Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hangagog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hangagog. Pokaż wszystkie posty

12 mar 2020

Odejście

Żegnamy Hangagoga!

1 sty 2020

Od Hangagoga CD. Amy

Kiedy Amy wróciła z łazienki film był już przygotowany. Miałem nadzieję, że na nim nie zasnę. Bo nadal cały czas ziewam. Mój organizm ostatnio odpierdala. Cały czas chce spać. Westchnąłem ziewając. Dziewczyna usiadła obok mnie. Spojrzałem na nią, a ta wzięła do dłoni pilot.
- Wybacz jak zasnę. Ostatnio cały czas mogę spać. Chyba przez ten szpital się tak przyzwyczaiłem - powiedziałem do niej i wróciłem wzrokiem na telewizor.
- Nie przejmuj się - odpowiedziała jedynie, a ja uśmiechnąłem się lekko.
- Nie przejmuje się piękna. Nie chce by było ci przykro - rzekłem jedynie. Nie musiałem patrzeć na nią by wiedzieć, że jej policzki są czerwone. Włączyła film i ułożyła się wygodnie na sofie. Ziewnąłem przeciągle mrużąc delikatnie oczy. Ale wypiłbym kakao. Albo kawę na pobudzenie. Miałem ochotę na tak wiele rzeczy, jednak mój stan sprawiał, że nie było na to szans. Miałem już tego dość. Chciałem już żeby to ze mnie zdjęli.

~~~~**~~~~ Miesiąc później:

Wracałem ze szpitala. Swoimi starym samochodem, który został naprawiony. Zdjęli mi ostatni gips. Czułem się wolny. Jest mi dużo lepiej. Mam jeszcze dwa tygodnie wolnego z powodu iż nie mogę nadwyrężać niczego. Amy zwykle co dwa dni przyjeżdżała do mnie z jakimś dobrym jedzeniem. Raz chyba nawet została na noc. Byłem wtedy zdziwiony. Ale dziewczyna po prostu zasnęła na sofie. A ja nie miałem serca jej budzić. Tak zrobiłem się miękką pizdą. Żartuje. Mój telefon zaczął dzwonić więc sięgnąłem po niego i odebrałem.
- Halo? - usłyszałem głos Bellamiego. Uśmiechnąłem się lekko i wrzuciłem kierunkowskaz.
- Co jest braciszku? - zapytałem,  ten zapewne teraz wywrócił oczami.
- Nic ciekawego. Dzwonię by dowiedzieć się jak się czujesz. Kat mówiła, że dziś masz mieć zdjęte gipsy - powiedział, a ja zatrzymałem się przed kwiaciarnią.
- Tak. Właśnie wracam do domu - odpowiedziałem i zgasiłem samochód. Usiadłem wygodniej i spojrzałem w stronę budynków.
- Może wpadniesz dziś na obiad? - zapytał.
- W sumie z chęcią. Pewnie Kat gotuje? - odpowiedziałem jednak zadałem także retoryczne pytanie.
- Jak zawsze - odpowiedział - dobra nie przeszkadzam ci. Widzimy się na obiedzie. Bądź u Kat koło 16 - dodał.
- Dobrze, widzimy się później - powiedziałem i rozłączyłem się. Wyszedłem z samochodu i zamknąłem go. Skierowałem się do kwiaciarni.
- Dzień dobry - powiedziałem do kobiety zza ladą. Uśmiechnęła się lekko i także się przywitała. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Najwięcej było czerwonych róż, jak to zawsze bywa.
- Potrzebuje dwóch bukietów - rzekłem, a ona skinęła głową.

~~~~**~~~~

Znalazłem się przed drzwiami Amy. Mam nadzieję, że była w domu. Zapukałem, a po chwili usłyszałem głos dziewczyny.
- Chwila! - krzyknęła. Ziewnąłem przeciągle. Nadal miałem problemy ze snem. Jednak było już trochę lepiej. W końcu dziewczyna otworzyła drzwi.
- Hey wybacz, że bez zapowiedzi. Ale ja tylko chciałem ci podziękować za to, że tak o mnie dbałaś - powiedziałem i wyjąłem zza pleców drogie wino półsłodkie oraz bukiet kwiatów. Drugi była dla Kat. Z powodu iż bardzo dawno jej nie widziałem.

Amy?? Wybacz, ż długo czekałaś i takie krótkie i beznadziejne xD

12 gru 2019

Od Hangagoga CD. Amy

Uniosłem powieki i ziewnąłem prosto w twarz Amy, która zwisała nade mną. Zmarszczyłem czoło zdziwiony i zaskoczony jej położeniem. Kiedy ujrzałem czarny marker w jej prawej dłoni wszystko zrozumiałem. Jęknąłem przeciągle jednak stwierdziłem, że nie mam zamiaru się w to bawić. Było to zbyt dziecinne zachowanie.
- Podaj mi proszę chusteczki żebym mógł to wytrzeć - powiedziałem, a dziewczyna odsunęła się ode mnie także zdziwiona. Jak mogłem nie zareagować oburzeniem?! Może dlatego była zdziwiona, że przyjąłem to tak spokojnie. Tak już mam jak się dobrze wyślę. Robię się spokojniejszy.
- Gdzie są? - zapytała, a ja spojrzałem na Amy, która czekała, aż powiem jej gdzie są chusteczki.
- W szafce nad umywalką. W łazience. Nawilżające - powiedziałem, a ona skinęła głową i ruszyła w kierunku łazienki. Przymknąłem powieki dalej zaspany. Potrzebuje kawy, potrzebuje też sprawnego ciała. Westchnąłem cicho i otworzyłem powieki rozglądając się po pokoju. Kocham L4. Zajebiste uczucie. Możesz wszystko. Nie musisz chodzić do pracy. Możesz chodzić pić, odpoczywać, czytać, oglądać seriale. Może nawet kogoś przelecisz? Super uczucie. Kiedy Amy wróciła z łazienki trzymając chusteczki uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń by wyrazić tym chęć zabrania jej rzeczy trzymaną przez nią w dłoni. Ta jednak pokręciła głową.
- Najpierw zrobię ci zdjęcie - odłożyła chusteczki z dala od mojego zasięgu i poszła do kuchni klaszcząc w dłonie zadowolona ze swojego pomysłu.
- Amy! - krzyknąłem zdenerwowany. Dawno nie spałem. To przez to. Kiedy dziewczyna wróciła z telefonem i włączonym aparatem pokazałem tylko środkowy palec i wystawiłem język jak dziecko niezadowolone z poczynania rodzica lub jakiegoś zakazu. Kiedy Amy w końcu podała mi chusteczki ze skwaszoną miną wytarłem marker. Szorowałem wszystko dokładnie jednak cały czas miałem wrażenie, że coś pozostało. Jęknąłem przeciągle kiedy materiał chusteczki dotknął już zdartego miejsca przy oku.
- Przestań, już nic nie masz - powiedziała Amy stawiając na stole dwa talerze z jedzeniem, które jeszcze parowało. Dawno nie jadłem obiadu. Kiedy to ostatnio byłem u Kat... dawno i nieprawda. Trochę czasu zajęło mi kiedy zająłem odpowiednie miejsce do jedzenia.
- Dziękuje, że przyjechałaś - rzekłem z lekkim uśmiechem do dziewczyny. Ta skinęła głową i wzięła się za jedzenie.
- Smacznego - powiedziała z pełną buzią, prychnąłem z lekkim uśmiechem.
- Wzajemnie - odpowiedziałem i także zacząłem jeść. Kurczak był dobry jednak za warzywami nie bardzo przepadałem dlatego wiadomo, że nie było pyszne jednak zjadłem większą cześć. Kiedy odłożyłem sztućce spojrzałem na dziewczynę.
- Dziękuje, było bardzo dobre - powiedziałem, a ona jedynie uśmiechnęła się. Rzuciłem tylko kość dla Verony, która złapała ją w locie zadowolona ze swojej zdobyczy. Teraz taki najedzony mogę iść spać. Chciałem się przeciągnąć jednak gips utrudniał mi tą czynność.
- Może chcesz coś obejrzeć? - zapytałem i spojrzałem na dziewczę, która właśnie zabrała talerze. Wyniosła je do kuchni.
- Jeśli chcesz. Co proponujesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Usłyszałem jak wstawia naczynia do zmywarki i ją zamyka.
- Chcesz herbatę albo kawę? - zapytała z kuchni, wlewała właśnie wodę do czajniki.
- Herbatę poproszę - powiedziałem jedynie - Komedia czy horror? - zapytałem.

+70PD
Bonus:
Zagadka: Wymień kilka wigilijnych potraw.
Odpowiedź: Pierogi z kapustą i grzybami, ryba po grecku, makowiec

10 lis 2019

Od Hangagoga CD. Amy

- Być może, ale jesteś praktycznie niepełnosprawny. I tak muszę dzisiaj coś zrobić, a w lodówce mam prawie pustki. Na co masz dzisiaj ochotę? Pójdę do sklepu, a potem przyjadę do ciebie. Więc? - zapytała, a ja wywróciłem oczami.
- Nie jestem aż tak niepełnosprawny jak myślisz - rzekłem i uśmiechnąłem się lekko gdy Verona drasnęła moją stopę, wydałem cichy syk bólu.
- Tak, słyszę - powiedziała, a ja prychnąłem z lekkim uśmiechem.
- Nie ważne. Prosiłbym o kurczaki - powiedziałem z lekkim uśmiechem, dziewczyna zgodziła się i pożegnała mówiąc, że będzie u mnie najszybciej jak może. Westchnąłem mimowolnie, a uśmiech nie schodził mi twarzy. Dziewczyna zachowała się bardzo... miło? Nie do końca było to te słowo. jednak najbardziej pasowało. Po prostu zrobiło mi się lepiej. Przez jeden głupi telefon. Wziąłem do ręki papierosy i odpaliłem jednego. Brakowało mi tego posmaku tytoniu. Cudowny smak i relaks jaki wywoływał jeden mały papieros. Oparłem się o kanapę i zamknąłem oczy odprężając się. Nasza mnie myśl jakie miałem szczęście. Samochód mógł jechać szybciej. Mógł walnąć w drugiej strony. Ale zarazem jakie mam nieszczęście. Mogłem jechać szybciej albo wolniej i nie doszłoby do takiego zderzenia. Gdybym pojechał inną drogą byłbym teraz w zupełnie innym miejscu i w innym stanie fizycznym. Nie ma złotego środka. Westchnąłem i zaciągnąłem się papierosem. Nie ważne... było minęło nic nie mogę zmienić. Trzeba przeboleć ten okres i wrócić do życia. Nie można się opierdalać. Wyrzuciłem niedopałem do popielniczki i chwyciłem za laptopa chcąc opłacić rachunki oraz opłacić swoich pracowników. Kilka kliknięć pozbawiło mnie kilku tysięcy. Westchnąłem i sięgnąłem po kolejnego papierosa. Odpaliłem go i włączyłem sobie jakiś serial na odstresowanie.  Chciałem wreszcie odpocząć. Powiecie teraz przecież tyle czasu leżałeś! Jednak odpoczynek w szpitalu to żadne zbawienie. Wolałem pracować. Chciałem wrócić do pracy. By korzystać z odpoczynku. Chciałbym iść na imprezę i potańczyć jednak fakt tego, że wszystko mnie bolało mówił jedno: siedź na dupie i nie pierdol. Westchnąłem i wziąłem do dłoni cole leżącą na stole. Sprawiło mi to lekki ból jednak zagryzłem wargi i nie wydałem z siebie żadnego dźwięku. Upiłem napój jednak tym razem położyłem go bliżej niż wcześniej. Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka zamarłem. Muszę wstać. Ja muszę wstać. O ja pierdole. Jak. Poczekaj. Chwila. Kurwa. Kiedy chwyciłem już kule usłyszałem jak drzwi się otwierają. No tak mam furtkę. No i drzwi były otwarte. Odłożyłem kule na miejsce i zatrzymałem odcinek. Dopaliłem papierosa nim Amy weszła do salonu.
- Hey. Jak się czujesz? - powiedziała, a ja wzruszyłem ramionami.
- W sumie bywało lepiej - rzekłem i oparłem się o kanapę jeszcze bardziej. Zamknąłem na chwilę powieki by otworzyć je znów gdyż Amy usiadła obok mnie. Zaciekawiony spojrzałem w jej kierunku.
- Zaproponowałbym ci herbatę albo kawę ale niestety nie bardzo mógłbym ją zrobić - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się lekko. Westchnąłem i spojrzałem na Verone, która czekała na moją zgodę.
- Wskakuj mała - rzekłem, a suczka zajęła miejsce tuż obok mnie. Położyła swój pysk na mojej nodze i patrzyła na mnie swoim ślepiami. Uśmiechnąłem się lekko, moja chęć pogłaskania jej była wielka. niestety leżała po stronie złamanego nadgarstka.
- Zrobię ci herbatę, a sobie kawę. Poczekaj tutaj - powiedziała Amy i wstała z kanapy.
- Nie mam zamiaru się nigdzie ruszać - rzekłem śmiejąc się jednak wiedziałem, że ani dla mnie ani dla niej nie jest on zabawny. Usłyszałem jak dziewczyna wstawia wodę, po chwili z kuchni rozległ się dźwięk rozpakowywanych zakupów. Przełączyłem serial na coś bardziej interesującego. Miałem dość głupich animowanych seriali. Oczywiście były zabawne, ciekawe ale jednak głupie... niestety. Nudziłem się okropnie, a to zaledwie połowa dnia! Jeszcze tylko kilka tygodni. Cudownie.

Amy?

14 paź 2019

Od Hangagoga CD. Amy

Kiedy dojechałem do sklepu zaopatrzyłem się w produkty spożywcze oraz alkoholowe, a kiedy już wszystko spakowałem odpaliłem papierosa opierając się o samochód. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Niala. Odebrał niemal od razu. Czyli wtedy gdy już tracisz nadzieje, że ktoś odbierze i w sumie chcesz już się rozłączyć.
- Co jest? - usłyszałem jego zmęczony głos. Wywróciłem oczami i zaciągnąłem się papierosem.
- Pamiętaj, że jutro jedziesz do pracy na ósmą. W dodatki chce ci powiedzieć, że gdy kończysz o szesnastej to wychodzisz o jebanej szesnastej, a nie piętnastej bo nikogo nie ma. Ostatni raz coś takiego - powiedziałem i usłyszałem jak wzdycha.
- Wybacz, śpieszyłem się - rzekł, a ja wyrzuciłem spalonego papierosa na drogę i wsiadłem do samochodu.
- Jak potrzebujesz wyjść wcześniej to do mnie zadzwoń - odpowiedziałem i odpaliłem samochód. Wyjechałem spod sklepu i włączyłem się w ruch uliczny.
- Po prostu ostatnio jestem coraz mniej godzin, przepraszam, ostatni raz coś takiego. Następnym razem zadzwonię - powiedział, a ja stanąłem na światłach.
- Masz jakieś problemy pieniężne? - zapytałem i wyjechałem ze skrzyżowania kiedy pojawiło się zielone światło. Chciałem usłyszeć odpowiedź na pytanie jednak nie dane mi to było. Kiedy poczułem uderzenie telefon wysunął mi się z dłoni, a głowa walnęła w boczną szybę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, a dźwięki były słyszalne dużo bardziej niż zwykle. Po chwili poczułem kolejne uderzenie, a poduszka wyskoczyła przez co moja głowa odbiła się o fotel. W tym momencie słyszałem tylko ciche słowa Niala.
- Han! C...o się... st...ło - mówił jednak nie byłem w stanie mu odpowiedzieć. Straciłem przytomność kiedy ktoś otworzył drzwi od mojej strony.

~~~~**~~~~

Każdy dźwięk sprawiał ból. Słyszałem pojedyncze słowa lekarza czy pielęgniarki. Dobiegł mnie głos Katfrin, która chyba zaczęła się wydzierać na lekarza, żeby ją wpuścił. Cała ona. Chciałem się uśmiechnąć i otworzyć oczy by ją zawołać jednak wszystkie ruchy sprawiały mi ból w dodatku były zbyt ciężkie niż zawsze. Nawet ruch najmniejszego paluszka był niewykonywalny. Słyszałem ciche pykanie, które w mojej głowie przerażało się w okropny dźwięk.  Chciałem zakryć swoje uszy bo było choć trochę ciszej jednak nie było mi to dane. Ciemność jaka mnie otaczała powoli sprawiała, że coraz bardziej chciałem wstać. jednak brak sił był większy niż zwykle. Mój oddech przyśpieszył kiedy poczułem na swojej dłoni dotyk. Kto to? Kurwa... czuje się taki obezwładniony. Każdy może mnie skrzywdzić. Dosłownie każdy. nawet nie mogę się od muchy odgonić.
- Spokojnie - powiedział ktoś i niemal od razu rozpoznałem głos Kat. Zrelaksowałem się trochę i jakby rozluźniłem swoje mięśnie. Nagle poczułem ból, moja prawa noga pulsowała, a biodro wręcz prosiło o jakieś proszki przeciwbólowe. Nie wyczuwałem lewej dłoni, a w głowę wbijało się milion gwoździ. 

~~~~**~~~~~

Kiedy już otworzyłem oczy i dowiedziałem się co się stało chciałem znów wrócić do ciemnicy. Moje ciało było w szwanku, ale przynajmniej w jednej całości. Noga była złamana w trzech miejscach, biodro wybite. Miałem złamaną kość u lewej dłoni i wybity nadgarstek. Miałem zwolnienie na cały miesiąc. Miesiąc. To jest kurwa 31 dni. Za dużo. Chciałem znów pogrążyć się we śnie i obudzić się z uśmiechem na ustach. Chciałem być w swoim łóżku.

~~~~**~~~~~~

PO prawie dwóch tygodniach w szpitalu wypisali mnie, a Katfrin zawiozła do domu. Leżałem w łóżku przez telewizorem z papierosem w ustach. Tęskniłem za tym. Naprawdę. Sięgnąłem po telefon i wykonałem numer do Amy. Było mi szkoda dziewczyny, którą zaprosiłem na imprezę, a potem zniknąłem na dwa tygodnie. Kiedy odebrała od razu przeszedłem do setna:
- Hey Amy wybacz, że nie odezwałem się wcześniej ale miałem wypadek i dopiero wróciłem do domu - powiedziałem i czekałem na jej reakcje.

Amy? XD

6 wrz 2019

Od Hangagoga CD. Hyolyn

Kierowałem się w stronę samochodu by zacząć weekend. Czułem się... średnio. Mój humor nie był najlepszy ale i nie był najgorszy. Chciałem dziś spędzić dzień w samotności. Oglądając seriale, płacząc, że zginęło zwierzątko i zajadać się pizzą by później stanąć na wadze i zacząć beczeć. Tak, dokładnie to nie jest do mnie podobne. Oczywiście, że moje plany były inne. Zdecydowanie inne. Chciałem dziś poćwiczyć i oczywiście iść na coś ciekawego do kina ze znajomymi. Może do klubu? A może na hazard. Chuj go wie. Zobaczy się z czasem. Wsiadłem wreszcie do samochodu i wyjechałem spod swojego studia. Zegar wskazywał 16.48. W piątki nigdy nie zostaje dłużej. Zwykle wykorzystuje Chrisa by ten siedział do czasu zamknięcia studia. Czyli do 18. Ruszyłem w stronę domu. Zamówiłem oczywiście po drodze jedzenie z dostawą by zjeść coś dobrego w domu. Kiedy jechałem już drogą wiodącą do mojej posiadłości zauważyłem jadący za mną samochód. Niemożliwe. Gość? Nie. Moje jedzenie. Idealnie. Cudownie. Kiedy wjechałem do siebie na podwórko kierowca samochodu za mną zatrzymał się. Wyszedłem ze swojego auta i skierowałem się w jego stronę z lekkim uśmiechem. Co innego może tak uszczęśliwić? Nic. Jedzenie to szczęście i miłość.
- Dzień dobry. Widzę, że wymierzyłem czas idealnie - powiedział chłopak wysiadając ze swojego samochodu z moim jedzeniem.
- Albo ja idealnie złożyłem zamówienie - odpowiedziałem, chłopak przez chwilę zamyślił się, a po chwili skinął głową.
- Możliwe - rzekł, a ja uśmiechnąłem się i wyjąłem portfel z tylnej kieszeni spodni. - Ile płacę - dodałem, a on spojrzał na paragon przypięty do reklamówki i podał mi cenę. Dałem mu pieniądze, a on skinął głową.
- Zatrzymaj resztę - powiedziałem, a on podał mi moje jedzenie.

30 sie 2019

Od Hangagoga CD. Amy

Gdy Amy wylądowała na ziemi Książę od razu ruszył w moją stronę i zaczął prychać w stronę zwierzaków dziewczyny. Zrobiłem kilka kroków w stronę kobiety i ukląkłem obok niej. Spadła na plecy więc ma trudności z oddychaniem. Przytkało ją. Złapałem ją w pasie i podniosłem do pozycji siedzącej. Poklepałem lekko po plecach by mogła lepiej oddychać. Ta krztusiła się powietrzem jednak powoli łapała go coraz więcej.
- Oddychaj, spokojnie - powiedziałem, mój wzrok odnalazł Księcia, który stał w odległości i przyglądał się dziewczynie zdziwiony. Zapewne myślał czemu nie jest na jego grzbiecie. Przecież sekundę temu była.
- Zobacz on też jest przestraszony całym zjawiskiem. Nic ci nie będzie. Oddychaj - mówiłem do niej by ją uspokoić. Działało. Zobaczyłem jak Cezara, który idzie w naszą stronę. Książę skulił uszy, ale lis nie zwracał na niego uwagi. Jęknąłem przeciągle. Wiedziałem, że może się znów to źle skończyć.  Książę spojrzał na mnie przestraszony i cofnął się parę kroków do tyłu. Bał się nowego zwierzaka. Nigdy go tutaj nie widział więc było dla niego to coś nowego. To tylko zwierzęta. Nie wiedzą co i jak. Lis przyszedł do Amy, która oddychała już normalnie.
- Co cię boli? - zapytałem dalej patrząc na konia by ten nic nie zrobił.
- Plecy, trochę głowa - rzekła masując ją.
- Okey nie jest źle. Na drugi raz pamiętaj, że w takiej sytuacji pochylenie się i łapanie szyi jest najbardziej niebezpieczną rzeczą jaką możesz zrobić. Odchylasz się wtedy do tyłu. Koń ma wtedy większe obciążenie - powiedziałem do niej.
- Nie będzie raczej drugiego razu - rzekła przerażona. Jej głos był cichszy niż zawsze. Niestety ale tak to już jest.
- Poczekaj zaprowadzę Księcia do boksu. Zaraz i tak będę musiał wziąć kilka koni na rozruszanie. Dziś nie mam jazd, a konie muszą chodzić - powiedziałem bardziej do siebie niż do niej. Dziewczyna skinęła głową - Nie wstawaj - dodałem jeszcze. Podszedłem do konia i złapałem za jego wodzę. Poklepałem go po szyi by się trochę uspokoił i ruszyłem z nim w kierunku stajni. Odstawiłem go do boksu. Zdjąłem z niego cały sprzęt i odłożyłem je tuż obok boksu, który zaraz zamknąłem.Wróciłem do Amy, która mimo moich uwag wstała na nogi.
- Nie powinnaś tak szybko wstawać - powiedziałem do niej, a ona machnęła dłonią.
- Jest lepiej - rzekła, a ja skinąłem głową.
- Chodź do domu. Zrobię ci herbaty i dam przeciwbólowe - zażądałem. Dziewczyna podeszła do mnie i ruszyła w stronę budynku. Ruszyłem za nią pilnując gdyby coś się stało.
- Wybacz, powinienem go trzymać za wodzę, ale po prostu było to za szybko - powiedziałem chcąc się wytłumaczyć z zaistniałej sytuacji.
- Rozumiem - rzekła jedynie. Westchnąłem i przyśpieszyłem. Dobrze, że nic poważnego się nie stało.

~~~~**~~~~

Amy po dwóch godzinach stwierdziła, że chce iść ze mną zobaczyć do koni. Oczywiście część została wypuszczona na padok, a część, która na nim była zabrana do boksów. Książę znów został wypuszczony na padok i cieszył się z zaistniałem sytuacji.
- Muszę wziąć je na trening. Zacznijmy Od Bossa - rzekłem kiedy przechodziłem obok jego boksu. Sprzęt konia był tuż obok jego boksu. Wyprowadziłem gniadego wałacha. Był razy szlachetnej półkrwi. Dość ciekawy koń. Tylko pewne siebie osoby na nim jeżdżą ze względu na jego charakter. Jest uparty, a nieraz nawet podgryza w czasie jazdy. Wyczyściłem go, a Amy się przyglądała. Był brudy, ale co się dziwić był na padoku. Kuch i piach leciał z całego konia. W końcu wyczyściłem mu kopyta i założyłem cały sprzęt. Zdjąłem z niego kantar i wyprowadziłem go na ujeżdżalnie. Tuż obok mnie szła dziewczyna.
- Ten też jest taki spokojny? - zapytała, a ja pokręciłem głową.
- Ten nie jest już taki spokojny - odpowiedziałem i spojrzałem na nią kątek oka, ta jednak zasłaniała się włosami.
- Jak coś dzwonię po karetkę - zażartowała jednak ja nie mogłem się zaśmiać. Wprowadziłem konia na ujeżdżalnie i wsiadłem na niego od razu z ziemni.

Amy?

26 lip 2019

Od Hangagoga CD. Amy

Podszedłem do dziewczyny. Oparłem się o blat tuż obok jej bioder uniemożliwiając jej ucieczkę. Nachyliłem się i wziąłem kubek z kawą.
- Tego mi brakowało - powiedziałem i upiłem łyk napoju delektując się smakiem. Mimo iż okazała się za gorzka. Wyjąłem cukier z szafki i dosypałem jedna łyżeczkę. Zamieszałem napój i znów upiłem trochę. Idealna. Zająłem miejsce przy stole i spojrzałem na cały zwierzyniec będący w domu. Więcej to ich matka nie miała. Westchnąłem i przywołałem do siebie Versusa, który od razu wykonał moje polecenie.
- Chodźcie na dwór. Popilnuj koni, a nie się rozleniwiasz - powiedziałem i wstałem z krzesła. Ruszyłem w stronę drzwi chcąc wypuścić zwierzęta. Cała ferajna wybiegła na zewnątrz. Moje psy jak zawsze zaczęły szczekać i ganiać się z przyzwyczajenia. Zwierzęta Amy mimo iż były zdziwione ich zachowaniem same zaczęły organizować sobie zajęcie. Zostawiłem otwarte drzwi gdyby jednak chciały wrócić i odpocząć. Wiedziałem jednak, że moje dwa kundle nie pojawią się w domu dopóki nie przyjdzie pora obiadowa. Śniadanie zawsze daje im stajenny bo to tam zawsze rano kierują się psy przez taras. No a obiad dopiero koło 15 więc mam je z głowy na kilka długich godzin. Wróciłem do kuchni. Dziewczyna już siedziała przy stole z gotowymi naleśnikami. Także więc zająłem miejsce przy stole.
- Smacznego i dziękuje za śniadanie - powiedziałem i spojrzałem na Amy, która skinęła głową z lekkim rumieńcem. Uśmiechnąłem się lekko i zabrałem się do jedzenia.
- Wzajemnie - rzekła, tym razem to ja skinąłem głową.
- Dam ci ręcznik, ubrania już wyschły więc mogę cię odwieźć do domu - dodałem jedząc. A ta spojrzała na mnie lekko zdziwiona.
- Oczywiście jeśli chcesz zostać to nie ma sprawy. Dziś nie idę do pracy, więc i tak zostaje w domu. Choć zapewne i tak wyjdzie na to, że spędzę cały dzień w stajni - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się lekko na moje ostatnie zdanie. - Powiedz mi po prostu kiedy chcesz wrócić do domu. I cię odwiozę - dodałem, a ona skinęła głową jedząc dalej. Kiedy już skończyłem sięgnąłem po kubek z kawą, która nie była już gorąca. Szkoda. Jednak i ciepła kawa może być dobra. Wypiłem więc napój. Poczekałem aż dziewczyna skończy i zebrałem naczynia. Od razu zaniosłem je do kuchni gdzie zacząłem sprzątać po przygotowanym śniadaniu. Wstawiłem zmywarkę, starłem blat, a rzeczy pozostawione na nim odłożyłem do szafek. Muszę też posprzątać po wczorajszym. No i to najlepiej teraz. Zebrałem szklanki, które także trafiły do zmywarki. Pusta butelka trafiła do kosza.
- Pójdę zobaczyć co ze zwierzakami - powiedziała Amy, a ja skinąłem głową dalej sprzątając. Opakowania po pizzy trafiły w to samo miejsce co butelki. Starłem stół w jadalni oraz blat na wysepce w kuchni. Kiedy byłem usatysfakcjonowany swoją pracą nalałem sobie do szklanki soku. Wypiłem i dolałem od razu kolejną dawkę.  Nalałem także dziewczynie i ruszyłem na zewnątrz. Rozejrzałem się i odszukałem Amy przy padoku. Podszedłem do niej i wręczyłem jej sok pomarańczowy. Podszedł do nas jeden z koni o imieniu Książę. Był to kasztankowy małopolski wałach. Miał dopiero sześć lat jednak był dobrym koniem. Cudownie pracuje, dobrze skacze i jak to koń małopolski jest wytrzymały. Dziewczyna pogładziła konia po pysku, a ten prychnął na nią. Zaśmiałem się, a ta spojrzała na mnie jakby zła.
- Chyba cię lubi - powiedziałem.
- Skąd to wiesz? - zapytała, a ja wzruszyłem ramionami.
- Możemy sprawdzić - rzekłem jedynie, a ta spojrzała na mnie z pytaniem. - Mogę przynieść siodło - dodałem.

Amy?

9 cze 2019

Od Hangagoga CD. Amy

Spojrzałem na nią, była zawstydzona całą sytuacją. Jej rumieńce wpłynęły na całe policzki, a nawet lekko na nos co było zauważalne dopiero po dłuższej chwili. Była zmieszana sytuacją, jakby kolczyk był czymś złym. Zmarszczyłem czoło zdziwiony jej zachowaniem.
- Kupisz nowy. Będzie dobrze - powiedziałem i wziąłem jej kosmyk włosów, założyłem jej za prawe ucho i wyszczerzyłem się do niej. Dziewczyna stała się jeszcze większym burakiem. Wywróciłem oczami jakby już trochę znudzony jej wiecznym zawstydzeniem. Westchnąłem i wziąłem dziewczynę na ręce. Ta pisnęła zaskoczona i chciała się wyrwać jednak zacisnąłem słownie dłonie bardziej na ciele dziewczyny. Niosłem ją w formię panny młodej. Chciałem znieść ją do salonu co od raz uczyniłem. Położyłem dziewczynę na sofie  i pochyliłem się nad nią. Alkohol coraz bardziej buzował w moim organizmie. Moje usta dzieliły dosłownie kilka centymetrów od jej ucha. Czułem jej szybki oddech na moim lewym policzku.
- Nie wstydź się zbyt dużo Amy - powiedziałem jedynie i odsunąłem się od niej. Wziąłem szlugi ze stołu i ruszyłem na taras. Była ciepła noc, usiadłem na krześle, które obłożone było poduszkami. Wziąłem jednego papierosa z paczki i odpaliłem go. Odchyliłem się do tyłu i zaciągnąłem się nikotyną buzującą w tym jakże śmiercionośnym narzędziu. Moje powieki jakby same opadły.  Moje oczy dalej były zamknięte, a ja zapewne spaliłem już połowę papierosa gdy usłyszałem jak dziewczyna siada na jednym z krzeseł. Usłyszałem jej westchnienie. Ciekawe czy jęczy tak samo delikatnie. Uśmiechnąłem się na tą myśl i otworzyłem oczy. Kiedy spoglądałem na dziewczynę paliłem dalej pozbywając się popiołu do popielniczki, która stała przede mną.

23 maj 2019

Od Hangagoga CD Sarah

Wyszedłem właśnie z piwnicy, a raczej mojej siłowni. Miałem ręcznik przewieszony przez ramię, a w prawej dłoni trzymałem butelkę z wodą. Byłem zmęczony, naprawdę, dawno nie zrobiłem takiego treningu. Uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem do kuchni gdzie odłożyłem butelkę z woda na miejsce. Chciałem wziąć porządny prysznic. Wszedłem na górę i tam skierowałem się do łazienki. Rozebrałem się i mokre od potu ubrania wrzuciłem do prania. Skierowałem się pod prysznic i zamknąłem kabinę. Włączyłem od razu wodę, a ta gdy zaczęła lecieć po moim ciele była ukojeniem. Zamknąłem na chwile powieki ciesząc się chwilą spokoju. Zacząłem cicho nucić piosenkę, która leciała w radiu gdy już wychodziłem z siłowni.

17 kwi 2019

Od Hangagoga CD. Amy

- Nigdy przenigdy nie robiłem komuś tatuażu - powiedziała i zasłoniła od razu swój. Wywróciłem oczami i wziąłem kieliszek do dłoni.
- Dobrze sformułowane zdanie, robiłeś, ty masz, ale nigdy nie robiłaś tatuażu. A to mój zawód - rzekłem i wypiłem wódkę.
- Tak na marginesie, to dobry rocznik, więc myślę, że nie pójdzie na marne - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Dziewczyna zarumieniła się jakby wiedziała o co chodzi.
- Nigdy przenigdy nie uciekłem z domu - powiedziałem, a ja od razu napełniłem kieliszki i opróżniłem swój. Nalałem sobie i spojrzałem na dziewczynę, której kieliszek także był pusty. Dolałem jej wódki.
- Nigdy przenigdy nie miałam rodzeństwa - powiedziała, a ja wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po kieliszek opróżniając go. Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Masz rodzeństwo? -zapytała, a ja dolałem wódki zaraz po tym jak upiłem łyk napoju.
- Nie, kuzynostwo. Ale ta wódka jest dobra - odpowiedziałem i wzruszyłem ramionami. Dziewczyna zaśmiała się, a ja odstawiłem butelkę na blat. Podstawiłem sobie krzesełko barmańskie i usiadłem na nim mając przed sobą dziewczynę. Oparłem dłonie o blat i spojrzałem na nią przez co ta trochę się speszyła.
- Nigdy przenigdy nie robiłem komuś loda - powiedziałem, a ta od razu puściła buraka i zasłoniła się włosami jednak wzięła do dłoni kieliszek i wypiła wódkę. Zagwizdałem z uśmiechem i dolałem jej wódki gdy ta odłożyła naczynie.
- Musisz mi kiedyś pokazać jak to robisz - rzekłem i uśmiechnąłem się na co ta stała się jeszcze bardziej czerwona.
- Nigdy przenigdy nie myślałem nad zmianą pracy - powiedziała, a ja prychnąłem i spojrzałem na nią.
- Zadaj coś ciekawego. Wiem, że nie jesteś taka nieśmiała na jaką się wydajesz. Zaskocz mnie kochana - rzekłem, a moje spojrzenie dalej trwało na niej.
- Nigdy przenigdy nie miałem myśli erotycznych o osobie znajdującej się w tym pomieszczeniu - powiedziała. A ja uśmiechnąłem się i sięgnąłem po kieliszek. Wypiłem alkohol i od razu uzupełniłem naczynie. Upiłem napoju na popitkę jednak wiadomość tego, że Amy nie wypiła nie zaskoczyła mnie.
- Nigdy przenigdy nie uprawiałem seksu - powiedziałem i od razu sięgnąłem po kieliszek co zrobiła i dziewczyna. Uśmiechnąłem się i popiłem wódkę colą.
- Starczy tego dobrego. Za dużo pytań to niezdrowo. Czas pić nie z reguły, a z przyjemności - powiedziałem i wlałem wódkę do coli. To samo zrobiłem dziewczynie, a ja skinęła głową na znak zgody.
- Lubię tą grę, ale gdy trwa za długo, staje się uciążliwa - rzekłem i sięgnąłem po popielniczkę, która leżała na blacie. Wyjąłem papierosy i odpaliłem jednego.
- Chcesz? - zapytałem i wskazałem ruchem głowy fajki, które położyłem na blacie. Pokręciła przecząco głową.
- Czemu lubisz tą grę? - zapytała ciekawa. A ja zaciągnąłem się nikotyną bardzo zadowolony.
- Można się wiele dowiedzieć. Rzeczy, które cię interesują. Nagle możesz zdobyć na wszystko odpowiedź jeśli odpowiednio dobierzesz słowa - powiedziałem i upiłem łyk alkoholu wcześniej wypuszczając dym z płuc.
- Czyli lubi ją ze względu na łatwość w dostępie do informacje - rzekła i skinęła głową.
- No i oczywiście lubię onieśmielać ludzi, ale to taki poboczny kaprys - odpowiedziałem z uśmiechem, a ta wywróciła oczami jednak, także powtórzyła mój gest.

Amy? Taki mały brak weny, wybacz xD

2 lut 2019

Od Hangagoga CD Amy

- Chcesz jeszcze herbaty? Czy wolisz kawę? - zapytałem i podszedłem do niej zabierając pusty kubek i wkładając go od raz do zmywarki.
- Kawę - powiedziała, a ja skinąłem głową.
- Usiądź, chyba mam jeszcze kawałek ciasta. Możemy zamówić coś do jedzenia jak chcesz - rzekłem i wstawiłem kolejny raz wodę. Wyjąłem potrzebne rzeczy.
- Z chęcią - powiedziała.
- Rozpuszczalna czy czarna? Słodzisz? Mleko czy bez? - zadałem jej od razu pytanie co do kawy.
- Czarna, słodzę, bez - odpowiedziała od razu, a ja skinąłem głową i sięgnąłem po swój kubek z herbatą, którą dopiłem. Wsadziłem także kubek do zmywarki.
- Ile czasu masz swoje psy? - zapytała, a ja spojrzałem na dziewczynę, która usiadła w jadalni. Mimo wszystko przez wysepkę znajdującą się w kuchni dokładnie ją widziałem oraz słyszałem.
- Dość długo, chyba pięć lat - odpowiedziałem i zalałem kawę dziewczynie. Wziąłem kubek i położyłem go przed nią. Spojrzałem na dwa wielkoludy, które dalej spały na kanapie.
- Podejdź nic ci nie zrobią - rzekłem i usiadłem obok niej. Dziewczyna skinęła głową i podeszła do Verony, która od razu uniosła powieki. Patrzyła tymi swoimi ciekawskimi oczami, które mimo wszystko wprawiało w lekkie przerażenie. Amy pogładziła psa po pysku i zaczęła drapać ją za uchem. Versus od razu poczuł się zazdrosny i zapomniany dlatego wstał i walnął się tuż obok suki tak by dziewczyna i go pogłaskała.
- W domu są leniwe, ale nie pozwolą nikomu wejść bez zgody - powiedziałem, a ona skinęła.
- Trenowałeś je? - zapytała, a ja zaprzeczyłem.
- Siostra, zna się na psach. Sama ma dwa kaukaskie - odpowiedziałem.
- Duże psy - rzekła, a ja pokręciłem głową i zaśmiałem się.
- Gdyby tylko duże - odpowiedziałem, a dziewczyna odwróciła się do mnie zdziwiona. Zajęła znów swoje miejsce i posłodziła sobie kawę.
- Miałem zobaczyć czy mam ciasto. Zamów coś do jedzenia - powiedziałem, a ona skinęła. Wstałem znów i ruszyłem do kuchni. Otworzyłem lodówkę, mleko, jakiś serek i jest! Wyjąłem blachę i ukroiłem ciasta, chyba raffaello. Wyłożyłem je na talerz i wziąłem jeszcze dwa mniejsze oraz dwa widelczyki. Zaniosłem te rzeczy z lekkim uśmiechem.
- Dobrze myślałem - powiedziałem, a ona skinęła głową i przyłożyła telefon do ucha. Wyszło na pizze. Jak zawsze zresztą.
- Masz jutro pracę? - zapytałem, a ona zaprzeczyła ruchem głowy i zarumieniła się.
- Spokojnie, nie spytam byś została na noc. Wiem, że gdybyś została byłoby ci niekomfortowo - powiedziałem, a ona skinęła i upiła kawy.
- Myślę, że jednak zostaniesz do wieczora bo nie zjem całej pizzy - rzekłem i tyknąłem ją w ramię z lekkim uśmiechem. dziewczyna odwzajemniła gest.
- Oczywiście, za bardzo lubię pizzę - odpowiedziała.
- Czyli zostajesz dla pizzy?! Nie dla mnie? - powiedziałem przejętym głosem i teatralnie złapałem się za lewe miejsce tam gdzie jest serce. Prychnęła i uśmiechnęła się, spojrzała na mnie, a w jej oczach zauważyłem iskierki szczęścia.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziała i znów upiła kawy. Prychnąłem i wstałem.
- Wypijmy więc za to - rzekłem i wyjąłem wódkę z lodówki. Wziąłem także cole i wlałem do jednej szklanki, dałem listek miętki. A chuj niech wygląda lepiej oraz dołożyłem oczywiście dużo cytryny. Położyłem jedną szklankę przed dziewczyną, a z drugiej upiłem alkoholu.
- Nie mogę - powiedziała, a ja spojrzałem na nią i uniosłem jedną brew.
- Możesz. Pozwalam ci. Wypij za moje zranione serce - rzekłem i uniosłem szklankę mając nadzieje, że dziewczyna też to zrobi i stuknie swoją z moją.


Amy?

15 sty 2019

Od Hangagoga CD. Amy

Mój wzrok przez chwilę utknął na suce. Zmarszczyłem czoło i westchnąłem.
- Moje zwierzęta gryzły mnie ale tylko gdy były małe - powiedziałem - zaraz wrócę - dodałem i wyszedłem z samochodu, który obszedłem i otworzyłem bagażnik. Sięgnąłem po bluzę, która znajdowała się tam zawsze. Zamknąłem bagażnik i wróciłem na swoje miejsce podając dziewczynie ubranie. Spojrzała pierw na czarną bluzę, która na pewno będzie dla niej za duża, a potem na mnie.
- Weź, będzie ci cieplej, zresztą też nie żeby coś ale jestem facetem, a pół naga piękna dziewczyna obok mnie to zły pomysł - powiedziałem z uśmiechem, a ona zarumieniła się.
- Dziękuje - rzekła i chwyciła za bluzę chcąc ją założyć.
- Zdejmij chociaż stanik, będzie ci cieplej - rzekłem i odpaliłem samochód ruszając. Pora wracać do domu, wypić kolejną kawę, przebrać się i rozruszać trochę konie.
- Chcesz wpaść na herbatę? - zapytałem cofając i przyglądając się co jest za mną.
- Nie mam ubrań - rzekła nieśmiało, wiem piękna, że nie masz ubrań. Dobrze o tym wiem.
- Pożyczę ci swoje - odpowiedziałem i wróciłem wzrokiem na przód samochodu. Spojrzałem na dziewczynę, a ta cały czas się rumieniła próbując zakryć siebie włosami.
- Nie daj się namawiać - powiedziałem i poczochrałem jej te kłaki, które mimo iż miały kolor różu bardzo do niej pasowały.
- Niech będzie - odpowiedziała, a ja uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i ruszyliśmy do mojego domu.

~~~~**~~~~

- Niestety ale muszę wejść pierwszy - rzekłem otwierając drzwi, a ona niepewnie skinęła. Wszedłem więc do domu, a obok mnie stanęły od razu dwa psy.
- Myślę, że nic złego nie zrobiłyście, a teraz na miejsce - powiedziałem, a te przysłuchiwały się mi, a na komendę poszły do salonu i tam położyły się na jednej kanapie.
- Nie zrobią im krzywdy ale nie lubią jak jakieś zwierze wchodzi na ich teren więc lepiej żeby twoje zwierzaki były, że tak powiem kulturalne - rzekłem i wszedłem do kuchni od razu włączając czajnik elektryczny by zagotowała się woda.
- Zapraszam na górę, tam ci coś znajdę - powiedziałem i wskazałem schody, dziewczyna niepewnie ruszyła po nich, a cała jej zgraja zwierzaków za nią. Westchnąłem i także zacząłem wchodzić po schodach.
- Masz ładny dom - powiedziała.
- Dziękuje, ale nie dziwie się, niedawno był cały remontowany - odpowiedziałem i zauważyłem jak ta skinęła głową. Poprowadziłem ją do garderoby, otworzyłem jej drzwi, a ta weszła pierwsza.
- Wybierz sobie coś - rzekłem, a ona odwróciła się i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Nie mogę ci grzebać w szafie - powiedziała oburzona, a ja wzruszyłem ramionami.
- Masz te bokserki - rzekłem i wyjąłem z szuflady bieliznę - tu masz bluzy, podkoszulki, a tutaj dresy, bo chyba w nich będzie ci najlepiej - dodałem i wskazywałem półki, na których znajdowały się wybrane rzeczy. Dziewczyna brała niektóre z nich i układała sobie w dłoniach.
- Zostawię cie, przebierz się. Zrobię ci herbatę - powiedziałem i wyszedłem z garderoby oraz swojego pokoju schodząc od razu na dół. Psy spokojnie leżały na kanapie śpiąc. Niedługo pora karmienia. Ale nieważne zaleje sobie kawę, a Amy herbatę i ja także pójdę się przebrać.

Amy?

11 gru 2018

Od Hangagoga CD. Amy

Spojrzałem na zafascynowane oczy dziewczyny. Pierwszy raz czułem się inaczej, zwykle dziewczyny rzucały mi się na szyje. Gdy przychodziłem na takie typu spotkania myślały, że są wielkie. Bo jednak. Hangagog postanowił dać im pięć minut swojego cennego czasu. Ta dziewczyna była inna.
- Jestem tatuatorem, ale posiadam także stadninę - powiedziałem, a do naszego stolika podeszła koleżanka Amy, która położyła przed nami kawę.
- Dziękujemy - rzekłem i uśmiechnąłem się do dziewczyny miło, na co ta skinęła i odeszła. Wróciłem wzrokiem do Amy.
- Masz konie? - zapytała zafascynowana, a ja uśmiechnąłem się ponownie. Jednak ten gest nie był jak prawie zawsze wymuszony.
- Tak, posiadam na swoim podwórku osiemnaście koni. Jeśli chcesz możesz kiedyś przyjechać - powiedziałem i sięgnąłem po kawę. Nie słodziłem. Wolałem czuć mocny smak kawy.
- Prócz tego chyba jak większość mężczyzn w dzisiejszych czasach ćwiczę - rzekłem i wzruszyłem ramionami i upiłem łyk napoju, który następnie odstawiłem na swoje miejsce. 
-Ciekawe życie - powiedziała i wypuściła ze swoich dłoni pieska.
- Nie wiedziałem, że można przynosić tutaj zwierzęta - rzekłem, a ona uśmiechnęła się lekko.
- Raczej koni tutaj nie wprowadzisz - odpowiedziała.
- Chodziło mi o psy. Może chciałabyś przyjść w sobotę do mnie? Będzie kilka moich znajomych - powiedziałem zmieniając temat. Na policzki Amy wkradł się lekki rumieniec.
- Ja... zastanowię się - rzekła nieśmiało. Skinąłem jedynie głową.
- Pewnie nie lubisz takich imprez. Wydajesz się być spokojną osobą.
- Bo taką jestem - odpowiedziała od razu. pokiwałem głową na znak zgody.
- No ja niestety nie jestem spokojny - rzekłem i znów chwyciłem za kawę upijając łyk.
- A myślałam, że taki jesteś - powiedziała, a ja uśmiechnąłem się mimo to dziewczyna nie mogła widzieć tego gestu przez kubek.
- Uwierz nie jestem nieśmiałym typem - odpowiedziałem i odstawiłem napój na miejsce dalej się uśmiechając.
- Udowodnij - powiedziała, a ja wzruszyłem ramionami na znak zgody. Wstałem i wyciągnąłem dłoń w stronę dziewczyny. Spojrzała na mnie zdziwiona jednak po chwili nieśmiało dała mi rękę. Pociągnąłem ją w stronę wyjścia, a jej wszystkie zwierzaki poszły za nami.
- Do widzenia - powiedziałem wychodząc z kawiarni.
- Gdzie idziemy? - zapytała Amy, która także się pożegnała jednak chyba za późno gdyż drzwi już wtedy domykały się.
- Zobaczysz - powiedziałem i otworzyłem przed nią samochód. Jej zwierzaki wsiadły na tył, a ona z lekką chwilą zawahania wsiadła na siedzenie pasażera.

~~~~~**~~~~~~

- Nie wiem gdzie jesteśmy - powiedziała dziewczyna gdy wjechaliśmy do jakiegoś lasu.
- A ja wiem, tyle powinno ci wystarczyć ślicznotko - rzekłem, jednak ta nie była przekonana. Nie dziwie się. Jedzie z obcym mężczyzną, nie wie gdzie jest, właśnie wjechaliśmy do lasu.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię, chyba, że za twoją zgodą - powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej łobuzersko. Dziewczyna zarumieniła się i zakryła się włosami. Wróciłem wzrokiem na drogę. Po dwóch minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłem z samochodu i otworzyłem drzwi także dziewczynie, która ostrożnie wyszła lustrując wzrokiem miejsce. Wodospad był wielki jednak wąskie rzeczki i jedna wielka, które z niego wychodziły tworzyły jeszcze lepszy widok. Wokół nas był też las, a na górze wodospadu zapewne teraz był lekki śnieg oraz ogromna rzek, która jeszcze nie zamarzła do końca. Woda zapewne była lodowata. Właśnie o to mi chodziło.
- I tym chcesz udowodnić, że jesteś odważny? - zapytała Amy i odwróciła się do mnie. Była za bardzo pewna siebie. Podszedłem do niej tak blisko, że zrobiła krok do tyłu, a jej pewność lekko zgasła.
- Jeszcze nie zacząłem - szepnąłem jej do ucha gdy się nad nią nachyliłem. Dziewczyna przełknęła głośniej ślinę.
- Nie mów, że wymiękasz ślicznotko - powiedziałem z uśmiechem. A ta pokręciła głową zaprzeczając jednak w jej oczach widziałem coś innego. Odpiąłem swoją kurtkę i rzuciłem ją na maskę samochodu. Następnie zdjąłem bluzę oraz bluzkę. Spojrzałem na Amy, która lustrowała mnie wzrokiem.
- Rozbieraj się ślicznotko - powiedziałem lekko zachrypniętym głosem i moje ręce zaczęły odpinać spodnie.
- Ja... nie mam zamiaru się rozbierać - rzekła i spojrzała mi w oczy. Wzruszyłem ramionami i zdjąłem spodnie. Było zimno, bardzo.
- Dobrze, sam cię rozbiorę - powiedziałem i rozsunąłem jej kurtkę, a ja zrobiła wielkie oczy i odsunęła się ode mnie.
- Nie dotykaj mnie! - rzekła zła, a ja wzruszyłem ramionami.
- Skoro chcesz mieć mokre ubrania, to okey - powiedziałem i podszedłem do dziewczyny krok przez co ta robiąc krok do tyłu wpadła do lodowatej wody. Krzyknęła zła, a ja zaśmiałem się i zdjąłem buty także wchodząc do wody, która otuliła całe moje ciało. Była zimna, jednak nie zapominajmy, że na woda nie jest na minusie.
- Mam mokre ubrania! - powiedziała i klepnęła mnie w klatkę piersiową obrażona.
- Dam ci swoje, tylko zdejmij te, będzie ci jeszcze zimniej, a z wody wyjść ci nie pozwolę - rzekłem i podpłynąłem do niej chwytając za suwak jej kurtki, który powoli odpiąłem.

Amy? Nie wiem co mnie napadło xD

1 gru 2018

Od Hangagoga CD. Amy

Kiedy dojechałem do domu pierwsze co zrobiłem to wziąłem prysznic. Czułem jakbym był wypłukany z emocji, jedynie czego chciałem to albo duży wycisk albo sen. Postawiłem jednak na to drugie zważywszy na godzinę jaka nastała. Wziąłem dłuższy prysznic by zmyć z siebie cały dzień. A raczej jego brud. Tak uwielbiałem brać długie prysznice z powodu iż w ten sposób mogłem zapomnieć co dziś się wydarzyło. Kiedy wyszedłem z kabiny od razu wytarłem się w puchaty szary ręcznik i umyłem zęby. Nie miałem zamiaru już dziś niczego jeść. Chciałem trafić do łóżka i jak najszybciej zasnąć. Jednym z plusów było to iż nie musiałem ogarniać stajni ponieważ od niedawna zatrudniłem pewnego stajennego, który bardzo dobrze się spisuje. Wyszedłem z łazienki i zgasiłem światło by następnie walnąć się na łóżko.

~~~~**~~~~~

Kiedy usłyszałem budzik miałem ochotę pierdolnąć nim o ziemię albo wywalić go za okno. Jednak by to zrobić trzeba było by wstać i je pierw otworzyć, a byłem zbyt leniwy by to zrobić dlatego wyłączyłem tylko te dziadostwo. Przetarłem oczy i usiadłem na łóżku. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał siódmą trzydzieści i jedynie westchnąłem zmęczony. To będzie ciężki dzień. Wstałem ze swojego małego raju i wybrałem z szafy ubrania na dziś. Ruszyłem do łazienki by tam wykonać poranną rutynę. Kiedy zszedłem na dół by zrobić szybkie śniadanie była już siódma czterdzieści siedem. Zajrzałem do lodówki i padło na szybki omlet. Wstawiłem wodę na kawę i wziąłem się za zrobienie jedzenia.

~~~~**~~~~~

Kiedy była piętnasta trzydzieści wsiadłem do samochodu by jechać do kawiarni, o której wczoraj mówiła dziewczyna. Bez urazy ale kawą nigdy nie pogardzę. Odpaliłem auto i wyjechałem z parkingu studia. Wziąłem do dłonie jak zawsze elektryka by choć przez chwili móc się zrelaksować. Przez ostatnie kilka dni jestem strasznie spięty, jakbym miał jakiś problem z emocjami. Ciekawe czemu. Westchnąłem i zmieniłem bieg. Zajechałem jeszcze po drodze do kawiarni by kupić jakiś bukiet kwiatów. Padło na białe róże, nie wiem czy dziewczyna je lubi ale chyba liczy się gest prawda? Han z ciebie to jednak jest romantyk. Nie no pierdole chce po prostu by miała o mnie dobre zdanie kto wie co z tego wyjdzie? Kiedy dojechałem znalazłem szybko miejsce parkingowe i wyszedłem na deszcz. W sumie lubię taką pogodę, ale gdy jestem w domu i robię coś ciekawego. Wszedłem do kawiarni trzymając za sobą kwiaty. Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając wolnego stolika, a przy okazji dziewczyny, a może na odwrót? Kto wie. Kiedy znalazłem wolny stolik już zmierzałem w jego kierunku kiedy nagle owa księżniczka sama mnie znalazła.
- Cześć... znalazłeś kawiarnie. Ciesze się - powiedziała nieśmiało.
- Witam Panią, znalazłem, a to dla ciebie - rzekłem i pokazałem jej kwiaty z lekkim uśmiechem.

Amy? Romantiko xD

18 lis 2018

Od Hangagoga

- Derek! Debilu chodź tutaj! - wydarłem się na całe studio. Chłopak zapewne jest teraz przestraszony. To mnie jednak nie obchodziło. To był jego pierwszy tydzień pracy, rozumiem pomyłkę, nawet pięć. Ale kurwa dziś już zrobił około siedmiu błędów. A jesteśmy tutaj dopiero trzy godziny. Derek przybiegł do mnie, jego ręce lekko drżały.
- Mówiłem coś na temat igieł. Mają być zapakowane, nie otwiera się ich i wkłada do szuflady. Wtedy się brudzą i klienci nie mają pewności, że są one nowe i nie były wcześniej używane - powiedziałem i skrzyżowałem dłonie na klatce piersiowej. Chłopak skulił się jakby stojąc w wejściu.
- Jeśli chcesz nie wierz to pytaj. Wtedy będzie lepiej. A teraz wyrzuć te igły i wsadź tam nowe tylko zapakowane - rzekłem, a on skinął delikatnie głową i ruszył w stronę szuflady. Wyszedłem z pomieszczenia i usiadłem przed biurkiem, który pełnij role recepcji. Zerknąłem w zeszyt i zdałem sobie sprawę, że mam dla siebie całe trzydzieści siedem minut do następnego klienta. Może zdążę wreszcie coś zjeść?
- Derek zamawiam jedzenie, chcesz coś? - krzyknąłem do niego.
- Oczywiście - odpowiedział także krzycząc ale jednak usłyszałem, że idzie w moją stronę. Ciekawe czy ułożył te igły do końca. Kiedy go zobaczyłem miałem ochotę o to spytać jednak powstrzymałem się i obróciłem się na krzesełku i spojrzałem na niego łapiąc jeszcze telefon.
- Chińskie? - spytałem, a on skinął głowę z uśmiechem. Wybrałem numer do ulubionej restauracji i przyłożyłem telefon do ucha.

~~~~**~~~~

Kiedy skończyłem pracę wybiła godzina dwudziesta pierwsza. Byłem bardzo zmęczony z powodu iż ostatni tatuaż robiłem pięć godzin. W dodatku kobieta, której to robiłem cały czas się bulwersowała, że to boli. No kurwa, raczej, że boli. Kto normalny robi sobie tak duży tatuaż mając tak mało wytrzymałość na ból? W czasie robienia jakże pięknego tatuażu na plecach, oczywiście były to gwiazdeczki byłem bardzo zdenerwowany. Dziewczyna miała dwadzieścia lat, zachowywała się jak małe dziecko. Mam dość takich panienek. Westchnąłem i wsiadłem do samochodu oczywiście paląc przy tym elektryka. Lubiłem palić zwykle papierosy ale zbyt szybko mi się kończyły bym miał je na dłużej niż pięć godzin. Odpaliłem samochód i wyjechałem z parkingu od sklepu. Zakupy już wcześniej schowałem do bagażnika. Kiedy włączyłem się w ruch uliczny myślałem nad tym co zjem w domu. Może zrobię sobie jajecznicę? Albo naleśniki... a może moje ulubione tosty z szynką, pieczarkami, serem i cebulą? Ah, tosty wygrały. Kiedy przejeżdżałem obok parku zauważyłem dziewczynę z dwoma psami. Zdziwiony przypatrzyłem się jednemu z nich, przez co nie zauważyłem, że lekko zjeżdżam z drogi i inny pies na nią wybiegł. Zahamowałem szybko tuż przed psem. Westchnąłem i włączyłem światła awaryjne. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do przestraszonego psa. Ukucnąłem obok niego i pogłaskałem, pociągnąłem lekko za obróżkę by pies wrócił do swojej właścicielki.
- Bardzo za nią przepraszam, zwykle jest bardzo spokojna... - tłumaczyła się dziewczyna, była przestraszona bardziej niż pies, którego prawie potrąciłem. Nagle zagrzmiało, zbliżała się burza. Poczułem jak pierwsza kropka wody zleciała na mój policzek.
- Nic się nie stało, to tylko zwierzęta, zresztą ja trochę też nie uważałem - odpowiedziałem i wzruszyłem ramionami mimo moich słów dziewczyna była dalej przerażona, suczka podeszła do niej, a ta uklękła i przytuliła ją do siebie. Patrzyłem na tą scenę, wiedziałem, że już dawno powinienem był wsiąść do samochodu i nie moknąć z powodu iż zaczęło właśnie padać.
- Daleko masz do domu? - zapytałem, a ona uniosła głowę tak by na mnie spojrzeć.
- Kawałek, większy kawałek - odpowiedziała nieśmiało. Skinąłem głową i ruszyłem w stronę samochodu.
- Wsiadaj, psy na tył - powiedziałem.

Amy? Pamiętaj, że to tylko jego propozycja, nie musi się zgadzać xD

26 sie 2018

Od Hangagoga CD. Laurene

- Debila, który zapłaci za spotkanie?- zapytałem uśmiechając się jak zawsze, dziewczyna wywróciła oczami i pokazała mi środkowy palec.
- Wolne? - zapytałem i nim zdążyła odpowiedzieć siedziałem już naprzeciwko niej.
- Skoro chcesz debila, który ci zapłaci z spotkanie to podam ci adres, masz być o dziewiętnastej - rzekłem i wyjąłem długopis, sięgnąłem po dłoń dziewczyny i napisałem swój adres, moje pismo nawet na dłoni było bardzo staranne i łatwo się je czytało.
- Nie spóźnij się, inaczej debil mniej zapłaci - szepnąłem wstając i ugryzłem lekko płatek jej ucha, a ona spojrzała ze zdziwieniem w moje oczy, które wręcz śmiały się z jej miny. Ruszyłem do swojego stolika gdzie czekali na mnie znajomi. Moje zamówienie zostało już przyniesione dlatego usiadłem i z uśmiechem na ustach sięgnąłem po kawę. Czułem wzrok dziewczyny na sobie jednak postanowiłem ją zignorować.
~~~~**~~~~
Kiedy dojechałem do domu była już siedemnasta, zapaliłem sobie na werandzie papierosa i paląc go spokojnie głaskałem Versusa. Verona postanowiła zając się uganianiem za jakimś ptakiem, który chciał sobie odpocząć w krzakach. No cóż. Życie się mówi. Kiedy skończyłam palić rzuciłem filtr do popielniczki i ruszyłem do domu. Otworzyłem drzwi, a co tam zastałem było istnym koszmarem. Po wczorajszej imprezie dalej nie posprzątałem. Butelki, opakowania po pizzy, znajdzie się tam nawet kilka zużytych prezerwatyw... wszystko na mojej podłodze. Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem do Kat.
- Yyy... hey siostrzyczko - powiedziałem od razu i nieświadomie uśmiechnąłem się.
- Co chcesz? - zapytała od razu. Oj jak ona mnie zna.
- Masz kogoś kto chciałby posprzątać mi dom? - zadałem pytanie i ruszyłem w stronę kuchni omijając wiele dziwnych rzeczy, które napotkałem na drodze.
- Zależy jaki syf masz - powiedziała, a ja rozejrzałem się wokół siebie.
- Nie no, bywało gorzej, co nie - zaśmiałem się dając jej znać, że jest w chuj brudno.
- Ta, dziś? - zapytała.
- Dziś - odpowiedziałem.
- Wyślę numer, tania nie jest, ale szybko ogarnie - powiedziała.
- Wysyłaj - odpowiedziałem i rozłączyłem się, jednak wcześniej podziękowałem i pożegnałem się. Po chwili dostałem numer telefonu.
~~~~**~~~~
Kiedy dojechałem do miejsca jakim był stary opuszczony kościół zobaczyłem czekającą już dziewczynę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej.
- Co tutaj robimy? - zapytała podejrzanie.
- Chciałaś zarobić, zapraszam panią do kościoła na drobne co nie co - rzekłem, a ona spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Uważasz, że to zabawne? - zapytała, a ja pokręciłem głową.
- Jeśli nie chcesz zarobić rozumiem, - powiedziałem i skrzyżowałem ręce.

Lau? XD

7 sie 2018

Od Hangagoga CD. Laurene

Mój dzień dziś był dość wolny więc zadzwoniłem spytać Cola czy ma może wolny dzień, okazało się jednak, że ma za dużo klientów i nie wyrabia. Zaproponowałem więc pomoc, którą z chęcią przyjął. Kolejny dług na konto. Mimo to trochę się zarobi.
- Dzwoń gdyby ktoś pilnie chciał tatuaż - powiedziałem do Niala, który był moim zastępcą.
- Luz - rzekł jedynie, a ja już jedną nogą byłem na zewnątrz. Wsiadłem do samochodu i od razu włączyłem silnik, który rozbrzmiał w moich uszach... ah kochany dźwięk. Wyjąłem paczkę fajek, oczywiście cienkich, zapaliłem go i ruszyłem samochodem rzucając zapalniczkę na stacyjkę. Otworzyłem lekko szybę by móc palić, zaciągnąłem się i zmieniłem bieg na dwójkę i wbiłem się przed czerwone BMW. Uśmiechnąłem się cicho i wypuściłem w końcu dym z płuc. Włączyłem radio czekając aż czerwone światło zmieni się na zielone i samochód przede mną ruszy. Stuknąłem w kierownice swoimi długimi palcami i znów się zaciągnąłem. Przełączyłem muzykę na rap i zacząłem cicho "śpiewać" z wykonawcą. Kiedy światło zmieniło się na zielone, a samochód przede mną ruszył od razu wyminąłem go i dojechałem do salonu w jakieś cztery minuty. Zaparkowałem z tyłu i wysiadłem od razu zamykając samochód przyciskiem. Zapaliłem kolejnego papierosa i wszedłem do budynku.
- Szybko - powiedział Col, a ja wzruszyłem ramionami i wyszczerzyłem się do niego. Podszedłem do chłopaka, który był dość starszy ode mnie, przytuliłem go klepiąc jego plecy dłonią.
- Jak zawsze - odpowiedziałem - co mam robić? - dodałem, a on od razu poprowadził mnie do miejsca gdzie czekają klienci.  Zaciągnąłem się i wypuściłem dym nim podeszła do nas jakaś dziewczyna.
- Ness to Han. Będzie cię tatuował. Jak widzisz, mam dużo klientów. Mam nadzieje, że sprosta twoim oczekiwaniom Tancereczko - powiedział, a ja uniosłem jedną brew, chłopak odszedł.
- Tancereczko? - spytałem, a ona uśmiechnęła się i pokiwała głową.
- Tak, ale mówią mi różnie. Jestem Laurene, ale często mówią mi po prostu Ness - powiedziała, a ja skinąłem głową.
- Mów mi J - rzekłem i ruszyłem w kierunku jednego z pokojów, który był moim starym miejscem pracy. Dlatego jest wypełniony moimi pracami.
- Usiądź sobie, masz wybrany tatuaż? - spytałem, a ona skinęła od razu.
- Wybrany z naszych ofert? - od razu zapytałem.
- Oczywiście - powiedziała i usiadła na fotelu.
- Gdzie będzie tatuaż?
- Pod piersiami - rzekła i patrzyła na mnie jakby chciała zobaczyć moją reakcje. Była jak każda inna, dużo kobiet robi sobie takie tatuaże, zresztą widziałem dużo piersi, ona nie będzie wyjątkiem.
- Okey, w takim razie proszę znajdź tatuaż - powiedziałem i podałem jej katalog. Dziewczyna przez chwilę szukała wybranego dzieła, ja przygotowywałem igły oraz tusz.
- Będzie czarny? - zapytałem, a ona skinęła.
- To ten - powiedziała, a ja odwróciłem się do niej, podała mi katalog i wybrany projekt okazał się moim. Zrobiłem go gdy siedziałem w tatuażach zaledwie rok.
- Nie będzie ci przeszkadzać, że pale? - zapytałem - ciesze się - powiedziałem wcześniej niż dziewczyna odpowiedziała, wyjąłem paczkę fajek i położyłem ją na stoliku razem z zapaliczką. Wyjąłem jednego papierosa i odpaliłem go wypuszczając dym. Kliknąłem go i od razu doszła do mnie woń mięty.
- Dobrze rozbieraj się - powiedziałem lekko zachrypniętym głosem.

Lau? xD

30 lip 2018

Hangagog Jack Black

Na zdjęciu: Ian Somerhalder
Motto: To wojownik. Jeśli teraz go przekonasz, że jest czymś mniej, nigdy nie będzie wiedział, że może być czymś więcej.
Imię: Jego rodzice, jako iż mają dziwne nawyki, chcieli by imię ich syna wyrażało w pewien sposób szacunek, jednak mało kto wie, że zniekształcone imię Hangagog jest stworzone na podobieństwo imienia Boga Wisielców, które brzmi Hangatyr. Jego drugim imieniem jest Jack. Duża ilość ludzi nazywa go uproszczeniem jakim jest Han, lub używają drugiego imienia. Chłopak jednak zwykle posługuje się pseudonimem jakim jest J. (Dżej).
Nazwisko: Black
Wiek: Chłopak ma już na karku dwadzieścia osiem lat.
Data urodzenia: 18 maja.
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Pierwsze co rzuca się w oczy na jego terenie to oczywiście wielka stajnia, ujeżdżalnie (jedna kryta i dwie odkryte), karuzela dla koni, siodlarnia i jeden dom, który stoi dosłownie na końcu posiadłości. Jest to dwupiętrowy budynek, cały biały, tak samo zresztą jest w jego wnętrzu. Dlatego Han uwielbia mieć porządek. W piwnicy znajduje się siłownia gdzie chłopak ćwiczy. Na parterze jest kuchnia połączona z salonem oraz jadalnią, no i oczywiście jedna łazienka. Na pierwszym piętrze są dwie łazienki i dwa pokoje z małą garderobą. Na samej górze zaś połowę miejsca zajmują graty, a drugą część natomiast będzie przygotowywana dla zrobienia kolejnego pokoju z łazienką. Prócz trawy cały teren jest udekorowany różnymi roślinnościami.
Orientacja: Heteroseksualny
Praca: Tatuator, tak jak Katfrin posiada także swoją stajnie i jest jednym z instruktorów
Charakter: Hangagogo. Jak by tu go określić jednym zdaniem…hmmm. To ciężkie pytanie jednak odpowiem na nie: Zimny i obojętny chamski dupek jakiego świat nie widział. Osz kurwa… jak ja to pięknie skomentowałam. Ale cóż opiszmy go bardziej szczegółowo, przecież po jedynym zdaniu tak jak i po jednym spotkaniu nie można oceniacz danej osoby. O właśnie, Han nie ocenia po opinii innych ma ją w dupie jeśli dotyczy ona innych tak jak i jego. Przecież to tylko opinia zajebistych lub wkurwiających ludni. Nie należy się przejmować. Zresztą powiedzmy sobie szczerze Han rzadko czym się przejmuje. Interesuje go tylko zdanie matki, ojciec także go nie interesuje, to jego dawny świat, pierdolony alkoholik bojący swoje dzieci nie zasługuje na żadne miejsce w żadnym organie, a w szczególności w czarnym, twardym sercu Hangagoga.
Jack to uparty jak osioł człowiek, mimo iż nie ma racji i będzie o tym wiedział dalej będzie trwał w swoim. Nie będzie go interesowało to iż kogoś rani. Uparty to wręcz mało powiedziane. Hangagog idzie po trupach zresztą samo jego imię jest zniekształcone i pochodzi od Boga Wisielców, czyżby to było jakieś przeznaczenie? Może. Jednak Han nie wierzy w przesądy, obyczaje i przeznaczenie. Jesteśmy kowalem własnego życia. Jeśli mu więc coś nie wychodzi jest bardzo zły na samego siebie. Czuje się wtedy okropnie i chodzi bardzo zły.
Hangagog jest bardzo agresywny, a w szczególności w trakcie seksu. Nie przytula po nim chyba, że kocha tą osobę, nie zostaje na noc, chyba, że kocha. Ale teraz zastanówmy się czy on jest zdolny do miłości? No właśnie. Też tak myślę. Więc ani nie przytula ani nie zostaje. A jeśli już zostanie… to oznacza, że jest za bardzo leniwy by iść do pokoju i tam się wyspać lub wziąć samotnie prysznic. No ale wróćmy do jego agresji. Chłopak kiedyś trzymał wszystko w sobie, złość, szczęście, miłość, nienawiść i inne złe jak i dobre emocje. Pewnego dnia po prostu nie wytrzymał, wybuchł i od tego dnia stał się agresywny. Bierze co chce, kiedy chce i kogo chce. Nie obchodzi go zdanie innych. Jednak na początku znajomości woli poznać osobę by zobaczyć czy ta osoba jest godna tego by on – Hangagog Black mógł przebywać w jego obecności. No cóż jego duże ego nie pozwala mu na to.
Jack odzywa się bardzo często, a jego ton głosu często wyraża sarkazm, zresztą on sam żyje sarkazmem. Nadużywa go, wiele przeklina i sra wyżej niż dupę ma. Ale cóż on sam zdaje sobie z tego sprawę. Uwielbia to uczucie gdy ktoś podchodzi do niego z typowym zamiarem zgaszenia go, a ten jednym słowem niszczy jego plany.
Jack jest zboczonym chłopcem. Owszem. Jest. Jednak nie na każdym kroku wymachuje swoim chujem krzycząc: „Która chce się na niego nadziać! Która się pieprzy?! Chodźcie dziwki… do mnie!” To raczej nie ten typ, woli być chodź przez chwilę zainteresowany dziewczyną, którą chce przelecieć. Lubi mieć z płcią przeciwna temat do rozmowy, wie, że w seks.ie chodzi o to by jęczeć i krzyczeć swoje imiona, to jedyne słowa jakie są podczas kochania się jednak Han uwielbia rozmawiać przed stosunkiem. Taki już typ chłopaka. Nie zmienisz go.
Co do tego by zmieniać Hana… czy to możliwe? Otóż nie. Nie można go zmienić. Mężczyzna uważa ich powinno się być takim jakim się jest i jakim się lubi być. Dlatego nawet nie próbuj zmieniać, a co dopiero poskramiać tego o to chłopaka.
Otóż Hangagog co do swojej miłości zachowywał by się inaczej. Jego serce byłoby otwarte, łatwe do zranienia. No właśnie, łatwo byłoby go zranić. Dlatego chłopak boi się miłości i nie chce się zakochiwać dlatego często unika dłuższego kontaktu z dziewczynami.
Hobby: Hangagog uwielbia zwierzęta, fotografie, śpiewanie, granie na pianinie oraz na gitarze, ćwiczenia, rysowanie oraz kocha robić tatuaże. Ale zacznijmy od początku. Zwierzęta. Sam Han posiada dwa konie rasy Shire, kochana parka oczekuje źrebięcia. Ten chłopak gdyby mógł zaadoptował by całe schronisko. Uwielbia chodzić do zoo gdzie może powiedzieć Ci wszystko o danym zwierzęciu. Kocha wprost gady, oraz konie.
Fotografia, Jack uwielbia robić zdjęcia dzikim stworzeniom jak i swoim koniom. Może godzinami chodzić po lesie i szukać wolnych ptaków wijących sobie gniazda czy czekający na dobry moment by zapolować. Wręcz kocha oczekiwać na wspaniałe zdjęcie. Jego pokój po kilku dniach w akademii będzie wypełniony wieloma fotografiami jak i rysunkami.
Śpiewa, chłopak najczęściej nuci tekst piosenek. Najczęściej śpiewa sam w pokoju siedząc na łóżku oparty o ścianę na gitarze powoli układając słowa własnej piosenki. Tak Stephan często piszę swoje własne piosenki i jest z nich bardzo dumny mimo to nie wie czy byłby w stanie zaśpiewać którąś na oczach większej widowni.
Gra na instrumentach, od dziecka matka uczyła go gry na pianinie, siostra (która zginęła w wypadku samolotowym) uczyła go grać na gitarze. Odkąd więc zaczął chodzić miał styczność z tymi dwoma instrumentami, nuty dla chłopaka to jednak wielka poezja, uwielbia je tak samo jak same granie.
Ćwiczenia… Jack dużo ćwiczy co widać po jego mięśniach. Jednak co takiego ćwiczy? Otóż dorabia nie tylko jako tatuator ale też jako bokser. Hangagog nie tylko się boksuje, ale także gra w kosza oraz w ręczna, chłopaka często można spotkać na basenie oraz w parku gdy biega.
Rysowanie, to jedno z tajemnic Hangagoga, nie lubi gdy ktoś ocenia jego prace dlatego są one zamieszczone w jego domu w ramach jednak na pytania, kto to narysował nie odpowiada.
Tatuaże. Jedno z jego najlepszych hobby, chłopak od kilku już lat jest znany w tej dziedzinie. Jako pierwszy tatuaż zrobił sobie małe znaki na palcach. Wyszły jak na pierwszy raz bardzo dobrze, wręcz idealnie, a od tamtego czas u Hangagog wprost kocha robić tatuaże, każdą wolną chwilę spędza w studiu swojego wuja i tam razem dziarają innych.
Aparycja|
- wzrost:
189 centymetrów
- waga: Chłopak waży osiemdziesiąt kilogramów
- opis wyglądu: Pierwsze co rzuca nam się na oczy to kolor jego tęczówek. Piękny błękit porównywalny do koloru oceanu jest otulony gęstą warstwą rzęs, które mimo wszystko nie są zbyt długie. Ma dość za bardzo zarośnięte brwi jednak chłopaka nie za bardzo to interesuje. Jego czarne jak noc włosy otulają całą twarz, na której znajduje się zwykle kilkudniowy zarost. Jest posiadaczek zgrabnego jak na mężczyznę noska, a jego kości policzkowe są bardzo dobrze widoczne. Jako iż chłopak często marszczy czoło nieraz można zobaczyć dwie linie zmarszczek. Jego skóra zwykle jest dość blada, jednak w czasie lata próbuje ją zmienić. Han ubiera zwykle czarne skórzane kurtki i proste spodnie oraz zwykłe T-shirty.
- pozostałe informacje: Na jego lewej dłoni są wytatuowane małe znaki (trójkąt, koło i romb). Posiada bliznę na karku spowodowaną wypadkiem motocyklowym.
- głos: Bastille
Historia: Jako dziecko Han był nie tylko niszczony psychicznie przez alkoholizm ojca ale również i fizycznie, po przez bicie. Jego matka bała się wtrącać w ich "ojcowskie" tematy dlatego wolała wykonywać jego polecenia. Jednakże matce może zawdzięczać to iż oddała mu swoją dużą posiadłość. Jack był uczony, że kobieta jest rzeczą, jednak nauka poszła w las. Szanuje je mimo swojego "cudownego" charakteru. Mężczyzna nie jest zły, jest po prostu zagubiony przez swoje życie. Słysząc groźby od swojego własnego ojca nie możne oczekiwać od niego, że będzie aniołkiem. Chłopak w każdej sytuacji się broni. Gdy chłopak osiągnął wiek dojrzały matka przepisała mu dobytek, na który ten od razy się przeniósł. Od zawsze podziwiał babcie Katfrin, która miała konie, dlatego i on stwierdził, że spróbuje. Tak właśnie Han rozpoczął nowe życie w nowym mieście.
Rodzina: Octavia Black - matka
Jon Black - ojciec
Christian Salvadore - kuzyn
Katfrin Salvadore - kuzynka
Partner: Brak
Potomstwo: -
Ciekawostki: Miał wypadek motorowy
Ma uczulenie na mleko
Nie lubi miodu, ale co do herbaty z nim nie ma problemu... a wręcz można powiedzieć, że bardzo lubi
Jest uzależniony od papierosów i kawy
Ma problemy z sercem przez picie zbyt dużej ilości energetyków (mimo to dalej je pije)
Niemal zawsze w jego studiu unosi się dym z elektryka
Ma swoje projekty tatuaży
Nienawidzi jeżyn
Rzadko kiedy jest chory, a jak już to w okresie jesiennym
Nie lubi piwa, wręcz go nienawidzi
Zwierzęta: Chłopak posiada w stajni osiemnaście koni. Oraz dwa psy, suczka to dog niemiecki a pies to doberman.
Suczka Verona jest bardzo posłusznym psem stróżującym, jest bardzo zżyta ze swoimi właścicielem dlatego gdy jest w domu nie opuszcza go na krok. Kolejny pies zwie się Versus i jest on bardziej posłuszny. Wydając jakąś komendę (oczywiście z odpowiednim tonem głosu) pies zrobi to co chce. Jeśli każe zaatakować, zrobi to, jeśli chce by pies był miły i czuły wystarczy powiedzieć jedno słowo i taki będzie.
Pojazd: Chłopak posiada jeden samochód na który zbierał bardzo długi czas oraz by mu starczyło wziął lekką pożyczkę, którą powoli spłaca. Kupił on więc corvette ZR1.
Kontakt: Katfrin. (kropka na końcu)