Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rose. Pokaż wszystkie posty

3 wrz 2019

Odejście

Ze smutkiem chcemy ogłosić, iż odchodzi od nas Matylda, znana również jako Przecinek. Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze do nas zawitasz!

19 cze 2019

Od Rose cd Charlie

Zamyśliłam się, fakt, że moja interpretorka dostała wolne, bo hej, jutro zakończenie roku szkolnego! Oznaczał, że nauczyciele nie mogli ode mnie wymagać dużo mówienia. Ba, śmiałabym nawet powiedzieć, że zero. Ciężko wymagać mowy od niemej tak? Ale zabierało mi to też możliwość kontaktu z ludźmi. Ta dziewczyna, Charlie? Siedziała za mną i stukała palcami o blat biurka. Miałam z nią robić projekt? No to ciekawe jak... Kiedy nauczyciel oznajmił, że mamy teraz przedyskutować dokładniej temat projektu odwróciłam się do niej. Ekologiczne rozwiązanie dla naszej planety? No idealny temat dla mnie!.
-To o czym chcesz robić?- Zapytała i uśmiechała się lekko. Odwróciłam się do swojego biurka i zgarnęłam zeszyt i długopis. Szybko nabazgrałam" Powiedzmy nieplastikowym siatkom?".
-No okay? A cos konkretnie?- Zmarszczyła lekko brwi. " Nie mówię, wiec pisze, jestem niema, sorki. No na zasadzie, weź siatkę ze sobą, nie pakuj warzyw do oddzielnych torebek, skoro je umyjesz i tak dalej" Moje pismo pozostawiało wiele do życzenia w tej chwili, szybkie pisanie sprawiało, że bazgrałam.
-Oj, ja... Nie wiedziałam? Przepraszam... Pomysł dobry- Była wyraźnie speszona. Dało się nie zauważyć bycia niemym, okay to jej daruje. Szczególnie że nie afiszowałam się w klasach i raczej unikałam ludzi. " Nic się nie stało, nie ma obowiązku o tym wiedzieć, migam normalnie do mojej pomocy, ale ma już wolne, bo wakacje. Jak masz na imię?"
-Charlie, A ty?- Włosy opadły jej lekko na oczy. Charlie, była ładna, miała taki jasny typ urody, trochę jak ja, ale inny. Ja byłam chyba bardziej słońcem latem a ona słońcem zimą.
"Rose"-Napisałam, po czym złapałam jej uwagę i powoli przeliterowałam moje imię w migowym. Powoli odtworzyła moje gesty i uśmiechnęła się lekko. Wskazałam na nią i wymigałam jej imię. To też powtórzyła.
-Co tam lamusy?-Do stolika podszedł jakiś chłopak i oparł się o blat. Podniosłam niepewnie wzrok i lekko się uśmiechnęłam. Miał lekko długie włosy, taki idealne na letnie wyjazdy.
-Theo! Jak twój projekt?-Charlie zapytała ze zmęczonym uśmiechem. Zmarszczyłam lekko brwi. Zmęczony uśmiech? Czy to było cos prawdziwego? Może po prostu wymuszony? Ale on nie wydawał się wymuszony. Chłopak zaczął o czymś opowiadać, a ja mogłam na spokojnie zagapić się na ich dwójkę. Charlie miała na sobie zwykłą koszulkę z nadrukiem małego czarnego serduszka. Nie byłam pewna co do spodni, ale chyba były to zwykłe spodenki z wyższym stanem. Theo miał na sobie szarą koszulkę i szorty. Do tego włosy opadały mu lekko na czoło i oczy.
-A wy? O czym robicie?
-Rose zaproponowała Torby wielokrotnego zastosowania. - Charlie posłała mi delikatny uśmiech.
-Rose? Miło poznać, w sumie to jakoś umknęłaś mi w klasie? Co porabiasz?- Theo wystawił w moim kierunku dłoń, która uścisnęłam. No i jak teraz? Mignęłam mu szybko "Nic specjalnego" Co zostało odebrane z wielkimi oczami i szeroko otwartą buzią.

18 cze 2019

Od Rose

Wlepiłam wzrok w babcię i zmarszczyłam brwi.
-Skarbie, naprawdę, nie możesz tak kontynuować, musisz mieć znajomych.
-Nie rozkazuj mi, nic nie muszę- Wymigałam szybko i starałam się zrobić wkurzoną minę.
-Słońce, martwię się o ciebie, to wszystko okay? Spróbuj, nic na siłę. - Babcia poklepała mnie po ramieniu i wyszła z pokoju, zostawiając mnie w ciszy. Westchnęłam. Miała rację, nie miałam znajomych, nie przepadałam za zagadywaniem coraz to nowych ludzi i traceniem na tym, i to dość mocno. Nie chciało się im czytać, nie chcieli mnie rozumieć. Dawali sobie spokój. A ja zostawałam jak ta głupia z boku. Miałam jednego, nazwijmy to kolegę w szkole, który nie specjalnie za mną przypadał. Odchyliłam głowę za oparcie krzesła i zakręciłam się raz. Sufit oklejony fluorescencyjnymi gwiazdeczkami zawirował. No to dupa? Trzeba szukać znowu znajomych? Tak mi było nawet dobrze, no nawet to dobre słowo. Chciałam znajomych, ale oni nie chcieli mnie. Tyle do gadania. Ciche mruknięcie i stukanie pazurków o panele dały mi do zrozumienia, że mój kot postanowił złożyć mi wizytę. Biała kulka wskoczyła na moje kolana i cicho mruknęła, ocierając się o moją rękę. Mau zaczął ugniatać moje uda pazurkami. Klepnęłam go lekko w kark, to zaczynało robić się bolesne. Znów mruknął i zeskoczył, idąc powolnym krokiem na moje łóżko. Ułożył się na poduszce i poszedł spać. Ten to ma dobrze, nie musi wychodzić z domu, ma jedzenie, ma ludzi. Żyć nie umierać. Naszykowałam się na następny dzień w szkole i sama poszłam w kroki Mau.
Budzik jak zwykle dzwonił okropnie za wcześnie. Wyczołgałam się z łóżka i potarłam gołe udo dłonią. Środek lata nie był najlepszym momentem dla mojego pokoju, był po tej słonecznej stronie kamienicy, co sprawiało, że nagrzewał się niemożliwie. Spałam już w majtkach i koszulce na ramiączka. Brak, jakiej kol wiek kołdry czy powłoczki też ratował odrobinę stan mojej potliwości. Opłukałam się szybko zimną wodą i poszłam do kuchni. Babcia nakładała na miseczkę moją porcję owsianki.
-Dziękuję, mogłam sama- Mignęłam, ale zaczęłam zjadać ciepłą papkę, zanim odpowiedziała. Ciepła owsianka to niby kiepski pomysł na upały, ale ja naprawdę kocham owsiankę. Zjadłam i poleciałam na autobus jak zwykle spóźniona. Butelka z wodą i pudełko z owocami i serkiem w plecaku dawało mi pewnej otuchy. Babcia była ze mną w szkole, nie fizycznie, ale duchem wspierała mnie dobrym jedzonkiem. Wchodząc do autobusu, odetchnęłam. Jak zwykle klimatyzacja nie działała. Zapach potu zaatakował moje nozdrza. Skrzywiłam się. Kocham komunikację miejską! Szczególnie latem! Usiadłam pod oknem i starałam się oddychać nie przez nos. Gadanie grupy dziewczyn wtapiało się w tło i dawało mi idealną chwilę na zastanowienie się. Powinnam znowu szukać znajomych czyż nie? Babcia chyba mi nie da spokoju, jeśli nie dam temu szansy. Niczym grom z nieba obok mnie usiadła dziewczyna, naprzeciwko jej siadła druga i spokojnie opowiadała o czymś mojej współ pasażerce z siedzenia. Podniosłam wzrok i spojrzałam na tą mówiącą. Była wyraźnie za afirmowana historią o nowo poznanym chłopaku, bo oczy świeciły jej się niczym słońce. Jej koleżanka słuchała w ciszy i co chwila kiwała głową. Mogłabym być mną. Niema, idealny słuchacz! Nagle mówiąca zamilkła i spojrzała na mnie. Utrzymałam chwilę kontakt wzrokowy i uśmiechnęłam się niepewnie.

21 lut 2019

Od Rose Cd Damiena

Uśmiechnęłam się pod nosem, był dobrym bratem. Nie wiem, czy nauczyłabym się dla rodzeństwa migać. Oni się dla mnie nie nauczyli. No, mama powoli przyswajała język, ale reszta rodziny mnie miała w dupie. Babcia umiała jeszcze z pracy, wiec dlatego u niej zamieszkałam. Wzruszyłam lekko do siebie i podałam chłopakowi moje notatki. Ładne pismo było jednym z moich talentów. Zgrabne litery, kolorowe zakreślenia. Nic mi nie umykało.
- Jezu, tobie się nudzi w domu? - Popatrzył na kolorową stronę i równe linijki.
- Nie, tak mi się najlepiej uczy. Jak mówiłam, to dużo powtarzałam na głos, teraz nie mogę, więc muszę sobie radzić  - Wzruszyłam ramionami i podałam mu kolejną porcję notatek. Były treściwe, ale krótkie. Rozszerzoną wersję miałam w książce.
- Jak czegoś nie rozumiesz, to daj znać, ale piszę to mega ... czytelnie – Nie wiedziałam znowu jak wymigać zrozumiale. Ograniczenie mojego słownictwa mnie odrobinę bolało. Od zawsze kochałam mówić, więc nagła zmiana była straszna.
- UM... No okay, mogę je skserować? - Pokazał na maszynę na stoliku obok biurka.
- Tak, tylko nie zepsuj nic, potrzebuje ich – Uśmiechnęłam się i ponownie zakręciłam na fotelu. Delikatnie odpychałam się stopami od nóg krzesła i czułam, jak zaczyna mi się kręcić w głowie. Odchyliłam ciało, opierając się o plecy siedzenia i poleciałam do tyłu. Wylądowałam razem z fotelem na ziemi z głośnym hukiem. Zamarłam.
- Żyjesz? - Damien szybko znalazł się obok mnie i pomagał mi wstać. Machnęłam ręką i w panice podniosłam fotel, patrząc czy nie zniszczyłam podłogi. Nie było mnie stać na...
- Synu? Co to za hałas? - Pod drzwiami chłopaka stała jego matka.
- Nic, potknąłem się i tyle.
- Jesteś pewien? Mogę wejść? - Klamka lekko drgnęła. Usiadłam na małym drewnianym stołku, ze skruszeniem na twarzy u udawałam, że nic nie widziałam.
- Mamo, nic nam nie jest. Daj spokój - Prychnął, ale otworzył drzwi, pozwalając matce rozejrzeć się po pokoju. Uniosłam głowę i pomachałam jej nieśmiało. Niech się nie zorientuje.
- Drzwi mają być otwarte
- Nie jestem małym dzieckiem, daj spokój - Prychnął i przymknął drzwi, kiedy kobieta odeszła. Zostawił niewielkie rozchylenie, pewno, żeby nie miała, o co się czepiać.
- Przepraszam cię, nic nie zepsułam co nie? - Wymigałam szybko.
- Na spokój, twoja mina za wszystko zapłaciła - Zaśmiał się cicho. Wywaliłam oczami i starałam się zachować resztki godności.
- Dobra, mam skopiowane, to wszystko?
- A co masz jeszcze?
- No genetyka i projekt - Skrzywił się lekko.
- Dasz rade, zrobię ci pytania do zrobienia z notatkami, potem bez i wiesz co dalej - Uśmiechnęłam się.
- Jezu
- Nie Jezu, nawet Maryi nie przypominam – Posłałam mu szeroki uśmiech. Prychnął na moje migi i spiął notatki spinaczem.
- Dobra, dzięki Rose – Powiedział moje imię odrobinę jak to wcześniejsze, boskie.
- Muszę spadać, odprowadzisz mnie na autobus? -Podniosłam się powoli, patrząc przy tym na telefon. Była 18. Musiałam wracać i się ogarniać na następny dzień.
- Nie wypiłaś herbaty.
- Muszę się pouczyć - Przyznałam.
- To ucz się tu – Wzruszył ramionami.
- A twoja siostra?
- Na razie daje nam spokój.... - Jego słowa zagłuszył głośny trzask drzwiami i uniesiony kobiecy głos.
- Philippe! Wracaj tu! Mówię do ciebie!
- Spadaj! - Nastoletni głos zagrzmiał obok pokoju. Damien się szybko podniósł.
- Odprowadzę cię jednak – Mruknął i pomógł mi szybko zbierać kartki. Nie chciał, żebym, była świadkiem rodzinnej awantury? Zrozumiałe. Szybko zgarnęłam co moje i zeszłam na dół. Matka chłopaka stała z wyraźną irytacją na twarzy.
- A ciebie gdzie niesie?
- Idę odprowadzić Rose, wracam za jakiś czas
- Okay, nie wiem co z nim już zrobić Damien. On mnie przerasta - Westchnęła kobieta.
- Będzie dobrze. Pogadam z nim - Uśmiechnął się i założył czapkę, wypychając mnie odrobinę za drzwi. Mignęłam do widzenia, ale chyba nie zostało zauważone. Na autobus nie czekaliśmy długo, dzięki bogu przyjechał na czas i to całkiem pusty. Usiadłam na wolnym siedzeniu i podniosłam głowę na chłopaka, który stał teraz nade mną.
- Wszystko ok? - Zapytałam i uśmiechnęłam się niepewnie.
<Damien?>

19 lut 2019

Od Rose cd Damiena

Ja i impreza? Od kiedy to dobry pomysł? W poprzedniej szkole imprezy kończyły się dla mnie, zanim się zaczynały, bo nikt ze mną nie rozmawiał. Chwilę tępo wisiałam na moimi notatkami, ale przerwał mi cichy jęk chłopaka obok. Wyprostował się i odchylił lekko głowę do tyłu. Zerknęłam na jego dzieło. Nie było najgorsze, naprawdę. Po osobie jego... pokroju? No może nie pokroju a przyłożeniu się do pracy malowidło było naprawdę ładne.
- Jest ładnie - Mignęłam z lekkim uśmiechem, ale wyraźnym zaskoczeniem na twarzy.
- Dzięki, możemy już stad iść? Kupię sobie po drodze kawę... - Uśmiechnęłam się lekko, widząc, jak robi szczenięce oczy. Pokiwałam głową i odłożyłam plakat na bok, podniosłam się i wyciągnęłam głowę do tyłu cicho jęcząc.
- To jednak wydajesz jakieś dźwięki? - Kiedy tylko usłyszałam głos chłopaka, głowa momentalnie wróciła mi do pionu. Kiwnęłam tylko na potwierdzenie i schowałam projekt do szafki przy drzwiach.
- To gdzie chcesz iść? - Mignęłam szybko.
- Co?
- Gdzie, chcesz, iść ? - Zapytałam wolniej ze zmęczonym uśmiechem.
- Już spokojnie, po prostu nie biegaj tak z tymi słowami, no... Kawiarnia ? Skoro chcę kawę? - Zapytał i wzruszył ramionami. Kiwnęłam niepewnie głową, ale ruszyłam za nim. Kawiarnia okazało się, była dość blisko szkoły. Niewielki lokal kusił zapachami kawy i ciasta.
- Poproszę Czarną, mleko obok - Damien szybko zamówił dla siebie. Stuknęłam go lekko w ramię.
- Ja chcę herbatę, jakąś owocową najlepiej - Wymigałam.
- A dla koleżanki kawa, latte duże – Uśmiechnął się do kelnerki zza lady. Uderzyłam go w ramię.
- NIE – Zmarszczyłam brwi, nagle mnie nie rozumiał.
- Ach... Rozumiem... Kawałek serniczka od tego i będzie super - Uśmiechnął się do dziewczyny za lada. Myślałam, że mu przyleję. Usiadłam naprzeciwko chłopaka i zaczęłam migać. Kiedy po długiej chwili mi nie odpowiadał, sięgnęłam do plecaka po słuchawki i puściłam sobie muzykę. Przed nami zostały postawione dwie filiżanki i dwa talerzyki z ciastami, sernik z owocami dla mnie i czekoladowy dla Damiena. Dalej obrażona i ze słuchawkami w uszach wbiłam widelczyk w kawałek ciasta. Było smaczne, jasne. Ale kawa? Gorycz zalała moje usta, wykrzywiłam się i odsunęłam od siebie napój.
- Nie smakuje? – Mignął do mnie z pewnym siebie uśmiechem. Zapomniałam, że brak słuchu nie zabiera mu możliwości kontaktu ze mną. Westchnęłam i wyjęłam słuchawki zirytowana.
- Nie lubię kawy
- Taka duża a kawy nie lubi? -Uśmiechnął się, kiedy wypowiedział te słowa.
- Dokładnie tak, na zdrowie, pijesz dwie - Podsunęłam mu filiżankę i oparłam brodę na dłoni, powoli jedząc ciasto.
- Już się nie denerwuj, złość piękności szkodzi
- Mhm, to już wiemy, że nasza biolożka się często denerwuje - Wymigałam z lekkim uśmiechem. Damien zakrztusił się łykiem kawy. Kiedy po chwili opanował duszności, ja dalej miałam na twarzy wymalowany anielski uśmiech.
- Idziesz na imprezę? - Zapytał, pijąc odrobinę napoju, starając się ukryć czerwień twarzy po lekkim podduszeniu się.
- Raczej nie... Nie lubię imprez, zawsze się źle dla mnie kończą
- Czemu?
- Nie wydaje mi się, że naprawdę cię to interesuje.
- Tak trochę?
- W poprzedniej szkole zapraszali mnie tylko, żebym mogła się poczuć głupio. Wiesz, byłam ładnym tłem dla znajomych, kiedy podrywały facetów – Zmarszczyłam brwi, niektóre słowa musiałam przeliterować.
<no najlepsze to to ni jest>

28 sty 2019

od Rose do Samuela

Zimna pogoda oznaczała śnieg. Lubiłam śnieg szczególnie w psim parku. Stada psów biegające za jedną piłką. Mogłam głaskać bez ograniczeń i bawić się z każdym psem, który mi na to pozwalał. Kochałam koty nie, że nie, ale psy były czymś, co poprawiało mi nastrój w każdy dzień, nawet ten trudny. Na mojej drodze pojawił się doberman. Piękny pies o sylwetce idealnej dla swojej racy powoli znalazł się obok mnie i wąchał moje spodnie na wysokości kolan. Uśmiechnęłam się i lekko wystawiłam dłoń. Zimny nos musnął moje palce i pozostawił mnie bez urazu. Powoli przeciągnęłam dłoń po głowie psa, widząc, jak lekko kładzie uszy i pozwala oddać się pieszczocie. Kucnęłam i kontynuowałam przyjemności. Żaden pies nie miał prawa mnie pozostawić bez odpowiedniej porcji pieszczot. Kiedy zimny nos znalazł się na moim policzku, wydałam z siebie śmiecho podobny dźwięk i odepchnęłam lekko pysk, prostując się. W moim kierunku zbliżał się chłopak ze smyczą w dłoni i obojętnością na twarzy. Gwizdnął na psa, a ten wystartował w jego kierunku. Mentalnie pomachałam do nowo poznanego kolegi i znów popatrzyłam na chłopaka.
-Nie wiesz, ze się obcych psów nie głaszcze? Mógłby cię pogryźć- Zapytał, podchodząc bliżej. Był raczej przeciętnej urody, był zwykłym bruneto blondynem w okularach. Jego nos wyglądał, jak by wiele razy spotkał się z chodnikiem albo pięścią, a zęby aż biły bielą. Co wiec było w nim niezwykłego? Miał głos radiowca. Mógłby czytać bajki dzieciom na dobranoc i by pewno szły spać tylko i wyłącznie ze strachu co im zrobi, jak nie usną. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. I tak mnie, nie zrozumie.
-Jakieś przepraszam? Co kot ci język ukradł?- Uniosłam brew i schowałam dolną Wargę pod górną, uśmiechając się odrobinę, oj, żebyś wiedział.
-Halo? Cos się chyba odpowiada, jak ktoś do ciebie mówi tak? -pomachał mi dłonią przed twarzą. Chciał odpowiedzi tak? Zdjęłam rękawiczki i wsunęłam do kieszeni. Powoli uniosłam dłonie i...
„No słuchaj, trochę trudno się mówi, kiedy nie ma się głosu, ale pozostaje mi migowy? Zakładam, że go nie znasz...”
-CO KURWA? - Jego mina była warta tysiąc słów. Westchnęłam i schyliłam się do plecaka, który stał na ziemi, wygrzebałam zeszyt i długopis.
„Hej jestem Rose i jestem niema, przepraszam, że głaskałam twojego psa bez pytania. Wystarczy?”
<no wiem>

25 sty 2019

od Rose cd Damien`a

Chłopak wyszedł, a ja miałam ochotę się załamać. Babcia chyba wzięła sobie za cel, upokorzyć mnie przed każdym, kto postanowi być dla mnie miły, dobrze jej szło! Poszłam do pokoju i usiadłam za biurkiem, starając się skupić na pracy domowej. Biologia była łatwa, jakieś wiązania i warstwy, chemia też nie bolała. Spokojnie rozwiązywałam kolejne równania i tupałam nogą o drewnianą podłogę, starając się nadać sobie jakiś rytm, w tym, co robię. Pukanie do drzwi zakłóciło mój spokój?
-Rose skarbie? -Babcia weszła do pokoju z lekkim uśmiechem. Zmarszczyłam brwi i machnęłam w jej kierunku, nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Szuranie kapci o podłogę dało mi jednak wyraźnie do zrozumienia, że ona zostaje i nie planuje mnie zostawić, póki jej nie wybaczę, albo coś?
-Rose, wiesz, że nie było to nic upokarzającego prawda? -Spokojnie położyła mi dłoń na ramieniu.
-Wiem, ale to zrobiło, i jestem zła, zostaw mnie – Mignęłam odwrócona w jej kierunku, ale kiedy tylko skończyłam "mówić" to wróciłam do robienia zadań.
-Słońce... Przyniosę ci herbatki co?- Założyła mi delikatnie kosmyk włosów za ucho. Ten gest był czymś, co kojarzyło mi się tylko z moją babcią, tylko ona potrafiła w tak troskliwy sposób wykonać taki banalny gest. Odetchnęłam i odwróciłam twarz w jej kierunku.
-Tak, poproszę, ale muszę to odrobić na jutro – Wskazałam na zadania i uśmiechnęłam się lekko w jej kierunku. Pokiwała głowa i poszła do kuchni. Kiedy przymknęła za sobą drzwi, oparłam twarz w dłoniach i głośno nabrałam powietrze. Jezu... Tamte zdjęcia były takie stare, równie dobrze mogły być dla mnie lata świetlne temu. Wtedy mówiłam, i to całkiem jak normalny człowiek. Zapiekły mnie oczy, niby tylko 3 lata a tyle się zmieniło. Przycisnęłam wzgórki księżycowe do oczu i wypuściłam powoli powietrze. Dość, nie załamujemy się, było, nie jest, nie pisze się w rejestr. Odjęłam ręce od twarzy i wróciłam do zadań, niema czy ma (wut; nieniema?) muszę maturę zdać. Babcia wróciła do pokoju z kubeczkiem białej herbaty malinowej i spodkiem.
-Nie chce jeść, dziękuje -Pomachałam rękoma i delikatnie zabrałam jej kubeczek.
-To marchewki, lubisz pochrupać, a one są zdrowe – Postawiła talerz, z warzywem na biurko i wróciła do swoich zadań. Pokręciłam głową i kontynuowałam naukę. Skończyłam dość szybko, więc mogłam usiąść nad innymi przedmiotami. Matematyka nie była łatwa, ale dział o równaniach, a delta w szczególności był bardzo przyjemny. Proste zadania, szybkie obliczenia, mogłam to robić w spokoju na odstresowanie. Kolejny był polski, klasa miała nauczyć się wiersza na pamięć i wyrecytować go. Ja jako zadanie dostałam nauczyć się go i wymigać go całej klasie, nikt poza moja interpretatorką nie zrozumiałby mnie, wiec postanowiłam wziąć się za wiersz później. Nim się obejrzałam, marchewki zniknęły, herbata była zimna, a moja głowa pulsowała ze zmęczenia. Odłożyłam zeszyty i ogarnęłam się do snu, czując, jak zimno przegryza mnie do kości. Owinęłam się kołdrą i westchnęłam, jutro będzie jeszcze ciekawiej.
Rano zjadłam dość szybko śniadanie i zabrałam porcje czekoladowych ciastek, które spakowała mi babcia do szkoły. Tym razem starałam się zwracać uwagę na okolice, w której zatrzymuje się autobus, zanim podjechał pod moją szkołę. Lekcje zaczynały się za parę minut, wiec spokojnie mogłam odnieść ubrania do szatni. Po drodze zauważyłam Damiena, który rozmawiał z kolegą na ławce. W sumie... Podeszłam do chłopaka i szybko mignęłam pytanie:
-Chcesz ciastka?
-Dajesz je za darmo? -Nie zorientował się, chyba że słyszę albo był niewyspany, bo mignął mi z powrotem.
-Tak, babcia kazała mi rozdać, chyba ci – Zamyśliłam się nad słowem, smakować. Może pasować? Jak się do cholerki migało te słowa?
-Biorę -Odzyskał głos i wystawił przed siebie dłoń. Otworzyłam plecak i podałam mu plastikowe pudełko pełne czekoladowych ciastek.
-Poczekaj, wezmę sobie jedno na podwieczorek -Mignełam, ale chyba mnie olał. Prychnęłam głośno i stuknęłam go w ramię.
-Coś jeszcze chcesz?
-Jedno ciastko.
- Przecież mi je dałaś? - Uniósł brew, ale otworzył pudełko i czekał, aż wezmę, to co chcę. Złapałam pierwsze z góry i schowałam, do pudełka z kanapkami. Przynajmniej deser mam z głowy. Kiwnęłam głowa i poszłam do klasy. Zaczęła się matma...
Kiedy zadzwonił dzwonek, czułam, jak stres narasta, nadchodził czas recytacji, a ja nadal umiałam ledwo połowę.  Przełknęłam ślinę i weszłam do klasy, czując, jak na moim koncie ląduje piękna dwója. Mignęłam do mojej interpretatorki:
-Umiem połowę
-Coś się wymyśli, znam ten wiersz, migaj po prostu cokolwiek, a ja go dalej powiem – Posłała mi uśmiech. Jezu, złota kobieta. Stanęłam przed kasą i w spokoju i skupieniu migałam to, co potrafiłam, a interpretatora spokojnym głosem recytowała moje migi. Kiedy doszło do momentu, w którym zapomniałam zaczęłam składać, jakieś słowa w całość a ona dalej recytowała wiersz.
-Bardzo ładnie Rose, siadaj 5+ - Dygnęłam lekko i wróciłam do ławki. Jezu, to mam z głowy. Posłałam interpretatorce szeroki uśmiech i wymigałam szybkie, dziękuję. Machnęła dłonią i wróciła do swojej pracy. Kolejna przerwa wiązała się z obiadem. Stołówka była okropnie zatłoczona i przytłaczała mnie, odrobię swoimi dźwiękami. Usiadłam pod jedną z sal i spokojnie wyjęłam ciastko, ciesząc się na jego smak. Głos z klasy zwrócił moją uwagę.
-Albo ktoś ci pomoże, albo zawalisz semestr. Damien to moje ostatnie ostrzeżenie. -Pani od Biologi wydawał się zmęczona. Z klasy wymaszerował zły brunet i zamarł, widząc mnie z ciastkiem w buzi, i wielkim zaskoczeniem na twarzy.
<next>

25 gru 2018

od Rose cd Damiena

Szkoła była wielka, wszystko otaczając mnie, wydawało się chcieć mnie zgnieść. Wielki budynek wielcy ludzie, czy to normalne, że faceci mają jakoś po 2 metry wzrostu? Dziewczyny też nie należały do niskich. Nie to, że jestem jakoś specjalnie niska albo coś, ale... Po prostu wszyscy byli wielcy. Całe szczęście zajęcia się skończyły i pierwszy dzień porażek mogłam uznać za zakończony, chyba. Bo jednak okazuje się, że jadąc autobusem do szkoły, nie koniecznie wracam tym samym. Stałam pod rozkładem,czując,jak zaczynam panikować, autobus jedzie do Horven St... ale gdzie jest moja ulica? Nie ma jej tu w żadnym miejscu, tak samo brakuje przystanku, z którego wyruszałam. O losie, co ja komu zawiniłam? Śnieg padał coraz bardziej, a ja czułam, że zimowe buty nie spełniały jednak wymogów stania dłuższego czasu na mrozie, moje palce powoli zamarzały, a wraz z nimi zamarzałam ja. Czułam każdy podmuch zimna na kolanach, które nie były zakryte płaszczem i policzkach, które raz po raz starałam się zasłonić szalikiem. Szturchnięcie w ramie było czymś, czego się kompletnie w tej chwili nie spodziewałam. Okazało się, że swoją obecnością zaszczycił mnie ten migający chłopak, a raczej ten, który umiał migi zrozumieć. Miał rozwaloną, wargę bóg wie czemu i zmęczony wyraz twarzy, zmarszczyłam brwi, zostawił mnie na zajęciach tak nagle, że chyba jednak nie planowałam być dla niego miła.
-Wiesz jak wrócić ?- Pytanie było zadane bardzo na odwal, tak bardzo, że prawie powiedziałam mu "tak, a teraz spadaj" ale jednak zmęczenie i chłód zrobiły swoje z moją wolą walki. Westchnęłam i wymigałam szybko odpowiedź.
-Niezbyt.
-A gdzie mniej więcej mieszkasz? -Hm... Dobre pytanie, mieszkam ... Obok parku? Zaczęłam mu tłumaczyć okolice mojego lokum, niestety nie wychodziłam często, więc dokładnie potrafiłam opowiedzieć mu o widoku z okna i okolicznym sklepiku z warzywami.
-Dobra, wiem gdzie... chyba jedziemy razem 165 -Wskazał na autobus, który właśnie zatrzymał się na przystanku, nie mam nic do stracenia, bardziej się chyba nie zgubię a w autobusie działa ogrzewanie. Wsiadłam i skasowałam bilet, po czym szybko znalazłam miejsce przy oknie. Damien usiadł obok mnie i zaczął coś robić w telefonie, od niechcenia spojrzałam na ekran, który raz po raz podświetlał się, pisał do kogoś wiadomości, problem z tym że jego wiadomości nie dostawały odpowiedzi. Klepnęłam go lekko w udo:
-Na którym muszę wysiąść?
-Na Flover st, powinnaś się odnaleźć, jak wysiądziesz, bo to blisko miejsca zgodnego z twoim opisem -Odpowiedział, skupiając uwagę na moich dłoniach.
-Dziękuję... Przepraszam za program -Wymigałam z błędem, bo zapomniałam kompletnie jakim znakiem migało się pomoc.
-Program? Chodzi ci o Pomoc? -Zapytał, migając ostatnie słowo, powtórzyłam znak sama do siebie i uśmiechnęłam się z wdzięczności.
-Tak, nie umiem jeszcze trochę migowego- Przyznałam.
-Mhm.
Pokiwałam głową sama do siebie, widząc brak zainteresowania z jego strony dalszą rozmową, nie chciał to nie, pewno i tak ma mnie w dupie. Trochę z nerwów zaczęłam bawić się dłońmi, bo telefon niestety poddał się i po dniu robienia mi za przekaźnik wiadomości. Zsunęłam mały pierścionek z palca wskazującego i powoli kręciłam dookoła małego palca, raz po raz ponownie wsadzając go na palec wskazujący i kciuk.
-Zaraz wysiadasz-Damien odezwał się, nie podnosząc wzroku znad telefonu. Wyjrzałam przez okno i zamarłam, nadal nie poznawałam okolicy, wróciłam wzrokiem do mojego kompana podróży i nabrałam powietrza, przy okazji mając nadzieję, że doda mi to trochę wiary w siebie.
-Nie poznaję okolicy -Wymigałam i patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem. Westchnął i pokiwał głową.
-Okay, nie mieszkam daleko od ciebie więc... Odprowadzę cię -Schował komórkę do kieszeni i podniósł się, gestykulując w kierunku drzwi, które właśnie się otwierały, wyskoczyłam na pokryty śniegiem chodnik i zimne powietrze ponownie zaatakowało moją twarz i kolana, momentalnie wsadziłam dłonie do kieszeni i starałam się zakopać w szaliku.
-Musimy iść tam, wydaje mi się, że będziesz wtedy wiedziała, gdzie jesteś -Wskazał na jakiś budynek i ruszył bez czekania na mnie. Pobiegłam za nim i szybko wyrównałam nasze kroki. Nie mogłam się do niego odezwać, bo było mi okropnie zimno w dłonie, on chyba nie był jakoś specjalnie chętny do rozmowy, więc brnęliśmy przed siebie w ciszy, po paru minutach udało mi się rozpoznać jeden sklepik, był to niewielki mięsny, w którym babcia kupowała skrawki mięsa dla naszych zwierząt. Podekscytowana ruszyłam trochę szybciej w kierunku mieszkanka, ale po drodze spojrzałam w szybę wspominanego sklepu, Za lada stał miły sprzedawca i obsługiwał moją babcię. Uśmiechnęłam się i wystawiłam rękę, żeby zatrzymać Damiena ruchem dłoni, nie wymierzyłam odległości i po prostu położyłam mu dłoń na piersi, zatrzymał się i popatrzył na mnie zdezorientowany.
-To moja babcia ! Ta w sklepie- Wyjaśniłam mu szybko. Drzwi sklepowe uchyliły się i ze środka wymaszerowała wspominana już wcześniej kobieta obładowana siatami.
-Rose skarbie ! Wróciłaś? O i masz znajomego ! Dzień dobry -Babcia szybko znalazła się obok nas i wystawiła dłoń w kierunku Damiena.
-Liliana, babcia tej młodej damy -Szybko uścisnęła dłoń chłopaka, który przedstawił się i zachował nawet uprzejmie.
-Może pani pomogę ? Siatki wyglądają na ciężkie? -Zapytał, ale zdecydował już sam, bo zabierał siaty z rąk babci, zanim ta zdążyła coś powiedzieć.
-Dziękuję bardzo ! Teraz młodzież miewa problemy z dobrym wychowaniem, ale nie należysz do tej grupy -Poklepała go lekko po ramieniu i ruszyła do domu, otworzyła drzwi i wpuściła załadowanego siatami Damiena i mnie. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, pod nogami zaczęła kręcić się Mau, która głośno domagała się swojej porcji pieszczot.
-Postaw tutaj, dziękuję jeszcze raz, napiłbyś się może herbatki? -głos babci dobiegał w kuchni, gdzie najwyraźniej dorwała Damiena i planowała zagłaskać go na śmierć. Zdjęłam buty i zimowe ubranie i podniosłam kicię, mruknęła cicho i wtuliła pyszczek w moją szyję.
<Damien? herbatka XD?>

20 gru 2018

Od Rose cd Damiena

Nabrałam powietrza w płuca i popatrzyłam na babcię jeszcze raz, czy ona zwariowała? Byłam, w jej mieszkaniu od dosłownie dwóch dni a ona stwierdziła, że jednak dobrym pomysłem będzie moje wyjście na miasto.
"Nic nie rozumiesz. Nie znam, tego miejsca nikt tu nie miga!" Naburmuszyłam się i podniosłam z mojego łóżka, które przyjemnie zaskrzypiało.
- Rose, nie wolno ci się zamykać, nawet psycholog mówił, że masz wychodzić do ludzi, więc sio! - Pokazała mi zdecydowanie na drzwi. Popatrzyłam na białą kotkę, która aktualnie zafascynowana była śniegiem za oknem i jęknęłam, a raczej wydałam z siebie dźwięk bliski jękowi pomieszany z kichnięciem. Jeśli tak bardzo jej na tym zależy, to wyjdę, Jezu nie musi mnie zmuszać, zła na cały świat rozpoczęłam krucjatę po buty zimowe w szafie, bo oczywiście mądrze zdecydowałam się schować je na samym dnie, nie domyśliłam się, że jednak zima przyjdzie i przyniesie ze sobą grubszą warstwę śniegu. Wyprostowałam się i z uśmiechem wydobyłam parę botek z szafy, były jeszcze nowe, ba pachniały nowością! Czemu nowe? Bo w poprzednim domu zima oznaczała tylko 15 stopni na plusie... Znalazłam też kurtkę, którą mama wpakowała mi siła do walizki, może i lepiej? Jednak miała rację co do pogody. Zdjęłam z półki czapkę i szalik i rozejrzałam się po pokoju, na biurku stał stosik nowych podręczników i zeszytów, które niczym gilotyna nad głową przypominały mi o zbliżającym się kataklizmie. Niema w szkole! To ci frajda! Będę niczym owca w stadzie wilków, nikt normalny nie będzie chciał ze mną rozmawiać... Nie podejrzewam nawet, że ktokolwiek normalny będzie umieć mnie zrozumieć, sama szkoła musiała podobno zatrudnić tłumacza tylko dla mnie. Jeszcze lepiej, mój plan "nie zwracaj na siebie w żaden sposób uwagi " chyba nigdy nie wypali, jak tak dalej pójdzie. Opatuliłam się najszczelniej, jak dałam radę i, wyszłam z mieszkania, trzaskając drzwiami. Telefon w kieszeni zapewniał mi pewien komfort, bo jednak dzięki niemu nie musiałam mówić! Pisanie to dar ludzkości! Krok za krokiem czułam jak, opuszcza mnie entuzjazm i jakakolwiek znikoma pewność siebie proporcjonalnie do liczby ludzi dookoła mnie. Wybrałam zła godzinę na spacery, szczyt, i to ten powrotny z pracy pozostawił mi nic innego jak schować się jak najbardziej za szalikiem i unikać kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. Znalazłam obiecane wejście do parku i szybko wydostałam się z tłumu, nadal otaczali mnie ludzie, ale ... W mniejszej ilości? Westchnęłam odrobinę w uldze i ruszyłam przed siebie, na drodze wyrósł mi ring do jazdy na łyżwach... I wypożyczalnia dwa kroki obok. Na tafli aktualnie nie znajdowało się wiele ludzi, więc nie groziło mi ludobójstwo. Podeszłam do budki ze wklepaną w notatniku prośbą o łyżwy mojego rozmiaru.
- Figurowe czy twardsze? - Wysoka brunetka zmierzyła mnie chłodno wzrokiem. Niczym jeleń w światłach zamarłam, nie wiedziałam dosłownie jak się zachować, mogło to być spowodowane brakiem interakcji z ludźmi poza moją rodziną od dłuższego czasu... ale to tylko przypuszczenia tak? Wskazałam palcem na białe miękkie wygodnie wyglądające łyżwy. Podała mi je i warknęła bez namiętnie.
- 25 za jedną turę – Wystawiła rękę w oczekiwaniu na pieniądze, złapałam się za kieszenie i znalazłam pomięty banknot 50. Dostałam resztę i usiadłam na ławeczce, powoli zawiązując łyżwy. Dźwięk dzwonka oznajmił początek nowej tury, zdecydowanie ruszyłam na taflę, niewiedząca do końca, czym się kieruję. O błędności mojej decyzji zorientowałam się, dopiero kiedy udało mi się odjechać od barierki, moje ciało nie było stworzone do poruszania się po lodzie na dwóch cienkich metalowych płozach. Zdecydowanie nie było. Niewiedząca skąd, wjechał we mnie chłopak, powodując, że ciężar ciała przeniosłam na palce i... poleciałam na kolana, czując, jak siniaczą się i marzną. Osobnik zahamował za mną i sam walnął się w ściankę lodowiska. Przynajmniej nie byłam jedyną poszkodowaną.
- Wszystko okej? - Znalazł się obok mnie i wyciągnął rękę w geście pomocy, nie, nie będzie mi pomagał, zaraz zacznie do mnie coś mówić i wyjdę na idiotkę. Pokręciłam stanowczo głową, czując, jak robię się czerwona.
- To moja wina, przepraszam, powinienem bardziej uważać – Pomasował kolano, mam nadzieję, że jednak nie zrobił sobie krzywdy, przejechałam spojrzeniem po jego twarzy, ale szybko spuściłam wzrok.
- Tak w ogóle, wyprostuj bardziej nogi i plecy, łatwiej ci będzie utrzymać się w pionie – Kiwnęłam głową i ruszyłam dalej przed siebie, To wcale nie było tak, że próbowałam już prostować plecy i nogi, nie umiałam i tyle, zrezygnowałam w połowie tury i odniosłam łyżwy kobiecie, którą wyraźnie bawił stan moich kolan.
- Jednak nie dajesz rady? Nie ma zwrotów- Uśmiechnęła się złośliwie. Nie potrafiąc nic dodać, oddaliłam się w kierunku domu, miałam serdecznie dość dzisiejszego dnia, po co wychodziłam? Bez sensu. W mieszkaniu przywitał mnie zapach pieczonego ciasta i głośne miaukniecie kici. Klęknęłam na obolałe kolano, krzywiąc się przy tym i podniosłam Mau, tuląc ją do piersi. Ty mnie rozumiesz co kocico? Ty byś się ze mnie nie śmiała, jakbym oddała wcześnie łyżwy, prawda? Pocałowałam czubek głowy kici i odstawiłam ją na fotel. Babcia była dalej zajęta w kuchni, więc poszłam od razu do łazienki, ciepły prysznic to było, to czego potrzebowałam. Odkręciłam wodę i obserwowałam, jak lustro zaczyna pokrywać się mgłą. Wsunęłam rękę pod strumień i uśmiechnęłam się do siebie, czując ciepły płyn. Rozebrałam się i stanęłam pod strumieniem dobroci, którą oferował mi prysznic. Jutro miało być jeszcze ciekawiej, szkoła zaczynała się o 8,a ja nie byłam w żaden sposób na to gotowa, w ŻADEN. Wmasowałam w czaszkę szampon i zakaszlałam, może będę chora!? Choroba oznacza więcej czasu w domu! Przymknęłam oczy, śniąc o gorączce i kaszlu, który podarowałby mi jeszcze kilka dni spokoju.
- Rose, wyłaź! Ciasto się upiekło!
Babcia głośno zastukała w drewniane drzwi. Wyrwana brutalnie z mojego snu wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem, przelotnie spojrzałam w lustro i skrzywiłam się na widok szramy, która dalej byłam na wysokości strun głosowych, nie będę mogła tego ukrywać szalikami i apaszkami całe życie... Rozczesałam kudły, starając się, nie zwraca uwagi na dziewczynę w lustrze. Nie to, że miałam do siebie jakieś obiekcje, ale bardziej bez wyrazu to się chyba wyglądać nie dało. Uchyliłam drzwi, ruszyłam biegiem do pokoju otulona ręcznikiem. W moim małym królestwie złapałam sweter i spodenki i szybko założyłam je, czując, jak robi mi się gęsia skórka z zimna.
Wsadziłam głowę do kuchni i spojrzałam na babcię, która stawiała na stole brytfankę z ciastem. Klepnęłam się w udo, żeby zwrócić na mnie jej uwagę i mignęłam szybko " jakie to ?".
- Jagodowe, na kruchym - Wyjęłam nóż z szuflady i ukroiła kawałek, zanim dała radę nałożyć go na talerz, złapałam go palcami i, przerzucając go z ręki do ręki, wgryzłam się w pyszne nadzienie.
-Nie jedz rękami i nie tak łapczywie! - Dostałam szmatą przez plecy. Skrzywiłam się, ale uciekłam z kuchni ze zdobytym kawałkiem ciasta w zębach.
- Zapakuję ci do szkoły na jutro, poczęstuj kogoś, może cię polubi! - Babcie z optymizmem w głosie szykowała moje jutrzejsze pudełko. Nagle ciasto straciło smak, opuściłam ramiona i wróciłam do pokoju. W szafie wisiały nowo uprasowane ubranka i czyste sweterki, które miały grzać moją osobę, wybrałam ten czarny z błękitnymi rękawami, dobrałam do niego czarne spodnie i bieliznę, przynajmniej wyglądem nie będę się chyba wyróżniała. Zakopałam się pod kołdrą i wyciągnęłam telefon, Avengram? Nic nowego, Rivenley? Nie było mnie na nim od dawna, ale powiadomień jakoś nie miałam. Ciche stukanie pazurków i po chwili ciężar na kołdrze oznajmił mi przybycie kotki. Podniosłam na nią wzrok i dodało mi to odrobinę otuchy, dziewczynka ułożyła się w moich nogach i zaczęłam cicho mruczeć. Westchnęłam i odłożyłam komórkę na stolik, podłączając ją do ładowarki, dobra co mnie nie zabije to mnie... Idę spać. Obudził mnie uciążliwy jęk budzika, który oznajmiał agresywnie, że była już szósta czterdzieści. Podniosłam się i przetarłam oczy, Jezu chyba nie dam rady.
- Wstałaś? - Babcia zajrzała do pokoju i uśmiechnęła się, widząc mój optymizm.
- Oj będzie dobrze słonko... - Odwróciła się i rozpoczęła przygotowywanie śniadania w kuchni, podniosłam się leniwie i zabrałam ubranie do łazienki. Kiedy ogarnęłam się i doprowadziłam do stanu w miarę normalnego, usiadłam w kuchni i powoli piłam moją herbatę i gryzłam kawałek chleba z serem.
- Gotowa? Masz, spakuj sobie, smacznie ci zrobiłam, i woda - Wręczone mi zostało pudełko i bidon. Sięgnęłam po plecak i trochę na pokaz schowałam podarowane mi jedzenie.
"Nie rozumiem, czemu nie mogę robić kursu przez... i n t e r n e t" nie wiedząc jak, miga się internet, postanowiłam po prostu to słowo przeliterować.
- Bo jesteś waleczna i będzie fajnie, dawaj, do szkoły już ! - Popchnęła mnie w kierunku drzwi i zamknęła je za mną, zanim zdążyłam coś zrobić, po chwili drzwi otworzyły się ponownie i podane zostały mi moja kurtka, szalik, czapka i buty do szkoły. Ubrałam się i zrezygnowana poszłam na zajęcia, piekle witaj.
<Damien?>

17 gru 2018

Rose Crawback

Źródło: Polina Skywear
Motto: Mowa jest srebrem a milczenie złotem.
Imię: Rose
Nazwisko: Crawback
Wiek: 17 lat
Data urodzenia: 11.04
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: W pokoiku u swojej babci Liliany. Mały domek znajduje się w okolicach centrum, kawałek autobusem i jest się w środku miejskiego zgiełku. Mieszkanko samo nie jest duże, ale im wystarcza. Jest raczej stare, ale ma klimacik, Drewniane podłogi skrzypią pod naciskiem nawet najlżejszego ciała, łóżko przyjemnie skrzypi, kiedy odwraca się z boku na bok w nocy, cały dom, żyje swoimi dźwiękami, które Rose powoli zaczyna kochać.
Orientacja: Zagubiona orientacja (nie ma czasu, bo nikt jej nie chce).
Praca: Uczeń, dorabia sobie czasem w sklepie z mydłami (rozkłada mydełka na półce i pakuje je).
Charakter: Rose od zawsze kochała gadać, bywały momenty, że naprawdę ciężko było dojść przy niej do głosu, po wypadku ciężko jest jej zabrać głos, no bo jak skoro się go nie ma? Problem stanowi "bariera języka" migowego, która wydaje się dziewczynie odrobinę nie do przełamania, przecież nikt normalny nie uczy się migowego i przez to nie zrozumie, o co jej chodzi, no i przez to zrobiła się niewielka niechęć do wychodzenia ze znajomymi dziewczyny. Rose jest cierpliwa (musi być, skoro inni okazują w jej stosunku dużo cierpliwości). Jest ciekawa świata, kocha poznawać nowe miejsca i osoby. Nie lubi być w związku, zawsze widzi w swoim obiekcie uczuć zdradę (nie była w związku, ale co z tego) Zawsze wyobraża sobie tę najgorszą opcję. Jest pesymistką z przebłyskami optymizmu. Kocha zwierzęta, dlaczego? Bo nie musi do nich mówić. Zwierzęta świetnie rozumieją gesty. Jedną z wielkich zalet Rose jest to, jakim świetnym słuchaczem jest, nie będzie ci komentować nic ! Jej wada? Bywa głośna w swoim zachowaniu. Czasem za mocno walnie książką, plecakiem, zacznie kasłać albo się lekko dusić (nie jej wina, że ta kawa wpadła do złej dziurki). Jako że miewa jeszcze trudności z językiem migowym (niektóre słowa sprawiają jej trudność albo gubi się w swojej myśli) to często niestety wybiera milczeć, bo miewa dość. Rose po wypadku zrobiła się trochę bardziej zamknięta w sobie, ale powoli wychodzi ze swojej skorupy.
Aparycja|
- wzrost: 171cm
- waga: 60 kg
- opis wyglądu: Rose to blondynka o pełnych ustach, ma szare oczy, które cały czas przeklina w myślach (czemu nie mogłyby być niebieskie albo zielone?) Dodatkowo jej twarz usypana jest piegami, które nauczyła się już kochać. Dodają jej uroku ! Jej brwi nadrabiają za brak mowy, są bardzo ekspresywne. Dodatkowo pierwszym kawałkiem ciała, jaki zostanie przez ciebie zobaczony to dłonie Rose, w końcu to jej usta ! Nie jest jakoś specjalnie szczupła, ale nie nazwiesz ja grubą, ma małe piersi i wąskie biodra, za to nie brakuje jej tyłka.
- pozostałe informacje: Jest niema.
- głos: brak.
Historia:  Została wysłana do babci z powodu utraty głosu. Czemu straciła głos, pytacie? No historia tego jest skomplikowana i zawiła, ale w skrócie można powiedzieć, że została go pozbawiona,  niczym Arielce został jej odebrany i nigdy więcej go nie będzie mogła używać. Nie radziła sobie  w szkole, ze znajomymi, w domu i rodzice szukali jakiegoś wyjścia, tak trafiła do babci, która wielkim serce, ciepłymi ciastkami i domkiem jak z bajki ośmiela Rose. Babcia dziewczyny kocha zwierzęta, więc dom pełen jest kotów, psów i innych znajdek które potrzebują schronić się przed światem.
Rodzina: Babcia - Liliana
Ojciec- Matt
Matka- Leona
Młodszy brat- Tobby
Partner: Brak
Potomstwo: Brak (chyba że kocio psie się liczą)
Ciekawostki: Miała 3 razy przekuwane uszy, ale zarastały się jej za każdym razem. Znowu chciałaby je przekłuć, ale boi się bólu. Kocha słuchać jak ktoś śpiewa.
Inne zdjęcia: -
Zwierzęta: Jej kicia Mau z którą przyjechała do babci, kota jest bardziej psem niż kotem, przybiega na zawołanie i wychodzi na spacery w szeleczkach.  Kicia potrafi parę podstawowych sztuczek (siad, łapa, głos) O dziwo nauczyła się w zasadzie wyczuć kiedy Rose wraca do domu więc dziewczyna nie musi szukać jej po całym domu (bo nie ma jak jej zawołać)
Pojazd: Transport miejski.
Kontakt: hv: Patryk123321