Odetchnąłem, w końcu zamykając kartotekę i zasuwając worek z kośćmi ofiary. Kolejne dochodzenie dobiegło końca, tym razem z sukcesem. I to w moim przypadku podwójnym. Uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie, jak udowodniłem Markowi swoją rację. I przy okazji uwalniając Altheę od zarzutów.
Powolnym, nieco zmęczonym już krokiem od ciągłego stania przy stole sekcyjnym, poszedłem odłożyć teczkę na jej należyte miejsce, myśląc przy okazji, jak mógłbym się w końcu rozluźnić po tej sprawie. Z tymi myślami, szedłem przez oszklony korytarz, dzięki któremu można było zaobserwować, co dzieje się w ogrodach za instytutem. W tym momencie stanąłem, niczym rażony gromem, szczerząc się przy tym prawdopodobnie wręcz jak psychopata.
Za oknem była już gruba warstwa puchu, która spowiła całe podłoże. Od razu wpadłem na pomysł, jak będę mógł wypocząć.
- Co tak stoisz? - skrzywiła się Cam, przechodząc obok. - Lepiej...
Nie skończyła, ewidentnie zaskoczona, że wepchnąłem jej teczkę w ręce.
- Biorę wolne na święta - wyszczerzyłem się tylko i pobiegłem do wyjścia, zahaczając jeszcze o swoje biuro, by wziąć potrzebne rzeczy. Zaraz po wyjściu zadzwoniłem do Althei.
- Masz jakieś plany na święta? - zapytałem z szerokim uśmiechem, jak tylko odebrała, wypuszczając przy tym obłoczek pary. Poprawiłem szalik, ruszając w stronę swojego mieszkania.
- U-uh? - zdumiała się, wyraźnie zaskoczona tym pytaniem. - Nie... Raczej nie. Czemu pytasz?
Od razu uśmiechnąłem się na jej odpowiedź.
- W takim razie pakuj się - mruknąłem zadowolony. - Jedziemy do moich rodziców. Będę za godzinę, pa - dodałem jeszcze i rozłączyłem się, zostawiając ją prawdopodobnie w konsternacji.
