Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felix. Pokaż wszystkie posty

30 gru 2018

Od Felix'a CD Althei

Odetchnąłem, w końcu zamykając kartotekę i zasuwając worek z kośćmi ofiary. Kolejne dochodzenie dobiegło końca, tym razem z sukcesem. I to w moim przypadku podwójnym. Uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie, jak udowodniłem Markowi swoją rację. I przy okazji uwalniając Altheę od zarzutów.
Powolnym, nieco zmęczonym już krokiem od ciągłego stania przy stole sekcyjnym, poszedłem odłożyć teczkę na jej należyte miejsce, myśląc przy okazji, jak mógłbym się w końcu rozluźnić po tej sprawie. Z tymi myślami, szedłem przez oszklony korytarz, dzięki któremu można było zaobserwować, co dzieje się w ogrodach za instytutem. W tym momencie stanąłem, niczym rażony gromem, szczerząc się przy tym prawdopodobnie wręcz jak psychopata. 
Za oknem była już gruba warstwa puchu, która spowiła całe podłoże. Od razu wpadłem na pomysł, jak będę mógł wypocząć.
- Co tak stoisz? - skrzywiła się Cam, przechodząc obok. - Lepiej...
Nie skończyła, ewidentnie zaskoczona, że wepchnąłem jej teczkę w ręce.
- Biorę wolne na święta - wyszczerzyłem się tylko i pobiegłem do wyjścia, zahaczając jeszcze o swoje biuro, by wziąć potrzebne rzeczy. Zaraz po wyjściu zadzwoniłem do Althei.
- Masz jakieś plany na święta? - zapytałem z szerokim uśmiechem, jak tylko odebrała, wypuszczając przy tym obłoczek pary. Poprawiłem szalik, ruszając w stronę swojego mieszkania.
- U-uh? - zdumiała się, wyraźnie zaskoczona tym pytaniem. - Nie... Raczej nie. Czemu pytasz?
Od razu uśmiechnąłem się na jej odpowiedź.
- W takim razie pakuj się - mruknąłem zadowolony. - Jedziemy do moich rodziców. Będę za godzinę, pa - dodałem jeszcze i rozłączyłem się, zostawiając ją prawdopodobnie w konsternacji.

25 gru 2018

Od Felix'a CD Althei

Faktycznie, na zewnątrz już zaczęło się ściemniać. Nie przeszkadzało mi to jednak, zwłaszcza, że miałem okazję biegać z Altheą. 
Gdy tylko wyszliśmy z kamienicy, dziewczyna ścisnęła mocniej smycz psa. Jednak nie przebiegliśmy nawet przecznicy od jej mieszkania, kiedy gwałtownie się zatrzymała. Spojrzałem na nią zaskoczony, zupełnie nie rozumiejąc jej zachowania. 
- Szlag! - jęknęła, tym samym wypuszczając ze swoich ust dość spory obłoczek pary. - Nie wzięłam wody!
Mój początkowy szok spowodowany jej zachowaniem zaczął ustępować miejsca rozbawieniu, które zmieniło się w cichy śmiech, co spowodowało tylko głęboką zmarszczkę na czole Al.
- Z czego się śmiejesz? - burknęła niezadowolona.
- Bo nie masz się czym denerwować - mruknąłem, nie mogąc jeszcze powstrzymać rozbawienia. - Ja ją wziąłem. Powinno wystarczyć - pokazałem jej bidon, który cały czas trzymałem w ręce.
Dziewczyna skrzywiła się delikatnie, ale w końcu niechętnie pokiwała głową. Już chciała biec dalej, jednak tym razem coś zatrzymało ją fizycznie. Jej ruch spowodował również, że sam się zachwiałem. Tym razem jednak to ja zmarszczyłem brwi. 
- Co jest? - mruknąłem nieco zaskoczony, spoglądając w dół.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, co właśnie się wydarzyło. Nasze psy, ewidentnie ciekawskie i wręcz w euforii z powodu spaceru, podczas naszej krótkiej rozmowy postanowiły poganiać wokół naszych nóg, zapewne zapominając o istnieniu czegoś takiego jak smycz. Althea od razu przeszła do działania, próbując wyplątać nas z tego węzła.
Już otworzyłem usta z zamiarem wypowiedzenia "czekaj", jednak nie zdążyłem. Zaraz potem wszystko potoczyło się dość... dynamicznie. Al, ciągnąc za kawałek smyczy, która chyba należała do Ducha, wywołała swego rodzaju reakcję łańcuchową. W efekcie której... oboje wylądowaliśmy na ziemi. No, pisz pan, że oboje.
Chcąc zamortyzować upadek dziewczyny i w sumie zaskakując tym samym samego siebie, obróciłem się i chwyciłem Al w talii, przez co koniec końców to ja wylądowałem plecami na bruku, a ona wylądowała na mnie. Z trudem powstrzymałem jęk bólu.
Psy natomiast, chyba ubawione całą zaistniałą sytuacją, znów zaczęły ganiać wokół nas.
- Boże, przepraszam! - pisnęła Althea, momentalnie podnosząc się do siadu.
Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Nic się nie stało - mruknąłem spokojnie i zerknąłem na psy, które w końcu się zatrzymały. - Ale wiesz, chyba wolę pobiegać, niż przeleżeć wieczór na bruku - dodałem ze śmiechem.
Dziewczyna od razu pokiwała głową i podniosła się, dzięki czemu ja również mogłem wstać. Chwilę później kłopot został zażegnany, dzięki czemu mogliśmy ruszyć dalej.

14 lis 2018

Od Felixa CD. Althei

Zmarszczyłem delikatnie brwi, zaskoczony tym określeniem. 
- Co masz na myśli? - spytałem, zerkając na nią przy pierwszej okazji, czyli na kolejnym czerwonym świetle. Zaraz jednak usłyszałem, jak ktoś trąbi, przez co byłem zmuszony oderwać wzrok i jechać dalej. 
Dziewczyna wciąż miała wzrok utkwiony w dali, kiedy przedzieraliśmy się przez gęstą mgłę. 
- Powiedziałam, że dotrę do domu i coś zjem, ale ty wybrałeś bar - odparła w końcu. Widać jednak było, że nie chce się kłócić. 
- Po prostu wątpię, żebyś miała siłę i ochotę cokolwiek odgrzewać, a potrzebujesz ciepłego posiłku - mruknąłem i zaraz potem zacisnąłem wargi, po raz kolejny ganiąc się za nadopiekuńczość wobec niej. - Jeśli jednak tak bardzo chcesz, to pomogę ci z tym - dodałem po chwili, a zaraz potem jęknąłem w myślach, znowu najpierw coś proponując, zamiast pomyśleć. 
Przez twarz dziewczyny przebiegł cień ulgi, co oznaczało, że spodobał jej się ten pomysł. A jednocześnie, że ja się wkopałem. 
- Jeśli chcesz... Jasne, znajdzie się dla ciebie miejsce. Tylko wiesz... - odchrząknęła - nie mieszkam w bogatej kamienicy. 
Wzruszyłem delikatnie ramionami, jakoś nieszczególnie patrząc na jej zakłopotanie.  
- Ja też nie - wypaliłem, zanim zdążyłem pomyśleć. Po raz kolejny w myślach skarciłem się za impulsywność. Wiedziałem jednak, że to nie jest pierwszy, a już na pewno nie ostatni raz. 
Uśmiechnęła się, chyba próbując obrócić swoją sytuację w jakiś żart.
- Też mieszkasz z troskliwą siostrą i oddajesz jej jedyną sypialnię?
- Nie - stwierdziłem, skręcając. - Mieszkam z psem cierpiącym na ADHD, któremu często jestem zmuszony oddać jedyne łóżko - spojrzałem na nią kątem oka, chcąc sprawdzić jej reakcję na ten temat. 
Niestety przyłapała mnie na tym, powstrzymując przy tym uśmiech. 
- To akurat całkiem kochane. Więc zazwyczaj gdzie śpisz? O ile w ogóle odpoczywasz przy tej swojej pracy - spytała z cieniem rozbawienia w głosie. 
- W łóżku. Na jego skraju, albo pod Chipperem - od razu wróciłem do patrzenia na drogę, nieco speszony, że zauważyła. - Ta praca wcale nie jest taka zła, jak się wydaje - napuszyłem  policzki.
- Chipper musi być sporych rozmiarów - przyznała, co nieco mijało się z prawdą, ale nie czułem potrzeby wyprowadzania jej z błędu. - Ja też mam psa, zostawia dużo futra. Pewnie nie masz uczulenia?
- Gdybym miał, z pewnością bym nie adoptował swojego, prawda? - mruknąłem nieco rozbawiony, finalnie zatrzymując się pod jej blokiem. - To tutaj, prawda?

[Al? Ajm bak, aj fink]

20 sie 2018

Od Felix'a cd. Althei

Rozkazy. Błyski policyjnych świateł. Jeszcze więcej komend. I ta uciskająca kamizelka kuloodporna. Dalej nie rozumiałem, po co wzięli tu antropologa sądowego. Braki w ludziach? Westchnąłem cicho, poprawiając niewygodny ubiór.
- Dasz radę, co? - zwrócił się do mnie szef policji, zaskakując mnie tym samym. Wręczył mi przy okazji broń, na co tylko stłumiłem skrzywienie. Nie chciałem tego mieć w rękach, a co dopiero używać. Jednak schowałem pistolet do kabury.
- Mam nadzieję, że nie będzie potrzebny - mruknąłem tylko, zmuszając się do bladego uśmiechu.
Mężczyzna, nawiasem dość siwiejący, poklepał mnie po plecach z szerokim uśmiechem.
- Zuch - stwierdził, po czym odszedł do reszty policjantów.
Oparłem się o wypożyczony z instytutu samochód. Zaraz jednak padł rozkaz, by być w gotowości. Włączyłem więc swoją latarkę i podszedłem do Tom'a, policjanta, któremu miałem asystować. Gdy tylko szef wydał polecenie, weszliśmy do środka.
Ciemność i smród stęchlizny od razu mnie uderzyły. Świecąc latarkami, ruszyliśmy dalej. Raczej słyszałem, niż widziałem stanowczy, wyćwiczony krok policjanta przede mną. Idąc korytarzami, w duchu miałem nadzieję, że to był jednak fałszywy alarm. Tom jednak szedł uparcie dalej, zgodnie z rozkazami, których i ja musiałem się trzymać. Po chwili mężczyzna zatrzymał się i spojrzał na drzwi przed nami.
- Na trzy wyważę, a ty będziesz się trzymać z tyłu - polecił, a ja tylko pokiwałem głową, nie bardzo znając się na tym wszystkim.
Gdy policzył do trzech, zrobił, jak mówił. Drzwi otworzyły się z nieprzyjemnym dla ucha zgrzytem, a Tom wszedł do środka. Zaczął świecić latarką po pomieszczeniu. Zaraz jednak zauważył coś, przez co skierował snop światła na swoje nogi. Bez wahania wszedłem do środka, nie bardzo myśląc, czego mógłbym się spodziewać po reakcji policjanta. Zaraz potem jednak byłem na kolanach i rozwiązywałem dziewczynę. Bez zastanowienia ściągnąłem szmatkę z jej ust, która służyła jako knebel.
- Co ty tu robisz? - spytałem pełnym niedowierzania głosem. Chyba po prostu chciałem wyprzeć fakt, że Althea jest w takiej sytuacji.
Przez dłuższy czas zachowywała się, jakby pozapominała wszelkie słowa. Mimowolnie masowała swoje obolałe nadgarstki.
- Ja po prostu... Chciałam wiedzieć - mówiła coraz ciszej, a jej głos drżał coraz bardziej, jakby się bała.
Po jej zsiniałych ustach szybko zorientowałem się, jak zimno musi jej być. Bez namysłu ściągnąłem kurtkę, która ukrywała kamizelkę kuloodporną i narzuciłem dziewczynie na ramiona. Ta tylko wodziła wzrokiem między mną, a Tom'em. Ubiegając go, wziąłem szatynkę na ręce.
- Trzeba było dać nam znać - zbeształ ją łagodnie. - Są jeszcze inni przetrzymywani?
Skrzywiłem się delikatnie. Chyba stereotyp o nieczułych policjantach właśnie znajduje swoje potwierdzenie.
- Nie wiem, tylko tu weszłam tylnymi drzwiami, nagle poczułam ból z tyłu głowy i pojawiłam się tutaj - ewidentnie zmęczona, opuściła głowę, która spoczęła na mojej klatce piersiowej. - Jestem zmęczona...
Stłumiłem westchnienie. Nie wiedzieć czemu, zależało mi na tej wręcz obcej mi kobiecie. Gdy mój towarzysz zdawał relację z zaistniałej sytuacji przez krótkofalówkę, ja po prostu ruszyłem do wyjścia, niosąc dziewczynę. 


MASZ! I PAMIĘTAJ, JEST TYLKO JEDEN, KTÓRY MOŻE.
Al, zuotko? :3

24 lip 2018

Od Felix'a cd. Althei

Jej stres był wręcz wyczuwalny na odległość, ale ostatecznie ugryzłem się w język. Czytała wyniki dokładniej niż jakikolwiek śledczy, jednak trzęsła się przy tym jak osika. W końcu jednak przestała. Skupienie przejęło kontrolę nad roztrzęsieniem, a Althea zagłębiła się bez reszty w lekturę. Cały czas jednak ją obserwowałem, żeby zareagować na jej odpowiedź. W końcu wbiła we mnie swoje szare jak letnie, burzowe niebo oczy, w których od razu zauważyłem zupełne niezrozumienie. Dziewczyna, zupełnie jakby to wyczuła, ukryła je.
- No to już wiemy. To nie mój ojciec, ktoś się pomylił - odezwała się w końcu i wyciągnęła do mnie dłoń, w której trzymała kopertę z wynikami. Nie oderwała ode mnie wzroku ani na chwilę.
- Nie ma opcji, żeby ktoś się pomylił - zaoponowałem, marszcząc brwi.
- To spójrz na wyniki - odparła spokojnie, opuszczając rękę, w której chwilę temu znajdywały się papiery. - Nie ma żadnej zgodności genetycznej - dodała, starając się spuścić nieco z tonu.
Pokręciłem głową, już odpuszczając.
- W takim razie trzeba będzie się dowiedzieć, co się stało - stwierdziłem.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- W takim razie nic tu po mnie - stwierdziła, odwracając się na pięcie.
Rezygnacja? Dobrze słyszałem? Zmarszczyłem delikatnie brwi, ale zdecydowałem odpuścić sobie wypytywanie.
- Powiem ci, jeśli pojawi się coś w temacie twojego ojca - uśmiechnąłem się pocieszająco, mimo świadomości, że Althea mnie nie widzi. 
- Jasne, dziękuję - powiedziała nieco bez wyrazu, przez co skrzywiłem się na samą myśl, że dałem jej nadzieję, która była bezwartościowa. - Do zobaczenia - dodała i wyszła dość szybkim krokiem, stukając przy tym niskimi obcasami. Po chwili odgłos ucichł, a ja wróciłem do swojego biurka. Coś czułem, że ta sprawa będzie zagmatwana.

Althea? :3

7 lip 2018

Od Felix'a cd. Althei

Dziewczyna z minuty na minutę stawała się coraz bardziej nerwowa i rozkojarzona faktami, które jej podawałem. Uśmiechnąłem się do niej pocieszajaco, na co ona tylko się skrzywiła. Zaraz jednak zaczęła mnie wypytywać z taką nadzieją w oczach, że nie mogłem jej odmówić. Jęknąłem tylko w duchu na myśl o tłumaczeniu się przed Francis.
- A co z twoją pracą? - spytałem, patrząc na nią.
Dziewczyna wykrzywiła usta w dość niemiłym grymasie.
- Sam chyba sądzisz, że to jest ważniejsze, skoro przyszedłeś do mnie podczas mojej zmiany - stwierdziła kwaśno.
Uśmiechnąłem się przepraszająco.
- Nie sądziłem, że tak to się skończy...
- Naucz się myśleć - fuknęła i szybko poszła po swoje rzeczy, które zostawiła w knajpie. Niestety nie zdołałem się w tym czasie ulotnić. - Jedziemy - zażądała, przerzucając torbę przez ramię.
- Tak... Masz samochód? - uśmiechnąłem się nieco nerwowo.
Althea, ewidentnie zirytowana, wywróciła szarymi oczami.
- Daleko? - spytała tylko.
- Nie bardzo... - mruknąłem i już chciałem coś dodać, ale mi przerwała.
- Prowadź - zażądała.

▫◾▫◾▫

Ucieszyłem się, że Francis nie ma w pracy.
- Znowu się szczerzysz - stwierdziła, ewidentnie niezadowolona z tego faktu.
- No co ja ci na to poradzę? - uśmiechnąłem się do niej.
- Możesz przestać to robić - mruknęła i spojrzała na pudło, które jej podałem. - To wszystko.
Zagryzłem wargi, właśnie wpadając na kolejny pomysł.
- Czysto teoretycznie... nie...
I znowu ta nadzieja w jej oczach. Westchnąłem cicho, starając się unikać jej wzroku, jednak na nic moje starania się zdało.
- Co jeszcze? - szepnęła, ledwo ukrywając ekscytację w głosie.
- Test DNA - mruknąłem niechętnie.

Althea? ;-;

4 lip 2018

Od Felixa do Althei

Odetchnąłem cicho, odkładając telefon. Kolejna wiadomość o zwłokach. Podniosłem się, co poskutkowało cichym skomleniem Chipper'a.
- Tak, wiem, mnie też nie odpowiada ta pora - jęknąłem, na co ten tylko szczeknął. Uśmiechnąłem się jednak na myśl, że nie muszę siedzieć tyle w domu. Pogłaskałem zwierzaka po głowie i zacząłem się ubierać. Ten jednak szczeknął, kiedy telefon znowu się odezwał. Szybko go chwyciłem, o mało nie zabijając się po drodze i odebrałem.
- Franc, dotarło, już się zbieram - burknąłem do słuchawki, kiedy tylko odebrałem.
- To się pośpiesz - odparła kobieta. - Kolejnego spóźnienia nie zdzierżę.
Westchnąłem, rozłączając się, po czym wybiegłem z mieszkania.

▫◾▫◾▫

Spojrzałem na oczyszczone z resztek ciała kości, które leżały poukładane na stoliku. Włączyłem dyktafon i zacząłem oględziny czaszki, której zdjęcia poszły do artysty zajmującego się rekonstrukcją twarzy.
- Mężczyzna rasy białej, tożsamość nieznana - mruknąłem, obracając kość w dłoniach. - Prawdopodobnie śmiertelna rana na kości potylicznej, zadana tępym, płaskim narzędziem... - urwałem na chwilę, żeby zapisać to dla analityków, po czym odłożyłem to, co kiedyś ochraniało najważniejszy organ w ciele tego człowieka. Zmarszczyłem delikatnie brwi i wziąłem dwa kręgi  w dłoie, żeby im się przyjrzeć. Nałożyłem je na siebie. - Złamanie rdzenia kręgowego na wysokości C4 i C5...
- Szczęściarz, mamy rozpoznanie - mruknął Alec, wchodząc do pomieszczenia z pokaźną teczką, do której przypięte było zdjęcie mężczyzny.
- Oraz pewne zabójstwo - dodałem, biorąc kartotekę. - Antonio Santos... znajdę i porozmawiam z bliskimi.

▫◾▫◾▫

Wszedłem do knajpy, rozglądając się dookoła. Od razu nieznacznie się uśmiechnąłem, widząc dziewczynę przy barze, gdzie zaraz usiadłem.
- Co podać? - mruknęła dość beznamiętnym głosem.
- Nie, dziękuję - stwierdziłem, patrząc na nią z nieznacznym uśmiechem, na co ta tylko zmarszczyła brwi. Dalej jednak nie podnosiła na mnie wzroku. - Althea Santos?
To już podziałało. Dziewczyna spojrzała na mnie z czymś dziwnym w oczach, jednak zaraz to coś zniknęło. Uśmiechnąłem się do niej, co tylko spowodowało delikatne skrzywienie jej warg.
- Niestety jestem zmuszony cię poinformować... - wziąłem głębszy oddech, zmuszając się do powagi. - Twój ojciec nie żyje.

Althea? :3 Nasz plan wchodzi w życie ☀

Felix Wilson

Na zdjęciu: Grant Gustin
Motto: Odważnym szczęście sprzyja.
Imię: Był tak wielkim powodem do radości dla swoich rodziców, że nazwali go Felix. Z biegiem czasu okazało się, że to imię aż zbyt dziwnie do niego pasuje.
Nazwisko: Wilson
Wiek: 24 lata
Data urodzenia: Długo wyczekiwany dzień przez jego rodzicieli, czyli 4 kwietnia
Płeć: mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Udało mu się znaleźć malutkie mieszkanie na poddaszu z aneksem kuchennym oraz jednym pokojem. Wystające belki, słupy nośne i inne wystające drewna są dopełnieniem stylu rustykalnego, który jest utrzymany we wszystkich pomieszczeniach.
Orientacja: Heteroseksualny
Praca: początkujący antropolog sądowy
Charakter: Plakietką, którą nawet sam Felix przypiąłby do siebie, jest roztrzepanie. Chłopak najlepiej byłby w kilku miejscach na raz i robiłby miliard rzeczy jednocześnie. Uwielbia towarzystwo innych, rozmawiać z ludźmi lub po prostu przebywać w ich otoczeniu. Nie wytrzymałby jednego dnia w samotności, nawet za nie wiadomo jak wielką sumę pieniędzy. Jest otwarty na nowe znajomości, patrzy na świat wręcz przez różowe okulary. Nie chce widzieć w ludziach złych cech, mimo że w swojej pracy już zobaczył niemałe okrucieństwa. Często przekłada dobro innych nad własne, chcąc widzieć uśmiechy innych tak często, jak tylko jest to możliwe. Dąży do wyznaczonego przez siebie celu. Odkąd pamięta, wszyscy mówili mu, że jest bardziej uparty od osła. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, jeśli ma jakiś plan. Jest niemiłosiernie dociekliwy, przez co zawsze znajdzie odpowiedzi na swoje pytania. Nie zna słowa "nie", jeśli jest coś dla niego ważne. A wiele rzeczy jest, zwłaszcza, jeśli chodzi o jego przyjaciół. Którego, notabene, ma spore grono przez swoją wręcz irracjonalną otwartość. Nie ma chyba na świecie człowieka, który zagadałby do zupełnie obcej osoby i to zupełnie bezcelowo. Prawdopodobnie zagadałby ją na śmierć przez swą wylewność, ale to już inna inszość. Lubi obgadywać wszelakie sytuacje, nawet jeśli w połowie kwestii zmieni temat rozmowy. W razie potrzeby potrafi jednak zamilknąć, by wysłuchać i w miarę swoich możliwości doradzić lub wesprzeć. Kocha jednak żartować na każdy temat, więc nie czuj się zraniony, jeśli obróci twoją sytuację w żart. Nie robi tego w żaden sposób celowo. Stara się być odpowiedzialny, chociaż nie zawsze mu to wychodzi. Czasem zdarza mu się zachować dziecinnie, ale taka już jego natura. Chce być po prostu dla każdego tym rozweselającym słoneczkiem, o którym zawsze wspominała jego mama.
Hobby:
Wbrew pozorom jego praca nie jest jego hobby. Oczywiście lubi ją, jednak jego pasją jest sport, a zwłaszcza bieganie. Dzięki niemu się wycisza się i przestaje myśleć o wszystkim.
Aparycja|
- wzrost:
185 cm
- waga: 75 kg
- opis wyglądu: Felix jest wysokim, dobrze zbudowanym, młodym mężczyzną. Nie szczędzi sobie wysiłku, więc nietrudno zauważyć jego mięśnie, zwłaszcza te na nogach, wyćwiczone przez biegi. W jego twarzy, na której czasem jest widoczny kilkudniowy zarost, największą uwagę przyciąga szeroki, wesoły uśmiech, który prawie nigdy nie znika. Dowodem na to, że jego wesołość jest szczera, są błyski w jego niebiesko-zielonych oczach. Brązowe włosy stara się utrzymać w ładzie, co nawet całkiem mu wychodzi.
- pozostałe informacje: Brak
- głos: Grant Gustin
Historia: Historia Felixa nie jest jakaś zawiła czy skomplikowana. Jest jedynakiem, długo wyczekiwanym dzieckiem Harry'ego i Aveline Wilsonów. Dzięki temu, mimo braku jakiegoś olbrzymiego majątku, niczego mu nie brakowało. Zwłaszcza miłości od obojga rodziców. Felix starał się odwdzięczać tym samym. Mimo że jak każde dziecko często sprawiał kłopoty rodzicom, nigdy nie robił tego umyślnie. Gdy osiągnął dorosłość, postanowił jednak się usamodzielnić. Najpierw wyjechał na studia, a potem, w poszukiwaniu pracy i kontynuowania spokojnego życia, przeprowadził się do Avenley River.
Rodzina:
Aveline Wilson - matka Felixa. Syn od zawsze był jej oczkiem w głowie, słoneczkiem, które przywoływało uśmiech na jej twarzy.
Harry Wilson - ojciec, a jednocześnie nauczyciel w liceum. To on nauczył Felixa wszelkich zasad, którymi ten do teraz kieruje się w życiu.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
* Od zawsze jest osobą spóźnialską
* Kocha kawę, nie wyobraża sobie bez niej poranka
* Wieczory zawsze spędza na biegach w parku razem ze swoim pupilem
Zwierzęta: Pies Chipper, chyba jedyne bardziej energiczne stworzenie od Felixa, jakie istnieje.
Pojazd: Brak
Kontakt: Lucek [HW] rapsodiam0@gmail.com [MAIL] 49500072 [GG]