Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pelagonija. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pelagonija. Pokaż wszystkie posty

30 wrz 2019

Wrześniowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.08-30.09 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.07-14.08 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.07, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANGELICA
BRIANNE
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS
CHARLIE
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
EKATERINA
ELISE
HARPER
HYOLYN
IDA
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSALIE
SOFIA
SUTTON
TAYLOR
VERONICA
VICTORIA
WANDA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
BILLY JOE
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
FELIX
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
NIVAN
NOAH
SAMUEL
SCOTT
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER

3 maj 2019

Od Pelagoniji, CD Lawrence

— Coś, od czego nie rozbolą mnie zęby, poproszę. Zwykła, miętowa herbata będzie najlepsza. — Kiwnęłam głową z uśmiechem w odpowiedzi i szybko zapisałam lekko drżącą dłonią w notesiku "miętowa". Gdybym wiedziała, że duchy przeszłości postanowią mnie nawiedzać, o wiele dłużej rozważyłabym możliwość wysłania Igora, żeby obsłużył parę klientów, ale cóż, mleko się rozlało, więc nie było co płakać. Poza tym rozmowa z kobietą była bardzo odprężająca. Starałam się prędko oraz dokładnie odpowiadać na jej pytania, a pierwsze, nerwowe wrażenie po jej emocjonalnym monologu, który serwowała wcześniej mężczyźnie, powoli zaczęło się rozpływać w niebyt. 
— Ma pani jakieś ciasta w ofercie? — Ponownie spojrzałam na jej towarzysza i szybko przewinęłam listę w swojej głowie.
— Czekoladowe, z truskawkami, banofee, szarlotka z jabłkami lub malinami — wymieniłam, starając się mówić odpowiednio głośno, a nie mruczeć pod nosem w zamyśleniu. — To chyba wszystkie moje propozycje na dziś — powiedziałam, obracając długopis pomiędzy palcami i czekałam na wybór dość ponurego mężczyzny, w międzyczasie zwróciłam się do kobiety, żeby mógł się w spokoju zastanowić nad wyborem. — Od dawna mieszkają państwo w Avenley? 
Co prawda nie było to małe miasto i nie musiałam znać wszystkich, jednak kusiło mnie poznanie bliżej swoich klientów, nawet jeśli atmosfera wokół nich do najlżejszych nie należała, a czyjeś spojrzenie paliło moje plecy, koniecznie chcąc zrobić w nich dziurę. 

20 kwi 2019

Od Pelagoniji, CD Lawrence

Kobieta na moje pytanie przestała się burzyć, mamrotać i robić wykłady swojemu towarzyszowi, który nadal milczał, po czym zaczęła wybierać herbatę z karty, przeglądając ją z uwagą. Gdy wykonywała tą czynność, sama nie zdejmując uprzejmego uśmiechu z twarzy, acz nieco bardziej już nerwowa, przyglądałam się to jej, to mężczyźnie zaintrygowana. Zdecydowanie nie zagościli w mojej herbaciarni wcześniej, ponieważ z pewnością bym zapamiętała taką specyficzną parę osób. 
Nie lubię ich. — Chyba nigdy nie miałam tak kamiennej twarzy jak w tamtej chwili, acz wzdrygnięcia już nie udało mi się powstrzymać. Miałam wrażenie, że oddech utkwił mi w gardle, jakby stał się czymś bardziej materialnym oraz stałym niż powietrze.
Nie patrz tam. Nie patrz tam. Nie patrz tam.
— Mogłaby nam może pani coś polecić? Szukam herbaty tak słodkiej, że nie trzeba jej będzie słodzić? — Pytanie zadane błagalnym tonem wyrwało mnie z tego okropnego stanu i z przyjemnością skupiłam się na klientce, która stała się dla mnie nagle najcudowniejszą istotą świata. Szybko przeszukałam w swojej pamięci listę herbat, obracając pomiędzy palcami ołówek. 
— Karkade jest słodkie, ewentualnie proponowałabym Azyl lub Wrzosowisko. W ostateczności Romantyczną Poezję, jeżeli chce się pani tak bardzo zasłodzić — odpowiedziałam, wskazując przy wymienianiu odpowiednie herbaty w menu, żeby mogła zobaczyć ich skład. — A pan też chce słodką? — spytałam, zwracając się do jej towarzysza. 



15 kwi 2019

Od Pelagoniji do Lawrence'a

Vladimir łypał na mnie złym okiem znad czarnej kawy, więc odwdzięczałam się mu tylko uśmiechami znad filiżanki herbaty, w duchu wyklinając siebie sprzed kilku wieczorów. Nadal odczuwałam skutki całej nocy momentu słabości, dlatego oficjalnie postanowiłam nigdy więcej nie pić czegoś mocniejszego niż moja kochana herbatka [to nie tak, że Vladdy się na mnie wydarł, postawił mi zakaz i zagroził, że żyły sobie podetnie, „jeżeli znowu odpierdolę coś głupiego"]. I pewnie toczylibyśmy tą cichą potyczkę dalej, gdyby Igor nie zwrócił mojej uwagi na parę klientów w herbaciarni.
— Może powinniśmy coś zrobić? — spytał zaniepokojony student, zagryzając wargę z podenerwowania. Spojrzałam na obiekty jego zainteresowania i zaczęłam się przysłuchiwać trochę zbyt głośnym słowom wypowiadanym przez kobietę. Też się kłócili, ale w inny sposób niż ja i stary Vladimir, zdecydowanie głośniej i trochę bardziej jednostronnie. No i używali [używała] słów, zamiast słać sobie morderczych spojrzeń. Igor wzdrygnął się zaskoczony, gdy klientka nagle wychyliła się w naszą stronę i spytała, czy może coś zamówić. Poklepałam pocieszająco chłopaka po ramieniu.
— Idź wypić herbatę z Vladdym i tak dzisiaj mały ruch jest. Przy okazji powiedz, żeby przestał mordować mnie wzrokiem — powiedziałam, zanim sama podeszłam do rzeczonej pary z notesikiem oraz długopisem w dłoni. Uśmiechnęłam się do nich szeroko, starając się nie zrażać ich nerwową kłótnią, a raczej monologiem damskiej połowy duetu. — Co państwu podać?

10 kwi 2019

Od Pelagoniji

Wybitnie nie miałam humoru.
Pierwsza faza radości z powodu wiosny przeminęła z wiatrem, gdy ktoś postanowił sobie, że tak brzydko powiem, jaja ze mnie zrobić, a w mojej dłoni pojawiła się niebieska koperta w narcyzy z cholernymi inicjałami. Siedemnasta i siódma litera alfabetu oddzielone kropkami w połączeniu ze znajomym białym kwieciem… Jakby mnie walnął grom z jasnego nieba i to nie w tym romantycznym, miłosnym kontekście. Listu oczywiście nie przeczytałam.
Prawie wylądowałam u Vladimira z kieliszkiem czegoś zdecydowanie mocniejszego od herbaty. Prawie. Picie ze staruszkiem kończyło się źle, a to już nie były czasy, gdy mogłam wysmarkać nos w ramię Floksa i pozwalać Klarki wycierać swoje łzy. Nie jestem pieprzonym heliotropem.
Dlatego siedziałam w kącie dusznego klubu, pochłaniając pierwsze lepsze drinki, przez które paliło mnie gardło i usta krzywiły się w brzydkich grymasach, ale mimo wszystko trunki dalej się przelewały w rytm dudniącej muzyki. Stuknęłam palcem w szklane naczynie, bełkotliwym głosem nucąc jazzowe kawałki, które mogłabym słuchać, gdybym wybrała jednak wieczór w herbaciarni z filiżanką ciepłego naparu. Trzeba było się zwyczajnie naćpać, a nie upijać. Wyszłoby na to samo.
— Jaśmin, powinnaś przestać.
Zacisnęłam powieki i głucha na te słowa wypiłam duszkiem napój, który miałam pod ręką. Z pewnością nie byłam trzeźwa, jednak czułam się zbyt trzeźwo, jeżeli sensownie to brzmiało. Mimo że pierwszy drink miałam już za sobą, dłonie mi drżały i raczej nie poszłabym prosto, gdybym postanowiła się ruszyć z miejsca, to nadal nie umiałam przyzwyczaić się do tego smaku, przez który krzywiłam się jak małe dziecko.
— Nie mów mi, co powinnam robić. — Tak brzmiałam w swoich uszach. W cudzych zapewne mniej wyraźnie, na co potwierdzenie znalazłam w niezadowolonej minie mojej mary, która dzieliła ze mną stolik. Wyglądał, jakby cierpiał, gdy mnie słuchał. — Ciebie tutaj nawet nie ma — dodałam z wyrzutem, odwracając wzrok, bo sama nie umiałam na niego patrzeć i uśmiechnęłam się słodko do barmana, który chyba przeżywał wewnętrzny konflikt. „Polać jej następnego czy nie polać?” Rozmawianie z martwym człowiekiem raczej nie przechylało szali na moją korzyść.
— Tej pani zdecydowanie starczy.
Fuknęłam cicho, obracając się do osoby, którą ludzkie odruchy najwidoczniej kopnęły w dupę.
— Ale ja czuję się zdecydowanie przytomnie — odpowiedziałam nieco zezłoszczona, jednak na moich ustach tkwił ten słodko-gorzki uśmiech.
— Jaśmin, moja miła nimfo ulotna, jesteś równie piękna jak i pijana.
Zamknij się, Narcyz.

<Ktoś coś?>

4 mar 2019

Od Pel, CD Sarah

Kobieta nie wydawała się być zła na moją osobę za wypadek i w myślach słałam podziękowania wszelakim bogom oraz duchom, że nic się jej nie stało. Wyglądała na bardzo drobną i malutką w tamtej chwili, gdy jeszcze panika mnie ogarniała. Jeszcze, bo uwagę skierowałam na inną ważną rzecz. Ziemia. Moja bardzo potrzebna ziemia do moich ukochanych kwiatków się wysypywała. Na szczęście moja towarzyszka wykazała się większym pomyślunkiem i pomogła mi zapobiec większemu marnotrawstwu gleby.
Nie nakrzyczała na mnie, nie zamordowała mnie spojrzeniem, pomogła mi, no, musiałam jej postawić przynajmniej herbatę! Herbata była dobra na wszystko, a dzisiaj wszyscy byli tacy mili, a ja taka nieostrożna, że trzeba brunetce zadośćuczynić to uderzenie wózkiem [nie, żebym coś się nauczyła, nadal pędziłam na swoim pojeździe, ale u boku nieznanej mi z imienia pani. Marv musiał się świetnie bawić, obserwując, jak robiłam z siebie idiotkę.].
Zanim weszłam do herbaciarni, zostawiłam wózek nieco w głębi ogródka, żeby nikt przypadkiem go sobie nie przywłaszczył. Lubiłam ufać ludziom, jednak ludzie za bardzo lubili nadużywać zaufanie, które im się dało. Machnęłam w stronę Igora dłonią z szerokim z uśmiechem, na co student uniósł brwi zdziwiony moim szybkim powrotem. Nie dziwiłam mu się. Gdyby wszystko poszło po mojej myśli, już bym była w swoim stroju ogrodniczym i babrałabym się w ziemi, podśpiewując piosenki z radia.
Kiedy usiadła na upatrzonym przez siebie miejscu, przy okazji pociągając mnie za sobą, nie usiadłam obok niej, jak najwidoczniej oczekiwała, ale nadal stałam przy stoliku, bo zamówienie przecie trzeba było zebrać.
— Jakieś konkretne upodobania? Wolisz sama stworzyć mieszankę herbaty czy wybrać coś z menu? — spytałam, podsuwając jej kartę ozdobioną magnoliami. Klasyczne i wszystkim znane herbaty umieściłam umyślnie na samym końcu i gdyby Mordechaj nie powiedział, że przesadzam, to pewnie jeszcze napisałabym je drobną czcionką koloru białego na jasnym tle. Ponieważ picie tej samej herbaty zawsze i wszędzie było nudne, ale co poradzić? Smaku ludziom nie zmienię. — Jak masz ochotę na coś niedorzecznego to proponuję Pachnidło. Albo Dźwięk skrzypiec o północy.
Pachnidło sama wymyśliłam, ale z tą drugą nazwą córa kuzynki wyskoczyła i jakoś została, nawet jeśli klienci patrzyli na mnie, jakbym urwała się z Krainy Czarów.

3 mar 2019

Od Pel do Sarah

Od rana dopisywał mi dobry humor, którym próbowałam zarazić wszystkich w herbaciarni i nawet wiecznie kąśliwy, ponury Vladimir nie mógł popsuć mojej radości. Bo była wiosna. Była wiosna, co znaczyło porządki w ogrodzie, więcej kwiatków, radości, wszystko budziło się do życia, więc mi też chciało się żyć.
— Jaśmin.
— Vladdy — odpowiedziałam równie uprzejmym tonem, szczerząc się szeroko do staruszka, który upodobał sobie stolik z fotelem w kącie. Postawiłam przed nim kolorową filiżankę z herbatą, nucąc wesoło pod nosem, chyba nieco więcej niż nieco za głośno, bo mężczyzna rzucił mi spojrzenie spod przymrużonych powiek i westchnął ciężko, jakby moja nazbyt szczęśliwa aura go w jakiś sposób odstraszała. — Spokojnie, odrobina radości nikogo nie zabiła.
— Nie wiem, z czego się cieszysz — burknął, przewracając ciemnymi oczyma i sięgnął po porcelanowe naczynie długimi, powykrzywianymi od pracy palcami. — Cholerne pyłki wszędzie latają, doprowadzając alergików do białej gorączki. Zaraz się pewnie rozpada, bo pogoda zawsze się zachowuje jak kobieta w ciąży. Owady wszędzie latają, a pary mizdrzą się bardziej niż zwykle. Nie wiem, czy to wina jakiś afrodyzjaków, czy są zwyczajnie niewyżyci. A ty — tutaj wycelował we mnie palcem wolnej dłoni — zachowujesz się dziecinniej niż zwykle.
— Pary zawsze się mizdrzą, niezależnie od pory roku. — Poklepałam nachmurzonego przyjaciela po ramieniu i skocznym krokiem udałam się do reszty klientów, którzy czekali na swoje zamówienia. 
Czekałam na piętnastą. O piętnastej będzie więcej szczęścia.
❀❀❀
Miły pan pożyczył mi wózek sklepowy. Chyba było to wbrew zasadom, ale nie oponowałam, bo rzeczywiście, zakupów zrobiłam niemało. Samochodu nie miałam, mój rower raczej nie był w stanie przewieźć takiej ilości worków ziemi oraz pozostałych rzeczy, które były mi niezbędne. I możliwe, że kupiłam troszkę, ale tylko troszeczkę, więcej, niż powinnam. Podziękowałam ładnie, ponieważ było to bardzo miłe z jego strony i początkowo sobie porządnie, normalnie szłam. Na początku, potem to była inna sprawa. Jedną nóżką stałam sobie na pręcie łączącym dwa tylne kółka wózka, a drugą odpychałam się od ziemi i tak jeździłam odprowadzana mniej bądź bardziej skonsternowanymi spojrzeniami. Może było to mało rozważne, ale miałam przy tym dużo radochy. Nawet jeśli z dwa razy musiałam wyhamować, żeby nie stratować niewinnych przechodniów. Właściwie to trzy, ale za trzecim razem już uderzyłam w kogoś. Nie stratowałam, ale „delikatnie” uderzyłam, więc nieszczęśnik na moje szczęście nadal stał na nogach. Nadal stałam na pręcie, dzięki czemu byłam o te kilkanaście centymetrów wyższa, jednak pochyliłam się do przodu w stronę „mojej ofiary”.
— Przepraszam, żyjesz? Wszystko okej? Nic ci nie połamałam?

Sarah?

25 sty 2019

Od Pelagoniji CD Antoni

Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy narzekali na swój niewielki rozmiar. Przecie był idealny do schowania się za każdą rzeczą odpowiednio większą, jeszcze jak się skuliło, to nie było bata, żeby ktokolwiek cię dojrzał. Sama korzystałam teraz z zalet swojego wzrostu i czaiłam się za drzewem, czekając cierpliwie oraz nasłuchując charakterystycznego skrzypu śniegu. Starałam się nie oddychać zbyt głośno, nie pociągać nosem, zachowywać się, jakby wcale mnie tu nie było. Przekładałam śnieżkę z jednej dłoni do drugiej, co jakiś czas dodając do niej odrobinę śnieżnego puchu.
Mój plan był niezawodny. Nie szło mi przez myśl nawet, żeby istniała szansa niepowodzenia. Idealna kryjówka, siedziałam cicho jak mysz pod miotłą, ale i tak ten smarkacz zaszedłszy mnie od tyłu, z wrzaskiem natarł mi śniegu we włosy, wrzucił go za kołnierz i powalił w najbliższą górkę puchu.
Tak jak kocham tego dzieciaka, to go utopię w tym śniegu. 
To nie ja miałam piszczeć, błagać o litość i wytrzepywać topniejące od ciepła skóry płatki śniegu z jasnych kosmyków. Wygramoliłam się niezdarnie, prychając i potrząsając głową, wiedząc, że nie miałam za wiele czasu na guzdranie się i tarzanie. Trzeba było namierzyć tego małego łobuza, który nawet się nie ukrywał, tylko machał do mnie z radosnym uśmiechem, w drugiej ręce trzymając kolejną zabójczo lodowatą kulkę. 
Zmrużyłam oczy i kucnęłam, lepiąc ze śniegu własną amunicję, jednak nie spuszczałam z chłopca wzroku. 
— Nie ruszaj się, Phil, pozwól ciotce wygrać — powiedziałam głośno stanowczym tonem, jakbym miała w ogóle jakiekolwiek zalążki umiejętności perswazyjnych. Spojrzał na mnie z rozbawieniem, które mogłam dostrzec pomimo dzielącej nas odległości.
— Ale ciociu Jaśmin, niczego się nie nauczysz, jeżeli pozwolę ci ciągle wygrywać — odparł, wydymając wargi i brzmiał prawie autentycznie, jakby rzeczywiście było mu mnie szkoda. Prawie. 
Prychnęłam wściekle i zamachnąwszy się mocno, rzuciłam śnieżką w stronę Phila. Mogę się pochwalić, że przynajmniej trafiła. Ale już nie Phila. Serce mi zamarło na sekundę, gdy spojrzenie przechodnia, który znalazł się w środku bitwy na śnieżki w złym miejscu i o złej porze, wylądowało na mnie. Żeby było cudowniej trafiłam w ramię i przy rozpadnięciu się śnieżki mężczyzna oberwał jeszcze trochę w twarz. Czyli totalnie chybiłam.
Panicznie skocznym krokiem przedzierałam się przez śnieżne zaspy, po drodze trzaskając, niezbyt mocno, chłopca w plecy, gdy rzucił mi pełne politowania spojrzenie. Usłyszałam tylko cichy syk za sobą.
— Najmocniej pana przepraszam! Bardzo, bardzo przepraszam, mam beznadziejną celność. Nic panu nie jest?
— Oglądał pan może "Świątecznego księcia"? To ciocia rzuca tak jak protagonistka strzela. — Posłałam młodemu piorunujące spojrzenie, który uśmiechał się od ucha do ucha widocznie zadowolony ze swojego komentarza na temat moich umiejętności. Mordechaj, uwielbiam twoją latorośl, ale język zdecydowanie ma po tobie. 

{Antek? Pel nie jest za stara na śnieżki.}

1 sty 2019

Od Pelagoniji

— Poradzisz sobie? — Wychyliłam się zza ściany, przestając na chwilę przeglądać płyty winylowe w poszukiwaniu tej odpowiedniej i spojrzałam na bruneta, którego końcówki włosów pokrywała farba w ciepłych barwach. Uśmiechnęłam się do Igora uspokajająco i machnęłam dłonią, jakbym chciała go wygonić z lokalu.
— Zawsze sobie radzę, więc zmykaj, zanim Vladdy zacznie na mnie bluzgać i mówić, że cię przepracowuję — parsknęłam, a student przewróciwszy oczami, wygiął usta w lekkim uśmiech, po czym wymamrotał ciche pożegnanie, acz na tyle głośne, żebym mogła je usłyszeć. Skrzyp drzwi, delikatny przeciąg i dźwięk dzwoneczka wiszącego przy drzwiach oznajmiły, że chłopak opuścił herbaciarnię.
Lubiłam wieczory w Szklanej Magnolii, gdy nikogo poza mną nie było w budynku, zostawało kilkanaście minut do dwudziestej, czyli godziny zamknięcia. Mogłam sobie posiedzieć z herbatką, słuchając Blue In Green i czekać na zbłąkane dusze, które nie wiedziały, co ze sobą zrobić o tej porze, więc przekraczały skromne progi mojej herbaciarni. Zwłaszcza podczas zimy, kiedy ciemność zalewała niebo o wiele wcześniej, a ludzie woleli zaszyć się w swoich ciepłych domach. Pogasiłam większość świateł, zostawiając tylko te główne, a później znalazłszy Ofelię śpiącą na ladzie, usiadłam przy niej z kubkiem ciepłego naparu w dłoniach i wsłuchałam się w dźwięk pianina. Czasami miałam wrażenie, że wtedy czas wcale nie płynął i traciłam całkowicie poczucie, ile minut mijało, pogrążona we własnych myślach. Oczywiście, musiał być jakiś czynnik zewnętrzny, który wyrywał mnie z przyjemnego letargu. Domagająca się uwagi Ofelia, milknąca nagle płyta, brak herbaty, której brałam łyk co jakiś czas. Albo dźwięk dzwoneczka oraz odgłos kroków w tym przypadku.
Powoli obróciłam głowę w stronę osoby, która otrzepywała włosy ze śniegu i uśmiechnęłam się ciepło, gdy spojrzała na mnie.
— Dobry wieczór, w czymś mogę pomóc?


<Ktoś chce herbatę?>

30 gru 2018

Pelagonija Eternum

Źródło: Pinterest [Sarah Gadon]
Motto: Herbata jest dobra na wszystko.
Imię: Pelagonija. Pel. Pelcia. Agonia. Wszystkie formy dozwolone, chociaż tym ostatnim posługuje się tylko jej paskudny, kochany przyjaciel. Rodzina też nazywa ją Jaśmin.
Nazwisko: „Eternum”, widać, że gdy wypowiada rodzinne nazwisko wypełnia ją duma, jak się prostuje, a jej usta układają się w uśmiechu.
Wiek: Trzydzieści lat
Data urodzenia: Osiemnasty sierpnia. Lew. Cóż, gdy czytała horoskop, miała wrażenie, że bardziej pasuje do jej bliźniaka niż to do niej, ale przecie horoskopy nie zawsze mają racje.
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Mieszka nad swoją ukochaną herbaciarnią „Szklaną Magnolią”. Nie jest to jakoś szczególnie ogromne mieszkanie, ale wystarczająco przytulne dla Pelagoniji, która niewiele do szczęścia potrzebuje. Łazienka, kuchnia, dwie, niezbyt duże sypialnie, salon. W końcu wystarczy, że pomieści się tam jedna osoba, a nie wielodzietna rodzina.
Orientacja: Z wahaniem odpowiada, że biseksualna, jakby miała wrażenie, że to nadal nie jest odpowiednie słowo, określające jej orientacje.
Praca: Prowadzi herbaciarnię, która swoim wyglądem przypomina bardziej jakąś oranżerię niż lokal, w którym można by się napić herbaty, ale Pel uważa, że na cudowniejsze miejsce nie mogła trafić. Bardzo lubi swój zawód.
Charakter: Nieco otrzeźwiała, uspokoiła się, poweselała, bo niektórych rzeczy nie można targać przez całe życie na swoich ramionach. Nadal patrzy w dal, odpływa myślami, odlatuje hen daleko w najmniej odpowiednich chwilach, ale jakoś nikt nie ma jej tego za złe. Nie pędzi, nie zabiera powietrza, pozwala się rozluźnić, zwolnić. Czas poczeka. Ma w sobie coś, co wszystkich uspokaja, chwilami roznosi senną atmosferę, mamrocząc o różnych rzeczach, które nie są zbyt istotne. Łatwo się przywiązuje, zapamiętuje imiona swoich klientów, ich upodobania, nawiązuje kontakt, czasami bywa smutna, gdy kogoś już więcej nie widzi, ale co może poradzić? Przecie nie przywiąże ich do krzeseł, bo z pewnością jest na to jakiś paragraf. Ciągle się uśmiecha jak jakaś nienormalna, a gdy uśmiechu na ustach nie ma, to oho, martwić się powinno, bo coś na rzeczy jest, ale ona tylko pokręci głową, upije łyk herbatki i spyta o twoje życie. Kocha kwiaty, nawet takiego zwiędłego chabazia jej dasz, to się ucieszy, podziękuje po stokroć i wstawi w najładniejszy wazonik, jaki uda się jej znaleźć. Pel może wygląda jak uosobienie niewinności oraz spokoju, ale za nic w świecie jej nie denerwuj i trzymaj łapska z dala od jej bliskich, bo wkurzy się i pokaże, że jednak potrafi huknąć.
Hobby: Pel mogłaby godzinami mówić o roślinach, ziołach i ich właściwościach. Nic nie umie poradzić na to, że pierwszą rzeczą, którą wyniosła z domu to miłość do natury. Haftowanie to prawdopodobnie druga rzecz, o której byłaby w stanie mówić długo i wyczerpująco. W ogóle lubi robótki ręczne, ale haftowanie chyba najbardziej. Nie bez powodu na ścianach „Szklanej Magnolii” wiszą niektóre jej dzieła, żeby cieszyć oko klientów. Lubi też „marną” poezję, chociaż tutaj ma tylko jednego, ulubionego autora, którym nie chce się z kimkolwiek dzielić.
Aparycja|
- wzrost:  Sto sześćdziesiąt pięć centymetrów
- waga:  Pięćdziesiąt osiem kilogramów
- opis wyglądu: Jasne włosy skręcają się w loczki, które otaczają potarganą aureolą twarz w kształcie serca. Znowu je skróciła do ramion, bo w końcu się obudziła, bo przecie to dawno było, bo nie ma sensu dalej lać łez. Pelagonija w ogóle cała jest jasna, jakby komuś zabrakło ciemnych kolorów do jej pomalowania. Porcelanowa cera upodabnia ją do lalki i nawet przy największych staraniach nie potrafi się opalić. Najwidoczniej taki jej los. Zielone oczy oprawione ramką z ciemnych rzęs są zbyt nieobecne, patrzą na ciebie, jednak nie widzą twojej osoby, bo tak naprawdę spoglądają w dal. Już się nie garbi, nie ucieka wzrokiem, dzieli się słodkimi uśmiechami ze światem. Chociaż Pel ma już trzydzieści lat, za każdym razem z przerażeniem odkrywa, że stała się kobietą. Wszystko bardziej się zaokrągliło, urosło, nie wygląda już jak podlotek, który tańczył kaczuchy z dzieciakami w słoneczny, letni dzień. Co nie zmienia faktu, że dalej lubi potańczyć z dziećmi na festynach, chociaż nie wypada, ale kto jej zabroni? Prawnie jest dorosła.
- pozostałe informacje: Trzy kolczyki w lewym uchu oraz dwa w prawym, a tak poza tym nic się raczej nie rzuca w oczy.
- głos: Gdy Pel mówi, masz wrażenie, jakby wcale jej nie było, ale jest. Taki rozmarzony, wysoki, ciepły głos, jakby duszą była w bardzo miłym miejscu. Nie drażni ucha, nie jest też jakoś wyjątkowo przyjemny, że człowiek rozpłynąłby się na jego dźwięk. Jest po prostu… Miły.
Historia: Kuzyn wyrwał ją w świat i choć wiedziała, że w rodzinnym domku zawsze znajdzie się dla niej miejsce, postanowiła jeszcze trochę się poszwędać tu, to tam. Podczas wieczornego spacerku nucąc pod nosem piosenkę ulubionego zespołu, natknęła się na pewien budynek z tabliczką oświadczającą „Na sprzedaż”. Wystarczył rzut oczkiem, żeby następnego dnia wystukała numer do agencji nieruchomości i złożyła odpowiedni podpis. Stało się. Utknęła z kupionym w przypływie impulsu budynkiem w kompletnie nieznanym jej mieście, ale hej, nie takie rzeczy przeżywała.
Rodzina: 
Vito Eternum – najukochańszy ojciec na świecie, który uwielbia robić siarę w każdym momencie życia swojej córci.
Momena Eternum – najukochańsza matka, która za cholerę nie umie gotować, ale stara się jak umie.
Marvill Eternum – najukochańszy brat bliźniak, nieznany poeta, przyjaciel na dobre i na złe. Niech spoczywa w spokoju.
Oraz reszta, która jest równie kochana, jednak ich ilość za bardzo rośnie, żeby Pelcia mogła ich wszystkich wymienić.
Partner: Brak.
Potomstwo:  Byłaby wielce szczęśliwą istotą, jednak nie, matką nie jest. Może kiedyś.
Ciekawostki: 
❀ Widok narcyzów zawsze mocno ją porusza i nie potrafi nie kupić jednego, a potem wygląda jakby miała się rozpłakać z wargami przy płatkach kwiecia. Musi przyznać, że to jej dość czuły punkt.
Inne zdjęcia: To, co znajduje się w rodzinnym albumie, zostaje w rodzinnym albumie.
Zwierzęta: Po śmierci swojego najdroższego królika, Dropsika, postanowiła przygarnąć kociątko syjamskie i nazwała je Ofelia. Chociaż to bardziej szczeniak w kocim futrze.
Pojazd: Nie popiera globalnej produkcji dwutlenku węgla oraz zanieczyszczeń, więc częściej chadza pieszo albo na starym rowerze, który wyciąga tylko wtedy, gdy musi rzeczywiście gdzieś daleko jechać i bardzo się jej spieszy.
Kontakt: lira.avis@gmail.com