Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odeya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odeya. Pokaż wszystkie posty

30 cze 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Przygotowania do ślubu poszły w ruch. Dosłownie. Sam fakt, że przesunęli je na te wakacje, był szokujący. Nie chciałam tego, naprawdę nie chciałam, jednak musiałam się z tym zmierzyć. Boże, gdyby zerwanie zaręczyn były możliwe, to zrobiłabym to nawet w tej chwili. Nie przeszkadzało by mi też to, że robię to przez telefon. Byle by tylko uwolnić się od tej smyczy, którą Tobias chce mi przypiąć, albo raczej już zdążył to zrobić.

12 cze 2019

Od Odeyi C.D Samuel

     - Możesz przynieść mi coś do picia? Cokolwiek. - Jego głos wyciągnął mnie z dziwnego transu, jaki powodował na mnie jego wygląd. Wyglądał inaczej niż zwykle. Na pewno był zmarnowany, a to można było poznać po wyraźnie zaznaczonych workach pod oczami. Ponadto jego skóra była strasznie blada, a wzrok tak jakby nieobecny. To był właśnie moment, kiedy powoli zaczynałam się o niego martwić. Może i nie powinnam, bo on pewnie wie, co ma robić, ale kurcze, pierwszy raz widzię go w takim stanie.
     - Już, już. - Kiwnęłam głową i razem ze swoim poręcznym notesem poszłam po wodę. Nie musiałam nic w nim zapisywać, ponadto zdecydowałam się dać mu napój na koszt firmy, a raczej na koszt mojego włanego portfela.

7 maj 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Gdy wyszłam spod prysznica, już czysta i pachnąca, nie spodziewałam się, że Jane dopadnie mnie i będzie nalegać na rozmowę. Nalała mi herbaty do kubka i zaczęła temat, którego nie spodziewałam się, że zacznie. Przez dosyć dłuższy czas kłóciłyśmy się o to, że rzekomo zachowuję się zbyt frywolnie i zapominam o tym, że moja ręka jest już komuś obiecana. Przez pewien czas zastanawiałam się, o co jej chodzi. No bo przecież nic złego nie robiłam. To była tylko głupia, infantylna zabawa, a żadne zalążki romansu. W każdym razie mi to na coś takiego nie wyglądało. A moja siostra… Wiadomo jaka ona jest. Lubi sobie coś dopowiadać, koloryzować i mieszać fakty. Ja się dziwię, że Isaac tak długo już z nią wytrzymał. To jest wręcz niemożliwe, bo ja ledwo co daję radę przez te kilkanaście lat. Fakt, jest moją siostrą i zdążyłam już przywyknąć, ale proszę ja was, bez przesady.
     - Daj spokój, to tylko Tobias, sam zdradza mnie ze swoimi asystentkami i  ty chcesz jeszcze, żebym to ja się powstrzymywała. Przecież ja z Samem nie kręcę, jesteśmy tylko znajomymi. - Starałam się to wyjaśnić na spokojnie, ale Jane w dalszym ciągu nie dawała za wygraną..
     - Odeya, nie tłumacz się jak dziecko. Jesteś zaręczona, a ciągnie cię do tego chłopaka. Naprawdę myślisz, że to w porządku wobec Tobiasa? - W tym samym momencie było nam dane słyszeć odchrząknięcie, dobiegające z drugiego końca kuchni. Stał tam Sam we własnej osobie, przyglądając się nam, jednak nic jeszcze nie mówił. Jane zamilkła, a ja tylko kątem oka spojrzałam na jego tatuaże. Były świetne.
     - Miło mi było, ale muszę już uciekać. Cieszę się, że mogłem pomóc. Polecam się na przyszłość - powiedział z uśmiechem na ustach, zakładając swoją koszulkę..
     - Nie zostaniesz na kolacji? Napracowałeś się dzisiaj, nie mam sumienia puszczać się do domu o pustym żołądku - zaproponowała Jane. Chyba rzeczywiście ukuło ją trochę moje kazanie, które wygłosiłam jej parę godzin temu.
     - Dzięki, ale odmówię. Ja… muszę coś jeszcze załatwić na mieście. Jeśli chcecie, mogę was jeszcze podrzucić do domu - zaoferował, na co ja pokiwałam głową. Fakt był taki, że chciałam wrócić do domu i pójść spać, żeby następnego dnia pójść do mojej… Pracy. Mając na myśli pracę, mówię o mojej robocie na pół etatu w jednej z małych kawiarni w centrum miasta. W każdym razie fakt jest taki. Chce być wyspana, idąc do roboty.
    Jane widząc moją reakcję również kiwnęła głową. Chyba też nie chciała dalej tu siedzieć. Może przez naszą rozmowę, a może równiez była zmęczona tym całym dniem. Zupełnie tak, jak ja. Chociaż w tym byłyśmy zgodne. Miałam tylko nadzieję, że wchodząc do domu, nie zastanie nas ta sama bezsensowna rozmowa, którą prowadziliśmy przed chwilą. O Boziu, jak bardzo tego nie chciałam.
    Zamieniliśmy jeszcze parę zdań w czasie, gdy schodziliśmy na dół, do jego samochodu, jednak podczas drogi nastała głucha cisza. Nikt się nie odzywał, nawet nasze oddechy było słabo słychać. Nie wiem od czego to zależało, możliwe tylko ja sobie coś ubzdurałam i zaczynam wchodzić na wyższy level spierdolenia [to coś w moim stylu].
    Kiedy Samuel zajechał na podjazd naszej wielkiej posiadłości, mojej uwadze nie umknął samochód mojego narzeczonego. Ciekawe po co tym razem wpadł Tobias. Żeby wyżyć się na mnie w nocy i rano jak gdyby nigdy nic pojechać? Jakby nie patrzeć to było bardzo prawdopodobne.
    W czasie, gdy Jane podziękowała za podwózkę i wysiadła. Ja w dalszym ciągu siedziałam i jedyne co zrobiłam, to wymruczałam pod nosem:
     - Ciekawe jak długo z nim wytrzymam…
     - Co? - Zmarszczył brwi. Pewnie nie słyszał tego, co mówiłam. Ja jedynie pokręciłam głową, siląc się na delikatny uśmiech. Nie chciałam i nie zamierzałam powtarzać tego kolejny raz.
     - Nic takiego, do następnego kolego - zaśmiałam się, gdy dotarło do mnie, że nieświadomie zrymowałam. On również to zauważył, jedna tylko pomachał mi na pożegnanie, a gdy zamknęłam za sobą drzwi, to odjechał. Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że to był moment spotkania z diabłem. Za wszelką cenę chciałabym uniknąć wspólnie z nim spędzonej nocy, jednak domyślałam się, że to graniczy z cudem.
    Gdy otworzyłam drzwi do domu, zastał mnie dosyć naturalny widok. Mój ojciec siedział na kanapie razem z Tobiasem. Rozmawiali. Naprawdę nie chciałam i do tej pory nie chcę wiedzieć, na jaki temat prowadzili tę konwersację. Jedynie przywitałam się z nimi kiwnięciem głowy i ruszyłam na górę, by przebrać się w piżamę i iść spać. O dziwo sen przyszedł szybko, tak samo jak o dziwo rano, budząc się, nie zastałam obok siebie w łóżku znajomego ciała Tobiasa. Zamiast niego była pustka. Nie, żebym narzekała na tę pustkę. Była cudowna, uwielbiałam ją, ale sam fakt, że nie został. Nie został nawet po to, żeby się do mnie dobrać i nasłać na mój umysł kolejny tabun koszmarów, jak miał w zwyczaju.
    Tego dnia na spokojnie wstałam razem z budzikiem, wstąpiłam do łazienki żeby się ogarnąć zupełnie tak, jak dnia poprzedniego. Ubrałam się i popędziłam do pracy, wkładając do torby świeżo uprasowany i czysty uniform pracownika. Sama byłam zdziwona, kiedy wychodząc z domu, na mojej twarzy zakwitł prawdziwy, szczery uśmiech.
    Witaj poniedziałku. Ciekawe czym mnie dzisiaj zaskoczysz.


< Samuel? Bez polotu, wybacz :/ >

4 maj 2019

Od Odeyi C.D Samuel

     - Będziemy tu tak siedzieć jak kwoki na grzędzie, czy w końcu pójdziemy mu pomóc? - zaproponowałam z lekką sugestią, że fakt, iż mężczyzna sam maluje ściany, nie przypadł mi do gustu. Ba! Wcale mi się nie podobał. On się tam męczył, robił to za darmo, w czasie gdy my, baby, arystokratki od siedmiu boleści, w spokoju popijamy kawkę i zagryzamy do niej ciasteczko. W dużej mierze też okropnie naciskały na mnie wyrzuty sumienia. Wykorzystywanie ludzi nigdy nie było w moim stylu. To domena mojej matki, która powoli przechodzi na moją siostrę, ale nie moja.
     - Musimy? - Jane westchnęła zrezygnowana i odłożyła filiżankę z kawą na podstawkę.
     - A nie? Wiesz jak się nazywa to, co teraz robimy? Wykorzystywanie - powiedziałam z emfazą na ostatnie słowo. - Mam to przeliterować?
     - Czemu musi być z ciebie taka matka Teresa? - mruknęła naburmuszona i dopiła kawę. - Obrończyni uciśnionych. - Podniosła się z krzesła z westchnieniem. U nich w mieszkaniu tylko kuchnia i łazienka były zrobione. Salon z gabinetami i innymi niepotrzebnymi pomieszczeniami nadal świeciły pustkami. To dlatego jeszcze się tu nie wprowadzili, jednak zakładam, że zbliżamy się nieubłaganie do tego momentu. - No dobra - odezwała się po chwili. - Idziemy mu pomóc.

3 maj 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Po powrocie do domu starałam się zachowywać cicho, co było stosunkowo łatwym zadaniem. Wystarczyło, że przed wejściem ściągnęłam szpilki i powoli pomknęłam do swojego pokoju na palcach, gdzie jedynie zrzuciłam swoje ubrania i położyłam się do łóżka.
    Następnego dnia obudziły mnie nie tylko promienie słońca, wpadające przez okno do sypialni, ale i moja siostra, która bez żadnego ostrzeżenia rzuciła się na moje łóżko i przygniotła swoim cielskiem. Stęknęłam zaskoczona, jednak moje ciało ani drgnęło. Samo widocznie nie chciało się ruszać. W każdym razie w tamtym momencie podzielałam jego zdanie i z zamkniętymi oczami wsłuchałam się w to, co kobieta ma mi do powiedzenia.
     - Dzień dobry Oddy, mam dla ciebie misję specjalą - zaczęła. Bez problemu mogłam wyczuć, że na jej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech. Nie dokończyła jednak swojej wypowiedzi, bo gwałtownie jej ją przerwałam.
     - Nie - mruknęłam stosunkowo cicho. Dodatkowo ten dźwięk zagłuszała poduszka, która była szczelnie przytwierdzona do mojej twarzy.
     - Ale ja nawet nie skończyłam tego, co miałam ci powiedzieć. - Szturchnęła mnie w ramię parę razy, na co nie zareagowałam.
     - Moja odpowiedź i tak brzmi nie. Daruj sobie dalsze namawianie, stara - wymruczałam, z emfazą wypowiadając ostatnie słowo.

1 maj 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Na początku miałam wątpliwości, czy aby na pewno się z nim gdzieś zabrać. To nie tak, że się go bałam, ale nie chciałam mieć przez to żadnych problemów ze strony rodziny… i w sumie nie tylko. Prasa lubi wyłapywać skandale, a “schadzki” córki bogatego biznesmena z mężczyzną, który z pewnością nie jest jej narzeczonym to idealny materiał na kolejny nagłówek brukowca. Mój ojciec woli czegoś takiego unikać i z tym się z nim w zupełności zgadzam. Nie interesuje mnie bycie na okładce gazety. Szczególnie w takim kontekście.
    Spojrzałam na mężczyznę wzrokiem, który wyraźnie podkreślał to, iż w tym momencie jestem wyjątkowo pewna siebie.
     - Nie - opowiedziałam mu spokojnym głosem. - Jedynie trzymam ciebie na dystans. A w głowę mi nie strzelisz. - Uśmiechnęłam się pewnie. - Twojemu ojcu zależy na tej umowie, a moja śmierć byłaby jej zerwaniem, więc daruj sobie takie pytania.
    Po moich słowach obróciłam się do niego tyłem i oparłam przedramionami o barierkę. Swój wzrok natomiast przeniosłam na panoramę miasta, które o tej godzinie wyglądało zadziwiająco pięknie. Niby była noc i Avenley powinno spać, jednak światła wszędzie były pozapalane. Nie tylko te uliczne. Z niektórych domach i biurowcach wypływała ciepła poświata, która na tle mroku dobrze się wyróżniała.

8 lut 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Wsunęłam dłoń do swojej kieszeni, gdzie natrafiłam na mały kawałek papieru. Zmarszczyłam brwi zdziwiona tym, że pojawiło się tak zupełnie nagle. Nawet nie wiedziałam, że mężczyzna mógł coś przy moich kieszeniach majstrować. Domyśliłam się jednak, że na tym pozornie wyglądającej karteczce widnieje mój numer. Mimo wszystko nie wydawało mi się, że to w jakiś sposób mogło powstrzymać Tobiasa. Nadal będzie dla mnie taki sam, jak zawsze. W końcu nie ma co się dziwić - jestem jego własnością.
     - Z nim byłaś? - spytał na wstępie mroźnym jak lód głosem. Wyglądał na opanowanego, jednak po jego oczach mogłam wyraźnie zobaczyć zdenerwowanie. Na pewno nie będzie kolorowo.
     - Tak. ty też się szlajasz z różnymi kobietami, a ja nie mogę? - Uniosłam jedną brew do góry, krzyżując ręce na piersi. Rozsądek ciągle mi podpowiadał, krzyczał wręcz, żebym w żaden sposób się nie wychylała i nie narażała niepotrzebnie na jego gniew. Jednak moja duma nie chciała jej w ogóle słuchać i to ona w tym momencie przejęła kontrolę.
     - Jestem męż…
     - I to jest powód, żebym była traktowana przez ciebie w taki sposób? - przerwałam mu, zanim ten zdążył skończyć zdanie.
     - Traktuję cie tak, jak na to zasłużyłaś niewdzięczna suko - warknął, podchodząc do mnie bliżej. - Rodzice nie nauczyli cię posłuszeństwa wobec męża?
     - Nie jesteś moim mężem! - Pod wpływem emocji, zupełnie nie myśląc, splunęłam mu na twarz. Chyba za bardzo nie poniosło.
    Tobias zamilkł. Z obrzydzeniem na twarzy wytarł moją ślinę z policzka, by po chwili złapać mnie mocno za nadgarstek i pociągnąć w swoją stronę, przez co mimowolnie wpadłam mu w ramiona. Palce wolnej dłoni zacisnął na moim biodrze, momentami sprawiając mi tym ból.
     - I ja mam ciebie dobrze traktować? Spójrz na siebie. Ubierasz się jak jakaś dziwka, zachowujesz jak skończona gówniara i chcesz, bym cię dobrze traktował?! - warknął głośniej, wyraźnie zdenerwowany. Na podniesiony ton tego głosu zareagowałam drżeniem, jednak nie dałam po sobie poznać tego, że znowu zaczęłam się go bać. - Co najwyżej mogę ci znowu dać w pysk i zatkać twoją głupią gębę kutasem.
    Przełknęłam ślinę. Nie chciałam tego, tak bardzo nie chciałam. Bałam się, że to zaraz może nastąpić. Może i nawet w tej chwili, albo za parę minut. Nie mogę już nawet zliczyć, ile razy byłam zmuszana do bycia jego seksualną zabawką. Nie pamiętam, ile nocy nie przespałam naga u jego boku. Nie pamiętam też ile łez przez niego wylałam. Już dawno wyczerpałam wszystkie ich zapasy.
     - I co mała suko? - syknął. - Boisz się mnie? Dobrze. Bo powinnaś. Mogłem się nie zgadzać na ten ślub. Taka głupia pizda jak ty nie powinna brać ślubu, a tym bardziej mieć dzieci. - Gdy to powiedział, w końcu mnie puścił. Nie zwracał już na mnie uwagi, jednak ja zamilkłam. Nie wiedziałam, co mogłam mu odpowiedzieć. Jego ostre jak noże słowa całkiem rozcięły moją pewność siebie. Najgorsze jednak było to, że wydawało mi się, iż mówi prawdę. Przez całe życie czułam się najgorsza, wszyscy mi to powtarzali, aż nie zaczęłam w to wierzyć. Mimo że teraz próbuję coś zmienić, to wiem, że niewiele mogę tym zdziałać. Jednak nadzieja umiera ostatnia, nieprawdaż?
    Patrzyłam na Tobiasa, starając się zachować kamienny wyraz twarzy. Widziałam jak bez słowa odszedł do samochodu, wsiadł i jak gdyby nigdy nic odjechał. Byłam wtedy na samej krawędzi załamania, bliska płaczu i całkiem roztrzęsiona. Jednak mimo wszystko nie uroniłam ani jednej łzy. Jego słowa mnie zraniły i zdołały zniszczyć kolejny fragment mojego umysłu, lecz ja nadal się trzymałam. Nic nie zmieni jednak tego, jaka jestem słaba.
    Gdy weszłam do domu, w salonie powitał mnie mój ojciec. Matka pewnie niezainteresowana tym, gdzie jej córka szlajała się w nocy, a babka prawdopodobnie udaje, że się interesuje historią w muzeum. Kiedy charakterystyczny odgłos obcasów rozniósł się po pomieszczeniu, mężczyzna podniósł na mnie wzrok znad gazety.
     - Odeya, gdzie byłaś? - spytał spokojnym głosem. Mogłam nawet dostrzec delikatny uśmiech na jego twarzy.
     - Gdzieś - powiedziałam zdawkowo i już chciałam ruszyć na górę, gdy zatrzymał mnie jego głos.
     - Stój, musimy porozmawiać. - Wstał z kanapy i podszedł do mnie za plecami. Odwróciłam się do niego po chwili przodem i delikatnie zadarłam głowę do góry, by spojrzeć mu w oczy.
     - Słucham.
    Ojciec, słysząc mój zimny ton głosu, zaczął się cicho podśmiewać.
     - Tylko czekałem, aż znowu coś zrobisz, buntowniku - parsknął cicho. - Widziałem na nagraniach to, co się wczoraj stało. Dlatego też nie martwiłem się o ciebie, gdy zobaczyłem, z kim wyszłaś. - Odstawił gazetę na bok. - Westonowie chcą nawiązać z nami współpracę, więc raczej nie będą napastować mojej córki, prawda? - Uniósł jedną brew do góry. - W każdym razie, mam do ciebie sprawę. Jesteś wykształcona. Słyszałem od twoich nauczycieli, że mówisz w pięciu językach i jesteś bardzo inteligentna. W końcu będziesz miała szansę to wykorzystać. - Wyciągnął z kieszeni cygaro i je zapalił. Mówił do mnie w ten sam sposób, jak do swoich podwładnych w firmie. Traktował mnie tak, jakbym wcale nie była jego córką. Już chciałam coś zacząć mówić, gdy on mi przerwał: - Mam w planach przekazać firmę w twoje ręce, a nie w Tobiasa.
    Przez chwilę stałam jak wryta, nie rozumiejąc tego, co ten do mnie mówił.
     - Mam być prezesem…?
     - I właścicielem - kiwnął głową. - Jane też jest inteligentna, ale ona ma prowadzić firmę ojca swojego narzeczonego razem z nim. Ty będziesz mogła przejąć stery po mnie, ale będę musiał ciebie nauczyć paru rzeczy. Dlatego jutro wieczorem widzę cię na kolacji. Punkt siódma, strój stosowny do okazji. Nie musi być sukienka, mogą być spodnie. Kobiety w tym biznesie lepiej się postrzega, gdy je noszą zamiast spódnic. - Uśmiechnął się do mnie, kładąc mi rękę na ramieniu. - Mimo tego, że próbujesz nam dogryźć prawie na każdym kroku, ufam ci. Nie spieprz tego, jutro zaczniesz się rozwijać zawodowo pod moimi skrzydłami, a teraz wybacz - spojrzał na zegarek. - Jestem umówiony z Amber.
    Skrzywiłam się. Wiedziałam doskonale, kim była ta kobieta. Asystentką mojego ojca oraz jej długoterminową kochanką. Spotykał się z nią w hotelach niemal co drugi dzień, a do domu wracał późno w nocy. Ja nigdy nie rozumiałam, jak moja matka może coś takiego wytrzymywać. Doszłam też do wniosku, że albo jest głupia i tego nie widzi, albo milczy, żeby nie narobić i sobie i jemu problemów, oraz zachować dumę i majątek. W pewnym sensie to rozumiem, ale ja nie chciałabym żyć w takim związku.

▼▲▼

    Dzień później, dokładnie wieczorem stałam przed lustrem, ubrana w białą, schludną koszulę z niewielkim dekoltem i długimi rękawami i czarne, eleganckie spodnie. Rude włosy upięłam w koka, popuszcząjąc niektóre kosmyki grzywki po bokach mojej twarzy, na której widniał delikatny makijaż z mocno kontrastującą z nim ciemną szminką. Poprawiłam lekko fryzurę i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Całe popołudnie spędziłam z ojcem na słuchaniu i zapisywaniu jego uwag oraz bardzo ważnych nauk, które wypływały z jego ust. Wyjaśnił mi dokładnie na czym dokładnie ma polegać ta umowa i pokazał wszystkie jej punkty. Mówił jak mam się zachowywać. Można powiedzieć, że czułam się trochę jak na lekcjach etykiety z moją babką. Jednak nauki jej i mojego ojca bardzo się różnią - ojciec nie krzyczał na mnie i nie wyzywał od najgorszych. Czułam się całkiem… spokojnie.
    Wzięłam torebkę z notatnikiem i długopisem w środku. Wrzuciłam tam jeszcze telefon, z wpisanym już do kontaktów numerem Sama i ostatecznie byłam gotowa zejść na dół.


< Samłel? Nie sprawdzałam, ale chyba może być xD >

+10 PD

5 lut 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Tego dnia czułam się dziwnie. Budząc się i uświadamiając sobie, że dzień wcześniej poznałam mężczyznę, który jako pierwszy przeciwstawił się mojemu narzeczonemu. Jako pierwszy skierował broń w jego stronę i również jako pierwszy zdołał go ode mnie odciągnąć. Później wszystko stało się strasznie szybko - impreza, wycieczka poza miasto, noc w jego domu. Ostatecznie wylądowałam z nim na jednej kanapie. Spałam, leżąc na jego klatce. [jak do tego doszło nie wiem] Gdy w końcu się zorientowałam, w jakim położeniu się znajdujemy, momentalnie się z niego podniosłam i powoli wstałam z kanapy, budząc go przypadkowo przy okazji. Oczywiście, żeby nie było nam dość wrażeń, w tej dziwnej i dwuznacznej sytuacji spotkał nas jego ojciec.
    Gdy pierwszy raz tego dnia go zobaczyłam, zmroziło mi krew w żyłach. Pierwszy raz widziałam go dzień wcześniej podczas bankietu, a teraz siedzę u niego w domu. W domu niebezpiecznego człowieka. Wpadłam prosto w paszczę lwa.
    Jak na samym początku roztaczał wokół siebie wielki autorytet i sprawiał, że najchętniej miałam ochotę uciec, lecz gdy przywitał mnie delikatnym uśmiechem i zaproponował zostanie na śniadaniu, cały mój strach i chęć zapadnięcia się pod ziemię zniknął. Jak ręką odjął. Fakt, że był gangsterem, mógł wprowadzić w duży błąd, jeśli chodzi o jego charakter. Tak samo było w moim przypadku. Myślałam, że będzie bezdusznym gnojem, który w każdej chwili może strzelić mi w łeb, a okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jak widać, bardzo mało o nim wiem. O nim i jego synie.
     - Z chęcią - uśmiechnęłam się delikatnie i poprawiłam swoje skołtunione włosy, a przynajmniej starałam się to zrobić. Jednak wystarczyło, że delikatnie wsunęłam palce we włosy, to te momentalnie zaklinowały się, tworząc jeszcze więcej kołtunów. Westchnęłam ciężko, ostatecznie rezygnując z tego ruchu.
     - Może potrzebujesz do łazienki? Korytarzem prosto, pierwsze drzwi na prawo - powiedział ojciec Samuela spokojnym, jak i bardzo ciepłym głosem. Wyglądał na surowego na pierwszy rzut oka, fakt, jednak widać, że w rodzinnym gronie jest zupełnie innym człowiekiem. Jak to mówią, nie należy oceniać książki po okładce.
     - Dziękuję. - Kiwnęłam głową uśmiechnięta i zakładając kosmyk włosów za ucho, ruszyłam w stronę wskazaną przez mężczyznę. Czułam się tu obco - nic dziwnego, skoro jestem tu pierwszy raz i to z osobami, które ledwo znam. Jednak łazienkę znalazłam bez problemu. Na szybko się ogarnęłam, poprawiłam makijaż kosmetykami należącymi prawdopodobnie do jego matki - mam nadzieję, że nie będzie przez to na mnie zła. Chociaż później przez długi czas miałam przez to wyrzuty sumienia.
    W czasie, gdy poprawiłam rzęsy tuszem, zajrzałam do telefonu. Dwadzieścia nieodebranych połączeń od Jeny, trzydzieści trzy od Tobiasa i jedyne dwa od ojca. Matka jak zwykle nie była mną zainteresowana - trudno się mówi. Coś czuję, że powrót do domu zacznie się kolejną kłótnią.
    Gdy wyszłam z łazienki i wróciłam do kuchni, w miarę orientując się w tych korytarzach, zauważyłam, że śniadanie leżało już na stole, a przy nim siedziały wszystkie obecne w domu osoby - ja, Samuel, jego ojciec i młodsze rodzeństwo - bliźniaki Evangeline i Jacob, z czego siostra była jego oczkiem w głowie. Z łatwością można było to dostrzec na pierwszy rzut oka. Gdy się w nią wpatrywał, było widać, jak wielka troska maluje się na jego twarzy. Ponadto dziewczynka przylepiała się do niego co chwilę, na co ten reagował uśmiechem na ustach.
    Nie chciałam się wtrącać w ich relację, więc jadłam w ciszy. Jadłam, dopóki nie zaczepił mnie ojciec Samuela luźną, niezobowiązującą rozmową. Nie chciałam opowiadać za dużo o sobie, więc na niektóre pytania odpowiadałam zdawkowo, co raczej go nie dziwiło. On również zachowywał się podobnie, jak ja, usiłując trzymać się na pewien dystans.
    Po skończonym posiłku razem z Samem zaczęliśmy się zbierać. Wzięłam sukienkę pod pachę, telefon i parę innych pierdół, które wzięłam ze sobą z domu, kiedy uciekałam z nim na imprezę.
    Koło dziesiątej rano wyszliśmy z jego posiadłości. W całkowitej ciszy weszliśmy do jego samochodu. Ten jednak jeszcze go nie odpalał. Z rękami na kierownicy czekał, wpatrując się w przednią szybę. Zmarszczyłam brwi i delikatnie szturchnęłam go ręką w ramię.
     - Wszystko w porządku?


< Samłel? c: >

3 lut 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    To było bardzo… miłe z jego strony, że się tak o mnie martwił. Jednak nic nie zmienia faktu, że był dla mnie zupełnie obcy. Nie znałam go wcześniej. Tak naprawdę dopiero parę godzin temu poznałam go pierwszy raz. Był gangsterem, ale nie wyglądał na takiego. Zupełne przeciwieństwo moich wyobrażeń o takich ludziach. Był… ciepłym człowiekiem. A raczej tak mi się wydaje teraz, po spędzonym z nim czasie. Jednak jaką mogę mieć pewność, że to nie jest maska, którą przybiera na co dzień, by ukryć swoją prawdziwą naturę. Nie mam jej wcale.
    Te parę razy, kiedy poczułam dotyk jego dłoni na swojej, sprawił, że poczułam się nieswojo. Nie chciałam tego ukazywać ani o tym mówić, więc siedziałam cicho. Pewnie chciał tym gestem dodać mi otuchy i wesprzeć na duchu. Nie udało mu się. Od dawna już leżę na dnie całkiem zniszczona.
    Jego propozycja przenocowania w jego domu wprawiła mnie w osłupienie. Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że on teraz będzie mi to proponował, to ja prawdopodobnie bym go wyśmiała. Jednak to była najprawdziwsza prawda. Na samym początku chciałam odmówić, ale chwilę potem, gdy do mojej głowy wpadł jeden pomysł, byłam skora się zgodzić. Nocowanie u niego wiązało się z kolejną sprzeczką z rodzicami. Innymi słowy zrobię im na złość - co przyniesie mi wielką satysfakcję, ale i też trochę problemów. Jednak wtedy nie myślałam o tej drugiej stronie medalu. Dla mnie najważniejsze było zagranie im na nerwach, ot co. Nic nie sprawiało mi takiej przyjemności.
     - W sumie… - udałam, że się waham, drapiąc się lekko w tył głowy, by chwilę później ją podnieść i uśmiechnąć się delikatnie. - Jasne, czemu nie. Chociaż rano pewnie będę miała przesrane - westchnęłam ciężko, wracając wzrokiem do panoramy całego Avenley River. Tu było pięknie.
     - To chodź, już się robi późno - powiedział, wskazując ruchem głowy na swój samochód. Bez większego zastanowienia poszłam w jego ślady i usiadłam na miejscu pasażera obok kierowcy. Akurat zaufałam mu na tyle, by… nie bać się, że może mi coś zrobić. Jednak… czy aby na pewno wybrałam dobrą drogę?
    Kiedy po parunastu minutach ciągłej jazdy podjechaliśmy pod jego rodzinny dom, lekkie zdziwko mnie złapało. Nie spodziewałam się, że jego dom będzie podobnych gabarytów - albo nawet i większych - od tego, w którym mieszkam ja. Jednak całe szczęście jego ogród nie był zbiorowiskiem losowych kwiatów, posadzonych jeden obok drugiego - widać było, że nie dość, że zrobili to z umiarem, to jeszcze z głową.
    Przechodząc przez próg, moim oczom od razu ukazało się bogate wnętrze. Widać, że mają grube portfele. W końcu byli na bankiecie i rozmawiali z moimi rodzicami. A oni nigdy nie rozmawiają z byle kim.
    Przechodząc przez korytarz, wpadła na nas mała dziewczynka. Z tego co pamiętam, była to młodsza siostra Samuela - Evangeline. Momentalnie, gdy ujrzała brata, uśmiech rozkwitł na jej twarzy i bez większego zastanowienia rzuciła mu się w ramiona.
     - Sammy! - pisnęła cicho, na co ja delikatnie się uśmiechnęłam. Starałam się nie wracać myślami do czasów, kiedy ja byłam równie niewinną dziewczynką, co ona. Jednak nikt nie okazywał mi tyle miłości, co jej dostarczała chociaż ta jedna osoba. Zazdrościłam jej jak cholera.
     - Heeej, księżniczko. - Mężczyzna z uśmiechem na ustach wziął ją na ręce i pocałował w polik. - Pamiętasz Odeyę?
     - Tak. - Dziewczynka pokiwała twierdząco głową. - Gdzie twoja sukienka? - spytała, marszcząc brwi. Tak, nadal miałam na sobie ubrania Tori i jakoś nie śpieszno mi było ten fakt zmieniać.
     - Przebrałam się, była strasznie niewygodna. - Kąciki moich ust momentalnie uniosły się ku górze.
     - Ja też chcee. Moja mnie kłuje - oburzyła się. Tak jakby zazdrościła mi tego, że mogłam swoją zdjąć wcześniej, niż ona.
     - Gdzie cię kłuje? - spytałam, gładząc dłonią materiał. To był jedwab. Bez dwóch zdań. Najdelikatniejsza tkanina, jaka mogłaby być. Szczerze mówiąc to nie wiem, gdzie i co ją tak naprawdę kuło.
     - Nigdzie, ale chce ją zdjąć - zachichotała cicho, wtulając się w pierś brata. Zawtórowałam jej, kiwając głową w geście, że zrozumiałam, o co jej chodzi.
     - Sammy? - Usłyszałam głos dobiegający zza naszych pleców. Gdy oboje odwróciliśmy głowy w tym samym momencie, kobieta zmarszczyła brwi. To była jego matka. - Co ona tu robi?
     - Zostaje na noc - oznajmił, jakby to była jakaś oczywista oczywistość. Oczywiście chwilę później na jego twarzy rozkwitł szeroki uśmiech. - Sam jej to zaproponowałem. Chyba mogę raz za czas przyprowadzać do siebie gościa, prawda?
     - No tak, ale… - zaczęła, jednak jej córka momentalnie jej przerwała.
     - To twoja dziewczyna? - spytała, na co ja zareagowałam cichym chichotem.
     - Nie, jestem tylko koleżanką - odpowiedziałam za niego, by po chwili ponownie skierować wzork na kobietę.
     - A twoi rodzice? Nie będą się martwić?
     - Już ich poinformowałam - skłamałam, zachowując stoicki spokój. - Nie jest problemem to, że tu zostanę? - spytałam dla pewności.
     - Nie, skądże - uśmiechnęła się do mnie szczerze, co momentalnie odwzajemniłam. Po chwili podeszła do Sama, by odebrać z jego ramion swoją córkę. - Boże, jakaś ty ciężka - powiedziała, sadzając ją na podłodze. - Teraz biegem na górę, myć się i spać.
    Dziewczynka pokiwała twierdząco głową z uśmiechem i zaraz potem już jej nie było. Jakby rozpłynęła się w powietrzu, co oczywiście nie było prawdą. Po prostu skubana szybko biega.
     - To ja zostawię was samych - powiedziała na odchodne i ona również poszła w ślady swojej córki - zniknęła. No może niekoniecznie zniknęła, ale po prostu poszła gdzie indziej.


< Samłell? >

2 lut 2019

Od Odeyi C.D Samuel

    Obecność w tym domu trochę mnie przytłaczała, jednak nie tak bardzo, jak ten cały bankiet, z którego parę chwil wcześniej udało nam się ulotnić. W każdym razie impreza, na której się znaleźliśmy, wydaje się o niebo lepszym wyjściem, niż tkwienie w dalszym ciągu w tym snobistycznym towarzystwie. Jak mogłam się domyślić już wcześniej, moja droga sukienka nie będzie pasowała do typu imprezy. Jednak Samuel szybko temu zaraził, prosząc… Tori, bo tak prawdopodobnie nazywała się ta dziewczyna, by zorganizowała mi jakieś ciuchy na zmianę.
     - Nie, dam sobie radę sama - odpowiedziałam na propozycję kobiety z delikatnym uśmiechem, by po chwili pójść za nią w głąb budynku. Trochę rozglądałam się po pomieszczeniach, przez które przechodziłyśmy, dopóki ta nie otworzyła przede mną drzwi do garderoby.
     - Pora ściągnąć tę odświętną kieckę - powiedziała dziewczyna z uśmiechem, odwracając się do mnie przodem. Położyła dłonie na biodrach i ruchem głowy zaprosiła mnie do środka. Gdy zamknęła za sobą drzwi, ja, nie czekając dłużej, rozsunęłam zamek od sukienki. Nie pozwoliłam jej jeszcze całkiem opaść na ziemię i nadal trzymałam ją na ramionach, w takim stanie, w jakim była wcześniej.
     - Nie dawaj mi nic obcisłego na górę, proszę - powiedziałam wręcz błagalnie w momencie, gdy wcisnęła mi dłonie krótkie, czarne spodenki.
     - Hmm, pomyślmy - powiedziała ciszej, przebierając dłońmi między tonami ubrań. Chwilę później pod mój nos trafiła zwykła, biała koszulką i czerwona koszula w kratę. - To powinno ci pasować. Nie ściągaj rajstop. W nich będziesz wyglądać sexy. - Puściła mi oczko, na co ja cicho zachichotałam.
     - To nie są rajstopy - podniosłam materiał sukienki do góry, by pokazać, że to tak naprawdę są tylko zakolanówki.
     - To tym bardziej - zaśmiała się cicho, odwracając się do mnie plecami. - Przebierz się, nie patrzę.
     - Nie przeszkadza mi to tak czy inaczej - uśmiechnęłam się delikatnie, pozwalając, by sukienka, w której duszę się od paru godzin, opadła swobodnie na podłogę. Potem po kolei zakładałam ubrania, które otrzymałam od dziewczyny - spodnie, koszulkę i koszulę, którą zostawiłam rozpiętą. - Już - oznajmiłam, odkładając zielony materiał na jedno z pudeł, które tam się znajdowały. - Później to stąd zabiorę.
    Dziewczyna pokiwała głową z uśmiechem, by chwilę później powiedzieć:
     - Będę mieć kompleksy, wyglądasz w tym lepiej, niż ja - zaśmiała się wesoło, na co ja odpowiedziałam jej tym samym. W końcu mogłam czuć się swobodnie.
     - Przesadzasz - odparłam, poprawiając włosy, gdy obie już wyszłyśmy z garderoby.
     - Nie. - Machnęła na to ręką. - Nie kłóćmy się. I tak ja mam racje.
    Parsknęłam cicho pod nosem.
     - Jak chcesz.
    Gdy wróciłyśmy z powrotem do towarzystwa, to raczej nikt nie zwrócił na mnie uwagi, prócz Samuela, który siedział na kanapie i czekał, aż przyjdziemy. W tym momencie też rozstałyśmy się z Tori, która poszła… w swoją stronę. Nie wiem dokładnie, bo mi nie powiedziała, a ja sama nie chciałam się o to dopytywać.
    Usiadłam obok Samuela na kanapie, albo raczej opadłam na nią z westchnieniem, nie zachowując przy tym ani krzty gracji. Zaraz po tym otrzymałam od niego kieliszek z zabawnie połyskujacym, niebieskim napojem.
     - Co to jest? - spytałam, marszcząc brwi i zaciągając się zapachem.
     - Drink - powiedział, bez większego zastanowienia i napił się swojego. Po chwili spojrzał w moją stronę. Mógł zauważyć, że się wahałam. W końcu - nie znałam go. Kurwa, teraz sobie to uświadamiasz, kiedy już gdzieś z nim pojechałaś? Głupiaś jest i tyle. - Nic ci nie dosypałem, troszkę zaufania - parsknął, rozbawiony moim zachowaniem.
    Zbliżyłam naczynie do ust i wzięłam parę łyków cieczy. Zmarszczyłam brwi, zdziwiona, że ledwo co poczułam palący smak alkoholu.
     - Słabe jakieś - mruknęłam, na co on wymienił nasze drinki.
     - Spróbuj mojego.
    Wzięłam łyka, tym razem nie zastanawiając się ani chwilę. W tym samym czasie on zrobił to samo. Zaraz potem poczułam, jak paląca ciecz rozchodzi się po moim gardle i przełyku, wypalając mnie od środka. Zakaszlałam kilka razy, na co Sam zareagował delikatnym uśmiechem i odebraniem mi drinka.
     - Boże, jakie mocno - zaskrzeczałam cicho, co było skutkiem wypitego napoju.
     - Za to twój, rzeczywiście jest słaby - mężczyzna zaśmiał się szczerze na moją reakcję.
     - Chyba jednak wolę ten mój, wiesz - parsknęłam cicho, wycierając wierzchem dłoni moje z lekka załzawione oczy.
    Ten drink serio był mocny.


< Samłel? Kolejne bez szału xD > 

Od Odeyi C.D Samuel

    Samuel Weston. Kojarzyłam to nazwisko aż nazbyt dobrze. Kolejna gruba ryba, o której słyszałam i którą mogę poznać twarzą w twarz. O ile wcześniej mogłam patrzeć mu w oczy z łatwością, to teraz, gdy ten spoglądał na mnie, ja starałam się unikać jego wzroku jak ognia. To dziwne, że poznanie czyjegoś nazwiska, może sprawić, że zmieniamy całkiem o tej  osobie nasze zdanie. Na nowo staje się nam obca. Boimy się jej. Tak i teraz było w moim przypadku. Stałam odrobinę za siostrą i trzymałam ją za ramiona wyraźnie poddenerwowana. Jena też na jego widok miała takie samo uczucie, jednak lepiej to ukrywała niż ja. Dlatego też skrycie się za jej plecami było dla mnie najlepszym wyjściem.
    Mój ojciec wyraźnie był niezadowolony faktem, że tacy ludzie jak Westonowie pojawili się w naszym domu. Pierwszy raz się mu nie dziwię. Mogli być niebezpieczni. Kto wie, jak szybko mogliby się z nami uporać. Mimo wszystko jednak ujrzałam w jego oczach pewną iskierkę. Mój ojciec miał plan. Jego plany, jak i decyzje często doprowadzały mnie do szału. Wolałam więc tego nie słyszeć, jednak nie było mi dane odejść od tego wybornego towarzystwa. Tak bardzo chciałabym się zakopać pod kołdrą w moim pokoju…
     - Richardzie - odezwał się mój ojciec po chwili, zaraz potem spoglądając na mężczyznę stojącego obok nich, - Samuelu, mógłbym z państwem zamienić parę zdań?
    Starszy z nich kiwnął twierdząco głową. Nawet się nie zastanawiając.
     - Oczywiście - uśmiechnął się, a chwilę później już byli w drodze do gabinetu sławnego Daniela Michaelsa. Obyście nie stłukli wazonu, który tam stoi. Matka wam nie wybaczy.
    Uznałam ten moment jako szansę. Powoli ruszyłam w kierunku schodów, chcąc jak najszybciej i niezauważenie opuścić towarzystwo i iść spać. Jednak moje plany zakłócił jeden szczegół. A właściwie to dłoń, która gwałtownie zakleszczyła się na moim nadgarstku. Odwróciłam się w tamtą stronę i nawet się nie zdziwiłam, gdy ujrzałam Tobiasa.
     - Gdzie idziesz, skarbie? - spytał, delikatnym szarpnięciem symbolizując mi, że powinnam zejść ze schodów, żeby uniknąć jego późniejszego gniewu. Momentalnie tak zrobiłam. Wspominałam już wcześniej, że bałam się go jak cholera?
     - Na górę - szepnęłam, bez większej skruchy. Spojrzałam się mu prosto w oczy, czego nie znosił najbardziej i uniosłam delikatnie kąciki ust do góry w geście pogardy. Za bardzo z nim pogrywam, zaraz dostanę za swoje.
     - Na górę - warknął stosunkowo cicho, - to jedynie mogę ja z tobą iść i to w jednym celu. Dobrze wiesz w jakim.
     - Jakim? - udałam głupią, w dalszym ciągu utrzymując ten sam pogardliwy wyraz twarzy. - Nie, nie wiem. Oświeć mnie, Tobiasie.
     - Zaraz ci kurwa pokażę, jakim - złapał mnie “delikatnie” za ramię i powoli pociągnął mnie schodami na górę. Starał się to robić tak, żeby wyglądało to jak najbardziej realistycznie. Jednak dobrze wiem, że Jena szybko rozpozna, co się święci. Nie będzie jednak w stanie mi pomóc - to jest sprawa pomiędzy mną, a Tobiasem. Szkoda, że jeszcze nikt nigdy nie przyszedł mi na ratunek…
     - To boli - wysyczałam, gdy doszliśmy pod drzwi do mojego pokoju. Ten mocnym ruchem ręki popchnął mnie do przodu i to tak mocno, że straciłam równowagę i upadłam na ziemię. Zaraz potem próbowałam się podnieść, jednak strach całkiem zawładnął nad moimi kończynami. Było nie pyskować…
     - Bo ma boleć, suko - warknął już głośniej, oraz po raz kolejny szarpnął mnie za rękę. Tym razem dlatego, żeby podnieść mnie z ziemi. Zaraz potem jednak podniósł jedną dłoń, by następnie mocno się zamachnąć i spotkać ją z moim policzkiem. Pisnęłam cicho, ponownie upadając na podłogę, całkiem bezbronna. Złapałam się jedną dłonią za obolały i powoli zachodzący opuchlizną policzek oraz zasłoniłam twarz swoimi włosami. Nie chciałam, by teraz na mnie patrzył. Po moich licach spływały chłodne łzy, będące odzwierciedleniem mojego kolejnego upadku. Znowu mnie złamał, tym razem jednak zrobił to szybciej, niż wcześniej.
    Marzyłam o tym, by znaleźć się teraz w moim pokoju, sama i wczołgać się pod puchatą pierzynę. Chciałam, żeby wszystkie moje problemy zniknęły, a narzeczony odszedł równie szybko, jak się pojawił.
     - Musisz się w końcu zrobić posłuszna. Chyba, że nadal będę musiał trenować cię jak niesforną sukę - warknął, stojąc nade mną niczym kat. - Pamiętasz tamten bicz? - Nagle wspomnienia wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Nie chciałam pamiętać o tym, co on wtedy ze mną robił…. - Pamiętasz?! Chcesz, żeby to się powtórzyło?
    Pokręciłam szybko głową.
     - Właśnie. Grzeczna dziewczynka. I taka bądź do samego końca.
     - Takiemu wysoko postawionemu mężczyźnie nie wypada znęcać się nad kobietą. Ciekawe co by ludzie powiedzieli, gdyby się o tym dowiedzieli? - Usłyszałam znajomy mi głos. Podniosłam powoli wzrok i rozchyliłam powieki, by spomiędzy moich włosów zauważyć niewielki zarys postaci Samuela Westona. On za nami szedł? Słyszał wszystko to, co ten do mnie mówił? Nie wiem…
     - Nie wtrącaj się, to nie twoja sprawa - odburknął mu Tobias bez większego zawahania. Nadal stał nade mną, jedynie głowę miał przekrzywioną lekko w stronę naszego gościa. Nagle i równie niespodziewanie usłyszałam szczęk odbezpieczaniej broni, by po chwili zobaczyć jak Samuel przyłożył lufę do skroni mojemu narzeczonemu. Po całym moim ciele przeszedł dreszcz, jednak nie odezwałam się ani słowem. Czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
     - Powiedziałem coś. Miło by było, gdybyś zastosował się do moich słów - powiedział mężczyzna, wpatrując się w jego oczy. Wręcz wymuszając na nim posłuszeństwo.
    Ten, jakby na rozkaz uniósł dłonie do góry, by po chwili odsunąć się ode mnie, odwrócić się na pięcie i powiedzieć na odchodne:
     - Spokojnie. Bierz sobie tę dziwkę, jedna noc bez niej mnie nie zbawi. Znajdę sobie tysiąc lepszych. - Mruknął, a w chwili, gdy uznał, że jest bezpieczny, ruszył do przodu, by zaraz potem zniknąć za rogiem. Samuel nadal celował w niego swoją odbezpieczoną bronią, dopóki ten nie zniknął mu z pola widzenia.
     - D-dziękuję - szepnęłam cicho, spuszczając wzrok na ziemię. Nawet nie podniosłam się na równe nogi. Cały ten czas spędziłam w tej samej pozycji - na klęczkach, z dłońmi na podłodze, pochylona nad swoją własną porażką. Tak wyglądałam prawie przez całe swoje życie. Może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, lecz mentalnie cały czas byłam na samym dnie. Deptana i poniżana przez innych. Najpierw przez rodzinę, a później pałeczkę nade mną przejął Tobias, najpewniej przyrzekając, że nie da mi odetchnąć ani na chwilę.
    Dlaczego muszę być taką ofermą?


< Samłel? XD Szypka jestem >

+10 PD

1 lut 2019

Od Odeyi Do Samuela

    Nowy dzień zaczął się tak samo, jak każdy poprzedni. Obudziłam się równo o ósmej przez mój ulubiony budzik, po czym zmuszona przez wszystkie możliwe siły, jakie na mnie oddziaływały, ociężale wstałam z ukochanego łóżka. Przetarłam delikatnie wierzchem dłoni moje zmęczone oczy i powolnym krokiem ruszyłam do łazienki. Standardowo - poranna toaleta. Jednak byłam na tyle zmęczona (albo wyjątkowo leniwa), by nie nałożyć na twarz ani grama makijażu. Tego ranka byłam czysta jak łza, jednak wiedziałam, że nie dotrwam w takim stanie do końca dnia. Wieczorem zaplanowany mieliśmy bankiet, który miał się odbyć dokładnie u mnie w domu. Nie mógłby on się obyć bez mojego cudownego narzeczonego, który, najpewniej tak, jak zawsze, zakradnie się w nocy do mojej sypialni i odbierze ostatnią cząstkę prywatności, jaka mi przysługiwała. Okropnie mi to nie pasowało. Momentami w nocy miałam go ochotę udusić jego własnym krawatem, jednak wiedziałam, że mój gwałtowny ruch wybudzi go ze snu i zostanę ukarana za moje nikczemne plany. Dlatego też się powstrzymywałam i patrzyłam na niego z wielką żądzą zemsty, ukrywającą się za moim spojrzeniem. Jedno było pewne - nic nie wskóram. Jako kobieta nie mam prawa głosu.
    Parsknęłam pod nosem.
    Zobaczymy, na jak długo. 
    Po zjedzonym śniadaniu, które na moją prośbę przywędrowało z kuchni do mojego pokoju, zaczęłam zajmować się papugą. Skupiłam na niej całą swoją uwagę, w międzyczasie rysując jej szkice na niewielkim kawałku papieru. Oczywiście tak jak zawsze, wymieniałam z nią multum zdań… Znaczy, to ja głównie mówiłam. Ona odpowiadała mi pojedynczymi słowami, czy też prostymi zdaniami, których jej nauczyłam. W międzyczasie też zajrzała do mnie babka - moja imienniczka - mówiąc mi, że powinnam stawić się na przygotowaniach do tej jakże zacnej i bardzo ważnej uroczystości. Naprawdę. Ten bankiet to była ostatnia rzecz, w której chciałam wziąć dzisiaj udział. Nie miałam ani na to siły, ani chęci. Doprawdy. Sztuczne uśmiechy i zachowanie są naprawdę ciężkie i męczące do odgrywania.
     - Głupia stara suka - usłyszałam od Phoebe, gdy drzwi za babką się zamknęły. Parsknęłam cichym śmiechem, by chwilę później skarcić papugę za tę uwagę.
     - Nie wolno tak mówić - mówiłam przez śmiech. - Jeszcze ktoś oprócz mnie cię usłyszy i co będzie?
     - Siwy paszczur - usłyszałam znowu, na co kolejny raz cicho parsknęłam. Uwielbiam tę papugę, naprawdę.
     - I tu się z tobą zgodzę.
    Na przygotowania zeszłam dopiero pół godziny później. Pomagałam mojej wielce zapracowanej matce wybierać przekąski, oraz ustalałam z nią różnorodne dekorację. Jak zwykle zostałam uznana za totalne bezguście, proponując coś, co nie byłoby urządzone z wielkim przepychem. Oczywiście, bo brak pozłacanych firan i usunięcie niektórych niepotrzebnych szczegółów jest okropnym posunięciem ze strony takiej damy, jaką jestem ja. Ciekawe, z której strony.
    Oczywiście, jak można było się spodziewać, pod koniec tej całej szopki zostałam wyrzucona z sali, a mój pobyt na niej uznali za ogromną stratę czasu. Szkoda, że odkryli to dopiero w tym momencie. Tak trudno zobaczyć, że nie nadaję się do tego i nie pasuję do takiego obrzydliwie bogatego otoczenia? Może jedynie na obrazach. Z charakteru zasłużyłam najwyżej na jakąś wyższych standardów kamienicę.
    Reszta mojego dnia wyglądała zupełnie tak, jak większość mojego dotychczasowego życia - siedziałam w pokoju, uczyłam się, rysowałam, śpiewałam, chodziłam po ścianach. Skupiłam się na tych czynnościach, które sprawiały mi przyjemność, dopóki nie wybiła godzina szesnasta. Powoli ruszyłam się z miejsca i skierowałam swój krok do łazienki, gdzie skrupulatnie się umyłam, wyczesałam i ulokowałam włosy, oraz nałożyłam niewielką warstwę makijażu. Samo to zajęło mi niecałą godzinę. Gdy wyszłam z łazienki, zauważyłam na łóżku kreację, którą pewnie przygotowała mi w samej osobie moja matka. Tak jak wcześniej wspomniałam, jestem bezguściem i muszę zostać nakierowana na dobrą drogę. To było wręcz oczywiste, że nie założę tego, co zostało mi podsunięte pod nos.
    Ze swojej szafy wyciągnęłam długą do kolan suknię o pięknej, ciemno zielonej barwie. Moją ulubioną. Nie była ozdobiona zbędnymi drobiazgami. Była bardzo prosta, jedynie materiał gdzieniegdzie został specjalnie zgnieciony, na potrzeby artystycznej wizji projektanta. Dobrze wiedziałam, że założenie takiej kreacji, było powolnym odkopaniem dla siebie grobu, jednak nie za bardzo przejmowałam się wtedy tym faktem. Chciałam im dogryźć, a to był jeden z lepszych sposobów, by tego dokonać.
    Przygotowana na najgorsze, dumnym krokiem zeszłam na sam dół do salonu. Pojawiłam się tam jednak już po przybyciu niektórych gości, więc moim rodzicom nie było na rękę mnie skrzyczeć. Ups, jaka szkoda.
    Nim się obejrzałam, po mojej prawej stronie stanął Tobias - o wiele wyższy ode mnie narzeczony. Jednak mimo wszystko moje buty na wysokim obcasie minimalizowały tę odległość. Dotyk jego skóry na mojej przyprawił mnie o nieprzyjemne dreszcze. Bałam się go. W każdej chwili mógłby mi coś zrobić, jednak dobrze wiedziałam, że przy mojej rodzinie się nie odważy. Będzie miał wolną rękę po naszym ślubie.
    Błagam, niech znajdzie się ktoś, kto to wszystko powstrzyma.
     - Słyszałem, jak się dzisiaj zachowywałaś - usłyszałam szept Tobiasa przy moim uchu. Wzdrygnęłam się mimowolnie. - Jesteś zadziorna, lubię cię taką.
     - A ty obleśny - odburknęłam, nie zastanawiając się nawet nad znaczeniem słów, które wypływają z moich ust.
     - Nie uważasz, - wysyczał, - że powinnaś się czasem hamować? Czy ja też mam się przestać hamować?
     - N-nie, przepraszam - odpowiedziałam o wiele ciszej, przerażona jego tonem głosu i tym, co był w stanie mi zrobić. Świadomość tego była okropna.
     - Pamiętaj, Oddy. - Zdrobnienie, które pada z jego ust, sprawia, że wręcz ocieka ono trucizną i chce się jak najbardziej od niego oddalić. - To ja tu mam władzę. Nie ty. Jesteś za słaba, rozumiesz? - wywarczał, ze szczególną emfazą na słowo “słaba”.
    Słaba.
    Naprawdę byłam słaba.
    To słowo nieustannie krążyło w mojej głowie, niczym sęp czyhający na swoją kolejną ofiarę. Gdy stałam obok niego, strach obezwładniał całe moje ciało, przez co nie potrafiłam nawet kiwnąć palcem. Dopiero szturchnięcie, którym obdarował mnie Tobias, wróciło mnie do porządku. Momentalnie na moją twarz wpłynął fałszywy uśmiech, którym obdarowałam nowoprzybyłych gości. Przeczuwałam, że ten wieczór będzie dla mnie wyjątkowo długi.
    Ciągłe uśmiechanie się i udawanie uprzejmości tak, by nikogo nie urazić, było strasznie męczące. Już po dobrych trzydziestu minutach miałam dość i najchętniej to zapadłabym się pod ziemię. Przynajmniej tam mogłabym robić to, co mi się żywnie podoba.
     - Tobiasie. - Głos dochodził zza naszych pleców, nie odwróciłam jednak głowy by zobaczyć, kto za nami stoi. Doskonale wiedziałam, że tym kimś jest mój ojciec. - Muszę cię wziąć na stronę - oświadczył, na co mój narzeczony z marszu się zgodził. Chwilę później poczułam jego wargi na mojej skroni. Kolejny teatrzyk.
     - Baw się dobrze, najdroższa - powiedział z fałszywym uśmiechem i równie udawaną troską. Zaraz potem już go obok mnie nie było.
    Odetchnęłam z ulgą. W końcu.
    Z długo wyczekiwanym uczuciem swobody ruszyłam w stronę stołów z przekąskami. Byłam niemożliwie głodna, jednak nie mogłam stać tutaj cały czas i dostarczać mojemu żołądkowi tych wszystkich pyszności. Etykieta nigdy nie była moim przyjacielem. 
    W czasie gdy podniosłam jedno z ciastek, poczułam czyjąś obecność po mojej prawej stronie. Delikatnie obróciłam głowę w tamtą stronę, a moje usta wykrzywiły się w delikatnym, aczkolwiek w dalszym ciągu sztucznym uśmiechem.
     - Dobrze się pan bawi? - zapytałam z grzeczności. Najchętniej bym stąd uciekła...


< Samłel? Takie se, bo to początek, więc nic dziwnego XD > 

+10 PD

31 sty 2019

Odeya Charlotte Celine Michaels

Źródło: Pinterest (Julia Adamenko)
Motto: “Nie zmarnuj błędu… naucz się z niego.”
Imię: Jej pełne imię brzmi - Odeya Charlotte Celine Michaels. Celine - po prababce, Charlotte - po zmarłej siostrze jej matki, a Odeya - po znienawidzonej przez nią babce. Dziewczyna gdyby tylko mogła, zmieniłaby swoje imię bez większego zawahania.
Nazwisko: Słynne i wszystkim znane - Michaels. Dziewczyna należy do jednej z najbardziej wpływowych rodzin w Avenley River. Mimo wszystko nie szczyci się ona swoim nazwiskiem. Ba! Usilnie stara się go ukrywać i zachować w tajemnicy fakt, kim są jej rodzice.
Wiek: Niedawno skończyła osiemnaście lat.
Data urodzenia: Dziewiętnasty stycznia.
Płeć: Stuprocentowa kobieta.
Miejsce zamieszkania: Aktualnie siedzi na utrzymaniu swoich rodziców, co trudno jej zaakceptować, jednak za niedługo ma się to zmienić - Odeya ma, tak jakby, zmienić właściciela. I nie przesadzam tu tym, że piszę o niej jak o rzeczy, gdyż duża część jej rodziny tak właśnie ją traktuje.
    Wracając do głównego tematu, który mam poruszyć w tym punkcie - dziewczyna, jak przystało na członka wysoko postawionej rodziny, mieszka w bogatej dzielnicy. Willa jej rodziców jest jedną z większych tam wybudowanych budynków. Dom jest w kolorach stonowanego miodu i bieli, a styl jest jednym z częściej spotykanych - nowoczesnym. Jednak nie przybrał on kształtu paru ładnie skonstruowanych ze sobą brył, a był odzwierciedleniem innych niewielkich domków jednorodzinnych, jednakże o porządne parę razy od nich większy i urządzony z wielkim przepychem. Ogród - bo jakżeby mogło go nie być - jak i wjazd na posesję, są ozdobione mnóstwem kwiatów, różniących się rodzajem i kolorem. Kwitną tam także różnorodne drzewa, którymi oczywiście zajmują się zatrudnienia przez nich ogrodnicy. Niestety, lecz pani domu nie ma czasu zajmować się sama swoim ogrodem. Powiedzmy, że ma ważniejsze sprawy na głowie.
    Wnętrze posiadłości, jak można było się już domyślić, jest bardzo bogato urządzone. Pełno w nim przepychu, jak i ogólnego rozmachu. Wszystkie meble są idealnie do siebie dopasowane i konstruowane przez najlepszych architektów. I teraz wyobraźcie sobie, ile musiało pójść na to pieniędzy.
    Cały budynek dzieli się na piwnicę, parter, oraz pierwsze piętro. W piwnicy przechowywane są różne mniej, lub też bardziej potrzebne rzeczy, jak i pokoje służby, która tutaj pracuje. Wszystko wygląda zupełnie tak samo, jak na górze, lecz zostało to urządzone bardziej… oszczędnie. To znaczy nie ma tylu dodatków, z iloma można się spotkać na wyższych piętrach. Obrazów, kwiatów, rzeźb, czy też wielu innych, zagracających przestrzeń badziewi. Jak wygląda ta piwnica? Otóż jest to długi korytarz  z wieloma drzwiami. Pierwsze dwa z nich prowadzą do tak zwanych grajdołków. Czyli składzików, zawierających wiele niepotrzebnych, czy też potrzebnych rzeczy. Następne natomiast należą do poszczególnych osób - pokojówek, kucharek. Znajduje się tu też jedna łazienka, którą wszyscy ze sobą muszą dzielić.
    Jest jeszcze inna część piwnicy, o której nie wspomniałam. A mianowicie prywatna siłownia, która znajduje się tuż obok prywatnego kina. Droga tam prowadzi przez zupełnie inny korytarz, ściśle oddzielony od części mieszkalnej dla służby.
    Parter natomiast prawie w całości jest zajmowany przez państwo Michaels. Dlaczego cały? Dlatego, iż jego pewna część to kuchnia, połączona z jadalnią dla służby, gdzie oni wręcz brzydzą się wchodzić. Jadalnia, gdzie zasiadają do obiadu właściciele posiadłości, znajduje się w zupełnie innym miejscu - jest połączona z wielkim, wręcz ogromnym salonem, który z prawie każdej strony jest przepełniony przepychem. Na dole znajduje się też jedna, niewielka łazienka, oraz gabinet głowy rodziny.
    Pierwsze piętro to część sypialna. Konkretnie jest ich sześć, a każda z nich posiada swoją własną łazienkę oraz garderobę. Pierwszą sypialnie zajmują rodzice Odeyi, drugą jej dziadkowie, trzecią jej siostra, a czwartą ona sama. Pozostałe dwie natomiast są dla gości, którzy dosyć często przebywają w ich posiadłości.
    Pokój dziewczyny jest jednym z większych w jej domu. Jedna jego część jest typowo oddzielona wielką kratą i jest w pełni przeznaczona dla jej papugi, a drugą zajmuje ona. Urządzona jest w jej ulubionych kolorach. Konkretnie mowa tu o zielonym i białym. Meble są całkowicie białe, jednak wszystko inne - pościele, poduszki, koce, dywany. Wszystko to jest utrzymane w ciemnych odcieniach zieleni.
Orientacja: Heteroseksualna.
Praca: W tajemnicy przed rodzicami pracuje jako kelnerka w jednej z niewielkich kawiarni w mieście. Dlaczego w tajemnicy? Już tłumaczę. Według jej rodziny, kobietom wręcz nie wolno brać się za jakąkolwiek pracę. Jednak dziewczyna i tak, czy siak znalazła sposób, by sprawnie ominąć ten zakaz. Czułaby się całkowicie bezużyteczna, gdyby nie jakakolwiek praca i zarobione własnymi rękami pieniądze.
Charakter: Odeya urodziła się w bogatej, wysoko postawionej rodzinie - to wszyscy już wiemy. Jednak na całe szczęście nie zdołała pochłonąć wszystkich cech, z jakimi miała styczność w rodzinnej posiadłości. Pycha, chciwość, poczucie wyższości, materializm - nie wyniosła stamtąd żadnych cech tego pokroju. Nauczyła się je tylko… udawać. Na potrzeby wszystkich bankietów i innych tego typu spotkań, na których można spotkać samą śmietankę towarzyską. Nie pomijajmy oczywiście też tego, że na takich imprezach dziewczyna czuje się strasznie nieswojo i ma ochotę momentami wyjść z sali bez zupełnie żadnego słowa.
    Mimo wszystko Odeya wyrosła na naprawdę porządną kobietę. Zawsze uśmiechnięta i miła w stosunku do innych ludzi. Pomocna… też, jednak to już zależy od humoru. W sumie to wszystko zależy od jej humoru. Potrafi być niesamowicie miła, jak i okropnie wredna i upierdliwa. Jednak rzadko kiedy bywa sztuczna. Albo raczej - rzadko kiedy bywa sztuczna poza domem. W domu zawsze zakłada maskę grzecznej, poukładanej i równo sztucznej kobiety, jak jej matka. Można powiedzieć, że gdyby nie rude włosy, dziewczyna byłaby jej kopią. Natomiast gdy wychodzi z domu, zmienia się nie do poznania. Ściąga maskę córki najbogatszego mężczyzny w mieście i pokazuje swoją najprawdziwszą twarz - zwykłego człowieka.
    Dziewczyna trzyma w sobie pokłady pozytywnej energii i dobrego humoru. Zaledwie wypowiedziane przez nią żartobliwe parę zdań, potrafią rozluźnić naprawdę mocno napiętą atmosferę. Jedynym jej minusem jest to, że nie ma zbyt dużego dystansu do siebie i wiele rzeczy bierze sobie do serca. I tych dobrych i tych złych, nieważne, czy miały zabarwienie humorystyczne, czy też nie.
    Patrząc na to w jakim otoczeniu się wychowała i w jakiej atmosferze dorastała, ma prawo mieć zaniżoną samoocenę i szereg kompleksów, których nie potrafi się pozbyć. Zawsze mówili jej same złe rzeczy, karcili za wszystkie popełnione błędy i w ogóle nie chwalili, gdy zrobiła coś poprawnie. Do tej pory dziewczyna nie potrafi uwierzyć w siebie. Mimo tego, że nie chce tego robić, to i tak czyjeś zdanie o jej osobie jest dla niej ważniejsze, niż jej własna opinia. Bez przerwy stara się przypodobać innym ludziom. Możliwe, że to trauma wynikająca ze złego wychowania, albo też trwały uszczerbek na psychice przez wielokrotne gwałty. Możemy się jedynie domyślać, która wersja jest poprawna.
    Odeya jest bardzo inteligentna. Szybko pojmuje dużo rzeczy, jak i bardzo dobrze pochłania wiedzę, którą przekazują jej prywatni nauczyciele. Jest także poliglotką - nawet już teraz potrafi się biegle posługiwać paroma językami. Nauki humanistyczne jak i ścisłe również idą jej bez większego problemu.
    Jest indywidualistką. Woli działać sama, ma własne zdanie na wiele tematów, nie opierające się ani trochę na opiniach innych. Chciałaby sama decydować o swoim losie, jednak w niektórych przypadkach jest to niemożliwe. Oddy stara się więc z tym walczyć, jednak bezskutecznie. Mimo tego cały czas próbuje. Dąży wytrwale do ustanowionego sobie celu i nie zamierza odpuszczać, dopóki go nie osiągnie.
    Dziewczyna jest typową buntowniczką. Mimo tego, że ostatnio jej zapał do kłótni z rodziną zmalał, nadal stara się rzucać im kłody pod nogi. Można powiedzieć, że działa jako tak zwana partyzantka. Często doprowadza do wielu kłótni tak, by domownicy nie wiedzieli, że to tak naprawdę jej sprawka. Dużo intryguje i działa podstępnie, dążąc do upragnionego celu - wolności.
    Na pierwszy rzut oka widać, że jest twarda. Że bardzo trudno można ją złamać, jednak to tylko pozory. Kolejna maska, której nie zdejmuje tak często, jak poprzedniej. Tak naprawdę od dawna jest całkowicie zniszczoną osobą, która ledwo trzyma się na nogach. Jej psychika rozpacza, od kolejnych ciosów, które zadają jej rodzice i narzeczony. Ona to wszystko znosi. Momentami upada, ale i tak, czy siak potrafi się podnieść. Jednak to robi ją coraz słabszą. Coraz trudniej jej po tym wszystkim stawać na nogi. Coraz trudniej jej się tak utrzymać i wystarczy tylko delikatny powiew wiatru, by ta znowu spadła na samo dno. Jest wrażliwa i delikatna, owszem. Używana jako worek treningowy przez te wszystkie lata, ma prawo się złamać, jednak tego nie robi. Nie chce dać im tej satysfakcji.
    Kiedyś była introwertyczką, jednak gdy zaczęła coraz częściej wychodzić z domu i poznawać się z coraz to większą ilością osób, dała radę się zmienić. Teraz jest duszą towarzystwa, która nie wytrzyma bez kontaktu z innym człowiekiem na dłuższą metę.
    Podsumowując. Odeya to dziewczyna nosząca maskę za każdym razem, gdy jest w domu, czy w towarzystwie, które dorównuje jej rodzicom grubością portfela. Poza domem jednak zmienia się nie do poznania. Staje się uśmiechniętą, miłą i bardzo pogodną dziewczyną. Szybko pochłania wiedzę i woli działać jako indywidualistka, jednak nie przeszkadza jej to, w byciu bardzo towarzyską istotą. Jednak wiele wydarzeń z jej życia, zniszczyło ją doszczętnie. Mimo wszystko nie poddaje się i dalej mknie w życie, z nadzieją lepszego jutra.
Hobby: Dziewczyna ma dużo zainteresowań, głównie związanych z artystyczną stroną świata. Dużo rysuje i maluje - poszła w realistykę. Do tej pory nie potrafi ogarnąć stylu komiksowego, który praktykuje zdecydowana większość artystów, jakich zna dziewczyna. Jednak nie przeszkadza jej to w niczym. Ostatnimi czasy zrobiła sama dla siebie kolekcję niewielkich obrazów, utrzymanych w zielonych kolorach.
    Dziewczyna nie tylko ma talent w dłoniach. Kolejną jej pasją jest śpiew. Od wielu osób słyszała pochwały na temat barwy oraz czystości jej głosu, jednak nie od tych, od których najbardziej chciałaby te komplementy usłyszeć. Mimo wszystko nie zrezygnowała z tego i nadal ćwiczy, czego świadectwem są liczne postępy na jej koncie.
    Odeya lubi także tańczyć. Głównie praktykuje taniec współczesny, ale miała też taki okres w swoim życiu, że odnajdywała się również w tańcu towarzyskim. Od jakiegoś czasu nie chodzi już na lekcje i tańczy tylko sama dla siebie. Głównie wtedy, gdy nikt nie ma szansy jej zobaczyć.
    Osiemnastolatka również potrafi bardzo dobrze grać na skrzypcach, wiolonczeli oraz pianinie. Od najmłodszych lat była tego uczona przez swoją babkę i właśnie to jest jedna, jedyna rzecz, za którą może jej szczerze podziękować.
Aparycja|
- wzrost: 165 centymetrów.
- waga: Ledwo 55 kilogramów.
- opis wyglądu: Patrząc na Odeyę, z marszu widzisz drobną i mało wyróżniającą się dziewczynę. Mierząca sto sześćdziesiąt pięć centymetrów i ważąca pięćdziesiąt pięć kilogramów młoda kobieta, jest ledwo dostrzegalna w tłumie. Jedynie czym się wyróżnia na bankietach to bardzo bogatym i wykwintnym wręcz strojem. Odcień jej skóry jest bardzo jasny, co zawdzięcza swoim rzadkim przebywaniem na słońcu. Odeya nigdy nie narzekała na swoją figurę - cieszyła się wręcz z tego, jakimi kształtami została obdarowana przez matkę naturę. Nie za duże biodra oraz proporcjonalne do reszty ciała piersi - a to wszystko dopełniało delikatne wcięcie w talii. Jeśli chodzi o sport - dziewczyna nigdy za nim nie przepadała, co nie znaczy jednak, że całkiem wyeliminowała go ze swojego życia. Często korzysta z siłowni, która znajduje się w piwnicach ogromnej willi, należącej do jej rodziny, co można zauważyć po jej delikatnie zarysowanych mięśniach.
    Twarz ma zadbaną i symetryczną. W samym jej centrum znajduje się okno jej duszy - oczy, które mają piękny odcień koloru niebieskiego. Nos, jak i pełne usta są proporcjonalne do reszty, a to wszystko dopełnia burza rudych włosów, okalająca jej głowę.
    Można powiedzieć, że jest styl ubierania się ma dwie twarze. Jedną z nich zachowuje, gdy spędza czas w towarzystwie całej śmietanki, która nie może się przestać podlizywać jej rodzinie w żadnym aspekcie. Wśród nich musi zachowywać się jak dama, którą usilnie próbowała z niej zrobić jej rodzina. Zakłada wtedy wyszukane suknie, drogą biżuterię oraz buty z górnej półki. Poza tym otoczeniem - zupełnie inny styl. Zwykłe spodnie, zwykłe bluzki i zwykłe kurtki - to, co nosi reszta zupełnie zwykłych ludzi. Dziewczyna często żałuje, że nie urodziła się w zwykłej, kochającej rodzinie, a w snobistycznej społeczności, która nie widzi niczego, poza czubkiem własnego nosa.
- pozostałe informacje: ---
Historia: Na świat przyszła 19 stycznia w dosyć mroźne popołudnie. Od pierwszych miesięcy swojego życia, nie zajmowała się nią ani matka, ani babka, ani też nikt bliski z jej rodziny. Były to służące, a jakżeby inaczej. Teresa - matka dziewczyny - miała o wiele ważniejsze sprawy na głowie, jakimi były operacje plastyczne, by wrócić do utraconej formy po porodzie, oraz liczne wizyty u fryzjerów, kosmetyczek, oraz w salonach spa. Ojciec też nie zwracał na nią szczególnej uwagi - dla niego liczyła się tylko praca i liczne grono kochanek. 
    Gdy skończyła pięć latek, pieczę nad nią przejęła jej imienniczka - babka, którą do teraz szczerze nienawidzi. Ta uczyła ją etykiety i dobrych manier, jednak robiła to w nie za przyjazny sposób. Ciągle na nią krzyczała, przeklinała i wciskała w ziemię jak zwykłego, nic nie znaczącego robaka. Często też stosowała w jej kierunku przemoc, na którą nikt nie mógł nic zaradzić. Wszyscy w tym domu udawali, że nic złego się nie dzieje. Wszyscy, oprócz jednej, równie młodej osóbki. Była nią Jena - starsza siostra Odeyi. Chciała się wstawiać za nią za każdym razem, jednak musiała się też liczyć z konsekwencjami. Dlatego też często kończyła gorzej, jak jej siostra. Odeya jednak przekonała ją w miarę szybko, żeby tego więcej nie robiła, argumentując to tym, że da sobie radę i nie ma potrzeby, by obie przez to były maltretowane.
    Gdy skończyła czternaście lat, powoli zaczynała poznawać swojego narzeczonego. Szybko jednak spostrzegła, że jest z nim coś wyraźnie nie tak. Nie minęło parę tygodni do czasu, gdy została przez niego brutalnie zgwałcona, a zaraz potem śmiertelnie nastraszona, przez co nie odważyła się powiedzieć o tym nawet swojej rodzonej siostrze. Z czasem zaczęło się to coraz częściej powtarzać. co prawda dziewczyna usiłowała się bronić, szarpać i wyrywać, jednak nie przynosiło to żadnych pozytywnych rezultatów, więc w pewnym momencie przestało ją to kompletnie interesować. Oddawała mu się bez większego sprzeciwu i robi to do teraz, bo wie, że mimo wszystko i tak to on dostanie jej rękę i za niedługo będzie miał ją całą na własność. Jednak ta mimo wszystko nie zamierza się ot tak poddać i powoli obmyśla plan, jak wyplątać się z jego sideł.
    Odeya przez cały ten czas bardzo dobrze się uczyła. Pochłaniała wiedzę garściami i nie miała tego wcale dość. Korzystała, że to wszystko przychodzi jej z taką łatwością. Takim oto sposobem nauczyła się biegle władać pięcioma językami, jak i została specjalistką w wielu dziedzinach nauki, jednak niezbyt specjalnie się z tym odnosi.
    No cóż jeszcze mogłabym dodać? Jej historia dalej się ciągnie, jak innych w całym Avenley River.
Rodzina: 
Teresa Michaels - jedna z żywych koszmarów dziewczyny i zarazem jej rodzona matka. Strasznie wymagająca kobieta, która wszelkie luksusy i pieniądze stawia ponad wszystko. Nie liczy się dla niej rodzina, bardziej zysk, dobry gust, wygląd i oczywiście wysokie standardy. Jest jak najbardziej nie pracującą kobietą i nie robi nic poza zakupami, wizytami w spa i korzystaniem z dóbr wynikających z grubego portfela jej męża.
Daniel Michaels - ojciec, którego dziewczyna zna tylko z widzenia i krótkich rozmów przy rodzinnym stole. Mężczyzna nie był zbytnio zainteresowany kontaktem z córkami, zupełnie jak ich matka. Interesowały go tylko swoje interesy i ogromne pokłady kochanek, które były na każde jego kiwnięcie palcem. Dziewczyna niejednokrotnie przyłapała go na schadzkach z tymi pięknymi, napompowanymi botoksem i silikonem paniami, lecz z czasem przestało ją to dziwić, a nawet straciła tym zainteresowanie.
Gregory Michaels - dziadek. Zwykle milczący staruszek, schowany w cieniu swojej totalitarnej żony. Dziewczyna nie pamięta, żeby kiedykolwiek wymieniła z nim więcej niż dwa zdania, jednak nie ma mu nic za złe. No, może jedynie tylko to, że nie potrafi się przeciwstawić i zdominować jej babki. Mimo wszystko ten próbował zrobić to wiele razy, jednak nie odniósł w swoich działaniach żadnych pozytywnych skutków. Uzyskał jedynie ostrzejsze represje ze strony swojej małżonki.
Odeya Michaels - babka - chodzący i największy koszmar Odeyi. Odkąd pamięta, ta kobieta potrafiła ją tylko poniżać i zrównać jej dumę jak i mniemanie o sobie z ziemią. Głównie przez nią, dziewczyna przestała szanować i doceniać tego, w jak bogatym otoczeniu żyje i w jakim dobrobycie pływa. Dziewczyna nienawidzi tego równie bardzo, jak matki swojego ojca. 
Jena Michaels - starsza siostra i jednocześnie jedyne oparcie dziewczyny. Jena to kobieta, której Odeya bezgranicznie ufa i byłaby w stanie nawet skoczyć za nią w ogień. Siostry nadają na tych samych falach i są ze sobą bardzo związane. Mimo tego, że Jena obecnie mieszka ze swoim narzeczonym - który z resztą też został jej wybrany przez rodziców - dziewczyny nadal mają okazję często się ze sobą spotykać.
Partner: Aktualnie jest zaręczona, jak z resztą przez całe swoje życie. Jej narzeczonym jest Tobias Orwell - starszy od niej o pięć lat mężczyzna, z sadystycznymi popędami. Z charakteru kropka w kropkę jak jej ojciec, dlatego też zapiera się rękami i nogami, by do tego nie doszło. Jednak zapomniała o jednym - jej zdanie się nie liczy.
Potomstwo: Jak na razie nie jest matką, ale ma nadzieje, że kiedyś będzie jej dane mieć własne dzieci i wychować je w zupełnie inny sposób, niż ten, który praktykowali jej rodzice.
Ciekawostki: 
 - Pseudonimem, który dosyć często jest używany przez jej znajomych i nawet mocno do niej przylgnął, jest Oddy.
 - Potrafi gotować i to nawet całkiem smacznie, jednak nie uśmiecha jej się długie stanie nad garami.
 - Jej marzeniem jest uwolnienie się z klatki zwanej małżeństwem, które z każdą chwilą jest coraz bliżej zawarcia. Ma ich oczywiście więcej. Są nimi między innymi: znalezienie i wyprowadzka do nowego, własnego mieszkania, zostanie znaną artystką, czy też znalezienie i doświadczenie prawdziwej miłości.
Inne Zdjęcia: [x] [x] [x] [x] [x] [x] [x] [x] [x]
Zwierzęta: Jest właścicielką papugi, konkretnie to ary zwyczajnej, którą obdarzyła imieniem Phoebe. Jest to bardzo gadatliwy, ruchliwy ptak, potrzebujący ciągłego towarzystwa. Odeya stara się więc często przebywać w domu i spędzać z nią czas. Często wyłapuje słowa i zdania jakie mówi dziewczyna, więc ta nie może dopuścić do tego, by jej rodzice mieli z nią bezpośrednią styczność. Stara się tego unikać jak ognia, bo mogłoby to doprowadzić do nie za przyjemnych konsekwencji.
Pojazd: Żaden z pojazdów jej rodziny nie należy do niej. Z resztą, od urodzenia wmawiano jej, że jeżdżenie samochodem nie jest dla kobiet, jednak ta mimo wszystko znalazła sposób, by jakoś sfinansować sobie podejście do testów na prawo jazdy i zdać je za pierwszym razem. 
Kontakt: Pandame [hw]