał je podkraść z szuflady. Wziąłem jego materac i porządnie wytrzepałem na tyłach budynku. Piesek musi mieć zawsze odświeżone posłanie inaczej jak to będzie wyglądać? Jak Sully będzie się czuł? O nie, wszystko musi być idealnie zrobione.
- Czas do pracy - powiedziałem do owczarka, który przeciągnął się na mój widok.
Założyłem strój mechanika i po drodze ze stolików lub półek przechwyciłem śruby, wkrętaki, imbusy i inne małe części, które pomieszczą się w kieszeniach. Na pierwszy rzut wybrałem Chevroleta Impale z 1960 roku, cud, że ten stulatek jest na chodzie i dostępny gdzieniegdzie na giełdach. Niektórzy kolekcjonerzy bija się o takie cacka, tym bardziej w tak znakomitym stanie. Spojrzałem w dokumenty, ahh tak wymiana opon i wyczyszczenie klimatyzacji - pestka.
- Tylko nie uszkodzić lakieru - doczytałem na dole mniejszym druczkiem - wedle życzenia - westchnąłem.

24 cze 2020

Jake Miller

Źródło: Pinterest, na zdjęciu Jake Gyllenhaal.
Motto: Jestem człowiekiem fortuny co swoją fortunę odnajdzie.
Imię: Jake, woli tylko tę formę imienia.
Nazwisko: Miller.
Wiek: 32 lata
Data urodzenia: 17 lipiec
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Posiada małą chatkę nad jeziorem z podstawowym wyposażeniem: pokój z niewielkim telewizorem, starą kanapą, biurkiem oraz szafą na ubrania, lodówkę i toaletę Resztę trzyma w swoim uporządkowanym warsztacie - drugim domu. Miejsce zamieszkania znajduje się bliżej obrzeży miasta, ceni sobie spokój i dzięki temu ma dużo terenu do składania samochodów czy motorów. Niezbyt dba o porządek, w chatce można znaleźć mnogą ilość kurzu, piachu i kałuż po paliwie. Na tyłach w kącie znajduje się specjalne miejsce wyłożone miękkim materacem dla jego psa (to jedyne naprawdę zadbane miejsce, bo bardzo go kocha).
Orientacja: Aseksualny
Praca: Mechanik samochodowy, dorabia w sprzedaży zabytkowych części do lombardów.
Charakter: Zacznijmy od tego, że jest tajemniczy i zamknięty w sobie. Każdy tak powie w chwili spotkania z Jake'iem. Bezinteresowna osoba, która jest zmęczona samym sobą - to tylko pozory. Miał ciężką przeszłość i nie zmieni się z dnia na dzień. Dla obcych osób nie będzie wesołym gadułom, który zaproponuje kawę i przedstawi swoją teorie o naprawie danego auta. Jedynie co to przywita się, bo został mu szacunek, a następnie cierpliwie wysłucha drugiej osoby o to jakie są problemy z pojazdem. Jest perfekcjonistą więc wszystko co zrobi, będzie wykonane na 100%. Nie wykona zadania jeśli coś mu nie będzie pasować, pozmienia to co trzeba i będzie tak długo nad tym siedział aż zyska pożądany efekt.
Nikt nie ma prawa mu rozkazywać, nie będzie robił czegoś wbrew swojej woli, a szczególnie dla chciwych i obrzydliwie bogatych. Ma w nosie prawa, żyje po swojemu robiąc to co lubi, nikomu nie zawadza i kręci dobry interes.
Ostatnio polubił książki, szczególnie te z obrazkami, które pozwalają czytelnikowi wyobrazić sobie dokładnie dany moment w powieści.W chwili przerwy chętnie idzie do biblioteki bardziej w centrum i wypożycza to co mu wpadnie w oko. Podczas czytania znacznie pobudził swoją wyobraźnie i nawet zabrał się za rysowanie, początkowo były to gryzmoły ale z czasem udało mu się zrobił piękny szkic swojego psa. Był taki dumny z siebie, że powiesił rysunek nad materacem pupila.
Po wypadku wpadł w depresje i do dziś potrafi się obwiniać za brak reakcji ze swojej strony. Często widzi świat w szarych kolorach, na zewnątrz nie czuje emocji, jakby zupełnie w nim wygasł płomyk nadziei na lepsze jutro, Nie umie się prawdziwie cieszyć, śmiać, ekscytować itd. Jedynie wewnątrz siebie wyczuwa ogrom uczuć i emocji, odbijają się jak piłka ping-pongowa o ciało powodując reakcje. Najgorzej jest w głowie - myśli nie dają żyć. Jake w chwili zbyt dużego natłoku myśli sięga od razu po whisky lub narkotyki, bo to jedyny sposób na wyciszenie. Dodatkowo ma psa, zwierzęta również powodują u niego spokój i czuje się na siłach w tym dziwnym świecie.
Jest to osoba skrajnie obojętna,można mu się żalić, można go wyzwać od największych sku***eli, a on nawet nie mrugnie okiem i wróci do swoich zajęć. Nikt nie jest w stanie go wyprowadzić z równowagi, nie ma takiej możliwości. Chyba, że chodzi o zwierzę - w żaden sposób nie pozwoli na jego skrzywdzenie. Dużo im zawdzięcza, bo inaczej nie widzi siebie żywego na tym świecie. Ma potrzebę opieki nad kimś lub czymś, musi czuć, że jest komuś potrzebny.
Jake to spokojna osoba, która nie potrafi unieść głosu na kogokolwiek. Nie widzi potrzeby w niszczeniu sobie strun głosowych na kogoś z małym poziomem inteligencji. Wie doskonale, że świat jest fałszywy i nie wolno wierzyć we wszystko co się widzi czy słyszy. Może być, że porozmawia z kimś, ale na krótko, bo szybko się męczy. Jego bateria energii szybko się rozładowuje w interakcji z drugą osobą. Wystarczy mu chwila przyjemnej rozmowy, po czym odcina się, aby odpocząć i pobyć w swoim ulubionym pomieszczeniu.
Nigdy nie spojrzy prosto w oczy - okropnie go to krępuje. Będzie uciekał wzrokiem wszędzie na boki, byle nie w oczy.
Potrafi wyczuć kiedy ktoś kłamie, nie jest to żaden dar, zbyt wiele razy go okłamywali i wykorzystywali. bez problemu jest w stanie zauważyć mimikę twarzy lub ruchy ciała świadczące o kłamstwie.Takim osobom nie ufa i odrzuca od siebie, nigdy nie daje drugiej szansy. Jeśli schrzaniłeś to spadaj.
Bywa, że zachowuje się dziwnie i ludzie uważają go za dziwaka, ale on się tym nie przejmuje. Nie liczy na przyjaciół a tym bardziej na dziewczynę, nie ma najmniejszej ochoty znosić jej towarzystwa i zachcianek. Woli w to miejsce osobę, która go zrozumie i będzie odwiedzać od czasu do czasu.
Hobby:
* Jego atutem są auta, od małego uwielbiał bawić się silnikami, tuningować stare marki i pomagać ojcu w warsztacie. Taka praca go znacznie uspokaja i powoduje wewnętrzną równowagę. Nie gardzi również innymi pojazdami - zaopiekuje się każdym pojazdem.
* Od czasu do czasu uda mu się coś narysować, w większości to szkice motywów na samochody albo jakieś urocze zwierzę.
* Pomaga w znalezieniu domu dla zabłąkanych psów, robi to, bo ma dla nich złote serce i zrobi wszystko aby zguba miała kochających właścicieli.
* Słucha rocku i muzyki relaksacyjnej
* Na ścianie w warsztacie ma kolekcje rejestracji z różnych stanów
Aparycja|
- wzrost: 185 cm.
- waga: 81 kg
- opis wyglądu: Nie jest to typowy mięśniak, posiada wytrenowaną sylwetkę ale bez przesady. Stara się dobrze odżywiać aby utrzymać masę taką jak ma choć nawet jak zje coś niezdrowego albo za dużo to i tak nie tyje. Po tym odkryciu można powiedzieć, że ma trochę wywalone na posiłki i ich ilość. Na twarzy ma kilkudniowy zarost, co do oczu, można z nich wiele wyczytać ale też dostrzec pustkę - wszystko przez przeszłość,o której nikomu nie ma zamiaru mówić. Wyraz twarzy wskazuje na zawsze zmęczonego, sennego, a prawda jest taka, że nie okazuje uczuć, bo nie ma takiej potrzeby. Włosy zwykle pozostawia luźno tak aby miały swobodę, choć na ważniejsze spotkania zaczesuje je do tyłu na gumę. Mimo obojętnego wyrazu twarzy, potrafi się uśmiechnąć. Jeśli ktoś dobrze się przyjrzy, zauważy pogryzione wargi. Ubiera na siebie zawsze czarne ubrania, jeansy i zwykłe trampki. nie jest fanem kolorów (wnerwiają go jasne barwy).
- pozostałe informacje:
* Ma liczne blizny na prawej ręce po walce z agresywnym mieszańcem pitbulla/rottweilera, bronił swojego psa i był później zadowolony, że jego pupil był cały i zdrowy, siebie opatrzył i wrócił do domu na obiad. Jeszcze jedną bliznę na szyi ma od wypadku, przednia szyba się rozbiła podczas dachowania i kawałek szkła utkwił mu centymetr od tętnicy
* W lewym zgięciu łokciowym posiada niewielkie od wkłuć siniaki po narkotykach
- głos: Jake Gyllenhaal
Historia: Urodził się w niewielkiej wiosce na odludziu wielkiego miasta. Razem z rodzicami hodował krowy, świnie, kozy,a najbardziej uwielbiał strzyc owce, to było jego ulubione zajęcie na nudne dni. Gdy podrósł, razem z ojcem stworzyli sobie w szopie swój warsztat, w tym czasie zdobył ogromną wiedzę o składaniu samochodów i o samej naprawie. Tak mu się spodobało, że spędzał tam najwięcej czasu. Rodzice nie mieli mu tego za złe, byli szczęśliwi, że znalazł to co kochał. Z biegiem lat otworzył własny warsztat w centrum miasta i czuł się spełniony. Miał bardzo dużo klientów i każdy go chwalił za dobrze wykonaną robotę. Wszystkie zepsute samochody wyjeżdżały od niego w pełni zdrów. Pewnego dnia razem z rodzicami udał się na wycieczkę, jechali starym fordem złożonym przez ojca, a ten uparł się, że będzie kierowcą. Jake miał pewne wątliwości, bo miał on ze względu na wiek gorszy wzrok, nie chciał się kłócić i postanowił bardziej wytężać wzrok podczas jazdy. Kierowca postanowił wziąć dłuższą trasę aż zapadł zmrok. W tym momencie z naprzeciwka ukazał się samochód bez włączonych przednich świateł. Ojciec zasłabł na moment i nie widząc o aucie przed sobą skręcił na lewy pas. Zderzenie nastąpiło natychmiast, odrzuciło ich na bok i zaczęli dachować do rowu. Jake słyszał tylko kruszenie się przedniej szyby i zimny odłamek w szyi. Gdy wszystko ustało, chłopak wyczołgał się z wraku i wyjął zawadzający przedmiot co było największym błędem, bo powoli się wykrwawiał. Na szczęście zatamował to w miarę dzięki bandażom w apteczce samochodowej, do tego kierowca jadący bez świateł pomógł mu się uspokoić i zabrał do szpitala.Tam dowiedział się o śmierci rodziców. Parę dni później został wypisany i ciagle myślał o tamtym dniu. Dlaczego pozwolił mu prowadzić? Obwinianiem się nie było końca, nie mógł wytrzymać presji i zaczął pić. wypijał litry wódki, a potem whisky. Zasmakowało mu to, jednak nie potrafił zapić wewnętrznego smutku. Nie przypominał już dawnego siebie, zmarniał, wpadł w depresje i ciągle był wściekły na siebie. W pewnym momencie czuł straszną pustkę w sobie i mając dośc wszystkiego zaczął przyjmować narkotyki. Brał je gdy tylko wracały mu złe wspomnienia, z biegiem czasu myślał o nich coraz mniej ale wpadł w nałóg. Postanowił wyjechać jak najdalej zostawiając przeszłość za sobą. Trafił do Avenley, gdzie uznał, że będzie wiódł spokojne życie i będzie naprawiał samochody.
Rodzina: Nie żyje, zginęli w wypadku, a Jake był tego świadkiem siedząc na miejscu pasażera.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
* Nieświadomie przegryza wargi
* Lubi jeść spaghetti i pizze z serem
* Ma większy szacunek do zwierząt niż ludzi
* Cierpi na lekką depresje i stres pourazowy
* Potrafi doskonale kłamać nie okazując żadnych emocji przy tym
* Ma słabość do whisky z lodem i dzięki wieloletniemu doświadczeniu ma mocną głowę do tego.
* W domu ma ukryty karton ze zbędnymi przedmiotami dla każdego kogo wpuści do domu - dla niego to największy skarb
* Nienawidzi kłamstwa
* Parę lat temu przyjechał do innego państwa po potrzebne części do samochodu i poznał pewnego ulicznego szczeniaczka, którego pokochał, parę dni go dokarmiał, ale nagle maluch zniknął, chwile potem rozpoznał go na jednym stanowisku upieczonego, wściekł się (a to robi niezwykle rzadko), znalazł oprawce na tyłach sklepu po czym zakatował na tyle, że był przytomny ale nie zdolny do powstania, Jake podpalił go tak jak tego szczeniaka po czym zorientował się, że ten jeszcze żyje więc odciął mu dłoń i zjadł, zaśmiał się swojej ofierze w twarz i chciał by poczuł się jak każde zwierzę kończące właśnie w ten sposób, po uczcie strzelił mu w głowę i jakby nigdy nic wyszedł do swojego pojazdu
* Gdy kogoś uzna za godnego jego zaufania to wtedy będzie robił wszystko, żeby tej osoby nie stracić, w obronie nawet sięgnie za broń
Inne zdjęcia: x x x x
Zwierzęta: Owczarek niemiecki imieniem Sullivan (w skrócie Sully). Sully to bardzo ułożony pies, który będzie idealnym towarzyszem dla swojego właściciela. Ma już za sobą szczęśliwe 8 lat u boku człowieka, który zabrał go jako szczeniaka do domu. Spokojny temperament, miłe spojrzenie i zawsze uśmiechnięty na widok znajomych twarzy. Z chęcią wita nowych klientów w warsztacie i przede wszystkim pomaga w naprawie aut np. przynosząc odpowiednie klucze albo naciśniecie guzika do podwyższenia samochodu, tak on się na tym zna.
Pojazd: Nissan Skyline R-34
Kontakt: howrse/doggi haskunio